Louise callan, rscj



Pobieranie 2.06 Mb.
Strona20/26
Data25.10.2017
Rozmiar2.06 Mb.
1   ...   16   17   18   19   20   21   22   23   ...   26

W Bożych Rękach




1842 - 1847


Nadszedł rok tysiąc osiemset czterdziesty drugi, krytyczny w historii Zgromadzenia Sacré Coeur. Okres próbny nowych dekretów sformułowanych na Szóstej Radzie Generalnej dobiegał końca i całe Zgromadzenie z niecierpliwością oczekiwało nowego Zebrania. Po zwizytowaniu wszystkich klasztorów Francji i Belgii, Matka Barat powróciła do Rzymu. W lutym 1842 roku otrzymała od Papieża Grzegorza XVI jednoznaczne polecenie powrotu do Francji i osadzenia tam swojej stałej rezydencji. Kiedy zdezorientowana tą decyzją Przełożona Generalna udała się do Kardynała Lambruschini, papieskego Sekretarza Stanu, i z niepokojem usiłowała dowiedzieć się, gdzie powinna się odbyć najbliższa Rada Generalna, odpowiedziano jej: „We Francji i nigdzie indziej, by pozytywnie odpowiedzieć na życzenia Episkopatu francuskiego”. Kardynał mówił o Lyonie jako miejscu najbardziej odpowiednim.

Posłuszna tej decyzji Matka Barat 21 lutego 1842 roku rozesłała do Zgromadzenia list okólny, aby tę Radę Generalną przygotować. Matka Galicyn wsiadła więc w maju na statek płynący do Europy, wraz z Matką Hardey, która miała podczas tej Rady reprezentować Prowincję Amerykańską. Przed przyjazdem do Paryża zatrzymały się w Rzymie i miały zaszczyt zostać przedstawione Ojcu Świętemu przez Monseigneur’a Rosati’ego. Mogły przy tym zauważyć osobiste zainteresowanie Papieża dziełem Zgromadzenia w Ameryce, a zwłaszcza pracą wielkiej misjonarki, Filipiny Duchesne.

Asystentki Generalne, Matki Prowincjalne, oraz po jednej profesce wydelegowanej z każdej Prowincji, a także wiele Przełożonych lokalnych udało się do Lyonu. Zabrakło tylko Matki Eugenii de Gramont. Zamiast niej przyszedł list od Monseigneur’a Affre’a, Arcybiskupa Paryża, zabraniający Przełożonej Generalnej obradować poza jego diecezją. Działał on, jak mówił, jako Przełożony kościelny Zgromadzenia. Otóż funkcja ta została zniesiona w roku 1826433. Niestety otrzymał on poparcie dwudziestu dwóch biskupów francuskich mających w swoich diecezjach klasztory Sacré Coeur. Potępili oni wszystkie dekrety z roku 1839. Aby objaśnić Arcybiskupowi jego status względem Zgromadzenia, Matka Barat mogła jedynie odwołać się do Rzymu. Potrzeba jednak było wielu tygodni, aby komisja złożona z 8 kardynałów przebadała sprawę i mogła odpowiedzieć na jej petycję.

Zakonnice zebrane na Radę rozpoczęły więc rekolekcje pod kierunkiem Ojca Józefa Barelle, jezuity. Kiedy pod koniec tych ćwiczeń nie nadeszła z Rzymu żadna odpowiedź, Rada nie mogła się odbyć i Matki Radne rozjechały się do domów, z których przybyły. Odpowiedź Komisji Kardynałów, potwierdzona papieskim Breve, wyraźnie wskazywała na to, że Monseigneur Affre nie posiadał żadnej szczególnej jurysdykcji względem Zakonnic Sacré Coeur. Wynik tego dochodzenia zobowiązał Rzym do ponownego przebadania Konstytucji Zgromadzenia i ostatecznego zamknięcia sprawy dekretem potwierdzającym w całości Reguły zatwierdzone w roku 1826.
Matka Hardey odjechała do Ameryki, zabierając ze sobą wiele nowych sióstr na fundacje amerykańskie. 24 października były jeszcze na pełnym morzu, kiedy Matka Duchesne pisała do swojej siostry list naznaczony nutą bardzo osobistą:

Na początku miesiąca sierpnia, moja kochana Siostro, napisałam do P. de Rollin, prosząc ją o podzielenie się z tobą (tym) listem. Pozwoliłam sobie przyjąć twój dar i zasugerowałam, abyś mi wysłała lamówki do ornatu. W obecnym moim życiu samotności Mam bardzo satysfakcjonujące zajęcie haftowania krzyża do ornatu resztkami jedwabi, jakie mi przysłałaś...



Mam nadzieję otrzymać wkrótce dochody, które są mi należne z królewskiego skarbca, w którym Ojciec mój ustanowił na moje nazwisko dożywotnią rentę. Przypuszczam, że uważają, iż zbyt długo żyłam. Przy ostatniej wypłacie oświadczyli, że nic więcej mi nie poślą, chyba że sędzia, który podpisał zaświadczenia, że jestem przy życiu, potwierdzi, że widział również moje świadectwo chrztu albo akt urodzenia. Poprosiłam brata, aby przysłał mi jego kopię. Powinnam już dotychczas ją otrzymać. Zapytaj go, czy (mi) ją wysłał. Jeśli tego nie uczynił, powiedz mu, aby zrobił kopię na cienkim papierze i przesłał mi ją przez pocztę w Hawrze...

Serdecznie pozdrowienia dla tego drogiego brata. Mam nadzieję, że nie żałuje swojej względem mnie hojności dla misji indiańskiej, na której, jak przepowiadał, nie pozostanę dwóch lat. Miał rację, chociaż nie pragnęłam stamtąd wyjechać, a jego pieniądz został bardzo korzystnie użyty. Bóg wynagrodzi go za to, że (mi) go posłał. Pani de Rollin pyta o najlepszy sposób przesyłania mi rzeczy. Powiedz jej, by przesyłała mi je przez Prokuratorkę434, Matkę de Lemps, rue de Varenne w Paryżu. Mam teraz tyle samo potrzeb, co wtedy, kiedy byłam u Indian. Wszystkie nasze domy są w trudnościach z powodu recesji w sprawach (ekonomicznych), bez wątpienia na skutek wprowadzenia w obieg papierowych banknotów, które spotkał ten sam los, co nasze asygnaty 435.”

Aby mieć wyobrażenie o domu, w którym Filipina Duchesne spędziła dziesięć ostatnich lat swego życia, trzeba przeczytać jego opis wykonany przez jej siostrzenicę Amelię Jouve w roku 1847:

Klasztor w Saint Charles ma bardzo przyjemne położenie na skarpach górujących nad Missouri. Jest to mały, bezpretensjonalny budynek, powiększony z jednej strony przez kaplicę klauzury, wychodzącą na przezbiterium parafialnego kościoła. Zakonnice mogą uczestniczyć we wszystkich obrzędach i słuchać kazań głoszonych przez Ojców Jezuitów. Na południowym krańcu tej kaplicy, za przedzielającą ścianą, jest mała salka, około osiem stóp (trzy metry) na piętnaście czy szesnaście stóp długości (pięć metrów). Są to dwa miejsca, w których Matka Duchesne spędza największą część swego czasu, bądź na modlitwie, bądź na pracy ręcznej. Sprzęt tego małego pokoju stanowi niskie łóżko, krzesło, drewniana skrzynia, w której przechowuje ona swoje skarby, a jakież to były skarby! Kilka narzędzi pokutnych, kilka zeszytów duchowych (notatek), kilka listów naszej Matki Generalnej. Były tam dwa, czy trzy stare obrazy o pobożnej tematyce na ścianach, a na stoliku kilka mocno zużytych książek do modlitwy.”

Z przedsionka mogła Filipina oglądać za domem, na stoku wzniesienia starą, zniszczoną siedzibę Duquette, która służyła teraz za pomywalnię. W okresach upałów patrzyła często ze swego okna na dzieci bawiące się na galerii domu, lub pod wielkimi drzewami na placu zabaw. Ubrane były w uniform z różowej bawełny i w zielone kapelusze. Nie było ich wiele, lecz Matka Hamilton wciąż żywiła nadzieję, że po kryzysie pensjonat ponowne się odrodzi. Za kościołem, na małym cmentarzyku, Filipina rozróżniała mały biały krzyż, który znaczył grób Matki Eulalii Guillot, już kiedy po raz pierwszy odwiedziła Saint Charles w roku 1842, lecz wkrótce inne krzyże zagłębiły się w małym spłachetku ziemi, u stóp drugiej skarpy.

W środku zimy, kiedy mróz stawał się bardzo ostry, Matka Duchesne odmawiała posiadania w swoim pokoju piecyka na węgiel. Bo czymże było zimno panujące w klasztorze z cegieł, w porównaniu z lodowatym wnętrzem drewnianego kościółka w Sugar-Creek, czy nieotynkowanego pokoju we Florissant? Chore zakonnice w infirmerii o wiele bardziej potrzebują małego rozgrzania, myślała, wchodząc cichutko po schodach, aby złożyć im wizytę. Lubiła słuchać, albo opowiadać im historie zasłyszane od misjonarzy tego kraju. Przytaczała często te opowieści w listach kierowanych do rodziny. Jeden z takich listów do siostry Eufrozyny, z 5 maja 1843 roku, otwiera uroczy obrazek przedstawiający Filipinę w jej pokoju, szczęśliwą jak dziecko w Bożonarodzeniowy poranek:

Otoczona bogactwem prezentów, jakie mi przysłałaś, droga Siostro, spieszę powiadomić cię, że je otrzymałam. Gdybym przygotowała listę wszystkich rzeczy, jakich pragnęłam, nie mogłoby lepiej ci się udać zadowolić moich pragnień. Przyjmij moje podziękowania z głębi serca. Posłałam ci słowo dla P. de Rollin, kiedy tylko dowiedziałam się, że paczka przybyła do Ameryki; ale była gdzieś opóźniona na naszych zamarzniętych rzekach podczas tej długiej i surowej zimy, i otrzymałam ją dopiero dzisiaj...



Wydaje mi się, że opuszczając Indian, opuściłam mój rzeczywisty żywioł, a teraz mogę już tylko wzdychać za tym światem, z którego nie będzie żadnego wyjazdu. Bóg (jeden) wie dlaczego byłam (stamtąd) odwołana, i to wystarczy. Moją największą radością jest słyszeć, jak mówi się wokół mnie o nadziejach żywionych przez misjonarzy w Górach Skalistych. Przełożony tych misjonarzy, Ojciec de Smet, zmuszony jest pojechać do Europy, aby prosić o pomoc, bo potrzebuje pieniędzy na rozpoczęcie i kontynuowanie swojego przedsięwzięcia. Ryzykując, że powiem ci to, co już wiesz z katolickich publikacji, opowiem ci dwa wydarzenia, które ukazują wielkie miłosierdzie Boże dla tego rozległego kraju…”
I zaczyna tu opowieść o ekspedycji w towarzystwie indiańskich dzieci, Czarnych Sukien i Matki Bożej. Następnie kontynuuje:
Misja, na której stacjonowałam, zaraz za granicą (stanu) Missouri, ma się dobrze. Dzicy stają się bardziej cywilizowani, wielu przyjmuje katolicyzm, wielu uczy się uprawiać ziemię. Zajmuje to czas, bo szczęśliwi będą dopiero wtedy, gdy przezwyciężą swoje naturalne lenistwo. Nasze zakonnice piszą, że nie muszą już zmuszać dzieci do wykonywania ich pracy, (bo teraz) one ją kochają. Urzędnik od Spraw Indiańskich, który zwizytował to plemię, był bardzo zadowolony i zamówił cały konieczny materiał szkolny: ołówki, papier, książki, bawełnę do przędzenia, i obiecał polecić szkołę Kongresowi...”

Dzieło Zgromadzenia w Nowym Jorku i w Pensylwanii również bardzo interesowało Matkę Duchesne ze względu na zakonnice, o których zachowała tak dobre wspomnienie. Dom w McSherrystown, koło Conewago, założono na wiosnę 1842 roku. Matka de Kersaint została w nim Przełożoną i Mistrzynią nowicjuszek, z Matka Małgorzatą Murphy z Saint Louis jako asystentką. Matka Ann Rocher dołączyła wkrótce do wspólnoty z wieloma nowicjuszkami z Nowego Jorku i z Luizjany. Do szkoły bezpłatnej zapisało się niebawem pięćdziesięcioro dzieci, natomiast kolegium rozwijało się bardzo powoli. Na jesieni 1842 roku, do założenia pierwszego klasztoru Sacré Coeur w Kanadzie wydelegowano Matkę de Kersaint, a przybyłe z Francji wraz Matką Hardey Matki Karolina Cauche i Katarzyna Cruise stały się odpowiednio Przełożoną i Mistrzynią Nowicjatu. Zmiany, wypadki i alarmujące pogorszenie się stanu zdrowia zakonnic składały się na liczne przeciwności w historii tego klasztoru. I tak, w marcu 1843 roku, podczas nadzorowania przez Matkę Cauche pracy dekarzy na dachu domu, ciężka deska spadła z rusztowania i uderzyła ją w głowę. Dzięki szybkiej pomocy medycznej zdołano uratować jej życie, lecz niezdolność umysłowa, jaka po tym nastąpiła zmusiła do szukania nowej Przełożonej dla McSherrystown. Do poprowadzenia wspólnoty, szkoły i nowicjuszek wybrano Matkę Adelinę Boilvin. W Nowym Jorku natomiast, jak przepowiedział to Mgr Rosati, otwierał się nowicjat.

Matka Boilvin była już od kilku tygodni na swoim stanowisku, kiedy pisała do Matki Duchesne, aby poinformować ją na bieżąco o tych zmianach i z naleganiem prosić o modlitwę w swojej intencji. 18 października Filipina odpowiada:

Musisz więc zgiąc swoje barki pod jarzmem dwóch ciężkich funkcji, tej Przełożonej i tej Mistrzyni nowicjuszek. Jeśli pokora jest zawsze czymś upragnionym, wielkoduszna pokora na teraz jest jeszcze tym bardziej. Posłuszeństwo nie przeznacza cię do tego, byś była jakimś Aleksym czy Benedyktem Labre, ale raczej naśladowała odwagę Świętej Chantal i Świętej Teresy, (lecz) bez najmniejszego ludzkiego szacunku... Kobiety te były wielkimi świętymi. Mam nadzieję, że (i) ty będziesz, jak one, święta na swoim obecnym miejscu (tak), jak gdybyś była zatrudniona w najniższym z zajęć. Będę się bardzo modlić za ciebie i twoją dużą zakonną rodzinę. Rodzina, którą opuściłaś dla Boga wydaje (mi) się (być) mniej więcej (tak), jak zwykle. Twoja Babka Saint-Cyr może jeszcze chodzić do kościoła, i wydaje się fizycznie mocniejsza od Marii. Podam im od ciebie nowiny, na wypadek gdybyś (sama) tego nie zrobiła. Mówią, że Maria czyni użytek ze swoich chorób, aby postępować w doskonałości...



Nasza Matka Prowincjalna jeszcze nie wróciła, ale oczekujemy jej w każdej chwili.”
Matka Galicyn powróciła do Ameryki wiosną 1843 roku. Uznając błąd, jaki popełniła chcąc doprowadzić do przyjęcia reguły jezuickiej i dekretów z roku 1839, poprosiła o upoważnienie jej do ponownego zwizytowania klasztorów amerykańskich i przywrócenia tam pierwotnej organizacji Zgromadzenia ustanowionej przez Matkę Duchesne i jej towarzyszki. Zatrzymała się w lecie w Nowym Jorku, była w Kanadzie i w Pensylwanii, później wyruszyła w kierunku zachodnim, drogą, która była jej teraz dobrze znana. Kiedy Matka Hamilton udała się do Saint Louis, aby złożyć jej raport o sytuacji kierowanego przez siebie klasztoru, wizytatorka podjęła prędką decyzję i nakazała zamknięcie pensjonatu w Saint Charles. Matce Hamilton zlecono wykonanie tego polecenia w bardzo trudnych okolicznościach. Na przestrzeni kilku dni osiem zakonnic nauczających w Saint Charles przeniesiono, bądź do Saint Louis, bądź do Florissant, gdzie ponownie, czwarty raz z rzędu otwierano pensjonat, a sześć nowych uczennic miało dołączyć do swoich koleżanek w Domu w Mieście.

Lekarze z Saint Louis poradzili Matce Galicyn, aby udała się na południe i uniknęłą srogości zimy w Missouri. W chwili jej przybycia do Saint Michel, szalała tam żółta febra. Z charakterystyczną dla siebie śmiałością, nalegala na to, by osobiście opiekować się chorymi, i w pierwszych dniach grudnia sama dotknięta została chorobą. Bóg przyjął ofiarę jej życia, jaką złożyła rok wcześniej w La Ferrandière436, sądząc, że istnienie Zgromadzenia jest zagrożone. Zmarła w dniu święta Niepokalnego Poczęcia.


Reakcja Matki Duchesne na to, co wydarzyło się w Saint Charles, i na śmierć Wizytatorki, przejawia się w liście do Matki Boilvin, w którym odpowiada na jej Noworoczne Życzenia z McSherrystown:
Ty również dowiedziałaś się o wielkiej stracie, jaką poniosło Zgromadzenie wraz ze śmiercią Wielebnej Matki Galicyn. Matka l’Eveque, która opiekowała się nią podczas jej bolesnej choroby, jest niepocieszona. Z twoim współczującym sercem, łatwo możesz zrozumieć smutek, jakiego doznano w Missouri. Przed opuszczeniem Saint-Louis była chora i miała gorączkę, i nie mogła złożyć nam wizyty w Saint-Charles. Kazała posłać po Matkę Hamilton i słysząc o tym, jak mało mamy dzieci, i ile było chorych we Wspólnocie, wymierzyła nam srogi cios; kazała przenieść dzieci do Saint-Louis z wieloma zakonnicami, a inne wysłała do Saint-Ferdinand. Zaledwie osiem z nas pozostało w tym dużym domu. Tylko Matka Hamilton i Siostra Couture mówią po francusku. Zaledwie w kilka dni znalazłyśmy się w sytuacji życia w samotności, z ostatnią – to jest szkołą parafialną – która stała się pierwszą437. Klasztor nasz został ofiarowany Wizytkom z Kaskaskia, które pragną opuścić swoje aktualne miejsce pobytu z racji choroby. Na razie odmówiły go, bo pragną założyć klasztor bliżej Saint-Louis. Być może już tam są.

Jeszcze trzymam się trochę nadziei, że nasza Matka Generalna nie zatwierdzi tych posunięć, które są tak rozdzierające serce, zwłaszcza dla mnie. Widziałam, jak zaczynała się tu nasza praca i być może zobaczę, jak zostanie zniszczona. Napisałam do niej z całą naglącą prośbą, jakiej mogłam użyć, błagając ją o przywrócenie życia temu domowi i o pozwolenie nam raz jeszcze na przyjmowanie więcej dzieci, które pozwoliłyby go utrzymać. Obecnie nie możemy podjąć żadnego środka pozwalającego nam to uczynić. Liczyły one może na Luizjanę, ale pieniądz jest równie rzadki tam, jak i tu, a liczba zapisów jest niska. Jezuici również bardzo cierpią.

Dosyć napisałam, aby ci ukazać stan mego biednego serca. Nie omieszkaj modlić się z gorliwością o nasze zmartwychwstanie, a kiedy napiszesz do Matki Barat, przemów w naszej sprawie. Powinnaś też jej powiedzieć, że zapanowałoby powszechne zadowolenie, (tak) na zewnątrz, jak i wewnątrz klasztoru, gdybyśmy miały Matkę Prowincjalną, która byłaby Amerykanką z urodzenia i z języka. Znasz dobrze Matkę Hardey. Mogłabyś dać Matce Generalnej twoją o niej opinię. Jest ona tą, którą bym wybrała, gdyby pytano mnie o zdanie. Spróbuj utrzymać się pod ciężarem twego brzemienia. Bóg jest bardzo dobry, że uczynił (ci) je lżejszym przez szczery i uprzejmy charakter, jaki naznacza całą twoją rodzinę... Módl się z większą niż kiedykolwiek gorliwością do św. Franciszka Régis’a za Saint Charles i Saint Ferdinand. Przypisuję wszystkie nasze klopoty i niepokoje zniszczeniu jego sanktuarium. Jakżebym chciała wznieść je ponownie! Ostatnie nowiny z Sugar Creek są dobre. Z Bogiem, droga Matko. Módl się za mnie, abym mogła mieć szczęśliwą śmierć.”
Wstawiając się u Matki Barat za utrzymaniem klasztoru w Saint Charles, Matka Duchesne nie wyrażała jedynie swoich własnych odczuć, lecz i odczucia wielu zakonnic, które kochały ten klasztor uczuciem całkiem szczególnym. Pośród nich Matka Regis Hamilton, która wysłała gorącą prośbę do Przełożonej Generalnej, aby jej przypomnieć, jak bardzo to nowe rozwiązanie było niezadowalające i jak ogołocało wspólnotę. Minęło sześć miesięcy, zanim list Matki Barat przyniósł upragnioną odpowiedź: Akademia miała być ponownie otwarta z początkiem nowego roku szkolnego, a przynajmniej dwóch członków wspólnoty miało od razu powrócić z Saint Louis. Fragment klasztornego Dziennika z 2 maja ukazuje, że grupka zakonnic z Saint Charles przyjęła ten list, jak gdyby był skierowany do nich osobiście: „otrzymałyśmy list od naszej Matki Generalnej zawierający szczęśliwą nowinę, że niektóre nasze drogie nieobecne siostry do nas powrócą, a dom ten nie będzie zamknięty”. List ten był jednak adresowany jedynie do Matki Hamilton, Przełożonej, i nie zawierał osobnej odpowiedzi dla Filipiny.

Było to wielkim rozczarowaniem, szokiem dla jej wrażliwego i kochającego serca, i zinterpretowała to jako wymówkę na jej ostatni list. W chwili swego odwołania z Sugar Creek, napisała do Matki Boilvin: „Moja korespondencja ze wszystkimi we Francji będzie odtąd coraz bardziej ograniczona.” Teraz zdawała się odnawiać tę decyzję, mimo całego smutku, jakiego miała z tego powodu doświadczyć438. Lecz w tej dziedzinie postępowała zgodnie z zaleceniem Szóstej Rady Generalnej, na której Matka Galicyn nalegała, a co później zosatnie sformułowane w formie dekretu, że wszystkie zakonnice mogły z całą swobodą pisać do Przełożonej Generalnej, powinny jednak to ograniczać, poza wyjątkiem przypadku rzeczywistej konieczności, ze względu na jej rozliczne i ważne zajęcia. Nakazy Matki Galicyn i jej zalecenia pozostawały w mocy w klasztorach Missouri jeszcze wiele lat po jej śmierci.

Między rokiem 1843 a 1846 Matka Barat natrafiała na takie trudności, że zdecydowała się składać częstsze wizyty w wielu klasztorach, które otwarto we Francji, i korespondować coraz bardziej regularnie z Przełożonymi i innymi zakonnicami zajmującymi w tych klasztorach odpowiedzialne stanowiska. Odpowiednio do tego zmniejszała korespondencję ze ścisłym gronem przyjaciół, do których przyzwyczajona była pisać urocze i głęboko duchowe listy. Nikt bardziej od Matki Duchesne nie odczuł przymusowego milczenia jej ukochanej przyjaciółki. Lecz wiadomość, że dom w Saint Charles mógł kontynuować swoje apostolstwo rozjaśniała jej widoki, a pióro jej było często zajęte pisaniem do rodziny, do innych zakonnic i do księży, z którymi jeszcze wymieniała listy.

Nowiny z McSherrystown z tego lata wskazują na to, że krzyż choroby mocno zaciążył na Wspólnocie. Na przestrzeni czterech miesięcy na gruźlicę zmarły trzy osoby, w tym jedna nowicjuszka. Matka Małgorzata Murphy była w tym czasie ostatnią ofiarą, ale pięć innych zakonnic, które zaraziły się chorobą, umarło w ciągu kolejnych pięciu lat. Monseigneur Kenrick przybył do klasztoru po ojcowsku współczując tym stratom, błagał jednak zakonnice, aby kontynuowały swoją pracę. Po cześci ze współczucia dla biskupa, który doświadczał w Filadelfii zniewag ze strony religijnej bigoterii, Matka Boilvin zachęciła wspólnotę do wytrwania, chociaż sama, co było oczywiste, nie cieszyła się dobrym zdrowiem.

Powiadomiona o tym wszytkim Matka Duchesne, napisała natychmiast do Matki Boilvin:
Mam nadzieję, że dobroczynna cisza nastąpiła po burzach i że wszystko, co się wydarzyło przyczyni się do największej chwały Najświętszego Serca w twoim cichym klasztorze...

Wiem tylko to, że wracamy do dawnych Reguł i Konstytucji i że nasz dom i ten we Florissant upoważniono do przyjmowania pensjonarek. Bóg zsyła nam jednak kolejne próby, które spowolniają wszystko. Miałyśmy najgorszą powódź, nigdy tu nie widzianą, i cała wieś została zrujnowana. Nastąpiło po tym wiele chorób. Rodziny, które utraciły swoje domy, meble, bydło, zbiory i żniwa znajdują się teraz w skrajnej nędzy...”
Wspólnota z Saint Charles powiększyła się w sierpniu na skutek powrotu wielu zakonnic, które od września 1844 roku miały nauczać w Akademii. Pod koniec października Matka Duchesne udała się do Saint Louis, w sprawie związanej z wytyczaniem ulic mających przebiegać przez posiadłość należącą nadal do Zgromadzenia zgodnie z kontraktem zawartym z Panem Mullanphy’m w roku 1827. Opowiadała o tej podróży i o wielu innych sprawach w liście do Matki Boilvin, który podróżował na wschód w kieszeni Ojca Verhaegen’a. Jego wyjazd do Maryland’u w grudniu, był ofiarą, która wszyscy w Saint Charles mocno odczuli, ale szczególnie Matka Duchesne:
Byłam bardzo zdumiona widząc pewnego dnia, że przybyła tu Matka Gray i zawiozła mnie do miasta, aby skorygować mój testament. Miała trochę trudności z darowizną P. Mullanphy’ego dla nas... Adwokat, z którym się skonsultowała mówi, że powinnam uczynić testament zgodnie z wymogami prawa, uwzględniając poprawki, jakie się dokonały od czasu, kiedy go (dom) pozostawiłam. Potrzebowałam trzech tygodni, aby zakończyć tę mała sprawę... Przejechałyśmy przez Saint-Ferdinand, którego nie oglądałam od czasu, kiedy ty i ja wyjechałyśmy stamtąd. Módl się, aby ten święty dom został z powodzeniem zreorganizowany...”

Pośród troskliwie zachowywanych w Saint Charles od ponad półtora wieku skarbów, znajduje się dwanaście tomów „Annales de la Propagation de la Foi”, które Matka Duchesne z wielką przyjemnością czytywała. Tu i ówdzie, na drukowanych stronicach znaleźć można napisane jej ręką adnotacje, a nawet skrawki papieru, na których pisała poprawione wersje zasłyszanych historii, czy wydarzeń, których była świadkiem. Jej prawdziwie apostolskiej duszy sprawiało przyjemność podzielanie, przynajmniej w duchu, cierpień, prac i sukcesów misjonarzy, którzy wydobywali dusze z ciemności i błędu, aby prowadzić je do światła Prawdy. Często tak pochłaniały ją te lektury, że chętnie spędzałaby noce na czytaniu, jak dawniej spędzała je na pisaniu czy na modlitwie, gdyby wspólnotowy dzwon nie przypomniał jej, że czas zamknąć książkę.


W maju 1845 roku Saint Charles ponosi nowa ofiarę. Matka Regis Hamilton zostaje zdjęta z funkcji Przełożonej i zastąpiona przez Matkę Emilię Saint Cyr. Te dwie dawne uczennice i nowicjuszki Matki Duchesne bardzo się między sobą różniły, obie pozostawały jednak równie oddane tej, którą uważały za osobę, za pośrednictwem której zetknęły się z Nabożeństwem do Najświętszego Serca. Matka Hamilton była serdeczna i wylewna, Emilia Saint Cyr bojaźliwa i pełna rezerwy z powodu swojej nowej odpowiedzialności. Jej przesadną gorliwość w ścisłym przestrzeganiu reguły Matka Amelia Jouve przypisywała temu, że była to osoba jeszcze młoda i niedoświadczona. W roku 1845 miała 39 lat i nigdy wcześniej nie pełniła żadnej funkcji przełożeńskiej. Dwadzieścia lat w Luizjanie sprawiło, że utraciła kontakt z zakonnicami w Missouri, natomiast Matka Hamilton, przeciwnie, była przez dziesięć lat Mistrzynią Główną w Domu w Mieście, zanim w Saint Charles zastąpiła Matkę Mathevon.

Wraz z przybyciem Matki Saint Cyr, Filipina głębiej odczuła ograniczenia, jakie postawiono jej gorliwości i działalności, chociaż była fizycznie w znacznie lepszej formie niż w Sugar Creek. Jej umysł był jasny i aktywny, i bardziej niż kiedykolwiek przepełniała ją troska o przyczynianie się do postępów Królestwa Chrystusa. Wiek zmuszał ją jednak do ograniczania swojej gorliwej miłości jedynie do nauczania języka francuskiego kilkorga dzieci ze szkoły bezpłatnej. Chociaż chciała pomagać w pracach wspólnoty, nie była już do tego zdolna, tak więc większość czasu spędzała sama. „Jej samotność tymczasem rozjaśniał, rozświetlał, osładzał – pisała jedna z sióstr które ją znały439fakt, że mogła zawsze być blisko Jezusa w Najświętszym Sakramencie.. Jezusa przyjaciele wiernego i bliskiego, kiedy inni przyjaciele znikają. Nie zapomniał On o swojej ‘biednej słudze’, jak sama siebie nazywała, i bardziej niż kiedykolwiek pozwalał jej doświadczać słodyczy i radości swojej obecności.”

Dzięki szczęśliwemu splotowi wydarzeń, w sierpniu 1845 roku, podczas gdy Filipina obchodziła w swoim sercu siedemdziesiąte szóste urodziny, dotarł do niej list od Józefiny Savoye de Rollin. Zawierał on jak zwykle dar pieniężny i zapowiadał przesyłkę statkiem, który miał wkrótce przybyć do Saint Charles. Ale, co dla niej najcenniejsze, zawierał zwłaszcza wszelkiego rodzaju rodzinne nowiny. Odpowiadając nań 14 września, Filipina zgodnie ze swoim zwyczajem, poleciła list św. Antoniemu z Padwy. List ten był prawdopodobnie ostatnim, jaki napisała do swojej kuzynki Perier:

Jestem zawsze głęboko poruszona, moja bardzo droga kuzynko, przez twoją wobec mnie hojność, a ponad wszystko przez serdeczne słowa, które towarzyszą twoim prezentom. Nie wiem, jak ci dziękować, ale nasz Ojciec Niebieski słyszy i będzie słyszał każdego dnia mego życia głos moich modlitw, przez które próbuję spłacić mój wobec ciebie dług. Jak ufam, moja modlitwa od dawna była słyszana. Interesujące szczegóły, jakie mi podajesz o twojej drogiej rodzinie, o pobożności, jaka tam panuje, zwłaszcza pośród młodych zamężnych kobiet440, które sprawiają tyle pociechy swojej matce, wszystko to przemawia do mego serca i pozwala mi zrozumieć, że moje codzienne modlitwy za Marinę zostały wysłuchane przez Najwyższego Pana, który z wdzięczności uczynił powinność. Czerpię w Jego skarbach, aby spłacić mój własny dług. Wiadomość, że odprawione zostały Msze w mojej intencji w la Fourvière i w la Louvesc, daje mi wielką radość. Opieka Nieba była bardzo oczywista, i nasz dom koło Filiadelfii, który zamówił te msze, został wyzwolony od choroby i śmierci, które wywołały postrach w sercu młodych zakonnic...



Fundacja licznych nowych klasztorów-szkół w sąsiedztwie Saint-Louis odciągnie wiele dzieci od naszych szkół, ale pragniemy tylko służyć Bogu, i mamy być zadowolone z raczej miernego sukcesu, jaki mamy. Hojne sumy, które nam posyłasz zdejmą wszelką obawę o nadchodzącą zimę, zapłacimy nimi zapasy, których najbardziej potrzebujemy.”

Inni członkowie jej rodziny okazywali swoje uczucie i przywiązanie do Filipiny w sposób równie wielkoduszny przez prawie pół wieku, tak we Francji, jak i w Ameryce. Od brata otrzymała kilka cennych tomów Annales de la Propagation de la Foi, od siostry materiały do szycia, dzięki którym wykonywać będzie i naprawiać ornaty i bieliznę ołtarzową. Niczego nie pragnęła do swego osobistego użytku. Była najuboższą i najbardziej umartwioną z zakonnic. Nigdy nie widziano jej bez zajęcia. Nawet w ostatnich latach swego życia nie pozwalała sobie na żadne wyjątki od Reguły i nie udzielała sobie najmniejszej wygody, aby złagodzić zmęczenie nieodłączne od jej fizycznych uwarunkowań. Żywiła się głównie mlekiem, warzywami i owocami. W post jadła tylko jeden posiłek dziennie, i piła filiżankę czarnej kawy rano i szklankę herbaty wieczorem. Lubiła czytać podczas posiłków w refektarzu Wspólnoty, ale z czasem głos jej stał się tak słaby, że trudno było siostrom go usłyszeć, chociaż nigdy się o tym nie dowiedziała. W liście do swojej siostry z marca 1846 roku, okazuje się wciąż równie żywotna:


Twoje serce, moja ukochana siostro i przyjaciółko, znalazło pełny swój wyraz w prędkości i pośpiechu, z jakim dostarczasz mi w moim starym wieku świętych i bardzo szczęśliwych zajęć. Nigdy tak nie ceniłam czytania i szycia, jak czynię to teraz, kiedy (to) wypełniają (mi one) moje dni na równi z modlitwą. Kiedy tylko otrzymam książki, powiadomię o tym brata, i wyrażę mu moją wdzięczność. Co do ciebie, moja droga siostro, wciąż o tobie myślę; a nawet gdybym mogła o tobie zapomnieć, dwie ostatnie paczki materiału do szycia, jakie mi wysłałaś, są z pewnością bardzo cennym przypomnieniem. Pozwoliło mi to zrobić sześć ornatów. Myślałam z początku, że z trudem będę miała z czego zrobić jeden... To rozmnożenie materiału każe mi bardziej niż kiedykolwiek podziwiać Bożą Opatrzność, która tak bardzo się o mnie troszczy. Możesz wyobrazić sobie, jaki rodzaj haftu mogę teraz wykonywać i jak (bardzo) stałam się niezdolna, ale pomagam ubogim kościołom, które ze wszystkich stron się buduje. Niejeden katolicki Dziennik, który czytałam wylicza nowo konsekrowane kościoły, a niektóre są bardzo piękne. Zwykle wszystkie mają organy i dobry śpiew... Odmalowuję sobie często wasz dom i młodą rodzinę zebraną wokół ciebie441, i tak dużo daje mi przyjemności to, że wiem, jak wielką radość ci oni przynoszą. Tak bardzo dziękuję za podanie mi wiadomości o wnukach i innych członkach rodziny. Pozdrowienia dla wszystkich, którzy mnie znają. Z Bogiem, droga siostro. W Sercu Jezusa jestem twoją wierną przyjaciółką i siostrą.”

W wiosennych miesiącach roku 1846 Matka Duchesne walczyła na modlitwie o to, aby został utrzymany klasztor we Florissant, myśląc o latach, podczas których miała nadzieję wbrew wszelkiej nadziei, że Zgromadzenie nigdy nie porzuci tego domu, najdroższego jej sercu w całych Stanach Zjednoczonych. Uratowała go już raz, gdy zagrożony był zamknięciem, wstawiając się za nim do Boga i do Matki Generalnej. Minęły dwa i pół roku, od kiedy nie miała od niej żadnej nowiny. Bariera powstała w roku 1844 została utrzymana, chodziaż święta Magdalena Zofia, przeciążona troskami i obawami, wizytacjami i kolejnymi chorobami, o których Filipina nie miała pojęcia, była całkiem nieświadoma powodu milczenia swojej starej przyjaciółki.


Pod koniec maja przybyła do Saint Charles Matka Cutts. Powodem jej wizyty była decyzja podjęta w sprawie Florissant. Filipina potrzebowała całej odwagi i siły, jaka jej pozostała, aby zaakceptować to rozwiazanie. Zanim nawet otrzymała list od Magdaleny Zofii Barat, sama zdecydowała się do niej napisać. Wyjaśniając swoje długie milczenie przedstawiła jej swoją petycję z całą gorliwością swojego żarliwego i mało realistycznego zapału. List kończył się wołaniem serca, które prawdopodobnie zamąciło spokój Matki Generalnej. „Jeśli odmówisz mej petycji - pisała - podporządkuję się, ale nigdy nie będę pocieszona442. Rana jest zbyt głęboka. Jestem u twoich stóp, oczekując twojej decyzji; i zachowam wciąż głęboki szacunek dla ciebie i najłagodniejszego Ojca, który dał początek naszemu świętemu Zgromadzeniu.” 443

Decyzja dotycząca Florissant była od dawna podjęta i list pozostał bez odpowiedzi. Mijały miesiące. Filipina była tym zasmucona obawiając się, że wywołała niezadowolenie przyjaciółki, na której najbardziej jej zależało. W swojej pokorze przypisywała to jakiemuś ciężkiemu przewinieniu ze swojej strony, ale najbardziej wnikliwy rachunek sumienia nie ukazywał jej żadnego czynu zasługującego na taką karę. Nie było jednak żadnej urazy z powodu tego nieoczekiwanego milczenia. Kiedy rozmawiala o tym z Matką Hamilton zawsze była pełna nadziei: poczta była powolna, listy często się spóźniały, a wiele z nich ginęło. Tymczasem Florissant pozostawało puste, a obraz świętego Franciszka Régis’a był porzucony na strychu.


W tym samym czasie Matka Hamilton została wysłana do Kanady i opuściła Saint Charles 8 listopada 1846 roku. Filipina nie mogła powstrzymać się od łez. Wielkim pokrzepieniem była dla niej przyjaźń i zrozumienie tej ukochanej Matki. Teraz otwierała się przed nią długa, monotonna droga, po której należało iść samotnie, chociaż zawsze mogła wyciągnąć rękę w ciemność i iść po omacku, prowadzona oświecajacą wiarą i niezachwianą ufnością. Smutek tych miesięcy był ciemnością jaką należało przetrwać wiedząc, że jedynym sposobem, aby z niego wyjść, jest proste zawierzenie rzeczywistości woli Bożej. Wolna od użalania się nad sobą uważała się za stworzenie bez znaczenia, zakopane gdzieś w zakamarkach najbiedniejszego z klasztorów Zgromadzenia. Ziarno tymczasem rosło i miało wydać plon stokrotny w niej samej i w niezliczonych członkach Ciała Mistycznego.
Na Nowy Rok pisała do swej siostry:

Od dawna nie mam żadnej do ciebie wieści, moja droga siostro. Pytam się czy nie umarłaś; nie pragnę cię przeżyć, to zbyt ciężko widzieć wszystkich, których się kocha w wieczności. Mam te same obawy względem Pani de Rollin, która tyle miejsca zajmuje w moim sercu. Jej ostatni list był tak serdeczny, że napełnił mnie obawą, (czy) aby nie było to jej ostatnie pożegnanie; miałam to samo odczucie za ostatnim razem, kiedy mój Ojciec złożył mi wizytę w Sainte Marie. Jego pożegnalne słowa, „Z Bogiem, Filipino”, pozostawiły mnie we łzach; od razu pomyślałam, że już nie przyjdzie się ze mną spotkać i nie pomyliłam się. Kiedy odpowiesz na ten list, nie zapomnij podać mi wieści o moim bracie, o Pani de Rollin i o wszystkich tych, którzy są nam najdrożsi.



Nigdy nie mogłabym dosyć ci podziękować za twój prezent z Annales de la Propagation de la Foi. Książki te są równie przyjemne, jak budujące, rozkoszuję się nimi. Mam wielkie pragnienie zapisać się do tego Towarzystwa, lecz nie ma tu żadnej (jego) gałęzi założonej w tej części kraju. Czy zechciałabyś mnie zapisać i płacić za mnie jeden centym tygodniowo? Jeśli nie możesz tego uczynić, poproś, proszę, Przełożoną naszego klasztoru (przy) Rue Boissac, aby oddała mi tę przysługę, przedstawiając jej moje uszanowanie i potrzeby mego starego wieku jako usprawiedliwienie. Nie znam jej osobiście, ale liczę na jej miłosierdzie. Poleć mnie modlitwom twojej drogiej córki zakonnicy która mieszka blisko Notre Dame de Fourvière tak, by mogła modlić się do tej Dobrej Matki, a także prosić o modlitwy swoich Sióstr we wspólnocie.”

Jedną z największych radości Filipiny były wizyty Ojca de Smet. Dwadzieścia lat po jej śmierci, pisał on na jej temat i na temat swoich u niej wizyt:

Zachowuję wspomnienie Matki Duchesne z najwyższym szacunkiem i czcią. Pochwała jej (osoby) była i pozostaje na wszystkich ustach, nie tylko jej sióstr z zakonu, ale tych wszystkich, którzy mieli honor i radość ją znać. Po każdym powrocie z moich Indiańskich misji, uważałem za swój najprzyjemniejszy obowiązek pójść przedstawić moje uszanowanie dobrej Matce Duchesne; i nigdy nie powracałem z żadnej z tych wizyt nie będąc mocniej zbudowany i z najwyższym przekonaniem, że rozmawiałem właśnie z prawdziwą żywą świętą. Zawsze uważałem tę Matkę za największą protektorkę naszych Indiańskich misji... Kochała serdecznie te biedne, ciemne dzieci i nic nie wydawało się bardziej jej uszczęśliwiać od słuchania o ich nawróceniu, o ich gorliwości i ich zapale w praktykowaniu ich religijnych obowiązków, kiedy (już) prawdziwie spoczęły na łonie naszego Boskiego Odkupiciela. Nie wątpię, że liczne akty umartwienia, jakich dokonała i nieustanne modlitwy, jakie ofiarowała za zbawienie tych jej drogich i ukochanych Indiańskich dzieci doprowadziły wiele z nich do świętej Wiary Chrystusowej...”

W roku 1847, Ojciec de Smet, podczas swojej podróży i kwestowania w Belgii, złożył wizytę w klasztorze Jette-Saint-Pierre444. Jedna z zakonnic, które go słuchały, zanotowała:

Ten święty misjonarz trzymał nas pod swym urokiem przez godzinę, podczas której mówił nam o swoich misjach. Mówił nam również o Matce Duchesne, którą widział niedawno przed swoim przybyciem. Powiedział, że wspięła się ona po wszystkich szczeblach drabiny świętości, i że nigdy nie widział duszy bardziej żarliwej w miłości do Boga. Jego zdaniem rywalizowała ona ze Świętą Teresą. Nie spotkał nigdy kogoś bardziej ubogiego w swoim życiu prywatnym, naśladującego w tym Świętego Franciszka z Asyżu; czy duszy bardziej apostolskiej, spragnionej zbawienia dusz, i myślał, że Święty Franciszek Xavier podzielił z nią swym zapałem o nawrócenie niewiernych. Kiedy kończył swoją wypowiedź, dodał: teraz jest na bolesnej drodze Kalwarii, na którą skazały ją wiek i choroby, lecz to nieważne, że droga wydaje się jej twarda, zdąża nią ona z młodzieńczą gorliwością. Zapuściła głęboko korzenie w ziemi amerykańskiej i pewnego dnia żniwo będzie obfite. Nie będę zdziwiony, powiedział Ojciec, gdyby wyniesiono ją na ołtarze.”

Chociaż żaden dokument tego nie potwierdza, jest bardziej niż prawdopodobne, że z Kanady Matka Hamilton poinformowała Matkę Barat o strapieniu, jakiego przyczyną było dla Matki Duchesne jej milczenie. Kiedy Matka Adela Cahier, ówczesna Sekretarka Generalna, otrzymała liścik od Filipiny, zaskoczył ją bardzo oficjalny ton jego ostatniego fragmentu: „Zbytnio szanuję czas naszej Matki Generalnej, aby do niej pisać; proszę zaświadczyć jej o całym moim szacunku i oddaniu, jak również mojemu bardzo drogiemu Ojcu Józefowi (Varin), Asystentkom Generalnym, i Matce Teresie (Maillucheau).”

Zdziwiona milczeniem Filipiny i otrzymywanymi raportami, Przełożona Generalna zdecydowała się położyć kres wszelkiemu nieporozumieniu przez najbardziej skuteczne jakimi dysponowała środki przychylając się do prośby Matki Amelii Jouve o posłanie jej na służbę na amerykańskie misje i przeznaczając ją na najnowszą fundację w Kanadzie, na która wyjazd ustalono na koniec lipca. Bez uwzględniana w tej drodze jakichkolwiek uwarunkowań geograficznych, Matka Barat poprosiła ją o to, aby odbyła podróż z Nowego Jorku do Montrealu przez Saint Charles w Missouri. Matka Jouve pozostawiła krótką opowieść o swoim spotkaniu z Ciocią Filipiną we wrześniu 1847 roku:
Ta wyróżniona siostrzenica została przyjęta przez Matkę Duchesne, jak anioł przybyły z nieba. Po odczytaniu listu, jaki posłała jej Wielebna Matka Generalna, (a) jej najdroższa przyjaciółka, zdawała się (być) w uniesieniu radości. Łzy spływały jej obficie po policzkach, a wzruszenie odebrało jej głos. Po krótkiej chwili zawołała: ‘A więc nasza Matka Generalna jeszcze o mnie myśli, jeszcze mnie lubi? Była dostatecznie dobra, aby okazać mi tę miłość posyłając mi ciebie, abyś mnie odwiedziła?’ Promieniała radością.”

Wrażenia bardziej osobiste pojawiają się w liście napisanym przez Matkę Jouve 14 września:


Mogę powiedzieć, jak Święty Antoni: ‘Widziałam Pawła na pustyni.’ Tak, widziałam wielką świętą, która teraz zbliża się do kresu swojej kariery. Znalazłam ją bardzo słabą, a głos jej jest tak przygaszony, że często z trudem się go słyszy. Przyjęła mnie, jak anioła posłanego z nieba. Ta wielka dusza, która zawsze miała w udziale tylko krzyż, była od dawna w stanie smutku i udręczenia, wyobrażając sobie, że była źle (widziana) w mniemaniu dawnych matek, a zwłaszcza naszej Matki Generalnej. Tak więc ekstaza szczęścia odmalowała się na jej twarzy, czytając list naszej Wielebnej Matki i dowiadując się z niego, że posłała mnie ona do Saint Charles specjalnie, aby ją zobaczyć! Nasze dni upływały na rozmowach, na których imiona naszych matek i sióstr często powracały, jak również wspomnienia pierwszych lat Zgromadzenia.”
Do Świętej Magdaleny Zofii Barat napisała:
Byłabyś wzruszona, moja Wielebna Matko, ubóstwem Saint Charles: nie można wyobrazić sobie większego: (a) pokój M. Duchesne jest jego sanktuarium. Nie ma z pewnością w całym Zgromadzeniu siostry mającej gorsze posłanie i bardziej nędznie obutej i ubranej. Błogosławiony Benedykt Labre mógłby się o nią upomnieć, jako o swoją siostrę. W tym artykule bezużyteczne jest przeciwstawiać się jej, to ją pociąga. Zabrałam jej jednak brewiarz, który był w strzępach, aby zastąpić go innym, mniej złym.”
Do Matki Barat Filipina pisała sama 10 września, po przeczytaniu listu i obejrzeniu licznych upominków przywiezionych jej przez Matkę Jouve:
Miałam bolesne przekonanie, że utraciłam miejsce w twoim sercu; i mimo myśli, że było to z mojej winy, moje było tym jeszcze bardziej zgnębione. Twój list445, twoje wyszukane prezenty, były jak ożywczy balsam, i błogosławiłam za nie Boga (takiej) dobroci!...

Bóg wyróżnił mnie tu celą, która przylega do kaplicy; przechodzę z jednej do drugiej, dobrze smakuje mi moja samotność, kiedy mogę mieć w niej pracę ręczną; nie brakuje mi jej od pewnego czasu.

Moim szczęściem jest modlić się za misje, za Zgromadzenie i za ciebie, która zajmujesz mi miejsce Boga.” 446
Oprócz kilku komentarzy na temat warunków panujących w klasztorach Missouri i regulacji, jakie zostały wprowadzone w roku 1840, napisała w nim również:
Wszystkie domy tego kraju przyjęły po kolei zmiany dokonane przez M. Galicyn, ponieważ widziano w tym twoje intencje; ale na jedno twoje słowo, jestem pewna, że podjęto by dawny porządek.” 447
Podczas swojej wizyty Matka Jouve usiłowała się dowiedzieć, co sprawiłoby największą przyjemność jej drogiej starej ciotce, albo co sprawiało jej najwięcej przykrości. Ani przyjemność, ani przykrość nie wydawały się wtedy jej interesować. Miała zapewnienie o niezmiennej miłości swojej najdroższej przyjaciółki, i nie prosiła o nic więcej. Po naleganiach przyznała jednak, że ma dwa pragnienia: odzyskania obrazu Świętego Franciszka Régis’a ze strychu we Florissant, i powrotu Matki Hamilton z Kanady. Pierwsze pragnienie nie było trudne do spełnienia. Matka Saint Cyr mogła ułożyć się z siostrami z Loretto, które mieszkały wtedy w klasztorze w Saint Ferdinand, aby sprowadzić obraz, który umieszczono na honorowym miejscu w kaplicy klauzury. Co do drugiego życzenia, trzeba było poczekać cztery lata, zanim Matka Duchesne mogła z zadowoleniem przyjąć ponownie w Saint Charles Matkę Hamilton.

Matka Jouve upewniła też Matkę Duchesne co do trzeciego problemu: list świętej Magdaleny Zofii stanowiący odpowiedź na jej list gdzieś sie zawieruszył. „Albo się zagubił, albo został przechwycony” (aby użyć tu własnych określeń Matki Jouve), nie mogła jednak nic powiedzieć, ani kogokolwiek oskarżyć za to zniknięcie. Listy były i wcześniej gubione, nawet list tak ważny, jak ten Matki Barat, który wzywał Filipinę do Francji dwanaście czy piętnaście lat wcześniej: „Myśląc, że Ameryka może się bez ciebie obejść przez przynajmniej kilka miesięcy - pisała Matka Barat - przyjedź, moja droga Filipino.” Zaproszenie takie dla Matki Duchesne byłoby rozkazem, ale nigdy do niej nie dotarło. Pojawiły się inne pilne sprawy i otrzymała z Paryża polecenie, aby nie przybywać, jeśli się już nie zaokrętowała448.

W swojej ksiażce „Vie de Sainte Madeleine-Sophie” Matka Adela Cahier pisze:

Niemożliwością jest powiedzieć, jak i dlaczego Matka Duchesne nie otrzymała od Matki Barat, odpowiedzi na swoje listy”, lecz nikogo ona nie oskarża449.


Matka Marjorie Erskine, w swojej pięknej książce o Matce Duchesne, uwypukla to, że po roku 1843 Filipina „zachowywała milczenie, które nie inspirowało Matki Barat do pisania”. Ponadto: „Przełożona Generalna rzadko pisała do kogoś, kogo kochała, kiedy ta osoba nie pełniła już funkcji przełożeńskiej.” Wniosek ten wynika z faktu, że w latach, które nastąpiły po wizycie Matki Jouve w 1847 roku, nadal wymieniły ze sobą bardzo mało listów i każda skarżyła się na to, że druga za rzadko pisze.

Inny punkt zasługuje na wyjaśnienie, przez uczciwość wobec zakonnicy, która, po Matce Duchesne, najbardziej ucierpiała z powodu tej nieszczęśliwej sprawy. Podejrzenia o przechwycenie listu, lub listów Matki Barat do Matki Duchesne uparcie wysuwano przeciwko Matce Emilii Saint Cyr, Przełożonej Saint Charles w latach 1845-1851. Oskarżenia pojawiają się w „Histoire de Madame Duchesne” Mgr Baunard’a, zawoalowane w taki sposób, że nazwisko Matki Saint Cyr mogłoby równie dobrze zostać wydrukowane na 458 stronicy tej książki, opublikowanej roku 1878, a więc która ukazała się jeszcze za życia Matki Saint Cyr. Ta niejeden raz oświadczała w prywatnych rozmowach, że nigdy nie miała nic wspólnego z takim nadużyciem. Kiedy już jako starą zakonnicę poproszono ją, by przemówiła w swojej obronie, odpowiedziała: „Nie, nie! Ten krzyż był najtwardszy i najcięższy w moim życiu zakonnym. Pozwólcie, aby pozostał ukryty w Sercu Jezusa.” Odpowiedź godna zakonnicy wychowanej w szkole Filipiny Duchesne.


Chociaż wizyta Matki Jouve w Saint Charles trwała zaledwie dwa tygodnie, jednym z jej rezultatów była korespondencja, która się po tym nawiązałą pomiędzy Matką Duchesne, a jej siostrzenicą. Pierwszy z listów do Matki Jouve napisany był niedługo po ich rozstaniu:
Otrzymałam list, który napisałaś do mnie z Saint-Louis. CIężko mi było widzieć, jak mnie na zawsze zostawiasz, bo nie możemy mieć nadziei, że zobaczymy się znowu po tej stronie nieba. Tak więc musimy starać się tam dotrzeć, ty i ja, lecz drogami tak odmiennymi, ja nic nie robiąc, ty wypełniając wielkie rzeczy dla Boga przez edukację młodych. Bóg dał ci konieczne zdolności i powinnaś ich używać, aby wytworzyć stokrotnie w jego służbie. Nigdy jednak nie zapominaj, że droga nieba jest Drogą Krzyża. Jezus nas powołał, aby iść za Nim niosąc krzyż, jak On to uczynił. Nie mamy w tym wyboru, musimy go wziąć i nieść, jeżeli chcemy być zbawione...

Odprawiłam rekolekcje niewiele czasu po twoim wyjeździe. Bóg zdaje się dawać mi tylko krzyż, tak więc proś dla mnie o łaskę, abym wiedziała, jak dobrze go nieść.”
Radość Matki Duchesne z wizyty Amelii, byłaby trudna do opisania, lecz odzwierciedla ją list do Pani Jouve. Musiał on być chociaż trochę pokrzepiający dla tej matki, która poświęciła swoją utalentowaną córkę dla sprawy amerykańskich misji. Pisząc 12 grudnia Filipina mówi:
Bardzo trudno jest oddać w słowach, jaką przyjemność sprawiła mi jej wizyta. Minęło ponad trzydzieści lat, od kiedy jej nie widziałam, a w tym czasie nabyła wiele cnoty. Podała mi wszystkie szczegóły, jakie mogłyby mnie interesować o naszej licznej rodzinie, której większość członków nie jest mi teraz znana, lecz których często polecam Bogu, wszystkich razem i (każdego) z osobna. Podziwiam zasługę twojej ofiary, jaką uczyniłaś, przyzwalając na wyjazd tej córki i przyjaciółki, którą ja z kolei miałam na krótką chwilę. Cała wspólnota Saint-Charles była zachwycona tym, że ją zobaczyła i chciała zachować ją na zawsze. To samo było w Saint-Louis, domu o wiele większym, niż ten w Saint-Charles.

Nie niepokój się o jej zdrowie, Kanada jest miejscem bardzo zdrowym. Wszyscy Kanadyjczycy, których spotkałam byli bardzo krzepcy, a te nasze zakonnice, które tam poniosły brzemię fundacji, i wiele tych, które zostały tam posłane chore na wyniszczenie, jest teraz w znacznie lepszym zdrowiu niż były w Luizjanie, czy w Missouri, ponieważ domy zrobione są bardziej solidnie i lepiej są ogrzewane. Pensjonarki noszą te same ubrania w zimie i w lecie, chyba, że wychodzą. Czy można powiedzieć to samo o Paryżu, który jest na tej samej szerokości (geograficznej)?...

Nasz pierwszy klasztor w Kanadzie położony był zbyt daleko od Montrealu i pensjonat nie prosperował... Drugi, dużo większy, ma teraz wiele uczennic. Nazywa się Saint-Vincent [na wyspie Jezusa]. To tam nasza droga Amelia będzie mieszkać... Tysiączne serdeczne pozdrowienia dla P. de Rollin i mego brata. Poproś go o wysłanie mi reszty Annales (poczynając) od stycznia 1845. O podróży twojej córki do Ameryki wcale nie wiedziałam wcześniej od ciebie.”



Directory: images
images -> Lokalna strategia rozwoju lokalnej grupy działania „lider zielonej wielkopolski” na lata
images -> „ Gra tajemnic reżyseria Morten Tyldum. Czas projekcji 110 minut
images -> Wykład z polityki gospodarczej Temat 3 Polityka pieniężna I walutowa Pojęcie I cele
images -> Skarżyski klub szaradzistóW „anagram” zał. 12 maja 1958 roku przy miejskim centrum kultury im. Leopolda staffa 26-110 skarżysko-kamienna, ul. SŁOwackiego nr 25
images -> Załącznik 1
images -> Postępowanie znak: sz-2100-13(52/ZP/07)-07
images -> Spzoz/ZP/…
images -> Xviii konferencja naukowo – szkoleniowagastroenterologii klinicznej wp
images -> Załącznik nr 3 do siwz opis przedmiotu zamówienia (opz) dot przetargu nieograniczonego znak: A/ZP/szp. 251-37/16 na: „dostawę wraz z wdrożeniem zintegrowanego elektronicznego systemu zarządzania dokumentacją medyczną”

Pobieranie 2.06 Mb.

Share with your friends:
1   ...   16   17   18   19   20   21   22   23   ...   26




©operacji.org 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna