Dorota Masłowska Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną



Pobieranie 0.75 Mb.
Strona10/16
Data27.10.2017
Rozmiar0.75 Mb.
1   ...   6   7   8   9   10   11   12   13   ...   16

I już się robi dość gorąco, gdyż kilka osób potraciło od mojego ciosu swe kupione świeżo jedzenie, co pieni się teraz w błocie, parując. I teraz Arletko, choć patrzysz na nie łakomie, nie będzie, nie będzie jedzenia, teraz zaraz oni wezmą i cię zabiją, i nie dość, że zero koli i frytek, nie dość, że nic ci nie dadzą, to jeszcze w ramach rekompensaty wywleką ci ze środka resztki tego, co tam zjadłaś, tę frytkę wygrzebaną zmiędzy szczebli. Bo ja ci mówię do widzenia, choć się już pewnie teraz nie zobaczymy więcej, przynajmniej z twojej strony.


I idę spokojnie. W kierunku tam, gdzie myślę ją znaleźć. Rozglądam się. Biało-czerwone lody kręcone. Polskie lalki w strojach narodowych mazurskich i innych. Dziesięć zeta - dziesięć strzałów z wiatrówki do wyciętego z bristolu Ruska. Gdyby były strzały do Magdy, to bym zapłacił. Pizd - i odpada jej but. Pizd - i odpada jej noga. Pizd - i odpada jej dupka. I tyle mi starczy, niech tak zostanie, Magda bez dupki nie może nikomu dawać, i tak niech zostanie, więcej się nad nią bym nie znęcał, nawet może bym ją taką właśnie przygarnął, przyjął do siebie.

Idę. Całkowicie spokojnie. Krok za krokiem. Pierw muszę popychać motłoch, a później już on sam wie, gdzie jego miejsce i w popłochu kuli się pod bandami przede mną, ustępuje z drogi. Piski tratowanych, sukienki darte o płot, przewracające się bandy, kiełbasa lecąca w błoto. Twarze zupełnie zaskoczone gapiące się we mnie. Ja idę. Spokojnie. Bo wiem, co mam robić i nikt mi teraz nie przyjdzie i nie powie, Silny, Silny, uspokój się, wszystko będzie dobrze. Nikt mi nie zatknie papierosa w usta i powie: zapal, zapal, Silny, to ci przejdzie, nie przejmuj się Magdą, ona taka jest. Sam wyjmuję papierosa, podpalam, chociaż jest wiatr. A jak wyjmuję zapałki, to odsuwają się jeszcze dalej, wstrzymują oddech, bo się boją, że im to wszystko podpalę. Że im podpalę te kobiety w ciąży, ich wydęte przez wiatr błoniaste spódnice, te garnitury wymięte, wózki pełne dzieci niczym jakiegoś produktu ubocznego, ich watę cukrową na patykach. Lecz ja tego nie robię, bo mi się nie chce. Sam wiem, co mam robić.


I kiedy tak idę i już wyczajam, gdzie są kulisy, garderoby, napotykam Kacpra. Kacpra. Co jest zupełnie nie na miejscu, gdyż od kilku dni go nie widziałem. W dodatku jest z jakąś dziewczyną, co jej wcześniej nie widziałem.

Kacper ma oczy wydęte na wierzch od amfy, wypolerowane i błyszczące się jak gałki od meblościanki, wykonując nadprogramową ilość ruchów. Mówię, czy nie przedstawi mi swej koleżanki, bo gdzieś ją już chyba widziałem. Ona wtedy mówi: Ala i podaje rękę ze złotym pierścionkiem, co od razu zauważam. Studiuje ekonomię - mówi Kacper i kładzie jej rękę na tyłku, co dziwię się, że się nie spuścił z satysfakcji. Ona łagodnie, lecz stanowczo zdejmuje jego rękę i mówi: ale jednocześnie kończę kurs dla sekretarek z językiem niemieckim. Po tym kursie będę mogła pracować wszędzie, w kancelariach, w sekretariatach.

Wtedy nie mam czasu nawet przyjrzeć jej się dokładniej, bo Kacper mówi do mnie, że gdzie niby idę. Ja mówię, niby obojętnie, że tak sobie idę, po Magdę. Wtedy widzę, że on się trochę nagle denerwuje, patrzy na wszystkie strony, wyjmuje papierosa. Na co ona, ta Ala, kładzie mu rękę na paczce i patrzy mu w oczy jakby przybyła tu z odległego Monaru ratować moralnie ofiary nikotyny. Wtedy on, widać, że zupełnie wkurwiony, ale gestem psa chowa tą paczkę do kieszeni i mówi:

Chodź, Silny, gdzieś z nami, napijemy się czegoś, to pogadamy o tym i owym, powiem ci, jak jest z Magdą.

Ta panienka wtedy od razu staje na baczność jak popieszczona prądem i mówi: co to, to nie, Kacper, w takim wypadku ja wracam do domu. I jest jakby występowała w akademii szkolnej odnośnie zgubnego wpływu alkoholu i papierosów na kondycję i uprawianie sportu.

Wtedy Kacper jak gdyby mięknie, rozkleja się, ale robi dobrą minę, że niby wszystko w porządku i że on też niby występuje w tej akademii.

Ja mówię wypijemy, to nie mówię: najebiemy się, to znaczy upijemy się, tylko mówię jedno piwo w szklance zero koma dwa.

A ta dziewczyna na to zastanawia się, co teraz miała powiedzieć, co teraz było w scenariuszu i wreszcie przypomina sobie i mówi: ale Kacper, wiesz przecież, że tak się zawsze mówi, że to jest oszukiwanie samego siebie, moralna zasłona dymna. Wiesz, jaka jest między nami umowa i jeśli traktujesz mnie poważnie, to powinieneś ją respektować.

Kacper patrzy na mnie przepraszająco i mówi z udręką:

Silny chodź na kole - poczym gdy dziewczyna odwraca głowę za jakimś lecącym ptakiem czy balonem, on czyni do mnie dramatyczne gesty rąk i oczu, istny teatrzyk, z którego przesłania wynika, że dziewczyna jest niedawalska i ogólnie oporna. Ale kiedy już zwracamy się w stronę sprzedaży napojów, to ona pozwala mu się chwycić za mały palec u ręki i Kacper pokazuje mi oczami, że może jeszcze będą z niej normalni ludzie, z tej Ali, że może coś się z niej uda wydusić, jakieś przyjemności.


No to idziemy. Jest to pozornie wbrew memu planowi, wbrew moim ówczesnym zamiarom, ale myślę, że jak trochę się napiję, to cały ten mój plan nabierze jakby wyrazistszych linii, które wszystkie zmierzają do garderoby, za kulisy. Okej. Kacper kupuje dla siebie małą kole, dla tej niby Ali małą wodę mineralną, a dla mnie bro. Okej. Siedzimy. On cały chodzi, jakby wciągnął choćby jedną kropeczkę spida więcej, to by wybuchł na kawałeczki. Szyje nogą. Spogląda raz na Alę, raz to na mnie. Ala mówi, że musi teraz wyjść do toalety i patrzy wymownie na Kacpra, co by pod jej nieobecność nie wypił całej koli przypadkiem, nie wdał w bójkę. Patrzymy, jak idzie w kierunku kibla. Jest z nią tak: przede wszystkim golf. Włosy szare, myszate, spięte na czubku spinką z napisem zakopane 1999. Na szyi złoty łańcuszek z krzyżem wyciągnięty na golf, co już wcześniej zauważyłem. Potem tak: spodnie od garnituru lub garsonki, zwężane na dół plus sandały ortopedyczne. Jest to dziewczyna typu kura. Posprzątnie, ugotuje, nawróci na katolicyzm. Lecz nie dla Kacpra, tego mi nikt nie wmówi. Ona jeszcze zanim otworzy drzwiczki od toi-toia spogląda z niepokojem, a Kacper do niej macha porozumiewawczo ręką. A jak ona tylko zamyka drzwiczki, to on zaraz zaczyna klepać się po kieszeniach z nadmierną zapalczywością, wywleka woreczek i sypie na oko sobie do szklanki, co rozsypuje połowę, bo mu ręce chodzą. Poczym pije łapczywie do dna, resztki ściera ręką i wylizuje z palców. Poczym zaczyna udawać, że niby, że nic, nic się nie stało, łokcie na stół, ręce na kołdrę, wiatr wiał, ale przestał wiać, deszcz padał, ale przestał padać, luz, spokój, nic się nie zmieniło, końca świata nie było.

Jest beznadziejna - mówi do mnie nagle po chwili milczenia. Jestem z nią dwa dni, a ona już mówi, bym szedł z nią do domu na obiad do jej rodziców. O żadnym dawaniu dupy na razie nie ma mowy, to już wyczaiłem. Choć miałem jeszcze nadzieję, że to się zmieni wkrótce, bo jak nie, to po chuj, pojedziemy na wakacje do domu starca.

Po czym patrzy lękliwie w kierunku kibla, co ona dość długo nie wychodzi.

Zaległa pewnie - szepce Kacper histerycznie i zastanawiam się, czy może już zwariował - wpadła do toi-toia. Wyjdzie zaraz z nowym imidżem. Nowy kolor włosów i nowy kolor twarzy. Hę!

Poczym, rozglądając się, kitra się głębiej po stół i odpala sobie ode mnie fajkę. Czekaj, mówi, patrząc wokół lękliwie. Póki ta prorodzinna cipa nie wróci, muszę sobie pomówić: kurwa.

Wtedy mówi parę razy: kurwa i ja pierdolę, chujoza i gówno.

Zaraz jednak otwiera się toi-toi i wychodzi Ala, co jak widać nie zaległa, żyje i ma się dobrze, poprawia sobie gumkę od majtek i rozgląda się dumnie, szczęśliwa niezmiernie, dogłębnie wypróżniona królewna. To Kacper od razu wpycha mi fajkę do ręki, weź to, weź to, kurwa, ode mnie zabierz co prędzej. Że naraz muszę palić dwie fajki naraz, żeby nie było marnacji.

Ona przysiada się. I z miejsca tak: przepraszam, ale musiałam na chwilę skorzystać z toalety. Ale już jestem. Wiecie, skoro już tak tu siedzimy, to może ja wam opowiem taką historię. To znaczy to nie jest właściwie historia, to jest film, który niedawno zdarzyło mi się widzieć w kinie Silverscreen. Tak naprawdę to pojechałam tam z moimi rodzicami i moją siostrą, a także kuzynką, która akurat wtedy nas odwiedziła. Przywiozła nam dużo przetworów mięsnych, ale niestety, mama musiała je wyrzucić, ponieważ teraz jest wiele przypadków salmonelli, gronkowca.

Kacper szyje nogą i rozgląda się wszędzie dookoła, czasem wtrąca, nie patrząc na nią: dobre!

No ale nie przerywaj - mówi wtedy ona, lekko urażona - nigdy nie pozwalasz mi skończyć, chociaż znamy się już od kilku dni. Ale posłuchajcie dalej. No i pojechaliśmy do tego kina. Już nie wspominając o tym. że zapodziałam gdzieś bilet! Moja siostra mówi do mnie: wiesz Ala, ależ ty jesteś zapominalska. Do licha, wkurzyłam się wtedy, bo rzeczywiście zdarza mi się być roztrzepaną. Taki mam już charakter i nikt nie potrafi mnie tego oduczyć. Powiedziałam sobie wtedy: kurczę pieczone, ten bilet musi gdzieś być. I wyobraźcie sobie, wiecie gdzie był? Miałam go centralnie w torebce, na samym wierzchu. Jest takie przysłowie: najciemniej pod latarnią. Oczywiście bez żadnych skojarzeń. To wtedy weszliśmy do sali. Ja już nieraz bywałam na wielu filmach w Multikinie, ale na przykład ta moja kuzynka Aneta, ona pochodzi z dość niewielkiej wsi i to była dla niej totalna egzotyka. Mówię wam, było mi aż wstyd, wszyscy się patrzyli na nią. Ale nieważne, to taka dygresja. I wtedy rozpoczął się film. Nieważne jaki tytuł, pewnie oglądaliście. Była kobieta i mężczyzna, zresztą pewnie to widzieliście. Różne takie perypetie, najpierw ona go odrzuciła, potem on do niej wrócił, wiecie. Wszystko działo się w Ameryce. Uważam, że z całego filmu najlepsze było, jak miał miejsce wypadek samochodowy. To znaczy autobusu z samochodem. Oni akurat jechali tym autobusem, ale jeszcze się nie znali. I wpadli na siebie, było to szalenie zabawne i nawet moja mama się śmiała, uważała, że to było bardzo zabawne. Najgorsza moim zdaniem scena, to gdy bohater i bohaterka idą ze sobą do łóżka. Rozumiecie. Kochają się ze sobą. Czułam się bardzo skrępowana, ponieważ siedziałam tuż obok mojego taty i dotykałam go ramieniem. Zdawałoby się, że on także czuł się skrępowany. Ciągle wydaje mu się, że jestem jego małą córeczką, że nie wiem nic o źle tego świata, o prawdziwym bagnie. I wiecie jak się skończyło?


Silny, wiesz, że Magda wyjeżdża? - mówi Kacper dość poważnie, patrząc na mnie.

Przepraszam, ale nie jestem w temacie - odpowiada mu Ala - mówicie o Magdzie? Mam jedną kumpelę Magdę, jest ze mną na roku, jest świetna z socjologii makrostruktur. Chociaż jest beznadziejną kujonką. Nazywa się Magda Stencel. Jej rodzice oboje są po prawie.

Nie, mówimy akurat o innej Magdzie - mówi jej Kacper powoli i wyraźnie, jakby znał jakiś inny obcy język, którym mówi się przez zęby. I boję się, że zaraz krew się poleje, że będzie dym, bo on powoli traci cierpliwość i dobre serce. Choć ona ma twarz na wskroś niewinną, jak gdyby błonę dziewiczą bezpośrednio nadrukowaną na twarzy.

Wiesz, Kacper, mam wrażenie, że źle się odżywiasz - mówi nagle Ala - jesteś jakiś nerwowy, wiecznie po prostu zdenerwowany. Wyluzuj się trochę, bo jesteś jakiś spięty, zupełnie rozedrgany. Z tej strony cię nie znałam.


Kacper rozgląda się nerwowo wokoło i mówi: idę siku, jak gdyby mówił: kara boska.

Wtedy ona skromnie spuszcza oczy na swoją skórzaną torebkę, wyjmuje chusteczkę higieniczną i ściera z blatu to, co się rozlało z koli i mojego piwa.

Słuchaj - mówi do mnie - Andrzej, bo ty się chyba nazywasz Andrzej, tak? Ja Ala. Chciałabym, żebyś mi jedną rzecz powiedział jak przyjaciel. Szczerze. Nawet najgorszą prawdę. Bo moim zdaniem najgorsza prawda jest lepsza niż najpiękniejsze kłamstwo. Czy Kacper ćpa?
Nie - odpowiadam. Patrzę, jak kiełbasa się smaży, jak powiewają flagi, jak przewracają się plastikowe kubki.
Żadnych narkotyków, serio? - mówi Ala nie do końca przekonana -ani ciężkich, ani lekkich? To dobrze, bo ja tego bagna nie uznaję. Wiem, że kilku moich znajomych z uczelni ma z tym coś niecoś wspólnego, ale nie zniosłabym, gdyby mój chłopiec nurzał się w takim upadku. Podobno to niszczy umysł, niszczy szare komórki, ludzie są po tym całkowicie chorzy, fizycznie i psychicznie wycieńczeni. Wchodzą w złe środowiska, wysprzedają z domu sprzęty. To jest okropne.

Ja pokazuję głową pośrednio między tak i nie, że się zgadzam z nią.

Ona na to tak: słuchaj, Andrzej, czy ty masz jakiś problem? Wyglądasz na kogoś przygnębionego, zdołowanego. Powiedz szczerze. Być może ci pomogę, jeśli będę umiała. Sama jestem po przejściach, niedawno zerwałam ze swoim chłopakiem. Byliśmy ze sobą dwa lata. Kwiaty, pocałunki, wiesz. Potem nagle koniec. Odeszłam. Chociaż on studiował stosunki międzynarodowe, może go znasz. Powiem ci szczerze, jak było. Bo z natury jestem osobą szczerą, spontaniczną i takich ludzi także cenię. Bez kompleksów, bez fałszywych tabu.
Ja pierdolę, myślę sobie.

I było między tak, ona mówi, że kiedy już mieliśmy półtora roku, taką rocznicę, on przyniósł kwiaty, wino. Ja się wkurzyłam, bo ani on, ani ja przecież nie piję. Wybacz, ale to bardzo osobiste. Chodziło, potem się okazało, o przysłowiowy dowód miłości. Ja mówię, kurczę, nie jestem przecież żadna puszczalska. Spytałam się go, czy moja czułość, moja bliskość mu nie wystarczy, bo jeśli nie, nie mamy o czym ze sobą rozmawiać. Pokłóciliśmy się wtedy dość ostro. Mogę mówić ci: Andrzej? No to do ciężkiej cholery, powiedz mi, Andrzej, czy to było z jego strony poważne, odpowiedzialne? On miał dwadzieścia jeden lat, ja dwadzieścia.

Słyszałeś legendę o nadgryzionym jabłku, które raz napoczęte gnije, robaczeje?
Wtedy coś mi przestaje grać. Mów, mów dalej - zachęcam ją i idę na chwilę do baru. Pytam, czy nie wiedzą, gdzie ten chłopak, co z nami siedział. Oni na to, że siedział z nami, a potem poszedł do toi-toia, a gdy wyszedł czekała na niego jakaś dziewczyna i razem gdzieś wyszli.

Ja mówię, jak wyglądała ta dziewczyna, z którą wyszedł. Oni że blond włosy długie i raczej elegancka suknia z tiulem i dekoltem, i mrugające lewe oko.

Ja wtedy od razu już wiem: Magda.
I kiedy tak wracam do stolika zupełnie od siebie, ona jest w tej samej pozycji niczym lakierem spryskana spikerka w dzienniku telewizyjnym i cały notujący skrzętnie naród poinformowuje akurat: bo ja nie jestem dziewczyną łatwą jak inne. I mam nadzieję, że się ze mną w tej kwestii. Andrzej, zgadzasz.
No - odpowiadam dość krótko i ponuro, gdyż po zdarzeniach ostatnich chwil przeszłem na minimal. Gdyż właśnie stwierdziłem, że nie. Właśnie, że nie. Ona może sobie mówić, co chce, może zacząć śpiewać piosenki wszystkie jakie zna włącznie z kolędami, z teledyskiem i tekstem płynącym pod spodem. Może wymienić wszystkie swe grzechy począwszy od pierwszej klasy szkoły podstawówki, podając ilość i stopień zaawansowania oraz biorąc pod uwagę stosunek częstotliwości do przyrostu masy ciała. Bo ona może teraz wszystko. Może powiedzieć przebieg swej operacji wyrostka i stadia eliminacji swych zębów mlecznych na rzecz zębów stałych. Może, proszę bardzo. A ja będę tylko patrzył. Ładna jest średnio, choć ewentualnie może być. Ewentualnie mogę odwrócić głowę i spojrzeć gdzie indziej, w razie co na meble, widok z okna. Te włosy to hoduje prawdopodobnie począwszy od Pierwszej Komunii Świętej, a zetnie dopiero po ślubie, by krewni dostali cynk o jej szczęśliwym pożyciu małżeńskim. Powiedziawszy szczerze, pewien rodzaj niesmaku mnie bierze na samą myśl, gdyż wiem, że to mi przyjdzie z trudem, z wysiłkiem, niczym miałbym zabierać się za własną matkę lub gorzej: użytkować jakieś niezidentyfikowane ptactwo domowe, niedogotowany drób. Gdyż dziewczyna ta ma aparycję siną i niezdecydowaną, co mnie niesmaczy, co mnie irytuje.

Więc w związku z tym staję się dość opryskliwy i oschły, i odnośnie właśnie swych przemyśleń na temat jej sinawego wyglądu chcę jej zrobić jakąś kąśliwość, uszczypliwość.

Ty mieszkasz w piwnicy? - zagajam niby że na poważnie. Gdyż tak czy inaczej, czy będę owijał w bawełnę, jesteś ładna i piękna, czy też nie, i tak będę ją miał, i to jest nieuniknione, nie ma bata.

Kacper, owszem, odebrał mi Magdę. I choć jest to absurd, choć jest to czyste chamstwo bez domieszek, bez erzacu i masy tabletkowej, stuprocentowe chamstwo bez cukru i barwnika, choć jest to dla mnie całkowity szok, upadek, gwałt na światopoglądzie, to ja i tak wyjdę na swoje i jeszcze z nadwyżką. I wtedy tak sobie liczę szeptem na palcach. On teraz puka Magdę, to jest dla niego plus jeden. Ale Magda każdemu da, to jest dla niego minus półtora. Ja puknę mu Alę, choć to jest dla mnie minus jeden za jej wygląd. Ale za to, że ona nie dawała jakiemuś palantowi dwa lata plus za to, że w ciągu kilku dni nie udało się jej Kacperowi ani jeden raz puknąć, to za to jest plus trzy dla mnie.


Ona patrzy jakby zaskoczona i mówi: w piwnicy? Skądże przyszło ci to do głowy? Mój tata jest nauczycielem, a moja mama także nauczycielką. Mieszkamy w domku jednorodzinnym nieopodal. Cieszę się, że nie mieszkam na wielkim osiedlu. W ogóle to trochę może infantylne, ale hoduję papużki faliste. Ten inteligentny i towarzyski ptak pochodzi z Australii i żyje tam w dużych stadach, w Polsce papużka falista jest najpopularniejszą papugą pokojową. Jest niewielka, nieuciążliwa w hodowli, a samca z łatwością możesz nauczyć naśladowania różnych dźwięków. Może to się wydać dość monotonne, ale klatkę trzeba sprzątać codziennie.

Ja wtedy, gdy tak słucham tych jej morskich opowieści, już postanawiam przystąpić do zmasowanego ataku, najazdu, nalotu, desantu. To mówię jej, że jest bardzo oczytana, choć kiedy to wypowiadam, to brzmi to bez mała jak gdybym mówił, iż niech się nie obraża, ale chcę ją zabić.


Dzięki - mówi ona - dzięki Andrzej, ale powiem ci jak koledze, wbrew temu co czujesz, pozostańmy na razie przyjaciółmi. Nie chciałabym zapoznawać nowych chłopców, zanim wszystko się nie ułoży. Ale to nie znaczy, że nie możemy zostać dobrymi kolegami. Notabene mam takie małe pytanie, czy widziałeś gdzieś Kacpra?

Wtedy ja wytaczam kamienie i karabiny przeciwko kasztanom, ciężkozbrojna mściwa armia najeźdźców z rozpędu wdeptuje Ali w same centrum stopy w sandale ortopedycznym.

Widzisz... - tak mówiąc, patrzę raz w nią, raz w swój pokal pusty. I choć jest taka jakaś, że nie należy jej dotykać kijem przez ubranie, bo można się zarazić zarówno tą groźną chorobą toksyczną bluzką typu golf, jak i jakimś niewspółwymiernie gorszym syfem, to wiem, iż musze, bo taki jest mój do niej stosunek jako płci męskiej w wieku rozrodczym. Więc mówię tak, dość smutny i jakby skrępowany: widzisz, Ala, czy mogę tak mówić: Ala? Ciężko mi to mówić, lecz muszę być szczery wobec takiej dziewczyny jak ty. Kacper jest poszukiwanym przestępcą gwałcicielem kobiet. „Wampir z Zagłębia II”, film erotyczny USA, koniec kropka. Totalna aberracja, nienaturalne odchylenie dżordża w kierunku kobiet bezbronnych i czystych jak ty. Tyle do gadania, gdyż to nie jest sprawa na pogaduszki przy piwie i słone paluszki. To nie są już przelewki, to nie jest już nagana dyrektora i kara administracyjna dziesięć złoty w ratach.
Widzę całoliniowe zszokowanie i raptowny uwiąd jej twarzy w kierunku podłogi. No to daję dalej, triumfalny przejazd armii męsko-męskiej po palcach dziewiczych złudzeń. Drzewiec sztandaru wbity w sandał ortopedyczny, międzynarodowy dżordż łopocze dumnie na wietrze i pokazuje fakju.
Wiesz, Ala, przykro mi to mówić. Niby taki Kacper. A dziesięć lat w zawieszeniu, komornik, nieuregulowany stosunek do służby wojskowej, alimenty na terenie całego kraju. Produkcja lewych dzieci pozamałżeńskich na każdym kroku. Gdzie on nie stanie, tam zrobi bezpańskie dziecko na przebitych numerach. Z rozpędu. Widziałaś jak szłaś do toi-toia, iż patrzał się wtedy na ciebie tak, iż ja od kiedy tylko cię ujrzałem pierwszy raz, przeczuwałem, że on chce od ciebie tylko jednego, a czego, to i ja i ty wiesz.
I po przedstawieniu na tematy martyrologiczne, wiersz o ofiarach powstania wyrecytowany, można usiąść, spokojnie zapalić. Całkowicie z siebie zadowolony wyjmuję sobie fajkę. Ala całkowicie porażona patrzy na mnie jakby co najmniej przeczytała na gazetce ściennej w klatce schodowej, gdy wchodziła do domu, że jutro własnoręcznie umrze i od decyzji nie ma odwołań. Nagle śmieje się dużymi literami i mówi coś w stylu, że jestem prawdziwie niesmaczny.
Ty się możesz śmiać, lecz ja mówię poważnie - stwierdzam dość ponuro. Są na to dowody, jest wiele dowodów, wiele kobiet płacze o niego późną nocą. Przynajmniej dziesięć w tym mieście, sto w Polsce, w tym pięćdziesiąt ruskich. Gdyż on jest zwykłym za przeproszeniem zboczeńcem, nosicielem skutecznie skrywanych dewiacji, niby zostańmy przyjaciółmi, zostańmy przyjaciółmi, a w rzeczywistości chodzi mu tylko o jedno i to samo, wiadomo zresztą o co.

Ty tak żartujesz chyba, Andrzej... jaja sobie ze mnie robisz... - ona mówi, choć lepiej by tego nie mówiła, bo jak to mówi, to robi się blada i wygląda wtedy jeszcze gorzej, niż kiedykolwiek, niczym wyprane gruntownie i wypłukane z rysów twarzy i znaków szczególnych swoje własne zdjęcie legitymacyjne. Ze spinką „Zakopane 1999” niczym zwichrowaną zszywką, co trzyma się ostatkiem sił.


No mówię ci i jestem tego tak na bank pewien, jak swego imienia, nazwiska i nazwiska panieńskiego swej matki - odpowiadam jej smutnie. Wiem to z pierwszej ręki. dobrze iż poszedł. Zostaliśmy sami, możemy spokojnie porozmawiać. A on swe fabrykę nieślubnych dzieci pozamałżeńskich niech urządzi gdzie indziej, w dziewczynie głupiej i łatwej, nie tak jak ty. Bo on nie jest ciebie warty - dodaję już w ramach fantazji erotycznych, gdyż wiem, że przydusiłem odpowiedni guzik i domino ruszyło.
Dobre sobie! - ona mówi i patrzy przed siebie, pijąc z butelki po wodzie, choć już od dawna to wypiła. Gdybym powiedziała to mojej mamie, to bym do dwudziestego pierwszego roku życia miała zakaz wychodzenia z domu. Ba, może nawet wyglądania przez okno. Ciągle nie mogę uwierzyć, że ten łajdak tak perfidnie chciał mnie skrzywdzić, może nawet wywieźć do Niemiec. Był dla mnie czuły, przyjemny. Owszem, parę razy chciał mnie częstować papierosem. To powinno mi było dać do myślenia, bo kobiety przecież nie palą. Dym tytoniowy zabija nienarodzone niemowlęta, zabija krwinki w krwi, działa destrukcyjnie względem układu oddechowego. Statystyki mówią same za siebie i tobie, Andrzej, także bym radziła niezwłocznie rzucić to świństwo w przysłowiową cholerę. Zgaś zanim sam zgaśniesz. Wybacz, ale opowiem ci pewną anegdotę, która powinna ci dać sporo do przemyślenia swojej postawy. Mój tata też kiedyś palił i to był z jego strony błąd. Miała taka sytuacja miejsce przez dwadzieścia łat, aż pewnego dnia zachorował. Ni z gruszki, ni z pietruszki. I nic nie pomogło, ani bańki, ani witaminy, trzeba było ostatecznie podać antybiotyk. Od tego czasu powiedział sobie: nie. Dłużej nie będę się truł, mam żonę, mam dwie wspaniałe córki. I rzucił. Od tego czasu codziennie je landrynki. Miętusy. Mama niezadowolona, bo to wychodzi dosyć drogo. Nawet kupując w hurcie.
Wtedy ja rozglądam się chwilę, jest szesnasta. No to zdążymy jeszcze tu wrócić zanim rozlegną się światła i Magda powie co myśli na temat swej ulubionej pogody. A wtedy będzie już po wszystkim, po całym zasranej wojnie na pożądanie żony bliźniego swego, na wydolność dżordża i biegłość w zaciskaniu oczu. A wynik tej wojny jest już wszystkim znany. Ja - plus dwie dioptrie, a Kacper - minus pół.

Wtedy ja wyciągam rękę z kieszeni i niby że przypadkiem przekładam ją przez stół, przypadkiem niechcąco odgarniając z twarzy Ali włosy. Z miejsca udaję, iż łapię się na tym wręcz podświadomym geście i cofam swe rękę, ukradkiem pod stołem obcierając ją z wszystkich zarazków i pierwotniaków, jakie mogły na mnie z tej dziewczyny przejść i mnie obpełznąć całego, złożyć w mych dżinsach śliskie jajeczka. Z których za kilka dni wylęgną się najpierw okulary w pozłacanej oprawce, potem krzyżyk na łańcuszku, a na koniec wypełznie bluzka typu golf, co będzie już oznaczało śmierć i natychmiastowy mój zgon.



Idziemy do mnie - mówię dość obrażony, gdyż ta historia z krwiopijczymi zarazkami i insektami mnie rozsierdzą, a jakby tego było mało, przypomina mi się, co za impreza iście satanistyczna jest u mnie na mieszkaniu z orałem, analem i krwią, i przychodzi mi myśl, czy przypadkiem Izabela nie wróciła i nie zmarła na sam widok swojego tapczana. Lub lepiej może do ciebie - dodaję więc szybko.

Pobieranie 0.75 Mb.

Share with your friends:
1   ...   6   7   8   9   10   11   12   13   ...   16




©operacji.org 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna