Raport o wojnie w iraku


WASZYNGTON PRZECIW ZJEDNOCZONEJ EUROPIE



Pobieranie 0.59 Mb.
Strona7/11
Data25.10.2017
Rozmiar0.59 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   10   11

WASZYNGTON PRZECIW ZJEDNOCZONEJ EUROPIE

Kontratak dolara przeciw euro jest przejawem głębszego politycznego konfliktu jednoczącej się Europy ze Stanami Zjednoczonymi, które dążą do ustanowienia swojej planetarnej hegemonii politycznej czyli zbudowania imperium światowego. Pokazał on , że nie wystarczy mieć Bank Centralny i ogólnoeuropejską walutę, aby zrealizować swoje polityczne aspiracje. Nie może być parytetu pomiędzy euro i dolarem, ponieważ Europa nawet nie posiada wspólnego Ministerstwa Skarbu lub/i Ministerstwa Finansów i nie ma prezydenta, który mógłby stanąć do rozmów z prezydentem USA mając za sobą potencjał całej Europy. Cytowany wcześniej Henrik Müller pisał w kontekście wprowadzenia euro, że Unia Europejska jest niepełnym, niedokończonym mocarstwem bez głowy, bez silnej centrali, która byłaby w stanie narzucić wewnętrzną dyscyplinę, negocjować i przeforsowywać swoje cele także w kwestiach walutowych. W USA, pisał Müller, jest jeden minister finansów i nie ma żadnych problemów z głosowaniem przy podejmowaniu decyzji walutowych. W Unii Europejskiej jest wspólna waluta, ale nie ma skrystalizowanej woli przywództwa i rzeczywistych ogólnoeuropejskich struktur władzy (egzekutywy). Słabość wewnętrzna Europy generuje jej słabość zewnętrzną. Dlatego unia walutowa i wprowadzenie euro , jak pisaliśmy wyżej, same z siebie nie spowodują, że Unia Europejska stanie się rzeczywistym globalnym aktorem politycznym. Wyjście spod kurateli Federalnego Funduszu Rezerw i Wall Street nie może się udać bez równoczesnego wyjścia spod kurateli Białego Domu i Pentagonu. Może to nastąpić tylko wówczas, kiedy nastąpi głębsza integracja Europy na płaszczyźnie polityki zagranicznej i wojskowej. Tak jak dolar i siła polityczno-militarna USA warunkują się nawzajem, tak nawzajem warunkują się suwerenność walutowa Europy i jej suwerenność polityczna. Ogłoszenie przez Unię Europejską suwerenności walutowej bez dysponowania odpowiednią siłą polityczno-wojskową spotkało się z wojskowo-polityczną ripostą USA w Iraku.



Prof.Fred Bergsten pisał, że jeżeli Europa chce rzeczywiście stanąć naprzeciw USA jak równy z równym przy dyskusjach na tematy walutowe i makroekonomiczne (oraz dodajmy, na wszystkie inne ważne tematy), to , być może, będzie musiała osiągnąć pełną integrację i stać się czymś na wzór Stanów Zjednoczonych. Innymi słowy tylko Imperium Europejskie może umożliwić narodom europejskim „wybicie się na niepodległość”

Charles Kupchan w znanym artykule „Czy koniec Zachodu?” opublikowanym na łamach „Los Angeles Times” w listopadzie 2002 roku stwierdzał : „Historia zatacza koło. Po wyłamaniu się z imperium brytyjskiego Stany Zjednoczone zawiązały silną federację, stając się dla świata coraz silniejszym i ważniejszym krajem. W końcu przyćmiły wielkie europejskie potęgi. Tym razem kolej na Europę: musi się wybić na siłę i oderwać od Ameryki, która odrzuca podzielenie się swoimi przywilejami hegemona. Europa wyrośnie na głównego konkurenta Ameryki i od tej drogi nie ma odwrotu” – stratedzy w Waszyngtonie takiej przepowiedni („od tej drogi nie ma odwrotu”) nie mogą i nie chcą, rzecz jasna, zaakceptować. Ich ważnym celem jest nie dopuścić do powstania Imperium Europejskiego czyli struktury politycznej posiadającej wspólną walutę, własną armię i wspólny system bezpieczeństwa oraz prezydenta wyposażonego w mocne kompetencje. Jeśli ma rację, a ma, William Pfaff, który na łamach „International Herald Tribune” (07.11.2002) pisał, że „w oczach niektórych strategów w Waszyngtonie Europa może być jedyną siłą zdolną rzucić wyzwanie globalnej dominacji USA”, to spodziewać się należy, że uczynią oni wszystko, aby to zagrożenie oddalić. Uderzenie w euro i powstrzymanie jego ekspansji osiągnięte poprzez wojnę z Irakiem to równocześnie uderzenie w Europę (Unię Europejską) i próba poskromienia jej politycznych ambicji. W artykule z lipca 2003 roku Pfaff pisał, że jednym z częstych tematów w pismach neokonserwatystów jest Unia Europejska zdominowana przez Francję i Niemcy, przebudowywana według giscardiańskiej konstytucji i rozwijająca się w kierunku „supermocarstwa”, które stanowi „śmiertelne niebezpieczeństwo” dla USA. To neokonserwatywna „The New Republic” wzywała: „Ameryka musi się obudzić” co oznaczało, że USA winny dostrzec zagrożenie płynące z rozszerzonej i zjednoczonej Europy oraz jej nowej waluty. Mimo iż pod względem wojskowym USA mają olbrzymią przewagę nad Europą, mimo że Europa jest zależna od USA w kwestii logistycznego wsparcia, satelitów komunikacyjnych, komputerów wojskowych etc. e , to USA widzą w zjednoczonej Europie zagrożenie. I widzą słusznie, gdyż wystarczy, że Unia Europejska stanie jako jedność w drugim rzędzie na globalnej scenie politycznej, a przyniesie to Stanom Zjednoczonym wiele problemów. Waszyngton zdawał sobie z tego doskonale sprawę od dawna. Tamtejsi geopolityczni stratedzy z pewnością podzielali opinię wyrażoną już wiele lat temu: „Utworzenie zjednoczonej Europy wymaga politycznego rozstrzygnięcia, które równoznaczne jest z wolą ku niezależności. W tym sensie zjednoczona Europa może powstać tylko przeciw interesom USA” (Ronald Steel Pax Americana, Nowy Jork 1967). Mamy zatem do czynienia z głębokim konfliktem politycznym, którego nie tłumaczą czynniki ideologiczne, kulturalne czy psychologiczne przejawiające się na powierzchni w groteskowym niekiedy „antyeuropeizmie” Amerykanów czy „antyamerykanizmie” Europejczyków. Geopolityczny spadek Zimnej Wojny nieodwołalnie ulega wyczerpaniu wyłania się i nowa konstelacja sił.

Ponad 10 lat temu w czerwcu 1990 roku były redaktor „Foreign Affairs” James Chace napisał na łamach „International Management. Europe's Business Magazine”, że teza Servana-Schreibera o “wyzwaniu amerykańskim” staje dziś na głowie – mówić trzeba obecnie o “wyzwaniu europejskim”. Ewentualność, że Europejczycy stworzą paneuropejski system bezpieczeństwa, pisał Chase, zredukuje władzę i wpływy USA. Dwa miesiące później prezydent Saddam Husajn, dokonując inwazji Kuwejtu, dał prezydentowi George`owi Bushowi seniorowi sposobność do stawienia czoła „europejskiemu wyzwaniu”.

W 1991 roku austriacki geopolityk Heinrich Jordis von Lohausen opublikował na łamach niemieckiego pisma „Staatsbriefe” artykuł zatytułowany „Czy wojna nad Zatoką Perską była wojną przeciw Europie?”. I odpowiedział twierdząco na zadane w tytule pytanie. Poprzez położenie ręki na kurku z ropą bliskowschodnią, pisał Lohausen, chcą USA zapobiec wyłonieniu się zjednoczonej Europy. Wojna prowadzona przez George`a Busha seniora była, pisze Lohausen, strzałem ostrzegawczym, sygnałem wysłanym do Europejczyków, wtedy głównie Niemców będących w euforii po upadku Muru Berlińskiego, żeby nie próbowali głupich posunięć. Było to przywołanie do porządku, wskazanie miejsca w szeregu tym, którzy sobie roją, że mogą swobodnie harcować nie mając ani odpowiedniego poziomu zbrojeń, ani niezależnej bazy surowcowej, do której mogą sięgnąć w razie kryzysu. W 1992 roku pisał egipski politolog i ekonomista Samir Amin : „Jestem przekonany, że decyzja o wojnie w Zatoce Perskiej została przez Waszyngton podjęta z rozmysłem – jako dobra okazja, aby prewencyjnie przeciwdziałać powstaniu `europejskiego bloku`, osłabiając Europę (zaopatrzenie w ropę znajdzie się od tej pory pod wyłączną kontrolą USA), odsłaniając kruchość jej dążeń do unii politycznej i dodatkowo neutralizując Moskwę)” .

Należy przypomnieć, że USA popierały mocno integrację europejską w latach 50. i 60. , mowa była nawet o wspólnej walucie. To poparcie było jeszcze dość silne w latach 70. Ale potem zaczyna powoli słabnąć a po upadku Związku Sowieckiego zanika, choć oficjalnie nikt tego mówi i poparcie dla integracji europejskiej pozostaje nadal częścią oficjalnej polityki USA . Dzieje się tak z jednego zasadniczego powodu: przestał istnieć Związek Sowiecki będący wcześniej najistotniejszym czynnikiem określającym relacje między USA i Europą. Amerykańska hegemonia nad Europą Zachodnią była prostą funkcją napięcia pomiędzy Wschodem i Zachodem , to podział świata dawał USA legitymizację do sprawowania kontroli nad Europą. Z chwilą upadku ZSRR USA utraciły swoją funkcję jako strategiczny protektor Europy przed konwencjonalnym i atomowym uderzeniem sowieckim. Europa miała ochronę dzięki strategicznemu potencjałowi nuklearnemu USA a w zamian za nią uznawała jako prawowitą amerykańską hegemonię ( ten, kto zapewnia bezpieczeństwo ma naturalne prawo wymagać posłuszeństwa). Po 1989 roku strategiczny arsenał amerykański stał się dla Europy zbędny, co sprawiło, że i dawna rola NATO stała się zbędna , a tym samym upadła dotychczasowa struktura przywódcza USA w Europie. Kiedy protekcja przestała być potrzebna, obowiązek posłuszeństwa po stronie protegowanego utracił nie tylko swój naturalny charakter, ale wręcz swoje polityczne uzasadnienie, i dawny protegowany zaczął działać w kierunku zrzucenia ciążącego mu teraz coraz bardziej amerykańskiego protektoratu, stworzenia własnego centrum władzy i rozszerzenia swoich wpływów na wschód (dawne kraje Układu Warszawskiego plus Bałkany). Z kolei protektor, dla którego Europa była ważnym i cennym pomocnikiem w jego geopolitycznej i geostrategicznej konfrontacji ze Związkiem Sowieckim, przestał jej w tym względzie potrzebować. Jak słusznie zauważają Leo Panitch i Sam Gidin: „ Koniec Zimnej Wojny uniezależnił Europę od amerykańskiego parasola militarnego i tym samym dał jej więcej swobody w realizacji własnych interesów, ale równocześnie ten sam koniec Zimnej Wojny sprawił, że USA mogły w większym stopniu ignorować europejskie `drażliwości` „ (Leo Panitch, Sam Gidin „Global Capitalism and American Empire”, „Socialist Register” 2003).

Upadek Sowietów miał zatem paradoksalny efekt: z jednej strony umocnił globalną potęgę USA , zaś z drugiej zniszczył polityczne struktury, na których opierał się system protektoratów stworzony przez USA w Europie i Azji Wschodniej po 1945 roku i pozbawił Stany Zjednoczone polityczno-ideologicznej broni, która dawała im możliwość kontroli tych dwóch kluczowych obszarów ( najważniejszym wydarzeniem było oczywiście zjednoczenie Niemiec, gdyż to właśnie podział Niemiec stanowił główny powód obecności USA w Europie). To ta sprzeczność napędzała w dekadzie lat 90. strategię polityki światowej i polityki USA

USA muszą zwalczać wszystkie projekty europejskie zbudowania struktur politycznych i wojskowych, które uniemożliwiłyby odbudowanie na nowych zasadach amerykańskiej dominacji w Europie. W obliczu faktu, że klamry spinające w latach 1945-89 tzw. „wspólnotę transatlantycką” poluzowały się lub nawet popękały USA realizują od początku lat 90. nowy program polityczny wobec Europy i nową strategię rekonstrukcji swojego przywództwa, aktywnie podminowują wszelkie posunięcia ku wspólnej polityce obronnej i zagranicznej Europy, zachęcając i naciskając na mniejsze państwa europejskie, aby w niej nie partycypowały. Kiedy w 1991 roku na konferencji w Maastricht przyjęto politykę „europejskiej tożsamości w dziedzinie bezpieczeństwa i obrony”, co zaowocowało powstaniem niemiecko-francuskiego eurokorpusu uważanego za embriona europejskiej armii, w Waszyngtonie posunięcie to mające celu uzyskania większej niezależności w polityce obronnej i zagranicznej zostało uznane za zagrożenie dla istnienia NATO a w konsekwencji dla dominacji USA w Europie. USA popierają wprawdzie wyższe wydatki na wojsko i uzbrojenie w Europie, popierają zwiększenie zdolności obronnych państw europejskich, ale tylko dopóty, dopóki wszystkie te plany są zakotwiczone w NATO.

Już w „Wytycznych Planowania Obronnego” opracowanych w Pentagonie pod kierownictwem Paula Wolfowitza w 1992 roku, stwierdzano , że USA powinny czynić wysiłki, aby przeszkodzić próbom uniezależnienia się Europy. W dokumencie argumentowano, że USA muszą zapobiec wyłonieniu się wyłącznie europejskich struktur bezpieczeństwa, które podcięłyby NATO, w szczególności zintegrowaną strukturę dowodzenia paktu.

W 1994 roku Służba Badawcza Kongresu stwierdziła, że europejska integracja miałaby „negatywne konsekwencje dla interesów USA”. USA pragną pozostać „potęgą europejską” i utrzymać NATO jako instrument swojej hegemonii w tym regionie świata. Jak słusznie zauważył były przedstawiciel Francji w NATO Gabriel Robin zasadniczym celem NATO jest dziś służyć jako „przyzwoitka Europy” i zapobiec ustanowieniu jej jako niezależnej fortecy a być może kiedyś – rywala. Jeśli Europa uzyskałaby własną niezależną siłę militarną, to tylko kosztem NATO, a wówczas jak stwierdził pod koniec 2000 roku na spotkaniu ministrów paktu w Brukseli, sekretarz obrony USA William Cohen, NATO stałoby się „reliktem przeszłości”. Tuż po nicejskim szczycie Unii Europejskiej w grudniu 2000 roku senatorowie Jesse Helms i Gordon Smith ostrzegli przywódców europejskich, aby starannie rozważyli motywacje leżące u podstaw europejskiej polityki bezpieczeństwa i obrony, która przez wielu traktowana jest jako instrument równoważenia siły i wpływu Ameryki w NATO. Senatorowie Helms i Smith stwierdzili, że ta polityka nie jest ani w interesie Europy ani Ameryki, gdyż podcina sprawdzone stosunki pomiędzy nimi na rzecz stosunków USA z europejskim superpaństwem, którego tworzenie jest po części napędzane antyamerykańskimi resentymentami. W kilka dni po nicejskim szczycie neokonserwatysta John Bolton, ówczesny wiceprezes American Enterprise Institute a dziś podsekretarz obrony nazwał europejską politykę bezpieczeństwa i obrony „sztyletem wymierzonym w serce NATO”.

Od czasu pierwszej wojny w Iraku, o której antyeuropejskim ostrzu pisali cytowani wyżej von Lohausen i Amin, Waszyngton konsekwentnie realizuje swoją strategię polegającą na redefiniowaniu roli NATO i utrzymaniu paktu jako struktury kontrolnej wobec Europy. Między innymi temu celowi miała służyć polityka na Bałkanach. Waszyngton nie wyzyskał swojej siły, aby zachować zjednoczoną Jugosławię w latach 1990-1991, wsparł niezależność Bośni-Hercegowiny, z niezwykłą zręcznością podsycał i inspirował konflikt bałkański dla własnych celów i wreszcie w 1999 poprowadził Unię Europejską do wojny z serbską Jugosławią. W 1999 roku jeden z redaktorów „New Left Review” Peter Gowan na łamach „CounterPuncha” opublikował znakomity artykuł „Zmierzch europejskiego projektu”, w który opisał misterną dyplomatyczno-polityczno-propagandowo-wywiadowczą grę prowadzoną przez Waszyngton na Bałkanach, której zaplanowanym i ściśle wykalkulowanym celem było doprowadzenie do wojny z Jugosławią i jej rozbicie. Planowanie ataku na Jugosławię rozpoczęto na czternaście miesięcy przed jego podjęciem i opracowano ze szczegółami uwzględniając wszelkie możliwe scenariusze zależne od reakcji Belgradu. Ta wojna ta nie miała absolutnie, ale to absolutnie nic wspólnego z losem mieszkańców Kosowa. Celem Waszyngtonu , pisał Gowan, było: wykazanie, że Europa jest niezdolna do działania nawet na swoim podwórku, wciągnięcie Europy do wojny pod swoim przywództwem, praktyczne przeformułowanie zadań NATO w kierunku dla siebie pożądanym, skonsolidowanie swojej nadwątlonej po upadku ZSRR dominacji nad Europą, zahamowanie rozszerzania politycznej strefy wpływów Unii Europejskiej na południowy wschód poprzez umocnienie swoich wpływów w państewkach postjugosłowiańskich, zakłócenie procesu wprowadzania wspólnej waluty europejskiej.

Rozpatrywane z perspektywy europejskiej wszystkie wojny i interwencje USA w ostatniej dekadzie ( Irak, Serbia, Afganistan) służyły ponownemu podporządkowaniu Europy po upadku ZSRR. Druga wojna w Iraku była już w sposób oczywisty dla wszystkich wymierzona w Europę (Unię Europejską) , w jej aspiracje polityczne, w jej walutę. Była ona, jeśli chodzi o Europę, powtórką pierwszej – jej celem jest ustawienie strażnika u źródeł energii niezbędnej Europie, źródeł, z których Europa czerpie 75% swojej energii, niedopuszczenie do tego, aby Europa wzmocniła się poprzez rozbudowywanie więzi polityczno-gospodarczych z państwami arabskimi, zatrzymanie procesu polityczno-wojskowej integracji Unii Europejskiej. Brytyjski historyk Eric Hobsbawm pisał w tym kontekście o świadomym sabotażu Unii Europejskiej , zaś Immanuel Wallerstein atak na Irak nazwał wprost atakiem na Europę i uznał, że Waszyngtonowi chodzi o destabilizację Europy i doprowadzenie do upadku euro.

Polityka amerykańska nakierowana jest, jak pisaliśmy wcześniej, na taką przebudowę NATO i przeformułowanie celów paktu, aby stał się instrumentem globalnych interwencji pod amerykańskim przywództwem, i gwarantował, że nie powstaną odrębne sił zbrojne Europy. Sojusz Północnoatlantycki musi być w stanie działać gdziekolwiek interesy USA są zagrożone, a Europa zamiast rozwijać własne zbrojenia i siły zbrojne powinna związać się w dziedzinie sprzętu , technologii wojskowych etc. z USA. Europejczycy mają stworzyć wyposażone w nowoczesne uzbrojenie siły uderzeniowe do prowadzenia akcji u boku Amerykanów w dowolnym punkcie świata czyli, jak ujął to William Pfaff, „samofinansującą się Legię Cudzoziemską Pentagonu”. Nazywając rzecz bez ogródek, możemy stwierdzić, że żołnierze europejskich armii mają pełnić rolę nowych Gurków czy sipajów wspierających militarne inicjatywy imperium na całym świecie i pełniących obowiązki policyjne w na terytoriach i w miastach zdobytych przez marines. Innymi słowy Europejczycy mieliby udział w ciężarach, kosztach, obowiązkach i w odpowiedzialności, ale nie w decyzjach i we władzy. Ale hasło „United We Stand, Divided We Benefit” jest trudne do zaakceptowania przez Europejczyków. Nie uciekną też oni przed wyborem, jaki w 2002 roku sformułował niemiecki polityk Egon Bahr: czy siły zbrojne Europy mają być mieczem Ameryki czy tarczą ( dodajmy: i mieczem) Europy?

Z punktu widzenia Waszyngtonu NATO ma sens tylko wówczas, jeśli Europejczycy zmodernizują swoje siły zbrojne a równocześnie ich nowoczesne systemy i struktury dowodzenia będą zintegrowane z amerykańskim systemami dowodzenia, kontroli i łączności. Rolą NATO jest być kanałem wpływu Stanów Zjednoczonych w Europie i środkiem ich partycypacji w sprawach bezpieczeństwa Europy po to, aby zapobiec wyłonieniu się czysto europejskiego systemu bezpieczeństwa czyli temu, aby Europa stała się niezależną siłą, zdolną do działania w wymiarze strategicznym: kontynentalnym i globalnym. Temu celowi służy też rozszerzanie NATO: chodzi o umocnienie wpływów USA w Europie Środkowo-Wschodniej i Południowej i posługiwanie się nowymi członkami NATO, którzy są lub mają być członkami Unii Europejskiej, dla storpedowania prób budowy wspólnego potencjału militarnego Europy i w ogóle dla zahamowania procesu federalizacji Europy. NATO – po utracie swojej funkcji z okresu istnienia Związku Sowieckiego ma nadal służyć utrzymaniu krajów europejskich w systemie wojskowym kierowanym przez USA a tym samym ustaleniu ich politycznej orientacji na Waszyngton. Dawne NATO staje się anachronizmem, ale zarazem Europa jest ważnym elementem w całej geopolityce i geostrategii USA w Eurazji i bazą dla działań na południu i na wschodzie. NATO nie jest już potrzebne Europie jako ochrona przed strategicznym atakiem nuklearnym, ale nadal ma zachować swoją funkcję instrumentu politycznego USA czyli być częścią imperialnej struktury kontrolnej. Kiedyś posłuszeństwo Europy było ceną płaconą za protekcję, dziś i w przyszłości ma wynikać wyłącznie z przewagi militarno-politycznej USA.



Jest sprawą oczywistą, że celem strategii Waszyngtonu jest Europa luźna zintegrowana, podzielona na „starą” i „nową” ,

niezdolna do skupienia swoich militarno-politycznych potencjałów, izolowana od Rosji, Chin, Afryki i krajów arabskich, pozbawiona niezależnych źródeł energii. Waszyngton chce zapobiec temu, żeby Unia Europejska stała się silnym, godnym zaufania podmiotem geopolitycznym tak aby nie była w stanie wykorzystać euro jako broni politycznej i zdetronizować dolara (cytowany wcześniej Javad Yarjani mówił w Oviedo, ze szanse przejścia krajów OPEC na euro w rozliczeniach za ropę rosną w miarę politycznej integracji Unii Europejskiej). Europa jako twór labilny i „zlatynoamerykanizowany” ma pozostać politycznym karłem podporządkowanym USA. Coraz liczniejsze są w USA głosy otwarcie ten cel formułujące. W neokonserwatywnym „Commentary” z października 2001 roku Irwin M.Stelzer ogłosił artykuł zatytułowany „Czy Europa jest zagrożeniem?”, i uwzględniwszy wszystkie zastrzeżenia, odpowiedział twierdząco na sformułowane w tytule pytanie (czyli Wenusjanie zagrażają Marsjanom!). Stelzer stwierdzał, że USA nie mogą sobie pozwolić na ignorowanie wyzwań ze strony Unii Europejskiej rządzonej przez „supranacjonalistów” Chiraca i Schrodera ani pozostawać obojętne wobec rosnącej wyrwy we „wspólnocie transatlantyckiej” oraz prób demontażu lub co najmniej neutralizacji NATO czyli redukowaniu wpływów Ameryki w Europie. Stelzer cytował z aprobatą mało zawoalowaną pogróżkę wobec Unii Europejskiej zawartą w ostatniej książce Henry Kissingera Does America Need a Foreign Policy: Niechaj ci, którzy poszukują swojej tożsamości w konfrontacji z Ameryką , nie łudzą samych siebie sądząc, że Stany Zjednoczone pozostaną na zawsze pasywne, kiedy ich polityka będzie z zasady kwestionowane”. Stelzer postulował, aby Stany Zjednoczone, posługując się Wielką Brytanią i państwami Europy Środkowo-Wschodniej, aktywnie działały na rzecz takiego kształtu Unii Europejskiej, jaki zgodny byłby z ich potrzebami i interesami. Neokonserwatysta Richard Perle mówił w lutym 2003 roku o „powstrzymywaniu” (conaintment) „naszego dawnego sojusznika Francji”. Perle świadomie użył terminu odnoszonego kiedyś do „powstrzymywania” Związku Sowieckiego. Należy to interpretować jako groźbę, że wobec Europy reprezentowanej przez „imperium franko-germańskie” mogą zostać zastosowane te same środki i metody, co wobec Związku Sowieckiego. Inny neokonserwatysta Michael Ledeen w marcu 2003 na łamach „National Review Online” oskarżył Francję a w drugiej kolejności Niemcy o to, że zawarły sojusz z radykalnym islamem i radykalnymi Arabami przeciw Stanom Zjednoczonym, że francusko-niemiecka strategia polega na użyciu islamskiego terroryzmu i ekstremizmu jako broni przeciw USA. Ledeen napisał, że prezydent Chirac sprzeciwiał się wojnie z Irakiem, gdyż związał swój los z radykalnym islamem i arabskimi ekstremistami, aby wspólnie z nimi zapobiec amerykańskiej dominacji. Francja, pisał Ledeen, broni Saddama Husajna , którego przeciwnikami są „cywilizowane kraje świata” sugerując tym samym, że Francja nie należy już do „cywilizowanych krajów świata”. W zakończeniu swojego artykułu Ledeen napisał: „Będziemy musieli przenieść wojnę z terroryzmem daleko poza granice Bliskiego Wschodu, do serca Zachodniej Europy”. Trudno o mniej zawoalowaną groźbę i o bardziej jasne zdefiniowanie „wolności” i „cywilizacji”– wolny i cywilizowany jest ten kraj, który popiera politykę Stanów Zjednoczonych. Tego rodzaju ataki na Francję płynące zza oceanu, oskarżanie jej m.in. o antysemityzm i skłonność do totalitaryzmu są na płaszczyźnie propagandowo-psychologicznej sygnałem dla wszystkich państw europejskich, że w razie konieczności mogą być tak samo potraktowane. Propaganda skupia się na Francji - jedynym państwie kontynentalnej Europy, które dysponuje bronią nuklearną i może, w przeciwieństwie do Niemców, pozwolić sobie na użycie języka siły i suwerenności - , aby podważyć jej rolę lidera politycznego Europy, wyizolować ją i pozbawić polityczno-moralnego wsparcia ze strony pozostałych krajów europejskich. Należy jednak brać pod uwagę fakt, że stworzony i utrzymywany przez USA zespół wartości ideologiczno-politycznych i struktur symbolicznych zakorzenionych w zwycięstwie nad Niemcami w 1945 roku : „Monachium”, „Hitler”, „etniczny nacjonalizm”, „totalitaryzm” etc. kontra „wolność”, „demokracja”, „prawa człowieka” etc. dobrze służył dla ideologicznej kontroli Niemiec, ale nie jest już tak poręcznym narzędziem w stosunku do Francji. Być może nasilający się w latach 90. „rozrachunek z Vichy” był z punktu widzenia strategów waszyngtońskich „reprodukowaniem” owego zespołu wartości i struktur symbolicznych oraz tworzeniem u Francuzów „czułego miejsca” w które można będzie uderzać.

W kontekście gróźb Perle`a i Ledeena warto wspomnieć o artykule Saula Zadki opublikowanym na łamach znanej izraelskiej gazety „Ma`ariv” w czerwcu 2003 roku. Zadka , były korespondent dziennika „Haaretz” w Wlk.Brytanii w latach 80. stwierdza w nim, że Unia Europejska raczej świadomie niż nieświadomie przekazuje Autonomii Palestyńskiej pieniądze , które są używane dla organizowania akcji terrorystycznych (przypomnijmy, że w kwietniu 2002 roku neokonserwatywny „New York Sun” oskarżył Austrię, Belgię, Francję, Hiszpanię, Portugalię i Szwajcarię o wspieranie palestyńskich zamachów terrorystycznych na izraelskich cywilów). Odmawiając poparcia politycznego Izraelowi, organizując bojkoty gospodarcze i wojskowe, UE nie pozwala Izraelowi bronić swoich obywateli przed morderczymi atakami, dostarcza środków bojowych państwom, które wzywają otwarcie do zniszczenia Izraela - Francja Syrii, Wielka Brytania Arabii Saudyjskiej. Niemcy, Francja, Rosja pomagają Iranowi rozwinąć broń atomową, która ma być zrzucona na Izrael. Zdaniem Zadki UE popiera Jasera Arafata, który po uszy tkwi w terrorze, toleruje na swoim terytorium mniejszości muzułmańskie, chociaż te szczują przeciw Izraelowi i nawołują do mordowania Żydów. UE jest pełna polityków, którzy nie cofają się przed żadnymi środkami, które mogłyby zachwiać egzystencją Izraela, wspierają inicjatywy mające izolować Izrael i uczynić go trędowatym w rodzinie narodów. Według Zadki niemiecko-francusko – belgijsko-holenedersko-skandynawsko-irlandzka oś stopniowo niecierpliwi się faktem, że Izrael istnieje już 50 lat. Jeżeli Izrael zostanie przyparty do muru, jeśli jego egzystencja będzie zagrożona, wówczas, napisał Zadka, nie będzie on miał innego wyboru jak użyć broni Sądu Ostatecznego czyli zaatakować cele w Europie przy pomocy broni atomowej, bo to Europejczycy dostarczyli wrogom Izraela potencjału dla budowy broni masowego rażenia. Zadka został wprawdzie usunięty z „Ma`ariv”, ale mógł, jak to sam później określił, na papierze wylać swój gniew na wszystko, co się rozciąga od Dublina do Lublina. Jak później wyjaśnił , jego artykuł był prowokacją, i nie chodziło mu o zaatakowanie Europy, ale postawienie takiego ataku jako możliwości, o ile wystąpią określone okoliczności tzn. wówczas, kiedy egzystencja Izraela będzie zagrożona i to zagrożona z powodu „wspólnictwa” . Europejczyków.

Być może artykuł Saula Zadki jest tylko dziwacznym wybrykiem, ale jednak wybrykiem wpisującym się doskonale w wojnę psychologiczną przeciw Unii Europejskiej (Europie) prowadzoną przez amerykańskich neokonserwatystów.

Dla „kwestii europejskiej” kluczowe jest stanowisko Wielkiej Brytanii. Największym zagrożeniem dla dominacji USA w Europie byłoby powstanie triumwiratu Londyn-Paryż-Berlin i wejście Wlk. Brytanii do strefy euro. Porzucenie funta na rzecz euro oznaczałoby, że w strefie euro znajdzie się największe centrum finansowe Europy, którym jest Londyn (drugie po Nowym Jorku centrum finansowe świata). Pozycja euro i jego atrakcyjność jako waluty rezerwowej znacznie by wzrosły, szczególnie, że Wlk. Brytania jest eksporterem ropy i jej wejście w strefę euro osłabiłoby rolę dolara w rozliczeniach za ropę.

Obecnie Wlk. Brytania jest rozrywana pomiędzy USA a Unią Europejską, tak jak funt pomiędzy dolarem i euro. Chce być najbardziej lojalnym sojusznikiem Waszyngtonu, ale taka rola bez zaplecza europejskiego może to być tylko subordynacją maskowaną sloganem o „specjalnych stosunkach”.

Wojna z Irakiem ujawniła, że Londyn skłania się ku USA, dryfując w kierunku anglosaskiego „twardego rdzenia” tzw.wspólnoty transatlantyckiej- w Wlk.Brytanii pojawiają się postulaty, aby weszła do NAFTA, odżyły nawet pomysły utworzenia Unii Angloamerykańskiej. Trzeba tu przypomnieć, że wojna z Serbią bardzo zintensyfikowała strategiczne, wojskowe i wywiadowcze więzi pomiędzy USA i Wielką Brytanią. Londyn uczestniczy w amerykańskim systemie szpiegowskim ECHELON, oba wywiady dzielą się ze sobą informacjami, ale nie dzielą się z nimi w takim zakresie z państwami europejskimi. Proces tej „anglosaskiej integracji” zaczął się już wcześniej.. Po pierwszej wojnie w Iraku ówczesny sekretarz obrony USA William Cohen i jego brytyjski odpowiednik podpisali deklarację o „zasadach współpracy w dziedzinie obronności i przemysłu”, mających na celu „poprawę we współpracy w produkcji broni i ochrony tajemnic technologicznych”, oraz „ułatwiających wspólne przedsięwzięcia i fuzje w przemyśle obronnym”. Sekretarz Stanu Cohen oświadczył, że to porozumienie wzmocni współdziałanie pomiędzy przemysłami obronnymi obu krajów i pomoże uzgodnić stanowiska w takich kwestiach jak np. dzielenie się technologiami. Porozumienie zostało podpisane krótko po utworzeniu British Aerospace Systems (BAES) powstałej z fuzji British Aerospace z GEC Marconi. Głównymi partnerami BAES są dwaj najwięksi dostawcy broni dla Pentagonu w USA Lockheed Martin i Boenig. Następuje coraz silniejsza integracja brytyjskiego kompleksu zbrojeniowego z amerykańskim. BAES działa swobodnie na rynku amerykańskim poprzez swoją filię o nazwie British Aerospace Systems North America i jest obecnie piątym dostawcą dla Pentagonu. Oprócz tego ma miejsce ścisła współpraca w operacjach wojskowych i wywiadowczych, brytyjskie i amerykańskie Siły Specjalne przeprowadzają wspólne, także tajne, akcje w różnych częściach świata, znaczącej intensyfikacji uległa współpraca CIA i MI5. USA i Wielka Brytania w latach 90. wspólnie egzekwowały sankcje nałożone na Irak i wspólnie przygotowywały grunt pod interwencję zbrojną w tym kraju. To z kolei miało odbicie w starciu o zyski z irackiej ropy – amerykańskie i brytyjskie koncerny naftowe (British Petroleum jest praktycznie włączony do amerykańskiego kompleksu naftowego) postanowiły wyeliminować z gry europejski Total-Fina-Elf .

Wojna w Iraku wzmocniła więzy wojskowe pomiędzy USA i Wielką Brytanią , brytyjski sekretarz obrony Geoffrey Hoon oświadczył w lipcu 2003 roku , że chce zrestrukturyzować siły zbrojne, zreformować struktury dowodzenia w armii brytyjskiej tak , żeby były lepiej dopasowane do amerykańskich, gdyż, jak się wyraził jest wysoce nieprawdopodobne, aby Zjednoczone Królestwo angażowało się w zakrojone na szeroką skalę operacje wojskowe bez USA. Dlatego brytyjskie siły zbrojne muszą być tak zbudowane i wyposażone, aby spełnić wymagania dla wojen toczonych u boku Stanów Zjednoczonych. Przewiduje się, że BAES zostanie wchłonięty przez Boeniga stając się składową amerykańskiego kompleksu zbrojeniowo-militarnego i podlegając kontroli Pentagonu. Amerykanie chcą istniejące w Fylingdales (północne Yorkshire) urządzenia wczesnego ostrzegania przekształcić w element systemu antyrakietowego czyli „Gwiezdnych Wojen”. Ponieważ geografia militarna jest nadrzędna wobec geografii politycznej i administracyjnej, to ewentualne objęcie Tarczą Antyrakietową Wlk.Brytanii oznaczałoby de facto zniesienie odrębności terytorialnej obu państw czyli przyłączenie Zjednoczonego Królestwa do metropolitalnej prowincji imperium światowego.

Dodatkowym przęsłem „transatlantyckiego mostu” są brytyjsko-amerykańskie fuzje w sektorze finansowym i bankowym, świadczące o daleko zaawansowanej integracji brytyjskich finansowych i bankowych interesów z interesami Wall Street. Wspomnieć należy również o angloamerykańskiej integracji w dziedzinie mediów i informacji. W skład medialnych konglomeratów należących do Conrada Blacka i Ruperta Murdocha, którzy swoje główne siedziby mają w Ameryce Północnej i są ściśle związani elitą amerykańską, wchodzi duża część mediów brytyjskich. „Times”, „Financial Times”, Reuters, Sky TV to już dziś nie brytyjskie, lecz angloamerykańskie instytucje.

Paralelnie do integracji angloamerykańskiej postępowała integracja „franko-germańska”. Reakcją na powstanie angloamerykańskiej osi w przemyśle zbrojeniowym były fuzje w niemieckim przemyśle zbrojeniowym zdominowanym przez Daimlera, Siemensa i Kruppa oraz coraz silniejsza integracja francuskiego i niemieckiego kompleksu zbrojeniowego. Już w 1996 roku Paryż i Bonn powołały do życia wspólną agencję ds. zbrojeń, której zadaniem było zarządzać wspólnymi programami i oceniać na potrzeby obu rządów kontrakty w dziedzinie obronności. Francja i Niemcy kontrolują obecnie Airbusa (BEAS-owi pozostało w Airbusie 20% udziałów), który rywalizuje z Lockheed-Martin i Boenigiem. Niemcy współpracują z Francuzami w programie wynoszenia satelitów na orbitę okołoziemską Ariane oraz przy programach satelitarnych Galileusz, Helios i SAR-Lupe.

W końcu 1999 roku w odpowiedzi na „sojusz” British Aeorspace z Lockheed Martin francuska Aerospace-Matra połączyła się z daimlerowską DASA tworząc wraz z hiszpańską Construcciones Aeoronauticas największy europejski konglomerat zbrojeniowy European Aeronautic Defence nad Space Company (EADS). Mimo iż nadal istnieje kooperacja pomiędzy europejskimi i amerykańskimi firmami , to wyraźny stał się podział na dwie konkurujące grupy: amerykańską „Wielką Piątkę” (Lockheed Martin, Boenig, Raytheon, General Dynamics, Northrop Grumman) plus brytyjska BAES i europejską EADS. Obie grupy ostro rywalizują ze sobą m.in. w zakresie kontraktów na dostawy broni dla nowych członków NATO. Dodajmy, że francusko-niemiecki sojusz w dziedzinie produkcji zbrojeniowej w ramach EADS otwiera „boczną furtkę” do włączenia Niemiec we francuskie programy zbrojeń nuklearnych – francusko-niemiecki EADS produkuje m.in. rakiety balistyczne z głowicami nuklearnymi wystrzeliwanymi z okrętów podwodnych.

Nie ulega wątpliwości, że Waszyngton chce w najważniejszych z politycznego punktu widzenia dziedzinach (zbrojenia, armia, wywiad, finanse, media) związać ze sobą na trwałe Wielką Brytanię, wykorzystywać jej członkostwo w UE przeciw pogłębieniu integracji europejskiej, oddalić raz na zawsze niebezpieczeństwo powstania triuwmiratu Londyn-Paryż-Berlin, nie dopuścić do tego, aby Wlk.Brytania przystąpiła do sfery euro - przesunięcie przez Londyn terminu przystąpienia Wlk.Brytanii do Eurolandu na 2010 rok, może oznaczać, że do tego przystąpienia nigdy nie dojdzie. Zapobieżenie temu, aby Wlk.Brytania weszła do Eurolandu, jest kluczowym elementem amerykańskiej strategii okrążenia i „powstrzymywania” franko-germańskiego rdzenia Europy – jest to walutowy odpowiednik ewentualnej relokacji baz amerykańskich z Niemiec do krajów na obrzeżach Unii. Kraje te, którym przewodzić będzie Londyn, mają utrzymywać Europę w stanie chwiejnej równowagi, zapobiegać stworzeniu wspólnej europejskiej polityki wojskowej i zagranicznej, rozwodnić konstytucję europejską etc. – innymi słowy mają być egzekutorami polityki Waszyngtonu wobec Europy. Franko-germański rdzeń Europy ma zostać otoczony z flanki zachodniej dzięki Wlk.Brytanii, od południowej dzięki panowaniu nad Morzem Śródziemnym i wpływom w Hiszpanii i we Włoszech oraz od wschodniej dzięki rozszerzeniu NATO o nowe państwa. Mają one zapewnić Waszyngtonowi geopolityczną dźwignię na wypadek gdyby „imperium franko-germańskie” dokonało secesji z NATO. Estonia, Łotwa, Litwa, Polska, Słowacja, Czechy, Węgry, Rumunia, Bułgaria, Macedonia, Albania, Słowenia, Serbia, Chorwacja – z czysto militarnego punktu widzenia nie mają one wielkiego znaczenia, ale z geopolitycznego i politycznego tak: imperium światowe tworzy z nich pas okrążający imperium franko-germańskie, pas, który równocześnie pełni funkcję „kordonu sanitarnego” oddzielającego Rosję od imperium franko-germańskiego. Przejmując ten pas (Wrota do Serca Lądu) pod ścisłą kontrolę Waszyngton utrwala swój geopolityczny wpływ na kierunkach: Ukraina i Rosja, Azja Centralna i Bliski Wschód.

Jest rzeczą prawdopodobną, że obok Wielkiej Brytanii i być może Włoch, także Polska, Bułgaria i Rumunia wezmą udział w budowie amerykańskiej Tarczy Antyrakietowej, której stworzeniu sprzeciwia się imperium franko-germańskie. W krajach tych Pentagon rozmieści stacje nasłuchowe i radary, będące składnikami systemu wczesnego ostrzegania. W przyszłości na terytorium tych krajów mogą zostać rozmieszczone wyrzutnie antyrakiet. Budowa Tarczy Antyrakietowej , skierowanej początkowo przeciw dysponującym bronią nuklearną Rosji i Chinom, a obecnie także przeciw imperium franko-germańskiemu, oznaczałaby praktycznie koniec dawnego NATO.

Nadrzędnym celem Waszyngtonu w Europie jest osłabienie i rozbicie osi Paryż-Berlin stanowiącej karolińskie jądro Europy. Oś Paryż-Berlin, coraz silniejsza integracja obu państw w ramach Unii Europejskiej to proces, który w realnym a nie prawno-konstytucyjnym sensie prowadzi do Europy jako niezależnego podmiotu geopolitycznego, mówiącego własnym głosem i podejmującego pewne decyzje polityczno-wojskowe bez konsultacji z Waszyngtonem. Jeśli Anglia na trwałe wybierze „unię” z USA czyli zwróci się na zachód odrzucając stanowisko trzeciego triumwira europejskiego, automatycznie geopolityczne centrum Europy przesunie się na wschód. Wojna w Iraku posłużyła Waszyngtonowi do wyjęcia Anglii z europejskiego triumwiratu, obecnie albo nastąpi pogłębienie integracji francusko-niemieckiej i umocnienie imperium franko-germańskiego, które metodami hegemonialnymi zjednoczy Europę albo oś Paryż-Berlin się rozpadnie a wraz z jej rozpadem przestanie istnieć Unia Europejska w jej dotychczasowym kształcie. Celem USA jest teraz otoczyć, osłabić i rozbić imperium franko-germańskie, które, przesuwając się geopolitycznie na wschód, mogłoby zwrócić się w kierunku Rosji. Pewne oznaki zbliżenia europejsko-rosyjskiego pojawiły się już wcześniej. W ostatnich latach Francja , Niemcy i Rosja podjęły dyskusje na temat współpracy w produkcji zbrojeniowej, współpracy wojskowej oraz w badaniach kosmicznych. W końcu 1998 roku Paryż i Moskwa porozumiały się co do wspólnych ćwiczeń wojskowych piechoty i obupólnych konsultacji wojskowych. Moskwa chce pozyskać francuskich i niemieckich partnerów do uczestnictwa w rozwoju jej kompleksu wojskowo-przemysłowego. Na początku 2000 roku minister obrony Niemiec Rudolph Scharping odwiedził Moskwę w celu odbycia rozmów ze swoim rosyjskim odpowiednikiem. Podpisano porozumienie w sprawie 33 projektów współpracy wojskowej w tym dotyczące szkolenia rosyjskich specjalistów wojskowych w Niemczech. To porozumienie zostało zawarte poza ramami NATO i bez wcześniejszych konsultacji z Waszyngtonem. Warto też zauważyć, że Rosja podpisała porozumienie o długoterminowej współpracy wojskowej z Indiami w 1998 roku, a w kilka miesięcy później podobne porozumienie podpisała z Indiami Francja. Przewidywało ono m.in. transfer francuskiej technologii wojskowej do Indii i inwestycje francuskich korporacji w indyjski przemysł zbrojeniowy – te inwestycje miały obejmować urządzenia do produkcji rakiet balistycznych z głowicami nuklearnymi. Znaczący jest też fakt, że krótko po tym, jak USA dokonały akcji zbrojnej w Afganistanie w 2001 roku przejmując praktycznie kontrolę nad przestrzenią powietrzną Pakistanu i korzystając z pakistańskich urządzeń wojskowych, Francja i Indie przeprowadziły wspólne ćwiczenia wojskowe na Morzu Arabskim. W tym samym czasie do Indii napłynęły duże dostawy rosyjskiej broni dostarczone w ramach indyjsko-rosyjskiego porozumienia o współpracy wojskowej.

Widzimy, że Francja reprezentująca w aspekcie militarno-politycznym Europę, poszukuje przestrzeni dla politycznego manewru w stosunku do amerykańskiego imperium światowego, które aspiruje do planetarnej hegemonii. Podział , jaki ujawnił się pomiędzy USA i Wlk.Brytanią a Francją i Niemcami , wynikał z głębokich przyczyn politycznych, był starciem pomiędzy tymi, którzy chcą utrzymania politycznego status quo (USA i Wlk.Brytania) a tymi, którzy z trudem usiłują ponownie wejść na arenę historii i globalnej polityki („imperium franko-germańskie” reprezentujące na płaszczyźnie geopolitycznej Europę). Przed wojną z Irakiem coraz częstsze były w Europie głosy wyrażające polityczne ambicje Unii Europejskiej. Kanclerz Gerhard Schröder wezwał do bardziej zintegrowanej i rozszerzonej Europy, aby zrównoważyć hegemonię amerykańską, Romano Prodi oświadczył, że głównym celem UE jest stworzenie supermocarstwa na kontynencie europejskim, które stanie ze Stanami Zjednoczonymi jak równy z równym, premier Szwecji Göran Person stwierdził, że Unia Europejska jest jedną z niewielu instytucji, które może stworzyć przeciwwagę dla światowej dominacji Stanów Zjednoczonych, minister Joseph Fischer przestrzegł Waszyngton, aby nie mylił sojuszników z państwami satelickimi. Odpowiedzią Waszyngtonu był marsz na Bagdad. Reakcją Francji i Niemiec było podjęcie kroków mających umacniać imperium franko-germańskie. W listopadzie 2002 roku Chirac i Schröder wydali dokument, w którym proponowali przekształcenie Europejskiej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony w Europejską Unię Bezpieczeństwa i Obrony: mówi się w nim o wzmocnionej współpracy, o wspólnej polityce w dziedzinie zbrojeń, klauzuli o wzajemnym przyjściu sobie z pomocą.W styczniu 2003 roku dwaj komisarze europejscy Niemiec Guenther Verheugen i Francuz Pascal Lamy zaproponowali utworzenie czegoś na kształt niemiecko-francuskiej konfederacji prowadzącej wspólną politykę gospodarcza, budżetową i podatkową. Konfederacja miałaby zajmować wspólne stanowisko w Unii Europejskiej, w MFW i Banku Światowym i we wszystkich instytucjach międzynarodowych, posiadać wspólne siły zbrojne, wspólne przedstawicielstwa dyplomatyczne, wspólne miejsce w Radzie Bezpieczeństwa. Dwaj politycy postulowali powołanie Kongresu złożonego z przedstawicieli parlamentów obu krajów, odbywanie wspólnych posiedzeń Rad Ministrów, stworzenie stałego sekretariatu i forum dla niemieckich i francuskich związków zawodowych, zrzeszeń i organizacji pozarządowych.

Z niemiecko-francuskich organizacji i środowisk intelektualnych płyną postulaty utworzenia Związku Niemiecko-Francuskiego, wprowadzenia podwójnego obywatelstwa niemiecko-francuskiego etc. W drugiej połowie września 2003 w Berlinie odbyło się wspólne posiedzenie rządów niemieckiego i francuskiego – nie dwustronne spotkanie ministrów ale wspólna Rada Ministrów , na której ministrowie poszczególnych resortów występowali w „tandemach”. Na posiedzeniu podjęto szereg konkretnych decyzji m.in. o połączeniu szybkich kolei francuskich (TGV) z niemieckimi (ICE).

Na łamach „AirbagMagazin” (nr 3, maj 2003) niemiecko-francuskiego kwartalnika strategii europejskiej Rudolf von Thadden w artykule „Czas międzynarodowych niepokojów i napięć” napisał: „Tak długo, jak długo nie wszystkie państwa Unii Europejskiej nie będą gotowe do samodzielnej polityki zagranicznej i obronnej w Unii, Francja i Niemcy będą szły naprzód same. Trzeba będzie najpierw utworzyć coś w rodzaju rdzenia Europy, do którego później przyłączą się inne państwa”. Tendencję do wyłonienia się bardziej zintegrowanej Europy przewidywał pięć lat temu były kanclerz Niemiec Helmut Schmidt, który recenzując na łamach „Foreign Policy” (wiosna 1998) książkę Zbigniewa Brzezińskiego Wielka szachownica napisał, że autor pisze o Europie tak jakby była ona klientem lub satelitą USA. Takie roszczenie to według Schmidta kolejny, dodatkowy powód, aby zbudować jeszcze silniejszą Unię Europejską, która zapewni regionowi prawo do samostanowienia. Ten sam Helmut Schmidt w swojej książce Die Selbstbehauptung Europas (2001) napisał, że na dłuższą metę wykształcenie się wewnętrznego rdzenia Europy jest nieuchronne, co, dodajmy, wynika z najbardziej elementarnego faktu, że Francja i Niemcy boją się Ameryki bardziej niż siebie nawzajem. Elity obu państw rozumieją także, że jakaś „renacjonalizacja” europejskiej polityki byłaby zgubna dla nich obu. Wyraził to już przed laty na łamach „Le Monde” (3 lutego 1995) fracuski geopolityk prof.Michel Korinman w artykule „Unia francusko-niemiecka jak najszybciej” stwierdzając, że jeśli taka unia nie powstanie, to w przyszłości mur dzielić będzie Strasburg.

Zbigniew Brzeziński w tekście „Atlantycka wspólnota wartości” („Rzeczpospolita”, 10 marca 2001) pisał: „Bez wsparcia Europy światowe przywództwo Ameryki byłoby kruche, a bez zaangażowania Ameryki Europa, ze swoimi tradycyjnymi konfliktami byłaby bardzo słaba. Więzy amerykańsko-europejskie są absolutnie decydujące” .

Ale ewentualne wyłonienie się twardego rdzenia Europy oznaczałoby, że podstawowy tradycyjny konflikt w Europie to znaczy konflikt niemiecko-francuski zostałby przezwyciężony a wraz z nim geopolityczna słabość Europy. Wówczas zaangażowanie USA jako arbitra sporów i konfliktów w Europie nikomu nie byłoby potrzebne, bo arbitrem byłoby „imperium franko-germańskie”. Pozostaje pytanie, jak bez jego wsparcia wyglądałoby światowe przywództwo Ameryki?



„Absolutnie decydujące” według Brzezińskiego więzy, które łączą USA i Europę są wprawdzie nadal bardzo mocne, być może silniejsze niż sprzeczne interesy, ale równocześnie głębsza dynamika polityczna rozluźnia je , co może doprowadzić do trwałego rozpadu tzw. wspólnoty transatlantyckiej i do zastąpienia jej nowym rodzajem stosunków politycznych, których dokładny kształt trudno jeszcze dzisiaj przewidzieć.

Zacytujmy na koniec jeszcze jedną opinię, której autor stawia ostatecznie kropkę nad „i” w kwestii przyszłej polityki Waszyngtonu wobec Europy. Gerard Baker (jeden z redaktorów „Financial Times”) opublikował artykuł zatytułowany „Przeciw zjednoczonej Europie” na łamach czołowego pisma neokonserwatywnego „The Weekly Standard” (22 września 2003 roku) . Baker przypomina, iż Henry Kissinger skarżył się, że nie ma do kogo zadzwonić, kiedy chce rozmawiać z Europą. Niebezpieczeństwo polega na tym, pisze Baker, że przyszli Kissingerowie już nigdy więcej nie będą się mogli na to uskarżać. Baker stwierdza, że jeśli spokój ducha w kwestiach zjednoczenie Europy stanie się oficjalną polityką USA, będzie to głupotą najwyższego stopnia. Baker wskazuje na dynamikę polityczną pchającą Europę ku większej politycznej integracji, która jest swego rodzaju targiem pomiędzy Niemcami i Francją. Wlk. Brytania nie jest w stanie być liderem Unii, oprócz niej przeciw ściślejszej integracji są najsłabsze państwa europejskie, dlatego oś niemiecko-francuska w sojuszu z biurokracją brukselską wygra. Unia Europejska, pisze Baker, chce być strukturą o realnej władzy politycznej, jeśli nią się stanie, to nie będzie wprawdzie „superpower” lecz „sniperpower”, która będzie używać międzynarodowych instytucji, aby blokować władzę USA, odstrzeliwać kawałki tej władzy na całym świecie. Baker pyta, co się stanie, kiedy wspólna europejska linia przeciw USA zwycięży w gremiach NATO, albo gdy Unia rzuci na szalę swoją gospodarczy ciężar w Afryce lub Ameryce Południowej, gdy dysponując siłą militarną zażąda większego udziału w podejmowaniu decyzji podczas nowych kryzysów międzynarodowych. Dlatego nie można mówić :”cóż możemy zrobić?”, ale trzeba działać. Waszyngton nie jest bezsilny, może zrobić wiele rzeczy: przede wszystkim, zaleca Baker, powinien przestać deklamować przestarzałą zimnowojenną ideę, że zjednoczona Europa leży w interesie Stanów Zjednoczonych. Czy ktokolwiek, pyta Baker, może na serio sądzić, że jedna polityka zagraniczna UE jest bardziej pomocna dla USA niż polityka polska, brytyjska lub hiszpańska? Po drugie należy wzmocnić polityczne i wojskowe więzi z Europą Wschodnią np. przesunąć oddziały z Niemiec do Bułgarii i Rumunii i ewentualnie do innych krajów, co byłoby tak samo mądrym posunięciem jak zaoferowanie Polsce ważnej roli w powojennym Iraku, po trzecie należy studzić entuzjazm dla rozwijania wojskowych zdolności Europy. Francusko-niemiecko-belgijsko-luksemburskie plany sojuszu militarnego w łonie UE łatwo mogą być wyśmiane, ale w dzisiejszych czasach, które są czasami próby, USA muszą być bardziej niż ostrożne w kwestii oddzielnej tożsamości europejskiej wewnątrz NATO. Po czwarte USA muszą sprzeciwić się zmianom członkostwa w multilateralnych instytucjach – na przykład jedno miejsce dla Unii Europejskiej w Radzie Bezpieczeństwa. Po piąte nie należy robić nic, co mogłoby popchnąć Wlk.Brytanię w stronę euro – nic nie byłoby bardziej brzemiennym w konsekwencje krokiem w kierunku europejskiej integracji niż przyłączenie się Wlk.Brytanii do tego projektu. Impet, jaki przystąpienie Wlk.Brytanii do euro, nadałoby tworzeniu europejskiej superpaństwowości jest trudny do przecenienia. Baker stwierdza dalej, że to europejskie elity chcą integracji ale nie „szary Europejczyk”, stąd, uważa on, integracja wywołuje polityczny niepokój, co wyraża się w poparciu dla skrajnie prawicowych partii we Francji, Włoszech, Niemczech a nawet Wielkiej Brytanii. Można z tego wnioskować, że przychodzi dobry czas dla partii narodowej prawicy w Europie, które otrzymają dyskretne polityczne wsparcie z Waszyngtonu, aby mogły uczestniczyć w demontażu Unii Europejskiej. W zakończeniu swojego tekstu Baker pisze, że nie jest jeszcze za późno dla USA, aby zastopować powstawanie europejskiego superpaństwa, zanim stanie się ono rzeczywistością.

Artykuł Bakera jest ważny dlatego, że prominentny członek angloamerykańskiego establishmentu mówi głośno i otwarcie coś, co już od dawna było znane politycznemu kierownictwu USA. Ta szczerość zapowiada trudny czas dla Europy, która, jak napisał w swoim artykule „Ameryka przeciw reszcie świata” (maj 2003) Charles Kupchan, jest zbyt silna, aby być wasalem Ameryki a zbyt słaba i zbyt podzielona, aby być skutecznym i godnym tego miana rywalem USA.



Pobieranie 0.59 Mb.

Share with your friends:
1   2   3   4   5   6   7   8   9   10   11




©operacji.org 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna