Wydawnictwo sonia draga



Pobieranie 2,1 Mb.
Strona31/35
Data23.10.2017
Rozmiar2,1 Mb.
1   ...   27   28   29   30   31   32   33   34   35

Patrzyła na tuziny zeskanowanych czeków bankowych z nazwiskiem Sextona, wystawionych przez prywatne firmy kosmiczne, i potwierdzenia zdeponowania pieniędzy na licznych kontach na Kajmanach. Najniższą sumą, na jaką opiewały czeki, było piętnaście tysięcy dolarów. Kilka przekraczało pół miliona.

„Drobnica, powiedział jej Sexton. Wszystkie datki poniżej dozwolonych dwóch tysięcy".

Najwyraźniej kłamał od samego początku. Gabrielle miała przed sobą dowody nielegalnego finansowania kampanii na ogromną skalę. Ból zdrady i rozczarowania kłuł ją w sercu. Kłamał.

Czuła się jak idiotka. Czuła się brudna. Ale przede wszystkim była wściekła.

Siedziała samotnie w ciemności, uświadamiając sobie, że nie ma pojęcia, co zrobić.


Rozdział 120

Kiowa zawisł nad pokładem rufowym „Goyi". Delta Jeden patrzył w dół, nie mogąc oderwać oczu od zaskakującej sceny.

Michael Tolland stał na pokładzie obok małego batyskafu. W chwytakach, jak w szczękach ogromnego owada, wił się Delta Dwa, bez powodzenia próbujący się uwolnić.

Na Boga, co się dzieje?!

Co więcej, na pokład wybiegła Rachel Sexton i stanęła nad związanym, zakrwawionym człowiekiem leżącym przy batyskafie. To mógł być tylko Delta Trzy. Kobieta mierzyła do niego z karabinu maszynowego Delta Force i patrzyła na helikopter takim wzrokiem, jakby zachęcała do ataku.

Zdezorientowany Delta Jeden nie był w stanie pojąć, jak do tego doszło. Błędy w rodzaju tych popełnionych na lodowcu nie zdarzały się często, ale dawały się wyjaśnić. To, na co patrzył teraz, było nie do pomyślenia.

Już w normalnych okolicznościach Delta Jeden spaliłby się ze wstydu, a tej nocy jego upokorzenie sięgało zenitu. Sprawę pogarszała obecność osoby, która leciała z nim w śmigłowcu.

Kontroler.

Po akcji w FDR Memorial kontroler rozkazał Delcie Jeden lecieć do wyludnionego parku niedaleko od Białego Domu. Na jego rozkaz Delta Jeden usiadł na trawiastym pagórku wśród drzew. Kontroler, który czekał w parkującym w pobliżu samochodzie, wyłonił się z ciemności i wsiadł na pokład kiowy. Po paru sekundach byli w powietrzu.

Z drugiej strony, choć bezpośredni udział kontrolera w operacjach należał do rzadkości, Delta Jeden nie miał powodów do narzekań. Kontroler, przygnębiony nieudaną akcją na Lodowcu Milne'a, bojący się dociekliwości i narastających podejrzeń z wielu stron, poinformował go, że ostatnią fazą operacji pokieruje osobiście.

I kierował, na własne oczy oglądając klęskę, jakiej Delta Jeden jeszcze nigdy nie doświadczył.

To musi się skończyć. Teraz.

Kontroler patrzył ze śmigłowca na pokład „Goyi" i zastanawiał się, jak mogło do tego dojść. Nic nie szło zgodnie z planem — podejrzenia dotyczące meteorytu, niepowodzenie Delta Force na lodowcu, konieczność uśmiercenia wysoko postawionej osoby w FDR.

— Kontrolerze — wyjąkał Delta Jeden, patrząc na pokład „Goyi". Jego głos wyrażał oszołomienie i wstyd. — Nie wyobrażam sobie...

Ja też nie, pomyślał kontroler. Nie docenili zwierzyny, poważnie nie docenili.

Spojrzał na Rachel Sexton, która zadarła głowę, patrząc na odblaskową owiewkę helikoptera, i podniosła do ust cryptalk. W kabinie kiowy zatrzeszczał przetworzony głos. Kontroler spodziewał się żądania odlotu albo wyłączenia systemu zagłuszającego, żeby Tolland mógł wezwać pomoc. Ale wiadomość Rachel Sexton ścięła mu krew w żyłach.

— Spóźniliście się — powiedziała — Nie jesteśmy jedynymi, którzy wiedzą.

Słowa przez chwilę tłukły się w kabinie. Choć oświadczenie wydawało się naciągane, cień prawdopodobieństwa skłonił kontrolera do namysłu. Powodzenie całego projektu wymagało wyeliminowania wszystkich, którzy znają prawdę. Zapobieganie rozprzestrzenianiu się informacji okazało się krwawe, ale musi być konsekwentny.

Wie jeszcze ktoś inny...

Rachel Sexton uchodziła za osobę rygorystycznie przestrzegającą protokołu tajności, więc kontroler doszedł do wniosku, że to mało prawdopodobne, aby zdecydowała się podzielić tajemnicą z kimś z zewnątrz.

Rachel znowu się odezwała:

— Wycofajcie się, a oszczędzimy waszych ludzi. Zbliżcie się, a umrą. Tak czy inaczej prawda wychodzi na jaw. Ograniczcie swoje straty. Odlećcie stąd.

— Blefujesz — rzucił kontroler. Wiedział, że Rachel Sexton słyszy bezpłciowy, mechaniczny głos. — Nikomu nie powiedziałaś.

— Jesteście gotowi zaryzykować? — odpaliła Rachel. — Nie mogłam skontaktować się z Williamem Pickeringiem, więc się przestraszyłam i postanowiłam się zabezpieczyć.

Kontroler ściągnął brwi. To było prawdopodobne.

— Nie kupują tego — powiedziała Rachel, patrząc na Tollanda. Żołnierz w kleszczach zaśmiał się mimo bólu.

— Twój karabin nie jest naładowany i tamci poślą cię do diabła. Oboje umrzecie. Waszą jedyną nadzieją jest to, że nas uwolnicie.

Akurat, pomyślała Rachel, próbując przewidzieć następny ruch przeciwnika. Popatrzyła na związanego i zakneblowanego mężczyznę, który leżał u jej stóp. Wyglądał na półprzytomnego z powodu utraty dużej ilości krwi. Kucnęła przy nim i spojrzała w zimne oczy.

— Wyjmę ci knebel i przytrzymam cryptalk. Przekonasz ich, żeby odlecieli. Czy to jasne?

Mężczyzna gorliwie pokiwał głową.

Rachel wyciągnęła knebel. Żołnierz splunął jej krwawą śliną w twarz.

— Suka — wysyczał i zakasłał. — Będę patrzył, jak zdychasz. Zaszlachtują cię jak świnię, a ja będę rozkoszował się każdą chwilą.

Rachel wytarła gorącą ślinę z twarzy. Czuła, jak silne ręce podnoszą ją, odciągają, podtrzymują, zabierają karabin. Drżący dotyk Tollanda zdradzał, że właśnie coś w nim pękło. Podszedł do oddalonego o parę metrów pulpitu sterowniczego, położył rękę na dźwigni i spojrzał w oczy mężczyźnie leżącemu na pokładzie.

— Drugi raz — wycedził. — I to na moim statku. Zapłacisz za to.

Z wściekłością pociągnął dźwignię. Wielka klapa pod „Trytonem" otworzyła się jak zapadnia na szubienicy. Związany żołnierz zawył ze strachu i zniknął w otworze. Spadł z wysokości dziewięciu metrów do oceanu, wzbijając bryzgi szkarłatnej wody. Rekiny rozprawiły się z nim w jednej chwili.

Kontroler trząsł się z wściekłości, patrząc z góry na okaleczone ciało Delty Trzy, niesione pod statkiem przez silny prąd. Podświetlona woda była różowa. Kilka ryb walczyło o coś, co wyglądało jak ręka.

Jezu Chryste.

Przeniósł spojrzenie na pokład. Delta Dwa wciąż był uwięziony w chwytakach „Trytona" i wisiał teraz nad szerokim otworem w pokładzie. Pod jego stopami ziała pustka. Wystarczy, że Tolland otworzy szczęki, a Delta Dwa będzie następny.

— W porządku — szczeknął kontroler przez cryptałk. — Trzymać. Tylko trzymać!

Rachel stała na pokładzie i patrzyła na kiowę. Nawet z daleka kontroler wyczytał w jej oczach zdecydowanie. Podniosła cryptalk do ust.

— Wciąż myślisz, że blefuję? Zadzwoń do centrali w NRO. Zapytaj o Jima Samiljana. On ma dzisiaj dyżur w dziale P i A. Powiedziałam mu wszystko o meteorycie. Potwierdzi to.

Podaje mi nazwisko? To nie wróży nic dobrego. Rachel Sexton nie jest głupia, a kontroler może sprawdzić ten blef w ciągu paru sekund. Nie zna wprawdzie żadnego Jima Samiljana, lecz organizacja jest ogromna. Możliwe, że Rachel mówi prawdę. Zanim zarządzi ostateczną eliminację, musi to sprawdzić.

Delta Jeden obejrzał się przez ramię.

— Mam przerwać zagłuszanie? Wtedy będzie można zadzwonić.

Kontroler spojrzał na Rachel i Tollanda. Oboje stali na otwartej przestrzeni. Jeśli któreś z nich sięgnie po komórkę albo radio, Delta Jeden znów włączy zagłuszanie i odetnie łączność. Ryzyko jest minimalne.

— Wyłącz — polecił, wyciągając telefon komórkowy. — Sprawdzę Rachel. Potem obmyślimy, jak uwolnić Deltę Jeden i zakończyć tę sprawę.

Operatorka centrali NRO w Fairfax zaczynała tracić cierpliwość. — Jak mówiłam, w dziale planów i analiz nie ma żadnego Jima Samiljana.

Rozmówca był uparty.

— Sprawdziła pani różne wersje pisowni nazwiska? Sprawdziła pani w innych działach?

Operatorka już to zrobiła, ale uległa prośbie dzwoniącego. Po kilku sekundach powiedziała:

— Na liście personelu nie ma żadnego Jima Samiljana, niezależnie od pisowni.

Rozmówca sprawiał wrażenie dziwnie zadowolonego.

— Jest pani pewna, że NRO nie zatrudnia żadnego Jima... Nagle na linii wybuchł hałas. Ktoś wrzasnął. Rozmówca zaklął głośno i natychmiast przerwał połączenie.

Na pokładzie kiowy Delta Jeden warczał ze złości, usiłując jak najszybciej uruchomić system zagłuszający. Za późno zrozumiał podstęp. Wśród licznych zapalonych kontrolek maleńka dioda wskazywała, że z „Goyi" wypływa sygnał SATCOM. Jak? Nikt nie opuścił pokładu! Nim włączył zagłuszasz, połączenie z „Goyi" samoistnie dobiegło końca.

Faks w laboratorium pisnął z zadowoleniem.

NOŚNA SYGNAŁU ZNALEZIONA... FAKS WYSŁANY


Rozdział 121

Zabij albo daj się zabić. Rachel odkryła w sobie coś, o istnieniu czego dotąd nie wiedziała. Instynkt przeżycia — bezwzględność i odwaga napędzane strachem.

— Co było w tym faksie? — zapytał głos przez cryptalk.

Rachel z ulgą usłyszała potwierdzenie, że faks został wysłany.

— Odlećcie stąd — zażądała, patrząc wściekle na krążący helikopter. — Już po wszystkim. Wasz sekret wyszedł na jaw. — Powiedziała napastnikom, jakie informacje właśnie wysłała. Pół tuzina stron zdjęć i tekstu. Niepodważalny dowód, że meteoryt jest fałszywy. — Skrzywdzenie nas tylko pogorszy waszą sytuację.

Przez chwilę panowała ciężka cisza.

— Do kogo wysłałaś faks?

Rachel nie miała zamiaru odpowiadać na to pytanie. Oboje z Tollandem musieli zyskać jak najwięcej czasu. Stali w pobliżu otworu w pokładzie, na jednej linii z „Trytonem", uniemożliwiając strzelanie do nich bez narażania żołnierza wiszącego w szczękach batyskafu.

— William Pickering — powiedział rozmówca jakby z nadzieją. — Wysłałaś faks do Pickeringa?

Pudło, pomyślała Rachel. Pickering byłby pierwszym kandydatem, ale musiała wybrać kogoś innego ze strachu, że napastnicy już wyeliminowali dyrektora NRO — śmiałość takiego posunięcia byłaby mrożącym krew w żyłach świadectwem determinacji wroga. Mając zaledwie chwilę na podjęcie decyzji, Rachel postanowiła przefaksować dane pod drugi znany jej numer.

Do biura swojego ojca.

Numer faksu w gabinecie senatora wrył się jej w pamięć po śmierci matki, kiedy ojciec postanowił zająć się majątkiem bez konieczności osobistego kontaktowania się z córką. Rachel nigdy nie wyobrażała sobie, że w chwili potrzeby zwróci się do ojca, ale miał on dwie niezwykle ważne tej nocy cechy — wszystkie politycznie poprawne motywy, by ujawnić informację o meteorycie oraz na tyle silną pozycję, żeby zadzwonić do Białego Domu i szantażem wymusić odwołanie tego szwadronu śmierci.

O tej porze ojca na pewno nie ma w biurze, ale Rachel wiedziała, że gabinet jest zamknięty jak sejf. Równie dobrze mogłaby przefaksować dokumenty do skarbca z zamkiem czasowym. Nawet gdyby napastnicy wiedzieli, dokąd trafiły informacje, istniały nikłe szansę, że zdołają pokonać szczelną federalną ochronę w biurowcu i niepostrzeżenie włamać się do gabinetu senatora.

— Niezależnie, kim jest odbiorca danych — powiedział głos z góry — naraziła go pani na wielkie niebezpieczeństwo.

Rachel wiedziała, że musi mówić z pozycji siły, nie bacząc na strach, jaki odczuwa. Wskazała żołnierza uwięzionego w ramionach „Trytona". Jego nogi wisiały nad przepaścią, ociekając krwią, która spadała do oddalonego o dziewięć metrów morza.

— Jedyną zagrożoną osobą jest wasz agent — powiedziała. — Gra skończona. Dane wysłane. Przegrałeś. Odlećcie, bo inaczej ten człowiek umrze.

— Pani Sexton, nie rozumie pani powagi...

— Nie rozumiem?! — wybuchła. — Rozumiem, że zabiliście niewinnych ludzi! Rozumiem, że kłamaliście na temat meteorytu! I rozumiem, że nie ujdzie warn to na sucho! Nawet jeśli zabijecie nas wszystkich, sprawa nie zostanie zamknięta!

Nastąpiła długa chwila ciszy. Wreszcie rozmówca powiedział:

— Wychodzę.

Rachel czuła, jak napinają się jej mięśnie. Wychodzi?

— Nie jestem uzbrojony. Nie róbcie niczego pochopnie. Musimy porozmawiać twarzą w twarz.

Nim Rachel mogła zareagować, helikopter opadł na pokład „Goyi". Drzwi po stronie pasażera otworzyły się i ktoś wysiadł. Był to mężczyzna o pospolitym wyglądzie, w czarnym płaszczu i krawacie. Rachel na chwilę skamieniała.

Patrzyła na Williama Pickeringa.

William Pickering stał na pokładzie i spoglądał ze smutkiem na Rachel Sexton. Nie przypuszczał, że do tego dojdzie. Idąc ku niej, widział w jej oczach niebezpieczną mieszaninę emocji.

Szok, poczucie zdrady, konsternacja, gniew.

To zrozumiałe, pomyślał. Tylu rzeczy nie rozumie.

Przez chwilę miał przed oczami swoją córkę Dianę. Zastanawiał się, co czuła przed śmiercią. Obie, Diana i Rachel, były ofiarami tej samej wojny — wojny, którą przysiągł toczyć bez końca. Czasami śmierć bywa taka okrutna.

— Rachel, wciąż możemy uratować sytuację. Muszę pani coś wyjaśnić.

Tolland wziął od Rachel karabin maszynowy i celował w jego pierś. On też był oszołomiony.

— Stój! — wrzasnął.

Pickering zatrzymał się w odległości pięciu metrów od Rachel, która patrzyła na niego z przerażeniem i obrzydzeniem.

Pani ojciec bierze łapówki, Rachel. Łapówki od prywatnych przedsiębiorstw kosmonautycznych. Zamierza zlikwidować NASA i otworzyć kosmos dla sektora prywatnego. Trzeba było go powstrzymać, to kwestia bezpieczeństwa narodowego. — Pickering westchnął. — NASA, mimo wszystkich swoich wad, musi pozostać agencją rządową. — Z pewnością rozumie niebezpieczeństwo. W następstwie prywatyzacji najtęższe głowy i zrodzone przez nie pomysły odpłynęłyby do sektora prywatnego. Trust mózgów przestałby istnieć. Wojsko straciłoby dostąp. Prywatne firmy kosmonautyczne szukające kapitału zaczęłyby wyprzedawać patenty i pomysły NASA temu, kto zaoferuje najwięcej.

— Spreparował pan meteoryt i zabił niewinnych ludzi... — Rachel drżał głos — w imię bezpieczeństwa narodowego?

— Miało być zupełnie inaczej. Celem było ratowanie ważnej agencji rządowej. Zabijania w planach nie było.

Pickering wiedział, że mistyfikacja, jak większość innych propozycji wywiadu, wynikała ze strachu. Trzy lata temu w trakcie rozmieszczania hydrofonów NRO w głębinach poza zasięgiem sabotażystów zainicjował nowy program. Obejmował on wykorzystanie opracowanej przez NASA rewolucyjnej ceramiki do budowy nadzwyczaj wytrzymałego batyskafu, zdolnego zabrać ludzi w największe głębie oceanu — łącznie z dnem Rowu Mariańskiego.

Dwuosobowy batyskaf został skonstruowany na podstawie planów ściągniętych nielegalnie z komputera kalifornijskiego inżyniera Grahama Hawkesa, genialnego projektanta statków głębinowych. Inżynier marzył o zbudowaniu batyskafu, który nazwał „Deep Flight II", ale miał kłopoty ze znalezieniem funduszy. Pickering zaś dysponował nieograniczonym budżetem.

W tajnym ceramicznym statku wysłał ludzi pod wodę, żeby umieścili nowe hydrofony na zboczach Rowu Mariańskiego, głębiej, niż sięgały sensory wroga. W trakcie wiercenia załoga odkryła struktury geologiczne niepodobne do wszystkich innych znanych naukowcom. Była to skała z chondrami i skamieniałościami jakiegoś nieznanego gatunku. Ponieważ NRO nie chciało zdradzać się ze zdolnością zanurzania na taką głębokość, odkrycie również zostało utajnione.

Dopiero niedawno napędzany strachem Pickering wraz z cichym zespołem doradców naukowych NRO postanowił wykorzystać unikalną strukturę geologiczną z Rowu Mariańskiego do ocalenia NASA. Przekształcenie znalezionej skały w meteoryt okazało się dziecinnie proste. Używając silnika ekspansyjnego na breję wodorową, pracownicy NRO zwęglili skałę, tworząc przekonującą skorupę obtopieniową. Następnie wpłynęli małym statkiem podwodnym pod Lodowiec Szelfowy Milne'a i od spodu umieścili skałę w lodzie. Kiedy szyb zamarzł, skała wyglądała tak, jakby tkwiła w lodzie od ponad trzystu lat.

Na nieszczęście, jak to często bywa w świecie tajnych operacji, najwspanialsze plany mogą rozsypać się na najmniejszej przeszkodzie. Wczoraj wystarczył drobny fluorescencyjny plankton...

Z kabiny kiowy Delta Jeden patrzył na rozgrywający się przed nim dramat. Wydawało się, że Rachel i Tolland panują nad sytuacją, ale Delta Jeden z trudem powstrzymał się od śmiechu, rozbawiony płytkością tej iluzji. Karabin maszynowy w rękach Tollanda był bezużyteczny; nawet z daleka Delta Jeden widział cofnięte suwadło, co świadczyło o tym, że magazynek jest pusty.

Delta Jeden spojrzał na swojego partnera szamoczącego się w kleszczach „Trytona". Wiedział, że musi się spieszyć. Dwoje ludzi skupia uwagę na Pickeringu, może więc wykonać swój ruch. Pozostawiając rotory na jałowym biegu, przesiadł się na tył kabiny i osłonięty kadłubem helikoptera niepostrzeżenie wysunął się na sterburtę. Z karabinem maszynowym w ręku ruszył w stronę dziobu. Przed wylądowaniem Pickering podał mu dokładne instrukcje i Delta Jeden nie miał zamiaru zawalać tak prostego zadania.

Za parę minut, pomyślał, będzie po wszystkim.
Rozdział 122

Zach Herney siedział w szlafroku przy biurku w Gabinecie Owalnym. Bolała go głowa. Przed chwilą poznał najnowszy element układanki.

Marjorie Tench nie żyje.

Jego współpracownicy powiedzieli, że mają informacje sugerujące, iż Tench pojechała do FDR Memorial na prywatne spotkanie z Williamem Pickeringiem. Ponieważ Pickering zniknął, personel wyrażał obawy, że on również zginął.

Prezydent i dyrektor NRO toczyli ostatnio wojnę. Kilka miesięcy temu Herney dowiedział się, że Pickering zaangażował się w nielegalną działalność, która miała na celu uratowanie jego kulejącej kampanii.

Wykorzystując możliwości NRO, Pickering dyskretnie wykopał tyle brudów, że mógłby bez wysiłku utopić w nich kampanię kontrkandydata — skandaliczne zdjęcia Sextona ze współpracownicą Gabrielle Ashe, obciążające dokumenty finansowe świadczące o tym, że senator bierze łapówki od prywatnych przedsiębiorstw kosmonautycznych. Pickering anonimowo wysłał wszystkie dowody do Marjorie Tench, zakładając, że Biały Dom mądrze je spożytkuje. Prezydent zaznajomił się z dowodami i zabronił starszemu doradcy ich wykorzystywać. Waszyngton już był zżerany przez raka korupcji i skandali seksualnych, więc publiczne pranie brudów tylko ugruntowałoby brak zaufania do rządu.

Cynizm zabija ten kraj.

Herney wiedział, że mógłby zniszczyć Sextona poprzez wyciągnięcie jego sprawek na światło dzienne, lecz ceną byłaby kompromitacja Senatu Stanów Zjednoczonych, a do tego nie chciał dopuścić.

Pickering, rozwścieczony odmową wykorzystania dostarczonych przez niego dowodów, spróbował wywołać skandal przez rozpuszczenie plotki, że Sexton sypia z Gabrielle Ashe. Na nieszczęście Sexton bronił swojej niewinności z takim przekonaniem i oburzeniem, że prezydent poczuł się zobowiązany do osobistych przeprosin. Wyszło na to, że William Pickering zrobił więcej złego niż dobrego. Herney powiedział mu, że jeśli znów zacznie wtrącać się w przebieg kampanii, to postawi go w stan oskarżenia. Na ironię zakrawało to, że w gruncie rzeczy Pickering nie darzył sympatią prezydenta Herneya. Jego próby wsparcia kampanii wynikały z lęku o los NASA. Zach Herney był po prostu mniejszym złem.

Czyżby ktoś zabił Pickeringa?

Herney nie potrafił sobie tego wyobrazić.

— Panie prezydencie? — odezwał się pracownik. — Jak pan kazał, zadzwoniłem do Lawrence'a Ekstroma i powiedziałem mu o Marjorie Tench.

— Dziękuję.

— Administrator chce z panem mówić.

Herney wciąż był wściekły na Esktroma za kłamstwo dotyczące PODS.

— Powiedz mu, że porozmawiam z nim rano.

— Pan Ekstrom chce rozmawiać teraz, panie prezydencie. — Pracownik miał niepewną minę. — Jest bardzo zdenerwowany.

On jest zdenerwowany? Herney czuł, że powoli traci nad sobą panowanie. Gdy szedł, żeby odebrać rozmowę od Ekstroma, zastanawiał się ponuro, co jeszcze, do jasnej cholery, wyniknie tej nocy.


Rozdział 123

Rachel kręciło się w głowie. Gęsta mgła tajemnicy, która spowijała ją do tej pory, zaczynała się podnosić. Teraz, gdy wszystko zrozumiała, czuła się naga i zdegustowana. Patrząc na stojącego przed nią człowieka, ledwo słyszała jego głos.

— Musieliśmy odbudować wizerunek NASA — mówił Pickering. — Spadająca popularność i niedofinansowanie stały się groźne pod wieloma względami. — Milczał przez chwilę, wbijając w nią szare oczy. — Rachel, NASA rozpaczliwie potrzebowała cudu. Ktoś musiał go sprawić.

Coś trzeba zrobić, zadecydował Pickering.

Spreparowanie meteorytu było aktem rozpaczy. Pickering próbował spowodować wcielenie NASA do środowiska wywiadu, gdzie agencja cieszyłaby się zwiększonymi funduszami i lepszym bezpieczeństwem. Biały Dom stale torpedował ten pomysł jako atak na czystą naukę. Krótkowzroczny idealizm. Sexton nacierał z coraz większą zajadłością, więc Pickering oraz jego sztab wojskowych szarych eminencji wiedział, że czasu jest coraz mniej. Wspólnie zadecydowali, że jedynym sposobem na ocalenie wizerunku NASA i uchronienie agencji przed wystawieniem na licytację jest przemówienie do wyobraźni podatników i Kongresu. Aby przetrwać, agencja kosmiczna potrzebowała zastrzyku wspaniałości — czegoś, co przypomni podatnikom o dniach chwały z czasów misji „Apollo". I jeśli Zach Herney zamierzał pokonać senatora Sextona, to potrzebował pomocy.

Próbowałem mu pomóc, powiedział sobie Pickering, wspominając wszystkie miażdżące dowody, jakie wysłał Marjorie Tench.

Na nieszczęście Herney nie pozwolił ich wykorzystać, tym samym nie pozostawiając mu innego wyjścia, jak podjęcie drastycznych środków.

— Rachel, informacje, które właśnie wysłała pani ze statku, są niebezpieczne — powiedział. — Musi pani to zrozumieć. Jeśli wyjdą na jaw, Biały Dom i NASA będą wyglądać na współwinnych. Prezydent i NASA ogromnie ucierpią z tego powodu. O niczym nie wiedzą, Rachel. Są niewinni. Wierzą, że meteoryt jest autentyczny.

Pickeringowi nawet przez myśl nie przeszło, żeby wtajemniczyć Herneya lub Ekstroma; obaj byli zbyt wielkimi idealistami, żeby zgodzić się na jakiekolwiek szachrajstwo, choćby miało ono na celu zachowanie urzędu czy też uratowanie agencji kosmicznej. Jedyne przestępstwo administratora NASA polegało na nakłonieniu kierownika misji PODS do kłamstwa na temat oprogramowania wykrywającego anomalie. Nie ulegało wątpliwości, że Ekstrom pożałował swojego posunięcia w chwili, gdy zrozumiał, że meteoryt znajdzie się pod lupą całego świata.

Marjorie Tench, sfrustrowana uporem, z jakim Herney trzymał się prowadzenia czystej kampanii, współpracowała z Ekstromem w nadziei, że drobny sukces satelity PODS pomoże odeprzeć coraz silniejsze ataki Sextona.

Gdyby Tench wykorzystała zdjęcia i informacje dotyczące korupcji, sprawa już dawno zostałaby zamknięta!

Jej los został przesądzony w chwili, gdy Rachel zadzwoniła do Białego Domu i wysunęła zarzuty o oszustwo. Pickering bolał z powodu śmierci Tench, ale wiedział, że wszczęłaby śledztwo i w końcu dowiedziałaby się, co skłoniło Rachel do wygłoszenia tych szokujących twierdzeń. Nie mógł do tego dopuścić. Na ironię, Tench mogła najlepiej przysłużyć się swojemu prezydentowi po śmierci; jej tragiczny koniec miał zapewnić mu głosy współczucia oraz rzucić niejasne podejrzenia o nieczystą grę na Sextona, który został przez nią publicznie upokorzony podczas debaty w CNN. Rachel stała bez ruchu, patrząc na swojego szefa. — Proszę zrozumieć — mówił Pickering — jeśli wieść o oszustwie wyjdzie na jaw, zniszczy pani niewinnego prezydenta i niewinną agencję kosmiczną. Poza tym umieści pani w Gabinecie Owalnym bardzo niebezpiecznego człowieka. Muszę wiedzieć, komu przefaksowala pani dane.

Gdy wypowiedział te słowa, na twarzy Rachel pojawił się dziwny wyraz. Było to przerażenie osoby, która właśnie uświadomiła sobie, że być może popełniła niewybaczalny błąd.

Delta Jeden zatoczył koło, wrócił na lewą burtę i teraz stał w laboratorium, z którego wybiegła Rachel, gdy helikopter nadleciał znad morza. Na ekranie komputera widniał niepokojący obraz — polichromatyczna wizualizacja pulsującego, głębokiego wiru, który wznosił się z dna oceanu gdzieś pod „Goyą".



1   ...   27   28   29   30   31   32   33   34   35


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna