Dorosłe dzieci alkoholikóW


CO DZIEJE SIĘ Z TOBĄ TERAZ?



Pobieranie 461.17 Kb.
Strona5/9
Data29.10.2017
Rozmiar461.17 Kb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9

CO DZIEJE SIĘ Z TOBĄ TERAZ?


Dziecko wyrasta na dorosłą osobę. Wszyscy wiemy, kto jest dorosły, dopóki nie każe się nam tego zdefiniować. Kiedy szukamy odpowiedzi, zaczynamy się zastanawiać. Nie mogę za ciebie określić, kto jest dorosły. Sam musisz to zdefiniować. Być może jest to punkt w twoim życiu, gdzie kończą się szczenięce lata? Być może stajesz się dorosły w momencie, gdy zaczynasz decydować o swoim życiu? Dla celów tej książki będziemy mówić o kimś, kto wyrósł, kto jest pełnoletni. Wtedy możesz się zastanawiać, nawet jeśli dorastanie masz już dawno za sobą: „Na ile jesteś dorosły?” Jaką rolę w twoim życiu odegrała twoja własna historia? Co z tej historii jesteś w stanie wykorzystać z pożytkiem dla siebie. Jakie fakty zdają ci się przeszkadzać? W jakiej perspektywie widzisz siebie? Jak rzeczywiście, naprawdę siebie spostrzegasz?

Stoi przed tobą wiele pytań, a wśród nich wiele takich, które wiodą do nowych pytań. Ponieważ twoja podstawo­wa struktura nacechowana jest dwuznacznością, zawsze było w tobie mnóstwo pytań. Być może nie ze wszystkich nawet zdawałeś sobie sprawę, ale jedno było jasne. Miałeś niewiele odpowiedzi.

Przyjrzyjmy się, kim jesteś dzisiaj. Po prostu przyjrzyj się sobie. Przeglądając poniższą listę cech spróbuj nie zakładać z góry, że są one dalszym potwierdzeniem tego, w jakim stopniu jesteś uszkodzony. Jeśli znam cię tak dobrze, jak mi się zdaje, to tak właśnie postąpisz.

Ta lista nie jest wynikiem badań naukowych. Jest to zbiorowa, zgodna opinia dorosłych dzieci alkoholików o sobie samych. Zgodziły się one, że te cechy stanowią część tego, kim są. Nie każda musi być prawdziwa w odniesieniu do ciebie albo może być prawdziwa tylko do pewnego stopnia. Nie jest to próba „zaszufladkowania” ciebie, ale jeżeli te rozważania nie dadzą ci nic więcej, to przynajmniej pozwolą ci trochę lepiej zrozumieć, dlaczego reagujesz tak, jak reagujesz, pozwolą ci poznać, jakie są niektóre przyczyny części twoich zachowań, których dotąd nie byłeś w stanie zrozumieć. Jest to sposób, żeby pokazać ci, że pewne sprawy, które zmusiły cię do zastanawiania się nad swoim zdrowiem emocjonalnym, są przeniesione z dzieciństwa.

Mogą być po prostu przeniesione z bycia dzieckiem alkoholika. Forma mogła ulec zmianie, ale istota pozostaje ta sama. W tym kontekście możesz przyjrzeć się owym cechom, zacząć je badać i próbować zmieniać. Zobaczmy zatem, co to są za cechy, co oznaczają i jakie są niektóre ich konsekwencje.


  • Dzieci alkoholików zgadują, co jest normalne

Znaczenie tego stwierdzenia trudno przecenić, jako że jest to ich najgłębiej zakorzeniona cecha. Dorosłe dzieci alkoholików po prostu nie mają doświadczeń z tym, co jest normalne. Wiele z nich jest w AA bądź w Al Anonie. Często zdarza się coś zabawnego, kiedy dochodzą do drugiego kroku: „Uwierzyliśmy, że siła większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie”. Wierzą w to całkowicie. Oczywiście, to prawda. Z całą pewnością jest to znaczące, ważne i zasadnicze dla ich powrotu do zdrowia. Ale przecież oni nie wiedzą, co to jest zdrowie. Patrzą na rzeczy, które wydają się normalne i starają się je naśladować. Jednak to, co naśladują, może być albo może nie być normalne, więc takie osoby zachowują się tak, jak gdyby były normalne, bez posiadania zdrowej podstawy do dokonywania takiego rozróżnienia.

Jest to bardzo podobne do tego, jak czują się homoseksualiści, zanim się ujawnią. Spędzając całe życie na maskowaniu się po to, ażeby ich nie odkryto, bardzo dotkliwie odczuwają swoje zagubienie. Wiele czasu spędzają na zgadywaniu tego, co by przeżywali, gdyby byli heteroseksualni, a inni nie wiedzieliby pewnych rzeczy na ich temat.

Nie widzę, żeby to się tak bardzo różniło od dorosłych dzieci alkoholików. Przez całe życie zgadują, co jest właściwe, po to, żeby inni nie zorientowali się, że oni nie wiedzą, co robią. Martwią się i gubią w sprawach, co do których są przekonani, że dla innych nie są powodem zmartwień ani zagubienia. Nie czują się na tyle wolni, żeby pytać, więc nigdy nie wiedzą na pewno. Co jeszcze ważniejsze, nie chcą wyglądać na głupich. Gdy od osób takich jak ja słyszą stwierdzenia typu: „Jedyne głupie pytania to pytania nie postawione”, nie odzywają się głośno. Ale mówią sobie w duchu: „To ona tak uważa! Gdyby tylko wiedziała…”

Ostatecznie, jeśli spojrzeć na twoją historię – skąd miałeś mieć jakiekolwiek pojęcie o normalności? Twoje życie domowe wahało się od lekko zwariowanego do niesłychanie groteskowego. Ponieważ było to jedyne życie domowe jakie znałeś, to co inni uznaliby za „lekko zwariowane” czy „niesłychanie groteskowe”, dla ciebie było zwyczajne. Jeśli zdarzył się dzień, który ktoś mógłby określić jako „normalny”, z pewnością nie był on typowy i dlatego na pewno nie miał większego znaczenia. Poza chaotycznym życiem z dnia na dzień, część twojej aktywności pochłaniało życie w fantazji. Żyłeś w świecie, który sam sobie stworzyłeś – takim, jak wyglądałoby życie GDYBY… Jak wyglądałby twój dom, GDYBY… Jak odnosiliby się do siebie rodzice, GDYBY… Co stałoby się dla ciebie możliwe, GDYBY… I skonstruowałeś całe życie na podstawie czegoś, co zapewne było niemożliwe. Nierealistyczne fantazje o tym, jakie byłoby życie, gdyby ojciec czy matka przestali pić, prawdopodobnie pomogły ci przetrwać, ale przyczyniły się do twojego wewnętrznego zamętu.

Widziałeś programy pt. „Tata wie najlepiej” oraz inne podobne i uznałeś, że ludzie naprawdę tak żyją. Co wi­działeś? Domy, które odwiedzałeś, różniły się od twojego, a ich gospodarze prawdopodobnie przedstawiali się od najlepszej strony. Nawet jeśli tak nie było, nie mogłeś mieć prawdziwego wyobrażenia o tym, jak wyglądało życie w czyimś domu, ponieważ tam nie mieszkałeś.

Dzieci z bardziej normalnych domów wiedzą, że tego typu programy nie pokazują życia takiego, jakim ono naprawdę jest. Oglądają je jak bajkę i albo im się to podoba, albo denerwuje je taka słodycz i doskonałość, wiedzą, że nikt naprawdę tak nie żyje i że nie wszystko ZAWSZE dobrze się kończy.

Widać wyraźnie, że nie masz układu odniesienia, który mówiłby ci, jak to jest, kiedy żyje się w normalnym domu. Nie masz również układu odniesienia co do tego, jakie uczucia i reakcje są w porządku, a jakie nie. W bardziej typowych sytuacjach nie trzeba cały czas chodzić na palcach. Nie trzeba ciągle kwestionować własnych uczuć ani się ich wypierać. Ponieważ tak robiłeś, pogubiłeś się. Wiele rzeczy z przeszłości przyczyniło się do tego, że teraz musisz zgadywać, co jest normalnie.

Niedawno skierowano do mnie na terapię 13-letniego chłopca. Jego rodzice obydwoje byli zdrowiejącymi alkoholikami i obydwoje byli dziećmi alkoholików. Ponieważ chłopiec miał kłopoty w szkole, zastępca dyrektora stwierdził, że ma on poważne problemy emocjonalne i powinien zwrócić się po pomoc psychologiczną. Wiedząc, że to małżeństwo to dzieci alkoholików, miałam bardzo ważną informację: oni sami nie wiedzieli, jak to jest, kiedy się ma trzynaście lat. Wiedziałam, że jako dzieci alkoholików nigdy nie byli typowymi trzynastolatkami.

Jeszcze zanim spotkałam się z ich synem, opisałam im, co to znaczy być trzynastolatkiem dorastającym w zwy­czajnym domu. Sprawiło im to wielką ulgę, ponieważ opisałam ich syna. Z żadnym trzynastolatkiem nie ma łatwego życia. Po kilku wizytach chłopca byłam mile zas­koczona, stwierdzając że nic złego się z nim nie dzieje. Tak, miał trudności w szkole. Tak, był bardzo rywalizujący. Owszem, był w konflikcie z zastępcą dyrektora. Nie było jednak powodu, aby posyłać go do terapeuty. Nie było w tym chłopcu nic, czego nie wyleczyłby sam fakt przebrnięcia przez wiek trzynastu lat.

Zerwanie więzi i izolowanie się występuje nie tylko w rodzinach dotkniętych alkoholizmem. Tak zwane „normalne” rodziny mają również swoje dobre i złe dni. Dzieci żyjące w ”normalnych” rodzinach mogą sprawiać problemy wychowawcze i czuć się emocjonalnie wyizolowane. Stanowi to część procesu dorastania, czasami może również oznaczać poważniejsze trudności. Kluczową sprawą jest umieć to rozróżnić, a w rodzinie uwikłanej w alkoholizm trudniej jest oddzielić i ocenić te sprawy realistycznie.

Gdyby ci rodzice nie byli dziećmi alkoholików, łatwiej byłoby im rozpoznać typowe zachowania nastolatka. Oczy­wiście jest ich zasługą, że dostatecznie zatroszczyli się o wyjaśnienie swoich wątpliwości. Jednak to trochę smutne, że nie byli w stanie stwierdzić, jak świetnie radzą sobie jako rodzice…, że wychowali zupełnie normalne, zdrowe dziecko, które przeżywa wszystkie typowe i normalne kryzysy doras­tania. Ich własna historia życia sprawiła, że nie wiedzą, co jest normalne.

Jest to przykład jak bycie dzieckiem alkoholika i ko­nieczność zgadywania, co jest normalne może wpływać na pełnienie roli rodzica. Następny przykład pokazuje, jaki to może mieć wpływ na układ małżeński.

Kiedy zgłosili się do mnie Beth i James, on był już od 16 lat zdrowiejącym uczestnikiem ruchu AA, Beth zaś tyle samo czasu była w Al–Anonie. Byli bardzo oddanym małżeństwem, które długo i mozolnie pracowało nad sobą indywidualnie, również nad swoimi relacjami rodzinnymi oraz małżeństwem. Beth, która właśnie miała przejść operację wycięcia macicy, uważała to za bardzo znaczący, przełomowy moment w jej życiu. Całe dotych­czasowe życie spędziła zajmując się mężem, szóstką dzie­ci i domem.

Chciała, aby teraz nią się opiekowano i aby jej pobłażano przez jakiś czas. Chciała, aby dzieci się nią zajmowały i żeby mąż zwolnił się z pracy jeśli trzeba, mimo że właśnie został szefem przedsiębiorstwa. Domagała się, żeby zajął się dziećmi i wspierał ją emocjonalnie i fizycznie. Dała jasno do zrozumienia, że teraz ma być czas dla niej i chciała, żeby każdemu to odpowiadało.

James był opiekuńczy i dodawał jej otuchy, ale ona nie była pewna, czy robi to szczerze. Kiedy do mnie przyszli, byli w konflikcie.

Wiedziałam, że James, będąc sam alkoholikiem, był również dzieckiem alkoholika. Oznaczało to, że wyrósł w środowisku, w którym nie był pewien, jak ma się czuć. Nie miał pewności jaka reakcja na tę sytuację byłaby poprawna. Był niespokojny i zdezorientowany; wiedziałam, że problem trzeba wyraźnie określić.

Zwróciłam się więc do Jamesa i powiedziałam: „Na twoim miejscu miałabym teraz mieszane uczucia. Chciałabym być oparciem dla żony, ponieważ wiele dla mnie znaczy. Myślałabym również, że robi ze swojej operacji wielki problem. Kobiety na całym świecie przechodzą takie operacje i choć jest to poważny zabieg, rzadko się zdarza – jeśli w ogóle – żeby kończył się śmiercią, a ona robi wokół tej sprawy więcej zamieszania niż potrzeba. Wiele żon moich przyjaciół przeszło taką operację i nie robiły z tego takiego wielkiego problemu jak Beth. Na twoim miejscu chciałabym być do jej dyspozycji na tyle, na ile mogłabym, ale bardzo by mnie zmartwiło, gdybym musiała odwołać wyjazdy w interesach i wychodzić wcześnie z biura wiedząc, że trzeba tam dopilnować roboty. Poza trudnościami, jakie mam w biurze, musiałabym przecież jeszcze martwić się o prowadzenie domu i o dzieci. Wiesz, rzeczywiście uważałabym, że jest to dla mnie ciężar i czułabym, że w tym wszystkim w ogóle nie bierze się mnie pod uwagę. I że oczekuje się ode mnie, żebym zupełnie zapomniała o sobie, przejęła na siebie wszystkie te role i jeszcze była zadowolona. Byłabym nieco urażona, jednak nie mogłabym się do tego przyznać, bo co by to była za niegodziwość, gdyby mężczyzna odczuwał coś takiego w stosunku do kobiety, którą kocha, w trudnym dla niej momencie, kiedy powinien być dla niej oparciem”.

Opisałam mu typowe reakcje na taką sytuację i chociaż jego uczucia były typowe i łatwe do przewidzenia, on o tym nie wiedział. Gdy był dzieckiem, wolno mu było wyrażać jedynie te uczucia, które jego matka uznawała za dopuszczalne. Stopniowo, z biegiem lat nauczył się ukrywać swoje uczucia. Było to o wiele bardziej satys­fakcjonujące niż narażanie się na niezadowolenie matki. W obecnej sytuacji, ponieważ ocenił swoje uczucia jako nieodpowiednie i nie chciał ryzykować niezadowolenia żony, nie ujawniał ich.

Patrzył na mnie z ustami szeroko otwartymi ze zdziwienia. Na pewno czuł się tak, jak gdybym zdjęła z niego całe ubranie i jakby siedział przede mną zupełnie goły. Wtedy Beth powiedziała: „Oczywiście, James, przeżywasz wszystkie te uczucia. Oczywiście, że tak. Czułam się dokładnie tak samo, kiedy byłeś w szpitalu ostatnim razem, a ja musiałam się tobą opiekować”. Dało się odczuć ulgę w całym pokoju. James odkrył, że wszystkie jego uczucia są w porządku , absolutnie na miejscu, naturalne i NORMALNE. Nie wiedział, że przeżywanie wszystkich tych uczuć nie oznacza wcale, że jest draniem i nie troszczy się o swoją żonę. Ktoś musiał mu to powiedzieć.

Jak tylko uzyskałam informację, że jest on dorosłym dzieckiem alkoholika, nietrudno było skoncentrować się dokładnie na tym, co jest źródłem problemów tego małżeństwa.

Jak się później okazało, ona bardzo szybko wróciła do zdrowia po operacji, on potrafił być dla niej oparciem i ich małżeństwo układa się dobrze. Ona teraz bardziej pamięta o tym, że jej mąż po prostu nie wie pewnych rzeczy, on rozumie, że jego reakcje nie są znowu takie dziwne, zwłaszcza te, które jako dziecko nauczył się tłumić.


  • Dorosłe dzieci alkoholików mają trudności z przepro­wadzeniem swoich zamiarów od początku do końca

Pewnego wieczoru tematem spotkania dorosłych dzieci alkoholików było zjawisko „odkładania na później”. Kiedy zaprosiłam ich do rozmowy o tym, co to dla nich oznacza, pierwsza odpowiedź brzmiała: „Jestem rekordzistą świata w zwlekaniu” lub „Jakoś chyba po prostu nie jestem w stanie doprowadzić niczego do końca”. Kiedy poprosiłam niektórych, aby wymienili coś bardziej konkretnego, Bob powiedział: „Wiem o co ci chodzi. Właśnie teraz się z tym borykam. Mam problemy w pracy, kiedy próbuję uporządkować informacje i spisać je na kawałku papieru. Niesłychaną trudność sprawia mi zobaczenie, co jest, i napisanie tego po prostu na kartce papieru. Siedzę i plączę się, dopóki ktoś nie powie: „Co ty do diabła robisz? Masz zrobić to i to, i chcę to mieć zrobione!” Wtedy nagle wszystko staje się oczywiste, ale dlaczego, u licha, sam o tym nie pomyślałem? Boję się. To jest moje zajęcie. To jest istota wszystkiego, co robię. Nie mogę tak w nieskończoność. Nie mam zamiaru wiecznie być traktowany jak nowo przyjęty pracownik, jestem przerażony”.

Wypowiedź Amy była taka: „Przygotowując dłuższy artykuł nie mogę ruszyć z miejsca. Naprawdę chciałabym wiedzieć, co u licha ze mną jest, że po prostu nie umiem go sklecić. Mam cały potrzebny materiał, ale nie potrafię go uporządkować. Tyle mnie kosztuje, żeby tego nie rzucić, nawet jeśli mnie to ciekawi i chcę go skończyć. To takie pieprzone szarpanie się.

Kiedy byłam w collegu, wszystkie te niedokończone prace były oceniane na niedostateczny. Wszystkie przedmioty zaliczałam na piątkę, ale każda dwója doprowadzała mnie do rozpaczy. Też się boję, ponieważ ma to wpływ również na moją pracę”.

Wszystkie te komentarze są dość typowe i łatwo zrozumieć, dlaczego mają tę trudność. Ci ludzie nie są maruderami w zwyczajnym rozumieniu tego słowa.

W typowym domu alkoholika aż się roi od obietnic. Wspaniała praca zawsze była tuż, tuż. Wielki interes był zawsze w zasięgu ręki. To, co trzeba było zrobić w domu, miało być zrobione błyskawicznie. Zabawka, która miała być skonstruowana – samochodzik, domek dla lalek – i tak dalej.

„Zrobię to. Zrobię tamto”. Ale w rzeczywistości ani to, ani tamto nigdy się nie zdarzało. Mało tego, alkoholik domagał się pochwały już za sam pomysł, za samą intencję. W takim otoczeniu wyrosłeś.

A pamiętasz trochę poważniejsze projekty? Pomalowa­nie dużego pokoju na przykład? Pamiętasz jak alkoholik wyszedł, kupił farbę, wrócił, przykrył wszystkie meble przed malowaniem, a potem całe lata trwało, zanim pokój w końcu został pomalowany? To znaczy zanim twoja matka w którymś momencie straciła cierpliwość i sama go po­malowała.

Wiele było podobnych projektów. Mnóstwo wspaniałych pomysłów nigdy nie zrealizowanych. A jeśli już do tego doszło, to upłynęło tyle czasu, że zdążyłeś zapomnieć, o co chodziło na początku.

Kto miał czas, żeby usiąść z tobą, kiedy wpadłeś na jakiś pomysł i powiedzieć: „To dobry pomysł. Od czego zamierzasz zacząć realizację? Ile czasu ci to zajmie? Na jakie etapy to podzielisz?” Prawdopodobnie nikt. Czy było kiedyś tak, żeby jedno z twoich rodziców powiedziało ci: „Świetnie! Ten pomysł jest fantastyczny! Jesteś pewien, że ci się uda? Czy umiesz podzielić tę pracę na mniejsze kawałki? Czy potrafisz sobie poradzić?” Pewnie nigdy te­go nie słyszałeś.

Nie chcę przez to powiedzieć, że WSZYSCY rodzice, którzy nie mają problemu z alkoholem, uczą swoje dzieci, jak rozwiązywać problemy. Chcę natomiast podkreślić, że w rodzinie funkcjonalnej dziecko widziało takie za­chowania i postawy, które mogło naśladować. Dziecko obserwuje ten proces i może nawet w trakcie zadawać pytania. Uczenie się może być raczej pośrednie niż bezpośrednie, ale jednak się odbywa. Ponieważ twoje doświadczenie było tak bardzo odmienne, nie dziwi mnie, że masz problemy z przeprowadzeniem zamierzonego pomysłu od początku do końca. Nie widziałeś tego u siebie w domu i nie wiesz jak to zrealizować. Brak umiejętności to nie to samo co odwlekanie.

W ostatniej części książki będzie mowa o tym, jak zmienić ten niepokojący stan rzeczy.


Kłamstwo jest podstawowym elementem systemu rodzinnego dotkniętego alkoholizmem. Występuje po części w przebraniu jawnego zaprzeczania nieprzyjemnej rzeczywistości, krycia, niespełnionych obietnic i niekon­sekwencji. Przybiera wiele form i ma liczne konsekwencje. Chociaż jest nieco inne niż ten rodzaj kłamstwa, o jakim zwykle się mówi, to jednak z pewnością jest odstępstwem od prawdy.

Pierwszym i najważniejszym kłamstwem jest zaprze­czanie przez rodzinę, że istnieje problem. Kłamstwem jest więc udawanie, że w domu wszystko jest w porządku. Rodzina rzadko omawia tę sprawę otwarcie, nawet między sobą. Być może gdzieś w swoich skrytych myślach ktoś rozpoznaje prawdę, ale toczy się również walka, by temu zaprzeczyć.

Następne kłamstwo, krycie, jest związane z poprzednim. Nieuzależniony członek rodziny kryje alkoholika. Będąc dzieckiem widziałeś, jak tuszował jego zachowania.

Słyszałeś, jak matka telefonicznie usprawiedliwiała ojca, że nie wykonał jakiegoś swojego zobowiązania lub że się spóźnił. Jest to część tego kłamstwa, w którym żyłeś.

Słyszałeś również wiele obietnic od swego rodzica – alkoholika. One także okazywały się kłamstwami.

Kłamanie było normą w twoim domu i stało się częścią twojego doświadczenia i czymś, co mogło ci się przydać. Czasami dzięki niemu życie stawało się o wiele wygod­niejsze. Jeśli skłamałeś, że wykonałeś swoją pracę, mogłeś trochę poleniuchować. Jeśli skłamałeś wyjaśniając, dlacze­go nie możesz przyprowadzić kolegi do domu lub dlaczego późno wróciłeś, mogłeś uniknąć nieprzyjemności. Wydawa­ło się, że kłamstwo wszystkim upraszcza życie.

Chociaż w rodzinie mówiło się, że mówienie prawdy jest cnotą, wiedziałeś, że niewiele dla nich znaczą te słowa. W ten sposób prawda straciła znaczenie.

Kłamstwo stało się nawykiem. Właśnie dlatego uza­sadnione jest twierdzenie, że: „Dorosłe dzieci alkoholików kłamią, gdy równie dobrze mogłyby powiedzieć prawdę”. Jeśli jednak kłamstwo jest czymś, co słyszałeś jako rzecz naturalną, być może nie jest równie łatwo mówić prawdę. W tym kontekście zdanie: „Byłoby równie łatwo powiedzieć prawdę” oznacza, że nie odnosiłeś żadnych realnych korzyści z kłamania.

Poniższe uwagi zostały wypowiedziane przez dorosłe dzieci alkoholików zaniepokojone tym, że kłamią. Prawdopodobnie rozpoznasz tu siebie, przynajmniej częściowo.

26-letnia Joan, terapeutka, której matka była alkoholiczką, powiedziała: „Łapię się na tym, że kłamię i w środku zdania chcę powiedzieć: 'Stop! To nie tak. To kłamstwo. Zacznijmy jeszcze raz', ale za bardzo wstydzę się, żeby to zrobić. Nie wiem, czy musiałam kłamać jako dziecko. Po prostu wiem, że kłamałam. Sądzę, że miałam w zwyczaju zmyślać historie po to, żeby mnie zauważono, i czuję się z tym niedobrze, że nikt nie przyłapał mnie na kłamstwie, ponieważ gdyby ludzie rozmawiali ze mną, słuchali mnie, gdyby mnie znali, musieliby wiedzieć, że to łgarstwo, a byłam w tym naprawdę dobra. Czasami zaczynałam udawać, że jestem chora, a potem rzeczywiście chorowałam. Byłam w tym naprawdę doskonała. To było o wiele łatwiejsze niż przyznać, że nie umiem zrobić czegoś, co inni umieli. Czułam, że byłoby straszne, gdybym nie potrafiła z tym skończyć; straciłabym twarz. Jednak było to smutne, nie lubiłam tego robić. Towarzyszył temu zawsze paniczny strach, że mnie przyłapią. Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby mnie przyłapali i żeby cała ta zabawa w kotka i myszkę mogła się skończyć. Wydawało mi się tak dlatego, nie wierzyłam, że mogę dalej tak postępować. Nie wiedziałam, jak wyplątać się z tego, więc znów zaczynałam zmyślać. To bardzo wszystko komplikuje. Dawniej musiałam zrywać przyjaźnie, ponieważ już nie byłam w stanie kontrolować wszystkich swoich kłamstw. Chcę przestać kłamać. Naprawdę chcę przestać. Kiedy przyłapuję się na kłamstwie, jestem śmiertelnie przerażona. Chcę wtedy powiedzieć sobie: 'Przestań', zawrócić i dojść do prawdy. Naprawdę nie wiem, co robić. Kiedy jest to coś błahego, jakaś drobnostka bez znaczenia, czuję się jak ostatnia idiotka”.

Jeff, 30-Ietni inżynier, który ma obydwoje rodziców zdrowiejących alkoholików, powiedział: „Pamiętam sytuację, kiedy użyłem poważnego kłamstwa. Wraz z paroma przy­jaciółmi byłem na wędrówce w Górach Białych (White Mountains). Wędrowaliśmy w śniegu z jakiejś chaty do innego miejsca oddalonego o kilka mil. Temperatura spadła i było naprawdę bardzo zimno. Byłem bez śniadania, pa­kowaliśmy się w dużym pośpiechu i zjadłem tylko tabliczkę czekolady czy coś takiego. Biegłem za nimi wszystkimi na końcu. Po drodze zaczęliśmy się oddalać jeden od drugiego. Wiał bardzo silny wiatr i cała okolica była zasypana śniegiem. Zacząłem zostawać w tyle za innymi i pamiętam, że miałem ogromny żal, że inni nie zwolnili tempa i nie zaczekali na mnie, a jednocześnie byłem zły na siebie, że nie umiałem dotrzymać im kroku. Czytałem książkę o odmrożeniach. Wiedziałem, jak ich oszukać, i zrobiłem to. Zwolniłem kroku i zostałem w tyle, jednym z symptomów jest zmącenie umysłu, więc zacząłem błądzić, schodząc ze ścieżki. Zanim wszyscy się zebrali i zaczęli się zastanawiać, gdzie jestem, zmarnowaliśmy dobrą godzinę. Potem zawrócili i zrobili wszystko, co należy zrobić chcąc uratować kogoś przed odmrożeniem. Naprawdę było mi potrzebne to zainteresowanie i przy­puszczam, że właśnie doszedłem do momentu, kiedy zrobiłbym chyba wszystko, żeby zwrócić na siebie uwagę. Odchodzili, a ja zostawałem w tyle i nikt tego nie zauważył. Byliśmy w górach i mogłem zamarznąć na śmierć, a kiedy to sobie powiedziałem, łatwo było zrobić następny krok. W porządku, tak, zamarznę na śmierć. Zobaczymy, co powie­cie, kiedy zamarznę.

W rzeczywistości wydałem 200 dolarów na wymyślny ekwipunek, tak że mógłbym leżeć w śniegu przez miesiąc i nie zamarzłbym. Po prostu oszukałem ich. Denerwowałem się, że mnie na tym przyłapią. Wiedziałem, jak sobie radzić, ale fizycznie nie byłem w stanie robić tego co inni.

Wiem, że kiedy byłem dzieckiem, prawda nie miała żadnego znaczenia. Kiedy moi rodzice „rozwijali żagle”, było zupełnie nieważne, co się mówiło lub czego się nie mówiło. Kiedy matka się upijała, była we własnym świecie, a rozmowa toczyła się wokół wieku pralki czy lodówki lub czegoś podobnego. Ja się nie liczyłem. Nie było nic takiego jak: „Mógłbyś mieć lepsze stopnie” czy coś w tym rodzaju. Po prostu mnie w tych rozmowach nie było.

To samo w dużej mierze dotyczy mojego ojca. On również był wyizolowany. Tak więc nie było żadnej prawdy ani kłamstwa. Można było mówić, co się chciało. Można było tańczyć nago z różą w zębach, oni po prostu nic by nie zauważyli”.

Steve, 36-letni terapeuta odwykowy z dwojgiem rodziców alkoholików, powiedział: „A co z pragnieniem przetrwania? Kiedy byłem dzieckiem, stałem się skończonym łgarzem, głównie poprzez selekcjonowanie swoich wypowiedzi. Za każdym razem, kiedy ojciec pytał mnie o coś, a ja udzie­lałem prostej odpowiedzi, zawsze ją krytykował. Przestałem więc odpowiadać jednoznacznie i stwierdziłem, że to bardzo dobry sposób. Kiedy ojciec krytykował moją niejednoznaczną odpowiedź, mogłem odrzucić krytykę jako pozbawioną w praktyce jakiejkolwiek wartości, ponieważ to, co mu powiedziałem, i tak nie było prawdą. Latami podtrzymywałem taką sytuację. Przez 98% czasu jestem uczciwy i mam opinię człowieka uczciwego, ale zawsze mam w rezerwie te 2%. Myślę, że zacząłem ograniczać swoje kłamstwa wobec innych ludzi do minimum, ponieważ nie byłem w stanie zapamiętać, co komu powiedziałem. Muszę dokonać rozróżnienia między kłamstwami doty­czącymi rzeczy oraz dotyczącymi uczuć. Jeśli chodzi o uczucia, bardzo trudno przychodzi mi być uczciwym wobec siebie i wobec innych ludzi.

W mojej rodzinie matka miała opinię patologicznego blagiera i podejrzewam, że aby w ogóle zwrócić na siebie uwagę kogokolwiek, musiałem wszystko wyolbrzymiać. Zwłaszcza po to, aby zyskać uznanie w oczach rodziców. Kiedy byli pijani, jedno z nich albo obydwoje, bardzo łatwo było mi kłamać i uchodziło mi to na sucho. Oni i tak nie radzili sobie zbyt dobrze. Jeśli zmyśliłem czasem jakąś historię, naprawdę miałem poczucie, że wolą ją od prawdy. Nie chcieli nic wiedzieć, dopóki nie wylądowałem w areszcie bądź nie narobiłem im jakichś kłopotów”.

„Wkrótce nauczyłem się, że mówienie prawdy to chyba najgorsza rzecz, jaką mogę zrobić. Kłamanie było w porządku, a ja musiałem tylko być wystarczająco bystry, by to zatuszować. Bardzo rzadko miałem z tym kłopoty, więc rzadko kwestionowano moją wiarygodność”.

Sandra, 23-letnia dziewczyna, dziecko dwojga alko­holików, powiedziała: „Kłamstwo jest czymś, czego absolutnie nie będę tolerowała u innych ludzi. Mój były mąż kłamał jeszcze zanim się pobraliśmy i to spowodowało, że prawie ze sobą zerwaliśmy. Sama sobie kłamię nieustannie i nawet o tym nie wiem. Potrafię wyprodukować jakiś pomysł lub koncepcję i stwierdzić, że to właśnie czuję, i wierzyć w to każdą cząstką siebie. Kiedyś zaskoczyła mnie jak uderzenie w twarz myśl: „Przecież w to nie wierzysz!. Oszukiwałam siebie cały czas i nadal to potrafię robić – okłamywać siebie – ale mam naprawdę ogromne trudności w okłamywaniu innych. To znaczy nie kłamię naumyślnie, ale kiedy dochodzi do momentu, że muszę być zbyt szczera, wtedy zazwyczaj zrywam znajomość. Odcho­dzę, kiedy bycie szczerą staje się zbyt trudne.

Jest bardzo niewielu ludzi, z którymi jestem szczera, jeśli chodzi o moje uczucia. Mogę czuć się wewnętrznie zdruz­gotana, ale jeśli ktoś mnie zapyta, jak się mam, odpowiadam mu: 'Świetnie'.

W pracy jestem uczciwa, ale nie zwierzam się, więc jak mogę w ich sprawach być nieszczera? W AA mówię coś o sobie, ale nie za dużo. Wtedy, kiedy jestem naprawdę szczera, ludzie patrzą na mnie, jakbym była jakaś dziwna”. „Uważam siebie za uczciwą, ponieważ byłam córką pastora, znam przykazanie 'nie będziesz mówił fałszywego świadectwa'. A teraz, myśląc o tym, uświadomiłam sobie, że matka nigdy mi nie wierzyła. Nigdy mi nie wierzyła, kiedy byłam dzieckiem.

Kiedyś biegłam ze szkoły do domu, a inne dzieci rzucały we mnie kamieniami. Kiedy znalazłam się w domu i powiedziałam o tym mamie, ona odpowiedziała: 'To nieprawda. Kłamiesz'. Brakowało mi tchu, byłam wyczer­pana, łzy spływały mi po policzkach, a ona mi nie wierzyła. Tak było zawsze.

Pewnego razu dzieci wlokły mnie po schodach z cegły i podrapały mi plecy. Ona w to nie uwierzyła. Nie wierzyła, że dzieci mogły zrobić coś takiego jej córce. Czułam się, jakbym waliła głową w mur – nic nie docierało.

Pewnie dlatego jestem ostrożna w tym, co teraz decyduję się opowiedzieć innym. Nie chcę, żeby mi nie wierzyli, jeśli mówię prawdę. Nie chcę podejmować takiego ryzyka. Więc wolę ujawniać bardzo niewiele”.

Opowiadając, co kłamstwo oznacza w ich życiu, ci ludzie wykazują wysoki poziom samoświadomości i śmiałą szczerość w dzieleniu się swoimi trudnościami w mówieniu prawdy. Jest to pierwszy krok ku zmianie tego aspektu ich osobowości. Jeśli chcesz, ty również możesz się zmienić.


1   2   3   4   5   6   7   8   9




©operacji.org 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna
warunków zamówienia
istotnych warunków
przedmiotu zamówienia
wyboru operacji
Specyfikacja istotnych
produktu leczniczego
oceny operacji
rozwoju lokalnego
strategii rozwoju
kierowanego przez
specyfikacja istotnych
Nazwa przedmiotu
Karta oceny
ramach działania
przez społeczno
obszary wiejskie
dofinansowanie projektu
lokalnego kierowanego
Europa inwestująca
Regulamin organizacyjny
przetargu nieograniczonego
kryteria wyboru
Kryteria wyboru
Lokalne kryteria
Zapytanie ofertowe
Informacja prasowa
nazwa produktu
Program nauczania
Instrukcja obsługi
zamówienia publicznego
Komunikat prasowy
programu operacyjnego
udzielenie zamówienia
realizacji operacji
opieki zdrowotnej
przyznanie pomocy
ramach strategii
Karta kwalifikacyjna
oceny zgodno
Specyfikacja techniczna
Instrukcja wypełniania
Wymagania edukacyjne
Regulamin konkursu
lokalnych kryteriów
strategia rozwoju
sprawozdania finansowego
ramach programu
ramach poddziałania
kryteriów wyboru
operacji przez
trybie przetargu