Louise callan, rscj



Pobieranie 2.06 Mb.
Strona16/26
Data25.10.2017
Rozmiar2.06 Mb.
1   ...   12   13   14   15   16   17   18   19   ...   26

1833 - 1834

Pod nieobecność biskupa, który odbywał podróż do Kentucky, gdzie Kościół zdziesiątkowała cholera, Ojciec Borgna zastępował go jako kapelan klasztoru i spowiadał też zakonnice. Filipina, pomimo starej przyjaźni z tym księdzem, nie okazywała mu pełnego zaufania. Miała powody uważać, że jego wpływ na niektórych członków wspólnoty nie był ściśle po linii Zgromadzenia i zakonnego posłuszeństwa. Biskup, znając fakty, na jakich opierały się jej obawy, zrozumiał o co chodzi w kwestii poruszanej przez nią w liście wysłanym w styczniu 1833 roku:


Z niepokojem pragnę się dowiedzieć, czy możemy mieć nadzieję ujrzeć Monseigneur’a w tym tygodniu [celem spowiedzi]; czy nie jest aby czymś niedyskretnym tego oczekiwać? Czy powinnyśmy przyjąć usługi Ojca Borgna? Będę w (tej) sprawie uległa, ale nie obojętna.”
Monseigneur Rosati zaraz po swym powrocie złożył jej wizytę i nadal przychodził do klasztoru, tak regularnie, jak pozwalały mu na to inne obowiązki. Dopiero wtedy, gdy w lipcu następnego roku dotknęła go choroba, odmówił przysługi, którą Matka Duchesne tak wysoce ceniła. Cholera grasowała w Saint Louis w maju, a wiele ciężkich przypadków pojawiło się i w czerwcu, lecz klasztor znowu został oszczędzony. Miażdżąca wieść dotarła jednak z Saint Michel. Zaraza zabrała 5 zakonnic w cztery dni, pośród nich Matkę Detchemendy. Matka Duchesne zapisała w swoim Dzienniku:
Epidemia sroży się ze straszliwą gwałtownością w miastach i na rozlewiskach Luizjany. Urszulanki z Nowego Orleanu również zostały zaatakowane i dowiedziałyśmy się o śmierci świętego Ojca Benedykta Richard’a, wiernego przyjaciela, protektora naszych klasztorów i naszego pierwszego kapelana w Saint Charles.”
Święto Najświętszego Serca obchodzono uroczyście z ojcem Le Clerc’kiem. Wygłosił on „bardzo poruszające kazanie” o Nabożeństwie do Najświętszego Serca. W miesiącu, który po tym nastąpił, dowiedziano się o jego śmierci. W tym samym czasie i Mgr Rosati był niebezpiecznie chory, jak również Matka Hamilton, a Matka Oktawia Berthold przyjęła ostatnie sakramenty. Jednakże 23 czerwca, kiedy Matka Duchesne dowiedziała się o okazji posłania listu przez zaufanego podróżnego, napisała późno w nocy długi list do Józefiny, w którym swoje osobiste cierpienia przedstawia dopiero w ostatnim paragrafie:
Zasypujesz mnie, moja droga Kuzynko, dowodami twojej przyjaźni i twoimi prezentami. Otrzymałam twój interesujący list jednocześnie z zapowiedzianym prezentem. Nic nie mogło być dla mnie bardziej przyjemne. Podjęłyśmy budowę nowego skrzydła naszego budynku, który był tak mały, że szkoła nie mogła się powiększyć. Nie miałyśmy infirmerii, sali zebrań, osobnych pokojów, a było to bardzo uciążliwe dla chorych, to znaczy dla większości Wspólnoty. Co do mnie, zachowuję siły i byle jakie miejsce jest dla mnie wystarczające. Spędzam najspokojniejsze noce w najbardziej zamieszkałych kątach, i to od wielu lat, było mi wszystko jedno przenosić materac z jednego pomieszczenia do drugiego, zależnie od okoliczności. Zwijałam go rano i kładłam gdziekolwiek następnej nocy. Zrozumiałam z doświadczenia to, co mówił Św. Augustyn: „Lepiej niewiele potrzebować, niż wiele mieć.” Tak więc te poczciwe 1 000 franków, za które ci tysiąc razy dziękuje, zostaną lepiej użyte dla ogólnego dobra klasztoru, niż na moje osobiste potrzeby i da mi to największą satysfakcję...

Nigdy nie byłam tak zupełnie pozbawiona chwili spokoju. Moje serce nigdy nie jest wolne od cierpienia i to właśnie przywiązuje mnie bardziej niż wszystko do tego domu, bo jak mogłabym opuścić te biedne, cierpiące zakonnice? Jest ich 13 we wspólnocie i dzisiaj 7 objętych jest leczeniem. W takich warunkach jesteśmy od dawna. Czekałam miesiąc, aby znaleźć czas odpowiedzieć na wiele listów. Wybacz mi, że tak nagle przerywam, ale bardzo serdecznie w Sercu Jezusa...”
Ciężka choroba, z której Mgr Rosati podźwignął się pod koniec lipca, położyła kres ofiarności, jaką okazywał Matce Duchesne i jej wspólnocie jako spowiednik. Jej reakcja ukazuje, jak bardzo osobiście odczuła tę decyzję:
Wyraziłam już Monseigneur’owi moje zmartwienie dowiedziawszy się, że nie będziemy już pod jego osobistym kierownictwem. Usiłował mnie Monseigneur upewnić, ale nie mogę znaleźć pokoju. Zbyt dobrze uświadamiam sobie, że czas biskupa jest cenny i że często nie jest on jego panem. Ponadto wyczułam, jak bardzo byłoby pożałowania godne i jak bardzo winne byśmy się czuły, gdybyśmy szukały raczej naszego własnego dobrego samopoczucia niż dobra ogólnego tej rozległej diecezji, zwłaszcza, kiedy stan Jego zdrowia jest osłabiony. Perspektywa nieobecność Monseigneur’a zapowiedziana na przyszły miesiąc przytłacza mnie jeszcze bardziej, jak również fakt konieczności zwracania się do księdza, który lepiej odpowiada osobom światowym, niż tym, które powinny mieć nabożność wewnętrzną i wyciszoną.

Muszę Mu jednak powiedzieć, że wielu członków wspólnoty nie jest mojej opinii, i są dosyć szczęśliwe z tego nowego układu, lecz ich racje nie wydają mi się mieć wagi. Jestem gotowa poświęcić mój gust i pokój mojej duszy dla dobra ogólnego, lecz nie będę usatysfakcjonowana, póki nie poddam Monseigneur’owi tego, co myślę, chociażby dla największej korzyści tego klasztoru, a byłoby to mianowanie dla nas, albo przynajmniej dla tych, które doświadczają tego potrzeby, spowiednika, który ma takie same reguły, jak nasze...”
Takie, jak to cierpienie duszy było dla Filipiny „sekretem Króla” i nigdy nie okazała swej rodzinie znoszonych przez siebie niepokojów. Klarowne, interesujące listy przebywały ocean za każdym razem, kiedy jakiś podróżny wyruszał do Europy. Dwa dni po tym wołaniu serca do Monseigneur’a Rosati’ego, pisała do Pani Jouve:
Moja Droga przyjaciółko,

Otrzymałam twój list z miesiąca kwietnia, napisany z Lyonu po twoim powrocie z Grâne. Jestem zachwycona tym, że mój list dotarł do dobrej Amelii, lecz jestem (też) przekonana, że nie jest to pierwszy. Bardzo dobrze sobie przypominam, że napisałam do niej wiele razy; w jednym z mych listów szczególnie rozmawiałam z nią o jej córce, Pani Bergasse. Nie jest dziwne, że przy tak wielkim oddaleniu listy się gubią i wcale nie otrzymałam tego, który mi od niej zapowiadasz. Napisałam do niej ponownie, w reakcji, bo skarżyła się na moje milczenie, i mój list musiał rozminąć się z twoim, bo co do tego, który mi zapowiadasz od tej drogiej Amelii, napisanego w tym samym czasie, co twój, (to) wcale go nie otrzymałam.

List ten pójdzie być może do Lyonu przez okazję O. Odin’a, księdza z tego miasta i misjonarza tutaj, który dokona objazdu swego kraju w interesach, tutaj jest w naszym Stanie przewodniczącym pewnego kolegium, które ma duże powodzenie. Kolegium z Saint Louis podniesione zostało do rangi uniwersytetu przez legislaturę Missouri; trzymają je Jezuici, którzy mając blisko stu pensjonariuszy potrzebowaliby kilku współbraci. Pragnęłabym, aby Henryk został przeznaczony do tego dobrego dzieła, znalazłby w Stanie i na Terytorium Missouri, bardziej jeszcze rozległym, na czym ćwiczyć swoją gorliwość. Religia rozprzestrzenia się tam, i nie ma roku, by nie budowano wielu kościołów; ten w Saint-Louis zakończony będzie dopiero w przyszłym roku, będzie piękny, jak i ten seminaryjny, na trzydzieści wiorst stąd, którego, ponieważ uczyniono go na planie zbyt pięknym dla (tego) kraju, nie można jeszcze dokończyć z braku funduszy...

Błogosławię Boga, że zadysponował wszystkimi rzeczami przez swoją czcigodną Opatrzność, abyście, twój mąż i ty, mogli spędzić spokojne i szczęśliwe dni, jak (i) P(an) Lebrument; okaże się Ona równie przychylna, mam tę nadzieję, dla Pani Bergasse, która, jak nasza dobra Adelaida, sprowadza błogosławieństwa na swoją rodzinę.

Z Bogiem, moja dobra przyjaciółko, przypomnij mnie wszystkim twoim, a zwłaszcza twemu mężowi; moje serce nigdy nie zestarzeje się w uczuciach, jakie dla was zachowuje...”
W dniu sześćdziesiątych czwartych urodzin Filipiny P. Mullanphy zmarł w swojej rezydencji w Saint Louis, przy North-Main-Street. W następnym dniu dzieci z sierocińca szły za konduktem pogrzebowym, ubrane w czerń i biel. Na początku września stało się oczywiste, że pełne cierpień życie Matki Oktawii Berthold również dobiegało końca. Matka Duchesne pielęgnowała ją z większą czułością, z większą niż kiedykolwiek wiernością. Cholera znowu srożyła się w Luizjanie. Biskup de Neckere przebywał przez kilka tygodni w Saint Michel, wypoczywając tam po chorobie i przepracowaniu. Wszyscy, którzy go znali i kochali, prosili, aby pozostał względnie na uboczu, lecz niemożliwe było go do tego przekonać, i 4 wrześnie jego życie tragicznie skróciła zaraza w Nowym Orleanie.
Rozdzielenie nagród w “akademii” wyznaczono na 16 września. Najświętsze Serce miało jednak na ten dzień inne projekty, jak precyzuje to Matka Duchesne w swoim Dzienniku:
Stan naszej drogiej Matki Oktawii gwałtownie się pogorszył i o dziesiątej rano oddała swoją bardzo piękną duszę Bogu. Towarzyszył jej Ojciec Borgna, Wikariusz Generalny. Jej agonia trwała tylko chwilę i wcześnie rano otrzymała komunię. Ciało jej złożono w naszej kaplicy, gdzie ludzie przychodzili nieustannie się modlić. Ołtarz udrapowany był na czarno i tego samego wieczora recytowano oficjum za zmarłych. Nazajutrz rano, Ojcowie Borgna, De Smet et Doutreluingne ofiarowali za nią ciche Msze. O godzinie ósmej wielką Mszę odśpiewał Ojciec Verhaegen, z diakonem i subdiakonem.”
Matkę Oktawię pochowano w południowo zachodnim zakątku posiadłości, na małym cmentarzu wyznaczonym w miesiącu maju poprzedniego roku. Pierwszy grób wykopano tam dla Ojca Le Clerc’a, ofiarę cholery, sześć miesięcy po jego przybyciu do Saint Louis. Inna ofiara, Siostra Miłosierdzia, została tam pochowana 9 września. Egzekwie Matki Oktawii były ostatnie, nim miasto nie zaczęło rozciągać swoich ulic przez posiadłość Mullanphy’ego, skazując tym samym cmentarz na zniszczenie.
Potrzeba było wielkiej determinacji na płaszczyźnie duchowej, aby zachować projekty przewidziane w związku z uroczystością zakończenia roku szkolnego. Matka Duchesne wypełniła swój obowiązek, wyprostowana i opanowana serdecznie pozdrowiła Ojca Verhaegen’a i rodziców dzieci, zaproszonych na małe spotkanie. P. Taylor opisał przedstawienie jako „literacką manifestację odbywającą się corocznie w Żeńskiej Akademii Pań Sacré Coeur”. Dodaje, że „przestronną salę nowowzniesionego budynku z cegieł elegancko udekorowano okazami hafciarstwa, tkalnictwa i różnorodnych prac kobiecej edukacji.” Recytacje prozy i poezji w języku angielskim i francuskim wywarły na nim wrażenie. W podsumowaniu stwierdzał: „Zakład ten, jak z przyjemnością to zauważamy, coraz bardziej zyskuje zaufanie publiczności i niewątpliwie zasługuje na najszersze wsparcie.”

Chociaż rok szkolny zaczynał się w październiku dosyć dużym naborem, zakonnice były zawsze nieco rozczarowane widząc kilka pustych łóżek w sypialni. Matka Duchesne nie czyni jednak o tym żadnej wzmianki w liście napisanym do Francji do Matki Desmarquest, 19 października. Napawały ją troską straty z poprzedniego roku, ale w ostatnim paragrafie wyczuwa się, że jest zadowolona z nowego budynku, którego jednak jeszcze nie opłacono.


Rozdzielenie nagród miało miejsce 18 września. Z tej okazji użyłyśmy sali studiów nowego budynku, który ma 16 metrów długości i 10 metrów szerokości. Na parterze, który jest częściowo pod ziemią, nowy budynek ma przestronny refektarz i pokój, w którym postawimy piec węglowy grzejący dom od dołu. Powyżej jest duża sala studiów, a na całej jej długości kryta galeria, gdzie przy złej pogodzie można nieco docenić świeże powietrze. Łączy się to z przedsionkiem prowadzącym do wejścia do kaplicy. Ponad tym wszystkim znajduje się sypialnia i mała łazienka. Strych jest dobrze otynkowany i pozwoli to nam na inną sypialnię. Przylega ona do starej (sypialni), używanej teraz jako szatnia dla dzieci...”
Na jesieni 1833 roku, myśli i modlitwy Matki Duchesne kierowały się nieustannie w stronę Paryża, gdzie odbywała się piąta Rada Generalna Zgromadzenia. Zebranie to miało zająć się w sposób całkiem szczególny sytuacją klasztorów w Ameryce. Podczas sesji tej Rady dowiedziała się ona o śmierci dwóch zakonnic w Saint Michel. Notuje to w swoim Dzienniku razem z innymi nowinami: opatrznościową pomocą, jaka dotarła do niej i pozwoliła zwrócić niemal w całości dług za nowy budynek:
Mgr Blanc napisał, że ma w ręku 200 $ pozostawione dla nas przez księdza Benedykta Richard’a. Otrzymałyśmy również 450 $ z Grand Coteau, jako prezent na nowy budynek i 200 $ od Pani de Rollin. Zgodziłyśmy się przyjąć dwie małe Grolet, sieroty z Grand Coteau, na 6 lat i za 1.500 $ w trzech przelewach, pierwszy z góry. Z tymi pieniędzmi będziemy zdolne zwrócić prawie wszystko, co jesteśmy winne za nową część domu, która kosztowała 4.000 $.”
Ciesząc się z tej pięknej fortuny, Matka Duchesne podzielała też radość Matki Mathevon, która czyniła plany klasztoru z cegły w Saint Charles; miał on zastąpić popadający w ruinę stary dom Duquette. Plan, jaki jej pokazano był prawie identyczny z tym z Florissant, ale mała tam być mieszkalna suterena do połowy ukryta pod ziemią. Klasztor miał stać na pierwszej skarpie, ponad rzeką i bliżej kościoła, niż dom Duquette. W bliskiej przyszłości miano nadzieję na to, że uda się go poszerzyć w kierunku północnym, aby dojść do muru prezbiterium kościoła, tworząc tym samym w klauzurze kaplicę dla zakonnic, jak we Florissant. Matka Mathevon była bardzo kompetentną i cenioną Przełożoną, a Ojciec Van Quickenborne znacznie złagodniał.
Radości i troski nieustannie nakładały się w życiu Filipiny. Zamknięcie starego klasztoru Sainte-Marie-d'en-Haut było dla niej ciosem, który starała się zapomnieć dzięki modlitwie i pokucieę. Pięć miesięcy wcześniej, święta Magdalena Zofia pisała do niej: „Wiadomością, która cię zmartwi, jest perspektywa, jaką mamy, że będziemy musiały opuścić twój ukochany dom Sainte-Marie” 389, a w liście z 16 października ogłasza „fakt dokonany”: „Jakiż miałyśmy smutek, że zostałyśmy przymuszone do zlikwidowania twojej kolebki, tego domu (Sainte-Marie), który był nam tak drogi! Stało się to pod przymusem, (bo) miasto nam go zabrało.” 390 List ten przybył do Saint Louis w dniu Bożego Narodzenia i Filipina odpowiedziała nań 28 grudnia: „Jeśli Bóg uderza w taki sposób w zielone drzewo, cóż stanie się z drzewem suchym i zjedzonym przez robaki, które jest tu naszym budulcem?” 391

Okazja posłania poczty, bez opłaty aż do Nowego Orleanu, pobudziła ją do napisania do Józefiny. Nie wiedziała jeszcze, że rodzina Perier znowu była w żałobie, tym razem z powodu śmierci jej ukochanego Augustyna. Pozostawał on zawsze w bardzo bliskich kontaktach z Kazimierzem, zawsze bardzo go wspierał, a Ludwik Filip, w uznaniu oddanych przysług, uczynił go parem królestwa. Zupełnie nieświadoma jego śmierci, Filipina pisała:


Droga Kuzynko,

Otrzymałam wszystkie twoje prezenty; 2 000 franków, które miałaś dobroć dwa razy mi posłać, szybko zostały przekazane. Radością jest zaciągać wobec ciebie taki dług wdzięczności, chociaż wiesz, że moja przyjaźń dla ciebie jest bez osobistego egoizmu. Czule cię kocham i wysoce szanuję za to, kim jesteś sama w sobie...

Napisano mi, że nie ma sposobu dla Zgromadzenia uratowania Sainte-Marie, że klasztor ma być zamknięty... Nigdy nie myślałam, że będę mogła ponownie zobaczyć to ukochane miejsce, lecz byłaby to dla mnie radość myśleć o nim, jako o miejscu, gdzie królowałaby cnota bojaźni Bożej, gorliwość i niewinność. Jest dla mnie czymś bardzo gorzkim myśleć, że być może to ja jestem odpowiedzialna za zamknięcie tego domu, bo nie zasługiwałam na łaski konieczne, by go utrzymać. Nie mam pragnienia nowych usiłowań. Zdaje mi się, że to, co tu budujemy jest jak domek z kart w porównaniu z masywną budowlą tego szlachetnego monasteru, jego obszernymi proporcjami, jego uroczym położeniem, jego cichym kościołem, oddalonym od wszelkiego rozproszenia...

Nasz nowy budynek, do którego tak hojnie się przyczyniłaś, jest teraz ukończony, brak tylko otynkowania. Przedstawia sobą tak pociągający wygląd, że liczba pensjonarek już się podwoiła. Nigdy nie przypuszczałam, że będzie to możliwe.

Będziesz zadowolona dowiadując się, że wszystkie instytucje katolickie w Stanach Zjednoczonych są aktualnie w rozkwicie. Kongres ma swego ‘kapelana’, to znaczy swego ‘kaznodzieję’, katolickiego księdza. Prezydent [Andrew Jackson] jest całkiem przychylny katolickim księżom i wielu protestantów woli powierzać swoje dzieci raczej księżom celibatariuszom niż profesorom, których obowiązek dzieli między zainteresowanie dla studiów, a troskę o rodzinę. Nowy Orlean zdecydował się w końcu powierzyć swój szpital Siostrom Szarytkom. Zyskały podziw ludzi wszelkich wyznań w Saint Louis, przez swoją pracę w naszym szpitalu...”
Prawie we wszystkim co Filipina pisze, przejawia się jej charakter. Kilka razy jednak pewien rys uwidacznia się w sposób nieoczekiwany. Oskarżono ją o zbytnią surowość w kwestii dyscypliny, zbytnią sztywność i nieustępliwość, kiedy rodzice zasięgają jej opinii. Tymczasem pisze ona do Monseigneur’a Rosati’ego 15 stycznia 1834 roku:
Pominęłam tego ranka powiedzenie Mu o naszym doktorze, ponieważ sam ma on z Nim porozmawiać na temat swojej jedynej córki, z którą matka nie może się rozstać od śmierci swego syna. Przyszła wyrazić życzenie, aby córkę jej umieścić na pół-pensji, a wobec odmowy Pani Régis, wydała się mocno zmartwiona. Przyszłam do niej i powiedziałam, że zastanowimy się (nad tym) i damy odpowiedź doktorowi. Pani de Kersaint jest bardzo przeciwna temu, aby przyjmować tę dziewczynkę w taki sposób: 1) bo inne będą chciały tego samego przywileju, albo skarżyć się będą na preferencje. 2) bo jest to przeciwne naszym regulaminom.

Odpowiedziałam jej, że nie obawiałabym się mówić, iż czynimy jedyny wyjątek dla naszego doktora, który nas leczył tak wielkodusznie i którego bardzo trudno by nam było spłacić, z jego (tak) częstymi wizytami. Nie mogłabym uczynić tej samej refleksji o naszych innych dzieciach, których ojcowie są doktorami. Od każdej reguły mogą być wyjątki i uczynię to, co mi Monseigneur poradzi. Proszę zechcieć o tym zadecydować. Uniknęłam spotkania z doktorem, aby nie być zmuszoną odpowiedzieć mu, co do pragnienia jego małżonki. Jestem ze czcią, Ekscelencjo, twoją oddaną córką i niegodną sługą.”
W takiej sprawie Matka Duchesne mogłaby podjąć decyzję bez konsultowania się z członkami wspólnoty. Nie działała jednak niezależnie. Brzemię jej odpowiedzialności wydawało się stawać z każdym dniem cięższe i już na początku nowego roku była o tym tak przekonana, że wołała w liście do Ojca Barat:
Ja, najmocniejsza (ze wszystkich), jestem już niemodna i nigdy nie będę do niczego innego, jak (tylko) do (zajęć) materialnych... Trzeba (tu) mówić o zaawansowanych naukach: astronomii, chemii z demonstracjami, filozofii. Czuję się przez to tym bardziej pociągnięta do poszukiwania jedynie poznania Jezusa, jako jedynej koniecznej nauki, i (to) poszukiwania Go w samotności.

Kiedy obudziłam się, w dniu Wszystkich Świętych, i 1szego (dnia) 1834 roku, przyzywając obrońcę, Świętym, który przedstawił się mojej myśli, i żaden inny, jest Św. Andrzej i jego krzyż. Powiedziałam więc O bona Crux, a znajdowałam go w dwóch rzeczach: albo w końcu mojego życia, albo w końcu mojego zarządzania w uciążliwych okolicznościach.” 392
Starała się bardzo w tym właśnie czasie odbudowywać jedność i miłość we wspólnocie, naruszoną przez niezręczne kierownictwo księdza Borgna i krytyczny umysł Matki de Coppens. Ten stan rzeczy zasmucał ją, bo wydawało się jej, że nie ma siły temu sprostać. Sprawa kłębiła się jeszcze w jej umyśle i drążyła na sercu, kiedy pisała do Matki Barat 2 marca:
Już od bardzo dawna jestem pozbawiona wiadomości od ciebie, a nawet wszystkich z Francji. Gdyby (nawet) można było o tobie zapomnieć, (to) sama siłą byś się przypominała przez swoje liczne dobrodziejstwa. P. King, bankier z Nowego Jorku napisał mi, że został obarczony wyliczeniem nam 3 000 $ zamienionych tutaj na 545 dolarów albo gurdy i ½. Otrzymałyśmy zaraz ten pieniądz przez kupców, którzy potrzebowali pieniędzy w Nowym Jorku. M. Ducis napisała mi o tej przesyłce, ale żadnego listu nie otrzymałam, ani od niej, ani od żadnego domu z Francji. Nie wiem nawet, co słychać z naszym drogim domem w Grenoble, którego wszystkie żałujemy.

Nasza nowa budowla jest po części zamieszkała, a na Wielkanoc, kiedy ukończone zostanie tynkowanie, będzie całkowicie. Już więcej niż podwoiła nam pensjonat, który ma teraz 34, a jeśli jeszcze ich przybędzie, jak to wydaje się pewne, my same nie będziemy mogły być lepiej. Wciąż wcale (nie ma) infirmerii, ani pokoju zebrań...

Mało chodzę do pensjonatu, bo zdaje się zauważać, że nikt się o to nie troszczy. Nie obrażam się o to, dobrze wiedząc, że jest pewien wiek, który nie podoba się młodzieży (miała 65 lat) i że, być może, zostało to zauważone. Mam (dostatecznie) dobrze czym się zajmować gdzie indziej od godziny 5 rano, aż do godziny 11 wieczorem: (jako) ekonomka, szafarka, zakrystianka, szatniarka Pań, (nauczycielka) klasy eksternistek, 2 godziny dziennie u sierot, robotnicy do nadzorowania, wizyty, listy, etc. Myślisz, być może, że jest to chęć robienia wszystkiego, lecz trzeba będzie, być może, abym wzięła szatniarkę (dla) dzieci. Trzy mistrzynie, które mówią po angielsku twierdzą wszystkie, że nie dysponują ani kwadransem i odmawia się; M. de Kersaint podobnie, z powodu muzyki. M. de Coppens, która je nadzoruje, robi to podobno bardzo źle, są (na) to nieustanne skargi... Nasza infirmierka miała wiele razy zagrożone płuca i byłaby to strata nie do naprawienia. Ponieważ M. Hamilton jest bardzo zajęta, i jest wciąż pielęgniarką dla dzieci, o temperamencie ogólnie słabym, mówi się, że nie będzie mogła pielęgnować swoich gołąbek. Można by pozostawić jej tylko ich kierownictwo, gdyby się miało nadzorującą, obojętnie jakiego języka. Proszę cię o nią usilnie, jak również o trzy inne osoby solidnej cnoty...

Nie wątpię, że napisano ci przeciwko mnie, bo kierownik, o którym ci mówiłam, zachęcał podobno, aby to uczynić, i obarczył się przekazaniem listów. Będzie z tym to, co Bóg zechce. Na niczym mi nie zależy i wiem, że można o tym, co złe powiedzieć dużo prawdy. Chciałabym zobaczyć kres mojej kłopotliwej sytuacji. Jeśli uwierzę w tej sprawie Annie (de Coppens), 4 mistrzynie tworzą partię przeciwko mnie i te 4 (bardziej szczere od niej) oskarżają ją o fałszywość... Należałoby przeniknąć w serce, aby połapać się w tym wszystkim i aby utrzymać właściwą równowagę. Nie mogę powiedzieć tu wszystkiego na ten temat, ale szkodzi ona jedności...” 393
Zaledwie list ten opuścił kraj, kiedy Matka Duchesne zapisała w swoim Dzienniku: „Dowiedziałyśmy się o wynikach Rady Generalnej, która zakończyła się w listopadzie 1833 roku. Asystentkami Generalnymi są: Matka Desmarquest394, de Charbonnel395, de Gramont396 i Eugenia Audé dla Ameryki. Otrzymała ona instrukcję Matki Generalnej zwizytowania domów amerykańskich, a następnie powrotu do Francji, aby złożyć sprawozdanie.”
I tak rozpoczęły się przygotowania do tej wizyty. Matka Duchesne była szczęśliwa, że nowy budynek został otynkowany, zakończony i gotów do użytku w kwietniu, szczęśliwa również, że trzydzieści cztery uczennice zapisane są do akademii, a dwadzieścia dwie sieroty są w sierocińcu, obawiała się jednak, by klasztor w Saint Louis nie wypadł nędznie w porównaniu z klasztorami Luizjany, a niezadowoleni członkowie wspólnoty nie znaleźli w Matce Wizytatorce przychylnego ucha. Wszystko było w Bożych rękach. Mogła nieznużenie powtarzać „Portavi et portabo”, jak czyniła to w roku 1829.
Wielebna Matka Audé przybyła 13 kwietnia, powierzywszy Matce Bazire odpowiedzialność za Saint Michel. Po trzech dniach spędzonych ze wspólnotą Matki Duchesne, odwiedziła Saint Ferdinand, a następnie Saint Charles. Mgr Rosati przybył złożyć swoje uszanowanie nowej Asystentce Generalnej. Matki Mathevon i Thieffry spotkają ją jeszcze w Saint Louis, później odjedzie ona do Francji. „Wszystkie nas zbudowała i zasypała swoimi prezentami”, zanotowała Matka Duchesne po jej odjeździe. Naturalnie skorzystała z okazji, aby napisać do Matki Generalnej list jasny i bezpośredni, z przebłyskiem tu i ówdzie charakteru prawdziwej Filipiny:
Wcześniej odpowiedziałabym na twój list, gdybym codziennie nie wyczekiwała Pani Eugenii mogącej się obarczyć wszystkimi naszymi listami bez kosztów (transportu) i z większą pewnością.

Przebywa tu obecnie w oczekiwaniu na pierwszy parostatek, który dowiezie ją najbardziej bezpośrednio do jej celu (przez Ohio). Odwiedziła wszystkie domy i może lepiej niż ktokolwiek inny zdać ci ze wszystkiego sprawę. Powie ci o zabiegach, jakie podjęła w odniesieniu do kierownictwa (duchownego) tego domu i sukcesu, jaki odniosła (w tej dziedzinie). W tym dokładnie punkcie, nie ma (domu) lepiej umiejscowionego od Florissant czy Saint-Charles: parafie (te) są kierowane przez Jezuitów i takie będą zawsze, zgodnie z ich umową z Biskupem. Jest to bardzo mocny powód, aby je podtrzymać. Nie przeszkadzają w żaden sposób rozwijać się temu (domowi w Saint-Louis), a gdyby z dnia na dzień je zamknięto, ujrzano by tam siostry szarytki, które mają całą przychylność kleru i ludzi, bo mają również dużo szpitali, pensjonatów, szkół zewnętrznych i domów dla sierot chłopców i dziewczynek... Jeśli ustąpimy im miejsca, wkrótce odsuną nas w cień.

Dotknęło mnie to zdanie z twojego listu: ‘Po powrocie Matki Eugenii, polecenia będą dokładne, i mam nadzieję, że nie spotkają się ze sprzeciwem.’ Od kogóż można by oczekiwać tych sprzeciwów? Co dało powód do takich obaw?

Pani Anna (de Coppens), która tak często uskarżała się na swoją sytuację, nie wyraża żadnego pragnienia powrotu, i być może będzie go jeszcze szukać, jeśli dobra okazja wyjazdu Matki Eugenii nie dostarczy jej do niego więcej szczęśliwych środków...” 397
Kiedy Matka Audé zaokrętowała się do Francji, Matka Duchesne nie była świadoma kilku faktów dotyczących tego wyjazdu. Matka Wizytatorka zdawała się być symbolem powodzenia, będącego owocem umiejętnego postępowania, zakonnej gorliwości i nadprzyrodzonej odwagi. Wykonała w Luizjanie nadzwyczajną pracę, a w dwóch ostatnich latach przetrwała ciężkie próby, przecierpiała fizycznie długą chorobę i przez większość czasu ukrywała swoje kłopoty, do tego stopnia, że sama Matka Barat prosiła ją o nowiny. Odwaga Eugenii doznała jednak załamania i, przygnieciona przez emocje, 21 grudnia 1833 roku wylała swe serce przed Przełożoną, opowiadajac jej ostatnie siedem straszliwych miesięcy epidemii i śmierci. Na koniec pisała:
Moje serce jest złamane, każda zakonnica, która zmarła, zabrała trochę z mojego życia...

Pewien czas przy tobie umocniłby mnie, dałby ożyć mojej biednej duszy i przygotował na przyszłe cierpienia. O, Matko, moja droga Matko, czy nie udzielisz mi tej łaski? Lecz, wybacz mi; prośba taka jest sprzeczna z całkowitym zawierzeniem. Uczyń, co chcesz z twoją Eugenią.”
To wołanie do Matki Generalnej, a nie jest pierwszym, z jakim zwraca się Eugenia o powrót do Francji, rozminęło się z listem Matki Barat z 2 listopada 1833 roku:
Zostałaś wybrana na Asystentkę Generalną dla Ameryki. Nasze Matki z Rady podjęły tę decyzję w zgodzie z większością głosowania zakonnic profesek (z) tej części świata... Nakładamy na ciebie obowiązek przyjęcia tego brzemienia, które Jezus pomoże ci nieść. Kiedy tylko otrzymasz ten list, rozpocznij wizytację czterech innych domów, jeśli twoje zdrowie na to pozwala, następnie zaokrętuj się do Francji, aby złożyć nam sprawozdanie ze swojej misji.”
I tak Matka Audé wypełniła swoje nowe funkcje398, lecz nigdy już nie miała ponownie ujrzeć Ameryki, nawet wtedy, gdy Matka Barat ją o to prosiła. Amerykańskie domy były teraz mniej niż poprzednio zjednoczone, chociaż w Missouri obecność Matki Duchesne była gwarancją jedności. Utraciła ona całą delegowaną władzę, od kiedy Matka Audé ją zastąpiła, lecz władza jej świętości trwała, podobnie, jak i wpływ na zakonnice, które znały ją i kochały, bo nieliczne były te, które nie uznawały w niej prawdziwej zakonnej przełożonej.
Sezon chorób” spadł na Saint Louis w czerwcu. Lekka postać cholery srożyła się w lipcu, a widząc, że wiele zakonnic było nią dotkniętych, Mgr Rosati poradził przyspieszyć letnie wakacje i posłać większą część wspólnoty do Florissant na rekonwalescencję. Matka Duchesne i siostra Lamarre pozostały w Saint Louis z sierotami. Skazane na niedostatek, zmuszone były pożyczyć pieniądze w banku na zaspokojenie swoich potrzeb. Straszliwa plaga, która dotknęła tyle zakątków świata, a zwłaszcza dolinę Mississipi, wydawała się Filipinie i wielu pobożnym księżom, z jakimi rozmawiała, karą za grzechy, niewierności, zaślepienie przez światowe ambicje i skąpstwo. Wyostrzony zmysł odpowiedzialności przed Bogiem kazał jej paść w duchu krzyżem i błagać na modlitwie, aby zaraza ustała, pod warunkiem, że dusze zwrócą się ku Bogu ze szczerą skruchą. Święci są z pewnością bardziej wrażliwi od innych na złośliwość grzechu, a Filipina była bardzo blisko Boga.
We wrześniu ponowne otwarto klasy. Były też nowiny z Francji; list jej siostry, Eufrozyny, powiadamiał ją o śmierci Jana Józefa Jouve, jej męża, i Filipina natychmiast odpisała: „Modliłyśmy się za niego i za ciebie, moja siostro ukochana, która znajdujesz się tak smutna i tak samotna.” W październiku, jej list do Matki Barat przedstawiał sytuację finansową klasztoru: przedsiębiorcę spłacono; zakupiono czarne małżeństwo do posług domowych; podpisano umowę na 3 000 franków na rzecz Matki Mathevon, która potrzebowała pieniędzy na kontynuowanie budowy nowego klasztoru w Saint Charles. Inny tysiąc franków znajdował się w banku w Saint Louis. W końcowych paragrafach Filipina dodaje:
Pani Mullanphy przekazała mi 740 franków, jakie otrzymała dla nas z Francji, i z czego 500 pochodzące od P. de Rollin przez Lyon. Przekazała ponadto nowy plan nauk, regulamin dla pensjonatów drugiego rzędu, regułę Dzieci Maryi dla dawnych (uczennic), metody rachunkowości, 26 listów okólnych (o zgonach zakonnic), które bardzo nas poruszyły... Zmiana w moim zdrowiu i moich siłach naturalnych służy jeszcze po to, aby lepiej mi pokazać moją niezdolność do zajmowania mojego miejsca i wzdycham za odciążeniem...

Konsekracja kościoła powinna mieć miejsce 26 bieżącego (miesiąca). Monseigneur absolutnie chce, aby kilka z nas uczestniczyło w tym z osobnej trybuny...

Mamy nadzieję, że Matka Eugenia jest już w drodze (do Ameryki)...” 399
Zapowiedziano konsekrację katedry w Saint Louis i Matka Duchesne wraz ze swoją wspólnotą niecierpliwie oczekiwała, nie tyle na uczestnictwo w tym obrzędzie, co na przyjęcie przewidywanych wizyt księży, dla których dzieci miały wydać małe przyjęcie, z jego tradycyjną oprawą: uniformem, rękawiczkami, rewerencjami, komplementami i muzyką. Przyjęcie odbyło się zgodnie z przewidywaniami, lecz Matki Duchesne nie było już w klasztorze, by podejmowac tam zaproszonych gości. Nie wiedząc o tym, po raz ostatni zdawała Matce Generalnej sprawozdanie ze swego mandatu odpowiedzialnej za wspólnotę w Saint Louis.
Ponieważ Matka Barat prosiła, aby niczego nie zmieniać do czasu powrotu Matki Audé, Filipina wcale nie była przygotowana na list, który dotarł do niej 7 października, towarzysząc listowi okólnemu Matki Generalnej do klasztorów Luizjany i Missouri. Po wysłuchaniu relacji o warunkach panujących w domach w amerykańskich, Matka Barat pisała 29 lipca 1934 roku:
Posyłając ci (list) okólny adresowany do naszych domów amerykańskich, droga Filipino, chcę ci powiedzieć kilka słów na osobności, aby wyjaśnić ci najpierw zdanie z jednego z moich listów, które przytaczasz mi w twoim ostatnim (liście). To na temat sprzeciwów, na jakie natrafiłam w sprawie zmiany przez ciebie domu. Wiesz, że byłam zmuszona ustąpić; nie dlatego, że opór pochodził z twojej strony, byłam o tym przekonana. Więc to nie ciebie, droga Matko, miałam na względzie mówiąc ci, że miałam nadzieję, że Matka Eugenia pomoże mi usunąć przeszkody. W rzeczy samej, ktoś z nas, na miejscu, osądza lepiej, niż ja mogłabym to uczynić. Oto dlaczego dotychczas byłam tak nieśmiała w prowadzeniu waszych domów.

Teraz, kiedy jestem bardziej na bieżąco, nie wahałam się zadecydować o zmianie przez ciebie domu. Zresztą jest to jedno z naszych sekretnych zarządzeń, pozostawiać Przełożone tylko sześć lat w tym samym domu, chyba że jest się w niemożności uczynienia (tego) lepiej. Zresztą, droga Filipino, potrzebujesz wypoczynku, a w konsekwencji, łatwiejszego administrowania. Wezwiesz więc Panią Thieffry na swoje miejsce w Saint-Louis, i pójdziesz zająć jej (miejsce) we Florissant. M. Eugenia pisze tą samą pocztą do Monseigneur’a, waszego (czci)godnego biskupa, aby go uprzedzić. Lub, jeśli będę mogła, uczynię to sama, co będzie lepsze. Wskazując funkcje wielu z naszych pozostawiam cię wolną uczynić (w tym) zmiany, jakie uznasz za konieczne, po porozumieniu się z Matką Thieffry...

Byłabym bardzo zadowolona, droga Matko, gdybyś mi odpowiedziała, i gdybyś podała mi kilka szczegółów o twoim nowym domu. Polecam się twoim modlitwom, droga Filipino. O! Ofiaruj je Jezusowi, z całą gorliwością, do jakiej jesteś zdolna, za twoją pierwszą Matkę... Bądź przekonana, że czynię to również za ciebie z wylaniem serca, którego uczucia znasz...” 400
Flipina natychmiast rozpoczęła przygotowania do odjazdu, lecz poświęciła też czas na napisanie do Józefiny 8 października, mówiąc:
Od dawna nie mam od ciebie bezpośrednich wiadomości, lecz przemawiasz do mnie nieustannie przez twoją dobroczynność. List z Lyonu informuje mnie, że 500 franków, które otrzymałam za pośrednictwem pewnej pani z naszego miasta, pochodziło od ciebie. Jesteś naprawdę zbyt wielkoduszna i nie wiem, jak ci dziękować, te pieniądze nadeszły dokładnie wtedy, kiedy byłyśmy w tak wielkiej potrzebie, dziękowałam za nie tysiąckroć Boskiej Opatrzności i mojej ukochanej przyjaciółce donatorce. Poważne gorączki zmusiły nas do odesłania uczennic do siebie. W wyniku, nasze fundusze były wyczerpane...

Wyprowadzę się niebawem z klasztoru w Saint-Louis do tego w Saint-Ferdinand, z którego wyjechałam sześć lat temu, aby tutaj przybyć. To około 5 wiorst stąd. Ta zmiana daje mi dodatkową pracę, tak więc powinnam się skracać. Dowiedziałam się od Pani Jouve o śmierci jej męża. Nie znając jej dokładnego adresu, wkładam mój list z tym. Tysiączne oznaki przyjaźni dla Pań Teisseire, Perier (Augustynowej), Hipolitowej Duchesne i de Mauduit. Ostatnia wymieniona nie powinna się skarżyć, bo napisałam do niej ostatnio wiele razy. Wie ponadto, że moja miłość do niej nigdy nie może się zmienić.”
Mgr Rosati przyjechał spowiadać 11 października. Matka Duchesne znalazła go w rozmównicy, aby się z nim przywitać i oddać list napisany do niego przez Matkę Barat, która prosiła go o zatwierdzenie tej zmiany. Ze swojej strony nie zgłaszał sprzeciwu, chociaż pełen był zastrzeżeń, widząc, że Przełożona wyjeżdża tego samego popołudnia. Była jednak gotowa uczynić tę ofiarę, i mniej niż godzinę później mówiła do widzenia, najpierw dzieciom, później całej wspólnocie, z której kilka zakonnic było jej najdroższymi córkami: Régis Hamilton, Zuzanna McKay, Gonzaga Boilvin, Judyta Shannon i Katarzyna Lamarre, wszystkie tak drogie jej wielkodusznemu sercu. Włożyła swój skromny bagaż do wynajętego powozu, i odjechała sama, a jednak nie sama, bo w to wczesne popołudnie, przebywając dolinę Florissant już naznaczoną przez jesień, trwała w intymnej konwersacji z Najświętszym Sercem Jezusa.

ROZDZIAŁ 11




Directory: images
images -> Lokalna strategia rozwoju lokalnej grupy działania „lider zielonej wielkopolski” na lata
images -> „ Gra tajemnic reżyseria Morten Tyldum. Czas projekcji 110 minut
images -> Wykład z polityki gospodarczej Temat 3 Polityka pieniężna I walutowa Pojęcie I cele
images -> Skarżyski klub szaradzistóW „anagram” zał. 12 maja 1958 roku przy miejskim centrum kultury im. Leopolda staffa 26-110 skarżysko-kamienna, ul. SŁOwackiego nr 25
images -> Załącznik 1
images -> Postępowanie znak: sz-2100-13(52/ZP/07)-07
images -> Spzoz/ZP/…
images -> Xviii konferencja naukowo – szkoleniowagastroenterologii klinicznej wp
images -> Załącznik nr 3 do siwz opis przedmiotu zamówienia (opz) dot przetargu nieograniczonego znak: A/ZP/szp. 251-37/16 na: „dostawę wraz z wdrożeniem zintegrowanego elektronicznego systemu zarządzania dokumentacją medyczną”

Pobieranie 2.06 Mb.

Share with your friends:
1   ...   12   13   14   15   16   17   18   19   ...   26




©operacji.org 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna