Raport o wojnie w iraku



Pobieranie 0.59 Mb.
Strona6/11
Data25.10.2017
Rozmiar0.59 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   10   11

EURO KONTRA DOLAR

Prof. Randall Henning z amerykańskiego Instytutu Gospodarki Międzynarodowej występując w październiku 1997 roku przed Komisją Budżetową Senatu Stanów Zjednoczonych stwierdził, że europejska unia monetarna będzie oznaczać najgłębszą transformację międzynarodowego systemu walutowego w ciągu ostatniego ćwierćwiecza. Stworzy ona, stwierdził Henning, nowego walutowego aktora i silniejszego partnera w negocjacjach niż jakikolwiek z tych, z którymi USA miały do czynienia w okresie powojennym. Bez wątpienia, przewidywał Henning, unia walutowa zapoczątkuje nową erę w międzynarodowych stosunkach walutowych.

Laureat nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii Robert Mundell napisał na łamach „Wall Street Journal” (1998, 24 i 25 marca) , że wprowadzenie euro oznacza najbardziej dramatyczną zmianę międzynarodowego systemu walutowego od czasu wycofania się prezydenta Nixona z pokrycia dolara złotem w 1971 roku. Euro, pisał Mundell, rzuci wyzwanie pozycji dolara i to może być najbardziej znaczącym wydarzeniem w historii międzynarodowego systemu walutowego od czasu, kiedy dolar odebrał funtowi rolę dominującej waluty. Taką samą opinię wyraził dyrektor Instytutu Gospodarki Międzynarodowej prof.Fred Bergsten, który pisał na łamach „Foreign Affairs” (marzec/kwiecień 1999) w artykule „Ameryka – Europa: zderzenie tytanów?”, że wprowadzenie euro to największa zmiana w globalnych finansach od czasu, kiedy w okresie międzywojennym dolar zastąpił funta sterlinga w roli głównej waluty świata.

Dlaczego pojawienie się euro ma tak wielkie znaczenie dla gospodarki a w konsekwencji dla polityki światowej? Prof.Fred Bergsten pisał na łamach „Foreign Affairs” : „Wprowadzenie euro rysuje perspektywę nowego dwubiegunowego międzynarodowego porządku gospodarczego, który może zastąpić hegemonię Ameryki trwającą od czasu II. wojny światowej”. Euroland, pisał Bergsten, będzie równy lub przewyższy USA we wszystkich kluczowych wskaźnikach siły ekonomicznej. 1 stycznia 1999 roku powstał blok gospodarczy o jednej walucie, w którym, jeśli objąłby on wszystkie kraje piętnastki a potem rozszerzył się o inne kraje, to liczyłby dwa razy tyle ludności, co USA, a jego PKB byłby, zdaniem Bergstena, o 20% wyższy niż PKB USA. Euroland jest największą potęgą handlową na świecie – stąd pochodzi 1/6 eksportów (z USA –1/8, z Japonii 1/13). Euro jako waluta dużego i gospodarczo równego USA bloku gospodarczego, w którym panuje większa równowaga finansowa niż w USA, stało się realną alternatywę dla dolara i wyzwaniem dla jego hegemonii. Jak pisał Bergsten, euro to pierwszy realny konkurent dla dolara od momentu osiągnięcia przezeń globalnej dominacji walutowej. Euro to zapowiedź „ruchów sejsmicznych” w światowym systemie walutowym, konkludował Bergsten.

Wiele rządów, banków centralnych, instytucji finansowych, towarzystw ubezpieczeniowych, inwestorów, osób prywatnych z ich oszczędnościami powitało z radością powstanie walutowej alternatywy, gdyż euro dawało szansę dywersyfikacji rezerw i lokat oraz zmniejszenie ryzyka przy operacjach finansowych . Do tego mogły również dochodzić względy polityczne, chęć uniezależnienia się od USA lub zyskania większej swobody manewru w stosunkach z Waszyngtonem.

Według szacunków ekspertów z Deutsche Bank udział euro w rozliczeniach handlowych, rezerwach walutowych, lokatach etc. miał sięgnąć w 2010 roku średnio 30-35%. Mielibyśmy do czynienia z powstaniem faktycznego duopolu walutowego czyli przejściem od hegemonii dolara do podziału na dwa bloki walutowe. Unia Europejska miałaby szansę stać się drugą obok USA potęgą finansową świata a Europejski Bank Centralny rywalem lub równorzędnym partnerem Wall Street i FRF. Problem polega jednak na tym, że taki dwubiegunowy system dwóch równorzędnych potęg walutowych nigdy jeszcze nie istniał. Prof. Fred Bergsten stwierdził : „Nigdy jeszcze nie było tak, żeby grupa (choćby tylko dwóch) równorzędnych mocarstw kierowała skutecznie reżimem walutowym. Większość historycznych prób podejmowanych dla osiągnięcia takiego wspólnego kierownictwa zakończyła się niepowodzeniem”.



Martin Feldstein były szef prezydenckiej komisji doradców ekonomicznych wyraził na łamach „Foreign Affairs” (listopad/grudzień 1997) opinię, że walutowa integracja Europy może zmienić polityczny charakter Europy w sposób, który może spowodować konfrontację ze Stanami Zjednoczonymi. Feldstein przewidywał, że europejska unia monetarna może prowadzić do świata „całkiem odmiennego i niekoniecznie bezpieczniejszego”. Prof.Bergsten prognozował w 1999 roku, że jeśli w ramach tzw. wspólnoty transatlantyckiej nie dojdzie do kooperacji finansowej USA i Europy jako dwóch równorzędnych partnerów, to Europa i Stany Zjednoczone będą się od siebie oddalać jak tektoniczne płyty a bilateralne stosunki będą ewoluować niebezpiecznie w kierunku kryzysu. Henrik Müller, dziennikarz niemiecki specjalizujący się sprawach gospodarczych opublikował w 1999 roku książkę Mocarstwo euro. Ładunek wybuchowy podłożony pod gospodarkę światową? Pisał w niej m.in., że w nadchodzącej erze dolara-euro dojdzie do transatlantyckiego antagonizmu, i że jeśli obie strony nie uzgodnią pewnych ekonomiczno-politycznych warunków współistnienia, to wprowadzenie euro doprowadzi do konfliktów o trudnym jeszcze do oszacowania wymiarze. Powstała bowiem nowa strategiczna sytuacja, kiedy dwaj mniej więcej równi pod względem ekonomicznym gracze, obydwaj uzbrojeni w broń walutową stanęli naprzeciwko siebie i rozpoczęli grę o walutowy podział świata. Ta sytuacja przypomina pod pewnymi względami sytuację z lat 1918-1939, kiedy Wielka Brytania utraciła swoją rolę światowego lidera a wraz z tym utracił swoją rolę brytyjski funt. Nie było jednak nikogo, kto przejąłby te rolę – istniało tylko kilka mocarstw o porównywalnej sile: USA, Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Japonia. Dopiero II wojna światowa przyniosła rozstrzygnięcie zarówno w sferze wojskowo-politycznej jak i gospodarczo-walutowej: powstał system Bretton Woods. Przypomnijmy krótko jego pouczającą historię.

W czasie drugiej wojny światowej, kiedy jeszcze na wszystkich frontach trwały walki, w małej wiosce Bretton Woods w stanie New Hampshire spotkali się amerykańscy i brytyjscy politycy i ekonomiści, aby zaprojektować nowy powojenny porządek monetarny. Jak długo imperium brytyjskie było niekwestionowaną potęgą obowiązywał klasyczny standard złota. W 1914 roku system ten załamał się i w okresie międzywojennym, w fazie mniej więcej równowagi pomiędzy mocarstwami zapanowała „walutowa anarchia”. System zaprojektowany w Bretton Woods pojawił się w momencie, kiedy Stany Zjednoczone zaczęły odgrywać dominującą rolę w gospodarce i polityce światowej. Widać tu jasno, że władza polityczna i władza nad systemem walutowym idą ze sobą w parze. Zasadniczym elementem nowej koncepcji była wymienialność dolara na złoto, aczkolwiek dolar nie był wymienialny na złote monety, tak jak to było w okresie autentycznego parytetu złota, lecz jedynie w dużych i ciężkich sztabkach wartych wiele tysięcy dolarów, i jedynie rządy i banki centralne mogły wymieniać dolary na złoto. Walutą „przewodnią” dla świata miał być dolar zamiast brytyjskiego funta. Dolar miał w przyszłości służyć innym krajom zamiast złota jako rezerwa walutowa. USA zobowiązały się utrzymać wartość dolara oraz kupować lub sprzedawać złoto po 35 dolarów za uncję. Równocześnie miał obowiązywać stały parytet innych walut w stosunku do dolara. W tym sensie inne waluty świata były związane z rezerwami złota Stanów Zjednoczonych. System Bretton Woods był systemem niesymetrycznym to znaczy USA stojąc na jego straży nie były zobligowane do przestrzegania jego reguł. Pozostawiał on Stanom Zjednoczonym otwartą możliwość tworzenia nowego pieniądza „z niczego”. USA mogły w wymianie z innymi państwami wydawać więcej pieniędzy niż realnie miały. System z Bretton Woods mógłby funkcjonować, gdyby USA utrzymywały deficyty w bilansie płatniczym w pewnych granicach. Dolar jako godny zaufania międzynarodowy środek płatniczy dodatkowo mający pokrycie w złocie był bardzo potrzebny dla rozwijającego się po wojnie handlu światowego. Jednakże USA zaczęły wykorzystywać swoją przewagę. W systemie Bretton Wood Stany Zjednoczone były jedynym krajem na świecie, który własną walutą mógł płacić na całym świecie i pokrywać deficyty w bilansie płatniczym wobec zagranicy przy użyciu swoich pras drukarskich (z kolei w oparciu o dolara rządy innych krajów budowały własną inflację). Te deficyty pojawiły się szybko i rosły z roku na rok. Stosownie do tego rosła ilość dolarów krążących po całym świecie. W okresie prezydentury Johnsona i Nixona nałożyły się na siebie dwa procesy – wielce kosztowna budowa tzw. Wielkiego Społeczeństwa i wojna wietnamska (której koszty zwiększały i tak już wysokie koszty zimnowojennych zbrojeń). W tym okresie świat został zalany dolarami, które powstały z niczego (tzw. fiat money). USA kupowały za nie na całym świecie dobra i usługi potrzebne dla prowadzenia wojny. Sprzedający otrzymywali dolary, które wkrótce miały znacznie spaść na wartości. Było do przewidzenia, że prędzej czy później USA zniosą swoje zobowiązanie wobec zagranicznych banków do wymiany dolarów na złoto po określonym kursie. Złoto wypływało z USA przez dwie dekady od początku lat 50. W tym czasie amerykańskie rezerwy złota spadły z ponad 20 miliardów dolarów do 9 miliardów. Deficyty płatnicze USA i rosnąca ilość dolarów w obiegu stale rosły równolegle do eskalacji wojny w Wietnamie. Cały świat zaczął współfinansować wojnę wietnamską (i budowę Wielkiego Społeczeństwa).

Ustalone w 1944 roku relacje pomiędzy dolarem i innymi walutami przestały odpowiadać nowej sytuacji. W końcu lat 60. w Europie było 80 mld niechcianych dolarów (eurodolary), których kraje europejskie chciały się pozbyć wymieniając je w USA na złoto. Szczególnie gorącym zwolennikiem takiego posunięcia był gen. de Gaulle. USA wywarły olbrzymią presję polityczną na rządy europejskie, aby nie wymieniały dolarów na złoto. Być może w tym kontekście należałoby widzieć wydarzenia majowe 68 roku we Francji i odejście od władzy gen. de Gaulle`a. Oprócz szlachetnego idealizmu młodych rewolucjonistów działały mniej widoczne siły polityczne, które dążyły do usunięcia gen. de Gaulle`a. W każdym razie system Bretton-Woods zaczyna rozpadać się gwałtownie od 1968 roku. W 1971 roku, kiedy stał się nie do utrzymania, Waszyngton zniósł wymienialność dolara na złoto („oddłużając” Stany Zjednoczone) i uwolnione zostały kursy wymiany walut. 15 sierpnia 1971 roku prezydent Nixon zlikwidował te resztki parytetu złota, które obowiązywały wcześniej, i na oścież otwarte zostały śluzy dla tworzenia z niczego kredytu i pieniądza, dla gospodarki deficytów i spekulacji. Po raz pierwszy w historii cały świat zaczął żyć w jednym systemie papierowego pieniądza bez pokrycia. Z pewnością tu leży przyczyna tego, że jak podaje Richard Duncan, autor niedawno wydanej książki Kryzys dolara, w okresie od 1980 do dziś było 40 poważnych kryzysów bankowych w różnych krajach, rzecz praktycznie nie znana w okresie Bretton Woods.



Wprowadzenie euro, jak pisał Robert Mundell, stało się najważniejszym wydarzeniem w dziedzinie walutowej od czasu upadku systemu Bretton Woods. Już samo pojawienie się euro stanowiło wyzwanie dla hegemonii dolara (prof.Bergsten oceniał, że wywoła to przesunięcie na euro od 500 miliardów do 1 biliona dolarów). Ale USA mogłyby ewentualnie zgodzić się na istnienie swego rodzaju quasiduopolu dolar-euro pod warunkiem zachowania asymetrii światowego systemu walutowego. To znaczy euro pozostałoby walutą (lub walutą „kierunkową”) dla krajów Europy Zachodniej, Europy Środkowo-Wschodniej i dla krajów afrykańskich. Natomiast dolar zachowałby swoją hegemonialną pozycję , co oczywiste, w krajach NAFTY i Ameryki Południowej, a także w krajach skupionych w OPEC, w krajach Azji i w Rosji. USA nie byłyby również zainteresowane tym, aby Wielka Brytania znalazła się w strefie euro i wolałyby, żeby funt pozostał jako swego rodzaju bufor pomiędzy dolarem i euro. Musiałoby zatem dojść do negocjacji na szczycie , podziału stref wpływów, kompromisu w sprawie waluty rozliczeniowej w handlu ropą i do osiągnięcia jakiegoś konsensusu w kwestii budowy nowego systemu finansowego świata (nowe Bretton Woods). Do tego jednak nie doszło. Duopol walutowy okazał się (na razie) niemożliwy. Stało się tak dlatego, że w latach 1999-2002 zaczęły zachodzić procesy, które wywołały silny antagonizm pomiędzy „dolarem” i „euro” grożąc, że hegemonia dolara może zostać złamana, i że powstanie quasiduopol czyli asymetryczny układ dwubiegunowy, ale z przewagą euro. Takiej sytuacji Stany Zjednoczone nie mogły zaakceptować. Na pytanie Freda Bergstena, „czy zderzenie tytanów?” zadane cztery lata na łamach „Foreign Affairs”, możemy odpowiedzieć twierdząco. Ten sam autor w tytule referatu wygłoszonego na spotkaniu Amerykańskiego Towarzystwa Ekonomicznego w styczniu 2002 postawił pytanie: „Euro przeciw dolarowi: czy będzie walka o dominację?”. Również i na to pytanie możemy już dziś odpowiedzieć twierdząco. Do „zderzenia tytanów”, do „walki o dominację” doszło. Dlaczego?

Od końca lat 90. pojawiały się rozmaite inicjatywy w dziedzinie walutowej, których celem jest wymknięcie się spod monopolu dolara. Wszystkie one sygnalizują, że dokonują się wewnętrzne przesunięcia w światowym systemie walutowym, które osłabiają pozycję dolara. W Azji Południowo-Wschodniej mówi się o stworzeniu Azjatyckiego Funduszu Walutowego, a nawet o stworzeniu wspólnej waluty na wzór euro. Chińczycy proponują, żeby wspólną walutą był ich juan, który może zdominować handel w Azji i w basenie Pacyfiku, pojawiają się postulaty stworzenia tzw. złotego dinara islamskiego, aby zastąpić dolara jako walutę wymiany handlowej pomiędzy krajami islamskimi, a potem ewentualnie rozszerzyć jego użycie na inne kraje. Wielkim orędownikiem takiego posunięcia był premier Malezji Dr. Mahathir bin Mohamad. Za ideę godną rozważenia uznał wprowadzenie dinara Bijan Latif, prezes Centralnego Banku Iranu. Malezja jest krajem muzułmańskim i inne kraje muzułmańskie mogłyby się przyłączyć do tej inicjatywy. Ale jedyną realną alternatywą dla dolara stało się euro, dla którego rośnie poparcie także w krajach europejskich pozostających poza strefą euro np. w Szwecji i Danii. W październiku 2001 prasa brytyjska podaje informację ,że rząd brytyjski planuje na wiosnę 2003 roku referendum o przystąpieniu do euro. Przez cały rok 2002 trwają w Anglii debaty na temat wejścia do strefy euro. Pojawiają się oznaki, że akceptacja dolara przez OPEC zaczyna wykazywać pewne oznaki erozji. Nie kto inny jak prezydent Saddam Husajn jako pierwszy w krajów OPEC w listopadzie 2000 roku podjął decyzję o przejściu Iraku w rozliczeniach za ropę na euro i dokonał konwersji swoich rezerw dolarowych na euro – od tej pory cały iracki eksport ropy w ramach ONZ-owskiego programu „Ropa za żywność” był rozliczany w dolarach. Było to bardzo groźne z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych posunięcie- jeden z brytyjskich bankierów nazwał decyzję Iraku o przejściu na euro w rozliczeniach za ropę wypowiedzeniem wojny dolarowi czyli wypowiedzeniem wojny Stanom Zjednoczonym. Decyzja prezydenta Saddama Husajna była zachętą wysłana w kierunku Francji i Niemiec, aby aktywniej działały na rzecz zniesienia sankcji nałożonych na Irak. Rząd w Bagdadzie, jak wiemy, zawarł wielomiliardowe kontrakty na wydobycie ropy z Rosją, Francją, Chinami, aby zachęcić je do opowiedzenia się za zniesieniem sankcji. Teoretycznie rozwój wydarzeń mógł wyglądać następująco: Irak przechodzi na euro w rozliczeniach za ropę, wzmaga się nacisk w ONZ na zniesienie sankcji, sankcje zostają zniesione, prezydent Husajn utrzymuje się przy władzy, dziesięć lat polityki amerykańskiej wobec Iraku idzie na marne, Irak powraca na światowy rynek ropy, drugie co wielkości złoża ropy na świecie wchodzą w strefę euro, naśladując Irak inne państwa OPEC przechodzą na euro w rozliczeniach na ropę. Przypomnijmy, że w sierpniu 2000 roku prezydent Wenezueli Hugo Chavez odwiedził prezydenta Husajna w Bagdadzie (jako pierwsza głowa państwa od 1991 roku), gdzie rozmawiał z nim, jak wzmocnić rolę OPEC. Wenezuela czwarty co do wielkości producent ropy naftowej przeszła w handlu ropą na wymianę barterową z Kubą i 12 innymi krajami Ameryki Łacińskiej eliminując dolara. Według niektórych źródeł czynniki dyplomatyczne Wenezueli mówiły o przejściu tego kraju na euro w rozliczeniach na ropę – było to na rok przed nieudanym zamachem stanu, który miał obalić prezydenta Chaveza. Indonezja zapowiada przejście na euro w handlu ropą. Libia zachęca, aby rozliczenia za ropę prowadzić w euro zamiast w dolarach. Jesienią 2001 roku przywódcy chińscy poinformowali odwiedzającego Pekin kanclerza Gerarda Schroedera, że euro zajmie w przyszłości więcej miejsca w skarbcach ich banku centralnego. 31 grudnia 2001 roku AFP doniosła, że Iran uważa euro za sposób „wyzwolenia się” od dolara. Gazeta „Iran News” z 29 grudnia 2001 wezwała do przejścia na euro w rozliczeniach za ropę i w handlu światowym.Wydanie „Europartnership News“ z 7 stycznia 2002 roku zamieściło komentarz zatytułowany „Euro kontynuuje rozszerzanie swojego globalnego wpływu”. W styczniu 2002 roku podczas spotkania z odwiedzającym Chiny ministrem finansów Niemiec Hansem Eichelem, który miał tam kilka wykładów na temat roli euro w swiatowym systemie walutowym, chiński minister finansów Xiang Huiacheng stwierdził: „jest to nieuchronna tendencja, że euro stanie się rezerwową walutą wielu państw świata” i przewidywał, że euro dojdzie do równowagi z dolarem. W kwietniu 2002 roku w Arabii Saudyjskiej pojawiają się głosy postulujące przejście na euro w rozliczeniach za ropę. W maju 2002 roku na europejsko-rosyjskim szczycie w Moskwie przedstawiciele Unii Europejskiej namawiali Rosjan, aby zaakceptowali euro zamiast dolara w wymianie handlowej z Unią. 17 lipca 2002 roku gubernator Banku Japonii oświadczył prasie, że całkiem spore jest prawdopodobieństwo porzucenia dolara w skali światowej. Moskiewska „Prawda” pytała w lipcu 2002 „Euro kontra dolar – kto zwycięży?” W irańskim piśmie „Iranian Financial News” z 25.08.2002 ukazała się informacja, że połowa rezerw walutowych Iranu została przeniesiona na euro. Jeden z przedstawicieli władz w Teheranie stwierdził, że idzie o eliminację monopolu walutowego w handlu światowym. W 2002 roku Chiny zaczęły dywersyfikować swoje rezerwy dolarowe konwertując ich część na euro. Podobnie postąpiły Tajwan, Hongkong i Korea Południowa. „Business Week” z 17.02.2003 podał, że w poprzednim roku Rosyjski Bank Centralny podniósł do 20% udział euro w swoich rezerwach walutowych - obecnie ok.30% wymiany handlowej Rosji to handel z Eurolandem – ten udział wzrośnie o kilkanaście procent po rozszerzeniu Eurolandu, co mogłoby skłonić Rosję do zaakceptowania euro jako oficjalnego środka płatniczego w relacjach handlowych i finansowych z Europą, co jest szczególnie istotne ze względu na rolę Rosji jako eksportera ropy. „Business Week” napisał: „Podobnie dzieje się w innych częściach świata. Ludzie działający na rynku walutowym mówią, że tak różne instytucje jak Bank Kanady, Bank Ludowy Chin, Centralny Bank Tajwanu zaczynają przywiązywać coraz większą wagę do euro”. Banki azjatyckie posiadające lwią część rezerw walutowych świata mają 1,5 biliona dolarów rezerw w większości zainwestowanych w amerykańskich obligacjach i papierach wartościowych - Tajwan podniósł udział euro w rezerwach walutowych z 20 do 35 %, Singapur do 1/3.

W grudniu 2002 roku Korea Północna wprowadziła euro jako oficjalną walutę w handlu zagranicznym – gest nie mający większego znaczenia ekonomicznego, ale o symbolicznej politycznej wymowie. W styczniu 2003 roku Kanada część rezerw walutowych w konwertuje na euro. Niektórzy eksperci przewidują, że pod koniec roku 2003 euro może pokrywać już 20% światowych rezerw walutowych. Rok wcześniej udział euro wynosił 10%. W ciągu 2002 roku euro zaczęło stopniowo stawać się zagrożeniem dla pozycji dolara. Na początku 1999 roku wielkie banki centralne miały w skarbcach 5,8 razy więcej dolarów niż euro, w 2002 roku już tylko 4,6 razy więcej.



Rozszerzenie Unii Europejskiej w latach 2004 a w konsekwencji rozszerzenie strefy euro wzmocniłoby jeszcze pozycję euro i zachęciło OPEC do przejścia na euro. W przyszłości tendencja ta mogłaby ulec wzmocnieniu, kiedy do strefy euro weszłyby Wielka Brytania, Norwegia, Dania i Szwecja – kluczową znaczenie miałaby oczywiście Wlk.Brytania. Rozszerzenie Unii Europejskiej w latach 2004 a w konsekwencji rozszerzenie strefy euro spowodowałoby, że cały obszar euro miałby ludność konsumującą ropę o 33% liczniejszą niż USA. Ponad połowa ropy z OPECU byłaby sprzedawana do Unii Europejskiej. Kraje strefy euro importowałyby więcej ropy z krajów OPEC niż USA, więc naturalne byłoby przejście OPEC w rozliczeniach z nimi na euro – jednym z powodów dlaczego w handlu ropą operuje się dolarami jest to, że USA, mimo iż same produkują ropę, są wielkim importerem ropy, ale teraz kraje strefy euro stałyby się większym importerem niż USA. Zatem nawet z czysto ekonomicznych i walutowych powodów (powody polityczne mogłyby odegrać dodatkową rolę), OPEC miałby zachętę, żeby przejść na euro. Innymi słowy euro nabierało coraz większego znaczenia dla wielu banków centralnych, dolar słabł a euro wzmacniało się. Było możliwe, że kraje OPEC również zaczną dywersyfikować swoje rezerwy walutowe. W kwietniu 2002 roku Javad Yarjani – szef departamentu analizy rynku naftowego OPEC przebywający w Hiszpanii na zaproszenie hiszpańskiego ministra gospodarki wygłosił w Oviedo na seminarium poświęconym międzynarodowej roli euro, wykład zatytułowany „Wybór waluty w rozliczeniach za ropę”. Yarjani był dość ostrożny i wskazywał na to, że cały system globalnego handlu ropą jest zbudowany wokół dolara i że ta sytuacja nie może się zmienić z dnia na dzień. Równocześnie jednak podkreślił, że OPEC jest głównym dostawcą ropy do Europy a 48% całego importu krajów OPEC z Bliskiego Wschodu pochodzi z Europy, co czyni europejską walutę naturalnym środkiem wymiany pomiędzy OPEC i Europą. Europa jest głównym partnerem handlowym krajów Bliskiego Wschodu, który z kolei potrzebuje europejskich inwestycji. Yarjani stwierdził, że tak czy inaczej będą zachodzić zmiany w światowym biznesie naftowym i nie wykluczył , że w przyszłości OPEC może przejść na euro – raczej nie przed rokiem 2004 ale bardzo możliwe, że w ciągu najbliższej dekady -kwestią nie było zatem „czy”, ale „kiedy”. Momentem przełomowym byłoby, według niego, wejście europejskich krajów eksportujących ropę czyli Wlk.Brytanii i Norwegii do strefy euro. Yarjani zauważył, że zabiegi, aby zredukować globalną rolę dolara już mają miejsce i mogą jedynie nabierać tempa, życzył euro sukcesu i mówił o zacieśnieniu gospodarczych więzów Europy z Bliskim Wschodem, Europy , jak podkreślał, zintegrowanej i silnej gospodarczo. Coraz bardziej prawdopodobne stawało się, jako iż kraje strefy euro mają większy udział w handlu światowym niż USA, że kraje handlujące z Unią Europejską, w tym kraje eksportujące ropę porzucą dolara na rzecz euro. Świadectwem tego, że w światowym systemie finansowym zaczynają się przesunięcia było to, że w latach 2001-2002 następował spadek sprzedaży w USA zarówno akcji jak i obligacji rządowych. Kraje azjatyckie dokonują nadal zakupów amerykańskich papierów wartościowych wypełniając lukę, jaka powstała po zmniejszeniu zakupów przez kraje europejskie, ale spadek zakupów jest zauważalny, Dodajmy, że w tym okresie cena złota skoczyła do 300 dolarów za uncję ( w stosunku do złota dolar stracił na wartości o 30%).

Na horyzoncie, zapewne dość odległym, ale bliższym niż się można było spodziewać, zaczęła majaczyć groźna dla USA sytuacja, w której euro przejmuje handel ropą (zamiast petrodolarów mamy petroeuro), wchodzi jako środek płatniczy na szerokie obszary handlu międzynarodowego i umacnia swoją pozycję jako waluta rezerwowa. W 1998 roku eksperci finansowi przewidywali, że w ciągu kilku lat euro osiągnie status równy dolarowi, co będzie wielkim problem dla USA, bo zmniejszy popyt na dolary. Prof. Fred Bergsten skonstatował w końcu 2001 roku, że dwubiegunowy międzynarodowy rynek finansowy już istnieje , choć nie istnieje dwubiegunowy międzynarodowy system walutowy. Gdyby jednak ta tendencja się utrzymała i nabrała przyspieszenia, to mogłoby w końcu dojść do tego, że powstałby asymetryczny quasiduopol walutowy ale z przewagą euro nad dolarem. Hegemonia dolara zostałaby złamana. Skutki takiego rozwoju wydarzeń byłyby dramatyczne dla USA i dla całego świata.

Upadek systemu Bretton Woods i odejście od parytetu złota w 1971 roku nie zmieniły sytuacji w tym sensie, że dolar nadal pozostał najbardziej istotnym globalnym instrumentem walutowym, i jedynie USA mają monopol na jego produkowanie. Pozycja dolara wynika zarówno z gospodarczej potęgi USA jak i z ich potęgi polityczno-wojskowej. Ale to siła polityczna Stanów Zjednoczonych powoduje, że cały świat akceptuje używa ich krajowej waluty . To z kolei multiplikuje ich siłę, ponieważ są w stanie ściągać pośrednio „podatek” z dolarowych transakcji w skali całego świata . Obecna wartość dolara jest nieuzasadniona z czysto ekonomicznego punktu widzenia. Utrzymuje się dzięki politycznym okolicznościom, z najważniejszą jest ta, że sprzedaż całej ropy wydobywanej przez OPEC jest rozliczna w dolarach (zostało to zagwarantowane poprzez tajną umowę pomiędzy Arabią Saudyjską a USA w połowie latach 70.)

Jedną z głównych przyczyn tego, że dolary są czymś więcej niż zielonymi papierkami, jest fakt, iż wszystkie kraje świata potrzebują ich dla zakupu ropy. Każdy akceptuje dolary, bo ropę trzeba kupować za dolary. Hegemonia dolara polega na tym, że amerykańskie mennice oferują całemu światu doskonały produkt: zielone papiery z wizerunkiem Waszyngtona, a w zamian za nie otrzymują różne pożyteczne towary i usługi. Ponieważ eksport z USA jest niższy od importu o ok. 50% , to oznacza to, że ludzie z całego świata kupują zielony papier amerykański za swoje towary i usługi warte 400-500 mld dolarów – Amerykanie mają „free lunch” warty pół biliona dolarów. W wyniku tej produkcji dolarów ilość zielonych papierków, które nie są oparte na parytecie złota, znacznie przekracza udział USA w produkcji, handlu etc. świata – te papierki nie mają rzeczywistego pokrycia. Pod koniec lat 90. ponad 4/5 transakcji walutowych i połowa światowego eksportu rozliczane były w dolarach. Dolar jest podstawową jednostką rozliczeniową i środkiem płatniczym na świecie, medium wymiany i środkiem tezauryzacji. Jako globalny środek wymiany używany jest w transakcjach, w których nie uczestniczą ani instytucje amerykańskie ani inne amerykańskie podmioty gospodarcze. Banki centralne wszystkich krajów na całym świecie utrzymują rezerwy dolarowe dla chronienia swojej własnej waluty. Dolar stanowi prawie 70% światowych rezerw walutowych. Wszystkie banki centralne trzymają dolary, którymi trzeba płacić za miriady transakcji rozliczanych w dolarach i jako rezerwę odpowiednio do ilości swojej własnej waluty w obiegu, aby bronić jej wartości. Ilość dolarów, które stanowią rezerwy w bankach, służą do rozliczeń w transakcjach poza USA etc. jest cztery razy wyższa niż udział USA w globalnym PKB i wymianie handlowej. Więcej fizycznych dolarów jest drukowanych dla obiegu zagranicznego niż dla krajowego. 100-dolarówka jest najbardziej używanym banknotem na świecie – po świecie krąży ich dwa do trzech razy więcej niż w USA. Dolar fizyczny czyli w postaci gotówki jest poszukiwany w wielu krajach Ameryki Łacińskiej, Afryki i wielu innych mniej rozwiniętych lub pogrążonych w kryzysie krajach świata, których ludność ucieka od miejscowej waluty (ocenia się, że np. w Rosji w rękach obywateli jest od 30 do 50 mld dolarów w gotówce). Dzięki hegemonii dolara mające monopol na jego drukowanie Stany Zjednoczone mogą kupować u reszty świata wiele towarów i usług za taką cenę, jaka wynosi koszt drukowania i dystrybucji dolara. Dzięki hegemonii dolara USA ściągają niewidoczną dziesięcinę od każdej baryłki ropy konsumowanej przez każde państwo importujące ropę.



Można powiedzieć, że obligacje i papiery wartościowe nominowane w dolarach oraz znajdujące w obiegu poza USA dolary (we wszystkich formach) stanowią dla USA de facto nieoprocentowaną pożyczkę bez terminu spłaty. Ważnym elementem hegemonii dolara jest to, że dolar jest, jak go określił, Richard Duncan autor książki Kryzys dolara, „walutą bumerangową”: najpierw dolar idzie za granicę (niekoniecznie w sensie fizycznym) jako dolar uzyskany przez zagranicznych eksporterów dzięki sprzedaży Amerykanom dóbr i usług, ale nie wydany przez nich na amerykańskie dobra i usługi, następnie te setki miliardów dolarów (w tym petrodolarów) gromadzone przez banki centralne są inwestowane w akcje amerykańskich firm, w obligacje rządowe i inne papiery wartościowe, nieruchomości w USA etc. - przed upadkiem systemu Bretton Woods kraje mające nadwyżkę w handlu z USA mogły wymieniać dolary na złoto i lokować je w swoich skarbcach. Dzisiaj mają tylko dolary – wymieniając swoje zarobione dolary na obligacje rządowe otrzymują jedynie dolary w innej postaci. Kupując za swoje zarobione dzięki pracy, produkcji i usługom a więc realne dolary akcje przedsiębiorstw kupują wprawdzie pewną wartość, ale jest ona często o wiele niższa niż ta zapisana na akcji. Około półtora miliarda dolarów zaoszczędzonych przez innych wpływa dziennie do systemu finansowego USA podwyższając kurs akcji i finansując deficyt handlowy oraz budżetowy. Ponieważ podaż dolara jest w 80 % tworzona przez emisję rządowych obligacji, to każdy kto używa dolara finansuje za darmo budżet USA – fakt, że te obligacje są oprocentowane niczego nie zmienia, gdyż odsetki od nich są wypłacane w wydrukowanych dolarach, co tylko dodaje kolejne miliardy do rezerw walutowych. Mechanizm „waluty bumerangowej” powoduje, że im więcej drukuje się dolarów, tym bardziej rośnie wartość amerykańskich akcji i obligacji. Przez trzydzieści lat od upadku systemu Bretton Woods , USA nie mając takiego hamulca jak parytet złota, drukowały dolary bez ograniczeń i stworzyły finansową piramidę (Richard Duncan podaje, że w okresie Bretton Woods czyli wówczas kiedy panował quasi-parytet złota, rezerwy walutowe wzrosły w latach 1949-69 o 50%, zaś od roku 1980 do dziś o 2000%). Wciągnąwszy świat w obsługę tej rozliczanej w dolarach finansowej piramidy, USA nie mogą tak po prostu zatrzymać tego procesu. Muszą stale generować popyt na dolary, pchając innych bez końca w refinansowanie ich starych długów i finansowania nowych. W miarę jak finansowa piramida rośnie, staje się to coraz trudniejsze, ponieważ aby dolar był stabilny, popyt na dolary musi rosnąć szybciej niż zadłużenie USA. Wolumen „wolnych” dolarów stale rośnie na świecie i groźba, że może runąć na realny amerykański rynek, staje się coraz bardziej prawdopodobna. Ale naprawdę realna stała się ona wraz z pojawieniem się euro. W tym momencie narodził się bowiem konkurent, który może aspirować do roli światowej waluty rezerwowej i roli międzynarodowego środka płatniczego, a tym samym może zagrozić hegemonii dolara i spowodować załamanie się finansowej piramidy zbudowanej z kilku bilionów dolarów emitowanych przez trzydzieści lat. Po wypowiedzeniu układu Bretton Woods USA zmusiły całą gospodarkę światową do uznania standardu dolara bez jakiegokolwiek pokrycia w złocie. Każdy dolar z finansowej piramidy jest obietnicą wypłaty i roszczeniem do realnych dóbr gospodarczych i dochodów z gospodarki USA. Dopóki popyt na dolary trwa, dopóki hegemonia dolara pozostaje nienaruszona, dopóty roszczenia te pozostają w zawieszeniu i ukryty jest fakt, że dłużnik jest niewypłacalny. Gdyby jednak trwały nadal i nasilały się opisane wyżej procesy zainicjowane przez pojawienie się euro, gdyby OPEC (na przykład podejmując zbiorowo taką decyzję) porzucił dolara na rzecz euro w rozliczeniach za ropę, gdyby rezerwy walutowe wielu państw na świecie ulegały dalszej dywersyfikacji i gdyby trwała ucieczka od dolara, spełniłby się koszmar, który zapewne śni się Alanowi Greenspanowi po nocach. Kraje eksportujące i importujące ropę i ich banki centralne zaczęłyby swoje rezerwy przenosić na euro. Dolary zaczęłyby wracać do domu. Wcześniej były jak gdyby czekami, które wystawiały USA, a inni musieli posługiwać się nimi w swoich transakcjach. I tych czeków nie realizowali, więc wystawiający czeki mógł się czuć bezpiecznie. Ale kiedy oni zaczęliby posługiwać się innymi czekami (euro) i akceptować je w transakcjach, to przestaliby potrzebować tych pierwszych czeków i postanowiliby je zrealizować tam, gdzie zostały wystawione. Wtedy okazałoby się, że są to czeki bez pokrycia, albo są o wiele mniej warte niż to, co na nich zapisano (jedynie 4% dolarów w obiegu ma pokrycie w amerykańskim złocie i amerykańskich rezerwach walutowych). Zaczęto by wyprzedawać dolara, pozbywać się dolarowych obligacji i innych papierów wartosciowych, Na całym świecie spadłby popyt na dolary, rząd amerykański nie mógłby już eksportować inflacji (hegemonia dolara umożliwiała normalnie niemożliwą do zaistnienia sytuację, a mianowicie taką, że drukowanie wielkiej ilości dolarów przez rząd USA, nie powodowało podwyżek cen na terytorium USA). Strumień dolarów „powracających” do kraju zamieniłby się w rwącą rzekę, potem w powódź a na końcu w potop. Dolar mógłby wówczas stracić nawet połowę swojej wartości, wybuchłaby hiperinflacja, co nakręciłoby spiralę ucieczki wszystkich zagranicznych lokat od dolara czyli ucieczki z akcji, obligacji i papierów wartościowych nominowanych w dolarach. Pękłaby bańka na rynku akcji i nieruchomości. Budżet USA załamałby się pod ciężarem długu wewnętrznego wynoszącego dziś prawie 500 mld dolarów rocznie (w sumie ponad 6 bilionów dolarów). Warto w tym kontekście trzeba przypomnieć, że całe zadłużenie Ameryki tzn. dług rządu i wszystkich związanych z nim agend, długi stanowe i lokalne, długi przedsiębiorstw i instytucji finansowych, wreszcie długi obywateli wynoszą razem 34 biliony dolarów, podczas gdy w roku 1957 – 693 miliardy dolarów.

Załamanie się hegemonii dolara mogłoby spowodować finansowo-gospodarczą zapaść USA, które są najbardziej zadłużonym krajem świecie, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Obnażona zostałaby wewnętrzna i zewnętrzna nierównowaga finansowa USA. Ustałby dopływ tanich dóbr z importu, do czego Amerykanie się przyzwyczaili, i nastąpiłby spadek cen akcji, które dziś z dużym zyskiem USA eksportują. Bez potężnego dopływu funduszy zagranicznych Amerykanie musieliby zacząć oszczędzać, zamiast płacić dolarami obcokrajowcom, aby to za nich robili. Nastąpiłby znaczący spadek konsumpcji i inwestycji. Choćby po to, aby zdobyć euro na import ropy USA musiałyby mieć nadwyżkę lub co najmniej równowagę w handlu zagranicznym (USA mają subsydiowaną ropę w tym sensie, że płacą mniej za ropę niż wynosi jej faktyczna wartość rynkowa, co jest formą imperialnego trybutu). A tymczasem od 1985 roku ich deficyt handlowy urósł do prawie 4 bilionów dolarów. USA musiałyby zacząć spłacać długi realnymi dobrami i usługami. Realna siłę nabywczą ma bowiem dolar jedynie w USA – jeśli za granicą, załóżmy teoretycznie, nikt nie chciałby przyjmować dolarów, to mogłyby być one być wydane tylko w USA, gdzie są krajową walutą. W ostatecznym rozrachunku dolary są wymienialne tylko na dobra amerykańskie.

Stany Zjednoczone, których gospodarka tak ściśle związana jest z dolarem jako światową walutą rezerwową, weszłyby w okres bolesnych strukturalnych reform społeczno-ekonomicznych związanych z dotkliwym obniżeniem poziomu życia obywateli USA. Dlatego ci zwolennicy wojny z Irakiem, którzy mówili, że służy ona „obronie American Way of Life”, mówili prawdę.

Gdyby zatem ucieczka od dolara przekroczyła masę krytyczną, amerykański system finansowy tego nie wytrzymał, gdyby ucieczka ta stała się ucieczką na skalę globalną, USA przestałyby być subsydiowane przez świat, bo nie mogłyby ściągać „imperialnego trybutu” z całego świata, bankructwo USA stałoby się faktem. Stabilność amerykańskiej waluty jest całkowicie zależna od popytu na dolary. Odejście od dolara na dużą skalę oznaczałoby upadek światowego systemu finansowego i walutowego opartego na dolarze. Dotknęłoby to olbrzymie rzesze ludzi na całym świecie , którzy swoje oszczędności trzymają w dolarach. Właściciele krążącego po świecie i gorączkowo szukającego możliwości lokaty fikcyjnego kapitału dolarowego zobaczyliby, że ostatnia podpora ich spekulacyjnych oczekiwań czyli „zielony” nie potrafi utrzymać swojego stosunku wartości do innych ważnych i mniej ważnych walut świata, i że fikcyjna wartość wszystkich dolarowych lokat na świecie może ulec destrukcji. Ponieważ dolar jest globalną walutą rezerwową i tworzy zatyczkę osi całej globalnej gospodarki, w tym rynków finansowych i handlu międzynarodowego, to jego nagły upadek miałby niezwykle poważne konsekwencje dla całego światowego systemu finansowego. Bankructwo finansowego bastionu świata czyli USA stworzyłoby oczywiście bardzo trudną sytuację dla wszystkich krajów mających rezerwy w dolarach, gdyż znacznej części tych rezerw nie zdążyłyby upłynnić, zamienić na inne waluty etc. i pozostałyby ze zdewaluowaną walutą i pozbawionymi wartości obligacjami i akcjami. Dlatego scenariusz gwałtownego załamania się dolara i jego nagłego wyparcia przez euro jest mało prawdopodobny ze względu na to, że zbyt wiele interesów różnych stron zostałoby naruszonych. Istnieje skomplikowana sieć globalnych powiązań i zależności gospodarczych , która taki czarny scenariusz czyni trudnym do spełnienia. Ani Europa ani Azja nie życzą sobie załamania gospodarki amerykańskiej i ekonomicznych wstrząsów na wielką skalę. Także producenci ropy mogą obawiać się zmiany walutowego status quo.

Dla eksportu azjatyckiego bardzo duże osłabienie dolara byłoby katastrofalne. Dla Chin posiadanie nadwyżek w handlu z USA jest korzystne o tyle, ze powoduje, iż amerykańskie firmy fizycznie przenoszą się do Chin przynosząc ze sobą nowe technologie. Poza tym dolar ma naturalną przewagę nad euro jako waluta, która już jest w powszechnym użyciu. Wszystko to nie zmienia jednak zasadniczego faktu, że dolar jest dziś papierowym tygrysem, któremu zagraża nawet częściowe lecz znaczące przesunięcie międzynarodowych rezerw walutowych. Wartość papieru, z którego zrobiony jest dolarowy tygrys, ma niewiele wspólnego z potęgą i rozkwitem gospodarczym USA, ale opiera się wyłącznie na akceptacji i zaufaniu świata do dolara. Akceptacji i zaufaniu, które mają swoje źródło także i w tym, że za dolarem stoi jego menniczy – rząd Stanów Zjednoczonych – najpotężniejszy rząd świata.

Nawet jeśli trudno wyobrażalne jest gwałtowne załamanie się hegemonii dolara , choć trzeba pamiętać, że w kwestiach walutowych trudne do przewidzenia i kontrolowania czynniki psychologiczne i polityczne odgrywają ogromną rolę , to sytuacja, w której monopol dolara zostałby choćby częściowo podważony przez euro, oznaczałaby poważne zmiany w światowym systemie finansowym i gospodarczym. Istnienie euro stworzyło tak czy inaczej nową , niebezpieczną dla dolara sytuację, gdyż konkurencja euro jest realna. Wprowadzenie euro sprawiło, ze powstało nowe środowisko dla dolara. Wcześniej wobec groźby dewaluacji dolara jego posiadacze byli bezsilni, ponieważ nie mieli alternatywy – ani złoto, ani marka niemiecka ani frank szwajcarski ani funt brytyjski takiej alternatywy nie tworzyły. Teraz mają dokąd uciekać . Dlatego cytowany wyżej prof.Bergsten uważa, że groźba dewaluacji dolara przy konkurencji euro może wywołać bardzo istotne, wręcz historyczne, systemowe zmiany porządku walutowego i makroekonomicznego na świecie. Wprowadzenie euro wywołało dynamiczne procesy czysto ekonomiczne i finansowe, które wzmocnione czynnikami politycznymi i psychologicznymi mogłyby dzięki „efektowi domina” doprowadzić do upadku hegemonii dolara.

Upadek tej hegemonii miałby zasadniczy wpływ na pozycję polityczno-militarną USA , gdyż rząd amerykański musiałby dokonać zasadniczych cięć budżetowych. Potęga USA jako światowego imperium opiera się na dwóch filarach – na dolarze i na Pentagonie (+propaganda, która tworzy wokół nich ideologiczną otoczkę), oba są od siebie zależne, oba nawzajem się wspierają siła jednego zależy od siły drugiego i vive wersa, razem stoją, razem upadają. Dodatkową podporą jest ropa, nie tylko najważniejszy produkt w handlu międzynarodowym ale życiodajna krew dla wszystkich uprzemysłowionych gospodarek. Dzięki hegemonii dolara w handlu ropą USA mają częściową kontrolę nad całym światowym rynkiem ropy a tym samym nad systemem energetycznym świata. Z jednej strony więc kontrola nad ropą jest konieczna, aby utrzymać hegemonię dolara, z drugiej hegemonia dolara czyni bardziej sensowną i opłacalną kontrolę nad ropą – gdyby handel ropą był rozliczany w euro, to dążenie Waszyngtonu do kontroli nad ropą byłoby o wiele słabsze. Ropa, dolar, Pentagon – energia, waluta, siła militarna są nierozerwalnie ze sobą związane, przenikają się nawzajem i warunkują.

Upadek dolara i związane z tym cięcia budżetowe uniemożliwiłyby USA sfinansowanie ambitnych projektów w dziedzinie militarnej. A koszty utrzymania imperium rosną. Obecnie wydatki na zbrojenia kształtuja się na poziomie 360-380 mld dolarów rocznie , w 2007 roku mają wynieść 451 mld dolarów. Dla porównania w okresie Zimnej Wojny USA wydawały na zbrojenia średnio 347 mld w dzisiejszych dolarach. Rozwinięcie siły wojskowej poza granicami USA zależy od mocnego dolara, którym trzeba pokrywać koszty utrzymania baz, dostaw, logistyki i innych wydatków wojskowych. Armia potrzebuje ropy i wielu innych rzeczy produkowanych za granicą. Nawet te które produkowane są w USA mają jakieś części sprowadzane z zagranicy itp. Dotyczy to także wysoko rozwiniętych technologii. Deficyt handlowy w technologii jest większy niż to się oficjalnie przyznaje. Słaby dolar to ograniczenie możliwości kupowania dla armii wielu rzeczy, których potrzebuje. Cała infrastruktura wojskowo-polityczna imperium światowego będzie nie do utrzymania, kiedy upadnie dolar.

Dolar musi zatem pozostać jako międzynarodowa waluta rezerwowa i międzynarodowy środek płatniczy, gdyż w przeciwnym razie upadnie drugi filar imperium – Pentagon. Dolar będzie walutą rezerwową tak długo, jak długo pozostanie środkiem płatniczym w handlu ropą. Kontrolując ropę USA tworzą jedyne realne pokrycie dla dolara. Ropa jest potrzebna USA jako kotwica ratunkowa dolara, jako wielofunkcyjna broń w walce z konkurencją monetarną.

Wojna z Irakiem była zatem konieczna, aby zapobiec zawczasu ucieczce od dolara w rozliczeniach za ropę, w handlu światowym i aby utrzymać pozycję dolara jako waluty rezerwowej, aby obronić monopol na bicie światowej monety i zachować „seigniorage” czyli dochód królewski z mennicy. Imperium światowe toleruje waluty lokalne, ale tylko do momentu, kiedy nie pojawi się taka waluta lokalna np. euro, która może zagrozić monopolowi waluty imperialnej. Siła militarna użyta przeciw Irakowi miała nakłonić czy też zmusić inne państwa do utrzymywania dolara na jego sztucznym poziomie i zaakceptowania jego roli jako waluty rezerwowej i międzynarodowego środka płatniczego. Wysyłając oddziały wojskowe do Iraku władze imperium światowego wysłały sygnał „Back to dolar” najpierw do Irakijczyków, potem do państw OPEC i wreszcie do wszystkich państw świata.

Monopol na drukowanie dolara będącego waluta światową zmusza inne państwa do subsydiowania USA. Stany Zjednoczone mają do dyspozycji instrument finansowy w postaci podatku emisyjnego ściąganego z całego świata. Ponieważ ich polityka jest globalna to i podatek musi być globalny. Stany Zjednoczone nie mogą same udźwignąć finansowo takiej polityki (ich baza gospodarczo-podatkowa jest zbyt mała) bez zmuszenia innych państw do finansowego partycypowania w utrzymaniu globalnego aparatu wojskowego i finansowaniu globalnej polityki imperium. Cały świat musi się „złożyć” na imperium światowe, sfinansować jego deficyty handlowe i budżetowe, podtrzymać silnego dolara etc. Jeśli ktoś rzuci wyzwanie światowemu suwerenowi podważając jego wyłączne prawo do bicia monety światowej, to suweren ma od tego armię, aby przywołać go do porządku. Suweren wie, że bez hegemonii walutowej imperium upadłoby – pozostałyby Stany Zjednoczone jako regionalne mocarstwo (niewykluczony byłby rozpad USA). Dlatego akcja zbrojna w Iraku miała przywrócić zaufanie do dolara i pokazać światu, że imperium ma wszystko pod kontrolą. Wojna była konieczna, gdyż USA nie mają ekonomicznych środków, aby utrzymać dolarowy filar. Jedyną możliwością jest polityczno-militarna kontrola nad podażą i popytem dolara. USA muszą robić wszystko, żeby pobudzać popyt na dolara i zablokować wszelkie zakrojone na szerszą skalę próby odejścia od dolara. W dziedzinie walutowej nie ma miejsca na multilateralizm. Unilateralizm, o którym często się mówi, jest przede wszystkim unilateralizmem dolara i będzie on broniony za wszelką cenę.

USA zdefiniowały swoje interesy globalnie i będą ich bronić w każdym zakątku globu. Każda próba ucieczki od dolara i spod finansowej piramidy będzie uznawana za akt wrogi wobec USA. Wojna w Iraku i opanowanie irackiej ropy trzeba widzieć w tym kontekście – aby nie dopuścić do tego, żeby drugie co wielkości złoża ropy na świecie znalazły się w strefie euro, żeby euro wyparło dolara z rozliczeń za ropę a w konsekwencji pozbawiło go wyłączności w roli waluty rezerwowej i międzynarodowego środka płatniczego a być może w sprzyjających warunkach wręcz pozbawiło go tej roli. Rozbicie OPECU przy pomocy irackiej ropy ma uniemożliwić krajom skupionym w tej organizacji prowadzenie skoordynowanej polityki walutowej i porzucenie dolara.

Jeden ze sławnych bankierów miał powiedzieć „Dajcie mi kontrolę nad walutą kraju, a nie będę się martwił o to, kto stanowi prawo”. Tym razem chodzi o kontrolę nad walutą świata. Kontrola nad dolarem=kontrola nad walutą światową = kontrola nad światem. USA wciąż są największą gospodarką świata, a ich siła militarna przekracza sumę sił kilkunastu następnych w kolejności państw, a jednak cała budowla USA jako globalnego imperium i hiperpotęgi mogłaby się zachwiać nie w wyniku ataków terrorystycznych ale z powodu przesunięć na rynkach finansowych (władza imperium światowego oparta na „fiat money” jest z konieczności krucha). Euro mogło stać się „Bin Ladenem” dla dolara, który jako waluta rezerwowa jest tak samo ważnym elementem supremacji USA jak broń nuklearna, nowe technologie, sieci informacyjne etc.

Akcja militarna w Iraku była prewencyjnym uderzeniem skierowanym przeciw niemu. Stało się tak dlatego, że światowy system finansowy oparty na dolarze ma nie tylko wymiar ekonomiczny ale także wymiar geopolityczny. Dolar jest jednostką geopolityczną, funkcją strategicznego, militarnego i ideologicznego potencjału USA, walutą nierozerwalnie związaną z geopolityczną sytuacją świata w drugiej połowie XX.wieku. Taką samą jednostka geopolityczną jest euro zaprojektowane przez francuskich strategów, aby zrównoważyć światową hegemonię USA po upadku ZSRR.

Dolar i euro są finansową bronią i rezerwuarem władzy, ich starcie rozegrane na terytorium Iraku było walką o kontrolę nad tworzeniem pieniądza i kredytu, walką o panowanie nad światowym systemem finansowym, walką o to, kto będzie ostatecznym arbitrem globalnej polityki monetarnej: Skarb USA i Federalny Fundusz Rezerw czy Europejski Bank Centralny, było walką geopolityczną światowego imperium amerykańskiemu przeciw jednoczacej się Europie. Euro jako broń walutowego rażenia zagrażająca hegemonii dolara, jako strzała wymierzona w achillesową piętę USA, miało zostać pokonane siłą militarną. „Zmiana reżimu” w Bagdadzie przez Stany Zjednoczone to nie ideologiczny kaprys, nie przejaw gorącej miłości do demokracji, strachu przed nieobliczalnym prezydentem Saddamem Hussajnem czy zatroskania ciężkim losem narodu irackiego, ale absolutna strategiczna konieczność w obliczu możliwości załamania się hegemonii dolara.

Prof. Thomas P.M.Barnett wykładowca na U.S. Naval War College w artykule „Asia: The Military – Market Link” („Proceedings” Instytutu Marynarki Wojennej, styczeń 2002) napisał: „Wymieniamy małe kawałki papieru (naszą walutę w formie deficytu handlowego) na wiele cudownych azjatyckich towarów i usług. Jesteśmy dość inteligentni, żeby wiedzieć, że byłby to bardzo nieuczciwy układ, gdybyśmy obok tych małych kawałków papieru nie oferowali czegoś o dużej wartości. Tym produktem jest silna Flota Pacyfiku, która sprawia, ze transakcja przebiega bez zakłóceń”. Jedynym uzupełnieniem do tego trafnego, acz nie pozbawionego łagodnej ironii, spostrzeżenia Thomasa Barnetta, byłoby zwrócenie uwagi na fakt, że transakcja, o której pisze nie opiera się na zasadach rynkowych. Produkt o nazwie „Flota Pacyfiku” będzie krążył niedaleko wybrzeży Japonii także wówczas, gdyby Japończycy nie zechcieli dalej uczestniczyć w wymianie swoich towarów na „kawałki papieru” , czyli odmówiliby , jak to ujmuję Barnett, eksportowania do USA „konsumpcji”, a importowania stamtąd „bezpieczeństwa”. Japończycy dobrze o tym wiedzą. Japonia posiada wielkie rezerwy dolarowe, ale nie wolno jej wymieniać dolarów na złoto ( na początku lat 90. Japonia miała 754 tony złota). Szwajcarski finansista Ferdinand Lips w swojej książce Gold Wars cytuje członka rządu japońskiego, który tak mu powiedział: „Japonii tak długo nie wolno kupować złota, jak długo amerykańskie okręty wojenne krążą po Pacyfiku”. Kiedy Japonia chciała upłynnić sporą część swoich aktywów dolarowych (centralny bank japoński posiada obligacje państwowe USA warte 363 mld dolarów) otrzymała z Waszyngtonu wyraźny sygnał, że taka opcja nie wchodzi w grę. Innymi słowy Japonia nie może prowadzić takiej polityki walutowej, która podważałaby hegemonię dolara, ponieważ nie ma odpowiedniej ilości własnych okrętów wojennych. Flota Pacyfiku czuwa, aby „military-market link” nie został przerwany, nawet wówczas, gdyby Japończycy zapragnęli za swoje zielone papierki kupić całą Flotę Pacyfiku. Przypomnijmy, że kiedy w 1988 roku Tajwan chciał wymienić sporą część swoich wielkich rezerw dolarowych na złoto, Waszyngton powiedział „nie” i Tajwan musiał zrezygnować ze swoich zamiarów. Flota Pacyfiku była w pobliżu.

To jest także lekcja dla Europejczyków – wspólna waluta jest warunkiem suwerenności Europy, ale suwerenność polityczno-militarna jest równocześnie warunkiem siły (suwerenności) waluty. Europa stworzyła jeden filar swojej suwerenności i siły w postaci euro, ale nie stworzyła drugiego. A tak w przypadku dolara jak i euro waluta i siła polityczno-militarna warunkują się nawzajem. Waluta wyraża, w kategoriach wartości ekonomicznej, miejsce w hierarchii struktury politycznej. W przypadku euro jego potencjalna rola jako waluty światowej stanęła w sprzeczności z niewielką polityczno-militarną rolą Europy w świecie. Akcja USA przeciw Irakowi jasno tę sytuację unaoczniła – za dolarem stoi armia amerykańska, natomiast żadna armia nie stoi za euro.

Były kanclerz Niemiec Helmut Schmidt przewidywał w 1997 roku, że euro wywoła potężny konflikt polityczny i zmieni całą sytuację światową, tak że Stany Zjednoczone nie będą już mogły wzywać innych do płacenia wszystkich rachunków. Prezes Europejskiego Banku Centralnego Wim Duisenberg oświadczył w 1998 roku: „To, co Amerykanie uważają za swoje naturalne prawo a mianowicie zmuszać innych do finansowania swoich deficytów handlowych we własnej walucie, przestanie wkrótce być czymś oczywistym”. W lutym 1999 roku tygodnik „Der Spiegel” napisał, że bankierzy amerykańscy liczą się nawet z końcem światowego panowania dolara i że skończyły się czasy, kiedy USA mogły dla swoich wojen i swoich programów zbrojeniowych robić długi na całym świecie i oddłużać się dzięki manipulacji walutą. Jeden z prominentnych francuskich polityków/bankierów oświadczył: „Euro to nasza monetarna force de frappe”. Zbrojny atak na Irak był odpowiedzią na te zuchwałe przepowiednie. Jeden z ekspertów finansowych zatytułował swoje prognozy na temat dolara i euro „Król Dolar spotyka na swej drodze gilotynę ”. King Dolar ruszył na Basrę i Bagdad, żeby rozwalić gilotynę.





Pobieranie 0.59 Mb.

Share with your friends:
1   2   3   4   5   6   7   8   9   10   11




©operacji.org 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna