Kobieta bez winy I wstydu



Pobieranie 307.81 Kb.
Strona2/6
Data25.10.2017
Rozmiar307.81 Kb.
1   2   3   4   5   6

Bóg się bawi
i, którzy patrzą na świat z punktu widzenia mistycz­nego wglądu przekraczającego rozróżnienia, nazwy i koncep­cje, twierdzą, że od momentu zjedzenia owocu z Drzewa Wia­domości Dobrego i Złego - jak to zgrabnie ujął Allan Watts w swojej książce Tabu of Knowing who you are (Tabu poznawa­nia samego siebie) - Bóg sam ze sobą bawi się w chowanego. Dodajmy, że Bóg sam siebie zaklepuje, gdy jakiś człowiek do­świadcza tego, co zwane jest przebudzeniem lub oświeceniem.

Jeśli więc chcemy sądzić Ewę, to najpierw każdy musi sam w swoim sercu rozstrzygnąć odpowiedź na dwa pytania. Po pierwsze: czy Ewa była nieposłuszna, czy też może, nie wie­

co tym, została zaproszona do zabawy? Po drugie: czy jest jej wdzięczny za to, że mógł pojawić się na tym świecie w ludz­kiej formie, skazany na zabawę w chowanego ze Stwórcą?

g
Niszczący aspekt kobiety
łos z sali:
Wyjaśnij niszczący aspekt kobiety.

Wojciech Eichelberger: Wiąże się on z takim działaniem, które zaokrągla kanty, ale i kwestionuje skończone formy, roz­mywa, rozkłada. Na przykład rdza, wilgoć, woda, gnicie, fer­mentacja, to fizyczne i biologiczne przykłady procesów, któ­rymi kobiecy aspekt natury posługuje się w dziele przygo­towywania miejsca i pokarmu dla nowego życia. Niszczone jest wszystko, co stare, nieużyteczne, nieprzydatne. Zwróćmy uwagę, że to, co jawi nam się jako niszczenie, jest w gruncie rzeczy przejawianiem się życia jako takiego.

M
Czy Bóg wie kim jestem?


ężczyźni częściej są kolekcjonerami, bardziej niż kobiety przywiązują się do owoców swojej pracy, własnego myślenia, pomysłów, idei czy ideologii, których bronią zażarcie w nie kończących się wojnach. Inaczej niż kobiety, które łatwiej do­strzegają względność ideologii czy doktryny. Kobiety stają się często - jak pokazuje historia - inspiratorkami niszczenia tego, co stare. W związkach to na ogół one prą do zmiany, szu­kają inspiracji, pomysłów, stają się wyzwaniem dla swoich mężczyzn.

glos kobiecy: Jak można wyjaśnić fakt, że poziom rozwoju Adama i Ewy był tak niski, iż nie mieli samoświadomo­ści? Skoro byli stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, powinni być doskonali. Czy wynika z tego, że Bóg nie ma samoświadomości, czy że samoświadomość została im odebrana?

W. E.: To bardzo ciekawe pytanie. Niewielu odważa się je zadać. Pyta pani innymi słowy, czy Bóg jest świadomy sam siebie? Jak odpowiedzieć na takie pytanie? Mistrzowie zen słusznie ostrzegają: "jeśli tylko otworzysz usta, wpadniesz jak strzała prosto do piekła" - mając na myśli piekło rozróżniają­cego umysłu.

Bóg, zapytany na górze Synaj o to, kim jest, odpowiedział: "Jam jest, który jest." Innej odpowiedzi na to samo pytanie udzielił pierwszy patriarcha zen, wielki buddyjski święty, Bo­dhidarma. Odpowiedź brzmiała: "nie wiem". Inny mistrz zen powiedział, że poprzez przebudzenie wszechświat uświadamia sobie sam siebie.

głos męski: Choć jestem ateistą, szanuję Pismo Święte i dla mnie jest ono spójne, co najwyżej niezrozumiałe. Uważam, że tam nie ma nieporozumień i błędów. Jest to tylko kwestia głę­bokości wglądu. Czuję, że obrażasz Pismo Święte stwierdze­niem, że to a to jest niekonsekwentnym aspektem mitu. Moim zdaniem wszystko jest konsekwentne. Jeżeli stwierdzimy, że nie, możemy uznać, że jest to historia stworzona przez jakichś facetów, aby sterować kobietami.

W. E.: Prorocy rzadko piszą sami. Ich słowa są zapisywane przez uczniów niekoniecznie wolnych od ziemskich przywią­zań. To co zapisane, nie jest więc bezpośrednim, żywym przekazem. Z czasem bywa poddawane cenzurze i korektom - może przekształcić się w dogmat i doktrynę służącą ludziom do realizacji ich doraźnych, "ziemskich" celów i maskowania deficytu rzetelnych, duchowych aspiracji. Spotkałem parę lat temu katolickiego zakonnika, który swoim licznym uczniom mówił: "im bardziej pokreślone jest twoje Pismo Święte, im więcej adnotacji i znaków zapytania, tym lepiej to o tobie świadczy".



głos kobiecy: Zaintrygowało mnie, że w pana interpretacji kobieta jest osobą niszczącą, ale i poszukującą, podczas gdy znane mi dotychczas interpretacje archetypu kobiety podkre­ślały, że kobieta jest istotą zachowawczą i nie rozwijającą się.

W. E.: To krzywdzące i nieprawdziwe. Wystarczy przypo­mnieć sobie Ewę.



głos kobiecy: Wydaje mi się, że w tym, co powiedziałeś, jest cudowny paradoks, ponieważ ta sama świadomość, która na skutek oddzielenia stała się świadomością rozróżniającą, w doświadczeniu religijnym, mistycznym czy duchowym staje się świadomością otwierającą ponownie bramę do Raju, czyli świadomością jedności, nierozróżniania, do której tak bardzo tęsknimy.

W. E.: Zgoda.



głos kobiecy: Jak postrzegasz zmianę pozycji kobiety w spo­łeczeństwie w związku z tym, że dopuszczalne są różne in­terpretacje tego mitu? Czy zauważasz jakiś proces czy trend, który powoduje zmianę pozycji kobiety?

W. E.: Myślę, że taki trend jest wyraźny, choć może nie do końca uświadomiony i wyartykułowany. Natomiast nieświa­dome implikacje popularnej interpretacji tego mitu są w swo­ich skutkach niesprawiedliwe i niszczące dla kobiety. Rzec można: wołają o pomstę do nieba.

Z
Adam

- boski namiestnik
drugiej strony, wyłaniający się z tej popularnej interpre­tacji archetyp mężczyzny jest też upokarzający dla mężczyzn. Adam jawi się nam tutaj jako naiwny półgłówek, który naj­pierw dał się namówić na coś, o czym nie miał zielonego po­jęcia, a potem miał jeszcze o to pretensje. Do dziś dnia ma pretensje i żyje złudzeniem, że jest pierworodnym dzieckiem Boga, które sprowadzono na złą drogę. W konsekwencji męż­czyźni uzurpują sobie prawo do bycia boskimi namiestnikami i od wieków w imię Boga karzą, poniżają, kontrolują i eks­ploatują kobiety. Mało tego, dzielą je i napuszczają na siebie nawzajem. Doprowadzili między innymi do tego, że matka często bywa wrogiem własnej córki - o czym więcej powiemy przy innej okazji.

M
Adam – nieszczęśliwy


ężczyzna jest często niedojrzały i nieszczęśliwy. Mimo to, jako pierworodny syn Boga, czuje się zwolniony z obowiązku pracy nad sobą, chętnie natomiast zabiera się za zmienianie świata i rządzenie, nie zauważając faktu, że nie jest nawet w stanie kontrolować własnej seksualności. Z drugiej strony drzemie w nim lęk i niepewność uzurpatora, domagającego się nieustannych pochwał i zaszczytów.

Odpowiedzialnością za seksualne zachowania mężczyzn obarczane są kobiety. Ten pogląd do dziś nieświadomie kształ­tuje nasze obyczaje, prawo i praktykę sądowniczą. Na szczęście wiele się w tej sprawie zmienia, szczególnie w Ameryce. Słyn­nego boksera Tysona skazano za gwałt, choć dziewczyna, którą zgwałcił, dobrowolnie przyjechała o pierwszej w nocy do jego hotelowego pokoju. W naszym kraju taki wyrok długo jeszcze nie będzie możliwy.



glos kobiecy: Czy mógłbyś powtórzyć - bo umknęło to mojej uwadze - co mówiłeś o symbolu energii kundalini?

W
Gdzie



ten Raj?
. E.: Wąż jest symbolem energii, która dąży do coraz wyż­szych rejonów świadomości. Jednym z pierwszych etapów tej wędrówki jest samoświadomość, czyli świadomość "ja". Na­stępne etapy podróży pozwalają przekroczyć złudzenie "ja" i doświadczyć przebudzenia - innymi słowy uświadomić sobie, że - tak naprawdę - nie opuściliśmy nigdy Raju. Co noc wra­camy do raju w czasie tak zwanej paradoksalnej fazy snu, kiedy nie mamy świadomości tego, kim jesteśmy, tego, że śpimy, że istniejemy. Jaki z tego pożytek? Niewątpliwie taki, że nasze ciało i umył wypoczywają i regenerują się. Ale w wymiarze duchowym - żaden. Dopiero gdy wejdziemy w podobny stan z jasnym umysłem, budzimy się w Raju, pozostając dokładnie w tym miejscu, w którym stoimy.

głos kobiecy: Dobrze mi się tego wszystkiego słuchało, ale ja wyrosłam w zupełnie innej bajce. Przyglądam się temu pysz­nemu daniu, które tu przedstawiłeś i wiem, że jest inspirujące, tylko nie mam pojęcia jak to zjeść, jak się do tego dobrać. Jestem inaczej wychowana i nie mogę tego zasymilować. Ale czuję, że to jest to.

Czarownica

Mądra, szalona czy kozioł ofiarny?
D
Ludobójstwo
zisiaj będziemy mówić o bolesnej i zawstydzającej spra­wie, o prawdopodobnie największej w historii zbrodni lu­dobójstwa. Począwszy od lat 1420-1430, przez prawie trzy wieki w katolickiej części Europy obowiązywało prawo kara­nia śmiercią za czary. Na początku nikt nie wspominał o kobie­tach-czarownicach. Chodziło przede wszystkim o pretekst do wyeliminowania Waldensów uznanych przez Kościół za here­tyków uprawiających czary. Prawo to zostało usankcjonowane bullą papieską wydaną przez Irmocentego VII w 1484 roku i zniesione dopiero w roku 1776, a więc trochę więcej niż dwieście lat temu. Zauważmy, że w tym samym roku powstała konstytucja amerykańska.

Oczywiście, odwołanie tego prawa pod koniec XVIII wieku było już tylko formalnością, bowiem pęd do polowań na tak zwane czarownice znacznie zmalał. Miejmy nadzieję, że nie z braku czarownic, lecz dlatego, iż ludzie trochę się opa­miętali. Największe nasilenie polowań miało miejsce w okre­sie Wojny Trzydziestoletniej, czyli na początku wieku XVII. Szacunki dotyczące liczby ofiar są bardzo różne. Najbardziej optymistyczne mówią o kilkudziesięciu tysiącach. Najbardziej czarne - o dwóch, a nawet trzech milionach ofiar do końca XVII wieku.

Zważywszy wielkość ówczesnej populacji Europy, ta ostat­nia liczba jest monstrualna, stanowi bowiem co najmniej pięć procent ówczesnej liczby jej mieszkańców. To tak, jakby we


współczesnej, katolickiej Europie spalono na stosach 20 milio­nów ludzi. Widać wyraźnie, kogo wtedy Szatan opętał. Zaiste niewielką pociechę stanowi fakt, że rozłożyło się to na 300 lat.

O
Jakie kobiety palono?


strze tego barbarzyńskiego prawa skierowane zostało już na samym początku jego funkcjonowania wyłącznie przeciwko kobietom. Wypada więc zapytać, jakie to czary groziły zdro­wej, czystej i prawomyślnej męskiej połowie ludzkości ze strony kobiet?

Do odpowiedzi na to pytanie przybliży nas, jak sądzę, próba określenia charakterystycznych cech kobiet, na które po­lowano. Muszę w tym miejscu przypomnieć, że nie jestem hi­storykiem. Ale, o ile wiem, nikt jak dotąd nie zdołał (pewnie nie ma takich źródeł) opisać z punktu widzenia socjologa po­pulacji sądzonych, skazanych i spalonych kobiet. Nie mówiąc już o tych, które padły ofiarą samosądów. Nie ma więc solid­nych podstaw do wnioskowania.

Z
Podejrzana, bo wolna?
konieczności będę mówił o wrażeniach, jakie odniosłem z nielicznych dostępnych lektur i z kilku wykładów na ten temat, których niegdyś wysłuchałem na uniwersytecie w Los Angeles. Otóż odniosłem wrażenie, że udokumentowane i opi­sane świadectwa prześladowań tak zwanych czarownic doty­czą w przeważającej mierze kobiet nie będących w trwałych, usankcjonowanych związkach z mężczyznami. Czyżby cho­dziło przede wszystkim o kobiety, których życie seksualne wy­mykało się męskiej kontroli i jurysdykcji? Niewątpliwie mo­gło być ono doskonałym ekranem dla projekcji skrywanych potrzeb i fantazji porażonych bigoterią ówczesnych mężczyzn i ich małżonek "kolaborantek".

Wydaje się, że to właśnie potencjalna (bo przecież na ogół nie konsumowana) niezależność seksualna wolnych ko­biet była wspólną cechą zdecydowanej większości prześlado­wanych. Poza tym wiele je różniło. Były wśród nich kobiety 40-50-letnie, na owe czasy stare, które trudniły się znachor­stwem, zielarstwem i usuwaniem ciąży. Były kobiety chore - z wadami genetycznymi i niedorozwojem, a także po prostu chore psychicznie - tak zwane wiejskie czy miejskie wariatki,



które często pełniły rolę niewynagradzanych, bezlitośnie wy­korzystywanych prostytutek.

Szczególnie prześladowaną grupę stanowiły młode wdowy, których w tamtych czasach - nieustających wojen, chorób i za­razy - było wiele.

Wreszcie ostatnia grupa kobiet, kto wie czy nie najbar­dziej liczna, to młode, powabne dziewczyny - w tym także zakonnice - którym stłumione i zanegowane potrzeby seksu­alne "wychodziły bokiem", czyli - mówiąc językiem psychopa­tologii - przeżywane były wyłącznie w stanach rozkojarzenia, kiedy to nie jesteśmy w stanie nie tylko kontrolować własnych potrzeb, ale nawet zdawać sobie z nich sprawy.

M
Seksizm


ówimy o bardzo skomplikowanym i złożonym zjawisku. W pierwszym okresie, trwającym od 50 do 100 lat, wyra­żało się ono niewątpliwie zbiorową histerią, atmosferą lin­czu i pogromu usankcjonowanego wprawdzie półświadomą, ale w istocie swej rasistowską (jeśli ktoś chce - seksistow­ską) ideologią ludobójstwa. W tym czasie wystarczyło być ko­bietą, czyli człowiekiem "rasy" żeńskiej, aby nie być pewnym swego losu.

Nikt nie wie, ilu mężów skorzystało z tej okazji, aby bez­litośnie ukarać swoje niewierne, a nawet tylko podejrzewane o niewierność żony. Ilu odrzuconych, urażonych w swej du­mie kochanków oskarżyło o czary cudowne obiekty swoich fascynacji. Ilu niewiernych mężów próbowało ratować skórę, posyłając swoje kochanki na śmierć za czary.

Nie dowiemy się też nigdy, ile z tych kobiet zostało zade­nuncjowanych przez inne kobiety w imię zemsty za uwiedzenie ich mężczyzn lub też jedynie z obawy przed zdradą i porzuce­niem. Jedno wiadomo na pewno: drzwi dla wszelkiego rodzaju nadużyć, niegodziwości, paranoi i nienawiści zostały otwarte szeroko. Podkreślmy, że wszystkie te tak okrutnie torturowane i zabijane kobiety były kozłami ofiarnymi, cierpiącymi i umie­rającymi za to, do czego ich oskarżyciele nie potrafili nawet sami przed sobą się przyznać.


C
Ofiara

- posłaniec

Ofiara

- wygnaniec
zynienie ofiary to w swojej pierwotnej, niezdegenerowa­nej formie bardzo ważny rytuał religijny. Celem tego rytuału było nawiązanie kontaktu z sacrum w wymiarze zarówno ze­wnętrznym jak i wewnętrznym. Ofiara spełniała rolę posłańca między człowiekiem a bóstwem. Jej zadaniem było powiado­mienie bóstwa o grzechach tych, którzy wysyłali ofiarę na tam­ten świat z misją wyproszenia wybaczenia. Stąd ważną czę­ścią tego rytuału jest - jak w obrządku żydowskim - jawna spowiedź dokonywana w obecności ofiary, zanim jeszcze ta zginie. W ten sposób składający ofiarę brali publiczną odpo­wiedzialność za własne grzechy, których wybaczenie kozioł czy baranek ofiarny miał wybłagać. Akt pozbawienia życia nie był więc karą, zemstą, ani sposobem zaspokojenia krwiożer­czego bożka, a jedynie sposobem na to, aby ofiara - dzięki pozbawieniu jej ciała - mogła nawiązać bezpośredni kontakt z Bogiem.

Niestety, w naszych współczesnych obyczajach tradycja ta przetrwała w formie znęcania się nad kozłem ofiarnym. Znę­canie się nad kozłem ofiarnym, choć chwilowo uwalnia nas od poczucia winy i grzeszności, jednocześnie wpędza nas w jeszcze cięższy grzech, gdy beztrosko przypisujemy ko­złu ofiarnemu wszystko to, co przed sobą i przed Bogiem chcemy zataić.

W dodatku ulegamy monstrualnemu złudzeniu, że jeśli ko­goś - uznanego przez nas za wcielenie wszelkiego zła - zabi­jemy, to staniemy się lepsi, a Bóg odwdzięczy się nam sowicie za to, że tak dzielnie wyręczyliśmy go w walce ze złem. W isto­cie jednak nakręcamy tylko sprężynę agresji, nienawiści i zła, ulegając jednocześnie najniebezpieczniejszej z iluzji: iluzji wła­snej sprawiedliwości i świętości.

Zbiorowe szaleństwo polowań na czarownice nie trwało dziesięć lat, jak polowanie na Żydów w III Rzeszy, ani nawet lat 70, jak komunizm. W swoim apogeum trwało co najmniej 150 lat, natomiast prawo sankcjonujące ten obłęd obowiązy­wało lat prawie 300. Widać z tego, że polowanie na czarownice



j
Adam zabija Ewę
est chyba największą hańbą współczesnej europejskiej cywili­zacji, a w dodatku pierwowzorem instytucjonalnych i zalega­lizowanych form ludobójstwa.

Wygląda na to, że Adam, rozpaczliwie pragnąc oczyścić się przed Bogiem z grzechu i odzyskać jego przychylność, mor­dował z zimną krwią Ewę, swoją siostrę i żonę, krzycząc wnie­bogłosy, że "to jej wina".

Adam nie po raz pierwszy i nie ostatni oszalał. Pełen py­chy, gniewu i zaślepienia dopuścił się strasznej zbrodni. Zapo­mniał, że łatwiej zobaczyć źdźbło w oku bliźniego, niż belkę we własnym. Aż boję się pomyśleć, jaka kara czeka go za tak zbrodniczą głupotę.

Przypomnijmy, że w atmosferze religijnej histerii wiele ko­biet przyznawało się do winy. Większość zapewne dlatego, że nie była już w stanie znosić okrutnych tortur, ale jakaś część niejako z własnej woli. Nie sposób się temu dziwić. Kobiety w naszej kulturze (a także w innych kulturach prze­syconych represyjną, antykobiecą ideologią) rodzą się z po­czuciem winy, doświadczając zarazem związanej z tym wiel­kiej potrzeby ekspiacji i kary. Seksuolodzy podkreślają fakt, że ogromna większość kobiet w swoich fantazjach seksual­nych (jeśli już mogą sobie na nie pozwolić) przeżywa satys­fakcję w sytuacjach masochistycznych lub w sytuacji gwałtu. Widać z tego, że kobiety boją się brać odpowiedzialność za swoje potrzeby seksualne i karzą się za nie. Satysfakcja seksu­alna musi zostać okupiona karą lub być wynikiem przemocy. Jak donosi światła i odważna badaczka tych spraw, Nancy Friday, ostatnio - przynajmniej w Ameryce - tendencja ta na szczęście zanika.

A
Samoukaranie

Kochanek

- Szatan
le cóż miały robić sfrustrowane seksualnie i zaszczute ko­biety z czasów polowań na czarownice? Przeżycie we śnie czy na jawie samoistnego lub sprowokowanego orgazmu (co obec­nie jest zjawiskiem zrozumiałym, częstym i na ogół chętnie do­świadczanym przez kobiety) w owym czasie można było wi­docznie przypisać jedynie nieczystym mocom i spółkowaniu


z diabłem. Cóż to były za ponure i groźne czasy, skoro je­dynym sprawnym, wrażliwym i dającym satysfakcję kochan­kiem mógł być Szatan. Wyklęta i wyparta seksualność ko­biety nie mogła być przeżywana odpowiedzialnie i podmio­towo. Nie sposób było się do niej przyznać. W dodatku bra­kowało godnego, adekwatnego języka, w którym można było opisać te doznania. Istniał tylko język pogardy, grzeszności, lęku i winy. Metafora Szatana jako sprawcy i zarazem adre­sata tych podejrzanych przeżyć była jedynym dostępnym i spo­łecznie aprobowanym sposobem artykulacji kobiecych doznań seksualnych.

Męskie inkwizycyjne sądy ze zgrozą - pomieszaną zapewne z fascynacją - wysłuchiwały soczystych opisów orgazmów przeżywanych przez domniemane czarownice. To wystarczało, żeby je skazać na śmierć.

Oczywiście wątek seksualny, choć niezwykle ważny jako psychologiczny motyw polowania na czarownice, nie oddaje całej złożoności przyczyn tej tragedii. Spróbujmy więc, idąc za tym co pisze Fritjof Capra w Punkcie zwrotnym, spojrzeć na sprawę nieco szerzej.

P
Kontrrewolucja


amiętajmy, że rzecz działa się po okresie Renesansu i Re­formacji. Nie były to więc jakieś zamierzchłe, średniowieczne czasy, gdy ludzie nie umieli samodzielnie myśleć, gdy jeszcze nie powiało odkrywaniem możliwości ciała, umysłu i ducha. Wręcz przeciwnie. W tym kontekście polowanie na czarownice było niewątpliwie "pełzającą kontrrewolucją", w dużej mierze podświadomą próbą zahamowania przemian kultury i oby­czaju zapoczątkowanych w czasach Renesansu i Reformacji.

Zapytajmy więc: jaki kierunek rozwoju spraw ludzkich, jaki kierunek rozwoju świadomości, obyczajowości i religijności człowieka próbowano zablokować, dokonując tak ogromnej zbrodni?

W rozmowie o tym co wydarzyło się pod Rajskim Drze­wem pozwoliliśmy sobie na przypuszczenie, że kobieta i męż­czyzna zostali uczynieni z tej samej gliny i powstali w tym


s
Komplementarność
amym momencie, dzięki jednej prostej operacji, którą przed­stawiłem posługując się metaforą podzielonego arkusza pa­pieru. Z punktu widzenia całości, jedno bez drugiego nie może w ogóle istnieć. Swoim kształtem określa jednoznacznie drugą, brakującą połowę. Jeszcze wyraźniej możemy to zobaczyć, gdy ten sam arkusz papieru ustawimy pionowo.

Mężczyzna może istnieć tylko dzięki temu, że istnieje druga połowa, czyli kobieta. I odwrotnie. Tak jak nie do pomyślenia jest dzień bez nocy czy dolina bez góry. Zwróćmy uwagę, że z takiego sposobu widzenia płciowej polaryzacji wynika wprost postulat symetryczności, równości i komplementarno­ści obu płci.

Spróbujmy teraz przyjrzeć się bliżej temu, jak spolaryzo­wała się ta dwupłciowa całość w jej różnych, szczegółowych aspektach. To nas przybliży do odpowiedzi na zadane nieco wcześniej pytanie.




EWA

ADAM

pasywność

aktywność

kooperacja

rywalizacja

wrażliwość

odporność

intuicja

rozumowanie

uczucia

wola

synteza

analiza

uległość

stanowczość

miękkość

sztywność

cielesność

umysłowość

chęć bycia poznaną

potrzeba poznania

i spenetrowaną

i penetracji

partnerstwo

górowanie

jedność

oddzielenie

intymność

dystans

akceptacja

wymagania

Nie jest to oczywiście lista kompletna. Dokonałem arbitral­nego wyboru wymiarów istotnych z punktu widzenia tematu naszej rozmowy. Inwentarz właściwości elementu męskiego i kobiecego - tak jak przejawiają się one we wszechświecie - można by rozwijać i uszczegóławiać w nieskończoność. Ry­zykując pewne uproszczenie rzec można, że po lewej stronie jest to, co płonęło na stosach, a po prawej to, co je podpalało.

Zwróćmy uwagę, że wszystkie te właściwości przejawiają się nie tylko w naszych relacjach z ludźmi, ale również w na­szym funkcjonowaniu intelektualnym i emocjonalnym. Naj­ogólniej mówiąc, opisują niektóre istotne wymiary ludzkiej obecności w świecie.

S
Męskie – żeńskie?


tarajmy się ustrzec przed odczytywaniem powyższej listy cech jako listy właściwości kobiety po jednej stronie, a męż­czyzny po drugiej. To byłoby ogromne uproszczenie. Chodzi

tutaj o polaryzację, która przebiega w każdym z nas, niezależ­nie od tego czy jesteśmy kobietą, czy mężczyzną. Gdy zdarzy się nam być mężczyzną, często tak zwane cechy męskie są na pierwszym planie, choć nie jest to zasada bezwyjątkowa, ra­czej predyspozycja. Gdy zdarzy się nam być kobietą, pojawia się predyspozycja w kierunku cech właściwych kobiecości. Jeśli nie będziemy odczytywać tych terminów w sposób wartościu­jący, a jedynie opisowy, łatwiej spostrzeżemy, że uzupełniają się wzajemnie i wszystkie są niezbędne do istnienia w świecie, a zarazem do tego, aby świat mógł istnieć.

P



Pobieranie 307.81 Kb.

Share with your friends:
1   2   3   4   5   6




©operacji.org 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna