Louise callan, rscj



Pobieranie 2.06 Mb.
Strona4/26
Data25.10.2017
Rozmiar2.06 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   26

Pod kierunkiem świętej



1804 - 1805

Zakon, do którego pragnęła wstąpić Filipina i jej towarzyszki istniał zaledwie od czterech lat49, kiedy jego założycielka przybyła do Sainte-Marie, aby utworzyć tam drugą jego wspólnotę. Pracowała pod kierunkiem Ojca Józefa Varin, który za świętość poczytywał pozostawioną mu w dziedzictwie wolę świątobliwego Leonora de Tournély50. Ten zebrał wokół siebie grupę księży, Ojców Najświętszego Serca, z ambitnym planem wskrzeszenia Towarzystwa Jezusowego. Przed śmiercią w roku 1797 powierzył swoim uczniom bardzo żywe natchnienie dotyczące założenia zgromadzenia kobiet, które poświęciłyby życie Najświętszemu Sercu Jezusa. Ich celem byłaby pomoc w odrodzeniu duchowym Francji poprzez życie kontemplacyjne, do czego dochodziłoby nauczanie młodzieży i kierowanie rekolekcjami.

Z czterech osób rozpoczynających dzieło w Paryżu w roku 1800, pozostały jedynie dwie. Stowarzyszenie powiększało się w sposób zachęcający w Amiens, gdzie w roku 1801 otwarto pierwszy dom. Jesienią 1803 roku Ojciec Varin pisał do wątłej i nieśmiałej Przełożonej, znanej pod nazwiskiem Pani Zofii Barat: „Trzeba wkrótce koniecznie uformować drugi dom, bo są inne, które są albo zdaja się być uczynione dla was, a gdzie je dać?51 Kiedy Ojciec Roger odwiedził Sainte-Marie wiosną 1804 roku, nie uczynił żadnej uwagi na temat możliwości połączenia obu wspólnot. Zaraz jednak po swym powrocie do Lyonu złożył Ojcu Varin tak korzystny raport, że ten zdecydował się odwiedzić stary klasztor w miesiącu lipcu, aby sam to osądzić.

Filipina Duchesne mało zdawała sobie sprawę z wywołanego przez siebie wrażenia, a tymczasem w tym samym tygodniu Ojciec Varin pisał do Pani Barat:


Podczas podróży ubiłem dla was dobry interes, który jednak, jak się wydaje, wymagałby twojej obecności. Ale jest trudność, że chyba nie możesz podzielić się na czworo!” 52
Sześć dni później dodawał:
Nie chodzi jeszcze wcale o to, aby cię dzielić na czworo, ale, wyobraź sobie, na dwoje... Ale (zaraz) zawołasz: „O! mój Boże! jak to zrobić? Tyle już jest kłopotów z prowadzeniem jednego biednego, małego gospodarstwa.” Modica fidei, quare dubitasti...53 Nasz Pan podejmie się tego... Miej ufność.” 54
Zanim Pani Barat mogła przedsięwziąć podróż do Grenoble, wiele było do zrobienia w Amiens, i prosiła o trochę czasu. Wierny swej obietnicy Ojciec Varin nadal nalegał, aby przejęła Sainte-Marie. Pisał 6 października:
Módl się i proś o modlitwy w tej intencji. A przede wszystkim niech Cię podtrzymuje żywa ufność, i oddaj się na przepadłe, ze świętym zawierzeniem w ręce N. P. J. Ch. Piszę dziś do Pani Duchesne. Jej list ucieszył mnie bardzo. No! Bardzo bym się pomylił, jeśli nie ma w niej duszy wielkiej i ofiarnej. Nie ukrywam przed tobą, że to właśnie ją miałem głównie na względzie, kiedy rozważałem celowość twojej podróży. Widząc ją, powiesz: ‘Oto jedna z nich’.” 55

Kilka dni później Ojciec Varin, przejazdem w Amiens, spotkał się z małą wspólnotą dobrze zadomowioną w kolegium przy ulicy Oratoire, gdzie zakonnice wprowadziły się w miesiącu wrześniu. Znał to miejsce, bo Ojcowie Wiary właśnie je opuścili. Zbierając cały Dom wyjaśnił swoje plany odnośnie nowej placówki. Siostry wahały się, podkreślając swoje ubóstwo i zbyt małą liczbę personelu do takiego przedsięwzięcia.


Możecie z pewnością obyć się bez dwóch, albo trzech osób” - nalegał ksiądz. „Na przykład bez Siostry” - patrzył Pani Barat prosto w oczy, „i bez tej nowicjuszki”, kontynuował, wskazując na Rosalię Debrosse56, „powinnyście zabrać ze sobą Siostrę Maillard57. Nie zwracając najmniejszej uwagi na zdziwienie dające się wyczytać z twarzy, nalegał: „znajdziecie tam towarzyszki, które wam pomogą, a zwłaszcza jedną... Tylko dla tej jednej warto by było pójść na koniec świata.

Następnie mówił o Filipinie Duchesne z takim entuzjazmem i z taką pewnością, co do zamysłów Bożych odnośnie jej osoby, że rozproszył wszelkie obawy58; jego propozycja została w końcu z odwagą zaakceptowana. Pani Baudemont59 miała objąć funkcję Przełożonej pod nieobecność Pani Barat, po ceremonii ślubów 21 listopada60.


W tym samym czasie w Sainte-Marie również toczyły się rozmowy, powtarzano sobie na rekreacjach to, co jedna czy druga wiedziała o Pani Barat. Urodziła się ona w rodzinie rzemieślniczej w małym burgundzkim miasteczku Joigny, jej starszy brat, który był księdzem, dał jej, jak na tamte czasy i dla kobiety, wykształcenie ponadprzeciętne. Nim stał się Ojcem Wiary pełnił funkcje profesora w seminarium w Sens, i podczas Terroru o włos uniknął gilotyny. Pani Barat miała na imię Magdalena Ludwika Zofia. Swoje nauki ukończyła w Paryżu po Rewolucji. Postępując wbrew woli matki, ale z pomocą brata, zdecydowana była wstąpić do Karmelu, kiedy to po raz pierwszy zetknęła się z Ojcem Varin. Chociaż była niepozorna, małego wzrostu, powściągliwa i skromnie ubrana, rozpoznał w niej od razu osobę, której potrzebował dla skutecznego przeprowadzenia projektu Leonora de Tournély: utworzenia Zakonu złożonego z kobiet całkowicie poświęconych Najświętszemu Sercu Jezusa, a którego pierwszym celem byłaby Chwała Bożego Serca.

Poczynając od tego momentu opowieść stawała się trudniejsza: miłość do Jezusa Chrystusa, całkowita konsekracja, brak innego celu poza Chwałą Najświętszego Serca... Dobrze, że po tych rekreacjach następowało milczenie i modlitwa, bo inspiracja taka bardzo rozpalała wyobraźnię tych młodych, żarliwych kobiet. Nawet rozmowna Maria Balastron61 milkła i z niecierpliwością oczekiwała na to, by jak najszybciej ujrzeć przybywającą Panią Barat.


Była już zima, ogień trzaskał w obszernych kominkach Sainte-Marie, kiedy kurier z Lyonu wspiął się stromą uliczką z listem z Amiens, noszącym datę 2 listopada i zaadresowanym do Pani Rivet. Był to pierwszy list od Pani Barat. Czytając go pięć młodych kobiet odnosło wrażenie, że już ją zna i wykonuje jej polecenia. Liczyły dni do 21 listopada, kiedy to Pani Barat miała rozpocząć podróż. Ile trzeba jej będzie czasu, aby przybyć do Grenoble?
W Amiens tymczasem z przejęciem obchodzono czwartą rocznicę istnienia Zgromadzenia. Katarzyna de Charbonnel62, Maria du Terrail63 i Rozalia Debrosse złożyły swoje pierwsze śluby w obecności Ojca Varin i Pani Barat. W tym dniu więcej było niż zwykle aktywności w klasztorze, czyniono bowiem ostatnie przygotowania do wielkiego wyjazdu następnego ranka. W owych czasach podróże były jeszcze rzadkością, a jazda dyliżansem z Amiens do Grenoble, położonego w odległości pięciuset kilometrów, stanowiła coś wyjątkowego.

Podróż przebiegała w pięciu etapach: Paryż, Joigny, gdzie zakonnice spędziły tydzień w rodzinie Zofii Barat, następnie Lyon, gdzie miały czas przeczytać listy Ojca Varin, w których długo się on rozwodził nad centralną postacią Sainte-Marie. W końcu 13 grudnia rano pojazd przybył z turkotem na bruk Grenoble. Około jedenastej Pani Barat i jej towarzyszki zanurzyły się w wąskie przejście obramowane wysokimi murami, aby przybyć na taras przed wejściem do klasztoru. Weszły w ciemny korytarz, zimniejszy i bardziej wilgotny od ulicy, kiedy nagle smukła i ubrana na czarno sylwetka przybliżyła się do nich, i zanim Matka Barat miała czas zareagować, Filipina Duchesne była już u jej stóp powtarzając słowa proroka: „Jak piękne są na górze stopy tych, którzy przynoszą nam Ewangelię pokoju!” 64



„Pozwoliłam jej na to przez czyste zaskoczenie”, mówiła Pani Barat, opowiadając o swoim pierwszym spotkaniu z Filipiną. „Byłam osłupiała w obliczu takiej wiary i takiej pokory, i nie wiedziałam, ani co powiedzieć, ani co zrobić.”

Mało jest scen tak poruszających z życia świętych, jak ta z życia tej kobiety drobnej i kruchej, w prostym czepku podróżnym, z torbą w ręku, jedną czy dwiema paczkami na ramionach, z szeroko otwartymi oczami utkwionymi w tej klęczącej przed nią zakonnicy. W kilka sekund Filipina była znów na nogach, aby przyjąć Ojca Roger’a i księdza Coidy, Rozalię Debrosse i Małgorzatę Maillard, zanim jej towarzyszki dotarły do wejściowych drzwi. Wszystko odbyło się w prosty sposób i bez większych formalności. Ojciec Roger osadził Matkę Barat jako Przełożoną, a szczegóły ustalił z Ojcem Coidy, który pełnił funkcje kapelana i spowiednika. Powstała kwestia rekolekcji przed Bożym Narodzeniem, ale Matka Barat uznała, że mądrzej będzie nieco odczekać, aby członkowie małej wspólnoty zdążyli się zapoznać65. Ojciec Roger powrócił do Lyonu pozostawiając Matce Barat kierowanie fundacją. Wiedział, że wypełni ona swój obowiązek.

Filipina i Pani Rivet od razu poczuły się z nią swobodnie; Maria Balastron bardzo szybko się przyzwyczaiła, Cecylia Second66 była jeszcze speszona swoim monastycznym otoczeniem, a Emilia Giraud zachowywała powściągliwość. Mądrość, takt, dojrzałość, z jaką postępowała Matka Barat świadczyły o duchu świętości przenikającym jej pracę. Badała charakter swoich dwóch starszych córek podczas spotkań z nimi w rozmównicy, na rekreacjach, w godzinach sprzątania czy nadzoru w szkole. Modliła się za nie o łaskę rozwinięcia ducha i cnót, jakie powinny charakteryzować członków tego małego Zgromadzenia: modlitwę, życie wewnętrzne, serdeczną wielkoduszność, której towarzyszy bezgraniczny zapał w służbie Najświętszego Serca. Było to wzniosłe powołanie i wiedziała, ku jakim szczytom, zgodnie z zamysłem Ojca Varin, ma pociągnąć Filipinę Duchesne.

Następnego dnia po przybyciu Matki Barat, Filipina posłała do swej siostry pospiesznie napisane słówko:


Jakaż to radość rozpoznać twój charakter pisma pośród listów, które mi przekazano kilka dni temu. To dowód, że wyzdrowiałaś... Eufrozyna nie napisze ci dzisiaj, bo przyjazd trzech zakonnic przybywających z Amiens zaburzył program szkoły. Ojciec Roger towarzyszył im tutaj z Lyonu. Mamy wiele szczęścia, że tu są, a jedna będzie naszą Przełożoną. Podbiła nas swoimi serdecznymi manierami.”
Opóźniono oficjalne otwarcie nowicjatu, aż do chwili, w której Matka Barat wprowadziła małą grupkę w zwyczaje już ustalone w nowym Zgromadzeniu. Okres Adwentu pozwolił jej położyć nacisk na milczenie, wyciszenie i oderwanie. W wieku trzydziestu pięciu lat Filipina znowu była w roli debiutantki w duchowej szkole, której lekcje miały za podstawę te same zasadnicze pouczenia, z którymi zapoznała się już u Wizytek.
Stajenka Betlejemska była zaledwie nieco bardziej otwarta na wiatr i deszcz, niż pewne partie klasztoru, chociaż tyle już zrobiono, aby uczynić go mieszkalnym. Śnieg swobodnie wnikał do pomieszczeń bez drzwi i okien. Filipina nie przywiązywała do tego większej wagi, ale Matka Barat i inne siostry nie mające zdrowia tak silnego, jak ona, trudniej to znosiły. Wszystko jednak przyjmowano z radością i nowicjat oficjalnie otwarto w ostatnim dniu roku 1804. Matka Barat czuła się w swojej nowej wspólnocie już zupełnie swobodnie, aby rozpocząć duchową formację sióstr, jedyny cel jej przyjazdu do Sainte-Marie. Konieczny czas poświęcano również dwóm szkołom, z których jedna liczyła siedemnaście pensjonarek, a druga dwadzieścia uczennic. Resztę dnia przeznaczano na nauczanie religii i konferencje pozwalające Matce Barat wprowadzić nowicjuszki w życie zakonne charakterystyczne dla ich Zgromadzenia. Nim rozpoczęła ona swoją pracę w Grenoble, Ojciec Varin nalegał: „Aby pozyskać (dusze), lub aby je kształtować samemu potrzeba mieć duszę, nie małą, nie zwykłą, lecz wielką, szeroką, szerszą niż ocean.” 67 W liście na Nowy Rok 1805 pisał: „Nie będzie komplementów, ale życzenia: pracujcie, cierpcie dla J. Ch., nigdy się od Niego w waszym życiu nie odłączajcie; umrzyjcie w Jego miłości i królujcie z Nim na wieki” 68.

Przyjęto jezuickie metody medytacji i rachunku sumienia, lecz przede wszystkim ku modlitwie myślnej kierowała Matka Barat swoje nowicjuszki. Wierna nauczaniu Ojca Varin uważała, że przemiana dokona się tylko w tej mierze, w jakiej miłość Najświętszego Serca będzie rosnąć w sercach jej córek. Jej nieustanną troską było coraz gorętsze rozpalanie ich tą miłością i podsycanie tego płomienia poprzez modlitwę i ofiarę. Wielkoduszność, z jaką zakonnice odpowiadały na jej sugestie, napawała Matkę Barat wdzięcznością wobec Boga, ale i ostrożnością.

Należało zmienić rozkład dnia i wizytkowskie zwyczaje życia w Sainte-Marie. Zmiany te wymagały od przełożonej dużego taktu. Więzy należało przecinać łagodnie i nie stwarzając wrażenia, że zastępuje się je lepszymi rozwiązaniami, lecz tylko metodami bardziej dostosowanymi do pracy, jaką miano wykonywać. Matka Barat za zasadę przyjęła zalecenia napisane jej przez Ojca Varin niewiele przed jej przybyciem do Sainte-Marie: „stanowczość w swoim czasie, nigdy twardość, dobroć i miłość zawsze i wszędzie69. Kiedy podejmuje się dzieło już rozpoczęte, i kiedy widzi się w nim wiele do zreformowania, potrzeba raczej cierpliwości i ostrożności, niż gorliwości. Trzeba postępować łagodnie, zacząć od zdobywania serc, reszta przyjdzie z czasem i w szczegółach, bez hałasu i bez wrzawy” 70.

11 stycznia Ojciec Roger rozpoczął rekolekcje dla nowicjuszek. Nauki i konferencje odbywały się w małej kaplicy nad zakrystią, gdzie przechowywano Najświętszy Sakrament. Dom nosił jeszcze wszelkie znamiona klasztoru klauzurowego, ale Ojciec Roger poinformowany był o przewidywanych modyfikacjach, mających na celu dostosowanie klasztoru do sposobu życia członków Zgromadzenia Najświętszego Serca. Zakonnice miały ukazywać zewnętrznemu światu obraz mniej surowy niż poprzednio, ale wewnątrz klasztoru obowiązywała prostota, wspólnota dóbr, ascetyczne milczenie i radosne posłuszeństwo. Każdego dnia podkreślał on konieczność wyrzekania się siebie i oderwania od wszystkiego. Wkrótce nowicjuszki podjęły codzienne zajęcia, a Matka Barat mogła z radością oglądać, jak w sposób pewny zdążają ku zakonnej doskonałości. Często musiała powstrzymywać ich gorliwość, zwłaszcza Filipiny. Jej wiek i poprzednia pozycja we wspólnocie zdawały się pociągać ją w stronę najskromniejszych prac, najmniej wygodnego pokoju, ciągłych umartwień. Jej posłuszeństwo miało charakter nadprzyrodzony.


Matka Barat uczyła nowicjuszki nie tylko modlitwy i duchowości Najświętszego Serca, lecz i tego, co było jej znane na temat nauczania. Na pensji, której była mistrzynią główną71, nauczała i rozwijała u dzieci żarliwe nabożeństwo do Najświętszego Serca. Szkoła powiększała się, wspólnota czuła się w pełni szczęśliwa i wszystko zdawało się zdążać ku lepszemu. Jednak Pani Ciekawość zadawała pytania, a odpowiadała jej Pani Pogłoska; z ust do ust przekazywano sobie różne historie, a dawne plotki rozbudzały w sercu Filipiny stare cierpienia72. Praca łaski dokonywała się już jednak w jej duszy. Głębokie uczucie, jakie żywiła do Matki Barat ukazuje więzy przyjaźni powstające pomiędzy tymi dwiema wartościowymi kobietami. Mimo różnicy wieku i doświadczenia, od pierwszej chwili spotkały się i zrozumiały, młodsza stała się matką i przewodnikiem, a starsza z dziwną dla jej charakteru uległością stała się ponownie duchową córką, gotową kształtować swoje życie zakonne podług wzorca, który Magdalena Zofia czerpała w Najświętszym Sercu.

Na początku Wielkiego Postu Matka Barat musiała odbyć podróż do Lyonu. Zamierzała spotkać się tam z Ojcem Varin, odbyć rozmowy z proponowanymi przez niego do nowicjatu kandydatkami i bardzo prędko powrócić do Grenoble. Jej pobyt przedłużył się jednak, a kierownictwo nowicjuszek kontynuowała przez listy.

Również i w duchowości Filipiny odnalazła rys, który był jej drogi i który wzajemnie je do siebie przybliżał: miłość do Pieśni nad Pieśniami, nieobecną u tych, którzy zdążają zwyczajną drogą modlitwy. Z towarzyszką tą mogła wspiąć się ku „zagłębieniu w skale” i tam się ukryć, mogła mówić sercem do serca o Umiłowanym, o Oblubieńcu, który każe na siebie czekać i nieprzeparcie pociąga ku Sobie dusze. Energiczna i pełna werwy, umiała też łatwo przechodzić od powagi do wesołości, a jej poczucie humoru ukazuje żartobliwa uwaga pod adresem przyjaciółki:
Czuwaj w dalszym ciągu nad sobą, moja droga córko, i rośnij w każdej chwili w Miłości J. Ch.. Niech miłość ta pochłonie wszystko, co nie jest Nim; twój Oblubieniec pragnie twego serca bez reszty, bez zastrzeżeń. Wciąż kieruje do ciebie te słowa: Surge amica mea et veni73 i te wcześniejsze: Tempus putationis advenit, flores apparuerunt in terra nostra, vox turturis audita est, propera, amica mea, et veni74. Dokąd jednak ma iść Oblubienica? Czy na Tabor? In foraminibus petrae, in caverna maceriae75. W samotność, i to samotność straszną dla natury i zmysłów: śmierć wszystkiego, ogołocenie bezwzględne. Capite parvulas vulpes76 i wyrzućcie je poza winnicę. Czy nie dosyć wyrządziły szkody? Prawda, że nieprzyjaciele ci są przebiegli i chytrzy, lecz nie oprą się wytrwałości i wymagają raczej stałego czuwania niż wielkich wysiłków, bo są słabi, kiedy rozezna się ich podstępy i ich przebiegłość. Rozumiesz, że nie mówię ci o składaniu nowych ofiar; mogłabyś tak pomyśleć i nimi się zamęczyć. Nie, lecz (mówię) o nieustannym wyrzekaniu się siebie, o nabyciu ducha pokory i słodyczy, ducha modlitwy itd. To jest dla ciebie zagłębienie w skale, a tym, co sprzeciwia się twemu wejściu (w nie) są małe lisy, które trzeba przepędzić. Wykonuj więc tę pracę z ufnością i pokojem...” 77

Kiedy wkrótce po Wielkanocy Matka Barat powróci do Grenoble przyjmie ją w Sainte-Marie grupa uszczęśliwionych zakonnic i nowicjuszek. Pozostawiono je w bardzo dobrych rękach. Matka Genowefa Deshayes78, jedna z pierwszych towarzyszek założycielki, przybyła z Amiens, aby czasowo zająć się Domem. Wcześniej już nauczała i całkiem zwyczajnie włączyła się w prace domu Sainte-Marie.

Matka Barat podzieliła się ze wspólnotą tym wszystkim, czego dowiedziała się w Lyonie: projektem fundacji w Belley, nowinami o pracy Ojca Varin, a zwłaszcza opowieścią o audiencji u Ojca Świętego. Siostry wszystkiego chciały się dowiedzieć. Pius VII odjeżdżał do Rzymu po koronacji Napoleona, a jego podróż była rodzajem triumfu dla francuskich katolików. Matka Barat miała przywilej uczestniczyć w papieskiej Mszy: uklękła drżąca i pełna szacunku, aby otrzymać komunię z rąk Ojca Świętego. Podczas następującej po tym audiencji mogła docenić pełne dobroci serce papieża i jego umysł bez podstępu i goryczy. Oświecony przez Ducha Świętego Papież wysłuchał z uwagą tej drobnej kobiety tak po prostu przed nim klęczącej i mówiącej mu o dziele, które zapoczątkowała wraz z niejakim Ojcem Varin, aby uczcić Najświętsze Serce Jezusa. Zakon jej liczył dwadzieścia pięć osób i dwa klasztory, ale dzięki błogosławieństwu Wikariusza Chrystusowego będzie mógł się rozrastać, a przez świętość życia i doskonałość nauczania jego członków zakonnice te zdołaja chociaż po części przyczynić się do odrodzenia katolicyzmu we Francji.

Umocniona tą zachętą Matka Barat podjęła wychowanie nowicjuszek. Przebywając przy niej same mogły zobaczyć, do jakiego stopnia Pokora i Prawda są synonimami, i jak zwyczajne zapomnienie o sobie sprowadza wolność ducha. Przełożona stwarzała wrażenie osoby stale przebywajacej w Bożej Obecności, jako narzędzie w Jego rękach. Również i im zalecała, aby dały się Mu porwać dla Chwały Najświętszego Serca.


Dziennik z Sainte-Marie, który Filipina prowadziła na bieżąco, pokazuje, że Matce Barat często pomagali w wypełnianiu jej zadania Ojcowie Wiary przybywający do Grenoble na pracę misyjną. W lecie 1805 roku jubileuszowe kazania głosili ojcowie Gloriot i Lambert. Wynikły z nich nadzwyczajne owoce. Filipina nie przesadza notując, że zmienili oni oblicze grzesznego miasta i przynieśli słowo Boże do serc ludzi, którzy od dziesiątków lat o nim nie pamiętali. Przyjeżdżali oni regularnie głosić nauki nowicjuszkom, gdyż wiele spodziewali się po tym zgromadzeniu, który uważali za cząstkę swojej własnej rodzinny zakonnej.

Fragment Dziennika opisuje pierwszą wizytę Ojca Ludwika Barat. Filipina, która tak wiele o nim słyszała i z tak wielką niecierpliwością oczekiwała zapoznania się z nim, w jego obecności poczuła się niezręcznie. Jego surowość i pełna erudycji konwersacja nie spodobały się jej. Kiedy jednak wygłosił konferencję o zapale apostolskim, rozbudził w niej głębokie pragnienie stania się misjonarką. Chciała pomagać w zakładaniu Królestwa Chrystusowego na obcych ziemiach i nieść poznanie i miłość Najświętszego Serca do najbardziej odległych zakątków ziemi. Czytając kolejny raz Żywot Matki Marii od Wcielenia, wybierała Kanadę. Zwierzyła się ze swoich wielkich pragnień Ojcu Barat, który zachęcił ją i poparł jej wysiłki, ale pokierował ją raczej ku innym ziemiom niż Kanada, gdzie wyjeżdżało już zbyt wielu misjonarzy.


Ojciec Varin i Matka Barat uznali za konieczne opracowanie projektu Instytutu, który należałoby przedłożyć biskupowi Grenoble zanim zakonnice z Sainte-Marie złożą swoje śluby. Ojciec Varin powrócił z ojcem Roger’em 11 listopada, aby przygotować nowicjuszki do całkowitego oddania się Najświętszemu Sercu. Wspólnota i postulantki odbywały również rekolekcje i w tym samym czasie zajmowały się szkołą. Matka Henrietta Grosier79 przybyła z Amiens, aby im przez kilka tygodni pomagać, nim sama pojedzie zakładać klasztor w Belley, trzeci dom Zakonu. Podczas, gdy obaj ojcowie pracowali nad skróconym projektem Instytutu, Matka Barat poprosiła Filipinę, aby pomogła jej napisać wprowadzenie do tego dokumentu. Cel, duch, środki, sposób życia, reguły generalne... wszystko, co zasadnicze dla Zgromadzenia Najświętszego Serca zawarte zostało w tym pierwszym planie. Przez ostrożność opuszczono jedynie tytuł. Matka Barat nazwała swoje córki „Paniami od Chrześcijańskiego Nauczania”, aż do czasu, kiedy to nie istniałoby już żadne niebezpieczeństwo związane z przyjęciem ukochanego przez wszystkie imienia Zakonnic Najświętszego Serca Jezusa.

Biskup Klaudiusz Simon ustnie zatwierdził ten dokument i upoważnił do odprawienia obrzędu ślubów w Sainte-Marie, mianowawszy uprzednio Ojca Gaspard’a Rey’a przełożonym klasztoru. 21 listopada Filipina Duchesne, Maria Rivet, Maria Balastron, Adelaida Cecylia Second, Emilia Giraud, Wirginia Piongaud80 i Henrietta Girard81 złożyły swoje pierwsze śluby. Biorąc za temat słowa Mojżesza do Izraelitów: „Dzień ten będzie czczony pośród was”, Ojciec Varin wygłosił kazanie z natchnieniem o wiele bardziej proroczym, niż możnaby się tego spodziewać.

W następną niedzielę zapowiedział wyjazd Matki Barat do Amiens. Nie był on dla Filipiny niespodzianką, ale ofiarą. W piątek rano zebrały się wszystkie wokół swojej nowej przełożonej, Matki Genowefy Deshayes, na zwykłe pożegnanie, bo Matka Barat obiecała powrócić za kilka miesięcy. Matka Maillard wsiadła z nią do dyliżansu, obciążona pakunkami, torbami i zapasami.


1806 - 1812


W następnym tygodniu Filipina otrzymała list przysłany jej z Paryża z datą 10 grudnia 1805 roku:


Jedno słowo do ciebie, moja droga córko, w sprawie weksla, który ci posłałam; trzeba go spłacić w ciągu trzydziestu dni. Gdybyś mogła namówić twego kuzyna (Kazimierza Perier), aby ci go spłacił od razu, byłaby to wielka przysługa dla N... która obiecała robotnikom, że zapłaci im pierwszego stycznia, a nie ma ani grosza. Zajmiesz się też przekazaniem jej jak najszybciej tych pieniędzy. Twoja przyjaciółka Deshayes powie ci dlaczego.

To twój brat dał mi ten weksel. Pani de Rollin wyszła właśnie z biura, a chętnie bym się z nią spotkała! P. Jouve złożył mi w Lyonie wizytę; nie zadowolił się dostarczeniem mi pieniędzy, lecz z całą możliwą dobrocią ofiarował swoje usługi w Paryżu, gdybym ich potrzebowała. Zapewniam cię, że byłam pod wrażeniem tak szlachetnego postępowania, a rodzina mojej Filipiny, która już bardzo była mi droga, z każdym dniem staje się droższa...

Oczekuję rychłego słówka od ciebie, w którym mnie powiadomisz, że w dalszym ciągu cieszysz się pokojem, że wzrastasz w zjednoczeniu z N. P., czego tak gorąco ci życzę; zachowuj więc ten pokój i wszystko poświęć dla niego; posiadając go posiada się wszystko, bo jest on tronem, na którym lubi przebywać miły Jezus... Rośnij w miłości do Niego, a będziesz miała pokój. Jest on tym dobrem, które zostawił On swoim uczniom. Codziennie proszę N. P. o tę łaskę dla ciebie, zanoś do Niego tę samą prośbę za twoją przyjaciółkę, całkowicie ci oddaną na życie et in aeternum.” 82
Filipina potrzebowała tego pokoju duszy na nadchodzące lata.
Okres Bożego Narodzenia był dla szkoły i dla wspólnoty bardzo wypełniony. Matka Duchesne wybierała wszystkie najcięższe prace i na kolanach ofiarowywała wszystkie swoje myśli, wszystkie swoje działania Najświętszemu Sercu. Na początku roku 1806 skupiała w swoich rękach funkcje asystentki i sekretarki Matki Deshayes, mistrzyni głównej pensjonatu, nauczycielki w najstarszych klasach i infirmerki. Co prawda Sainte-Marie miała tylko trzydzieści uczennic, lecz znajdował się tam również nowicjat.

Dla jej rozwoju duchowego Filipiny nie było w jej życiu ważniejszego dziesięciolecia od tego, które nastąpiło po złożeniu przez nią ślubów w Zgromadzeniu Najświętszego Serca. Jest to też okres, w którym bardzo wyraźnie ujawnia się jej charakter. Kiedy zbliżała się do czterdziestki jej bardzo aktywne życie zostawiało, jej zdaniem, mało czasu na modlitwę, która była tchnieniem jej duszy: przez kontemplację jej intuicja dawała się pociągnąć w serce misterium.

W dniu Epifanii odwiedził Sainte-Marie Dom Augustin de l'Estrange83. Podróżował on po Europie w poszukiwaniu funduszy i chętnych do odbudowy klasztorów trapistów we Francji. Mówił również o misjach w Ameryce, ziemiach ulubionych przez misjonarzy chcących szerzyć poznanie królestwa Chrystusowego. Nieprzeparte pragnienie podzielania tego apostolstwa przeniknęło duszę Filipiny. 10 stycznia podjęła postanowienie wyjazdu jako misjonarka i modliła się w tej intencji przez dwa tygodnie nie mówiąc o tym nikomu.
Kamieniem probierczym życia wewnętrznego jest absolutne oderwanie. Matka Barat opuszczając Sainte-Marie w grudniu 1906 roku rozpoczęła życie ofiary, całkowicie oddane pracy, którą podjęła dla chwały Najświętszego Serca. Atmosferę w Amiens zastała odmienioną. Pani Baudemont doskonale zarządzała domem, lecz nie wyczuwało się już ciepła i wesołości niezbędnych dla życia wspólnotowego. Projekt instytucji zatwierdzony przez Biskupa Simon’a miał być poddany ocenie zakonnic z Amiens. Ojciec Varin i Ojciec Roger uczestniczyli w styczniu 1806 roku w zebraniu, na którym podjęto dwie ważne decyzje; pierwsza: Zgromadzenie przybierało otwarcie nazwę Najświętszego Serca, i druga: 18 stycznia wybierano przełożoną generalną. Powiadomiono zakonnice z Grenoble i z Belley, aby natychmiast wysłały swoje głosy. Matkę Barat wybrano przewagą jednego głosu.

Kilka dni po swoim wyborze Matka Barat na nowo podjęła korespondencję z Filipiną. Ich przyjaźń pozostała nietknięta, a listy Matki Generalnej świadczą o przemianach, jakich łaska dokonywała w duszy jej córki. Filipina pragnęła otworzyć serce przed swoją duchową matką wiedząc, że jej aspiracje misyjne zostaną zrozumiane, a dowodem jest jej odpowiedź na list Matki Barat:


„Moja szanowna Matko,
Pilno mi wyznać ci moją radość i wdzięczność dla Bożej dobroci po otrzymaniu twojego listu. Wolno mi więc oddać się najsłodszej z nadziei! Nie odbierasz mi ufności, że moje życzenia kiedyś się spełnią, mogę dążyć w pragnieniach i modlitwach ku krainom, w których zdołam nareszcie oddać pewne usługi Naszemu Panu i Nim się tylko bogacić. Jakże potężny to bodziec do pracy nad sobą, jaka też obawa, by nie stać się niegodna tak zaszczytnego przeznaczenia! Z jakimż szacunkiem, zmieszanym z rozczuleniem, słuchać będę tych rozkosznych słów: Posyłam cię... pomiędzy wilki, o, gdybyś mogła dodać: jak baranka! Z jakim uniesieniem wzięłabym twoją czcigodną rękę i położyła na swojej głowie, byś pobłogosławiła mi w ten sposób: Ab illo benediceris in cuius honore cremaberis!84 Często jestem duchem w chwili tej decyzji i, co więcej, w miejscach, gdzie obiecuję sobie pojechać. Czy uwierzysz w to jednak wiedząc, kim jestem? Bo nie jestem więcej warta niż w chwili twojego odjazdu, może nawet mniej. Im bardziej czuję się mocna na przyszłość, tym bardziej odczuwam moje obecne tchórzostwo. Dawno już nie przeżywałam tak ciężko Wielkiego Postu: jestem, żyję bardziej niż naturalnie, całkiem nieumartwiona, w pełni skupiona na sobie.” 85
Matka Barat odpowiedziała 28 marca:
Co! chcesz bym ci kiedyś udzieliła błogosławieństwa: Ab illo benediceris in cuius honore cremaberis? Jakąż ty masz ambicję! O, niech ci się ona spełni! Lecz jeśli ubiegasz się o tę łaskę, jeśli chcesz, aby ci jej Bóg udzielił, jaka musi być w chwili tej twoja żarliwość, aby Mu służyć! Z jaką wspaniałomyślnością powinnaś w każdej chwili składać Mu ofiary oczekiwane przezeń od duszy, dla której tyle uczynił i dla której przygotowuje jeszcze wielkie łaski...

Ten list dojdzie z pewnością za późno; pozwalam ci na czuwanie, na spędzenie nocy, jak mnie prosisz.

Z Bogiem moja droga i kochana córko. Bądź pewna bardzo żywego uczucia, jakie ci ślubowałam w Sercu naszego miłego Mistrza, i przez które jestem cała dla ciebie.” 86
Tak wyczekiwane pozwolenie spędzenia nocy Wielkiego Czwartku na modlitwie przybyło do Sainte-Marie właśnie w tym dniu. Wieczorem Filipina udała się do swego ulubionego kącika przy tabernakulum. Przez dwanaście godzin trwała nieruchomo na modlitwie. Była to noc wiary, nadziei i miłości, noc kontemplacji, której wielkim apostolstwem było zbawianie dusz dla Chrystusa. Napisała do Matki Barat z wielką prostotą, aby opisać jej tę noc modlitwy.
„Moja dobra i szanowna Matko,
Jaką radość i jakie dobro sprawił mi twój list. A było go potrzeba, aby zmiękczyć mą dusze, od trzech tygodni bardziej nieczułą od skały. Rozpłynęła się jak wosk przy ogniu żywiąc się pokarmem, który przed nią postawiłaś; oczy moje przestały być suche, a serce pogrążyło w słodkiej radości; delektowało się nią przez całą noc, bo list twój dotarł przed wigilią Wielkiego Czwartku. O błogosławiona noc! Doszłam w niej do przekonania, że po raz drugi zostałam wysłuchana. Wierzę, moja dobra Matko, że czysta jest radość, której doznaję i silna nadzieja, która we mnie rośnie. O, gdyby to było (już) pod koniec roku! Prawie bym sobie gratulowała. Całą noc spędziłam na Nowym Kontynencie; i podróżowałam w dobrym towarzystwie. Najpierw zebrałam w Ogrójcu, w Pretorium, na Kalwarii wszystką krew Jezusa; zaopatrzyłam się w nią w Najśw. Sakramencie, mocno ją trzymałam i wszędzie niosłam mój skarb, aby go rozlewać bez obaw, że się wyczerpie. Św. Fr. Ksawery zatroszczył się jeszcze, aby zaowocował ten drogocenny siew, i trwał u stóp Bożego tronu, aby prosić o otwarcie nowych ziem na to światło. Św. Franciszek Régis był przewodnikiem podróżnych, i wielu jeszcze innych świętych zazdrosnych o chwałę Bożą. Ostatecznie wszystko poszło jak najlepiej; nie mogłam memu sercu podsunąć żadnego (powodu do) smutku, nawet świętego, bo wydawało mi się, że Jezus Chrystus ze swoich zasług udzielił mi nowych sił. Dwanaście godzin nocy minęło szybko, bez zmęczenia, chociaż na kolanach. W przeddzień myślałam, że nie wytrzymam ani godziny.

Tyle miałam do zrobienia, także ze złożeniem wszystkich moich ofiar, z Matki... i to jakiej Matki! z Sióstr, krewnych, góry, a później znalazłam się sama z samym Jezusem, pośród całkiem nieokrzesanych, czarnych dzieci, i bardziej zadowolona z mojej gromadki niż wszyscy możni tego świata. Dobra Matko, kiedy mi powiesz: Ecce ego mitto te87, prędko ci odpowiem Vadam88. Trzeba będzie kazać mi poczekać na przyjemność rozmawiania (z tobą) o tym wszystkim, bo będzie tego zbyt wiele, aby od razu się zwierzyć. Nie chciałabym, aby co chwilę przychodzono z Matką rozmawiać, pragnęłabym ją mieć całą dla siebie.

Postaram się być smutna przez pozostałą część Wielkiego Piątku; lecz mało mam do tego skłonności, wzrosła we mnie nadzieja.

Z najgłębszym szacunkiem chylę się do twych stóp. Twoja pokorna i uległa córka Fil. D.

Wielki Piątek. Rano.” 89
Matka Barat nie powróci do Grenoble na Wielkanoc, lecz dopiero w miesiącu maju. Po Francji krążyły niepokojące pogłoski. Ojcom Wiary groziło prześladowanie ze strony francuskiego rządu. Ojciec Varin przez ostrożność zrezygnował z władzy sprawowanej nad fundacją nowego Zgromadzenia, ale wciąż pozostawał głównym doradcą Matki Barat. Proponował założenie nowego domu w Bordeaux, porcie załadunkowym najbardziej uczęszczanym przez misjonarzy. Jest również mowa o domu w Poitiers. Myśl o domu w Bordeaux porzucono, ale Przełożona Generalna musiała udać się do Poitiers. Opuściła Sainte-Marie zabierając ze sobą nie Filipinę, lecz Henriettę Girard. Nowa ofiara, którą Filipina umiała złożyć na modlitwie.

Z korespondencji trwającej przez lata, jakie nastąpią po tym wyjeździe pozostają jedynie listy Zofii Barat stanowiące cenne świadectwo naświetlające życie duchowe Filipiny w latach 1806 - 1812. Jej duchowa formacja Wizytki pomogła jej podczas Rewolucji; jej pociąg do modlitwy i życia wewnętrznego powiększył się jeszcze w trudnych latach 1792 - 1804. Dzięki radom Matki Barat stał się on dominującym rysem jej życia duchowego. Modlitwa Filipiny, jak można przypuszczać, sięgała chwilami szczytów, których zwykła dusza nie może poznać bez szczególnej pomocy łaski. Wydaje się jednak czymś oczywistym, że uzyskała ten poziom kontemplacji zanim zdobyła cnoty, które wyciszają duszę w jej codziennych aktywnościach. Niecierpliwa, pobudliwa, nazbyt wrażliwa, sama przyznawała, że łagodność, którą rozwinęła jako Wizytka trudniej jej było utrzymać po cierpieniach doznanych przez nią poza klasztorem w latach 1792 - 1804. Zmaganie z trudnymi okolicznościami, sprzeciw otoczenia posługującego się wszelkimi środkami, aby spowodować zmianę jej nastawienia, w końcu prześladowanie, wszystko to rozwinęło zarówno jej bojową naturę, jak i pewność siebie. Przez rok, który nastąpił po spotkaniu Filipiny z Magdaleną Zofią daje się zauważyć u niej stały wysiłek pracy nad poprawą charakteru. Nigdy nie będzie kimś łagodnym, ale nabędzie umiejętności panowania nad sobą i tłumienia swoich impulsów przez modlitwę.

Święta Magdalena Zofia pozostawiła Matce Duchesne, oprócz nauczania, funkcję zarządzania klasztorem. W starym budynku przebiegały prace remontowe. Zakonnice nie ośmielały się jeszcze nosić publicznie swojego stroju. Ubierały się w czarne suknie, a ich nakrycie głowy stanowił biały czepek, jaki wszystkie kobiety Francji miały zwyczaj nosić. Miesiąc po wyjeździe Matki Barat z Grenoble Filipina otrzymała od niej list z Poitiers, noszący datę 1 sierpnia 1806 roku.
Otwieram ci, kochana, moją duszę, lecz niech to będzie tylko dla ciebie i twojej Matki, jeśli zechcesz, i to wszystko. Tak bardzo pragnę, abyś kochała Jezusa, że w ogóle nie patrzę na siebie i chciałabym przelać w twoją duszę ufność i miłość, jaką ja powinnam dla Niego mieć, abyś kochała Go za mnie... Wiem, moja kochana, że Pan zdaje się teraz pozostawiać cię samej sobie, a przez to czyni bardzo trudnym dla ciebie praktykowanie cnót; to namaszczenie, ta słodycz, którą zwykle zlewa On na ofiary składane sercem ochoczym zostały ci odmówione, i jesteś zmuszona mówić, wraz z Oblubienicą z Pieśni nad Pieśniami: fasciculus myrrhae dilectus meus mihi 90; O! obyś mogła do tego dodać jeszcze dalszy ciąg wersetu i wyrazić to z taką, jak ona wielkodusznością. Tak, mimo że twój Umiłowany ukazuje ci się jedynie na krzyżu, powinnaś przycisnąć Go do serca z większą gorliwością niż gdyby ukazał ci się na Taborze otoczony chwałą.” 91
Wkrótce po swoim przybyciu do Poitiers, Matka Barat odbywa podróż do Bordeaux, aby spotkać się tam z grupą młodych kobiet pragnących wstąpić do Zgromadzenia. 30 sierpnia pisze do Filipiny:
Kilka dni temu odprowadzałam nasze towarzyszki wyjeżdżające do Poitiers. Kiedy przebywały Garonnę stałam na moście i patrzyłam za nimi, a właściwie przyglądałam się dosyć dużej liczbie statków stojących wszędzie przy jej brzegach. Wkrótce, straciwszy z oczu i z myśli Siostry z Bordeaux, przeniosłam się na twoją górę, a potem zdawało mi się, że obie znalazłyśmy się w tym mieście gotowe zaokrętować się na jednym z tych statków, aby wreszcie pojechać tam, gdzie cię wzywają pragnienia. Tak bardzo chciałam, abyś dzieliła ze mną widok tego pięknego portu, który jednak zainteresował twoją Matkę jedynie ze względu na myśli, jakie jej podsuwał.” 92
Matka Barat pozostała w Poitiers, aby założyć tam nowicjat i formować kandydatki przysłane przez Ojca Varin i innych Ojców Wiary. Mało listów powstało w tym okresie, są jednak świadectwem najbardziej bolesnych prób, jakie znieść musi mocna dusza w jej wstępowaniu do Boga.

Dom Augustyn de Lestrange powrócił do Sainte-Marie na Wszystkich Świętych. Mówił o misjach i o ojcu Józefie Marii Dunand. Ani opat, ani Matka Duchesne nie mogli przewidywać, że to właśnie Ojciec Dunand nadzorować będzie budowę pierwszego klasztoru Zgromadzenia Sacré Coeur w Nowym Świecie. Ojciec Barat również przyjeżdżał do Sainte-Marie; zachęcał Filipinę do umartwień, idąc niekiedy wbrew opinii swojej siostry. Pisze ona do Filipiny w lutym 1807 roku na temat Wielkiego Postu:


A teraz słówko do ciebie; również oszczędzaj swoje zdrowie i nie pość aż do podkopywania sił. Proszę, abyś na sen przeznaczała sześć godzin; w przeciwnym razie odbiorę ci twoją godzinę wieczorną93 i będziesz kładła się spać, jak inne. Rozumiesz, że nie przychyliłam się do prośby, jaką przedstawił mi mój brat w twoim imieniu, nie, nigdy nie zgodzę się na zaledwie pięć godzin snu przy tak wytężonej pracy, jaką masz; bądź więc rozsądna i zadowolona z tego, na co zezwoliłam; czy jeszcze mam ci się przyznać, że nieraz mam z tego powodu skrupuły. Boję się pobytu w Czyśćcu za to, że zbyt łatwo ulegałam twoim prośbom; twoja miłość upewnia mnie jednak, że będziesz się wtedy za mnie modlić... Pracuj więc nad nabyciem cnót…: łagodności, uprzejmości i równowagi duszy, które są owocami cierpliwości i gorącej miłości do Jezusa, czego ci życzę. O! kiedy to będziesz mogła wyrazić i odczuć znaczenie tych cudownych słów wielkiego apostoła: Żyję, już nie ja, żyje we mnie J. Ch.94 Pracuj codziennie nad tym, aby umrzeć sobie, aby J. Ch mógł w tobie żyć. Rozważaj często te dwa wersety z Naśladowania: Fili, quantum a te vales exire, tantum in me poteris transire, itd... 95, naprawdę zbyt mało znane, (jeszcze) rzadziej rozważane, a praktykowane przez bardzo małą liczbę dusz. Bądź jedną z tych nielicznych dusz! Jest to pragnienie twojej Matki, a gdyby zasługiwała na wysłuchanie, o to właśnie często prosi dla ciebie Boskiego Mistrza.

Zresztą, jeśli cię proszę o łagodność dla innych, proszę cię również o praktykowanie jej względem samej siebie, o znoszenie siebie z cierpliwością. Nigdy więc smutku po popełnieniu błędu, choćby ich było nawet sto w jeden dzień. Zdwojenie pokory i ufności w J. Ch.; oto, co mają sprawić.” 96
W Sainte-Marie Filipina była przeciążona pracą. Trudno jej było zaakceptować brak samotności i brak czasu na modlitwę. Na szczęście mogła wylać swoje serce przed duchową matką i mieć pewność jej zrozumienia i sympatii. Prosiła Ojca Barat o to, aby dano jej więcej wolności w sprawach nocnych adoracji. Magdalena Zofia odpowiada:
Otrzymałam twój list, moja droga córko, przesyłając mi go mój brat popiera twoją prośbę, radzi, abym się zgodziła; jeśli twoje zdrowie, na którym się nie zna, znieść może te długie czuwania, do których odczuwasz taki pociąg. Już dawno przystałabym na twoją prośbę, gdyby nie ta uzasadniona obawa. Niestety! bardzo często czułam, jak (ogromnie) potrzeba nam modlitwy, zaklinania Serca Jezusa, aby nam było przychylne, i to w nocy, kiedy tak mało dusz o Nim myśli, że chętniej wysłuchuje zanoszonych do Niego próśb. Ja powinnam wypełniać ten obowiązek; do mnie należy modlić się za was wszystkie. Słabość mojego zdrowia, a może i tchórzostwo nie pozwalają mi (jednak) nawet o tym myśleć. Zresztą, kto by chciał mi na to pozwolić?” 97
Filipina bardzo prędko posłuży się tym pozwoleniem, zakładając zgodę Ojca Varin i nie spodziewając się, że tak szybko będzie miała z nim do czynienia. Z uroczą naiwnością, lecz i ze smutkiem opisuje w Dzienniku jego wizytę, bo chociaż Ojciec Varin mówił o wychowaniu dziewcząt w koloniach, co wprawiło zakonnice w rozbawienie, zabronił im nocnych adoracji. Dla Filipiny jedynym sposobem uzyskania czasu na modlitwę było więc wyzwolenie się od części swoich odpowiedzialności. Prosiła, aby zastąpiono ją w pewnych funkcjach i pozwolono ukryć się pośród zajęć manualnych. Matka Barat odpowiada na tę petycję 7 września:
Pozostaje ci więc, moja droga córko, podtrzymywać pokój w twojej duszy poprzez praktykę pokory, łagodności, posłuszeństwa i uległości wobec twojej Matki. Otwórz przed nią swe serce z całą prostotą, Pan zawsze błogosławi taką prostolinijność. Zajmę się zmniejszaniem twoich zajęć zewnętrznych pozbawiając cię niektórych tytułów, czego już od dawna sobie życzysz, chociaż okoliczności nie pozwalały, aby ci tego udzielić. Niemniej niech to pozostanie między nami, póki sprawa nie zostanie uzgodniona z twoją Matką. Pan stopniowo resztę przeprowadzi.” 98
Obiecane zmiany nie dokonały się od razu, a przeniesienie Matki Emilii Giraud do Poitiers na wiosnę w roku 1808 było twardym ciosem dla Filipiny, która miała nadzieję zostać wezwana, aby zamieszkać przy Matce Barat. Powiedziała jej to otwarcie, a ta napisała:
Jesteś więc bardzo zagniewana, że nie poprosiłam cię, abyś przybyła do naszej samotni w Poitiers? Zapewniam cię, że często trzeba poświęcić swoje osobiste upodobanie dla większego dobra. Daję ci na to dowód trzymając cię w takim od siebie oddaleniu. Gdyby mi nie zależało na dobru waszego domu, lub gdyby Emilia mogła cię zastąpić, albo też gdybyś mogła wypełnić miejsce przeznaczone dla Pani Grosier nie wahałabym się ciebie wezwać; pół roku tutaj mogłoby dobrze ci zrobić, doprawdy, byłabyś tu zbyt szczęśliwa. (Lecz) to życie nie ma być dla ciebie czasem radości; Nasz Pan chce, abyś była oblubienicą krwi99. Szczęściem jest dla ciebie, że zostałaś powołana, aby iść za Nim tak blisko. O! czy dobrze odczuwasz ten cenny dział. Twój dobry Mistrz zsyła ci cierpienia tylko dlatego, aby przygotować ci piękniejszą koronę. Dlaczego wiara nie przychodzi ci z pomocą, aby cię podtrzymywać?” 100

W czerwcu 1808 roku Matka Barat opuszcza Poitiers, aby udać się do Niort, gdzie założy klasztor, którego kierownictwo powierzy Matce Zuzannie Geoffroy101. Założono też w tym roku dwa inne klasztory, jeden w Gandawie, a drugi w Cuignères. Zgromadzenie liczyło w sumie sześć domów. W lipcu Matka Barat zechciała powrócić do Amiens z Matką Maillucheau, lecz nie było dla niej możliwe porozumienie z Matką Baudemond i z księdzem de Saint-Estève. Wolała wrócić do Grenoble. W miesiącu listopadzie zdecydowała się jednak ponownie udać do Amiens. Znowu podejmuje swoją korespondencję z Matką Duchesne. Listy są teraz krótsze, lecz równie konkretne i serdeczne, i raz jeszcze naświetlają życie duchowe Filipiny. 5 grudnia Matka Barat pisze z Amiens.


Twój list, droga córko, napełnił radością moją duszę i nie mogłam pragnąć milszego pocieszenia nad wiadomość, że rany twego serca zasklepiły się, a ty cieszysz pokojem. Podziękowałam Panu za tę osłodę, którą zechciał zesłać po bardzo bolesnej przykrości, jakiej doznałam podczas naszego rozstania. Przyznaję, że byłaby ona zaprawiona goryczą, gdybym się dowiedziała, że nadal jesteś łupem rozdarcia i lęku. Gdyż moje szczęście jest, że tak powiem, związane z twoim... Lecz tyle o przeszłości; zawierz ją miłosierdziu Bożemu, wynagradzajmy ją przez wielką wierność w teraźniejszości i przez zupełnie zawierzenie na przyszłość Bożym upodobaniom.” 102

W historii Zgromadzenia Sacré Coeur nie da się oddzielić imienia Teresy Mailucheau103 od Zofii Barat i Filipiny Duchesne. Elżbieta Maillucheau urodziła się, jak i Zofia, w roku 1779. Wykształcona i muzykalna schroniła się podczas Rewolucji wraz ze swoją rodziną w Saint André de Cubzac, gdzie rodzice jej mieli posiadłość. W samotni Cubzac oddała się modlitwie i lekturom dzieł świetej Teresy, stając się duszą grupy młodych kobiet zdecydowanych poświęcić swoje życie Bogu. Spośród nich Matka Barat wybrała postulantki, które rozpoczęły nowicjat w Poitiers w roku 1806.

Pod kierownictwem świętej Magdaleny Zofii postępy Elżbiety były szybkie i stałe. Przybrała imię Teresy i skupiła swoje wysiłki na rozwinięciu intensywnego życia wewnętrznego. Należało czuwać nad tym, by jej gorliwość nie zniszczyła jej kruchego zdrowia. Na rekreacjach była bardzo wesoła i czerpała wielką przyjemność z żartów czynionych zwłaszcza na swój własny temat, a było ich wiele, bo nie miała zmysłu praktycznego. Na początku roku 1807 dopuszczono ją do złożenia ślubów.
Kiedy Matka Barat powróciła do Amiens w lecie 1808 roku powierzyła Matce Teresie funkcję mistrzyni głównej i mistrzyni nowicjatu, odciążając tym samym Matkę Duchesne. Wiedziała, że między tymi dwiema kontemplatywnymi duszami zrodzi się przyjaźń, a rady i przykład Teresy wywrą mocny wpływ na rozwój duchowy Filipiny.

Zgromadzenie Sacré Coeur czyniło swoje pierwsze kroki, kiedy Matka Teresa wzięła pod opiekę nowicjuszki w Sainte-Marie. Pozwoliła większości członków wspólnoty uczestniczyć w konferencjach głoszonych dla nowicjuszek, a także korzystać z osobistego kierownictwa, które mogło im pomóc. Założycielka zdaje już sobie sprawę z wpływu Matki Teresy, kiedy pisze do Filipiny w roku 1809:


Otrzymałam dwa twoje listy, droga moja córko. Jakże lubię cię czytać! Kiedy mi obiecujesz, że będziesz nade wszystko kochać Jezusa, że poprawisz się ze swoich błędów, aby się Jemu podobać i do Niego przyciągać serca. Bo, jak wiesz, mamy podwójny cel: pracując nad własnym udoskonaleniem, mamy też zbawiać dusze. O, jakże powinnyśmy być święte! Gdybyś wiedziała, jak gorąco pragnę, abyś taka była to, jak mi się wydaje, czyniłabyś wysiłki, aby się taką stać. A gdybyś wiedziała, że nasz Pan chce tego jeszcze bardziej ode mnie, bo przecież to On daje mi te uczucia dla ciebie, aby cię pobudzić, jak gdyby sam nie mógł do tego wystarczyć, o! jakże byś była wierna Jego wezwaniu.” 104
Zima 1808-1809 roku była w Delfinacie bardzo sroga. Choroba nie oszczędziła nikogo w Sainte-Marie. Postulantki nie przyzwyczajały się do klasztornych obyczajów, dzieci były trudne, a życie surowe. Filipina cierpiała duchowo, lecz nigdy jej nie zabrakło zachęty ze strony Matki Barat:
Zawsze z przyjemnością cię czytam. Jeśli (nawet) nie znajduję w twoich listach tego, czego bym pragnęła, moje serce żyje nadzieją... Zrozum więc, droga córko, że w swej dobroci chce On, abyś się stała wielką świętą. Przyprowadził cię do naszej małej rodziny jedynie po to, aby dać ci więcej (po temu) środków... O! teraz wszystko możesz, jeśli jesteś wierna. Osiągnięcie (tego) zależy od twojej woli. Nie lękaj się, starczy nam cierpliwości... Wiem, że nie możesz od razu gruntownie się przemienić. Jak stać się łagodna, ogołocona z własnego sądu itp... jeśli od dłuższego czasu pielęgnowało się wady przeciwne? Potrzebny ci czas dobrego nowicjatu, a i później jeszcze będziesz musiała (nad tym) popracować; lecz przynajmniej cnoty zapuszczą korzenie, ziemia będzie uprawiona, pozostanie tylko ją pielęgnować.” 105
Pobyt Matki Teresy w Sainte-Marie potrwa zaledwie czternaście miesięcy. Wkrótce po jej wyjeździe do Gandawy Matka Barat powraca do Grenoble i przez rok Filipina ma radość i łaskę korzystać ze stanowczych rad swojej matki duchowej. Ich stara przyjaźń ponownie się nawiąże, a ich uczucie pogłębi. Filipina korzysta z troskliwości, jaką otaczana jest jej dusza. W listopadzie 1810 roku Matka Barat zmuszona jest do kolejnego wyjazdu, aby dokonać przeglądu klasztorów i upewnić się o ich jedności. Podróżując, nadal będzie zachęcać Filipinę w jej walce o postępy na drodze zjednoczenia z Bogiem. Ton listów pozostaje ten sam i można wyczuć zadowolenie przełożonej w sprawach dotyczących jej duchowej córki, chociaż ma ona jeszcze wady, z których musi się poprawić, aby dojść do doskonałości.
Następne miesiące były dla Filipiny trudne, bo Sainte-Marie ciężko dotknęły smutek i choroba. Matka Barat powróci do Grenoble w maju 1812 roku i pozostanie tam przez rok. Ma w tym czasie powierzyć Matce Duchesne wiele spraw, a wiele problemów wspólnie z nią rozpatrzyć. Założycielce potrzeba samotności i cierpliwości. Wie, że prawdziwy duch Zgromadzenia Sacré Coeur w pełni rozkwita w pięciu klasztorach, lecz pierwszy założony przez nią dom w Amiens zaatakowany jest przez zło, które można usunąć jedynie odsyłając osoby nadal bardzo jej drogie.
Przez te lata doświadczeń głębiej niż dotychczas pozna lojalne serce Filipiny Duchesne.

ROZDZIAŁ 4




Directory: images
images -> Lokalna strategia rozwoju lokalnej grupy działania „lider zielonej wielkopolski” na lata
images -> „ Gra tajemnic reżyseria Morten Tyldum. Czas projekcji 110 minut
images -> Wykład z polityki gospodarczej Temat 3 Polityka pieniężna I walutowa Pojęcie I cele
images -> Skarżyski klub szaradzistóW „anagram” zał. 12 maja 1958 roku przy miejskim centrum kultury im. Leopolda staffa 26-110 skarżysko-kamienna, ul. SŁOwackiego nr 25
images -> Załącznik 1
images -> Postępowanie znak: sz-2100-13(52/ZP/07)-07
images -> Spzoz/ZP/…
images -> Xviii konferencja naukowo – szkoleniowagastroenterologii klinicznej wp
images -> Załącznik nr 3 do siwz opis przedmiotu zamówienia (opz) dot przetargu nieograniczonego znak: A/ZP/szp. 251-37/16 na: „dostawę wraz z wdrożeniem zintegrowanego elektronicznego systemu zarządzania dokumentacją medyczną”

Pobieranie 2.06 Mb.

Share with your friends:
1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   26




©operacji.org 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna