Dorosłe dzieci alkoholikóW


Dorosłym dzieciom alkoholików trudno się bawić



Pobieranie 461.17 Kb.
Strona8/9
Data29.10.2017
Rozmiar461.17 Kb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9

Dorosłym dzieciom alkoholików trudno się bawić

To dziecko w nas cieszy się i wie, jak się bawić. A skoro było ono tłumione przez tak długi czas, trzeba je odkryć i rozwinąć. Trzeba, abyś był dzieckiem, którym nigdy nie byłeś.

Pewien przyjaciel zaprezentował kiedyś nieco żartobliwie pomysł z dzieckiem do wynajęcia. Powiedział, że są takie rzeczy, które lubią robić dorośli, a które są o wiele zabaw­niejsze, jeśli towarzyszy im dziecko. Jedną z takich rzeczy .jest wędkowanie, więc on chciałby wynająć i zabrać ze sobą rudego i piegowatego dzieciaka. Również w wesołym miasteczku chciałby mieć ze sobą jakieś dziecko, żeby nie wyglądać głupkowato na diabelskim młynie.

Ten człowiek lubi też huśtać się na huśtawce. Ale sami wiecie, co mówiliby ludzie widząc dorosłego na huśtawce albo w piaskownicy. Jeśli natomiast ma się ze sobą dziecko, zyskuje się uznanie jako dobry rodzic albo osoba, która lubi dzieci. Dzieci wiedzą, jak się bawić.

Więc jeśli chcesz się uczyć, spędzaj czas z dzieckiem, które wie, jak się bawić. Zrób parę tych dziecinnych rzeczy, których nigdy nie próbowałeś. Jaką fantazję miałeś w dzieciństwie? W jaką grę chciałeś się bawić, a nigdy się nie bawiłeś? Teraz nadszedł czas, by zacząć się bawić.

Im więcej masz wiary w siebie, tym mniej będziesz się bał, że możesz wypaść głupio. Może będziesz musiał nauczyć się odprężać i nic nie robić. Po prostu przeznacz jakiś czas dla siebie bez nastawienia, że każda chwila musi być spędzona produktywnie. Jak na ironię, może będziesz musiał to zaplanować. Zarezerwuj sobie ten czas wcześniej, żebyś nie spędził go rozmyślając o wszystkich tych głupich rzeczach, które chciałeś zrobić i nigdy do tego nie doszło. Ja osobiście potrafię świetnie się bawić, ale nie wychodzi mi rozkręcanie zabawy. Ponieważ nie umiem wymyślać rzeczy, które będą zabaw­ne, przebywam w towarzystwie osób, które to potrafią. Nic dziwnego, one nie są dorosłymi dziećmi alkoholików. Jednakże muszę przyznać, że jest weselej, jeśli się przyprowadzi ze sobą kilku z was, moi drodzy. Kiedy sobie odpuścicie i jesteście oszołomieni tym, jak dobrze się bawicie, wtedy my, pozostali cieszymy się jeszcze bardziej. To ogromnie cenna rzecz, jeżeli można dzielić z drugą osobą owo „acha!” przy pierwszym takim doświadczeniu.


  • Dorosłe dzieci alkoholików traktują siebie bardzo poważnie

Oprócz braku doświadczenia jedną z przyczyn, dla których tak trudno ci się bawić, jest fakt, że traktujesz siebie zbyt serio. Ażeby przezwyciężyć tę trudność, musisz oddzielić siebie od tego, co robisz. Musisz oddzielić siebie od swoich obowiązków, takich jak na przykład praca. Nie musisz być tym, co robisz. Kluczową sprawą jest brać na serio swoją pracę, ponieważ jest istotna i ważna, ale nie brać siebie zbyt serio. Praca to jeszcze nie cały ty.

Dobrym sposobem, aby zacząć oddzielać siebie od swoich zajęć, jest ułożenie harmonogramu. Jeśli twoja praca powinna trwać od 9 do 17, wyjdź o 17. Przesiadywanie do 19 nie spowoduje, że będziesz bardziej produktywny, a na dłuższą metę obniży twoją efektywność. Może też mieć negatywny wpływ na twoje życie.

Pewna moja pacjentka pracowała społecznie w szpitalu, zajmując się z wielkim zaangażowaniem nieuleczalnie chorymi. Spełniała również posługę rozdawania Komunii Św. obłożnie chorym. Spędzała mnóstwo czasu w służbie Bożej i wspierając ludzi wokół siebie. Kiedy przyszła do mnie, była bliska wypalenia.

Nie chciała zrezygnować ze swojej pracy, ponieważ uważała ją za ważną i produktywną. Czuła również, że jest to część tego, kim jest. W zasadzie zgadzałam się z nią, tak więc musiałyśmy znaleźć sposób, który pozwoliłby jej radzić sobie z taką pracą, a jednocześnie zostawiałby jej czas dla siebie.

Wiedziała już wcześniej, co robić z wolnym czasem. Była utalentowana muzycznie, lubiła teatr, była bardzo wysportowana i miała wielu przyjaciół. Wymyśliła wiele sposobów na to, jak wykorzystać swój wolny czas, ale dziwnym trafem były to tylko słowa.

Ułożyłyśmy zatem bardzo elastyczny plan. Postanowiła ona, że będzie robić tak dwa razy w tygodniu, tzn. spędzać przedpołudnie na pracy, a popołudnie na zabawie. W ten sposób mogła poważnie podchodzić do swojej pracy, a jednocześnie mieć czas dla siebie. Dopiero teraz mogła robić wszystko to, co chciała.

Tobie również potrzeba świadomego planowania, ażeby zacząć oddzielać siebie od swoich działań. Nie stanie się to samo przez się. I nie wydaje się, żeby pomogło to, że sobie powiesz: „Mam zamiar zmniejszyć ilość godzin pracy. Zmienię się”. Trzeba być bardziej konkretnym.

Musisz mieć inne rzeczy, o których będziesz myślał i które będziesz robił, aby twoje życie stało się pełne. W przeciwnym razie dojdzie do jego zawężenia i ograniczenia, i będzie ci o wiele trudniej funkcjonować. Z tego powodu również będziesz o wiele mniej interesującym człowiekiem. Co robisz dla siebie? Lub może konkretnie, co zrobiłeś dla siebie dzisiaj?



  • Dorosłym dzieciom alkoholików trudno nawiązywać bliskie kontakty

Ta cecha ma wiele aspektów. Po pierwsze – dorosłe dzieci alkoholików po prostu nie wiedzą, w jaki sposób zapewnić sobie zdrowy, bliski związek. Przeszkadza w tym twój lęk przed bliskością, przed dopuszczeniem do siebie kogokolwiek. Częściowo jest to lęk przed nieznanym. Co to takiego? Na czym polega? Intymność zakłada bliskość. W jaki sposób się zbliżyć? Co składa się na zdrowy związek?

Pamiętaj, że zdrowe związki nie tworzą się z dnia na dzień. Składa się na nie wiele elementów i wszystkie trzeba dzielić z drugą osobą. Jest ważne, abyś wchodząc w jakiś związek, zaoferował swojemu partnerowi to, co chciałbyś, aby on zaoferował tobie.

Stopień bliskości zależy od zdolności dzielenia się – od tego, jak wiele każdy z partnerów jest skłonny dać. Jest to w efekcie kontrakt, który sprawdza się najlepiej, kiedy się go rozumie i ogłasza. Kontrakty często bywają ukryte, ale trzeba znaleźć sposób na ich ugłośnienie.

Kilka składników ma zasadnicze znaczenie dla zdrowego związku. Sprawdzają się one niezależnie od tego, czy druga osoba to ukochany, rodzic, dziecko, przyjaciel, współmałżonek czy nawet pracodawca bądź współ­pracownik.

Forma czy stopień może się jednak zmieniać zależnie od natury danego związku. Przedstawiony poniżej wykaz nie próbuje określić kolejności ani hierarchii ważności. Istotne jest, aby wszystkie one występowały w związku i aby były odwzajemniane. Nie da się utrzymać zdrowego związku, jeżeli będzie w nim brakowało choćby jednego z tych składników.

Jeszcze raz, pamiętaj, że bliskość jest określona przez to, w jakim stopniu partnerzy są gotowi pracować nad każdym z tych kryteriów. W pewnych typach związków ma to większe znaczenie i lepsze zastosowanie niż w innych.

Czytając tę listę może będziesz chciał przyjrzeć się każdemu z jej składników pod kątem twoich własnych związków z ludźmi. Czy wszystkie w nich występują? Okaże się wówczas, dlaczego niektóre twoje związki są bardziej udane od innych. Jeżeli któregoś z tych składników będzie brakować, może to oznaczać wyrwę w całym związku.

PODATNOŚĆ NA ZRANIENIE– Na ile jestem skłonny zrezygnować z własnych barier? W jakim stopniu jestem gotów pozwolić drugiej osobie wpływać na moje uczucia?

ZROZUMIENIE – Czy rozumiem drugą osobę? Czy rozumiem, o co jej chodzi, kiedy coś mówi lub robi?

EMPATIA – W jakim stopniu potrafię pozwolić sobie na odczuwanie tego, co on lub ona czuje?

WSPÓŁCZUCIE – Czy jestem zdolny do szczerej troski o sprawy, które martwią drugą osobę?

SZACUNEK – Czy traktuję drugą osobę jako kogoś wartościowego?

ZAUFANIE – Do jakiego stopnia i na jakich poziomach jestem skłonny umożliwić drugiej osobie dostęp do informacji na swój temat, co do których nie chciałbym, aby wszyscy je znali?

AKCEPTACJA – Czy akceptuję siebie takim jakim jestem? Czy tak samo akceptuję partnera?

UCZCIWOŚĆ – Czy ten związek opiera się na prawdzie, czy raczej jest uwikłany w gry?

POROZUMIEWANIE – Czy potrafimy rozmawiać z łatwością o sprawach, które są ważne dla naszego związ­ku? Czy wiemy, jak to robić, żeby się rozumieć i żeby związek rozwijał się dzięki dzieleniu się?

ZGODNOŚĆ – Do jakiego stopnia lubimy te same rzeczy i nie lubimy tych samych? Na ile jest to ważne, czy różnimy się w pewnych nastawieniach i przekonaniach?

INTEGRALNOŚĆ – Na ile jestem w stanie pozostać sobą, a zarazem ofiarować siebie drugiej osobie?

UWAGA – Czy jestem wyczulony na potrzeby drugiej osoby jak na swoje własne?

Ludzie, z którymi rozmawiałam, dzieląc się spostrze­żeniami na ten temat, wymieniali powyższe cechy jako zasadnicze dla zdrowego związku. Te właśnie składniki go tworzą.

Fundamentem zdrowego związku i podstawową przes­łanką, na której opiera się wszystko inne, jest: „Czy jestem spostrzegany i czy sam spostrzegam drugą osobę rea­listycznie? Czy potrafię widzieć, jaka jest? Czy ona potrafi widzieć mnie takim, jakim jestem?”

Jeśli brakuje ci realizmu, inne cechy nie mają znaczenia. Nie liczą się i nie są ważne. Umiejętność realistycznego postrzegania partnera oraz bycia widzianym przez niego w podobny sposób, ma zasadnicze znaczenie dla zdrowia związku bez względu na jego rodzaj. Mato być może więk­sze znaczenie niż odmienna historia życia, ponieważ ina­czej będziesz reagować w sposób sprzeczny z budowaniem dobrego związku.

Jeżeli jesteście realistami, ty i twój partner, to jesteście w stanie rozmawiać o swoich problemach i uczyć się na nich, co może zbliżyć was do siebie. Jeśli natomiast zwią­zek opiera się na fantazji, może okazać się nie do utrzy­mania.

Na przykład, dorosłe dzieci alkoholików boją się tego, że zostaną porzucone. Kiedy powstaje jakiś problem, wpadają w panikę, tak że problem ten bardzo rzadko bywa dyskutowany. Jeżeli jesteś z kimś, kto potrzebuje dystansu, a ty wpadasz w panikę, będzie to wyjątkowo destrukcyjna sytuacja. Spróbuj powiedzieć partnerowi: „Mój problem polega na tym, że wpadam w panikę, kiedy zaczyna się konflikt pomiędzy nami. Trudno mi nawet przyjrzeć się temu, o co poszło. Wiem, że ty reagujesz inaczej, ale obiecaj mi, że nawet jeśli złości cię moje zachowanie, upewnisz mnie, że mnie kochasz. W ten sposób będziemy mogli wrócić do przyczyny konfliktu”.

W zdrowym związku o takich reakcjach się rozmawia. I powinno się rozmawiać zawczasu, żeby kiedy się pojawią, widzieć je takimi, jakimi są naprawdę. Już samo omawianie rozproszy nieco lęk przed porzuceniem. Wtedy będziesz mógł powiedzieć: „Więc jaki to problem mieliśmy, zanim wpadłem w panikę?”

Wiele problemów, które się pojawiają w każdym związku, wiąże się ze stosunkiem do samego siebie. Często ukrywają się one pod maską problemów między partnerami i mogą również je powodować, a nawet zniszczyć związek. Oto kilka przykładów.

Cheryl jest dorosłym dzieckiem rodziców, którzy obydwoje byli alkoholikami. Dobiega kresu jej dziesięcioletnie nieudane małżeństwo, łączy ją głęboki, pełen miłości związek z pewnym młodym człowiekiem. Jest to najzdrowszy ze znanych jej związków. Jednym z jej problemów jest to, że on chce ją dotykać. Chce ją przytulać i okazywać uczucia przez kontakt fizyczny, a ona cofa się przed tym. Na dotykanie reaguje prawie ze wstydem, chociaż czasami jest inaczej. Wydawało się, że jej reakcja była przesadna, ponieważ on nie wymuszał niczego. Był skłonny dać jej tę przestrzeń, która jej była potrzebna, jak również czas dla siebie.

W swoich żądaniach nie był natarczywy, ale potrzebował jej dotykać i chciał przez dotyk wyrażać swoje uczucie do niej. Sam wychowywał się w rodzinie, gdzie okazywano uczucia przez kontakt fizyczny. Jej negatywne reakcje były źródłem poważnych problemów w ich związku. Ponieważ było jasne, że Cheryl reaguje nadmiarowo, musiałyśmy przyjrzeć się historii jej życia, żeby stwierdzić, dlaczego się tak dzieje.

Stało się to niespodziewanie, kiedy jej matka przyszła ją odwiedzić. Zjawiła się około południa, zaczęła pić i trwało to całe popołudnie. Upijając się coraz bardziej, coraz mocniej nalegała, żeby córka ją dotykała: „Proszę, dotknij mnie, obejmij mnie. Chcę tylko, żebyś mnie objęła”. Cheryl powiedziała: „Zrobiłam to, o co matka mnie prosiła, ale zrobiło mi się niedobrze. Robiła tak zawsze, odkąd byłam dzieckiem”.

Kiedy mi to opowiedziała, stało się zupełnie jasne, skąd wzięła się jej awersja. Przestała być wielką, mroczną tajemnicą i teraz mogłyśmy już zacząć pracę nad jej pokonaniem. Opowiedziała wszystko Ivanowi. Musiała mu powiedzieć, że jej reakcja nie ma nic wspólnego z nim, natomiast wynika z faktu, że jest ona dzieckiem alkoholiczki. Już samo to rozładowało nieco sytuację i dopiero teraz mogliśmy zacząć pracę nad zmianą jej reakcji na zachowanie Ivana. Gdyby nie byli w stanie o tym rozmawiać i gdyby w ich relacji brakowało jakichś elementów zdrowego związku, a zwłaszcza umiejętności realistycznego widzenia siebie nawzajem, z powodu tego problemu ich układ mógłby się rozpaść.

Kelly również pracuje nad nowym związkiem i jest zdecydowana, że będzie to związek dobry i zdrowy dla niej i dla jej partnera. Kelly, która jest pielęgniarką, zaczęła terapię z tym podstawowym zadaniem. Będąc dzieckiem dwojga alkoholików nigdy nie widziała zdrowego związku i sama w żadnym nie była. I czuła, że pozostawiona samej sobie nigdy nie będzie. Jej przyjaciel, lekarz, życzliwy i zaangażowany, jest skłonny pracować nad budowaniem dobrego związku, chce z nią dzielić życie.

Pewnego wieczoru powiedziała: „Stało się. To już koniec. Skończyłam z nim. Nie chcę go więcej widzieć. Myślałam, że może się nam uda, ale teraz widzę, że to niemożliwe”. „Co się stało?” – zapytałam. Odpowiedziała: „W zeszłą śro­dę wieczorem rozmawialiśmy o wyjściu gdzieś na kolację i postanowiłam, że nie mogę pójść, ponieważ naprawdę muszę wysprzątać dom. Jeśli raz coś przyjdzie mi do głowy, to koniec. Wiedziałam, że nawet jeśli pójdę z nim na kolację, to i tak nie będę się dobrze bawić, bo myślami będę przy sprzątaniu mieszkania. Więc powiedziałam: „Zobaczymy się jutro, mam zamiar zostać w domu i posprzątać miesz­kanie”. Godzinę później zjawił się u mnie z butelką Lestoil i jakąś chińską potrawą. Powiedział: „Wiedziałem, że i tak będziesz musiała coś zjeść i pomyślałem, że mógłbym ci pomóc posprzątać mieszkanie”. „Czy możesz sobie coś takiego wyobrazić? – powiedziała – wściekłam się jak chyba jeszcze nigdy w życiu”. Odparłam: „Mnie się wydaje, że postąpił bardzo ładnie; chciał spędzić czas z tobą i nie chciał stracić tej okazji”.

Odpowiedziała: „To właśnie powiedział. Powiedział: Wiedziałem, że i tak będziesz musiała coś zjeść i chciałem ci pomóc posprzątać mieszkanie, jeśli musisz to zrobić. Jest mi wszystko jedno, co robię, dopóki jestem z tobą”. Powiedziałam jej, że uważam, iż zrobił wspaniałą rzecz. Więc zaczęłyśmy przyglądać się temu, dlaczego trudno jej przyjąć jego życzliwość. Nigdy jej nikt nie powiedział: „Chciałbym ci pomóc. Pozwól mi to zrobić dla ciebie, bo zależy mi na tobie”. Takie doświadczenie było jej obce. Kiedy była mała, chodziła żebrać po ulicach, ponieważ był to jedyny sposób, aby władze nie dowiedziały się, że dzieci są zaniedbane i aby uchronić siebie i brata przed domem dziecka. Dobroć jej przyjaciela nie pasowała do jej układu odniesienia, więc zamiast ją zaakceptować, rozgniewała się.

Kiedy o tym porozmawiałyśmy, trochę lepiej zrozumiała pobudki jego postępowania. Wciąż jeszcze trudno jej przyj­mować jego życzliwość, ale już potrafi wytłumaczyć swoją reakcję, mimo że dla niego nie miała ona większego sensu. I byłaby niezrozumiała dla każdego, kto nie wie, jak to jest być dorosłym dzieckiem alkoholika.

Bardzo miłe młode małżeństwo przyszło do mnie, ponieważ mieli kłopot, z którym nie potrafili sobie poradzić. I tutaj znów istotny był fakt, że żona była dorosłym dzieckiem alkoholika. Mężczyzna miał niebezpiecznie wy­sokie ciśnienie krwi wywołane stresem związanym z zamierzoną zmianą pracy, co było u niego chorobą rodzinną. Lekarstwo, jakie przepisał mu lekarz, miało wiele skutków ubocznych, więc wolał go nie zażywać. Żeby móc obejść się bez tego lekarstwa, powinien nie tłumić takich uczuć jak złość, zaczął więc wyrażać ją w sposób nieszkodliwy. Zamykał okna samochodu i krzyczał na swojego szefa lub na innych kierowców na drodze. Miał te ataki wściekłości, kiedy nie trzeba było otwierać okna. Jego wrzaski były nieszkodliwe dla innych, a zdrowe dla niego, ponieważ utrzymywały ciśnienie na odpowiednim poziomie.

Jego żona jednak zareagowała bardzo źle. Powiedziała: „Nie chcę, żeby tak się zachowywał. Wrzeszczy w samo­chodzie bez przerwy. Wrzeszczy ciągle po całym domu. Wiem, że nie skrzywdzi nikogo, a mimo to nie mogę tego znieść. Po prostu nie potrafię tak żyć”.

On postanowił, że woli nie robić nic, co mogłoby wytrącić ją z równowagi czy zranić, więc raczej przestanie krzyczeć. Nie kwapił się też, żeby jej powiedzieć, że krzyk jest dla niego zdrowy. Ona ciągle mówiła: „Nie obawiaj się powiedzieć mi, co czujesz.” Ale był w tym wyraźny podwójny komunikat: nie bój się powiedzieć mi co czujesz, o ile czujesz to, co ja chcę abyś czuł.

Przyjrzeliśmy się temu. Co to oznaczało? Ona powie­działa: „Nie boję się go. Wiem, że mnie nie skrzywdzi. Co do tego nie mam wątpliwości. Nie rozumiem, o co tu chodzi”. I nagle przypomniała sobie czasy, kiedy jej matka –alkoholiczka – zachowywała się tak jak obecnie jej mąż. Wpadała w szał, krzyczała i wrzeszczała, waliła w drzwi bez żadnego wyraźnego powodu. Było to przerażające dla małej dziewczynki, dla której matka była przecież źródłem poczucia bezpieczeństwa.

Kiedy owa kobieta słyszała, jak wyżywa się jej mąż z powodu doświadczeń z dzieciństwa zareagowała prze­sadnie. Teraz, kiedy wiedzą, skąd to się bierze, mają więk­sze szansę, żeby z tym walczyć. Mogą o tym rozmawiać i rozwiązać tę kwestię.

Jednym ze zjawisk zachodzących w małżeństwach, które starają się wypracować zdrowe, bliskie relacje, jest to, że kiedy proces ten już raz się zacznie, ma swoją własną dynamikę. Oboje naprawdę zaczyna cieszyć odkrywanie siebie samych i partnera. Stają się odpo­wiedzialni nie tylko za związek, ale również za samych siebie i z biegiem czasu zaczynają coraz bardziej siebie doceniać. Małżeństwa, które zaczynają pracować nad takimi umiejętnościami, nawet jeżeli zrobią to bardzo późno, są w stanie ukształtować wartościowe relacje. Komunikowanie się ze sobą zaczyna być dla nich źródłem radości, stwierdzają, że do tej pory po prostu nie wiedzieli, jak to robić. Wiedza ta daje im to, czego potrzebują, by rozwijać się razem, by nawzajem coraz więcej sobie dawać i wzbogacać się jako osoby.

Jeżeli twoje obawy w tworzeniu bliskiego związku dotyczą sfery seksualnej, wynikają one najczęściej z braku informacji. Lekarstwo jest nie skomplikowane. Istnieje kilka bardzo dobrych podręczników na ten temat. Wiele z nich omawia zagadnienia współżycia od strony techniki. Dlaczegóż by ich nie przeczytać, żebyś mógł zapoznać się z różnymi technikami uprawiania miłości?

Fizyczne kontakty z drugą osobą opierają się nie tylko na znajomości technik współżycia, którą łatwo nabyć, ale są aspektem związku rozumianego szerzej. Kontakt fizyczny jest jedną z form porozumiewania się. Wszystkie cechy, które posiada dorosłe dziecko alkoholika, mogą mieć wpływ na życie seksualne. Jakość relacji seksualnej jest symptomatyczna dla wszelkich innych aspektów danego związku.

Kiedy rozwijasz się jako osoba i potrafisz lepiej funkcjonować w związku na różnych płaszczyznach i poziomach, również w życiu seksualnym nauczysz się porozumiewać w sposób bardziej satysfakcjonujący. Układ seksualny jest tylko jednym z elementów całego obrazu. Jak wszystko inne ma swoje określone miejsce.

Twoja niepewność co do ról mężczyzny i kobiety, co do męskości i kobiecości i stosowności twojego zachowania wobec płci przeciwnej, to sprawy, które absorbują wszystkich. Nie są to problemy wyłącznie dorosłych dzieci alkoholików. Żyjemy w czasach, kiedy wszelkie normy stały się bardzo niejasne. Formy tradycyjne nabierają mocy, a mniej tradycyjne tracą na znaczeniu. Mimo takiego trendu właściwie wszystko uchodzi. Wszystkie te normy funkcjonują jednocześnie. Więc jeśli czujesz się zagubiony, jesteś w bardzo dobrym towarzystwie.

Były czasy, kiedy role mężczyzny i kobiety były wyraźnie określone. Tak było w miejscu pracy, w domu i w sypialni. Już tak nie jest, a definicje ulegają zmianie.

Jedyny sposób, aby być pewnym, kim się jest, to dowiedzieć się, co ci służy. W zasadzie to wyczerpuje przesłanie tej książki. Dowiedz się, kim jesteś, poczuj się z tym dobrze i bądź gotów zgodnie z tym działać. W ten sposób zintegrujesz się w całość. Wszystkie aspekty twojego życia będą zdrowe. I będziesz wolny.



  • Dorosłe dzieci alkoholików przesadnie reagują na zmiany, na które nie mają wpływu

Na pierwszy rzut oka dorosłe dzieci alkoholików robią wrażenie bardzo nieustępliwych. Wygląda na to, że chcą, by wszystko działo się zgodnie z ich wolą i nie inaczej. Częściowo rzeczywiście może tak być, jednak często jest to tylko powierzchowne wrażenie. Sprawy, do których bardzo łatwo przystosować się innym ludziom, są wielkim problemem dla dorosłego dziecka alkoholika.

Pamiętam jak Martha niemalże się załamała, kiedy plany pójścia do miasta, w ostatniej chwili spaliły na panewce, ponieważ jej przyjaciele postanowili robić co innego. To była duża sprawa. Joan wybuchła płaczem, ponieważ ktoś się spóźnił. Spóźnienie było niewielkie, lecz sam fakt wyzwolił taką reakcję. Któregoś razu innej dorosłej córce alkoholika przypadkiem wyłączono telefon. Doszła ona wtedy do wniosku, że to za karę, co było dla niej .druzgocące.

Z pozoru nie są to rzeczy wielkie, a jednak kiedy czytasz o nich, jeśli jesteś dorosłym dzieckiem alkoholika, to wiesz, jak wielkie mają znaczenie.

Niemniej wszystko to są reakcje przesadne, które najczęściej wiążą się z przeszłością danej osoby. Sytuacje takie jak ta zdarzały się już kiedyś wiele razy, zwykle w dzieciństwie. Pozornie nieznaczący incydent jest jak ostatnia kropla, która przebrała miarę. Przywołuje on wszystkie niezrealizowane plany, niedotrzymane obietnice i niezasłużone kary.

Tak właśnie się dzieje, kiedy pomysł wyjścia na miasto nagle się zmienia, kiedy ktoś się spóźnia lub urząd tele­komunikacji przez niedopatrzenie wyłączy ci telefon. Ból przeżywany w dzieciństwie wraca właśnie w tym momencie i nikt, ale to nikt już nigdy więcej ci tego nie zrobi.

Zapanowanie nad tego typu reakcjami wymaga wysokiego stopnia samoświadomości. Pierwszą rzeczą, którą musisz zrobić, jest rozpoznawanie, kiedy reagujesz przesadnie. Możliwe, że uda ci się to zrobić samodzielnie. Czy twoja reakcja jest nieadekwatna do okoliczności? Czy ktoś, kogo zdanie cenisz, mówi ci, że reagujesz z przesadą? Czy zaczynasz zachowywać się nieracjonalnie? Czy sytuacja wymaga tego, by reagować tak ostro, jak reagujesz? Jaka jest twoja odpowiedź, kiedy ktoś mówi ci: „Czemu to jest dla ciebie taka wielka sprawa?”

Jeżeli na to pytanie reagujesz obronnie, wtedy oznacza to, że twoja reakcja była przesadna. Jeżeli nie reagujesz adekwatnie, musisz zapytać siebie: „Jakie okoliczności tak ją wyolbrzymiły?” Dlaczego to dla ciebie takie ważne, że zmiana zaszła bez twojego udziału? I co to dla ciebie znaczy? Kiedy już wcześniej stało się coś podobnego?

Brak świadomości stwarzał poczucie, że naumyślnie wyrządzono ci krzywdę. Przedłużeniem tego rodzaju myślenia jest paranoidalny stosunek do życia. „Uwzięli się na mnie, bo zmienili plany w ostatniej chwili, bo się spóźnili, bo przez nieuwagę wyłączyli telefon. Zrobili to specjalnie”. Taka skrajna postawa może się ukształtować, jeżeli nie rozumiesz, że twoje przesadne reagowanie wynika z historii twego życia.

Pierwszym i być może najważniejszym sposobem ich przezwyciężenia jest zwrócenie baczniejszej uwagi na przesadne reakcje oraz na to wszystko z twojej przeszłości, co mogło je spowodować. Innym sposobem jest celowa zmiana twojego normalnego toku zajęć. Przyjrzyj się, jak wygląda twój dzień. Czy jesteś zamknięty i sztywny we wszystkim, co robisz? Czy możesz wrócić do domu inną drogą? Czy dałoby się w tym tygodniu zrobić zakupy w czwartek, a nie w środę? Czy umiesz tak pozmieniać rzeczy wokół siebie, żeby to nie wywoływało zbyt wielkiego zamieszania?

Może się okazać, że przełamać swoją rutynę jest dużo trudniej niż myślałeś. Ale to właśnie jest miejsce, aby zacząć być nieco bardziej elastycznym. Elastyczność w jednej dziedzinie rozszerzy się na inne. Prawdopodobnie będziesz zaskoczony, jak sztywno jest ustalony twój rozkład zajęć i jak starannie poukładane są twoje dni. Może od czasu do czasu przewracasz wszystko do góry nogami i ruszasz w innym kierunku, prawie jak byś zbuntował się przeciwko sobie samemu. Lecz w sensie ogólnego wzorca jesteś prawdopodobnie bardzo zrutynizowany. Rozluźnienie rutyny pomoże rozluźnić się tobie, a to z kolei pomoże ci uzyskać więcej swobody we wprowadzaniu zmian, na które masz wpływ, i w pogodzeniu się z tym, czego nie możesz zmienić. Nie oznacza to, że musi ci się podobać wszystko, co cię spotyka. Nie trzeba być dorosłym dzieckiem alkoholika, by czuć się rozczarowanym, kiedy nastąpi zmiana, której nie przewidziałeś albo której nie chcesz, ale nie musisz czuć się zdruzgotany tym faktem, a to jest różnica. Nie musi to dotykać samej twojej istoty.



  • Dorosłe dzieci alkoholików bezustannie poszukują potwierdzenia i uznania

Tutaj chodzi o pewność siebie. Istnieje cała gama sposobów, żeby nabrać większego zaufania do własnych możliwości.

Sposób pierwszy jest związany ze wsparciem i zachętą innych ludzi. Dorosłe dzieci alkoholików ciągle szukają tej zachęty, ale chyba nie potrafią jej wykorzystać. Bardzo trudno zaufać, jeśli nauczono cię, że zaufanie tylko przysporzy ci bólu. Bardzo trudno zaufać, jeśli komunikaty, które docierały do ciebie w dzieciństwie, były bardzo sprzeczne. Zaprogramowano cię tak, żebyś nie ufał, tylko żebyś uważał, że to, co ktoś powiedział, wcale nie musi oznaczać, że tak właśnie myśli. Dorośli nie mówili tego, co mieli na myśli, ani nie mieli na myśli tego, co mówili. Dlatego zaufanie stało się czymś tak ogromnie trudnym. Więc jeśli ktoś udziela ci wsparcia i zachęty, bardzo trudno ci to odczuć, zaakceptować i spożytkować.

Trwasz więc nadal w poszukiwaniu uznania, ponieważ tak trudno jest ci je przyjąć. Tylko wtedy, gdy zaczniesz być zasypywany wyrazami uznania czy zachęty do tego stopnia, że nie będziesz mógł im już dłużej zaprzeczać, zaczniesz w nie wierzyć.

Pierwszym zatem krokiem jest decyzja, że podejmiesz ryzyko i pozwolisz sobie odczuć choć trochę udzielanego ci wsparcia i zachęty. Zacznij od wskazania kilku osób, którym możesz zaufać. Możesz ustalić sobie pewne kryteria. Jak dobrze ta osoba ciebie zna? Czy jest to ktoś, z kim masz częste kontakty? Na ile ta osoba akceptuje ciebie ta­kim, jakim jesteś? Do jakiego stopnia ci ufa? Na ile akcep­tujesz tę osobę? (Dzięki temu możesz łatwiej nabrać zau­fania do jej sądów.) Czy osoba ta jest ekspertem w dzie­dzinie, w której oferuje ci swoje wsparcie i zachętę? Takie pytania stawiają sobie ludzie, kiedy rozważają, czy mogą z pełnym zaufaniem przyjąć czyjąś zachętę i wsparcie.

Pewna młoda osoba, która nie jest dzieckiem alkoholika, powiedziała mi kiedyś: „Ja postępuję zupełnie inaczej. Uznanie i wsparcie to źródła pozytywnej energii. Biorę tę energię i wykorzystuję do tego, żeby móc dokonać czegoś więcej. Przyjmuję te dobre uczucia i używam ich do tego, aby odczuwać intensywniej. Lubię to”. Osoba ta nie musiała się długo zastanawiać. Niezależnie od powodu, kiedy mówiono jej: „Spróbuj, to dobry pomysł”, stwierdzała: „Czemu nie?”

Pracując nad tym, by nauczyć się lepiej przyjmować pomoc i zachętę innych, trzeba również pracować nad budowaniem pewności siebie. Oto kilka sposobów, od których możesz zacząć.

Zapytaj siebie, co dziś zrobiłeś, z czego jesteś zadowolony. Odpowiedź na to pytanie nie pojawi się szybko ani łatwo. Potem zapytaj, co się dziś wydarzyło. Czy jest coś, nie ważne jak drobnego czy prostego, co mógłbyś zaliczyć sobie jako sukces? Prześledź cały dzień. Nie wstałeś w złym humorze. Dla ciebie to może być osiągnięcie. Przyszedłeś do pracy punktualnie. Może nieczęsto ci się to zdarza. Cokolwiek by to było, nie odrzucaj tego. Nie przekreślaj uznania za żadne drobne powodzenie tylko dlatego, że każdy potrafi to zrobić. Ty to zrobiłeś i dlatego jest to twój sukces.

Musisz wytrwale dążyć do celu, udzielając sobie pochwały za każdą rzecz, którą uda ci się osiągnąć. Zdobędziesz pewność siebie, jeżeli zrealizujesz zadania, które sobie wyznaczyłeś. Zadania te mogą być bardzo, proste albo bardzo poważne, ale musisz zaangażować się w wykonanie danego zadania, skoro uznałeś je za realistyczne.

Jeśli czeka cię trudne zadanie, wtedy zamiast przewi­dywać klęskę, lepiej ćwicz. Jeśli masz przed sobą rozmowę z przyszłym pracodawcą, nie marnuj czasu na panikowanie. Wprawiaj się sam, ćwicz z kimś, tak aby kiedy pójdziesz na tę rozmowę, sytuacja nie była dla ciebie kompletnie nowa. Nie trać czasu na przewidywanie klęski ani sukcesu. Korzystaj z obecnej chwili.

Nie wszystko będzie ci wychodzić. Jeśli tak, to wspaniale. To nie stało się przez przypadek. Sukces jest twoją zas­ługą. Jeśli coś nie wychodzi, wtedy zabierz się do czegoś nowego i wypróbuj to. Niepowodzenie nie musi cię rujnować wewnętrznie. Nie jesteś odpowiedzialny za wszystko, co się nie udaje, a wszystko, co się udaje nie jest tylko sprawą czystego przypadku.

Przychodzą do mnie do poradni coraz to nowe osoby, które mówią: „Wszystko naprawdę poszło dobrze” i są tym zdziwieni. Spoglądam na nich i mówię: „To nie przypadek, że poszło dobrze. Pracowałeś na ten sukces kilka tygodni. Bardzo ciężko pracowałeś na to, by wszystko poszło dobrze. Jeśli idzie dobrze, to wynik twojej ciężkiej pracy. Krok po kroku. Stopniowo. To nie przypadek, że poszło ci dobrze”.

Takie między innymi są sposoby kształtowania pewności siebie – poprzez odnoszenie drobnych sukcesów i przez ich uznawanie. Rzeczy niewielkie, które przychodzą ci łatwo, też mają swoją wartość. Możesz budować na tym, co potrafisz robić dobrze. Posuwaj się naprzód krok za krokiem, dzień za dniem. Zacznij ufać sobie i innym. Już nigdy nie będziesz w takiej sytuacji, że nie będziesz miał innego wyboru jak tylko wierzyć tym, którzy nie ufają sobie samym. Teraz masz wybór. Teraz już lepiej wiesz, komu możesz zaufać. Teraz już lepiej wiesz, kiedy możesz pole­gać na sobie, a kiedy nie. Wiesz, gdzie szukać pomocy. Musisz tylko korzystać z tej wiedzy.



  • Dorosłe dzieci alkoholików zwykle myślą, że różnią się od wszystkich innych

Poczucie wyizolowania, jakiego doświadczałeś będąc dzieckiem, ogromnie utrudnia nawiązywanie kontaktów z innymi ludźmi. Tęskniłeś za kontaktem i więzią, ale nie mogłeś ich uzyskać. Te same uczucia utrzymują się w twoim dorosłym życiu.

Bardzo trudno, o ile w ogóle jest to możliwe, całkowicie pokonać te uczucia, ale istnieją sposoby zmniejszenia poczucia izolacji. Wymagają one pewnego ryzyka oraz sporego, lecz niezbędnego wysiłku. Najpierw trzeba podjąć ryzyko dzielenia się z innymi. To pomoże ci zrozumieć, że chociaż jesteś niepowtarzalny jako osoba, nie jesteś wcale tak bardzo odmienny od innych.

Dowiedz się wszystkiego o tym, jak czują się dzieci alkoholików. To pomoże ci zrozumieć, że nie jesteś inny. Uświadomienie sobie tego na poziomie intelektualnym niewiele zmieni w twoich uczuciach, ale nieco ułatwi zmobilizowanie się.

Pomoże ci również uczestniczenie w grupie. Może to być grupa dorosłych dzieci alkoholików czy jakakolwiek grupa, w której ludzie dzielą się swoimi myślami i uczuciami. Ponieważ nie wszystkie twoje uczucia są związane z historią twego życia, może przydać się to, że nauczysz się odróżniać uczucia od innych. Nie znajdziesz grupy, w której nie byłoby kilku dorosłych dzieci alkoholików. Nigdy nie będziesz jedyną taką osobą, chociaż ten fakt nieczęsto bywa ujawniany.

Kiedy mówię o ryzyku, chodzi mi o ryzyko odsłonięcia się. Zakłada ono przyzwolenie, by inni cię poznali oraz byś ty poznał siebie lepiej. Korzyści są takie, że i ty poznajesz innych lepiej i zaczynasz się czuć z nimi trochę związany. Poczucie samotności w tłumie zacznie się zmniejszać.

Jedynym sposobem, by uzyskać to, czego pragniesz, jest dawać to innym. Jeżeli chcesz być kochany, obdarzaj miłością innych. Wiem, że jeśli szukam zrozumienia, to żeby je uzyskać, sama muszę się starać rozumieć innych. To samo dotyczy bliskości. Wiem, że jedynym pewnym sposobem, żeby zbliżyć się do kogoś, jest pozwolić mu zbliżyć się do siebie. Umieć powiedzieć (niekoniecznie głośno): „Możesz się do mnie zbliżyć. Nie obawiam się twojej bliskości. Obdarzę cię sobą, moją przyjaźnią, moją troską i uwagą. Dam ci to, czego sam potrzebuję i to pomoże zmniejszyć dystans między nami”.

Nie jestem pewna, czy w ogóle można całkowicie uwolnić się od poczucia izolacji. Nie jestem pewna, czy ktoś z tego rodzaju historią w ogóle może poczuć się w pełni w kontakcie z inną osobą. Ale nie tylko dorosłe dzieci alkoholików mają poczucie, że w pewien sposób różnią się od innych ludzi, i nie tylko one nie czują się częścią grupy. Na przykład, jeśli jesteś specjalistą albo szefem, będziesz odizolowany od tych, którzy pracują dla ciebie. Będą odnosić się do ciebie życzliwie, ale nie będziesz jednym z nich. Zajmując wyższą pozycję, będziesz się czuł odosobniony od grupy. Jeżeli pracujesz w jednym z zawodów związanych z pomaganiem, twoi klienci nie będą kontaktować się z tobą jako osobą. Będą cię postrzegać jako kogoś stojącego z zewnątrz, oddzielonego od nich i będzie się tak działo dla ich własnego dobra.

Jeżeli jesteś na drodze do samorealizacji, jeżeli odkry­wasz, kim jesteś i żyjesz zgodnie z własnymi regułami, wtedy również będziesz się czuł nieco wyobcowany. Jedynym sposobem, aby uniknąć tego uczucia, jest od czasu do czasu ustąpić i przyjąć normy grupy, w której przyjdzie ci się znaleźć. Jeśli postanowiłeś uznać normy AA, prawdopodobnie doświadczysz poczucia wspólnoty na mitingu AA. Podobnie będzie w grupie działającej przy kościele. Nie będziesz czuł się w kontakcie z grupą przez cały czas, ale będziesz się czuł związany z nią, jeżeli decyzje, które będziesz podejmował, nie będą się różniły od decyzji pozostałych członków grupy.

To ważne, abyś wybrał kilka osób szczególnie ważnych w twoim życiu i obdarzył je tym, czego tobie trzeba, i aby one w zamian mógł dać ci to, czego one potrzebują. Nie podejmując tego ryzyka pozostaniesz w izolacji. Podjęcie ryzyka natomiast daje ci szansę zmiany. Nie wystarczy raz spróbować. Obiecaj sobie, że codziennie zrobisz choćby niewielki krok w stronę drugiej osoby, albo poznając ją lepiej taką, jaką jest, albo pozwalając jej poznać siebie trochę lepiej. Zapoczątkujesz wzajemny kontakt i spróbujesz zaakceptować to, co on ze sobą niesie.


  • Dorosłe dzieci alkoholików są albo nadmiernie odpowiedzialne, albo nadmiernie nieodpowiedzialne

To, o czym będzie mowa teraz, to potrzeba bycia dosko­nałym. „Jeśli nie jestem doskonały, jestem niczym. Jeśli nie będę doskonały, zostanę odrzucony. Będę opuszczony. Wiem, że nie jestem doskonały, ale jeśli będę się bardzo starał, nikt się o tym nie dowie. Dlatego będę doskonałym pracownikiem, doskonałym małżonkiem, doskonałym rodzicem, doskonałym przyjacielem, doskonałym dzieckiem. Będę zawsze wyglądał doskonale. Będę zawsze mówił to, co trzeba. Jeżeli będę doskonały, polubi mnie mój szef, pokochają mnie rodzice i przyjaciele. Muszę tylko zrobić wszystko, o co mnie proszą, i jeszcze więcej. Muszę tylko zrobić wszystko. Tylko proszę, niech mi się nie przyglądają zbyt dokładnie!”

Czy czujesz napięcie już przy samym czytaniu czegoś takiego? Jest olbrzymie. Równie olbrzymie jest zadanie, żeby się zmienić. Jeżeli nie jesteś perfekcjonistą, tylko kimś wyjątkowo nieodpowiedzialnym, wtedy zadanie, żeby się zmienić, również dla ciebie będzie olbrzymie, ale o wiele łatwiej ująć je w słowa. Drugi wariant tego scenariusza brzmi: „Jeśli to wszystko prawda, to po co się wysilać?”

Może cię kochają, a może nie. Ludzie nie lubią dosko­nałych, bo nie można z nimi rywalizować, ale inni kochają cię, jeśli kochają twój obraz, jaki sam stworzyłeś. Co ci da taka miłość? Musisz ciągle żyć w stresie, żeby podtrzymać wyobrażenie o sobie. Gdyby cię kochali i znali twoje prawdziwe ja, to byłaby szansa, że nie uciekną, kiedy zobaczą cię schodzącą po schodach w papilotach.

Na tym polega ryzyko. Wiele nadmiernie odpowie­dzialnych osób musi się rozchorować, żeby przestać takimi być. Jest to jedyny sposób. I bardzo łatwo go przewidzieć. Dają i dają, biorą na siebie coraz więcej, aż w końcu nic im nie zostaje i zaczynają chorować. W rezultacie wypalają się. Nie potrafią znaleźć właściwego sposobu, żeby przestać tak funkcjonować.

Eric jest doskonałym przykładem. Ciągle jeszcze docho­dzi do siebie po okropnym wypadku samochodowym, jaki miał dwa lata temu. Zawarł nowe małżeństwo, ma nową gromadkę dzieci i nowe problemy. Zaczyna karierę zawodową na nowo i szuka pracy.

Do tego jeszcze zaprosił swoją niedawno owdowiałą i będącą w depresji matkę, żeby zamieszkała z nimi. Poczuł się odpowiedzialny za opiekę emocjonalną nad bratem, który właśnie uwalnia się ze swego związku, i za drugiego brata, próbującego pokonać uzależnienie od środków chemicznych. Poza tym musi być pewien, że każda zach­cianka teściowej jest spełniana. To, co mówiłam o zmniejszeniu obciążenia, odparował tak: „Jeśli nie ja, to kto to zrobi?”

Eric doszedł do momentu, kiedy już dłużej nie mógł tego ciągnąć. Jego ciało odmówiło wyjścia z łóżka. Wszystkim swoim bliskim wydawał się chory. I był chory, co stworzyło im okazję do podjęcia odpowiedzialności. Zaczęli odpowiadać za własne życie, a dzięki temu on mógł przestać być takim supermanem. Jednak by to osiągnąć, musiał się rozchorować.

To samo dotyczy Pauli, rozwódki, córki alkoholiczki, która nadal pije. Ma ona jedno własne dziecko i jest w związku z ojcem pięciorga dzieci. Paula pracuje na pełnym etacie. Podjęła się również odpowiedzialności za dom swojego przyjaciela i jego dzieci. Oznacza to, że zanim pojedzie do pracy i zaprowadzi rano do szkoły swojego syna, zatrzymuje się przy innym domu i robi wszystkim obiad, całe pranie oraz wysyła do szkoły piątkę dzieci.

Paula przychodziła do mnie dopiero od kilku tygodni, kiedy złamała nogę. Powiedziałam jej, że to nie był przy­padek. Tylko w ten sposób mogła zwolnić tempo, tylko wtedy mogła przestać się sprawdzać, kiedy coś z zewnątrz uniemożliwiało jej to. Nic dziwnego, że jej uko­chanego złości jej niedyspozycja, a ona zaczyna dużo baczniej przyglądać się temu związkowi. Teraz też jej matka znalazła powód, aby na jakiś czas przestać pić i pełnić rolę matki. A Paula może zacząć szukać rozwiązań, które pozwolą jej być nieco mniej odpowiedzialną.

Po to, aby pomóc tym dwojgu ludziom żyć bardziej realistycznie, konieczne było udzielenie im szczegółowych instrukcji. W przypadku Pauli było to łatwe. Jej syn dostał bardzo silnej wysypki. Obiecała mi, że nie będzie rozważała powrotu do przyjaciela, dopóki wysypka syna zupełnie nie zniknie. Ta umowa pozwoliła jej zacząć się zmieniać.

W przypadku Erica zaniepokojona stanem jego zdrowia rodzina obiecała mu pomoc i zobowiązała się, że posz­czególni jej członkowie znajdą w sobie siłę, by wydorośleć i samodzielnie stawiać czoła własnym problemom. On był dla wszystkich po prostu zbyt wygodny. Teraz to się zmieniło. W obydwu tych przypadkach ktoś inny przejął inicjatywę i udzielał wsparcia. Może nie zawsze tak się dzieje, ale dopóki nie dasz innym szansy, dopóty nie ma szans, że coś się zmieni.

By zacząć pracować nad tym problemem, nie musisz czekać, aż znajdziesz się w tak krańcowej sytuacji. Twoja trudność może częściowo tkwić w tym, że nie oceniasz swoich możliwości realistycznie. Być może nie oceniłeś prawidłowo tego, o co ma prawo prosić cię druga osoba. Być może nie nauczyłeś się, jak dzielić się z innymi odpowiedzialnością.

Przyglądając się swojej pracy, musisz najpierw wyz­naczyć sobie pewne szczegółowe zasady. Jak długo jestem w stanie pracować? Kiedy trzeba przerwać i iść do domu? Sprawdź, jak zachowują się inni. Co oni robią? Jaki jest twój zakres obowiązków? Czego oczekuje się od ciebie na stanowisku, jakie zajmujesz? Czego można od ciebie wymagać? Co jest rozsądne? Co jest w porządku? Za co ty jesteś odpowiedzialny, a za co są odpowiedzialni inni? Co można zrobić, a czego nie da się zrobić? Tym sprawom naprawdę trzeba się przyjrzeć bardzo uważnie. Może też trzeba je przedyskutować z kimś innym.

Jedna z najbardziej skandalicznych sytuacji, z jakimi miałam w życiu do czynienia, dotyczyła kobiety, która wyszła z pracy, ponieważ umierał ktoś z jej bliskich. Kiedy siedziała na oddziale intensywnej terapii, zadzwonił jej szef i kazał wrócić do pracy, gdyż mają napięte terminy. Ponieważ była ona dzieckiem dwojga alkoholików, więc nie wiedziała, co należy zrobić w takiej sytuacji, i wróciła do pracy. Nie muszę mówić, że byłam wstrząśnięta. Ta kobieta po prostu nie znała odpowiedzi na pytanie: „Czy rzeczywiście muszę to zrobić?”

Kiedy ktoś prosi cię, żebyś coś zrobił, zapytaj siebie: „Czy rzeczywiście muszę to zrobić? Czy naprawdę chcę to zrobić?” Odpowiedź nie zawsze musi być negatywna, ale „nie” jest alternatywą, którą zawsze masz do dyspozycji.

Pewnego lata byłam na wycieczce grupowej w Izraelu. Było 45 stopni ciepła i zaczęliśmy wspinać się na wzgórze, żeby zobaczyć Jerycho, które właściwie jest kupą ruin. Ja też zaczęłam się wspinać, ale w pewnym momencie zatrzymałam się i powiedziałam: „Hej! Przecież nie muszę tego robić!” Wszyscy spojrzeli na mnie ze zdziwieniem, a jedna kobieta z grupy powiedziała: „Wiesz co, ty masz rację. Ja też nie muszę tego robić!” Nigdy nam tego nie zapomnieli. Później, podczas jazdy kolejką linową na Masadę kobieta ta odwróciła się do mnie, ponieważ miała lęk przestrzeni, i powiedziała: „Czy ja to muszę robić?” Jednak byliśmy już w połowie drogi, nie miała wyboru.

Pytanie, które musisz sobie stawiać, brzmi: „Czy muszę to zrobić?” Jeśli masz wątpliwości, porozmawiaj o tym z kimś, komu możesz zaufać, a nie z kimś, kto ma wyraźny interes w tym, abyś wykonał daną rzecz.

Następnym krokiem, który musisz zrobić, jest nauczyć się mówić „nie”, jeśli taka będzie twoja decyzja. Bardzo trudno to zrobić. Wymaga to ćwiczenia i wymaga podjęcia ryzyka. Ludziom może się nie podobać, że mówisz „nie”, i jednocześnie mogą akceptować twoje „nie” jako część tego, kim jesteś. Rozważ możliwe konsekwencje i przygotuj się, aby sobie z nimi poradzić. Czy w ogóle warto i jakie są twoje motywy mówienia „nie”?

Może jest tak, że nie chcesz od razu mówić „nie”. Możesz nie chcieć tego robić tak kompulsywnie, jak robiłeś inne rzeczy. Zamiast tego możesz chcieć raczej zyskać na czasie mówiąc: „Teraz nie umiem ci odpowiedzieć, pozwól, że wrócę do tego później”. Jeśli oczekuje się od ciebie natychmiastowej decyzji, wówczas możesz powiedzieć: „Potrzebuję czasu, aby to przemyśleć”.

Danie sobie czasu na przemyślenie powinno ułatwić powiedzenie „nie”, jeśli tak czujesz. Da ci to również możliwość wyobrażenia sobie innego rozwiązania. Zyskując na czasie, masz szansę podjąć odpowiedzialną decyzję, z której wszyscy będą zadowoleni.

Jeśli zastanowisz się nad tym i powiesz sobie (ponieważ jesteś takim perfekcjonistą): „Może mógłbym to jakoś wcisnąć?”, to następnym pytaniem, jakie trzeba sobie postawić jest: „Czy tego chcę?” To może być kluczowa sprawa. „Czy tego chcę? Czy też jest coś innego, co wolałbym zrobić ze swoim czasem?” Może wolisz nic nie robić. To może być dla ciebie równie ważne jak co innego, jeżeli tak zdecydowałeś, bo chcesz nic nie robić, a nie dlatego, że doszedłeś do momentu, kiedy już całkiem nie masz siły.

Kompletna nieodpowiedzialność może wynikać z dwu powodów. Pierwszy to ten, że postanowiłeś nigdy nie podejmować odpowiedzialności, a drugi – że może się wypaliłeś. Chociaż skutki w obydwu przypadkach wyglądają podobnie, sytuacje te są zupełnie inne i inaczej trzeba na nie patrzeć. Jeżeli jesteś wypalony, to potrzebujesz czasu, żeby odpocząć i wydobrzeć. Może potrzebujesz wyłączyć się na jakiś czas. Nie ma w tym nic takiego strasznie złego. Potrzebujesz czasu na przestawienie się, na wyzdrowienie, zanim znowu będziesz w stanie iść dalej. Jednak zanim następnym razem zbierzesz siły, może będziesz musiał prowadzić bardziej umiarkowane życie.

Wracając do zdrowia – musisz zacząć dbać o siebie. Prawdopodobnie musisz dopiero się tego nauczyć. Pomyśl o rzeczach, które sprawiają ci przyjemność. Mógłbyś się wybrać do ośrodka, gdzie leczy się wypalenie i tam dowiedzieć się, w jaki sposób ludzie odzyskują zdrowie. Musisz zacząć się uczyć, jak nabierać energii, nie tylko dawać, ale również brać.

Przyjrzyj się osobom ważnym w twoim życiu, przyjrzyj się naturze swoich związków. Czy bierzesz w takim samym stopniu, jak dajesz? Czy otoczyłeś się ludźmi w równej mierze gotowymi obdarzać cię, jak i brać od ciebie? Może odkryjesz, jeśli się dobrze rozejrzysz, że jesteś związany z ludźmi, którzy wysysają cię, nie dając nic w zamian. Może będziesz musiał zmienić ten stan rzeczy, tworząc związki z takimi osobami, które mają ci do zaoferowania tyle samo co ty im. Może być również i tak, że nie pozwalasz ludziom wokół siebie, aby cię obdarzali. Grałeś kogoś bardzo silnego, a teraz nadszedł czas, żeby pozwolić innym pomóc ci odzyskać siły.

Tym razem musisz podejść do tego bardziej realistycznie i nie być wszystkim dla wszystkich przez cały czas. Teraz rozumiesz, że zysk nie jest tego wart. Męczenników rzadko docenia się za życia.

Ludzi nadmiernie odpowiedzialnych często się wyko­rzystuje.

W pewien sposób oni sami się tego domagają. Teraz zatem, kiedy zastanawiasz się, co ma być pracą twojego życia, upewnij się, że nie zostaniesz wykorzystany. Sprawdź, czy dostajesz godziwe wynagrodzenie za swoją pracę. Sprawdź wszystko, co się da.

Tak właśnie uczyniła Jen. Kiedy stwierdziła, że nie może pracować na takich warunkach, zgłosiła to szefowi. Uznała, że woli stracić pracę niż pozwolić się wykorzystywać. Udało się jej. Dostała od pracodawcy to, co uważała za możliwe do przyjęcia. Nie zawsze efekt będzie taki pozytywny, ale może twój szacunek do siebie samego jest wart takiego ryzyka.

Jeżeli jesteś osobą wyjątkowo nieodpowiedzialną i nie wynika to z wypalenia, ale z faktu, że nigdy nie podjąłeś odpowiedzialności, wtedy problem jest nieco inny. To, że zdecydowałeś się przeczytać tę książkę, oznacza prawdo­podobnie, że jesteś gotów się zmienić. To trudny problem. Być może będziesz musiał dopiero dowiedzieć się, co chcesz robić. Może musisz wybrać jakiś kierunek i zacząć od niewielkich sukcesów na tym polu. Może będziesz chciał wykonać jakieś testy, aby dowiedzieć się, jakie dziedziny aktywności zawodowej cię interesują. Może pomyślisz o pójściu do szkoły. Zapewne dobrym pomysłem byłoby zrobić to pod kierunkiem jakiegoś profesjonalisty, opracować plan z kimś, kto wie, co się z tobą dzieje na płaszczyźnie psychologicznej i jak trudno jest ci być bardziej odpo­wiedzialnym i mniej obawiać się sukcesu i wszystkiego, co się z nim wiąże. Może to być coś, czego nie będziesz umiał zrobić sam. Na pewno możesz zacząć. Ale jeśli okaże się, że wpadasz w paraliż w momencie, kiedy sytuacja zaczyna być korzystna, to możesz dojść do wniosku – jak jeden z moich pacjentów – że dalej już nie możesz. On stwierdził, że doszedłby do miasteczka akademickiego, ale do dziekanatu już nie. Mógłby wypełnić potrzebne formularze, ale nie zgłosiłby się na rozmowę kwalifikacyjną.

Sprawdź, jak daleko możesz zajść sam, lecz i w tej sprawie możesz potrzebować pomocy. Nie znaczy to, że jesteś chory. Po prostu jest to przeszkoda i żeby ją pokonać, potrzebujesz pomocy profesjonalnej. Decyzja, żeby z niej skorzystać, jest w całej tej sprawie prawdo­podobnie najtrudniejsza.



  • Dorosłe dzieci alkoholików są niezwykle lojalne,
    nawet w obliczu dowodów, że druga strona na to nie
    zasługuje


Lojalność jest wspaniałą cechą. Jednak każda cecha w skrajnej postaci może być dla ciebie niekorzystna. Jesteś jednakowo lojalny wobec wszystkich, którzy należą do twego najbliższego kręgu i mają wpływ na twoje życie. Twoja lojalność obejmuje ukochanych, znajomych, rodzinę i pracodawców. Niezwykle warto być z tobą w każdym z tych związków. A twoja obawa, że zostaniesz porzucony, prawie uniemożliwia ci opuszczenie innych.

Jeżeli jesteś związany z ludźmi, którzy nie traktują cię tak, jak potrzebujesz, musisz przemyśleć kwestię swojej lojalności wobec nich. Może być niewłaściwie ulokowana. Twoja lojalność nie należy się wszystkim automatycznie. Związki, o których mówię, to te, w których powtarzasz sobie codziennie: „Dlaczego tak mnie to obchodzi? Czemu trwam w tym związku? Czy warto? Dlaczego ze mnie taki głupiec? Dlaczego nie umiem odejść?”

Po to, aby uwolnić się od już niepożądanej więzi, trzeba przedsięwziąć kilka kroków. Pierwszym jest określenie realiów sytuacji. Postaw sobie pytanie: „Jaka jest natura tego związku? Co obecnie się w nim dzieje?” Wtedy złapiesz się na tym, że zaczynasz mówić: „Ale, ale…” A kiedy zaczynają się różne „ale”, przestajesz być tu i teraz. Przestajesz żyć w realnej rzeczywistości, tylko pogrążasz się w fantazjach na temat przeszłości albo przyszłości. „Dlaczego nie może być tak jak kiedyś?”

Nie może być jak kiedyś, ponieważ już nie jest tak, jak było. Musisz zrozumieć, jaka jest różnica. Na początku każdego związku ludzie zwykle traktują się inaczej niż kiedy staje się to częścią normalnego toku życia. Może ty tak nie postępujesz, ale inni mogą. Stwierdzasz wtedy, że jeśli on czy ona nie traktuje ciebie tak, jak na początku, to coś z tobą jest nie tak. „Gdybym tylko umiał zrobić czy powiedzieć to co trzeba, życie toczyłoby się jak dawniej”. Takie podejście nie jest realistyczne.

Wraz z rozwojem związku, kiedy ludzie lepiej się poznają, ich relacja musi się zmieniać. Może się wzbogacać lub stawać się uboższa. Ludzie mogą stać się bardziej lub mniej wrażliwi. Dzieje się wiele rzeczy. Nic nie stoi w miejscu, więc to, co było na początku, już nie istnieje. Twoje wyobrażenie, że jeśli uda ci się przetrwać trudny czas, znowu będzie wspaniale, może nie być realistyczne.

Żyć przyszłością to nie jest dobry pomysł, ponieważ przyszłości nie sposób przewidzieć. Kiedy pary pozostające ze sobą w zdrowych relacjach przechodzą trudny okres, dzielą się ze sobą swoimi uczuciami. Jeśli dają upust agresji, rozmawiają ze sobą o niej i o tym, jak w przyszłości nie dopuścić do tego.

Ważne jest, aby zastanowić się, jak wiele energii inwestujesz w związek. Kiedy zaczynasz się wycofywać i chcesz, aby w twoim związku panowała większa równość, wtedy zaczynają się dziać ciekawe rzeczy. Jeśli realistycznie spojrzysz wstecz na to, co działo się na początku jego istnienia, możesz odkryć, że wkładałeś weń całe mnóstwo energii. To twój sposób życia i lubisz to robić.

Druga osoba zareagowała. I wtedy gdzieś po drodze może ty sam odczułeś jakąś potrzebę. Może wycofałeś nieco swojej energii i drugiej stronie to się nie spodobało. Może właśnie wtedy przestała traktować cię tak, jak chciałeś być traktowany. Może od tego momentu zacząłeś się czuć nieszczęśliwy – kiedy ty trochę się wycofałeś, a ona już dłużej nie mogła korzystać z twojej energii.

Znam człowieka w podobnej sytuacji. Kiedy kobieta, która była dorosłą córką alkoholika, wycofała nieco swojej energii, ludziom zaczęło się wydawać, że to on zmalał. Dawała mu tak wiele, że kiedy to uległo ograniczeniu, on zaczął wyglądać dosłownie jakby się skurczył.

Pierwszym krokiem w osądzeniu, czy twoja lojalność została właściwie ulokowana, jest widzieć realistycznie, co składa się na twój związek. Nie pozwalaj sobie na życie przeszłością ani projekcjami przyszłości. Rzeczywista jest teraźniejszość. Zapytaj siebie: „Co jest najlepsze dla mnie teraz? Czy jestem lojalny wobec osoby, którą znam obec­nie?”

Lojalność do pewnego stopnia jest na miejscu w relacji z dzieckiem, które akurat teraz jest trudne lub gdy jest to związek z kimś poważnie chorym, kto nie może już dawać z siebie tyle, ile dawał kiedyś. Możesz chcieć pozostać lojalny, ale to musi być świadoma decyzja. Z twojej potrzeby może wynikać stwierdzenie: „Zależy mi na Janinie. Zostanę z nią. Będę wobec niej lojalny, mimo że teraz nie jest mi z nią dobrze. Będę ostrożny. Będę uważał na siebie w nadziei, że sytuacja się zmieni”.

Następną rzeczą, którą trzeba zrobić – jeśli chcesz świadomie decydować o swojej lojalności, żeby nie była automatycznym odruchem – to zacząć zadawać sobie pytania: „Co w tym jest dobrego dla mnie? Co na tym zyskam? Dlaczego podtrzymuję ten związek? Kim dla mnie jest ta druga osoba?” Odpowiedzi na te pytania są często bardzo zaskakujące. Możesz odkryć, że osoba, z którą jesteś związany, reprezentuje kogoś innego z twego życia. Twój ukochany może być bardzo podobny do twojego rodzica-alkoholika z okresu twego dorastania.

Może powielasz jakiś wzór, ponieważ jest ci znany. Może nie zerwałeś wczesnych więzów i znowu wpakowałeś się w to samo. Na ile ta osoba jest podobna do ciebie? Czy pociągnęło cię do kogoś, kto jest bardzo podobny do ciebie? Kim jest ta osoba? Kogo reprezentuje?

Kiedy już będziesz znał odpowiedzi, będziesz musiał zacząć oddzielać siebie od tej osoby. Zacznij rozpoznawać, gdzie kończy się druga osoba, a gdzie zaczynasz się ty. Przeprowadź rozróżnienie między tym, co wiąże się z nią, a co wiąże się z tobą. Kiedy to sobie wyjaśnisz, zmniejszy się jej wpływ na twoje uczucia.

Ludzie, którzy nie zasługują na naszą lojalność, są często wobec nas bardzo krytyczni. Tracą dużo czasu na mówienie nam, co w nas jest złego. Bądź czujny, kiedy słyszysz coś takiego. Jeśli zechcesz tego słuchać, upewnij się, o kim naprawdę ta osoba mówi. Czy to, co mówi, rzeczywiście odnosi się do ciebie, czy jedynie rzutuje ona na ciebie swoje własne problemy? Nie zapominaj, gdzie kończy się druga osoba, a gdzie zaczynasz się ty. Jej ból, żal czy złość należą do niej. Możesz jej współczuć i współodczuwać, ale to nie są twoje uczucia. Lojalność, w której zatracasz siebie i stapiasz się z drugą osobą, nie jest w twoim najlepszym interesie.

Może poczucie winy trzyma cię w związku, który nie jest dla ciebie korzystny. Jeżeli łatwo tobą manipulować za pomocą poczucia winy, to myślisz, że jesteś tej osobie coś winien. Kiedy pytam moich pacjentów, co są winni, słyszę wówczas: „Wie pani, ona była dla mnie miła. Troszczyła się o mnie”.

Niesłusznie wpadasz w poczucie winy i czujesz, że jesteś coś dłużny. Jeżeli ktoś troszczy się o ciebie, to dlatego, że jesteś tego wart. Twoja przyjaźń jest darem. Nie jesteś do niczego zobowiązany tylko dlatego, że ktoś zachowuje się wobec ciebie przyjaźnie. Masz swoją wartość. Jeśli w takiej sytuacji czujesz, że jesteś coś winien, mówisz tym samym: „Nie jestem nic wart”. Jeżeli zaczniesz się wycofywać, wtedy druga osoba będzie próbowała wywołać u ciebie poczucie winy. Będzie ci mówić, jak bardzo chce być z tobą i potrzebuje cię, a ty stwierdzisz, że bardzo trudno ci z nią zerwać.

To może być moment, kiedy związek ma szansę się zmienić. Możesz powiedzieć: „Nie chcę się rozstawać, ale nie mogę trwać w związku, który nie jest dla mnie dobry. Gdybyśmy mogli o tym porozmawiać i gdyby dało się go zmienić tak, że byłby dobry dla nas obojga, to może przemyślałabym wszystko jeszcze raz”.

Pozostawanie w relacji z przyczyną poczucia winy to coś, czemu musisz się bacznie przyjrzeć. Twoja przyjaźń jest darem. Trzeba go doceniać. Nie jest czymś, co jesteś komuś winien, ponieważ zechciał przyjąć to od ciebie. Przyjrzyj się dobrze i uważnie temu, co ty ofiarowałeś, i temu, co ofiarowano tobie. Czy ciągle czujesz, że masz dług do spłacenia? Czy rozważyłeś to uczciwie i realistycznie? Połknij swoje wieczne ale, ale, ale…

Inną przyczyną kontynuowania związków, które nie są dla ciebie korzystne, jest to, że boisz się zostać sam. Boisz się samotności i izolacji. Nie jest to prawdopodobnie twoja ostatnia możliwość zdobycia przyjaciela czy kochanka i nie jest to jedyna osoba na świecie, której będzie na tobie zależało. Zrobiłeś z tego sprawę większą niż rzeczywiście jest. Pamiętaj, masz siebie. Czy to nie jest cudowne? Może być, jeśli siebie poznasz. Twoją obawę przed samotnością można obrócić w pożądane doświadczenie.

Możesz też pozostawać w związku, ponieważ dzięki temu czujesz swoją wyższość. Jeżeli twój partner nie daje ci wszystkiego tego, co ty potrafisz mu dać, możesz się czuć przez to ważniejszy i uważać, że to on powinien być wobec ciebie zobligowany i lojalny. Tym samym mówisz: „Mogę czuć się dobrze tylko wtedy, kiedy jestem zaangażowany w związek z kimś, kto jest gorszy ode mnie. W ten sposób mogę podbudowywać swoje 'ja'. Jeżeli jesteś niżej ode mnie, wtedy ja mogę się podnieść”.

Korzyść może być taka: „Choć nie traktujesz mnie tak, jak na to zasługuję, czuję się lepszy i w ten sposób na fałszywych podstawach buduję swoje poczucie własnej wartości”. To jest coś, czemu musisz się przyjrzeć bardzo uważnie. Nawet jeśli narzekasz, czy przypadkiem nie ma w tym związku czegoś, co sprawia ci przyjemność?

Możesz szczerze uważać, że jesteś w kimś zakochany i nigdy bym się z tobą o to nie spierała. Gdybym to ja miała określić, czym jest miłość, powiedziałabym, że jest to sprzyjanie rozwojowi. Jeżeli ty i ja jesteśmy w relacji miłości, wtedy wzmacniamy się wzajemnie. Jesteśmy bogatsi niż gdybyśmy nie byli w tym związku. I to jest prawdopodobnie to miejsce, gdzie niewłaściwie ulokowałeś swoją lojalność – nawet jeśli nazywasz ją miłością.

To, jak nazywasz to uczucie, nie jest aż takie ważne. Istotne jest pytanie: „Czy to jest dla mnie dobre?” Przypomina to spieranie się, czy ktoś jest alkoholikiem. W takie dyskusje również się nie wdaję. Nie wiem, czy jesteś alkoholikiem, ale dlaczego po prostu nie przestaniesz pić? Nie wiem, czy kochasz tę osobę, ale dlaczego po prostu nie uznasz, że nikt nie ma prawa traktować cię niedobrze, ponieważ kochasz siebie i jesteś dla siebie ważny?

Jeżeli uznasz, że jest ci potrzebne rozstanie i że twoją . lojalność lepiej zaoferować komu innemu, to jednak może ci być trudno rozstać się ostatecznie z powodu twoich lęków. Dlaczego siebie ograniczać? Dlaczego nie nawiązać nowych przyjaźni? Dlaczego właśnie w to nie włożyć więcej energii i starać się traktować je bardziej realistycznie? Wraz z rozwojem tych nowych związków możesz zacząć osłabiać ten, który jest dla ciebie niekorzystny. Nie musi być tak, że wszystko albo nic. Może nie musisz wyeliminować tej osoby całkowicie ze swojego życia, ale po prostu zmniejszyć wpływ i znaczenie tego związku. Jest wiele możliwości do wyboru i wiele kierunków. Trzeba zacząć od realistycznego rozeznania, kogo i czego chcesz.


  • Dorosłe dzieci alkoholików mają tendencję do poddawania się biegowi zdarzeń bez poważnego rozważenia innych alternatywnych zachowań czy możliwych konsekwencji

To uleganie impulsom prowadzi do zagubienia, niechęci do siebie i utraty kontroli nad otoczeniem. W rezultacie zużywają mnóstwo czasu na likwidowanie skutków takiego zamieszania.

Impulsywne zachowanie, o którym mówimy, przypomina zachowanie dwulatka, który dostaje napadu złości, ponieważ chce tego, czego chce, i to już. Zabawka, która przykuła jego uwagę, jest jedyną ważną rzeczą na świecie. Nie różni się to zbytnio od sytuacji, kiedy dwulatek nagle postanawia przebiec przez ulicę, na której jest duży ruch.

Dwulatek będzie również wstrzymywał oddech, dopóki nie zacznie sinieć. Tak bardzo chce zwrócić na siebie uwagę, że jest w stanie sam ukarać siebie, robiąc sobie krzywdę. Twoje zachowania nie są takie znów całkiem inne. Zasadniczo różnica jest taka, że to ty ponosisz odpowiedzialność za to, co robisz. Za dwulatka odpowiedzialność ponosi kto inny. Całkiem możliwe, że w innym środowisku .rozwinąłbyś się inaczej i inaczej wpływałyby na ciebie twoje pragnienia.

Jednak nie o to tutaj chodzi. Chodzi o to, co zamierzasz zrobić, aby nie zachowywać się jak dwulatek. Wiesz dobrze, że w żadnym razie ci to nie służy i może to jest jedyna różnica pomiędzy tobą a dwuletnim dzieckiem. Rzecz w tym, abyś powstrzymał się w porę, aby wejść w drogę twoim impulsom do czasu, kiedy sprawdzisz, jakie są konsekwencje tego, co chcesz zrobić, i jakie są inne możliwości. Ważne, żebyś zwolnił tak, aby nie okazało się, że zamknąłeś się w jakimś określonym biegu zdarzeń, a klucz wyrzuciłeś.

Jeżeli pracujesz z terapeutą lub masz swojego sponsora, z którym spotykasz się regularnie, możesz trochę zyskać na czasie. Poniższe przykłady pokazują, w jaki sposób problem ten został rozwiązany przez moich pacjentów.

Pewna kobieta miała liczne nieudane związki z mężczyznami. Zaczęłyśmy się przyglądać dokładnie temu, co się w nich działo. Jaki był jej wkład? Kogo wybierała? Zaczęłyśmy rozpatrywać wszystkie ważne czynniki i doszłyśmy do wniosku, że nie można uważać jej za ofiarę.

Zadzwoniła ona do mnie kiedyś po południu, tuż przed moim wyjazdem w podróż służbową i powiedziała: „Znalazłam odpowiedź. Obie szukałyśmy jej nie tam, gdzie trzeba. To nie jest tak, że mam problemy z relacjami. Mam problemy z mężczyznami. Moim zdaniem prawda jest taka, że byłoby mi o wiele łatwiej, gdybym wiązała się z kobietami i tak chyba zrobię. Spotkałam taką kobietę, to jest nowy kierunek w moim życiu”.

Pomyślałam: „Co mogę zrobić, aby ją powstrzymać? Nie chodzi tu o płeć osoby, z którą wchodzi się w związek. Jeśli ktoś nie potrafi kontaktować się z mężczyzną, nie potrafi tego również z kobietą. A związek homoseksualny z pewnością bardzo skomplikowałby jej życie”.

Odpowiedziałam jej: „Czy mogłabyś zaczekać z tym, aż wrócę z mojej podróży?” Zgodziła się, co było rozsądne. Jeżeli rzeczywiście miała przestawić swoje życie w takim kierunku, to odłożenie tej sprawy o tydzień nie mogło mieć większego znaczenia. Okazało się, że tyle akurat czasu było jej potrzeba. Kiedy wróciłam, nie było już o czym dyskutować. Było po wszystkim. Impuls tamtej chwili przeminął.

Podobna rzecz wydarzyła się Haroldowi. Zadzwonił, żeby mi powiedzieć, że nie cierpi swojego szefa, swojej pracy i że powinien się zajmować czymś zupełnie innym. Napisał podanie o zwolnienie, które miał zamiar wręczyć swojemu szefowi z rana.

Zaproponowałam, żeby poczekał, aż przejrzymy to podanie razem. Zgodził się na to. Nie było to aż takie pilne. Trzeba to było zrobić szybko, ale z pewnością niekoniecznie następnego dnia rano. Zgodził się ze mną. Kiedy przyszedł do mnie trzy dni później, jego stanowisko było już inne. Nie był już taki wściekły i opuścił go pierwszy impet.

Ludzie w powyższych dwóch sytuacjach byli na tyle świadomi, by wiedzieć, że wkraczają na niewłaściwą ścież­kę. Widzieli taką możliwość, że zachowanie, które w danej chwili uważali za bardzo racjonalne i rozsądne, może później okazać się stresujące. Częściej jednak zdarza mi się słuchać o tym, co ktoś zrobił wczoraj wieczorem, niż o tym, co ma zamiar zrobić dziś wieczorem.

Nawet jeżeli nie korzystasz z pomocy profesjonalnej, istnieją sposoby, dzięki którym możesz zacząć sam pokonywać swoją impulsywność. Rozpoznasz ją, bo wiąże się z nią wiele energii. Rozpoznasz ją, bo wtedy czujesz, jak coś cię wciąga, napędza i już nie potrafisz myśleć o niczym innym.

Gdy poczujesz coś takiego, powiedz sam sobie: „Kogo jeszcze dotknie takie zachowanie?” Nie proponuję powie­dzenia: „To jest dobre” lub „To jest złe” albo „To jest kiep­skie rozwiązanie” czy „Nie powinienem tego robić” ani „Powinienem zrobić tak”, ponieważ w danym momencie jest to dla ciebie jedyny możliwy sposób widzenia i naprawdę nie ma znaczenia, czy ci się to podoba, czy nie. To po prostu jedyny sposób.

To, co masz zrobić dalej, to przyjrzeć się ludziom, których dotyczy to zachowanie. Kto jeszcze zostanie dot­knięty tym, co zrobię? W jaki sposób? W danej chwili, kiedy działanie bierze górę, może cię nie obchodzić, jak ty sam ucierpisz w wyniku swojego postępowania. Wydaje się, że tracisz kontakt z samym sobą, chociaż ty myślisz, że doś­wiadczasz siebie w pełni.

Zadanie sobie tych dwu pytań powinno wystarczyć, by opóźnić działanie. Da ci to czas na przyjrzenie się kon­sekwencjom i alternatywom.

Decyzja podjęta pod wpływem impulsu nie zawsze musi być zła dla ciebie. Zwolnienie się z pracy może okazać się najlepszą rzeczą, jaką możesz dla siebie zrobić.

Może związek homoseksualny byłby dla ciebie bardziej wskazany. Jednak tego typu decyzje powinny być po­dejmowane po rozważeniu konsekwencji oraz alternatyw. Powinno się je podejmować z jasnym umysłem, żebyś miał pewność, że czujesz się dobrze z tym, co robisz. Wtedy nie będziesz musiał sobie mówić: „Szkoda, że się tak pospieszyłem”.

Może być tak, że to, co jest dobre dla ciebie, nie jest dobre dla twoich bliskich. Wzięcie ich pod uwagę również może być ważne. Zwolnienie się z pracy dlatego, że jej nie cierpisz, może być korzystne dla ciebie. Jeżeli jednak jesteś jedynym żywicielem nieletnich dzieci, takie posunięcie nie będzie słuszne. Jeżeli wierzysz, iż większość twoich problemów wynika z tego, że próbujesz być na siłę heteroseksualny i jeżeli żyjesz w małżeństwie, to działanie pod wpływem impulsu może być druzgocące dla współmałżonka.

Nie mówię ci, jakie decyzje masz podejmować. Zachęcam, żebyś znalazł sposób zyskiwania na czasie, żeby rozważyć skutki swoich działań. Tutaj, jak i w każdej innej sferze twojego życia, ważny jest wybór. Jeżeli twój wybór będzie świadomy i aktywny, jeżeli jesteś gotów dać się rozliczać ze swego zachowania, to będziesz się ze sobą czuł o wiele lepiej bez względu na to, jaką decyzję podejmiesz.

Twoje doświadczenie życiowe było tego rodzaju, że jeżeli to, co ci obiecywano nie spełniało się natychmiast, to nie spełniało się po prostu nigdy. Teraz jednak, kiedy nie żyjesz już w tym samym środowisku, reguły mogą ulec zmianie. Przypomnij sobie rzeczy, które wykonałeś rap­townie i korzyści, jakie z tego miałeś wówczas. Co miałeś z tego, że zrobiłeś to aż w takim pośpiechu? Jakie miałeś z tego korzyści na krótką metę? Jakie na dłuższą metę?

Na przykład wielu z was przestało chodzić do szkoły. Co zyskaliście? Czego żałujecie najbardziej w związku z rzeczami, które zrobiliście za szybko? Może żałujecie teraz właśnie tych rzeczy, których w danym momencie nie umieliście sobie odmówić. Trzeba, abyście zaczęli patrzeć na swoje życie w szerszej perspektywie.

Jednym ze sposobów na to jest fantazjowanie. Gdzie chciałbyś być za pięć lat? Czy dalej chciałbyś robić to, co robisz teraz? Czy chciałbyś nadać swojemu życiu inny kierunek?

Obmyśl niezbędne działania, potrzebne, aby to osiągnąć. Kiedy im się przyjrzysz, zauważysz, że cała satysfakcja nie czeka cię dopiero na końcu. Na przykład studiując po to, aby dostać stopień naukowy, nie uzyskuje się całej satysfakcji dopiero z chwilą otrzymania dyplomu.

Czeka cię wiele małych nagród po drodze. Pomyśl o tym. Weź je pod uwagę. Włącz je do swojego funkcjonowania. Wkomponuj je w swój własny system nagradzania się. Kiedy nauczyciel w szkole podstawowej rozdaje wyróżnienia tym uczniom, którzy napisali dobre wypracowania, ma to swój cel. Oznacza to: „Dobrze wykonałeś zadanie”. Nie ma sytuacji, która stawia cię wobec wyboru wszystko albo nic.

Kiedy robisz coś zbyt szybko, czasami stawiasz złe pytania lub podejmujesz złe decyzje. „Chcę się rozwieść” może oznaczać „nie chcę żyć w ten sposób”. To są dwa różne stwierdzenia. Decyzja „nie chcę żyć w ten sposób” może się przekształcić w ”NIE BĘDĘ tak żyć”. To niekoniecznie musi oznaczać rozwód.

Może to oznaczać zmianę stylu życia. Może oznaczać zgłoszenie się na terapię lub wiele innych rzeczy. Może to również oznaczać rozwód, ale niekoniecznie. Jeżeli zre­zygnujesz z natychmiastowej gratyfikacji, będziesz miał okazję dowiedzieć się, co to naprawdę oznacza. Mogłeś się czuć przytłumiony. Rozwiązaniem nie musi być rozwód. Prawdopodobnie oznacza to podjęcie nowych decyzji związanych z twoim życiem.

Nie twierdzę, że satysfakcja, na którą się czeka, jest zawsze wspanialsza od tej, którą chciałeś mieć od razu. To byłoby niemądre i nierealistyczne. Czasami odłożona satysfakcja jest wspanialsza i doświadczenie jest bogatsze, ale brakuje tego podekscytowania, odczuwanego kiedy robi się to, co się chce i kiedy się chce.

Problem z natychmiastową gratyfikacją nie polega na tym, jak się czujesz w tym momencie. Czujesz się wspaniale. Kiedy wychodzisz ze szkoły i wiesz, że już nigdy nie będziesz musiał oglądać swego nauczyciela od geometrii – wtedy czujesz się pysznie. Ten syty, słodki deser, który wczoraj zjadłeś był doskonały. A osoba, z którą poszedłeś do łóżka w chwili wielkiej namiętności, naprawdę cię podniecała.

Wszystko to prawda. Jednak istnieje druga strona medalu, która nie wpływa na radosne przeżywanie tej chwili, ale na którą ta chwila oddziałuje bardzo zasadniczo. Odejście ze szkoły i nieoglądanie więcej jakiegoś nau­czyciela oznacza również, że nie ukończysz szkoły razem ze swoją klasą i nie będziesz robiła rzeczy, które sobie wymarzyłaś po maturze. Zjedzenie pysznego deseru ozna­cza, że nie będziesz mogła nosić tego ciucha, w który miałaś nadzieję się wbić. Pójście do łóżka pod wpływem wielkiej namiętności kończy się ciążą lub innymi kom­plikacjami. Sprawa nie jest taka prosta jak samo doznanie czegoś w danej chwili. Musisz zdać sobie sprawę, że oszukujesz siebie samą. Za każdym razem, kiedy uznasz, że musisz coś zrobić od razu, natychmiast spójrz na to jak na pułapkę i zapytaj siebie, jakie byłyby konsekwencje, gdybyś została w nią złapana. Ten używany samochód, który koniecznie musiałaś dziś kupić za pieniądze odłożone na wakacje dla całej rodziny, może na dłuższą metę nie dostarczyć ci tyle zadowolenia, co na początku.

Spróbuj sobie uświadomić, że mamisz się i oszukujesz i że prowadzisz ze sobą gry. A przynajmniej usiłujesz dorobić sobie do tego uzasadnienie.

W momencie, kiedy musisz zjeść deser, postaw sobie pytanie: czy mam dać się złapać? Ciekawe pytanie, co? Z chwilą, kiedy decydujesz się go zjeść, zaczynasz dorabiać sobie do tego uzasadnienia. „To tylko mały kawałek. Zjem tylko polewę. Od jutra zaczynam dietę. Wczoraj jadłem mało, tylko lekki lunch”. Nie muszę ci powtarzać tych wszystkich rzeczy, które wmawiasz sobie sam.

Jeżeli postawisz sobie pytanie, czy dasz się złapać, wtedy możesz zareagować inaczej. Tak, zamierzasz dać się złapać. Nie schudniesz tyle, ile chciałeś. Lub w najlepszym wypadku nie schudniesz szybko. Tak, zawsze jesteś gotów dać się złapać.

Czy dasz się złapać, rzucając szkołę? Musisz o tym pomyśleć. Pomyśl o innych możliwościach, bardziej dla ciebie atrakcyjnych niż chodzenie do szkoły. Rozważ również, co zyskasz, jeśli zostaniesz w szkole. Jeżeli te pierwsze korzyści przeważą, możesz dać się złapać.

Implikacje podjęcia współżycia bez przygotowania nie wymagają dłuższego wywodu. Tak, możesz wpaść w pułapkę. To samo dotyczy kupna samochodu za rodzinne oszczędności.

Jeżeli uzmysłowisz sobie, że możesz na tym źle wyjść, następne skierowane do siebie pytanie brzmi: czy warto? Jeśli odpowiedź jest twierdząca, to baw się dobrze. Jeśli odpowiedź brzmi „nie” i postanowisz raczej poczekać lub zupełnie zrezygnować z przeżycia, które jest tylko chwilowe, również poczujesz się dobrze. Poczujesz smak satysfakcji, ponieważ miałeś wybór.

Posiadanie wyboru ma zasadnicze znaczenie. Daje ci swobodę działania lub zaniechania działania, co jest największym darem, jaki sami sobie możemy ofiarować. Uwalnia cię to od konieczności –ulegania własnym impulsom i pozwala kierować własnym życiem. Jakże wspaniała to perspektywa.



Pobieranie 461.17 Kb.

Share with your friends:
1   2   3   4   5   6   7   8   9




©operacji.org 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna
warunków zamówienia
istotnych warunków
przedmiotu zamówienia
wyboru operacji
Specyfikacja istotnych
produktu leczniczego
oceny operacji
rozwoju lokalnego
strategii rozwoju
kierowanego przez
specyfikacja istotnych
Nazwa przedmiotu
Karta oceny
ramach działania
przez społeczno
obszary wiejskie
dofinansowanie projektu
lokalnego kierowanego
Europa inwestująca
Regulamin organizacyjny
przetargu nieograniczonego
kryteria wyboru
Kryteria wyboru
Lokalne kryteria
Zapytanie ofertowe
Informacja prasowa
nazwa produktu
Program nauczania
Instrukcja obsługi
zamówienia publicznego
Komunikat prasowy
programu operacyjnego
udzielenie zamówienia
realizacji operacji
opieki zdrowotnej
przyznanie pomocy
ramach strategii
Karta kwalifikacyjna
oceny zgodno
Specyfikacja techniczna
Instrukcja wypełniania
Wymagania edukacyjne
Regulamin konkursu
lokalnych kryteriów
strategia rozwoju
sprawozdania finansowego
ramach programu
ramach poddziałania
kryteriów wyboru
operacji przez
trybie przetargu