Stanisław koziej obronnośĆ rzeczypospolitej polskiej w latach 1989 – 2009


II. ZDOBYWANIE I KSZTAŁTOWANIE PEŁNEJ PODMIOTOWOŚCI STRATEGICZNEJ W SOJUSZNICZYCH SYSTEMACH BEZPIECZEŃSTWA



Pobieranie 251.14 Kb.
Strona2/4
Data26.10.2017
Rozmiar251.14 Kb.
1   2   3   4

II. ZDOBYWANIE I KSZTAŁTOWANIE PEŁNEJ PODMIOTOWOŚCI STRATEGICZNEJ W SOJUSZNICZYCH SYSTEMACH BEZPIECZEŃSTWA

(lata 1999 – 2009)

Chociaż wstąpienie do NATO było oficjalnie strategicznym celem Polski od 1992 roku, to realne prace nad nową koncepcja strategiczną w warunkach członkostwa w Sojuszu rozpoczęte zostały w praktyce w 1997 roku, z chwilą uruchomienia procesu akcesyjnego.11 Prowadzone one były równolegle z udziałem w pracach nad nową koncepcją strategiczną NATO.12 Takie rozpoczęcie prac koncepcyjnych dawało szansę ich dokładnego i wszechstronnego przeprowadzenia, wykorzystania zarówno środowisk eksperckich13, jak i zorganizowania porządnej debaty publicznej – z takim wyliczeniem, aby nową strategię wprowadzić w życie natychmiast po wstąpieniu do NATO. Niestety, ta szansa nie została wykorzystana. Nowa strategia bezpieczeństwa i następnie strategia obronności zostały przyjęte i wprowadzone w życie dopiero około rok po tym, jak Polska stała się członkiem NATO.14 Przez ten czas – od marca 1999 roku Polska jako członek sojuszu obronnego miała koncepcję strategiczną opracowaną dla warunków samodzielności strategicznej.

Pod tym względem nie zdaliśmy egzaminu na starcie naszego członkostwa w NATO. Nie zdaliśmy go wyłącznie z własnej woli, jako że prace nad strategią były świadomie i celowo opóźniane. Kierowano się dyrektywą: „poczekajmy, aż NATO przyjmie swoją koncepcję strategiczną na szczycie w Waszyngtonie, wtedy, na jej podstawie, będziemy mogli opracować własną strategię”. Była to jednakże przesłanka z gruntu błędna. Zasadzała się ona na (chyba podświadomym) traktowaniu sojuszu NATO wedle wzorców Układu Warszawskiego, uznawaniu, że strategia sojusznicza jest nadrzędną w stosunku do strategii narodowej. Tak rzeczywiście było w Układzie Warszawskim. Ale w NATO jest akurat odwrotnie. Pierwotne są strategie narodowe, jasno zdefiniowane interesy i cele narodowe oraz środki, jakie państwo wydziela do ich osiągnięcia i dopiero ze zderzenia tychże narodowych strategii wyłania się, w drodze negocjacji i przyjmowana na zasadzie consensusu, wspólna strategia sojusznicza. Czekanie zatem z określeniem własnej strategii narodowej na przyjęcie strategii sojuszniczej było błędem wynikającym z naszej niedojrzałości członkowskiej i z kierowania się stereotypami z czasów Układu Warszawskiego. Taka postawa była niezrozumiała dla naszych sojuszników, aczkolwiek przyjmowana do wiadomości („wasza sprawa”).

Zdecydowano się na przyjęcie dwóch odrębnych dokumentów „Strategia bezpieczeństwa Rzeczypospolitej Polskiej” i „Strategia obronności Rzeczypospolitej Polskiej” po upadku pierwotnej propozycji, aby opracować i przyjąć jeden dokument państwowy, traktujący w sposób zintegrowany o strategii bezpieczeństwa i obronności, który byłby uzgodniony między Rządem i Prezydentem RP oraz ostatecznie przyjęty przez Parlament. Podstawowy zarzut formalny, jaki był wysuwany wobec obydwu przyjętych dokumentów, to ten, że miały one wyłącznie rządowy charakter, jako przyjęte bez udziału Prezydenta RP i Parlamentu. Nie wykorzystana została szansa, aby nadać tym dokumentom rangę ogólnopaństwową, a tym samym podnieść wyraźnie ich znaczenie i moc sprawczą.

Próbę naprawienia tej sytuacji podjęto w nowej strategii bezpieczeństwa narodowego, która została przyjęta w 2003 roku. Ale niestety próba ta nie okazała się do końca udana. Dopiero strategia bezpieczeństwa narodowego z 2007 roku jest strategią zintegrowaną, choć jeszcze także budzi sporo zastrzeżeń, zwłaszcza w części odnoszącej się do systemu bezpieczeństwa.



  1. Strategia obronności z 2000 roku

„Strategia obronności Rzeczypospolitej Polskiej” ustanawia wykładnię podstawowych założeń strategicznych w dziedzinie obronności Polski w warunkach członkostwa w NATO i daje podstawy koncepcyjne do dalszych szczegółowych prac planistycznych, programowych i doktrynalnych dotyczących przygotowania i użycia potencjału obronnego państwa w czasie pokoju, kryzysu i wojny. W porównaniu z poprzednimi dokumentami strategicznymi z 1990 i 1992 roku zawiera ona szereg nowych elementów.

Inny jest już sam tytuł dokumentu. Odstąpiono od nazwy „doktryna”. W tym względzie przyjęto podejście stosowane w państwach NATO, gdzie najwyższe koncepcje państwowe nazywa się strategiami, natomiast termin „doktryna” odnosi się do sfery bezpośrednio wykonawczej, w tym zwłaszcza wojskowej. Po raz pierwszy wprowadzono do formalnego obiegu pojęcie „strategia obronności”, zastępując nim dotychczasowe pojęcie „strategia obronna”. Obronność15 traktowana jest w tym dokumencie jako jedna z dziedzin bezpieczeństwa państwa16, dotycząca przeciwstawiania się zewnętrznym zagrożeniom polityczno-militarnym przy wykorzystaniu wszystkich dysponowanych przez państwo sił i środków (militarnych i niemilitarnych). Tak rozumiana strategia obronności formułuje odpowiedzi na trzy główne rodzaje pytań: jakie są podstawowe uwarunkowania strategiczne obronności państwa, w tym jego interesy narodowe, cele strategiczne i warunki ich osiągania; jakie są optymalne koncepcje (sposoby) osiągania celów strategicznych oraz – jakie siły i środki winno wydzielić państwo do realizacji tych koncepcji?

Punktem wyjścia nowej koncepcji strategicznej są interesy narodowe. Za podstawowe wartości odzwierciedlone w zapisach konstytucyjnych, które charakteryzują najważniejsze interesy narodowe, uznano: niepodległość i nienaruszalność swojego terytorium, wolności i prawa człowieka i obywatela oraz bezpieczeństwo obywateli, dziedzictwo narodowe i ochronę środowiska.17 Bezpieczeństwo obywateli oraz niepodległość i nienaruszalność terytorium są bez wątpienia interesami narodowymi o egzystencjalnym znaczeniu, których zapewnienie ma charakter bezwzględnego imperatywu, uzasadniającego użycie w ich obronie w razie potrzeby wszystkich dysponowanych przez państwo sił i środków, z militarnymi włącznie.

W konsekwencji takiego podejścia uznano, że zapewnienie bezpiecznych warunków realizacji powyższych interesów narodowych poprzez ich obronę przed zewnętrznymi zagrożeniami kryzysowymi i wojennymi jest najogólniejszym strategicznym celem obronności państwa. Według strategii obejmuje on pięć grup celów szczegółowych: obronę terytorium Rzeczypospolitej Polskiej przed agresją zbrojną, w tym zapewnienie nienaruszalności polskiej przestrzeni powietrznej i morskiej oraz granic lądowych; obronę i ochronę wszystkich obywateli Rzeczypospolitej Polskiej; udział we wspólnej obronie terytoriów państw członkowskich NATO, zgodnie z art. 5. Traktatu Waszyngtońskiego; wspieranie akcji instytucji i organizacji międzynarodowych w reagowaniu kryzysowym oraz polityczno-militarnych działaniach stabilizujących; kształtowanie bezpiecznego otoczenia Polski poprzez rozwijanie partnerskiej współpracy wojskowej z innymi państwami, zwłaszcza sąsiednimi.

Z przyczyn oczywistych nowym – w porównaniu z poprzednimi strategiami lat dziewięćdziesiątych – aspektem celów strategicznych jest ich bardzo wyraźny kontekst sojuszniczy. Jedną z charakterystycznych cech nowej strategii obronności Rzeczypospolitej Polskiej jest uwzględnianie szerszego niż kiedyś spektrum jej zewnętrznych uwarunkowań. Znajduje to swoje odzwierciedlenie w mocniejszym zaakcentowaniu – obok tradycyjnych zagrożeń wojennych – także pokojowych wyzwań polityczno-militarnych i zagrożeń kryzysowych. W porównaniu ze strategią z 1992 roku o wiele mocniej zaakcentowana została teza, że współcześnie głównym niebezpieczeństwem dla stabilności międzynarodowej, w tym także Polski, stały się zagrożenia kryzysowe. Mogą mieć one charakter kryzysów polityczno-militarnych i pozamilitarnych.18

Nowym elementem strategii z 2000 roku jest wyróżnienie - stosownie do trzech stanów bezpieczeństwa państwa: pokoju, kryzysu (zagrożenia bezpieczeństwa) i wojny - trzech rodzajów działań strategicznych państwa w sferze obronności, jakimi są:



- działania prewencyjno-stabilizacyjne - realizowane w czasie pokoju i obejmujące bieżące zapobieganie wystąpieniu zewnętrznych zagrożeń polityczno-militarnych (kryzysowych i wojennych), poprzez neutralizowanie ich potencjalnych źródeł oraz stabilizowanie i umacnianie bezpiecznego środowiska (otoczenia) międzynarodowego Polski;

- reagowanie kryzysowe - realizowane w razie wystąpienia zagrożenia bezpieczeństwa państwa lub bezpieczeństwa sojuszników oraz zagrożeń dla szerszego bezpieczeństwa międzynarodowego i obejmujące zarówno działania narodowe, jak i udział w wysiłkach międzynarodowych na rzecz opanowywania kryzysów oraz osłonę przed ich skutkami;

  • działania wojenne - prowadzone w razie agresji na Polskę lub sojuszników i obejmujące wykorzystanie całego lub części potencjału państwa do odparcia agresji, poprzez przygotowanie i przeprowadzenie kampanii i operacji wojennych.

Wskazuje to wyraźnie na rzeczywisty obszar zainteresowania strategii obronności w nowych warunkach. To nie są wyłącznie kwestie przygotowania i prowadzenia działań wojennych. Wiele miejsca zajmuje w niej pokojowa aktywność państwa na rzecz kształtowania bezpiecznego środowiska strategicznego oraz udział w międzynarodowym reagowaniu kryzysowym. Sformułowanie koncepcji reagowania kryzysowego jest jednym z najbardziej znaczących nowych elementów w porównaniu z poprzednimi strategiami z 1990 i 1992 roku.

Ta strategiczna „inwentaryzacja” podstawowych uwarunkowań ewentualnych działań wojennych posłużyła jako punkt wyjścia do określenia koncepcji ich prowadzenia. W razie lokalnego konfliktu zbrojnego koncepcja ta zakłada jak najszybsze odparcie agresji i rozbicie zgrupowania przeciwnika siłami posiadanymi już w czasie pokoju – nawet przy ograniczonym i ze względów obiektywnych nie natychmiastowym udziale sojuszniczych sił lądowych. Wymaga to dysponowania znacznym potencjałem sił reagowania, zdolnych i gotowych do szybkiego użycia w obronie terytorium Polski. W razie przedłużania się konfliktu angażowane byłyby dodatkowe siły własne, rozwijane w wyniku mobilizacji, a także dodatkowe siły sojusznicze, niezbędne do jego ostatecznego rozstrzygnięcia.

Z kolei w razie wojny na dużą skalę – której realna groźba narastałaby przez pewien czas, co oznaczałoby, że poprzedzałaby ją dłuższa faza kryzysu – Siły Zbrojne RP od samego początku działałyby w ramach operacji połączonych, prowadzonych w bezpośredniej obronie Polski przez wielonarodowe zgrupowania sojusznicze, rozwinięte zawczasu na naszym terytorium w okresie pogłębiania się kryzysu i działające wedle wspólnie opracowanych, sojuszniczych planów operacyjnych. Strategia obrony w razie wojny na dużą skalę zakłada skoordynowane wykorzystanie narodowego potencjału obronnego z użyciem na terytorium Polski odpowiednich sił wzmocnienia sojuszniczego w celu niedopuszczenia do utraty terytorium oraz jak najszybszego rozbicia agresora i takiego zniszczenia jego potencjału wojennego, aby uniemożliwić mu podjęcie ponownej próby agresji – przy jednoczesnym maksymalnym zabezpieczeniu własnej ludności i majątku narodowego przed stratami i zniszczeniami.

Strategia obronności z 2000 roku kontynuuje zastosowane w poprzednich koncepcjach strategicznych systemowe podejście do potencjału obronnego państwa. Zakłada, że stosownie do celów i zadań strategicznych Polska będzie utrzymywać system obronności gwarantujący sprostanie wyzwaniom i przeciwstawianie się wszystkim potencjalnym zagrożeniom zewnętrznym. System ten stanowią wszystkie siły i środki przeznaczone do realizacji zadań obronnych, odpowiednio do tych zadań zorganizowane, utrzymywane i przygotowywane. Składa się on z trzech podstawowych elementów: podsystemu kierowania oraz dwóch podsystemów wykonawczych - militarnego (Siły Zbrojne RP) i pozamilitarnego (pozamilitarne ogniwa obronne). Jest to ujęcie analogiczne do przyjętego w strategii z 1992 roku.

Strategia obronności dużo miejsca w porównaniu z poprzednimi koncepcjami poświęca przygotowaniom obronnym, ustanawiając szereg zasad i przedsięwzięć w tym zakresie, które powinny zapewnić systematyczne zajmowanie się sprawami obronności przez wszystkie zobowiązane prawnie do tego struktury państwa. Na przygotowania te składają się: planowanie strategiczno-operacyjne i programowanie obronne (w tym budżetowanie) oraz bieżące utrzymywanie i doskonalenie systemu obronności.

Za realizację koncepcji strategicznej – wedle końcowych zapisów samej strategii – odpowiadają wszystkie organy administracji państwowej oraz dowództwa i sztaby wojskowe. Postanowienia strategii mają być rozwijane i precyzowane w dokumentach wdrożeniowych - dyrektywach, doktrynach wojskowych, planach strategicznych i operacyjnych oraz w programach przygotowań obronnych, w tym programach rozwoju Sił Zbrojnych RP.



  1. Doświadczenia z funkcjonowania w ramach NATO i UE

Fundamentalne ustalenia strategiczne w dziedzinie obronności z 2000 roku zachowują swą aktualność w większości do dziś. Natomiast niektóre z bardziej szczegółowych założeń były dwukrotnie modyfikowane w ostatnim dziesięcioleciu w tramach strategii bezpieczeństwa z 2003 roku oraz strategii bezpieczeństwa narodowego z 2007 roku. Modyfikacje te wiązały się z naszym wstąpieniem do Unii Europejskiej, a także z praktycznymi doświadczeniami z funkcjonowania w obydwu dla nas najistotniejszych z punktu widzenia bezpieczeństwa organizacji międzynarodowych, jakimi są NATO i UE, oraz doświadczenia z partnerstwa z USA.

Mówiąc o doświadczeniach w ramach NATO warto zauważyć, że szliśmy doń w latach dziewięćdziesiątych jako do sojuszu obronnego. Z uwagi na świeżą pamięć strategiczną główną dla nas jego wartością był słynny artykuł 5. (zasada muszkieterów: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego)19. Ale szybko przekonaliśmy się, że funkcja obronna sojuszu ani nie była jedyną i najważniejszą, ani też nie jest taką pewną, jak sądziliśmy. Na naszych oczach i z naszym udziałem NATO zderzało się z coraz to nowszymi i innymi wyzwaniami. Dzisiaj to już jest zupełnie inne NATO, niż to, do którego wstępowaliśmy.20

Odnotujmy najważniejsze wyzwania i zmiany, których doświadczaliśmy razem z pozostałymi sojusznikami w naszej wspólnej 10-letniej historii. Z pierwszym zetknęliśmy się już w momencie wstępowania do NATO. Interwencja w byłej Jugosławii w 1999 roku oznaczała operacyjne wyjście sojuszu poza traktatowe granice, po 50 latach koncentrowania się wyłącznie na przygotowaniu obrony własnego terytorium.21 To był historyczny krok w ewolucji sojuszu, z którego konsekwencji wówczas jeszcze nie bardzo zdawaliśmy sobie sprawę. A to był właśnie początek zmiany NATO z organizacji wyłącznie obronnej w organizację bezpieczeństwa militarnego.

Najbardziej spektakularnym znakiem jakościowo nowych warunków środowiska bezpieczeństwa był oczywiście strategiczny atak terrorystyczny na najpotężniejszego sojusznika 11 września 2001 roku. To w odpowiedzi na ten atak sojusz zdecydował się użyć swej najsilniejszej broni, czyli „muszkieterskiej” reakcji na podstawie artykułu 5. I wtedy okazało się, że wielka machina militarna NATO w istocie w ogóle nie wystartowała, nie mówiąc już o jej praktycznych efektach. Fiasko zastosowania artykułu 5. było chyba największym, jak dotąd, wstrząsem.22 W 2001 roku zorientowaliśmy się w praktyce, że dotychczasowe mechanizmy i procedury użycia tej najważniejszej broni NATO nie bardzo przystają do nowych potrzeb. O ile mogły się one sprawdzać w stosunku do symetrycznych zagrożeń klasyczną agresją ze strony podmiotów państwowych, to są nieskuteczne wobec agresji asymetrycznej ze strony podmiotów niepaństwowych.

Drugie doświadczenie o ogromnym dla Polski znaczeniu wiąże się z kolei a artykułem 4. Traktatu Waszyngtońskiego i zdolnością NATO do wspólnego wyprzedzającego reagowania na ewentualne zagrożenia kryzysowe, które jeszcze nie „podpadają” pod gwarancje artykułu 5. W 2003 roku, gdy zbliżała się interwencja w Iraku, Turcja, obawiając się ewentualnych retorsji irackich w postaci uderzeń powietrznych lub rakietowych na swoje terytorium (dodatkowo być może przy użyciu broni chemicznej), poprosiła NATO o zaplanowanie wzmocnienia jej obrony. I wówczas sojusz przez pewien czas nie mógł podjąć decyzji politycznej uruchamiającej takie uzupełniające i wyprzedzające planowanie ewentualnościowe. Uniemożliwiały to rozbieżności polityczne na tle interwencji w Iraku. Niektóre państwa przedkładały swoje interesy i ambicje polityczne w rywalizacji z innymi ponad strategiczną solidarność z sojusznikiem, który poczuł się zagrożony. Co prawda, przy pomocy kruczka proceduralnego, udało się po pewnym czasie doprowadzić do takiej decyzji, ale był to sygnał, że NATO nie gwarantuje wspólnego działania w takich sytuacjach kryzysowych, które są politycznie trudne do jednoznacznej interpretacji i oceny, które w różny sposób dotykają interesów poszczególnych członków sojuszu, a tym samym trudno w nich uzyskać konieczny do decyzji konsensus. Można je więc określić mianem trudnokonsensusowych.

Sygnał ten musiał oczywiście wywołać szczególnie poważne refleksje strategiczne u tzw. państw granicznych, takich właśnie jak Polska Dlatego od 2003 roku musieliśmy zacząć zwracać większą uwagę na zdolność do samodzielnego działania w tego typu sytuacjach. Samodzielnego co najmniej na czas potrzebny dla uzyskania konsensusu, a w stosunku do niektórych sytuacji zapewne zupełnie samodzielnego, zakładając, że takiego konsensusu w ogóle nie uda się osiągnąć.

Trzecie wielkie doświadczenie w NATO – to Afganistan.23 Pułapka strategiczna, w jakiej się tam znaleźliśmy razem z sojusznikami, jest klasyczną ilustracją negatywnego następstwa podejmowania poważnych decyzji bieżących (politycznych i operacyjnych) w sytuacji, gdy nie ma się jasnej wizji strategicznej. NATO, jak dotąd, raczej odrzuca wizję przekształcenia się w instrument bezpieczeństwa globalnego, a tymczasem właśnie w Afganistanie realizuje zadanie o takim charakterze. Sprzeczność polega na tym, że nie ma chętnych w Europie do nadmiernego angażowania się w to zadanie. Po drugie – NATO poszło do Afganistanu z misją reagowania kryzysowego (stabilizacyjną, wsparcia bezpieczeństwa), a tymczasem bardzo szybko przyszło mu prowadzić tam najzwyklejszą kampanię wojenną i to jeszcze w najtrudniejszym wydaniu wojny przeciwpartyzanckiej.24 I w tym tkwi istota pułapki, w jaką tam wpadliśmy. Jesteśmy tam z zasadami i procedurami właściwymi dla operacji kryzysowych, a musimy działać w warunkach wojny. Pilnie konieczna jest zmiana strategii NATO wobec Afganistanu. To nie może być nadal taka niby-wojna i niby-nie-wojna.

Zmiana strategii NATO zależy jednak w głównej mierze od tego, czy i na ile powiedzie się nowa strategia USA wobec Afganistanu ogłoszona ostatnio przez prezydenta B. Obamę.25 Została ona przyjęta na ogół pozytywnie w całym świecie. Prawdę mówiąc: trudno się dziwić. Na tle braku jakiejkolwiek strategii w ostatnich latach i grzęźnięcia w afgańskiej pułapce przez wykonywanie wyłącznie ruchów reagowania wojskowego – każda w miarę racjonalna koncepcja jest na wagę złota. A koncepcja B. Obamy właśnie zmierza do zracjonalizowania kampanii afgańskiej. Nadaje jej waloru pragmatyczności – zarówno co do celów (urealnienie przez redukcję), jak i sposobów ich osiągania (działania wszechstronne, comprehensive).

Na uwagę zasługuje zwłaszcza jasne sprecyzowanie celu strategicznego: rozbicie Al.-Kaidy w Afganistanie i Pakistanie oraz uniemożliwienie jej odtworzenia się w przyszłości w jakimkolwiek miejscu. Wszystkie cele operacyjne temu będą podporządkowane. Po pierwsze – militarne stłumienie rebelii na południu i wschodzie Afganistanu i odwrócenie obecnie niekorzystnego rozwoju sytuacji w tych regionach. Po drugie – wzmocnienie afgańskich sił bezpieczeństwa i władzy cywilnej na terytorium całego kraju tak, aby mogły kontrolować samodzielnie sytuację. I po trzecie – równoległe z działaniami w Afganistanie wsparcie władz Pakistanu i zmobilizowanie ich do spacyfikowania pogranicza afgańsko-pakistańskiego.

Dla osiągnięcia tych celów planuje się podjęcie szeregu różnorodnych działań wojskowych, dyplomatycznych, ekonomicznych i informacyjnych, składających się na zintegrowaną kampanię cywilno-wojskową. Szczególną rolę przypisuje się wsparciu ekonomicznemu, przewidując wyasygnowanie na ten cel wiele miliardów dolarów pomocy dla władz i ludności Afganistanu i Pakistanu. Na uwagę zasługuje także idea zachęcania władz afgańskich do szukania porozumienia z częścią obecnego ruchu oporu, która nie należy do twardego nurtu terrorystycznego powiązanego z Al.-Kaidą.26 I wreszcie jeszcze jeden podstawowy kierunek wysiłków – szukanie pomocy i wsparcia międzynarodowego.

I właśnie ten ostatni punkt może być krytyczny dla całej strategii. Jest ona bardzo ambitna i nie ulega wątpliwości, że same Stany Zjednoczone nie udźwigną jej realizacji. Nie mają na to szans, ani też nie wystarczy im siły wewnętrznej, gdyby zostały same. Wszystko zależy więc od pozyskania sojuszników. Co do tego zaś mogą być poważne wątpliwości. Czy społeczność międzynarodowa będzie skłonna włączyć się poważnie w pozamilitarną (finansową, ekonomiczną, inwestycyjną itp.) pomoc dla Afganistanu i Pakistanu? W dodatku w dobie kryzysu? Osobiście mam co do tego spore wątpliwości. Pierwsze rezultaty poszukiwania takiego wsparcia (konferencja ONZ w Hadze, szczyt NATO, spotkanie USA – UE w Pradze) nie dają szczególnych podstaw do optymizmu. Nie widać mocnej woli praktycznego, a nie tylko werbalnego zaangażowania w rozwiązanie kryzysu afgańskiego. Wobec braku konkretnego wsparcia międzynarodowego nowa strategia B. Obamy może zawisnąć w próżni i okazać się tylko zestawem trudnych do realizacji życzeń politycznych i operacyjnych.

Trzeba przyznać, że istnieją także inne ryzyka dla tej strategii. To nie tylko niepewność wsparcia międzynarodowego. To także ryzyka realizacyjne. Mogą być ulokowane w trzech miejscach strategicznych: w Afganistanie, Pakistanie i … Iraku.

Ryzyko w Afganistanie wiąże się z możliwym przeciąganiem się w czasie powstawania wystarczająco silnej władzy z potrzebnymi instrumentami samodzielnego kontrolowania sytuacji. Jest to więc raczej ryzyko ilościowe (więcej potrzebnego czasu), niż jakościowe i z tego powodu mniej groźne. Wystąpienie go co najwyżej spowodowałoby przedłużenie terminów realizacji planów strategicznych. Z tym trzeba się liczyć i to uwzględniać w planach dalszej kampanii.

Groźniejsze może być ryzyko pakistańskie. Wiąże się ono z zakładanymi naciskami na władze Pakistanu w celu zmobilizowania ich do koniecznego włączenia się w skuteczne pacyfikowanie pogranicza z Afganistanem. To działania znane w strategii jako wymuszanie i zachęcanie. Wobec Pakistanu będzie to wymuszanie ukryte, a zachęcanie publiczne. Działania takie obejmują naciski dyplomatyczne (coercive diplomacy), pomoc i sankcje ekonomiczne (marchewka i kij), propagandę (operacje informacyjne), doradztwo wszelkiego rodzaju itp. Ryzyko polega na tym, że „przedawkowanie” nawet pozytywnych nacisków może doprowadzić do dyskredytacji władz i do destabilizacji, a nawet całkowitego załamania się państwa pakistańskiego. Rezultaty mogłyby być trudne do wyobrażenia, jeśli weźmiemy pod uwagę, że jest to państwo nuklearne. Eskalacja kryzysu w tym regionie w kryzys z elementami nuklearnego zagrożenia stworzyłaby strategicznie nową jakość. Przed tym ryzykiem trzeba więc bardzo mocno się ubezpieczyć. I ta potrzeba może ograniczać skalę i charakter uwzględniania udziału Pakistanu w realizacji strategii prezydenta B. Obamy.27

Trzecie wielkie ryzyko wiąże się z planem zwiększania sił amerykańskich w Afganistanie kosztem szybkiej redukcji wojsk w Iraku. Nadmiernie przyspieszone tempo tej redukcji może doprowadzić do destabilizacji sytuacji w Iraku,28 wojny domowej w tym kraju, pociągającej oczywiście za sobą interwencję sąsiadów. Oznaczałoby to „dwu-wojnę” na tzw. szerokim Bliskim Wschodzie, w dodatku z Iranem w środku. Wojna regionalna na Bliskim Wschodzie to oczywiście najbardziej czarny scenariusz negatywnych następstw niepowodzenia nowej amerykańskiej strategii wobec Afganistanu i Pakistanu.

W sumie, można liczyć się z trzema możliwymi wariantami skutków i rozwoju sytuacji w wyniku implementacji nowej strategii: powodzenie umożliwiające sukcesywne planowe redukowanie obecności wojskowej w Afganistanie; brak powodzenia i przeciągnięcie w czasie ostatecznego rozwiązania problemu, wraz z koniecznością korekty strategii i wymuszonym wychodzeniem z Afganistanu; niepowodzenie – czarny scenariusz (załamanie i destabilizacja w Pakistanie lub Iraku), wymagający zupełnie nowej strategii i to strategii wojennej. Która z tych opcji jest najbardziej prawdopodobna? Chyba druga. Ale to, która z nich w praktyce może się zrealizować, zależy – podkreślmy jeszcze raz – w głównej mierze od tego, czy Obamie uda się pozyskać wystarczające wsparcie międzynarodowe dla swojej strategii.

Na tym tle należałoby rozpatrywać konieczną zmianę strategii NATO – jako strategii wojskowej. Najogólniej określiłbym tę zmianę jako zasadność przejścia od obecnej strategii wymuszania bezpieczeństwa wewnętrznego w Afganistanie na rzecz strategii zewnętrznego ubezpieczenia strategicznego tak, aby zagrożenia z Afganistanu nie rozprzestrzeniały się na zewnątrz i aby rebelianci nie uzyskiwali pomocy z zewnątrz. Skoncentrowanie się na granicach Afganistanu, a nie na jego wnętrzu, oznacza oczywiście przeniesienie punktu ciężkości na zorganizowanie regionalnego systemu osłony antykryzysowej z udziałem przede wszystkim sąsiadów Afganistanu (Pakistanu, Iranu i krajów środkowoazjatyckich) oraz Rosji, Chin i Indii. To powinna być pierwsza faza zmiany strategicznej. Kolejną – o której należałoby już także myśleć – jest strategia wyjścia z Afganistanu.

I wreszcie czwarte i najnowsze z fundamentalnych doświadczeń strategicznych, jakie przeżyliśmy w NATO, to wyraźna nieporadność i wręcz bierność wobec najnowszych wyzwań stwarzanych przez politykę Rosji w jej strategicznym otoczeniu. Znalazły one swoje odzwierciedlenie w wojnie rosyjsko-gruzińskiej29 oraz styczniowym kryzysie gazowym na linii Rosja – Ukraina – Europa. Nie ulega wątpliwości, że NATO nie miało niemal nic do powiedzenia w tych kryzysach zaistniałych wszakże bezpośrednio u swoich granic. Należy dodać, że także UE, która się w nie bardziej angażowała, również nie okazała się skuteczna. Widać zatem, że ani jedna, ani druga organizacja oddzielnie nie zdały strategicznego egzaminu z bezpieczeństwa europejskiego. To prowadzi do, moim zdaniem, oczywistej konkluzji: NATO i UE muszą działać razem, jeśli chcą coś osiągnąć w dziedzinie bezpieczeństwa w nowym środowisku.

Jest to tym bardziej zasadne, że Rosja wcale nie kryje swojego negatywnego podejścia do NATO jako wojskowej organizacji Zachodu. Świadczy o tym wyraźnie nowa strategia bezpieczeństwa narodowego Rosji do 2020 roku.30 Podkreśla ona np. niewłaściwość oparcia na NATO architektury bezpieczeństwa w obszarze euroatlantyckim. Nie do przyjęcia dla Rosji jest rozbudowa infrastruktury wojskowej sojuszu w pobliżu jej granic, a także próby globalizacji jego funkcji. Nie ulega wątpliwości, że wedle tej strategii mocarstwowość Rosji odbudowywana ma być przede wszystkim w opozycji do USA i NATO. To – moim zdaniem – uzasadnia tezę o neozimnowojennym kursie polityki rosyjskiej.

Tezę wręcz o renesansie zimnej wojny bardzo ostro stawia m.in. Edward Lucas w swej najnowszej książce pt. „Nowa zimna wojna”.31 Ja skłonny byłbym bardziej mówić nie tyle o nawrocie zimnej wojny, co raczej o narodzinach jej nowej odmiany, surogatu, w postaci małej zimnej wojny, regionalnej, ograniczonej albo wreszcie – asymetrycznej. Nie chodzi w niej bowiem o panowanie nad światem – jak w minionej klasycznej zimnej wojnie – ale tylko o wpływy w przyrosyjskiej, a w szczególności w poradzieckiej, przestrzeni strategicznej na południu i zachodzie odradzającego się imperium

W sumie NATO stoi przed wieloma wyzwaniami, które powinny być podjęte w nowej koncepcji strategicznej, nad którą prace właśnie trwają.32 Podstawę dla tych prac stanowi Deklaracja o Bezpieczeństwie Sojuszniczym przyjęta na ostatnim, jubileuszowym szczycie NATO w Strassburgu i Kolonii.33 Polska musi pilnować przede wszystkim tych problemów, które są najistotniejsze z naszego punktu widzenia. Należą do nich niewątpliwie takie właśnie, jak: funkcja obrony kolektywnej i reagowania na trudnokonsensusowe sytuacje kryzysowe, w tym odpowiednie planowanie ewentualnościowe, współdziałanie NATO – UE, strategia wobec Rosji i problem dalszego poszerzenia NATO oraz strategia wobec Afganistanu dla wyrwania się z pułapki strategicznej.

Od 2004 roku jesteśmy w Unii Europejskiej, która ma ambicje bycia ważnym graczem strategicznym nie tylko na polu ekonomicznym, ale także w dziedzinie bezpieczeństwa. Od 2003 roku ma swoją strategię bezpieczeństwa,34 zamierza usprawnić funkcjonowanie struktur unijnych w tej dziedzinie poprzez stosowne regulacje w Traktacie Lizbońskim. Ale praktyka, jak dotąd, nie jest zbyt optymistyczna. Razem z UE przeszliśmy dwa poważne egzaminy bardzo niedawno. Były to – wojna rosyjsko-gruzińska w 2008 roku i kryzys gazowy w styczniu 2009 roku.

W czasie i po wojnie rosyjsko-gruzińskiej okazało się, że UE najwyraźniej nie jest w stanie prowadzić czytelnej i jednoznacznej, opartej na klarownych zasadach, polityki wobec Rosji. Nie potrafiła wymusić nawet przestrzegania przez Rosję podpisanego porozumienia w sprawie wycofania swych wojsk z rejonu konfliktu. Tym bardziej, że Rosja postąpiła bardzo chytrze. Po prostu uznała Abchazję i Osetię Południową za suwerenne państwa i z nimi uzgodniła stacjonowanie swych wojsk na ich terytorium.35 W ten sposób sama sobie wystawiła certyfikat na uzasadnienie pozostawienia wojsk tam, gdzie chciała.

Kolejnym kontrowersyjnym punktem bieżącej polityki Unii Europejskiej wobec Rosji jest zapowiedź rozpoczęcia w tym roku oficjalnej dyskusji nad rosyjską propozycją budowy nowej architektury bezpieczeństwa paneuropejskiego. Główne ryzyko tej zapowiedzi polega przede wszystkim na uruchomieniu oficjalnej procedury debaty nad – zgłoszonym już wcześniej przez prezydenta D. Miedwiediewa36 i raczej powszechnie krytycznie ocenianym37 – projektem stworzenia nowej struktury euroatlantyckiej z udziałem Rosji, która byłaby nadrzędna w stosunku do NATO.38 Bo Rosji głównie idzie o zneutralizowanie, o zepchnięcie do strategicznego narożnika sojuszu północnoatlantyckiego.39

Równie niepokojące wnioski nasuwają się z analizy ostatniego konfliktu gazowego Rosja – Ukraina – UE z początku bieżącego roku.40 Warto zauważyć, że obydwa konflikty – kaukaski i gazowy – różnią się nie tylko treścią, ale także swoim zasięgiem (rozmachem) polityczno-strategicznym. Pokazują, że noworosyjska polityka imperialna ma dużą dynamikę, zwłaszcza w stosunku do Europy. Chociaż obydwa były konfliktami o krótkotrwałej kulminacji, tylko kilku- kilkunastodniowymi, to o ile wojna z Gruzją zaangażowała Unię Europejską jedynie jako pośrednika, to najnowsze starcie gazowe dotknęło jej już bezpośrednio. Unia Europejska stała się po prostu jedną z jego stron.

Dla Unii Europejskiej styczniowy konflikt gazowy to pierwsza w jej dziejach poważna bezpośrednia konfrontacja strategiczna. Konfrontacja cicha, trochę ukryta. Niestety, test ten nie wypadł dla niej najlepiej. W praktyce obnażony został brak wspólnoty strategicznej Unii Europejskiej w stosunku do wyzwań i zagrożeń energetycznych. Państwa dotknięte rosyjskimi restrykcjami gazowymi zostały pozostawione same sobie. To był bardzo smutny obraz wspólnoty europejskiej w godzinach poważnej próby. Można jednak przypuszczać, że Unia Europejska po doświadczeniu swej pierwszej nie bardzo udanej wojny gazowej z Rosją przyspieszy wreszcie prace nad wspólną strategią bezpieczeństwa energetycznego. Strategią, która przede wszystkim będzie prowadziła do zróżnicowania źródeł energetycznych Europy i demonopolizacji dostawcy rosyjskiego. Nie ulega także wątpliwości, że jednym z najważniejszych elementów takiej strategii powinien być „energetyczny artykuł 5.” (na wzór artykułu 5. w NATO o wspólnym bezpieczeństwie militarnym).

Z uwagi na swój polityczno-gospodarczy charakter Unia Europejska jest najwłaściwszym miejscem, gdzie strategia zabezpieczenia się przed zagrożeniami energetycznymi mogłaby być ustanowiona. Mimo powszechnej zgody wśród państw europejskich, że strategia taka jest konieczna, nie udaje się uczynić większego postępu w jej przygotowaniu.

W sumie wydaje się, że Unia Europejska nie za bardzo, jak do tej pory, radzi sobie z wyzwaniami w dziedzinie bezpieczeństwa,41 zwłaszcza w odniesieniu do jawnie neozimnowojennego kursu Rosji. Zbyt łatwo godzi się na wszystkie warunki rosyjskie, bez jakiejś widocznej próby ich negocjowania, nie mówiąc już o stawianiu własnych warunków. Taka nieproporcjonalna, asymetryczna spolegliwość strategiczna nie może na dłuższy dystans się opłacać. Trudniej będzie w przyszłości Unii Europejskiej odzyskiwać tracone dzisiaj tak łatwo pozycje.

W tym stanie rzeczy coraz bardziej oczywista staje się potrzeba nie tylko wzmocnienia samej Unii Europejskiej42, ale przede wszystkim wzmocnienia jednolitego stanowiska Zachodu wobec Rosji, czemu służyć mogłaby ściślejsza współpraca Unii Europejskiej z NATO, włącznie z ustanowieniem swego rodzaju Euroatlantyckiego Tandemu Bezpieczeństwa NATO - UE.

Niestety, do tej pory NATO i UE nie wypracowały i nie ustanowiły zasad i mechanizmów takiego współdziałania.43 Raczej przeważała konkurencja i rywalizacja. UE jest na dorobku w dziedzinie bezpieczeństwa. Zmierzała raczej utartą ścieżką i dążyła do powielania, a nawet dublowania funkcji i struktur NATO (groziło to powstaniem europejskiego „NATO-bis”). W tej sytuacji NATO nie było zainteresowane wspieraniem konkurencji. Na dzisiaj nie ma wciąż pomysłu na strategiczne współistnienie i wzajemne wsparcie tych dwóch organizacji (pewną jaskółką nadziei stała się tylko zmiana podejścia Francji do tego problemu w wyniku powrotu do zintegrowanych struktur militarnych NATO).

Ale być może właśnie teraz, w obliczu stworzonego przez Rosję neozimnowojennego wyzwania,44 taki system wspólnego, wzajemnie uzupełniającego się działania NATO i UE powstanie. Może nawet ukształtuje się swego rodzaju instytucja, którą można byłoby określić mianem Euroatlantyckiego Tandemu Bezpieczeństwa. Dzięki efektowi synergiczności niewątpliwie wzmocniłoby to bezpieczeństwo Europy.

Koncepcja tego typu tandemu musi oczywiście zakładać taki podział ról NATO i UE, aby były one uzupełniające się, komplementarne i przez to wymuszały współdziałanie, a nie takie same, o podobnych zadaniach – czyli generujące rywalizację.45 Komplementarność ta musi dotyczyć wszystkich możliwych dziedzin aktywności na polu bezpieczeństwa (politycznej, ekonomicznej, wojskowej).

W dziedzinie wojskowej np. podział ról między UE i NATO mógłby polegać na tym, że UE koncentrowałaby się głównie na rozwijaniu zdolności obronnych poszczególnych państw członkowskich, na doskonaleniu potrzebnego Europie potencjału obronnego, NATO zaś – na planowaniu i prowadzeniu operacji, czyli na użyciu tego potencjału w sytuacjach kryzysowych i wojennych (jest to znany w wojsku podział na „providera” i „usera”, który mógłby być tu zastosowany).

Być może warunkiem koniecznym i racjonalnym pierwszym krokiem w budowie takiego tandemu bezpieczeństwa mogłoby być utworzenie wspólnego ciała polityczno-decyzyjnego w postaci Rady Bezpieczeństwa NATO – UE.46

Jestem przekonany, że taki sposób ułożenia perspektywicznych relacji między NATO i UE, oparty na zasadzie komplementarności, dzięki efektowi synergiczności z pewnością pozwoliłby na stworzenie prawdziwego euroatlantyckiego tandemu bezpieczeństwa, o wiele skuteczniejszego niż dzisiejszy luźny duet dwóch graczy: NATO i UE. Byłaby to dobra odpowiedź na neozimnowojenne wyzwania, co prawda o ograniczonym zasięgu, ale o bardziej złożonym charakterze i bogatszej treści obejmującej kompleksowo zmagania informacyjno-energetyczno-militarne. Militarne instrumenty NATO, ekonomiczne zasoby UE i polityczna siła ich obydwu – połączone w zintegrowany system działania dawałyby gwarancję bardziej niż dotąd skutecznego zapewnienia bezpieczeństwa w nowym, bardzo zróżnicowanym środowisku strategicznym. Polska – jako szczególnie zainteresowana zarówno więzami euroatlantyckimi, jak i zdolnościami kompleksowego (zintegrowanego) reagowania na różnorodne zagrożenia symetryczne i asymetryczne – powinna być istotnym inicjatorem i promotorem tego rozwiązania.




  1. Pobieranie 251.14 Kb.

    Share with your friends:
1   2   3   4




©operacji.org 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna