Louise callan, rscj



Pobieranie 2.06 Mb.
Strona5/26
Data25.10.2017
Rozmiar2.06 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   26

Nowe apostolstwo


Mało jest okresów w historii Francji, które byłyby mniej korzystne dla rozwoju zgromadzeń zakonnych, jak okres Cesarstwa; mało księży było w sposób równie oczywisty inwigilowanych przez cesarską policję, jak Ojciec Varin. Od roku 1801 cenzurowano całą jego korespondencję z innymi Ojcami Wiary. Kiedy Napoleon pisał w roku 1804: „Moim zamiarem jest uniemożliwić osiedlenie się we Francji jezuitów… Nie chcę niczego, co by przypominało zorganizowaną grupę zakonną”, odnosiło się to zwłaszcza do zakonów męskich, lecz nie życzył sobie również pojawiania się wspólnot zakonnych pośród kobiet. Jednakże 26 stycznia 1805 roku przyznał budynek klasztorny Sainte-Marie d’en Haut Filipinie Duchesne.

Roztropność wymagała, aby jeszcze przez dwa lata Matka Barat i jej zakonnice utrzymywały pozornie mało kontaktów z Ojcami Wiary. W tym okresie pojawiają się oni w całej korespondencji jedynie pod nazwą „naszych przyjaciół”. Założycielka prowadzi swoje sprawy z taką roztropnością, że pod koniec wiosny 1807 roku Napoleon podpisuje w Osterode w Prusach106 dekret zatwierdzający zarówno w Francji, jak i w jej koloniach Zgromadzenie ukryte pod nazwą „Pań od Chrześcijańskiego Nauczania”.

Dekret ten pozwolił Matce Duchesne podjąć skuteczniejsze i bardziej rozległe apostolstwo, i uwolnił ją też od niewygodnej sytuacji. Bo chociaż tytuł przełożonej wspólnoty Sainte-Marie miała wyraźnie Matka Deshayes, sytuacja w Grenoble była taka, że wydawało się rozsądne zachować Matkę Duchesne na czele szkoły jako mistrzynię główną i powierzyć jej całą odpowiedzialność za administrację, zwłaszcza, gdy miały miejsce oficjalne kontakty z osobami z zewnątrz i z lokalnymi władzami. Taki układ zatwierdził biskup Grenoble i dobrze przyjmowała go też wspólnota. Wszyscy znali polityczne i społeczne wpływy rodzin Duchesne i Perier w mieście i konieczność zachowywania ostrożności. Matka Duchesne jednak nie raz błagała Matkę Barat o odebranie jej tej funkcji, która stawiała ją zbyt często w relacjach ze światem zewnętrznym i odwracała od życia modlitwy. W listopadzie 1806 roku Matka Barat odpowiada: „Moim zamiarem jest, abyś nadal składała podpisy (na dokumentach), aż do mojego powrotu. Takiego zdania był nasz przyjaciel.” 107

Filipina podporządkowała się na jakiś czas, lecz na zapowiedź przywileju nadanego przez Napoleona powraca do tematu, a założycielka zapewnia ją, że przynajmniej w tym punkcie prośba jej zostanie spełniona:
Jeszcze chwila cierpliwości w sprawie twojego nazwiska, a więcej się nie pojawi. Kiedy tylko władze państwowe otrzymają nasz Dekret, pojawi się Przełożona, i Pani Deshayes będzie tą, która się jako taka przedstawi, a ty nadal pełnić będziesz obowiązki m[istrzyni g[łównej] i[nternatu]108, aż do nowego rozporządzenia.” 109
Jeśli pozycja władzy odstręczała Matkę Duchesne, zdawała ona sobie sprawę, jaką okazję dawał jej tytuł mistrzyni głównej do szerzenia pośród dzieci poznania i miłości Najświętszego Serca i wychowywania ich do autentycznie chrześcijańskiego życia. Było jej obowiązkiem kierować wszystkim, co dotyczyło nauczania i aktywności proponowanych przez szkołę. Liczba zapisów regularnie rosła, wraz z renomą zakładu, a dzieci spędzały jedenaście z dwunastu miesięcy w klasztorze. Chociaż Zgromadzenie Sacré Coeur nie określiło jeszcze reguł dla swoich członków, ustalono już regułę dla pensjonatów i Matka Duchesne musiała ją narzucić wbrew woli wielu rodziców. Zasady wychowania obowiązujące w szkołach Ancien Regime’u zanikły po Rewolucji 1789 roku i niełatwo było przywrócić surową dyscyplinę w nowym pokoleniu dzieci, zwłaszcza w Delfinacie. Magdalena Zofia była jednak przekonana o takiej konieczności i uważała, że należy, by wyjścia uczennic były tak rzadkie, jak tylko to możliwe, dodając: „ma tym jednak kierować roztropność; są takie (dzieci), dla których trzeba robić wyjątki, niech jednak będą one rzadkością, a regułą generalną niech będzie trymestr.” 110

Rok szkolny podzielony był na trymestry, z przeglądami i egzaminami pod koniec każdego z nich. Oceny wystawiano w środku zimy i na wiosnę, a pod koniec roku miało się odbywać uroczyste przyznanie nagród w obecności biskupa. Odpowiedzialności należące do funkcji mistrzyni głównej były bardzo często tematem listów Matki Barat do Filipiny Duchesne. Założycielka wiedziała, że dla jej przyjaciółki, którą zdecydowała się doprowadzić do świętości, nie ma lepszej formacji, a ideał, jaki wciąż jej proponuje nieustannie oświecony był przez miłość. W lutym 1807 roku pisze:


Jak się mają twoje uczennice? Postaraj się swoim przykładem i wskazówkami natchnąć je zapałem. O! jak powinna wzrosnąć twoja wobec nich gorliwość, kiedy myślisz, że twój Boski Mistrz powierzył ci tę gromadkę i że nie możesz okazać Mu swojej miłości w sposób bardziej dla Niego przyjemny, jak troszcząc się o te maleństwa, dla których przelał wszystką swoją krew. Pracuj więc nad nabyciem cnót tak potrzebnych dla pozyskania ich serc: łagodności, uprzejmości i równowagi duszy, które są owocami cierpliwości i gorącej miłości do Jezusa, czego ci życzę.” 111
Matka Duchesne została uwolniona od swojej funkcji mistrzyni głównej wraz z przybyciem do Sainte-Marie Matki Maillucheau, jesienią 1808 roku, lecz po niecałych 2 latach kierownictwo szkoły znowu było w jej rękach. W rzeczywistości bardzo kochały ją uczennice, które mogłyby za nią umrzeć, gdyby, przez swoje czasem nieznośne zachowanie, same nie wpędzały jej do grobu. Luiza de Vidaud112, późniejsza zakonnica Sacré Coeur, pozostawiła nam uroczy opis apostolstwa Filipiny pośród dzieci z Sainte-Marie:
Pośród mych wspomnień z dzieciństwa zachowuję jak skarb wrażenie, jakie wywarła na mnie czysta i mocna cnota tej Świetej Matki, tak pokornej, tak gorliwej, tak wielkodusznej w swoim oddaniu. Nadzorowała posiłki uczennic w refektarzu. Nauczała w wyższych klasach Chrześcijańskiej Doktryny i Geografii. Nie rozumiałyśmy, jak udawało się jej ze wszystkim nadążyć, ale odkryłyśmy, że jej godziny pracy trwały do bardzo późnej nocy; była czasami tak zmęczona, że zasypiała podczas nadzorowania studium. Miała z pewnością solidne zdrowie, aby móc znosić trudy takiego życia… uważałyśmy jej sposób nauczania za jasny i interesujący, lecz biada tej spośród nas, która by nie słuchała jej objaśnień. Mówiła często o swoim żarliwym pragnieniu misyjnym. Pewnego dnia, kiedy grałyśmy w ciuciubabkę, jedna z nas złapała ją i od razu wyczuła, że to ona. Jak założyć jej przepaskę na oczy? A ona zdjęła czepek i po prostu pozwoliła nam zawiązać sobie oczy chusteczką. Zrobiły na nas wrażenie jej szpakowate włosy, prostota i pełne do nas zaufanie, byłyśmy jeszcze bardziej zdumione, kiedy pod koniec gry założyła na głowę swój czepek, a następnie odwróciła się do nas z promiennym entuzjazmem i powiedziała: ‘A teraz, moje dzieci, która z was pojedzie za mną do Ameryki nawracać Illinois? Niech ta, która tego pragnie, zawrze ze mną umowę i poda mi rękę, aby w ten sposób złożyć przyrzeczenie’. Wszystkie podniosłyśmy ręce, bo, w rzecz samej wiele z nas poszłoby za nią na koniec świata. Jedna tylko (Lucyla Mathevon113) spełniła tę nieco pochopnie złożoną obietnicę…

Kiedy jakieś dziecko było chore, Matka Duchesne zamieniała się w pielęgniarkę. Ileż razy spotykałyśmy ją w fartuchu, niosącą kubek herbaty do sypialni czy infirmerii. Wkładała całe swoje serce w pielęgnowanie nas, lecz zawsze zachowując surową prostotę. Herbata bez cukru, dzień w łóżku, dobra dieta i uleczono wiele katarów. Kto ośmieliłby się skarżyć, znając jej dyscyplinę zakonnego życia. Lecz nie tylko w rozwijaniu naszych umysłów i w trosce o nasze ciało przejawiała swoje macierzyńskie do nas przywiązanie. Nasze dusze były dla niej stokroć cenniejsze. Kary były często surowe i ścierały się z naszymi humorami i uporem, lecz kiedy żałowałyśmy, ukazywała nam nasze przewinienia i błędy z taką życzliwością, że miałyśmy już tylko jedną myśl: naprawić je i prosić o przebaczenie… Odczuwałyśmy w niej Bożą obecność.

Każdego roku spędzała noc Wielkiego Czwartku czy Piątku na adoracji przed Najświętszym Sakramentem. Ponieważ Alojzja Rambaud114 często zauważała jej obecność w kaplicy po dziesiątej wieczorem, a następnego ranka odnajdywała ją na tym samym miejscu, pewnego czwartku wieczorem pocięła małe kawałki papieru i zanim wyszła, położyła je na spódnicy Matki Duchesne: ‘jeśli się poruszy, mówi zuchwała, papierki mi to powiedzą’. Spiesząc do kaplicy w piątek rano odnalazła Świętą Matkę w tej samej pozycji, papierki się nie poruszyły. Łatwo jest zrozumieć, dlaczego uważałyśmy ją za świętą.

To odczucie rodziło też i inne, szczere i pełne szacunku przywiązanie. Ale jak jej okazać, że ją kochamy? Bardzo to było trudne, (bo) była bardzo pokorna. Jednak kiedy nadchodził dzień jej święta, usiłowałyśmy wyrazić w słowach naszą wdzięczność, lecz ona, w zamian uprzedzała wszystkie nasze wysiłki… Jednak im bardziej usiłowała się wycofać, tym bardziej ukazywała nam rozmiary swej cnoty i rzadkie wartości swojego charakteru. Wiedziałyśmy, że okazywane przez nią surowe i powściągliwe maniery były tylko pozorem, bo charakter miała czuły i wyrozumiały, serce wrażliwe i pełne względów: mogłyśmy liczyć na jej serdeczność.”
Podczas tych kilku lat Filipina była w stałym kontakcie ze swoją rodziną. Wiele jej siostrzenic przebywało w pensjonacie. Jej siostry przyjeżdżały regularnie się z nią spotykać, Amelia z Grâne, Eufrozyna z Lyonu, Adelaida z Bourg’a. W końcu i mężczyźni powrócili do Grenoble pod numer 5 Grand’Rue, gdzie zbierała się rodzina, stare ciotki Gueymard i Lagrange, Państwo Perier, Teisseire, a często i Jordan’owie z Lyonu i Savoye de Rollin, kiedy nie przebywali w Paryżu. Filipina zachowywała kontakt ze wszystkimi wiedząc, że wszyscy potrzebują jej duchowego wsparcia. Bóg udzielił wielu z nich wielkich bogactw materialnych, lecz niemal wszyscy mężczyźni w rodzinie utracili wiarę.
Podczas, gdy życie w Sainte-Marie zdawało się nabierać coraz szybszego tempa, cała Francja drżała pod naporem kampanii prowadzonych przez Napoleona, który starał się wszelkimi sposobami umocnić swoją władzę. Grenoble, miasto przygraniczne, często wstrząsane było przez różne wydarzenia: wojnę we Włoszech, powstanie w Tyrolu, przemarsze oddziałów przez Delfinat, groźbę inwazji austriackiej. Wszystko zdawało się uczynione po to, aby zakłócać spokój starego, obronnego miasta. Od czasu do czasu Filipina otrzymywała wieści od członków swej rodziny podzielających los Napoleona, lub zmobilizowanych do jego armii. Był pośród nich mąż Józefiny Savoye de Rollin, którego usługi nagrodzono w 1809 roku baronią, i Kamil Perier, geniusz w sztuce finansów, piastujący stanowisko audytora w Radzie Stanu. Dowiedziała się również, że jej siostrzeniec, Amadeusz de Mauduit, opuściwszy Saint-Cyr z dyplomem podporucznika piechoty w roku 1808, ranny był w Ratyzbonie podczas kampanii pruskiej. Później pójdzie na Smoleńsk i Moskwę, gdzie wyróżni się do tego stopnia, że w wieku 22 lat uzyska stopień kapitana.

Nowe pogłoski krążyły po Grenoble. W maju 1808 roku Państwo Kościelne przyłączono do Cesarstwa Francuskiego, na co Papież odpowiedział bullą „Quum memoranda”, ekskomunikującą Cesarza. 6 lipca Pius VII został więc aresztowany i pospiesznie doprowadzony do granicy wraz z kardynałem Pacca; dotarł on do Grenoble w opłakanym stanie. Chociaż bardzo słaby i chory Papież miał jeszcze dosyć odwagi, aby stawić czoła brutalnej sile cesarskich żołnierzy. Czekało go pięć lat wygnania i cierpień, lecz przez swą świętość i godną postawę dostojny więzień obudził religijną żarliwość i sympatię francuskiego ludu. W Dzienniku Sainte-Marie Matka Duchesne opowiada o jego pobycie w miejskiej Prefekturze:


Najbardziej poruszającym wydarzeniem roku był pobyt Papieża w Grenoble, sprowadził on na nasz dom liczne błogosławieństwa… Dzięki działaniu Opatrzności i bez bezpośredniego rozkazu Cesarza, dowodzący kapitan doprowadził Go do Grenoble jednym nieomal nieprzerwanym marszem i nawet bez widzenia się z Kardynałem Pacca, który został wraz z nim uwięziony, lecz strzeżony całkiem od niego oddzielnie. Przybył o czwartej po południu 21 lipca 1809 roku. Ponieważ zamieszkał w Prefekturze, dokładnie na wprost naszych okien, lecz na przeciwległym brzegu Izery, mogłyśmy widzieć przybycie jego powozu, eskortowanego przez żołnierzy. Jego bardzo nieliczna świta jechała za nim w nędznych pojazdach… Widziałyśmy Kardynała, strzeżonego w (pewnej) odległości i odprowadzonego na inną kwaterę. Następnego dnia rano miałyśmy radość pożyczyć Mszał i ampułki na papieską mszę.”
Na mocy specjalnego przywileju uzyskanego od kapitana sprawującego straż nad Namiestnikiem Chrystusowym umożliwiono Matce Duchesne uczestnictwo w krótkiej audiencji u Ojca Świętego, a uczennice z Sainte-Marie zaproszono na spotkanie z Papieżem Ubrane na biało, z odkrytymi głowami, lecz z wielkimi czarnymi szalami na ramionach, gotowe do nakrycia nimi głów na czas audiencji, machały Matce Duchesne schodząc do Prefektury w towarzystwie Matki Deshayes. Kiedy zebrały się w wyznaczonej im sali wszedł Papież, życzliwie położył rękę na głowie każdego dziecka i dał mu pierścień do pocałowania. Matka Duchesne kontynuuje swą opowieść:
Inne osoby z Domu, które nie mogły pójść na Prefekturę otrzymywały błogosławieństwo Ojca Świętego co wieczór z okna, w tym samym czasie, co olbrzymi tłum, który usiłował go zobaczyć, kiedy przechadzał się między godziną szóstą a siódmą… Pomimo odległości jaka dzieliła nas od Prefektury ze stoku naszej góry mogłyśmy widzieć go wyraźnie, zauważyłyśmy, że patrzył na nasz Dom i zdawał się szczególnie mu błogosławić… 1 sierpnia, w święto Świętego Piotra w Okowach Papież został zmuszony wyruszyć o trzeciej rano mając zaledwie kilka chwil na przygotowanie. W zamęcie tego pospiesznego wyjazdu zachował pozorny spokój, zwrócił się do każdego z dobrocią i wyraził pochwałę przyjęcia, jakie zgotowano mu w Grenoble.”


1812 - 1817


W pierwszych miesiącach roku 1812 dom Sainte-Marie ciężko doświadczyły choroby. Intensywny mróz, wilgoć i przeciągi w starej budowli były prawdopodobnie przyczyną zapaleń płuc, gruźlicy i innych schorzeń, na które dzieci cierpiały na równi z zakonnicami. Infirmeria była wciąż przepełniona, a ponieważ Matka Deshayes sama często chorowała odpowiedzialność za cały dom spadała na Filipinę. „Odwagi i ufności” powtarzała, czytając i powracając wielokrotnie do listów Matki Barat, „ten trudny czas przeminie115. I rzeczywiście przeminął, wraz z przybyciem Matki Generalnej w maju, na szesnastomiesięczny pobyt w Sainte-Marie.

Będziemy miały wiele spraw do załatwienia po naszym przyjeździe116, napisała, a Filipina zachodziła w głowę, co oznaczać mogło to zdanie. Wiedziała, że Zgromadzenie zmaga się z poważnymi problemami, lecz powagę sytuacji zrozumiała dopiero słuchając Matki Barat, kiedy przekazywała ich szczegóły i prosiła ją o pomoc.

Zgromadzenie nie miało jeszcze ani reguły, ani konstytucji. Matka Barat trudziła się nad ich wypracowaniem z Matką Duchesne w Grenoble, i z Ojcami Varin i Barat w Amiens; należało połączyć apostolską żarliwość świętego Ignacego z kontemplacyjnym duchem świętej Teresy. Ksiądz de Saint-Estève zaproponował jednak niesłychaną kompilację rozbieżnych źródeł. Kopie tego dziwnego tekstu rozesłano z Amiens za pośrednictwem Matki Baudemont do wielu Domów Zgromadzenia, a Matka Generalna, jeżdżąc od jednej wspólnoty do drugiej obserwowała wszystkie reakcje zakonnic podczas czytania tego dokumentu.

W Sainte-Marie zapanowała wielkie rozczarowanie. Gdzież był ten duch żarliwej miłości, adoracji i konsekracji, który wytryskał z Nabożeństwa do Najświętszego Serca? Magdalena Zofia, uspokajająca, zapewniała, że był to zaledwie zalążek projektu i prosiła jeszcze o trwanie na modlitwie. Ksiądz de Saint-Estève stał się już przyczyną wyjazdu z Amiens innego Zgromadzenia, Sióstr Notre-Dame. Udały się one do Namur w Belgii, aby uniknąć dominacji tego duchownego. Matka Barat, wycofując się, miała nadzieję ochronić własną rodzinę zakonną przed podobnym losem. Ojciec Varin potwierdzał jej decyzję, lecz prosił, by kontynuowała pracę nad regułami i konstytucjami podczas pobytu w Grenoble.

Wydarzenia przybrały nieoczekiwany obrót po przybyciu Matki Barat do Sainte-Marie d’en Haut: ksiądz de Sainte-Esteve został w Amiens aresztowany i doprowadzony do więzienia w Paryżu. Starł się on wcześniej z władzą biskupa, a cesarska policja z wielką statysfakcją wtrąciła do więzienia jeszcze jednego księdza więcej. Umocniło to Matkę Baudemont w postanowieniu narzucenia jego reguły całemu Zgromadzeniu, albo wydobycia Zakonu spod jurysdykcji Matki Barat. Zachowanie Zgromadzenia w nienaruszonym stanie i ustrzeżenie autentycznego ducha Sacré Coeur było przedmiotem wysiłków i modlitw Założycielki przez szesnaście miesięcy spędzonych przez nią w Sainte-Marie. Aby uzyskać pomoc w tak delikatnej sytuacji zwróciła się między innymi do Matki Duchesne.


Obecność Matki Barat stanowiła wielką radość dla Filipiny, często nawiązującej do swoich projektów misji zagranicznych, chociaż odpowiedź Założycielki brzmiała zawsze jednakowo: „jeszcze nie teraz”. Pierwszą przyczyną było zdrowie Filipiny, niepokojące Matkę Barat. Widząc, jak idzie do wielu prac i powraca, wysoka, wyprostowana, odporna nawet w wirze najcięższych obowiązków, niewiele osób we wspólnocie zdawało sobie sprawę, że fizyczne cierpienie miało stać się nieodłącznym towarzyszem wielu lat jej egzystencji. Już wcześniej nękał ją reumatyzm, atakujący zwłaszcza ręce. Tłumaczyła się z tego przed Pania Jouve: „Dawno do ciebie nie pisałam z powodu bardzo bolesnego stanu moich palców prawej ręki”. A Matka Barat uskarżała się później: „Nasza Filipina niezdolna jest pisać”.
W grudniu do Grenoble wezwano Matkę Bigeu117, aby objęła tam nowicjat, którym Matka Generalna kierowała sama przez kilka miesięcy. Spośród postulantek, które wstąpiły w roku 1813, zapamiętać należy nazwiska Lucyli Mathevon, dawnej uczennicy Sainte-Marie i Heleny Dutour; będą one nierozłącznie związane z nazwiskiem Filipiny Duchesne118.
Przedłużony pobyt Filipiny w Sainte-Marie stanowił umocnienie dla jej Ojca. Powrócił on do Grenoble wraz z młodym Duchesne’m wkrótce po wstąpieniu Melanii do klasztoru Wizytek w Romans, i zamieszkał u Perier’ów. Przewodnicząc ponownie lokalnemu Stowarzyszeniu Adwokatów, stał się kolejny raz częstym bywalcem Pałacu Sprawiedliwości, Grand’rue i placu Grenette. Chociaż wiek zaczynał dawać się mu we znaki, białe włosy i wyszukane maniery nadawały mu wygląd pełen godności. Był wciąż jeszcze energicznym ekspertem w dziedzinie prawa, lecz usposobienie znacznie mu złagodniało i Filipina mogła zauważyć przebudzenie się w nim wiary, którą ukrywał w głębi swego serca przez ponad pół wieku. Ze swoich okien widział on Sainte-Marie i wspinał się czasem wąską uliczką, aby złożyć córce wizytę i przekazać jej nowiny o rozproszonej rodzinie:
Wczoraj miałam przyjemną niespodziankę wizyty Ojca, wyglądał młodziej niż zwykle, zauważyłam jednak, że nogi miał sztywne i trudno mu było schodzić po schodach. Nie mogę jednak uwierzyć, że się starzeje. Jego urok sprawia, że pragnę, aby nigdy nie umarł. Lecz niestety nie ma ziemskiej radości, której nie mąciłaby myśl o śmierci.”
We wrześniu Matka Barat wyjechała z Sainte-Marie wraz Matką Deshayes do Chateau Chevroz koło Besançon, gdzie Ojciec Varin oczekiwał u swojej siostry na ich przybycie. Nadeszła chwila dopełnienia końcowego schematu konstytucji, nad którym pracowali od dziesięciu lat. Przez kilka tygodni Założyciel i Założycielka pracowali w samotności tych urokliwych miejsc, podczas gdy Francja ponosiła coraz to nowe porażki militarne, a klęska pod Lipskiem otworzyła drogę inwazji dla wrogów Napoleona.

Filipina nie miała wiadomości od Matki Generalnej przez całą jesień. Niosła odpowiedzialność za Sainte-Marie i przygotowywała się na każdą nagłą sytuację mogącą wyniknąć z działań wojennych. Grenoble wystawione było na ataki i mało przygotowane, aby się im opierać. Mówiono, że oddziały austriackie i bawarskie gromadzą się przy granicach. Pośród tych niepokojów Filipina doznała wielkiej radości. Jej siostrzenica, młoda Eufrozyna Jouve zwierzyła się jej ze swego pragnienia wstąpienia do nowicjatu w Sainte-Marie błagając, aby ciotka postarała się dowiedzieć, co jest przyczyną sprzeciwu ze strony jej rodziców. Filipina rozpoczęła więc dwunastomiesięczną duchową kampanię. Wiadomość o powołaniu Eufrozyny zirytowała Paną Jouve. Zagroziła zabraniem ze szkoły drugiej swej córki, Amelii. Filipina ujawnia więc kilka faktów dotyczących tej drugiej siostrzenicy w liście do swojej siostry:


Jeśli zabierzesz Amelię na wiosnę, obawiam się, że nie będzie ona dla ciebie wielką pomocą, ponieważ jej charakter czyni ją często ponurą, płaczliwą, upartą. Jej pobożność nie jest rozwinięta i bardzo trudno jest na nią wpływać, bo nikogo nie słucha. Nie można jej zarzucić, że się nie uczy, bo ma bardzo dużą łatwość w tej dziedzinie, lecz wykonuje swoją pracę niestarannie, jak możesz to osądzić z jej pisma i ortografii. Mogłaby robić (to) o wiele lepiej. Chciałaby o wszystkim zapomnieć, byle tylko czytać, co jest zajęciem łatwym… „
Na początku roku 1814 zdrowie Pana Duchesne budziło niepokoje. Pani de Mauduit przybyła z Grâne, a Pani Jouve z Lyonu, aby się nim zajmować. Filipinie umożliwiono nie tylko składanie ojcu wizyt, lecz i pozostawanie przy nim, aby go pielęgnować i towarzyszyć mu w jego ostatnich chwilach. Doznała wtedy wielkiego umocnienia widząc, jak przybliża się on do Boga. Słabował cały miesiąc marzec, ostatni miesiąc Cesarstwa Napoleona. Pani Jouve musiała wrócić do siebie, ze względu na ryzyko blokady Grenoble przez oddziały inwazyjne. Cała Francja trwała w napięciu. Napoleon walczył z koalicją, a jej armie posuwały się przez Szwajcarię w kierunku Delfinatu. Odważną obronę miasta złamano pod koniec miesiąca i 12 kwietnia nieprzyjaciel wkroczył do Grenoble. Cesarstwo już upadło, a bitwa o Paryż rozpoczęła się dokładnie w dniu pogrzebu Piotra Franciszka Duchesne. Znikła ze sceny postać scalona, lojalna, pozostawiając po sobie pustkę w wielu sercach, zwłaszcza w sercu najstarszej córki.
Lato 1814 roku stanowiło przełomowy okres dla Francji, Kościoła i Zgromadzenia Sacré Coeur. Upadek Napoleona położył kres uwięzieniu Papieża i rozproszeniu Ojców Wiary. Ojciec Varin szybko zaczął działać i złożył wizytę klasztorom, o których mógł powidzieć, że był ich założycielem. Z niecierpliwością oczekiwał tego, co miało nastąpić, kiedy Ojciec Święty powrócił już do Rzymu. Upłynęły dwa miesiące, po czym 7 sierpnia Papież Pius VII ogłosił bullę „Sollicitudo Omnium Ecclesiarum” przywracającą Towarzystwo Jezusowe w Kościele i w świecie. Przełożonym Zakonu we Francji mianowano czcigodnego Ojca Piotra Józefa de Clorivière’a119, który przez 40 lat ustrzegł nienaruszoną tradycję jezuicką. W ciągu kilku pierwszych tygodni po ogłoszeniu bulli przyjął on do Towarzystwa Jezusowego ponad 70 nowicjuszy. Większość z nich stanowili dawni Ojcowie Wiary, jak Ojciec Varin, Roger, Barat i wielu innych, którzy wspierali wcześniej Matkę Barat i jej towarzyszki. Nikt bardziej od Filipiny nie podziwiał Towarzystwa Jezusowego, a podziw ten jeszcze się zwiększy, kiedy będzie mogła zrozumieć wpływ ich obecności na amerykańskim „pograniczu” i pracę, jaką wykonywali w zakładanych przez siebie misjach.
We Francji przywrócenie Jezuitów miało ważne następstwa dla Pań Najświętszego Serca (Sacré Coeur). Dotychczas swoje życie duchowe budowały one na zasadach świętego Ignacego. Miały teraz skorzystać z kierownictwa duchownego znacznej liczby gorliwych Jezuitów, którzy na długie lata staną się ich najbardziej niezawodnymi obrońcami.
W dzień Bożego Narodzenia tegoż roku 1814 Eufrozyna Jouve wstępowała do nowicjatu wraz z Luizą Rambaud120, Oktawią Berthold121 i Józefiną Meneyrond122. Te dwie ostatnie uczestniczyć będą w misji amerykańskiej w bardzo odmienych rolach. Razem przywdziały strój, na poły zakonny, na poły świecki, na Wielkanoc 1815 roku. Eufrozyna przybrała imię Alojzji, na wspomnienie świętego jezuity, Alojzego Gonzagi. Nowicjuszki szybko zaczęły starać się być przydatne w pensjonacie, zgodnie z ówczesnym obyczajem.

Na wiosnę zapanował w Sainte-Marie wielki lęk, kiedy Napoleon powrócił do Francji. Po wylądowaniu w Prowansji ruszył drogą przez Alpy prowadzącą do Grenoble i przechodzącą przez Vizille. Lud Delfinatu w większości dał się uwieść jego słowom i obietnicy przywrócenia wolności. Droga na Paryż stała otworem. W połowie kwietnia we Francji nie było już ani jednego Burbona.



Na początku czerwca francuskie oddziały przeszły przez granicę belgijską wywołując nowe rozruchy i powołanie pod broń: Sto Dni dobiegło końca pod Waterloo. 18 czerwca Napoleon wycofał się do Paryża. Na Zgromadzeniu Narodowym dziwnym obrotem spraw właśnie deputowany Izery, Antoni Ludwik Hipolit Duchesne123 stanowczo zaproponował Cesarzowi abdykację. Pokój nie został jeszcze przywrócony. Przybywający od strony Szwajcarii Austriacy zagrażali Grenoble na początku lipca. Po odważnej próbie obrony, miasto skapitulowało 9 lipca. Chociaż wróg narzucił mieszkańcom ciężką kontrybucję, druga okupacja Delfinatu przez sprzymierzone oddziały nie trwała długo. Obce wojska wycofały się nim spadły blokujące drogi zimowe śniegi. Powrót Burbonów nie przyniósł Francji realnego pokoju. Kościół po części odzyskał wolność, co bardzo prędko ożywiło aktywność licznych grup pracujących nad odbudową życia chrześcijańskiego w tym kraju i zaspokojeniem pilnej potrzeby zakładania w nim szkół.
Konstytucje i reguły Zgromadzenia Sacré Coeur ustalone w Chevroz nie zostały jeszcze przyjęte. Załamanie się projektu Saint-Estève’a, aby kontrolować Zgromadzenie, dało przełożonej okazję do zwołania Drugiej Rady Generalnej w Paryżu w listopadzie 1815 roku. Zaproszono po dwie zakonnice profeski z każdego domu, aby utworzyć grupę do refleksji nad tekstem. Matki Bigeu i Duchesne wyruszyły z Grenoble pod koniec października i zatrzymały się w Lyonie. Filipina miała w końcu przez jeden czy dwa dni okazję poznać dom swojej siostry: Pani Jouve, przebywająca wtedy w Grâne z najmłodszymi dziećmi powróciła do domu tak prędko, jak tylko zdołał przywieźć ją dyliżans. Tymczasem Pani Savoye de Rollin podejmowała serdecznie Filipinę, a czas był zbyt krótki, aby opowiedziały sobie to wszystko, co miały sobie do przekazania. Zakonnice znalazły się wkrótce na drodze do Paryża. Stamtąd 2 listopada 1815 roku Filipina pisze do swojej siostry uroczy, pełen uczucia i wdzięczności list, ubarwiony komentarzami na temat osób i rzeczy, nie pomijając, zgodnie ze swym zwyczajem, kilku ukrytych myśli.
Dzięki twoim zabiegom, moja droga siostro, i staraniom twego miłego męża, odbyłam podróż bez natłoku. Jestem więc w Paryżu, i jestem tym zmartwiona. Z jakimż trudem upodobanie do samotności dostosowuje się do zgiełku i ruchliwości wielkich miast. Dusza odczuwa rodzaj tyranii. Spróbuj ucieszyć się wraz z Eufrozyną szczęściem, jakie odczuwa. Radości ducha o tyle wznoszą się nad przyjemności, co niebo wznosi się nad ziemię. Przyzwalając na jej obłóczyny czynisz dla niej więcej, niż gdybyś czyniła ją królową.

Podczas mego krótkiego pobytu u ciebie, pierwsze przygody w świecie wyczerpały mnie. Byłam jednak bardzo szczęśliwa mogąc poznać twoją uroczą rodzinę, a wielką radością było zobaczyć ciebie. Nie wiem kiedy znowu to się zdarzy, lecz nie chcę sprawiać ci tyle pracy. Przykro mi było, kiedy zrozumiałam, ile sprawiłam ci komplikacji. Zdaje mi się, że zapomniałam u ciebie mały scyzoryk i korkociąg. Odłóż je dla mnie...

Tysiączne serdeczności dla twego drogiego męża i twoich dzieci. Śniadanie, jakie mi przygotowałaś starczyło na całą drogę aż do Paryża, a twój tak ciepły szal nie dopuścił do mnie chłodu. Nie zdjęłam go przez całą podróż. Czy mogę go zachować aż do podróży powrotnej? Bez niego z pewnością bym ucierpiała.”
„Aż do podróży powrotnej”! Nie będzie już dla Filipiny podróży do Lyonu, Grenoble i drogiego jej klasztoru Sainte-Marie. Odtąd jej życie ma stać się nieustannym biegiem naprzód, aż do osiągnięcia indiańskiego pogranicza w amerykańskim Środkowym Zachodzie.
W Paryżu pośród uczestniczek Rady odnalazła Filipina stare przyjaciółki, i inne, których imiona były jej równie znane, jak im jej własne. Gorąca miłość do Zgromadzenia sprawiła, że z radością dzieliła pracę i przyjaźń tych kobiet, które, jak ona, stanowiły kamienie węgielne fundacji Zgromadzenia. Zebranie otwarto w dniu Wszystkich Świętych, z Mszą w kaplicy Domu Jezuitów przy rue des Postes i z kazaniem Ojca de Clorivière’a124 o Nabożeństwie do Najświętszego Serca. Spotkania odbywały się w klasztorze Saint Thomas de Villeneuve, w którym to zakonnice znalazły gościnę. Przewodniczyła Matka Barat, a Ojciec Varin przedstawiał jeden po drugim statuty ustalone w Chevroz. Uczestniczki Zebrania po długiej refleksji jednogłośnie przyjęły wszystkie artykuły. Konferencje te dały Zgromadzeniu regułę, która tchnie Duchem Serca Jezusa, i sposób życia, który kolejne pokolenia Zakonnic praktykować będą przez ponad półtora wieku.

Dominująca myśl wyrażona jest w pierwszym zdaniu tej reguły: „To małe Zgromadzenie poświęcone jest Najświętszemu Sercu Jezusa i rozszerzaniu jego czci.” Środkami doskonałości proponowanymi wszystkim członkom jest zjednoczenie i upodobnienie do Jego Boskiego Serca przez modlitwę i naśladowanie Jego cnót. Praca wychowawcza i wszystkie czynności mają czerpać z głębokich źródeł życia wewnętrznego. Działanie i kontemplacja powinny być tak ściśle złączone, aby jedno było wyłącznie zewnętrznym przejawem drugiego. Pracę ubogaca i uwzniośla modlitwa, kierująca najprostsze działania i najbardziej zwykłe czynności ku chwale Najświętszego Serca. Konstytucje ustalają raz na zawsze władzę Przełożonej Generalnej.

Przy okazji przyjęcia nowych reguł i formalnego odnowienia ślubów, które zamykało to Zebranie, każda z uczestniczek Rady przemyślała zobowiązanie do zakonnego ubóstwa. Za wyjątkiem Matki Eugenii de Gramont125, jedyną osobą w tej grupie mogącą przekazać Zakonowi fortunę, była Matka Duchesne, bo wszystkie inne siostry pochodziły z rodzin kompletnie zrujnowanych przez Rewolucję. Dla dobra Zgromadzenia Filipina postanowiła wyrzec się satysfakcji udzielenia pomocy finansowej swojej rodzinie. 14 grudnia pisze do Pani Jouve:
Ponieważ właśnie mam odnowić śluby i mam nadzieję złożyć je z większym pokojem i wyciszeniem w ramach stałych konstytucji, pragnę uporządkować moje sprawy doczesne w taki sposób, by z góry wykluczyć wszelki problem sumienia. Byłoby dla mnie wielką satysfakcją, zrywając zupełnie ze światem, pozostawić moje siostry w najlepszych warunkach. Boska Opatrzność, która wszystko dobrze czyni zechciała (jednak) oderwać nas od dóbr tego świata, które mało mają realnej wartości, i pozwoliła, abym ja, która mam mało potrzeb osobistych nie miała swobody wyzbyć się całkowicie mojego stanu posiadania ze względu na te, które są ze mną stowarzyszone. Byłam w stanie ułożyć moje sprawy tylko w taki sposób, aby, jeśli nic nieprzewidzianego nie przydarzy się Zgromadzeniu, Józefina i Konstancja mogły ukończyć edukację w Sainte-Marie, póki będę żyła.

Pragnąc okazać memu chrześniakowi (Henryk Jouve) małą oznakę uczucia poproszę brata, aby ci posłał z mojej strony weksel na tysiąc franków. Zaadresuje go on na twego męża, nie znając przyczyny, a ty będziesz uważała, aby zachować to w sekrecie przed nim, a także przed Henrykiem. Tak jest lepiej, nikt wtedy nie będzie mógł o tym mówić...

Otrzymałam weksel, który wysłał mi twój mąż i zrealizowałam go. Powiedz mu to i podziękuj... Tym, co nas teraz tu zatrzymuje, i może nadal to czynić, jest fundacja klasztoru Sacré Coeur w Paryżu. Nie możemy zrobić tego teraz, lecz mamy zapewnić sobie dom, a to jeszcze nie zostało uczynione. W każdym razie nie pisz do mnie, zanim nie otrzymasz ode mnie wiadomości. Jeśli cię nie zobaczę przed nowym rokiem, przyjmij tutaj moje najlepsze życzenia na rok przyszły.”
Następnego dnia po napisaniu tego listu odbyły się wybory w łonie Rady. Głosowanie dało Matce Barat trzy asystentki generalne: Matkę Bigeu, de Charbonnel i Grosier. Stanowisko sekretarki generalnej przyznano Matce Duchesne. Decyzja założenia klasztoru w Paryżu jako rezydencji dla przełożonej generalnej i nowicjatu centralnego wysłała zakonnice na poszukiwanie nieruchomości. Znaleziono odpowiedni dom przy rue des Postes nr 40. Był mały, lecz przyjemny i można go było powiększyć. Prace przygotowawcze i organizację nowego klasztoru powierzono Matce Duchesne.

Zebranie zakończyło się w sobotę 16 grudnia Mszą w kaplicy Sióstr Franciszkanek przy rue de Grenville. Jedenaście zakonnic przystąpiło do stołu komunijnego trzymając zapalone świece i odnawiając głośno śluby przed przyjęciem Świętej Hostii. Matka Duchesne nazwała tę małą ceremonię „odrodzeniem Zgromadzenia”. Wkrótce uczestniczki Rady rozjechały się do domów, z których przybyły. Matka Barat pod koniec stycznia wyjechała do Amiens. Sekretarka generalna pozostała w Paryżu z projektami, pewną sumą pieniędzy i dwiema pomocnicami.


Matka Duchesne i jej dwie towarzyszki zamieszkały w klasztorze Saint Thomas de Villeneuve. Każdego ranka szły pod numer 40 rue des Postes i spędzały tam dnie na froterowaniu i woskowaniu parkietów, czyszczeniu ścian i okien, instalując przy okazji jakąś brakującą szybę. Podczas nadzorowania robotników odnawiających dom, nie wahały się brać czasem do ręki kielni, aby przyspieszyć pracę murarzy, czy pędzla, aby ukończyć malowanie i czyszczenie ścian.

W roku 1816 Wielkanoc wypadała 1 kwietna i Filipina zdaje się oczekiwać gości. Duchesne i jego żona byli wtedy w Paryżu, a także Kamil Jordan i trzej bracia Perier: Augustyn, Scypion i Kazimierz, odbywający częste podróże między Paryżem a Grenoble. W Wielką Sobotę pisała do Pani Jouve:


Nosimy teraz nazwę Zakonic Najświętszego Serca (Sacré Coeur). Nasz strój składa się z cienkiego welonu na czepku umocowanym pod brodą. Nowicjuszki naszą welon biały, inne welon czarny. Suknia jest z czarnej tkaniny, skrojonej à la vierge (wysoka talia i długa spódnica). Nosimy srebrny krzyż i złotą obrączkę. Praca naszych instytucji polega na edukacji młodych dziewcząt, a także ubogich dzieci. Ofiarowujemy świeckim możliwość odprawiania zamkniętych ośmiodniowych rekolekcji.

Generalny nowicjat ma się odbywać w Paryżu. Kandydatki mają trzy do sześciu miesięcy próby w klasztorze przez siebie wybranym. Następnie udają się do Paryża na dwa lata nowicjatu. Składają później śluby na pięć lat i są posyłane do różnych klasztorów Zgromadzenia. Pod koniec pięciu lat, jeśli wytrwają, składają śluby definitywne. Nie ma ustalonego posagu. Zależy to od środków każdej. Znaczne zasoby niektórych kompensują dla innych. Wiesz, że pokryłam potrzeby Eufrozyny i byłoby dla mnie radością zrobić więcej, ale jesteśmy bez dochodów, a nasze domy są bardziej kosztowne od innych instytucji z powodu rekolekcji, cały mój dochód został użyty.”
15 kwietnia, w poniedziałek rano, trzy zakonnice Sacré Coeur zajęły gotowe do zamieszkania pomieszczenia nowego klasztoru. Stopniowo cały dom umeblowano i przygotowano na przyjęcie mającej zgromadzić się tam wspólnoty. Pani Jouve napisała w maju, prosząc o nowiny, a Filipina odpowiedziała jej w następnym miesiącu, po raz pierwszy wspominając nazwisko Monseigneur’a du Bourg’a. Wiedziała, że jego wizyta w Lyonie wzbudziła entuzjazm, a jego apele zostały wysłuchane. Wielu księży zgłosiło się ochotniczo na odległą misję do Luizjany i uczyniono kilka znaczących dotacji. Powstał ruch, który doprowadził do utworzenia Stowarzyszenia Propagandy Wiary126, jednego z najbardziej prężnych dzieł, jakie kiedykolwiek powstały. Filipina płonęła chęcią, aby czegoś więcej dowiedzieć się o tym biskupie, ale ostrożnie napisała:
Sprawiłaś i wielką radość mówiąc mi o Msg du Bourg’u, Augustyn127 również wygłosił mi jego wielką pochwałę. Miałyśmy nadzieję, że przybędzie on do Paryża, ale trudności, jakie powstały w jego diecezji być może opóźniły tę podróż. Powiedziano mi jednak, że rząd Stanów Zjednoczonych chce dojść do pewnego porozumienia z Papieżem, a wiara czyni wielkie postępy w tej części świata. W Georgetown jest bardzo dobre kolegium Jezuickie i klasztor Wizytek, pierwszy w Nowym Świecie. Msg de Neale jest, jak mówią, katolickim biskupem w tym miejscu...

Nasz dom jest ciągle w remoncie. Wspólnota zbierze się tutaj 21 lipca. Mam nadzieję, że będzie to dzień naszego osadzenia i uroczystego błogosławieństwa kaplicy, która nie jest jeszcze wykończona. Jesteśmy w spokojnej części miasta otoczonej ogrodami, blisko punktu zaopatrzenia w świeżą wodę w najwyżej położonej części Paryża, Saint-Etienne du Mont, dawniej Sainte-Geneviève. Na jej grobie, między innymi miejscami, nie zapomniałam modlić się za ciebie, twojego męża i wszystkie wasze dzieci, zwłaszcza mego chrześniaka Henryka i wasze trzy córki, które są także moimi przez uczucie i zainteresowanie, jakie dla nich mam.”
Nowy klasztor Założycielka i mała wspólnota zasiedliły w lipcu. Matka Duchesne pozostała w Paryżu jako sekretarka i asystentka. Matka Bigeu stała się mistrzynią nowicjuszek, a Matka de Gramont mistrzynią główną pensjonatu, który wkrótce zorganizowano. Pośród nowicjuszek, które Matka Barat wezwała do Paryża, aby uformować zawiązek Nowicjatu Generalnego dwie charakteryzowało szczególne powołanie do misji zagranicznych: Oktawię Berthold i Eugenię Audé. Funkcja matki asystentki dawała Matce Duchesne okazję przyjmowania misjonarzy, którzy prosili Panie Sacré Coeur o gościnę i umożliwiała młodym zakonnicom korzystanie z ich opowieści.
Ojciec Barat napisał do swojej siostry i do Filipiny na temat biskupa Luizjany i misji w jego diecezji. W połowie listopada Filipina otrzymała list, który bardzo ją uradował:
W wieczór jego wyjazdu do Prowansji miałem długą rozmowę z biskupem, podczas której poważnie rozmawialiśmy o Misji w Luizjanie i o tobie. Twoi przełożeni uznali nadprzyrodzony charakter twojego powołania, a Monseigneur pragnie, abyś mu pomogła w jego rozległej diecezji. Ty (sama) pragniesz tego szczerze i wiernie, sprawa jest więc załatwiona. Pozostaje zadecydować o chwili twego wyjazdu i o sposobach wykonania tego projektu.”
Dla Ojca Barat było to takie proste. Nie mając żadnej władzy w tej dziedzinie liczył na swój wpływ, jako brata Matki Generalnej, i rozpoczął nawet omawiać sprawę z humorem: „Potrzebować będziesz trzech zakonnic, aby ci towarzyszyły, ale powinny to być wielkie dusze, a pośród kobiet wielkie dusze są rzadkością. Myśl ta może cię zniechęcić, ale od tak dawna wzdychasz do twoich Dzikich i z taką stałością, że może Bóg w twoim wypadku uczyni wyjątek i nie będzie żądał, abyś była (tą) właśnie wielką duszą.”

List ten uradował Filipinę, bo w końcu otwierała się przed nią droga. Minęło jedenaście lat od chwili, w której wyraziła Matce Barat pragnienie poświęcenia się zbawianiu dusz w krajach misyjnych. Przez te lata oddała nieocenione przysługi Zgromadzeniu. Dowiodła swojej lojalności, wierności, zaufania, a wpływ świętej Magdaleny Zofii umożliwił ewolucję jej charakteru, łagodząc surową energię, wyciszając gwałtowne impulsy, które targały dawniej całą jej istotą. Założycielka była jej przewodnikiem, hamulcem, pomagając w ten sposób współpracować z łaską Bożą i stać się narzędziem dostosowanym do wszelkich zadań, jakie Bóg dla niej zachował. Na prośby Filipiny o wyjazd do Nowego Świata zawsze odpowiadała: „czekaj i módl się, pomyślimy o tym, obecnie nie jest to możliwe.



Matka Barat opowiadała później: „Kiedy 14 stycznia 1817 roku Msg du Bourg, biskup Luizjany miał uprzejmość złożyć nam wizytę, Matka Duchesne była poinformowana, bo kiedy przybył miała dyżur na furcie. Gdy przyszła mi powiedzieć, że on tam jest, błagała mnie, aby nie przepuścić takiej okazji. Nadeszła Boża Godzina, zapewniała mnie, i miałam powiedzieć tylko jedno słowo. Nie okazałam jej, że podzielałam jej opinię, lecz tylko odpowiedziałam, że jeśli biskup poruszy ten temat będę mogła z nim porozmawiać, ale poproszę o osiemnaście miesięcy na przygotowanie. Następnego dnia biskup odprawił Mszę w naszej kaplicy, później usiadłam i rozmawiałam z nim, kiedy jadł śniadanie. Powiedział mi, że życzyłby sobie osadzić w swojej diecezji zgromadzenia zakonne i z niecierpliwością oczekiwał tam zakonnic Najświętszego Serca. Jako że mnie naciskał, abym się zgodziła, mówiłam sobie w duchu: ‘sprawy idą z pewnością dobrze dla Matki Duchesne.’ Jemu (zaś) odpowiedziałam, że jeśli projekt dałoby się zrealizować będę miała kogoś gotowego do pracy. Monseigneur du Bourg ucieszył się i poprosił o spotkanie z tym przyszłym członkiem swojej diecezji. Kiedy ona weszła upadła na kolana, aby otrzymać jego błogosławieństwo. Łatwo jest wyobrazić sobie jej radość i okazywany przez nią entuzjazm…”
Monseigneur du Bourg kontynuował swój objazd Europy w poszukiwaniu misjonarzy. W maju ponownie zawitał w Paryżu i ku swemu największemu rozczarowaniu dowiedział się, że poproszono Matkę Barat, aby nie rozpraszała swoich zakonnic. Chociaż Ojciec Varin upoważnił Filipinę do złożenia ślubu oddania się w duchu posłuszeństwa misjom zagranicznym, to jednak był całkowicie przeciwny jej wyjazdowi w chwili, gdy Matka Generalna tak bardzo jej potrzebowała w paryskim klasztorze. Ojciec Perreau, jako przełożony kościelny Zakonu w imieniu kardynała de Talleyrand’a-Perigord’a128 również był zdania, że interesy Zgromadzenia wymagają obecności Matki Duchesne w jej ojczyźnie. Przychylając się do opinii swoich doradców Matka Generalna zdecydowała się odłożyć wyjazd misjonarek.
16 maja biskup przybył złożyć ostatnią wizytę w Domu Sacré Coeur. Był to wrażliwy mężczyzna, który wiedział, jak wykorzystać zalety i wady swego temperamentu. Tego piątkowego popołudnia był zawiedziony, a kierując się ku drzwiom zewnętrznym mało czynił wysiłków, aby ukryć niezadowolenie, jakie wzbudził w nim taki opór. Nagle w zarysie drzwi pojawiła się Matka Duchesne. Wiedziała, co zaszło i nie mogła już dłużej powstrzymać swej żarliwości i obawy. Padła więc na kolana na progu drzwi, przez które przejść miał biskup, ze złożonymi rękami błagając Matkę Generalną: „Twoje przyzwolenie, Matko, daj twoje przyzwolenie”. Płomień cichej modlitwy wzniósł się z tych trzech gorliwych serc, po czym święta Magdalena Zofia przemówiła z głęboką miłością, jaką odczuwała do tej najstarszej ze swoich córek: „Tak, moja droga Filipino, przyzwalam i zacznę zaraz szukać ci towarzyszek.”
Ojciec Barat dowiedział się o decyzji przez Msg du Bourg’a, który przyjechał do Bordeaux w połowie czerwca, aby zaokrętować się do Ameryki. Cztery miesiące później biskup pisał do Filipiny z Baltimore, uprzedzając ją o trudach podróży przez Atlantyk, dodając jednak, że codziennie mężczyźni, kobiety i dzieci przebywają Ocean i kierują w dolinę Mississipi, aby znaleźć tam wielkie korzyści materialne, „a czyż nie powinniśmy czynić podobnie”, dodawał, „z o wiele większym zapałem dla chwały naszego Mistrza i dla zbawienia dusz, które były odkupione Jego krwią?”
Matka Duchesne miała nadzieję, że towarzyszką jej misji stanie się siostrzenica, Alojzja Jouve, jeśli nawet nie w grupie pionierek, to później, kiedy ukończy ona wymaganą w Zgromadzeniu formację przed ostatnimi ślubami. Zdrowie Alojzji było jednak wtedy bardzo osłabione. To, co z początku wydawało się nieznacznym zranieniem stopy, okazało się niebezpieczną infekcją krwi i nie goiło się. Zasięgnięto opinii najlepszych lekarzy Delfinatu. Pani Jouve wybłagała u przełożonych zgodę na zabranie córki i na leczenie jej w domu. Jednak Alojzja odmówiła, a Matka Duchesne próbowała przez chwilę przekonywać siostrę, aby nie nalegała. Wkrótce jednak sama napisze do niej w imieniu Matki Generalnej, udzielając oczekiwanego pozwolenia. Młoda zakonnica spędzi kilka tygodnie w domu, bez żadnej poprawy swojego stanu zdrowia. Myśl o podróży chorej do Paryża129 dała Filipinie nadzieję, że ujrzy ją raz jeszcze, lecz przerastało to już siły młodej zakonnicy. Powróci ona do Sainte Marie, aby z odwagą znosić długą agonię, podczas gdy jej ciotka przygotowuje swoją wyprawę do Ameryki.
Przyszła misjonarka zaczęła poważnie uczyć się angielskiego. Szczęśliwie nie mogła przewidzieć, do jakiego stopnia język ten będzie dla niej trudny. Wycofała także, ile się dało pieniędzy z różnych inwestycji dokonanych za pośrednictwem kuzynów: „Braci Perier”, i z dóbr, które posiadała jeszcze wspólne z siostrą Amelią. Klasztor w Paryżu nadal potrzebował funduszy i czuła się zobowiązana pomóc mu, wiedząc, że w odpowiedzi on również wspomoże ją w jej misji. Sumę dziesięciu tysięcy franków uznano za równowartość udziału Filipiny w posiadłości w Grâne, a siostra wypłaciła jej tę sumę w roku 1817.

Filipina powiadomiła o swoich projektach dotyczących misji amerykańskiej ukochaną kuzynkę Józefinę Savoye de Rollin, która, od kiedy przebywała w Paryżu130, często odwiedzała Filipinę. Obie kobiety zachowały względem siebie niezmienne uczucie od czasu wspólnego dzieciństwa w Sainte-Marie. Filipina tęskniła za trudnym życiem misjonarskim, Józefina znajdowała upust dla swej wielkoduszności w pracy dla najuboższych. W różnych miastach, w jakich jej mąż był prefektem, wyrobiła sobie solidną reputację kobiety mądrej, dobrej i łagodnej. Co wieczór czyniła honory domu w Prefekturze, po całodziennej pracy nad poprawą losu najuboższych. Dysponowała wielką fortuną, lecz nigdy nie żyła w luksusie; swoje bogactwo pomnożyła przez użytek, jak zeń uczyniła.


W dniu swych czterdziestych ósmych urodzin Filipina usiadła za biurkiem, aby napisać do Józefiny. Zaczęła już rozwijać w sobie cechę typową dla misjonarzy: zwyczaj proszenia o pieniądze. Niestety nigdy w tej dziedzinie nie odniosła wielkich sukcesów.
Korzystam z okazji, aby do ciebie napisać. Jestem również bardzo zainteresowana, i nie wstydzę się użyć słowa ‘zainteresowana’, bo przedmiot nie jest osobisty, lecz dotyczy służby Bożej i naszych bliskich. Odkąd wyjechałaś z Paryża moje pragnienie misji amerykańskiej nie zmniejszyło się i Bóg zdaje się wysłuchiwać mojej modlitwy. Widziałam biskupa Luizjany w przeddzień jego wyjazdu. Musi być teraz w Ameryce. Nasza Matka Generalna obiecała mu pięć czy sześć zakonnic na przyszłą wiosnę i jestem jedną z nich, pisała. Mamy więc przygotować to, co jest konieczne dla zakrystii. Ponadto wikariusz generalny Monseigneur’a du Bourg’a, który przebywa w Bordeaux jako agent misji napisał do naszej Matki Generalnej błagając ją o sprawienie mu nakrycia, muślinu, galonu i wszystkiego, czego można by użyć, aby uszyć szaty kapłańskie i wszystkiego, co może wywołać wrażenie na Dzikich w wystawności obrzędów liturgicznych. Jesteś tak współczująca dla wszystkich nędz fizycznych, że wiem, iż będziesz jeszcze bardziej zainteresowana nawracaniem dusz… Dowiedziałaś się od mego kuzyna, Augustyna Perier131, że podjęłyśmy część pieniędzy, które złożyłaś, i wiesz dlaczego to czynimy. Przypomnij mnie miłej pamięci Pana Savoye de Rollin, mojej ciotki Perier, wszystkich kuzynów, a zwłaszcza Pani Teisseire.



Jestem w Sercu Jezusa twoją oddaną kuzynką.”
Był to pierwszy z listów Filipiny, jakie Józefina zachowała. Pisywały do siebie przez lata, co prawda nieczęsto, ale wystarczająco, aby uczynić z treści ich listów najpewniejsze i najbardziej przejrzyste źródło informacji na temat charakteru Filipiny Duchesne.

ROZDZIAŁ 5



Directory: images
images -> Lokalna strategia rozwoju lokalnej grupy działania „lider zielonej wielkopolski” na lata
images -> „ Gra tajemnic reżyseria Morten Tyldum. Czas projekcji 110 minut
images -> Wykład z polityki gospodarczej Temat 3 Polityka pieniężna I walutowa Pojęcie I cele
images -> Skarżyski klub szaradzistóW „anagram” zał. 12 maja 1958 roku przy miejskim centrum kultury im. Leopolda staffa 26-110 skarżysko-kamienna, ul. SŁOwackiego nr 25
images -> Załącznik 1
images -> Postępowanie znak: sz-2100-13(52/ZP/07)-07
images -> Spzoz/ZP/…
images -> Xviii konferencja naukowo – szkoleniowagastroenterologii klinicznej wp
images -> Załącznik nr 3 do siwz opis przedmiotu zamówienia (opz) dot przetargu nieograniczonego znak: A/ZP/szp. 251-37/16 na: „dostawę wraz z wdrożeniem zintegrowanego elektronicznego systemu zarządzania dokumentacją medyczną”

Pobieranie 2.06 Mb.

Share with your friends:
1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   26




©operacji.org 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna