The massacre at koniuchy



Pobieranie 2,24 Mb.
Strona6/43
Data24.10.2017
Rozmiar2,24 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   43

Národní iskova Agentura



Oběti jako pachatelé

Spor o židovské partyzány
„Forward" patří k nejzajímavějším, protože nejnezaujatějším židovským publikacím ze Spojených států. V aktuálním vydání Marc Perelmann referuje o masakru na civilistech v polsko-litevsko-běloruském pohraničí, kterému před téměř šedesáti lety padli za oběť obyvatelé vesnice Koniuchy, dnes litevské Kaniuakai. Nyní polský "Instytut Pamięci Narodowej" (IPN, obdoba našeho ÚDV, pozn.) zaměstnává to, co již vyšetřoval v pogromu v Jedwabnem, masakrem - a otázkou, jakou roli přitom hráli židovští partyzáni. Šetření narazilo na „Polsko-kanadský kongres", který již po léta tlačí na objasnění věci. Údaje o počtu obětí kolísají mezi třemi sty a několika tucty.

Podle údajů, které byly předloženy Instytutu Pamięci Narodowej, chopilo se tehdy obyvatelstvo vesnice proti sovětským partyzánům sebeobrany, bálo se z jejich strany drancování. Tak došlo v časných ranních hodinách 29. ledna 1944 k útoku na vesnici. Následkem zpráv několika očitých svědků prý mezi partyzány byli četní bojovníci "židovské národnosti", skoro polovina asi sto dvaceti ozbrojenců. Sovětské armádní dokumenty incident zmiňují, aniž by udali další údaje, zdůrazňují mezitím, že sebeobrana vesnice partizánskou činnost citelně narušila. Židovské partyzánské jednotky byly pod velením Abba Kovnera (pozn. zřejmě pseudonym, česky to znamená „Otec Kownacký, dle města s polským názvem Kowno, litevsky Kaunas, druhé největší město Litvy) , který bojoval již ve Wilně (litevsky Vilnus, hlavní město Litvy) proti vražedným akcím německých pohotovostních oddílů a později se stal v Izraeli oslavovaným básníkem a poslancem Knessetu.

Méně známými jsou jeho plány na odplatu Německu, kterou chtěl provést po válce. Za každého zavražděného Žida měl zemřít jeden Němec. Jeho skupina plánovala připravit o život otrávenou vodou šest milionů lidí. Vyhlédnuty pro to byly Hamburk a Norimberk. Čin měl Němcům ukázat, že - jak řekl Kovner později - „po Osvětimi nemůže být žádné zpět k normalitě". Židovské vedení v Palestině se pokoušelo Kovnera kontrolovat, jenže se mu to nedařilo, prozradilo jej patrně Britům, aby zabránilo nejhoršímu. Nyní k spornému případu dospělo šetření polského IPN: Kanadsko-polské skupině se vyčítá, že mlčí o proněmeckém chování obyvatelstva vesnice a že přehání počet obětí.

„Forwardu" se podařilo dotázat Dova Levina z Hebrejské university y Jeruzalémě, který tehdy k partyzánské skupině „Smrt okupantům" patřil. Prohlásil, že prý „událost" Koniuchy byla, ale k dalším údajům nebyl ochoten. Šetření, jak se domnívá „Forward", se mohlo koncentrovat na otázku, jaký měly židovské partyzánské jednotky stupeň samostatnosti. Dosud se vychází z řetězce rozkazů, který vede na centrální velení v Moskvě, tak že zvýraznění židovských pachatelů válečných zločinů bylo pominuto. Ovšem historik Severin Hochberg z United States Holocaust Research Institute (Ústav USA pro výzkum holocaustu) považuje pro rozhodující hledání u židovských partyzánů za myslitelnou „poloautonomii". Další masakr z května 1943 ve vsi Naliboki je toho času právě v šetření.



COMMENTARY ON FORWARD ARTICLE
GAZETA (Toronto)

22-24 sierpnia 2003


Andrzej Kumor

Nie pasuje do ich bajki

Nożyce się odezwały. Nowojorski tygodnik "Forward" (wychodzi od 1897 roku w jidysz) z troską w głosie pisze 8 sierpnia o śledztwie, jakie w sprawie masakry polskiej ludności polskiej wsi Koniuchy (dziś na Litwie) prowadzi na wniosek Kongresu Polonii Kanadyjskiej polski Instytut Pamięci Narodowej. Przypomnijmy, że sowiecko-żydowska banda partyzantów spacyfikowała Koniuchy "dla przykładu" za opór miejscowych przy oddawaniu inwentarza i innych dóbr. Obszerną dokumentację tej zbrodni (w formacie pdf) znaleźć można na stronach internetowych KPK, pod adresem: http://www.kpk.org/english/toronto/koniuchy.pdf.


"Forward", piórem Marca Perelmana, niepokoi się, że próba dochodzenia prawdy o tym, co stało się w Koniuchach i wskazania winnych mordu jest "motywowana politycznie". Perelman cytuje jednego z żydowskich partyzantów sowieckich, Dova Levina, dziś profesora historii Uniwersytetu Hebrajskiego: "Kongresowi Polonii Kanadyjskiej jest wygodnie zajmować się tą sprawą, zamiast wyjaśniać pogromy, jakich Polacy dopuszczali się na Żydach podczas i po wojnie"... Zatem, można tylko "w jedną stronę", w drugą "nie nada".
Zarzuca się też stronie polskiej zawyżenie liczby ofiar, co jest o tyle śmieszne, że liczbę tę zawyżają sami ówcześni sprawcy, chełpiąc się we wspomnieniach "sprawnie przeprowadzoną akcją". Z tekstu "Forwarda" wynika, że samo wskazanie na żydowskie pochodzenie sprawców mordu zakrawa na antysemityzm, tymczasem - znów o ironio - to właśnie sami Żydzi chwalą się "zasługami". Okazuje się też, że wymordowani mieszkańcy wioski mieli... "pronazistowskie nastawienie".
W czym jest problem? A w tym, że wskazanie na mord w Koniuchach (jeden z wielu dokonany przez bandy) podważa rozpropagowany mit przebiegu II wojny światowej. W mitologii tej Polakom przypisano rolę współsprawców, zaś Żydzi wpisali się w rolę ofiar. Gdy role te się odwracały - nadworni historycy mają problem. Problem, który najłatwiej po prostu zakrzyczeć słowami: "antysemici, szowiniści, faszyści!".


(18) EXCERPTS FROM THE WARSAW WEEKLY MYŚL POLSKA – JANUARY 20–27, 1997, AND THE BYDGOSZCZ QUARTERLY WILEŃSKIE ROZMAITOŚCI

Myśl Polska


Nr 29-30 (1305-1306), 20-27 lipca 1997

Wiktor Noskowski



Czy Yaffa Eliach przeprosi Polaków?

Gremialnie natomiast Żydzi zasilali otriady sowieckie w podwileńskiej Puszczy

Rudnickiej, skupione wokół podziemnego komitetu Komunistycznej Partii Litwy, reprezentowanego przez sekretarza Antanasa Snieczkusa.
Zgrupowanie to niezbyt liczne, nie prowadziło, jak zresztą wszystkie oddziały

komunistyczne na Kresach Wschodnich, walki z Niemcami, koncentrując się

na rozpracowywaniu ogniw niesowieckiej na tym terenie konspiracji (polskiej,

litewskiej, białoruskiej). Dlatego przez nikogo nie trwożone biwakowało niczym

na pikniku u wrót samego Wilna mając obozowisko z szałasów i ziemianek

w międzyrzeczach Solczy, Wysińczy, Mereczanki i pobliskich jezior leśnych.

[…]
Biwakowanie w spokojnym obozowisku leśnym nie oznaczało zupełnej

bezczynności. Wyprawy rekwizycyjne po żywność należały do czynności

najważniejszych, niemal codziennych, w których udział i aktywność Żydów

była nie do prześcignięcia. Okoliczne wsie uwolnione przez AK od obecności

Niemców dzięki akcjom zbrojnym na stützpunkty w Koleśnikach, Olkienikach,

Raduniu, Ejszyszkach, Rakliszkach, Horodnie, Bastunach, Dworzyszczu,

Żemłosławiu, Werenowie, Bieniakoniach, stanęły otworem dla niemiłosiernie

grabieżczych oddziałów partyzantki sowiecko-żydowskiej. Zabierano nie tylko

żywność, lecz także ubranie, obuwie, pościel, wozy, bydło, które od czasu

uboju wypasano na nadrzecznych łąkach.


Mieszkańcy ograbionych ze wszystkiego wsi często opuszczali swe gospodarstwa

szukając miejsca w osiedlach bardziej oddalonych od puszczy. Bezludne,

niszczejące, niczym skanseny wsie okraczały puszczę dokoła.
Zrozpaczeni, nękani grabieżą i rozbojem mieszkańcy większych wsi porwali

za broń, by odstraszać nocnych rabusiów. Nie zdołali sie obronić, a co niektórych

spotkała krwawa riposta ze strony partyzantki sowiecko-żydowskiej. W styczniu

1944 r. została zaatakowana i doszczętnie spalona duża wieś Koniuchy gminy

ejszyskiej. Do uciekających z płonących domów chłopów, strzelano bez skrupułów.

Dwie Żydówki-partyzantki dopadły niemowlaka przy zastrzelonej matce i wrzuciły

go do płonącej chaty. […]
Z jeszcze większą perfidią zemszczono się za próbę samoobrony na mieszkańcach

wsi Pirciupie. Tym razem, aby odwrócić od siebie poszlakę udziału w zbrodniczym

szaleństwie sprowokowali do niego Niemców. Na szosie, naprzeciw wsi, ostrzelali

z lasu przejeżdżający samochód i zabili jadących w nim dwóch Niemców. Reakcja

okupantów była natychmiastowa: wszystkich mieszkańców spędzono do stodół i

wieś podpalono. Zginęło wówczas 117 mieszkańców wsi.



Wileńskie Rozmaitości

(2001)
Wiktor Noskowski


Koniuchy—stygmat męczeństwa
Nocą 29 na 30 stycznia 1944 roku wataha ogarniętych zbójeckim szałem partyzantów

sowiecko-żydowskich napadła na uśpioną, bezbronną, polską wieś Koniuchy, położoną

na południowym obrzeżu podwileńskiej puszczy zwanej Rudnicką, nad rzeką Solczą,

przy trakcie z Ejszyszek do Solecznik (obecnie terytorium Litwy).


W płomieniach podpalonych pociskami zapalającymi chłopskich gospodarstw poniosło

śmierć męczeńską w ogniu bądź od kul rozpasanych zabijaków około 100 mieszkańców

wsi w tym kobiet, starców, dzieci. Nie oszczędzono także zwierząt: koni, krów, świń,

owiec, kur, psów, kotów.


O tej zbrodni, tak jak wielu podobnych podłościach dokonywanych pod symboliką

sowiecką, nie wolno było głośno mówić, za to w ludzkiej pamięci pozostanie na zawsze

jako stygmat męczeństwa.
Jak dalece niebezpieczne byłoby mówienie o tej zbrodni jeszcze przed trzydziestu laty

świadczy fakt, że Stanisław Truszkowski, autor wydanej w roku 1968 książki “Partyzanckie

wspomnienia” zdobył się zaledwie na całkowicie odbrutalizowaną wzmiankę o tej masakrze.

Napisał wówczas: “pomiędzy mieszkańcami Koniuch a jakimś oddziałem partyzantki

radzieckiej w Puszczy Rudnickiej powstał konflikt”. Wszystkim jednak wiadomym było

jaki przerażający dramat ludzki przysłaniało to jedno słowo—konflikt.


Kroniki sowieckie spalenie wioski i wymordowanie wszystkich jej mieszkańców kłamliwie

zwaliły na partyzantów polskich, czyli na Armię Krajową. Te drańskie inwektywy nawet

nieprzychylni Armii Krajowej autorzy litewscy w wydanej w Wilnie w roku 1999 książce

“Armija Krajova Lieutuvoje” potraktowali jako kłamstwo.


Po z górą czterdziestu latach milczenia nad tą zbrodnią nadeszła zza oceanu relacja

i to z pirwszej ręki. Odezwali się autentyczni mordercy, jednak wcale nie głosem

pokutników gotowych do ekspiacji, tylko głosem ohydnej fascynacji mordem, głosem

pogardy dla ofiar tej potwórnej masakry.


Chaim Lazar w wydanej w Nowym Jorku w roku 1985 książce “Destruction and Resistance”

napisał: “od pewnego czasu dowiedziano się, że wieś Koniuch przekształciły się w

siedlisko złowrogich band. Jej niegodziwi mieszkańcy rozprowadzali wśród okolicznej

ludności uzyskiwaną od Niemców broń, nawoływali do walki z partyzantami. Wieś była

otoczona umocnieniami w postaci rowów strzeleckich, przed każdym domem znajdowało

się stanowisko ogniowe. Po obu jej stronach zbudowano wyżki obserwacyjne.


Dlatego zostało postanowione przeprowadzić akcję zastraszenia nieprzechylnych

partyzantom wieśniaków. Na ofiarę wybrano właśnie Koniuchy.


Pewnego wieczoru 120 najdzielniejszych partyzantów, uzbrojonych w najlepszą broń,

wśród których było 50 Żydów pod dowództwem Yakowa Prennera, okrążyło wieś.

Idącym do akcji rozkazano nie zostawiać przy życiu żadnego z mieszkańców, a

zabudowania razem z inwentarzem spalić.


O świcie przy użyciu pochodni (nie pochodni, tylko pociskami zapalającymi—W.N.)

Podpalono wieś. Płonące budynki zadudniły hukiem eksplozji (nie eksplozji, tylko

Łamiącej się więźby—W.N.).
Półnadzy ludzie skakali przez okna próbując uciekać, ale nikt nie wymknął się z okrążenia.

Niektórzy skakali wprost do rzeki, ale ich też zastrzelono. Akcja trwała krótko:

zlikwidowano 60 domów, z 300 mieszkańców wsi nikt się nie uratował”.
To, posunięte do absurdu hieratyzowanie się rzekomą walecznością, miarą której są

zmyślenia o rzekomym wyekwipowaniu w broń przez Niemców, nawet ufortyfikowaniu

wsi, na którą napadli, jest obrzydliwie śmieszną farsą odsłaniającą ich własną nicość

człowieczą.

Jak zatem wytłumaczyć dlaczego—jak twierdzi—tak ciężko uzbrojeni wieśniacy dali się

w pień wymordować. Dlaczego nie porwali za rzekomo posiadaną broń, nie zesli do

rzekomych umocnień obronnych I nie próbowali odeprzeć napastników, tylko “skakali

przez okna próbując uciekać”? Jakaż to znów chwała dla “najdzielniejszych partyzantów”

z Puszczy Rudnickiej, wyznacznikiem której było strzelanie do uciekających przed nimi

bezbronnych, sterroryzowanych I ograbionych wieśniaków?


W całej tej sprawie nie tylko makabryczność czynu, lecz także fakt, że w mordzie

uczestniczyli Żydzi obywatele polscy—czy zwący się inaczej—sąsiedzi, z którymi przecież

byliśmy w wielkiej bliskości w cierpieniu, a którzy poszli na stronę najeźdźcy sowieckiego.

Nie potrafili wyzbyć się swej usłużnej nikczemności, z jaką już w roku 1939 wżenili się w

sowiecką tyranię.
Koniuchy nie były jedyną straconą na stosie osadą. W odległych o kilkanaście kilometrów od

Koniuch Niewoniańcach spalono kilka gospodarstw i zamordowano 8 mieszkańców. Pod

Werenowem podpalono wieś Bojary i kilka osób zastrzelono.
Wszystkie usytuowane blisko puszczy osiedla narażone były na ustawiczne grabieżcze naloty. Zwący się partyzantami Żydzi wespół z sowieckimi bojcami buszowali nocami po wsiach

niosąc postrach, terror i spusztoszenie. Niektóre z większych wiosek, w tej liczbie i Koniuchy,

podejmowały próby pozorowania obrony polegające na każdonocnym czuwaniu paru osób,

zdaniem których było odstraszenie kilkoma wystrzałami w razie usłyszenia idących tłumnie

ludzi czy zaprzęgów. “Zbrojna” czata, która Żydzi wyczuli w Koniuchach, rozporządzała trzema

karabinami podebranymi po uciekających przed Niemcami czerwonoarmistach, z których

jeden miał strzaskaną kolbę, mogła skutkować blefem, a nie zdolnościądo samoobrony.
Mieszkańcy małych wiosek ogołoceni ze wszystkiego, pozostający bez środków do życia i

możliwości dalszego gospodarowania na swojej ziemi, pozbawieni inwentarza, ziarna siewnego

opuszcali swe domostwa szukając możliwości przetrwania w odleglejszych miejscowościach

podejmując się pracy najemnej. Wisną 1944 roku miałem okazję zobaczyć Popiszki, jedną

z takich doszczętnie złupionych i opuszczonych wsi. Puste, niczym skansenowskie chaty

szczerzyły się powybijanymi oknami, dziurami po wydartych z pieców płytach żeliwnych,

porozwieranymi drzwiami, Na opuszczonych poletkach, w pełnej ze sobą zgodnie karmiły

się nieuprawianą glebą łopiany, osty, lebiody.

Ewokacje herosów żydowskich zawarte w książce Chaima Lazara wypada uzupełnić relacjami

ocalałych od ognia wieśniaków, bo nie jest prawdą, że “nikt się nie uratował”. Ponad połowa

z 250 mieszkańców uniknęła śmierci, udało się uciec z płonącej wsi. Jeden z nich to młodzian

o nieustalonym nazwisku, który znalazł na krótko schronienie w partyzanckim oddziale AK.

W latach sześćdziesiątych spotkałem w kołchozie w Butrymańcach ocalałego Władysława

Woronisa. Był wystraszony, nieufny, bał się opowiadać o tym koszmarnym stosie. Do Polski

natomiast wydostał się Józef Bondalewicz (mieszkał w Jeleniej Górze), który wyznał: “Ze

snu wybudziła nas strzelanina i łuna pożaru w oknach. Było jasno jak w dzień, dookoła roiło

się od partyzantów, którzy strzelali do każdego, kto wydostawał się z domu. Szum ognia i

trzaski rozpadających się budynków przypomniał burzę z piorunami. Z różnych stron słychać

było rozpaczliwe jęki palących się w domach ludzi, ryk zwierząt zamkniętych w chlewach.
Gdy wybiegłem ze swego domu zobaczyłem, jak z sąsiedniego domu Wójtkiewiczów wybiegła

matka z niemowlęciem na rękach. Dwie kobiety—poznałem je po głosie, na pewno Żydówki,

bo w oddziałach sowieckich kobiet nie było—zwaliły ją serią z automatu. Jedna z nich

podbiegła do konającej, wyrwała dziecko i wrzuciła je do płonącej chaty. Przerażenie i niesamowity żar zmuszały każdego, kto wydostawał się z budynku, do niezwłocznej ucieczki.

Bez tchu dopadłem do przyjaznych zarośli, skąd przedostałem się do wsi Kuże. Byłem

uratowany.”


W pamięci ludzkiej zapisały się opowiadania naocznych obserwatorów nocnego pożaru,

uczestników późniejszych uprzątań pogorzeliska, które można streścić następująco:

w niedzielę 30 stycznia, kiedy napastnicy opuścili pogorzelisko, do Koniuch zjechali się

ludzie z pobliskich miejscowości ciekawi tego, co się tej nocy stało. Nad pogorzeliskiem

unosił się zapach spalenizny i pieczonego mięsa. Wszędzie tliły się niedopalone bierwiona,

leżały zastygłe w boleściach okrwawione ciała poległych od kul albo nierozpoznawalne

ludzkie kadłuby z odpalonymi kończynami, także wzdęte tusze zwierząt. Zidentyfikowane

ciała kilkunastu zabitych zabrali krewni lub znajomi i pochowali na cmentarzach w

Butrymańcach, Solecznikach, Bieniakoniach. Niedopalone szczątki 46 osób pochowano

Na miejscowym cmentarzyku. Uczczono je dopiero w roku 1998 uroczystą egzekwią,

kiedy do wolnej Litwy na groby swych rodziców i sąsiadów mógł przyjechać ocalały Leon

Tubin mieszkający stale z bratem Edwardem w Kanadzie.


W miasteczku Bieniakonie na Białorusi mieszka najmłodsza z ocalałych 16-letnia

wówczas Antonina Bobinówna, po mężu Ułanowska, która z bratem Marianem i siostrą

Janiną wydostały się z płonącego domu. Spłonęli jej rodzice Józef i Wiktoria Bobinowie

Z najmłodzym dzieckiem, pięcioletnią Jadzią.


Bolesną pamięć o Koniuchach przywołuje dziś przydrożny słup z tabliczką, po litewsku—

“Kaniūkai”.




  1. INVESTIGATION REPORT OF THE INSTITUTE OF NATIONAL

REMEMBRANCE – APRIL 23, 2001;

REPORT IN BIULETYN INSTYTUTU PAMIĘCI NARODOWEJ, NO. 7

(AUGUST 2001)
<http://www.ipn.gov.pl/aktual_sledztwa.html>
Komunikat w sprawie wybranych śledztw prowadzonych przez

Oddziałowe Komisje Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu

23 IV 2001


Informacja o postanowieniach o przedstawieniu zarzutów wydanych przez

prokuratorów Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w

Łodzi
Informacja o śledztwie w sprawie zabójstwa, w styczniu 1944 r. przez partyzantów sowieckich, obywateli polskich mieszkańców wsi Koniuchy bm. Bieniakonie pow. Lidy woj. Nowogródzkie

W dniu 27 lutego 2001 r. do Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi, za pośrednictwem Głównej Komisji, wpłynęło pismo Kongresu Polonii Kanadyjskiej zawierające informację o zbrodni popełnionej przez partyzantów sowieckich w pierwszej połowie 1944 r., na mieszkańcach Koniuchy bm. Bieniakonie pow. Lidy woj. Nowogródzkie. Jak wynika z treści pisma partyzanci sowieccy mieli zaatakować wieś i zabić 300-tu jej mieszkańców.


Uznając, iż zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia zbrodni komunistycznej będącej jednocześnie zbrodnią przeciwko ludzkości, której karalność nie ulega przedawnieniu, w sprawie tej w dniu 8 marca 2001 r. wszczęto śledztwo.
Jak wynika z dotychczasowych ustaleń wieś Koniuchy położona była na skraju Puszczy Rudnickiej, w której swoje bazy posiadały liczne oddziały partyzantów sowieckich. Członkowie tych oddziałów dokonywali częstych napadów na okoliczne wsie i kolonie, w tym i na Koniuchy. Celem napadów był zabór mienia miejscowej ludności, głównie ubrań, butów, bydła, zapasów mąki. W czasie napadów stosowano przemoc wobec właścicieli rabowanego mienia. Mieszkańcy Koniuch zorganizowali samoobronę. Miejscowi chłopi pilnowali wsi, uniemożliwiając tym samym dalsze grabieże. Z tego powodu, najprawdopodobniej w dniu 29 stycznia 1944 r. (choć padają również daty kwiecień - maj 1944 r.) grupa partyzantów sowieckich z Puszczy Rudnickiej nocą okrążyła wieś. Nad ranem przy użyciu pocisków zapalających niszczono zabudowania wiejskie i rozstrzeliwano wybiegających z niej mieszkańców - mężczyzn, kobiet i dzieci. Łącznie spłonęło większość domów (co najmniej 60). Zabito co najmniej 45 osób (liczba 300-tu ofiar wydaje się być zawyżona), część mieszkańców została ranna. Ci, którzy ocaleli uciekli do pobliskich wsi.
Stacjonujący w Puszczy Rudnickiej partyzanci sowieccy podlegali Centralnemu Sztabowi Ruchu Partyzanckiemu w Moskwie. Napadu dokonała grupa ok. 100 - 120-tu partyzantów pochodzących z różnych oddziałów. Wśród nich byli m. in. partyzanci narodowości żydowskiej. Niektórzy z nich w okresie powojennym opublikowali wspomnienia, relacje z walk partyzanckich w Puszczy Rudnickiej, stąd znane są nazwiska niektórych sprawców zbrodni w Koniuchach.
Obecnie poszukiwani są żyjący na terenie kraju świadkowie zbrodni, członkowie rodzin ofiar.

Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej, nr 7 (August 2001)
Anna Gałkiewicz, prokurator OKŚZpNP Łódź

INFORMACJA O ŚLEDZTWACH PROWADZONYCH W OKŚZpNP W ŁODZI

W SPRAWACH O ZBRODNIE POPEŁNIONE PRZEZ FUNKCJONARIUSZY

SOWIECKIEGO APARATU TERRORU


OKŚZpNP prowadzi również postępowania w sprawach o zbrodnie popełnione na terenie byłego woj.

nowogródzkiego, a wśród nich takich, których sprawcami byli partyzanci radzieccy.




  • Śledztwo (sygn. S 13/01/Zk) w sprawie zabójstwa przez partyzantów radzieckich w styczniu

1944 r. obywateli polskich, mieszkańców wsi Koniuchy, gm. Bieniakonie, pow. Lida, wszczęto

8 marca 2001 r., po zapoznaniu się z doniesieniem złożonym przez przedstawicieli Kongresu

Polonii Kanadyjskiej. Jak wynika z dotychczasowych ustaleń, w nocy z 28 na 29 stycznia 1944

r. partyzanci radzieccy, pochodzący z kilku oddziałów stacjonujących w Puszczy Rudnickiej,

okrążyli wieś. Nad ranem, przy użyciu pocisków zapalających, zniszczyli zabudowania

wiejskie. Rozstrzeliwali wybiegających z domów mieszkańców wsi - mężczyzn, kobiety i

dzieci. W efekcie spłonęła większość domów (co najmniej 60). Zabito około 40 osób, część

mieszkańców została ranna. Ci, którzy ocaleli, uciekli do pobliskich wsi.




  • Śledztwo (sygn. S 17/01/Zk) w sprawie zbrodni popełnionych przez partyzantów radzieckich

na żołnierzach Armii Krajowej i ludności cywilnej na terenach powiatów Stołpce i Wołożyn.

Postępowanie to obejmuje m.in. zabójstwa w nocy z 8 na 9 maja 1943 r. około 120

mieszkańców miasteczka Naliboki, pow. Stołpce; zabójstwa w maju 1943 r. w Kamieniu, gm.

Iwieniec, pow. Wołożyn, żołnierzy AK; oraz rozstrzelania w grudniu 1943 r. 10 osób we wsi

Derwno, pow. Stołpce.


  1. INVESTIGATION REPORTS OF THE INSTITUTE OF NATIONAL MEMORY

ON THE MASSACRES IN KONIUCHY AND NALIBOKI
KONIUCHY
Oddziałowa Komisja w Łodzi
Informacja o stanie śledztwa w sprawie zabójstwa przez partyzantów sowieckich, w

styczniu 1944 roku, mieszkańców wsi Koniuchy gm. Bieniakonie pow. Lida woj.

nowogródzkie
Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi prowadzi śledztwo w sprawie pacyfikacji w styczniu 1944 roku wsi Koniuchy gm. Bieniakonie pow. Lida woj. nowogródzkie.
Wieś Koniuchy położona była na skraju Puszczy Rudnickiej, w której swoje bazy posiadały liczne

oddziały partyzantów sowieckich. Członkowie tych oddziałów dokonywali częstych napadów na

okoliczne wsie i kolonie, w tym i na Koniuchy. Celem napadów był zabór mienia miejscowej udności, głównie ubrań, butów, bydła, zapasów mąki. W czasie napadów stosowano przemoc wobec właścicieli rabowanego mienia. Mieszkańcy Koniuch zorganizowali samoobronę. Miejscowi chłopi pilnowali wsi, uniemożliwiając tym samym dalsze grabieże. Z tego powodu w nocy z 28 na 29 stycznia 1944 r. grupa partyzantów sowieckich z Puszczy Rudnickiej nocą okrążyła wieś. Nad ranem przy użyciu pocisków zapalających niszczono zabudowania wiejskie i rozstrzeliwano wybiegających z niej mieszkańców - mężczyzn, kobiety i dzieci. Łącznie spłonęła większość domów. Zabito od 36 do 50-ciu osób, część mieszkańców została ranna. Ci, którzy ocaleli uciekli do pobliskich wsi.
Stacjonujący w Puszczy Rudnickiej partyzanci sowieccy podlegali Centralnemu Sztabowi Ruchu

Partyzanckiego w Moskwie. Napadu dokonała grupa ok. 100-120-tu partyzantów pochodzących z

różnych oddziałów. Wśród nich była m. in. około 50-osobowa grupa partyzantów żydowskich.

Doniesienie w sprawie popełnienia tej zbrodni złożył Kongres Polonii Kanadyjskiej. Postępowanie

wszczęto w dniu 8 marca 2001 r.
W toku postępowania, m. in. w drodze komunikatów prasowych, kontaktów ze Światowym

Związkiem Żołnierzy Armii Krajowej ustalono nazwiska i adresy, a następnie przesłuchano 17-stu

świadków. Są to żołnierze Armii Krajowej walczący w oddziałach stacjonujących w Puszczy

Rudnickiej oraz członkowie rodzin ofiar zbrodni. Część z przesłuchanych świadków podała nazwiska lub pseudonimy partyzantów radzieckich, miejsce stacjonowania tych oddziałów, ich liczebność, potwierdzając, iż najliczniejszą grupę stanowili partyzanci narodowości żydowskiej. Oddziały te potocznie nazywano Wisińczą (od usytuowania ich baz pomiędzy wsią Wisińcza, a jeziorem Kiernowo). Jeden ze świadków był w Koniuchach w dniu 2 lutego 1944 r., a więc kilka dni po napadzie. Zeznał, iż widział popalone domy, rozpaczających ludzi, pozostawione dzieci. Z relacji osoby, która zdołała się ukryć w czasie napadu, słyszał, iż wieś podpalono z obu stron, a potem strzelano do uciekających ludzi. Atak nastąpił po dłuższej obserwacji, kiedy samoobrona zeszła ze swych stanowisk. Mieszkańcy Koniuch opowiadając o sprawcach napadu używali zamiennie określeń Żydzi i "Ruscy". Z zeznań świadków wynika, iż część ofiar, zwłaszcza osoby stare i schorowane, zginęła spalona we własnych domach. Natomiast do części mieszkańców, którzy starali się uciekać strzelano. W taki sposób zginęły osoby z rodziny P. Zwłoki małżonków Stanisława i Katarzyny P. odnaleziono zwęglone w domu. Ciało ich córki Genowefy P. ze śladami kul i przypalonymi stopami leżało na podwórzu.


Do akt załączono uwierzytelnioną kopię tajnego meldunku sytuacyjnego, sporządzonego przez

Oddział Operacyjny dowódcy Wehrmachtu - Ostland w dniu 5.02.1944 r. w Rydze. Z treści meldunku wynika, iż w Koniuchach pojawiła się "średniej wielkości banda Żydów i Rosjan"..."zastrzelono 36 mieszkańców, 14 rannych. Miejscowość w przeważającej części została obrócona w perzynę".


Aktualnie historycy z Wydziału Ekspertyz i Opracowań Głównej Komisji poszukują dokumentów na temat tej zbrodni, sporządzonych przez partyzantów radzieckich, oraz danych dotyczących składu osobowego oddziałów radzieckich stacjonujących w Puszczy Rudnickiej. Trwają również

poszukiwania byłych żołnierzy Armii Krajowej z Oddziału Dywersyjnego "Frycza". Jak bowiem

ustalono część mężczyzn, którzy przeżyli masakrę w Koniuchach walczyła później w tym Oddziale.
Ustalane są adresy kolejnych świadków, których bliscy zginęli w Koniuchach. Opracowywane są

odezwy o pomoc prawną nie tylko na Litwę i Białoruś, ale również m. in. do Kanady.


01.03.02
TRANSLATION



1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   43


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna