Louise callan, rscj



Pobieranie 2.06 Mb.
Strona12/26
Data25.10.2017
Rozmiar2.06 Mb.
1   ...   8   9   10   11   12   13   14   15   ...   26

1825 - 1826

Wieczorem w Nowy Rok, list Matki Audé informował Matkę Duchesne, że z upoważnienia Przełożonej Generalnej przyjęła dar z fundacji w Luizjanie w Saint Michel nad Mississipi. Ojciec Delacroix, tamtejszy proboszcz, użył całej swej gorliwości do zrealizowania tego projektu i zebrał 4 000 dolarów, aby zbudować klasztor. Negocjacje prowadziła Matka Audé, a reakcja Filipiny była wielkoduszna i obiektywna. Kiedy szkoła we Florissant była teraz praktycznie pusta, jedyną rozsądną rzeczą wydawało się poprzeć tę nową próbę, która obiecywała powodzenie. Serce Matki Duchesne było jednak w Missouri i przejawiała ona o wiele więcej entuzjazmu dla każdego projektu w tym regionie, niż dla tych na głębokim południu, pisząc do Matki Barat 28 lutego 1825 roku:


Dla tych, którzy tu przybywają w poszukiwaniu fortuny, honoru, przyjemności zachowane są rozczarowania; lecz jeśli chcieli tylko tego, co miłe Bogu, trwają w pokoju nawet pośród niepowodzeń, bo Bóg nie powiedział nam, że wymagał, byśmy w tych (sprawach) byli szczęśliwi. Wszystkie te z twoich córek, które Bóg wybrał dla tego domu są zadowolone ze swego losu...

W moim ostatnim liście mówiłam ci o fundacji w Saint Michel, na którą jest już 75.000 fr. dobrowolnych datków. M. Eugenia, która ją zaakceptowała, podała ci wszystkie szczegóły... myślę, ten dom czyniąc wiele dobra w Luizjanie, podtrzyma ten tu w Missouri, gdzie są trzy uczennice. Oczekuję w tym miesiącu M. Eugenii, która przybędzie wziąć kilka naszych (zakonnic). Nie może wcale zabrać ich z Opelousas, gdzie jej nieobecność zostawi już ogromną pustkę. Wciąż wydaje mi się, że M. Xavier Murphy, która się dobrze przygotowała i zyskała zaufanie, jest osobą najbardziej właściwą, aby ją zastąpić.

Polegając tylko na swojej ufności w Bogu, Ojciec Przełożony Jezuitów zakupił dawny dom, który miałyśmy w Saint-Charles, chce obok postawić kościół i obiecał mieszkańcom, że będziemy mogły otworzyć tam szkołę. Bardzo się do tego skłaniam mając tak mało do zrobienia tutaj. Saint-Charles ma więcej mieszkańców, a kanał projektowany przez rząd i już ukończony pomiędzy Nowym Jorkiem, a (Wielkimi) Jeziorami, ma być drogą komunikacyjną łączącą oba oceany za pośrednictwem Missouri i przyczyni się do zaludnienia jej brzegów. Jest to część przyznana przez Monseigneur’a Jezuitom…” 279
Przygotowania do fundacji w Saint Michel szybko posuwały się do przodu, zbyt szybko w oczach Matki Duchesne, która, niespokojna, pisała do Matki Barat 8 marca 1825 roku:
Otrzymałam właśnie list Monseigneur’a du Bourg’a, który zapowiada mi przyjazd Ks. Borgna i Ks. Dussaussoy280, i dodaje, że obarczeni są wieloma listami z waszej strony, które mi wyślą, kiedy pojadą do seminarium, gdzie Ks. Dussaussoy zwiąże się z Kongregacją Lazarystów...

Monseigneur dodaje, że powiedziałaś Ks. Borgna, że powinnam pójść do Saint-Michel i w konsekwencji napisał to M. Eugenii. Bardzo bym pragnęła, aby się nie spieszył, bo uważam, że muszę zaczekać na bezpośredni i pozytywny list z twojej strony, aby dokonać zmiany tak nadzwyczajnej i której się nie spodziewałam. Bo od dawna wyznaczyłaś Matkę Eugenię dla zakładu w Nowym Orleanie, który nie może powstać, skoro Monseigneur go nie chce, a Saint-Michel (go) zastępuje. M. Eugenia jest korzystnie znana w całej tej części diecezji, przyczyni się do całej reputacji domu i jest bardzo w stanie podtrzymać go przez swój zapał, roztropność i talent do dzieci. Wyraziłam ci wszystkie moje myśli w powyższej sprawie zwłaszcza w moim ostatnim liście z 28 lutego. Tu o wiele bardziej niż we Francji starzy i brzydcy nie cieszą się wielkim kredytem (zaufania). Staję się z każdym dniem coraz bardziej nieprzyjemna. Włosy szare, brak zębów, ręce straszne, (co) nie czyni mnie w najmniejszym stopniu odpowiednią, aby figurować w kraju delikatności, uchodzi to jeszcze na wsi, chociaż (i tu) po przyjaźni nazywają mnie biedną diablicą.” 281
Filipina przytacza ten szczegół z humorem. Bóg umieścił w głębi jej serca wzgardę świata282, wiedziała jednak, że należy brać go pod uwagę w interesie Zgromadzenia Najświętszego Serca. Głosi często pochwałę darów i zalet Matki Eugenii i jest szczera nalegąjąc na Matkę Generalną, aby to jej właśnie powierzyć Fundację w Saint Michel. Był jednak i inny powód, dlatego Filipina kontynuuje:
Przechodząc w tym do spraw duchowych, byłoby jeszcze więcej niedogodności. Myślę więc wciąż, że M. Eugenia jest jedyną odpowiednią (osobą) dla Saint Michel, (a) M. Xavier Murphy jedyną dla Opelousas, gdzie jest znana i kochana.

Co do tutejszego domu, z trzech (tu obecnych Matek), stanowczo twierdzę, że ja powinnam być ostatnia. Tymczasem O. Rektor, z którym o tym mówiłam, powiedział mi, że gdyby ta(ka) zmiana się dokonała, zniszczyłaby ten dom. Co prawda jest on ubogi i nędzny, lecz właśnie dlatego jest mi drogi, i nigdy nie był w (tak dobrej) sytuacji, (by) móc lepiej się utrzymać w tym, co duchowe. O. Rektor nabiera dlań teraz prawdziwego zainteresowania, a z czasem będziemy w nim uprawiać to tak upragnione dzieło dzikusek.

Powiedział mi nawet, że jeśli M. Oktawia czy inna, którą wymienił, byłaby na czele, ani on, ani żaden z jego (współbraci) nie mieszałby się już do domu. Czynię ci tu jedynie wykład, który wydaje mi się konieczny; gdy wegetuje się w tym kraju, trzeba się tym zadowolić. Poza (funduszami) na wyżywienie niczego nam nie brakuje; w ubrania możemy być wspomagane z dołu283. Jeśli, idąc za naszymi regułami, ubogich powinno się przedkładać ponad bogatych, nie mamy nic do pozazdroszczenia Opelousas, uprawiamy tyle (samo) dusz, co one, a będziemy miały zawsze więcej nowicjuszek. Zobacz, że M. Eugenia uformowała zaledwie jedną osobę, a tu wytrwało ich dziesięć: co powiększy się wraz z sąsiednim zakładem, kiedy nowe kierownictwo (duchowne) obali dawne idee.” 284
Generał Brown” przywiózł Matkę Audé do Florissant 21 marca. „Przywiozła nam ona 160 dolarów pochodzących od różnych przyjaciół z Francji i z Ameryki, i zaopatrzenie od naszych dobrych Urszulanek”, zanotowała Filipina Duchesne w swoim Dzienniku; „poinformowała nas o powodzeniu swego klasztoru w Grand Coteau, gdzie mają dwadzieścia siedem pensjonarek. Powiedziała nam również, że dar z kolekty dla Saint Michel sięgał 7 000 dolarów.” Nie było we Florissant doczesnego powodzenia, którym mogłaby się przed nią pochwalić, ale było wielkie bogactwo duchowe, z którego Eugenia nie mogła korzystać od swojego wyjazdu w roku 1821: Niedziela Palmowa z błogosławieństwem Palm i procesją liturgiczną; Pasja śpiewana na Mszy pięknymi głosami młodych Jezuitów, Ciemne Jutrznie285 śpiewane przez jezuitów i zakonnice na zmianę z chórem, kiedy zmierzch zapadał nad doliną286, we Środę, Czwartek i Piątek Wielkiego Tygodnia; adoracja Wielkiego Czwartku, obsadzona przez jezuitów za dnia, a przez zakonnice w nocy. W dniu Wielkanocy, jutrznia i laudesy recytowane o piątej trzydzieści, po których następowała medytacja i wczesna Msza, wraz z obrzędem Pierwszej Komunii dla dzieci z parafii, które spędzały później dzień w klasztorze i zajadały się podczas śniadania i obiadu zapasami dostarczonymi przez Urszulanki.
Wielka radość czekała Filipinę: przyjazd wraz z ojcem Van Quickenborne’m dwóch „małych Dzikusek” jako pierwszych uczennic Indiańskiego Seminarium dla dziewcząt, o którym marzyła. Zamieszkały one w małym, niezależnym budynku, umieszczone pod opieką Matki O'Connor. Te młode Indianki staną się, jak cenne klejnoty wprawione w koronę Filipiny. 17 kwietnia mały kościół we Florissant był świadkiem pierwszego obrzędu wieczystej profesji zakonnej w Zgromadzeniu Sacré Coeur w Ameryce, kiedy to Matylda Hamilton złożyła swoje śluby wieczyste i otrzymała złotą obrączkę i srebrny krzyż członków Zgromadzenia. Wraz z nią Matka Mary Ann O'Connor wypowiedziała swoje pierwsze obietnice, aby utwierdzić się w przygotowaniu do pracy, jaką chciała wypełniać wobec powierzonych sobie dzieci. Matka Duchesne opowiada radośnie Matce Barat 23 kwietnia:
Matka Eugenia przybyła tu 21 marca, wyjedzie prawdopodobnie na początku maja z młodą Matką Xavier Hamilton, która będzie jej bardzo przydatna (w nowym zakładzie). Ponieważ od dawna dopominałam się u ciebie o skrócenie jej pięciu lat (aspiratu) i otrzymałam od ciebie jej krzyż, uważałam się przez to za dostatecznie upoważnioną, aby pozwolić jej złożyć ostatnie śluby w niedzielę Dobrego Pasterza na mszy parafialnej. Ojciec Przełożony zadbał o ceremonię i doskonałą mowę. Nasza druga siostra Hamilton, dla które również posłałaś mi duży krzyż, nie ma (jeszcze) dwudziestu jeden lat, lecz błaga cię, abyś zechciała pozwolić, że skoro tylko je osiągnie będzie miała to samo szczęście, co jej siostra, która jest naszą pierwszą profeską amerykańską i pierwszą (zakonnicą) chórową przeznaczoną na fundację. Będzie miała za towarzyszkę siostrę lgnację, bardzo dobrą koadjutorkę po pierwszych ślubach i siostrę Alojzję, amerykańską nowicjuszkę, również koadjutorkę. To w sumie trzy, które M. Eugenia zabierze i również wszystko, co możemy jej dać ze wszystkimi naszymi podziałami na trzy pensjonaty, tym za 500 franków, tym za 175 franków i tym Dzikusek, który w końcu się zaczyna i do którego przeznaczyłyśmy Irlandkę287 po pierwszych ślubach złożonych w niedzielę Dobrego Pasterza. Jej język, jej wiek około 40 lat, jej solidna cnota czynią z niej (osobę) bardziej odpowiednią dla tego dzieła, które ją zatrzymuje część dnia i całą noc oddzieloną od nas. Dzikuski nazywają ją mamusią, skaczą wokół niej wszędzie, gdzie je prowadzi, do krów, do kur, do ogrodu. Pozostawiamy jej aktywne zajęcia, bo te dzieci nie są w stanie znosić życia pozbawionego ruchu…”.288
Przez tygodnie, które nastąpiły po wyjeździe Matki Audé i jej towarzyszek, Matka Duchesne niepokoiła się szczególnie o szkołę indiańską. Obawiała się sama prosić o jałmużnę, lecz jeszcze bardziej lękała się braku pomocy dla Jezuitów. Popadła przez to w konflikt z Ojcem Van Quickenborne’m, drogo płacąc za swoją gorliwość. 8 czerwca pisała do Matki Barat:
Jeśli ks. Niel, proboszcz z Saint-Ferdinand, pokaże się, aby kwestować, określ mu przeznaczenie dla naszych Ojców i dla nas, bo mamy dzieło Indian. Mają teraz dziesięciu chłopców, a my sześć dziewczynek, z których jesteśmy zadowolone i którym dosyć dobrze udaje się we wszystkim. Rząd przeznaczył sumę na cywilizowanie Indian, którą dysponuje minister Wojny289. Zajmuję się w tej chwili pisaniem do niego, aby prosić go o utrzymanie czterech mistrzyń290 i pomoc, aby zbudować im dom, który kosztować będzie co najmniej trzy tysiące fr.

Rząd ma plan udzielania pomocy i zachęty jedynie stowarzyszeniom mającym środki, aby tworzyć zakłady. W ten sposób, przyjmując, że nam da, będzie to zawsze zaledwie mniejsza część naszych kosztów. Mamy jednak budować na Opatrzności i nie mniej czynić dla Boga, niż protestanci, którzy mają szkoły indiańskie we wszystkich punktach Stanów.” 291
List Filipiny do Sekretarza Obrony ściągnie na nią gromy Przełożonego Jezuitów292. Naturalnie list ten już nigdy nie został przez nią wysłany, jak później o tym opowie, lecz w czerwcu 1825 roku każde z nich było wyczerpane i przeciążone pracą, każde z nich było osobą zdecydowaną i zapalczywą, każde z nich przepełniała zakonna gorliwość i świętość. Zmienne opinie, jakie wyrażał o niej jako o Przełożonej, musiały być dla niej zarówno trudne do zniesienia, jak i mylące, bo opierała się całkowicie na jego duchowym rozeznaniu. Gdyby była mniej bezpośrednia i ufna, z pewnością uniknęłaby niejednej twardej reprymendy. Najsurowszym upokorzeniem, jakie ją spotkało było być może to, jakie miało miejsce po ożywionej dyskusji, którą odbyli w zakrystii pewnego letniego dnia. Poszło o małe zmiany w wystroju prezbiterium, tradycja mówi, że o skrawek dywanu, na którym chciała, aby stawał, i kronika tak to relacjonuje:
Każdy bronił swojego punktu widzenia z takim uporem, jaki zaobserwować można czasem u świętych, gdy chodzi o większą chwałę Bożą. Ojciec Van Quickenbome posunął się aż do groźby, że zabierze ołtarz, skoro, jak mówił, dał go kościołowi. ‘W takim razie’, odparła Matka Duchesne, ‘ja wezmę tabernakulum, które do mnie należy’. Ołtarz bez tabernakulum, czy tabernakulum bez ołtarza, każda z tych sytuacja byłaby kłopotliwa, na tyle kłopotliwa, że na tym poprzestano. Nadeszło jednak Święto Najświętszego Serca, a w wigilię wieczorem Matka Duchesne poszła, aby się wyspowiadać. Tymczasem zamiast oczekiwanego rozgrzeszenia usłyszała straszliwy wyrok: ‘Jutro nie odnowisz ślubów’, i okienko zamknęło się ucinając wszelkie pytania. Następnego dnia, biedna Przełożona, aby uniknąć komentarzy, mogła jedynie udać chorobę i pozostać w swoim pokoju zamiast poprowadzić wspólnotę do stołu ołtarza dla odnowienia ślubów. Kiedy już była pewna, że wszyscy są w kaplicy i nikt nie może jej widzieć, przeszła bezszelestnie przez hol, padła na twarz przed drzwiami kaplicy i cicho zapłakała. Kiedy Msza się skończyła powróciła do swojej komórki pod schodami, aby spędzić tam dzień pełen udręki i wstydu; upragnionego rozgrzeszenia udzielono jej dopiero tydzień później... ” 293

Warto zachować w pamięci tę anegdotę, czytając list z 3 lipca. Oryginał już nie istnieje, zachowana kopia nie jest kompletna, lecz brakującej części można się domyślić w oparciu o autentyczne, przytoczone powyżej źródło. Fragmenty Dziennika z tego okresu nie wspominają o cierpieniach Matki Duchesne, chociaż istnieją wyraźne aluzje do choroby Ojca Van Quickenborne’a i, zaraz po tym, do wyleczenia Matki Duchesne na święto świętego Régis’a. Poniższy list przepełniony jest czułym zainteresowaniem i serdeczną gorliwością, jaką wciąż przejawiała dla jezuitów:


Obchodzone jest jutro w tych stanach święto Niepodległości; będzie to wielka radość we wszystkich klasach i we wszystkich religiach. Bo katolicy nie zapominają, że dzień ten dał im wolność (sprawowania) kultu. Aż do tego (czasu) w Wirginii, każdy mógł bezkarnie zabić katolika, tak przynajmniej mi powiedziano. Co do mnie, przenoszę się aż do 22, i obchodzę w mym sercu, z wyprzedzeniem i na zawsze, miłą i ujmującą zależność, jaka mnie z tobą wiąże. Tak, błogosławić będę za nią Boga aż do ostatniego tchnienia, i zjednoczymy się sercem ze wszystkimi życzeniami, jakie zostaną ci złożone w dniu Świętej Magdaleny.

Nasze ostatnie listy zapowiadały ci, że moje zdrowie bardzo się zmieniło; sama siebie nie poznaję. Jednakże, dniu świętego Régis’a, o nic nie prosząc, niczego nie pragnąc, i bardzo słaba w przeddzień, znalazłam się w moim zwykłym stanie zdrowia. I abym nie mogła nie uznać ręki, która mnie dotknęła, wszystko wtedy miało się przyczyniać do odebrania mi sił: bardzo odczuwalne dla serca troski, niepewna przyszłość, niespokojne sumienie, brak sukcesu, trudne zarządzanie, długie i uciążliwe oczekiwanie na nowiny od naszych Sióstr, które wyjechały w dniu Wniebowstąpienia, duszacy upał... Nie pozostaje mi (nic innego), jak tylko lepiej korzystać z majacego nadejść czasu. Jednakże, skoro jest on niepewny, proszę cię o podanie mi z wyprzedzeniem twoich ofert dotyczących przyszłego zarządzania.

Oby dzieło Indian w końcu rozpoczęte zdołało żywo poruszyć twoje serce i wpłynąć na twoją decyzję przysłania nam dobrej głowy i osoby dosyć młodej, aby uformować się do angielskiego...

Myślę, że w tym roku święto Najświętszego Serca świętowano (u was) z pompą. Tu było całkiem inaczej. Nie mogłam nawet przystąpić do komunii w dniu najbardziej dla nas uroczystym, ani w konsekwencji odnowić moich ślubów publicznie. Musiało się to dokonać we wnętrzu mego serca... Msza cicha, bez kazania, ani w następną niedzielę, kiedy (to) święto było w kościele, który jest dedykowany Najświętszemu Sercu. Podczas śpiewania Kyrie zauważono, że ksiądz, będąc niedysponowany, kończył (już) Ewangelię. W ten sposób reszta była w ciszy...

Jeden ksiądz nie może nastarczyć na cztery parafie, dwie wspólnoty, na chorych, na wielkie odległości. Jest bez przerwy w niebezpieczeństwie utraty życia. Ostatnio, kiedy przebywał rzekę, aby tu przybyć, płynący koń zrzucił go do wody, trzymał się za wodze, aż (do czasu) kiedy mógł dotknąć dna. Kiedy wracał, woda była jeszcze wyższa. Na koniu miał wody aż po szyję z powodu ruchów konia, który szarpał się, aby wrócić.

Liczyłam na to, że napiszę do ministra wojny, aby otrzymać pomoc dla Indian. Przełożony, który jest zobowiązany być (na bieżąco) w intencjach rządu, by obie płcie umieścić tu razem, jak i we wszystkich innych seminariach tego rodzaju, powiedział mi, że (w ten sposób) utniemy mu głowę294. Wystarczyło to (nam), aby pozostać bierne, (bo) sam za nas napisał, i (aby) dać (nam) odczuć korzyść rozdzielnej edukacji obu płci. Mało liczę na sukces. Prezbiterianie żarliwie czuwają nad tym, aby wszystko sobie przyznawać i podniosą krzyk przeciwko nowemu planowi.” 295
W następnych tygodniach Matka Duchesne często notuje w swoim Dzienniku: „bez mszy”, bo choroba uniemożliwiała ojcu Van Quickenborne odbywanie podróży z jezuickiej farmy do Kościoła. Kiedy tylko dowiedział się o tym Biskup Rosati, posłał Ojca Leo de Neckere’a, aby przewodniczył w Saint Ferdinand i pozostawił nieco odpoczynku Ojcu Rektorowi, który, gniewliwy, wcale nie docenił takiego rozwiązania. Tymczasem Matka Duchesne osądzała go z wyrozumiałością, znając go lepiej niż ktokolwiek inny. Od dwóch lat niemal codziennie wczesnym rankiem wyglądała przez okienko zakrystii wyczekując pojawienia się z daleka sylwetki tego księdza przemierzającej łąkę w łopocącej na wietrze sutannie... Czasem pokryty kurzem, spocony, innym razem zmoczony przez deszcz, lub aż do kości zmarznięty i zaśnieżony, wyczerpany już przed nadejściem dnia, przybywał pieszo lub konno, w swojej wielkiej pelerynie ściśniętej pod kolanami i rozdymanej przez wiatr. Nauczyła się wyczuwać jego nastroje: gderliwy, milczący, serdeczny lub pełen względów. Ucierpiała mocno z powodu jego ostrych krytyk, brutalnej bezpośredniości, szorstkich odpowiedzi; uczepiła się jednak z nadzieją opinii, jaką wyrażał na temat jej niekompetencji i powtarzała ją Matce Generalnej sądząc, że może to sprawić odebranie jej władzy przełożonej. W każdym liście, jaki kierowano do niej z Domu Macierzystego, Filipina spodziewała się tej nowiny; przybywały jednak listy pisane wiele miesięcy wcześniej, a w nich Magdalena Zofia Barat ze swoim sercem i głową wypowiada się tak, jak tylko święta czynić to potrafi:
Teraz słowo, co do prośby, abyś nie była już przełożoną. Jeśli trochę się nad tym zastanowisz, pojmiesz, że nie jest to możliwe, bo nie mam spośród nich innej, by wam (ją) dać; a jeśli założycie wkrótce trzeci zakład, jak masz nadzieję zostać odciążona od przełożeństwa? Zresztą, moja droga córko, czy inna robiłaby (to) lepiej od ciebie? Nie myślę. Miałaby może więcej cnoty, lecz mniej doświadczenia i (mniej) wątpienia w siebie... Nie zamyślasz, przez gorliwość dla dzieła, które ci powierzono i zbawienia dusz, czynić największych wysiłków, aby nabyć to, czego ci brakuje? Kiedy ma się motywy, aby postępować w doskonałości, któż mógłby cię jeszcze powstrzymać? Niestety, jestem w błędzie udzielając ci tej lekcji, mnie (samej) jest ona bardziej konieczna niż tobie, moja dobra Filipino. Ileż mam sobie do zarzucenia! A przecież trzeba, abym nadal niosła to brzemię, które się z każdym dniem powiększa. Miejmy więc ufność w Sercu Jezusa, podtrzyma On naszą słabość, naprawi nasze głupoty i obróci je w dobro. Tak właśnie postąpił wobec twojej Matki, tak niewiernej, tak winnej. Czegóż dla ciebie nie uczyni?” 296
A w liście napisanym trzy miesiące później, święta mówi do tej tak wątpiącej w samą siebie córki:
Będziesz więc miała, moja droga córko, trzy zakłady w Luizjanie, bo we Francji rozumie się pod tym (również i) Missouri. Rozumiesz, że dwa z tych zakładów będą powierzone młodym osobom jako przełożonym, i które będą potrzebowały prowadzenia. Tak wielka odległość, jaka nas dzieli, nie może pozwolić, bez poważnych niedogodności, aby domami tymi kierowała jedynie wasza Matka297. Pojmujesz, że rozwlekłości pociągają za sobą wiele nadużyć. Trzeba więc, aby została tym obarczona najdawniejsza, której powierzyłam ten dom. I właśnie tobie, moja droga Filipino, pozostawiam poprowadzenie tych trzech zakładów. I chociaż nie dopuściłyśmy Prowincjalnych, będziesz jednak pełnić jej funkcje względem Luizjany. Jękniesz jeszcze nad tą nową odpowiedzialnością; ale Bóg pomoże ci ją nieść. Zresztą, skoro pozostajesz przy naszych Ojcach, udzielą ci oni rad, i z tego, w rzeczy samej, źródła powinna płynąć woda żywa mająca zraszać nasze mizerne prace.” 298
Następnie nadeszła w pełni pożądana wiadomość, że suma 6 000 franków, którą pożyczyła Matka Barat w roku 1822 celem spłacenia P. Mullanphy’ego, została zwrócona przez Panią de Granville299. Dary brata samej Filipiny, jej kuzynki Józefiny i innych dobroczyńców z Francji stanowiły w poprzednim roku również konkretna pomoc dla wspólnoty. Matka Barat dodawała też inną informację mającą żywotne znaczenie dla amerykańskich domów Zgromadzenia.
Aprobata Rzymu miała opóźnienie. Pracę wykonano; lecz wiele punktów cierpi z powodu trudności, między innymi ten (odnośnie) klauzury. Jednak zależy nam, aby nie mieć krat. Pytam cię, gdzie byście były w Luizjanie z taką przeszkodą?” 300
14 września Filipina odpowiadała na ten list, odsłaniając najpierw smutek, który zamącił pokój jej ducha, a następnie akceptując tak odstręczającą dla niej decyzję Matki Generalnej. Przed wielu laty całkowicie ofiarowała się Bogu, a teraz wziął On ją za słowo. Być może to właśnie tłumaczy wstręt, jaki miała do samej siebie, tak często pojawiający się w jej listach.
To Święto Krzyża przypomina mi dzień, w którym nasze małe dziewczynki z Grenoble odgrywały ci małe przedstawienie na temat miłości krzyża, o które sama prosiłaś i które rozerwało nas przez kilka chwil. Doświadczenie uczy, że w każdym czasie i w każdym miejscu scena z krzyżami może się odnawiać. Krzyże osobiste są lekkie w porównaniu z tymi, które dotyczą naszego dzieła i widzę pośród nich wiele, które odbierają mi możliwość pragnienia śmierci, uczucia tak rozkosznego, kiedy jest się gotowym i kiedy dzieło nie może ucierpieć z powodu naszej straty. Nie kochając życia, (a) kochając nasze zakłady widzę, że (nawet ktoś) najmniejszy, który jest z nimi szczerze związany jest potrzebny, aby je podtrzymać... Potrzeba tutaj, aby najbardziej zasadnicza osoba (dla) domu, Siostra Régis, wykonywała po kolei wszystkie ciężkie i podłe roboty, bo ma solidną cnotę i odwagę, lecz zasadniczo brakuje jej wtedy do lekcji, bo jest jedyną (osobą) mającą dobrą wymowę angielską, co jest rzeczą tutaj najcenniejszą, (bo cała) reszta w porównaniu (z tym) jest niczym. Podaję ci ten szczegół, który powtórzy się w każdym domu, aby ci udowodnić, chociaż wbrew opinii Mgr du Bourg’a, że dobre siostry koadjutorki mocne, odważne, pokorne i zdolne do czuwania nad kuchnią będą dla nas przynajmniej równie przydatne, jak panie, dając tym (ostatnim) czas, aby wszystkie były w klasach. Ich obowiązki nie wymagają znajomości angielskiego, którym Francuzi rzadko będą mówić dobrze... Tymczasem (nasz pensjonat) zdaje się wznosić z popiołów. Będąc czas jakiś zredukowane do czterech uczennic, mamy ich w tej chwili dwanaście, wiele zapowiedziano i chciałabym, aby wszystko przebiegło w taki sposób, aby nie można się było skarżyć, bo pomoc, jakiej nam dostarczają, jest konieczna dla naszej (własnej) stabilności, stabilności naszych sąsiadów301, wciąż bardzo biednych, i dla utrzymania Indianek....

Jestem o wiele bardziej niezdolna do odpowiedzialności, jaką mi narzucasz; chylę głowę, ale czuję moją niezdolność. Gdybym była u źródła świateł, przy kimś takim, jak O. Varin, O. Perreau, O. Barat, w kraju mniej podatnym na zmiany, na niestałość, byłoby to bardziej znośne: tu jednak wszystkie myśli się plączą, kiedy chce się czynić dobro. Sam Ojciec mi powiedział: ‘często nie wiem, jak (to) wszystko idzie, nic nie widzę’. A chodzi (przecież) o kogoś całkiem innego ode mnie, biednego, starego bydlęcia, bez talentów, bez uroku, bez cnót. Powiedz wiec tym bardzo drogim już wymienionym Ojcom, aby pamiętali i o Braciach i o Siostrach, i o Bialych i o Indianach. Bóg tylko widzi kres; lecz istnieją straszliwe przeszkody dla tego, aby się powiodło. Pragnę żyć tylko po to, aby strawić życie na największych pracach. Czuję, że spoczynek nie jest w tym życiu, trzeba mieć tu ciało (wystawione) na niewygody, a serce (jak) w tłoczni. Jeśli mogę posłużyć do najmniejszego dziełka dla chwały Najświętszego Serca, zgadzam się na to, aby bardzo się tu postarzeć, bez powodzenia, bez wdzięczności, jedynie po to, aby spalić się (w ofierze) dla Serca (Jezusa)...” 302
27 października Filipina wspomina w swoim Dzienniku o przybyciu ojców Jana de Theux i Jana O'Connor’a, którzy przyszli w końcu z pomocą ojcu Van Quickenborne. Znów zapewniona była codzienna Msza, jak również obrzędy liturgiczne, tak drogie sercu Matki Duchesne. W listopadzie w Saint Michel Matka Audé otworzyła klasztor z Matką Matyldą Hamilton jako asystentką, z siostrami Mullanphy, La Bruyère i Timon z Florissant, i trzema nowicjuszkami chórowymi z Grand Coteau, w tym z Alojzją Hardey. Natomiast Matkę Xavier Murphy osadzono jako Przełożoną w Grand Coteau z Matką Karmelitą Landry303, jako jej asystentką i ekonomką. W grudniu do nowicjatu we Florissant wstępują dwie dawne uczennice tego klasztoru: Anna Shannon304 i Zuzanna McKay305. W tym samym czasie list Mgr Rosati’ego umieszcza Filipinę w relacji z inną młodą Irlandką, Eleonorą Gray306, która stanie się kiedyś wybitnym członkiem Zgromadzenia Sacré Coeur.
Na Boże Narodzenie przybył do Matki Duchesne podarunek Bożej Opatrzności w postaci pakietu listów z Francji z odpowiedzią Matki Barat na jej list z 8 czerwca. Wymiana listów w mniej niż sześć miesięcy była wielkim postępem w porównaniu z niekończącymi się opóźnieniami, jakich doświadczały wcześniej. Ku największemu zadowoleniu Filipiny, Matka Generalna odnawiała swoje przyzwolenie na ponowne otwarcie klasztoru w Saint Charles, wyraźnie zaznaczając jednak, że przez rok, a nawet przez osiemnaście miesięcy, nie może posłać do Ameryki żadnej pomocy. Wiadomość, że Zebranie Generalne Zgromadzenia ma się odbyć w roku 1826, natchnęła Filipinę Duchesne, wielkoduszną misjonarkę, do napisania 27 października 1825 roku listu zaadresowanego do świętej Założycielki:
Jestem zachwycona zebraniem Matek na Wiosnę. Oprócz trzech czy czterech osób, których bardzo pragniemy, najbardziej interesujące do zaproponowania im byłoby zapewnienie małej sumy przez każdy dom, wziętej z jałmużny zaoszczędzonej przez dzieci, aby zapewnić utrzymanie jednemu albo dwóm księżom (na misjach) w Missouri... Wielu by się im oddało, lecz Przełożony, który posyła, nie może wydać (ich) na pewną śmierć z nędzy i chorób, które są jej następstwem. Ojciec Przełożony mówi mi więc, aby poprosić was o coś, co zapewniłyby wasze pensjonaty, albo te Ojców, i wtedy podejmie środki, aby rozszerzyć misję... Weź, moja dobra Matko, tę sprawę do serca, wyniknie z niej największe dobro...

M. Xavier (Murphy) uważa, że twój siostrzeniec myśli już o powrocie do Francji. To dziwne, jak ten kraj zniechęca, co w oczywisty sposób pokazuje, że tylko Towarzystwo (Jezusowe) zdoła się w nim utrzymać, i jak ważne jest mu pomagać. Biedna Ameryka! Kiedy się pomyśli, że od nas (aż) do Kanady i na zachód, do Oceanu Spokojnego nie ma ani jednego kościoła, nie ma księdza, a przecież ponad 23 000 dusz przybyło w tym roku ze wschodu do samego Stanu Misouri, i (powstające wokół) osady francuskie, irlandzkie307 ze wszystkich stron prawie do źródeł Missouri i Mississipi...” 308
Projekt Ojca Van Quickenborne’a posiadania kościoła w Saint Charles zdawał się nabierać kształtu i Filipina skonsultowała się z Biskupem Rosati’m co do możliwości zbudowania klasztoru w tym miejscu. Jego przychylna odpowiedź, udzielająca wszelkich koniecznych pozwoleń, nie dotarła jeszcze do Filipiny, kiedy 18 lutego 1826 roku pisała do Matki Barat:
Zapowiedziałam ci dwa razy otrzymanie listy twoich pozwoleń. Odgadłaś to wszystko, co może udogodnić i nie uczynić zbyt uciążliwą ogromnej odległości, jaka nas od was dzieli. Są tylko dwa artykuły, które bardzo nas krępują. Pierwszy (z nich) mnie dotyczy: to ta funkcja czuwania nad trzema domami, podczas, gdy robię (to) tak źle w jednym. Serce moje bardziej niż kiedykolwiek dąży do samotności, a nie mam ani ciszy, ani samotności. Wiek mój postępuje, zdrowie maleje. Potrzeba by mi było rozpatrzyć we łzach wiele moich lat (życia), zwłaszcza tych życia zakonnego. Za pokutę zadaję (sobie) pracę, lecz sprawia ona, że tracę całego ducha modlitwy. Gdybyś miała wzgląd na moją prośbę, bardzo chętnie będę posłuszna tej, którą nam dasz, aby nas prowadziła.

Zakład w Saint Charles nie powstanie od razu. W(ielebny) O(jciec) mówi, że pośle księdza dopiero wtedy, gdy zostanie zbudowany kościół z kamienia; otóż kamienie są jeszcze w kamieniołomie. Uważam, że jeśli pójdziemy za pragnieniem, jakie ma Proboszcz z Saint Louis, aby mieć szkołę prowadzoną przez nas w mieście, byłby to jedyny sposób utrzymania nas w tym kraju na stałe. Ten plan, aby być w Saint Louis podoba mi się tym bardziej, że ty sama tego pragnęłaś, życząc sobie, aby pozostawiono tu tylko szkołę, mógłby to być drugi pensjonat za 180 fr. na rok. Co do pierwszego pensjonatu za 500 fr., to znaleźć trzeba dom, co zadecyduje (o tym), gdzie najlepiej będzie go umieścić.

Monseigneur ma zamiar dać (opiekę duszpasterską nad) Saint Louis Jezuitom. Ojciec Rektor nie mówi wszystkiego, ponieważ jednak zdecydował się nagle wyświęcić dwóch swoich młodych diakonów309, z których jeden jest dobrym kaznodzieją, nie wątpię, że zamiar ten się spełni. Nowy powód, aby osiedlić się w Saint Louis.” 310
Powstawały kolejne projekty, ale wszystko się komplikowało. Ksiądz Niel311 posłużył się swoim wpływem na Matkę Barat, aby zakładano klasztor i szkołę w Saint Louis; Mgr Rosati naciskał na Jezuitów, aby zaczęli tam pracować, a Ojciec Van Quickenborne trwał przy swojej idei zbudowania kościoła i klasztoru w Saint Charles. Matka Duchesne otrzymała więc upoważnienie od Matki Generalnej, aby współdziałać w pracy nad Saint Charles, lecz jednoczesnie poproszona przez nią o to, aby fundację w Saint Louis uznać za priorytetową. Jednakże, jaka fundacja może dokonać się bez pieniędzy i bez zakonnic? 1 marca Filipina zapisuje w swoim Dzienniku: „Ojciec Przełożony zakupił od Pani Duquette dom i posiadłość, gdzie mieszkałyśmy w roku 1818. Dokona wszelkich przystosowań, aby zbudować tam kościół z kamienia.”
W tym samym miesiącu marcu przyjęto we Florissant Mgr du Bourg’a. 11 ochrzcił on trzynastu Indian i bierzmował sześćdziesiąt osób z parafii i z sąsiadujących misji; następnie odbył podróż do Saint Charles z Ojcem Van Quickenborne’m. Powracając do Saint Louis, przed swym odjazdem do Europy, przyznał on ojcom Jezuitom kościół w Saint Ferdinand, „zachowując dla nas i to wieczyście”, zanotowała Matka Duchesne, „połowę chórku, pierwszą zakrystię i wyjście naszej kaplicy na kościół”.
W lecie stało się jasne, że szkoła przeznaczona dla dzieci indiańskich nie zdoła się utrzymać. Filipina doznała z tego powodu dotkliwego smutku, widziała w niej bowiem pierwszą przyczynę swojego przyjazdu do Ameryki. Przykrość tę rekompensowała jej jednak wciąż zwiększająca się liczba pensjonarek. Dwadzieścia cztery dziewczynki, w tym wnuczka Jana Mullanphy’ego, „mała Chambert”, jak nazywała ją Matka Duchesne, zapełniały małą sypialnię i dwie czy trzy sale klasowe. Troski rosły razem ze szkołą. Nastał sezon wielkich powodzi i po raz kolejny klasztor został odcięty od świata z powodu wystąpienia z brzegów otaczających go strumieni. Zarówno pośród sióstr, jak i pośród dzieci pojawiły się chore, najgorszy jednak był stan Matki Oktawii. Zaatakowana przez gorączkę w kwietniu, przez prawie trzy miesiące była tak bardzo chora, że nawet zwykle skuteczne zabiegi Matki Duchesne nie zdołały przynieść jej ulgi. Z Grand Coteau przyszła wiadomość o śmierci Mary Ann Summer, która zaledwie weszła w swoje dorosłe życie; będzie pierwszą zakonnicą Sacré Coeur zmarłą w Ameryce. Z Saint Michel tymczasem docierały wieści jedynie o postępach, sukcesach i rozlicznych aktywnościach.
Matce Duchesne często ciążyła samotność i izolacja. Jej duchowa droga była pozornie jałowa, a wiedziała w dodatku, że będzie zmuszona długo na niej trwać. Brakowało jej niekiedy poczucia Bożej Miłości; nigdy też nie znalazła w Ameryce trwałej przyjaźni, która mogłaby jej pomóc. Wygląd zewnętrzny Filipiny nie odzwierciedlał ani czułości, ani słodyczy, ale wielka jej zdolność do uczucia wyrażała się, jak wiemy, w listach, które przebywały ocean, aby dotrzeć do tych, których kochała, zarówno we własnej rodzinie, jaki i w rodzinie zakonnej, do której należała. Dopominanie się przez nią o nowiny wyraźnie przebija w małej uwadze skierowanej do Józefiny w sierpniu tegoż roku, po tym, jak dowiedziała się, że ogień spustoszył dużą część Pałacu Vizille:
Czyżbym zaniedbywała moje obowiązki wobec ciebie, kochana kuzynko? Od listu informującego mnie o twoim wdowieństwie nie otrzymałam od ciebie żadnej wiadomości. Niebezpośrednio dowiedziałam się o twojej przeprowadzce z Paryża do Grenoble i o nieszczęśliwym wypadku, stanowiącym znaczącą stratę dla twych braci. Głęboko podzielałam wszystkie te wydarzenia, lecz niezdolna wyrazić moich uczuć komukolwiek poza Bogiem, często mówiłam Mu o was wszystkich. Jestem pewna, że zesłał On te doświadczenia jedynie po to, aby podnieść wasze dusze; nie możemy zrozumieć Jego woli względem nas w określonym czasie, ale w wieczności uniesie się zasłona i ujrzymy, że działał On jedynie dla naszego szczęścia...”
Jesienią 1826 roku Matka Duchesne otrzymała od Magdaleny Zofii Barat nieco niespodziewany list, nalegajacy na nią, aby otworzyć szkołę i klasztor w Saint Louis. Ksiądz Niel wielokrotnie składał wizyty w Domu Macierzystym w Paryżu i tak optymistycznie i korzystnie przedstawił miasto, w którym nie miał zamiaru pozostać, że Matka Generalna napisała z entuzjazmem 16 czerwca 1826 roku:
Widziałam wczoraj, moja droga córko, wspaniałego Ks. Niel’a, proboszcza z Saint-Louis, powrócił on z Rzymu i myślę, że zachowamy go kilka miesięcy we Francji. Myśli on poważnie o osadzeniu was w Saint-Louis, a zgodnie z wszelkimi podanymi mi przez niego szczegółami na temat tego miejsca, bez wątpienia fundacja ta byłaby konieczna. Co do motywów i powodów powstrzymam się od tego, by ci je podawać; powinnaś rozumieć je lepiej od nas, ty, która jesteś na miejscu.

Jeśli więc, moja droga córko, zastanowiwszy się nad tym, poczujesz się nakłoniona do tego zakładu, oto, co Ks. Niel mi proponuje: zakupienie w Saint Louis terenu za 15 do 12 000 franków, następnie by się wybudowało. Dobry proboszcz znalazłby środki, aby was wspomóc. Będziesz miała w zapasie około 6000 franków, które M. Eugenia musiała (już) otrzymać w Nowym Orleanie i o które mnie prosiła jedynie tytułem pożyczki; daję ci je dla Saint-Louis, i mniej więcej tyle samo zawiezie jedna z naszych pań. Pragnęłabym, aby wszystkie przedsięwzięcia miały miejsce dopiero po powrocie Ks Niel’a... należałoby, być może, zabezpieczyć sobie teren kupując go jak najwcześniej, aby nie sprzedano go innym, czy w obawie podwyżki. Są tam dwa do wyboru, jeden większy i to ten, który bym wolała. Przed zawarciem umowy należałoby, abyś pod jakimkolwiek pretekstem go obejrzała.” 312
Filipinę stropiły te instrukcje, bo nie starała się o posiadłość w Saint Louis. Zdawała się nie mieć żadnego wyobrażenia o terenie, na którym Ojciec Niel chciał zbudować nową instytucję. Skoro prośby o fundusze z Francji nie dały żadnego wyniku, gdzie indziej znalazłyby się środki, aby jej pomóc? Saint Michel funkcjonowało zaledwie od sześciu miesięcy i Matka Audé nie była jeszcze w stanie zwrócić 6 000 franków. Przybycie wspomnianych „wyruszających już misjonarek” było bardzo wątpliwe. W rzeczywistości dotrą one do Saint Louis dopiero rok po tym liście. Matka Duchesne otrzymywała również niepokojące wieści z Luizjany. Choroba w Saint Michel stanowiła dla niej dar Krzyża, lecz perspektywa braku kapelana w Grand Coteau wymagała przebadania przez Mgr Rosati’ego, administratora diecezji. Filipina zasięgnęła jednak informacji, co do projektu dotyczącego Saint Louis, który przedstawiał w jej oczach tyle trudności.
W sprawie dotyczącej Grand Coteau Mgr Rosati odpowiedział jej, że Ojciec Rossi pozostanie tam, dopóki nie zdoła zastąpić go inny ksiądz umiejący porozumiewać się w obu językach. Dodawał też, że “zakład waszego Zgromadzenia w Saint Louis uczyniłby tu wiele dobrego, w każdym razie ja także potwierdzam poglądy waszej Przełożonej.” W tym czasie Filipina Duchesne napisała do Matki Barat:
Mały dom w Saint-Charles, z pięknym sadem i dużym ogrodem i lasem kosztował W. Ojca jedynie 3 500 franków, które, jak mu powiedziałam, zwrócimy, jeśli tam pójdziemy. Lecz sprawa kościoła stoi w miejscu, będzie być może proces z robotnikami, a jak osiedlić się bez księdza?

Ojciec mógłby spokojnie jednego z nich teraz tam umieścić; nie wiem dlaczego tego nie chce.

Daleka jednak od odrzucania (planów, co do domu w) Saint Louis, bardzo go pragnę, widząc tyle dzieci, które nie mogą być na pensji i które byłyby eksternistkami... Mamy tutaj dziennik z Paryża zapowiadający dymisję Monseigneur’a (du Bourg’a). Będzie to wielka strata dla tej niewdzięcznej diecezji, która zadała mu wiele cierpień...” 313
Wydarzeniem być może najbardziej znaczącym spośród wszystkich opowiedzianych przez Filipinę w jej Dzienniku w roku 1826 jest aprobata Zgromadzenia Sacré Coeur przez Papieża Leona XII. Nowina ogłoszona w liście okólnym z miesiąca lipca dotarła do Florissant 9 listopada. Matka Duchesne zebrała swoją wspólnotę na uroczystej konferencji, aby odczytać wiadomość, ubraną przez Założycielkę w dobrze wyważone słowa, aby odnowić wierność Regule, która stawała się dla niej teraz podwójnie święta. Matka Duchesne bardzo prędko przekazała tę nowinę Biskupowi Rosati’emu, otrzymując miłą i pokrzepiającą odpowiedź: „Jestem głęboko wdzięczny za szczęście, jakie Opatrzność wam zesłała i za uprzejmość, z jaką Matka podzieliła się ze mną tą radością... Dom waszego Zgromadzenia w Saint Louis odpowiadałby w pełni moim pragnieniom”.
Matka Duchesne wylała więc swe serce i w radosnym stylu, który zawsze ujawniał u niej nawrót radosnego entuzjazmu, pisze do Matki Barat:
Twój list z 2 września dostarczył nam najczystszej radości, jakiej mogę tu na niskości smakować, po tej, jakiej doświadcza się w jedności z J. Ch. w Jego Najśw. Sakramencie. Miałyśmy (już) zapowiedź pięknego dnia naszej aprobaty, kiedy (to) Papież Pius VII zaszczycił nas swym szczególnym błogosławieństwem za pośrednictwem trzech swoich kardynałów, i kiedy obecny Nasz Ojciec św.314 miał dobroć posłać nam swoje (błogosławieństwo) przez jednego z naszych misjonarzy... Wszystkie moje Siostry podzielały wspólną radość Zgromadzenia; lecz zwłaszcza Ojciec Przełożony okazał nam z tej okazji szczególne zainteresowanie. Wielokrotnie powtarzał, że żadna wiadomość nie mogła być dla niego bardziej przyjemna. Sam chciał ogłosić ją naszym Siostrom, a następnie dzieciom. Nazajutrz, w niedzielę, kazał odśpiewać mszę dziękczynną z diakonem i subdiakonem... Co do tego, o czym ci mówiłam, nie było już więcej wymówek, lecz wcale nie jest (tego samego) zdania o zakładzie w Saint Louis mówiąc, że trzeba najpierw uformować tutaj Przełożone. Odpowiedziałam mu, że zamknięte na tak małej wsi żyjemy tuj prawie nieznane, i bardzo dalekie od tego, aby znajdować na niej (przyszłe) Przełożone możemy tu tylko, (i to) coraz rzadziej, przyjmować osoby zaledwie przeciętne.

Umocniona twoim autorytetem i tym Mgr Rosati’ego, biskupa administratora diecezji, przygotuję drogi, bardzo pragnąc przybycia osób, które będą potrzebowały trochę odpoczynku i wdrożenia się do miejscowych zwyczajów. Wydaje mi się, że nie trzeba czekać na Ks. Niel’a, jeśli można (już) wcześniej mieć dom... Nic nie dostaniemy od mieszkańców Saint Louis, ani od Ks. Niel’a, który będzie miał dosyć kłopotu z prowadzeniem własnej barki.

W tym błogosławionym liście, który mi zapowiadał łaskawość Stolicy Świętej odnalazłam list P(ani) de Rollin z nowiną o darze 1 000 franków. Uczynię z nich użytek, jaki pragniesz, mając mocną nadzieję, że Bóg da sukces nowemu zakładowi...” 315
W pierwszym dniu roku 1827, w liście z życzeniami do Mgr Rosati’ego powiadamia go ona o osobistym niepokoju, który powracać będzie niejednokrotnie w kolejnych latach:
Ojcze. Tym, co bardzo mnie niepokoi i do czego potrzebuję jego rady, jest mój ślub ubóstwa, przez który nie zachowuję już możliwości przyjmowania, posiadania ani rozporządzania czymkolwiek. Nie zwracałam na to uwagi, kiedy, bez uprzedzenia, Monseigneur du Bourg dał mi ziemię, na której jest nasz dom i powiedział, abym spisała testament na rzecz dwóch z naszych pań. Omówiłam z nim później tę sprawę i dał mi konieczne dyspensy. Teraz będę wystawiona na takie (same) sytuacje przy nowych zakładach. Nasza Matka Generalna nie chciała mnie pozbawić mojego brzemienia i chciała przeciwnie, abym została obarczona wszystkimi domami, w jakich osiedli się nasze Zgromadzenie w tym kraju. Upraszam więc (Monseigneur’a) o to, aby zechciał mi sprecyzować, co mogę uczynić w sumieniu, zapewniając własności naszym domom. Proszę wybaczyć moje złe pismo i nieporządek mego listu. Jesteś (Monseigneur) Ojcem, a to umacnia moje zaufanie.”
Dzięki zapewnieniu Biskupa, Filipina pozbyła się wszelkich niepokojów; doznać mogła obawy, lęku, wahania, lecz nigdy nie zachwiała się jej wiara w Bożą Opatrzność. Bez żadnej pewności w sprawach doczesnych postępowała naprzód tym odważniej, że na ludzkiej pomocy nie mogła polegać. Jeśli Bóg chciał, aby pracowała w Saint Louis, udzieli jej łaski i środków do podjęcia tego zadania.

ROZDZIAŁ 9




Directory: images
images -> Lokalna strategia rozwoju lokalnej grupy działania „lider zielonej wielkopolski” na lata
images -> „ Gra tajemnic reżyseria Morten Tyldum. Czas projekcji 110 minut
images -> Wykład z polityki gospodarczej Temat 3 Polityka pieniężna I walutowa Pojęcie I cele
images -> Skarżyski klub szaradzistóW „anagram” zał. 12 maja 1958 roku przy miejskim centrum kultury im. Leopolda staffa 26-110 skarżysko-kamienna, ul. SŁOwackiego nr 25
images -> Załącznik 1
images -> Postępowanie znak: sz-2100-13(52/ZP/07)-07
images -> Spzoz/ZP/…
images -> Xviii konferencja naukowo – szkoleniowagastroenterologii klinicznej wp
images -> Załącznik nr 3 do siwz opis przedmiotu zamówienia (opz) dot przetargu nieograniczonego znak: A/ZP/szp. 251-37/16 na: „dostawę wraz z wdrożeniem zintegrowanego elektronicznego systemu zarządzania dokumentacją medyczną”

Pobieranie 2.06 Mb.

Share with your friends:
1   ...   8   9   10   11   12   13   14   15   ...   26




©operacji.org 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna