Świadek Christopher Shennan! Jestem, Wysoki Sądzie



Pobieranie 187,17 Kb.
Strona3/4
Data24.02.2019
Rozmiar187,17 Kb.
1   2   3   4

- Co zdecydowali oficerowie FBS "Sharleen"?

- Postanowili kontynuować akcję.

- Kto nią dowodził? Pani, czy kapitan Kennemann?

- Kapitan Kennemann.

- Po co kapitan Kennemann posłał na "Revenge II" dwóch swoich oficerów?

- Mieliśmy awarię systemów chłodzenia reaktora, inżynier FBS "Sharleen" ze swoim podwładnym pomogli nam ją usunąć. Myślę, że była to też demonstracja przyjacielskich zamiarów kapitana.

- Czy ustaliła pani z kapitanem plan dotarcia do tajnego statku?

- Tak.
* * *


- Wybacz, Dori, jesteś słodka, ale twój plan jest beznadziejny - powiedziałem ostrożnie. - Przylecimy sobie na Freedom, a tam zobaczy mnie ktoś, kto widział mnie we Flocie i jesteśmy martwi.

- Wielu oficerów Floty przeszło na stronę partyzantów - zaprotestowała.

- Ja znam czterech. Z tego trzech nie żyje albo zostało uznanych za zaginionych - zaripostowałem. - Co to jest ten Freedom?

- Planeta. Tajna baza piratów i niedobitków ruchu oporu. Znajduje się w strefie niczyjej pomiędzy przestrzenią Cesarstwa i Lissp. Oficjalnie to dopteriańska planeta wydobywcza pod mandatem Przymierza Arkturiańskiego. Według dokumentów, spółka eksploracyjna finansowana jest przez Ferenginar i firmy z Arcturusa, Nausicaa i Paklis, tworzące skomplikowany holding. W rzeczywistości większość zysków przejmują piraci i Syndykat Oriona...

- Daruj mi wykład o zorganizowanej przestępczości gospodarczej - poprosiłem. - Jak ci się wydaje, gdzie jest ten okręt? Na Freedom?

- Być może.

- Wiesz, jak go wykryć?

- Jest niewykrywalny.

To mi się spodobało. Niewykrywalny okręt, o którego miejscu postoju nie wiemy nic. Lubię wyzwania.

- A mamy w ogóle jakiś punkt zaczepienia?

- Możemy mieć. Co jakiś czas spotykamy się ze statkiem ruchu oporu, którzy przekazują nam rozkazy i przejmują zaopatrzenie. Myślę, że oni kontaktują się z cesarskim niewidzialnym tajnym okrętem wojennym... słuchaj, może nazwiemy go jakoś krócej?

- Mówmy: "kot" - zaproponowałem. - W skrócie.

- Ale skrót od "cesarski niewidzialny tajny okręt wojenny" to "CNTOW" - zaprotestowała Dori.

- No tak, ale "kot" łatwiej jest wymówić.

- Okay, niech ci będzie. Więc należałoby wyśledzić, gdzie lata ten statek, z którym się spotykamy.

- Jak on się nazywa?

- "Emancipation".

Tak myślałem.

- No dobra. Kiedy macie następne spotkanie?

- Za około dwadzieścia dni.


Dwadzieścia dni to kupa czasu. Spędziliśmy go, trzymając się przy "Revenge II", który kręcił się po w miarę bezpiecznych rejonach Doliny i spotykał się z różnymi podejrzanymi statkami. Komandor Gren'shak miał rozkaz dostarczania przejętych towarów na planetę (niestety, nie na Freedom), na której znajdowało się coś w rodzaju bazy przeładunkowej. Gdyby nie my, musiałby wykonać ze trzy kursy, ale dzięki temu, że pozwoliłem mu korzystać z naszych ładowni, nie musiał marnować paliwa. Było to na rękę także nam; mogliśmy towarzyszyć "Revenge" bez wzbudzania podejrzeń.
W końcu doszło do spotkania z "Emancipation". Był to spory, nieźle uzbrojony frachtowiec. Konstrukcja wyglądała na cesarską, ale głowy bym nie dał. Zresztą, to nie miało znaczenia. Dowodził nim starszy jegomość o wyglądzie starego kosmicznego wyjadacza, natomiast załoga w większości złożona była z młodzieży. Najwyraźniej brali nas za jeden z tajnych oddziałów specjalnych ruchu oporu, a kiedy rozeszła się wieść o sposobie, w jaki rzekomo opanowaliśmy Ariadnę, zaczęli nam nawet okazywać respekt. Ostatnie lody zostały przełamane podczas wspólnej hucznej imprezki na pokładzie naszego statku, gdzie wznoszono toasty za zwycięstwo wolności i na pohybel Cesarzowi oraz Federacji.
Na drugi dzień razem z "Emancipation" załadowaliśmy kilkanaście kontenerów z zaopatrzeniem i ruszyliśmy w stronę Freedom. Dowódca rebelianckiego frachtowca poprowadził nas przez sobie tylko znane, dość bezpieczne przejście przez wiry, a kiedy już minęliśmy ostatnie obłoki plazmy, ustawiliśmy kurs i weszliśmy w nadświetlną. Podróż trwałaby krócej, gdybyśmy nie musieli kluczyć i przemykać się strefą neutralną, omijając sieci lissepiańskich i cesarskich czujników. W końcu jednak weszliśmy na orbitę Freedom. Trochę obawialiśmy się, że kontrola przestrzeni tej planety będzie miała coś przeciwko obecności obcego statku, ale szybko zorientowaliśmy się, że nie ma tu nic takiego, jak kontrola przestrzeni. Na orbicie przebywało jednocześnie kilkanaście statków i dwie stacje przeładunkowe, a dodatkowo tu i ówdzie polatywały samotne zestawy kontenerów, zapewne czekające na odbiór. Przylatujące i odlatujące statki pozbawione były oznakowań i nie nadawały sygnałów identyfikacyjnych. Krótko mówiąc, czarny rynek kwitł w najlepsze.
Zwołałem kolejną naradę.

- No dobra, teraz naszym zadaniem jest znalezienie Kota. Aby tego dokonać, potrzebne będą spryt, przenikliwość i inteligencja - zagaiłem. - Na początek zadajmy sobie pytanie, gdzie ruch oporu mógłby ukryć Kota.

Nikt nie wiedział.

- Gdzie najlepiej schować drzewo? - zapytałem.

- W czarnej dziurze - odparł natychmiast pilot M'leek.

- Nie, nie to miałem na myśli. Pomyśl logicznie.

- W jądrze gwiazdy, w polu zeroprzestrzennym - powiedział Alex.

- Nie! Wyobraźcie sobie, że nie jesteście w kosmosie. Gdzie najlepiej ukryć drzewo? W lesie! - odpowiedziałem sam sobie, wiedząc, że nie ma co liczyć na moją załogę. - Wobec tego, gdzie najlepiej ukryć statek kosmiczny?

- W lesie! - popisał się pilot M'leek. Ręce mi opadły. Agnes walnęła go w głowę.

- Tam, gdzie jest dużo innych statków kosmicznych - oznajmiła. Podziękowałem jej uśmiechem.

- A gdzie jest dużo statków kosmicznych? - zapytałem.

- W stoczni!

- Koło Aurelia Prime!

- W lesie!

- Sektor Pierwszy, orbita Ziemi - powiedziała Dori. Zapadła cisza. Mnie zatkało.

- To jest cholernie, niewiarygodnie możliwe - powiedziałem powoli. - Skoro okręt jest niewykrywalny, partyzanci mogliby spokojnie przylecieć nim na Ziemię i trzymać go na dalszej orbicie. Gdyby tylko unikali zderzeń z innymi statkami, byliby tam bezpieczniejsi niż gdziekolwiek. Sektor Pierwszy to najsilniej broniony fragment znanego kosmosu. Poza tym, przestrzeń jest tam pełna śladów skokowych, sygnatur jonowych i innych pozostałości po ruchu okrętów, co utrudnia wykrycie. Umieszczenie tam Kota to najlepsza rzecz, jaką mogliby z nim zrobić partyzanci.


Moi oficerowie byli poruszeni.

- Skoro okręt jest niewykrywalny, to równie dobrze można by go trzymać w innym miejscu kosmosu - Alex był sceptyczny.

- Tak zupełnie niewykrywalny to on na pewno nie jest, bo to fizycznie niemożliwe. To oznacza tylko tyle, że nie można go znaleźć przy pomocy stosowanych przez inne rasy przyrządów - oznajmiła Dori. - Inaczej: mogą go wykryć cesarscy, a także inni, pod warunkiem, że wiedzą, czego szukać.

- A my wiemy? - spytała Agnes.

- Nie.

- No dobra, ale wracając do rzeczy. Sektor Pierwszy jest o tyle dobry, że absolutnie żaden obcy okręt się tam nie dostanie, natomiast cała przestrzeń stąd do systemu Aurelia leży w strefie wpływów Cesarstwa, i nie byłoby dla nich problemem wysłać statek naszpikowany odpowiednią aparaturą. Chociażby zamaskowany jako frachtowiec - wypowiedziałem resztę swoich myśli.



- Są inne miejsca poza zasięgiem Cesarstwa - zauważył Alex. - Na przykład Kronos...

- Ruch oporu jest znany z brawury, ale mają też instynkt samozachowawczy - zaprotestowała Dorothy. - Gdyby zostali złapani na Ziemi, mogliby liczyć na sprawiedliwy proces i łagodny wyrok, typu siedem lat prac resocjalizacyjnych. Pielenie grządek i tak dalej. Na Kronos mogliby liczyć jedynie na łagodną zimę na Hamma Siedem, oczywiście, jeśli nie zostaliby natychmiast straceni w rytualnej egzekucji.

- Może masz rację - przyznał mój Pierwszy. - Tylko, że stąd na Ziemię, nawet przy c 9, leci się parę ładnych dni, a ja nie wierzę, że partyzanci, mając ten okręt w ręku, wysłaliby go tak daleko.

- Wiesz, to zależy. Być może on wcale nie ma jakiejś wielkiej siły bojowej, a jego jedynym atutem jest właśnie ta niewykrywalność - zauważyła Agnes.

- To prawda, taki statek byłby niezastąpiony jako jednostka zwiadu elektronicznego - stwierdził autorytatywnie pilot M'leek. - Mógłby niezauważenie wnikać daleko na terytorium wroga, nawet w pobliże jego centrów militarnych i logistycznych.

- A łączność z bazą? Transmisje podprzestrzenne można namierzyć...

- Istnieją sposoby na obejście systemów bezpieczeństwa - zapewniła Dori. - Na przykład podpięcie się do legalnego przekazu. To najprostszy sposób, ale są inne. Wierzcie mi, znam się na tym.

- O, tak - mruknąłem. - Wierzę ci.


* * *
- Czy to prawda, że na trzecim roku Akademii włamała się pani do uniwersyteckiego systemu informatycznego i że zmieniła pani oceny kapitana Kennemanna z takich przedmiotów jak Regulaminy i Zarządzenia oraz Procedury Bezpieczeństwa?

- Sprzeciw! Nie ma to związku ze sprawą, którą tu dziś rozpatrujemy.

- Oddalam. Proszę odpowiedzieć.

- Śledztwo w tej sprawie było prowadzone przez Wydział Informatyczny Floty Gwiezdnej i zostało umorzone z powodu niewykrycia sprawców. Odpowiednie akta znajdują się w Archiwum i pan prokurator może znaleźć w nich wszystkie informacje na temat tej sprawy. Informacje z innych źródeł z pewnością nie mogą być wykorzystane jako dowód w tej sprawie ani w żadnej innej. Nie mam na ten temat nic więcej do powiedzenia.

- Co łączyło panią z kapitanem Kennemannem?

- Byliśmy przyjaciółmi w Akademii Floty Gwiezdnej.

- Czy utrzymywaliście stosunki seksualne?

- Sprzeciw!! To nie ma związku ze sprawą!

- Uwzględniam. Może pani nie odpowiadać na to pytanie. Proszę kontynuować.

- Dziękuję, Wysoki Sądzie. Oskarżenie nie ma więcej pytań do świadka.


* * *
Nasze rozważania przerwał brzęczyk interkomu. Dzwonił Olaf, który został na mostku.

- Szefie, jakiś gość chce z panem gadać.

- Już idę.

Wkroczyłem na mostek. Na ekranie widniała twarz siwego mężczyzny w średnim wieku. Lewy policzek przecinała głęboka blizna. Widziałem już tę twarz w raportach wywiadu. Razem z właścicielem była poszukiwana przez służby bezpieczeństwa trzech imperiów i jednej federacji.

- Witam, komandorze Misham - zasalutowałem. - Cieszę się, że pana widzę. Kapitan Kennemann, do usług - przedstawiłem się.

- Słyszałem waszą historię. Podobno jesteście z oddziału De'Angie? - zahuczał głos w głośnikach. Komandor Kel Misham był legendą ruchu oporu, jednym z założycieli. Jeśli kogoś należało się obawiać, to właśnie jego. Z drugiej zaś strony, mógł być nieocenionym źródłem informacji. Należało jedynie dobrze rozegrać to rozdanie.

- Z byłego oddziału De'Angie - powiedziałem. - Teraz ja tu dowodzę.

- Czy jest z wami Jass?

Przybrałem smutno-zacięty wyraz twarzy.

- Niestety, zginął podczas akcji. Podnoszone osłony zakłóciły wiązkę teleportera. Niewiele z niego zostało.

- A Tic Vahan?

- Też zginął.

- Jak? - chciał wiedzieć komandor.

Nadszedł czas na pierwszy poważny bluff. Wziąłem głęboki oddech.

- Ja go zabiłem. Zdradził nas wszystkich. To przez niego zginął Jass i trzech moich ludzi.

- Vahan zdradził! To niemożliwe! - komandor był zdumiony. Całkiem słusznie. Przygotowując się do tej rozmowy, bardzo skrupulatnie przejrzałem wszystkie raporty wywiadu Floty, także te tajne, z niewielką pomocą mojej koleżanki Dorothy. Wynotowałem nazwiska i powiązania. Dodatkowo Dori zapoznała mnie z zebranymi przez siebie informacjami. Tic Vahan nie mógł zdradzić, z tej prostej przyczyny, że od dwóch lat odsiadywał wyrok w kolonii resocjalizacyjnej na Vanessa VI. Jass rzeczywiście zginął, tyle że zastrzelili go, w obronie własnej oczywiście, agenci wywiadu Cesarstwa.

- Niemożliwe, ale prawdziwe - oświadczyłem. - Ale chyba nie będziemy tego teraz roztrząsać. Mam ważniejsze sprawy. Zapewne chciałby pan wiedzieć, dlaczego zdobyliśmy właśnie ten okręt?

- Owszem, jestem tego ciekaw. 50-letnia Ariadna to niezbyt cenna zdobycz, prawda?

- Nie, ale jeśli weźmie się pod uwagę jej wyposażenie, to sprawa wygląda nieco inaczej - odparłem spokojnie. - Nie wiem, czy pan wie, ale kilka jednostek tej klasy zostało w swoim czasie przebudowanych na statki zwiadu elektronicznego. To jest właśnie jedna z nich. Ma pełen zestaw czujników dalekiego i bliskiego zasięgu, sensory wszystkich form i zakresów promieniowania, oraz najnowsze typy federacyjnych skanerów, w tym ostatni krzyk techniki: aparaturę do śledzenia zamaskowanych niszczycieli klasy Nebulon, opartą na samouczącej się sieci neuronowej szóstej generacji. Co pan na to? - czułem się, jakbym chciał mu sprzedać ten statek. Co w gruncie rzeczy było prawdą.

- Jestem pod wrażeniem - przyznał komandor Misham. - Nie sądziłem że plan komandora De'Angie się powiedzie, ale widzę że prawidłowo dobrał ludzi do tego zadania. Szkoda że przypłacił życiem swoją misję.

Plan komandora De'Angie? O co tu chodzi? Dobrze że byłem przyzwyczajony do niespodzianek, inaczej na pewno moja mowa ciała zdradziłaby zaskoczenie. Co prawda mrugnąłem, ale było to całkiem normalne mrugnięcie w celu zwilżenia gałek ocznych. Zero zaskoczenia.

- Komandor De'Angie na zawsze pozostanie w naszej pamięci - oznajmiłem na wszelki wypadek. - Muszę jednak powiedzieć, że przez cały czas ostateczny cel naszej misji pozostawał ukryty. Oczywiście chodziło o względy bezpieczeństwa, jednak w obecnej sytuacji nie jestem pewien, czy dobrze zrobiliśmy sprowadzając ten statek tutaj - zaryzykowałem.

- O to niech się pan nie martwi, kapitanie, wykonał pan dobrą robotę. Naturalnie będę miał dla pana kolejne zadania, ale to nie temat na rozmowę przez radio. Zapraszam pana na jutro rano na odprawę do naszej kwatery głównej - komandor Misham zakończył połączenie.
* * *
- Czy brała pani udział w konferencji przeprowadzonej w kwaterze ruchu oporu na planecie znanej jako Freedom?

- Nie, Wysoki Sądzie, na konferencję zaproszeni byli tylko czterej dowódcy statków rebelianckich, oraz kapitan Kennemann. Znam jednak jej przebieg z relacji kapitana Kennemanna.

- Proszę zatem streścić to, czego dowiedziała się pani od kapitana.

- Tak jest. Odprawie przewodniczył komandor Misham. Wydał on kapitanowi Kennemannowi rozkaz udania się na statku "Sharleen" do określonego punktu przestrzeni w obszarze znanym jako Dolina Śmierci, patrolowania przyległego rejonu i rejestrowania ruchu statków w tymże rejonie. Następnie kapitan Kennemann został poproszony o wyjście z pomieszczenia. Komandor Misham wydał pozostałym kapitanom polecenie udania się w nieregularnych odstępach czasu w to samo miejsce przestrzeni, w celu sprawdzenia, czy aparatura na pokładzie "Sharleen" rzeczywiście jest w stanie wykryć zamaskowany statek. Kapitanowie otrzymali polecenia dotyczące uruchamiania systemów kamuflażu, na tej podstawie wywnioskowaliśmy że jako trzeci z kolei nadleci poszukiwany przez nas cesarski, niewidzialny okręt.

- Sprzeciw, Wysoki Sądzie! Nie dość, że świadek przekazuje informacje uzyskane od osoby trzeciej, w tym przypadku oskarżonego, to dodatkowo podaje treść rozmowy której kapitan Kennemann nie mógł znać, jako że został wyproszony z pokoju!

- Pani major, proszę o wyjaśnienie.

- Już wyjaśniam. Otóż kapitan Kennemann został przeze mnie wyposażony w nadajnik podsłuchowy, który na samym początku spotkania umieścił pod swoim krzesłem. Dzięki temu nadajnikowi zapoznaliśmy się z dalszym przebiegiem odprawy.

- Dziękuję, pani major. Proszę o kontynuowanie opisu przebiegu wydarzeń.


* * *
- On musi tu gdzieś być! - wybuchnęła Dori. - Który to był, ten jego dowódca?

- Nie wiem - przyznałem bezradnie. - Było ich czterech, z twarzy podobni zupełnie do nikogo. Nie, czekaj, jednego poznałem, nazywa się Rogers, widziałem go w kartotece wywiadu. Ale nie wiem którym statkiem dowodzi.

- Rogers dowodzi takim starym transportowcem - oznajmiła Agnes. - Ma 36 lat, miał dwie żony, lubi blondynki i na jego statku nie działa ani jeden prysznic.

Popatrzyliśmy na nią podejrzliwie.

- Skąd wiesz? Spałaś z nim, czy co? - rzuciłem.

- A wiesz że chciałam, ale, jak już wspomniałam, Na Jego Statku Nie Działa Ani Jeden Prysznic - oznajmiła Agnes. - W każdym razie trochę mi się pozwierzał. Znam jeszcze jednego z tych czterech, ma pseudonim Jester, ale też z nim na razie nie spałam. Co do niego nie jestem pewna, czym dowodzi, ale gdyby to był tajny i niewidzialny okręt, to na pewno by mi się pochwalił.

- "Cześć kotku, skoczymy tam gdzie nas nikt nie zobaczy?" - zażartowałem. - "Pokazać ci coś fajnego i tajnego?"

- Widzę że rozumiesz jego styl - odpaliła Agnes. Złośliwa bestia. Zastanowiłem się.

- Monitorowałaś chociaż odloty promów?

- Tak mój drogi, monitorowałam, ale co najmniej cztery wyszły mi z zasięgu zanim gdzieś zadokowały, a poza tym mógł skorzystać z teleportera. Zarejestrowałam szesnaście teleportacji. Tylko w dwóch przypadkach udało mi się odkodować destynację. Tak więc nie tędy droga, mój ulubiony dowódco.

- Więc którędy? - zadałem retoryczne pytanie.

- Mam pomysł - odezwał się nagle Olaf.

- Wal.

- Pamiętacie te mini-czujniki które kiedyś odebraliśmy z głównej bazy zaopatrzeniowej dla posterunku na Alfie Smoka, a po przybyciu na miejsce okazało się że posterunek jest rozwalony?



- No pamiętamy - oznajmiłem w imieniu załogi - ale przecież nie mamy ich na pokładzie.

Olaf uśmiechnął się tylko.

- Chcesz powiedzieć że mamy?

Olaf uśmiechnął się jeszcze szerzej. Wyglądał jak mężczyzna, któremu właśnie zaproponowano darmowe pójście do łóżka z trzema pięknymi kobietami, albo jak mężczyzna który właśnie przypomniał sobie o kontenerze z czujnikami, którego absolutnie nie powinno być na tym statku.

- Chcesz powiedzieć że nie zdaliśmy ich do magazynu? Chcesz powiedzieć że ja, znany i szanowany kapitan Kennemann, nadal ma je w inwentarzu okrętowym i że będzie się musiał z tego wytłumaczyć admirałowi Zaopatrzeniowskiemu? Chcesz powiedzieć że możemy rozrzucić te czujniki po kilkuset parsekach próżni i że dzięki nim wykryjemy Kota?

Tak, Olaf wszystko to chciał powiedzieć.

- Z wyjątkiem tego że masz je w inwentarzu. W dokumentacji stoi, że po akcji ratunkowej na Alfie Smoka, przeładowaliśmy je na "Goliatha". Mam podpis jego kapitana i w ogóle. Przysięgam że nie wiem jak to się stało, że przypadkowo zabrali inny kontener. Nawet nie wiem co w nim było.
Znając życie, to była marchewka.
* * *
- Proszę świadka o podanie imienia, nazwiska i pseudonimu przyjętego w ruchu oporu.

- Moje imię i nazwisko to Kel Misham. Nie posługiwałem się pseudonimem.

- Świadek obecnie odbywa siedmioletnią karę prac resocjalizacyjnych, na mocy ugody zawartej z Sądem Najwyższym Federacji, za przestępstwo przynależności do grupy zbrojnej o charakterze terrorystycznym?

- Zgadza się.

- Proszę wyjaśnić, kiedy zorientował się pan, że kapitan Kennemann nie jest członkiem ruchu oporu?

- Wiedziałem o tym od samego początku, kiedy przybył na Freedom.

- Dlaczego nie zdemaskował go pan?

- Z dwóch powodów. Po pierwsze byłem ciekaw co zamierza. Po drugie, stwierdziłem że jest on moją jedyną szansą na zawarcie ugody z Federacją. Po akcji Cesarstwa, dalsze działanie ruchu oporu straciło sens. Miałem nadzieję, że w zamian za poddanie się, zostanie mi, oraz moim najbliższym towarzyszom broni, zapewniony azyl na Ziemi. Kapitan Kennemann był osobą, która mogła mi to umożliwić.

- Dlatego ułatwił mu pan przejęcie tajnego okrętu?

- Nie, Wysoki Sądzie. Nie ułatwiłem. Wysoki Sąd musi wiedzieć, że w sztabie ruchu oporu panowała atmosfera krańcowej podejrzliwości. Każdy przejaw defetyzmu lub próba współpracy z jednym lub drugim rządem spotykał się z ostrą reakcją agresywnej frakcji. Gdybym w jakikolwiek sposób ułatwił kapitanowi Kennemannowi lub major Parker wykonanie ich planu, najpewniej zostałbym oskarżony o zdradę. Mogłem liczyć tylko na pomysłowość i przenikliwość waszych oficerów.


* * *
Trzy dni spędzone na patrolowaniu pustego kawałka Doliny na zawsze pozostaną w mej pamięci, zupełnie tak jak świętej pamięci komandor De'Angie. Pierwszy statek pojawił się kilka godzin po nas, i był to niedomyty frachtowiec kapitana Rogersa. Potem z każdą godziną i z każdą wykrytą anomalią promieniowania poziom nerwowości na okręcie wzrastał w skali logarytmicznej. Alex nie opuszczał mostka, chyba po raz pierwszy w życiu widziałem że jest autentycznie podekscytowany. Agnes urządzała piekło procesorom w komputerze pokładowym, a także nam, jeżeli tylko spróbowaliśmy zabrać jej odrobinę mocy obliczeniowej. Nie można było nawet korzystać z banku danych, bowiem cały czas procesora przeznaczony był na analizy danych z czujników. Dorothy zapuściła korzenie w obserwatorium i wytyczała kursy, Olaf polerował lasery, inżynierowie na zmianę czuwali w maszynowni i nawet się nie kłócili.

W dwudziestej ósmej godzinie misji o mało nie dostaliśmy zbiorowego zawału serca, ponieważ Agnes wykryła drugi statek, o czym zawiadomiła nas przeraźliwym wrzaskiem i bieganiem w kółko naokoło mostka. Odnotowałem ten fakt w dzienniku okrętowym, po czym napięcie nasze sięgnęło zenitu, jako że następnym okrętem miał być nasz Kot. Szacowałem, że w tym stanie ducha wytrzymamy jeszcze tylko sześć godzin, po czym popadniemy w zbiorowe szaleństwo i staniemy się Latającym Holendrem kosmosu, dlatego też za prawdziwie szczęśliwy przypadek należy uznać to, że Kot pojawił się zaledwie dwadzieścia minut po drugim statku.


Za szczęśliwy przypadek należy też uznać sam fakt, że udało się nam go wykryć. Sygnał pochodził z jednego czujnika. Czy był to niesamowity zbieg okoliczności, czy też celowe działanie, nigdy się nie dowiedzieliśmy, w każdym razie Kot wszedł prosto w ślad jonowy poprzedniego statku i zakłócił go. Normalnie czujnik nie zareagowałby, ale Agnes, paranoiczna bestia, włączyła wszystkie odbiorniki w tryb promiskuityczny, czyli, mówiąc po ludzku, przekazywały one bez filtrowania wszystkie dane jakie zebrały, a ich analizą zajmował się dopiero nasz komputer pokładowy. Kot rzeczywiście był niewidzialny, ale gdy przeciął degradującą się powoli wiązkę promieniowania, było to jak zamachanie czerwoną flagą.

- Działamy według planu? - spytała Dori.

- Działamy według planu - potwierdziłem. - Wyślij próbniki.

Terry Ankei nacisnął klawisz i z podestu teleportera zniknęło kilkanaście małych obiektów. Obserwowaliśmy ich losy na ekranie komputera.

- Próbniki numer 2 i numer 8 meldują obecność atmosfery. Nawiązuję połączenie - w głosie Agnes słychać było lekkie drżenie. Na monitorze ujrzeliśmy wnętrze obcego statku. Pierwsze obrazy przekazane ze środka Kota, jakkolwiek to brzmiało. Próbnik numer 2 wpadł w jakiś wąski kanał wentylacyjny, ale ósemka trafiła w dziesiątkę - jakkolwiek to brzmiało. Wskoczyliśmy na podest.

- Terry, ustaw koordynaty według próbnika numer 8 i wysyłaj - rozkazałem.


* * *
- Panie Misham, w którym momencie dowiedział się pan, że okręt został zinfiltrowany przez oficerów Federacji?

- Piętnaście minut po wyjściu z nadświetlnej nasze systemy obronne zarejestrowały teleportację dwóch obiektów na nasz statek. Automatycznie włączył się alarm bojowy, ale ponieważ nie wykryto istot żywych, alarm został zdezaktywowany. Przypadkowo, tak się złożyło, że podoficer obsługujący konsolę alarmową jednocześnie całkowicie wyłączył system wykrywania intruzów, przez co teleportacja kapitana Kennemanna z grupą abordażową została wykryta dopiero wówczas, gdy zniszczyli oni gródź hermetyczną oddzielającą ładownie numer 2 od korytarza komunikacyjnego.

- Co pan zrobił w tej sytuacji?

- To czego ode mnie oczekiwano, czyli rozkazałem odeprzeć atak.

- Jak przebiegło starcie?

- Zakończyło się obezwładnieniem większości mojej załogi i wdarciem się kapitana Kennemanna na mostek.

- Czy to prawda, że kapitan Kennemann sterroryzował pana bronią i zmusił do oddania dowodzenia?

- Tak, to prawda. W pewnym sensie.


* * *
- Misham, ty stary łotrze - wycedziłem, trzymając laser gotowy do strzału. Na mostku było paru partyzantów, również trzymających lasery gotowe do strzału, a ponieważ lasery te były wymierzone we mnie, musiałem improwizować.

- Chciałeś przejąć ten statek i oddać go Federacji. To jasne, w zamian za taką jednostkę dostałbyś wszystko, czego byś zażądał! Nie wiedziałeś tylko, czy rzeczywiście jest tak cenny. Moja Ariadna spadła ci z nieba. Wykorzystując moją aparaturę, mogłeś sprawdzić czy uda się wykryć ten okręt. Gdyby się okazało, że dla czujników na moim statku jesteś niewidzialny, nikt już by cię nie odnalazł. Poleciałbyś spokojnie prosto na Ziemię i przehandlowałbyś ten okręt za rezydencję na Hawajach! Przyznaj się! Miałeś dość partyzantki, wiecznego uciekania i krycia się jak szczur! Chciałeś zarobić!




1   2   3   4


©operacji.org 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna