Ii wojna światowa była okresem, w którym doszło do krwawego konfliktu pomiędzy częścią obozu narodowego a komunistami


ROZDZIAŁ II Rekonstrukcja przebiegu wydarzeń



Pobieranie 0.71 Mb.
Strona5/10
Data29.10.2017
Rozmiar0.71 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   10

ROZDZIAŁ II

Rekonstrukcja przebiegu wydarzeń


    1. Motywy wymarszu GL- owców w lasy borowskie.


Oddział GL im. Jana Kilińskiego utworzony został 24.07.1943r. Nie mamy żadnych informacji o tym, co oddział porabiał w ciągu ostatnich dni lipca oraz przez kilka pierwszych dni sierpnia. Wiemy, że w ciągu tych kilku dni nie stoczył on żadnej walki z Niemcami. Więcej, wiemy, że do zlikwidowania oddziału – 09.08.1943r., nie stoczył on ani jednej walki, ani jednej potyczki z hitlerowskim okupantem. Nie zastrzelił też żadnego Niemca288. Wiemy też, że na początku sierpnia 1943r. oddział dostał rozkaz przemieszczenia się w okolice Borowa. Nie znane są do dzisiaj przyczyny tego wymarszu. Relacje komunistyczne są ze sobą sprzeczne. Najczęściej pojawia się teza, jakoby oddział GL im. J. Kilińskiego wymaszerował w lasy borowskie, „w celu podjęcia zrzutu broni z ZSRR”289, bądź jak podaje jedno ze źródeł – „w celu przygotowania miejsca na zrzuty broni z samolotów radzieckich”290. Teza ta nie wytrzymuje krytyki, z kilku co najmniej powodów. Nigdy żaden historyk nie opublikował dokumentu(ów), mówiących o zrzucie broni dla GL w tym czasie i tym miejscu291. Takiej informacji nie znajdziemy też w dokumentach GL z powiatu Janów – Kraśnik. Nigdy też nie było żadnego zrzutu broni z ZSRR w tej okolicy (nie mówią o tym żadne źródła komunistyczne)! Poza tym, istnieje przekaz mówiący o zrzucie broni w lasach lipskich dokładnie w tych samych dniach. Wspomina o tym... Władysław Skrzypek „Orzeł”, brat „Słowika”. On razem z drugą częścią swojego oddziału, która nie została podporządkowana „Słowikowi”, poszedł odebrać ten zrzut. Jak sam wspomina „zrzutu nie otrzymaliśmy z powodu złego ustawienia planu zrzutu”292. Przypomnijmy, że lasy lipskie są położone w odległości około 20 km od Borowa. Jest nieprawdopodobne, aby zrzuty broni były w tak bliskiej odległości od siebie, w tym samym czasie. Tym bardziej, że lasy lipskie nie były tak „nieprzychylne” dla komunistów jak lasy borowskie. Komuniści musieli się liczyć, z tym, że NSZ nie będzie do nich pozytywnie nastawione, po tym jak zastrzelili im kilka tygodni wcześniej kilkunastu ludzi293. Dlatego zrzut broni w okolicach Borowa i jego odebranie byłoby lekkomyślnością ze strony GL i niepotrzebną próbą konfrontacji. Ale może oto chodziło? Nieprawdopodobne było też to, aby zrzut broni nastąpił w okolicy Borowa, czyli miejscowości, gdzie nie było komunistów!!! Przypomnijmy, że Borów był „terenem endecji”294. Właśnie w lasach borowskich stacjonował oddział „Stepa” – „Zęba”295. Czy wobec tego można przyjąć informację o rzekomym zrzucie broni dla GL? Takie wydarzenie jest praktycznie niemożliwe do realizacji na terenie „wroga”. A przecież dla komunistów - narodowcy spod znaku NSZ byli wrogami, co przedstawione zostało w II rozdziale. Żadna organizacja nie zdecydowałaby się przyjąć zrzutu w okolicy, której nie zna a przede wszystkim, gdy nie może liczyć na pomoc okolicznych placówek. Dochodzi do tego również fakt, że sami Sowieci nie pozwoliliby na dostarczenie broni w tak niebezpiecznym, tzn. nie rozpracowanym, miejscu. Widzimy, więc, że motyw zrzutu broni, podany został do publiczne wiadomości, aby odwrócić uwagę od rzeczywistego celu. Motyw ten został znakomicie wykorzystany propagandowo. Jaki był ten cel, tego w chwili obecnej nie jesteśmy w stanie stwierdzić. Nasze przypuszczenia idą w jednym kierunku – oddział NSZ „Zęba”, stacjonujący w tamtej okolicy. Był on solą w oku dla komunistów. Tą tezę potwierdzają informacje mówiące, iż oddział „Słowika” „otrzymał specjalne zadanie” do wykonania w okolicy Borowa296. Dokładne instrukcje otrzymali: „Słowik”, „Stanis” oraz „Sęp”297. Czy tym celem była likwidacja tego oddziału? To, niestety tylko przypuszczenia. Gdy cofniemy się jednak w przeszłość, przed 9 sierpnia, ale i w przyszłość, po 9 sierpnia, to zobaczymy, że tego typu działania były w „planach” komunistów (vide rozdział I). Być może chodziło o zastraszenie NSZ-owców, może „tylko” o likwidację dowództwa oddziału. Komuniści wiedzieli, że w najgorszym wypadku, sprawa zabójstwa NSZ-owców rozeszłaby się echem po Polsce, ale szybko by ucichła. Komuniści doskonale wiedzieli, że tego typu zdarzenie rozeszłoby się po kościach. Wielce prawdopodobne, że nikt by za NSZ-owcami się nie wstawił, nikt nie żądałby potępienia, nie pisałby o wywołaniu wojny domowej...

Bardzo trudno stwierdzić dokładną liczbę obydwu oddziałów. Jeśli chodzi o oddział GL to liczba ta wynosi 28 osób. Co prawda istnieją przekazy podające inna liczbę osób: 26298 i 30299 ale większość przekazów mówi o 28 gwardzistach. Taką też liczbę należy uznać za najbardziej prawdopodobną. Należy także uwzględnić 4 osoby pochodzące z Wólki Szczeckiej, nie należące do GL („sympatycy”), ale obecne w dniu 09.08.1943r. w obozie GL-owców300. Natomiast liczba NSZ-owców jest podawana różnie. Sam „Ząb” podaje, że w dniu 9 sierpnia w oddziale były 24 osoby301, natomiast „Kret”, że było tych osób około 70302. Warto jednak zaznaczyć, że dane te pochodzą z okresu po-więziennego, należy, więc mieć to na uwadze. Źródła komunistyczne podają najczęściej, iż NSZ-owców było kilkudziesięciu303. Oddział „Słowika” wyruszył z lasów marynopolskich 7 sierpnia, gdzie stacjonował w pobliżu wsi Budki, pow. Kraśnik. Tego samego dnia, oddział przybył do lasów koło Borowa304, bądź, do lasów gościeradowskich, skąd dopiero nocą z 8/9 sierpnia przesunął się do lasów borowskich305. Prawdopodobnie do pierwszego spotkania NSZ-owców z GL-owcami doszło właśnie jeszcze tej nocy. Jeszcze wtedy NSZ-owcy nie wiedzieli, z kim mają do czynienia, co potwierdzają wspomnienia „Zęba” mówiące o napotkaniu w lesie oddziału „niewiadomego autoramentu”306.


2.2 Komunistyczna wersja wydarzeń pod Borowem.
Właściwy tytuł tego rozdziału powinien być w liczbie mnogiej, ponieważ prawie każde źródło komunistyczne przedstawia inny przebieg wydarzeń z 9 sierpnia. Większość z nich pochodzi od osób, które uczestniczyły w opisywanych wydarzeniach naocznie. Jednym z takich osób jest Stanisław Babieradzki „Pokrzywa”, członek oddziału GL im. J. Kilińskiego, któremu udało się przeżyć ów pamiętny dzień. On sam pisze, iż „jest jedynym naocznym świadkiem, który przeżył”, ma też pamiątkę z owego wydarzenia – „bliznę na szyi”. Swoje wspomnienia zaczyna od 8 sierpnia:

„(...) 08.08.1943r. z lasów gościeradowskich przedarliśmy się do lasu borowskiego, gdzie rozłożyliśmy się obozem. Było nas 28 gwardzistów wraz z dowódcą „Sępem” na czele. Wkrótce po rozłożeniu obozowiska przyszło do nas 4 bezpartyjnych chłopów – sympatyków GL z relacją wywiadowczą. Z tej relacji dowiedzieliśmy się, że w pobliżu nas rozlokowany jest odział AK w sile 85 ludzi. Na rozkaz udaliśmy się we czterech to jest zastępca dowódcy , ,


– ja i jeszcze jeden. Na skraju lasu spotkaliśmy trzech żołnierzy AK, po nawiązaniu z nimi rozmowy, zostaliśmy zaproszeni do ich obozu. Dowódca AK po wysłuchaniu naszych projektów wspólnej walki przeciw znienawidzonemu okupantowi, zgodził się na podjęcie wspólnej akcji wypadowej przeciw oddziałowi stacjonującemu w młynie w pobliskiej wsi Kosiany. Dowódca AK wyraził zgodę dając słowo oficera – partyzanta. Nastąpiła wymiana haseł AK: Kraków, Lwów, Praga; oraz GL: ziemia, las, Lublin. Po czym rozeszliśmy się.(...) 9 sierpnia 1943 roku o umówionej godzinie rzeczywiście przybył oddział AK w sile 40 ludzi znając już uprzednio przez nas podane hasło został wpuszczony przez wartowników bez żadnych przeszkód do obozu. Dziwnie wyglądał ten oddział: twarze chmurne, posępne, dzikie, każdy za pasem miał zatknięty toporek. Dowódca przybyłego oddziału zwrócił się do naszego Dowódcy by zebrał cały oddział w celu wspólnej narady i opracowanie planu napadu. Zebraliśmy się wszyscy jedynie towarzysz Janusz jako prowiantowy został przy wozie a ja w tym czasie musiałem odejść na stronę, co też uczyniłem. Po chwili o uszy moje liczne przeraźliwe głosy i huk wielu wystrzałów rewolwerowych. Każdy z napastników jak później wywnioskowałem uzbrojony był w broń krótką, schowaną w kieszeni. Słysząc strzały pobiegłem w kierunku naszych wartowników w odległości 100 m – zostałem przez nich zatrzymany donośnym okrzykiem: . Padłem na ziemie bez ruchu, a gdy nadbiegł wartownik na odległość trafienia – celnym strzałem położyłem go trupem, po czym rozpocząłem ucieczkę – drugi wartownik ostrzeliwując mnie ranił mnie w momencie padania na ziemię – kula przeszedłszy przez szyję utknęła mi w żebrach prawego boku. Ranny wycofałem się w kartofle – czołgałem się przeszło kilometr. Wreszcie dotarłem do lasu, skąd dobiłem się do wioski Arnopol [chyba Annopol], gdzie byli sympatycy GL. Sympatyk nasz (nazwisko Mróz) powiadomił GL w Rzeczycy jednak nie mogli dotrzeć gdyż tam dalej byli napastnicy. Przez 7 dni tam byli i nie można się tam było dostać. Kiedy nareszcie banda ustąpiła, udałem się mimo ran z naszymi ludźmi na miejsce zbrodni. Widok okropny i straszny przedstawił się naszym oczom. W oddaleniu od obozu spoczywali nasi wartownicy, dwaj zabici z porozbijanymi czaszkami, dwaj uduszeni mając w ustach pełno ziemi i mchu leśnego. W obozie jeden obok drugiego w kałużach krwi leżeli nasi towarzysze. Postrzelani, ręce i nogi bądź poucinane bądź połamane, oczy powydłubywane. Na ten widok, stojąc nad zmasakrowanymi ciałami towarzyszy, poprzysiągłem sobie zemstę.(...) Niektórych z zabitych zabrali rodzice lub bliscy i pochowali na cmentarzu wiejskim w Rzeczycy – pozostałych pochowali[śmy] w lesie, na miejscu ich każni.(...)”307. Informacje te powiela w innych swoich wspomnieniach, dodając kilka ciekawych rzeczy. Oto jak opisuje oddział im. Kilińskiego:

„(...)Mieliśmy chlubną przeszłość. Do wielkiej karty naszych dziejów walk partyzanckich – wpisano szereg potyczek, mniejszych i większych bitew, - stoczonych na szlaku od Bugu poprzez Lubartowskiego [?], Lubelskie, Kieleckie i Sandomierskie ziemie(...)”308. Jest to oczywiste kłamstwo, ponieważ oddział GL im. Kilińskiego, powstał pod koniec lipca będąc wydzielonym z oddziału GL im. Głowackiego. Wspomina on też, że „niektórych z zabitych zabrali rodzice lub bliscy i pochowali na cmentarzu wiejskim w Rzeczycy, pozostali pochowani są w lesie”309. Zupełnie inaczej wspomina inny uczestnik, również członek oddziału GL – Stanisław Pawłowski „Kuropatwa”310. Był on w grupie „Liska”, a po krwawych porachunkach był w oddziale Rosj anina „Marka”, ale ten oddział szybko się rozpadł. Wówczas razem z kilkoma innymi, z dawnej grupy „Liska” został przydzielony do „oddziału im. Kilińskiego”, a tak wspomina interesujące nas wydarzenia:



„(...) Około lipca 1943r. oddział [GL – „Orła”] podzielił się na II części: pierwsza część poszła w powiat puławski, druga została pod dowództwem „Słowika” (Stefan Skrzypek). Po krótkim czasie dostali rozkaz ze sztabu żeby pojechać pod Borów po zrzuty, a był to teren endecki [podkr. aut.]. Pojechaliśmy tam na początku sierpnia. Przygotowaliśmy paleniska a zrzuty mieliśmy mieć na drugą noc. W nocy zaczął padać deszcz a my poszliśmy spać na wieś na Szczecką Wólkę [wieś położona ok. 3 km od Borowa – przyp. autora] i tam przesiedzieliśmy całą noc i dzień. Na drugą noc poszliśmy spowrotem [z powrotem] do lasu. Ponieważ ja byłem zastępcą „Słowika”, zostawił mnie przy palenisku z ludźmi a sam poszedł na wieś. Wrócił dopiero na drugi dzień około 9. Zrzutów tej nocy nie mieliśmy. Ja tego dnia chciałem wrócić do lasów marynopolskich, gdyż kończył się termin naszego pobytu w Borowie. „Słowik” nie zgodził się na to twierdząc, że w czasie niepogody siedzieliśmy na wsi to teraz musimy zostać jeszcze kilka dni i coś zrobić [podkr. aut.]. Na druga noc on też zostawiła nas na polu a on sam poszedł na wieś. Zrzutów tej nocy też nie było. My chcieliśmy stanowczo wracać ale „Słowik” powiedział, że on jest dowódcą i jego należy słuchać. Zostaliśmy jeszcze jeden dzień. Na drugi dzień rano „Słowik” wrócił we wsi i kazał mnie zawołać do siebie. Ja nie poszedłem gdyż już przeczuwałem, że on jest nie w porządku wobec naszej organizacji. „Słowik” sam przyszedł do mnie i powiedział, że spotkał oddział NSZ i rozmawiał z nimi ze trzy godzimy w celu skontaktowania się. Chwalił ich uzbrojenie, urządzenia i organizację rzekomo lepszą jak u nas. Kazał iść naszym chłopcom do nich, żeby sami zobaczyli i przekonali się. Ja kiedy to usłyszałem chciałem z Borowa uciekać nawet bez taboru ale i tym razem „Słowik” nie pozwolił. Było nas tam 28. Jedenastu wysłał do NSZ. Kiedy nasi poszli to z NSZ przyszło do nas dwoje ludzi. „Słowik” tych z ND wprowadził do szałasu i przysłał po mnie. Ja z Kolą (Sowiet) siedzieliśmy w lesie o jakieś 30 m od szałasu i nie chcieliśmy tam pójść. Po pewnym czasie przyszedł „Słowik” i mówi żeby mu dać pieniędzy (ja miałem pieniądze kasowe) na wódkę, bo musimy przyjąć tych dwóch i poczęstować naszych chłopców. Ja pieniądze dałem łącznikowi ze Szczecyna Mozgawie (zginął) i on przyniósł dwa litry wódki. Litr zabrał „Słowik” a drugi litr piłem ja z Kolą i Mozgawą. „Słowik” po pewnym czasie przyszedł jeszcze raz i kazał Mozgawie przynieść drugi litr wódki. Kiedy kończyliśmy tę wódkę otoczyli nas NSZ-owcy i krzyknęli „ręce do góry”. Chłopcy podnieśli ręce do góry a z Kola nie chcieliśmy się poddać. Mieliśmy już wystrzelić do NSZ-owców, ale w tym momencie Słowik uderzył nas po rękach i wytrącił RKM-y. My chwyciliśmy wtedy za granaty, ale nie zdążyliśmy wrócić, gdyż już NSZ-owcy podskoczyli do nas i nie dali się bronić. Zrobili zbiórkę w dwu szeregu, kazali nam się położyć, głowę spuścić na dół a ręce wyciągnąć do przodu po czym sznurami powiązali nam ręce i nogi. W tym czasie przyszedł były policjant Janczyński z Kraśnika. Kiedy jego zobaczyłem, sądziłem, że przyjdzie mi z pomocą gdyż mnie znał. Jasiński311 zapytał który to jest Kuropatwa. Ja zgłosiłem się. Kazał mnie rozwiązać i powiedział, że wypali mi w łeb za to, że należę do Komunistów, że nie wiem, jakie są inne organizacje. Po tym związali mnie z powrotem i kazali się położyć. „Słowik” siedział razem z nimi, palił papierosy i śmiał się jak nas męczyli. NSZ-owcy kazali wstać, obrócić się plecami do siebie powiązali nas po dwóch razem i kazali iść na sąd. Pierwszą dwójkę poprowadzili a po chwili dało się słyszeć strzały. NSZ-owcy którzy nas pilnowali zaczęli rozmawiać między sobą, że tamci próbują broń. Po około 20 minutach zabrali drugą dwójkę, po czym również było słyszeć strzały. W trzeciej dwójce byłem ja z Kiełbińskim Tadeuszem z Boisk. Poprzednie dwójki prowadziło dwóch NSZ-owców, za nami oprócz tych dwóch szedł jeszcze Jasiński z załadowanym pistoletem. Zaprowadzili nas nad głęboki rów i tam zaczęli się pytać gdzie otrzymujemy zrzuty, gdzie odbywają się zebrania, i o inne sprawy organizacyjne. Kiełbiński bardzo płakał i prosił żeby go nie zbijali, gdyż on nie wiedział jaki charakter miał oddział do którego należał a teraz złoży im przysięgę i przejdzie do nich. Na to NSZ-owcy powiedzieli że poprzednicy jego już przysięgę złożyli i to on pójdzie też tam złożyć. Ja domyślałem się, że zginęli ale nie zdawałem sobie sprawę ze śmierci bo byłem pijany [podkr. aut.]. Rozebrali nas z ubrania i kazali iść naprzód. Za nami kilka metrów szło dwóch NSZ-owców. Po około 50 metrach zobaczyliśmy czterech naszych chłopców zabitych. W tym czasie usłyszałem strzały i Kiełbiński upadł na mnie zabity. Ja go zrzuciłem z siebie i zacząłem uciekać. Dla mnie musiał być niewypał gdyż też bym zginął. Gdybym lasem uciekałem ze sto metrów po czym skręciłem w lewo w gęsty zagajnik. Cały czas NSZ-owcy strzelali za mną. Kiedy uciekłem z lasu, nie mając innej drogi ucieczki musiałem przedostać przez 3 stawy i uciekłem nie wiedząc gdzie. Opamiętałem się dopiero pod Zaklikowem. Wracając stamtąd spytałem kobiet którędy można dojść do Marynopola. Najpierw mnie wyśmiały – byłem bez ubrania, potem pokazały drogę. W Marynopolu u Wacława Mazurka ubrałem się. Z mordu uciekł jeszcze Adam Skóra i Kola. Skóra opowiadał, że jak strzelali za mną to pilnujący nas NSZ-owcy zaczęli uciekać myśląc, że ktoś idzie z odsieczą. Wtedy uciekli. Kiedy NSZ-owcy zorientowali się w sytuacji wybili resztę uciekających. Tych jedenastu co poszli do nich wcześniej też wybili. Co się stało ze „Słowikiem” nie wiem. Z zachowania jego podczas mordu wynikało, że to on nas wydał w ręce NSZ (...)”312.

Jak widzimy, drugi opis przedstawiony przez uczestnika tych wydarzeń różni się bardzo od poprzedniego. Czym jest to spowodowane? Nie jesteśmy w stanie tego zbadać. Oczywiście, można by powiedzieć, że był pod wpływem alkoholu, ale w takim przypadku opis nie różniłby się, aż tak bardzo. W innych swoich wspomnieniach „Kuropatwa” uzupełnia niektóre informacje, np. o pogodzie w pierwszą noc oraz przebieg wydarzeń z 9 sierpnia. Dodaje też, że „Adaś” – Adam Skóra opowiadał mu, że uciekł z Kolą, gdy jego prowadzono na rozstrzelanie i usłyszeli strzały313. Ciekawych informacji dowiadujemy się z innych wspomnień. Otóż wg źródła komunistycznego „Sęp” – Wacław Dobosz, spotkał się z przedstawicielami NSZ, prawdopodobnie pod koniec lipca. Umówiono się wówczas na drugie spotkanie, które jakoby miało się odbyć 09.08.1943r. w okolicach Borowa. „(...) Tam Sęp zabrał 28 chłopców (oddział „Kilińskiego”). Obóz był położony około 1 km od obozu NSZ. 8 Gwardzistów poszło na konferencję do NSZ gdzie padły od NSZ–owców nieprzyjemne słowa, następnie zostali rozbrojeni i związani sznurami. Następnie okrążyli oddział i krzycząc „ręce do góry” opanowali oddział (który był zdezorientowany) [niestety tutaj maszynopis się urywa]”314.

Wersję o tym, że gwardziści udali się do Borowa na konferencję podaje także Płowaś Ryszard „Rysiek”. Informacja o spotkaniu komunistów z „Zębem” pojawia się także u M. J. Chodakiewicza. Pisze on, że pod koniec lipca lub na początku sierpnia 1943r. w lasach pod Borowem doszło do spotkania pomiędzy NSZ a komunistami. Uczestniczyło w nim kilka osób po każdej ze stron. W spotkaniu, ze strony NSZ miał uczestniczyć „Ząb” oraz oficerowie z jego oddziału, natomiast ze strony komunistów – I sekretarz Komitetu Powiatowego PPR w Kraśniku Aleksander Szymański „Ali”, oraz Jan Wyderkowski „Grab”, Władysław Grzybowski „Orzeł” oraz Jan Wziętak „Murzyn”315. Spotkanie zakończyło się odrzuceniem przez komunistów postulatów „Zęba” m.in. o uznaniu Rządu londyńskiego, zaprzestaniu walki czynnej, podporządkowaniu się NSZ316. Co ciekawe, komuniści w swoich wspomnieniach nie poruszyli sprawy spotkania i rozmowy z NSZ-owcami317 lub podają różne wersje tego spotkania318. Po owym spotkaniu NSZ-owcy wyruszyli w lasy dzierzkowickie319. Wersję, jakoby pod Borowem miało dojść do spotkania obydwu oddziałów podają także inne źródła komunistyczne, podając nawet szczegóły spotkania. I tak podobno w następnym dniu, po przyjściu do lasów borowskich, „w obozie GL czyniono przygotowania do spotkania oraz rozmów z AK-owcami. Program przewidywał żołnierski obiad obydwu oddziałów, omówienie wspólnych akcji przeciw okupantowi a następnie ich wykonanie320.”

We wspomnieniach „Ryśka” znajdujemy informację, że NSZ-owcy okrążyli, rozbroili, porozbierali do naga, po czym zabili. Twierdzi, że zginęło 25 GL-owców, 3 zaczęło uciekać ale jednego z nich zabili i tylko dwóm udało się uciec321. Kolejna komunistyczna wersja wydarzeń z 09.08.1943r. należy do trzeciego, który przeżył – Adama Skóry322:



„W 1943r. na początku sierpnia oddział w składzie 30 gwardzistów wyjechał z Trzydnika w lasy pod Borów, aby podjąć zrzut broni od Związku Radzieckiego. Na miejsce zajechaliśmy 6 sierpnia i przez cały dzień wypoczywaliśmy. Przed wieczorem nazbieraliśmy chrustu i od gospodarza dostaliśmy snop słomy, żeby rozpalić ogień na znak samolotowi, żeby wiedział gdzie ma zrzucić. Jednakże zaraz się zachmurzyło i padał deszcz tak ze samoloty krążył nad nami ale nic nie wiedzieliśmy nawet co to za samolot. To była sobota. W niedzielę przyszło do nas wiele kobiet i mężczyzn z okolicznych wiosek. My ich mile przyjęliśmy. Wieczorem poszliśmy na polanę po zrzut ale znowu zaczął padać deszcz i zrzutu nie było. W poniedziałek rano mówiono, że w pobliżu jest oddział NSZ w sile 75 ludzi, mówiono też że ten oddział połączy się z nami. Około 8 kilku naszych partyzantów poszło tam, później poszło jeszcze kilku ale nikt z nich nie wracał. Po śniadaniu przyszedł jeden porucznik z adiutantem w stopniu plutonowego i zaprosili nas do siebie ale Słowik zaprosił ich do siebie, zaczęli pić wódkę, kucharzowi kazał usmażyć mięsa i poprosił por. Sępa i gwardzistów, aby wszyscy mogli się poczęstować. Wysłał też jednego z gwardzistów do Borowa aby przyniósł jeszcze trochę wódki. Około 11 zauważyłem zbliżających się osobników z bronią gotową do strzału, którzy szli w szyku bojowym. Zaczęli krzyczeć ręce do góry. Gwardziści zaczęli się pytać co jest? Ale wszyscy podnieśli ręce do góry. Wszystkich z wyjątkiem „Słowika” i jeszcze jednego gwardzisty, którym był Ul Józef z Popowa pow. Kraśnik, związali. Następnie wzięli szefa oddziału [???] na przesłuchanie, za rzekę ale po chwili rozległ się strzał. Został zabity szef. Potem prowadzono po dwóch gwardzistów za rzekę i tam ich mordowano. Wg Koli Oleszczenko [Leszczenko] część mordowano strzałem a część – ci co byli dłużej w oddziale ucinano na żywca głowy toporem mówiąc: wy Komuniści wszyscy zginiecie bo walczycie o Komunę nie o Polskę. W Polsce nie może być Komuny i trzeba ją z korzeniami wytępić. Komuna może być tylko w Rosji bolszewickiej. Kiedy było już zamordowanych 9 gwardzistów, ja osobiście zwracałem się do Ula, żeby mnie bronił, to on mi odpowiedział, że trzeba było przed tym widzieć i wystąpić z komunistycznej bandy, a teraz ja cię nie będę bronił bo komuna musi zginąć, tak jak kamień w wodzie przepada, tak wszyscy komuniści przepadną z całą organizacją swoją. – Te słowa mówił Ul Józef z Popowa pow. Kraśnik, który później walczył w bandach NSZ i terroryzował członków PPR i GL. Bandyci NSZ wyprowadzili po kolei żołnierzy GL za rzekę i tam ich mordowano w okrótny [okrutny] sposób. Zdejmowano z nich za życia ubrania, a nawet z niektórych nieliznę [bieliznę!] i mordowano. Ja uciekłem gdy prowadzili mnie na rozstrzelanie razem z Gwiazdą. Mi się udało. Uciekając w kierunku Lipy, spotkałem chłopa ze Szczecyna który myślał, że jestem z NSZ i mówi do mnie ja powiedziałem, że i idę do Urzędowa. On: . Później walczyłem u
.”323

Wiemy już, że wersja o zabijaniu toporem pochodzi od „Koli”. Możemy zatem domniemywać, że wszystkie wersje mówiące o zabijaniu toporem pochodzą od wersji „Koli”. Ciekawa jest rozmowa pomiędzy „Adasiem” a rolnikiem oraz informacja, jakoby oddział nawiedzały kobiety ze wsi. Braku logiki pozbawiona jest informacja, że NSZ-owcom potrzebna była pomoc Niemców. Gdyby tak faktycznie było, rolnik nie mógłby stwierdzić, że dali „łupnia” komunistom. Zupełnie bezsensu jest też informacja o mającym się połączyć z nimi oddziałem NSZ. Słowa te wypowiedziane przez dowództwo GL-owców świadczy o celowym wprowadzeni w błąd swoich żołnierzy. Co było tego powodem, nie wiemy. Być może w ten sposób chciano ukryć prawdziwy cel przybycia pod Borów, jakim mogła być likwidacja NSZ-owców.

Inna wersja wydarzeń pochodzi od Stanisława Styka, który warto tu zaznaczyć, nie był obecny pod Borowem, choć jak sam twierdzi, walczył „podczas okupacji w partyzantce komunistycznej na Lubelszczyźnie”. Uważa on, że oddział „Słowika” „został skierowany z lasów gościeradowskich do masywów leśnych nad Wisłą, gdzie oczekiwał na zrzuty broni z ZSRR”. Dalej pisze, że „gwardziści ustalili, że w ich sąsiedztwie biwakuje jeszcze jeden oddział partyzancki”. Nawiązano z nim kontakt, podczas spotkania GL-owcy zaproponowali „współpracę bojową i ewentualną samoobronę partyzantów i ludności cywilnej przed Niemcami”. W spotkaniu uczestniczyli: „por. „Słowik”, Wacław Dobosz „Sęp”, Władysław Głuchowski „Stanis”, Józef Zbigniew Gronczewski „Lew”, „Zbyszek”, Stanisław Marzycki „Serce”. Dalej mamy informację, iż do obozu GL przyszli z rewizytą NSZ-owcy („kilku oficerów i podoficerów”). „Partyzantcy goście byli w mundurach Wojska Polskiego. Na czapkach mieli orzełki z koroną i na piersiach ryngrafy z Matką Boską Częstochowską”. Wówczas GL-owcy zostali rozbrojeni a następnie „dokonali potwornego mordu”. „Rozbrojonych i rozebranych do bielizny gwardzistów, eneszetowcy przywiązali sznurami do drzew. Przesłuchujący ich oficerowie eneszetowcy w mundurach wojskowych polskich, niemieckich, stosowali bardzo wymyślne tortury, aby wymusić zeznania od swych ofiar. Samozwańczy major „Ząb” przedstawił się, jako szef Akcji Specjalnej NSZ do walki z „żydokomuną” i wykazywał najwięcej sadyzmu. Kiedy „Słowik” odmówił zeznań, „Ząb” jako pierwszego zastrzelił jego”324. Zginęło 26 gwardzistów, m.in. „Kola” – Mikołaj Astawiew (???), Jankiel Topki, Józef Ul[???].325 Niemal wszyscy, którzy polegli byli synami chłopskimi.

Przyjrzyjmy się również oficjalnemu raportowi Dowództwa Obwodu Lubelskiego:

Organizacyjne. Podaje Dow[ództwu] Gł[ównemu] GL fakt strasznego mordu, który miał miejsce w pow. j[anowskim]. Grupa endecka w sile 50 os[ób], która znalazła się w tych dniach na terenie, wymordowała, jak podaje raport z dow[ództwa] J[anów] 28 naszych ludzi.(...) Opis zbrodni Janowskiej. W dniu 9 VIII w lesie koło wsi Borów pow. Kraśnik, stacjonował nasz oddział im. „Kilińskiego”, gdzie miał akcję wiadomą Gł[ównemu] Dow[ództwu] GL. W nocy z 8 na 9 VIII przybył na to miejsce oddział endecki w sile 50 ludzi uzbrojonych w 4 rkm i 1 ckm. Nawiązali kontakt z naszym oddziałem i o godz. 8 rano poszło 6 tow. zobaczyć oddział endecki i już do godz. 11 rano nie powrócili. Przed godz. 11, przyszło kilku endeków do naszego oddziału i po przyjacielsku prowadzili rozmowy. O godz. 11 pojawili się endecy uzbrojeni, otaczając nasz oddział ze wszystkich stron z okrzykiem: „ręce do góry”, zbliżyli się szybko do naszego oddziału. Gw[ardziści] nie przeczuwając nic złego, sądzili, że to żarty, również będący w naszym oddziale endeccy oficerowie krzyczeli: „nie strzelać to żarty”. Kiedy jednak niektórzy chwycili za broń – oficerowie endeccy mając zawczasu przygotowane wisy zagrozili śmiercią tym, którzy będą stawiać opór, nie było już żadnego ratunku – zastraszeni gw[ardziści] usłuchali namawiania i zapewnienia, że to żarty i podnieśli ręce do góry. W tym czasie kilku usiłowało zbiec – było jednak za późno. Nastawione karabiny ręczne i maszynowe siekły i gwardziści legli trupem. Pozostałych powiązano sznurami po 2 i kolejno odprowadzano dwójkami o 300 m, gdzie spisywali nazwiska, rozbierali do koszul i nago, boso prowadzili dalej do lasu, gdzie stali kaci z siekierami i siekli na kawałki każdą dwójkę. W ten sposób zamordowali 4 chłopów, którzy przyszli zobaczyć żołnierzy AL. Chłopów wymordowali za to, że nie pomogły tłumaczenia chłopów, prośby i łzy. Żołnierze AL nie prosili o litość, wszyscy poszli na śmierć spokojnie. Uratowało się tylko 2 tow., którzy na mimo setek strzałów i pogoni na przestrzeni 4 km, szczęśliwie nie zostali trafieni. Drużynowy tow. K. i tow. K. L., jakom naoczni świadkowie tej zbrodni zakomunikowali o wszystkim pow. dow[ództwu]. Zginęli m.in. tow. tow.:


  1. D-ca kompanii AL tow. Sęp [Wacław Dobosz]

  2. D-ca plutonu im. „Kilińskiego” tow. Słowik [Stefan Skrzypek]

  3. Szef plutonu im. „Kilińskiego” tow. Bohun [Stefan Adryańczyk]

  4. b[yły] komisarz oddz[iału] [im.] „Mickiewicza” Stanis ( z Hiszpanii) [Głuchowski]

ogółem zginęło 26 gw i 4 chłopów, razem 30 ludzi. Endecy postanowili wszystkich wybić by nie było świadków zbrodni i by nie można było ten Katyń ludowy przerzucić na Niemców.”326

Wartą odnotowania jest również wersja „Przepiórki”, a to o tyle istotne, że miał on w oddziale „Słowika”, brata, który zginął 9 sierpnia. Swoje wspomnienia oparł w przeważające części na słowach „Koli”, czyli Rosjanina, który nie zginął pod Borowem. Wspomina on o wizycie „reakcjonistów” w obozie GL-owców, którzy nie wietrzyli w tym podstępu. Z rewizytą poszli: „Słowik”, „Sęp”, „Zbyszek”, „Stanis” oraz „Serce”. W tym samym czasie do obozu komunistów przyszło kilku NSZ-owców. Po pewnym czasie obóz został okrążony i wszystkich GL-owców rozbrojono. „Po rozbrojeniu, niedawni goście przeprowadzili śledztwo, kolejno wypytując każdego partyzanta i zapisując dane personalne dotyczące rodziny oraz członków i sympatyków GL i PPR. Ubliżanie i bicie stosowane przy rozbrojeniu i śledztwie stanowiło tylko wstęp do zbrodni. Po przeprowadzonym śledztwie po dwu partyzantów wiązano za ręce, odprowadzano przez mostek za rzekę i rozstrzeliwano. O prośbach i perswazjach nie mogło być mowy. Z kierownictwem oddziału „Słowika” znajdującym się w zgrupowaniu reakcyjnym, postąpiono podobnie, z tą różnicą, że zastosowano bardziej jeszcze brutalne metody. Narzędziem mordu była nie tylko broń, użyto również toporów, którymi, po torturach ścięto „Słowika” i jego towarzyszy.(...) Szczęśliwy przypadek pozwolił uciec z pogromu 3 partyzantom i 1 chłopu.”327

Wśród tych, co przeżyli wymienia: „Adasia”, „Kuropatwę” i „Kolę” – M. Leszczenko, natomiast zginęło 28 osób328. Podobne informacje znajdziemy we wspomnieniach „Graba”329 oraz jak już wspomnieliśmy „Lisa”330.

Wersje wyżej przedstawione, mimo, iż pochodzą od naocznych świadków to bardzo różnią się od siebie. Nie wiemy, co jest tego przyczyną. Możemy się domyślać, że jednym z powodów takiego stanu rzeczy było upojenie alkoholem ocalałych GL-owców. Innym powodem mogła być utrata pamięci, bowiem wspomnienia owe powstały kilka lat po wojnie. Niektóre szczegóły mogły też zostać „dopasowane” do „oficjalnej wersji mordu borowskiego”. Mimo wszystko z tych wspomnień wyłania się nam pewien obraz. Otóż GL-owcy przybywszy pod Borów dowiedzieli się, że nie daleko stacjonuje inny oddział. Bardzo szybko w obozie pojawia się alkohol, co u niektórych z nich z pewnością podniosło adrenalinę. W między czasie zrzut, na który wg słów dowódców czekali (???) nie doszedł do skutku. Wtedy (???) pojawił się pomysł aby nawiązać kontakt z oddziałem NSZ i spróbować go „przekabacić”. Ponieważ równocześnie pojawiły się groźby wobec NSZ-owców ci otoczyli oddział GL i związali wszystkich obecnych, w tym również 4 obecnych tam chłopów. Następnie rozmawiali z każdym zatrzymanym a potem wszystkich bez wyjątku zamierzali rozstrzelać. Tak też uczynili (choć wg „Koli” w użyciu były także topory, siekiery, narzędzia tortu r,...). Tylko dzięki szczęściu kilku GL-owców ocalało.


Pobieranie 0.71 Mb.

Share with your friends:
1   2   3   4   5   6   7   8   9   10




©operacji.org 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna