Garhwal droga do nieba 8 Dionizos ante portas 10



Pobieranie 0.96 Mb.
Strona36/46
Data30.10.2017
Rozmiar0.96 Mb.
1   ...   32   33   34   35   36   37   38   39   ...   46

Dharamsala



Największe miasto  regionu Kangry, znane na cały świat z powodu, że jest ono siedzibą Dalaj Lamy, przywódcy Tybetańczyków i buddystów. Tak jak Rzym jest siedzibą głowy kościoła katolickiego.

Dharamsala właściwe znaczy schronisko dla pielgrzymów i dharamsal jest wszędzie pełno, zwłaszcza tam gdzie są jakieś miejsca święte, dokąd pielgrzymują pobożni wyznawcy hinduizmu. Mamy więcej dharamsale w Waranasi, najświętszym mieście hindusów i mamy też je w Kathmandu.

Kiedyś pielgrzymując do Garhwalu, przybyłem do Badrinath, gdzie wysiadając z autobusu zostaliśmy zaproszeni do dharamsali, a tam powitał nas surowy młody bramin w pomarańczowej szacie i oznajmił, że nocleg jest darmowy, ale nie wolno jeść mięsa, pić alkoholu i palić papierosów pod groźbą wyrzucenia z dharamsali. Zgodziliśmy się i otrzymaliśmy pokoik bez łóżek, bez stołu i krzeseł, ale mieliśmy przecież karimaty, śpiwory i kocher benzynowy. Pierwszy grzech popełnił Krzysiek, który otwarł puszkę sardynek; drugi spadł na moje konto, gdy do dezynfekcji przewodu pokarmowego zaproponowałem łyk whisky; wreszcie trzeci popełniliśmy zaciągając się cygaretkami, zwanymi bidi lub biri zależnie od dialektu. Prawdopodobnie za karę odrodzimy się jako sardynki, podobnie jak musiał to zrobić filozof Nagardżuna, który gdy w poprzednim życiu zabił muchę źdźbłem trawy kuśa, w następnym popełnił samobójstwo też za pomocą tej samej rośliny.

Właściwie siedziba Dalaj Lamy XVI znajduje się w miejscowości McLeod Gańdż kilka kilometrów na północ od Dharamsali, która dzisiaj przypomina małą Lhasę.

Cała historia zaczęła się w roku 1950, gdy wojska armii chińskiej wkroczyły do Tybetu. Początkowo wszystko układało się znakomicie. Żołnierze zachowywali się poprawnie, płacili srebrem i uznawali władzę Dalaj Lamy. Jednakże później zaczęły się psuć stosunki i w roku 1959 Dalaj Lama opuścił Lhasę, eskortowany przez powstańcze oddziały Khampów. Są dwie wersje tego zdarzenia. Jedna mówi, że Dalaj Lama został zmuszony do tego przez Khampów,  druga zaś głosi, że sam dobrowolnie to uczynił. W każdym razie znalazł się w Indiach, gdzie został przyjęty przyjaźnie przez premiera Nehru, a  za siedzibę wybrał sobie Dharamsalę.

Być albo nie być Dardistanu



Nie ma ludzi w Karakorum i w sąsiedztwie dziś, którzy by się uważali sami za Dardów, a ich kraj za Dardistan, a ich język jako dardyjski.

Samo słowo dard jest nieznane w żadnym języku tamtego obszaru z wyjątkiem zapożyczeń z perskiego i urdu, w których oznacza :”cierpienie”

Herodot wspomina (4. w. przed Chr.) o wojowniczym ludzie na granicach Indii, w pobliżu miejsca, gdzie mrówki kopią sztolnie i wydobywają złoto. Używa Herodot słowa Dadikai dla grupy ludności żyjącej na granicy Indii, która była siódmą satrapią imperium Achemenidów. Strabon, pisąc wiele lat póżniej (64 przed Chr.do 23 po Chr.) i Pliniusz  (23 do 79 po Chr. ). Powtarzają historię Herodota o ludzie Dardae.

Aleksander, którego podróże dostarczają wiele danych o geografii Indii, jednak nie spotyka on żadnego ludu Dardów, ale doszedł do miejsca zwanego Daedala. Curtius pisze, że Aleksander walczył z ludem Assakenoi i Daedala. Tucci przypuszcza, że Assakenoi byli  to Scytowie, których nazwa pochodzi od konia..

Ostatecznie, Ptolomeusz dostarczył mapę, która pokazuje rzekę Indus powstającą w kraju daradras, termin uzyskany z sanskryckich eposów i puranicznych źródeł.

Szina



Język szina jest językiem dardyjskim i używanym przez większość ludności północnych obszarów Pakistanu. Mówi się nim także w okolicach Kargilu i Ladakhu, w Indiach.

Dardowie są różnymi grupami etnicznymi w Afganistanie, Pakistanie i w kilku rozproszonych wsiach, w oddalonych regionach Ladakhu (Dha-Hanu). Słowo Dard pochodzi od Herodota, który opisał kraj Dardikae w Hindukuszu, Ludy w północnym Pakistanie są głównie Dardami, chociaż ten termin nie jest używany przez żadną z tych grup etnicznych, jak również włączając w to ludność Czitralu, Gikgitu, kohistanu i górnego Swatu. Są równiez grupy dardyjskie w Afganistanie jak np. Paszai i Kohistańczycy.. Dawniej zaliczano także do Dardów Nuristańczyków, ale obecnie są oni zaklasyfikowani do innej grupy..

Ludność mówiąca w języku kaszmirskim także jest zaliczana do Dardów, ale oni sami nie uważają się za Dardów. Większość  ludów dardyjskich jest wyznania muzułmańskiego (Sunnici, Szyici i Izmaelici) ale są i tacy, którzy pozostali przy swej starej religii, jak Kalasze w Czitralu i Dardowie w Ladakhu.

Dardowie z regionu Dha (Dah)-Hanu są nominalnie buddystami, jednak czczą oni także własny panteon bogów. Ich wygląd jest indo-europejski w przeciwieństwie do przeważającej ludności  tybeto-mongolskiej w Ladakhu. Żyją oni w bardzo prymitywnych warunkach nawet w porównaniu do standardów ladakhijskich.

Farmakopea himalajska



Podróżnik M. Rerich podał w swoim dzienniku listę leków, stosowanych w Himalajach, mianowicie:

-szarura – żółta wiśnia, środek na przeziębienie;

-parura – zielony kasztan, przeciw kaszlowi;

-orrura – zielono-żółte jabłko, przeciw malarii;

-aku ombo – czewona kora do leczenia ran;

-sergi pruba – suchy olbrzymi bób, środek przeciw febrze;

-szuta – suchy, gorzki korzeń, leczy obrzęki i choroby gardła;

-basak – brązowy proszek, przeciw zaziębieniu;

-co – czerwona łodyga służąca do wyrobu mażenty;

-phurma – stosowana jako kadzidło;

-berekuro – korzeń na dolegliwości kobiece;

-dangero – kwiaty na choroby żołądka;

-czerwony rododendron – kwiaty na choroby żołądka;

-memszing-pati – święta roślina z Nepalu. Ponadto liście trawy doto rozmiękczają kamienie a kwiaty tojadu czarnego świecą w nocy.

Święta góra Kajlaś (6714 m n.p.m.)



Góra Kajlaś mimo, że posiada imponującą wysokość nie jest celem wypraw alpinistycznych, Ze względu na świętość zarówno pielgrzymi jak i turyści zadowalają się jej obchodzeniem.

Kajlaś jest świętą górą dla hinduistów, bo na jej szczycie mieszka bóg Śiwa, buddyści zaś uważają, że przebywa na niej bóstwo tantryczne, zwane Demczog (sans. Czakrasamwara). Jest ona także świętą górą dla dżinistów i wyznawców bonu.

Buddyści odbywają pielgrzymkę (parikarama) dookoła góry, której obwód wynosi 55 km, a po drodze trzeba przekroczyć przełęcz Dolma La o wysokości 5650 m. Tybetańczycy wierzą, że 108 krotne okrążenie jej pozwoli osiągnąć nirwanę.

Jezioro Manasarowar

Wg Skandy purany

Jak słońce wysusza poranną rosę tak nasze grzechy są wysuszane przez widok Himalajów, gdzie Śiwa mieszka i Ganga spływa ze stóp Wisznu, jak smukła łodyga kwiatu lotosu. Nie ma innych gór jak Himalaje a wśród nich Kailas i Manasarowar”



Jezioro Manasarowar położone na wysokości 4727 m jest najwyższym jeziorem świeżej wody na świecie. Zasilane ono jest wodą z lodowców masywu Gurla Mandhata (7694 m)  i z pasma Kailaś (6638 m). Głębokość jego wynosi przypuszczalnie 80 metrów. Połączone ono jest a sąsiednim jeziorem Rakas, ale samo jest bezodpływowe. W przesmyku między tymi jeziorami spotyka się gorące źródła. Zwane jest także po tybetańsku Mapam Co.

Od stuleci jezioro to i sąsiedni szczyt Kailaś stanowiły cel parikaramy (tyb. khora,) czyli pielgrzymki, choć była to podróz odległa i wielce uciążliwa, zarówno dla hindusów, buddystów i dżinistów.oraz wyznawców bon. Okrążenie jeziora trwa zwykle 2 dni, lecz przybysze z poza Tybetu zwykle pokonują tę trasę    w 3-4 dni. Już historycy rzymscy Pliniusz i Ktesias zapisali w 100 roku n.e., że narody zbierają smołę nad brzegami tego jeziora.

Czinarowe ogrody miłości



To było dawno, wiele lat temu, gdy spacerowałem sobie po Srinagarze i jego okolicach. A okolice te to ogrody miłości wielkich mogołów, którzy jak wiadomo pochodzili z Uzbekistanu i klimat indyjski był dla nich za gorący. Zawsze więc, kiedy nastawała pora przedmonsunowa, wściekle gorąca, wyruszali w podróż do Himalajów, do doliny Kaszmiru, gdzie zbudowane zostały zaczarowane ogrody miłości, spływające wodnymi potokami i tryskające fontannami, których chłód pozwalał na wypowiadanie słów: "jeśli jest raj na ziemi, to jest tu, to jest tu..." A wszystko to odbywało się w cieniu drzew, zwanych tam czinarami. Nie znałem tych drzew, więc postanowiłem po powrocie do domu poszperać w książkach i zapoznać się z nimi blizej.

Uwaga na marginesie.

Czinary, zwane w kaszmirskim języku bouin,  są integralną częścią kultury kasszmirskiej. Prawie każda wieś kaszmirska ma drzewo czinar. Niestety w ostatnich latach zauważono zanikanie tych drzew, czemu próbuje zaradzić rząd przez zahamowanie wycinki tych drzew.

Czinar jest olbrzymim drzewem a jego nazwa naukowa brzmi Platanus orientaliz, należący do rodziny platanowców. Pochodzi on z Grecji a jego kraje rodzime ciągną się od Bałkanów do Himalajów  Kaszmiru. Można je spotkać także w Delhi, Czandigarghu, Dehra Dun i Mirat.

W przyszłym roku znowu spacerowałem po ogrodach Srinagaru, który niegdyś nazywał  się Surjanagar, czyli "miasto słońca". Towarzysząca mi trekerka z Japonii schyliła się i podniosła liść, mówiąc i pokazując palcem - to godło Kanady? Wtedy sobie przypomniałem, że miałem sprawdzić, co to za drzewo jest ten czinar. Tym razem postanowiłem niezłomnie zaraz po powrocie,  poduczyć się w botanice.

A tymczasem minęło pięć lat i jadąc do Turcji wstąpiłem do miasta Plowdiw, po drodze mi było, gdzie zwiedzając monastyr prawosławny, nagle usłyszałem: "a te otaczające nas drzewa to są czinary". Więc znowu zapomniałem.

  

Uwaga na marginesie



Od najdawniejszych czasów  platan wschodni był nadzwyczajnym drzewem w perskich ogrodach, które zakładane były wokół wody i cienia. Podobno Kserkses napisał odę na ten temat. To zdarzenie uwiecznił Haendel w swym słynnym largo w operze "Kserkses". Nazywane jest ono także "drzewem Hippokratesa, gdyż pod nim Hippokrates uczył medycyny. Wg Historii Naturalnej Pliniusza, zasadzony po raz pierwszy na grobie Diomedesa, na wyspie Trerniti, a następnie przeniesiony na Sycylię przez Dionyziusza Starszego (432-367 przed Chr.), tyrana Syrakuz, który przeniósł to drzewo platanowe do miasta Rhegum, gdzie ono było podziwiane jako cud natury, w jego pałacu i stąd rozprzestrzeniło się dalej

Gdy wróciłem do pracy i usiadłem przy biurku, zauważyłem przez okno w ogrodzie przed budynkiem duże drzewo, które tam stało pewnie od stu lat, ale ja dostrzegłem je dopiero teraz. W końcu nie płacono mi za oglądanie drzew tylko za pracę. Było to dziwne drzewo, bez kory, a liście miało podobne do liścia klonu. Olśnienie, to tylko mógł być platan. Wychyliłem się przez okno i zauważyłem jeszcze jedno takie samo drzewo. A więc żyłem i pracowałem w ogrodzie platanowym. W Kaszmirze powiedzieliby zapewne w czinarowym.

Aby zatem zauważyć i rozpoznać drzewo, które rośnie nam pod bokiem, trzeba pojechać na drugi koniec świata i tam nauczyć się identyfikować drzewa.

  

Uwaga na marginesie.



Platan londyński czyli platan hybryda (platanus x hispanica, synonim platanus x acerfolia) jest drzewem z rodziny platanów. Zwykle uważa się go za krzyżówkę platanu wschodniego z platanem zachodnim, czyli platanem amerykanskim (American sycamore). Niektórzy uczeni sądzą, że on został sztucznie wyhodowany z platanu wschodniego. Po raz pierwszy zapisano, że  pojawił się w Hiszpanii w 17. wieku, gdzie platan wschodni i platan zachodni rosły w bliskim  sąsiedztwie. Zostało to zapisane w Londynie w roku 1645.

Te drzewa właśnie rosną w Polsce i takie platany klonolistne  zauważyłem z okna mojego biura.

Konie szczęścia



W książce „W sercu Azji”, wydanej w Nowym Jorku w roku 1929, Rerich pisze, że w Ladakhu jest następujący zwyczaj praktykowany przez lamów. W wietrzną pogodę mnisi udają się na szczyty himalajskie i tam wypuszczają konie papierowe, pomalowane na czerwono. Mają one wyobrażać konie szczęścia. Jest to rytuał buddyjski polegający na ofiarowywaniu koni szczęścia. Wiatr, porywając te papierowe koniki, unosi je w dal, do mitycznej krainy Szambhali, położonej gdzieś na północy i tylko zorza polarna jest jej odbiciem na niebie.

Bielany



Wybraliśmy się kiedyś na Sowiniec. Wycieczkę wymyślił Jurek, aby zrewanżować się za wyprawę do Ojcowa, która była moim wymysłem. Nawiasem mówiąc, z  Bronowic do Ojcowa jest 18 km, a jeśli dodać drogę powrotną, to łącznie 36 km. Tym razem jednak było krótsza wycieczka, raczej spacer kilkukilometrowy. Na kopcu, oprócz nas były jeszcze dwie młode panie, rozmawiające po niemiecku i tylko od czasu do czasu wyławiałem z ich mowy słowa. "marszal Pilsudski".. Po zwiedzeniu kopca ruszyliśmy dalej na zachód, by po pół godzinie znaleźć się u bram klasztoru kamedułów  na Srebrnej górze, zwanej powszechnie Bielanami.

Gdy tak rozglądaliśmy się przy furcie, nie wiedząc co począć, zjawił się kameduła w białym habicie i zapytał, czego szukamy.

Chcielibyśmy zwiedzić kościół – wypalił Jurek, jako bystrzejszy i odważniejszy.

W takim razie chodźcie za mną – powiedział zakonnik. Idąc w ślad za nim weszliśmy do kościoła, gdzie spłynęła na nas światłość niebieska, jakby nastąpiło zstąpienie Ducha świętego w złocistych promieniach figur barokowych. Wiedzieliśmy już co to jest barok, gdyż mieliśmy nauczyciela o nazwisku  nomen omen –Fijoł, który nauczył nas, że kościół św. Andrzeja  jest zbudowany w stylu romańskim, a mariacki to gotyk, klasztor bernardynów zaś to piękny barok.

Z Jurkiem łączyło nas chodzenie do tej samej szkoła na Podgórzu, na Placu Serkowskiego i to, że mieszkaliśmy na Kazimierzu, po przeciwnej stronie Wisły. Często wracając do domu ze szkoły zatrzymywaliśmy się nad wodą i zażywaliśmy kąpieli.  Problem polegał jednak na tym, że Jurkowi matka zabraniała kąpania się, gdyż nie umiał pływać, podobnie jak ja. Wracając zatem do domu poddawany był kontroli. Najpierw sprawdzała, czy ma włosy suche, następnie wkładała mu rękę do spodni i sprawdzała, czy ma suche majtki. Ale Jurek nie był w ciemię bity i często proponował, byśmy kapali się na golasa i w ten sposób wilk był syty i owca cała.

Musieliśmy przechodzić po moście Piłsudskiego a potem już tylko parę kroków i byliśmy w wodzie. Skoczyłem pierwszy rozkoszując się wodą, lecz  w pewnym momencie stwierdziłem, ze nie mam gruntu. Nie będę opisywać mego wrażenia. Powiem krótko, zdjął mnie strach i rzuciłem się rozpaczliwie w kierunku brzegu, wymachując ramionami. Miałem szczęście, dostałem dna.

Nie minęło kilka minut, gdy zauważyłem, że głowa Jurka znika pod wodą, potem się pojawia, krzycząc pomocy. A co ja miałem zrobić nie umiejąc pływać? Też zacząłem wrzeszczeć: „pomocy”. Traf chciał, że po moście szedł wyrostek starszy od nas może o pięć lat. Ten nie namyślając się, zbiegł w dół nad wodę i w ubraniu rzucił się wyławiać tonącego. Ja tymczasem wyszedłszy z wody, zacząłem się ubierać, obserwując, co się działo w wodzie. Ratownik wyciągnął Jurka na brzeg i niezwłocznie zaczął go okładać ręką po gołym tyłku. Jurek znowu wrzeszczał, ale już nie o pomoc. Widząc co się dzieje, wziąłem nogi za pas i ulotniłem się. Jurek zaś wyrwawszy się z rąk ratownika zaczął uciekać nago  od mostu Piłsudskiego, aż do Wawelu, mijając po drodze Skałkę.

Na drugi dzień w szkole  nie chciał początkowo nic mówić, ale po pewnym czasie puścił farby.

Wracając  na Bielany, kameduła zaprowadził nas na dziedziniec za kościołem, gdzie stało kilka chatek o wymiarach mniej więcej 4 na 2 metry, Były to pustelnie, w których mnisi spędzali dnie i noce na kontemplacji. Tutaj kameduła opowiedział nam szczegół ze swojego życia. W czasie I wojny światowej znalazł się na Syberii. Wiadomo skąd brali się tam Polacy. Sytuacja, zwłaszcza w czasie rewolucji zmieniała się jak w kalejdoskopie. Raz górą byli biali, raz czerwoni.  Dla Polaków było to obojętne, w jakich są rękach. W każdym razie warunki się tak pogorszyły, że nasz przewodnik postanowił  złożyć śluby, że jeżeli mu się uda wyjść cało i wrócić do kraju, wstąpi do zakonu kamedułów. Potem jeszcze była podróż do Chin, a stamtąd dookoła świata statkiem do Europy. Po powrocie do domu wypełnił złożone śluby i tak znalazł się w klasztorze na Bielanach.

Mikołaj Rerich wspomina w swojej książce "Ałtaj i Himalaje" o jednym takim Polaku, który dotarł do klasztoru Hemis w Ladakhu i tu znalazł rękopis, w którym stało czarno na białym, że przebywał i nauczał w tym miejscu, nad strumieniem Isa, podczas swej nieobecności w Palestynie.

Uwaga na marginesie

A zaczęło się to w roku 1602, kiedy marszałek koronny Michał Wolski postanowił ufundować klasztor  kamedułów. Zakonnicy włoscy, którzy przybyli do Krakowa wybrali sobie miejsce na wzgórzach na zachód od tego miasta. Sęk w tym jednak był, że należały one do kasztelana Sebastiana Lubomirskiego, który nie miał zamiaru ich odstępować.

Wolski wydał wtedy ucztę, na którą zaprosił najwyższych dygnitarzy Rzeczypospolitej i tam przedstawił swoją sprawę. W takiej sytuacji Lubomirski, chcąc nie chcąc zgodził się, a w zamian marszałek Wolski ofiarował mu srebrną zastawę, która służyła podczas uczty. Od tej właśnie zastawy przyjęła nazwę Srebrna, góra, gdzie miał zostać zbudowany klasztor.
Wiesz – powiedział - zanim przyszedłem do domu, to ten facet już tam był i rozmawiał z moją mamą.

W przyszłym roku, gdy nauczyliśmy się pływać, dokonywaliśmy wyczynów, pływając na wytrzymałość od mostu Dębnickiego do mostu tramwajowego, zwanego też mostem trzecim, lub przez społeczność zamieszkałą tamże mostem św. Anny, gdyż miał na filarze napis „Anno Domini 1905”.

Pobieranie 0.96 Mb.

Share with your friends:
1   ...   32   33   34   35   36   37   38   39   ...   46




©operacji.org 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna
warunków zamówienia
istotnych warunków
przedmiotu zamówienia
wyboru operacji
Specyfikacja istotnych
produktu leczniczego
oceny operacji
rozwoju lokalnego
strategii rozwoju
kierowanego przez
specyfikacja istotnych
Nazwa przedmiotu
Karta oceny
ramach działania
przez społeczno
obszary wiejskie
dofinansowanie projektu
lokalnego kierowanego
Europa inwestująca
Regulamin organizacyjny
przetargu nieograniczonego
kryteria wyboru
Kryteria wyboru
Lokalne kryteria
Zapytanie ofertowe
Informacja prasowa
nazwa produktu
Program nauczania
Instrukcja obsługi
zamówienia publicznego
Komunikat prasowy
programu operacyjnego
udzielenie zamówienia
realizacji operacji
opieki zdrowotnej
przyznanie pomocy
ramach strategii
Karta kwalifikacyjna
oceny zgodno
Specyfikacja techniczna
Instrukcja wypełniania
Wymagania edukacyjne
Regulamin konkursu
lokalnych kryteriów
strategia rozwoju
sprawozdania finansowego
ramach programu
ramach poddziałania
kryteriów wyboru
operacji przez
trybie przetargu