Koncepcja psychodynamiczna, czyli człowiek niedoskonałY



Pobieranie 222.09 Kb.
Strona4/4
Data27.10.2017
Rozmiar222.09 Kb.
1   2   3   4

3

Źródłem niepokoju wielu psychoanalityków jest daleko posunięta dehumanizacja instytucji społecz­nych, takich jak rodzina, szkoła, urząd czy środki kultury. W wielu wysoko uprzemysłowionych kra­jach Zachodu są one nastawione na maksymalizację wydajności i zysku, są całkowicie zbiurokratyzowa­ne. Występuje niebezpieczne zjawisko autonomizacji i patologizacji instytucji. W wielkich systemach organizacyjnych człowiekiem manipuluje się jak ma­rionetką. Weźmy na przykład systemy edukacyjne. Są one z reguły imponujące, jeśli chodzi o liczbę studentów, rozwój laboratoriów i bibliotek, jedno­cześnie jakość tych systemów budzi poważny niepo­kój. Humanizacja ich wymaga wprowadzenia wielu radykalnych zmian. Przede wszystkim studenci i uczniowie muszą być aktywnymi uczestnika­mi procesu nauczania, a nie "konsumentami wiedzy", muszą być współodpowiedzialni za losy uczelni: Ich głos powinien się liczyć w czasie podejmowania de­cyzji administracyjnych; powinni być współtwórca­mi planów i programów nauczania.

Ważny jest postulat Fromma, aby znieść w szkol­nictwie przepaść, jaka istnieje między doświadcze­niem emocjonalnym a doświadczeniem intelektual­nym człowieka, aby kształtować zarówno umysły, jak i serca. W wielu systemach edukacyjnych nie docenia się - lub nawet ignoruje - rozwój emocji, takich jak uczucie afiliacyjne, przyjaźń czy miłość. Wywołuje to opłakane skutki. Człowiek, który osią­gnął najwyższy poziom intelektualny, z punktu wi­dzenia dojrzałości emocjonalnej nie wyszedł poza średniowiecze. Apel o rozwój uczuć i kształcenie mo­ralne ma szczególne znaczenie w okresie technizacji życia.

Wreszcie psychoanalityków niepokoi fakt, że współczesne systemy edukacyjne są tak bardzo zbiu­rokratyzowane, że osobiste kontakty między uczniem i nauczycielem zostały prawie całkowicie wyelimi­nowane, że często uczący się zostaje zredukowany do perforowanej karty w komputerze. Tymczasem wiele danych empirycznych wskazuje, że osobowość nauczyciela, jego nieformalne kontakty face-to-face wywierają zasadniczy wpływ na poglądy i emocje ucznia czy studenta. Zatem w humanistycznym sy­stemie szkolnym musi się znaleźć miejsce na bez­pośrednie stosunki interpersonalne, na przyjaźń i przywiązanie.

Propozycje te nie są ani nowe, ani oryginalne. Niemniej apel psychoanalityków, aby zhumanizować szkołę w państwach wysoko uprzemysłowionych jest godny uwagi.

4

Poglądy psychoanalityków na temat humanizacji technologii i instytucji społecznych, takich jak szkoła, rodzina czy urząd, znacznie różnią się. od kon­cepcji behawiorystycznej. Ci. ostatni podkreślali, że celem humanizacji jest taka rekonstrukcja środowis­ka, która eliminuje z niego wzmocnienia negatywne (kary) i wprowadza wzmocnienia pozytywne (na­grody). Dzięki temu człowiek będzie mógł swobod­nie działać w otoczeniu; zmiana środowiska zapewni mu wolność i zabezpieczy jego godność.

Według psychoanalityków celem humanizacji ~jest przystosowanie . świata do wewnętrznych potrzeb człowieka. Rodzina i szkoła, urząd i fabryka powinny zaspokajać ludzkie dążenia, takie jak potrzeba bezpieczeństwa, czy poczucie tożsamości. O ile według behawiorystów należy zrekonstruować środowisko po to, aby człowiek mógł w nim działać, o tyle według psychoanalityków trzeba zmienić świat, aby można w pełni rozwinąć osobowość i ukształtować świadomość jednostki. Dla jednych celem humani­zacji jest stymulacja zewnętrznych reakcji, dla dru­gich zaspokojenie wewnętrznych potrzeb.

Jednak - podobnie jak behawioryści - psycho­analitycy nie sformułowali programu humanizacji, ograniczyli się tylko do apelu, w którym mówili, co należy osiągnąć, a nie - jak to osiągnąć. Tak na przykład propozycja, aby kształtować w szkole emo­cje dziecka, jest nader szlachetna. Nie bardzo wia­domo jednak, jak ją realizować w sztywnym syste­mie klasowo-lekcyjnym. Doświadczenie uczy, że otoczenie nie jest zbyt czułe na takie ogólne apele.

Większości propozycji psychoanalityków nie można traktować zbyt serio nie tylko dlatego, iż są one dość ogólnikowe i niejasne, ale również dlatego, że są sformułowane z pozycji klinicysty, który przecenia rolę czynników psychologicznych i patologicz­nych w społeczeństwie współczesnym i który jedno­cześnie nie docenia uwarunkowań ekonomicznych, organizacyjnych i politycznych. Ktoś, kto ~ w ten sposób spostrzega świat, nie może osiągnąć -zbyt wiele. .

Rozdział VIII

PORTRET KLINICZNY

1

Naszkicowałem psychoanalityczny obraz człowieka w najbardziej znanej wersji- koncepcji psychodynamicznej. Ludzie; którzy przez lata utożsamiali psy­choanalizę z pracami Freuda, mogą być zaszokowani. Szok ten będzie spowodowany szybkimi przemiana­mi; jakie w ostatnich kilku dziesięcioleciach prze­szła omawiana koncepcja. Lista tych przemian jest dość długa. Współcześni psychoanalitycy odrzucili biologiczną orientację Freuda; przyjęli; że osobowość człowieka, jego system potrzeb i dążeń powstaje w procesie socjalizacji. Jednostka nie tyle jest wy­tworem natury, co oddziaływań społeczeństwa i kul­tury. Jednocześnie fantastyczne i pozbawione realiz­mu idee Freuda na temat potężnej roli popędu se­ksualnego prawie zniknęły z prac współczesnych uczonych: Taki sam smutny los spotkał jego piękną, ale nieuzasadnioną teorię kompleksu Edypa. Poza tym współcześni psychoanalitycy zmodyfikowali i sprecyzowali hipotezy autora Wstępu do psycho­analizy na temat mechanizmu represji czy przyczyn lęku. Próbowali również wykorzystać w pewnym stopniu zdobycze behawioryzmu i psychologii po­znawczej: Dzięki tym przemianom współczesna psy­choanaliza straciła swój urok i baśniowy charakter, ale jednocześnie stała się trochę lepszym narzę­dziem, za którego pomocą można przewidywać i wy­jaśniać zachowanie człowieka. Śledzenie tych histo­rycznych przemian jest zajęciem pasjonującym.



Jaką wartość naukową posiada psychoanalityczny obraz człowieka? Czy Horney, Sullivan i Fromm zmienili nasze wyobrażenie o osobowości? Profesor Tadeusz Tomaszewski odpowiadając na to pytanie stwierdził niedawno, że koncepcja psychoanalityczna to "niewątpliwy krok naprzód" w porównaniu z behawioryzmem. Nie podzielam tego poglądu. Be­hawioryści mimo ich mechanistycznej postawy wo­bec człowieka, wykryli bardziej fundamentalne pra­wa dotyczące jego funkcjonowania niż psychoanali­tycy. Niekwestionowaną zasługą tych pierwszych jest zbadanie roli środowiska w zachowaniu i odkrycie podstawowych praw uczenia się oraz warunkowania reakcji. To dzięki nim rozumiemy obecnie rolę wzmocnień, nagród i kar w działaniu. Żadne z osią­gnięć ,psychoanalityków nie zdobyło takiej rangi naukowej. Fakt ten nie przekreśla zasług Freuda czy Su1livana, wskazuje on jedynie na ograniczone znaczenie psychoanalizy w szkicowaniu portretu czło­wieka. Spróbuję obecnie dokładniej ocenić tę kon­cepcję.

2

Chociaż generalna koncepcja człowieka stworzona przez psychoanalityków jest mi obca, doceniam pewne ich osiągnięcia. Najważniejszym z nich jest poznanie procesu socjalizacji. Wykazali, oni; że śro­dowisko społeczne i kultura odgrywają fundamen­talną rolę w rozwoju osobowości, w kształtowaniu popędów i dążeń. O ile behawioryści traktowali środowisko dość atomistycznie, badając, jak izolowane bodźce, takie jak pokarm czy nagana, wpływają na zachowanie instrumentalne, o tyle psychoanalitycy analizowali, jak globalna sytuac­ja człowieka kształtuje jego osobowość. Szczególną rolę przypisywali sytuacji rodzinnej i pierwszym do­świadczeniom dziecka. Zgodnie z tym badali, jak ro­dzina wpływa na formowanie potrzeb i postaw dziecka. Współcześni psychoanalitycy powiedzieli wiele ciekawych rzeczy na temat socjalizacji popę­dów pierwotnych i wtórnych. Chociaż dane empi­ryczne, które zgromadzili, są często niewystarczające, aby zweryfikować wiele hipotez, to jednocześnie są one wystarczające, aby hipotezy te wysuwać.

Znaczącym osiągnięciem psychoanalityków jest wykrycie nieświadomej motywacji. Wprawdzie już przed Freudem niektórzy filozofowie i lekarze gło­sili pogląd, że człowiek nie zawsze zdaje sobie spra­wę ze swoich dążeń i pragnień, to jednak dopiero psychoanalitycy próbowali opisać mechanizm fun­kcjonowania nieświadomości. Dzięki ich badaniom zgromadzono znaczną wiedzę na temat nieświado­mych konfliktów motywacyjnych i na temat tego, jak działa mechanizm represji. Większość współczes­nych psychologów przyjmuje hipotezę o nieświadomej motywacji, chociaż często znacznie ją mody­fikuje.

Nie są to jedyne osiągnięcia psychoanalityków. Godne uwagi są ich prace poświęcone mechanizmom obronnym. Pewne znaczenie posiada również ich apel o humanizację wysoko uprzemysłowionego spo­łeczeństwa. Żaden współczesny psycholog nie może ignorować tych osiągnięć.

. Generalny zarzut; jaki można wysunąć przeciw tej koncepcji, polega na tym, że psychoanalitycy stwo­rzyli prawie kliniczny portret człowieka.

Ich zdaniem jest on istotą niedoskonałą i słabą. Dzia­łają w nim potężne siły wewnętrzne, których nie kontroluje; powstają konflikty motywacyjne, z któ­rych nie zdaje sobie sprawy; doznaje lęku, przed którym nie zawsze umie się obronić. Często działa irracjonalnie. Taki człowiek potrzebuje opieki.

Jest to tendencyjne i dość zdeformowane spojrze­nie na jednostkę. Geneza tej koncepcji człowieka jest jasna: Stworzyli ją lekarze psychiatrzy, psycho­logowie kliniczni i specjaliści od higieny psychicznej. Ludzie ci - zgodnie z celami swego zawodu - pa­trzą selektywnie na 1udzkie zachowanie. Nie tyle interesują ich silne cechy człowieka, co jego wady i zaburzenia: Pacjent przychodzi do lekarza nie po to, aby ten stwierdził znakomicie funkcjonujący układ nerwowy, lecz po to, aby wykrył wadę serca. To kliniczne nastawienie w stosunku do psychologii miało decydujący wpływ na psychoanalizę i inne wersje koncepcji psychodynamicznej. Warto przyto­czyć kilka przykładów ilustrujących tę tezę.

Niektórzy ludzie, politycy, naukowcy czy mene­dżerowie posiadają silną potrzebę władzy; dążą oni do zdobycia kierowniczych pozycji w administracji, szkolnictwie i przemyśle. Kierowanie innymi daje im dużą satysfakcję. Zgodnie z mądrością obiegową dążenie do władzy jest wskaźnikiem siły jednostki, jej nieugiętej woli, wytrwałej motywacji i z reguły dużej odpowiedzialności osobistej. Psychoanalitycy próbowali zdemaskować taki pogląd. Ich zdaniem to nie siła, lecz słabość rodzi potrzebę zdobycia władzy; dążenie do mocy i znaczenia jest metodą kompen­sacji ułomności i bezradności, poczucia niższości.

W podobny sposób patrzą oni na sprawę kon­sumpcji. Wbrew potocznym wyobrażeniom, że pale­nie papierosów, kupowanie modnych ubrań czy na­bywanie gadżetów sprawia ludziom przyjemność, psychoanalitycy uważają, iż konsumpcja to z reguły obrona przed lękiem, beznadziejnością i pustką. Człowiek włącza się aktywnie w proces konsumpcyj­ny nie dlatego, aby zdobyć satysfakcję, ale dlatego, aby uniknąć uczuć negatywnych. Jest to całkowicie zgodne z klinicznym punktem widzenia.

W wielu okolicznościach ludzie broniąc się przed konfliktami i frustracją, lękiem i nerwicą, stosują różne mechanizmy obronne, takie jak wyparcie, racjonalizacja czy projekcja. Wydawałoby się, że zdolność ochrony własnego "ja" jest wskaźnikiem siły. Nie jest to w pełni słuszne. Obrona ta jest czę­sto doraźna i mało skuteczna. Co więcej nieraz wy­wołuje fatalne konsekwencje. Broniąc się przed 1ę­kiem pierwotnym, człowiek doznaje lęku wtórnego. Zatem nawet teoria mechanizmów obronnych jest zgodna z klinicznym spojrzeniem na człowieka.

Takie kliniczne spojrzenie na jednostkę i społe­czeństwo zdobyło znaczną popularność w wielu kra­jach. Ulegają mu często nauczyciele, prawnicy czy socjologowie. Wielu specjalistów uważa, że ludzie którzy łamią prawo, którzy dokonują przestępstwa, są zawsze albo w przeważającej większości jedno­stkami o takich lub innych zaburzeniach osobowości. Zatem przestępstwo nie jest wskaźnikiem źle ukie­runkowanej siły człowieka, jego umiejętności dzia­łania z zimną krwią, jego zdolności planowania i wnioskowania, lecz ,jest objawem słabości i defek­tów patologicznych. Przestępcy to nie ludzie źli, lecz chorzy. ­

Piękny przykład tego stylu myślenia podaje an­gielski dziennikarz R. Huntford, który przez lata pracował w Szwecji. Jeden ze Szwedów, oskarżony o defraudację pewnej sumy pieniędzy, skarżył się w wywiadzie prasowym: "Dlaczego traktuje się mnie jako przypadek kliniczny? Słuchaj, zrobiłem to; co zrobiłem. Wybrałem swoją drogę i zapłaciłem za nią. Teraz chcę zacząć nowe życie. Dlaczego więc [,..j traktowany jestem nie jako istota ludzka, lecz jako kliniczny przypadek?" Zatem nawet sprzeniewierze­nie pieniędzy jest uznane za wskaźnik zaburzeń. Życie społeczne dostarcza wiele tego typu przykła­dów. Taki kliniczny stosunek do człowieka, jaki pre­zentują nie tylko psychoanalitycy, uważam za błędny. Jest on mi obcy zarówno jako nauczycielowi, jak i psychologowi eksperymentalnemu, który przez lata badał prawa ludzkiego myślenia. To prawda, że ludzie nie zawsze zdają sobie sprawę ze swoich kon­fliktów, że często ulegają frustracji, że opanowuję ich lęk i poczucie winy, że są bezradni. Nie jest to jednak cała prawda. I nie jest to prawda najważ­niejsza. W wielu sytuacjach ludzie umieją z dużą wytrwałością dążyć do swoich celów; są samodzielni i twórczy. Wykazują niezwykłą 'plastyczność; znany im jest nie tylko lęk, ale również nadzieja. W świetle tych danych postawa nauczyciela i wychowawcy wydaje się bardziej odpowiednia niż postawa kli­nicysty.



4

Psychoanalitycy dość jednostronnie ujmują me­chanizmy sterujące ludzkim działaniem. Przecenia­ją oni rolę czynników motywacyjno-emocjonalnych, a więc potrzeb, popędów i uczuć, nie doceniając jednocześnie wpływu procesów poznawczych (spostrzegania, pamięci i myślenia) na strukturę i ukierunkowanie reakcji człowieka. Tymczasem w świetle odkryć współczesnej psychologii procesy poznawcze są jednym ź najważniejszych regulato­rów czynności. Przyjmijmy, że w klatce ekspery­mentalnej znajduje się szympans. Przed nim umieszczono przynętę, na przykład banan. Czynniki motywacyjne, a więc popęd pokarmowy, nadają ogólny kierunek aktywności zwierzęcia; dąży on do zdobycia banana. Jednak to, czy osiągnie swój cel, i to, jak przebiegać będzie czynność ukierunkowana, w dużej mierze zależy od procesów poznawczych, od tego, jak szympans spostrzega całą sytuację, jak rozwiązuje problemy. Aby zaspokoić popęd pokar­mowy, zwierzę musi połączyć dwa krótkie kije w jedną całość i dopiero potem przyciągnąć za po­mocą "długiego kija" banana. Czynność ta wymaga myślenia sytuacyjnego. W bardziej złożonej sytuacji uczony dąży do rozwiązania problemu naukowego. Osiągnięcie tego celu jest determinowane nie tylko przez siłę motywacji, ale również przez zdolności twórcze, umiejętności rozwiązywania zagadnień i wiedzę uczonego. W obu tych tak różnych przy­padkach procesy poznawcze odgrywały zasadniczą rolę.

Współcześni psychologowie zgromadzili ogromny materiał empiryczny na temat funkcji i struktury procesów poznawczych. Wynika z niego, że człowiek jest pewnym układem poznawczym; który przetwarza informacje (information processing system). Przyjmuje informacje ze świata zewnętrznego, czyli spostrzega; koduje je w pamięci trwałej; wresz­cie operuje tymi informacjami, czyli myśli. Procesy poznawcze nie są ~ przypadkowe, odbywają się one zgodnie z pewnymi programami lub planami czyn­ności. O ile dzięki motywacji człowiek wie, co war­to osiągnąć, o tyle dzięki poznaniu orientuje się, co można zdobyć.

Psychoanalitycy, podobnie jak behawioryści, nie doceniali procesów poznawczych, a w każdym razie rzadko je badali. W pracach Fromma, jak i innych zwolenników tej koncepcji, bardzo mało mówi się o stylach myślenia i rozwiązywania problemów, o aktywnym spostrzeganiu rzeczywistości i o pra­wach przetwarzania informacji. Fakt ten powoduje, że koncepcja ta jest dość jednostronna; ujmuje ona człowieka jako istotę, w której działają potężne siły dynamiczne, ale która nie zawsze je kontroluje. Gdy­by psychoanalitycy większą wagę przywiązywali do procesów poznawczych, ich portret człowieka byłby bardziej przekonywający.

W końcu chciałbym zwrócić uwagę na słabości me­todologiczne psychoanalizy. Cechą, która odróżnia twierdzenia naukowe od opinii i intuicji potocznych, jest to, iż te pierwsze są uzasadnione i sprawdzone za pomocą rzetelnych i trafnych metod. Mimo iż od czasów Freuda psychoanalitycy podnieśli poziom me­todologiczny swoich badań, w dalszym ciągu nie spełniają one wszystkich kryteriów dobrej roboty. Aby się o tym przekonać, wystarczy porównać pra­ce Fromma, z pracami Skinnera czy Brunera. Autor O sztuce miłości opiera swoje poglądy bądź na da­nych klinicznych, bądź na niesystematycznych obserwacjach życia społecznego. Często błyskotliwy styl zastępuje mocne argumenty. Przeciwnie, w książkach Skinnera czy Brunera każde twierdzenie jest uzasadnione za pomocą danych eksperymentalnych. Prace ich w dużym stopniu przypominają badania z dziedziny biologii i fizyki doświadczalnej.

Można sformułować pytania: na jakiej podstawie psychoanalitycy twierdzą, że potrzebą mocy jest kompensacją poczucia niższości; skąd wiedzą, iż nie­świadome konflikty motywacyjne są źródłem drama­tów człowieka; jakie fakty przemawiają za tym, że nadmierna konsumpcja jest mechanizmem obronnym przed lękiem? Na te i podobne pytania nie znajdziemy pełnej odpowiedzi w pracach psychoanalityków. Błyskotliwe obserwacje kliniczne, dane zebrane w gabinetach terapeutów nie zastąpią rzetelnych argumentów eksperymentalnych. Dlatego też ostroż­ny badacz powinien traktować poglądy psychoana­lityków jako mniej lub bardziej interesujące hipo­tezy, a nie jako w pełni uzasadnione prawa naukowe.

Psychoanaliza, którą zaprezentowałem w tej części, jest jedną z kilku wersji koncepcji psycho­dynamicznej człowieka. Należą do niej również inne wersje, takie jak psychologia humani­styczna Maslowa czy teoria osobowości H. A. Mur­raya. Chociaż między tymi wersjami zachodzą nie­raz dość znaczne różnice, chociaż w różny sposób rozkłada się w nich akcenty (tak na przykład Mas­low większą wagę przypisuje elementom konstruk­tywnym osobowości), to jednak posiadają one wiele cech wspólnych. Zgodnie z koncepcją psychodyna­miczną najważniejszą rolę w działalności człowieka odgrywają procesy motywacyjno - emocjonalne. Jest on sterowany przez potężne siły wewnętrzne, które są często nieświadome (chociaż pojęcie nieświadomo­ści nie zawsze jest identycznie rozumiane w różnych wersjach psychologii dynamicznej). Jednocześnie zwolennicy tej koncepcji nie doceniają roli procesów poznawczych; z reguły nie rozumieją, że style i stra­tegie przetwarzania informacji wywierają znaczny wpływ na strukturę działania.

Ponadto w dynamicznej koncepcji człowieka ogro­mną rolę odgrywa psychoterapia analityczna lub humanistyczna.. Psychoterapia jest metodą pomocy człowiekowi; metodą, za której pomocą można doko­nać zmiany i korekty osobowości. Zwolennicy tej koncepcji specyficznie rozumieją społeczną użytecz­ność psychologii. Pisał Tomaszewski: "Przy tego ro­dzaju obrazie życia ludzkiego najważniejsze prak­tycznie wydaje się organizowanie pomocy człowie­kowi; roztoczenie nad nim opieki. Ideałem psycholo­ga-praktyka staje się doradca ułatwiający podejmo­wanie decyzji i rozwiązywanie wewnętrznych kon­fliktów, dodający odwagi, likwidujący urazy, opiekun społeczny przychodzący do domu, interweniujący u władz, pomagający w załatwianiu spraw bytowych, lub lekarz czuwający nad stanem zdrowia." Ujęcie to radykalnie różni się od behawiorystycznej koncep­cji użyteczności psychologii.

Ale jeszcze coś łączy wszystkie wersje portretu psychodynamicznego. Łączy je stosunkowo niski po­ziom metodologiczny, omijanie pewnych zasad po­rządnej pracy badawczej. Prace Maslowa są równie mało uzasadnione jak prace Fromma. Często nie­wiele różnią się one od dobrej publicystyki. Portret psychodynamiczny mimo swoich wad, a może dzięki nim, zdobył ogromną popularność we współczesnej psychologii: Jest coś paradoksalnego w fakcie, że koncepcja,- którą osobiście uważam za najmniej doj­rzałą, stała się tak znaną w psychologii i życiu spo­łecznym. Być może jednak zbyt surowo oceniłem koncepcję psychodynamiczną.


Szukasz gotowej pracy ?

To pewna droga do poważnych kłopotów.

Plagiat jest przestępstwem !

Nie ryzykuj ! Nie warto !



Powierz swoje sprawy profesjonalistom.




Pobieranie 222.09 Kb.

Share with your friends:
1   2   3   4




©operacji.org 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna