Wydawnictwo sonia draga



Pobieranie 2,1 Mb.
Strona21/35
Data23.10.2017
Rozmiar2,1 Mb.
1   ...   17   18   19   20   21   22   23   24   ...   35

— Nie miałem żadnego wpływu na dzisiejszą katastrofę. Biały Dom wmanewrował mnie w atak na NASA!

— Tak. Prezydent dobrze to rozegrał. A jednak być może nie wszystko stracone. — W oczach mężczyzny zapaliły się dziwne iskierki nadziei.

Stary zdziecinniał, zadecydował Sexton. Wszystko jest stracone bezpowrotnie. W tej chwili każda stacja telewizyjna trąbi o klęsce jego kampanii.

Mężczyzna wszedł do salonu, usiadł na kanapie i wbił w niego zmęczone oczy.

— Pamięta pan problemy, jakie NASA miała początkowo z oprogramowaniem do wykrywania anomalii, zainstalowanym na pokładzie satelity PODS? — zapytał.

Sexton nie miał pojęcia, do czego zmierza rozmówca. A co za różnica, do cholery? PODS znalazł meteoryt ze skamieniałościami!

— Jeśli pan pamięta — mówił mężczyzna — oprogramowanie pokładowe z początku źle działało. Zrobił pan z tego wielką aferę w prasie.

— Jak należało! — Sexton usiadł naprzeciwko gościa. — To było kolejne niepowodzenie NASA.

Gość pokiwał głową.

— Zgadzam się. Ale niedługo później NASA zwołała konferencję prasową i ogłosiła, że programiści wymyślili jakieś obejście, jakąś łatkę do oprogramowania.

Sexton nie oglądał tamtej konferencji prasowej, ale słyszał, że była krótka, bezbarwna i prawie niewarta zainteresowania. Kierownik projektu PODS podał nudny techniczny opis, w jaki sposób NASA poradziła sobie z drobną usterką w programie PODS, i zapewnił, że wszystko jest pod kontrolą.

— Z uwagą śledziłem informacje dotyczące PODS, odkąd satelita nawalił. — Mężczyzna wyjął kasetę wideo, podszedł do telewizora i wsunął ją do odtwarzacza. — To powinno pana zaciekawić.

Na ekranie ukazał się pokój prasowy w kwaterze głównej NASA w Waszyngtonie. Na podium zajął miejsce elegancko ubrany mężczyzna i powitał słuchaczy. U dołu ekranu pojawił się napis:

CHRIS HARPER, kierownik sekcji Polarny Orbitalny Skaner Gęstości (PODS)

Chris Harper, wysoki i elegancki, przemawiał ze spokojną godnością Amerykanina, który wciąż jest dumny ze swoich europejskich korzeni. Mówił elokwentnie, z wycyzelowanym akcentem, i zwracał się do prasy z dużą pewnością siebie, choć miał do zakomunikowania złe wieści:

— Satelita PODS jest na orbicie i funkcjonuje bez zarzutu, wystąpił jednak drobny problem z komputerami pokładowymi. Ponoszę całkowitą odpowiedzialność za ten niewielki defekt. Chodzi dokładnie o wadliwy wskaźnik voxeli17 filtra FIR, co oznacza, że program wykrywania anomalii nie działa właściwie. Pracujemy nad usunięciem usterki.

Zebrani westchnęli, najwyraźniej przyzwyczajeni do zawodów sprawianych przez NASA.

— Jaki to ma wpływ na pracę satelity? — zapytał ktoś z sali. Harper odparł jak profesjonalista, z przekonaniem i rzeczowo:

— Proszę wyobrazić sobie idealnie zdrowe oczy bez sprawnego mózgu. Zasadniczo satelita PODS widzi doskonale, ale nie ma pojęcia, na co patrzy. Celem misji PODS jest szukanie kieszeni wody w polarnej pokrywie lodowej, ale bez programu do analizowania gęstości PODS nie potrafi zinterpretować danych, które napływają ze skanerów. Powinniśmy usunąć usterkę podczas następnej misji wahadłowca.

Rozległ się jęk zawodu.

Mężczyzna popatrzył na Sextona.

— Całkiem dobrze poradził sobie z przekazaniem złych wiadomości, prawda?

— Jest z NASA — burknął Sexton. — To ich specjalność. Ekran przez chwilę był pusty, a potem rozpoczęło się nagranie z następnej konferencji prasowej.

— To druga konferencja, odbyła się kilka tygodni temu — wyjaśnił mężczyzna. — Późno w nocy. Niewielu ludzi ją oglądało. Tym razem doktor Harper ma do przekazania dobre wieści.

Tym razem Chris Harper wyglądał niechlujnie i sprawiał wrażenie zdenerwowanego.

— Z zadowoleniem mogę państwa poinformować — zaczął tonem dalekim od optymizmu — że NASA zlikwidowała problem związany z oprogramowaniem satelity PODS. — Wyjaśnił, że obejście polegało na przekierowaniu strumienia surowych danych z PODS i przepuszczeniu ich przez komputery na Ziemi, gdzie zostały poddane obróbce. Wszyscy byli pod wrażeniem. Wyjaśnienie brzmiało przekonująco i wzbudziło entuzjazm. Wystąpienie Harpera zostało nagrodzone brawami.

— Kiedy więc możemy spodziewać się wyników? — padło pytanie z widowni.

Harper był zlany potem.

— Za parę tygodni.

Znów rozległy się oklaski. Podniosły się ręce.

— To wszystko, co mam do powiedzenia — oświadczył Harper. Wyglądał na chorego, gdy zbierał z blatu papiery. — PODS pracuje bez zarzutu. Niedługo będziemy mieli wyniki. — Praktycznie zbiegł ze sceny.

Sexton ściągnął brwi. Musiał przyznać, że w istocie było to dziwne. Dlaczego Chris Harper wyglądał na zadowolonego, gdy podawał złe wieści, i na strapionego, kiedy dzielił się dobrymi? Powinno być na odwrót. Sexton nie oglądał tej konferencji, ale później czytał o „zreperowaniu" programu. Starania naukowców nie poprawiły ogólnego wizerunku NASA, podejście społeczeństwa nie uległo zmianie — PODS był po prostu kolejnym felernym projektem, naprawionym tylko prowizorycznie. Mężczyzna wyłączył telewizor.

— NASA stwierdziła, że doktor Harper tamtego dnia był chory. — Po chwili dodał: — A ja myślę, że kłamał.

Kłamał? Sexton spojrzał na niego ze zdumieniem. Nie miał pojęcia, z jakiego powodu Harper miałby kłamać w sprawie oprogramowania. A jednak, ponieważ sam wiele razy uciekał się do kłamstwa, umiał na pierwszy rzut oka rozpoznać niedoświadczonego łgarza. Musiał przyznać, że zachowanie doktora Harpera wyglądało podejrzanie.

— Nie rozumie pan? — zapytał mężczyzna. — Konferencja prasowa Chrisa Harpera, na pozór nieistotna, jest w gruncie rzeczy najważniejszą w dziejach agencji. — Po chwili milczenia dodał: — Właśnie to opisane przez niego obejście umożliwiło satelicie znalezienie meteorytu.

Sexton zastanowił się. A ty myślisz, że kłamał?

— Ale jeśli Harper kłamał i program PODS w rzeczywistości nie działa, jak w takim razie NASA znalazła meteoryt?

Mężczyzna uśmiechnął się.

— No właśnie.
Rozdział 77

Amerykańska wojskowa flota powietrzna utworzona z maszyn skonfiskowanych handlarzom narkotykami składała się z ponad tuzina prywatnych odrzutowców, łącznie z trzema zmodyfikowanymi G-4, których używano do przewożenia wojskowych VIP-ów. Pół godziny wcześniej jeden z G-4 oderwał się od pasa w Thule, przedarł przez burzowe chmury i popędził na południe przez kanadyjską noc do Waszyngtonu. Rachel Sexton, Michael Tolland i Corky Marlinson mieli do dyspozycji ośmioosobową kabinę. Ubrani w jednakowe niebieskie dresy i czapki z USS „Charlotte", wyglądali jak grupa trochę zmęczonych sportowców.

Corky Marlinson spał z tyłu kabiny, nie zważając na ryk silników. Tolland siedział bardziej z przodu, ze zmęczeniem patrząc przez okno na morze. Rachel zajmowała miejsce obok niego. Wiedziała, że nic zaśnie, nawet gdyby połknęła pigułki nasenne. Rozmyślała o tajemnicy meteorytu i o przeprowadzonej w martwym pokoju rozmowie z Pickeringiem. Przed rozłączeniem się dyrektor NRO podał jej dwie niepokojące informacje.

Po pierwsze, Marjorie Tench twierdziła, że ma nagranie jej wystąpienia przed personelem Białego Domu. Groziła, że wykorzysta je jako dowód, jeśli Rachel spróbuje odwołać swoje słowa. Fakt ten był wyjątkowo denerwujący również z tego względu, że przecież Rachel wyraźnie powiedziała Zachowi Herneyowi, iż jej wystąpienie ma mieć charakter wewnętrzny. Najwyraźniej prezydent zbagatelizował jej prośbę.

Druga niepokojąca informacja wiązała się z debatą CNN, w jakiej po południu uczestniczył jej ojciec. Marjorie Tench zdecydowała się na jedno z nieczęstych publicznych wystąpień i zręcznie nakłoniła senatora do zajęcia jednoznacznie wrogiego stanowiska wobec NASA. Mówiąc dokładnie, sprowokowała go do opryskliwego wyrażenia sceptycznej opinii na temat możliwości znalezienia życia pozaziemskiego.

Prędzej kaktus mu na dłoni wyrośnie! Tak właśnie wedle Pickeringa powiedział jej ojciec, kiedy rozmowa zeszła na temat poszukiwania życia w kosmosie. Rachel zastanowiła się, jak Tench tego dokonała. Najwyraźniej Biały Dom starannie przygotował taktykę, ustawiając wszystkie kostki domina przygotowane do wielkiego upadku Sextona. Prezydent i Marjorie Tench, niczym para politycznych zapaśników, wykonała zręczny manewr przed zadaniem ciosu. Podczas gdy prezydent dostojnie trzymał się poza matą, Tench wkroczyła do akcji, krążąc i chytrze wystawiając senatora.

Prezydent powiedział, że poprosił NASA o opóźnienie ogłoszenia odkrycia, aby zapewnić więcej czasu na potwierdzenie wyników badań. Teraz Rachel zrozumiała, że ze zwłoki płynęły inne korzyści — Biały Dom zyskał czas na ukręcenie sznura, na którym miał powiesić się senator.

Rachel nie współczuła ojcu, ale uświadomiła sobie, że pod ciepłem i życzliwością prezydenta Zacha Herneya kryje się przebiegły rekin. To fakt, nie zostaje się najpotężniejszym przywódcą na świecie bez instynktu zabójcy. Pytanie, czy rekin był niewinnym widzem, czy też uczestnikiem gry.

Wstała, żeby rozprostować nogi. Idąc przejściem między fotelami, czuła narastającą frustrację. Dlaczego kawałki tej układanki tak do siebie pasują? Pickering z charakterystyczną dla niego nieubłaganą logiką doszedł do wniosku, że meteoryt musi być fałszywy. Corky i Tolland z naukowym przekonaniem upierają się, że jest autentyczny. Ona wie tylko to, co widzi — wyciągniętą z lodu osmaloną skałę ze skamieniałościami.

Stanęła w tylnej części kabiny i popatrzyła na astrofizyka, pokiereszowanego po ciężkich przejściach. Opuchlizna już schodziła z jego policzka, szwy wyglądały nieźle. Spał, pochrapując i zaciskając w pulchnych dłoniach krążek wycięty z meteorytu, jakby to była przytulanka.

Rachel delikatnie zabrała mu próbkę. Podniosła ją do światła, przyjrzała się skamieniałościom. Usuń wszystkie założenia, przykazała sobie, zmuszając się do zmiany sposobu rozumowania. Ustanów na nowo ciąg uzasadnień. Przeprowadzenie dowodu od zera było starą sztuczką NRO. Praktykowali ją wszyscy analitycy informacji, kiedy poszczególne elementy niezupełnie do siebie pasowały.

Przeprowadź dowodzenie od początku.

Zaczęła spacerować po kabinie.

Czy ten kamień jest dowodem na istnienie życia pozaziemskiego?

Dowód, jak wiedziała, jest wnioskiem opartym na piramidzie faktów, na szerokiej podstawie zaakceptowanych informacji, z których wysuwa się bardziej szczegółowe twierdzenia.

Usuń całą podstawę założeń. Zacznij od samego początku.

Co mamy?

Skałę.


Zastanawiała się nad tym przez chwilę. Skałę. Skałę ze skamieniałymi stworzeniami. Poszła w stronę dziobu i usiadła obok Michaela Tollanda.

— Mike, pobawmy się.

Tolland odwrócił się od okna z roztargnionym wyrazem twarzy, głęboko zamyślony.

— W co?


Podała mu próbkę.

— Będziemy udawali, że widzisz tę skałę po raz pierwszy. Nie zdradziłam ci, skąd pochodzi ani jak została znaleziona. Co o niej powiesz?

Tolland westchnął posępnie.

— Zabawne, że pytasz. Właśnie chodziły mi po głowie dziwne myśli...

Setki kilometrów za Rachel i Tollandem samolot o dziwnej sylwetce mknął na południe, trzymając się nisko nad oceanem. Na pokładzie znajdowali się milczący żołnierze Delta Force. Niejeden raz bywali wycofywani w pośpiechu z miejsca akcji, ale nigdy w ten sposób.

Ich kontroler był wściekły.

Wcześniej Delta Jeden poinformował go, że niespodziewane wydarzenia na lodowcu nie pozostawiły jego grupie innego wyboru, jak zastosować rozwiązanie siłowe, które polegało na wyeliminowaniu czterech cywilów, w tym Rachel Sexton i Michaela Tollanda.

Kontroler był wstrząśnięty. Najwyraźniej nie uwzględnił w planach zabijania, choć stanowiło ono autoryzowany środek ostateczny.

Później dowiedział się, że sytuacja wygląda zupełnie inaczej, niż przedstawił to Delta Jeden, i jego niezadowolenie przerodziło się we wściekłość.

— Twój zespół zawiódł! — wysyczał, a mechaniczny ton urządzenia szyfrującego ledwo maskował wściekłość. — Trzy z twoich czterech celów nadal żyją!

To niemożliwe! — pomyślał Delta Jeden.

— Przecież widzieliśmy...

— Nawiązali kontakt z okrętem podwodnym i są teraz w drodze do Waszyngtonu.

— Co takiego?!

Głos kontrolera zabrzmiał niezwykle groźnie:

— Słuchaj uważnie. Zaraz podam nowe rozkazy. Tym razem nie zawiedź.


Rozdział 78

Senator Sexton naprawdę zobaczył promyk nadziei, gdy odprowadzał niespodziewanego gościa do windy. Szef SFF, jak się okazało, nie przyszedł go zrugać, tylko podnieść na duchu i zapewnić, że bitwa jeszcze nie dobiegła końca.

W pancerzu NASA być może istnieje rysa.

Nagranie dziwnej konferencji prasowej przekonało Sextona, że stary miał rację — kierownik misji PODS, Chris Harper, kłamał. Ale dlaczego? I jeśli nie naprawili usterki w oprogramowaniu PODS, to jak znaleźli meteoryt?

W drodze do windy starszy mężczyzna powiedział:

— Czasami do ujawnienia całości wystarcza jedna nić. Być może znajdziemy sposób, żeby podkopać zwycięstwo NASA od wewnątrz. Rzucić cień wątpliwości. Kto wie, do czego to doprowadzi? — Zwrócił na niego zmęczone oczy. — Nie mam zamiaru poddawać się bez walki, senatorze. I wierzę, że pan również nie jest gotów do złożenia broni.

Oczywiście, że nie — zapewnił Sexton, starając się, by jego głos brzmiał zdecydowanie. — Zaszliśmy za daleko.

— Chris Harper skłamał w sprawie naprawienia PODS — dodał mężczyzna, już stojąc w windzie. — A my musimy wiedzieć dlaczego.

— Dowiem się tego jak najszybciej — obiecał Sexton. Znam odpowiednią osobę.

— To dobrze. Od tego zależy pańska przyszłość.

Sexton wracał do mieszkania nieco lżejszym krokiem. Trochę przejaśniło mu się w głowie. NASA kłamała w sprawie PODS. Pytanie, jak to udowodnić.

Jego myśli już biegły do Gabrielle Ashe. Gdziekolwiek jest, musi czuć się koszmarnie. Bez wątpienia widziała konferencję prasową i teraz stoi gdzieś na gzymsie, przygotowując się do skoku. Wysunięta przez nią propozycja uczynienia z NASA najważniejszej kwestii w kampanii zrujnowała jego karierę.

Jest moją dłużniczką, pomyślał Sexton. I dobrze o tym wie.

Gabrielle już dowiodła, że ma smykałkę do wydobywania sekretów NASA. Ma swoje źródło, pomyślał Sexton. Od tygodni zdobywała wewnętrzne informacje agencji. Ma znajomości, z którymi się nie zdradza. Kontakty, dzięki którym może uzyskać informacje dotyczące PODS. Co więcej, dzisiaj będzie miała silną motywację. Ma dług do spłacenia i Sexton przypuszczał, że zrobi wszystko, byle tylko odzyskać jego względy.

Gdy zbliżył się do drzwi apartamentu, ochroniarz skinął głową.

— Dobry wieczór, senatorze. Mam nadzieję, że dobrze zrobiłem, wpuszczając Gabrielle. Powiedziała, że koniecznie musi z panem porozmawiać.

Sexton stanął jak wryty.

— Słucham?

— Pani Ashe. Miała dla pana ważne informacje, dlatego ją wpuściłem.

Sexton zesztywniał. Popatrzył na drzwi mieszkania. Do diabła, o czym ten facet mówi?

Mina ochroniarza wyrażała zmieszanie i zaniepokojenie.

— Senatorze, dobrze się pan czuje? Pamięta pan, prawda? Gabrielle przyszła w czasie waszego spotkania. Rozmawiała z panem, prawda? Przecież musiała rozmawiać. Była u pana jakiś czas.

Sexton stał przez długą chwilę, czując przyspieszające tętno. Ten idiota wpuścił ją do mojego mieszkania w czasie prywatnego spotkania z SFF? Gabrielle była w jego apartamencie, a potem wyszła bez słowa? Sexton mógł się tylko domyślać, co usłyszała. Tłumiąc gniew, zmusił się do uśmiechu.

— Aha, tak! Przepraszam. Jestem wykończony. Poza tym wypiłem parę drinków. Rzeczywiście rozmawiałem z panią Ashe. Postąpiłeś właściwie.

Na twarzy ochroniarza odmalowała się ulga.

— Czy po wyjściu powiedziała, dokąd idzie?

Ochroniarz pokręcił głową.

— Nie, bardzo się spieszyła.

— W porządku, dzięki.

Sexton wszedł do mieszkania, gotując się ze złości. Czy moje polecenie było aż tak bardzo skomplikowane? Żadnych gości! Musi przyjąć, że jeśli Gabrielle spędziła w mieszkaniu jakiś czas i wymknęła się bez słowa, to usłyszała rzeczy, które nie były przeznaczone dla jej uszu. Akurat dzisiaj.

Senator Sexton dobrze wiedział, że nie stać go na utratę zaufania Gabrielle Ashe; kobiety potrafią stać się mściwe i głupie, kiedy czują się oszukane. Musi ściągnąć ją z powrotem do swojego obozu. Dziś potrzebuje jej bardziej niż kiedykolwiek.
Rozdział 79

Gabrielle Ashe siedziała sama w przeszklonym biurze Yolandy na trzecim piętrze studiów telewizyjnych ABC i patrzyła na wytarty dywan. Zawsze szczyciła się swoim instynktem, który bezbłędnie podpowiadał jej, komu może zaufać. Teraz, po raz pierwszy od lat, czuła się osamotniona i nie była pewna, w którą stronę się zwrócić.

Oderwała oczy od dywanu, gdy zadzwonił telefon komórkowy. Zgłosiła się z niechęcią:

— Gabrielle Ashe.

— Gabrielle, to ja.

Od razu poznała głos senatora Sextona, choć, zważywszy na okoliczności, brzmiał zaskakująco spokojnie.

— Miałem koszmarny wieczór — powiedział — więc słuchaj i nie przerywaj. Jestem pewien, że widziałaś konferencję prasową. Chryste, zagraliśmy złymi kartami. Niedobrze mi z tego powodu. Prawdopodobnie się obwiniasz. Nie rób tego. Do licha, kto mógł to przewidzieć? To nie twoja wina. W każdym razie, posłuchaj. Myślę, że możemy znów stanąć na nogi.

Gabrielle podniosła się, nie mając pojęcia, o czym on mówi. Nie takiej reakcji oczekiwała.

— Wieczorem przyjąłem przedstawicieli prywatnego przemysłu kosmonautycznego i...

— Tak? — bąknęła, zdumiona, że się do tego przyznał. — To znaczy... nie wiedziałam.

— Tak, nic ważnego. Zaprosiłbym cię, ale ci faceci są przeczuleni na punkcie prywatności. Niektórzy z nich finansują moją kampanię i nie życzą sobie, żeby to rozgłaszać.

Gabrielle czuła się całkowicie rozbrojona.

— Ale... czy to nie jest sprzeczne z prawem?

— Sprzeczne z prawem? Jasne, że nie! Dotacje nie przekraczają dozwolonych dwóch tysięcy dolarów. Drobnica. Ci faceci niewiele mogą, lecz mimo to wysłuchałem ich biadolenia. Nazwij to przyszłościową inwestycją. Nie wspominałem o niej, bo, szczerze mówiąc, na pierwszy rzut oka ten układ nie wygląda zbyt ciekawie. Gdyby Biały Dom coś zwęszył, zrobiłby z tego wielką aferę. W każdym razie nie o to chodzi. Chcę ci powiedzieć, że po tym wieczornym spotkaniu rozmawiałem z szefem SFF...

Przez kilka sekund, choć Sexton wciąż mówił, Gabrielle słyszała tylko szum swojej krwi, gdy rumieniec wstydu zalewał jej policzki. Bez najmniejszej aluzji z jej strony senator spokojnie przyznał się do wieczornego spotkania z przedstawicielami prywatnych firm kosmonautycznych. Absolutnie legalne. I pomyśleć, co była gotowa zrobić! Chwała Bogu, że Yolanda ją powstrzymała. Niemal wyskoczyłam za burtę dla Marjorie Tench!

— ...tak więc powiedziałem szefowi SFF — ciągnął senator — że możesz zdobyć dla nas tę informację.

Gabrielle wróciła do rzeczywistości.

— W porządku.

— Zakładam, że wciąż masz kontakt z osobą, która od kilku miesięcy przekazywała ci wewnętrzne informacje NASA.

Marjorie Tench. Gabrielle wzdrygnęła się. Wiedziała, że nie może powiedzieć senatorowi, iż informator manipulował nią od samego początku.

— Hm... chyba tak — skłamała.

— Dobrze. Potrzebuję pewnych informacji. Natychmiast.

Gabrielle zdała sobie sprawę, że nie doceniła senatora Sedgewicka Sextona. Jego blask, który nieco przygasł, odkąd zaczęła śledzić jego karierę, tej nocy zapłonął na nowo. W obliczu tego, co z pozoru wyglądało na śmiertelny cios zadany jego kampanii, Sexton planował kontratak. I chociaż to ona zwiodła go na niefortunną drogę, nie zamierza jej ukarać, tylko daje szansę rehabilitacji.

A Gabrielle chciała się zrehabilitować.

Niezależnie do tego, co będzie musiała zrobić.
Rozdział 80

William Pickering patrzył przez okno na daleką linię świateł na Leesburg Highway. Stojąc samotnie na czubku świata, często myślał o niej.

Mimo całej tej władzy nie mogłem jej uratować...

Jego córka, Diana, zginęła na Morzu Czerwonym na pokładzie niewielkiego eskortowca, na którym szkoliła się na nawigatora. W pewne słoneczne popołudnie, gdy okręt stał na kotwicy w bezpiecznej zatoce, podpłynęła do niego płaskodenna łódź załadowana materiałami wybuchowymi. Kierowana przez dwóch terrorystów samobójców, eksplodowała po zderzeniu z kadłubem. Diana Pickering i trzynastu innych młodych amerykańskich żołnierzy poniosło śmierć.

William Pickering był zdruzgotany. Na wiele tygodni pogrążył się w rozpaczy. Kiedy stwierdzono, że organizatorem ataku była znana komórka terrorystyczna, od lat bez powodzenia namierzana przez CIA, rozpacz przerodziła się w gniew. Pickering wmaszerował do kwatery głównej CIA i zażądał odpowiedzi.

Odpowiedzi, jakie uzyskał, były trudne do przełknięcia.

Okazało się, że CIA od wielu miesięcy była gotowa i czekała tylko na zdjęcia satelitarne o wysokiej rozdzielczości, żeby zaplanować precyzyjny atak na górską kryjówkę terrorystów w Afganistanie. Zdjęcia miały zostać zrobione przez satelitę NRO o nazwie Vortex 2, tego, który został zniszczony na płycie wyrzutni przez wybuch rakiety wynoszącej NASA. Z tej przyczyny atak CIA został odłożony, a Diana Pickering straciła życie.

Rozum mówił mu, że agencja nie ponosi bezpośredniej winy, ale sercu trudno było wybaczyć. Dochodzenie w sprawie eksplozji rakiety wykazało, że inżynierowie odpowiedzialni za zespół wtryskowy użyli materiałów gorszej jakości, żeby nie przekroczyć budżetu.

— Gdy chodzi o loty bezzałogowe, NASA stara się minimalizować koszty — wyjaśnił na konferencji prasowej Lawrence Ekstrom. — W tym przypadku wynik rzeczywiście okazał się daleki od optymalnego. Zajmiemy się tą sprawą.

Daleki od optymalnego. Diana Pickering nie żyła.

Co więcej, ponieważ satelita szpiegowski był tajny, społeczeństwo nie dowiedziało się, że NASA ponosi winę nie tylko za zniszczenie projektu wartego 1,2 miliarda dolarów, lecz również, pośrednio, za śmierć wielu Amerykanów.

— Panie dyrektorze? — Pickering drgnął, gdy z interkomu popłynął głos sekretarki. — Linia numer jeden. Marjorie Tench.

Otrząsnął się ze wspomnień i spojrzał na telefon. Znowu? Wydawało się, że światełko mruga ze zniecierpliwieniem. Ściągnął brwi, podnosząc słuchawkę.

— Pickering.

— Co panu mówiłam? — W głosie Tench wrzała wściekłość.

— Słucham?

— Rachel Sexton się z panem kontaktowała. O co pana prosiłm? Była na okręcie podwodnym, do jasnej cholery! Proszę to wyjaśnić!

Pickering od razu zrozumiał, że zaprzeczanie nie ma sensu; Tench dobrze odrobiła pracę domową. Był zaskoczony, że dowiedziała się o „Charlotte", ale przecież miała władzę i umiała ją wykorzystać, by znaleźć odpowiedź.

— Tak, pani Sexton skontaktowała się ze mną.

— Załatwił pan transport, nie informując mnie o niczym.

— Załatwiłem transport. To się zgadza. — Za dwie godziny Rachel Sexton, Michael Tolland i Corky Marlinson mają przybyć do leżącej niedaleko Waszyngtonu bazy sił powietrznych Boilings.

— Dlaczego nie zostałam powiadomiona?

— Rachel Sexton zgłosiła bardzo niepokojące zastrzeżenia.

— Dotyczące autentyczności meteorytu... i zamachu na swoje życie?

— Między innymi.

— Kłamie, to chyba jasne.

— Czy pani wie, że jej historię potwierdzają dwie osoby?

Tench milczała przez chwilę.

— Tak. To bardzo niepokojące. Biały Dom jest bardzo zaniepokojony tymi twierdzeniami.

— Biały Dom czy może pani?

Jej głos stał się ostry jak brzytwa.

— Z pańskiego punktu widzenia, dyrektorze, dzisiaj nie ma różnicy.

Jej obcesowość nie zrobiła na nim wrażenia. Był przyzwyczajony do zarozumiałych polityków i ich asystentów, próbujących uzyskać taką pozycję, która zapewni im przewagę nad środowiskiem wywiadu. Trzeba jednak przyznać, że niewielu postępowało ze zdecydowaniem dorównującym temu, jakim wykazywała się Marjorie Tench.

— Czy prezydent wie, że pani do mnie dzwoni?

— Szczerze mówiąc, dyrektorze, dziwię się, że choćby dla żartu zajął się pan tymi wyssanymi z palca bredniami.



1   ...   17   18   19   20   21   22   23   24   ...   35


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna