Zniknęło mi 13,5kg



Pobieranie 1,51 Mb.
Strona4/13
Data26.03.2018
Rozmiar1,51 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   13

WEJŚCIE W KOSMICZNĄ INICJACJĘ.

Aby przygotować się do takiej transformacji, należy po pierw­sze, przeprogramować podświadomość. Programowanie, wizu­alizacje i medytacje powinny trwać określony czas.

Dla jednych potrzebnych jest kilka lat, dla innych, kilka miesięcy. Każdy sam powinien poczuć, kiedy dla niego jest najlepszy czas. Drugie ważne zalecenie należy oczyszczać ciało, wszystkie wewnętrzne organy, jelita, wątrobę, krew, lim-fę ,nerki, kości. Ja te oczyszczania robiłam przez ostatnich kil­ka lat, według książki .Michała Tombaka „Jak Jyć dhigo i zdrowo". Kiedy to po siódmym czyszczeniu wątroby wyszła ze mnie jeszcze garść kamieni, ... wprawiło mnie to w zdumienie, jak bardzo zanieczyszczone miałam ciało.

Przez długi okres czasu prowadziłam leczącą kurację picia własnej uryny. Same te procesy oczyszczania, były jednocze­śnie okresami uzdrawiającego nie jedzenia, często trwały dwa tygodnie i dużo dłużej. Przed wejściem w proces transformacji należy idealnie oczyścić jelito grube, aby było czyste nie tylko z kału, ale i śluzu, kłaków i wszystkiego, co powoduje choroby ma być „idealnie" puste i czyste.

Zapewnić sobie opiekę kogoś, kto przeszedł taką transfor­mację, i ... zebrać jak najwięcej danych, od osób, które taką transformację przeszły. Dowiedzieć się od lekarza, który ma otwarte serce i wiedzę ... taką nowa wiedzę ... wiedzę o odży­wianiu światłem ... na jakie procesy w ciele należy zwrócić uwagę.

Kiedy już wejdziesz w transformację, słuchaj swego ser­ca, a to najlepszy doradca. Wtedy to, znajdziesz się w tym wy­jątkowym kosmicznym darze od Boga .... najbardziej bez­piecznie i komfortowo .... i w najlepszym.... boskim towarzy­stwie. Ale aby nie popełnić błędów „umierania" , z braku wie­dzy, takich błędów, które ja popełniłam, dowiedz się jak naj­więcej, na ten temat Ja weszłam w tę kosmiczną transformację nie przygotowana fizycznie i nie przeprogramowałam pod-46

świadomości, co mogło się dla mnie skończyć tragicznie. Nie znałam procesów fizycznych, które zachodzą z ciałem w takich sytuacjach. Nie spodziewałam się tak szczególnej władzy ego w tak ekstremalnych warunkach. W zupełnie nieznanych sytu­acjach, na które nie ma „przepisów" jak postępować, można wyrządzić swemu ciału wiele krzywdy. W moim przypadku, moje bezgraniczne zaufanie i prośba, aby Boska miłość „przejęła" moje ciało uchroniła je przed śmiercią. Ale ty nie musisz cierpieć z powodu braku wiedzy.

Wieczorem robię lewatywę i od 13 sierpnia w nocy zaczy­na się transformacja. Jak się potem zastanowiłam i przypomi­nałam różne wydarzenia, zdałam sobie sprawę, że byłam inten­sywnie przygotowywana do tego kosmicznego wydarzenia już od'stycznia od pobytu w Egipcie. Ale kiedy sięgam myślami w przeszłość, w moim życiu to przygotowanie zaczęło się trzy­dzieści lat temu, kiedy to przeżyłam śmierć kliniczną.

Teraz ten proces zaczął się 12 sierpnia w niedzielę w nocy. Świadomą decyzję podjęłam w poniedziałek, 13 sierpnia 2001 r.czasu ziemskiego, tej przestrzeni kosmicznej.

PIERWSZY DZIEŃ TRANSFORMACJI 14. sierpień. Wtorek

ROK ZIEMSKI 2OO1.

Śpię normalnie, budzę się rano, nie czuję żadnych zmian ,ani żadnej różnicy w samopoczuciu w porównaniu do dnia wczo­rajszego. Jedno wiem na pewno, że podjętą decyzję o trans­formacji utrzymuję w mocy. To takie zawarcie umowy z isto­tami nieba. Teraz wiedzą, że mogą rozpocząć pracę w ko­smicznym wymiarze, nad ludzką poczwarką, która chce opu­ścić swój kokon iluzji. Wiedzą iż zdecydowała się przeistoczyć się z poczwarki w boskiego motyla. Na dworze jest cieplutko świeci słońce. Kocham się opalać, więc w ciągu dnia kładę się od czasu do czasu na taras, aby pogrzać się na słoneczku. Cho-

47

dzę też pod prysznic, więc nie zauważam, że podwyższona ciepłota mego ciała promieniuje od wewnątrz.



Dzień mija spokojnie, tylko wieczorem chcę napisać dwa listy i ta normalna czynność sprawia mi to kłopot. Zajmuje mi bardzo dużo czasu. Działam na bardzo wolnych obrotach. My­ślę „powoli" moje ruchy są jak w zwolnionym tempie.

Zdaję sobie sprawę, że coś ważnego i wyjątkowego dzieje się w moim życiu i z moim ciałem. Siadam do medytacji, kiedy czuję się otulona boską miłością, robię ceremonię oddania Bo­gu tego ciała, które jest teraz w moim użytkowaniu.

Przenoszę się mentalnie w świat Najwyższego Stwórcy, proszę aby siedział na tronie, bo tak wyobrażam sobie Stwórcę posiadającego dla mnie postać człowieczą ... idę przed tron BOGA ... po obu stronach stoją aniołowie, przy Bogu stoi czte­rech Archaniołów. Dwóch, których dobrze znam i współpra­cujemy razem od dawna. To archanioł Michał obrońca i chro-niciel z potężnym mieczem Excalibura.

I mój najsłodszy „błękitny książę niebios"- tak nazywam Archanioła Rafaela - niebiański uzdrowiciel. Jest też archanioł Uriel i Archanioł Gabriel. On to objawił, dał ludziom świętą surę Alfaticha - posiadającą potężną moc uzdrawiania. Stoję, więc u lotosowych stóp Boga, wokół mnie jaśniejące światło. Płynie muzyka niebios. Jest ona tak delikatna i piękna jak wszystko wokół. Czuję jak moje ciało dostraja się, aby nie­biańskie dźwięki mogły przez nie przepływać, dostraja się tak, aby mogły napełniać moje ciało innymi częstotliwościami

Stoję u twych stóp



O MÓJ UMIŁOWANY PANIE - otom ja służebnica Twoja i oddaję Tobie to ciało, które od tej chwili należy tylko do Ciebie ... jest to teraz tylko Twoje ciało ...od dawna oddałam ci serce i duszę ... teraz o Panie przyjmij także to ludzkie ciało, które­go jesteś stwórcą. ... i składam u stóp Boga ciał... które do­stałam na to życie.

Bóg bierze moje ciało i przytula do swojego serca ... a ono jaśnieje coraz bardziej i bardziej i promieniejąc stapia się ze

48

światłem jaśniejącym z serca Boga ... ogarnia mnie ciepło ... promieniująca miłość wpływa do mojego serca ... nie ma wo­kół mnie nic, prócz niebiańskiej ciszy ... w słodkiej muzyce i świętości, która wypełnia moje ciało ... przestaję istnieć ... u stóp Boga w otoczeniu aniołów ... otulona delikatnymi wi­bracjami anielskiej miłości ... stapiam się w jedność miłości niebios.....



Wydarza się dla mnie cud - łaska Boga - święta ceremonia oddania Bogu ziemskiego ciała - które teraz On będzie odży­wiał swoją miłością ... światłem ... długo oddycham tym no­wym istnieniem ... jest tak cudownie ... że chcę zatrzymać ten stan na zawsze ... dlatego osuwam się na poduszkę, aby zasnąć w tej energii.

I... zasypiam ... jest mi tak błogo ... bosko ... dobrze ... naj­lepiej na świecie ... najpiękniej ... jak nigdy...

DRUGI DZIEŃ TRANSFORMACJI IS.sierpień- środa.

Budzę się wypoczęta i szczęśliwa. Procesy transformacji są już przeze mnie wyczuwalne fizycznie ... ale tak do końca na poziomie ziemskim nie jestem świadoma .... w pełni świado­ma tego, co może się wydarzać .... i tego, co się dzieje. Nie przeczytałam dokładnie jeszcze tego programu 21 dni odosob­nienia. Jak ją później nazwałam transformacyjnej, a właściwie trans mutacyjnej instrukcji obsługi ciała.

Na dworze świeci słoneczko jest bardzo ciepło, nie od­czuwam głodu ani pragnienia. Kiedy podnoszę się, kręci mi się w głowie muszę chwilę posiedzieć i poczekać, aby móc wstać i iść o własnych siłach. Ale wieczorem już, opieram się o ścia­nę chodząc, gdyż tracę równowagę. Płuczę usta, a język trzy­mam zawinięty na podniebieniu tak, aby dostawał do małego języczka. Według zaleceń Jasmuheen, zacznie się wydzielać amrita, napój nieśmiertelności Bogów, który jest produkowany przez nasze ciało. Jeżeli rozciągniemy język i umieścimy jego

49

koniec za małym języczkiem. Zostaje zamkniemy obwód prze-—pływu własnej energii i budzi boskie odżywianie ciała.



Ta energia będzie nas odżywiać a ciało regeneruje się i od­mładza i nie będzie się starzało. Oglądam a właściwie robię medytacje oglądając kasety z warsztatów odżywiania się świa­tłem. Nie mam najmniejszego pojęcia o tym jak potężne jest to przedsięwzięcie kosmiczne. Nie zdaję sobie sprawy, jaki ogrom pracy jest wykonywany na poziomie mego ciała fizycz­nego i wszystkich ciał energetycznych przynależnych do tego ciała. Jak wiele anielskich istot niebiańskich, bez przerwy pra­cuje nade mną, nie tylko na ziemi, ale i w innych wymiarach Czuję się dobrze. Siusiam niewiele, ale tak cztery pięć razy dziennie.

Pięknym zwyczajem na każdym odosobnieniu, na które jeżdżę od kilku lat, jest odkrywanie każdego ranka, karteczek z aniołkami. Leżą zawsze ułożone na sali medytacyjnej, to taka rozmowa z aniołami. Te rozmowy z aniołami dawały grupie cenne wskazówki do pracy na dany dzień, wskazywały kieru­nek własnego uzdrawiania duchowego.

To tak jakby anioł użył pióra i napisał - podpowiadał, co dla mnie jest najlepsze na ten czas. A w tej mojej indywidual­nej transmutacji, towarzyszy mi zestaw run. Pięknych mandali energetycznych. One to były moimi towarzyszami - przekaźni­kami, podpowiedziami i rozmowami z aniołami. Były mi bar­dzo pomocne. Szczególnie w tych trudnych momentach, w czasie tych pierwszych siedmiu dni których nie pije się wody. Kiedy było mi bardzo trudno, były dla mnie wielkim wspar­ciem.

Pierwsza Runa PERTHRO -ODWAGI

Nie cofaj się przed żadnym życiowym eksperymentem. Znaczenie magiczne - tajemnica losu, wybór, zysk. Symbolizuje - wtajemniczenie w inny świat. Drzewo osika - uosabia też zbiorową energię, która wzmac­nia i chroni.

50

Co cię czeka - każdą słabość możesz zmienić w silę. Masz szan­sę przekonać się jak wiele potrafisz. Bądź nieulękla Wysiłek zmagania się z przeciwnościami jest potrzebny, by poczuć w swym wnętrzu ogień satysfakcji z własnych działań. Po takich słowach od aniołów wzięłam głęboki oddech, i po­czułam się silna, poczułam się otoczona opieką, troską nieba, wytrwam, wiem, że jestem silna. Niejedną górę nie do zdobycia, zdobyłam. Teraz ty Boże prowadzisz - TY mój uko­chany Stwórco, teraz tylko Tobie ufam, ufam ... UFAM. Pa­miętam mówiono, że w czasie zmian transformacyjnych w cią­gu tych pierwszych siedmiu dni, następuje przełączenie ciała fizycznego z systemu ziemskiego odżywiania i połączenie go z ciałami energetycznymi na kosmiczno-praniczne odżywia­nie. Dlatego już po pierwszych siedmiu dniach transformacji nie odczuwa się żadnej potrzeby jedzenia materialnego. Mam bardzo wyraźnie podwyższoną temperaturę mojego ciała, we­wnątrz ciała. Na zewnątrz jest to normalna temperatura, ale wewnątrz mam uczucie, że ciało płonie. Ciągle czuję zapach palonej kości, nawet rozglądam się z okna, czy ktoś nie pali ognia na ogrodzie. Ale nie, ten zapach palonych kości jest we mnie. Kiedy wącham moje przedramiona, mam wrażenie, że ten zapach wydziela moje ciało - pachnę paloną kością? Tego się nie spodziewałam, że ogień będzie płonął wewnątrz mnie -wewnątrz mojego ciała, że moje „kości będą płonąć wewnętrz­nym ogniem".



DUSZA OPUSZCZA CIAŁO Trzeci dzień.

16 sierpień- czwartek

Noc minęła spokojnie, obudziłam się o 4 rano wypoczęta, w takim pięknym ekstatycznym nastroju. Na dworze trwała jesz­cze noc. Było ciemno. Poszłam przywitać się z ziemią, ciało pulsowało i płonęło, paliło mnie od wewnątrz. Wychodzę na ogród. Bosymi stopami stąpam po trawie ,włosach mateczki ziemi. Jest mokro, rosa chłodzi moje stopy, klękam przytulam twarz do rosy, ramiona wyciągani na trawie, jest cudownie chłodno.

Zdejmuję koszulę i naga wyciągani się na zimnej trawie, dreszcz zimna wstrząsa rozżarzonym ciałem. Czuję jak zimna rosa przytula się do mojej suchej skóry, skóra łakomie pije wilgoć. Czuję jednocześnie przyjemne ochłodzenie „palącego się od wewnątrz ciała". Turlam się po trawie, kiedy leżę na plecach, patrzę na mrugające do mnie gwiazdeczki na niebie, pozdrawiają mnie swoją radością. Wiem ze ta chwila jest jed­na, jedyna tak najcudniej nie będę czuła się nigdy. Leżę w bo­skim puchu miłości na włosach mateczki ziemi całowana kro­plami rosy, ODDYCHAM WSZECHŚWIATEM ISTNIENIA, żyję to zbyt skromne słowo - istnieję ......jestem..... jestem .....

JESTEM.


Czuję, że całe niebo uśmiecha się do mnie i czuję wsparcie nieba i ziemi... kiedy me serca wypełnia wdzięczność szepczę cichutko.... dziękuję. Gwiazdka na niebie zamrugała i zaczyna

spadać... powiedz życzenie - słyszę delikatny szept - życzę so­bie abyśmy my jako ludzie, obudzili swe serca ,swą miłość i zaistnieli w Bogu - mówię głośno do towarzyszących mi anio­łów, a spadająca gwiazdka mrugnęła do mnie, jakby w odpo­wiedzi ... niech tak będzie .... a i Bóg błogosławiąc mówi -

niech tak się stanie. Jest ciemno, cicho i chłodno. Kiedy czuję, że moje ciało trochę „wystygło" wracam do łóżka, czuję się

świeżo i dobrze. Siadam na poduszce biorę japę( czyt.dżapę) i zaczynam modlitwę.

Kocham mantrę Gayatri - ona to stała się moją codzienną modlitwą z czasów pobytu w ashramie u Sathya Sai Baby. Mam uczucie, że kiedy się modlę, staję się jej częścią, jednoczę się z nią. Energia modlitwy wzrasta tworząc otaczającą mnie przestrzeń mocy, której siła buduje osiągnięcia największych możliwości transformacji. Zawsze modlę się w sanskrycie. Odmawiam ją w pełni miłości, słowami starodawnego języka, sanskrytu, tak jak to robiłam w ashramie 108 razy. Jej moc działania w świecie materialnym, zawsze wprawia mnie w zdumienie.

MANTRA GAYATRI Om Bhur Bhuvah Svah Tat Savitur Varenyam Bhargo Devasya Dheemahi Dhiyo yo Yonah nah Prachodaayat

Mantra Gayatri, jest bardzo silna mantra, wedyjska pochodzącą sprzed wielu tysięcy lat. Służy ona, do likwidowania negatyw­nej karmy. Chroni i oczyszcza i prowadzi do oświecenia. Nale­ży ją powtarzać zawsze nie parzystą ilość razy.

W tłumaczeniu na język polski brzmi tak.

O Ty, który dajesz utrzymanie Wszechświatu

Z którego wszystko, co istnieje pochodzi.



Do którego wszystko, co istnieje powraca.

Odsłoń nam twarz prawdziwego Duchowego Słońca.

Ukrytego za dyskiem złotego światła.

Abyśmy poznali Prawdę.

I wykonali całą naszą powinność.

W czasie naszej wędrówki do Twych



świętych ...stóp.

Mantra Gayatri ma też swoją „cielesną" postać, ma pięć twa­rzy i dziesięć rąk. Jest czczona w Indiach, jako jedna z emana-cji mocy kosmicznych.


52



53




Kiedy ostatni koralik japy trzymałam w palcach i skończyłam się modlić było już jasno, osunęłam się na poduszkę i zasnę­łam. Obudziło mnie słoneczko całujące mnie po buzi. Dzień był piękny, na dworze cieplutko. Na rękach, nogach na brzu­chu, właściwie po trochu na całym ciele, mam wypryski, taka czerwoną pokrzywkę, staram się tego nie drapać. Nie wiem, co z tym robić. Kiedy chodzę bolą mnie uda, kładę się i leżę na tarasie. Opalam się, kiedy jest mi zbyt gorąco, zanurzam się w zimnej wodzie w basenie.

Czuję się osłabiona. Chodzę niepewnie. Mam ogromne pragnienie, staram się często płukać usta, kiedy to robię słyszę wyraźny szept do ucha, nie połknij ani jednej kropli. Wysysam, więc wilgoć z ust i wypluwam. Pragnienie jest momentami tak okrutnie intensywne, że potrzebuję mobilizacji siły ażeby mu się nie poddać. Ażeby ego nie zawładnęło duchem.

Woda nie ma smaku, ale ma wilgoć. Wieczorem zaparzam mięty do płukania ust. Jej smak jest tak wielka odmianą i jed­nocześnie tak wielką przyjemnością, że jestem wręcz szczęśli­wa. Nigdy nie myślałam, że mięta, może mieć taki smak i za­pach. Jest niebiańska, płukanie ust jest wręcz rozkoszą, ale wypluć trzeba każdą kroplę.

Usta bez przerwy wysychają, język już sterczy jak wy­schnięte drewienko, cała jama gębowa jest jak wyschnięta pu­stynia ... tortury nie do wyobrażenia. Trzeci dzień nie piję a sikam, niewiele ale chyba z pięć razy w ciągu dnia.

Zaleceniem procesu z 21 dni... na trzeci dzień jest... tego wieczoru dusza opuści ciało, na jakiś czas, w oczekiwaniu na przygotowanie ciała do powrotu ducha w całym jego majesta­cie.

Opuszczenie ciała przez duszę, oznacza po prostu połącze­nie się pola energii ciała duchowego z wyższą wibracją JAM JEST duchowego wyższego JA. .Musisz potwierdzić życzenie, aby dusza opuściła ciało tej nocy i żądanie, aby kontynuować proces. Tak też zrobiłam i poszłam spać.

54

CZWARTYDZ1EN



17 .sierpień, piątek.

Obudziłam się o l45 czuję się zmęczona. Idę pod zimny prysz­nic, ciało wewnątrz jak rozpalone żelazo, kiedy wchodzę po schodach czuję ból w udach, wchodzę powoli. Po kąpieli sia­dam do modlitwy, potem zasypiam. Budzę się o 5-tej czuję się dobrze.

Siadam do medytacji i znowu zasypiam. O godz. 8°° budzę się. Ciało wibruje jak podłączone do „wyższego zasilania". Mam wrażenie obojętności. Można to nazwać wewnętrzną pustką. Ciało fizyczne porusza się jak gdyby w zwolnionym tempie, jestem słaba, chodzę chwiejnie,podtrzymuję się opie­rając się o ścianę. Kiedy wchodzę po schodach, wchodzę na czworakach. Włączam kasetę, bliźniaczy płomień autorstwa Archanioła Michała - ta melodia przenosi moje serce do Boga, ufam mu, moje serce wierzy bezgranicznie. Gdzieś około 16-tej czuję się fatalnie, słyszę jak moje ciało stęka, wydaje po­dobne dźwięki jak w ciężkiej chorobie. Pragnienie picia, deli­katnie mówiąc, jest strasznie dokuczliwe ... wręcz koszmarne.

Do głowy napływają obsesyjne myśli o jedzeniu. Zdałam sobie sprawę jak przez dziesiątki lat, napychałam się, jak nie ceniłam każdego kąska, nie delektowałam się, smakiem, zapa­chem. Samym darem jedzenia, nie zdawałam sobie sprawy, że jest to pewnego rodzaju cud. Od 6-ciu lat, byłam wegetarianką. A od wielu lat zawsze modliłam się i dziękowałam Bogu za te dary, które mogłam spożywać. Od wielu też lat, przed każdym posiłkiem przy naszym stole w domu, modliliśmy się. Nie umiałam zacząć posiłku, nie modląc się wcześniej. Często ja­dłam świadomie, czując smaki i delektując się samym jedzenie. Miałam zakodowane w umyśle, że jedząc tyję i często po pro­stu nie jadłam tego, na co miałam ochotę. Teraz poczułam jak sama siebie krzywdziłam, tym myśleniem, poczułam, że tyje się od myślenia, i od ciągłego utrzymywania tego programu w myśli, a nie od jedzenia. Jedzenie nie ma kalorii jeżeli ty mu

55

ich nie nadasz, jeżeli wcześniej tego nie zaprogramujesz. Jak to wszystko inaczej wyglądało teraz, kiedy moje życie ulegało tak wielkiej zmianie. Ale pomimo tych zmian, teraz miałam uczu­cie, że jeszcze zbyt mało ceniłam jedzenie. Może było mi szkoda tego, że nie „pożegnałam się" bardziej świadomie z jedzeniem. Poczułam, że zamknięcie w jakiejś energetycznej przestrzeni dotyczące jedzenia, otwiera się i zaczynam patrzeć na inną rzeczywistość, o której istnieniu nie wiedziałam. Nie wiedziałam że przechodzę „do innego świata", który istnieje we mnie. Ja nie miałam do niego dostępu, tylko dlatego, że nie wiedziałam o jego istnieniu, nie miałam klucza, aby otworzyć.



Często bywa w naszym życiu tak, że nie cenimy tego, co mamy. Dopiero jak nam tego zabraknie, zdajemy sobie sprawę, jakie „ t o" było tak cenne. Ale już minęło bezpowrotnie, i nie ma możliwości„nadrobić straty". Często mamy też takie uczu­cia, kiedy nasi najbliżsi odchodzą do innego wymiaru. Nic już nie można „odrobić" fizycznie, bo nie ma już ich w ciele. Ma się uczucie, że kochało się ich „za mało" a czas minął. Można sobie tylko wybaczyć błędy. Refleksji przychodzi bar­dzo dużo, widzi się swoje życie w zupełnie innej perspektywie. Czuję, że to co się teraz wydarza, jest bardzo doniosłym i wy­jątkowym wydarzeniem mojego życia. To podsumowanie jest jakimś rodzajem „umierania mnie" ... myślę, że słowa ja i moje powinno zostać wykreślone z mojego słownika. Pewien etap mojego życia się kończy może etap tysięcy lat na ziemi... etap kontraktu z Bogiem z przed 3,5 tysięcy lat kończą się moje ograniczenia ziemskie, ciało nie będzie już miało władzy nad duszą.

Wyższa Jaźń, Boska Jaźń zaistnieje w swej Mocy

jako boska WOLA NA ZIEMI.

Odsłonią się zasłony prawdziwej istoty którą jestem i zaistnie­je

w MOCY BOGA JEDYNEGO JAKO JEGO MOC

56

Kiedy pragnienie picia jest wręcz okrutne, wizualizuję sobie, ocean z przepiękną czystą wodą, i pływam z moimi białymi delfinami. To zawsze pomaga choć na krótko, dużo wysiłku muszę włożyć, aby utrzymać ten obraz dłużej i zapomnieć o pragnieniu. Na czym skupisz swą myśl, to taką rzeczywistość

kreujesz.

Ego skupia me myśli na pragnieniu picia i ono „rośnie" tyranizując mnie. Nigdy nie przypuszczałam, że można i tak „cierpieć". Ego to wyjątkowo sprytna bestia, która zna metody, aby utrzymać swoją władzę nad duchem. A w wymy­ślaniu cierpień jest doskonałe. Gdziekolwiek spojrzysz i posłu­chasz, tego co ludzie mówią, to ten sposób życia w cierpieniu jest wszędzie.

Cierpienie.. Jest teraz na ziemi w powszechnym użyciu jako s p o s ó b na życie. Nawet wymyślono religie, które każą cierpieć... np. za grzechy. Moje ego teraz wie, że może stracić panowanie i swoimi starymi metodami chce utrzymać „swój tron" wmawiając, że ciało cierpi bez picia. Ego jako egoistyczny twór żyjący tylko dla siebie. Ego tworzy plan fizyczny i zwalcza świat ducha, aby się nie rozwijał. Im silniej rozwija się duch, tym słabsze jest ego. Należy nauczyć ego, jak żyć w duchowym prawie.

Kiedy nie myślę o piciu, nie odczuwam żadnego pragnie­nia. Mam obolałe ciało i jestem „niezbyt przytomna". Spra­wię, więc sobie przyjemność i porozmawiam z moimi niebiań­skimi opiekunami. Ciekawa jestem, co moi aniołowie podpo­wiedzą mi dziś przez runy, i w tym wyjątkowo trudnym dla mnie czasie - wyciągam



1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   13


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna