Z niepodległościowych kart dziejów Podlasia



Pobieranie 254,1 Kb.
Strona1/5
Data25.11.2017
Rozmiar254,1 Kb.
  1   2   3   4   5

Kazimierz Krajewski

Tomasz Łabuszewski


6. Brygada Wileńska AK

i Obwód „Jezioro” (Sokołów Podlaski)

Z niepodległościowych kart dziejów Podlasia

Podlasie, w tym i pow. Sokołów Podlaski, należy do tych obszarów naszego kraju, którego mieszkańcy mogą pochwalić się długą, wielopokoleniową tradycją udziału w walkach o niepodległość Polski. Masowo stawali oni pod narodowymi znakami w kolejnych zawieruchach dziejowych – zwłaszcza w powstaniach XIX w. Na społeczeństwo spadały wówczas represje władz okupacyjnych i zaborczych, a mimo to mieszkańcy Podlasia niezmiennie gotowi byli wspierać zbrojny ruch niepodległościowy. Znajdziemy Podlasiaków także wśród konspiratorów Polskiej Organizacji Wojskowej oraz w szeregach odrodzonego Wojska Polskiego, stawiającego czoła bolszewickim najeźdźcom w 1920 r. Będą dzielnie bronili niepodległości kraju i całości jego granic w 1939 r., a w okresie okupacji niemieckiej, walcząc w szeregach Armii Krajowej (AK), Narodowej Organizacji Wojskowej (NOW) i Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ) oraz innych niepodległościowych struktur konspiracji, zapiszą najchlubniejsze karty polskiego oręża czasów współczesnych. Znajdą się wśród nich, tak jak w roku 1863, przedstawiciele wszystkich środowisk społecznych. Obok mieszkańców wiosek drobnoszlacheckich będą stawali pod narodowymi znakami chłopi, mieszkańcy małych miasteczek, przedstawiciele wolnych zawodów i inteligencji oraz obywatele ziemscy.


Obraz oporu stawianego po wojnie wobec uzurpatorskich władz komunistycznych, a także obraz represji powojennych niewiele różni się od XIX-wiecznych pierwowzorów. Opisy epizodów powstańczych 1863 r. kojarzą się z dziejami niepodległościowej partyzantki lat okupacji niemieckiej oraz „ostatnimi leśnymi” z lat 40. i 50. minionego stulecia. Gdy słuchamy opowieści rodzin żołnierzy antykomunistycznego podziemia z lat 1944–1956, zawierających ostatnie wspomnienia o ich bliskich odchodzących „do lasu”, nasuwać się nam będą obrazy nakreślone przez pamiętnikarzy wspominających czasy „styczniowej nocy” 1863 r., takie jak scena zawarta w relacji Romana Rogińskiego:
„Gdym wjechał do zaścianka, przedstawił mi się widok następujący: przy każdym domu, stosownie do tego, ilu ludzi zeń szło do powstania, stały kosy oparte o ściany domu. Była to ulica kos! Przebiegłem całą długość Huszczy do kościoła i probostwa, a za mną wszyscy, porwawszy za kosy, podążyli. [...] Dziś, gdy patrzę w przeszłość i przypominam sobie ów zastęp, który poszedł za mną z tych trzech zaścianków, z kosami tylko w ręku, przeciw armatom i sztucerom, zostawiwszy żony, starców i dzieci w domu bez opieki, łza mimo woli nabiega mi do oczu, jako wyraz czci dla owych ludzi, którzy z miłości dla kraju gotowi byli zdobyć się na najwyższe poświęcenie”.
Minęło 81 lat od styczniowej nocy 1863 r. i znów z podlaskich wiosek wyruszali ochotnicy, zostawiając „żony, starców i dzieci bez opieki”. Władysław Łukasiuk „Młot”, idąc do lasu pozostawił żonę i troje dzieci, Józef Małczuk „Brzask” – żonę i dwie córki, a poległy wraz z nim w 1950 r. kowal Kazimierz Tkaczuk „Sęp” był zmuszony pozostawić pod opieką rodziny (był wdowcem) dwuletniego syna, Józef Oksiuta „Pomidor” zostawił żonę i córkę. Podobnie jak tamci z kosami przeciw moskiewskim armatom, szli z automatami i karabinami w ręku podjąć walkę z całą machiną totalitarnego państwa komunistycznego, wspieranego przez sowieckie siły okupacyjne. Dysproporcja sił i środków, a także brak politycznych perspektyw w ówczesnej światowej polityce dla dążeń niepodległościowych narodów zniewolonych przez Rosję Sowiecką sprawiają, że to właśnie o „ostatnich leśnych” można powiedzieć słowami polskiego noblisty Czesława Miłosza: „I żaden grecki antyczny bohater / Do bitwy nie szedł tak zbyty nadziei / Z wyobrażeniem swojej białej czaszki / Kopniętej butem obcego przechodnia”.
Historie ludzi walczących z komunistami o wolność w okresie najczarniejszej „nocy stalinowskiej” są doprawdy przejmujące. Ludzie ci w ogromnej większości w pełni świadomie podejmowali walkę z „władzą nieludzką”, wiedząc, że przyjdzie im zapłacić najwyższą cenę.
Wiosek takich jak zaścianek opisany we wspomnieniach Rogińskiego było bardzo wiele we wszystkich powiatach Podlasia. Przytoczona wypowiedź powstańczego dowódcy może się kojarzyć także z obrazami zarysowanymi w dokumentach dotyczących oporu w latach powojennych, np. z resortowymi raportami opisującymi przejście oddziału Kazimierza Wyrozębskiego „Sokolika” zimą 1947 r. przez nadbużańskie wioski w rejonie Jabłonny, gdzie spotykał się on z powszechnym poparciem i życzliwością. Gdziekolwiek zachodzili „ostatni leśni”, udzielano im pomocy: dawano żywność, wymieniano broń na lepszą, uzupełniano amunicję, dostarczano potrzebnych informacji.
Warto też wspomnieć o jeszcze jednym wątku charakterystycznym dla ciągłości tradycji zbrojnego ruchu niepodległościowego na Podlasiu. Od wojny w obronie Konstytucji 3 Maja w 1792 r. poczynając, przez kolejne trzy powstania narodowe Podlasie było terenem, na który spływały oddziały kresowe, by tu kontynuować walkę o niepodległość. Zjawisko to najpoważniej dało znać o sobie w powstaniu 1863 r. To właśnie wówczas, jesienią 1863 r., na lewobrzeżne Podlasie spłynęły” ze wschodu kresowe partie Wróblewskiego, Kobylińskiego, Barancewicza i braci Ejtminowiczów, by zasilone miejscowymi ochotnikami jeszcze przez wiele miesięcy kontynuowały działania powstańcze. 80 lat później historia powtórzyła się. Na ziemi podlaskiej znów walczyli ramię w ramię kresowiacy spod znaku „brygad wileńskich” i miejscowi partyzanci. Od 1946 r. na działalność podziemia niepodległościowego w pow. Sokołów Podlaski coraz większy wpływ wywierała konspiracja i partyzantka kresowa spod znaku 6. Brygady Wileńskiej AK, którą dowodzili mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” i kpt. Władysław Łukasiuk „Młot”. W ostatnim etapie funkcjonowania konspiracji sokołowskiej wpływ ten wydawał się być dominujący. Połączenie czynników kresowych z lokalnymi podlaskimi doprowadziło do powstania niezwykle interesującej i zarazem skutecznej w działaniu formy organizacyjnej, jaką była struktura konspiracyjna stworzona przez kpt. „Młota” i jego następcę – kpt. Kazimierza Kamieńskiego „Huzara”.

Podlasie w walce z nowym, komunistycznym okupantem

W okresie okupacji niemieckiej Obwód Sokołów Podlaski AK (krypt. „Proso” i „Sęp”) wchodził w skład Podokręgu Wschodniego Obszaru Warszawskiego AK. Ostatnim komendantem obwodu w okresie okupacji niemieckiej był mjr Jerzy Sasin „Rosa”. W szczytowym momencie swego rozwoju organizacyjnego – 1944 r. – Obwód „Sęp” liczył sporo ponad 3 tys. zaprzysiężonych żołnierzy. Był jednostką silną i dobrze zorganizowaną. W 1944 r. dysponował pięcioma oddziałami partyzanckimi i wieloma patrolami Kedywu (Kierownictwa Dywersji). Sokołowskie oddziały AK wykonały szereg udanych akcji bojowych przeciwko niemieckim siłom okupacyjnym. Zgodnie z założeniami przyjętymi przez dowództwo Podokręgu Wschodniego Obszaru Warszawskiego AK mobilizację do akcji „Burza” przeprowadzono w Obwodzie „Sęp” w szerokim zakresie, formując dwa bataliony 22. pp AK (łącznie 1699 ludzi w zwartych oddziałach). Działania w ramach akcji „Burza”, polegające na atakowaniu wycofujących się wojsk niemieckich, trwały w Obwodzie „Sęp” od 27 lipca do 6 sierpnia 1944 r.


Armia Czerwona zajęła Sokołów Podlaski 9 sierpnia 1944 r., a północno-zachodnią część powiatu ze Sterdynią trzy dni później. Po zajęciu Sokołowa przez Sowietów część kadry Obwodu „Sęp”, zgodnie z rozkazami KG AK, ujawniła się przed dowództwem rosyjskim i – jak podaje dr Jan Gozdawa-Gołębiowski – „wszyscy zostali aresztowani”. Działania represyjne sowieckich sił specjalnych skierowane przeciw polskiemu podziemiu niepodległościowemu rozpoczęły się już wtedy, gdy przez Podlasie przetaczał się front.

Po otrzymaniu drogą radiową wiadomości o aresztowaniu sztabu Grupy Operacyjnej „Wschód”, komendant Obwodu Sokołów Podlaski mjr Jerzy Sasin „Rosa” rozkazał rozformować podległe sobie oddziały i ponownie przeszedł wraz z nimi do konspiracji. Szybko też zrekonstruował Komendę Obwodu, uzupełniając braki kadry powstałe po pierwszych sowieckich aresztowaniach. Jednak już 4 października 1944 r. został zatrzymany, a próba odbicia go nie powiodła się. Jesienią 1944 r. w ręce komunistów wpadli też: szef wywiadu por. Michał Michalak „Mierzejewski”, por. Aleksander Tomaszewicz „Jagoda” z ośrodka Kosów Lacki, szef łączności i zarazem adiutant komendanta obwodu, ppor. Joachim Muklewicz „Soplica” oraz pchor. Marian Zdziarski „Paprzyca” (Sasin, Michalak i Tomaszewicz zostali skazani przez komunistyczne sądy wojskowe na karę śmierci i kilka tygodni później rozstrzelani, natomiast Zdziarski poniósł śmierć w łagrze – sowieckim obozie koncentracyjnym, Muklewicz dostał wyrok 10 lat więzienia). Rozwiązanie oddziałów uczestniczących w akcji „Burza” nie uchroniło sokołowskich akowców przed represjami. Przynależność do Armii Krajowej traktowana była zarówno przez władze sowieckie, jak i przez nowe, komunistyczne władze „polskie” jako przestępstwo i stawała się podstawą do aresztowania. Ujętych w tym okresie szeregowych żołnierzy AK i osoby podejrzane o powiązania z organizacją wywożono przez obozy w Sokołowie i Rembertowie do łagrów położonych w głębi Rosji, głównie do zespołu obozów Borowicze. Dokonano tego w trzech wielkich transportach: 12 listopada i 1 grudnia 1944 r. oraz 1 stycznia 1945 r. Można ocenić, że z terenu pow. Sokołów Podlaski do łagrów w głębi Rosji wywieziono co najmniej 500 osób (wielu straciło życie na „nieludzkiej ziemi”).


Mocno „nadszarpnięty” organizacyjnie Obwód Sokołów Podlaski funkcjonował przez wiele miesięcy beż żadnego kontaktu z władzami zwierzchnimi. Gdy w końcu marca 1945 r. została powołana do życia Delegatura Sił Zbrojnych na Kraj (DSZ), podporządkował się jej. Po aresztowaniu mjr. Sasina „Rosy” dowództwo nad Obwodem Sokołów Podlaski (w 1945 r. nosił krypt. „Las”) przejął kpt. N.N. „Zwardoń” (oficer NSZ-AK wywodzący się z Obwodu Węgrów). Pomimo kompletnej dezorganizacji pracy jesienią 1944 r., obwód zdołał w pierwszym półroczu 1945 r. ponownie osiągnąć znaczny stopień sprawności organizacyjnej. W okresie lato 1944 – lato 1945 nadal dzielił się na cztery ośrodki (rejony), którymi dowodzili:


  • Ośrodek nr 1 (Sokołów Podlaski–Grochów–Kudelczyn–Kowiesy),

komendant: Edward Mirosz vel Mirowski „Jach”,


  • Ośrodek nr 2 (Repki–Wyrozęby–Korczew),

komendant: Edward Mazurczak „Żuk”, „Żubr”, „Dziadek”,

zastępca: Lucjan Jagiełło „Zwierz”,




  • Ośrodek nr 3 (Jabłonna Lacka–Sabnie–Sterdyń),

komendant: por. Aleksander Rubiński „Jastrząb”,


  • Ośrodek nr 4 (Olszew–Chruszczewka–Kosów Lacki),

komendant: por. Eugeniusz Muszyński „Babinicz”.
Charakterystycznym zjawiskiem dla tego okresu konspiracji sokołowskiej było zapełnienie ubytków spowodowanych aresztowaniami i wywózkami przez dużą grupę kadry i żołnierzy wywodzących się z NSZ, a scalonych w końcowym okresie okupacji niemieckiej. Podobne zjawisko występowało i w innych obwodach byłego Podokręgu Wschodniego Obszaru Warszawskiego AK, np. w Mińsku Mazowieckim i Siedlcach.
Obwód zdołał częściowo odbudować także i swój wywiad. Wprowadził szereg „wtyczek” do administracji, milicji, a nawet do PUBP, gdzie „wtyczką” podziemia był Zenon Sawic „Zeksio”, który ostrzegł przed aresztowaniami kadrę Ośrodka Jabłonna Lacka (zdekonspirowany, zbiegł ze służby; zginął z rąk pracowników UB 17 maja 1945 r. w Jabłonnie).
Pierwszy oddział partyzancki w pow. Sokołów Podlaski zorganizowany został w warunkach nowej okupacji na rozkaz mjr. „Rosy” już w sierpniu 1944 r. jako jednostka dyspozycyjna Komendy Obwodu. Był to Obwodowy Patrol Żandarmerii (OPŻ) dowodzony przez pchor. Adama Tutaka „Znicza”. Stale zwiększająca się liczba osób ściganych przez bezpiekę oraz pojawienie się licznych uciekinierów z „ludowego” WP sprawiały, że szeregi sokołowskiej partyzantki szybko uległy rozbudowie. Wiosną i latem 1945 r. na terenie obwodu operowało pięć oddziałów partyzanckich:


  • Obwodowy Patrol Żandarmerii dowodzony przez pchor. Adama Tutaka „Znicza” (NSZ-AK), przeznaczony do utrzymywania porządku na terenie powiatu (stan 1 + 12 ludzi);




  • Oddział partyzancki Edwarda Mazurczaka „Dziadka”, „Żubra” na terenie Ośrodka nr 2 (stan ok. 50 ludzi). Zastępcą dowódcy był Henryk Kalinowski „Lew” (do końca marca 1945 r., kiedy to zginął z rąk UB), następnie Zygmunt Kamiński „Tur”;




  • Oddział partyzancki plut. Franciszka Pliszki „Marynarza” na terenie Ośrodka nr 1 (stan okresowo nawet do 100 żołnierzy). Oddział, jako jednostka polowa, powstał w styczniu 1945 r. z zadaniem prowadzenia samoobrony;




  • Oddział partyzancki plut. Zdzisława Stokowskiego „Nurka” działający na terenie Ośrodka nr 1 (stan 20–30 ludzi). Grupa ta stanowiła początkowo pododdział oddziału „Marynarza”, jednak w okresie kwiecień–październik 1945 r. odłączyła się i operowała samodzielnie i w rezultacie można traktować ją jako odrębną jednostkę bojową. Rozwiązany w październiku 1945 r., reaktywowany pod koniec tego roku, rozbity w lutym 1946 r.;




  • Oddział dyspozycyjny Ośrodka nr 3, dowodzony przez por. Aleksandra Rubińskiego „Jastrzębia”, zastępca Mieczysław Litwiniak „Pszczoła” (stan ok. 20 żołnierzy).

Wszystkie oddziały były dość dobrze uzbrojone, większość żołnierzy występowała w mundurach WP, jednak część – zwłaszcza „dochodzący” z placówek – używała ubrań cywilnych. Niewielki, kadrowy OPŻ charakteryzował się wysokim stopniem dyscypliny i dyspozycyjności. Natomiast oddział „Marynarza” wyróżniał się bojowością i zadał szereg celnych ciosów miejscowej „bezpiece”. Trzeba też powiedzieć, że zdecydowanie gorszą opinią niż inne oddziały cieszył się wśród mieszkańców okolic Repek i Korczewa – zwłaszcza od jesieni 1945 r. – oddział „Żubra”.


Tak opisuje codzienne funkcjonowanie swego oddziału pchor. Adam Tutak „Znicz”:
„Oddział był umundurowany w angielskie battledressy, spodnie przerobione na bryczesy, czapki lub furażerki z orzełkami w koronie, długie buty lub saperki i w razie deszczu policyjne czarne peleryny. [...] Nosiliśmy ryngrafy z M[atką] B[oską] Częstochowską. […] Uzbrojenie oddziału zależało od rodzaju akcji, nieco różniące się, ale normalnym uzbrojeniem oddziału były: dwa karabiny maszynowe, Spandau [MG-34] i Diektariew, pięć »derkaczy« [MP-43], »finka« – [sowieckie PPD], włoski [Beretta 38/43], wszystkie z zapasowymi magazynkami, garłacz i amunicja zapasowa. Każdy żołnierz miał pistolet Vis, Parabelkę [i] granaty. Mimo bardzo bliskich stosunków koleżeńskich obowiązywała bardzo ostra dyscyplina, zwłaszcza, gdy chodziło o bezpieczeństwo oddziału, poszanowanie życia i mienia. [...] Nie zaniedbywaliśmy spraw duchowych, religijnych. Modlitwy wieczorne były naszym stałym zwyczajem. W okresie Wielkiej Nocy 1945 r. zorganizowaliśmy dla oddziału spowiedź i komunię św. Odprawiliśmy je nocną porą w kościele w Grodzisku. Miejscowy ksiądz wysłuchał spowiedzi i udzielił komunii całemu oddziałowi. Kościół był w tym czasie ubezpieczony [przez żołnierzy siatki terenowej AK]”.
Z kolei ciekawy obraz życia w oddziale „Marynarza” zawierają wspomnienia Karola Karlsbada „Radka”, który dołączył do tej grupy zimą 1945 r., gdy zatrzymała się na postój w lesie koło Klimowizny:
„Byli uzbrojeni głównie w broń amerykańską z ostatniego zrzutu na teren sokołowski. Kilkudziesięciu ludzi, niektórzy w mundurach armii Berlinga, zbieranina zbiegów i dezerterów z armii [wojska] ludowego, ludzie z AK, NSZ i innych [organizacji], chłopi, drobni urzędnicy gminni i z cukrowni, jeden nauczyciel gimnazjalny. Przyjęli mnie serdecznie. [...] Żyliśmy z rekwizycji w upaństwowionych majątkach ziemskich, które już Niemcy prawym właścicielom zabrali. Gdyśmy się zaopatrywali u chłopów, płaciliśmy gotówką lub towarem. Raczej unikaliśmy zbrojnych starć z bezpieką czy ruskimi. [...] Byliśmy ciągle w drodze, by nie dać się zaskoczyć obławom. Ruscy, w przeciwieństwie do Niemców, nie bali się wejść do lasu. Kiedyś w czasie wielkiej obławy w lesie rucheńskim uniknęliśmy zniszczenia tylko dzięki gęstym zagajnikom, w które zaszyliśmy się. O zasadzce nie było mowy, po ich stronie był przynajmniej batalion wojska. [...] Życie nie było łatwe. Luty, marzec czy kwiecień spędzone pod gołym niebem, często na wygasłych węglach ogniska rozrzuconych dla podsuszenia mokrej ziemi, czasem w chłopskiej stodole, czasem w czyjejś chałupie. Kiedyś musieliśmy odczekać kilka dni w dużym lesie. Był marzec. Od kilku dni lalo prawie bez przerwy. Siedzieliśmy w szałasie z gałęzi choiny. Przez kilka godzin było pół biedy, nim gałęzie namiękły. Potem trudno było powiedzieć, gdzie bardziej padało, w szałasie czy na zewnątrz. Wszy dokuczały nam ciągle, świerzb, gdy tylko człowiek się zagrzał. Zabijaliśmy nudę postojów siedząc wokół ogniska i bijąc wszy. Wysokich butów nie zdejmowało się z nóg przez kilka tygodni”.
Okres wiosny i lata 1945 r. charakteryzował się znaczną dynamiką działań partyzanckich na terenie całej wschodniej Polski. Skala działań podjętych przez niepodległościowe formacje zbrojne przeciw sowieckiej okupacji i dyktaturze Polskiej Partii Robotniczej (PPR) pozwala na określenie go mianem „powstania antykomunistycznego”. Powiat Sokołów Podlaski miał pod bronią w tym czasie blisko 200 partyzantów, zaś drugie tyle okresowo mobilizowano z placówek na czas wykonania określonych działań.
Oddziały Obwodu Sokołów Podlaski wykonały dziesiątki udanych akcji przeciwko komunistycznemu aparatowi opresji oraz jego agenturze. Rozbrojono 26 posterunków Milicji Obywatelskiej (MO) i innych służb komunistycznych, kilkanaście razy zniszczono dokumentację w urzędach gminnych, paraliżując pobór do „ludowego” WP oraz egzekwowanie dostaw obowiązkowych (kontyngentów wyższych niż w czasie okupacji niemieckiej), stoczono 8 większych walk i kilkanaście potyczek (m.in. zasadzki na grupy operacyjne „bezpieki”), kilkanaście razy rozbrojono pododdziały „ludowego” WP. Chroniąc społeczeństwo przed represjami „bezpieki”, dokonano licznych likwidacji donosicieli i szpiclów. Zwalczano także przestępczość pospolitą. Warto dodać, że wykonywane przez sokołowskie oddziały akcje skierowane przeciw złodziejom i bandytom rabującym mieszkańców odnotowują nawet raporty NKWD! W ramach działań mających zapewnić porządek i bezpieczeństwo w terenie OPŻ przeprowadził też akcje przeciwko złodziejom profanującym z pobudek materialnych masowe mogiły ofiar obozu koncentracyjnego w Treblince (podobną akcję powtórzył w rok później oddział „Młota”).
Do najskuteczniejszych akcji zbrojnych sokołowskiej partyzantki należy zaliczyć udany zamach przeprowadzony w styczniu 1945 r. w Rozbitym Kamieniu przez Franciszka Pliszkę „Marynarza” i kilku jego podkomendnych, w wyniku którego zginęło trzech funkcjonariuszy PUBP, w tym cieszący się szczególnie złą sławą Zygmunt Podniesiński. Jedną z najpoważniejszych operacji bojowych przeciw „bezpiece” wykonał oddział „Dziadka” 16 kwietnia 1945 r. pod Mołomotkami, rozbijając grupę operacyjną UB i KBW, która powracała z aresztowań w terenie, i uwalniając więźniów (zabito 14 żołnierzy KBW i 3 funkcjonariuszy UB, uwolniono kilkunastu więźniów, w tym Józefa Ludwika Małczuka „Brzaska”).
Mało znana, a bardzo efektowna i skuteczna, była działalność oddziału por. „Jastrzębia” z Ośrodka Jabłonna–Sabnie–Sterdyń (nr 3). Wiosną 1945 r. grupa ta rozbroiła oddział kontyngentowy „ludowego” WP w Grannem. Podczas kolejnego wypadu na białostocki brzeg Bugu, 8 kwietnia 1945 r., wydzielona grupa pod dowództwem Mieczysława Litwiniaka „Pszczoły” rozbroiła uciążliwy dla ludności posterunek MO w Ciechanowcu oraz zdobyła pod tymże miasteczkiem sowiecki samochód z transportem broni (18 ręcznych karabinów maszynowych, 89 tys. sztuk amunicji i 8 skrzyń granatów). Następnego dnia urządziła na drodze Ostrożany–Smarklice zasadzkę na tropiącą ją grupę operacyjną NKWD. Pomimo przewagi liczebnej, bolszewicy nie wytrzymali ognia polskiej broni maszynowej i uciekli.
Oprócz grup „miejscowych” na teren pow. Sokołów Podlaski okresowo zaglądały także jednostki partyzanckie przybyłe z innych stron kraju. Od 18 maja do 1 czerwca 1945 r. na lewym brzegu Bugu operowały główne siły 5. Brygady Wileńskiej AK dowodzone przez mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”, stanowiące oddział dyspozycyjny Komendy Okręgu Białystok AK-AKO. 20 maja 1945 r. jednostka ta rozbroiła pluton „ludowego” WP ochraniający most na Bugu we Fronołowie, po czym w dalszym marszu przez kilka dni przesuwała się wzdłuż rzeki. W końcu miesiąca zapuściła się aż pod Sokołów Podlaski, gdzie 30 maja 1945 r. jej 4. szwadron, kwaterujący na koloniach Bachorzy, odparł atak grupy operacyjnej UB.
W czerwcu 1945 r. na Podlasie rzucono znaczne siły wojska berlingowskiego i NKWD w celu „spacyfikowania terenu”. Na lewym brzegu Bugu – oprócz pododdziałów 2. pułku Wojsk Pogranicznych, komendantur sowieckich ulokowanych w miastach powiatowych, pododdziału pułku NKWD, ochraniających linię kolejową Warszawa–Brześć i 198. samodzielnego batalionu zmechanizowanego NKWD oraz sił resortu bezpieczeństwa – operowały też 2. i 3. pp 1. DP im. Tadeusza Kościuszki oraz 1. Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte. Berlingowcy, kierowani przez pracowników UB i oficerów sowieckich, prowadzili masowe aresztowania i działania represyjne wobec ludności. Sekretarz Powiatowego Komitetu PPR w Siedlcach informował centralne władze partyjne, że na jego terenie „idzie nadal praca wyławiania band akowskich i nie może być żadnych skrupułów względem nich, gdyż chwast reakcyjny musi być wytępiony, wówczas nasza robota pójdzie całą parą naprzód”. Zwykli żołnierze, o ile nie mieli wsparcia NKWD lub UB, nie rwali się jednak do walki z polską partyzantką, zdarzało się nawet, że odmawiali wykonywania rozkazów. Dobrym przykładem może być tu rozbrojenie w czerwcu 1945 r. 2. i 3. kompanii 1. Samodzielnego Batalionu Szkolnego 1. DP im. Tadeusza Kościuszki w rejonie Paprotni przez niezidentyfikowany oddział podziemia (prawdopodobnie grupę „Dziadka” wspartą zmobilizowana siecią terenową). Po rozmowach przeprowadzonych przez partyzanckich dowódców z oficerami 1. Samodzielnego Batalionu Szkolnego oba pododdziały zostały zwolnione wraz z bronią (za karę komunistyczne władze wojskowe postawiły przed sądem polowym 1. DP trzech oficerów i jednego podoficera).
Z kolei 8 sierpnia 1945 r. 1. szwadron 5. Brygady Wileńskiej AK dowodzony przez por. Zygmunta Blażejewicza „Zygmunta” i oddział ppor. Władysława Łukasiuka „Młota” (ok. 100 ludzi) rozbiły tropiącą partyzantów grupę operacyjną wydzieloną z 2. pp 1. DP. W starciu na leśnej drodze pomiędzy wsiami Sikory i Paczuski berlingowcy stracili 16 zabitych, ponad 20 rannych i 72 jeńców; partyzanci zdobyli działo 45 mm, 2 ckm-y, kilka rkm-ów i ok. 90 kb i PPSz. Oddziały „ludowego” WP, pchane do boju rozkazami sowieckich komendantów, uniknęły dalszych krwawych strat dzięki rozsądnemu porozumieniu, jakie por. „Zygmunt” zawarł z dowódcą batalionu 2. pp kpt. Tadeuszem Cynkinem, który w zamian za zwolnienie jeńców i zwrot części broni powstrzymał się od dalszych działań. Oddziały „Zygmunta” i „Młota” zdołały odskoczyć od miejsca walki i w lasach nad Bugiem przeczekać największe obławy, do których rzucono kilka tysięcy żołnierzy rosyjskich i berlingowskich. Spotkały się z przeciwnikiem jeszcze raz – nocą z 8 na 9 sierpnia 1945 r. pod wsią Zaleś – gdzie rozbiły kompanię fizylierów z 1. Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte (ranny został wówczas zastępca mjr. „Łupaszki”, kpt. Lech Leon Beynar vel Paweł Jasienica „Nowina”). Po kilku dniach obławy „przewaliły” się przez powiaty Sokołów Podlaski i Węgrów. 15 sierpnia 1945 r. trzy szwadrony 5. Brygady Wileńskiej i oddział „Młota” wkroczyły do Jabłonny Lackiej, w której właśnie odbywał się odpust. Mieszkańcy zgotowali partyzantom serdeczne przyjęcie. Żołnierze wzięli udział w mszy św., po której ze schodów kościoła przemawiał do zebranej ludności por. „Zygmunt”. Następnie kadra brygady została zaproszona wraz z goszczącym w Jabłonnie duchowieństwem na plebanię na obiad do ks. prałata Aleksandra Fijałkowskiego. Żołnierze wzięli udział w zabawie zorganizowanej przez mieszkańców. Stąd 1. szwadron i oddział „Młota” udały się z powrotem za Bug, gdzie 18 sierpnia 1945 r. w boju pod wsią Miodusy Pokrzywne (pow. Bielsk Podlaski) zniszczyły terroryzującą ludność grupę operacyjną NKWD, UB i „ludowego” WP.
We wrześniu 1945 r. 5. Brygada Wileńska AK została zdemobilizowana. Jednak już w kwietniu 1946 r. mjr „Łupaszka” odtworzył na Pomorzu kadrowe pododdziały brygady i ponownie wyszły one w pole. Na Podlasiu pozostała grupa wywodząca się z 1. szwadronu brygady oraz oddziału „Młota”. Przez trzy miesiące funkcjonowała ona jako oddział partyzancki Obwodu WiN Bielsk Podlaski (m.in. 30 listopada 1945 r. stoczyła zwycięski bój z NKWD i UB we wsi Łempice, rozbiła posterunki MO w Kleszczelach i Siemiatyczach). W lutym 1946 r. ponownie przeszła pod rozkazy mjr. „Łupaszki”, stając się oddziałem eksterytorialnego Wileńskiego Okręgu AK (otrzymała wówczas dumną nazwę 6. Brygady Wileńskiej AK).


  1   2   3   4   5


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna