Louise callan, rscj



Pobieranie 2.06 Mb.
Strona15/26
Data25.10.2017
Rozmiar2.06 Mb.
1   ...   11   12   13   14   15   16   17   18   ...   26

Lata cierpienia




1830 - 1832


Generał William Henry Ashley, handlarz futer, podróżnik, polityk i oficer milicji, przemierzał galerię biegnącą wzdłuż swej siedziby przy trzeciej ulicy. W wiosenne niedzielne popołudnie powietrze było przyjemne, ale Generał nie zwracał na to więcej uwagi niż na świeże piękno drzew i krzewów w ogrodzie. Miał tysiące powodów do niepokoju o swoją żonę Elizę, która, jak widział, więdła, jak kwiat na jego oczach. Chociaż otoczono ją najlepszą opieką i wszystkim, co można mieć za pieniądze, była coraz słabsza, a to, że zatrzymał w Saint Louis Annę, jak gdyby powiększało jeszcze jej stan niepokoju i rozgorączkowania...

Anna Stegar, córka jego siostry Nancy, mieszkała w Wirginii. Po śmierci ojca przybyła zamieszkać z nimi w Saint Louis. Generał, chcąc okazać jej swe uczucie zaproponował jej staranną edukację w klasztorze Sacré Coeur. Dzieci McNair, mieszkające po drugiej stronie ulicy chodziły do klasztornej szkoły i mogły codziennie jej towarzyszyć jako uczennice eksternistki. Anna bardzo szybko mocno przywiązała się do katolickich zakonnic, zwłaszcza do Matki Duchesne. Dlatego, kiedy w domu zaczęły się przebąkiwania o zmianie wyznania, Generał poprosił Przełożoną o rozmowę. Znalazł ją otwartą, wyrozumiałą i nie mógł mieć żadnych zastrzeżeń; nalegał tylko na to, aby dziewczynkę dobrze wykształcono i nie dozwolono jej na nagłe przejście na katolicyzm. Zwrócił się też do Monseigneur’a Rosati’ego, cieszącego się poważaniem w całym mieście, i pokrzepiła go opinia duchownego, że siostrzenica była nie tylko pobożna, ale i szczerze przekonana, co do swojej wiary. Generał powrócił nawet do klasztoru 13 kwietnia uczestniczyć w obrzędzie Pierwszej Komunii. Jednakże jakiś czas potem, kiedy Anna wyraziła mu zamiar ostatecznego pozostania w klasztorze, odmówił jej swego przyzwolenia. Zgodził się jednak na to, aby sama złożyła wizytę zakonnicom, i zadawał sobie pytanie, co z tego wyniknie.

W niedzielne popołudnie klasztor ogarnęło ukryte podniecenie, kiedy to Anna Stegar przeszła przez barierkę, aby schronić się w kaplicy, blisko sanktuarium Matki Bożej. Matka Duchesne potrzebowała w tej sprawie roztropnego prowadzenia i zwróciła się do Jezuitów, którzy radzili jej, jak największą oględność. Zdecydowała się jednak zachować to dziecko, kiedy to problem szczęśliwie sam się rozwiązał:


Tego wieczora, Generał, jej wuj, przysłał po nią powóz. Powiedziała czarnemu woźnicy, że niepotrzebnie wuj po nią przysyłał, bo nie opuści klasztoru... Układałyśmy list do rodziny, ale wahałyśmy się go wysłać, kiedy to, bez jakiegokolwiek uprzedzenia, wuj przysłał do klasztoru wszystkie rzeczy należące do jego siostrzenicy - łóżko, ubrania, etc. Ma ona nadzieję, że to oznacza, iż aprobuje jej działanie.”
Anna Stegar w chwili śmierci swej ciotki Elizy Ashley serdecznie podzielała smutek wuja, lecz w niczym nie zmieniła swego postanowienia. Nowicjat miała burzliwy, ale Matka Duchesne i Monseigneur Rosati okazali jej zaufanie i nie zawiedli się: 19 sierpnia Biskup mógł ją bierzmować.

Po tym obrzędzie, w prywatnej rozmowie z Matką Duchesne, przekazał jej wiadomość o tym, że we Francji znów wieje wicher Rewolucji. Nie miał jednak żadnych szczegółowych informacji. Filipina zwróciła się w stronę modlitwy, a następnie napisała do Józefiny:


Zadaję sobie pytanie, czy otrzymałaś mój list z podziękowaniami za pomoc, którą tak miło postarałaś się ostatnio nam przysłać... Pozwól mi podziękować ci ponownie i jednocześnie odnowić wyrazy mojej wdzięczności dla ciebie i dla wszystkich członków mojej rodziny, którzy tyle pomogli mi w przeszłości... Twoja przyjaźń szła za mną w te odległe regiony, gdzie widać bardzo mało przykładów przywiązania równie wielkodusznego i trwałego, jak twoje. Poproszę cię teraz o nowy jego dowód: zechciej napisać mi fakty na temat wydarzeń, które przebiegały we Francji pod koniec miesiąca lipca; „Dziennik nadzwyczajny”, wysłany z Nowego Jorku, o czymś nas informował. Nowiny przyniósł statek z Liverpool’u, który miał je z Francji via Londyn. Chociaż naród amerykański zyskał swą niepodległość z pomocą Francji, Amerykanie nie bardzo lubią Francję. Obawiam się, że nowiny nie były nam dostarczone w (całej) ich prawdzie i rozumiesz, jak bardzo chcę być poprawnie poinformowana...

Nie mam ci do podania innej nowiny, jak ta z ostatniego listu, poza tym, że moje zdrowie jest lepsze. Bolała mnie noga i uważano to za dostatecznie poważne, aby ją leczyć. Jest z nią lepiej, pomimo mego zaniedbania i czuję się lepiej. Chwilowo moim największym niepokojem i tym, który całkowicie powierzam Boskiej Opatrzności, jest dar, jaki został nam uczyniony z tego domu na sierociniec...

Teraz, kiedy miasto tak szybko rośnie, wartość tej posiadłości bardzo się zwiększyła, i musiałam stawić czoła bardzo niemiłym oskarżeniom ze strony darczyńcy, który, jeśli zechce, może podnieść przeciwko nam najbardziej nieprzyjemne trudności. Będąc realnie bez obrony w (tej) materii, zamyślam tylko oczekiwać z cierpliwością, mając nadzieję, że bardziej ugodowi spadkobiercy znajdą upodobanie w naszym zakładzie...”
Missouri Republican” przyniósł wiadomość szybciej niż mogła to uczynić Józefina. Pod tytułem „Rewolucja we Francji” numer z 21 września 1830 roku ogłaszał detronizację Karola X i powołanie rządu tymczasowego, pod kierownictwem Księcia Orleanu. Nazwisko Kazimierza Perier zdawało się tańczyć od góry do dołu drukowanej szpalty: „Minister spraw wewnętrznych, jeden z najbogatszych paryskich bankierów, na czele wielkich fabryk, chociaż żarliwy obrońca racjonalnej wolności, nie ma reputacji prawdziwego rewolucjonisty. Jego talent do rządzenia wydaje się być powszechnie uznawany, poza ostatnim monarchą i partią, która sprzeciwia się doktrynom, jakich Pan Perier broni z Liberalnymi Deputowanymi.” Czytając te drukowane linie Filipina modliła się za ojczysta ziemię, która tak była jej droga, za swoją rodzinę i za Zgromadzenie we Francji.
Nie wszystko działo się dobrze w la Fourche jesienią 1830 roku. Smutek tej Wspólnoty i jej brak jedności niepokoiły Matkę Duchesne. Kiedy skonsultowała się z Biskupem na temat powagi opisów, jakie uczyniono jej w liście, odpowiedział:
Zostaw Matkę Teresę [Detchemendy] w Saint-Michel, Matkę Dutour w Assomption, i przekonaj Matkę Bazire, aby była cierpliwa. W takich właśnie okolicznościach musimy wdrażać praktykowanie naszych cnót chrześcijańskich i zakonnych. To konieczne, zmuszeni jesteśmy przez to przejść. Matka Bazire powinna więc uczynić tę ofiarę. W oczekiwaniu aż wasza Przełożona Generalna wyśle wam dobrą osobę z Francji, napisz aby mianować ją [Matkę Bazire] Przełożoną. Zasługa jej nie omieszka pozyskać zaufania...”
Sugerując nazwisko Matki Bazie na przełożoną La Fourche, Biskup popełniał błąd równie poważny, jak wtedy, kiedy wybrał wcześniej Matkę Dutour. Lecz tylko czas i doświadczenie ujawniło ten fakt, a sam biskup, być może nigdy się o tym nie dowiedział.
Zima 1830-1831 roku była szczególnie ciężka dla ludności Missouri. Śnieg padał bez przerwy od grudnia do końca lutego. Mróz był tak surowy, że bydło w wielkiej liczbie zdychało, drewno opałowe stało się rzadkością, co pociągało za sobą wielką liczbę chorób, których nie sposób było wyleczyć. W infirmerii klasztornej Matka Duchesne pielęgnowała chore dzień i noc. Sieroty, zakonnice, uczennice, były przedmiotem jej skutecznych i macierzyńskich zabiegów.

We Florissant skutki mrozu pogłębiały jeszcze niedostatek, klasztor po prostu nie miał dochodu. Matka Duchesne rozwijała skarby swojej pomysłowości, ale zasoby jej były skromne. Dręczył ją niepokój o Annę Stegar, która otrzymała jesienią habit i którą posłano do nowicjatu na przygotowanie do ślubów. Anna okazywała dużo dobrej woli, lecz wyrzeczenia zimy wyczerpały ją fizycznie, a w dodatku jej trudność zrozumienia świeżo nabytego przez Matkę Thieffry angielskiego, wymagała od niej zbyt wielkiego duchowego wysiłku. W styczniu biskup poprosił, aby Annę sprowadzono do Saint Louis, i aby przygotowywała ją sama Matka Duchesne. Anna od razu odzyskała radość życia, a jej wytrwałość została zapewniona.



W kwietniu Matka Duchesne dowiedziała się, że Przełożona Generalna zdjęła Matkę Dutour z jej funkcji w La Fourche i posłała ją do Grand Coteau. Powierzyła też Matce Audé całą stronę finansową klasztoru i mianowała Matkę Bazire Przełożoną „pro temporis” (na określony czas). Kilka dni później Filipina mówiła do Biskupa:
Matka Dutour napisała do mnie w sposób bardzo zakonny. Matka Eugenia twierdzi, że okazała wielką cnotę wyjeżdżając z La Fourche, że jej wyjazd nie spowodował w niej dużego zakłócenia. Długi są cięższe niż myślałyśmy. Monseigneur de Neckere tymczasem lęka się o to, aby zachować szkołę otwartą i Matka Eugenia, która już negocjowała z wieloma kredytodawcami, uczyni wszystko, co możliwe, aby wypełnić życzenie biskupa...”
Życie dostarcza Filipinie kolejnych doświadczeń przez całe następne lato. Na początku maja Matka Régis Hamilton popadnie w ciężką chorobę, mówi się o „wietrznej ospie”, i przez trzy tygodnie Matka Duchesne pielęgnuje ją dzień i noc, przekonana, że diagnoza jest zła. Uważa, że nie jest konieczne zamknięcie szkoły, co wiązało się z koniecznością podjęcia ryzyka, ale nic złego się nie stało i nie pozbawiono zakonnic ich jedynego źródła utrzymania, jakim było wpisowe.
Kilka tygodni później, 3 czerwca można przeczytać w Dzienniku Filipiny:
Mieliśmy w nocy straszliwa burzę. Piorun uderzył w jeden komin i zburzył go, przeszedł przez dach i sufit sali, w której śpią sieroty. Wiele spośród nich było rannych, ale nie niebezpiecznie. Byłyśmy zmuszone natychmiast kazać naprawić dach, pracę musiano kontynuować nawet w niedzielę, bo w domu lało strumieniami. Potrzeba było wielu dni, aby zakończyć reperacje. Założyłyśmy piorunochron.”
Jak zwykle zwróciła się do Biskupa, aby poprosić go o przysłanie swoich robotników do klasztoru, a zwłaszcza o danie im dyrektyw, co do reperacji „zważywszy naszą ignorancję w tej dziedzinie”, dorzucała. Kilka dni później Monseigneur Rosati przewodniczył triduum rekolekcyjnemu dla zakonnic, jako przygotowanie Święta Najświętszego Serca. Otrzymał też nowiny z Francji, które dotyczyły Matki Duchesne. Od dojścia do władzy Ludwika Filipa, Kazimierz Perier został nie tylko wybrany na Przewodniczącego Izby Deputowanych, lecz zasiadał w Gabinecie Króla. 13 marca 1831 roku, wraz z upadkiem ministerstwa Lafitte’a, poproszono go o przyjęcie stanowiska Premiera z teką Ministra Spraw Wewnętrznych. Oddając na służbę rządu całą swoją energię i talenty, w jeden rok przywrócił porządek cywilny i odbudował narodowy kredyt zaufania. Ten mocny i światły mężczyzna mógł trzymać Paryż pod kontrolą i przez wpływ swojej osobowości stłumić rozruchy w miastach Lyonie i Grenoble, w których spędził swoje dzieciństwo.
Podczas upału tego niekończącego się lata, zakonnice, jeśli nie były chore, pracowały w swoich salach klasowych. Ze swej strony Fiipina starała się ukończyć szaty biskupie na 25 sierpnia, święto Świętego Ludwika Francuskiego. Matka Thieffry, niespokojna o nią, napisała do Matki Barat 21 sierpnia:
Poproś Matko poprosi o modlitwy za naszą drogą Matkę Duchesne. Powinnyśmy błagać Boga, aby się o nią dla nas zatroszczy: a pewnością nie dba o siebie. Chociażby taka rzecz - spędziła osiem kolejnych nocy u wezgłowia jednej bardzo chorej zakonnicy i nie przyznaje sobie najmniejszej ulgi w pracy. Nie rozumiem, jak w swoim wieku to robi. Myślę, że to cud.”
Później trochę pokrzepienia przyniósł Filipinie list z Chambéry, gdzie Matka Barat znalazła schronienie podczas Rewolucji:
Dzięki twojej wspaniałej kuzynce, P. de Rollin, zachowujemy Sainte-Marie w najmie na 9 lat. Po tym terminie, mam nadzieję, Bóg pomoże nam (znaleźć sposób), aby ją jeszcze zachować...

Posyłam ci kilka osób: M. de Coppens378 pójdzie do M. Eugenii, jej zdrowie wymaga ciepłego klimatu... M. Toissonniers379 jest dla La Fourche, M. de Kersaint380 jest dla was, a czwarta dla Saint Charles.” 381
24 sierpnia, Matki de Coppens i de Kersaint przybyły do Saint Louis. Chociaż przewidziana do Saint Michel, Matka de Coppens zatrzymała się w Saint Louis, zamiast udać się na południe. Dwie zakonnice bez końca opowiadały spragnionej nowin Filipinie wszystko to, co ostatnio działo się we Francji, tak, że wieczór nadszedł, a Matka Duchesne nawet nie zdążyła napisać do Biskupa, aby powiadomić go o wydarzeniu.
Od swego powrotu z Luizjany, Matka Duchesne nie mogła pozbyć się wrażenia, jakie wywarł na niej kontrast pomiędzy kwitnącymi instytucjami Luizjany, a ubóstwem klasztorów Missouri. Bardziej niż kiedykolwiek gnębiło ją deprymujące doznanie porażki. Wiedziała, że Matka Barat była rozczarowana nie tylko wynikami zebrania w Saint Michel, ale i małym powodzeniem uzyskanym w City House, w Domu w Mieście, w Saint Louis, w którym pokładała wielkie nadzieje. Wraz z przybyciem Matki de Kersaint, Filipina widziała zarysowującą się możliwość zrzeczenia się funkcji przełożonej i 28 sierpnia napisała do Matki Barat:
Mianuj Przełożoną tutaj Matkę de Kersaint, proszę, będę się tak dobrze trzymała w moim kącie, że wcale jej nie przeszkodzę. Dodałabym, że jestem gotowa pójść wszędzie, gdybym nie czuła, że wszędzie będę przeszkadzać z powodu mego wieku, mego starszeństwa, i ponieważ nie mogę porozumieć się z rodzicami. Anglicy mnie nie rozumieją, francuscy kreole chcą (miłej) powierzchowności. Najlepiej jest, żebym się zagubiła (prowadząc zajęcia) w klasie i troszcząc się o chorych. Mówię ci to z całą szczerością, jak bym to czyniła o (jakiejś) innej.” 382
Naleganie tak wyraźnie i tyle razy ponawiane, nie mogło nie wpłynąć na Matkę Barat. Otrzymywała ona również listy od kilku zakonnic, które przez jakiś czas przebywały w Missouri w pięciu ostatnich latach. Ich zdaniem, Matka Duchesne w swojej trosce o pokorę i oderwanie pozostawiała klasztor Saint Louis w stagnacji, odmawiając przyzwoitego jego umeblowania i nadania mu wyglądu bardziej pociągającego dla uczennic. Zakonnice te zarzucały jej, że zraziła do siebie najlepsze rodziny, wprowadzając zbyt ścisłą regułę odnośnie wyjść i wakacji. Nie miała, jak mówiono, dostatecznego wyczucia konieczności odmiennych zasad dyscypliny dla miasta Saint Louis, które wychodziło z niepewnych uwarunkowań statusu „pogranicznego regionu”, aby z wielką prędkością rozwijać rozbudowane życie miejskie. W końcu, krytykowano hojność Matki Duchesne względem biskupa i księży, którzy wspomagali klasztor. Nadszedł czas, myślały te zakonnice, aby dać instytucji w Saint Louis szansę rozwijania się po normalnej linii. Matka Barat wahała się z podjęciem tej decyzji, którą przedstawiano jej jako niezbędną. Znała serce i duszę Filipiny, i nie potrzebowała wyjaśnień, aby zrozumieć motywy, które zmuszały ją do trzymania się sztywno starych metod, reguł, dyscypliny. Zasada jedności zabarwiała wszystko, co czyniła Filipina ustanawiając reguły wspólnot i szkół umieszczonych pod jej kierownictwem. Utrzymała nienaruszoną więź pomiędzy Zgromadzeniem, a małą jego odroślą w dolinie Mississipi. Więź ta była żywotna, i udało się jej to lepiej niż komukolwiek w tamtej epoce. Założycielka, po długiej refleksji i gorliwej modlitwie, doszła do podjęcia decyzji w tej sprawie. 30 listopada, napisała po prostu do swojej starej przyjaciółki i towarzyszki:
Napisałam do ciebie całkiem ostatnio, droga Filipino, odpowiadałam na jedną z twoich epistoł; ale nie przeczytałam jeszcze wszystkich twoich depesz, które od wtedy do mnie dotarły, od ciebie, od twoich (sióstr) i od nowoprzybyłych. Wynika z tej całości szczegółów, że nie patrzę bez niepokoju na aktualny stan waszych domów. Już od dawna ubolewam nad małością jego sukcesów, udręczeniem, jakie ci daje. Czynię wysiłek, aby posyłać wam osoby, jakie otrzymałaś, od czasu (przyjazdu) M. Thieffry. Miałam nadzieję, że zachowasz z nich jedną więcej, i że Saint-Louis mogłoby upodobnić się do Saint-Michel, czy Opelousas. Zaprzyjaźnione osoby uczyniły mi na to nadzieję. Podług tego, co czytałam, zdaje się, że nigdy nie otrzymamy tego rezultatu, jeśli nie zrobi się planu różnego od twojego, droga Matko. Muszę więc, dla największego dobra, przedłożyć ci ten plan. Skonsultujesz się z Mgr. Rosati’m, do którego się w tym odnoszę, i proszę cię, abyś poszła za jego zdaniem.

Byłoby to umieścić P. Thieffry w Saint Louis, na twoim miejscu, dać jej P. de Kersaint za asystentkę, i być może P. Régis za mistrzynię główną. Zrobić wszystko, co możliwe, aby najpierw budować, początkowo jedno skrzydło, a po trochu, na dobrze zrobionym planie, wykonać resztę koniecznych budynków; lecz na miarę, w jakiej pensjonat by chwycił i można by było przedsięwziąć inną budowę, bez nieroztropności. Ty, droga Matko, wycofałabyś się do Saint-Charles, albo do Florissant, gdzie uważasz, że będziesz bardziej przydatna. Być może, jeśli takie jest zdanie Monseigneur’a, zrobiłabyś dobrze przynaglając P. Eugenię do przyjazdu do Saint Louis, (na) sześć tygodni, aby uczynić plan budynku, nie, aby zrobić (go) w całości w tej chwili, ale zacząć od najpilniejszego, i spróbować postawić ten dom na poziomie jej (domu). Tymczasem, jeśli zasięgając rady, uważa się, że lepiej by się opłacało przenieść chwilowo pensjonat z Saint-Louis do Florissant, czego nie myślę, umieścisz wtedy w tym domu P. de Kersaint i wasze najlepsze mistrzynie. Wciąż z inną, niż ty na czele.

Uważam, moja droga córko, że w twoim wieku i tyle wycierpiawszy, ta fundacja pensjonatu amerykańskiego, która wymaga tylu zabiegów i udoskonaleń, przerasta twoje siły.

Skarżą się, od wielu lat, wszystkie te, które widziały Saint-Louis, na nieporządek, brud, a nawet niedostatek kultury waszego terenu383.

Szkoda! Bogu nie podobałoby się, gdybym cię ganiła; znam zbyt dobrze to, co uczyniłaś i wycierpiałaś; lecz czasy się zmieniają i trzeba również modyfikować i zmieniać. Widzę też, z doświadczenia, że staje się konieczne nie pozostawiać przez długie lata tych samych przełożonych w tych samych domach. Dobre zarządzanie wymaga, aby czasem je wymieniano...” 384
List ten był jeszcze na morzu, kiedy Matka Duchesne dowiedziała się o śmierci swojej ukochanej Judyty Labruyère, w Saint-Michel, „wspaniałej zakonnicy, która oddawała cenne przysługi Zgromadzeniu.” Inny list powiadomił ją, że Matka Bazire spisywała się bardzo dobrze w La Fourche, i że Mgr de Neckere i Ojciec Ladavière starali się z trudem dofinansować ten klasztor.
Paczka listów odebrana 31 stycznia zawierała list Matki Barat datowany z listopada. Po przeczytaniu go i modlitwie, Matka Duchesne posłała notę do Monseigneur’a Rosati’ego, prosząc go o jak najrychlejsze przybycie do klasztoru, i oddała jak zwykle powóz do jego dyspozycji. Nie ma śladu tej konwersacji, ale listy, jakie oboje napisali 1 lutego, wskazywały na decyzję, jaką Biskup narzucił Matce Duchesne, i o jakiej donosi ona w tym samym dniu Matce Barat:
Otrzymałam twoje listy, pierwszy z miesiąca października i drugi z 30 listopada, w którym mi mówisz o nowym planie dla domu w Saint Louis...

Ta skłonność do niskości sprawi, że uznam za dobre wszystkie sytuacje, bylebym tylko nie była bezrobotna, a nawet, jeśli trzeba nią być, myślę jeszcze, że Bóg uczyni mi łaskę, aby to znieść.

Jestem w pełni przekonana, że nie mam zdolności do rządzenia i od dawna jedna z moich najbardziej żarliwych modlitw jest o otrzymanie tej, która ma przybyć, tej która, mam nadzieję, sprawi, że rozkwitnie regularność, i która pozyska serca.” 385
Po przeczytaniu tego listu Mgr. Rosati nalegał na Matkę Duchesne, aby pozostała na swoim stanowisku i nic nie zmieniała, w oczekiwaniu na otrzymanie nowego listu od Matki Barat, W tym czasie sam do niej napisał. Jego list do świętej Magdaleny Zofii świadczy zarówno o głębokiej czci, jak i o osobistym szacunku i uczuciu, jakie miał dla Matki Duchesne:
Pani, pisał, M. Duchesne zakomunikowała mi, zgodnie z tym, co Pani do niej napisała, jej ostatni list i zmiany, jakie uważa Pani za odpowiednie, a nawet niezbędne uczynić, dotyczące zarządzania waszymi zakładami w Missouri... Po dojrzałej nad tym refleksji, skoro zaleca Pani w jej liście do M. Duchesne skonsultować się ze mną i pójść za moim zdaniem, prosiłem ją usilnie o natychmiastowe zawieszenie wykonania waszego planu, aż do otrzymania odpowiedzi na obecny (list). Pragnę, aby uczyniła Pani kilka refleksji nad tym, co jej napiszę.

Najpierw nie uważam, aby jakakolwiek inna z waszych pań mogła cieszyć się zaufaniem, jakim cieszy się tutaj Pani Duchesne. Wszyscy ci, którzy ją znają, szanują ją i czczą z powodu jej cnót i innych jej zalet, które w połączeniu z jej wiekiem i doświadczeniem, jakie nabyła przez bardzo długi pobyt w tym kraju, czynią ją dla wszystkich prawdziwie godną szacunku. Mało jest osób, które czczę tak, jak tę świętą Zakonnicę, która ma ducha swojego stanu i która, w wielu okazjach, które są mi szczególnie znane i które zbyt długo byłoby tu przytaczać, dała mi najbardziej oczywiste tego dowody. Następnie widzę ze skarg, które mogły Panią zaangażować do projektowania zmiany, że zakłada się dużo rzeczy, które nie są takie, jakie się je Pani przedstawia; oczywiście nie chciano, przedstawiając je w ten sposób, Pani oszukać, ale się pomylono. Jeśli pensjonat nie jest bardziej liczny, to nie z powodu braku miejsca, dom może ich pomieścić dwadzieścia osiem, a jest tylko jedenaście. Dom z pewnością nie jest elegancki, nie jest taki, jakie widzi się w Europie, jednak dla (tego) kraju, jest on dobry, jest czysty; nie to przeszkadza rodzicom posyłać do niego dzieci. Nie skorzystano, mówi się Pani, jak można było, z terenu, oddając go pod uprawę. Jedna z waszych nowo przybyłych z Francji Pań uczyniła mi tę samą obserwację. Odpowiedziałem jej, że po pobycie kilkuletnim, i po próbach takich, jakie sam uczyniłem, przekonałaby się, że w Ameryce, gdzie ziem nie brakuje, ale rąk do ich uprawy, skoro trzeba bardzo drogo płacić robotników i tanio sprzedawać produkty, nie trzeba obecnie uważać uprawy ziem za źródło utrzymania dla wspólnoty Zakonnej. Powiedziano Pani, że nie potrafiono zadbać o Rodzinę Fundatora; lecz zapewniam cię, że nie widzę, co M. Duchesne i każda inna mogłaby, i miałaby uczynić więcej w tym względzie. Zresztą znam Fundatora, który, kiedy uczynił wszystko, co miał zamiar uczynić ze swego własnego poruszenia, nigdy nie zrobi więcej przez żaden inny wzgląd.

Co do osób, które przysłała Pani z Francji i których Pani Duchesne tutaj nie zachowała, nie było to z pewnością dlatego, że bardzo wygodnie było jej się ich pozbyć, lecz było to zawsze dla ogólnego dobra waszych zakładów; było to przez wielkoduszność, której nie omieszkałem podziwiać nawet, kiedy skarżyłem się na to, dlaczego zgadza się ponosić ofiary, aby zaspokoić prośby Przełożonych zakładów w Luizjanie, które wciąż o nie proszą, i (to) tak bardzo, że gdyby ich słuchano, domy tu pozostałyby puste. Mówię o tym Pani ze znajomością rzeczy. Zdarzyło się także więcej niż jeden raz, że, aby zadowolić kilka osób, aby powstrzymać ich żale, trzeba było zmienić im dom, klimat. Wiecie, że nie jest to rzadkie we Wspólnotach, gdzie, chociaż jest się na drogach doskonałości, odczuwa się zawsze skutki ludzkiej słabości; zakonnice są również dziećmi Adama; i nie należy się temu dziwić, a szczególnie w tym artykule biedna Matka Duchesne wiele wycierpiała, i zamiast ją ganić, należałoby jej współczuć.

Mówię do Pani bardzo otwarcie, ponieważ mam na sercu dobro i pomyślność waszych zakładów w mojej diecezji i jestem przekonany, że zmiana, jaką uważasz za konieczną uczynić wcale się do tego nie przyczyni; te, które umieścisz na miejscu Pani Duchesne nie będą w stanie jej zastąpić; obawiałbym się bardzo tego przesadnego pragnienia powiększenia domu, posiadania tutaj tego wszystkiego, co się ma we Francji, postawienia zakładu tu na tym samym poziomie. Miałyście przykład z La Fourche. A więc, Pani, tutaj byłoby to jeszcze gorzej. Kraj nie oferuje tutaj tych samych zasobów, nasi katolicy nie są bogaci. Protestanci mają teraz swoje szkoły dla siebie. Lękają się posyłać córki do klasztoru, z lęku, że staną się katoliczkami, oto prawdziwa przyczyna małej liczby pensjonarek. Czy można nieroztropnie podjąć budowę, zaciągnąć długi, po to, by się (później) wyczerpywać, aby płacić bardzo wysokie procenty? A na razie, ileż się dobra dokonuje, pomalutku, ale się dokonuje; sieroty, bardzo wielka liczba darmowych eksternistek, a byłyby nawet i płatne, gdyby je przyjmowano.

W innych domach też wciąż coś się robi, ma się nadzieję w przyszłości robić tego więcej; w miarę, jak rośnie ludność, mieszkańcy będą coraz bardziej zasobni, zrobi się tego więcej. Urszulanki z Nowego Orleanu, te z Kanady, były niegdyś w sytuacji jeszcze bardziej uciążliwej niż ta waszych zakładów tutaj; tymczasem, obecnie są one równie dobrze, być może lepiej, niż ich siostry w Europie. Zdążajmy więc za Opatrznością, nie omieszka nas ona podtrzymać. Oto, czego świeżo przybywające z Europy nie wiedzą, czy nie chcą wiedzieć; lecz będą to wiedziały po kilku latach doświadczenia. Nie trzeba, aby ich poglądy przedkładano nad sposób działania osób, które już nabyły tego doświadczenia. Proszę Panią o wybaczenie, jeśli mówię to jej bez ogródek. Szczerze pragnę powodzenia waszych zakładów...”
Filipina, odnawiając wtedy swoją odwagę na modlitwie kontynuowała kierowanie Saint Louis. Brzemię jej było szczególnie ciężkie, zwłaszcza w tej chwili, kiedy Matka Régis Hamilton nie była jeszcze wyleczona, a Matka Oktawia Berthold, której cierpienia wydawały się powiększać z godziny na godzinę, nie mogła już pokazać się publicznie z powodu raka twarzy. Krótkie zdania z Dziennika oddają ciężar, jaki spoczywał na sercu Filipiny:
Luty – Ojciec Cellini, ksiądz rzymski i doskonały lekarz, przybył z Saint-Michel des Mines do Saint-Louis, na naszą prośbę, aby zbadać Matkę Hamilton i zasugerować leczenie na paraliż nosa. Lekarstwa, jakich spróbował są bez efektu, konieczna może być operacja. 26 lutego – Wyjazd sióstr Anny Stegar, nowicjuszki, i Heleny Mayette, aspirantki, do Grand Coteau. 15 marca – Nowiny od Matki Audé, która nas informuje, że została upoważniona przez Matkę Generalną do zamknięcia naszego klasztoru w La Fourche, za aprobatą, naturalnie, Biskupa Nowego Orleanu. Dał on swe przyzwolenie z wielkim oporem. Dwie przełożone z Opelousas i z Saint Michel wykonały instrukcje. 26 marca, pięć zakonnic, które pozostawały w La Fourche, pójdą do Opelousas, bo inne poszły do Saint-Michel. Dom został zamknięty i oddany Biskupowi, do którego należał. Zakonnice tego klasztoru, uczennice i ich rodzice są bardzo zmartwieni tą decyzją.”
Obiektywny ton tego paragrafu z Dziennika w zdumiewający sposób kontrastuje z emocją wyrażoną przez Matkę Duchesne w jej liście z 17 marca do Monseigneur’a Rosati. Nagłe przerażenie zawładnęło jej sercem i donosiła o nim Biskupowi w całej jego realności:
Listy z Luizjany podają mi bardzo różne wersje zamknięcia klasztoru w La Fourche. Według Matki Eugenii miała ona w tej chwili nieomal inny proces na karku. Według tych, które zmuszone były porzucić klasztor: 1) miała ona, przeciwnie, dom, który by nic ją nie kosztował. 2) Mgr de Neckere był źle poinformowany; powiedziano mu, że dom w Opelousas zostanie zamknięty, chyba, że otrzyma pomoc zakonnic z La Fourche. 3) Rodzicom było przykro i proponowali podwyższenie opłat za naukę swoich dzieci, tylko pięć czy sześć z nich poszło do Saint Michel. 4) Powiedziano, że Matka Thieffry będzie wkrótce odpowiedzialna tutaj, w Saint Louis... Te doniesienia przynaglają mnie, Monseigneur, aby poprosić cię o łaskę: jeśli próbują one przyspieszyć rzeczy tutaj w ten sam sposób, bardzo proszę o stanowcze przeciwstawienie się temu, przypominając artykuł Konstytucji, który zabrania zamknięcia domu bez udzielonej na to stanowczej aprobaty Kardynała Protektora. Wystarczą trzy dni, aby zniszczyć klasztor, który kosztował tyle bolesnych wysiłków...”
Podczas wizyty w klasztorze w Saint Louis 19 marca, Biskup uspokoił obawy Filipiny, chociaż podzielał jej o zdrowie Matki Hamilton. Dziesięć dni później powrócił “ze zręcznym lekarzem z Baltimore, przysłanym przez Boską Opatrzność”, aby zoperował Matkę Hamilton. „Obawialiśmy się (notowała Filipina w swoim Dzienniku), że w Saint Louis nie ma doktora, który mógłby ją przeprowadzić, i zostałyśmy uprzedzone, aby sprowadzić jej doktora z miasta ze wschodu. Powierzyłyśmy sprawę Świętemu Régis’owi, i uznajemy w przybyciu tego dobrego lekarza (Stephen W. Andreon) odpowiedź naszego świętego.”
Kłopot innego rodzaju oczekiwał Matkę Duchesne, kiedy otrzymała list od Matki Generalnej; chodziło o nadzór nad klasztorami w dolinie Mississipi. Z Lyonu Matka Barat pisała:
Zbliżamy się do okresu wielkiej Rady. Myślę przed Bogiem, droga Matko, że ponieważ wasze domy znajdują się w odległości tak znacznej od centrum Zgromadzenia, stawało się trudne zarządzać wami z tak daleka, przynajmniej w szczegółach. Decyduję się więc mianować cię asystentką generalną dla Luizjany, która będzie miała konieczne władze, i której wszystkie zobowiązane będą słuchać. Aby oświecić mnie w tym wyborze, proszę cię pouczyć każdą przełożoną, aby, w tajnych biuletynach, kazała wszystkim profeskom każdego domu oddać swoje głosy; i które oddadzą go na te z dawnych matek, które są w pięciu domach. Otrzymasz te bilety, i wyślesz mi je wszystkie zapieczętowane. Tylko zalecisz, aby wzięto cienki papier. Trzeba, aby każda podpisała swój bilet.

Pozostaw wszelkie zmiany aż do nominacji waszej prowincjalnej. Bóg da jej światło, aby zaradzić wszystkiemu... Spieszno mi, aby została ustanowiona.” 386
Matka Duchesne zakomunikowała te nowiny Monseigneur’owi Rosati’emu, dorzucając:
Jestem pewna, że mało postępu dokonanego w tym domu mnie się przypisuje... nie można negować faktu, że nasza akademia jest słaba w angielskim. Wydaje mi się, że Boska Opatrzność daje nam środek, aby to naprawić: jeśli P. Taylor dawałby lekcje angielskiego wiele razy w tygodniu, przyjęłybyśmy jego dwoje dzieci jako pensjonarki w zamian za tę przysługę. Są one tak młode, że nie mogłyby przychodzić jako eksternistki. Czy zechce Monseigneur trochę przesondować w (tej) materii?”
Pomysł, aby zainteresować P. Francis’a H. Taylor’a pracą w szkole, był roztropny i uwieńczony sukcesem. Ten wykształcony człowiek nawrócił się na katolicyzm i uprzednio wydawał „Catholic Press” w New Haven, w Connecticut. Przybyły do Saint Louis wiosną 1832 roku, zaproponował Mgr Rosati’emu wydawanie katolickiego dziennika w dolinie Mississipi, aby zwalczyć nikczemne ataki prowadzone przez prasę niekatolicką, celem „wyzwolenia doliny” spod władzy Rzymu. Biskup zaakceptował propozycję i finansowo wspomagał P. Taylor’a, dając swoje poparcie dla pisma „Shepherd of the valley” (Pasterz Doliny) w takiej proporcji, że stał się on „dziennikiem Biskupa” i potężnym czynnikiem rozwoju katolicyzmu przez cztery lata, podczas których się ukazywał.

Monseigneur Rosati zatwierdził sugestie Matki Duchesne, aby przyłączyć P. Taylor’a do grona profesorów szkoły, ponownie jednak przeciwstawił się zmianie jej miejsca pobytu. Filipina podporządkowała się. W największej głębi swojej duszy doznawała ogromnego pokoju płynącego z całkowitego przylgnięcia do woli Bożej. Jednocześnie bała się jednak cierpienia nieodłącznie związanego z jej stanowiskiem. Doznawała tego instynktownego lęku, jakiego doświadcza każde ludzkie serce, kiedy natrafia na ból, upokorzenie, porażkę. Przez lata uświadomiła sobie, jak bardzo jej pozycja „prowincjalnej” była nie do utrzymania, póki nie zostanie ona oficjalnie uznana przez Zgromadzenie. Uczepiła się jednak nadprzyrodzonego przekonania, że na każdą okoliczność, jaka się jej przedstawiała dana jej była łaska, a jej miłość odpowiadała na to całkowitą współpracą. Zawsze cieszyła się też przyjaźnią Mgr Rosati’ego i jego wsparciem. Jej zaufanie do jego sądu było całkowite. Zrozumiał, że odrzucenie przez nią władzy nie było ucieczką od odpowiedzialności, ani obawą przed porażką. Wiedział, że była przekonana o swojej niezdolności, lecz wiedział również, że łaska osiągała w jej duszy pełnię i że akceptowała wolę Boża w całej jej rozciągłości, odważnie i bez zastrzeżeń.

Matka Anna de Coppens przybyła bez uprzedzenia na początku miesiąca maja z Saint Michel. Uważając się już za niepotrzebną we wspólnocie trzydziestu pięciu osób, gdzie w dodatku czuła się bardzo nieszczęśliwa, zakładała, że jest upoważniona udać się na północ. Matka Duchesne przyjęła ją mile, ale nie mogła pochwalić jej posunięcia. W rzeczywistości „Pani Anna” stała się jednym więcej cierniem w sercu Przełożonej.

Zachowano jednak w rezerwie jeszcze wiele cierpień dla Matki Duchesne i dla wielu innych. Rozeszła się bowiem wieść, że cholera pochłonęła we Francji tysiące ofiar. „Missouri Republican” opublikował „ostatnie nowiny” z Francji, zawsze spóźnione o około sześć tygodni. Artykuł w wydaniu z 19 czerwca wspominał o chorobie Kazimierza Perier. Miesiąc później przybyła nowina o jego śmierci. Serce Filipiny złamane było smutkiem z powodu tego drogiego kuzyna, który uczył ją niegdyś arytmetyki, tego dumnego Deputowanego Opozycji, którego widziała w Paryżu tuż przed swoim odjazdem do Ameryki. „The Shepherd of the Valley” podał szczegóły na temat choroby i śmierci Kazimierza Perier, ale dopiero później Filipina dowiedziała się o jego odwadze, kiedy w towarzystwie Króla zdecydował się odwiedzić Hôtel Dieu w Paryżu387, gdy wiele osób konało tam na cholerę. Trzy dni później sam dotknięty chorobą zmarł 16 maja 1932 roku.

Straszliwa plaga pustoszyła Kanadę w lipcu, i „The Shepherd of the Valley” uprzedził Saint Louis, aby zwracało uwagę na stan swoich ulic i alei. Na początku miesiąca sierpnia, informacja, zgodnie z którą znowu zagrażała Francji rewolucja zdała się mało ważna wobec przerażającej pogłoski o cholerze, której epidemia szerzyła się w całych Stanach Zjednoczonych. Była w Bostonie, Filadelfii, Baltimore, Detroit; list z Chicago powiadamiał, że choroba pojawiła się i w tej wiosce. Był to czas żarliwych modlitw i starannych zabezpieczeń. W Saint Louis sytuacja pozostawała jeszcze normalna i nie nakazano jeszcze zamknięcia szkół.

W pierwszym tygodniu sierpnia Matka Duchesne i Monseigneur Rosati otrzymali listy od Matki Barat, datowane 8 maja, w odpowiedzi na listy posłane w lutym z Saint Louis. Przełożona Generalna otwarcie powiadamiała Biskupa o swoich poglądach na temat administracji klasztorów w Missouri i zgodziła się ze wszystkim, co jej napisał. Filipinie zaś mówiła:


Twój list z miesiąca lutego, moja droga córko, dotarł do mnie tego miesiąca, to jest trzeciego z daty... zależy mi na tym, abyś miała moją odpowiedź jednocześnie z tą, jaką adresuję do Monseigneur’a, w odpowiedzi na jego (list), który niezancznie wyprzedził twój. Z tym większą łatwością ulegam jego pragnieniu, że dużo mnie kosztowało podjęcie tej decyzji. Przystawałam na twoje pragnienia, tak wytrwale i tak energicznie wyrażane. A ponadto, tyle innych oświeconych osób myślało, jak ty w tej sprawie. Jestem zachwycona, że się pomyliły i że z twojej strony jedynie uczucie pokory skłaniało cię do wniesienia mi tej prośby.

Mam nadzieję, że Bóg pomoże ci i cię podtrzyma, jak czynił to dotychczas, w sprawowaniu tej tak trudnej szarży. Tak więc, kontynuuj wypełnianie jej tyle, ile możesz. Taka jest intencja waszego biskupa, taka jest (i) moja. Lubię znajdować się w zgodzie z nim. Podług tej decyzji, niczego nie zmienimy. Uczynisz to, co uznasz za stosowne dla dobra trzech domów. Przyznam ci, że gdyby był sposób zamknięcia Saint-Charles, jak właśnie uczyniono to z La Fourche, bardzo by mi to odpowiadało...

Zobacz, czy bez nieroztropności możesz budować. Złożyłam ci propozycję w moim ostatnim (liście); jeśli ją zaakceptujesz, postaramy się zachować 10 000 franków do twojej dyspozycji za rok, które mi oddasz później...

Z Bogiemu, moja córko, miałabym ci tomy do napisania wszystkich naszych nowin, gdybym miała czas. Módl się za twoją Matkę, i przyjmij zapewnienie, jak również twoje (siostry), o jej czułym przywiązaniu z którym jestem in C.J.M.” 388
Lakoniczny paragraf w Dzienniku Filipiny pozwala nam wyobrazić sobie jej reakcję: „Nowiny z Francji. Matka Barat życzy sobie, abyśmy budowały tu, w Saint Louis, i ofiarowuje nam pożyczkę 10 000 franków.” Kiedy i jak mogłaby kiedykolwiek zwrócić tę pożyczkę? Rachunki za wyżywienie, ogrzewanie, ubrania, pozostawiały ją nieustannie niespokojną o fundusze, a nie miała do kogo zwrócić się o pomoc finansową.
Lekcje rozpoczęły się 1 października z piętnastoma uczennicami w pensjonacie, ale dziesięć dni później wszystkie oprócz sześciu powróciły do siebie, bo w Saint Louis pojawiła się cholera. Podczas tych przymusowych wakacji P. Taylor zdecydował się zachować otwarty pensjonat i powiadomić o tym, przynajmniej na piśmie, katolików z Saint Louis. Pod tytułem „Edukacja”, w wydaniu z 13 października napisał:
Żeńska Akademia, pod kierownictwem Pań Sacré Coeur (St. Louis), jest teraz dobrze znana młodym paniom, które otrzymały w niej wyszukaną edukację i przekazały wewnątrz swoich rodzin i w otoczeniu wielkie uczucie dla swoich nauczycielek, które z czułą i macierzyńską troskliwością prowadziły je na drodze cnoty i przydatnej wiedzy.”
W ten sposób City House w Saint Louis formalnie przyjął tytuł „akademii” i proponował program studiów równie kompletny, jak w każdej innej szkole dla młodych dziewcząt na zachód od Alleghenies. Przynajmniej w swoich projektach nie była Matka Duchesne opóźniona względem swoich czasów, miała jednak w szkole zaledwie garstkę uczennic, a te były w większości sierotami.

W połowie października mieszkańcy Saint Louis zostali uprzedzeni przez „Missouri Republican”, aby „zachować spokój, pozostać w domu, nie panikować i zaufać Boskiej Opatrzności, że zachowa od zarazy”. Należało jednak przyznać, że w owym tygodniu na dziewięćdziesiąt trzy przypadki, trzydzieści trzy były śmiertelne.

Na jesieni, sytuacja stała się w Saint Louis dramatyczna: cholera szerzyła się z „alarmującą złośliwością”; tylko nieliczni nie opłakiwali śmierci kogoś bliskiego. Dopiero na początku miesiąca listopada władze cywilne miały chorobę pod kontrolą.



Directory: images
images -> Lokalna strategia rozwoju lokalnej grupy działania „lider zielonej wielkopolski” na lata
images -> „ Gra tajemnic reżyseria Morten Tyldum. Czas projekcji 110 minut
images -> Wykład z polityki gospodarczej Temat 3 Polityka pieniężna I walutowa Pojęcie I cele
images -> Skarżyski klub szaradzistóW „anagram” zał. 12 maja 1958 roku przy miejskim centrum kultury im. Leopolda staffa 26-110 skarżysko-kamienna, ul. SŁOwackiego nr 25
images -> Załącznik 1
images -> Postępowanie znak: sz-2100-13(52/ZP/07)-07
images -> Spzoz/ZP/…
images -> Xviii konferencja naukowo – szkoleniowagastroenterologii klinicznej wp
images -> Załącznik nr 3 do siwz opis przedmiotu zamówienia (opz) dot przetargu nieograniczonego znak: A/ZP/szp. 251-37/16 na: „dostawę wraz z wdrożeniem zintegrowanego elektronicznego systemu zarządzania dokumentacją medyczną”

Pobieranie 2.06 Mb.

Share with your friends:
1   ...   11   12   13   14   15   16   17   18   ...   26




©operacji.org 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna