Tłumaczenie z j



Pobieranie 125,33 Kb.
Strona1/3
Data01.03.2018
Rozmiar125,33 Kb.
  1   2   3

Tłumaczenie z j. włoskiego


VALSÉ PANTELLINI - KOENZYM K+ Pięćdziesiąt lat badań naukowych


Słowo wstępne Wydawcy


”Żyjemy w czasach o historycznych znaczeniu, w czasach kiedy nauka nauczyła się już zmieniać przebieg chorób, łagodzić ból, leczyć ciężkie zaburzenia, chronić przez przedwczesną śmiercią, a mimo to od blisko 20 lat nie stwierdza się polepszenia w stanie zdrowia ludzi, i - co dziwniejsze - jednocześnie odnotowuje się ogromny wzrost, w dziedzinie współczesnej medycyny ’konwencjonalnej’ - liczby programów badań naukowych, a przede wszystkim wzrost odnośnych nakładów finansowych.


To ogromne natężenie wysiłków przy równoległym pogarszaniu się warunków zdrowotnych daje obraz ograniczeń i jednocześnie stanowi paradoks współczesnej medycyny.


Biorąc pod uwagę, że tak wiele już chorób szerzy się dzisiaj niemal na zasadzie epidemii, ’nauka’ nie powinna dłużej przybierać wobec tej rzeczywistości postawy neutralnej. Jest bowiem czymś zupełnie oczywistym, że pewne schorzenia są skutkiem organizacji pracy, wywłaszczenia z wolnego czasu, rozpadu więzów społecznych, miejskiego stłoczenia, zatrucia ziemi, wody i powietrza, są skutkiem wszystkiego tego, co niesie wyzysk człowieka przez człowieka, a co - z groteskowym poczuciem humoru - określamy ”społeczeństwem dobrobytu”.


Taki właśnie wymiar ma kryzys, w którym znajduje się obecnie współczesna medycyna.


Utrzymywanie takiej atmosfery, gdzie ludzie muszą żyć pod w obawie przed koszmarem zakaźnych plag i nieuleczalnych choróbsk, to coś na podobieństwo sadystycznego testu kontrolnego z psychologii społecznej, to maskowanie sprzeczności ekonomiczno-społcznych, a także i rzeczywistych przyczyn choroby, która jest ich pochodną.

W czasach, kiedy prawdę lepiej przemilczeć, bo jest niewygodna, bo nie przydaje się jej wartości, takie stwierdzenia mogą brzmieć prowokacyjnie.
Ale wszystkim tym, którzy chcieliby uznać je za tendencyjne, pragnę przypomnieć, że malaria, z całą wiedzą jak jej zapobiegać, i jak ją leczyć, w tych częściach globu, gdzie okoliczności ’nie sprzyjają’, aby tę chorobę wykorzenić, ciągle jeszcze jest ona powodem śmierci milionów osób.

Mówienie o tych faktach nie oznacza jednoczesnego zaprzeczania tego, że współczesna medycyna ’konwencjonalna’ obiektywnie odniosła szereg sukcesów, nie oznacza pomijania zasług jej bohaterów; potrzebne jest jednak do właściwego odczytania genezy i historii medycyny, jej logiki i jej sprzeczności, po to, aby móc w konsekwencji zrozumieć sens obecnego kryzysu.


Zatem wszyscy ci, którzy wierzą również i w tę inną medycynę, w medycynę określaną mianem ’niekonwencjonalnej’, czy też czasami trafniej - ’naturalnej’, która w człowieku widzi integralnie zespoloną jedność ciała, umysłu i ducha, winni strzec się przed niebezpieczeństwem, że również i idea emancypacji i wolności może stać się towarem.


Można tego uniknąć pod warunkiem, że zdoła się ukształtować w tym zakresie coraz bardziej wpływowe środowiska opiniodawcze, opierające się na świadomych tego problemu jednostkach, że środowiska będą stale wspierać zintegrowane wysiłki badawcze poszczególnych gałęzi medycyny, i że towarzyszyć temu będą stosowne decyzje w obszarze polityki i działań społecznych.


I to właśnie jest naszym marzeniem”.


Pisaliśmy o tym w taki sposób już wiele lat temu, ale niestety, także i obecnie możemy tylko powtórzyć negatywną ocenę powszechnego systemu opieki zdrowotnej, zarządzanego przez coraz bardziej sprawne w oddziaływaniu wpływowe grupy nacisku.


Ale mimo to, że z jednej strony powstają międzynarodowe firmy farmaceutyczne przeistaczające się w nietykalnych kolosów, to jednak z drugiej strony coraz szersze masy ludzi nabierają świadomości o własnym prawie do wolnego wyboru rodzaju leczenia, a wielu lekarzy, i innych przedstawicieli personelu medycznego, opowiada się - niestety nie wszyscy czynią to jawnie - za bardziej ludzkim i za mniej inwazyjnym systemem opieki zdrowotnej. Wszystko to dzieje się dzięki dużej liczbie naukowców, którzy - już od wielu lat - znoszą z wielkim uporem i z uczciwością ataki ze strony mediów, zniewagi sądowe, szyderstwa ze strony środowisk akademickich, a którzy z korzyścią dla nas wszystkich nadal prowadzą swoje badania.


Wśród nich, jako primus inter pares, należy wymienić Gianfrancesco Valsé Pantelliniego, którego Dzieło staraliśmy się upowszechniać poprzez nasze publikacje i organizowanie seminariów, wykładów, którego Humanizm, bardziej jeszcze niż jego Wiedza, nauczyliśmy się szanować i kochać. I szczęśliwi jesteśmy, że możemy , raz jeszcze, urzeczywistnić nijako materialnie, poprzez tę książkę, jego Wiedzę; wiedzę, która jest dla nas ’Prawdziwą Wiedzą’ - ’prawdziwą’, ponieważ przeniknięta jest pokorą, cierpliwością i uczciwością intelektualną.


Wstęp wraz z notą biograficzną


’Biada wam, gdy wszyscy ludzie dobrze o was mówić


będą...” (Ewangelia Św. Łukasza 6:26)

Urodził się 2 kwietnia 1917 r. 1 w Rufina, w małej wiosce położonej wśród czarownych wzgórz Toskanii, w czasach trwającej jeszcze pożogi pierwszej wojny światowej. Jego ojciec Italo urodził się w Egipcie, był lekarzem, muzykiem i pisarzem, miał poglądy liberalnego katolika, natomiast matka - Margherita Faccioli - była sympatyczną socjalistyczną hrabiną. Do roku 1929 mieszkał na wsi; jego nauczycielami byli wieśniacy, ’profesorzy wyższej rangi’ jak ich ostatnio nazwał, a wśród należy wymienić: Angelo i Nando Migliorinich, Tito Tozziego i kilku innych małorolnych chłopów. To oni nauczyli go wnikliwej obserwacji i rozumienia pór roku, rozpoznawania owoców, rodzajów ziemi oraz leczniczych właściwości roślin: nauki te na zawsze stały się częścią jego bagażu kulturowego i jest o nie bardzo zazdrosny. Chodził wtedy do piątej klasy szkoły podstawowej.


Odziedziczony po ojcu eklektyzm i jego własna chłopięca ciekawość skierowały go na drogę nauki; rozpoczął od poznawania tajników elektrochemii po kierunkiem miejscowego aptekarza - dra Montagniego.


Po wyjeździe do Florencji kontynuował naukę najpierw w liceum im. Michelangelo, a następnie w prowadzonym przez zakon barnabitów kolegium Le Querce, a w końcu trafił do liceum im. Galileo Galilei, gdzie jako ekstern - zaliczając trzy lata w trakcie jednego tylko roku szkolnego - uzyskał dyplom ukończenia kolegium.

W 1936 r. zapisał się na Uniwersytet we Florencji, na Wydział Chemii Czystej, wybierając kierunek: chemia organiczna i biochemia. W tychże czasach - przypadkowo - na dancingu we Florencji, w pobliżu mostu Ponte di Ferro (mostu Ponte San Nicoló), poznał pewną piękną francuską dziennikarkę o imieniu Jonny. Przez kilka dni on i Jonny dyskutowali wymieniając poglądy na temat ówczesnej burzliwej sytuacji politycznej. Jonny podzielała poglądy Pantelliniego i stopniowo wprowadzała go pracy konspiracyjnej: i tak, sympatyzując ze zwolennikami Republiki Hiszpańskiej, został kurierem angażującym się w niebezpieczne podróże pomiędzy Włochami i Hiszpanią. W 1937 r. poznał Ettore Majoranę, którego z sympatią wspomina do dzisiaj, i nie tylko z sympatią... Pamięta, że mało mówił, że był dziwnym facetem. ”Pewnego dnia, tuż przed jego śmiercią, spytałem go - opowiedział mi kiedyś Valse Pantellini - jak to się w ogóle mogło stać, że z nieożywionej materii rozwinęło się życie. Odpowiedział mi tak całkiem po prostu: ’Życie powstało ze świetlistej wibracji’. Na to, żeby zrozumieć to zdanie tego wielkiego naukowca, ja potrzebowałem 40 lat”.


Zaraz potem wybuchła druga woja światowa. Został powołany do wojska i jako oficer pełnił służbę w oddziałach pancerno-saperskich; wysyłany był do różnych miejsc: nie tylko we Włoszech, ale do Rosji i do Francji.


Pod koniec 1941 roku miało miejsce kolejne niezwykłe spotkanie: w pewnym kasynie w Menton poznał tancerkę Vilet Dorin, która w tym czasie była agentem brytyjskich służb specjalnych. To właśnie ona zdołała skontaktować go z kilkoma francuskimi naukowcami. Kobieta ta zniknęła później w tajemniczych okolicznościach i zaginął o niej wszelki słuch.


W 1943 r. poznał w Rzymie sławnego matematyka Luigiego Fantappié. Sporo się od niego nauczył. Kiedy nadszedł feralny dzień 8 września, dzień zawieszenia broni, Valsé Pantellini przebywał w Menton w szpitalu na oddziale dla rekonwalescentów. Z pomocą francuskich partyzantów udało mu się stamtąd uciec i na sześć miesięcy zaangażował się do pracy u profesora Voronoffa. Po powrocie do Florencji przystał do partyzantów i pozostał z nimi aż do wyzwolenia miasta, co miało miejsce w sierpniu 1944 roku. Jeszcze tego samego roku, we Florencji, ożenił się. 4 lata później małżeństwo to zostało unieważnione.


Po zakończeniu wojny podjął na nowo studia uniwersyteckie we Florencji i w 1947 r. obronił pracę magisterską na wydziale chemii czystej, na kierunku: chemia organiczna i biochemia. Następnie przez rok studiował w Instytucie Fizyki Teoretycznej w Neapolu.


Po wojnie, w Paryżu, poznał fizyka C. Luisa Kervrana2 i miał okazję przeprowadzić gruntowne studia nad niskoenergetycznymi reakcjami biologicznymi. Dzisiaj badania te uznawane są jako zupełna podstawa do doświadczeń nad zimną syntezą jądrową.


Wrócił do Florencji, ale pracę podjął w Anconie, w Niezależnym Ośrodku Badań nad Rakiem /Centro Autonomo Tumori/. Tam przeprowadził swoje pierwsze doświadczenia. Przez ponad rok współpracował z profesorem Prottim, z profesorem Gusso i z profesorem Neubauerem. Valsé Pantellini wspomina dzisiaj, że profesor Protti był wielkim biologiem, prawdziwym mistrzem i podkreśla, że współczesna nauka powinna ’reanimować’ jego badania naukowe.


W 1948 roku wrócił do Florencji, gdzie podjął współpracę z niewielkimi firmami farmaceutycznymi: Laboratorio Pagni i Farmacoterapico Toscano. Prywatnie zajmował się studiami nad rakiem, prowadził badania naukowe nad enzymami w zakresie poziomów oddziaływania Piroerte tychże enzymów na komórki nowotworowe. Jednocześnie gruntownie studiował koncepcje jądrowe Saenta Gyoäagyi i Ettore Majorany.


To właśnie trzecie nieoczekiwane spotkanie we Florencji nijako otworzyło mu drzwi do badań nad rakiem, drzwi przywołujące klimaty jak z Kafki, takie drzwi, które oficjalna medycyna zawsze opierała się otworzyć zachowując przed nimi niezrozumiałą postawę biernego obserwatora. Było to wydarzenie, które dobitnie i trwale ukształtowało dalsze losy ’samotnego Myśliwego’. I tak oto rozpoczęło się wielkie polowanie na tę bezlitosną chorobę; polowanie to nie było pozbawione gorzkich chwil, ale jednocześnie było źródłem wielkiej osobistej satysfakcji.


Jedyną bronią jaką miał okazał się być, jak zobaczymy poniżej: askorbinian potasowy wykazujący właściwości skutecznego regulatora genetycznego. Sama ta nazwa zawierała w sobie, zwłaszcza w owych czasach, coś fascynującego i tajemniczego. Jednak mechanizmów działania tego związku, mimo że od dawna był on znany, nikt jeszcze tak naprawdę nie opisał.


’Kimże miałby być ten, kto zwycięży świat, jeżeli
nie ten co wierzy? (Pierwszy list św. Jana 5:5)
Do odkrycia doszło tak naprawdę przez czysty przypadek. Było to we Florencji, w 1947 r.:. Mieszkał sobie zatem w tamtych czasach, właśnie we Florencji, pewien mężczyzna, z zawodu jubiler, o imieniu Giovanni. Valsé Pantellini dobrze go znał. Mężczyzna ten zachorował na raka żołądka. Zbadawszy pacjenta, Profesor Valdoni stwierdził , że jest to guz nie nadajacy się do usunięcia operacyjnego. Mężczyźnie pozostało kilka zaledwie miesięcy życia. Nieszczęsny jubiler cierpiał przy tym na silne bóle żołądka, na co Valse Pantellini zalecił mu picie lemoniady nasyconej kwaśnym węglanem. Po roku, z troską o stan zdrowia Giovanniego, Valsé Pantellini udał się do niego z wizytą do domu, a tam okazało się, że pacjent zupełnie wyzdrowiał, i wręcz cieszył się doskonałą formą. Valsé Pantellini spytał zatem ze zdziwieniem jakiego rodzaju terapię tenże zastosował, a Giovanni odpowiedział mu, że przyjmował wyłącznie lemoniadę z kwaśnym węglanem, którą zresztą pił nawet właśnie w owej chwili. Valsé Pantellini z zaciekawieniem spojrzał na słoik, z którego Giovanni zaczerpnął niewielką dawkę kwaśnego węglanu; stwierdziwszy, że słoik ten wyglądał trochę dziwnie, obrócił go, żeby zobaczyć etykietkę i odczytał, że był to w istocie kwaśny węglan, ale ... potasu! Ten mężczyzna żył jeszcze przez 20 lat, a zmarł na zawał serca.

”To jakbym dostał obuchem w głowę” - opowiadał pewnego dnia Valsé Pantellini o tym, jak zobaczył ten nagły cud dokonany u Giovanniego pod wpływem wspomnianego błędu. ”Zleciłem wykonanie badań, bo myślałem, że może pomylono zdjęcia rentgenowskie, a jednak nie, były to faktycznie zdjęcia tego męższczyzny. To zdarzenie dało mi naprawdę do myślenia i zacząłem zastanawiać się nad tym, co się przydarzyło’’. - pisał Valsé Pantellini. I właśnie wtedy postanowił na nowo przejrzeć wyniki starych badań przeprowadzonych w 1932 r. przez Morawecka i Kishego, którzy stwierdzili wysoką obecność procentową potasu wewnątrz komórek zdrowych i niską zawartość procentową potasu w tkance nowotworowej i w tkankach nie objętych nowotworem u nosicieli nowotworów złośliwych. Ustalone przez tych dwóch naukowców wartości liczbowe przedstawiały się w sposób następujący: w tkance zdrowej znajdowało się 290 miligramów potasu / 100; rozwijająca się tkanka nowotworowa zawierała 50 mg potasu / 100. Jednocześnie w trakcie badań na tkankach stwierdzono, że brakujący potas uzupełniany był sodem. Prace Kishego i Morawecka ograniczały się wyłącznie do stwierdzenia, że w nowotworach, a w szczególności w mięsakach Rousa, sód zastępował potas. Niestety to stwierdzenie opierające się na wyniku chemicznym nie osadzało się w żadnym kontekście i pozostało bez ciągu dalszego w postaci pogłębionych badań.


”Było to w 1932 roku i wtedy jeszcze nie były znane submolekularne struktury komórki ’ - odpowiadał na ten temat Valsé Pantellini, gdy ktoś pytał go o źródła jego intuicyjnych założeń. Dwaj wyżej wymienieni naukowcy ograniczyli się tylko do opisania zjawiska, nie tłumacząc jednak dlaczego ono zachodziło, ani też nie powiązali go z żadnymi mechanizmami fizyczno-chemicznymi. Od tamtej chwili Valsé Pantellini intuicyjnie zakładał, że leczenie poszczególnych rodzajów nowotworów winno polegać na oddziaływaniu w sferze biochemii, a w szczególności na podawaniu askorbinianu potasowego. Związek ten bowiem, posiadając strukturę heterocykliczną, zdolny jest wnikać do komórki. I tak oto niezmordowany biochemik rozpoczął całą serię badań i analiz mających na celu ustalenie mechanizmu tego dziwnego zjawiska, którego istnienie odkryto już dosyć dawno, bo w 1932 r. Jednocześnie rozpoczęło się też leczenie pacjentów, których smutny los już skazał na śmierć.


Jak opowiada sam Valsé Pantellini: ’Dokonałem rozdziału poszczególnych kwasów istniejących w soku cytryny i innych cytrusów i uzgodniłem z kilkoma kolegami lekarzami, że będziemy eksperymentować ich podawanie kilku chorym na raka, którzy znajdywali się już w fazie terminalnej, a którzy dobrowolnie zgodzili się przyjmować drogą doustną cytrynian potasu, winian potasu, wyciąg z cytrusów zawierający związki potasu. Niestety nie dało to żadnego efektu. Kiedy potem podano kilku chorym na raka askorbinian potasowy, dało to pierwsze reakcje, na tyle pozytywne, że - kontynuując terapię, co spowodowało spory skandal w środowisku lekarskim, a co przysporzyło także i mnie samemu sporo kłopotów - stan chorych na raka szybko poprawiał się po 10 - 15 dnia leczenia, bóle ustępowały, a co najmniej były mniej nasilone, pacjent wracał do formy ruchowej, a u niektórych, po 40 latach, można było stwierdzić całkowite cofnięcie się tkanki nowotworowej. Później wykonane zostały dalsze eksperymenty z zachowaniem rutynowych zasad, ale nigdy, oprócz kilku tylko przypadków, nie udało mi się uzyskać dostęp do chorego na raka w początkowej fazie choroby. Czasami, z pomocą z dzielnych kolegów chirurgów, udawało się nam osiągnąć wyzdrowienie u chorych leczonych zarówno askorbinianem potasowym, jak i terapią chirurgiczną, przy czym po zabiegu kontynuowana była przez czas nieokreślony terapia askorbinianem potasowym”.


Z badań przeprowadzonych przez kilku amerykańskich uczonych, między innymi przez: Linusa Pulinga, Camerona, Irvina Stone`a, Deana Burcka, a więc tych samych, którzy przeprowadzili eksperymenty in vitro nad kwasem askorbinowym stwierdzając, że kwas ten zabijał komórki nowotworowe nie oddziaływując w ogóle na komórki zdrowe, wynika, że prawdopodobnie posiadamy jakiś wadliwy gen, i że nie możemy syntetyzować sami askorbinianów ze względu na brak jednego z enzymów: enzymu o nazwie L-gulonolaktonoksydaza. Wiele zwierząt, w odróżnieniu od człowieka, jest zdolnych syntetyzować askorbiniany i wytwarzają ich kilkadziesiąt gramów dziennie, co chroni je w konsekwencji przez mutacjami i zmianami genetycznymi. Dlatego też, według niektórych autorów amerykańskich, rak może być uważany za subkliniczną odmianę szkorbutu.


W jednym ze swoim referatów, przedstawionym na XI-tym Międzynarodowym Kongresie Badań nad Rakiem, we Florencji 1974 r., odwołując się do własnego artykułu opublikowanego w maju 1970 r. w ’Rivista di patologia e Clinica’ /Przeglądzie patologii klinicznych/ , Valsé Pantellini stwierdził: ”Nie ulega wątpliwości, że utrata potasu wewnątrzkomórkowego, z pewnych powodów, które obecnie nie są jeszcze znane, powoduje powstawanie we wnętrzu komórki polimeryzujących się tworów, przy jednoczesnym powstawianiu monomerów i enzymów polimeryzujących (polimeraza). W szczególności ma to miejsce na poziomie RNA. Powstawanie tych polimerów sprawia, że przekazują one jądru komórkowemu swoją własną energię polimeryzacyjną (siły Van der Waalsa), co powoduje, że jądro w sposób szybki, nieskoordynowany i uporczywy ulega podziałowi i w tenże sposób zostaje zapoczątkowany proces narastania nowotworu”.


Powoli ugruntowywał w sobie przekonanie, że nowotwory pojawiają się wtedy, gdy wewnątrz komórki dokonuje się, w wyniku bardzo skomplikowanego procesu biochemicznego, powolna zamiana potasu na sód; a wszystko to prawdopodobnie zachodzi pod wpływem rożnych równolegle oddziaływujących czynników: takich jak wirusy, toksyny, stres, substancje toksyczne , promieniowania i zmiany energetyczne o charakterze chemiczno-fizyczno-biologicznym.


Centralnym tematem jego badań naukowych, prowadzonych przez ponad 20 lat i do tej pory nie ukończonych, jest teoria, że podając chorym askorbinian potasowy, możliwe jest odtworzenie w komórkach nowotworowych takiego poziomu potasu, jaki niezbędny jest, aby komórki te odzyskały swoją poprzednią, zwyczajną formę. Z tego właśnie wynika jego fundamentalne założenie, które powtarzał na każdym kongresie: ”Leczenie raka tkwi w samym ludzkim ciele” - a dowodem na to, że hipoteza ta nie ma w sobie nic z science-fiction, są wszystkie przeprowadzone przez niego badania naukowe.


W niedawno udzielonym wywiadzie, odpowiadając na pytanie, co do możliwości wyleczenie raka, Valsé Pantellini oświadczył, co następuje: ”... rak nie jest tą chorobą, o której mówi się, że jest nieuleczalna. Straciliśmy 40, czy nawet więcej lat, prowadząc badania pod kierownictwem instytucji, które winny te badania ukierunkowywać, ale myliły się one co do celu tych badań. Rak jest chorobą o podłożu genetycznym, a zatem należy do obszaru biochemii molekularnej, i jako taki, jeżeli rozpoczyna się jego leczenie, to winno ono polegać na restrukturyzacji genetycznej”.


Swoje badania rozpoczął dokonując rozdzielenia soli potasowych, i spostrzegł się, że jedyną solą, która w istocie wykazywała aktywność był askorbinian potasowy. Ponieważ substancja ta nie jest w żaden sposób niebezpieczna, bo w ogóle nie wykazuje właściwości toksycznych, od razu zaczął z nią eksperymentować podając ją chorym na ciężkie przypadki raka, takim, którzy znajdywali się już w fazie terminalnej. Na wyniki nie trzeba było długo czekać: ”Zadowolony będę, jeżeli uratuję 4 - 5 % chorych’ - pisał już dawno temu, bo w 1975 roku.


Dzisiaj liczba ta jest z pewnością wyższa, a jest tak przede wszystkim dzięki profilaktycznemu podawaniu askorbinianu potasowego, który wzmacnia układ odpornościowy czyniąc układ ten coraz bardziej agresywnym wobec komórek, i powodując w tenże sposób rekonstrukcję informacji genetycznych zawartych w komórce. ’W chwili stworzenia - pewnego dnia stwierdził Valsé Pantellini w prawie paradoksalnym zamyśleniu - była tylko nieożywiona materia i Bóg tchnął informacje genetyczne w tę materię i tak powstała komórka. I tak oto, kiedy zabraknie informacji genetycznej, materia wraca do swojego stadium wyjściowego!”.


W jednym ze swoich niedawno udzielonych wywiadów wyraził dokładnie taką oto myśl: ’Ja sądzę i głęboko wierzę w to, że wyrastanie guzowatych tworów w obecnie żyjących organizmach nie jest niczym innym, jak ponownym pojawianiem się bardziej pierwotnej ewolucyjnie żywej materii, takiej, która powstała kilka milionów lat temu. A to co się dzieje dzisiaj, wynika z sytuacji, że geny mające zapewnić autoregulacje procesów chemicznych w komórce, stają się chemicznie nieaktywne w trakcie procesów enzymatycznych. Powodem tego jest doznanie jakiegoś stresu. Nie można kontrolować rozrostu guzów bez ponownego uaktywnienia enzymatycznych procesów chemicznych pozostających w korelacji z genami mającymi zapewniać autoregulację”.


Askorbinian potasowy, jak twierdzi Pantellini, spotykany jest w przyrodzie (na przykład w ziemniakach, w bananach) i oddziaływuje głównie na łańcuch DNA przy występowaniu wszystkich rodzajów guzów. To dowodzi, że wszystkie nowotwory mają taką samą genezę. ”Askorbinian potasu’ - kontynuuje swój wywód florencki biochemik - ’dzięki swojej cyklicznej strukturze, przenika przez błonę komórkową, a zatem udaje się mu zatrzymać rozwój guza, a wręcz możliwe jest, aby nowotwór się cofnął. Oznacza to przedłużenie życia pacjentowi, a jeżeli jest to guz w fazie początkowej, to można nawet uzyskać wyzdrowienie”.


Atmosfera, w której prowadził swoje badania nie była spokojna, a to nie ułatwiało zadania. Wielokrotnie musiał konfrontować się nie tylko ze środowiskami medycyny urzędowej, które stosują chemioterapię i leczenie poprzez naświetlania, ale także i z businessowym środowiskiem firm farmaceutycznych. A wszystko dlatego, że askorbinian potasowy jest zbyt prosty, a przede wszystkim, że niewiele kosztuje! Wielokrotnie usiłowano mu przeszkodzić w prowadzeniu jego prac, i to na wszelkie sposoby. Musiał walczyć nie tylko przeciwko straszliwej chorobie, ale także przeciwko tępocie wszechwładnej biurokracji i przeciwko tym maluczkim, którzy są jej godnymi przedstawicielami. Pewnego dnia, a było to jeszcze w 1954 roku, Izba lekarska niesłusznie złożyła na niego doniesienie zarzucając mu przekroczenie kompetencji poprzez prowadzenie praktyki lekarskiej. Sędzia skazał go na grzywnę w wysokości 12.000 lirów. Pantellini złożył odwołanie i w 1956 r. sąd wyżej instancji całkowicie uniewinnił go od oskarżenia ze względu - jak donosił ukazujący się we Florencji dziennik ”La Nazione’ - braku znamion przestępstwa. W istocie, Valsé Pantellini zawsze wierny był zasadzie, i tak jest do dzisiaj, że rad udzielać należy lekarzowi prowadzącemu leczenie, a nie pacjentowi.


Przeżył sporo gorzkich lat, wypełnionych uczonymi polemikami i twardymi potyczkami ze światem medycyny urzędowej, który wcale nie ułatwiał mu życia. Pewnego dnia, zniechęcony wszechobecnym brakiem wiary i tępotą panującą w naukowym środowisku medyków, złożył pismo w komisariacie Policji Państwowej w dzielnicy Santa Maria Novella we Florencji (z dnia 14 grudnia 1954 r.). Treść tego pisma przytaczam poniżej w całości:


”Od prawie 10 lat w mojej pracy naukowej zajmuję się systematycznym studiowaniem przyczyn, które warunkują powstawanie u człowieka nowotworów: ’guzów złośliwych’. Problem ten od samego początku wydawał mi się trudny i złożony, dlatego wszystkie stare i nowe koncepcje na ten temat były przedmiotem mojej uwagi, ale wielokrotne doświadczenia dały całkowicie negatywne wyniki. Po dokonaniu wielu ustaleń, po długich i żmudnych analizach i po niemałej liczbie trudności, udało mi się wkroczyć na właściwą drogę, gdzie pierwsze wyniki potwierdzone zostały pozytywnymi reakcjami organizmu. Odbyłem szereg rozmów ze znanymi naukowcami. Zachęcali mnie i nakłaniali do kontynuowania badań. Niestety, studia na Wydziale Medycyny i Chirurgii we Florencji musiałem kiedyś przerwać z powodu nieprzewidzianych, istotnych trudności finansowych, i zmuszony byłem myśleć, jak wykorzystując mój skromny produkt farmaceutyczny będę mógł zarabiać na życie. Wolne chwili, przede wszystkim nocami, poświęcałem w całości na studiowanie chemii onkologicznej. Bez rozgłosu kontynuowałem moją pracę, i dzisiaj, po prawie dziesięciu latach, mogę oświadczyć wobec organów Policji, że udało mi się odkryć:



  1   2   3


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna