The massacre at koniuchy



Pobieranie 2,24 Mb.
Strona5/43
Data24.10.2017
Rozmiar2,24 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   43

Nasz Czas


Nr 4 (543) 24 - 30 stycznia 2002

< http://nasz-czas.tripod.com/>
Czesław Malewski
W 58 rocznicę masakry w Koniuchach

Bóg i Pani Ostrobramska ocalili nas od kuli...
Barbarzyństwo i bezprawie na Wileńszczyźnie trwało przez całą II wojnę

światową. Polacy z Ziemi Wileńskiej nie mieli dnia wyzwolenia ani dnia

zwycięstwa. Od Armii Czerwonej kto tylko mógł - uciekał. Ludzie

zostawiali swoje domy, majątki, gospodarstwa... Ratowali życie. Dla wielu

naszych rodaków, niestety, nie udało się uciec.
29 stycznia 1944 roku partyzantka sowiecka spaliła i wymordowała wielu

mieszkańców wsi Koniuchy (obecnie rejon solecznicki) tylko dlatego, że

sprzeciwili się grabieżom dokonywanym przez "wyzwolicieli".
Pisałem o tym na łamach "Naszej Gazety" w marcu ubiegłego roku.

Publikacja pt. "Masakra w Koniuchach" została zauważona, ale tylko przez

dziennikarzy w Polsce i dalekiej Kanadzie.
Świadkowie tamtych wydarzeń mieli nadzieję, że władze samorządowe i

republikańskie chociaż po wielu latach milczenia oddadzą należyty hołd

poległym. I chyba z tą nadzieją...
Przypomnę słowa pani Stanisławy Woronis:"W oczach - zbiorowa mogiła

niewinnych ludzi... Niech wreszcie sprawiedliwości stanie się zadość!

Ludzie połóżcie głaz! Zamieńcie spróchniały krzyż. Zostawcie stosowny

napis... Bóg i Pani Ostrobramska ocalili nas od kuli, ale my jesteśmy już

starzy. Niech jednak nasi prawnukowie wiedzą o tym, co się działo w

Koniuchach krwawego ranka 29 stycznia 1944 roku".


Czyżby znieczulica opanowała nasze władze (w tym nasze polskie

rejonowe) i społeczeństwo?




(14) ARTICLE FROM THE TORONTO DAILY GAZETA – MAY 4–6, 2001
Gazeta (Toronto)

4-6 maja 2001



http://members.home.net/kumor/swiadek.html
"Nie przepuścili nikomu"

Z naocznym świadkiem pacyfikacji wsi Koniuchy rozmawia Andrzej Kumor
W lutym Kongres Polonii Kanadyjskiej wystąpił do Instytutu Pamięci Narodowej z

prośbą o podjęcie śledztwa w sprawie zbrodni dokonanej w 1944 roku przez

partyzantkę sowiecką i żydowską w Koniuchach, gmina Bieniakonie, powiat Lida,

województwo nowogródzkie.

Jak pisze KPK w liście do IPN, jest to jeden z licznych masowych mordów

popełnionych w trakcie wojny i po niej na ludności cywilnej Kresów Wschodnich.

(Inna masakra, o której zbadanie zwrócił się KPK, dotyczy pacyfikacji wsi Naliboki

przez partyzantkę sowiecką).

Relacje świadków zbrodni w Koniuchach zamieściła też wileńska "Nasza Gazeta".

Na temat zdarzenia istnieje obszerna dokumentacja. O pacyfikacji pisali m.in. sami

zbrodniarze, wspominając "dobrze przeprowadzoną akcję". Znamy nazwiska

pomordowanych, znamy nazwiska wielu morderców. Mimo to śledztwo w sprawie

toczy się bardzo wolno.

W mordzie wzięło udział nie tylko ok. 50 żydowskich partyzantów z tzw. Brygady

Litewskiej, ale także sporo partyzantów z oddziału "Śmierć Okupantom" – była to

akcja sowiecko-żydowska. Jeden z partyzantów żydowskich stwierdził: uważaliśmy

się za partyzantów żydowskich, nasz oddział był żydowski. Całością akcji dowodził

Genrich Ziman (Genrikas Zimanas), po wojnie odznaczony w PRL Orderem Virtuti

Militari.

Zamieszczamy poniżej relację mieszkającego w Kanadzie naocznego świadka

tamtych wypadków. Oto relacja p. Edwarda Tubina, opowiedziana piękną kresową

polszczyzną.


Andrzej Kumor: Ile Pan miał lat, gdy się zaczęła wojna?

Edward Tubin: Trzynaście lat.



A.K.: To znaczy, trzynaście lat miał Pan wtedy, jak...

E.T.: Jak ten pożar był. Jak była polska wojna, Niemcy poszli, to ja miałem osiem lat.

A.K.: Koniuchy należały do Polski przed wojną, czy to była całkiem polska wieś?

E.T.: Polska wieś, wszyscy byli Polacy, żadnego tam nie było jakiegoś Ruskiego, nikogo

tam nie było innego.

Tam dookoła nas wszystkie wsie to byli Polacy. Tylko, że język był polski, i używali

litewski i białoruski używali. No, a jak potem Ruskie po wojnie, no to wtedy po rusku.



A.K.: Jak Pan pamięta wieś jeszcze sprzed masakry, czy to była duża wieś?

E.T.: Duża była, zapomniałem policzyć wszystkich numerów, ale to tak było ponad

osiemdziesiąt.



A.K.: Osiemdziesiąt domów.

E.T.: Mogłem policzyć, bo pamiętam wszystkie. Pamiętam wszystkie domy, gdzie stały,

jakie domy były, w jakim stanie.

Byli ludzie biedni i byli ludzie, no nie tacy bardzo bogaci, ale... To znaczy mój ojciec to

on był troszeczku najsilniejszy we wsi naszej.



A.K.: Był we wsi kościół?

E.T.: Nie, nie było, parafia nasza była w Bieniakoniach. Potem przeszliśmy, była wieś –

majątek Erakliszki – nazywała się Butrymańce. Tam mieliśmy bliżej, a po drugie, jak

Ruskie przyszli, to posadzili księdza i kościół zamknęli w Bieniakoniach.

A.K.: Co się uprawiało? Zboże?

E.T.: Nie, było pole bardzo takie uprawne, miejscami było, miejscami było przy piasku,

kamieni było. To była ciężka ziemia.

No, ale ludzie stali, sami sobie robili, pomału. I żyli ludzie! Nie tak nadzwyczajnie, ale

sobie, pomału.



A.K.: Kiedy partyzanci zaczęli przychodzić do wsi? Pamięta Pan?

E.T.: Jak przyszła wojna, jak zaczęli Niemców strzelać Żydzi, jak Niemcy na Ruskich

poszli, w tym czasie stworzyła się partyzantka.



A.K.: Pan mówi, że Żydzi Niemców strzelali, to znaczy, że...

E.T.: Bo oni poszli po lasach, po ludziach, zaczęła się partyzantka. Wtenczas byli

Ruskie... To znaczy, jak napadli Niemcy na Ruskich, to Ruskie też poszli w las do tej

partyzantki.

Nie stworzyła się partyzantka prawidłowa, a stworzyło się bandyctwo i rabunek.

Bo jedna partyzantka była dokładna. Dokładna – to znaczy oni przyjdą do gospodarza i

powiedzą: "Co dla nas dasz?". Tak powiedzą, podziękują, napiszą kartkę tobie i jak

przyjdą drudzy, to pokażesz, że już byli.

A ci przyszli i się nie pytali ciebie...



A.K.: Który to był rok?

E.T.: Partyzantka zaczęła się, jak Niemcy poszli na Ruskich, i trwała do końca wojny.

A.K.: I przez ten cały czas przychodzili do wsi?

E.T.: Przez cały ten czas rabowali. I to stało się u nas, ten cały pożar w ostatnim czasie

roku, był ten pożar, ta masakracja i wojna skończyła się latem. Oni wyszli z tej puszczy

wszystkie.

A.K.: To była Puszcza Rudnicka?

E.T.: Puszcza nazywała się Rudnicka, ale mówili też Wisińcza. Ona łączyła się z

Dałowiecką Puszczą. Wielka puszcza była i tam oni siedzieli i w tych czasach chodzili

rabować.

Przyszli pierwszy raz do nas samych. Kazali, żeby założyć konia, ojciec poszedł, konia

założył, wzięli klucze od składu, od stajni, wszystkich spędzili w kąt, z automatem jeden

pilnował. I wszystko brali. Potem przyszli przy końcu, powiedzieli, że "nie ma zlituj i jak

zameldujesz, przyjdziemy i ciebie spalimy".

No i tak stało się. Koń wrócił się, za jakichś parę dni, ale to pół konia było.



A.K.: To pierwszy raz tak było, jak brali, potem znowu przyszli?

E.T.: Potem przyszło ich więcej, zaraz przyszli z wieczora i poszli brać, po całej wsi

rabować.


Przyszli do nas, też kazali konia założyć. Jeden facet siedział z koniem na naszym

podwórku. My zaczęliśmy jego prosić, że u nas już byli i już brali i daliśmy mu butelkę

samogonu. On wypił i mówi – to jakby był ukraiński język – że on pojedzie i powie, że u

nas nic nie było.

Jak on pojechał, to my wszystko z domu, co tam było, jakie łachy, rzeczy, zaraz za

stodołą do jam wrzucali. Otworzyliśmy owczarnik, owce, świnie, tam cielaków parę

było, to wypędzili w las – w nocy to wszystko było.

Oni, jak już odjeżdżali, to wpadli do nas – dwóch – nie było nic w domu. Ja spałem z

bratem, tym Leonem – na łóżku. Nakryte tak mieliśmy kołdrę wiejską, swojej roboty.

Wpadli, zobaczyli, że nie ma nic, zerwali z nas kołdrę. Ojciec im mówi: "Towariszci, nie

będzie dzieciom się czym nakryć". To jeden tak powiedział – słowem takim brudnym –

mówi "a h... z twoimi dziećmi". No i poszli.

A ci nasi tacy byli, Woronis, Bobin, drudzy tacy, zebrali się – Godzis Jan – zebrali się,

wzięli broń. Tam mieli parę takich karabinków.



A.K.: Od kogo tę broń dostali?

E.T.: To znaczy, jak Ruskie byli u nas, wojsko, i uciekali, to oni rzucali to i ludzie nabrali.

Mieli takie karabiny, obrzynane lufy, takie krótkie, odrażanki wołali na nie. Strasznie

strzał był wielki z nich.

Partyzanci pojechali przez drugą wieś. To znaczy most był. Most spalony, ale zrobiony

był taki temporary. Poszli tam podle tego mostu pod rzekę za górkę schowali się. Jak ci

wjechali na most, to oni po nich łupnęli. Ci zostawili wszystko i uciekli. Ta wieś druga to

tak było kilometr, dwa – najwyżej. Polecieli i akurat zdążyli tam ich spotkać i ich tam

obstrzelali. Partyzanci wszystko pozostawili na tym moście i pouciekali.

Te nasze co obstrzelali, spokojnie wrócili się, tak po cichu, nikt nie wiedział, kto to był. Z

tej wsi dali znać, że "wasze wszystkie rzeczy tam na moście zostały się". Nawet jeden

wóz wpadł do rzeki. No i poszli, zebrali te rzeczy z powrotem.

Od tego czasu zaczęli nasze chodzić, pilnować wieś. Zaraz więcej znalazło się, tam broni

mieli i zaczęli chodzić strzelać. Żeby oni byliby strzelali w swojej wsi, a chodzili bronić i

drugiej wsi...



A.K.: Jak się nazywała ta wieś?

E.T.: Tam zaraz za rzeką była druga wieś, nazywała się Poczobuty. No i potem druga tam

Gierwiszki. Niemiecko-litewskie wojsko było w Rakliszkach. Sztab tam był cały.

To była żandarmeria litewska, ale znaczy się pod Niemcami.

Oni przyjeżdżali do naszej wsi. I jak jeździli na zasadzki, to nasze też chodzili razem.



A.K.: Razem z litewską policją?

E.T.: Litewska policja była. To był majątek Rakliszki i zaraz, pięć kilometrów był majątek

Policzniki. Tam też były te wojska. Tak że partyzanci nie dochodzili bliżej do tych

miejscowości, gdzie wojsko stało.

Ale tu chodzili po tych wszystkich wsiach, rabowali.

Tak przyszło do tego czasu... I upominali, że "pilnujcie swojej wsi, nie wtrącajcie się w

drugie wioski".



A.K.: Partyzanci tak mówili?

E.T.: Partyzanci tak mówili, przynosili ulotki – kartki. Ich to denerwowało i oni mieli

łączność z Moskwą. Widzieliśmy, jak w nocy czasem samolot kręcił się nad tą puszczą, a

z dołu strzelali rakiety, dawali znaki. Tam dla nich zrzucali broń.

Tak stało się, że oni zakrążyli.

Nie pamiętam dokładnie, czy to było z czwartku na piątek, czy z piątku na sobotę. To z

samego rana było, szaro robiło się. Zaraz zaczęły automaty grać i już widzimy ogień, pali

się. Strzechy były słomiane.

Ludzie zaczęli uciekać, rzucili się w las uciekać, w te krzaki. A oni byli od krzaków...



A.K.: Jak daleko był las od wioski?

E.T.: Zaraz, zaraz przez drogę taką było do takich krzaków. Cmentarz był i te krzaki

były. Był kiedyś las wielki, ale spiłowali. Tylko takie małe krzaki były.

Od tych krzaków i z drugiego końca wioski też, tak samo, a od rzeki oni nie szli.

Spodziewali się, że każdy będzie uciekać w las.

Ja z mamą uciekałem do jamy schować się, no i widzę, jak od cmentarza lecą – może ich

dwunastu było – strzelają. Może, żebym ja więcej był starszy, to za mamą wróciłbym, a ja

od mamy odbiłem się, przez wieś przeleciałem, do sąsiada, sąsiad tam wyciągał z

mieszkania kufry z ubraniem. Tam był mój brat Leon.

I z Leonem do rzeki uciekliśmy. To widziałem, jak padały kule zapalające. Sam

widziałem. Myśmy tak pod rzekę polecieli. Patrzymy, zaraz po drugiej stronie rzeki olcha

wielka rosła, taki dół był wymyty. I my patrzymy, a tu sąsiad jeden siedzi – z rodziną tam

poleciał schować się pod tą rzeką. I myśmy tam poszli.

Siedzieliśmy tam, słyszeli strzały po drugiej stronie. Tam mieszkała rodzina Pilżysów.

Widzieliśmy, jak do nich przyszli, do domu weszli. Postrzelali. Znaczy: dwie córki i ojca,

matkę zastrzelili, wyszli z domu, to zapalili dom. Wszystko zapalili. Potem patrzymy, jak

obok nas bliziutko, no może było z 50 metrów, leciał Woronis, stary gość, leciał i z

kożuchem wpadł do wody. Zaraz za nim dwóch leciało z automatami. Podlecieli pod

rzekę i puścili z tych automatów po rzece (serie). Myśleli, że on zabity będzie i oni z

powrotem wrócili się.

Szczęście Bóg dał, że nie zobaczyli w lewą stronę, gdzie myśmy siedzieli pod tą górką.

Jakby zobaczyli, toby zaraz nas wszystkich pobili.

A.K.: Ten Woronis zginął?

E.T.: Myśmy myśleli, że on zginął, ale nie wiem, czy oni jego ranili we wodzie... Patrzymy,

patrzymy, na drugiej stronie na brzegu on wylazł z wody, za krzak uczepił się i poszedł

tamtą stroną rzeki.

Jemu zranili rękę bardzo mocno. To znaczy, że on tą ręką nie mógł (później) pracować.

Połamali mu kość.

Jego żonę, córkę i syna zastrzelili partyzanci.

Po tym wszystkim myśmy zaraz powychodzili, już ludzie, którzy przyszli żywe, znaleźli

rodziny zabite, już płacz po wsi... Pamiętam, jak dzisiaj to widzę.



A.K.: Wieś całą spalili?

E.T.: Spalili całą. Nasz dom...

Ojciec też uciekł pod rzekę i siedział i widział, że wszystko już spaliło się, nikogo nie

było, a nasz dom ocalił się, stoi nasz dom. A potem patrzy, na koniu leciał jeden i

podleciał z takim wiechciem zapalonym i podpalił dom nasz. Dom spalił się, a spichrz,

zaraz był za domem – został się. Od ognia domu, to z drzwi smoła wyszła.

To tak było, że nasza stodoła już była na kolonii. My mieliśmy pójść na kolonię

mieszkać, uciekać z wsi. Mieliśmy działkę na kolonii, postawiliśmy stodołę, przenieśliśmy i

obora była nowa, a tu stara, żywioł był w domu jeszcze.

Baliśmy się wyprowadzać, bo nie daliśmy rady domu przenieść, a dom zostawić, a tam

gdzieś mieszkać odgrodzić sobie w stajni domek, przeżyć przez zimę... Słyszeliśmy, że

już tam chodzili, partyzanty chodziły, czy jakieś inne dziady chodziły. Tam kogoś zbili

mocno. I baliśmy się tam przejść mieszkać...



A.K.: To było jeszcze przed tą masakrą?

E.T.: No i mama akurat poleciała do jamy, wpadła. Oni wiedzieli pewno... Podeszli.

Siostra siedziała blisko z córeczką. Puścili po siostrze z automata...



A.K.: Ile miała lat siostra?

E.T.: Siostra mogła mieć... Nie była stara. Mogła mieć koło 30 lat. Miała dziewczynkę,

cztery latka, na ręku. Strzelili w dziewczynkę, na ręku, zabili...

Siedziała ta moja siostra, a drugi zobaczył i mówi, że ona jeszcze żyje i wziął karabin.

Drugi facet mówi "ostaw kobietu"... Strzelił w siostru. Ona siedziała, a on tak na ukos w

głowę strzelił siostrze, akurat w policzek przez szczękę, kula porwała jej zęby, szczękę.

Siostra upadła. Tak że kula szła przez szczękę i koło piersi tak wyrwało...

A brat zaraz blisko w krzaki uciekał, tak jego spotkali i z automata puścili mu po głowie.

To znaczy głowa na pół się rozleciała...



A.K.: Kto zginął z Pana rodziny?

E.T.: Mama zginęła, brat i siostry córka zginęła.

A.K.: Siostra przeżyła?

E.T.: Siostra była raniona.

A.K.: Z każdej rodziny ktoś zginął, z każdego domu ktoś zginął?

E.T.: Nie ze wszystkich domów, ale z wielu poginęło po kilka osób. Pilżysy – cztery

osoby, Bandalewicz Stanisław, to też dwa syny i on został spalony w domu. Ja sam

widziałem jeszcze, jak on leżał na werandzie i kości były spalone. Dzieci schowały się –

jak to dom był, piec murowany i taki luk pod spodem był – to dzieci były pod tym piecem

schowane i spaliły się, podusiły się.

Ze wszystkich tych rodzin pobili. Bobin został zabity. Została jego córeczka, z pięć lat

miała, i żona została i syn został zabity.

A.K.: Strzelali do wszystkich, i do kobiet, i do dzieci?

E.T.: Nie było różnicy, kogo złapali, to wszystkich bili. Nawet kobietę jedną, uciekała tam

w las ku cmentarzu, to nie strzelali, ale kamieniem zabili, kamieniem w głowę.

Jak mamę zabili, to może z osiem kul po piersiach puścili.

A.K.: I co później?

E.T.: No, ludzie poszli mieszkać do rodzin, do drugich wsi, do miasteczka, do

Bieniakoniów poszli mieszkać, tam dali dla nich miejsca. Pomagali niektórzy ludzie w tym

czasie. Ja poszedłem do wujka mieszkać, ojciec poszedł do córki, a brat u krewnych.

A potem, jak przeszła zima, wszystko skończyło się, to przyszliśmy do domu mieszkać,

tam na kolonię. Mieliśmy stodołę.

Chleba było, grochu mieliśmy swojego dosyć, ale kartofli brakło, ani mleka i mięsa nie

było. Tak musieliśmy męczyć się.

Siostra przyjechała ze szpitala. Ja i dwóch braci moich, ojciec i myśmy tak męczyli się.

Jak zaczęliśmy więcej już wzmacniać się, to zaraz przyszli Ruskie, zaczęli dusić

podatkami. Męczyli.

Potem też mordować zaczęli.

O tym, jak oni zrobili ten system ruski, to można by napisać książkę, jak poniszczyli

wszystko. Tak nam dali w tyłek. I mordowali. Nie naszych samych, ale wszystkie wsi.

Kołchozy porobili.

Potem dzięki Bogu, w 58 roku otworzyła się repatriacja do Polski. W 58 roku w

czerwcu wyjechałem do Polski, na Śląsk.

Kontrakt zrobił Gomułka z Chruszczowem. Ze Śląska, z Polski Niemcy mogli jechać do

Reichu swojego, a spod Rosji przyjęli Polaków. I nawet którzy byli sądzeni, w więzieniu,

to puścili.

Ci, którzy byli przeciwnikami partyzantki, to ich wszystkich połapali i powywozili.

Znaczy ci z naszej wsi, którzy strzelali do partyzantów. Jak przyszli Ruskie, to zaraz

wiedzieli, wydali tych, co bronili.

Połapali wszystkich: Woronis, Godzis, drugi Woronis. Dużo takich ludzi połapali, którzy

byli przeciwnikami partyzantów, i wzięli do więzienia, do łagrów. Ale ani jeden nie umarł.

Godzis wrócił, Woronis wrócił i drugi Woronis wrócił, Feliks. Nie pozabijali ich.

A.K.: Pan sam wyjechał?

E.T.: Wyjechałem z siostrą i z ojcem. I brat wyjechał z rodziną – dwoje dzieci. Myśmy

byli na Śląsku, a potem w 60. roku brat zabrał mnie, siostrę i ojca do Kanady.

Sprowadził nas.

(...) No i tak od tego czasu żyjemy. Mamy dwoje dzieci. Syn jest lekarzem w Sudbury, córka

pracuje w Kingston. Wychowaliśmy dzieci, wyuczyli, daliśmy wszystko, co mieliśmy.

Ciężko pracowaliśmy. Nie jesteśmy wykształceni. Nie miałem okazji się kształcić, była

wojna, szkoły to miałem – można powiedzieć – jedną klasą, dwie klasy. Sam się

uczyłem.(...)



A.K.: Ktoś pytał później o to, co się wtedy stało w Koniuchach? Rosjanie, było

śledztwo?



E.T.: Jak przyszli Rosjanie, to zrobili śledztwo i szukali, kto był dowódcą. Brali ludzi.

Nawet i mojego ojca brali na śledztwo.

Ojciec powiedział, że syn był w tym, syn zabity, a ja nie chodziłem. Zrobili śledztwo i

taką mieli nienawiść na naszą wieś te Ruskie. Mówili, "wy jesteście bandyci, przeciwnicy

ruskiej partyzantki". Tak było.

A.K.: Niektórzy mówią, że tę samoobronę we wsi uzbroili Litwini, że broń była od

Niemców.


E.T.: To tak było. Niemcy dali pozwolenie na broń, pamiętam. Mieli Niemcy dać broń.

Ale ktoś był w partyzantce, jakiś Litwin, czy może jakiś inny, a drugi był w niemieckiej

policji w zarządzie, gdzie mieli nam dać broń, pomoc. To był kawałek, jakieś 20

kilometrów. I jak jeździli broń wziąć, to mówili, nie ma magazyniera, nie ma podpisu i tak

wszystko odciągali. Dali jakiś granat, jakiś karabinek, tak na odczepnego.

A było napisane, ile mieli dać maszynowych karabinów, i mieli dać dwa działka, żeby

wieś obstawić. I nie dopuścili, żeby dać broń.

A.K.: Nie dali w końcu?

E.T.: Mówili, że jeden brat Litwin był w tej partyzantce, a drugi był w całym tym

zarządzie, gdzie był skład broni. I nie dostali. Mieli tam trochę swojej, ale to nic nie było.



A.K.: Oprócz tej partyzantki sowieckiej i żydowskiej, była jakaś inna w okolicy?

E.T.: Partyzantka była w Nowogródzkiem, na Białorusi, tam partyzanci byli dokładni

(porządni – A.K.). Tu nie byli dokładni, tu byli bandyci i rabusie, tu AK nie było.

Mówią, że w pobliżu tej puszczy to nawet ludzie swoi też chodzili. Tacy, co chcieli

jedzenie rabować, ubrania, wykarmić rodzinę, to chodzili podobno.



A.K.: Razem z partyzantami rabować chodzili?

E.T.: Była tam taka wieś jedna. Znaliśmy dobrze, że jeden z tej wsi, taki Polak, był też

tam w tej partyzantce.

Była tam taka wieś, która po tym naszym spalenisku – jak to stało się – to znaczy tam

strzelali Niemcy z dział w ten las. No, gdzie tam ich trafi, kto wie, gdzie oni tam byli w

tych lasach.

Potem tam poszli w pobliże tych lasów, była tam taka wioseczka nieduża. Mówili, że z

tej wioski też ludzie chodzili. Wzięli tam, nie wiem ilu mężczyzn, spędzili do stodoły i

zapalili. To znaczy, Niemcy i Litwini.

Pamiętam, myśmy tam jeździli wozić las – dali nam normę Ruskie, las wozić – to na tym

miejscu stał krzyż. Mówili, że tam spędzili tyle i tyle ludzi i spalili.

To już było gdzieś w kwietniu – coś takiego.

A.K.: Pan myśli, że to było w odwecie za ten atak?

E.T.: Tak, za ten atak, no i za to, że partyzanci szkodę robili Niemcom dużą. Miny

podkładali pod tory kolejowe.

O, nawet mój ojciec jechał z Wilna od córki, jak była w szpitalu, to też mina wyrwała i

parowóz wykoleiło. Ale zdaje się, że wszyscy, co jechali w tym pociągu, przeżyli. Mieli

miny z Moskwy, samolotem zrzucali.

A.K.: Gdy rozmawialiśmy pierwszy raz, Pan mówił, że "nikogo nie wini". Dlaczego?

E.T.: Ja widzę w ten sposób. Nie chciałem powiedzieć, że wina była partyzantów. Oni

chodzili rabować, no, ale oni muszą coś jeść – prawda? Ja winowałem tych mądralów, co

poszli w obronie. Oni tego nie musieli robić. Bo wieś z partyzantką nie nawalczy.

Partyzanci są wyuczeni, oni się ćwiczą ci ludzie, a wieś co? No i za kilka tych osób

zniszczyli wieś, spalili żywioł i ludzi pobili...

A.K.: To mieli prawo tak spalić wieś i dzieci, kobiety mordować?

E.T.: Podobno, że oni dostali rozkaz z Moskwy.

A.K.: Jak długo trwała masakra?

E.T.: To niedługo trwało, może koło godziny. Ich tam była masa. Oni wszystko palili,

kogo widzieli, to zabili.



A.K.: Ludzie wrócili do wioski? Wioska przeżyła? Nie bali się ludzie, że drugi raz

przyjdą?


E.T.: Zaraz w tym czasie, może po paru tygodniach, ludzie wrócili. No, ale to już nic nie

było z nimi. Rabować już nie przychodzili, strzelać nie przychodzili.

Ludzie budowali ziemianki, i zaczęli mieszkać.

A.K.: Był Pan teraz niedawno na Litwie czy na Białorusi?

E.T.: Brat był, jakieś dziesięć lat temu. Ja jak wyjechałem, to nie byłem. Teraz jechać, to

już nie ma co, bo mało kto tam jest. Mam siostry córkę, paru kuzynów mam, a

znajomych może znalazłbym, a może nie. Wszystko zmieniło się.

A.K.: Mówił Pan, że nie zgadzają się niektóre nazwiska na liście pomordowanych.

E.T.: To znaczy (piszą, że) Marcinkiewicz i Marcinkiewiczówna była sparaliżowana – to

nieprawda. Sparaliżowana była Jankowska. To ta kobieta spaliła się w domu. I nie

wymieniony jest syn jej. To znaczy pasierb. Jankowski był wdowcem i ożenił się z tą

kobietą – to był syn jego. On został zabity.

Potem piszą "Molis". Molisa to tylko została zabita żona i córka. Molis został się. Tam

piszą "Molis Stanisław" – nie było takiego. Był ojciec, Molis Feliks. Ten ojciec poszedł

mieszkać do drugiej wsi do żony krewnych i tam jakieś dziady zabiły go – ale to może za

parę miesięcy.

Bobin Józef i Bobinówna, Marian Bobin i Jadwiga Bobin... Tam napisane jest "Antoni

Bobin". Antoni Bobin to już jest z drugiej rodziny, to ten co pomagał wyciągać bratu kufer

z ubraniem, to ten Bobin, druga rodzina była.

Potem był krawiec. Jego żony matka była z naszej wsi. Razem szyli. Partyzanci strzelali i

zobaczyli go, jak schował się pod drzewo. Jego wieś nazywała się Mikontary. Mówili, że

on wyciągnął paszport, ręce podniósł do góry, mówił po rusku, że jest partnoj, to znaczy,

że jest krawcem z drugiej wsi. A mówią mu: "h... z tobą" i w łeb jemu strzelili, zabili go.

Wojtkiewicza żona była w ciąży i chłopak był, nie miał nawet dwa latka. Zabili ją, a

chłopak został żywy. Przynieśli słomę, na nią rzucili, zapalili. Temu chłopaczkowi nogi

poopalało, paluszki jemu odpadły. Przeżył pod tą matką. Jak zapalili, to tylko nogi mu się

spaliły.

Było strasznie, było strasznie, nie przepuścili nikomu.

Jak pomyślę, to ja to wszystko dzisiaj widzę. Tę całą wieś, wiem, gdzie jaki dom stał, jak

dziś, jak na swoje własne oczy.

(...) Przeżyliśmy dużo. Z tym pożarem, a potem, jak przyszli Ruskie. W skórę nam wszystkim

dali, żeby pozbyć się gospodarki i zapisać do kołchozu.

Przez kilka lat wszystko poginęło; konie pozdychały, uprząż, Wszystko poniszczyli, pole

poniszczyli; jak orałeś koniem swoim, to człowiek pomału sobie zrobił, przyszły traktory,

puścili na pół metra pługi, wydostali na wierzch żółtą ziemię, a czarną zasypali. Wszystko

poginęło i nic nie rosło.

Strasznie to było przeżyć. Sam musiałem chodzić na pole, żeby gdzieś ukraść siano,

słomy, żeby krowę wykarmić, samemu przeżyć. Pędziłem samogon przez tyle lat na

handel. Dostałem pieniądze, kupiłem mąkę. I to było wszystko w strachu. Gdzie człowiek

się nie ruszył, bał się, że zaraz przyjdą kontrolować. Podatkami nacisną. To tym, to

tamtym.

Tak pili krew, przez cienką słomkę.



Moja siostra – ona już nie żyje – to ona tak nie lubiła tych Ruskich, że nie masz pojęcia!

Co myśmy przeżyli! I nie my jedni. Wszystkie wsie dookoła. Wileńszczyzna i Białoruś,

Lida, Grodno.

A.K.: Bardzo dziękuję za rozmowę.


(15) ARTICLE FROM THE WARSAW DAILY GAZETA WYBORCZA – MAY 7, 2001
Gazeta Wyborcza

7 maja 2001


Co się zdarzyło w 1944 r. w Puszczy Rudnickiej

Krzyż w Koniuchach
Drewnainy krzyż upamiętni ofiary masakry około 50 mieszkańców wsi Koniuchy

na Litwie – poinformował sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i

Męczeństwa Andrzej Przewoźnik. 57 lat temu wieś została doszczętnie zniszczona

przez oddział partyzantki sowieckiej.


Śledztwo w sprawie tego, co wydarzyło się w styczniu 1944 roku w Koniuchach w rejonie

sołecznickim, prowadzi od marca Instytut Pamięci Narodowej.

Na razie informacje o tym, co się tam wydarzyło, są niejasne. [?] Ich podstawą są

powojenne wspomnienia Chaima Lazara – partyzanta tzw. Litewskiej Brygady

Partyzantki Sowieckiej wydane w USA. Lazar wspomina w niej o ataku na „ufortyfikowaną,

faszystowską” wieś Koniuchy, która odmówiła dostarczania sowieckim partyzantom

żywności. Według Lazara w „akcji bojowej” wzięło udział 120 partyzantów, w tym

50-osobowy oddział partyzantki żydowskiej, którzy zabili 300 mieszkańców Koniuch. Fakt

ataku na wieś potwierdzają również wspomnienia drugiego partyzanta Israela Weissa i

autor opracowania o udziale Żydów w partyzantce sowieckiej w lasach rudnickich Rick

Cohen.

Według Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, która w końcu kwietnia przeprowadziła



wizję lokalną na miejscu zdarzenia, w trakcie ataku zginęło około 50 osób. Z 85 budynków

wsi ocalały zaledwie cztery. Jak wynika z rozmów m.in. z ocalałą z masakry Stanisławą Wronisową nie ma jednej mogiły ofiar masakry. Ciała pochowano w Butrymowicach

[Butrymańcach] i Bieniakoniach (dawna parafia, obecnie na terenie Białorusi).

Jak zapewnia Andrzej Przewoźnik, ofiary zbrodni zostaną upamiętnione jeszcze w tym roku. Obecnie przygotowywana jest dokumentacja techniczna. W Koniuchach ma stanąć drewniany krzyż z nazwiskami wszystkich zamordowanych, a w kościele parafialnym w Butrymowicach [Butrymańcach] zostanie wmurowana tablica. (PW)




(16) ARTICLES FROM THE WARSAW WEEKLY NASZ DZIENNIK – AUGUST 18, 2001 & AUGUST 28, 2001
Nasz Dziennik

18 sierpnia 2001r. - nr 192


Moro
Ludobójstwo w Koniuchach. Pomnikowy pat

Do czasu ustalenia nazwisk oraz liczby ofiar akcji żydowskiego oddziału partyzantki komunistycznej, który w styczniu 1944 roku w miejscowości Koniuchy w Puszczy Rudnickiej wymordował Polaków - mężczyzn, kobiety i dzieci, Rada Pamięci Ochrony Walk i Męczeństwa nie będzie w stanie skonkretyzować planów co do formy uczczenia pamięci ofiar.


- Wystąpiliśmy do IPN, którego prokuratorzy wszczęli śledztwo w tej sprawie, z pytaniem o podanie liczby ofiar, chociażby przybliżonej, a także nazwisk pomordowanych w Koniuchach - poinformowała Jolanta Adamska, szefowa działu zagranicznego Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Do czasu otrzymania niezbędnych informacji Rada nie jest w stanie nic zrobić w tej sprawie, gdyż konieczne jest to do ustalenia formy, a także napisu mającego uczcić ofiary masakry. Rada także nawiązała współpracę w tej sprawie z merem Solecznik na Litwie, w pobliżu których znajdują się Koniuchy.
Już w maju tego roku prasa donosiła, że w Koniuchach stanie drewniany krzyż upamiętniający ofiary masakry oraz wbudowana zostanie tablica pamiątkowa w kościele parafialnym w Butrymańcach. Nie dojdzie jednak do realizacji tego projektu, gdyż opierał się on na błędnych informacjach, że w Koniuchach jest jedna mogiła zbiorowa. Po przeprowadzeniu wizji lokalnej w Koniuchach i okolicznych miejscowościach okazało się, że ofiary masakry zostały pochowane w grobach indywidualnych przez rodziny i znajomych, a ich szczątki znajdują się na cmentarzach w Bieniakoniach (ówczesna parafia, aktualnie w granicach Białorusi), na Litwie w Butrymańcach oraz w samych Koniuchach. Adamska, która uczestniczyła w wizji lokalnej, stwierdziła, że w Koniuchach cmentarz jest w fatalnym stanie i aktualnie nie da się nawet ustalić, które z mogił na tymże cmentarzu to miejsca pochówku ofiar tamtej zbrodni.

W lutym tego roku Kongres Polonii Kanadyjskiej wystąpił do IPN o wszczęcie śledztwa w sprawie wymordowania przez żydowski oddział partyzancki, podporządkowany Centralnemu Sztabowi Partyzanckiemu w Moskwie, całej ludności wioski Koniuchy na Nowogródczyźnie. Aktualnie oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi prowadzi śledztwo "w sprawie pacyfikacji przez partyzantów sowieckich w dniu 29 stycznia 1944 r. we wsi Koniuchy, gmina Lida, woj. nowogródzkie i zabójstwa kilkudziesięciu mieszkańców tej wsi". Żydowskie źródła podają, że wymordowano wtedy około 300 osób, w tym kobiety i dzieci. Sprawcy zbrodni, mieszkający po wojnie w USA i Izraelu, w licznych publikacjach opisują ten mord. Chaim Lazar w "Destruction and Resistance", opisując tę zbrodnię, stwierdził, że "zadanie wykonano w krótkim czasie. Sześćdziesiąt gospodarstw chłopskich, w których mieszkało około 300 osób, zniszczono. Nie uratował się nikt". Inne relacje znajdują się w "Memorial to a Jewish Community in Poland" oraz w dzienniku partyzantów żydowskich pt. "Operations Diary of a Jewish Partisan Unit in Rudniki Forest".


Nasz Dziennik

28 sierpnia 2001r. - nr 200


Moro
Ludobójstwo w Koniuchach. Kolejni świadkowie

Trwają przesłuchania osób, które straciły najbliższych podczas masakry dokonanej w styczniu 1944 roku w Koniuchach przez żydowski oddział partyzantki komunistycznej.


- Niedawno zgłosiła się rodzina z Pomorza, która w czasie wojny mieszkała w Koniuchach i straciła bliskich - powiedziała prokurator Anna Gałkiewicz z łódzkiego oddziału Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Instytutu Pamięci Narodowej, prowadząca śledztwo w sprawie zbrodni. Nie są to jednak świadkowie naoczni. Dodała, że z 26 świadków żyjących w Polsce do tej pory udało się przesłuchać ponad połowę.
- Personalia świadków zostały ustalone na podstawie akt spraw wszczętych jeszcze przez Główną Komisję Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Co prawda nie dotyczą one bezpośrednio zbrodni w Koniuchach, ale popełniane były także na terenie Puszczy Rudnickiej i w powiecie lidzkim - powiedziała Gałkiewicz. Dziewiętnastu świadków to żołnierze AK, którzy byli w oddziałach Armii Krajowej na południowych krańcach Puszczy Rudnickiej. Osoby te, jak wynika z ustaleń KŚZpNP, miały kontakty z partyzantką sowiecką i są pomocne przy ustalaniu personaliów sprawców zbrodni, a także nazwisk osób, które wówczas zginęły.

- Świadkowie dotychczas przesłuchani, podając liczbę ofiar, wymieniają od 36 do 48 nazwisk. Dla mnie osobiście najbardziej wiarygodnym jest pewien żołnierz AK, który wymienia z nazwiska 43 ofiary - powiedziała Gałkiewicz.


Ze wspomnień Żydów, którzy mordowali w Koniuchach wynika, że zginęło 300 osób. Sprawcy zbrodni mieszkający po wojnie w USA i Izraelu opisują ten mord w licznych publikacjach. W relacjach tych poczytują sobie jako powód do chwały także to, że mordowali tam również kobiety i dzieci. "Zadanie wykonano w krótkim czasie. Sześćdziesiąt gospodarstw chłopskich, w których mieszkało około 300 osób, zniszczono. Nie uratował się nikt" - napisał Chaim Lazar w "Destruction and Resistance". Inne relacje znajdują się w "Memorial to a Jewish Community in Poland" oraz w dzienniku partyzantów żydowskich pt. "Operations Diary of a Jewish Partisan Unit in Rudniki Forest".
- Nie ma już wątpliwości, że liczby podawane we wspomnieniach partyzantów są mocno przesadzone - powiedziała Gałkiewicz. W sprawie źródeł żydowskich, a także meldunku oficera Wehrmachtu dotyczącego tej zbrodni, jaki odnaleziono w Archiwum Akt Nowych, prokurator Gałkiewicz zwróciła się o opinię do historyków z Wydziału Ekspertyz IPN.
- Zwróciliśmy się także o pomoc karną do Litwy i Białorusi, gdzie mieszka część świadków - powiedziała Gałkiewicz. Chodzi przede wszystkim o przesłuchanie świadków, którzy mieszkają do tej pory w Koniuchach i okolicy. Z ustaleń IPN wynika, że żyją oni zarówno po stronie białoruskiej, jak i litewskiej.
- Zeznania świadków z Litwy i Białorusi otrzymamy najwcześniej na początku przyszłego roku, wtedy też będziemy w stanie podać pełną listę ofiar tej zbrodni - powiedziała prowadząca śledztwo. Wtedy też IPN przekaże ją do Rady Pamięci Ochrony Walk i Męczeństwa, która zapowiedziała budowę pomnika upamiętniającego ofiary tego mordu.
Śledztwo wszczęto 8 marca br. po tym, jak w lutym Kongres Polonii Kanadyjskiej wystąpił z doniesieniem do IPN. Aktualnie oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi prowadzi śledztwo "w sprawie pacyfikacji przez partyzantów sowieckich w dniu 29 stycznia 1944 r. we wsi Koniuchy, gmina Lida, woj. nowogródzkie i zabójstwa kilkudziesięciu mieszkańców tej wsi".


  1. ARTICLE FROM THE WARSAW WEEKLY NASZ DZIENNIK

OCTOBER 28, 2002
Nasz Dziennik

28 października 2002, nr 252(1445)


Śledztwo w sprawie zbrodni w Koniuchach

Uciekały boso po śniegu

Łódzki Instytut Pamięci Narodowej, prowadzący śledztwo w sprawie

pacyfikacji przez sowieckich partyzantów wsi Koniuchy, zwrócił się o pomoc

w udostępnieniu dokumentów do Litwy, Białorusi i Kanady. W sprawie

przesłuchano 25 świadków. Zeznania potwierdzają, że napadu dokonała

banda, w której najliczniejszą grupę stanowiły osoby narodowości

żydowskiej.
Łódzki IPN przesłuchał 25 świadków. Są to głównie żołnierze Armii Krajowej,

walczący w oddziałach stacjonujących w Puszczy Rudnickiej, członkowie rodzin

ofiar zbrodni oraz mieszkańcy okolicznych wsi. Świadkowie rozsiani są niemal

po całym świecie, często są to osoby stare, schorowane, dla których

składanie zeznań jest wielkim przeżyciem. Z zeznań wynika, że napadu

dokonali "nieznani partyzanci mówiący po rosyjsku". Żaden z dotychczas

przesłuchanych nie wskazał ich tożsamości, ale jak poinformowała nas

prokurator Anna Gałkiewicz - nazwiska i pseudonimy partyzantów

odnaleziono w zebranych dokumentach. W toku śledztwa udało się

potwierdzić, że napadu dokonał 100-120-osobowy oddział partyzantów, wśród

których najliczniejszą grupę stanowiły osoby narodowości żydowskiej.

Oddziały te potocznie nazywano Wiśniczą, od usytuowania ich baz pomiędzy

wsią Wiśnicza a jeziorem Kiernowo. Jeden z odnalezionych świadków był w

Koniuchach kilka dni po napadzie - 2 lutego 1944 r. Zeznał, iż widział

popalone domy, rozpaczających ludzi, pozostawione dzieci. Z relacji osoby,

której udało się przeżyć, usłyszał, że wieś podpalono z obu stron, a potem

strzelano do uciekających. Atak nastąpił po dłuższej obserwacji, w czasie gdy

patrole chroniące Koniuchów zeszły z posterunków, a wieś była pogrążona we

śnie. Mieszkańcy wsi, opowiadając o sprawcach napadu, używali zamiennie

określeń: "Żydzi" i "Ruscy". Część ofiar zginęła we własnych domach. I tak

np. z pięcioosobowej rodziny P. tylko dwóch braci uniknęło śmierci, nie było

ich w domu. Rodzice spłonęli.


Z relacji świadków wynika, że była to wyjątkowo okrutna zbrodnia. Bandyci nie

oszczędzali nikogo, starców, kobiet, dzieci. Mieszkańcy okolicznych wsi

opowiadali, że widzieli rano grupę przerażonych kobiet. Uciekały z Koniuch w

bieliźnie, na bosaka i po śniegu, w wielostopniowym mrozie.


Archiwa potwierdzają zeznania
Do tej pory IPN otrzymał materiały z Białorusi. W tej chwili tłumaczone są na

język polski. Archiwa na Litwie zawierają teczki personalne partyzantów

sowieckich, meldunki i rozkazy. Przeszukano również archiwa krajowe. W

Centralnym Archiwum Wojskowym znaleziono 3 dokumenty potwierdzające

zbrodnię. Odnaleziono także kopię tajnego meldunku sytuacyjnego

sporządzonego przez Oddział Operacyjny Wehrmachtu - Ostland w dniu 5

lutego 1944 r., a więc krótko po popełnieniu zbrodni, w Rydze. Z jego treści

wynika, że w Koniuchach pojawiła się "średniej wielkości banda Żydów i

Rosjan" oraz że "zastrzelono 36 mieszkańców, a 14 zostało rannych.

Miejscowość w przeważającej części została obrócona w perzynę".

Doniesienie w sprawie zbrodni w Koniuchach złożył Kongres Polonii

Kanadyjskiej. Postępowanie wszczęto 8 marca 2001 r.


W styczniu 1944 r. z rąk Sowietów i Żydów zginęło tam 40 osób, a cała wieś

została spalona.


Koniuchy to mała wioska położona na skraju Puszczy Rudnickiej w powiecie

Lida w przedwojennym województwie nowogródzkim (obecnie Białoruś).

Wioskę zamieszkiwali głównie Polacy. W czasie wojny w okolicznych lasach

stacjonowali partyzanci sowieccy. Rabowali wszystko, co się dało: żywność,

ubrania, zwierzęta. W celu zapobieżenia napadom chłopi zorganizowali

samoobronę. Każdego dnia i każdej nocy wyznaczone patrole pilnowały wsi.

W nocy z 28 na 29 stycznia 1944 roku partyzanci okrążyli wieś. Nad ranem

podpalono zabudowania, a uciekających mieszkańców rozstrzeliwano.

Mężczyźni, kobiety i dzieci ginęli albo w płomieniach, albo od kul. Ci, którzy

ocaleli, ukryli się w pobliskich wsiach.


Anna Surowiec, Łódź


(17) ARTICLE FROM THE NEW YORK WEEKLY FORWARD – AUGUST 8, 2003: DENIAL, OBFUSCATION AND CONTEMPT FOR THE VICTIMS
Forward (New York)

August 8, 2003



Poles Open Probe Into Jewish Role In Killings

Group Fingers WWII Partisans

By MARC PERELMAN
FORWARD STAFF

Poland's official National Institute of Remembrance, created to investigate historic crimes of the Nazi and communist eras, is currently investigating allegations that Jewish partisans participated in a massacre of civilians in Poland in early 1944.

The institute launched the investigation in February 2001 at the request of the Canadian Polish Congress.

Robert Janicki, deputy commissioner for prosecution of crimes against the Polish nation, told the Forward in a written statement that the institute was interviewing witnesses, including both victims and perpetrators, and was gathering archival material from several countries, but that no date had been set for the conclusion of the investigation.

Still, the institute has issued some preliminary reports, which contain allegations that some 50 to 60 Jewish partisans were part of a 120-strong Soviet partisan unit that attacked the village of Koniuchy on January 29, 1944. At least 35 civilians were killed, and the village, now located in Lithuania and called Kaniuakai, was burned to the ground, according to the reports.

The investigation, which has not been reported in the United States and was unknown to a series of scholars interviewed for this article, is creating unease among Jews because of its possible political motives.

"It is very convenient for the Canadian Polish Congress to raise this issue instead of providing explanations about pogroms of Poles against Jews during and after the war," said Hebrew University historian Dov Levin, who was a member of one of the Jewish partisan units operating under Soviet command in that region and has written several books on the issue.

Calls to the Canadian Polish Congress seeking comment were not returned.

Although relations between Poland and Israel have improved over the past decade, the affair is likely to fuel further acrimony in Polish-Jewish relations, which have been soured in recent years by disputes over the 1941 massacre of Jews by Poles in the village of Jedwabne, which some Poles blamed on German soldiers. The tensions spilled over into this country when a Polish-American leader made antisemitic remarks on the issue last year.

While some observers expressed concerns about the intentions of the Canadian group, they said the Polish remembrance institute was a solid and reliable institution. It gained credibility by conducting a thorough review of the events in Jedwabne, confirming that Poles played a central role in the massacre.

The Canadian Polish Congress has been pushing for years for an investigation of the Koniuchy killings, on which it published a book in 1998. The efforts gained new impetus after a Polish newspaper reported on the incidents in 2001, quoting survivors and citing new archival material confirming that a mass killing had taken place.

The fighting at Koniuchy is described in several Jewish accounts of partisans' battles, including "The Avengers," a book by Rich Cohen, published in 2000. The Jewish partisan units were part of a brigade commanded by the former Vilna ghetto fighter Abba Kovner, who went on to become a leading Israeli poet.

In its letter to the institute calling for an investigation, the Canadian group cited several accounts by Jewish partisans to back up its allegations. The letter highlighted the role played by the Jewish partisan groups and repeated the highest death estimates, while downplaying the reported pro-Nazi attitude of the villagers. It also downplayed contemporary accounts signaling the nearby presence of German and pro-German police forces or fortifications around the village.

The Canadian group has called on the Polish government to bring the perpetrators to justice and to strip the reputed commander of the partisan unit, Genrikas Zimanas, of Poland's highest military honor.

Anthony Polonsky, a historian at Brandeis University, said that under the circumstances, Poland's remembrance institute had no choice but to open an investigation.

The institute is now trying to reconstruct the actual events that took place in Koniuchy, a small village at the Polish-Lithuanian-Belarus border.

Severin Hochberg, a historian with the United States Holocaust Memorial Museum, said material he had seen suggested that civilians were indeed killed by partisans, a view endorsed by several experts interviewed for this article.

"At the time, the Soviets were on the offensive and the Jews fought with them, so I believe something serious took place," he said. "But there is still a lot of research to be done."

One of the issues needed to be settled is the number of deaths, which the Canadian Polish Congress puts around 300. [This statement is not true: it is Jewish accounts that boast of this victim toll.] Most accounts hover between 30 and 40.

A spokesman for the institute, Andrzej Arseniuk, told the Forward the institute was basing its research on the lower estimate.

An examination of preliminary findings summed up in several interim reports confirms that the institute is basing its research on the assumption that 36 to 50 people were killed.

In one report, dated September 9, 2002, the institute's regional office in Lodz said the villagers had organized a self-defense group to prevent Soviet partisans from looting, prompting the partisan units to attack the village in the early hours of January 29, 1944. The report cites witnesses saying that the most numerous group of partisans were "of Jewish nationality" and claims that there were some 50 Jews amid the 100 to 120 attackers.

In his letter to the Forward, the prosecutor cites a secret report from the German Wermacht command in Riga a week after the incidents saying that a group of Russians and Jews had killed 36 people and that the village was burned to the ground.

A similar death tally was found in a Lithuanian pro-German police report, according to Sarunas Lieckis [sic], a Lithuanian researcher. Soviet reports mention the event without giving body counts but emphasize that the self-defense units of the village were harassing the partisans, according to Lieckis.

Professor Levin of Hebrew University, who was a member of the "Death to the Occupants" partisan unit, said Koniuchy was an "event."

He refused to discuss the events further on the phone, adding that there were probably mischievous designs [sic] behind the initiative to publicize the events.

A key issue facing Polish researchers will be to determine the degree of autonomy of the Jewish units in the Soviet partisan hierarchy. The units were incorporated within the Soviet command-and-control chain at the time, according to historians Hochberg of the Holocaust Museum in Washington and Israel Gutman of the Yad Vashem museum in Jerusalem.

In its September 2002 interim report, the remembrance institute concurred, saying that the partisan units were under the direct command of the central partisan command in Moscow. That could indicate that singling out the Jewish units is unlikely since they were part of the partisan infrastructure.

However, Hochberg added that one could possibly speak of a "semiautonomous" situation in which the Jewish units had to fall in line with the Communist leadership while maintaining some leeway in deciding their participation in specific operations.

The remembrance institute is also investigating another killing in the village of Naliboki in May 1943.


Editor: It is not the Canadian Polish Congress who claims that 300 Poles were killed in Koniuchy, but rather boastful Jewish accounts of that massacre which have been published for decades. Dov Levin's calling the investigation of this massacre "mischievous" does not dignify a reply—it shows a distasteful and callous contempt for the victims.
TŁUMACZENIE
Polacy otwierają śledztwo w sprawie roli Żydów w zabójstwach
Oficjalny polski Instytut Pamięci Narodowej, stworzony dla badania historycznych zbrodni nazizmu i komunizmu, prowadzi obecnie dochodzenie w sprawie zarzutów uczestnictwa żydowskich partyzantów komunistycznych podlegających dowództwu NKWD w masakrze ludności cywilnej w Polsce, na początku 1944 roku.
Instytut rozpoczął śledztwo w lutym 2001 r. na żądanie Kongresu Polonii Kanadyjskiej.
Robert Janicki, zastępca szefa komisji d/s ścigania zbrodni przeciwko narodowi polskiemu, powiadomił redakcję „Forward” w pisemnym oświadczeniu, że Instytut przesłuchał świadków, włączając w to zarówno ofiary jak i sprawców i zgromadził materiały archiwalne z kilku krajów, ale data podsumowania dochodzenia nie została jeszcze ustalona.
Mimo to, Instytut wydał kilka wstępnych raportów, które zawierają domniemanie, że około 50 do 60 żydowskich partyzantów stanowiło część 120 osobowego sowieckiego oddziału partyzanckiego, który 29 stycznia 1944 roku zaatakował wieś Koniuchy. Według raportów co najmniej 35 cywilów zostało zabitych, a wieś obecnie znajdująca się na terytorium Litwy i nazywająca się Kaniukai została doszczętnie spalona.
Dochodzenie, o którym nie było doniesień w Stanach Zjednoczonych i które pozostawało nieznane grupie uczonych, z którymi rozmawiano pisząc ten artykuł, wywołuje zaniepokojenie wśród Żydów ze względu na jego możliwe motywy polityczne.
"Dla Kongresu Polonii Kanadyjskiej jest bardzo wygodne poruszanie tego zagadnienia zamiast udzielania wyjaśnień na temat pogromów Żydów dokonywanych przez Polaków w czasie wojny i po jej zakończeniu" - powiedział historyk Dov Levin z Hebrew University, który był członkiem jednego z żydowskich oddziałów partyzanckich operujących pod sowieckim dowództwem na tamtym terenie i który napisał kilka książek na ten temat.
Telefony do Kongresu Polonii Kanadyjskiej w sprawie komentarzy pozostały bez odpowiedzi.

Chociaż stosunki pomiędzy Polską i Izraelem poprawiły się w czasie minionej dekady, to sprawa ta może podsycić zjadliwość stosunków polsko-żydowskich, które pogorszyły się w ostatnich latach w wyniku sporów na temat masakry Żydów dokonanej przez Polaków we wiosce Jedwabne w 1941 roku, za którą Polacy obwiniali żołnierzy niemieckich. Napięcia przeniosły się do tego kraju [USA], gdy w ubiegłym roku przywódca polonii amerykańskiej wypowiedział antysemickie uwagi na ten temat.


Chociaż niektórzy obserwatorzy wyrazili zaniepokojenie intencjami grupy kanadyjskiej, potwierdzili jednak, że polski Instytut Pamięci jest solidną, godną zaufania instytucją. Zdobył on wiarygodność przeprowadzając szczegółowy przegląd wydarzeń w Jedwabnem, potwierdzając że Polacy odgrywali centralną rolę w tej masakrze.
Kongresu Polonii Kanadyjskiej od lat nalega na dochodzenie w sprawie zabójstw w Koniuchach, na temat których opublikował książkę w 1998 roku. Wysiłki te uzyskały nowy impuls po tym jak polska gazeta doniosła o tych incydentach w 2001 roku, przytaczając wypowiedzi ocalałych i cytując archiwalne materiały potwierdzające, że miały miejsce masowe zabójstwa.
Walki w Koniuchach opisane są w kilku żydowskich relacjach z bitew partyzanckich, włączając w to "The Avengers" - książkę napisaną przez Rich Cohen i opublikowaną w 2000 roku. Żydowskie oddziały partyzanckie były częścią brygady dowodzonej przez Abba Kovnera - byłego bojownika wileńskiego getta, który później stał się czołowym poetą izraelskim.
W piśmie do Instytutu domagającym się dochodzenia, Kongresu Polonii Kanadyjskiej, by poprzeć swe zarzuty, cytuje kilka relacji żydowskich partyzantów. Pismo podkreśla rolę odgrywaną przez żydowskie grupy partyzanckie i przytacza najwyższe z szacunków ofiar śmiertelnych, pomniejszając jednocześnie doniesienia o pronazistowskich nastawieniach mieszkańców wioski. Umniejsza też ono współczesne oceny sygnalizujące bliską obecność Niemców i proniemieckich sił policyjnych, czy też fortyfikacji wokół wioski.
Kongresu Polonii Kanadyjskiej wzywa rząd polski do postawienia sprawców zbrodni przed sądem i do odebrania szanowanemu dowódcy oddziału partyzanckiego, Henrikasowi Zimansowi, najwyższych polskich odznaczeń wojskowych.
Anthony Polonsky, historyk Uniwersytetu Bradeisa, powiedział, że w tych okolicznościach polski Instytut Pamięci nie miał innego wyjścia jak tylko otworzyć dochodzenie.
Instytut próbuje teraz zrekonstruować faktyczne wydarzenia jakie miały miejsce w Koniuchach, malej wiosce na granicy polsko-litewsko-białoruskiej.
Severin Hochberg, historyk z United States Holocaust Memorial Museum, powiedział, że materiały, które widział, sugerują, iż cywile na prawdę zostali zabici przez partyzantów - pogląd ten podziela kilku ekspertów, z którymi rozmawiano opracowując ten artykuł.
"W tym czasie Sowieci prowadzili ofensywę, a Żydzi walczyli razem z nimi, tak wiec wierzę, że coś poważnego wydarzyło się" - powiedział Hochberg. "Jednak jest jeszcze wiele do zbadania."
Jednym z zagadnień wymagających ustalenia jest liczba ofiar śmiertelnych, którą Kongres Polonii Kanadyjskiej określa na około 300 osób. Większość ocen waha się jednak pomiędzy 30 a 40.
Rzecznik instytutu, Andrzej Arseniuk, powiedział redakcji „Forward”, że Instytut opiera swe badania na tym niższym szacunku.
Analiza wstępnych ustaleń ujętych w kilku doraźnych sprawozdaniach potwierdza, że Instytut opiera swoje badania na założeniu, że zabito 36 do 50 osób.
W jednym z raportów, datowanym 9 września 2002 roku, regionalne biuro Instytutu w Łodzi mówi, że mieszkańcy zorganizowali grupę samoobrony by zapobiec rabunkom dokonywanym przez sowieckich partyzantów, pobudzając tym oddziały partyzanckie do ataku na wioskę we wczesnych godzinach 29 stycznia 1944 roku. Raport cytuje świadków mówiących, że najliczniejszą grupą byli partyzanci "narodowości żydowskiej" i i utrzymuje, że pośród 100 do 120 atakujących było około 50 Żydów.
W swym piśmie do „Forward” prokurator przytacza tajny raport dowództwa niemieckiego Wermachtu w Rydze, napisany w tydzień po incydentach, mówiący, że grupa Rosjan i Żydów zabiła 36 osób i że wioska została doszczętnie spalona.
Według badacza litewskiego - Sarunasa Lieckisa - podobne wyliczenie ofiar znaleziono w raporcie proniemieckiej policji litewskiej. Sowieckie meldunki wspominają wydarzenie bez podawania liczby ofiar, ale podkreślają, że oddziały samoobrony w wiosce niepokoiły partyzantów, potwierdza Lieckis.
Profesor Levin z Uniwersytetu Hebrajskiego, który był członkiem oddziału partyzanckiego "Śmierć Okupantom", powiedział, że Koniuchy były "wypadkiem" i odmówił dalszego dyskutowania na temat tych wydarzeń przez telefon, dodając, że są prawdopodobnie jakieś niegodne plany związane z inicjatywą rozpowszechniania [informacji] o tych wypadkach.
Kluczowym zagadnieniem stojącym przed polskimi badaczami będzie określenie stopnia autonomii oddziałów żydowskich w sowieckiej hierarchii partyzanckiej. Według historyków Hochberga z Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie i Israela Gutmana z Muzeum Yad Vashem w Jerozolimie, oddziały te były w tym czasie wcielone do sowieckiego systemu dowodzenia i kontroli.
W tymczasowym raporcie z października 2002 roku, Instytut Pamięci wyraził tą samą opinię, stwierdzając, że oddziały były pod bezpośrednią kontrolą centralnego partyzanckiego dowództwa w Moskwie. Mogłoby to wskazywać, że wyodrębnianie Żydów [jako sprawców i odpowiedzialnych za mord] nie jest prawdopodobne, gdyż byli oni częścią [sowieckiej] infrastruktury partyzanckiej.
Hochberg dodał jednak, że można zapewne mówić o możliwej "pół-autonomii", w której żydowskie oddziały musiały stać w jednej linii z komunistycznym przywództwem, ale zachowując przy tym pewien margines swobody w decydowaniu o ich uczestnictwie w specyficznych operacjach.
Instytut Pamięci prowadzi również inne śledztwo w sprawie zabójstw dokonanych we wiosce Naliboki, w maju 1943 roku.


COVERAGE BY FRANKFURTER ALLGEMEINE ZEITUNG -- AUGUST 12, 2003 (LORENZ JÄGER, “OPFER ALS TÄTER: EIN STREIT UM JÜDISCHE PARTISANEN”), AS REPORTED BY THE CZECH PRESS AGENCY NÁRODNÍ TISKOVÁ AGENTURA

Frankfurter Allgemeine Zeitung

August 12, 2003

OPFER ALS TÄTER: EIN STREIT UM JÜDISCHE PARTISANEN

Lorenz Jäger

Der "Forward" gehört zu den interessantesten, weil unbefangensten jüdischen
Publikationen aus den Vereinigten Staaten. In der aktuellen Ausgabe ...



1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   43


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna