Z uzasadnienia



Pobieranie 13,25 Kb.
Data29.10.2017
Rozmiar13,25 Kb.

Kazus nr 1

Prokurator Rejonowy w W. oskarżył Katarzynę J. o to, że w dniu 31 października 1996 r. w W., działając nieumyślnie jako lekarz Oddziału Wewnętrznego Szpitala Zakładu Karnego, z racji pełnionej funkcji mając obowiązek opieki nad pacjentem Romanem B., uzyskując około godz. 1200 in formację o prawdopodobnej przyczynie dolegliwości chorego — zatruciu gli kolem i będąc, zgodnie z zasadami wiedzy lekarskiej, zobowiązaną do udzielenia mu pomocy medycznej, zaniechała: niezwłocznego wykonania badań równowagi kwasowo-zasadowej krwi w celu potwierdzenia postawionej diagnozy, podania środka detoksykacyjnego w postaci alkoholu etylowego oraz niezwłocznego przekazania pacjenta do specjalistycznej placówki służby zdrowia, ograniczając się do zlecenia długotrwałych badań krwi na obecność glikolu, przez co naraziła Romana B. na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu — tj. o czyn z art 160 § 3 k.k.

W dniu 31 października 1996 r. o godz. 700 Roman B. został przyjęty do oddziału chirurgicznego szpitala w Zakładzie Karnym. Ostre ob jawy patologiczne wskazywały na potrzebę przeprowadzenia operacji połączonej z otwarciem jamy brzusznej. Po dokonaniu stosownych badań lekarze wykluczyli jednak celowość wykonania takiego zabiegu. Po wielogodzinnym indagowaniu przez lekarzy Roman B. przerwał milczenie i wyznał, że w nocy na 31 października wypił w celu samobójczym glikol, który jest ciężką trucizną stwarzającą w wypadku spożycia go w ilości powyżej 30 ml, realne i bezpośrednie zagrożenie życia. W tej sytuacji pacjent został od razu przekazany do dalszego leczenia w oddziale wewnętrznym tego szpitala. O godz. 1200 opiekę nad nim przejęła oskarżona, pełniąca funkcję ordynatora oddziału wewnętrznego. Bezzwłocznie poleciła pobrać od chore go próbę krwi oraz moczu i przekazać ją do badania w laboratorium właściwego terytorialnie szpitala specjalistycznego, wyposażonego w aparaturę do wykonywania badań toksykologicznych. Zastosowała też na miejscu leczenie objawowe przez podanie pacjentowi płynów infuzyjnych. O godz. 14°° dotarły wyniki badań ze szpitala specjalistycznego, które potwierdziły fakt spożycia przez pacjenta glikolu. Stopień stężenia tej trucizny w powiązaniu ze stwierdzeniem w organizmie kwasu szczawiowego i szczawianu wapnia, wytwarzających się w rezultacie rozkładu glikolu wskazywał, że proces metabolizacji tej toksyny w organizmie był już daleko zaawansowany. Świadczyło to o nieodwracalnym, bezpośrednio grożącym śmiercią zatruciu. Oskarżona zdecydowała wówczas o niezwłocznym przewiezieniu pacjenta do oddziału ostrych zatruć szpitala specjalistycznego. Procedura związana z wyjazdem pacjenta karetką pogotowia z zakładu karnego trwała do godz. 14.58. Tak więc pod opieką medyczną oskarżonej Roman B. przebywał 3 godziny. W szpitalu specjalistycznym, mimo zastosowania właściwego leczenia przyczynowego (hemodializa i neutralizowanie nierozłożonego jeszcze do końca glikolu) nie zdołano uratować życia pacjenta. Zmarł on następnego dnia.

W postępowaniu sądowym przeprowadzono dowody z opinii dwóch zespołów biegłych w dziedzinie medycyny sądowej.

Jest bezsporne, że w miarę upływu czasu od chwili spożycia przez niego glikolu narastała groźba zejścia śmiertelnego w następstwie postępującego zatrucia organizmu.

Ze zgodnych opinii obu zespołów biegłych z zakresu toksykologii wynika, że badania gazometryczne należą do standardowych procedur diagnostycznych w wypadku podejrzenia zatrucia. Ujawniają one groźny dla życia efekt zatrucia w postaci kwasicy, przy czym w razie jej stwierdzenia lekarz powinien wdrożyć leczenie objawowe. Dopiero jednak wynik badania toksykologicznego, jeśli potwierdzi, iż przyczyną zatrucia było spożycie glikolu, uzasadnia podanie choremu alkoholu etylowego, który jest wtedy koniecznym środkiem terapeutycznym, aplikowanym jeszcze przed zastosowaniem hemodializy. Alkohol etylowy neutralizuje metabolizację glikolu, prowadzącą do wytwarzania się zabójczego dla organizmu szczawianu wapnia. Niesporne jest, że oskarżona ani nie zaordynowała dokonania badań gazometrycznych, ani też, dysponując już wynikiem badań potwierdzających, że zatrucie wywołał glikol, nie zastosowała leczenia neutralizującego poprzez podanie alkoholu etylowego.

W odniesieniu do badań gazometrycznych uznały, że gdyby nawet potwierdziły one kwasicę organizmu, to leczenie przyczynowe nie mogłoby zostać uruchomione, a tym samym zatrucie postępowałoby dalej. Nawiązując natomiast do niepodania alkoholu etylowego po przekazaniu wyników badania toksykologicznego przyjęto, że nie było warunków w szpitalu więziennym do zastosowania tego środka, choćby dlatego, że należało na bieżąco monitorować stężenie aplikowanego alkoholu we krwi, a szpital nie dysponował niezbędną do tego aparaturą. Jest wszakże poza sporem, że w szpitalu znajdował się alkohol etylowy, aczkolwiek nie w postaci ampułkowanej. Nie stanowiło to przeszkody, w zgodnej opinii biegłych, w podaniu tego środka doustnie w postaci odpowiednio przygotowanego roztworu. Biegli akcentowali celowość podania alkoholu etylowego pacjentowi zaraz po ujawnieniu wyniku badań toksykologicznych, a przed odesłaniem go do oddziału ostrych zatruć.

Biegli wykazali, że wynik badania gazometrycznego nie mógł być miarodajny dla wdrożenia leczenia przyczynowego, usuwającego źródło postępującego zatrucia organizmu. Leczenie objawowe nie powstrzymywało tego procesu. Co prawda, z punktu widzenia zasad diagnostyki, a także deontologii lekarskiej, przeprowadzenie badań gazometrycznych było wskazane, gdyż jego wynik pozwalał ukierunkować leczenie objawowe. W tym jednak wypadku, o czym wiadomo ex post, wynik takiego badania nie wystarczałby do wdrożenia leczenia, które neutralizowałoby spożytą przez Romana B., zabójczą dla życia truciznę. Przed zidentyfikowaniem konkretnej przyczyny zatrucia stosowanie alkoholu etylowego nie jest dozwolone, gdyż mogłoby, jak wyriika z opinii biegłych, wywołać skutek przeciwny od zamierzonego, tj. pogorszyć stan zdrowia pacjenta.

Zdaniem biegłych Roman B. spożył glikol w ilości znacznie przekraczającej dawkę śmiertelną. Szansa uratowania jego życia istniałaby realnie wtedy, gdyby przed upływem dwóch godzin od wypicia tej substancji podjęto prawidłowe leczenie przyczynowe (podanie środka detoksykacyjnego i hemodializa). Zważyć zatem trzeba, że Roman B. znalazł się pod opieką lekarską oskarżonej po upływie nie mniej niż 10 godzin od spożycia trucizny i w sytuacji, gdy informację o wypiciu glikolu należało bezwzględnie zweryfikować badaniem toksykologicznym. Jego wynik potwierdził źródło zatrucia, ale wykazał zarazem, że proces nieodwracalnej metabolizacji toksyny wszedł już w fazę końcową. Oznaczało to, że przekroczona została „masa krytyczna” wytworzonej w organizmie substancji toksycznej (kwas szczawiowy i szczawian wapnia) powodującej zaawansowane zmiany patologiczne w narządach wewnętrznych, a zwłaszcza w ośrodkowym układzie nerwowym, prowadzące do utraty życia.

Wg biegłych zachodziła konieczność przekazania Romana B. do szpitala, w którym prowadzi się leczenie specjalistyczne, ale także — jak wskazali biegli — jeszcze przed fizycznym przekazaniem pacjenta można było uczynić pierwszy krok w leczeniu przyczynowym poprzez podanie mu alkoholu etylowego i przyspieszenie tym samym, choćby o godzinę (czas przygotowania transportu) neutralizację po zostającego jeszcze w organizmie glikolu.



Biegli zgodnie stwierdzili, że nie można przyjąć, iż rozpoczęcie podawania pacjentowi etanolu od godz. 14°°, a więc od momentu uzyskania absolutnej pewności, że jego stan jest spowodowany spożyciem płynu „borygo”, za pobiegłoby dalszemu pogorszeniu stanu zdrowia, gdyż po tak długim czasie, jaki upłynął od momentu spożycia trucizny zmiany patologiczne były już najprawdopodobniej nieodwracalne. Konkludowali, że podanie odtrutki w końcowej fazie metabolizowania glikolu w organizmie praktycznie nie mogło mieć istotnego znaczenia dla dalszego niepomyślnego przebiegu zatrucia.



©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna