TożsamośĆ socjologii



Pobieranie 114,82 Kb.
Strona1/3
Data24.12.2017
Rozmiar114,82 Kb.
  1   2   3

Tożsamość Socjologii Marek M. Kurowski

TOŻSAMOŚĆ SOCJOLOGII

Marek M. Kurowski

I
Każda próba określenia tego, czym jest i właściwie zajmuje się socjologia wydaje się być karkołomna. Spory co do celu, obszaru i problematyki, a co za tym idzie, wiodących pytań, sposobu ich ujmowania w teoretyczne pojęcia i w metodologiczne instrumentarium towarzyszyły rozwojowi socjologii jako nauki niemal od czasu gdy pojawiła się jej nazwa. Można by niemal przekornie rzec, że ów trwający bez mała 200 lat spór jest tym, co wyznacza spójność i postęp w tej dyscyplinie. Powoduje to ciągłe pojawianie się uwag na temat niedojrzałości socjologii, odmawiania jej statusu naukowości, a w konsekwencji podważania jej wiarygodności i przydatności praktycznej, w końcu wyznaczania jej miejsca co najwyżej pośród mniej lub bardziej zajmujących fikcji. I tak, jeden z organizatorów sympozjum, które odbyło się w Paryżu w 2003 roku i zgromadziło dwudziestu światowej renomy luminarzy swego fachu i miało na progu nowego stulecia rozstrzygnąć czy możliwa i potrzebna jest choć minimalna zgoda co do metodologii i teorii, skonstatował:

If one were to go by the incredible variety of writings that lay claim to the sociological label, or the improbable heterogeneity of training programs in sociology – at every university what is taught under this name is different – one would have to conclude that the discipline exists only in the form of a fiction and that, as much as it would like to be scientific, it closely resembles an unattainable science of imaginary questions and solutions. In no other field of thought with the pretensions to specialized knowledge does one find so great a gap between equally possible and accepted definitions of the object or of the method.”2

Niemal w tym samym czasie, jesienią 2003 roku, Sekcja Teorii Socjologicznych Niemieckiego Towarzystwa Socjologicznego (DGS) obradowała nad możliwością poprawy stanu dyscypliny. Socjologię bowiem gnębić mają takie chroniczne plagi jak: brak pojęciowej jedności i wielość teoretycznych, jak i metodologicznych perspektyw, ciągłe nawroty do egzegezy dawnych mistrzów, nieostrość teoretycznych podstaw owocująca miałkością rozważań, predylekcja do filozofowania prowadząca do zaniedbania empirycznego rozpoznania. Tu także organizatorzy próbowali przełamać ów stan chronicznej zapaści socjologii poprzez wskazanie na niezbędność debaty na temat zakresu najbardziej ogólnych zasad rządzących myślą socjologiczną.3

Wobec problemu współistnienia wielu perspektyw teoretycznych i metodologicznych spotykamy trzy postawy. Pierwsza z nich polega na zarzucie niedojrzałości dyscypliny naukowej jaką jest socjologia i wezwaniu do budowy jednolitej architektury teoretyczno-pojęciowej. Zarzut ten formułowany jest i zewnątrz i z wewnątrz dyscypliny. W tym drugim wypadku łączy się często z wezwaniem do budowy jakiejś wersji „wielkiej teorii” socjologicznej. Drugą postawę odnajdujemy w dziele Roberta Mertona. Autor Teorii socjologicznej i struktury społecznej wychodząc od konstatacji, że socjologia jest jeszcze dyscypliną zbyt młodą by wypracować spójny kształt teorii i metody, proklamował pluralizm teorii i wypracował wówczas ważącą na teorii i praktyce socjologii koncepcję teorii średniego zasięgu 4. Tym samym w kwestii wielości teorii i paradygmatów socjologii rzucił brzemienne w skutki hasło ucieczki do przodu. Jeśli nie stać nas na odpowiednią organizację dyscypliny dziś, nie można tracić nadziei na poprawę sytuacji w przyszłości. Wreszcie trzecią postawę ilustrują obie wspomniane powyżej debaty, które łączy równoczesna chęć odnalezienia historycznie wytwarzanej wspólnoty zagadnień w obrębie socjologii oraz przekonanie, że współobecność wielu paradygmatów w socjologii jest nieprzezwyciężalna, a propozycje wytworzenia i narzucenia jednej, spójnej teoretycznej i metodologicznej syntezy w obrębie socjologii są co najwyżej przejściowe.

Mniej więcej w czasie wspomnianych wyżej debat w Polsce została napisana książka R. Sojaka „Paradoks Antropologiczny” 5. Praca ta zasługuje na większą uwagę 6, gdyż jej autor nie chce przystać na obecnie dominującą strategię rezygnacji, ani też zasypywać gruszek w popiele czekając na obietnicę Mertona. Sojak podjął się ambitnego zadania zdiagnozowania przyczyn permanentnego kryzysu teorii socjologicznej w celu jego przezwyciężenia. Wieloparadygmatyczność socjologii ma posiadać swoje źródło w uwikłaniu tej dyscypliny w pewien paradoks – nazywany przez Sojaka paradoksem antropologicznym. Ów paradoks powoduje uporczywe odtwarzanie w myśleniu socjologów tradycyjnych dychotomii pojęciowych, takich jak: jednostka i społeczeństwo, struktura i działanie, obiektywność i subiektywność. Te dychotomie mają źródło w sposobie organizacji wiedzy nauk społecznych: z jednej strony poszukujących obiektywnych, kolektywnych i strukturalnych wymiarów badanej przez siebie rzeczywistości, z drugiej zaś odkrywających swoje uwikłanie w ową rzeczywistość powodujące, że jest ona sama jak i jej poznanie subiektywna, odniesiona do wartości oraz praktycystyczna. Przezwyciężenie kryzysu oznaczać by miało zatem, budowę nowej teorii socjologicznej, wolnej od tradycyjnych dychotomii. Za współcześnie najbardziej radykalną próbę rozwijania takiej teorii Sojak uznaje action-network theory Bruno Latoura, będącą szczególna wersją nieklasycznej socjologii wiedzy.

Właśnie praca Sojaka stanowi dla mnie bodziec i punkt odniesienia do zabrania głosu w tej trwającej w najlepsze debacie na temat jedności paradygmatu socjologii. Moim zdaniem przyczynek Sojaka do ewentualnego przełamania kryzysu teorii socjologicznej jest próbą nieudaną, ponieważ opiera się na istotnym zawężeniu dylematów teorii socjologicznej do perspektywy socjologii wiedzy.

Od razu pragnę wyjawić, że w kwestii stosunku do istnienia wieloparadygmatyczności socjologii podzielam współcześnie dominującą postawę pogodzenia się z istnieniem wielości i różnorodności koncepcji teoretycznych w socjologii. Chciałbym jednak zaproponować pewien klucz do rozumienia jej problematyki pokazując, w jaki sposób można myśleć o tożsamości tej dyscypliny. Posłużę się przy tym schematem nawiązującym z arystotelesowskiej zasady definicji rzeczy poszukując określenia substancji, formy, celu i przyczyny sprawczej socjologii.
II
Określenie substancji socjologii proponuję omówić kierując się rozważaniami dotyczącymi przedmiotu socjologii.

Nie wydaje się, żeby udało się zbudować konsensus wokół przedmiotu socjologii poprzez wskazanie na pojęcie społeczeństwa. Dość powiedzieć, że niektórzy socjologowie w ogóle nie mają tego słowa w swym pojęciowym arsenale (jak np. najbardziej przywoływany klasyk socjologii Max Weber7), a inni gorąco się od niego odżegnują jako fikcji nieprzydatnej do praktycznej analizy (jak np. współczesny twórca teorii sieci Harrington C. White8). Jeszcze inni wskazują (jak np. M. Marody i A. Giza-Poleszczuk), że w świetle dokonujących się przemian społecznych nie ma ono już charakteru teoretycznego, ale jedynie intuicyjny 9.

Piotr Sztompka w swojej książce o socjologii próbuje znaleźć rozwiązanie dla tej kontrowersji. Definiując socjologię - zgodnie z resztą z polską tradycją zapoczątkowaną jeszcze przez J. Szczepańskiego jako naukę o społeczeństwie - Sztompka samo pojęcie społeczeństwa wyjaśnia poprzez wskazanie na siedmioetapowy proces coraz bardziej abstrakcyjnego ujmowania rzeczywistości społecznej, w którym pojęcie społeczeństwa przyjmuje kolejne, różne znaczenia (zbiór jednostek, zbiorowość, system, struktura, interakcja, kultura, płynne pole)10. Lecz jeśli potraktować ten wywód jako opis dojrzewania socjologii lub mozolnego odnajdywania swego przedmiotu, to etap ostatni – odrzucenie widzenia rzeczywistości społecznej w sposób statyczny i reifikujący na rzecz dynamicznego, zdarzeniowego kształtowania się obiektów w relacjach – oznaczałby zniesienie zasadności poprzednich ujęć. Traktując bowiem serio ów siódmy poziom abstrakcji, z którym nota bene sam Sztompka się identyfikuje, należałoby traktować wszelkie wcześniejsze poziomy konceptualizacji pojęcia społeczeństwa także jako wydarzeniowe, tj. historycznie i sytuacyjnie kontygentne, konstrukty w polach zmiennych sił. Takie spojrzenie podważa oczywistość stosowania w procesie badawczym takich pojęć jak jednostka, grupa, rola, pozycja, struktura, działanie, norma czy reguła. Każde z tych pojęć oznacza bowiem petryfikację jakichś wydarzeń i należałoby wskazać w jaki sposób i pod jakimi warunkami następuje ich reprodukcja pozwalająca na ich praktyczną operacjonalizację tak w życiu potocznym, jak i w procesie badawczym. Jest to z resztą droga jaką dla socjologii wskazują rozważania N. Luhmanna na temat autopoeisis systemów społecznych, jako kontygentnych, samoreprodukujących się operacji różnicowania11. I u Sztompki i u Luhmanna społeczeństwo jest wielokontekstowym bytem, o którym traktuje socjologia. Sztompka jednak proponuje, by owe, wykazane przez niego, siedem perspektyw ujmowania społeczeństwa potraktować komplementarnie, i to nie tyle ze względu na historycznie ustabilizowaną trwałość, która wydarzenia zamienia w tożsamości, lecz ze względu na przydatność poszczególnych poziomów abstrakcji społeczeństwa do aktualnych potrzeb badawczych 12. W takim wypadku dla określenia jedności dyscypliny musiałby nastąpić konsensus wokół definicji i selekcji potrzeb badawczych (a więc naszego czwartego pytania o cel socjologii), na co rozważania Sztompki jednak już nie naprowadzają.

Bardziej obiecujące wydaje się być rozwiązanie problemu przedmiotu socjologii podane przez Zygmunta Baumana we wprowadzeniu do jego książeczki o socjologii13. Bauman sugeruje, że przedmiotu socjologii nie daje się określić poprzez wskazanie na jakiś konkretny obszar naszej rzeczywistości, tak jak to ma miejsce w przypadku innych nauk społecznych. I tak ekonomia zajmuje się życiem gospodarczym, politologia polityką, prawo normami, psychologia człowiekiem. Socjologia traktuje także o wszystkich tych obszarach, przez co dokonuje wewnętrznego różnicowania w subdyscypliny, takie jak socjologia gospodarcza, socjologia polityki, socjologia prawa, psychologia społeczna, konsumując niejako niezagospodarowane resztki po innych naukach. Odrębność tematyczna socjologii polega według Baumana na specyficznym punkcie widzenia zjawisk jako sieci wzajemnych zależności. Relacje, wzajemne powiązania obiektów, a nie one same miałaby być owym szczególnym żywiołem, który badać miałaby socjologia. Wielu autorów wskazuje 14, że historyczna przemiana, gdzie klasyczna socjologia zmienia obiekt swojego zainteresowania z tematyzacji społeczeństwa i jego zbiorowości ku ujmowaniu relacyjności poprzez pojęcia uspołecznienia i odspołecznienia oraz więzi społecznych dokonuje się już w dziele G. Simmla 15. Wskazówkę Baumana, że to nie jakiś obiekt – taki jak społeczeństwo – lecz relacja jest tematem i wyzwaniem dla socjologii podchwycił Mustafa Emirbayer w swoim manifeście na rzecz socjologii relacyjnej 16. Dowodzi on, że relacyjność jest zasadniczą cechą większości teorii socjologicznych, a podstawowy, historyczny spór w obrębie dyscypliny socjologii leży w sposobie widzenia i opisu relacji.

Na podstawie powyższych ilustracji można pokusić się o tezę, że socjologia rozwija się poprzez porzucanie substancjalnego ujmowania relacji pomiędzy ludźmi na rzecz dynamicznego widzenia. Relacje są dynamicznie wytwarzane tak w synchronii (w pomiędzy równocześnie napierających sił), jak i diachronicznie (w następstwie efektów swych konstelacji). Dynamiczne ujmowanie relacji odrzuca supozycję, w której wyodrębnione z kontekstu obiekty, takie jak indywiduum czy społeczeństwo, klasa czy płeć, kategoria zawodowa czy wiek, mogłyby być wyjściowym, niejako danym, punktem socjologicznej analizy. Co więcej, w przywołaniu obserwacji poczynionych przez H. C. White’a17, dynamiczne widzenie relacji, np. jako sieci społecznych, przecina granice wytyczone przez tradycyjne pojęcia zbiorowości, aktorów, ich statusów i ról.

Jeśli powyższe obserwacje o postępującej desubstancjalizacji przedmiotu socjologii są zasadne, to należy w tym miejscu poczynić jeszcze inną obserwację: socjologia jawi się dziś jako nauka ahumanistyczna. Używając pewnego skrótu myślowego należałoby rzec, że socjologia nie interesuje się człowiekiem, ale ludźmi, właściwie tym, co jest pomiędzy nimi. Przeniesienie uwagi ze społeczeństwa na relacje, oznacza także zakwestionowanie jednego z uporczywie kultywowanych w socjologii dualizmów: dualizmu jednostka / społeczeństwo, a także nawoływanie do ostrożniejszego posługiwania się takimi korelatami tego dualizmu jak: osoba, indywiduum czy aktor 18.


III
Przyjmując cytowaną wyżej supozycję Caillé, że jedność socjologii w jej wielości perspektyw metodologicznych i teoretycznych jest jedynie zbiorowo podtrzymywaną fikcją, zasadne jest postawienie pytania, jak taka jedność jest wytwarzana i reprodukowana? W tym pytaniu podejmujemy kolejny kierunek określenia tożsamości socjologii poprzez pytanie o przyczynę sprawczą. Tutaj praktykowane są dwa kierunki wyjaśnień tego stanu rzeczy: bądź poprzez czynniki egzogeniczne, bądź endogeniczne. Na obie te możliwości wskazuje R. Sojak w swoim „Paradoksie Antropologicznym”.

Sojak analizując czynniki zewnętrzne wpływające na utrzymywanie się fikcji jedności pola teoretycznego socjologii przywołuje tradycję neodurkheimowskiej socjologii wiedzy. Omawiając prace M. Douglas i S. Fuchsa pragnie wykazać, że mnogość i niepowiązanie stanowisk teoretycznych w socjologii wynika z organizacji pracy badawczej, a mianowicie słabej spójności grupowej i dużego stopnia współzależności badaczy, ponadto dysponowania przez nich skromnymi zasobami materialnymi, wreszcie upraszczającą, zmuszającą do posługiwania się obrazowymi dychotomiami, logiką procesu dydaktycznego 19. Czynnikami zewnętrznymi nie są tutaj są tutaj jakieś czynniki pozaspołeczne wynikające z zasad funkcjonowania myślenia, ale uwarunkowania instytucjonalne.

Trzeba jednak zauważyć, że istotnym rysem analizy Sojaka jest świadome pominięcie perspektywy (neo)marksowskiej socjologii wiedzy. W tej konkurencyjnej wobec neodurkheimizmu perspektywie, wskazanie na zewnętrzną przyczynę sprawczą polegać będzie na analityce gry interesów ekonomicznych i/lub politycznych naukowców. Za zapoznanego prekursora tego typu analizy należy uznać Karla Mannheima. On to w 1928 r. na VI Zjeździe Socjologów Niemieckich w Zurychu zgłaszając myśl, że „nicht die kontemplative Wißbegier leitet das Interesse: die Weltauslegung ist zumeinst Korrelat der Machtkämpfe einzelner Gruppen” wywołał swego rodzaju skandal 20. W świetle koncepcji Mannheima paradygmat socjologii konstruowany będzie bądź poprzez konsensus kooperujących grup naukowców, bądź poprzez monopol jednej z grup, bądź w konkurencji wielu perspektyw, bądź przez koncentrację grup konkurujących. Dzisiaj tego rodzaju argument zadomowił się w socjologii już na dobre, głównie ze sprawą koncepcji pola naukowego Pierre’a Bourdieu 21. Ewentualne prawdy naukowe, nowe koncepcje, wyniki badań i eksperymentów są tylko orężem – kapitałem – w walce o udział w dystrybucji bogactwa, władzy i prestiżu, a podziały na orientacje i dyscypliny naukowe służą głównie wytyczeniu i obronie zawłaszczanego przez naukowców pola walki. Tak więc, według Mannheima i Bourdieu ewentualna iluzja jedności socjologii będzie postrzegana w funkcji ideologii, a ewentualne spory pomiędzy orientacjami teoretycznymi to jedynie przejaw walk ideologicznych.

Unikając uprawiania „hermeneutyki podejrzeń” przejawiającej się w poszukiwaniu pozamerytorycznych, tj. ideologicznych przyczyn wielowątkowości socjologii (przy czym zarzut ideologii można stawiać wobec każdej dyscypliny naukowej, a nawet wobec samego dążenia nauki do obiektywności) swego rodzaju niewydolność socjologii do wykształcenia jednolitego paradygmatu można próbować wywodzić z zasad rządzących poznaniem. Tą drogą podążają poszukiwania Sojaka w kolejnych rozdziałach jego książki. Na tropach immanentnych źródeł teoretycznego konsensusu, czyli tam gdzie wewnętrzną przyczyną sprawczą ma być zasada epistemologiczna, Sojak odwołuje się pojęcia paradoksu stosowanego przez N. Luhmanna 22. Przypomnijmy, że dla Luhmanna paradoks nie jest przeszkodą w poznaniu, lecz jego źródłem. Uwikłanie w paradoks oznacza, że pole obserwacji wyznaczone jest przez zasadę, której jako całości nie jesteśmy w stanie dostrzec. Gdy paradoks staje nam przed oczami, nasze działanie jest sparaliżowane. Rozładowanie paradoksu, pozwalające na działanie, oznacza bezwiedne opowiedzenie się po jednej ze stron tkwiącego w paradoksie rozróżnienia. W tym sensie paradoks jest według Luhmanna zasadą wszystkich zasad, z którego wynikają operacje badanych przez teorię systemów obiektów 23. Sojak chce traktować teorię socjologiczną jako jeden z systemów społecznych (co jest dosyć problematyczne) 24, która posługuje się pewną paradoksalną zasadą epistemologiczną. Ten paradoks ma wyznaczać konsensus poznawczy w socjologii, pozwalający na odradzanie się jej problemów i pytań oraz beznadziejnie reprodukujący tradycyjne dychotomie. Sojak niesłusznie stwierdza, że Luhmann nic bliższego o fundującym socjologię paradoksie nie mówi 25 i zwraca się ku analizom archeologii nauk humanistycznych Michela Foucault. To tutaj Sojak odnajduje odpowiedź dotyczącą zasady artykulacji jedności wieloparadygmatyczności teorii socjologicznej.

Przypomnijmy, że Foucault odsłania w trzy historyczne formy poznania (epistemé) posługujące się odmiennymi zasadami. Trzecia z nich, epistemé współczesna, odpowiada za możliwość pojawienia się nauk humanistycznych (w tym socjologii). Jej szczególną cechą i aporią poznawczą jest fakt, że przedmiot badań – człowiek – jest zarazem podmiotem poznającym 26. Dla Sojaka ta podwójna rola badacza w procesie poznawczym ma generować wszelkie dalsze dualizmy jego myślenia, a zwłaszcza ten dotyczący rozdarcia pomiędzy wymogiem poznawczej obiektywności i równoczesnym subiektywnym zaangażowaniu kierującym doborem problemów badawczych, jak i praktycznymi konsekwencjami płynącymi z dokonywanego przez badacza rozpoznania rzeczywistości.

Należy zauważyć, że Sojak zdaje się nie przyjmować do wiadomości, że centralnym motywem epistemologicznych analiz Foucaulta jest władza. Władza (jak ów niewidzialny władca na obrazie Velasqueza organizujący spojrzenia pozostałych widocznych na obrazie osób) jest skrywającą się pod postaciami wiedzy instancją formatywną dla epistemé. Następujące po sobie, ale się wzajemnie do końca nie znoszące formy coraz bardziej bezosobowej władzy – od jurystycznej poprzez dyscyplinarną po biopolityczną – odpowiadają opisywanym w archeologii nauk humanistycznych reżimom wiedzy 27. W świetle późniejszych analiz Foucaulta 28 współczesna epistemé jawi się jako technologia biowładzy rozumianej jako troska o populację w perfidny sposób realizowana przez zinternalizowaną przez ludzi troskę o siebie i innych. W szerszym kontekście twórczości Foucaulta, jego archeologię nauk humanistycznych wypadałoby uznać za raczej subtelniejszą wersję analiz ideologicznych Mannheima i Bourdieu, niźli próbę immanentnej odpowiedzi na pytanie o jedność paradygmatu socjologii.

Powracając do kwestii paradoksu jako zasady epistemologicznej wytwarzającej produktywną iluzję pozostaje ponadto do rozstrzygnięcia kwestia, na ile uniwersalna jest ta zasada. Trzej przywoływani przez Sojaka myśliciele – Luhmann, Foucault i Gadamer – skłaniają się moim zdaniem do stanowiska, że poznaniu ludzkiemu zawsze towarzyszyć będzie niezbywalna nieprzejrzystość, a nie jakaś przezwyciężalna obstacle epistemologique, którą próbuje obnażyć i przekroczyć Sojak. I tak, u Luhmanna paradoks może być zastąpiony tylko przez inny paradoks, u Gadamera dokonując coraz to nowych interpretacji nie uwolnimy się od towarzyszącym im prze(d)sądów, a u Foucaulta żywioł agonii zawsze będzie się ukrywał różne postacie swej ekonomii władzy pod maską wiedzy 29. Stąd też można się spodziewać, że ewentualne przezwyciężenie paradoksu antropologicznego (Sojak takie nadzieje wiąże z teorią Latoura) przyniesie ze sobą jakiś inny paradoks, prawdopodobnie również oparty na dualiźmie.

Pozostaje nam jeszcze wspomnieć o jeszcze innej argumentacji wyjaśniającej jedność paradygmatu w nieostrości pojęć i wielość koncepcji teoretycznych i metodologicznych odwołującej się do wspólnego historycznego doświadczenia badaczy. Ta Diltheyowska perspektywa wprowadzona do socjologii przez Maxa Webera dochodzi np. do głosu we wspomnianej pracy M. Marody i A. Gizy-Poleszczuk:

„…historycznie doświadczana, radykalna zmiana form uspołecznienia była tym czynnikiem, który powołał do życia socjologię wraz z zasadniczym zestawem jej problemów, a zarazem powoła do życia „społeczeństwo” – jako teoretyczne pojęcie socjologii oraz jako szczególną formę zbiorowego życia, która narodziła się w XIX wieku …30

Reasumując, przyczynę sprawczą jedności tożsamości socjologii w wielości i zmienności zwalczających się wewnątrz tej dyscypliny propozycji teoretycznych i metodologicznych można podać wskazując czynniki zewnętrzne – czy to instytucjonalne (perspektywa (neo)durkheimowska) czy to ideologiczne (perspektywa (neo)marksowska), czy też historystyczne (perspektywa (neo)weberowska). Przeprowadzona przez Sojaka próba określenia jedności teorii socjologicznej poprzez czynniki wewnętrzne, rozumiane jako swego rodzaju obstacle epistemologique, bazuje na raczej luźnych zapożyczeniach do Luhmanna i Foucaulta i kieruje nas ku kontemplacji dualizmów dręczących tę dyscyplinę.

IV
Wiele wskazuje, że za formę teorii socjologicznej należy uznać uporczywe pojawianie się w jej obrębie opozycji czy dualizmów, takich jak: natura / kultura (materia / duch), subiektywność / obiektywność, wyjaśnianie / rozumienie, ilościowe / jakościowe, system / działanie, jednostka / społeczeństwo, makro / mikro, holizm / atomizm, kolektywizm / indywidualizm, konflikt / konsensus, zmiana / trwanie, tradycja / nowoczesność, realizm / konstruktywizm, teoria / praktyka. Są to zapewne nie wszystkie dualizmy teorii socjologicznej na jakie dałoby się wskazać 31.

Swego czasu Allan Dawe wprowadził w obieg tezę o istnieniu dwóch socjologii 32. Przyznając rację takim autorytet jak T. Parsons czy R. Nisbet, że problem porządku społecznego jest centralnym problemem socjologii, wyciągnął wniosek, że wokół niego obracają się tradycyjne opozycje teorii socjologicznej takie jak działanie i system, czy też działanie i struktura. Problem porządku społecznego mógłby być zatem odpowiedzialny za istnienie owej wiodącej różnicy wytwarzającej operatywną jedność praktyki i teorii socjologicznej:

„…Modern sociology centers on the opposition between sociology of social system and a sociology of social action – which is precisely an opposition between the system and human agency of modern social experience. (…) In a sociology of social system, then, social actors are pictured as being very much at the receiving end of the social system. In terms of their existence and nature as social beings, their social behavior and relationships, and their very sense of personal identity as human beings, they are determined by it. (…) In total opposition to this, a sociology of social action conceptualize the social system as the derivate of social action and interaction, a social world produced by its members, who are thus pictured as active, purposeful, self- and socially-creative beings…33

Teorie działania społecznego badają zatem wyłanianie się porządków i regularności życia społecznego z indywidualnych działań wskazując na ich trans-intencjonalność, tj. na fakt stwarzania przez nie niezamierzonych efektów i paradoksów racjonalności działania. Teorie systemowe, czy też teorie strukturalne, wyjaśniają owe porządki i regularności z istnienia ponadindywidualnych ładów normatywnych, które wyznaczają i ograniczają dobór sterujących działaniami preferencji. Spór pomiędzy tymi dwoma wizjami genezy porządków społecznych bywa również prowadzony przy użyciu takich opozycji jak atomizm/holizm czy też indywidualizm/kolektywizm. Co ciekawe, obie tradycje zarzucają sobie wzajemnie redukcjonizm. I tak, teorie działania wyprowadzając porządki z indywidualnych wyborów miałyby formułować założenia co do zasad, charakteru racjonalności i psychologicznych predyspozycji działających (zarzut psychologizmu). Teorie systemowe czy też strukturalne miałyby się odwoływać w opisie i wyjaśnieniu przekształcania się ładów społecznych do kulturowego zróżnicowania porządków normatywnych (zarzut kulturalizmu).

Oczywiście można wskazać na szereg prób przezwyciężania tejże dychotomii podejmowanych m.in. w teorii figuracji N. Eliasa, w teorii praktyki P. Bourdieu, w teorii działania komunikacyjnego J. Habermasa, w teorii strukturyzacji A. Giddensa, teorii systemów działania J. Colemana, w teorii socjologii pragmatycznej L. Boltanskiego i L. Thévenota, czy też teorii stawania się społeczeństwa P. Sztompki 34. Sojak opisuje niektóre z nich i skłania się do uznania ich za nieudane próby przezwyciężania paradoksu antropologicznego, czyli tego, że przedmiot analizy (społeczeństwo) jest zarazem jego podmiotem (żyjący w nim socjologowie) 35.

Przypomnijmy także, że



  1   2   3


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna