Znów jechała do swojej samotni. Takie miejsce tu, na mazurach często można spotkać, ale dla Natalii było ono wyjątkowe. Ona go odkryła I pragnęła zachować przed wzrokiem innych tylko dla siebie



Pobieranie 135,08 Kb.
Strona1/3
Data12.11.2017
Rozmiar135,08 Kb.
  1   2   3

Znów jechała do swojej samotni. Takie miejsce tu, na mazurach często można spotkać, ale dla Natalii było ono wyjątkowe. Ona go odkryła i pragnęła zachować przed wzrokiem innych tylko dla siebie. Jak zawsze na rowerze, z plecakiem, tym razem ubrana w luźną, kwiecistą spódnicę długą aż do kostek i błękitną bluzkę bez rękawów. Dzień choć lipcowy nie był zbyt upalny, ale ona nawet gdy było bardzo gorąco nie zakładała skąpych strojów. Przynajmniej starała się tego unikać w miejscach publicznych. Gdy była w swoim ogrodzie zdarzało się jej opalać w stroju kąpielowym, ale wtedy czuła się bezpiecznie mając pewność, że nikt jej nie podgląda.
Duży, piękny i gustownie urządzony ogród jaki otaczał willę w której mieszkała dawał poczucie intymności. Wiele w nim było miejsc zacisznych, zgoła tajemniczych gdzie można było ukryć się przed całym światem. O każdej porze roku te alejki, klomby pełne kwiatów, oczka wodne, potężne dęby i malutkie iglaki wyglądały bajecznie. Oprócz miejsc starannie utrzymanych i pielęgnowanych pełno w nim było zakamarków porośniętych prawie dziką roślinnością i drzewami leśnymi. Tak to sosny, świerki, buki, klony, kasztany i wiązy walczyły ze sobą o każdy centymetr przestrzeni i promień światła. Właściwie to był prawdziwy las ogrodzony i włączony do ogrodu. Natalia uwielbiała dziką przyrodę. Mogła godzinami siedzieć i przyglądać się jak delikatne powiewy wiatru poruszają liśćmi drzew a po pniu łażą mrówki. Wyciszała się wtedy i uzupełniała siły witalne. Pozornie nieruchomy las tętnił życiem w ukryciu.
Ten wielce oryginalny i fantazyjny ogród był dziełem mamy Natalii. Biorąc pod uwagę fakt, że była bardzo zdolnym architektem specjalizującym się w zagospodarowaniu terenów zielonym nie było w tym nic nadzwyczajnego. Architektem był też jej mąż, a ojciec Natalii.
Poznali się na studiach w stolicy. Obojgu było bardzo ciężko utrzymywać się w obcym mieście. Ona nie mogła liczyć na pomoc rodziny on zaś nie chciał. Ale wrodzony talent i ciężka, systematyczna praca pozwoliło obu otrzymać wymarzone staże w renomowanej firmie. Z czasem, już po studiach stawali się coraz bardziej znani i coraz lepsi. Niby niczego im nie brakowało – wzięli ślub i zamieszkali razem, zarabiali więcej niż dobrze, ale...... wraz z dwoma kolegami z pracy i jednym jeszcze ze studiów postanowili założyć własną firmę. Było ciężko, korzystali z pomocy każdej życzliwej im osoby, ale z czasem wszystko zaczęło się rozkręcać. Dzięki znajomościom stawali się podwykonawcami swoich byłych pracodawców, a z czasem sami zaczęli zlecać wykonanie niektórych pomniejszych projektów. Firma stawała się coraz bardziej znana i modna w środowisku i przynosiła im coraz większe wymierne korzyści. Skłoniło ich to do zmiany mieszkania na większe i w lepszej dzielnicy. Ale najważniejszym powodem tej decyzji było to że urodziła się Natalia.
Narodziny dziecka wcale nie były dla nich przeszkodą w drodze do kariery. Ona do ostatnich tygodni ciąży siedziała nad projektami i zmieniło się tylko to, że nie mogła spotykać się z ich zleceniodawcami. W niedługim też czasie po porodzie ponownie wróciła do pracy. Od początku było wiadomo że będą musieli zatrudnić opiekunkę.
Dziewczyna która zgłosiła się z ogłoszenia w prasie zaprezentowała się podczas rozmowy kwalifikacyjnej wręcz katastrofalnie. Cała czerwona, ze łzami w oczach nie mogła sklecić nawet jednego prostego zdania. Ledwo zdołała powiedzieć, że ma na imię Edyta i odpowiadać na proste pytania Ale miała w sobie to coś co ich w niej ujęło i to właśnie ona została opiekunką Natalii. Prosta dziewczyna ze wsi emanowała dobrocią i opiekuńczością. Stało się to jasne gdy pozwolono jej wziąć na ręce swoją przyszłą podopieczną. Miała z nią wspaniały kontakt, przebojem zdobyła zaufanie i serce dziecka które natychmiast usnęło w jej ramionach. Rodzice wymienili tylko porozumiewawcze spojrzenia i wszystko było jasne. Edyta sama po śmierci matki musiała opiekować się młodszym licznym rodzeństwem, prać i gotować. Wszystko to co musiała robić teraz nie było dla niej niczym nowym. A całkiem spore pieniądze jakie zarabiała to było wielokrotnie więcej niż to co otrzymywała w pralni za o wiele cięższą pracę gdzie była wykorzystywana niczym średniowieczna niewolnica. Nie musiała już mieszkać kątem u jakiejś przyszywanej krewnej która trzymała ją u siebie tylko przez wzgląd na trudną sytuację jej ojca, bo osobny pokój miała zapewniony, a za zarobione pieniądze mogła utrzymywać siebie i rodzeństwo. Codziennie dziękowała opatrzności za ten dar losu.
Tak mijały lata, Natalia dorastała a Edyta dobrze wykorzystywała ten czas. Sumiennie wykonywała swoje obowiązki i przy okazji nadrabiała zaległości w wykształceniu. Właściwie to kształciła się od nowa. Nikt jej nie zabraniał korzystać z książek należących do Natalii a i ona sama chętnie tłumaczyła jej niezrozumiałe dla niej rzeczy. Edyta była nawet całkiem zdolna tylko ciężkie warunki sprawiły że skończyła tylko nędzną szkołę krawiecką. Na dalszą edukację nie miała wtedy ani czasu ani pieniędzy. Teraz korzystała nie tylko z książek jakie były w domu, ale i sama kupowała nowe. Z czasem opanowała nawet podstawy języka angielskiego. Wszystko to czego się nauczyła okazywało się bardzo pomocne dla jej rodzeństwa. Dbała nie tylko o ich byt, ale i wykształcenie. Sama Natalia uczęszczała do renomowanej szkoły i zawsze miała najlepszych nauczycieli. Rodziców było na to stać. Była bardzo zdolnym dzieckiem i nauka przychodziła jej z łatwością.
Współwłaściciele tak dobrze prosperującej firmy nie mogli mieszkać w luksusowym wprawdzie, ale jednak wynajętym mieszkaniu. Zaczęli się więc rozglądać za czymś odpowiednim. Spośród wielu ofert (pracując w branży mieli szeroki dostęp do rynku nieruchomości) wybrali piękną willę na mazurach wraz ze sporej wielkości działką, lasem i jeziorem po jakimś emerytowanym komunistycznym pułkowniku. Nie dorobił się takiego majątku pracą własnych rąk. Dotychczasowych właścicieli o arystokratycznym rodowodzie wypędzono a on w ramach nagrody za bezgraniczne oddanie partii przejął ich majątek. Nie pielęgnował ani ogrodu ani nie dbał o dom który stopniowo popadał w ruinę. Jedyne co go obchodziło to jak najczęstsze ostre popijawy z udziałem kompanów i panienek. Odgłosy pijackich imprez, przeważnie nocnych niosły się po okolicy szeroko i były prawdziwym utrapieniem dla całej wsi jeszcze do końca lat osiemdziesiątych. Wraz z odejściem komunizmu odszedł i pułkownik – pewnego mroźnego poranka znaleziono go w rowie przy drodze. Nie wytrzymało albo serce albo wątroba, ale nikogo to specjalnie nie obchodziło – ważne że udało się pozbyć uciążliwego sąsiada raz na zawsze. Wtedy posiadłość kupili rodzice Natalii. Willa (a właściwie piękny szlachecki dworek z marmurowymi kolumnami na ganku) była mocno zaniedbana. Odrestaurowano ją, przystosowano do wymogów współczesnego świata oraz dobudowano dodatkowe skrzydło. Wszystko to kosztowało niemało, ale oni od dawna nie zaliczali się już do ludzi ubogich. Projekty oczywiście przygotował osobiście pan domu, a ogrodem zajęła się żona. Urządziła go nowocześnie pozostawiając zarazem takie dzikie zakątki jakie uwielbiała Natalia i ona sama również. Przenieśli się tam prawie cztery lata temu. Wreszcie mieli gdzie urządzać spotkania biznesowe czy towarzyskie (właściwie zawsze te drugie z czasem zamieniały się w te pierwsze) dla swoich współpracowników i znaczących gości. Żyć z rozmachem i na takim poziomie o jakim zawsze marzyli. Nie wyobrażali sobie aby Edyta nie pojechała z nimi. Zżyli się z nią wszyscy tak bardzo że traktowali ją jak członka rodziny. Ona sama przyjęła ich ofertę z najwyższą radością. Nowy dom Natalii położony był niecałe czterdzieści kilometrów od jej rodzinnej wioski gdzie wciąż mieszkał jej sędziwy już ojciec i rodzeństwo spośród których nie wszyscy się jeszcze usamodzielnili. Cały czas im pomagała nie zapominając też o swoich oszczędnościach. Wraz z podniesieniem się statusu materialnego rodziny znacznie wzrosła też jej pensja. Wykonywała wciąż te same obowiązki co dawniej, prała i gotowała, robiła zakupy i zajmowała się domem z wielką radością i ochotą. To co działo się w ogrodzie nie obchodziło ją wcale. Tym zajmowała się specjalistyczna firma. Oni to wszystko przycinali i pielęgnowali, kosili trawę i wywozili odpadki. Tylko te fragmenty ogrodu stanowiące prawdziwy las pozostawały nienaruszone. A Edyta miała teraz o wiele więcej czasu dla rodziny którą tak bardzo kochała. A oni ją.
Dla Natalii właściwie niewiele się zmieniło. Mieszkała cały czas w stolicy, tam uczęszczała na te wszystkie dodatkowe zajęcia. Właśnie ukończyła z wyróżnieniem szkołę średnią i z łatwością zdała egzaminy na wymarzoną akademię sztuk pięknych. I to nie byle gdzie tylko w Paryżu. Język francuski nie stanowił dla niej żadnego problemu, podobnie jak dwa inne. Rodzice właściwie nie mieli do niej żalu że to nie ich ulubiona architektura. Ciągle mieli nadzieję, że w niedługim czasie „nawróci się” na właściwą drogę. Już teraz wykonywała niektóre mniej skomplikowane projekty samodzielnie. W trakcie roku szkolnego w domu bywała tylko w weekendy. Wracała z ojcem albo gdy ten zostawał dłużej, sama.
Piękny i duży dom prawie przez cały czas pozostawał pusty. W trakcie tygodnia bywały takie dni, że tylko Edyta w nim mieszkała. Rodzice Natalii często w ogóle nie wracali ze stolicy pracując do późna i doglądając wszystkich spraw w firmie. Nie mniej niż dwanaście godzin dziennie, a często czternaście i więcej. Ta praca ich wchłonęła, stała się całym ich życiem. Nawet wtedy gdy pozornie nie pracowali to ich umysły cały czas zaprzątały sprawy zawodowe. W domu w komplecie spotykali się tylko w niedzielę i czasami w weekendy. Często pracując w swoich gabinetach, przygotowując projekty, sporządzając oferty i odpisując na maile. Rzadko pozwalali sobie nawet na małe przyjemności.
Natalia przeważnie spędzała swój wolny czas samotnie, ale wcale na to nie narzekała. Sama była typem samotnika najlepiej czującym się w swoim własnym towarzystwie. W domu niczego jej nie brakowało, miała do własnej dyspozycji dwa piękne pokoje na piętrze willi i łazienkę. Wszystko to nowocześnie i luksusowo urządzone, pełne elektronicznego sprzętu najnowszej generacji. Pod względem materialnym niczego jej nie brakowało. Wolny czas spędzała najczęściej czytając i rysując. Od początku fascynowała ją fantastyka. Te wszystkie nierealne światy pełne niesamowitych potworów, bohaterskich rycerzy i księżniczek, zamieszkałe przez najprzeróżniejsze rasy – dobre i złe. Literatura traktująca o wszelkich niewyjaśnionych zjawiskach też nie była jej obca. Większość z jej rysunków miało właśnie baśniową tematykę. Rysowała albo te nieziemskie krainy i ich mieszkańców albo piękne krajobrazy. Wszystko z troską o najdrobniejsze szczegóły, niemal perfekcyjne, pełne nowatorskich rozwiązań i niezwykłego wyczucia. Gdy patrzyło się na to odnosiło się wrażenie, że to nie może być fikcja, że to wszystko gdzieś istnieje. Nawet w Paryżu byli pod dużym wrażeniem tego co stworzyła. Uważali że drzemie w niej ogromny potencjał. Ale sama Natalia jako zwolenniczka teorii światów równoległych była sama przekonana o tym, że to wszystko w co wierzy nie jest wytworem tylko jej wyobraźni, że gdzieś naprawdę istnieje taka rzeczywistość.
Szybko też odkryła piękno okolicy w jakiej się teraz osiedlili. Jako osoba o dużej wrażliwości uwielbiała piękno płynące z niezmąconej żadną ingerencją pierwotnej przyrody. Wspaniałe lasy, duże jeziora i małe leśne oczka wodne, bagna i moczary, szuwary pełne dzikiego ptactwa. Wszystko to miała na mazurach pod dostatkiem.
Siadała czasami na werandzie i opalała się w stroju kąpielowym, z kapeluszem na głowie czytając książkę lub po prostu nie robiąc nic. Leżąc na kocu lub leżaku zamykała oczy rozkoszując się przyjemnym ciepłem, na granicy jawy i snu pozwalała unosić się fali marzeń. Często rozkładała koc tuż przy swoim lesie i tam w cieniu drzew stawała się jakby częścią przyrody. Po kilkudziesięciu minutach nieruchomego leżenia otoczenie zaczyna akceptować jej obecność. Owady przysiadają na chwilę na jej nagim ciele spiesząc się do swoich pilnych spraw, opadają na nią fragmenty kory i malutkie gałązki, uschnięte igły i pomarszczone chociaż ciągle jeszcze zielone liście. Kolorowy mały ptaszek usiadł na trawie na wyciągnięcie ręki. Czujny, rozgląda się nerwowo wokoło kręcąc główką i przypatrując się wszystkiemu uważnie malutkimi jak paciorki wytrzeszczonymi oczkami. Zabiera z trawnika nieuważnego robaka w jego ostatnią podróż i szybko odlatuje czymś wyraźnie spłoszony jakby go nigdy nie było. Natalia we własnym ogrodzie może czuć się bezpiecznie i zachowywać swobodnie. Tylko raz intruz zakłócił jej intymność.
Miejscowy, wiejski listonosz który często przynosił im pocztę. Nie miał prawa się tu znaleźć – potężna, sterowana elektronicznie brama z kutego żelaza i ciągle zamknięta bramka z wideofonem przy wejściu nie przepuszczała nikogo obcego. Zwykle pocztę odbierała pani Edyta (Natalia tak do niej mówiła mając szacunek dla jej wieku – jak dla niej osoby które przekroczyły trzydziestkę były już wiekowe – chociaż ona sama ciągle protestowała przeciwko temu tytułowaniu. Często się nawet przekomarzały z tego powodu), ale tym razem wykorzystał nadarzającą się okazję i niezauważony wszedł do środka. Ale zamiast jak zwykle iść do drzwi wejściowych zauważył leżącą w oddali Natalię i to właśnie w jej stronę się skierował. W tym miejscu teren tworzył nieckę o średnicy kilkunastu metrów na której dnie połyskiwało naturalne jeziorko przez które przepływał niewielki strumyk. Pojawiał się w ogrodzie wypływając z pobliskiego lasu i wijąc się po trawniku jak wąż znikał w śluzie pod ogrodzeniem po jego przeciwnej stronie.
Natalia leżała na plecach, na puszystym wełnianym kocu który doskonale wchłaniał krople potu spływające po jej prawie nagim ciele. Jeziorko i lekkie podmuchy wiatru pojawiające od czasu do czasu dostarczały chłodu, ale dzień był upalny i słońce paliło niemiłosiernie. Lecz nie to przynosiło ulgę a przede wszystkim potężny dąb o pniu szerokim jak stół w którego cieniu leżała Natalia. Częściowo już podeschnięty ale wciąż jeszcze żywy panoszył się obejmując niekwestionowaną władzę, rozciągając swoje poskręcane konary nad dużą częścią ogrodu. Natalia pokochała go od pierwszego wejrzenia i nie było mowy o tym aby go usunąć. Nikt z rodziny nie miał zresztą takiego zamiaru, chociaż ogrodnicy mieli sporo pracy z usuwaniem masy liści, żołędzi czy opadających z niego, szczególnie po wichurach zeschłych gałęzi Często przebywała w jego cieniu, gładziła delikatnie korę i szeptała jakieś tajemnicze słowa aby duch tego drzewa był jej przychylny. Siedząc na kocu i obserwowała skomplikowane życie mieszkańców jeziorka nad którym się wznosił. Maleńkie rybki pływające ławicami tuż pod powierzchnią w płytkich, piaszczystych łachach przy brzegu czujne i atakujące każdy obiekt jaki wpada do wody. Nartniki, w sposób nieomal magiczny utrzymujący się na powierzchni wody uciekają w razie najmniejszego zagrożenia. Powierzchnię jeziorka cały czas patrolują dwie ważki, owady o niezwykłych podwójnych skrzydłach i jaskrawozielonym kolorze wyglądające jak stwory z innej planety. Niewiarygodnie sprawne w locie wyłapują krążące nad wodą owady dokonując przy tym tak karkołomnych zwrotów o jakich twórcy współczesnej techniki mogą tylko pomarzyć. Siadają na gałęzi dębu aby chwilę odpocząć po czym znów zrywają się do lotu.
Siedząc tak nad jeziorkiem mogła zaobserwować, zwłaszcza wieczorami jak odwiedzają go niezwykli „goście” Ten zbiornik wodny wraz z przepływającym przez niego strumieniem tworzył system naczyń połączonych z innymi znacznie większymi jeziorami. Zdarzało się że wpływały do niego drapieżne ryby w poszukiwaniu łatwego łupu. Zdarzały się całkiem spore okazy. Strumyk może i był niewielki miarą tego typu cieków wodnych na mazurach, ale w najszerszym miejscu miał ponad metr szerokości głęboki na nie mniej niż trzydzieści centymetrów (a w niektórych miejscach głębszy niż szerszy) o dnie zarośniętym gęstą roślinnością stanowił doskonałą kryjówkę. Przesuwały się nim bezgłośnie sumy, okonie a nawet całkiem spore szczupaki powoli i czujnie zmierzając w stronę jeziorka. Tam żerowały bez przeszkód na jego stałych mieszkańcach Śluza nie stanowiła problemu bo choć przedzielona kratą to o oczkach tak szerokich że każda, nawet bardzo duża ryba mogła bez problemów się przecisnąć. Ale żaden człowiek.
Z kapeluszem zsuniętym na czoło, lekko drzemiąc nie widziała zbliżającego się listonosza który starał się zachowywać jak najciszej, a gęsty trawnik doskonale mu w tym pomagał tłumiąc jego kroki. Nie skorzystał ani z żwirowej ścieżki jaka tam prowadziła ani z pięknego łukowato sklepionego kamiennego mostka w stylu barokowym z kutą żelazną poręczą jaki został przerzucony nad strumykiem. Zbliżył się powoli i z najbliższej odległości mógł bez problemu w milczeniu podziwiać jej wdzięki. Trudno mu się dziwić gdyż Natalia była naprawdę piękną dziewczyną. Wysoka i szczupła, ma świetne długie nogi i wspaniale wysklepione uda. Tyłeczek może i przesadnie duży nie jest, ale jędrny i kształtny. Zaskakująco duże jak na tak szczupłą sylwetkę i pełne piersi teraz doskonale widoczne bo nie ukryte pod żadnym grubym ubraniem. Delikatna skóra o lekko oliwkowym odcieniu sprawia że właściwie nie musi się opalać aby świetnie wyglądać. Subtelne, regularne rysy twarzy, pełne chociaż może zbyt małe usta, piękne zęby i duże oczy o niesamowicie intensywnym, nieziemskim wprost blasku. Gdy patrzyła jej oczy jarzyły się jak dwa niezwykle piękne, błękitne lampiony. Bardzo rzadko używała jakiegokolwiek makijażu. Była tak piękna że nie musiała prawie w ogóle poprawiać tego co dała jej natura. Poza tym to by kłóciło się z jej przekonaniami. Przez próżność kobiet pragnących stać się pięknymi i obsesyjnie dążących do wyimaginowanej doskonałości w laboratoriach naukowców opracowujących nowe specyfiki cierpiało wiele niewinnych zwierząt. Natalia wierzyła, że jeśli ona sama nie będzie ich używać to w jakimś tam niewielkim stopniu przyczyni się do zmiany tej sytuacji. Całość jej niezwykłego wyglądu dopełniają kasztanowe, lekko kręcone, długie prawie do pasa wspaniałe gęste włosy. Czasami zgarnia je z boków i wiąże w kosmyk z tyłu głowy, zdarza się że splata je w koński ogon ale przeważnie nosi je rozpuszczone, często z kilkoma lub kilkunastoma warkoczykami Tak czuje się najlepiej, taka wolna i niczym nieskrępowana. Wygląda wtedy jak jeden z tych elfów w których istnienie gdzieś tam w jakiejś innej rzeczywistości wierzy.
Teraz z rozrzuconymi dookoła włosami i kapeluszem zsuniętym na twarz leżała taka bezbronna i zupełnie nieświadoma tego co się wokół niej dzieje. Listonosz widział już wcześniej Natalię i to wielokrotnie, spotykał ją przynosząc pocztę dla jej rodziców czy reklamy, widywał ją gdy jechała rowerem lub szła wiejskim traktem czy przychodziła do sklepu. Trudno było nie zwrócić na nią uwagę i nie zapamiętać jej ze względu na tą szczególną, niespotykaną urodę. Ale nigdy jeszcze nie widział jej wdzięków które to Natalia tak skrzętnie ukrywała przed wzrokiem obcych prawie w całej okazałości. Teraz błądził wzrokiem po jej ledwo zakrytych piersiach, po tych cudownych udach, płaskim brzuchu....... Krew zaczęła szybciej krążyć w jego żyłach, a zwłaszcza w kroku. Zaczynał sobie wyobrażać co by z nią robił i jak by to robił. Jak klęka między jej udami i w kilku gwałtownych ruchach zdziera z niej kostium kąpielowy. Kładzie się na niej i siłą rozciąga szeroko jej ręce trzymając mocno za nadgarstki. Natalia może i słabeuszem nie jest, ale taki potężny chłop jak on o dłoniach wielkich jak bochny chleba nie miałby z tym najmniejszego problemu. Bardzo lubi przemoc w seksie szczególnie gdy to on dominuje. W łóżku zawsze wszystko odbywało się pod jego dyktando – całkiem inaczej niż w życiu. Całuje Natalię i liże po całej twarzy i szyi drapiąc ją dwudniowym zarostem i nie zważając na jej protesty. Jedną ręką przytrzymuje jej nadgarstki złączone za głową a drugą zabawia się jej piersiami, ugniata je i miętosi bez pardonu pocierając sutki między palcem wskazującym a kciukiem. Wreszcie odpina pasek, rozsuwa rozporek i wyciąga potężnego, od dawna gotowego już do akcji nabrzmiałego kutasa. Przez chwilę prezentuje go z dumą Natalii i kieruje go do jej wilgotnej szparki. Jeden mocny ruch i znajduje się w niej. Wycofuje się lekko i poprawia mocnym pchnięciem zanurzając się w niej maksymalnie. Zaczyna się w niej poruszać, na początku powoli potem coraz szybciej. Natalia wije się pod nim, próbuje walczyć z przygniatającym ją cielskiem i penisem rozpychającym jej dziewiczą dziurkę ale wszystko to na próżno – on jest dla niej za ciężki i za silny. Trzyma ją mocno za włosy i ręce nie dając żadnych szans. Gdy przyspiesza stara się już tylko trzymać uda rozłożone jak najszerzej i dostosować się do jego ruchów aby bolało ją jak najmniej. Chociaż stara się być dzielna gwałcący ją listonosz zmusza ją do wydawania upokarzających bolesnych jęków. Trwa to dobrych kilka minut aż wreszcie on gwałtownie przyspiesza poruszając się w niej brutalnie niczym dzikie zwierze. Nieruchomieje nagle i kilka strumieni gorącej, gęstej spermy ląduje w jej pochwie. Potem po prostu wstaje i odchodzi jakby nic się nie stało.
Erotyczne fantazje były jego specjalnością. Z mężatkami, pannami, kobietami dojrzałymi i małymi dziewczynkami. Mało było takich kobiet na które by nie miał ochoty. Chociaż nie był już nastolatkiem odczuwał ciągłą potrzebę uprawiania seksu. To było jak uzależnienie. Właściwie jedyne i najpoważniejsze uzależnienie. Papierosów nie palił w ogóle a z alkoholem nigdy nie miał problemu. Owszem, wypicia piwka z kolegami czy nawet czegoś mocniejszego nie odmawiał, ale nigdy do tego stopnia aby się upijać. Można by powiedzieć że był przykładnym mężem i ojcem gdyby nie ta jego obsesja. Swoją pracę bardzo lubił nie tylko dlatego że była stałym i pewnym źródłem dochodu w tak niepewnych czasach, ale dzięki temu miał kontakt z wieloma ludźmi i zawsze znalazła się taka kobieta na którą w danym momencie miał ochotę. Szedł do szkoły i fantazjował o nauczycielkach i uczennicach, a żadna z nich nie była dla niego za młoda. Szedł do sklepu fantazjując o matkach i córkach, często o obu jednocześnie.
Żona już dawno przestała mu wystarczać. Gdy żenił się z nią mając dwadzieścia jeden lat była bardzo ładną wysoką i dobrze zbudowaną brunetką. Ale teraz po dwudziestu latach znacznie przytyła i rzadko kiedy miał na nią ochotę. Od początku też różnili się temperamentem. On chciałby to robić tak często jak to tylko możliwe a ona traktowała seks jak zło konieczne. Było to dla niej męczące gdy na początku małżeństwa kochali się praktycznie co noc, oczywiście prawie zawsze z jego inicjatywy. On zmuszał ją do kochania się w wielu pozycjach znanych jej tylko z książek i opowieści, on zmusił ją po raz pierwszy do wzięcia członka do ust co było dla niej okropnym zboczeniem. W życiu stanowili zgodną, dobraną parę – przeważnie to ona decydowała o wszystkim podejmując mądre decyzje a on prawie na wszystko zgadzał się bez zastrzeżeń. W łóżku było zupełnie odwrotnie. Ona jako bardzo religijna kobieta nie mogła pogodzić się z tym do czego on ją zmuszał. Ale nawykła do posłuszeństwa nie chciała mu się jawnie sprzeciwiać. Teraz gdy coraz rzadziej zmuszał ją do spełniania małżeńskich obowiązków była przekonana że z wiekiem jego temperament osłabł. Bardzo się myliła.
Elwira mieszkała w pięknym domku nad jeziorem urządzonym w stylu myśliwskim. Miała kochającego męża i dziesięcioletnią córkę. Mąż dbał o nią pod każdym względem. Jako zdolny i przebojowy inżynier w firmie poszukującej złóż świetnie zarabiał i zapewniał jej dostanie życie. Do szczęścia niczego jej nie brakowało. Wydawało się, że to szczęście będzie trwać wiecznie. Sielankę zakończył jeden telefon, głęboko w nocy gdzieś z drugiego końca kraju. Nie mogła uwierzyć w to co się stało. Chociaż........ Maciek zawsze musiał być najlepszy, ta jego chorobliwa ambicja..... Za wszelką cenę...... Tym razem spór dotyczył jakichś wierceń, chciał jak zwykle udowodnić że ma rację i zszedł do wykopu. Tony rozmiękłej po długotrwałych deszczach ziemi zwaliły się na niego. Nie było szans aby wyszedł z tego żywy.
Całe to uporządkowane życie legło w gruzach w jednej chwili. Musiała nauczyć się wszystkiego co potrzebne by normalnie prowadzić dom i wychowywać dziecko. Firma poszła jej na rękę i całą winę za ten nieszczęsny wypadek wzięła na siebie. Oprócz wysokiego odszkodowania przyznano jej też rentę po mężu. Miała jeszcze spore oszczędności i o pieniądze nie musiała się martwić. Ale nie tego jej brakowało gdy w długie zimowe wieczory płakała siedząc samotnie przed telewizorem. Rozpamiętując dawne, minione dni szczęścia spędziła ponad dwa lata aż do jej domu zapukał listonosz.


  1   2   3


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna