Louise callan, rscj


PRZYGOTOWANIE ROZDZIAŁ 1 Narodziny powołania



Pobieranie 2.06 Mb.
Strona2/26
Data25.10.2017
Rozmiar2.06 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   26

PRZYGOTOWANIE

ROZDZIAŁ 1



Narodziny powołania


Pod koniec XVIII wieku społeczną i polityczną tkankę Francji poddano poważnym napięciom. Szczelina, jaka się zarysowała pomiędzy życiem w Paryżu, a życiem na prowincji pogłębiała się z roku na rok. Paryż narzucał jeszcze swoją wolę, ale niektóre regiony próbowały opierać się tej hegemonii i nie zgadzały już na to, aby osnowę i wątek ich życiowego środowiska tkano nie na kanwie ich własnych konwencji, lecz przywilejów dworu, armii czy kościoła.

W politycznej rzeczywistości nieugięta siła „opinii publicznej” działała już na wszystkich szczeblach francuskiego społeczeństwa, chociaż w mieszczaństwie przybierała aspekt całkiem szczególny. Upodobania, mody, aspiracje, wszystko zmieniało się w rytmie epoki, a klasa średnia, pracowita, przezorna, osiągała lepsze warunki życia, zachowując jednocześnie na co dzień bardzo mocny zmysł oszczędności. Niewątpliwie wydarzeniem społecznym XVIII wieku było właśnie to wyniesienie klasy mieszczańskiej, której władza miała się ukazać w roku 1789.

Na prowincji, gdzie wiele miast zaczynało nabierać znaczenia, byli w tej klasie średniej ludzie szczególnie interesujący. Nie skrojeni na paryską modłę, ale będący w pełni sobą: żywotni, inteligentni i dobrze wykształceni. Duchesne i Perier należeli do tej właśnie kategorii. Ich rodzinny Delfinat był i pozostaje prowincją tak zróżnicowaną, że trudno jest powiedzieć o tej, czy o innej jego części: oto prawdziwy Delfinat. Ludzie z tej starej przygranicznej prowincji wyróżniali się cechami charakteru pozwalającymi im w osiemnastym wieku wzajemnie się rozpoznawać, co sprawdza się i po dziś dzień, bez względu na miejsce, w jakim spotkamy delfinatczyka: wrażliwi na punkcie własnej niezależności, skorzy do konfrontacji na każdej płaszczyźnie, wojskowej, cywilnej czy osobistej, dający dowody odwagi zakrawające aż na brawurę. Przypisywano im również tę nieufność, którą Stendhal4 uwiecznił w następującym wyrażeniu: „strach przed wystrychnięciem na dudka”. Delfinatczycy jako dobrzy mówcy lubili polityczną i filozoficzną dyskusję, chociaż ożywienie, bezpośredniość i pozorna niefrasobliwość, z jaką podejmowali najbardziej poważne tematy, mogły niekiedy zmylić osobę niewtajemniczoną, nieumiejącą wyczuć głębi ukrytej pod tą zewnętrzną wesołością. Ich sposób życia świadczył o zmyśle praktycznym, wielkim przywiązaniu do własnych praw, dumy z moralnej spójności dającej im szacunek dla samych siebie i świadomość własnych wpływów, co wielu z nich, w tym rodzinom Duchesne i Perier, gwarantowało honorowe miejsce w historii Francji. Jak mówi tradycyjne przysłowie: „Ludzie z Delfinatu są wrażliwi, dumni i wierni5.


Zmierzając w górę lekko krętą doliną Izery od jej ujścia do Rodanu, przejeżdża się przez miasto Romans, a następnie przez Saint-Marcellin, zanim dotrze do stolicy prowincji, Grenoble, pobudowanej na obu brzegach tej rzeki. Na północy i na wschodzie Masyw Kartuzji i linia ośnieżonych alpejskich grani wznoszą się, jak majestatyczne tło, aby osłonić to miasto naturalnym parawanem. Jest to miejsce, którego niesłychane i niezrównane piękno jest jeszcze wspanialsze dzięki jego historii.
Pod koniec XVIII wieku Grenoble było jeszcze małym miastem6, którego wąskie ulice wplatały się między stare masywne budynki, a mury obronne zdawały się dusić 25 000 osób, które miały za zadanie ochraniać. Poza kilkoma pięknymi siedzibami był to raczej zbiór szarawych fasad i zakratowanych okien biegnących wzdłuż krętych pasaży. Główna ulica, Grande Rue, mniej kręta i szersza od innych, łączyła między sobą dwa rynki. Przy placu świętego Andrzeja położony był Ratusz, stary kościół, któremu plac zawdzięczał swoją nazwę i Pałac Sprawiedliwości, prawdziwy prawniczy ul. Na drugim krańcu ulicy, plac Grenette, targowisko starego miasta, gdzie nieustannie schodziły się i rozchodziły grupy mieszczan i wieśniaków, był ze swymi kramami i kafejkami bardziej ożywiony i bardziej typowy dla francuskiej prowincji.

Pod koniec XVII wieku Jakub Perier, jego żona i liczna rodzina mieszkali jeszcze w średniowiecznej ufortyfikowanej wsi Chatelard. Syn, noszący to samo imię, co Ojciec, przeniósł się do Grenoble około roku 1720 i wszedł w interesy z jednym ze swoich krewnych, którego sklep i mieszkanie mieściły się w wielkim budynku przy ulicy Portetraine, przemianowanej później na Grand'Rue. Ów Jakub Perier, człowiek zręczny i dobrze wykształcony, bardzo szybko odniósł sukces nie tylko jako kupiec, ale i obywatel, szanowany za wzniosłość zasad i szlachetność postępowania. Zaakceptowany przez społeczność bogatego mieszczaństwa poślubił w roku 1741 Marię Eliżbietę Dupuy, córkę konsula miasta Grenoble. Wraz z żoną osiadł w domu zakupionym przy Grand'Rue: parter służył za kantor, gdzie zajmowano się interesami, podziemie było składem, a górne piętra stanowiły apartamenty rodziny Perier. Zadaszone przejście uliczne na wewnętrzny dziedziniec umożliwiało prywatny dostęp do tych apartamentów przez boczne drzwi. Podobnie, jak i sąsiednie domy, siedziba ta była duża i niewygodna, lecz stanowiła schronienie rodziny wielce poważanej i cieszącej się życiem.

W ciągu pięciu kolejnych lat, w miesiącu maju rodzina ta powiększała się o kolejne dzieci: Klaudiusza (1742), Jana (1743), który wcześnie zmarł, Jana Antoniego (1744), Helenę Elżbietę (1745) i Jakuba Augustyna (1746). Następnie, jak gdyby po to, aby dokonać wyłomu w sekwencji uzupełniania się rodzinnego kręgu, przyszły na świat 4 czerwca 1748 roku dwie bliźniaczki: Maria Elżbieta i Róża Eufrozyna. Jakub Perier wdał się w tym czasie w interesy ze swoim siostrzeńcem Franciszkiem, przedsiębiorczym młodzieńcem, którego pociągały manufaktury tekstyliów i który zachęcił wuja do wyspecjalizowania się w tej branży. Dochody ich i wpływy zdawały się rosnąć równie szybko, jak i rodzina, która mogła być dumna ze swojej słynnej uczciwości w interesach i wierności katolickiej wierze. Dom przy Grand'Rue 4 dobrze był prowadzony; chłopcy kształcili się, a w dziewczętach rozwijano talenty i umiejętności, które przydawały atrakcyjności domowemu ognisku i wiązały rodzinę w spójny i lojalny krąg.

W Bibliotece Miejskiej w Grenoble interesujący rękopis z 16 czerwca 1764 roku zawiera kilka linijek „na cześć panienek Perier, bliźniaczek i córek bogatego i szacownego kupca z Grenoble.” Autor przypisuje bliźniaczkom: „identyczny wdzięk: piękne oczy, małe stópki, białe zęby, słowem są równie piękne i tak urocze, że trudno byłoby wielbicielowi zadecydować, którą z nich wybrać. W tej kłopotliwej sytuacji prawdziwym szczęściem dla mężczyzny byłoby poślubienie ich obu.” Oto żart XVIII-wiecznego dowcipnisia. Fortuna, jaką stanowił posag tych 16-letnich bliźniaczek, dodawała im z pewnością znacznej atrakcyjności. Lekarze, adwokaci, kupcy czy oficerowie, pretendenci byli wystarczająco liczni, aby pobudzić wyobraźnię. Spośród nich Piotr Jordan, kupiec z Lyonu, zasłużył na rękę Marii Elżbiety. Pobrali się w październiku 1765 roku i chociaż mieszkali w Lyonie, dzieci ich większość czasu spędzały u dziadków w Grenoble.

Tegoż roku 1765 Jan Antoni Perier powrócił z uniwersytetu w Orange z dyplomem z prawa cywilnego i kanonicznego. Jego przyjaciel, Piotr Franciszek Duchesne, młody adwokat przy Parlamencie w Grenoble stał się wiernym gościem domu Perier. Wkrótce przygotowano kolejną wyprawę ślubną i 1 października 1766 roku Róża Eufrozyna, trzecia córka Jakuba Perier, poślubiła Franciszka Duchesne, wnosząc, jak jej bliźniaczka, posag wysokości stu tysięcy franków. Ojciec dał też młodemu małżeństwu apartament na trzecim piętrze rodzinnego domu.

Rodzina Duchesne zbudowała sobie wcześniej w Romans solidną reputację producentów tekstyliów. Antoni Duchesne, głowa rodu, poślubił w roku 1737 Marię Luizę Enfantin. Najmłodszy z ich synów, Piotr Franciszek, cieszył się w Grenoble uznaniem zarówno dzięki swoim kompetencjom w dziedzinie prawa, jak i w sprawach politycznych i społecznych. Jego ślub z Różą Eufrozyną Perier dał mu za towarzyszkę kobietę zrównoważoną i dystyngowaną, która poprowadziła jego dom z sercem i stanowczością. Ich pierwsza córka Maria Adelaida urodzona w roku 1767 była wątłym dzieckiem, o które Pani Duchesne nie przestawała troszczyć się przez całe jego krótkie życie. Wiosną tegoż roku Klaudiusz Perier poślubił Marię Charlottę Pascal i osiadł w apartamencie sąsiadującym z mieszkaniem Duchesne. Obie szwagierki stały się wielkimi przyjaciółkami, dzieląc przez dwadzieścia lat radości i troski, z zażyłością dodającą im siły i odwagi.

Druga córka urodziła się u Duchesne’ów 29 sierpnia 1769 roku, a umieszczono ją pod patronatem świetej Róży z Limy, świetej obu Ameryk. 8 września w kościele świętego Ludwika Francuskiego nadano jej imiona Róża Filipina: apostoł Filip, Róża Amerykańska, święty Ludwik Francuski, 8 września 1869 roku; układ ten zdawał się bardziej profetyczny niż przypadkowy... Przez długie życie, jakie otwiera się przed tym dzieckiem, powtórzy ona znacznej liczbie osób słowa świętego Filipa: „chodźcie a zobaczycie”. I, podobnie, jak on, dozna radości płynącej z usłyszenia całkiem nieoczekiwanego wyznania obcych ludzi: „chcemy poznać twojego Boga”.
Tegoż września, na kontynencie amerykańskim traper przybyły z Wirginii, Daniel Boone, zagłębiał się w kierunku zachodnim, aby polować na ziemiach jeszcze nieuprawnych i odkryć wielką prerię Kentucky. W tym samym czasie traper z francuskiej Kanady, Ludwik Blanchette, pracował w swojej nowej chacie na skraju zbadanych regionów, na „pograniczu”, około dwadzieścia pięć mil na północny zachód od kupieckiego portu założonego przez młodego Augusta Couteau pięć lat wcześniej nad Mississipi: Saint Louis de France. Blanchette znaczył kołkami swoją posiadłość na zachodnim brzegu Missouri, gdzie strome skarpy nadały przyszłej wiosce niezbyt romantyczną nazwę „Les Petites Côtes”, czyli Małe Wzgórza, którą hiszpańscy urzędnicy przemianowali na San Carlos, a Amerykanie na Saint Charles.
Filipina miała zaledwie kilka miesięcy, kiedy w kwietniu 1770 roku w sąsiadującym apartamencie, u Klaudiusza Perier’a, cieszono się z narodzin dziewczynki ochrzczonej imieniem Elżbieta Józefina. Obie kuzynki wzrastać będą razem, jak dwie siostry bliźniaczki. W Lyonie w 1771 roku urodził się Kamil Jordan7, który wyrobił sobie później miejsce zarówno w historii politycznej i literackiej Francji, jak i w sercu Filipiny. O trzech synów powiększyło się również gniazdo rodziny Perier, a Piotr Franciszek Duchesne stał się w roku 1777 roku ojcem chrzestnym małego Kazimierza, mającego w przyszłości zdominować życie polityczne Francji8.

Chociaż liczne dzieci tej rodziny były szczególnie kochane przez rodziców i dziadków, nigdy nie były rozpieszczane. Państwo Duchesne szybko zapanowali nad Filipiną, której temperament, mimo tysiącznych wdzięków i łez okazywał się uparty, władczy, swawolny i niezależny. Ze stanowczością, ale i z grzecznością wdrażano dziecko do posłuszeństwa, do samokontroli, do uprzejmości, do poszanowania innych.. Miało ono naturę wielkoduszną i głęboko uczuciową, która, mimo pozornych oporów, oddawała się bardzo łatwo na służbę innym. Matka uważała, że dziewczynka chłonie z ponadprzeciętną inteligencją podstawowe nauki religijne udzielane dzieciom w tej rodzinie. Filipina podobno stawała się bardzo ładna. Miała oczy jasne i głębokie, rysy bardzo regularne, czoło wysokie, usta stanowcze, chociaż nieco za duże. Niestety ospa zeszpeciła jej twarz, kiedy była jeszcze bardzo młoda. Blizny zmniejszyły się z wiekiem, a nawet znikły w znaczniej mierze w późniejszym życiu, lecz Filipina wiele się nacierpiała z powodu niedelikatnych uwag dorosłych, porównujących ją z jej piękną kuzynką.

Była jeszcze dzieckiem, kiedy w roku 1780 Klaudiusz Perier zakupił od hrabiego Villeroi jedną z najpiękniejszych posiadłości Delfinatu, Chateau Vizille, położoną około dwudziestu kilometrów na południe od Grenoble nad potokiem Romanche. Ten sławny zamek był w początkach XVIII wieku cytadelą słynnego konetabla9 de Lesdiguiéres’a, a dziwnymi zrządzeniem losu stać się miał kolebką Rewolucji, która zada śmiertelny cios francuskiemu feudalizmowi. Klaudiusz Perier przekształcił duże partie budynku i umieścił tam swoją manufakturę perkali, zachowując obszerne apartamenty górujące nad parkiem na letnią rezydencję. Wraz z rodziną mieszkał jednak nadal w Grenoble.

W tej części Delfinatu opozycja parlamentarna wobec władzy królewskiej mogła posunąć się aż do śmiałej walki o niepodległość. Małe lokalne rewolucje często mąciły spokojne życie prowincji. Paryskie edykty, na przykład te promulgujące nowe podatki, spotkały się w latach 1760-tych z takim oporem, że wprowadzono sankcje: 7 listopada 1771 roku z królewskiego nakazu rozwiązano ostatni z Parlamentów Prowincjalnych we Francji, Parlament Delfinatu. Wspomnienie tego dnia obchodzono przez wiele lat. Inna data, 2 maja 1775 roku, stanowi dzień ponownego otwarcia tegoż Parlamentu. Gdy edykt ten promulgowano, a dawny sąd przywrócono do jego funkcji, całe miasto świętowało to lokalne zwycięstwo. Budynki i prywatne rezydencje całą noc pozostawały oświetlone, a ludność wyrażała swoją radość przez śmiechy, tańce i pokazy jeździeckie. Filipina i jej siostra, Maria Adelaida mogły w swoim wieku śledzić tę scenę z wysokości 3-ciego piętra, z balkonu wychodzącego na plac świętego Andrzeja, lecz nie były w stanie zrozumieć, co przywrócenie tego sądu oznaczało dla przedstawicieli prawa z ich rodziny.

Klaudiusz Perier był ulubionym wujem Filipiny. Był człowiekiem bardzo towarzyskim i o wielkiej bystrości w interesach. Tryskał humorem, a opowiadane przez niego historie były bardziej pociągające od tych, jakie opisywano w książkach. Dzieciom niewiele mówiło, że był królewskim radcą odpowiedzialnym za podatki na sól w Grenoble, czy że dobrze prowadził najlepsze operacje finansowe w mieście. Wystarczało im to, że był ich osobistym bankierem, co pozwalało im mieć często większe kieszonkowe od innych dzieci z sąsiedztwa. Filipina rozdawała te pieniądze żebrakom i ubogim, których odwiedzała wraz z matką. Dyskusja z tym dzieckiem była bezowocna: „to właśnie postanowiłam z tym zrobić”, oznajmiała tonem, który rodzina rozpoznawała jako ostateczny. Była stanowcza, samowolna, lecz jednocześnie serce jej wzbierało współczuciem dla potrzebujących.

W sposób naturalny tworzyły się między dziećmi tymi grupy w zależności od wieku, upodobań i zbliżonych skłonności, które wyraźniej zarysowywały się z wiekiem. Filipina i Józefina stały się nierozłącznymi przyjaciółkami. Kiedy doszły do wieku rozpoczęcia nauki, oddano je pod opiekę „Panny Zofii”, która stała się później „Panią Luc”, zdolnej guwernantki darzonej przez dzieci wielką sympatią. Naukę chłopców Perier powierzono preceptorowi. Spośród kuzynów, ulubieńcami Filipiny i Józefiny byli Augustyn Perier i Kamil Jordan. Byli od nich młodsi, lecz stali się towarzyszami gier i wielkimi przyjaciółmi.

Śmierć siostry, Marii Adelaidy, w roku 1778, głęboko poruszyła Filipinę i pozwoliła jej uświadomić sobie swoje miejsce najstarszej córki w rodzinie. Jesienią tegoż roku Grenoble nawiedziła słynna „powódź Świętego Kryspina”, jedna z najgorszych, jakie miasto to kiedykolwiek spotkały. Cuchnący muł rozlał się po wszystkich wnętrzach i pokrywał towary w składach. Duchesne’owie i Perier’owie przyszli ze skuteczną pomocą ofiarom żywiołu. Filipina i Józefina również pomagały matkom przygotowywać żywność i ubrania do dystrybucji, podczas gdy ich ojcowie i wujowie pracowali wraz z mieszczanami na wozach i łodziach, aby nieść pomoc powodzianom. Kiedy woda cofnęła się w koryto rzeki, a muł zalegał w domach, na ulicach i w wodociągach, pośród ludności szerzyły się choroby, grasowali złodzieje, a zwłaszcza, mimo powszechnych wysiłków, aby przyjść z pomocą potrzebujacym, brakowało żywności. Był to czas, którego Filipina nie zapomni, doświadczenie, z którym spotka się na brzegach innych rzek, chociaż ich nazwy nie są jej jeszcze znane, nigdzie jednak w mających nadejść latach nie spotka się z hojnością równą hojności własnej rodziny wobec ofiar powodzi.

Od hałaśliwych zabaw swych kuzynów wolała Filipina spacery wzdłuż rzeki - od Porte de Graille aż do miejsca, w którym wpada do niej Drac; popołudnia u krewnych Lagrange w Saint-Ismier, czy spokój lasów. Chętnie szukała samotności, aby pogrążać się w lekturze opowieści o fantastycznych wyczynach w dalekich krajach. Jednak na całe życie zachowa Filipina najszczęśliwsze wspomnienia ze spotkań u rodziców, czy u dziadków, rodzinnych obiadów, które zajmowały tyle miejsca w życiu Duchesne’ów i Perier’ów. Czasem Ojciec ujawniał na nich swoje racjonalistyczne skłonności. Dał się wciągnąć w nurt liberalnego, dosyć odległego od katolicyzmu myślenia, odrzucającego to, czego nie daje się zrozumieć. To odrzucenie nadprzyrodzoności na rzecz poszukiwań czysto racjonalnych odsyłało religię do rangi spraw dzieci, kobiet, zwłaszcza zakonnic, bo właśnie dużo zakonnic liczyła rodzina Duchesne’ów10.


Był i w Grenoble Klasztor Wizytek, który szczycił się tym, że na prośbę mieszkańców miasta założyli go święci, Franciszek Salezy i Joanna de Chantal. Zbudowano go na stoku Mont Rochais. Filipina i Józefina wspinały się tam często małą uliczką, aby po przejściu pośród wysokich murów i wejściu po wielu stopniach znaleźć się pod łukiem, na którym widniał napis: „Święty Franciszek Salezy wybrał to miejsce, aby założyć czwarty klasztor swego zakonu Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. Kamień węgielny położono w jego obecności 16 października 1619 roku.” Klasztor górował nad wartkim potokiem i doliną, w której Izera wydrążyła swoje koryto w fantazyjne zakręty. Nadano mu nazwę Najświętszej Maryi Panny z Góry (Sainte-Marie-d'en-Haut), dla odróżnienia od Najświętszej Maryi Panny z Dołu (Sainte-Marie-d'en-Bas), kościoła położonego w mieście. Dla Filipiny była to zawsze Sainte-Marie. Dobrze znała to miejsce, kiedy w roku 1781 oddano ją tam wraz z Józefiną na pensję, aby przygotować je do Pierwszej Komunii.
Wiele zdarzyło się w tym roku, a zwłaszcza wykupienie przez rodzinę sąsiedniego domu pod nr 4, na rogu Grande'Rue i placu Świętego Andrzeja. Prywatne przejście pozwalało na pogaduszki i na swobodny przepływ nowinek między domami. Duchesne zajmowali dwa górne piętra domu Jakuba Perier, który sam mieszkał na parterze ze swoimi synami: Janem Antonim i Augustynem. W lutym 1781 roku u Duchesne’ów urodził się wreszcie syn, Antoni Ludwik Hipolit, podczas gdy w sierpniu świętowano przyjście na świat szóstego chłopca u Perier’ów. Starsze dziewczynki chętnie widziano by w domu, ale gorąco pragnęły pójść na pensję ze względu na wielkie wydarzenie duchowe traktowane przez nie z zadziwiającą w ich wieku gorliwością.
Dla Filipiny myśl o oddaniu życia w Boże ręce nie wywodziła się z okresu tego pierwszego kontaktu z klasztorem Sainte-Marie. Już jako dziecko fascynowały ją opowieści o heroicznych misjach w dalekich krainach. Misjonarze przejeżdżający przez Grenoble byli czasem przyjmowani w rodzinach i opowiadali o swoich podróżach; znajdowali się pośród nich jezuici wygnani z misji, nawet jeszcze przed kasatą Towarzystwa Jezusowego w roku 1773. Ojciec Jan Baptysta Aubert podróżował po Luizjanie i Illinois jako misjonarz zarówno pośród osadników, jak i wśród Indian. Wspominał o miejscach noszących dziwne nazwy: Kaskaskia, gdzie podpisywał księgi parafialne aż do roku 1764, Cahokia, dokładnie po drugiej stronie rzeki, tam, gdzie założono faktorię Saint-Louis de France, i Michigamea z położoną w niej Misją Świętego Franciszka, wówczas już porzuconą. Wspominał heroizm Jezuitów, którzy oddali życie jako męczennicy w wielkiej dolinie Mississipi. Filipina urzeczona była historią tych pogańskich ziem. Budziło się w niej intensywne pragnienie poświęcenia życia dziełu misji, umacniając tym samym powołanie zakonne, któremu rodzina wcale nie była przychylna. Pani Duchesne była kochającą matką, uważała jednak, że Filipina jest za młoda, aby podejmować taką decyzję i obawiała się poświęceń, jakie zakłada to powołanie. Nigdy w sposób stanowczy nie sprzeciwiła się córce, lecz nie miała odwagi uznać, że wybór Chrystusa jest ważniejszy niż jej własny. Natomiast Piotr Franciszek Duchesne zareagował gwałtownie i zabrał córkę z klasztoru Najświętszej Maryi Panny. Obydwoje rodzice spodziewali się sceny, w której córka broniłaby swojej sprawy, lecz ku ich wielkiemu zdziwieniu poddała się ona z rozbrajającym posłuszeństwem i podjęła życie rodzinne. Żarliwości jej pragnienia w żadnym stopniu nie osłabiły jednak ani uczuciowe wybuchy u matki, ani gwałtowne napady gniewu u Ojca. Zachowywała ogień ukryty pod popiołem, wyczekując sprzyjającej chwili, aby pozwolić mu znowu się rozpalić.

W rodzinnym domu przy placu świętego Andrzeja wraz z Klaudiuszem i Kamilem Jordan’ami podjęła naukę łaciny, historii, literatury francuskiej. Studiowali Dantego, św. Augustyna i psalmistów pod czujnym kierownictwem księdza Raillane’a, opiekuna wymagającego, lecz i dumnego z błyskotliwej inteligencji swoich podopiecznych. Był to drobny, bardzo sztywny człowieczek, a jego żywe oczy z górującymi nad nimi szerokimi brwiami nadawały mu wygląd surowy i pomagały w utrzymaniu ścisłej dyscypliny. Nawet gdyby Filipina nie była pilna z natury, umiała skorzystać z tej okazji, a kiedy problemy arytmetyki stawały się zbyt trudne zwracała się o pomoc do swoich młodszych kuzynów. Wtedy Kazimierz Perier i Kamil Jordan cieszyli się chwilowo ze swojej przewagi nad kuzynką, którą tak szczerze kochali11.


Historyk, Alfons Vernet, opisuje stare Grenoble jako miejsce bardzo wesołe. Bale, koncerty i parady następowały jedne po drugich, a Filipina uczestniczyła w tym światowym życiu; siostry jej naśmiewały się trochę z powagi, z jaką zabierała się do nauki tańca, lecz mówiono, że robi to z gracją i bez sztywności. Jej siostra Eufrozyna napisała później: „kiedy nabrała do mnie zaufania, zapewniała mnie, że nawet pośród tych zabaw myślała z radością o czasie, kiedy zostanie zakonnicą, ale na razie przykładała się całkiem chętnie do swoich lekcji tańca.

Mimo, że Filipina w pełni poddawała się planom rodzicielskim w tym, co dotyczyło edukacji, trzymała się też zasady postępowania wymagającej tyleż silnej woli, co odwagi: czas przeznaczony na modlitwę i nabożeństwo nigdy nie był poświęcany na rzecz rozrywek. Nie dbała o krytyczne spojrzenia tych, którzy z nieufnością obserwowali jej wierność spowiedzi i komunii raz na piętnaście dni. Rozwijał się w niej duch wynagrodzenia: nabożeństwo do Najświętszego Serca brało w posiadanie całą jej istotę.

Słuchała z zainteresowaniem Ojca i wuja Klaudiusza, kiedy rozmawiali o potrzebach Szpitala, którego Perier stał się dyrektorem administracyjnym, czy jeszcze o rozwoju Miejskiej Biblioteki12, unikała jednak wszelkiej dyskusji na temat powołania, obawiając się strać z ojcem. Postawę tę interpretowano wtedy jako oznakę, że Filipina ulega zamiarom rodziców i wybiera przyszłość, jaką dla niej zaplanowano, zgodnie z ówczesnym obyczajem.
Piotr Franciszek Duchesne wiele miał projektów. Zajmował wybitne stanowisko w Grenoble jako adwokat w Parlamencie. W roku 1785 był wybrany na przewodniczącego lokalnego stowarzyszenia adwokatów, a następnie wielokrotnie do tej funkcji przywracany. Popędliwy, pewny siebie, potrafił być bardzo nieprzyjemny, lecz jego szczerość i nieposzlakowana uczciwość zmuszały do szacunku. Był jednym z entuzjastycznych zwolenników nowej polityki i idei społecznych, którymi zaczęła nasiąkać Francja przez ostatnie dziesięciolecia Ancien Regime'u. Wbrew opinii rodziny stał się wolterianinem, a jego zaangażowanie w masonerię niepokoiło zarówno Filipinę, jak i jej matkę.

W roku 1786 brat matki, Jakub Augustyn Perier objął stanowisko w niedawno utworzonej Kompanii Indyjskiej, utrzymującej monopol handlu ze wszystkimi krajami położonymi poza Przylądkiem Dobrej Nadziej. Wynikiem tego był wielki rozwój rodzinnych interesów. Augustyn był w Indiach, aby doglądać rodzinnych spraw, a kiedy powrócił do Grenoble wiosną 1786 roku, mianowano go dyrektorem Kompanii Indyjskiej, z rezydencją w Lorient, wielkim porcie przeładunkowym.

Piotr Franciszek Duchesne sam troszczył się o zamążpójście swoich córek, a wraz z Klaudiuszem Perier mieli dobrą pozycję, aby decydować o partiach w zależności od tego, jakie wchodziły w grę fortuny. Józef Konstanty de Mauduit, kawaler du Plessis, oficer Królewskiej Piechoty Morskiej przebywał na kwaterze w Grenoble. Pochodził ze starej, bretońskiej rodziny, a jego przyszłość zapowiadała się wspaniale. W październiku 1786 roku Amelia została jego żoną; miała zaledwie szesnaście lat, przyjemny wygląd, lecz trudny charakter, i można było mieć nadzieję, że małżeństwo trochę ją ustatkuje.

Ceremonia w kościele świętego Ludwika stanowiła wielkie wydarzenie towarzyskie, a rejestr ślubów zawiera 39 podpisów, w tym podpis Filipiny. Tegoż roku świętowano małżeństwo Jana Józefa Jouve, młodego kupca lyońskiego z Eufrozyną Duchesne, podczas gdy u Perier’ów mówiono o małżeństwie Józefiny z Jakubem Fortunatem Savoye de Rollin13, adwokatem generalnym Parlamentu Grenoble. Był on czternaście lat od niej starszy, lecz nie uważano tego za przeszkodę dla ich szczęścia.

A Filipina? Jej rodzice życzyliby sobie wydawać córki za mąż w kolejności, zgodnie z obyczajem. Była najstarsza, miała osiemnaście lat, i Ojciec delikatnie poruszył temat, proponując całkiem odpowiedniego młodego człowieka. Filipina nie miała żadnych zastrzeżeń, co do wyboru kandydata, lecz jej odmowa była kategoryczna: chce zostać zakonnicą. Stanowczo wyraziwszy swoją opinię, zmieniła również sposób życia. Nie nosiła już pięknych toalet i porzuciła cały światowy blichtr; każda próba przymuszenia jej do zmiany decyzji była bezskuteczna. Wybrana przez nią reguła życia wypełniana będzie tak wiernie, jak gdyby była w Sainte-Marie d'en Haut. Zwierzyła się z tego swojej ciotce Perier, kiedy w styczniu 1788 roku Józefina została Panią Savoye de Rollin. Pani Perier zrozumiała siostrzenicę lepiej niż ktokolwiek, wysłuchała jej i umocniła w postanowieniu. Potem razem uznały, że mądrzej będzie odczekać. Szybko wyczuły osłabienie się opozycji, wynikające być może z faktu, że Franciszek Duchesne był bardzo zadowolony z małżeństw obu pozostałych córek, a mające też być może związek z bardzo gorącym uczuciem, jakie żywił dla swojej najstarszej córki.
Pewnego wiosennego dnia 1788 roku Filipina wymknęła się na podwórko, wspięła cichaczem na szóste piętro domu Perier, aby odnaleźć tam swoją ciotkę i poprosiła ją, aby zechciała jej towarzyszyć do Matki de Murinais. Zamierzała bowiem poradzić się jej w sprawie przyjęcia do klasztoru Wizytek. Rzeczywiście wypadało w tych czasach, aby osiemnastoletniej dziewczynie towarzyszył ktoś w drodze do miasta, a w trudnych okolicznościach zawsze ciotkę prosiła Filipina o wsparcie.

Wspięły się uliczką, przeszły przez przedsionek, aby zapukać do furty. Szybko dopuszczono je do rozmównicy. Rozmowa z Przełożoną, Matką de Murinais, była bardzo swobodna, bo często rozmawiała ona o powołaniu z tą dawną uczennicą. Filipina, niecierpliwa, powstrzymywała się trochę, aby następnie nagle oznajmić swoją decyzję: była w Sainte-Marie pewna woli Bożej co do swojej osoby, chciałaby więc pozostać teraz u Wizytek, jeśli Matka de Murinais zechce ją przyjąć na kandydatkę14. Pani Perier, bardzo zaskoczona i mało przygotowana na taką sytuację, próbowała grzecznie przekonać siostrzenicę, by powróciła do domu, lecz Filipina odpowiadała na Boże natchnienie, jej decyzja była niezłomna, a Matka de Murinais decyzję tę potwierdzała. Pani Perier powróciła więc sama do podwójnego domu przy Grande'Rue, aby oznajmić nowinę rodzicom Duchesne. Jej szwagierka, zasmucona nieoczekiwanym obrotem, jaki przybrały wydarzenia, była zrozpaczona, lecz zbyt rozsądna, aby zrzucać winę na kogoś, kto na to w żadnym wypadku nie zasłużył, bo wyraźnie przeważała tu nadprzyrodzoność.

Ochłonąwszy nieco po tym wydarzeniu, kilka dni później Pani Duchesne wyruszyła wraz z mężem i małą Melanią, aby odwiedzić córkę w Sainte-Marie d'en Haut. Spotkanie było burzliwe, a cierpienie odczuła zarówno nieugięta w swoim postanowieniu córka, jak i przemawiający do niej rodzice. Filipina osiągnęła to, czego tak żarliwie pragnęła od wielu lat, lecz pozorne panowanie nad sobą ukrywało straszliwy konflikt sumienia. Głęboko kochała swoją rodzinę, a porzucenie na zawsze starego, podwójnego domu wymagało od niej oderwania, jakie umożliwić mogła tylko obfitość łaski. Filipina była zakochana w Chrystusie i ufna w Jego wsparcie bez względu na doświadczenia. Rodzice Duchesne zeszli z Mont Rochais sami, nie wiedząc, że przez całą ich powrotną drogę Filipina klęczała przed Najświętszym Sakramentem, ofiarowując ich wszystkich Bogu, jako najbardziej kosztowną ofiarę, i dziękując Mu, mimo spływających jej po twarzy łez, za odniesione zwycięstwo. Odnowiwszy swoje poświęcenie się Chrystusowi przez wstawiennictwo świetej Joanny de Chantal, wyszła z kaplicy i powróciła do swoich prostych obowiązków z pokojem w duszy, chociaż ból przeszywał jeszcze jej serce.

1788 - 1792


Kiedy Filipina jako postulantka wstąpiła do Sainte-Marie, starym, tętniącym życiem miastem Grenoble wstrząsały polityczne niepokoje. Pierwsza faza życia zakonnego Filipiny rozpoczynała się pośród wydarzeń, których reperkusje ciężko dadzą się odtąd odczuwać. Parlament Delfinatu był pierwszym, który zaprotestował przeciwko Królewskim Edyktom z maja 1788 roku, przez które Ludwik XVI chciał przeprowadzić zmiany w sądach sprawiedliwości i odroczyć obrady lokalnych parlamentów aż do ustanowienia nowych sądów15. Kopię królewskiego listu wysłano do księcia Clermont-Tonnerre’a, będącego wówczas gubernatorem Delfinatu, ze specjalnymi instrukcjami dotyczącymi zniesienia przywilejów i reorganizacji systemu prawnego16.

Gdy tylko gubernator zlecił zarejestrowanie dekretów, urzędnicy sądowi Grenoble zaprotestowali. Rada Generalna miasta zredagowała odwołanie wyjaśniające królowi niezadowolenie ludu i skutki, jakie mogłoby za sobą pociągnąć wprowadzenie w życie takich postanowień. Odpowiedź królewska nie dała na siebie czekać i przybyła w formie opatrzonego pieczęcią listu17 zabraniającego Radzie Miejskiej zbierania się po to, aby dyskutować nad Edyktami Królewskimi. Parlament zagroził wtedy wystąpieniem spod władzy koronnej, jeśli edykty takie zostaną utrzymane. Prokurator Generalny podsumował sytuację w liście skierowanym do Paryża: „Konsternacja jest powszechna wobec całkowitego zniszczenia naszych przywilejów, które są jednym z zasadniczych warunków zjednoczenia Delfinatu z Koroną. Sprawiedliwość stanęła w mieście i ludzie odmawiają płacenia podatków.” Clermont-Tonnerre dobrze wiedział, że całe społeczeństwo gotowe jest do powstania. Stało się konieczne wprowadzenie środków wojskowych i zmobilizowano oddziały: dwie kompanie stacjonowały na placu świętego Andrzeja, na wprost Pałacu Sprawiedliwości.

Środki ostrożności podjęte przez Gubernatora były jedynie wstępem do podjęcia środków jeszcze bardziej drastycznych, dekretujących aresztowanie i wygnanie urzędników sądowych Grenoble. Decyzja ta wywołała wściekłość ludu na Clermont-Tonnerre’a i rozpętała „pierwszą bitwę Rewolucji Francuskiej”. 7 czerwca miasto wyglądało groźnie: kobiety i mężczyźni krążyli gniewnie po ulicach, dzwony biły na trwogę. W południe Gubernator wyszedł do tłumu domagającego się zwołania Parlamentu Delfinatu. Oddziały otrzymały rozkaz osłaniania Gubernatora. W przepychance wywiązała się bitwa. Żołnierze strzelali, motłoch ciskał kamieniami i dachówkami. W tłumie byli ranni, ale bitwę wygrano, a poparli ją najwybitniejsi obywatele. Clermont-Tonnerre wezwał urzędników zarządu miejskiego, którzy procesjonalnie przyszli do Pałacu Sprawiedliwości i uspokoili tłum18.

Tydzień później grenobleńscy notable, zebrani wraz z Klerem i Stanem Trzecim zdecydowali się zwołać dawne Stany Prowincjalne Delfinatu, zniesione jeszcze za Kardynała Richelieu. Działając na mocy własnego autorytetu zgodzili się, aby reprezentacja Stanu Trzeciego19 była równa reprezentacji dwóch pozostałych grup, i aby każda dyskusja i każde głosowanie odbywało się wspólnie. Było to w rzeczy samej wielką innowacją. Datę tego Zebrania ustalono na 21 lipca, a odbyć się miało w Grenoble.

Na dworze w Wersalu zrozumiano, że chodzi o rebelię. Zbyt umiarkowanego Clermont-Tonnerre’a zastąpił bardziej dynamiczny Marszałek de Vaux. Miał on do swojej dyspozycji dwadzieścia tysięcy wojska i oczekiwano od niego, by natychmiast zaprowadził porządek. Zaledwie jednak dotarł do Grenoble, lakonicznie napisał do Wersalu: „Jest już za późno!” Miał jedno wyjście: upoważnić Stany Generalne, aby się zebrały, lecz poza granicami miasta.


Poza murami Sainte-Marie siostry informowane były o wydarzeniach zaczynających wstrząsać całym Delfinatem. Odwiedzający przy kracie rozmównicy relacjonowali szczegóły tego, co się wydarzyło. Państwo Duchesne przychodzili często odwiedzać Filipinę i opowiadali jej o wypadkach, w które ich rodzina była mocno zamieszana. Dowiedziała się ona z niepokojem, że Ojciec jej był inicjatorem nadzwyczajnego posiedzenia adwokatów miasta Grenoble, na którym przegłosowano rezolucję niepodejmowania się obrony jakiejkolwiek sprawy w sądzie, póki niesprawiedliwy Edykt nie zostanie cofnięty. W dniu tym był Pan Duchesne członkiem delegacji, która udała się do pierwszego Przewodniczącego Parlamentu, aby towarzyszyć mu i dwóm innym urzędnikom sądowym do Pałacu Sprawiedliwości; 14 czerwca uczestniczył też w zebraniu w Ratuszu i w tym samym czasie przygotowywał memoriał w postaci „Odwołania do Króla20, zawierający protest przeciwko zaistniałym warunkom i deklarację na temat reform finansowych i politycznych, jakie były Francji dramatycznie potrzebne. Duchesne miał zamiar zaproponować ten tekst na zgromadzeniu 21 lipca, które, jak Filipina wkrótce się dowiedziała, miało się odbyć w Chateau Vizille.

Wuj jej, Klaudiusz, oddał swój zamek do dyspozycji deputowanych, a propozycja ta została przyjęta. Przez całą spokojną, letnią noc aż do świtu 463 deputowanych21 ciągnęło drogami pieszo, konno, na wozach i w karetach, nie zwracając najmniejszej uwagi na oddziały wojska zgrupowane na miejscu, aby ich zastraszyć. Perier nie szczędził trudu ani pieniędzy, aby zgromadzenie to przygotować. Wielki zadaszony podwórzec do gry w piłkę i sala rycerska starego obronnego zamku zostały przystosowane do przyjęcia zebrania w poranek poniedziałkowy, z księciem de Morges jako przewodniczącym i Janem Józefem Mounier'em jako sekretarzem. Po formalnościach zgłoszenia się deputowanych, przeprowadzono dyskusję nad wyborem petycji do króla, co zajęło wiele godzin, po czym nastąpił wieczorny posiłek i chwila wytchnienia w ogrodach Vizille. Następnie ludzie zebrali się na obrady, które przeciągnęły się znacznie poza północ. O trzeciej na ranem, 22 lipca podpisano raport końcowy, nie wiedząc, że zgromadzenie to wypracowało program potężnej rewolucji. Przed zakończeniem posiedzenia książę de Morges wyraził czcigodnemu Klaudiuszowi Perier, właścicielowi posiadłości Vizille, szczere podziękowanie wszystkich uczestników za jego wielkoduszną gościnność.

Porządek zdawał się być przywrócony w całej prowincji Delfinatu, a sesje Zgromadzenia odbywające się na jesieni i następnej zimy w Romans kontynuowały rozpoczęte prace w otoczeniu mniej imponującym, lecz z tym samym niepodległościowym duchem. Piotr Franciszek Duchesne nie uczestniczył w sesji Stanów Delfinatu, które otwarto w Romans 10 września 1788 roku. W tym dniu udał się bowiem do Sainte-Marie, aby wziąć udział w obrzędzie, podczas którego Filipina otrzymała czarny habit, biały welon i czepek nowicjuszki zakonu Wizytek. Ojciec jej, przez swoją obecność na tej ceremonii i podpisanie rejestru klasztornego, jeszcze raz dowiódł Filipinie, jak bardzo była mu droga.
Ze zwykłą dla siebie gorliwością weszła Filipina w okres formacji przygotowujący ją do życia zakonnego i ślubów, przez które miała nadzieję na zawsze związać się z Chrystusem. Pisząc trzydzieści lat później, podaje kilka szczegółów z czasu swojego nowicjatu: „... kiedy w wieku osiemnastu i pół roku wstąpiłam do stanu zakonnego, wybrałam (raczej) Wizytki, gdzie wychowywano młodzież, niż Karmelitanki, które (też) bardzo kochałam. Moja wspólnota była cała przepełniona duchem Jezuitów; chlubiono się tym, że (nasze) konstytucje były oparte na ich... Żywot świętego Franciszka Ksawerego poruszał mnie najbardziej... Ileż razy... mówiłam mu w swej niecierpliwości: „Wielki Święty, dlaczego mnie nie powołujesz, bo ja bym ci odpowiedziała.” Jest on moim ulubionym świętym”.

Był on rzeczywiście jej wielkim ulubieńcem, lecz miał rywala w postaci innego świętego z Towarzystwa Jezusowego. Był nim góral z Vivarais, którego imię znane będzie na całym świecie i wpisze się w pierwszą Jezuicką Misję amerykańskiego Środkowego Zachodu. Jeśli z Franciszkiem Ksawerym Filipina pragnęła podzielać apostolstwo misji zagranicznych, wraz Janem Franciszkiem Régis'em22 marzyła o oddaniu swego życia biednym. Relikwie tego wielkiego apostoła czczono w Sainte-Marie i Filipina modliła się przed nimi często, aby otrzymać łaskę pójścia za jego przykładem w apostolstwo nieskończenie bardziej ukryte od apostolstwa świętego Franciszka Ksawerego.

Życie nowicjackie rzadko obfituje w romantyczne wydarzenia. Wszystkie codziennie czynności przebiegają w pozornej monotonii, nigdy nie odstępując od stałego porządku zajęć dnia: ćwiczeń duchownych, prac domowych, praktyk pokutnych. Jest to życie zupełnie nowe, życie poddane regule i ustalone w najmniejszych szczegółach. Nosząca święty habit nowicjuszka powinna stopniowo „przyoblekać się w ducha Chrystusa”. Rośnie w wyciszeniu i koncentruje swe wysiłki na modlitwie i milczeniu. Fascynacja nowością szybko przemija, ożywcze tchnienie nadprzyrodzoności staje się z czasem migotliwym światełkiem, i tylko serce dobrze zahartowane, mające mocne postanowienie, może oprzeć się burzom grożącym stłumieniem pierwszej gorliwości. Filipina nie była wyjątkiem od tej reguły, chociaż, jak się wydaje, otrzymała tak bardzo mocną miłość do Boga, takie miłosierdzie względem sióstr, że trudności nowicjatu ledwie jej dotykały. Znacznie później mogła napisać: „W dniu, w którym wstąpiłam do Sainte-Marie podjęłam postanowienie, że nigdy w żadnym punkcie nie złamię reguły i rzeczywiście nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek to uczyniła.”

Dla tak niezależnego i tak porywczego, jak jej charakteru ta niezachwiana wierność mogła być tylko wynikiem heroicznego zwycięstwa nad sobą. Nieustanna surowość w pełni uregulowanego życia rozwinęła w niej jednak szybko tę wrażliwość na łaskę, która jest oznaką świętości. Nowicjat Wizytek dawał jej niezliczone okazje do wielkodusznej służby w drobnych zajęciach, o które ją proszono. Jej intensywnie wypełnione dni były fizycznie bardzo męczące, a jednak wieczorami udawała się na spotkanie z mistrzynią nowicjatu, siostrą Eugenią de Bayanne, aby poprosić ją o pozwolenie na dodatkową godzinę modlitwy zanim uda się na spoczynek. Jej towarzyszki zawsze wiedziały, kiedy udało się jej otrzymać pozwolenie, bo tak promienny był jej uśmiech i lekki krok, kiedy kierowała się w stronę chóru na swoje ulubione miejsce przed tabernakulum. Odnajdywała tam spoczynek na modlitwie. Czasami, zapomniawszy o wszystkim poza Bożą Obecnością spędzała dużą część nocy, a nawet całą noc, na cichej adoracji, klęcząc bez ruchu, całkiem zagubiona w Bogu. Duch świetej Małgorzaty Marii brał ją stopniowo w posiadanie i przygotowywał do apostolstwa, które zaniesie poznanie i miłość Najświętszego Serca na ziemie misyjne, o czym marzyła od dziecka.

Żywot Czcigodnej Matki Marii od Wcielenia wywarł głęboki wpływ na jej życie modlitwy i aspiracje misyjne. Zapał świętej Urszulanki zainspirował jej gorliwość o zbawienie dusz będących jeszcze w cieniu pogaństwa. Misje w Kanadzie stały się dla niej celem, nawet jeśli sama przygotowywała się do pozostania w klasztorze Wizytek. Filipina wstąpiła do zakonu, którego duch i tradycje były dobrze zdefiniowane. Święty Franciszek gorąco nalegał: „Jest to duch głębokiej pokory względem Boga i wielkiej delikatności względem bliźniego.” Żadnej oznaki zewnętrznych surowości, ale zupełne wyrzeczenie się siebie, moc w łagodności, miłujące zaangażowanie na modlitwie, proste zawierzenie Bogu i Jego przedstawicielom. Nabożeństwo do Najświętszego Serca było cennym dziedzictwem pozostawionym Wizytkom przez ich Założyciela, który nazywał je „córkami Najświętszego Serca Jezusa”. Formacja udzielana w nowicjacie Sainte-Marie dodawała do tradycji tego Zakonu nauczanie Świętej Małgorzaty Marii23. W swojej ofiarnej gorliwości Filipina w naturalny sposób popadłaby w skrajność w sprawie cielesnych umartwień, gdyby reguła i duch Zakonu nie ukazywały jej, że modlitwa i skupienie, miłosierdzie i wyrzeczenie mają kompensować surowości Karmelu. Jej największą radością stała się modlitwa, w której odnalazła sposób udzielania odpowiedzi na miłość Bożą.
Wspólnota Sainte-Marie miała przyjąć Filipinę do Zakonu we wrześniu 1789 roku. Nim jednak w pełni zaangażuje się ona w życie zakonne doznać musi długiego okresu niepewności i rozczarowań.
Zima 1788-1789 roku była w Grenoble, jak niemal w całej Francji czasem wielkiego cierpienia; marne zbiory pociągnęły za sobą braki w zaopatrzeniu, panowały ostre mrozy, odnotowano wiele zgonów spowodowanych zimnem i głodem. Na wiosnę buntownicze rozruchy wstrząsały wygłodniałą ludnością, a zamożne rodziny zaczęły opuszczać miasto, aby szukać schronienia w swoich wiejskich posiadłościach lub w oddalonych wioskach. We wrześniu 1789 roku Filipina miała złożyć zakonną profesję, lecz ten krok wydał się jej ojcu zupełnie nierozsądny. Był on zbyt dalekowzroczny, aby nie zdawać sobie sprawy, że Rewolucja zagrażała nie tylko monarchii, ale i Kościołowi, jego klerowi i zakonom. Rozpoczęła się konfiskata dóbr kościelnych, za czym z pewnością musiało pójść zniesienie zakonów. Dlatego Franciszek Duchesne zabronił córce składania ślubów. Było to „najcięższe doświadczenie, jakie mógł zesłać Bóg” - przyznała wiele lat później. Stary, bardzo mądry ksiądz udzielił jej rady: „Oddaj cześć Bogu, moje dziecko. Ma On swój tajemniczy plan, co do wszystkich mających nadejść wydarzeń. Później to zrozumiesz.”

13 lutego 1790 roku przegłosowano dekret nakazujący sekularyzację zakonów. Siostry mogły pozostać w swoich klasztorach, zwłaszcza te, które były zaangażowane w nauczanie. „Zakonnice Francji” - zaznacza historyk Lavisse - „oparły się dekretowi Zgromadzenia Narodowego i naglącym wezwaniom patriotów. Bardzo niewiele opuściło klasztory w pierwszych dniach Rewolucji, i ani ataki, ani perswazje nie miały na nie żadnego wpływu... Zdecydowana większość się oparła, aż faktycznie zmuszono je siłą do opuszczenia klasztorów w roku 1792.” 24

Oprócz osobistego rozczarowania i niepewności zagrażającej jej wspólnocie, Filipina nie była też pozbawiona niepokoju o Ojca. Kontynuował on swoją zwykłą polityczną działalność, chociaż jego zdaniem Rewolucja poszła o wiele za daleko i odczuwał jedynie wzgardę dla tego teatralnego przedstawienia, jakie zaaranżowano w imię wolności. Kiedy w roku 1789 zwołano Stany Generalne, przedstawiono tam Zgromadzeniu raport o tym, co zdarzyło się w Grenoble w poprzednim roku. Adwokaci z tego miasta uznali raport za fałszywy i podnieśli żywy protest. Duchesne podpisał ten dokument. W lutym 1790 roku Filipina dowiedziała się, że Ojca jej wybrano na członka Rady Miejskiej, którego to honoru i funkcji dotychczas mu odmawiano. Jako członek Rady miał stać się bardzo popularny, lecz w obliczu grożących zamieszek wyczuwał związane z tym niebezpieczeństwo. Od wielu miesięcy poszukiwał domu na wsi. Ulokował swoją rodzinę w południowo-zachodniej części Delfinatu, w pobliżu wioski Grâne. Po ostatniej swojej wizycie w Sainte-Marie, jego żona, Pani Duchesne, wyjechała tam wraz z Adelaidą, Melanią i młodym Duchesne’m.

Dwa miesiące po wybraniu Pana Duchesne do Rady Miejskiej poproszono go o ułożenie tekstu przysięgi, jaką nowo utworzona Gwardia Narodowa miała złożyć podczas publicznej ceremonii. Tekst ten stał się przyczyną jego upadku; zarzucano mu bowiem, że napisał: „Najwyższa władza należy do Króla”. Sympatycy Rewolucji i osobiści wrogowie Duchesne’a oskarżyli go o ukrytą próbę nakłaniania współobywateli do przysięgi narażającej ich bezpieczeństwo, albo do przebiegłego tłumienia rodzącej się wolności i przywracania dawnych przywilejów. Duchesne ponownie rozpatrzył przysięgę i napisał: „Król jest wyposażony w najwyższą władzę”. Delfinatczycy byli zadowoleni z tekstu, lecz nie z jego autora, który wycofał się chwilowo z życia publicznego i zamieszkał w Grâne.

W owym roku miało Grenoble głęboko odczuć wstrząsy związane z Rewolucją25. Kościoły były jeszcze otwarte, posługi religijne jeszcze dozwolone. Jednak w połowie lipca, gdy ukończono Konstytucję Cywilną Kleru, księża musieli przeżyć koszmar, jakiego nigdy dotąd nie widziano w historii. Niepokój i wielki lęk rozszedł się po Francji pośród wszystkich szanujących religię. W październiku mianowano do Rady Miejskiej, do której należał również Klaudiusz Perier, człowieka wierzącego i z zasadami, Kamila Teisseire’a. W Sainte-Marie nie śmiano mieć nadziei, by jego wpływ mógł odsunąć zagrażające niebezpieczeństwo.

Oszczędzono dotychczas religijne instytucje Grenoble. Rada Miejska zwróciła się z memoriałem do Zgromadzenia Narodowego w Paryżu, aby zachować Wielką Kartuzję, zakonnice posługujące w szpitalach, dwa klasztory, Wizytek i Urszulanek. Modlitwa w Sainte-Marie jeszcze się wzmogła na wieść, że wszyscy zakonnicy, którzy nie byli wymienieni na tej liście zostali rozproszeni.

W maju 1792 roku Filipina dowiedziała się o tym, że powalono wielki Krzyż, od pokoleń stojący pośrodku placu Świętego Andrzeja, a plac przemianowano na plac Konstytucji, natomiast la Grande'Rue stała się ulicą Odrodzenia. W miesiącu lipcu, od Paryża po najbardziej zapadłe wioski przebiegło ostrzeżenie: „Ojczyzna naszych ojców jest w niebezpieczeństwie26. Miejsce Zgromadzenia Narodowego zajął Konwent, który zdetronizował Króla, a Rodzinę Królewską wysłał do Temple27, podpisując jednak wcześniej dwa dekrety. Pierwszy, z datą 4 sierpnia 1792 roku, znosił wszystkie zgromadzenia zakonne żeńskie, które dotychczas oszczędzono. Ich przestępstwem było „mieć wspólną sprawę” z opornymi księżmi. Drugi dekret, z datą 18 sierpnia, rozwiązywał wszystkie kongregacje męskie i żeńskie, które od 1789 roku kontynuowały pracę w szkołach i w szpitalach.

W całej Francji ruch Rewolucji ulegał przyspieszeniu, wojna i powstania prowadziły kraj do Terroru. We wrześniu 1792 roku Filipina, zobowiązana porzucić strój zakonny, musiała rówież opuścić klasztor, w którym spędziła cztery i pół roku życia. Usilnie prosiła Eugenię de Bayanne, ówczesną przełożoną klasztoru, aby wysłano ją do Włoch. Kiedy Ojciec odmówił udzielenia na to pozwolenia, Filipina zeszła z Mont Rochais do domu Perier.


Przyjęto ją bardzo serdecznie, a cała rodzina starała się pomóc jej zapomnieć o doznawanym przez nią doświadczeniu. Filipina nawiązała więzy przyjaźni z Augustynem, który pracował teraz ze swoim ojcem, czytywała Scypionowi, którego słaby wzrok zawsze był dużym kalectwem, wysłuchiwała szkolnych historii Kazimierza Perier28. W niedziele mogła uczestniczyć we Mszy świetej, już nie w kościele, ale w domu doktora Gagnon’a, położonym nieco w dół ulicy, w pobliżu placu Grenette. W Grenoble panował w owym czasie względny spokój, lecz Filipina słyszała, jak wuj Klaudiusz wraz z Kamilem Teisseire’m dyskutowali z najstarszymi synami Perier o bezpieczeństwie miasta, o ograniczaniu wydatków i ochranianiu rodziny. Kiedy tylko nadarzyła się okazja, wyjechała do Grâne.
Kochała ten przestronny dom, ogród i otaczające go lasy, gdzie rodzina często przyjeżdżała, kiedy Filipina była jeszcze dzieckiem. Z Grenoble droga wiodła do Vizille, następnie kierowała się ku Walencji, biegła wtedy wzdłuż rzeki Drôme aż do Crest, gdzie zmieniano dyliżans na mniejszy pojazd, który mógł przebyć rzekę na promie, i przybywano do Grâne. Filipina pamiętała przyjazdy do Crest, zawsze sygnalizowane przez pierwszego, który dostrzegał ruiny wielkiego feudalnego zamku położonego na skale górującej nad miastem. Zamek już nie istniał, ale ogromny donżon nadal służył za więzienie. Jego sylwetka na horyzoncie przypominała dzieciom nadzwyczajne historie z kręgu fantazji i przygody.

W tej części starego Delfinatu bardzo wyniosłe szczyty Alp ustępowały miejsca górskim zboczom, a wielkie łąki rozciągały swoje pastwiska, aby żywić stada. Stoki i równiny wzdłuż rzeki Drôme pokrywały winnice i sady. Filipina poznała ten region w lecie. Teraz góry pokrywał gruby płaszcz śniegu, drzewa owocowe i orzechy pozbawione były liści. Przewiał ją przenikliwy wiatr, kiedy wysiadła z powozu przy wejściu do domu i podbiegła do drzwi, szeroko dla niej otwartych. Powróciła do siebie, co prawda wbrew swej woli, lecz uświadamiając sobie całą moc miłości, z jaką przyjmowano ją w tej rodzinie, chociaż nie miała zamiaru w niej pozostać. Żadne przywiązanie, żadna Rewolucja nie mogły zachwiać jej stanowczym i całkowitym zaangażowaniem się dla Chrystusa.

ROZDZIAŁ 2


Directory: images
images -> Lokalna strategia rozwoju lokalnej grupy działania „lider zielonej wielkopolski” na lata
images -> „ Gra tajemnic reżyseria Morten Tyldum. Czas projekcji 110 minut
images -> Wykład z polityki gospodarczej Temat 3 Polityka pieniężna I walutowa Pojęcie I cele
images -> Skarżyski klub szaradzistóW „anagram” zał. 12 maja 1958 roku przy miejskim centrum kultury im. Leopolda staffa 26-110 skarżysko-kamienna, ul. SŁOwackiego nr 25
images -> Załącznik 1
images -> Postępowanie znak: sz-2100-13(52/ZP/07)-07
images -> Spzoz/ZP/…
images -> Xviii konferencja naukowo – szkoleniowagastroenterologii klinicznej wp
images -> Załącznik nr 3 do siwz opis przedmiotu zamówienia (opz) dot przetargu nieograniczonego znak: A/ZP/szp. 251-37/16 na: „dostawę wraz z wdrożeniem zintegrowanego elektronicznego systemu zarządzania dokumentacją medyczną”

Pobieranie 2.06 Mb.

Share with your friends:
1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   26




©operacji.org 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna