Pułkownika Kuklińskiego udział w grze wywiadów wielkich mocarstw



Pobieranie 190 Kb.
Strona1/3
Data06.06.2018
Rozmiar190 Kb.
  1   2   3


Przegląd Historyczno – Wojskowy nr4 / 2012
Pułkownika Kuklińskiego udział w grze wywiadów wielkich mocarstw
Od kilkunastu już lat niektórzy historycy i publicyści głoszą, że w latach 1972–1981 płk Ryszard Kukliński przekazał Amerykanom 35 tys. stron dokumentów, w większości sporządzonych w języku rosyjskim, głównie planów strategicznych Moskwy i Układu Warszawskiego (UW), struktury organizacyjnej paktu, składu jego sił zbrojnych i frontów, organizacji obrony przeciwlotniczej (a więc polskiego frontu i polskiej obrony powietrznej kraju) na wypadek konfrontacji z Zachodem, w tym również planów użycia broni nuklearnej. Twierdzi się też, że Kukliński przekazał mapy z rozmieszczeniem tajnych punktów dowodzenia „ludowego” WP i Armii Radzieckiej. Podał też podobno dane taktyczno-techniczne nowego uzbrojenia produkowanego w UW, m.in. czołgu T-72 oraz wyrzutni rakiet „Strieła-1”. Do amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA) miał też trafić jego raport o metodach ukrywania sprzętu wojskowego przed satelitami amerykańskimi1. Podkreśla się przy tym, że przekazał on wyłącznie plany wojenne ZSRR i UW, a pod wpływem przekazanych przez niego informacji całe NATO zmieniło strategię obrony.

Niektóre publikacje i wypowiedzi w tej sprawie pokazują, że ich autorzy nie mają zielonego pojęcia o tym, o czym piszą lub mówią. Nie mając dostępu do oryginalnych meldunków Kuklińskiego, powielają zarówno treść, jak i formę tego, co zechce upublicznić CIA. Pułkownik Kukliński jest już postacią historyczną, a więc badanie jego biografii powinno podlegać regułom właściwym nauce historycznej.

Tymczasem pisarstwo na jego temat cechuje daleki od obiektywizmu naukowego relatywizm moralny, tendencja do manipulowania faktami z jego życiorysu (jedne się eksponuje, inne pomija, a jeszcze inne tendencyjnie interpretuje), a także zacieranie rzeczywistych motywów jego działania. Tak na przykład, zdaniem Wojciecha Roszkowskiego i Anny Radziwiłł, Kukliński wyjechał z Polski, by powiadomić Amerykanów o planach stanu wojennego2. Przechodzą jednocześnie do porządku dziennego nad tym, że wcześniejsze dostarczenie Amerykanom dziesiątków tysięcy stron dokumentów jakoś tego nie wymagało, a plany stanu wojennego były im już znane. Powiadomili oni o tym Watykan, a późniejszy „przeciek” z Rzymu miał być właśnie przyczyną powstania zagrożenia bezpieczeństwa płk. Kuklińskiego.

W zakończeniu autorzy podręcznika zapytują ucznia IV klasy liceum ogólnokształcącego: A jak Ty oceniasz postępowanie pułkownika? Taki uczeń ma rozstrzygnąć w swoim sumieniu dylemat, który dzieli całe społeczeństwo, a i także tzw. autorytety moralne. Żadnych wątpliwości nie ma za to dr hab. Sławomir Cenckiewicz, który do osiągnięć Kuklińskiego zaliczył nawet jego długoletnią współpracę z Wojskową Służbą Wewnętrzną (WSW)3. Niektóre mity o zasługach Kuklińskiego rozwiał zresztą on sam, a uczynił to w zeznaniach przed polskimi prokuratorami wojskowymi w 1997 r. w Waszyngtonie4.

Na tle tendencyjnych, niedorzecznych wręcz publikacji o Kuklińskim pozytywnie wyróżnia się wyważony, wartościowy merytorycznie i inspirujący poznawczo głos prof. Juliana Babuli5. Właśnie głosem tym zainspirowany, pragnę się podzielić kilkoma własnymi przemyśleniami i uwagami na podjęty przez niego temat.

Jak już wspomniałem, ocena czynu Kuklińskiego w polskim społeczeństwie jest bardzo zróżnicowana, i to mimo zalewu w ostatnim 20-leciu jednostronnej publicystyki na jego temat. Apologeci czynu pułkownika odwołują się na ogół do argumentacji politycznej oraz ideologicznej, unikając jednocześnie stawiania niewygodnych pytań, a tym bardziej poszukiwania na nie rzeczowych odpowiedzi. Nie wszyscy jednak odbiorcy tej, w istocie propagandowej akcji, przyjmują jej przejawy bezkrytycznie. Nie wszyscy też są skłonni zaakceptować kreowany przez nią wizerunek Kuklińskiego, uważając go za postać co najmniej kontrowersyjną. Wątpliwości w tej kwestii nie rozwiewają ujawnione częściowo dokumenty CIA. Moim zdaniem, wiele wskazuje na to, że w wielkiej grze, jaką była rywalizacja ZSRR (Układu Warszawskiego) i Stanów Zjednoczonych Ameryki (NATO) o dominację w świecie, Kukliński był jednym z pionków na wielkiej szachownicy. Wiedza Stanów Zjednoczonych o Układzie Warszawskim nie mogła się opierać tylko na informacjach z jednego źródła, i to pochodzącego z jednego tylko, chociaż tak ważnego kraju, jak Polska.

Wiele materiałów amerykańskich służb specjalnych jest nadal utajnionych i bardzo możliwe, że nigdy nie zostaną one odtajnione. Każdy wywiad ujawnia to, co chce i wtedy, kiedy chce. Amerykanie upublicznili dotąd ok. 1,5 tys. stron raportów CIA spośród 35 tys. przekazanych im rzekomo przez Kuklińskiego. Raporty te są sporządzone w języku angielskim, którego Kukliński nie znał. Najwięcej zawartych w nich informacji dotyczy sytuacji w Polsce i przygotowań do wprowadzenia stanu wojennego, a także groźby obcej interwencji wojskowej.Nawet pobieżny ogląd tych materiałów upoważnia do wniosku, że tylko część z nich może pochodzić z meldunków Kuklińskiego. Niektóre z publikowanych dokumentów nigdy bowiem nie znajdowały się ani w Sztabie Generalnym WP, ani nawet w urzędzie Ministra Obrony Narodowej. Niektórzy polscy „eksperci” od służb specjalnych PRL twierdzą, że wiele tych dokumentów znalazło się w Moskwie. Część badaczy wyklucza możliwość obcej interwencji wojskowej w Polsce, posługując się materiałami archiwalnymi z tzw. drugiej ręki. Gdy jednak mowa o Kuklińskim zasłaniają się oni niewiedzą na temat zawartości niedostępnych dla nich archiwów KGB i GRU. Interesujące światło na tę sprawę rzuca opisana przez prof. Jerzego Eislera przygoda, jakiej doświadczył w kontaktach z CIA prof. Andrzej Paczkowski, który wystąpił do tej instytucji o udostępnienie mu materiałów dotyczących ppłk. Józefa Światły. Bardzo uprzejmie mu odpisano, że dokumenty te są dla historyków niedostępne i prawdopodobnie nigdy nie będą udostępnione6.

W publikacjach niektórych badaczy o Kuklińskim sporo miejsca poświęca się jego losom po 1970 r. Źródłem tych informacje jest życiorys sporządzony przez samego pułkownika, aczkolwiek wiadomo, że w zależności od potrzeb sporządzał on różne (z czasem coraz bardziej lakoniczne) i różniące się między sobą życiorysy. Pozostaje np. zagadką, dlaczego piszący o Kuklińskim pomijają jego działalność we Wrocławiu w młodzieńczym wieku i związany z tym pobyt w areszcie śledczym, perypetie z ukończeniem nauki w Oficerskiej Szkole Piechoty nr 1, wielce prawdopodobną współpracę z Informacją Wojskową i (najpóźniej od 1962 r.) z WSW, służbę w Międzynarodowej Komisji Nadzoru i Kontroli w Wietnamie na przełomie 1967 i 1968 r. czy wreszcie wyróżniającą się na tle kolegów o podobnym statusie zasobność materialną (zwłaszcza po 1972 r.). Nie wiadomo też, jaki wpływ na ewakuację Kuklińskiego przez Amerykanów miała wcześniejsza dezercja płk. Włodzimierza Ostaszewicza. Nie ma już ZSRR, UW i PRL. Trudno zatem zrozumieć, dlaczego CIA nie ujawnia owych, rzekomo dostarczonych przez Kuklińskiego „strategicznych planów Sowietów”. Podobne wątpliwości budzi utajnienie treści uzasadnienia decyzji polskiej prokuratury wojskowej z 22 września 1997 r. o umorzeniu śledztwa przeciwko Kuklińskiemu. To tylko niektóre z licznych pytań i wątpliwości dotyczących biografii pułkownika. Prawdopodobnie wiele z nich, w tym także tych najważniejszych, nie doczeka się nigdy pełnej i jednoznacznej odpowiedzi. Nie znaczy to wszakże, iż odpowiedzi tych – chociażby miały one być tylko zbliżone do prawdy – szukać nie należy. W poszukiwaniach tych można wykorzystać dostępne dokumenty i relacje świadków wydarzeń.

Po tych ogólnych refleksjach przejdźmy do konkretniejszych uwag. W dokumentach dotyczących Ryszarda Kuklińskiego, zwłaszcza w teczkach Informacji Wojskowej, a potem WSW występują znaczne braki. były pracownik Informacji Wojskowej, K. Stanisławski, twierdził, że na przełomie 1952 i 1953 r. zniszczono teczkę Kuklińskiego, z którym się kolegował w szkole oficerskiej. Zachowały się akta personalne z okresu jego pracy w Straży Ochrony Obiektów we Wrocławiu. Przetrzebioną teczkę personalną oficera odtwarzano w 1958 r. Nie odnaleziono jego podania o przyjęcie do Oficerskiej Szkoły Piechoty nr 1, a w aktach Głównej Komisji Kontroli Partyjnej stwierdzono brak przeszło 20 dokumentów. Nie wiadomo, na czyje polecenie jeszcze w 1992 r. usunięto z akt sądowych dokumenty prowadzonego przeciwko niemu śledztwa z okresu, gdy pracował we wspomnianej Straży Ochrony Obiektów we Wrocławiu7.

W poszukiwaniu odpowiedzi na niektóre pytania pomoże nam „Karta operacyjna” płk. Ryszarda Kuklińskiego8. Pomocne okażą się także i inne dokumenty upublicznione niedawno przez Cenckiewicza9. „Karta…” była prowadzona w Zarządzie II WSW (kontrwywiad wojskowy) i jak dotychczas, nikt nie podważył autentyczności tego dokumentu. Wiele wniosków można ponadto wysnuć z opublikowanych fragmentów stenogramów zeznań pułkownika przed polskimi prokuratorami wojskowymi w 1997 r. w Waszyngtonie. Poza samym płk. Kuklińskim, jego adwokatem Pawłem Zalewskim i prokuratorami wojskowymi w przesłuchaniu uczestniczył także prof. Zbigniew Brzeziński i ambasador Jerzy Koźmiński10.

Różne okoliczności wskazują na to, że w tym czasie, gdy Kukliński pracował w Straży Ochrony Obiektów we Wrocławiu, dwie polskie służby specjalne: Służba Bezpieczeństwa i Informacja Wojskowa, pozyskiwały tam współpracowników. Nad obiema służbami pieczę sprawowali oficerowie radzieckich służb specjalnych. Od 7 marca do 13 kwietnia 1946 r. Kukliński przebywał w areszcie śledczym we Wrocławiu podejrzany o napad rabunkowy z bronią. Prawdopodobnie wtedy, w areszcie, został zwerbowany przez Urząd Bezpieczeństwa11. Dnia 1 października 1947 r., nie mając jeszcze 18 lat, Kukliński rozpoczął naukę w OSP nr 1 we Wrocławiu. Przypuszczalnie wtedy Służba Bezpieczeństwa przekazała go Informacji Wojskowej.

W 1950 r. w nieznanych bliżej okolicznościach decyzją szefa Sztabu Generalnego WP gen. broni Władysława Korczyca został on wydalony z uczelni. Nie zaliczono mu 3 lat pobytu w szkole i skierowano go do odbycia zasadniczej służby wojskowej w Okręgu Wojskowym nr IV. I wówczas nastąpiło wydarzenie bezprecedensowe: zaledwie po upływie 2 tygodni od pierwszej decyzji ten sam gen. Korczyc zdecydował o przywróceniu Kuklińskiego do szkoły. Wraz z usunięciem ze szkoły został on także wydalony z PZPR, ale statusem bezpartyjnego cieszył się bardzo krótko, szybko bowiem na mocy decyzji Centralnej Komisji Kontroli Partyjnej przy KC tej partii został ponownie jej członkiem. Do akt jego sprawy były dołączone dokumenty Informacji Wojskowej. Casusem Kuklińskiego zajmował się też Główny Inspektor Szkolenia gen. broni Stanisław Popławski, który otrzymał stosowne pismo. Prawdopodobnie na polecenie gen. Popławskiego przewodniczący Państwowej Komisji Egzaminacyjnej płk. Pawluczenkow dopuścił Kuklińskiego do egzaminów; zaliczył wówczas kilka przedmiotów, pozostałe zaś zaliczono mu na podstawie ocen okresowych z III roku nauki. W porozumieniu z tymże płk. Pawluczenkowem komendant szkoły wystąpił z wnioskiem o mianowanie Kuklińskiego na stopień chorążego, tj. pierwszy wówczas stopień oficerski. Promocja oficerska odbyła się 3 września 1950 r., ale Ryszard Kukliński nie uczestniczył w niej. W Zarządzeniu Prezydenta RP z 1 września 1950 r. został wymieniony na przedostatnim miejscu, niezgodnie ani z kolejnością alfabetyczną, ani też z lokatą uzyskaną według otrzymanych ocen. Po promocji chor. Kukliński nie został skierowany do dyspozycji oddziału kadr jednego z okręgów wojskowych – jak to było zazwyczaj praktykowane – ale do samej centrali: Departamentu Personalnego MON. Do dalszej, już zawodowej służby wojskowej, na stanowisko dowódcy plutonu w 49 pułku piechoty 14 DP w Pile, został skierowany dopiero po upływie ok. 2 miesięcy12. Trudno ustalić, co robił przez te 2 miesiące. Czas ten był wystarczający do odbycia np. szkolenia specjalnego w Oficerskiej Szkole Informacji Wojskowej w Wesołej pod Warszawą. Zadziwiające, że sprawą Kuklińskiego, jednego z wielu podchorążych OSP 1, zajmowali się Korczyc i Popławski, wysoko w hierarchii służbowej usytuowani generałowie oddelegowani do Wojska Polskiego z Armii Radzieckiej, bliscy współpracownicy ministra obrony narodowej marsz. Konstantego Rokossowskiego. Następny po szkole oficerskiej sukces edukacyjny odnotował Kukliński dopiero w 1960 r., kiedy to, służąc już w Kołobrzegu, zdał maturę. Jako oficer bardziej sprawdzał się na stanowiskach sztabowych niż dowódczych.

Z upublicznionej „Karty operacyjnej” płk. Ryszarda Kuklińskiego wynika coś, o czym on sam nigdy nie wspominał. Chodzi mianowicie o jego trwającą przynajmniej od lat 60., a więc już po likwidacji Informacji Wojskowej, współpracę z Zarządem II WSW (kontrwywiad wojskowy). Współpracę tę utrzymywał jako „osoba zaufania” (OZ), co znajduje potwierdzenie w owej „Karcie…”. W wypadku oficera starszego, członka PZPR, oznaczało to „osobowe źródło informacji” (OZI). Na podstawie dokumentów pochodzących z IPN wspomniany już Cenckiewicz wyciągnął wniosek, iż zdawał on sobie sprawę, że dla bezpieczeństwa gry, którą prowadził od 1972 r. istotne było zneutralizowanie tajnych służb13. Od 1962 r., a więc 10 lat przed podjęciem owej „gry”?! Byłby to zaiste ewenement w dziejach tajnych służb, okoliczność mogąca świadczyć o profetycznych zdolnościach Kuklińskiego. Nie trzeba być specjalistą od tematyki wywiadów, żeby wiedzieć, że agentów przygotowuje się nawet przez dziesięciolecia. Czasem się ich „usypia”, aby uaktywnić, gdy zajdzie tego potrzeba. Kukliński był przez służbę kontrwywiadu opiniowany pozytywnie i wykorzystywany operacyjnie. Sam był do tej służby pozytywnie ustosunkowany i chętnie przekazywał jej informacje. Pływając swoim prywatnym jachtem, już w 1964 r., Kukliński maskował zadania wykonywane przez oficerów kontrwywiadu. Jego wyjazd do Wietnamu (przebywał tam od 2 listopada 1967 do 25 maja 1968 r.) był uzgodniony między Zarządem I (operacyjnym) i Zarządem II (wywiadowczym) SG WP. Z „Karty…”, a także innych źródeł wynika, że wykorzystywał go tam zarówno kontrwywiad, jak i wywiad wojskowy. Przed wyprawami jachtowymi do RFN, Holandii, Belgii i Francji, organizowanymi pod patronatem Zarządu II SG WP w lipcowe urlopy w roku 1975 i 1976, był znowu pozytywnie opiniowany przez organy kontrwywiadu WSW. Nie wiadomo, na czym polegał ów patronat polskiego wywiadu nad rejsami jachtowymi pod kierownictwem Kuklińskiego. Wiadomo wszakże, iż po powrocie z nich składano stosowne meldunki14. W trakcie wspomnianych zeznań, złożonych w 1997 r., sam Kukliński potwierdził, że wyprawy te (np. latem 1972 r.) miały charakter rejsów operacyjnych, odbywanych w celu studiowania północno-nadmorskiego kierunku operacyjnego na Zachodnim Teatrze Działań Wojennych, na którym w czasie wojny miał działać Front Polski15. Potwierdził to w relacji złożonej autorowi gen. dyw. Mieczysław Dachowski, podówczas pułkownik, oficer Oddziału Planowania Operacyjnego w Zarządzie I.

Wciąż aktualne pozostaje pytanie: co płk Kukliński mógł przekazywać swoim mocodawcom z CIA? Cenckiewicz w cytowanym artykule stwierdził, że Kukliński zdekonspirował Ludowe Wojsko Polskie – drugą co do wielkości armię UW. Dodał przy tym, że za jego sprawą prawdopodobnie stał jeszcze ktoś inny. Jak inni autorzy twierdzi on, że płk Kukliński był jednym z najlepiej poinformowanych oficerów „ludowego” WP. Szczególnie cenne materiały miał przekazać wiosną 1980 r. Były wśród nich sowieckie dokumenty na temat planów wojennych ZSRS. Historyk podkreślił przy tym, że Kukliński korzystał z dokumentów szczególnie ważnych dla obronności Polski, w tym z planów dezinformacji i maskowania operacyjnego. Z „Karty….” można wyczytać, że Kukliński nie zajmował zbyt wysokiej pozycji w strukturze organizacyjnej SG WP. W 1964 r. ukończył Akademię Sztabu Generalnego WP i rozpoczął służbę w Oddziale Szkolenia Operacyjnego SG WP. Następnie był głównym specjalistą w Zarządzie Operacyjnym, a potem szefem Oddziału Planowania Ogólnego (po zmianie nazwy – Oddziału Planowania Strategiczno-Obronnego) w tym zarządzie16. Niewątpliwie były to stanowiska ważne, choć nie na tyle, aby posiąść na nich przypisywaną mu wiedzę.



Cenckiewicz twierdzi też, że płk Kukliński wspólnie z wieloletnim szefem kontrwywiadu i wywiadu wojskowego gen. Czesławem Kiszczakiem ukończył 3-miesięczny WAK (Wyższy Kurs Akademicki przy tzw. Woroszyłówce) w Moskwie i od tej pory miał się z generałem przyjaźnić. Wielu innych oficerów WP i armii innych państw UW ukończyło zarówno 2-letnie studia w Akademii Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych ZSRR, jak i wspomniany 3-miesięczny kurs. Ja sam do nich należę. Mogę więc ocenić, że kształcenie stało tam bardzo wysoko, ale kończyło się ono na strategicznych operacjach frontowych. Ponadto Kukliński ukończył tylko ów WAK, a nie 2-letnią Akademię SG SZ ZSRR, co mu niektórzy przypisują. Nawet podczas 2-letnich studiów nie było jednak mowy na temat strategicznych planów wojennych ZSRR, które Kukliński miał rzekomo przekazać CIA. Ponadto wiedza na temat zasad prowadzenia operacji nie oznacza jeszcze znajomości planów strategicznych atomowego mocarstwa. Plany te zapewne były ujęte w licznych i szczególnie chronionych dokumentach17. Tymczasem niektórym „znawcom” kojarzą się one z jedną opublikowaną mapą, na której graficznie przedstawiono „zamiar stron” do polskich ćwiczeń frontowych z 1970 r. Ten szkoleniowy dokument był opracowany przez płk. dypl. Włodzimierza Bauera z Oddziału Szkolenia Operacyjnego SG WP18. Nie od rzeczy będzie w tym miejscu odwołać się do osobistych doświadczeń ze służby w Sztabie Generalnym. W instytucji tej spędziłem w sumie przeszło 20 lat i przez ten czas nieźle poznałem mechanizmy jej funkcjonowania, także te związane z udziałem Polski w UW. Zresztą trafiając tam, nie byłem bynajmniej żółtodziobem, gdyż miałem już za sobą staż na stanowisku zastępcy szefa Sztabu Pomorskiego Okręgu Wojskowego, poprzedzony wcześniejszą służbą na wszystkich niemal niższych poziomach organizacyjnych wojska. Pamiętam dobrze zadania Zarządu I Operacyjnego i jego oddziałów. W czasie, gdy Kukliński służył w tym zarządzie, byłem zastępcą szefa tej komórki, a jednocześnie szefem Oddziału Gotowości Bojowej i Dowodzenia. W Sztabie Generalnym służyłem także na innych stanowiskach, do pierwszego zastępcy szefa tej instytucji włącznie. Miałem więc dość dobre rozeznanie w problematyce, którą zajmował się ten centralny wówczas organ kierowania i dowodzenia wojskiem, nazywany często „mózgiem armii”. Z tego też tytułu miałem wiedzę na temat całych Sił Zbrojnych PRL, a także mechanizmów funkcjonowania UW. Brałem udział w posiedzeniach gremiów kierowniczych tego sojuszu, włącznie z posiedzeniami Doradczego Komitetu Politycznego. Mogę z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że na zajmowanym stanowisku płk Kukliński mógł znać przede wszystkim plany rozwoju Wojska Polskiego i przygotowania obszaru kraju jako części tzw. teatru działań wojennych (TDW), a więc główne szlaki komunikacyjne i ważne obiekty, których niszczenie bronią jądrową mogło być dla przeciwnika opłacalne. Dotyczyło to nie tylko elementów ówczesnej, wielowarstwowej polskiej „tarczy antyrakietowej” (OPK – obrony powietrznej kraju), ale również wielu innych obiektów o znaczeniu strategicznym. Kukliński mógł zatem także znać lokalizację stanowisk kierowania państwem i dowodzenia siłami zbrojnymi, rejonów ześrodkowania wojsk, lotnisk wojskowych i cywilnych, obiektów komunikacji samochodowej i kolejowej, przepraw na szerokich przeszkodach wodnych, rejonów przeładunkowych, a także składów rakiet, bomb, amunicji, paliw i innych podobnych obiektów. Ponieważ podlegał mi kiedyś Oddział Maskowania Operacyjnego w Zarządzie I SG WP, wiem na czym to maskowanie polegało. Wiem też, co zawierały jego plany i tzw. kartoteka „DEZO”. W ramach uzgodnień projektów „statutów Zjednoczonych Sił Zbrojnych Układu Warszawskiego i organów kierowania nimi” na czas pokoju i wojny, które to uzgodnienia były dokonywane przez sztab ZSZ UW z polskim Sztabem Generalnym, w Zarządzie Operacyjnym prowadzono prace nad kolejnymi wersjami tych statutów19. Dokumenty te znał płk Kukliński. Nie istniały jednak pięcioletnie plany strategiczne UW na lata 1971–1975, 1976–1980 i 1981–198620, które – według Benjamina Weisera – Kukliński miał przekazywać CIA. Planowanie strategiczne i operacyjne nie odbywało się bowiem w cyklach 5-letnich. W rzeczywistości chodzi tu o kilkusetstronicowe, niejawne „Protokoły o rozwoju SZ PRL wydzielanych na czas wojny w skład ZSZ UW” na te lata wraz z załącznikami. Były one związane z tzw. rekomendacjami dowództwa ZSZ UW. Zatwierdzał je prezes Rady Ministrów PRL. Zawierały one dane dotyczące stanu osobowego (liczba żołnierzy) WP w danym 5-leciu oraz uzbrojenia (zapasy rakiet, torped, bomb, amunicji, materiałów pędnych i smarów), a także przygotowania infrastruktury obronnej kraju na wypadek wojny. Dokumenty te były odpowiednio skorelowane z planami rozwoju gospodarczego kraju, a także z planami importu i eksportu uzbrojenia i sprzętu wojskowego. Znam te protokoły z autopsji, bo brałem udział w procesie ich przygotowania. Były sporządzane przez SG WP w porozumieniu z pozostałymi instytucjami centralnymi MON oraz dowództwami okręgów wojskowych i rodzajów sił zbrojnych, a także z resortami cywilnymi. Scalał je Oddział I Planowania Strategiczno- Obronnego Zarządu Operacyjnego, którym wówczas kierował płk Kukliński. Nie musiał więc, jak napisał Cenckiewicz, rozpytywać o najnowsze plany rozbudowy i reformy armii wielu wysokich oficerów Sztabu Generalnego ani zapoznawać się z rakietyzacją części tylko jednostek WP21. We wspomnianych zeznaniach płk Kukliński potwierdził np., że znał załącznik nr 5 do przywołanych „Protokołów…”, czyli owo „operacyjne przygotowanie”. Jego znaczenie sprowadził jednak tylko do tematu przegrupowania trzech frontów Armii Radzieckiej przez Polskę22. Jest to o tyle bałamutne, że nie trzeba znać treści dokumentu, aby, mając przed sobą mapę kontynentu europejskiego, dojść do wniosku, że w razie wojny AR musiałaby do Europy Zachodniej maszerować przez Polskę, korytarzem między Bałtykiem a Karpatami i Sudetami. Wisła i Odra zawsze stanowiły ważne linie strategiczne przecinające drogi wiodące ze Wschodu na Zachód. Nie mogli o tym nie wiedzieć Amerykanie. Kukliński nie musiał więc im uświadamiać, że obie te rzeki stanowią istotne bariery, na których najskuteczniej można razić przegrupowujące się wojska. Warto tu dodać, że jeden z analityków CIA w rozmowie z dziennikarzem „Rzeczypospolitej” przyznał, że Kukliński nawet wtedy, gdy przebywał już w Stanach Zjednoczonych, przydatny był przede wszystkim jako ekspert od Wojska Polskiego23. Jeżeli wierzyć niektórym raportom CIA opartym na jego meldunkach, a także relacjom pewnych autorów, w tym byłych pracowników tej agencji, to można stwierdzić, że Kukliński donosił nawet na swoich przełożonych i kolegów, posuwając się przy tym do konfabulacji. Przekazywał charakterystyki osobowe generałów i innych oficerów z centralnych i operacyjnych szczebli dowodzenia. Znał ich dobrze chociażby z tytułu przygotowywania w podległym mu oddziale dokumentów informacyjnych dla Sztabu ZSZ UW. Była w nich pozycja dotycząca obsady zasadniczych stanowisk w WP na czas wojny24.

Wszyscy ci, którzy kiedykolwiek mieli do czynienia z wojskową stroną działalności Układu Warszawskiego wiedzą, że na posiedzeniach organów wojskowych paktu, a nawet na posiedzeniach Doradczego Komitetu Politycznego (DKP) nie omawiano planów wojennych. Opracowywano je w zaciszu sztabowych gabinetów w Moskwie i przechowywano w stalowych sejfach pod specjalna ochroną. To, co dotyczyło Zjednoczonych Sił Zbrojnych UW w całości planowano w radzieckim, a nie polskim Sztabie Generalnym. Do takich prac miała tam dopuszczenie tylko nieliczna grupa oficerów, a zwłaszcza marszałków i generałów radzieckich. Nie mieli takich uprawnień przedstawiciele armii innych państw UW włącznie z ministrami obrony i szefami sztabów generalnych25. Żaden z nich nie widział planów strategicznych ZSRR ani nawet planów rozwoju Armii Radzieckiej. Nie mógł ich też widzieć płk Kukliński, który nigdy nie był w radzieckim Sztabie Generalnym. Znajomość planów wojennych ZSRR płk. Kuklińskiemu przypisywali: prof. Zbigniew Brzeziński, amb. Richard Davies i Jan Nowak Jeziorański26. Tymczasem zaprzeczył temu nawet sam Kukliński. Uczynił to np. w cytowanych tu już kilkakrotnie zeznaniach, które składał w 1997 r. przed polskimi prokuratorami w Stanach Zjednoczonych. Czytamy tam m.in.: Cała moja uwaga skupiała się na wykazywaniu im (tzn. Amerykanom – F.P.) nie tyle potencjału sowieckiego, bo ten potencjał był rozpoznany, ale na czytaniu tego potencjału, rozumieniu jego możliwości27. To stwierdzenie można uznać za wiarygodne; Kukliński mógł to robić na podstawie analizy ćwiczeń narodowych i koalicyjnych, w których uczestniczył lub których był współautorem bądź uczestnikiem zespołów przygotowujących ich omówienia. Nie jest jednak równoznaczne ze znajomością strategicznych planów wojennych ZSRR i UW.



W całym powojennym okresie tylko jeden polski oficer – płk (później generał) Tadeusz Pióro – służył w charakterze oficera łącznikowego WP w Zarządzie IX radzieckiego SG, który to organ zajmował się siłami zbrojnymi Układu Warszawskiego. Pułkownik Pióro nie był jednak dopuszczony do żadnych prac związanych z planowaniem wojennym28. Tym bardziej nie mógł tych planów znać płk Kukliński, który nigdy nie był oficerem kierunkowym WP ani przy radzieckim SG, ani przy sztabie ZSZ UW. Wypada więc w pełni zgodzić się z trzeźwym osądem płk. Stanisława Dronicza, oficera związanego w PRL z opozycją demokratyczną, który napisał, iż możliwość przebywania w obecności radzieckich marszałków nie może dowodzić, że był on ich partnerem w rozmowach lub miał możliwość wyrażać swe opinie na tematy będące przedmiotem ich zainteresowania29. Nie jest mi zaś znany jakiś kilkusetstronicowy tajny memoriał analityczno-strategiczny Kuklińskiego na temat możliwości wybuchu trzeciej wojny światowej, o którym wspomniał płk Dronicz. Ze względu na ich wielką złożoność memoriały o takim charakterze mógł opracowywać tylko zespół odpowiednio dobranych osób, specjalistów z różnych dziedzin życia politycznego, gospodarczego, wojskowego itp. Znany jest np. „Memoriał Drzewieckiego” z 1956 r., nazwany tak od nazwiska generała będącego podówczas szefem Zarządu Operacyjnego SG WP. Mimo nazwiska generała firmującego ten dokument, jest on de facto dziełem zespołu sztabowców z Rakowieckiej, współpracujących z oficerami i pracownikami innych instytucji wojskowych i cywilnych. Jestem skłonny podzielić pogląd płk. Dronicza, że Kukliński przekazał Amerykanom, a praktycznie NATO i Bundeswehrze całą koncepcję obrony Polski.

Wątpliwości dotyczą także miejsca i okoliczności nawiązania współpracy Kuklińskiego z CIA. Wciąż nie wiadomo kto i gdzie go zwerbował lub przewerbował („odwrócił”)30. Wydaje się co najmniej dziwne, że jakoby współpracę z CIA pułkownik miał nawiązać podczas wyprawy jachtowej do Hagi via Wilhelmshaven. Czy nie prościej było uczynić to podczas służby w Wietnamie lub na miejscu w Warszawie? To tu przecież pracował jego oficer prowadzący. Od 1979 r. funkcję tę pełniła p. Sue Burggraf. Od dr. Cenckiewicza dowiadujemy się, że na dezercję Kuklińskiego jakiś wpływ miała wcześniejsza o 3 miesiące ucieczka płk. Włodzimierza Ostaszewicza, który opuścił kraj pod pozorem wyjazdu na wczasy w Jugosławii31. Podobno właśnie on, będąc jeszcze pracownikiem Zarządu Wywiadu SG WP, miał załatwić Kuklińskiemu wyjazd do Wietnamu. Poza służbą obaj ci oficerowie byli sąsiadami „przez ścianę” przy ul. Rajców 11 w Warszawie. Kukliński nigdy o tym publicznie nie wspominał. Tej okoliczności nie eksploatują też szerzej ani krajowi, ani zagraniczni publicyści. Nie mówił też o tym żaden z pracowników CIA. Wiele do myślenia daje też milczenie Kuklińskiego, a także byłych pracowników CIA na temat jego służby w MKKiN w Wietnamie. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że właśnie tam doszło do nawiązania współpracy Kuklińskiego z Amerykanami. W 1967 r. płk Kukliński zastąpił tam na stanowisku płk. Bogusława Kołodziejczaka, byłego oficera polskiego wywiadu wojskowego. Ze swojego pobytu w Sajgonie płk Kołodziejczak zapamiętał np. trzech pracowników tamtejszej komórki wywiadu amerykańskiego. Mówili oni płynnie po polsku, kręcili się w pobliżu polskich oficerów, czyhając na okazje, których tam nie brakowało. Jak wspominał, wszystkie hotele itp. były pełne informatorów służb specjalnych reżimu sajgońskiego, ściśle współpracujących z wywiadem amerykańskim32. W Indochinach służył także płk Stanisław Śledź. W swojej relacji rzucił on nieco światła na warunki służby polskich oficerów w Indochinach33.Według niego, jest mało prawdopodobne, by Ryszard Kukliński rozpoczął działalność szpiegowską dopiero w 1972 r. Sądzę, że Amerykanie – czytamy w relacji płk. Śledzia – mogli go zwerbować w Wietnamie. Zasadą było, czego uczono nas przed wyjazdem w Jednostce 2000, aby nie ujawniać swojego byłego miejsca pracy, ani stanowiska służbowego. Chodziło o to, aby Kanadyjczycy czy Hindusi nie wiedzieli „kto jest kim”. Wiadomo, że wywiad inaczej podchodził do oficera Sztabu Generalnego, a inaczej do jakiegoś dowódcy batalionu czy oficera sztabu pułku. Jeżeli np. oficerowie wywiadu kanadyjskiego rozszyfrowali ppłk. Kuklińskiego jako oficera Sztabu Generalnego WP, to mogli o tym poinformować kolegów z wywiadu amerykańskiego i nad nim pracować, aby go zwerbować do współpracy. A okazji było wiele. Wspólne spotkania towarzyskie z dużą wódką polską i amerykańskim burbonem w ramach współpracy na grupie, wspólne wychodzenie do sajgońskich barów, gdzie oprócz drinków i muzyki dziewczyny do towarzystwa zapraszały do osobnych pokoi „gościnnych” i za odpowiednią opłatą bawiły gości do białego rana.

Jak głosiła fama płk Kukliński był kochliwy, mógł zostać uwikłany w romans i być potem szantażowany. Duża wolność i swoboda przebywania bez świadków i kolegów na terenie Sajgonu, a także „na grupach” uniemożliwiała, według mego doświadczenia, skuteczną pracę oficerów naszego kontrwywiadu34.

W Wietnamie płk Kukliński pracował w „pionie informacyjnym”, będąc informatorem polskiego wywiadu. Za bliżej nieokreślone zasługi w czasie antyamerykańskiej ofensywy „Tet” Kukliński, zresztą jedyny z Polaków, otrzymał najwyższe odznaczenie od władz Demokratycznej Republiki Wietnamu35. Z niektórych źródeł wiadomo, że utrzymywał bliskie kontakty z maszynistką polskiej delegacji do MKKiN. Dzięki niej nawiązał bliższy kontakt z obywatelką Stanów Zjednoczonych polskiego pochodzenia. Mówiła ona bardzo dobrze po polsku i była łączniczką pomiędzy amerykańską ambasadą a sztabem delegacji amerykańskiej w komisji. Według polskich służb specjalnych, odgrywała ona rolę tzw. „naganiaczki” i to ona właśnie miała doprowadzić do zwerbowania Kuklińskiego36. Komandor Piotr Daniuk, prokurator, który oskarżał Kuklińkiego, twierdził, że wielką pasją oskarżonego były kobiety i właśnie od nich się zaczęło. Na podstawie posiadanych informacji polski kontrwywiad uważał, że Kuklińskiego zwerbowano w Wietnamie, korzystając z obciążających go materiałów37. Podczas jednego z rejsów Kukliński zwierzył się gen. (podówczas płk.) Mieczysławowi Dachowskiemu, że tuż przed powrotem do kraju został doszczętnie okradziony i na miejscu musiał się zapożyczyć u dwóch pań. Pożyczkę pokwitował i zobowiązał się do jej zwrotu. Nie wiadomo, jak później wykorzystano jego podpis i jak zwracał zaciągnięty tam dług. Podczas rejsów jachtowych dysponował jednak znacznymi kwotami waluty obcej i nie ograniczał się w jej wydawaniu. O tym, że Kukliński został zwerbowany w Wietnamie jest także przekonany płk Jurij Ryliow. Ten były radziecki attaché wojskowy w Warszawie udzielił w 2001 r. wywiadu tygodnikowi „Niezawisimoje Wojennoje Obozrienije”. Opowiedział w nim o skomplikowanej, błyskotliwie zaplanowanej i pomyślnie przeprowadzonej operacji Głównego Zarządu Wywiadu Wojskowego (GRU) pod kryptonimem „Kukłowod” (po polsku „Lalkarz”). Według niego, kariera szpiegowska Kuklińskiego zaczęła się właśnie pod koniec lat 60. w Wietnamie. Miał on tam zostać zwerbowany przez Amerykanów. Ryliow nie ujawnił jednak, w jaki z kolei sposób „wyszli na niego” oficerowie GRU, a także, w jakich okolicznościach podjął się Kukliński roli podwójnego agenta. Dodał tylko, że w 1974 r., będąc na kursie w Akademii im. Woroszyłowa (WAK) w Moskwie, Kukliński miał jednocześnie przejść odpowiednie szkolenie w GRU. Czekała go wspaniała, generalska kariera wojskowa. Perspektywy te zniweczyły wydarzenia 1981 r. Wtedy to podjęto na Kremlu decyzję, aby przy pomocy niestandardowego sposobu poinformować Waszyngton o stanowisku Moskwy w sprawie polskiej. Chciano dać do zrozumienia, że cała odpowiedzialność ciąży na samych Polakach, którzy powinni byli zaprowadzić u siebie porządek własnymi siłami38. Miało to także wymusić na gen. Jaruzelskim działania bardziej zdecydowane. Na ołtarzu osłabienia napięcia w stosunkach radziecko-amerykańskich Moskwa zdecydowała się poświęcić jedną ze swoich znaczących figur, tj. Kuklińskiego, który odpowiadał za opracowanie ściśle tajnych dokumentów związanych z wprowadzeniem stanu wojennego39. Znamienny tu był brak reakcji Kremla na ucieczkę Ryszarda Kuklińskiego. Pamiętam, że wiadomość o jego dezercji z zadziwiającą beztroską przyjął nawet marsz. Wiktor Kulikow podczas wizyty w Warszawie po 7 listopada 1981 r., a więc już po dezercji agenta. Długo milczał również Waszyngton; żadnych sygnałów w tej sprawie nie odnotował przebywający w Stanach (6–9 grudnia 1981 r.) wicepremier Zbigniew Madej, pomimo że był przyjęty przez wiceprezydenta George’a Busha. Milczenie Amerykanów zostało odebrane w Warszawie jako zielone światło dla decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego.

Co najmniej dziwnie wyglądała też wspomniana „przyjaźń” gen. Kiszczaka z płk. Kuklińskim. W pierwszej połowie lat 80. gen. Kiszczak przebywał w Moskwie z rutynową wizytą. Jednym z jej punktów było spotkanie z szefem KGB gen. armii Wiktorem Czebrikowem. Ten zaproponował swemu gościowi rozmowę z byłym wieloletnim (pełnił tę funkcję przez 24 lata) szefem GRU gen. armii Piotrem Iwaszutinem. Podczas rozmowy Iwaszutin wręczył gen. Kiszczakowi teczkę, w której znajdowała się jego rosyjskojęzyczna biografia, opracowana fachowo z wywiadowczego punktu widzenia. Generał Iwaszutin skomentował zawartość teczki słowami: Jeden z waszych przyjaciół do Ameryki to wywiózł, a drugi z waszych przyjaciół z Ameryki przesłał to nam. Po dokładnej analizie treści tej biografii i dokumentów jej towarzyszących wysnuto wniosek, iż do Stanów Zjednoczonych materiały te mógł wywieźć płk Ostaszewicz, a stamtąd do Moskwy mógł je przesłać tylko płk Kukliński. Wieloletnie doświadczenie gen. Kiszczaka podpowiadało mu, że Kukliński mógł być podwójnym agentem. Swoje przypuszczenia w tej kwestii wyraził w sposób następujący: wokół Kuklińskiego jest wiele znaków zapytania. Namiętności Kuklińskiego połączone z miejscem służby sprawiały, że on aż się prosił, aby spróbować werbunku40.



Okoliczności nawiązania współpracy z CIA przedstawił Kukliński w cytowanych już kilkakrotnie zeznaniach z 1997 r. Powiedział wówczas m.in.: Latem 1972 roku mieliśmy rejs operacyjny dla studiowania zachodniego kierunku europejskiego teatru. Naszego pomocniczego – nadmorskiego kierunku operacyjnego, przydzielonego nam na czas wojny. Podczas rejsu skierowałem list w dwóch kopertach zaadresowanych do wojskowego attaché Stanów Zjednoczonych przy ambasadzie w Bonn. Do spotkania doszło 18 sierpnia w Hadze o 22.10 i trwało ponad dwie godziny41. W tym miejscu dodam, że w1972 r. (przypuszczam, że było to ok. 1 lipca) w Zarządzie Operacyjnym SG WP doszło do niecodziennego wydarzenia, które można uznać za autentyczny wypadek nadzwyczajny. Zaginął mianowicie kilkusetstronicowy egzemplarz (egz. nr 8, jeden z wydrukowanych 25 egz.) nowej dyrektywy oraz instrukcji o gotowości bojowej Sił Zbrojnych PRL opatrzony klauzulą „Tajne specjalnego znaczenia” (numery rejestracyjne: 001023/I i 001024/I) wraz z załącznikami. Szef Oddziału VI (dyslokacja wojsk i studia nad TDW) w Zarządzie I płk Kazimierz Kaganiec sugerował, że dokumenty te zostały przypadkowo zniszczone42. Jakiś czas potem zaginął też równie tajny egzemplarz obszernych objętościowo „Węzłowych założeń obronnych PRL”, czyli tekst ówczesnej polskiej doktryny wojennej. Mówiono, że zagubił go jeden z członków rządu. Nikt do tej pory nie wie, gdzie się te dokumenty zapodziały. Być może ich zniknięcie miało związek z potrzebą uwiarygodnienia się agenta?

Warto zwrócić uwagę, że w zeznaniach Kuklińskiego przewija się zadziwiająca argumentacja, granicząca wręcz z megalomanią. Przesłuchiwany potwierdził, że współpracował z wywiadem amerykańskim. Mówił też, że robocze ustalenia na ten temat zostały zaaprobowane przez władze amerykańskie dopiero po 10 miesiącach, tj. na początku 1973 r. Operacji nadano nazwę „Mewa”. Rozmowy zaplanowane na kilka godzin trwały rzekomo kilka dni. Strona amerykańska z zadowoleniem przyjęła deklaracje polskich intencji sprowadzających się do zapobiegania ewentualnemu konfliktowi w Europie oraz woli nieuczestniczenia w ewentualnych ofensywnych działaniach Układu Warszawskiego przeciwko NATO43. Z kolejnych zeznań Kuklińskiego wynikało, że cały system wywiadowczy (wywiad satelitarny, radioelektroniczny, agentura itp.) mocarstwa nuklearnego, jakim bez wątpienia były i są Stany Zjednoczone, był nieprzydatny do niczego; to właśnie rzekomo sam Kukliński miał narzucać kierunki współpracy wywiadowczej swoim mocodawcom i on też miał tą współpracą kierować. Przykładem tego może być inny fragment zeznań: Nie ośmielono się w czasie tych wszystkich lat zapytać mnie o cokolwiek, poprosić o jakąś informację.

Pobieranie 190 Kb.

Share with your friends:
  1   2   3




©operacji.org 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna