Wiosną tego roku nareszcie rozpoczęły się w Wielkiej Brytanii dochodzenia (enquries) dot



Pobieranie 79,02 Kb.
Data16.01.2018
Rozmiar79,02 Kb.

Kacper Rękawek
ZMOWA” - PRAWDZIWA BRUDNA WOJNA
Martin Ingram, Greg Harkin, Stakeknife. Britain’s Secret Agents in Ireland, The O’Brien Press, Dublin 2004

Wiosną tego roku nareszcie rozpoczęły się w Wielkiej Brytanii śledztwa (enquries) dotyczące jednych z najbardziej kontrowersyjnych zabójstw w historii konfliktu w Irlandii Północnej, których dokonały organizacje paramilitarne, czy to republikańskie, czy też lojalistyczne, prawdopodobnie przy wsparciu służb bezpieczeństwa oraz północnoirlandzkiej lub też irlandzkiej policji.

Wcześniej na celowniku znajdowali się głównie Brytyjczycy, a zwłaszcza ich jednostki wywiadu wojskowego w Irlandii Północnej, tzw. Mobile Reconnaissance Force – Oddział Ruchomego Rekonesansu (MRF, czasami nazywany także Military Reaction Force – Oddział Wojskowego Reagowania, tej terminologii używają jednak głównie republikanie) oraz Force Research Unit – Wojskowa Jednostka Badawcza (FRU), a także północnoirlandzka policja Royal Ulster Constabulary (RUC) – Królewskie Ulsterskie Siły Policyjne1. To one, zdaniem wielu i trzeba przyznać, że istnieją liczne dowody wskazujące na prawdziwość tej tezy, odpowiadają za liczne przypadki tzw. collusion (zmowa), czyli współpracy pomiędzy służbami a lojalistycznymi organizacjami paramilitarnymi. Okazuje się również, że nie bez winy byli także niektórzy oficerowie irlandzkiej policji, Garda Siochana, którzy mieli współpracować z Irlandzką Armią Republikańską (IRA, w oryginale Irish Republican Army).

Z czwórki „brytyjskich” dochodzeń ruszyły już trzy, które dotyczą śmierci Roberta Hamilla2, Billy’ego Wrighta3 i Rosemary Nelson4. Od samego początku poddawane są krytyce niemal ze wszystkich stron, a co gorsza z niesmakiem komentuje ich rozpoczęcie człowiek, który właściwie zadecydował o ich powołaniu – Peter Cory, kanadyjski sędzia poproszony w 2001 roku przez rządy Wielkiej Brytanii i Irlandii o zbadanie okoliczności w jakich w kontrowersyjnych morderstwach lub zamachach bombowych zginęło osiem osób. Ostatecznie zalecił on nowe, niezależne dochodzenia w każdej z badanych przez siebie spraw. Nie wprawiło to w zachwyt rządów Blaira i Aherna i być może z tego właśnie powodu uchwalona niedawno w Wielkiej Brytanii Ustawa o Śledztwach poddawana jest takiej krytyce. Prace nad nią przebiegały w dość ekspresowym tempie i zdaniem wielu ekspertów, w tym samego Cory’ego, śledztwa przeprowadzone w oparciu o zapisy tej ustawy nie będą miały z niezależnością nic wspólnego. Nowoutworzony przez tę ustawę trybunał (o odmiennym składzie sędziowskim dla każdego z postępowań) będzie głównie obradował za zamkniętymi drzwiami, ale nie w tajemnicy przed rządowymi ministrami, którzy będą mieli pełny wgląd w jego prace.

Spór o niezależny charakter tych śledztw doprowadził do opóźnienia rozpoczęcia najważniejszego z nich, które dotyczy morderstwa Patricka „Pata” Finucane, prawnika broniącego znanych republikanów w północnoirlandzkich sądach, znanego z perfekcyjnego niemal wykorzystywania wszystkich luk prawnych dla uchronienia od wyroku osób powszechnie podejrzanych o działalność terrorystyczną. Nie trzeba dodawać, że poprzez taką postawę narażał on się nie tylko północnoirlandzkim protestantom i służbom bezpieczeństwa, ale nawet członkom brytyjskiego gabinetu, którzy publicznie nie szczędzili uwag o prawnikach sympatyzujących z republikanami.

Zabójstwo Finucane’a otacza aura skandalu wywołanego bardziej niż prawdopodobnym spiskiem pomiędzy brytyjskimi i północnoirlandzkimi służbami a lojalistycznymi organizacjami terrorystycznymi5. Od dnia, w którym prawnik zginął w swoim domu w północnym Belfaście trafiony kulami zabójców z Ulster Freedom Fighters – Ulsterscy Bojownicy o Wolność (UFF), minęło już ponad szesnaście lat, a okoliczności jego śmierci nadal w dużej mierze pozostają zagadką. Co prawda we wrześniu 2004 roku do więzienia trafił Ken Barrett, jeden z zabójców Finucane’a, ale jasne jest, że był on tylko płotką w całym spisku6. Dla Irlandczyków, a zwłaszcza republikanów, którzy „od zawsze” mówią o współpracy Brytyjczyków z lojalistycznymi terrorystami, wyjaśnienie tej sprawy stało się kwestią niesamowitej wagi. Nie powinno to nikogo dziwić, gdyż okoliczności jego śmierci kompromitują brytyjskie służby.


* * *
Na fali zainteresowania właśnie tymi śledztwami warto wrócić do książki autorstwa Martina Ingrama i Grega Harkina, pt. „Stakeknife. Britain’s Secret Agents in Ireland” („Stakekfnie. Brytyjscy sekretni agency w Irlandii”) wydanej przez The O’Brien Press w Dublinie w 2004 roku. Dotyczy ona bowiem spraw bezpośrednio związanych, choć nie tylko, ze zjawiskiem współpracy służb z lojalistycznymi terrorystami. Spora jej część dotyczy morderstwa Patricka „Pata” Finucane’a, choć to nie jedyne z omawianych na kartach książki tego typu wydarzenie.

Martin Ingram to literacki pseudonim byłego członka wspomnianej już jednostki brytyjskiego wywiadu wojskowego, Wojskowej Jednostki Badawczej (FRU). FRU było częścią służb wywiadowczych armii brytyjskiej operujących w każdym teatrze wojennym, gdzie walczą brytyjscy żołnierze. Według różnych źródeł Wojskowa Jednostka Badawcza powstał w 1979 lub 1980 roku i działał do początku lat 90-tych, kiedy to zmienił nazwę na Joint Services Group – Grupa Połączonych Służb (JSG). Ingram dziewięć lat pracował on w wojskowych służbach, z czego ponad pięć lat w FRU. Odszedł z wojska w 1991 roku, gdy zwierzchnicy poinformowali go o „niestosowności” jego związku z pochodzącej z republikańskiej rodziny kobietą, obecnie jego żoną. Jego losy po odejściu z armii nie są dokładnie znane, wiadomo jedynie, że już pod przybranym nazwiskiem pisał artykuły dotyczące działania służb w Irlandii Północnej dla m.in. Guardiana. Przysporzyło mu to, o czym sam pisze i co nie powinno nikogo dziwić, wielu kłopotów ze strony dawnych pracodawców. Podobno robili oni bardzo wiele, by nie dopuścić do powstania „Stakeknife”, np. ukradli z domu Ingrama pierwszy manuskrypt jego i Harkina książki. Oczywiście, trudno jest zweryfikować tego typu oskarżenia, lecz trzeba przyznać, że współautor powinien być raczej świadom konsekwencji swego postępowania zanim zdecydował się opowiadać o pracy FRU. Historia Davida Shaylera, który w 1997 roku postanowił ujawnić wiele szczegółów dotyczących pracy służb w prasie powinna działać na wyobraźnię Ingrama7. Opowieści byłych funkcjonariuszy służb są bowiem niemal zawsze w cenie, ale także niemal zawsze zawierają informacje mogące w taki czy inny sposób wpłynąć na bezpieczeństwo państwa. W przypadku Ingrama, to, co miał on do zaprezentowania prasie nie było wielką nowością (zjawisko „zmowy” wyszło na jaw 1989 roku), lecz w połączeniu z rewelacjami Grega Harkina, drugiego z autorów „Stakeknife, stanowiło wybuchową mieszankę.

To właśnie Greg Harkin w 2000 roku wpadł na trop jednej z największych afer w historii konfliktu północnoirlandzkiego. Ten dziennikarz gazety People odkrył, za co później otrzymał nagrodę Scoop of the Year, że brytyjski wywiad wojskowy w postaci FRU miał bardzo wysoko postawionego w szeregach IRA informatora. Nie byłoby w tym nic dziwnego, powie ktoś, Brytyjczycy przecież od samego początku infiltrowali działalność Irlandzkiej Armii Republikańskiej poprzez sieć swoich agentów. Istotnie, tak było i jest z pewnością do dziś, ale nigdy jeszcze agentem brytyjskiego wywiadu nie był tak prominentny republikanin. Ów agent, Freddie „Scap” Scappaticci, używający pseudonimu Stakeknife, numer operacyjny 3702, okazał się wiceszefem wszechwładnego departamentu bezpieczeństwa Irlandzkiej Armii Republikańskiej, który powstał w drugiej połowie lat 70-tych w czasie reformowania tej organizacji przez grupę aktywistów skupioną wokół Gerry’ego Adamsa i Ivora Bella8. Republikańskie „służby” opiniowały nowych rekrutów IRA i przesłuchiwały każdego potencjalnego podejrzanego o przekazywanie informacji Brytyjczykom. Trzeba przyznać, że stosunkowo łatwo było zwrócić na siebie uwagę nutting squad (potoczna nazwa departamentu bezpieczeństwa IRA, dosł. oddział wyprowadzających ciosy „z głowy”), gdyż wystarczyło bowiem wziąć udział w jakieś nieudanej operacji, ataku, zamachu itp. Natychmiast po takiej akcji komórka IRA była „wizytowana” przez „Scapa” i jego podwładnych. Samo pojawienie się tych ludzi budziło ponoć panikę wśród republikanów i jak wyznał autorom jeden z byłych członków IRA, „Scap” potrafił zmusić przesłuchiwanego do przyznania się do wszystkiego. Jak się potem okazało, miał w tym swój cel.

Wiosną 2003 roku zdjęcia „Scapa” trafiły na pierwsze strony gazet w Wielkiej Brytanii i Irlandii. Prasa rozpisywała się o najcenniejszym agencie brytyjskim w strukturach IRA i zamieszczała jego zdjęcia, na których widać go w towarzystwie Gerry’ego Adamsa i innych prominentnych republikanów. Szok był zupełny, tym bardziej, że sam „Scap”, mieszkający w Belfaście, całkowicie wypierał się związków z republikanizmem. Z czasem zaczęły jednak docierać do czytelników szczegóły jego zbrodniczej, bo tak to należy nazwać, działalności.

Scappaticci brał udział w dziesiątkach przesłuchań członków IRA, wielu torturował, współuczestniczył też w zabójstwach tych, którzy okazali się informatorami Brytyjczyków. Szalenie trudno byłoby odgadnąć liczbę zabójstw w jakie był zamieszany, ale za przykład niech posłuży lista 35 nazwisk, którą podają Ingram i Harkin. Są to nazwiska wszystkich ofiar departamentu bezpieczeństwa IRA, w czasie, gdy sam „Scap” był jego członkiem. Z pewnością on sam przyłożył rękę do zabicia wielu z nich. Nie to jednak było najgorsze i tu dopiero stajemy przed horrorem, który Irlandii Północnej zafundował brytyjski wywiad wojskowy. Otóż, Scappaticci miał pełne błogosławieństwo swoich oficerów prowadzących na kontynuowanie tego typu działalności. Krótko mówiąc, był agentem wywiadu i otrzymywał za to pieniądze mordując ludzi, którzy czy to im się podobało, czy nie (w końcu chodziło o republikanów), byli obywatelami brytyjskimi. Nie wszyscy jednak byli członkami IRA, wielu było niewinnymi ludźmi niesłusznie w ogóle wzbudzającymi zainteresowanie departamentu bezpieczeństwa, a niektórzy pracowali nawet dla konkurencyjnych służb brytyjskich! „Scap” musiał się jednak ciągle uwiarygodniać w oczach swoich zwierzchników i robił to na tyle skutecznie, że pozostawał na swoim stanowisku przez lata. Teoretycznie miał więc tę wadę, że gdy dostarczał swoim opiekunom informacje na temat IRA, to nie tylko musiał potem z pomocą Brytyjczyków w wiarygodny sposób obarczyć winą za ich przeciek kogoś innego, ale także go zamordować (już w roli inkwizytora z departamentu bezpieczeństwa). To wprowadzało jednak w błąd republikanów, którzy uważali, że jeśli ktoś dla nich morduje i torturuje, to z pewnością nie jest informatorem. Nie spodziewali się jednak, jak daleko gotowi są posunąć się Brytyjczycy, by utrzymać w IRA swojego najcenniejszego agenta.

Potencjalnie zbrodniczy charakter tego wywiadowczego układu najpełniej ujawnił się w chwili, gdy FRU musiało w panice bronić „Scapa” przed zabójcami z lojalistycznej organizacji terrorystycznej Ulster Defence Association – Ulsterskie Stowarzyszenie Obrony (UDA)/Ulster Freedom Fighers – Ulsterscy Bojownicy o Wolność (UFF)9, w której szeregach również znajdował się jeden bardzo ważny agent. Był nim Brain Nelson i to właśnie on zwrócił się do swoich oficerów prowadzących o informacje na temat Scappaticciego, które mógłby wykorzystać w przygotowaniu jego zabójstwa. Nelson, szef wywiadu UDA, był wg autorów jedynym agentem FRU pośród lojalistów. Paradoksalnie, drogi tej dwójki miały się skrzyżować i doprowadzić do śmierci zupełnie niewinnego człowieka.


* * *
Harkin, który w 2003 roku wpadł na trop „Stakeknife’a”, obudził poprzez swoje artykuły, a później napisaną z Ingramem książkę, upiory przeszłości. Już bowiem 15 lat wcześniej, w drugiej połowie 1989 roku Stowarzyszenie Obrony Ulsteru (UDA) samo strzeliło sobie przysłowiowego samobójczego gola, próbując uzasadnić celowość zabójstwa Loughlina Maginna, domniemanego członka IRA.

Republikanie zaprzeczyli jakoby Maginn był „ochotnikiem” (tak nazywa się wśród republikanów terrorystów spod znaku IRA), podobnie postąpiła rodzina zamordowanego. Teoretycznie coś mogło być na rzeczy, gdyż na jego pogrzebie nie było warty honorowej wystawionej przez Irlandzką Armię Republikańską. Nie musiało to jednak oznaczać, że Maginn nie był członkiem IRA, gdyż owa organizacja bardzo często nie przyznawała się do tego, iż któryś z jej „operatorów” (doświadczonych „terrorystycznie” ochotników) naprawdę poniósł śmierć. Tym samym wypierała się niejako jakichkolwiek związków z zamordowanym, by podtrzymać swój image „niepokonanej armii”. Co ciekawe, Stowarzyszenie Obrony Ulsteru (UDA) tak bardzo przejęło się krytyką za zamordowanie „niewinnego człowieka” spadającą na nie ze wszystkich stron, że postanowiło upublicznić dowody jego działalności w IRA. Rozpętała się prawdziwa burza, gdyż to, co mieli dziennikarzom do zaoferowania mordercy z UDA/UFF okazało się...dokumentami pochodzącymi od operujących w Irlandii Północnej służb specjalnych!

Jak się potem miało okazać mózgiem całej operacji była Wojskowa Jednostka Badawcza, odpowiadająca za „prowadzenie” agentów wojskowego wywiadu w Irlandii Północnej. To właśnie agentem FRU był Brian Nelson, człowiek, który w czasie swojej kariery zdołał wspiąć się na stanowisko szefa wywiadu Stowarzyszenia Obrony Ulsteru (UDA). Nie byłoby może w tym nic przerażającego, w końcu tak wspaniale usytuowany agent był z pewnością nie do przecenienia dla wojskowych wywiadowców, gdyby nie to, czym Nelson, z racji zajmowanego stanowiska, musiał się zajmować. Jego zadaniem było bowiem wyszukiwane nowych celów dla zabójców ze swojej organizacji. Mógł jeszcze „opiniować” celowość ataków, o których decydowało kierownictwo organizacji i ewentualnie dostarczyć dodatkowe argumenty przemawiające na korzyść lub niekorzyść celowości projektowanego zabójstwa.

Ingram i Harkin wielokrotnie starają się zwrócić uwagę czytelników na fakt, że oto brytyjskie służby specjalne uczestniczyły, mając pełną świadomość tego faktu, w iście zbrodniczym procederze i zezwalały, bądź też zachęcały, do mordowania brytyjskich obywateli w imię utrzymania swoich najlepiej usytuowanych agentów w IRA i UDA. Zarówno Scappaticci, jak i Nelson musieli pozostawać poza podejrzeniami swoich terrorystycznych kolegów. Krótko mówiąc, „Scap” musiał kontynuować torturowanie i mordowanie, a Nelson wyszukiwać kolejne cele dla lojalistycznych zabójców. W teorii, mieli oni ratować życie innych poprzez faktyczne „sprzedawanie” informacji o planowanych posunięciach swoich organizacji, ale fakt, że robili to za cenę uwiarygodniania się w oczach swoich mocodawców z organizacji paramilitarnych, musi budzić co najmniej zdziwienie.

Pozostaje więc pytanie o celowość utrzymywania takich agentów. Czy warto było poświęcać życie jednych dla ratowania drugich, którzy mieli ponoć zginąć w planowanych przez IRA i UDA atakach, o których ponoć przekazywali informacje Scappaticci i Nelson? Wspaniałe działanie kontrterrorystyczne, powie ktoś, bo przecież wytworzyła się sytuacja, w której prominentni członkowie organizacji o charakterze terrorystycznym sami doprowadzali do eliminacji terrorystów. „Scap” przesłuchiwał bowiem członków IRA i ich mordował, a Nelson, działający w oparciu o informacje wywiadu wojskowego, albo ratował ludzi, którzy mieli zginąć od kul UDA, albo skazywał republikańskich „ochotników” na śmierć.

Niestety, ów misterny plan, o ile takowy w ogóle istniał, miał się nijak do rzeczywistości. Jak już wspomniałem wcześniej, Scappaticci słynął z tego, że potrafił każdego zmusić do przyznania się do wszystkiego, a Brytyjczycy nie mieli też skrupułów, by poświęcać innych, o czym niżej, nawet agentów północnoirlandzkiej policji, dla uwiarygodnienia go w oczach jego szefów z IRA. Co gorsza, nawet zaopatrzony w informacje FRU Nelson popełniał „błędy” i bardzo możliwe, że w pewnym momencie swojej „pracy” wymknął się swoim opiekunom spod kontroli. Kres jego karierze położyło dopiero morderstwo Maginna.

Krótko mówiąc, Brytyjczycy uruchomili więc na dobrą sprawę dwuczłonową machinę śmierci, która pod koniec lat 80-tych pracowała na pełnych obrotach. Gdyby nie reakcja UDA na komentarze do morderstwa Maginna i odkrycie przez Harkina samego Scappaticciego, najprawdopodobniej nie dowiedzielibyśmy się o jej istnieniu lub też stałoby się to w jeszcze późniejszym czasie.
* * *
Zastanawiając się nad rolą jaką rzeczywiście odgrywał w UDA Nelson, nie wolno zapominać, że owa organizacja od końca lat 70-tych znajdowała się w stanie „militarnego” niebytu. Przez „militarny niebyt” należy rozumieć sytuację, w której nie zajmowała się ona tym, co jeszcze parę lat wcześniej było główną domeną jej działalności, czyli mordowaniem katolików (najczęściej niewinnych i nie mających nic wspólnego z IRA) w aktach zemsty za przemoc ze strony republikanów. Pod koniec lat 70-tych wydawało się to już jednak niepotrzebne, ponieważ północnoirlandzka policja i brytyjskie wojsko wsparte przez służby bezpieczeństwa nauczyły się efektywnie walczyć z IRA. Niestety, bonzowie UDA postanowili nie rozwiązywać „swojej” organizacji i zaczęli w inny sposób wykorzystywać swą pozycję w lojalistycznych częściach Irlandii Północnej. Zajęli się działalnością przestępczą, z której zresztą do dziś czerpią olbrzymie zyski. Nietrudno zgadnąć, że popularność Ulster Defence Association sięgnęła dna, a jakiekolwiek próby powoływania się na prawo do obrony protestantów przed IRA brzmiały żałośnie. Szybko stało się także jasne, że dla poszczególnych „oddziałów” UDA wygodniej było zwyczajnie nie organizować żadnych ataków na katolików, co odwracało od nich uwagę policji i wojska, które to patrzyły z dość duża dozą tolerancji na iście mafijną działalność tej organizacji.

UDA z pewnością dalej pogrążałaby się w „militarnym” niebycie, gdyby nie porozumienie z Hillsborough z 1985 roku, na mocy którego po raz pierwszy w historii Dublin miał mieć stały wgląd w północnoirlandzkie sprawy oraz głos konsultacyjny odnośnie zarządzania tą prowincją Wielkiej Brytanii. Wtedy to lojaliści poczuli się zagrożeni, zwietrzyli zdradę Londynu, który miał ponad ich głowami dogadać się z Republiką Irlandii i tym samym rozpocząć proces powolnego wycofywania się z Irlandii Północnej. Na to nie mogło być zgody, a UDA i Ulster Volunteer Force – Ulsterskie Siły Ochotnicze (UVF) oraz nowopowstały Ulster Resistance – Ulsterski Ruch Oporu (UR) postanowiły dać wyraz swojemu niezadowoleniu zwiększając aktywność. Wynik zawsze był ten sam – ginąć miało więcej katolików.

Ten brutalny wniosek nie powinien nikogo dziwić, gdyż taka jest natura zjawiska nazywanego m.in. przez najwybitniejszego badacza grup lojalistycznych w Irlandii Północnej, Steve’a Bruce’a, tzw. „terroryzmem pro - państwowym” (pro - state terrorism)10. W nim nie ma miejsca na wyszukane polityczne dywagacje republikanów. Na dobrą sprawę jedynym wyjściem „pro – państwowców” jest reagowanie na terroryzm „antypaństwowy” i udowadnianie jego zwolennikom, że wspieranie organizacji dążących do zmiany istniejącego porządku konstytucyjnego na danym terytorium jest bezcelowe. Niestety, nie trzeba dodawać, że działania organizacji „propaństwowych” z reguły przynoszą odwrotny skutek do zamierzonego i przysparzają grupom typu IRA nowych rekrutów. Tak przez lata było w Irlandii Północnej, gdzie lojaliści i republikanie praktykowali niekończący się rytuał ataków na członków drugiej społeczności w akcie zemsty za wcześniejszą przemoc ze strony przeciwników. Pozostawało jednak pytanie – jak zakończyć ten bezsensowny spektakl11?

W połowie lat 80-tych powyższa kwestia nie była jednak źródłem zmartwień dla szefów UDA. Oto bowiem lojalistyczna społeczność Irlandii Północnej, a wraz z nią także rzesze „mainstreamowych” unionistów (wśród nich m.in. David Trimble, późniejszy laureat pokojowej Nagrody Nobla), jednoznacznie opowiedziały się przeciwko brytyjsko – irlandzkim układom. Na fali tego niezadowolenia protestanckie organizacje paramilitarne łapały kolejny oddech i ruszały do prawdziwej „walki”. W latach 80-tych daleko im jeszcze było do „rekordowych” osiągnięć początku następnej dekady, lecz nie zmienia to faktu, że od 1986 roku daje się zauważyć niemal niezmącony wzrost liczby ofiar morderstw dokonywanych przez swoiste lojalistyczne „szwadrony śmierci”.

W tym właśnie czasie rolę szefa wywiadu UDA pełnił wspomniany wyżej Brian Nelson, agent 6137. Zdaniem autorów „Stakeknife 6137 działał w UDA od samego początku jej istnienia, czyli od 1971 roku. Oddana służba tej organizacji paramilitarnej kosztowała go czteroletni pobyt w więzieniu (1973-1977), po którym Nelson rozpoczął służbę w „wywiadzie”. Ingram i Harkin sugerują, że Nelson został zwerbowany przez FRU już w 1980 roku i pozostawał na jego liście płac przez kolejne dziesięć lat. Między 1983 a 1985 był odpowiedzialny za zbieranie informacji wywiadowczych dla w Belfaście, a w latach 1986-1989 pełnił funkcję szefa wywiadu UDA na całą Irlandię Północną. W międzyczasie przebywał w Niemczech, gdzie został wysłany, zdaniem autorów książki, również przez wojskowy wywiad, by infiltrować tamtejsze środowiska irlandzkie. Miał tam również przebywać przed 1983 rokiem.

Inny życiorys Nelsona przedstawił w swoim „Ten Thirty Three. The Inside Story of Britain’s Secret Killing Machine in Northern Ireland” (“Dziesięć trzydzieści trzy. „Wewnętrzna” historia sekretnej brytyjskiej maszyny zabijania w Irlandii Północnej”), wydanym przez Mainstream Publishing w Londynie w 2000 roku, Nicholas Davies. Jego zdaniem, Nelsonowi nadano numer operacyjny 1033 a nie 6137 (wersję Ingrama i Harkina potwierdzają jednak także inni autorzy, m.in. P. Taylor), a on sam rozpoczął pracę dla FRU pod koniec 1985 roku. Ponoć początki jego działalności były niezbyt zachęcające i pozwolono mu...wyjechać w celach zarobkowych do Niemiec. Sprowadzono go jednak z powrotem, by zinfiltrować coraz śmielej poczynające sobie, po podpisaniu porozumienia z 1985 roku, organizacje paramilitarne lojalistów. Po powrocie agenci FRU mieli nauczyć Nelsona odpowiedniego przygotowywania prezentacji informacji wywiadowczych, które sami mu dostarczali (sic!) i ich katalogowania przy użyciu komputera, co miało zrobić wrażenie na bossach UDA. Najwidoczniej odnieśli sukces, gdyż Nelson wkrótce stał się szefem wywiadu tej organizacji.

Teoria Davies’a w wielu miejscach wydaje się jednak niestety mało wiarygodna. Na początku swojej książki przedstawia on sytuację, jaka ponoć miała miejsce w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia 1985 roku, kiedy to zdesperowany Nelson prosto z ulicy wszedł do wspólnej bazy północnoirlandzkiej policji i armii brytyjskiej w Belfaście i zaoferował swoje usługi wywiadowi wojskowemu. Jego decyzja miała podobno podłoże wyłącznie osobiste i sprowokowana była złością na przyjaciół z UDA, którzy nie podjęli żadnych działań przeciwko członkowi UVF, który tego wieczora miał próbować zgwałcić żonę przyszłego agenta 1033. Trudno zweryfikować taką wersję wydarzeń, ale trzeba przyznać, że nie ma nic dziwnego w tym, iż agentowi motywowanemu takimi pobudkami i najwyraźniej nie usytuowanego dostatecznie wysoko w strukturze UDA, pozwolono zwyczajnie, jak twierdzi dalej Davies, wyjechać na „saksy”. Dziwi jednak desperacja w nakłanianiu go do powrotu i wszystkie kosztowne działania z tym związane. Davies sugeruje, że Brytyjczycy cierpieli w tamtym czasie na brak agentów wśród lojalistów, a Nelson, już po „liftingu” i powrocie z Niemiec, miał być ich głównym źródłem informacji. Istotnie, ktoś szefujący wywiadowi UDA był idealnym rekrutem dla FRU. Pozostaje jednak pytanie – czy rzeczywiście trzeba było się uciekać się do sprowadzenia osoby, która uchodziła za nadużywającego alkoholu nieudacznika, prostaka i „sekciarskiego” bigota12?

Ingram i Harkin mogą mieć więc rację sugerując, że prowadzenie agenta 6137 rozpoczęło się w 1980 roku i wszystkie późniejsze działania były elementami dokładnie przemyślanego i przygotowanego planu, nawet dwa wyjazdy do Niemiec, podczas których miał on podobno być szkolony przez MI6. Ich zdaniem Nelson nie był takim nieudacznikiem, jakim przedstawił go Davies, ale z pewnością pałał nienawiścią do katolików. Wg nich tę nienawiść w pełni wykorzystali prowadzący go żołnierze z FRU, którzy najpierw (1983-1985) w dość skuteczny sposób powstrzymywali na podstawie informacji, które przedstawiał im Nelson poprzez aresztowania i uszkodzenia broni kolejne zamachy w wykonaniu UDA13. Niestety, ta polityka uległa zmianie i pomiędzy 1986-1989 zaczęli oni regularnie podsuwać agentowi 6137 dane wywiadowcze dotyczące republikanów. Nie trzeba chyba dodawać, że tym samym ułatwiali ich późniejsze morderstwa, gdyż zaopatrzony w takie dane Nelson z łatwością uzyskiwał „zielone światło” dla „swoich” pomysłów. Co gorsza, członkowie FRU sami wynajdywali również informacje, o które prosił agent 6137, gdy UDA z własnej inicjatywy postanowiła kogoś zamordować. I tak, przekazywano Nelsonowi adresy, o które prosił, podawano numery rejestracyjne samochodów przyszłych ofiar itp. Rezultat był ten sam, a bossowie Stowarzyszenia Obrony Ulsteru byli uszczęśliwieni faktem, że udało im się usunąć kolejnego republikanina.

W praktyce doprowadziło to do powstania systemu, na mocy którego Brytyjczycy mogliby pozbyć się każdego, kto był dla nich w Irlandii Północnej niewygodny. Wystarczyło dostarczyć Brianowi Nelsonowi odpowiednio mocne dowody świadczące o „winie” konkretnej osoby, a ten dbał o to, żeby UDA/UFF zajęły się tą osobą. Oznaczało to, iż oto w rękach żołnierzy z wywiadu armii brytyjskiej znalazła się potężna broń – decydowanie o życiu każdego mieszkańca tej prowincji. Na podstawie książki Ingrama i Harkina można śmiało stwierdzić, że wojskowi wielokrotnie skorzystali z tego nowo - przysługującego im prawa.

Znów jednak pojawia się pytanie o wiarygodność tej tezy, bo jeśli spojrzymy na listę osób zamordowanych w wyniku informacji przekazanych przez Nelsona do UDA/UFF14 zawartą w Stakeknife, to zauważymy pewną tragiczną prawidłowość. Trudno nam będzie na niej znaleźć członków IRA czy ludzi z wierchuszki partii Sinn Fein. Czy rzeczywiście więc te konkretne osoby miały zginąć, czy może były to owe wyżej wspomniane „błędy” Nelsona, a może, czemu z pewnością przyklasną zwolennicy teorii spiskowej, służby nie przejmowały tym, kto ginie z ręki lojalistów? Ingram i Harkin chwilami zdają się to sugerować, czego nie powinno się jednak bezkrytycznie przyjmować czytając „Stakeknife”.

Pierwszy z autorów, były oficer wywiadu wojskowego, dziś szczęśliwy mąż, jak sam pisze, republikanki i obywatel Republiki Irlandii wielokrotnie przypomina w sygnowanych przez siebie rozdziałach o niebezpieczeństwach czyhających na wojskowych wywiadowców. Wspomina o sytuacjach, w których, jego zdaniem, nie wolno pozwolić sobie na przysłowiowe „przymykanie oczu” na czające się wokoło „zło” mogące rozrosnąć się do niesamowitych rozmiarów. Dla niego, sytuacja z Nelsonem, była przykładem takiego właśnie „zła” i kolejnym objawem kompletnej „jednostronności” państwa brytyjskiego w konflikcie północnoirlandzkim. Ingram nazywa rzeczy po imieniu pisząc o sankcjonowanych przez państwo morderstwach własnych obywateli i „prawdziwej brudnej wojnie”. Wytyka również brytyjskim służbom specjalnym działania w Republice Irlandii bądź też nieinformowanie swoich irlandzkich odpowiedników np. o przestępstwach popełnianych na terenie republiki przez Scappaticciego15.

Nietrudno się dziwić jego rozgoryczeniu i niezadowoleniu, ale z dystansem należy traktować jego zarzuty o „jednostronności” Brytyjczyków i przenikaniu ich służb przez nieistniejącą przecież fizycznie granicę irlandzko – brytyjską16. Zwłaszcza ten ostatni argument brzmi dosyć dziwnie, gdyż czym miałby się zajmować brytyjski wywiad wojskowy walczący z IRA, której baza logistyczna oraz silne środowiska ją wspierające znajdowały się w Republice Irlandii?

Nie mniej zastanawiające jest stwierdzenie o „jednostronności”, gdyż Ingram najwyraźniej zapomina o powodach takiego postępowania służb i wojska w Irlandii Północnej. Brytyjczycy, tzw. Brits, przez lata nie interesowali się Irlandią Północną i traktowali ją niczym zamorską kolonię pozwalając tamtejszym protestantom bezsprzecznie dominować nad katolikami. Gdy w 1969 musieli fizycznie interweniować w tej prowincji królestwa, nie kierowali się sekciarskimi pobudkami i katolicy witali ich jak zbawicieli, którzy obronią ich przed jeszcze większym uciskiem ze strony protestantów. Ta sytuacja nie trwała jednak długo, gdyż brytyjskie wojsko zostało pozostawione w Irlandii Północnej swojemu losowi i oddane pod kontrolę lokalnych polityków, którzy nie mieli zamiaru używać go w obronie katolików, lecz dla „utrzymania porządku”. Trzeba jednak pamiętać, że przez „utrzymanie porządku” rozumieli oni walkę z IRA, a tę ich zdaniem potencjalnie wspierał każdy katolik. Tym samym, Brytyjskie wojsko, chcąc nie chcąc, zostało skierowane przeciwko całej społeczności katolickiej, a członkowie nowopowstałej Provisional IRA – Tymczasowa IRA (już od roku 1970 przyjęła nazwę IRA) tak radykalizowali sytuację, by utwierdzić Brytyjczyków w przekonaniu, iż mają do czynienia niemal z powstaniem, a samych katolików, iż Brits są ich prawdziwymi wrogami i siłami okupacyjnymi. Używanie argumentu o „jednostronności” służb wydaje się więc niestosowne, gdyż miałby on sens na początku lat 70-tych, kiedy to należało zadbać o to, by nie wciągnąć wojska w konflikt północnoirlandzki po stronie protestantów, co stało się faktem do 1972 roku. Wraz z upływem lat Brytyjczycy wsparli więc lokalne służby północnoirlandzkie w walce z wrogiem, który dążył do zmiany porządku konstytucyjnego i prawnego w Irlandii Północnej.

Najwyżej w jednym można się z Ingramem zgodzić, bo rzeczywiście z lojalistycznymi organizacjami paramilitarnymi walczono mniej zaciekle i nie usprawiedliwia tu nikogo argument mówiącym o tym, iż na dobrą sprawę były one po tej samej stronie co żołnierze i policjanci. Prowadziły one działalność terrorystyczną, a więc przestępczą i teoretycznie powinny być tak samo zwalczane. Jak już wcześniej wspomniałem, tak z pewnością nie było, ale nie znaczy to, że działały one swobodnie. Wręcz przeciwnie, ich infiltracja okazała się znacznie prostsza niż mogłoby się wydawać. Nie zmienia to jednak faktu, że lojaliści dopiero po podpisaniu porozumienia między Dublinem a Londynem z 1985 przestali ufać Brytyjczykom i zdarzało się, że zachowywali się wobec wojska i policji dość wrogo. Skala tego zjawiska była jednak marginalna i należałoby odrzucić tezę, iż to właśnie „bunt” lojalistów, którzy przestali wspierać brytyjsko – północnoirlandzką machinę wojskowo – policyjno – wywiadowczą, skłonił FRU do desperackich prób infiltrowania „wrogiego” środowiska protestanckich terrorystów.


* * *
Z tzw. „litanii śmierci” agenta 6137 wyłania się straszliwy obraz nienormalnej sytuacji, kiedy to w demokratycznym państwie służby specjalne zlecają organizacji terrorystycznej mordowanie niewinnych ludzi. Czytając nekrologii zamordowanych, nie można się oprzeć wrażeniu, że Brytyjczykom nie chodziło wcale o domniemane „selektywne namierzanie” republikanów, lecz raczej o ponowne sterroryzowanie społeczności katolickiej, która już niemal zapomniała o UDA. Ginęli bowiem, w większości, mniej bądź bardziej przypadkowi ludzie, których, jak wynika z treści „Stakeknife” i „Ten Thirty Three”, Nelson albo wybierał sam, będąc przeświadczonym o ich republikanizmie, lub też za namową swoich mocodawców z FRU.

Inna sprawa, że autorom tych książek mogło także zależeć na tym, aby czytelnik koniecznie odniósł wrażenie nie tylko o bezprawiu, którym takie działania się charakteryzują, co nie ulega wątpliwości, ale także o niewinności wszystkich zamordowanych, którzy są przedstawiani w „Stakeknife”, jakby byli cudzoziemcami i nigdy nie słyszeli nazwy IRA. Prawdopodobnie, jak już wspomniałem, rzeczywiście nie mieli nic wspólnego, poza ewentualnymi sympatiami politycznymi, z republikanizmem, co kieruje czytelnika w stronę konkluzji świadczących albo o totalnej bezmyślności i bezcelowości wprowadzania w życie tak zbrodniczej polityki lub o istnieniu jakiegoś niecnego planu wywołania zamętu i niepokoju oraz sterroryzowaniu społeczności katolickiej Irlandii Północnej. Drugą z wyżej wymienionych konkluzji wydają się popierać sugestie zawarte zarówno w „Stakeknife” oraz w „UVF” Jima Cusacka i Henry McDonalda. Ingram i Harkin piszą bowiem o tym, iż Grupa Połączonych Służb (JSG) kontynuowała niechlubne tradycje FRU i tym razem umieściła swoich agentów w lojalistycznej organizacji paramilitarnej (odłam UVF) – Loyalist Volunteer Force – Lojalistyczne Siły Ochotnicze (LVF). Ta właśnie organizacja wraz z kompanią C z 2 batalionu Ulsterskich Bojowników o Wolność (UFF), działające pod szyldem Red Hand Defenders – Obrońcy Czerwonej Dłoni (RHD)17, niejednokrotnie sprowadzała poprzez swoje morderstwa Irlandię Północną na skraj politycznej przepaści nawet w kilka lat po zawarciu Porozumienia Wielkopiątkowego. Cusack i McDonald niejednoznacznie sugerują, że pewną rolę w tych wydarzeniach odgrywają „służby”.

Jeśli przyjmiemy taki punkt widzenia, to okaże się, że i w Irlandii Północnej, a może powinienem napisać, Wielkiej Brytanii, też mieszkają ludzie hołdujący jakże dobrze nam znanej zasadzie „im gorzej, tym lepiej”. Być może wojskowy wywiad musi jakoś uzasadnić swoją obecność w Irlandii Północnej i dąży do otwartej radykalizacji sytuacji, jak pod koniec lat 80-tych, lub do utrzymywania względnego niepokoju, jak to ma miejsce chociażby teraz, co pozwoli mu na dalszą spokojną działalność przez kilka najbliższych lat. Co ciekawe, w chwili pisania tych słów, w lipcu 2005, na ulicach Belfastu znowu padają strzały, a UVF odgraża się, że raz na zawsze zlikwiduje „rozłamowców” z LVF. Na razie jest trzech zabitych, są ranni i oby na tym się skończyło, bo lojalizmowi nie są potrzebne tego typu wojny domowe.


* * *
Irlandia Północna AD 2005 może się z pewnością objeść bez jakiejkolwiek wojny domowej, czy to katolików z protestantami, czy też pomiędzy frakcjami lojalistów, ale niemal dwadzieścia lat temu doszło do kuriozalnej sytuacji, kiedy to do takiej wojny o mały włos nie doszło pomiędzy agentami FRU. Obaj oczywiście nie mieli o sobie pojęcia, ale nie zmienia to faktu, że w 1987 roku to właśnie Nelson zbierał informacje mające ułatwić UDA/UFF zamordowanie...Scappaticciego! Oto FRU postanowił pozwolić jednemu ze swoich agentów na uczestniczenie w przygotowaniach do zamordowania podstawionej, niewinnej osoby, której śmierć spowodowałaby, że księgi UDA miały się zgadzać. Owszem, lojaliści nie wybrali tym razem celu na chybił trafił i bardzo chcieli uśmiercić prawdziwego wiceszefa departamentu bezpieczeństwa. Nelson przedstawił im jednak „dowody” świadczące o tym, iż to Francisco Notorantonio jest poszukiwanym przez nich „terrorystą”. UDA/UFF zamordował więc właśnie jego, emeryta i weterana republikanizmu z lat 40-tych. Pikanterii całemu zdarzeniu dodawał fakt, że Notorantonio mieszkał w ultrakatolickiej części Belfastu, jednym z mateczników republikanizmu, Ballymurphy. Taka dzielnica jak ta była z reguły pełna patroli brytyjskich żołnierzy. Podobnie rzecz miała się jeszcze na dzień przed zabójstwem, ale nie 9 października 1987 roku. Jak się miało potem okazać, to FRU wykorzystał swoje uprawnienia w dziedzinie „zdejmowania” patroli z niektórych dzielnic, co miało ułatwić zabójcom dotarcie na i ucieczkę z miejsca zbrodni. W podobny sposób wojskowi wywiadowcy zachowywali się przy innych morderstwach, kiedy to znani służbom bezpieczeństwa sprawcy spokojnie wjeżdżali do katolickich dzielnic, dokonywali morderstw i bez kłopotów odjeżdżali najczęściej na przyjęcia, podczas których świętowano ostatni sukces „militarny” UDA/UFF. Z pewnością podobnie zachowywali się terroryści spod znaku IRA po swoich udanych operacjach, ale oni nie mieli błogosławieństwa służb specjalnych na dokonywanie morderstw lub podkładanie swoich bomb. FRU dostarczał więc zabójcom (pośrednio) pożądane przez nich informacje, wpływał na „działania militarne” UDA, nie przeszkadzał a nawet fizycznie ułatwiał dokonywanie mordów, a co gorsza był gotów poświęcić niewinnych ludzi dla ochrony swoich cennych źródeł. Nie tylko poświęcił Notorantonia, ale wszystkich domniemanych i prawdziwych „agentów brytyjskich”, których przesłuchiwał „Scap” jako wiceszef departamentu bezpieczeństwa.
* * *
Zanim przejdę do oceny wyżej zaprezentowanych zjawisk z pogranicza kontrterroryzmu i przestępstwa oraz sposobu ich przedstawienia w „Stakeknife”, chciałbym się jeszcze zatrzymać nad jedną kwestią o jakiej piszą Ingram i Harkin, a mianowicie o fakcie istnienia w Irlandii Północnej równoległej i starszej od wojskowej siatki agentów, „sponsorowanej” przez policję północnoirlandzką. To, że istniały dwie komplementarne struktury nie stanowi jeszcze tragedii, ale sytuacja wygląda dużo gorzej, gdy nie ma między nimi jakiejkolwiek komunikacji. Autorzy „Stakeknife” dość jednoznacznie sugerują, że jej w istocie nie było, a cała tzw. „wywiadowcza społeczność” (intelligence community) w Irlandii Północnej była wewnętrznie skonfliktowana.

Nie ma w tym nic dziwnego, gdyż w tej prowincji działała/działa północnoirlandzka policja i jej faktyczny „kontrwywiad”, brytyjskie wojsko i jego trzy wyspecjalizowane w działaniach wywiadowczych bądź specjalnych oddziały – 14 Kompania Wywiadowcza, Special Air Service (SAS) i FRU, a także MI5. Jakby tego było mało, Królewskie Ulsterskie Siły Policyjne stworzył swoje „odpowiedniki” 14 kompanii i SAS-u (E4 i Headquarters Mobile Support Unit – Ruchomy Oddział Wsparcia Kwatery Głównej). Ogarnięcie działalności tylu służb i odpowiednie ich skoordynowanie było niesamowicie trudnym zadaniem za co teoretycznie przez krótki okres czasu odpowiadał mianowany przez rząd Thatcher koordynator ds. wywiadu, a potem trzy specjalne grupy koordynacyjne (Task Co-ordinating Groups – Grupy do Koordynacji Zadań) odpowiadające za poszczególne części Irlandii Półocnej18. W praktyce jednak bardzo wiele zależało od osobistych relacji pomiędzy szefem policji, a pełniącym obowiązki dowódcy armii brytyjskiej w Irlandii Północnej generałem. Te nie zawsze były najlepsze, a nawet jeśli tak było, to nie musiało się to jeszcze przekładać na stosunki pomiędzy personelem niższego szczebla.

Co gorsza, północnoirlandzką policję „od zawsze”, niemal z urzędu otaczały oskarżenia o sprzyjanie o lojalistycznym organizacjom terrorystycznym19. Trzeba jednak pamiętać, że członkowie Królewskich Ulsterskich Sił Policyjnych wywodzili się spośród mieszkańców Irlandii Północnej i nie mogli oni pozostawać obojętni na toczący się tam konflikt. Siłą rzeczy sprzeciwiali się tym, którzy dążyli do destabilizacji „ich” państwa, a że w przytłaczającej większości byli protestantami, nie mieli żadnych oporów, by z nieco większym zaangażowaniem tropić republikanów, niejednokrotnie na wiele pozwalając lojalistom i wspomagając ich np. informacjami na temat potencjalnych celów oraz nawet bronią. Tak było np. w przypadku wspomnianego już na początku morderstwa Patricka „Pata” Finucane’a, najsłynniejszej ofiary agenta 6137. Cztery osoby zaangażowane w spisek prowadzący do jego śmierci okazały się agentami służb specjalnych – Nelson był związany z FRU, a dowódca UFF Jim Spence, tzw. „kwatermistrz” UDA Billy Stobie i „brygadier” UDA Tommy „Tucker” Lyttle z północnoirlandzką policją. Teoretycznie, każdy z nich mógłby uratować Finucane’a poprzez dostarczenie swoim oficerom prowadzącym informacji o tym, że UDA/UFF planują takie zabójstwo (przypadki Nelsona, Spence’a i Lyttle’a), lub że jednemu z „oddziałów” wydana została właśnie broń na potrzeby jakieś akcji (przypadek Stobiego). Zdaniem Ingrama i Harkina, 12-ego lutego 1989 roku, w dzień zabójstwa Finucane’a, Spence i Stobie rzeczywiście kontaktowali się ze swoimi oficerami prowadzącymi, a Nelson już w wiele miesięcy wcześniej miał informować swoich mocodawców o niebezpieczeństwie grożącemu znanemu prawnikowi i planach zabicia go przez UDA/UFF20.

Niestety, Spence, jak potem ustalili Ingram i Harkin, nie miał zamiaru ratować Finucane’a, ale upewniał się, że wysłani przez niego zabójcy nie napotkają na swojej drodze żadnych patroli wojskowych ani policyjnych i takie zapewnienie otrzymał. Stobie podobno przekazał informacje o wydaniu broni, ale najwyraźniej, jeśli tak było, to nie zrobiło to na jego oficerach prowadzących pożądanego wrażenia (czytaj: nie doprowadziło to do przechwycenia zabójców). Najwyraźniej ktoś chciał, aby Finucane zginął i wygląda na to, że w tę sprawę zamieszana była północnoirlandzka policja21. Tragedią jest to, że musiała to być konspiracja obejmująca nie tylko jednego lub dwóch funkcjonariuszy, ale wszystkich oficerów prowadzących wspomnianą trójkę policyjnych agentów oraz także ich zwierzchników.


* * *
Na rewelacje, choć te dotyczące Nelsona są dość przeterminowane, zawarte w książce Ingrama i Harkina można reagować na trzy sposoby. Pierwsza możliwość to ich całkowite odrzucenie z powodu, np. zbyt fantastycznego charakteru, druga sprowadza się do dania im wiary i potępienia Brytyjczyków, a trzecia, najrozsądniejsza, oznacza lekko sceptyczną wobec nich postawę, ale przyjęcie do wiadomości faktu, że elementy Brytyjskich służb specjalnych były zaangażowane w działania nie mające nic wspólnego z kontrterroryzmem. W praktyce były to bowiem działania przestępcze, wręcz zbrodnicze, które są absolutnie nie do zaakceptowania w jakimkolwiek państwie demokratycznym, nawet mającym kolosalny problem z terroryzmem. W takiej sytuacji nieistotna staje się już kwestia, czy był to rzeczywiście wynik spisku służb, czy też zwyczajna desperacja nie mogących sobie poradzić z terrorystami przedstawicielami aparatu bezpieczeństwa. To zwyczajnie nie powinno mieć miejsca, bo łamanie prawa i prowadzenie „brudnej wojny” można zostawić terrorystom, a państwa, choć powinny działać zdecydowanie i błyskawicznie, nie mogą przereagowywać w swojej dbałości o przywrócenie porządku i tym samym skazywać na śmierć niewinnych ludzi. Nie mogą też pozwalać swoim służbom specjalnym na zbyt wiele, bo wygląda na to, że dawanie im zbyt wiele swobody w działalności na niebezpiecznym terenie może doprowadzić do tragedii. Czytając „Stakeknife” nie można się jednak oprzeć wrażeniu, że temu wszystkiemu można było przecież zapobiec, oczywiście pod warunkiem, że ok. 20-25 lat wcześniej Brytyjczycy okazaliby się bardziej przewidujący i zareagowali na anormalną sytuację w Irlandii Północnej. Konsekwencje tego odczuwają niestety do dziś.



1 W dalszej części tekstu ww. jednostki będą nazywane już albo poprzez angielski skrót lub poprzez pełną polską nazwę. Podobnie będzie z innymi nazwami zagranicznych organizacji, służb itp.

2 Robert Hamill, katolik, został skatowany przez grupę lojalistów w centrum Portadown w 1997 roku i zmarł po 12 dniach w szpitalu. Policjanci ze stojącego w pobliżu radiowozu nie interweniowali, potem tłumacząc się, że zostali zmuszeni do odwrotu przez agresywny tłum. Nikt nie został skazany w związku z tym morderstwem, choć sześć osób było o nie oskarżonych.

3 Billy Wright został zastrzelony przez członków Irlandzkiej Armii Wyzwolenia Narodowego (INLA – Irish National Liberation Army) pod koniec 1997 roku w więzieniu Maze. Do dziś trwają spekulacje w jaki sposób udało się do świetnie strzeżonego więzienia przerzucić broń i przygotować taką operację bez wiedzy policji i strażników więziennych. Co więcej, dziwna wydaje się decyzja o umieszczeniu w tym samym bloku więziennym więźniów wywodzących się z INLA i Loyalist Volunteer Force – Lojalistyczne Siły Ochotnicze (LVF), których Wright był dowódcą. Poza tym, jak się potem okazało, w dzień zabójstwa na wieżyczce nie było strażnika, a kamera zainstalowana w tej części więzienia nie działała.

4 Prawniczka Rosemary Nelson zginęła w zamachu bombowym w marcu 1999 roku. Do podłożenia bomby pod jej samochodem przyznała się organizacja Red Hand Defenders – Obrońcy Czerwonej Dłoni (RHD), lecz w rzeczywistości za zamach odpowiadał LVF, który próbował poprzez ten wybieg zatrzeć za sobą ślady. Lokalni policjanci mieli Nelson wielokrotnie wcześniej grozić. Na takie traktowanie najprawdopodobniej zasłużyła sobie ona broniąc republikanów i reprezentując w sądach katolików z Portadown, którzy nie zgadzają się na marsze ultra-protestanckiego Zakonu Oranżystów w swojej dzielnicy na początku lipca każdego roku (dla upamiętnienia bitwy pod Sommą).

5 Przez północnoirlandzkie służby bezpieczeństwa rozumiem tzw. Special Branch (dosł. specjalną gałąź) policji Irlandii Półocnej. Jej zadania obejmują rekrutowanie i prowadzenie agentów wywodzących się z różnych organizacji paramilitarnych.

6 Współpraca służb z lojalistycznymi organizacjami terrorystycznymi była już obiektem trzech śledztw, które z przerwami pomiędzy 1989 a 2003 prowadził komisarz londyńskiej Metropolitan Police, Sir John Stevens (gdy je zaczynał nie pełnił jeszcze tej funkcji ani nie miał tytułu szlacheckiego). W ich wyniku 144 osoby zostały aresztowane, a 94 skazane prawomocnymi wyrokami sądowymi.

7 Więcej na ten temat można znaleźć w: M.Hollingsworth, N. Fielding, Defending the Realm. MI5 and the Shayler Affair, Andre Deutsch Limited, London 2000.

8 Zainteresowanych odsyłam do jakiejkolwiek historii IRA, gdzie aktywistom z „Cage 11” zawsze jest poświęcone dużo miejsca. Najpełniej historię tej organizacji przedstawili w swoich książkach J.Bowyer Bell, T. P. Coogan i E. Moloney.

9 Obie te organizacje można utożsamiać ze sobą, gdyż ta druga nazwa jest tzw. nom de guerre dla pierwszej, znacznie większej i aż do 1992 roku legalnej.

10 Więcej na ten temat można znaleźć w S.Bruce, The Red Hand. Protestan Paramilitaries in Northern Ireland, Oxford University Press, Oxford, New York 1992.

11 W latach 90-tych lojaliści co jakiś czas dawali do zrozumienia, że jeśli IRA ogłosi zawieszenie broni, to oni uczynią to samo. I rzeczywiście, taka sekwencja wydarzeń miała miejsce w 1994 roku. Zdaniem samych lojalistów, to fakt, że UDA i UVF dorównywały w tamtym czasie w liczbie zabójstw republikanom był głównym powodem, dla którego IRA ogłosiła swoje pierwsze od niemal 20 lat zawieszenie broni. Można dyskutować z tą tezą, gdyż sytuacja „militarna” od końca lat 80-tych wydawała się patowa i nie miało to nic wspólnego z działalnością lojalistów, którzy w tym czasie zbierali siły przed ofensywą z początku lat 90-tych. Więcej na ten temat można znaleźć w E. Moloney, A Secret History of the IRA, Penguin Books, London 2003 (odnośnie pata z końca lat 80-tych) i w P.Taylor, Loyalist, Bloomsbury, London 2000 (odnośnie „lojalistycznej” teorii o powodach zawieszenia broni).

12 Sekciarstwo – sectarianism, w realiach Irlandii Północnej termin ten oznacza nienawiść do wyznawców innego chrześcijańskiego obrządku i ich dyskryminację, atakowanie, piętnowanie itp.

13 FRU twierdziło podczas procesu Nelsona, że dzięki dostarczonym przez niego informacjom udało się zapobiec morderstwom 217 osób.

14 Zdaniem Johna Stevensa, który przeprowadził trzy dochodzenia na temat północnoirlandzkiego „zmowy”, takich osób było 15; dodatkowo Nelson brał jeszcze udział w planowaniu 14 innych, „nieudanych” morderstw i w przygotowywaniu 62 morderstw, które nie wyszły poza fazę realizacji

15 IRA znana jest z tego, że przesłuchuje podejrzanych o współpracę z Brytyjczykami republikanów w południowej części hrabstwa Armagh, jeszcze po brytyjskiej stronie granicy, które w dużym stopniu kontroluje lub w przygranicznej irlandzkiej miejscowości Dundalk, albo w jej okolicy. Tam też najprawdopodobniej „Scap” zamordował niektóre ze swoich ofiar. FRU nie przekazywał informacji na ten temat irlandzkiej policji i tamtejszym służbom specjalnym.

16 Granica formalnie istnieje, co nie znaczy, że znajdują się na niej przejścia graniczne i jest ona strzeżona w tradycyjnym znaczeniu tego terminu. Oczywiście, służby i wojska obu państw mają na nią baczenie, ale jej przekroczenie nie stanowi absolutnie żadnego problemu – wystarczy przespacerować się na drugą stronę jednej z zielonych łąk rozciągających się wzdłuż niej.

17 Czerwona Dłoń to symbol i herb Irlandii Północnej.

18 Więcej na temat koordynatora można znaleźć w trzeciej części północnoirlandzkiej trylogii autorstwa P. Taylora, Brits. The War Against the IRA, Bloomsbury, London 2002.

19 Warto jednak zastanowić się, jaki był powód tej sytuacji i jaki miało to związek z działalnością IRA. Oczywiście nie zmienia to faktu, że bezsensowna polityka dyskryminacji katolików, którą do końca lat 60-tych nie niepokojone przez nikogo, prowadziły protestanckie władze Irlandii Północnej z pewnością sprzyjała republikanom i ich ideologii, która zakładała prymat walki zbrojnej nad polityką. Wystarczyła tylko przysłowiowa iskra rzucona w 1969, by popchnąć katolików prosto w ramiona wcześniej marginalizowanych republikańskich radykałów.

20 Wg Daviesa FRU wcześniej dwukrotnie uratowało Finucane’a poprzez uniemożliwienie zabójcom UDA/UFF zbliżenie się do niego. Informacje o planowanych zamachach dostarczył wywiadowcom Nelson, ale podobno nie był uszczęśliwiony tym, że wojskowi ciągle przeszkadzają „jego” organizacji w dokonaniu zamachu akurat na Finucane’a. Nie zmieniło to jednak faktu, że za kolejnym razem nikt nie przeszkadzał już zabójcom, a bardzo możliwe, że działali oni z namaszczenia FRU i przy aktywnym wsparciu policji.

21 Późniejsza wiadomość o śmierci Finucane’a nie zmartwiła nikogo z „agentów”, a Spence, Lyttle i Nelson spotkali się na przyjęciu w domu tego drugiego, by uczcić zgon swojej ostatniej ofiary! Na tym makabrycznym spotkaniu obecny był również Ken Barrett, jeden z zabójców Finucane’a.






©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna