Poniżej 3 rozdziały z książki Jerzego Nowakowskiego "Kronika terroru" wydanej w Warszawie w 1980 r



Pobieranie 198.72 Kb.
Strona4/5
Data25.10.2017
Rozmiar198.72 Kb.
1   2   3   4   5

Pytania te długo będą nurtowały światową opinię publiczną i krajową. Rodzić będą różne domysły i przypuszczenia, budzić złe wspomnienia i analogie. Zemsta? Odwet? Prowokacja polityczna? Zbiorowy obłęd? Tymczasem o losie Hannsa Martina Schleyera wciąż nic nie wiadomo.

Na lotnisku w Wahn pod Kolonią ląduje o godz. 15.20 grupa komandosów Grenzschutzu 9 oraz minister Wischnew-ski. Do Frankfurtu nad Menem przybywają oczekiwani przez rodziny pasażerowie porwanego „Landshuta''. Słowa najwyższego uznania i atmosfera zadowolenia. Jednak na dnie tej radości i sukce"su — o którym później prasa pisać będzie jako o „pyrrusowym zwycięstwie" — kryje się niepokój, Co z Schleyerem? W specjalnej audycji, nadanej w obu programach telewizji RFN, zaraz po przemówieniu prezydenta Waltera Scheela pojawia się na chwilę twarz syna porwanego przemysłowca, oznajmiającego, że podjął kroki w Federalnym Trybunale Konstytucyjnym, ponieważ rząd nie zamierzał spełnić warunków porywaczy. Mecenas Payot w Genewie „nie ma nic do zakomunikowania".*

Środa, 19 października. Dwudziesta piąta i ostatnia wiadomość od porywaczy Schleyera. O godz. 16.21 dzwoni telefon w stuttgarckim biurze agencji prasowej DPA. Głos młodej kobiety, która przedstawia się słowami:


„Tu mówi RAF", i zwięzła informacja, jaka niebawem trafi na szpalty gazet: „Po 43 dniach Hanns Martin Schleyer zakończył swoją żałosną i przekupną egzystencję. Pan Schmidt, który zabiegając o władzę od początku spekulował życiem Schleyera, może go sobie odebrać przy rue Charles Peguy w Miluzie w zielonym audi 100, który posiada rejestrację Bad Homburg. Wobec naszego bólu i naszej wściekłości z powodu masakry w Mogadiszu i Stammheim jego śmierć jest bez znaczenia. Andreasa, Jana, Irmgard i nas nie zaskoczy faszystowska dramaturgia imperialistów, prowadząca do zniszczenia ruchów wyzwoleńczych. Nie zapomnimy krwi przelanej przez Schmidta i popierających go imperialistów. Walka dopiero się rozpoczęła. Wolność zdobędziemy w zbrojnej walce antyimperialistycznej".

Federalny Urząd Kryminalny nawiązuje natychmiast łączność z władzami francuskimi. O godz. 18.00 specjalna ekipa śledcza udaje się śmigłowcem do Miluzy. Po zastosowaniu specjalnych środków ostrożności — wiadomość może być przecież pułapką, a w aucie znajdować się bomba zegarowa — dopiero o godz. 21.11 otwarto bagażnik porzuconego audi (tablica rejestracyjna: HG-AN 460), w którym znajdują się zwłoki Hannsa Martina Schleyera. Anonimowi rozmówcy telefoniczni — w tym czasie również cała policja francuska została postawiona na nogi — mówili prawdę. Ponurą i brutalną prawdę..

Sytuacja rządu federalnego w Bonn jest niełatwa. Do odnotowania ma wprawdzie duży sukces, ale nie oznacza to zamknięcia ponurego rozdziału w historii Republiki Federalnej, któremu na imię terroryzm. Jeśli wielka obława policyjna podjęta w poszukiwaniu 16 osób podejrzanych o współudział w zamachach nie przyniesie rezultatu, należy w dalszym ciągu oczekiwać porywań, rabunków i. zamachów bombowych ze strony niedobitków RAF i innych ugrupowań lewackich.

Na posiedzeniu Bundestagu dnia 20 października kanclerz Helmut Schmidt wyraża podziękowanie wszystkim rządom, które udzieliły pomocy w akcji ratowania samolotu Luft-hansy. Podkreślił olbrzymie znaczenie pomocy rządu soma-lijskiego, który wpuścił na swoje terytorium komandosów zachodnicniemieckich.

„Nasz czarny brat był litościwym Samarytaninem, ratującym z opresji białego, który wpadł w ręce rabusiów. W języku politycznym e^jj&cza to, że solidarność okazali ci, do których pewni ludzie w naszym kraju odnoszą się krytycznie albo nawet odstręczająco." I3

Kanclerz podkreśla również stanowisko Jasera Arafata, przywódcy Organizacji Wyzwolenia Palestyny, który potępił terrorystów. Wskazał na czynną pomoc, jakiej użyczyły mu rządy USA, Francji i Wielkiej Brytanii.

„Do pozytywnych doświadczeń zaliczam też gotowość Związku Radzieckiego, który chciał interweniować u rządu Demokratyczno-Ludowej Republiki Jemenu, a potwierdzeniem postępu w rozwoju naszych stosunków była, tez gotowość zaangażowania się NRD".

Istotne jest. również to, co Schmidt powiedział na temat wydarzeń w więzieniu Stuttgart-Stammheim. Przypomniał, że więziennictwo należy — w myśl konstytucji RFN — do kompetencji krajów federalnych, ale „ze względu na funkcje ochronne przysługujące rządowi, względy prawa, bezpieczeństwa, wewnątrzpolityczne i pozapolityczne, ze względu na opinię Niemiec w świecie, pilnie należy wyjaśnić, i to w formie nie budzącej wątpliwości" sprawę skandalicznych samobójstw. Wydarzenia te są bowiem „niezrozumiałe"

Szczęśliwe zakończenie dramatu Boeinga 737, tragiczna śmierć Schumanna i Schleyera, tajemnicza śmierć terrorystów w więzieniu. Szczególnie skomplikowane rozwiązanie sprawy w ciągu jednego tygodnia.
* Później ustalono, że irański paszport, jakim posługiwał się Ali Hyderi, był fałszywy. Jego prawdziwe nazwisko brzmiało — Zuhair Yousiff Akache, był Libańczykiem, a w akcji porwania samolotu występował pod pseudonimem „kapitan Mohammed".
* SAWIO — Struggle Against World Imperialism Organisa-tion czyli Organizacja do Walki z Światowym Imperializmem.
* Artykuł 2: „(2) Każdy ma prawo do życia i nietykalności osobistej. Wolność człowieka jest nienaruszalna. Prawa te może ograniczyć tylko ustawa". Artykuł 3: „(1) Wszyscy ludzie są równi wobec prawa".
* Ojciec św. Paweł VI, wstrząśnięty dramatem samolotu, 17 października zaofiarowuje sią terrorystom jako zakładnik w zamian za uwolnienie pasażerów: „Oddam się w ich ręce, jeśli to może być pożyteczne". '
* Na temat honorarium, jakiego Denis Payot żądał później za swoje usługi jako pośrednik między rządem RFN a porywaczami, krążyły fantastyczne pogłoski. Mówiono o milionie marek. Sam Payot stwierdził w wywiadzie dla „Sehweizer Illustrierte", że domagał się od Bonn 200 000 franków szwajcarskich. W swoim biurze — jak mówił — zatrudniał pr::ez 45 dni dniem i nocą 30 współpracowników oraz 3 tłumaczy, z których każdy żądał po 500 franków za 24-godzinny dyżur. Olbrzymie kwoty pochłonęły zagraniczne rozmowy telefoniczne.
Rozdział 7 Co się stało w Stammheim?

Świat odetchnął z ulgą, słysząc o szczęśliwym zakończeniu 5-dniowego dramatu pasażerów samolotu „Landshut", który miał na pokładzie nie tylko Niemców, ale również Austriaków, Hiszpanów, Holendrów, Szwedów i Amerykanów. Brawurowa akcja jednostki GSG-9 pod dowództwem Ulricha Wegenera przyczyniła się do uwolnienia 47 kobiet, 33 mężczyzn i 7 dzieci.

Kanclerz federalny Helmut Schmidt, któremu przypisywano postawę nieugiętą, święcił swój wielki dzień. Komandosów Grenzschutzu uczyniono bohaterami, rozpisując się o sprawności tego antyterrorystycznego oddziału policyjnego. Ton telegramów, jakie napływały do Bonn, świadczył, jak głęboko przeżywano epopeję „Landshuta" również poza granicami Republiki Federalnej. Prezydent Francji Valery Giscard d'Estaing pisał do Schmidta: „Pańskie zwycięstwo nie jest tylko zwycięstwem godzącym w terroryzm. To także — dla wszystkich wolnych ludzi — zwycięstwo demokracji".1 Chwalono kanclerza za wytrwałość i odpowiedzialną postawę. Natomiast kanclerz Austrii Bruno Kreisky nie bez słuszności zauważył: „Gdyby obecnie wszystkie państwa wykazały gotowość daleko idącej współpracy, wówczas można by było rychło położyć kres terroryzmowi międzynarodowemu".

Nie ulegało wątpliwości, że operacja w Mogadiszu była możliwa do przeprowadzenia dzięki solidarności międzynarodowej i życzliwej postawie wielu państw, ale solidarność powinna od tego czasy obowiązywać także Bonn w zakresie zwalczania wszelkich przejawów terroryzmu. A wszak inną miarę stosuje się tam do osób uprowadzających samoloty "z krajów socjalistycznych, odmawiając wydania porywaczy, albo też do nacjonalistów chorwackich podkładających bomby pod konsulaty jugosłowiańskie. Tymczasem tysiące Niemców w RFN było skłonnych, po lekturze prasy zachodnionie-mieckiej i depeszach polityków, aż do przesady oceniać własne zdolności do obrony przed terroryzmem, gdyż pojawiły się określenia, jakoby „cały świat" był dłużnikiem Republiki Federalnej.

Uczucie zadowolenia zmąciła wiadomość o zamordowaniu Hannsa Martina Schleyera, którego porwanie stanowiło oś wszystkich wydarzeń. Gra o życie tego człowieka — nie dało się tego ukryć — została przegrana.

W ważniejszych gazetach zachodnioniemieckich ukazały się wielkie nekrologi, oznajmiające śmierć Hannsa Martina Schleyera oraz wyrażające współczucie rodzinie. Nosiły one podpisy Federalnego Związku Niemieckich Pracodawców, Federalnego Związku Przemysłu Niemieckiego, Otto Wolffa von Amerongena, rady nadzorczej spółki akcyjnej Daimlera--Benza, Zrzeszenia Pracodawców Przemysłu Metalowego.., Te nekrologi raz jeszcze pokazały, jak bolesny i dotkliwy był cios wymierzony przez terrorystów.

Na uroczystej mszy żałobnej, odprawionej w intencji zamordowanego w katolickim kościele pod wezwaniem Św. Eiberharda w Stuttgarcie, zjawili się prawie wszyscy politycy: Kelmut Schmidt, Walter Scheel, Alfons Goppel, Ernst Albrecht, Holger Borner, Hans Ulrich Klose, Franz Josef Strauss, Bernhard Vogel — kanclerz, prezydent, premierzy rządów krajowych... Mszę celebrował ksiądz biskup Georg Moser z Rottenburga, ale nie zabrakło też obecności przewodniczącego Rady Kościoła Ewangelickiego, biskupa Hel-muta Classa i księdza Basiliusa z greckiego Kościoła prawosławnego. Rzadko zdarza się spotkanie tylu osobistości jednocześnie, a jednak stało się tak przy pożegnaniu Schleyera,

Kamery fotoreporterów uchwyciły moment' składania kon-dolencji wdowie — pani Waltraud Schleyer — przez kanclerza. Pochylona w milczeniu głowa i uścisk ręki. Ta fotografia pozwala zrozumieć najlepiej słowa prezydenta Waltera Scheehi w kościele Św. Eberharda:

,,W naszym społeczeństwie dzieją się rzeczy tak haniebne, że nie można znieść ich widoku, gdyż ujawniają one to, o czym chętnie się zapomina: jak zły potrafi być człowiek. Wstydzę się zła popełnionego przez tych młodych zbłąkanych ludzi. Oni sami chyba nie potrafią się już tego wstydzić. (...)

Hanns Martin Schleyer nie żyje. Czy musiał umrzeć? Można się zastanawiać nad tym, czy zachowałby życie, gdyby ludzie odpowiedzialni za kraj byli w stanie spełnić wszystkie żądania terrorystów. Takie myśli ogarniają dzisiaj Was, członków rodziny. My wiemy, że ludzie ponoszący odpowiedzialność starali się w dzień i w nocy, w ciągu 6 tygodni, uratować życie Hannsa Martina Schleyera. Stali oni wobec straszliwego dylematu, gdyż nie ma przecież jednej słusznej drogi zapewniaja.cej sukces. Jest to zapewne niezwykle ciężki obowiązek polityków, którzy w takiej sytuacji muszą brać na siebie odpowiedzialność (...) W imieniu wszystkich obywateli niemieckich proszę, więc Was, członków rodziny Hannsa Martina Schleyera, o przebaczenie" -.

Podobna uroczystość państwowa, jak w Stuttgarcie ku czci Schleyera, organizowana była poprzednio tylko w hołdzie zmarłym prezydentom Heinrichowi Lubkemu i Gustavowi Heinemannowi oraz kanclerzom Konradowi Adcnauerowi i Ludwigowi Erhardowi.3 W ten sposób raz jeszcze podkreślono wysoką rangę, zamordowanego prezesa Federalnego Związku Przemysłu.

VL._zupełnie innym klimacie odbywały się w tym samym mieście uroczystości żałobne 3 samobójców ze Stammheim: Andreasa Baadera, Jana-Carla Raspego i Gudrun Ensslin. Poprzedziły je prowadzone w histerycznym tonie dyskusje, gdzie pogrzebać zmarłych. Organizacja młodzieżowa cha-dęckiej. J..ungę Union zaproponowała w przypływie nieodpowiedzialnego gniewu, żeby zwłoki terrorystów przekazać zakładowi oczyszczania miasta, gdzie zostałyby spalony razem ze śmieciami. Rodziny domagały się, aby pogrzebać zmarłych na jednym cmentarzu w Stuttgarcie, co wywołało opory w Badenii-Wirtembergii, gdyż obawiano się późniejszych spotkań sympatyków RAF u grobu samobójców, kreowanych na męczenników skrajnej lewicy. Opierając się naciskom z różnych stron, rzeczowe stanowisko potrafił zająć nadburmistrz Stuttgartu Manfred Rommel, syn feldmarszałka hitlerowskiego, uważany przez chadecją za swoiste wcielenie liberalizmu. Oto co pisał na ten temat protestancki tygodnik w Hamburgu:

„Podczas gdy trwają skrupulatne dochodzeniu, które mają wyjaśnić, jak trzej więźniowie w Stammheim zdołali pny.:-}-nić samobójstwo, w Stuttgarcie nabrzmiewa pełna jadu dyskusja o tym, jak pogrzebać zmarłych. Ojciec Gudrun Ensslin, emerytowany pastor stuttgarcki, wyraził życzenie, żoby jego córka spoczęła razem z Andreasem Baaderem i Janem-Car-lem Raspe. Stuttgareki nadburmistrz Manfred Rommel udzielił swojej zgody.

Od lego czasu wystawiony jest na zacięte ataki ze strony ludności i własnej partii. Ponieważ Baader i Raspe powinni by leżeć na innym cmentarzu w Stuttgarcie, niektórzy lękaja się, że ta wspólna mogiła stanie się miejscem pamięci i będzie odwiedzana przez pielgrzymujących zwolenników.

Gdy nadburmistrz Rommel mimo tych zastrzeżeń spełnił życzenie ojca Gudrun, wymienił godny uwagi argument: »Kto umarł, ten nie żyje, a tym samym wygasa przeszłość. Taka była zawsze dobra zasada chrześcijańska".

Decyzja Rommla zostanie oczywiście zaakceptowana przez Kościół. Zmarłym w Stammheim przyznana zostanie, zgodnie z prawem kościelnym, możliwość zwykłego pogrzebu, którego dokona miejscowy proboszcz w czwartek — 2 dni po uroczystości pogrzebowej Hannsa Martina Schleyera".4

Na. cmentarzu komunalnym Dornhalden, położonym na terenie dawnej strzelnicy, przedsięwzięto dnia 27 października 1977 roku nadzwyczajne środki ostrożności. Około 1000 uzbrojonych policjantów znajdowało się w-pogotowiu, a nad cmentarzem krążył śmigłowiec Grenzschutzu. Ot, tak na_ wszelki wypadek. Cały przebieg pogrzebu filmował zespól policyjny. Przybyło prawie 2000 osób, z czego cześć stanowili ciekawscy i gapie.

Zjawiło się aż 250 fotoreporterów prasowych, którzy wnosili zamęt do poważnej uroczystości i odpychali nawet członków rodziny. Pogoń za sensacją przybrała tym razem odrażające rozmiary.

Zdjęcia fotograficzne,5 które zachowały się dla potomnych, utrwaliły pogrążone w smutku rodziny stojące nad otwartą mogiłą .grzebanych terrorystów: rodziców Ensslin i jej brata, matkę Baadera, siostrę Ulryki Meinhof — Wie-nke Zitlaff — i matką Raspego. Gdy skończyła się krótka uroczystość religijna i ksiądz Bruno Streibel odczytał Psalm 130 oraz List św. Pawła do Galatów, kończąc słowami: ,,Bóg ma ostatnie słowo, nie my — amen", wciąż trwała jeszcze ponura uroczystość.

i-' „Większość uczestników zgromadzenia żałobnego — a byli I to przybysze z Francji, Holandii, Anglii, Szwajcarii, Austrii i i całej Republiki Federalnej — nie objawiała żalu ani poru-| szenia, jak członkowie rodzin i nieliczni znajomi zmarłych. I Wypełnieni nienawiścią i wściekłością ludzie nowoływali wielokrotnie do walki. "Solidarność z bojownikami partyzantki miejskiej, Gudrun, Andreasem, Janem — maltretowanymi i zamordowanymi w Stammheim« — głosił jeden z transparentów uniesionych ponad głowami tłumu. Niosący ; go mieli twarze zasłonięte szalami i chustami, aby nikt nie I mógł ich rozpoznać." 6

| Po pogrzebie doszło do starć między młodzieżą uczestniczącą w uroczystościach a policją. Zatrzymano grupę młodych ludzi, którzy odmówili okazania swoich dowodów osobistych.

Czy można dziwić się, że doszło do tych zaburzeń? Opinia prasy zachodnioniemieckiej zgodna była przecież co do tego, że śmierć Baadera, Ensslin i Raspego jest niebywałym skandalem w historii więziennictwa zachodnioniemieckiego. Wywołała ona, jak wspomnieliśmy, rozmaite podejrzenia nie pozbawione pewnych podstaw. Podejrzewano, że 3 terrorystów zamordowano w odwecie za porwanie Schleyera, gojawiła się nawet fantastyczna wersja, jakoby więźniowie zostal"i__ przywiezieni do Somalii i tam uśmierceni podczas operacji rzekomej wymiany na pasażerów samolotu „Lan-dshut", a później z powrotem przywiezieni do Stuttgartu. Nikt jakoś nie wierzył w samobójstwo i — dodajmy gwoli ścisłości — trzeba było prawie 5 miesięcy, zanim specjalnie powołana komisja śledczą Landtagu w Stuttgareio ogłosiła swój raport, wyjaśniający, w jaki sposób więźniowie zdołali targnąć się na swoje życie.

Więzienie Stammheim stanowiło bezpieczną twierdzę. Tak przynajmniej głosili urzędnicy w krajowych ministerstwach spraw wewnętrznych i sprawiedliwości Badsnii-Wirtember-gii, odpowiedzialni za porządek w zakładzie karnym i wokół niego. Przed procesem „twardego rdzenia" RAF w 1975 roku wprowadzono nadzwyczajne środki bezpieczeństwa. a obejmowały one również nowy budynek, wzniesiony kosztem 12 milionów marek, w którym toczyła się rozprawa karna Baadera, En3slin i Raspego. Teren był otoczony stalowymi parkanami, patrolowany przez policję przez pełną dobę, i oświetlony całą noc. Sam nowoczesny gmach więzienia, przekazany do użytku w 1903 roku, stanowił początkowo zakład przejściowy, w którym trzymano aresztan-tów znajdujących się w fazie śledztwa. Potom dla więźniów kryminalnych — było ich około 950 — urządzono duże warsztaty, gdzie wykonywano obuwie, montowano rowery i zajmowano się pracami introligatorskimi. W tym zakładzie karnym dla „politycznych" — za takich uważali się przecież ludzie grupy Baadera i Meinhof — wydzielono całe siódme piętro, odpowiednio przebudowane. Pojedyncze cele powiększono do 20,8 ni2, urządzono nawet salę gimnastyczną, nie zapomniano o świetlicy z telewizorem i odbiornikiem radiowym, a także bibliotece.

Po jednej stronie mieściło się 6 cel, z których we wrześniu zajmowane były tylko 2 na przeciwległych krańcach, przez Gudrun Ensslin i Irmgard Moller, po drugiej stronie korytarza znajdowały się 3 cele i drzwi prowadzące do zapasowej klatki schodowej. Pusta cela oddzielała pomieszczenia zajmowane przez Andreasa Baadera i Jana-Carla Raspego.

Wartownik więzienny pełniący służbę mógł zza szklanej szyby nadzorować korytarz, który był miejscem spotkań więźniów z oddziału III, a specjalne kamery telewizyjne pozwalały obserwować na monitorach, co się działo w innych wspólnych pomieszczeniach. Obok znajdowały się rozmównice dla więźniów spotykających się ze swymi adwokatami lub rodzinami. Na poddaszu wydzielono miejsce na codzienne spacery; Baaderowi i jego towarzyszom nie pozwalano ctykać się z innymi więźniami. Siódme piętro było też izolowane gęstą siatką stalową, uniemożliwiającą podjęcie próby odbicia więźniów z powietrza, np. przy użyciu helikoptera, co również brano pod uwagę.

Procedura kontroli wszystkich wchodzących do więzienia Stammheim zdawała się bezbłędna, a przemycenie czegokolwiek do wnętrza niemożliwe. Adwokaci odwiedzający swoich klientów składali częste protesty u władz sądowych i więziennych, uskarżając się na wręcz upokarzające rewizje, jakim ich poddawano. Jak informuje tygodnik „Storn", prawnicy musieli zdejmować marynarki, opróżniać kieszenie i teczki. Elektronicznym detektorem, czułym na każdy kawałek metalu, dotykano ludzi i przedmiotów. Posuwano się nawet tak 'daleko, że kazano adwokatom rozpinać spodnie, aby skontrolować, czy w ich wnętrzu nie ma schowanych grypsów lub innych przedmiotów. ..Adwokaci musieli często ściągać spodnie i zdejmować buty, które opukiwano i wyginano. Papierosy pojedynczo zgniatano, wieczne pióra i długopisy rozkręcano, zaglądano do portmonetek i notesów, akta wyjmowano ze skoroszytów i przekładano do więziennych czarnobrunatnych teczek. Obrońcy Baadera, Han-sowi Heinzowi Heldmannowi, odebrano nawet mały spinacz, a obrończyni Moller, Juttcie Bahr-Jendgers, zabrano szpilkę do włosów — tak surowe obyczaje panowały w Stammheim." 7

Oczywiście adwokaci mogli później w cztery oczy rozmawiać ze swoimi klientami w rozmównicy na siódmym piętrze, skąd wypuszczano ich dopiero po naciśnięciu przez nich guzika zapalającego sygnał świetlny. Później ponownie poddawano adwokatów rewizji osobistej. Tak to wyglądało teoretycznie, natomiast w praktyce następowało znużenie strażników skrupulatną kontrolą i mogło dojść do zaniedbań, wykorzystywanych przez adwokatów sympatyzujących z terrorystami, a do ich, grona zaliczano ludzi z biura Klausa Croiśsanta. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć znalezienie tylu różnych zabronionych przedmiotów w celach na siód-piym piętrze? Obecnie wiadomo, że niepoślednią rolę „łączników" odgrywali adwokaci z otoczenia Croisanta, a wśród nich Armin Newerla i Arndt Miiiler, uważany za człowieka odznaczającego się niebywale zimną krwią. Opisuje to publicysta Karl Heinz Janssen w serii interesujących artykułów, jaka ukazała się na łamach tygodnika ,.Die Zeit": „Miiiler wyraził gotowość odbycia ^próbnej t,ury« z aparatem fotograficznym »Minox«. W tym celu wewnątrz stosunkowo cienkiej teczki na akta wycięto dziurę: następnie c;:cść etron posmarowano klejem introligatorskim i tak sklc-in-no, że podczas pobieżnego przeglądania akt, nic nie mo.-ii.M było zauważyć. Kurier nie mógł jedr.rk podczas kont/.ili wypuszczać teczki z rąk, bowiem wówczas kontroler zwróciłby uwagę na niezwykły ciężar aki. Adwokat nic przy tym nie ryzykował.— gdyby od niego żądano oddaniu akt,, mógłby odmówić i wyjść na znak protestu.

Od tego czasu transport przy użyciu >>pojemników<> podobno kwitł — w tym korytarzu budynku »procesowego-/. gdzie mieściły się cele, adwokaci i '.więźniowie mogli się spotykać bez nadzoru i tam podobno wymieniano pełne trezki z aktami na puste. W ten sposób, jak twierdzą informatorzy, do cel przywędrowały piecyki elektryczne, żelazka, ¦słuchawki, kable, radia tranzystorowe, a przypuszczalnie też liczne żarówki; strażnicy nigdy nie potrafili sobie uzmysłowić, w jaki sposób dotarły one do rąk więźniów.

W marcu 1977 roku Andreas Baader- rozkazał »oddriałom zewnętrznym* RAF przemycenie do cel również broni, amu-_nicji i materiałów wybuchowych. Rozkaz ten przekazała prawdopodobnie Brigitte Mohnhaupt, która do chwili swego zwolnienia w lutym 1977 roku trzymana była w celi, przylegającej do korytarza terrorystów w Stammheim. a potim znowu zajęła się działalnością podziemną. Być może to również ona, na spółkę z innymi grupami podziemnymi i z pozornie działającymi legalnie praktykantami z kancelarii Croiśsanta, organizowała zakup i szmugiel broni". s

Adwokat Miiiler, jak szczegółowo opisał na swoim procesie karnym w Stu.ttgarcie inny terrorysta Volker Speit'-1. ° przemycił do więzienia nie tylko listy, ale również 3 pistolety i materiał wybuchowy. Sam Miiiler załamał -ie po aresztowaniu i przyznał do przenoszenia wspólnie z Newurlą — materiałów wybuchowych do więzienia,10 a w lesie w okolicach Stuttgartu natrafiono w 10 miejscach na zakopaną broń, która miała służyć ewentualnie przywódcom RAF w więzieniu.

„Adwokat Mtiller —¦ nadal według wersji władz śledczych — mógł przenieść pierwszy pistolet w przekonaniu, że są to elementy kochera. Aby nikt nic nie zauważył, odjęto obie zewnętrzne części rękojeści i zawinięto broń w papierowe chusteczki. Od marca do czerwca 1977, a więc już także po zakończeniu procesu, na siódme piętro Stammheim przemycono następujące przedmioty: pistolet marki Heckler & Koch z lufą 9 mm; węgierski pistolet kalibru 7,65 mm marki FI^G, oba z pełnymi magazynkami; colt kalibru 38 marki Smith & Wes; on z niklowaną lufą i 18 nabojami; w końcu tyle materiału wybuchowego, że ¦wystarczyłoby go na wysadzenie drzwi do cel i rozwalenie murów". n

Bander chętnie posługiwał się łącznikami w adwokackich togach, ale jednocześnie darzył ich głęboką pogardą i nieufnością. Do niektórych obrońców więźniowie zwracali się mało wykwintnym tonem, nazywając ich „burżuazyjnymi świniami" i „socjaldemokratycznymi szczurami". Jak widać szczurami niezwykle użytecznjTni dla grona ultrarewolucjo-nistycznych frazesowiczów z „Frakcji Czerwonej Armii".

Po samobójstwie w Stammheim zaczęto metr po metrze przeszukiwać ściany, podłogi i sufity więziennych pomieszczeń. Odkrycia, jakich dokonano, były zaskakujące. W ścianie cel; nr 723; pustej od 12 .sierpnia, został znaleziony amerykański colt policyjny z zapasem amunicji. W innej celi, w schowku pod oknem, znajdowała się paczuszka o rozmiarach 4X2 cm zawierająca'270 g materiału wybuchowego; w okresie od 6 lipca do 12 sierpnia 1977 roku trzymano tutaj Rolfa Pohle. a później mieścił się tu magazyn dostępny, do chwili wprowadzenia izolacji, dla wszystkich więźniów tego piętra. W celi Irmgard MÓlier urzędnicy znaleźli skrytkę pod umywalką, gdzie przechowywano słuchawkę z kablem i wtyczka do instalacji radiowej. W celi Andreasa Baadera pod podłogą były 4 pociski, a niewielkie ilości materiałów wybuchowych wykryto też pod posadzką cel służących do przyjmowania wizyt. Jak stwierdzono, sam Baader przechowywał swój rewolwer w pomysłowo urządzonym schowku w obudowie adaptera gramofonowego, jaki wolno mu było mieć w celi. Ściany siódmego piętra stanowiły istny arsenał, a więźniowie wbrew wszelkim zakazom i próbom odizolowania^ potrafili komunikować się z sobą do ostatnich chwil.



Pobieranie 198.72 Kb.

Share with your friends:
1   2   3   4   5




©operacji.org 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna