Garhwal droga do nieba 8 Dionizos ante portas 10



Pobieranie 0.96 Mb.
Strona38/46
Data30.10.2017
Rozmiar0.96 Mb.
1   ...   34   35   36   37   38   39   40   41   ...   46

Sol Invictus



W kalendarzu pogańskim, ułożonym przez Juliusza Cezara, dzień 25 grudnia był dniem przesilenia zimowego. Uważano go za dzień narodzin słońca, gdyż wtedy staje się on dłuższy a słońce mocniej grzeje. Na bliskim wschodzie kapłani solarni czekali w swoich kaplicach i o północy wypadali z krzykiem: „Dziewica powiła! Światła przybywa”. W Egipcie pokazywano nawet niemowlę jako słońce. Dziewica ta to była Astarte, bogini miłości. W Iranie utożsamiano słońce z Mitrą, bogiem solarnym, rozsławionym przez legiony rzymskie w całej Europie. Było to według nich Niezwyciężone Słońce – sol invictus. Nawiasem mówiąc niedziela, to był dzień poświęcony Mitrze, bogu słonecznemu.

Bóg się rodzi



W ewangeliach nie ma wzmianki o dniu urodzenia Jezusa, dlatego w pierwszych wiekach nie uznawano świąt Bożego Narodzenia. Aby wypełnić tę lukę, w Egipcie zaczęto obchodzić dzień 6. stycznia jako święto narodzin Jezusa. Później zwyczaj ten rozpowszechnił się w całym wschodnim kościele, jednakże zachód nigdy tego dnia nie wprowadził. Na przełomie III i IV wieku zaczęto celebrować na zachodzie dzień 25 grudnia. Dlaczego właśnie ten dzień narodzin słońca? Bo Jezus powiedział :”Jam jest światłością świata....”: (Jan 8,12). Z biegiem czasu dzień 25 grudnia przyjął również kościół wschodni. A po dniu 6 stycznia pozostał ślad w postaci nazwy „Epifania”, czyli pojawienie się Boga.

Był jeszcze jeden powód dlaczego przyjęto dzień 25 grudnia. Kościół chrześcijański obrał tę datę dla obchodzenia  urodzin swego twórcy, w celu odwrócenia nabożności pogan od słońca i przeniesienia jej na tego, który się nazwał światłością świata, a tak naprawdę dla ludzi ważne jest samo święto a nie dla kogo jest ono poświęcone

Światło Oriona



O godzinie trzeciej nad ranem do mojego okna zaświeciły gwiazdy, trzy gwiazdy w pasie Oriona. Powyżej oślepiała Betelgeuza a poniżej mgławica Oriona z ciemną materią w kształcie końskiego łba.

  

Gdy już nadeszła epoka narodzin światła i rządzi nami światłość świata, możemy powiedzieć, że wszelka światłość pochodzi z nieba. Już w starożytności bogini Wenus zwana była „niosąca światło”. Wschodziła ona jako najjaśniejsza planeta tuż przed wschodem słońca i dlatego nazywano ją gwiazdą zaranną lub „lucifer” – niosącą światło. Imię takie nosił też upadły anioł, dzierżący przed sobą kaganek oświaty, jeden z najgroźniejszych bożków pogańskich. Bo czyż groźnym mógł być Zeus – stary rozpustnik i cudzołożnik? Albo Hermes – bóg złodziei? Albo bóg Pan, wprawdzie mający rogi na głowie i ogon z tyłu, ale czymże mógł zagrozić? Grając na fletni Pana? Lub wrzeszcząc panicznie i wzbudzając panikę? Ale taki bożek Lucyfer? To był prawdziwy wróg i dlatego musiał zostać zrzucony na sam grunt piekła, skąd żaden promyk światła nie mógłby się wydostać. Diabelskim jednak zrządzeniem wydostał się promień, zwany Kopernik, a potem Galileusz i wreszcie błysk nazwany Giordano Bruno. No, ten ostatni musiał zostać spalony na stosie i to żywcem..


Koci Zamek



Gdzie sylwestry z tamtych lat?

Mieliśmy spędzić sylwestra w domu wczasowym w Ustroniu, gdzie nasi znajomi przebywali na wczasach. Wszyscy już tam byli, tylko ja miałem zjechać na końcu. Spakowany z plecakiem, z nartami, kijkami i butami wsiadłem do autobusu, szczęśliwy, że dostałem miejsce siedzące. Na miejscu, gdzie czekała na mnie żona, wyładowałem wszystko po kolei, zważając, aby czegoś nie zapomnieć. Gdy autobus odjechał, zapytałem żony, gdzie jest mój plecak.

- Jaki plecak? Nie mam plecaka.

- No ten. w którym mam buty i butelkę koniaku. - odpowiedziałem.

Jak tu iść na sylwestra bez alkoholu?

Brak talentu do tańca wymagał, abym coś wypił, inaczej nic mi nie wychodziło. Autobus miał docelową stację w Jaworzynce, gdzieś po drugiej stronie Karpat, gdzie wody rzek już nie płyną do Wisły. Za dwie godziny miał wracać Postanowiłem zaczekać na niego. W końcu wystałem pół godziny w kolejce, by kupić tę butelkę. Znajoma by mi nie darowała, gdybym z nią nie zatańczył walca albo chociażby jedno tango. Po dwóch godzinach zjawił się autobus, a w nim na półce leżał mój plecak. Ach, pomyślałem to jakiś uczciwy złodziej wziął sobie butelkę a plecak zostawił. Pomacałem i wyczułem flaszkę. Ach, pewnie wypił koniak i nalał herbaty. Później stwierdziłem, że pieczęć była nienaruszona. Cud jakiś? Nikt nic nie ukradł.

Potem przyszło olśnienie. Jesteśmy w kraju, gdzie mieszkają protestanci, którzy biorą na serio przykazania boże. Gdyby to było bardziej na północ, bliżej Katowic, albo bardziej na południe, za Kocim Zamkiem w Koniakowie, bliżej Żywca, gdzie mieszkają katolicy? Nie byłoby cudu.
Koci zamek

Na starych mapach austriackich widnieje nazwa Koczy Zamek. Tam gdzie wg legendy stał dwór ze szczytu można zobaczyć Tatry przy dobrej pogodzie. Sprzedają tu również koronki oraz stringi koniakowskie.

 Według tradycji stał w tym miejscu zamek węgierskiego grafa Kocsiego. Ponoć wbrew woli ojca pojął on za żonę piękną koniakowską góralkę. Ojcowscy słudzy młodą oblubienicę uprowadzili i z nadmiaru gorliwości pozbawili życia. Zrozpaczony graf uśmiercił swego rodzica i w wyniku tych przeżyć oszalał, puścił z dymem swój zamek, a sam przepadł bez wieści.



Pewien organisty z Rycerki Górnej, śp. Czaniecki St. opowiadał mi kiedyś, że nazwa Koci Zamek pochodzi od tego, że z tej strony mieszkają wyznawcy prawdziwej wiary, a z tamtej strony kociej wiary.

Charyzma



Najlepiej mieć charyzmę. Wtedy nie potrzeba mieć racji. Wystarczy powiedzieć swoje. Znałem takiego faceta, który obwieścił wszem i wobec, że w Polsce powstanie druga Japonia i wszyscy mu natychmiast uwierzyli. Nawet gdy powiedział, że plusy są dodatnie i ujemne, też mu uwierzyli. A ja, gdy udowodnię czarno na białym, że dwa plus dwa jest cztery, to mi nikt nie uwierzy.

Kiedy zaraz po studiach zarabiałem marne grosze, podjąłem się nauczania fizyki w liceum, by powiązać koniec z końcem. Grasowała wówczas szajka o nazwie WODKO, której zadaniem było organizowanie lekcji pokazowych. Wicedyrektorka od razu wskazała palcem na mnie: „kolega poprowadzi tę lekcję”. Miałem inne zdanie ale cóż, nie będę się kopał z wicedyrektorką.

Myślałem i wymyśliłem, że najlepiej będzie przeprowadzić jakąś demonstrację, bo nie trzeba dużo mówić. Wziąłem garść grysiku, wrzuciłem do oleju rzepakowego i wstawiłem między elektrody maszyny elektrostatycznej. Te ziarenka ustawiły się na liniach kolistych. Jeszcze tylko żarówka i soczewka oraz rzucić to na sufit. Udało się. Na suficie widniały koliste linie pola. Dumny jak paw usiadłem i czekałem na oklaski. Pierwszy dyskutant zarzucił mi, że najpierw wymieniłem nazwisko ucznia, a potem dopiero zadałem pytanie. Drugi zganił mnie, że nie powtórzyłem materiału. Z dumnego pawia zamieniłem się w małego wróbelka. Trzeci i czwarty  też coś zarzucił, więc przeobraziłem się już w robaka pełzającego i czekającego na rozdeptanie. I rzeczywiście w samym ostatnim rzędzie siedział postawny nauczyciel, od którego biła charyzma. Ten mi teraz dosoli, pomyślałem. Ale on nic nie powiedział, tylko się zapytał: „Czy szanowne koleżanki lub koledzy widzieli kiedyś pole elektrostatyczne na suficie”? Zaległo milczenie. Charyzmatyczny pan czekał, a gdy cisza trwała, powiedział tylko: „Bo ja też nie widziałem, mimo że mam już 70 lat”. Na tym się skończyło, a ja jako marny robak podreptałem do domu, nierozgnieciony.

Ten pan nazywał się Waldemar Zillinger i był autorem dość popularnego podręcznika pt. „Zbiór zadań z fizyki”, 24 wydania, ostatnie w roku 1998.

Więcej czadu na Kel Tole


Wszystkie ulice w Kathmandu przecinają się pod kątem prostym, z wyjątkiem jednej, Indra Czouk, która biegnie po przekątnej, od Mahan Tole przez Kel Tole i Asan Tole.

Właśnie ten plac, przy którym można zauważyć bramę z dwoma lwami to jest Kel Tole. A brama prowadzi do buddyjskiej świątyni Śwetaśwary, czyli białego Awalokiśwary. W długiej na kształt tunelu bramie przy bocznych ścianach położone są podesty. Na jednym z nich o godzinie ósmej wieczorem zasiadają grajkowie, ze swymi właściwymi Nepalowi instrumentami, a więc jest tam i sitar, instrument szarpany i tabla, czyli dwa bębenki i szehnai, czyli flet i peti czyli taka harmonia, na której się gra jedną ręką a drugą kalikuje. Początkowo muzyka rozwija się płaczliwie, mało rytmicznie. Wtedy jeden z muzykantów wyjmuje fajeczkę z terakoty, taką prostą i ładuje do niej jakieś liście suszone. Oni mówią na to bhang. Następnie podają ją sobie kolejno, trzymając w rękach zwiniętych w trąbkę. Kiedy opowiadałem to w towarzystwie nieco młodszym, jedna paniusia przerwała mi i rzekła: “Przecież my wiemy, jak się pali”. Znowu się wygłupiłem. Wracając do orkiestry, zauważamy, że oczy grajkom zaczynają błyszczeć, rytmy stają się żywsze, po prostu w powietrzu jest coraz więcej czadu.

KKH


28. sierpnia 1888 roku podróżnik Bronislaw Grąbczewski, Polak w służbie carskiej, dotarł do Baltitu, stolicy Hunzy. Oto jego opis fragmentu drogi, jaką przebył.

Były tam przedtem balkony, lecz zmiotła je lawina śnieżna, nowych zaś Kandżuci (Hunzowie) nie urządzili, gdyż czepiając się skał, jak małpy drzew, faktycznie balkonów nie potrzebowali. Spojrzawszy na drogę poczułem, że pomimo natężenia woli i odwagi za nic jej nie przejdę. Nie pomógł przykład tragarzy, których kilkunastu równocześnie, na różnych wysokościach pionowej skały przeprawiło się lekko na drugą stronę, nie tracąc nawet jednej minuty. Nie zgodził się oddać swego juka starzec, niosący moje chronometry i przyrządy astronomiczne, i przeszedł na drugą stronę równie szybko i zwinnie jak inni. Ja zaś nie mogłem nawet podejść do miejsca, gdzie się poczynał zniesiony balkon. Dostawałem zaraz zawrotu głowy.”



Dzisiaj tamtędy prowadzi droga, zwana w skrócie KKH (Karakoram Highway). Oczywiście czyta to się Karakorum, co oznacza „czarne kamienie” i odnosi się do łańcucha górskiego, drugiego co do wysokości po Himalajach. Sama nazwa wywodzi się od przełęczy położonej na północ od Ladakhu, przez którą to przełęcz prowadziło niegdyś odgałęzienie szlaku jedwabnego z Turkiestanu do Indii. Niestety stracił on swoje znaczenie po zbudowaniu KKH z Kaszgaru przez przełęcz Chundżer ab (burzliwa woda), po angielsku Khunjerab Pass (4730 m n.p.m.). Daleko na północ w Mongolii znajdują się ruiny stolicy Dżyngischana. Noszą one również nazwę Karakorum czyli czarne kamienie. Jest jeszcze pustynia o nazwie Karakum, co oznacza „czarne piaski”. A u nas na czarnego konia mówi się kary. Oto wszechwładny język turecki się kłania od Chin do Odry.

W Balticie Grąbczewski zakończył swoją wyprawę. W Nagarze i Gigicie rządzili już rezydenci angielscy, więc tam nie miał czego szukać. Marzeniem jego było dotarcie do Kafiristanu, ale niestety nie udało mu się znaleźć przewodników. Jeżeli w telewizji natkniecie się na film wg opowiadania Kipplinga, „O człowieku, który chciał zostać królem”, to właśnie akcja jego ma dziać się w Kafiristanie.

Kafiristan



Wg opowiadania R. Kiplinga do redaktora dziennika bombajskiego przyszedł pewien obdartus i powiedział, że chce mu coś pokazać. Po rozpakowaniu zawiniątka ukazała się na wpół rozkładająca się  głowa ludzka, na której tkwiła złota korona. To jest głowa króla Kafiristanu, - obwieścił włóczęga. Redaktor rozpoznał w niej człowieka, zwanego Danielem Dravot, którego widział kiedyś w pociągu.

  

Królowie Kafiristanu



Kafiristan leży gdzieś w Afganistanie, w górach Hindukuszu. Na mapie trudno jednak go znaleźć , ewentualnie można trafic w Pakistanie na dolinę Kalaszów, jak też inaczej nazywa się Kafirów, którzy słynni byli ze swej waleczności. Pierwszą wzmiankę o nich zawdzięczamy Mohamedowi z Ghazni, temu, który jako  pierwszy najeźdźca muzułmański dotarł do Indii. W XV wieku starli się z hordami Timura i odnieśli zwycięstwo. Pamiętamy, że Litwini ponieśli klęskę w bitwie z wojskami Timura, nad Worsklą, w roku 1399.

W 1893 r. Wielka Brytania wytyczyła granice swojej posiadłości Indii z Afganistanem na szczytach pasma górskiego, odcinając w ten sposób wschodnie doliny zamieszkane przez Kalaszów od reszty Kafiristanu. Zaledwie 2 lata później w roku 1895 emir Afganistanu Abd al-Rahman Khan z Kabulu (zwany "Żelaznym Emirem") zajął zbrojnie Kafiristan i brutalnym terrorem (wymordował ponad 60% ludności) zmusił Czerwonych Kafirów do przyjęcia islamu. Od tej chwili Kafiristan został nazwany Nuristanem (Krajem Oświeconych). Kalasze po brytyjskiej stronie granicy uniknęli tego losu, jednak trudne warunki życia powodowały, że ich liczba stale malała Kim właściwie są Kafirowie? Oni sami uważają się za potomków żołnierzy Aleksandra Macedońskiego, ale uczeni tego nie potwierdzają. Wprawdzie mają oni jaśniejszą karnację i spotkać wśród nich można blondynów z jasnymi oczami, jednak język ich wskazuje na pochodzenie indoeuropejskie z gałęzi dardyjskiej. Wracając do Bombaju, redaktor dziennika bombajskiego zapytał włóczęgę: „O ile pamiętam był jeszcze jeden człowiek, który wyruszył razem z Danielem Dravot. Co stało się z tym drugim”? „Peachey został ukrzyżowany”. - Odrzekł obdartus. „Ale przeżył i został uwolniony, gdyż Kafirowie uznali go za boga z powodu przeżycia ukrzyżowania

Pobieranie 0.96 Mb.

Share with your friends:
1   ...   34   35   36   37   38   39   40   41   ...   46




©operacji.org 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna
warunków zamówienia
istotnych warunków
przedmiotu zamówienia
wyboru operacji
Specyfikacja istotnych
produktu leczniczego
oceny operacji
rozwoju lokalnego
strategii rozwoju
kierowanego przez
specyfikacja istotnych
Nazwa przedmiotu
Karta oceny
ramach działania
przez społeczno
obszary wiejskie
dofinansowanie projektu
lokalnego kierowanego
Europa inwestująca
Regulamin organizacyjny
przetargu nieograniczonego
kryteria wyboru
Kryteria wyboru
Lokalne kryteria
Zapytanie ofertowe
Informacja prasowa
nazwa produktu
Program nauczania
Instrukcja obsługi
zamówienia publicznego
Komunikat prasowy
programu operacyjnego
udzielenie zamówienia
realizacji operacji
opieki zdrowotnej
przyznanie pomocy
ramach strategii
Karta kwalifikacyjna
oceny zgodno
Specyfikacja techniczna
Instrukcja wypełniania
Wymagania edukacyjne
Regulamin konkursu
lokalnych kryteriów
strategia rozwoju
sprawozdania finansowego
ramach programu
ramach poddziałania
kryteriów wyboru
operacji przez
trybie przetargu