Poniżej 3 rozdziały z książki Jerzego Nowakowskiego "Kronika terroru" wydanej w Warszawie w 1980 r



Pobieranie 198.72 Kb.
Strona5/5
Data25.10.2017
Rozmiar198.72 Kb.
1   2   3   4   5

Nic dziwnego, że opowiadano w Republice Federalnej ponury dowcip, -że Baader, Enssiin i Rasre bynajmniej nic popełnili samobójstwa, ale po prostu pękii ze śmiechu patrząc .aa podejmowane przeciwko nim środki bezpieczeństwa. Inny czarny żart brzmiał: „Dlaczego koło_ sportowe w Stammheim nie dysponuje własną "strzelnicą?" Odpowiedź: „Ponieważ "więźniowie mogą ćwiczyć się w strzelaniu w swoich własnych celach".

'Dlaczego strażnicy więzienni nie potrafili udaremnić samobójstwa? Można zapewne stawiać wiele zarzutów personelowi, co uczyniła zresztą później komisja śledcza, która zdjęła ze stanowiska dyrektora Stammheim Hansa Nusscra, zarzucając mu zaniedbanie obowiązków służbowych, ale-trzeba też wziąć pod uwagę zespół czynników psychologicznych.

„Więźniom grupy Baadera i Meinhof nie brakowało nicze-gp, ~z.. wyjątkiem, wolności. Do czasu rozprawy rewizyjnej. jaka miała zostać przeprowadzona przypuszczalnie w 1973 roku przed Federalnym Trybunałem, cieszyli sin bowiem tymi samymi ulgami jak wszyscy przebywający już od lat w areszcie śledczym więźniowie — a mieli oni oczywiście pieniądze. Wspólnie dysponowali ponad 2000 książek, mogli sobie pozwolić dodatkowo na drogie jedzenie — owoce w każdej porze roku, czekoladę, wysokokaloryczne pożywienie jak dla astronautów, świeże masło.

Prostemu strażnikowi z trudnością przychodzi usługiwać wrogowi państwa przy śniadaniu. Jeszcze trudniej było zrozumieć, że ów wróg państwa spożywa gęsią wątróbkę, na którą nie może sobie pozwolić strażnik ani jego rodzina.

Zwykłemu urzędnikowi więziennictwa, lubiącemu' porządek, trudno znieść, ze w celi walają się na podłodze książki, części ubrania i materace, a więzień nie staje na baczność, gdy wchodzi strażnik.

Jeszcze trudniej mu znieść, gdy nie ogolony, bosy Baader po prostacku szydzi z niego, nazywając go »zasranym bykiem<<, »zakichanym mieszczuchem« lub »brudną świnią«. A grjy mocniejszy w gębie więzień sprowokuje go do rękoczynów, adwokaci więźnia piszą skargę, która wywołuje kłopoty w dyrekcji więzienia.

To wznieca nienawiść.

Do tego dochodzi strach, gdyż obrotny, cyniczny Baader stosuje jeszcze inne sztuczki. Mniej bystrym strażnikom powiada, z sadystycznym i nie do naśladowania uśmieszkiem na twarzy: "Nadejdzie dzień, w którym cię załatwimy. Albo wtedy, gdy ja. stąd wyjdę, albo gdy wyjdą stąd moi towarzysze. A wtedy załatwimy nie tylko ciebie, ale również twoją rodzinę.".

O wszystkich tych problemach strażnikom z siódmego piętra nic wolno było rozmawiać :-: nikim po służbie, formalnie zakazana była rozmowa nawet z żonami, nie mówiąc o kolegach. Ministerstwo sprawiedliwości każdego ¦/. nich z osobna zobowiązało do milczenia".'-

Wydaje się, ze ów bałagan, na który tak narzekali strażnicy, by! czyniony przez więźniów z premedytacją. Gdy personel i dyrekcja więzienia przyzwyczaiły się do niego, można było łatwiej ukryć wiele przedmiotów zakazanych przez ro-gulaniin, a przemyconych do cel. Terroryści niewiele robili sobie z regulaminów i czuli się właściwie bezkarni. Przepisy powiadały, że więźniowi wolno mieć w celi do 30 książek, a np. Gudrun Ensslin miała 430 książek, 400 pism i broszur, 55 -skoroszytów, 4 segregatory i 70 płyt gramofonowych. Można więc.mówić o prywatnych bibliotekach, a nie podręcznej biblioteczne, mającej zapewnić odprężającą lekturę.

Psychiatrzy sądowi są zdania, że należy rozwijać ambicje intelektualne więźniów, aby odciągnąć ich' od desperackich myśli o samobójstwie. W związku z tym pozwolono na wstawienie do cel na siódmym piętrze nawet lamp do czytania, chociaż pozostałym więźniom wyłączano dopływ prądu po godz. 23.30. Tymczasem Baader mógł czytać całą noc i nikogo nie dziwiło, jeżeli nie chciał rano wstać.

Brzmi to paradoksalnie, ale ten pełen tupetu więzień potrafił sobie „ułożyć" strażników. Gdy nie pomagały napomnienia, rewizje stawały się coraz bardziej powierzchowne i słabła czujność w Stammheim.

Wprowadzane okresowe obostrzenia władz penitencjarnych wobec Andreasa Baadera, Gudrun Ensslin i Jana-Carla Raspego powodowały kontrakcje samych więźniów. Uskarżali się oni na stałe oddzielanie ich od innych więźniów, wykluczanie z życia zespołowego, surową kontrolę ich kontaktów ze światem zewnętrznym oraz na podjęte przez władze szczególne środki bezpieczeństwa, łączące się z nękającymi rewizjami osobistymi. Za pośrednictwem adwokatów pisano skargi do władz i do gazet i uskarżano się na „faszystowskie tortury", co poruszyło niektórych ludzi za granicą, nie mających najlepszego mniemania o więziennictwie niemiec-,kim, zwłaszcza pod wpływem fatalnych wspomnień o praktykach stosowanych w Trzeciej Rzeszy. Był to okres — podkreślam — jeszcze przed przeniesieniem do więzienia w Stammheim, gdzie warunki były stosunkowo lepsze niż w innych zakładach karnych.

W maju 1973 roku adwokaci Klaus Eschen, Hans Chris-tian Stróbele, Ruppert von Plottnitz, Kelmut Riedel i Bernd Koch wnieśli zażalenie do krajowego ministra sprawiedliwości Hesji, uskarżając się na złe traktowanie ich klientów w Schwalmstadt-Ziegenhain. Wtedy to Baader podjął strajk .głodowy i trzeba było go sztucznie odżywiać przez sondę. 1,0. strażników nadzorowało więźnia i ograniczało swobodą jego ruchów, i, jak pisał aresztant, podsuwano mu niebezpieczne leki i stosowano obezwładniające zastrzyki. Wszystko to okazało się jednak po sprawdzeniu wierutną bajeczką.

„Baader otrzymuje 6 dzienników i wszystkie książki przysyłane przez swoich adwokatów, które sam zamawia z katalogów wydawniczych. Wobec książek i gazet nie stosuje sią cenzury. Pondto posiada odbiornik radiowy (jednak bez zasięgu fal ultrakrótkich) do dyspozycji. Do korespondencji i notatek ma w celi maszynę do pisania.

Rozmowy ze strażnikami były możliwe na początku pobytu w areszcie w Ziegenhrfin, ale nabierały z czasem charakteru jednostronnego, gdyż Baader ograniczał się tylko do tytułowania swoich urzędowych rozmówców per »zielone świnie«, co spowodowało, że urzędników opuściła chęć do prowadzenia rozmów.

Baader jest odwiedzany regularnie przez swoich adwokatów, przy czym wizyty trwają często po parę godzin, rzadko się zdarza, aby były krótsze niż godzinę. W maju przyjął 13 wizyt. Zarządzone przez Trybunał Federalny i zatwierdzone przez sąd konstytucyjny zasadniczo zaostrzone środki bezpieczeństwa zezwalają wyłącznie na odwiedziny członków rodzin. Takie prawo, przyznano tylko matce Baadera". "

Zręczność, z jaką Baader prowadził kampanię przeciwko zachodnioniemieckiemu aparatowi wymiaru sprawiedliwości, sprawiła, że jednym z orędowników grupy więźniów stał się filozof francuski Jean Paul Sartre, rzecznik skrajnej lewicy, który później osobiście chciał zobaczyć, w jakich warunkach żyją oni w Stammheim. Baader, Ensslin i Raspe złożyli też w lipcu 1976 roku skargę do Europejskiej Komisji Praw Człowieka w Strassburgu, która później ogłosiła w tej sprawie obszerne 28-stronicowe orzeczenie u odrzucając zarzut stosowania przez RFN i jej władze panitencjarne tortur wobec więźniów. Nastąpiło to dnia 8 lipca 1973 roku już po samobójczej śmierci 3 wnioskodawców, których skargę podtrzymali rodzice lub rodzeństwo nieżyjących.

Parokrotnie ograniczano członkom grupy Baadera i Mein-hof uprawnienia przysługujące zwykłym więźniom. Tak było po porwaniu Lorenza w lutym 1975 roku, po napadzie na ambasadę RFN w Sztokholmie w kwietniu 1975 roku, po zamordowaniu Bubacka w kwietniu 1977 i po porwaniu Schleyera we wrześniu 1977 roku. Strajki głodowe podejmowane przez więźniów: dwukrotnie 6-tygodniowe w styczniu--lutym 1973 oraz w maju-czerwcu 1973, od 13 września 1974 do 3 lutego 1S75, wreszcie długotrwały strajk w 1977 roku, przyczyniły się do niebezpiecznego wycieńczenia organizmu więźniów. Najdotkliwiej skutki tego ostatniego strajku głodowego odczuła Ensslin.

Na pogorszenie się stanu zdrowia więźniów miały wpływ zarówno długotrwały pobyt w odosobnieniu, jak też przeciągające się śledztwo i proces w Stammheim. Główna rozprawa rozpoczęła się dnia 21 maja 1975 roku, a zakończyła, dopiero 28 kwietnia 1977 roku ogłoszeniem wyroku na 199 posiedzeniu sądu. W czasie procesu trzeba było na wniosek biegłych lekarzy ograniczyć czas trwania rozpraw do 3 godzin dziennie, ze względu na zły stan zdrowia podsądnych. Później podjęto decyzję o prowadzeniu rozprawy nawet w razie nieobecności oskarżonych na sali sądowej, gdyż w przeciwnym razie nigdy by nie doprowadzono sprawy do końca. Wyrok, jaki zapadł — dożywotnia kara więzienia za wielokrotne morderstwa i po 15. lat więzienia za wielokrotne usiłowanie morderstw oraz założenie organizacji o charakterze kryminalnym — był wciąż nieprawomocny. Zapowiadała się sprawa rewizyjna przed Federalnym Trybunałem Sądowym, jako najwyższą instancją sądownictwa w RFN.

Dla Baadera i współtowarzyszy trudne do zniesienia były ograniczenia w ostatniej fazie ich pobytu w Stammheim. Więźniom zabroniono przyjmować adwokatów lub jakichkolwiek gości. Wprowadzono też zakaz otrzymywania listów, paczek i telegramów, a także dzienników, czasopism i książek. Niemożliwe było prowadzeni/? rozmów telefonicznych ¦ oraz pisanie listów. Od chwili wprowadzenia ścisłej izolacji skończyła się możliwość spędzania wspólnie kiiku godzin na korytarzu więziennym i wspólnego spaceru na dachu, przekształconym w ogród; poprzednio każdy więzień mógł korzystać z tego przywileju 90 minut, a na wolnym powietrzu 30 minut dziennie. Te wszystkie zakazy, wprowadzone zarządzeniem z 4 października 1977 roku, były dotkliwe, ale wynikały z obawy władz więziennych przed nawiązaniem kontaktów z ruchem terrorystycznym na zewnątrz. Aby złagodzić jednak dokuczliwość tych ograniczeń, oddano więźniom adaptery.

Psychologowie wiedzą doskonale, ze ludzie o osobowościach paranoidalnych skłonni są targnąć się w desperacji na swoje życie. Taki typ psychiczny reprezentowali więźniowie w Stammheim, przy czym zamysł samobójczy zazwyczaj dojrzewa w okresie 6 lub 4 miesięcy przed popełnieniem tragicznego czynu. Jak pisze „Stern'':

„Potencjalny samobójca zajmuje się coraz bardziej swoją śmiercią — początkowo raczej powściągliwie i z wielką rezerwą. Dostrzega początkowo tylko wrażenie, jakie wywoła jego samobójstwo, ale w tym dialogu wewnętrznym zwyciężają jeszcze argumenty przeciwko temu czynowi.

W umyśle takich paranoidalnych typów biegną jak gdyby dwa filmy jednocześnie, przy czym oba — film o własnej śmierci i film o swoim dalszym życiu — mogą się dowolnie wyłączać lub włączać. Wiadomo także (aczkolwiek tak spektakularne samobójstwa grupowe jak w Stammheim są rzadkością.), ze nawet jedna silna osobowość paranoidalna wystarcza, aby w nastrój taki wprowadzić całą grupę. W Stammheim był nią z całą pewnością Andreas Baader, wspierany przez Gudrun Ensslin".'5

Myśl o zbiorowym samobójstwie musiała nurtować Baadera od dłuższego czasu. Zdają się na to wskazywać oświadczenia więźniów w rozmowach z przedstawicielem BKA w dniach, gdy rozważano możliwość spełnienia ultimatum porywaczy z „Kommando Siegfrieda Hausnera" w sprawie wymiany 11 więźniów za Hannsa Martina Schleyera.

Dnia 9 października urzędnik BKA zanotował przebieg swojej rozmowy z Janem-Carlem Raspe: „N/a moje pytanie, czy więźniowie zamierzają pozbawić się sami życia, jak uczyniła to Urlike Meinhof, Raspe odparł: Nie wiem! Po krótkim namyśle dodał: Istnieje przecież taki środek jak strajk głodowy i wstrzymywanie się od napojów. Po 7 dniach nieuchronnie nastąpi śmierć, z pragnienia, a wtedy na nic nie zdadzą się żadne lekarskie sztuczki". 10

Natomiast Gudrun Ensslin twierdziła: „Tu chodzi o godziny, dni, to znaczy nawet nie o tydzień, wówczas my, więźniowie Stammheim, odbierzemy rządowi możliwość wyboru, sami zdecydujemy..." Zdają się też wskazywać na wewnętrzne decyzje słowa Ensslin do lekarza, prof. dr Joachima Schró-dera, gdy wspominała, że sytuacja doprowadziła ją do kresu wytrzymałości. A gdy nie spełniły się nadzieje na odzyskanie wolności, natychmiast po informacji o odbciu samolotu Luft-hansy więźniowie Stammheim pozbawili się życia. I ' Dogorywającego Jana-Carla Raspe znaleziono w jego celi o godz. 7.41 rankiem 18 października 1977 roku. Zmarł wkrótce po odwiezieniu go do kliniki medycznej. Andreas Baader i Gudrun Ensslin znalezieni zostali o godz. 8.07 w swoich celach martwi. Natomiast Irmgard Móller leżała nieprzytomna po ciosach, .jakie zadała sobie nożem.

Śledztwo ustaliło, że Andreas Baader musiał zastrzelić się między godz. 0.15 a 2.15 w nocy. Broń kalibru 7,65, z której padł strzał, leżała opodal ciała zmarłego. Baader był mańkutem i to nasunęło podejrzenie, że pistolet ktoś inny przyłożył mu do skroni, gdyż lekarze początkowo nie byli poinformowani o leworęczności denata. Sześciostrzałowy pistolet typu FEG zawierał pociski o nacięciach w kształcie i krzyża, jakich ze względu na ich straszliwe działanie — wolno używać tylko ńa polowaniach. Skutki ugodzenia takim pociskiem przypominają następstwa kuli dum-dum. Jeden z pocisków utkwił w ścianie, drugi w materacu, trzeci odbił się od ściany i potoczył po podłodze, zatrzymując się na wysokości piersi Baader?.. Śmierć nastąpiła w wyniku „strza-_łu z bliska, z wylotem lufy przyłożonym do głowy".

Ponieważ na nogach miał obuwie, na którym znaleziono „warstwę- jasnego, drobnoziarnistego piasku", adwokat Hans Heinz Heldmann sugerował później, że mógł to być piasek pustynny z Mogadiszu. Wszystko to nie ma jednak sensu, gdyż na przelot ze Stuttgartu do Somali i z powrotem odrzutowcem Boeing 707 potrzeba około 8 i pół godziny bez lądowania, tymczasem Baadera znaleziono nieżywego w czasie, w jakim niemożliwy byłby powrót z Afryki po udanej operacji GSG-9.

Śmierć Gudrun Ensslin — jak twierdził prof. Hans-Peter Hartmann z Zurychu * — to ,,typowy przypadek powieszenia się". Znaleziono ją z zaciśniętym kablem adaptera na szyi, zwisającą na górnej części wewnętrznych krat otwartego okna w celi. Na wszelki wypadek samobójczyni zasłoniła judasza w drzwiach materacem. Pomimo dramatycznego stanu, w jakim .znaleziono denatkę, nic nie wskazywało na użycie przemocy wobec Gudrun. Czas zgonu między godz. 1.15 a 1.25, a więc w godzinę po meldunku radiowym z Mogadiszu.

Jan-Carl Raspe przyłożył sobie broń do skroni i zranił się śmiertelnie. Jego zgon stwierdzono o godz. 9.40 na stole operacyjnym w szpitalu Św. Katarzyny w Stuttgarcie, dokąd go przewieziono karetką reanimacyjną, gdy po otwarciu celi zaalarmowani sanitariusze stwierdzili jego bardzo ciężki stan. Raspe posiadał pistolet typu Heckler & Koch kalibru 9 mm.

Irmgard Móller zadała sobie rany cięte nożem do krojenia, chleba. Ponieważ było to dość tępe narzędzie, nie nadające "się" do tego celu — zdołano opatrzyć jej 3 rany na piersi i uratować ją w klinice uniwersyteckiej w Tybindze. Później twierdziła z uporem, że nie pamięta bliższych okoliczności, ale słyszała nad ranem jakieś trzaski lub zgrzyty, a także głosy. Jej sugestie nie mogły jednak być traktowane poważnie, gdyż nic nie wskazywało, aby mogła być przez kogokolwiek napadnięta.

Niesamowita noc na siódmym piętrze więzienia w Stammheim może mieć tylko jedno wytłumaczenie: maniakalne

* Do -przeprowadzenia obdukcji zwłok ściągnięto do Stammheim 3 zagranicznych ekspertów w zakresie medycyny sądowej: prof. Wilhelma Holczabka z Wiednia, prof. Armanda Andre z Lie-ge i prof. Hansa-Petera Hartmanna z Zurychu. samobójstwo grupowe połączone z próbą zasugerowania opinii publicznej, iż dokonano samosądu i zemsty na więźniach. Tylko w głowie Andreasa Baadera, który już poprzednio organizował różne widowiska, mógł zaświtać taki pomysł, a podporządkowali mu się psychicznie zmaltretowani współtowarzysze.

Jak przekazano sobie hasło do tego straszliwego czynu? Pozornie istniała pełna izolacja więźniów, odciętych od świata zewnętrznego od momentu uprowadzenia Hannsa Martina Schleyera. Ale w drzwiach cel były szpary, przez które można było się niekiedy porozumiewać okrzykami. Odpadła stara metoda pukania w ściany alfabetem Morse'a, bowiem cele Baadera i Raspego oddzielone były pustym pomieszczeniem, a rząd takich pustych cel dzielił. Ensslin i Moller.

Zgodnie z wewnętrznym zarządzeniem z 4 października 1977 roku, kierownictwo więzienia w Stammheim zabroniło więźniom słuchania wszelkich audycji telewizyjnych i radiowych. Zabrano z cel prywatne odbiorniki, a urządzenia radiowęzła więziennego rozmontowano. Ale mimo to terroryści potrafili zorganizować sobie wewnętrzną łączność.

Jak stwierdził ekspert dyrekcji poczty, którego później wezwano do zlustrowania cel, odłączenia głośników więziennych dokonano w sposób uproszczony: w celi Irmgard Moller elektryk rozłączył przewody i nałożył na nie dwie klamerki, ale kabla ani nie uziemiono, ani nie zabezpieczono przed zwarciem. Więźniarka, posługując się pilnikiem do paznokci, mogła doprowadzić przewód do poprzedniego stanu. Do nieczynnego przewodu wystarczyło podłączyć głośnik lub słuchawkę, aby powstał w ten sposób nawet telefon wewnętrzny między celami. (Posiadający duże uzdolnienia techniczne Jan-Carl Raspe przez manipulowanie wzmacniaczami gramofonów i sporządzenie specjalnych połączeń, a nie brakowało do tego kabla, prawdopodobnie „transmitował" nocą program ze swojego ukrytego radia tranzystorowego, które znaleziono owinięte w wełniany pulower."* Więźniowie byli więc doskonale poinformowani o przebiegu obławy na porywaczy Schleyera, o stanowisku rządu federalnego i reakcjach opinii publicznej, a także o wydarzeniach w Mogadiszu. Informacja, że nadzieja na ich wymianę za Schleyera i pasażerów „Landshuta" rozwiała się w chwili odbicia samolotu, mogła podziałać na czwórkę terrorystów depre-syjnie i skłonić ich do samobójstwa. Perspektywa spędzenia całego życia za kratkami była przerażająca. Wszyscy postanowili podążyć śladem tragicznego ideologa RAF — Ulrike Meinhof.

O zaraźliwości manii samobójczej świadczy też późniejsze targnięcie się na swoje życie Ingrid Schubert, przebywającej w innym więzisniu. Ta młoda kobieta, ma.iąca 33 lata, z zawodu lekarka, pochodziła z tak zwanego dobrego domu. Jej ojciec był dyrektorem w przemyśle chemicznym, wychowywała się w cieplarnianych warunkach w Koblencji, a po maturze udała się na studia medyczne do Berlina Zachodniego. Tam poznała lekarza Larry, należącego do anarchistycznej organizacji „Blaukreuz", a później sama zaktywizowała się w środowisku miejscowych komunardów z „Klubu Republikańskiego". Poznała Horsta Mahlera, a w 1970 roku zamieszana była w napad rabunkowy RAF na 3 filie bankowe w Berlinie Zachodnim, co skończyło się aresztowaniem. Nazwisko Ingrid Schubert pojawiło się też później na liście 26 więźniów, których uwolnienia żądali zamachowcy okupujący ambasadę RFN w Sztokholmie w kwietniu 1975 roku.17 Schubert otrzymała wyrok 13 lat więzienia za napad z bronią w ręku, nielegalne posiadanie broni i przynależność do organizacji przestępczej. Uważano ją też za jedną z inicjatorek ruchu anarchistycznego w Republice Federalnej i trzymano początkowo wspólnie z innymi więźniami w Stammheim, ale później z powodu złego stanu zdrowia po uczestnictwie w strajku głodowym więźniów przeniesiono ją do monachijskiego więzienia Stadelheim. Tam, dnia 13 października powiesiła się w celi. Fakt samobójstwa wykryto przypadkowo podczas regularnego obchodu. Nie znaleziono żadnego listu ani uzasadnienia tego czynu. Śledztwo odrzuciło możliwość zamordowania jej przez osoby trzecie. Schubert również wciąż narzekała na „ciągły stres" i „psychiczny terror". Epidemii samobójstw nie można było więc .położyć tamy nawet w innym więzieniu!

Reasumując, nie wiadomo, co było większym skandalem: takie osłabienie czujności w Stammheim, iż 4 terrorystów targnęło się na swoje życie (w tym 3 osoby skutecznie), czy też późniejsze zadziwiające odkrycia, dokonane na siódmym piętrze więzienia przez ekipę śledczą. Cele Baadera, Raspego, Ensslin i Moller były zdemolowane „niczym po ataku bombowym", jak określili to obrazowo dziennikarze. Nie lada pracę wykonała 40-osobowa ekipa policji kryminalnej. Wiercono dziury w ścianach, zrywano posadzki, rozdzierano bieliznę pościelową i poduszki, znajdowano skrytki na rewolwery, materiały wybuchowe, amunicję, słuchawki, kable elektryczne, baterie, termostat... To, czego nie wykryto w czasie częstych rewizji za życia więźniów, teraz znaleziono, ale za późnio.

Krajowy minister sprawiedliwości dr Traugott Bender, jako kiepsko poinformowany o tym, co się dzieje w podległym mu resorcie więziennictwa, musiał pod naporem druzgocącej krytyki złożyć dymisję z zajmowanego urzędu. Oskarżono też premiera Badenii-Wirtembergii Hansa Karla Filbingera za demonstrowanie zbyt dobrego samopoczucia w tych dniach lokalnego trzęsienia ziemi, a przecież ponosił również cząstkę odpowiedzialności. Nikt nie wiedział zresztą, że Filbinger jest zahartowany w podobnych sprawach, gdyż w okresie hitlerowskim był sędzią Kriegsmarine, wydającym wyroki śmierci na marynarzy jeszcze w 1945 roku. Czy mogły go więc poruszyć samobójstwa pospolitych przestępców?

Wersja o samobójstwie terrorystów więzionych w Stamm-heim stała się — jak wspominamy — tematem licznych spekulacji. Wzbudziła podejrzenia, zwłaszcza u rodziny Gu-_ drun Ensslin— jej ojciec, emerytowany pastor Helmut Ens-slin, oświadczył skrajnie lewicowej gazecie włoskiej „Lotta Continua", że jego córka padła ofiarą morderstwa za kratami więzienia. „Ona zawsze obawiała się, że zostanie zlikwidowana, jeśli nawet ją zwolnią. Po śmierci Ulryki mówiła mi, że tak samo mogą skończyć z nią. Wykluczała przy tym absolutnie swoje 'samobójstwo... Gudrun nie kłamała". ls Współczując pogrążonemu w bólu ojcu, 21 duchownych protestanckich z okolic Essen skierowało list solidaryzujący się z pastorem Ensslin, co wplątało go później w proces o zniesławienie rządu federalnego.



Sprawa Stammheim nie ucichła, a wersja samobójczej śmierci została zakwestionowana przez siostrę Gudrun — Christiane Ensslin i Rudolfa Rau, którzy uskarżali się.-na. brak-pisemnego orzeczenia z Instytutu Medycyny Sądowej ze Stuttgartu mimo upływu 2 lat, a także sugerowali, że ekspertyzy biegłych były fałszywe.19 Zaczęto mówić półgębkiem, że trójka terrorystów została zamordowana przez 2 agentów wywiadu zachodnioniemieckiego i agenta izraelskiego. Christiane Ensslin i Rudolf Rau zapowiedzieli wydanie książki, w której przedstawią „prawdziwy" przebieg wydarzeń w stuttgarckim więzieniu, zbijający punkt po punkcie oficjalną wersję samobójstwa terrorystów.

Nie wydaje się, aby wywody tej pary można było traktować poważnie, skóro uprzednio tyle komisji i tak wielu biegłych doszło do zupełnie odmiennych konkluzji. Jednak niektórzy ludzie na Zachodzie chętnie wierzą w udziwnione sensacyjne wersje tragicznych wydarzeń, czego dowodem są coraz to nowe spekulacje o kulisach zamachu na prezydenta Johna Kennedy'ego, czy też nie grzesząca dobrym smakiem nowa wersja o porwaniu małego synka Charlesa Lind-bergha, sławnego pilota, który pierwszy w świecie dokonał samotnego przelotu przez Atlantyk w 1927 roku. Szczegółów śmierci terrorystów z RAF, których nie zdołali rozwikłać fachowcy z zakresu kryminologii i medycyny sądowej, z pewnością nie zdołają ustalić laicy.

Pobieranie 198.72 Kb.

Share with your friends:
1   2   3   4   5




©operacji.org 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna