The massacre at koniuchy



Pobieranie 2,24 Mb.
Strona33/43
Data24.10.2017
Rozmiar2,24 Mb.
1   ...   29   30   31   32   33   34   35   36   ...   43

Ze skautami litewskimi w Koniuchach


Ks. Hm. Dariusz Stańczyk
Harcerze WHM wspólnie ze skautami litewskimi odbyli swoje skromne uroczystości ku czci pomordowanych mieszkańców wsi Koniuchy. 70. rocznica tej wielkiej tragedii, jaka przypadła 29 stycznia (1944), była dla młodzieży wyzwaniem do zorganizowania się. Sobota to dobry czas na wypady harcerskie.
Stąd w bardzo mroźny dzień 1 lutego doszło do serdecznego spotkania pod pomnikiem tragedii w Koniuchach. Nim zaczęły się wspólne modlitwy, w ciszy i w zadumie serc wiary, harcerze otoczyli tragiczne miejsce: z flagami polskimi i litewskimi, z symbolem „Wileńskiego Marszu Wolności”, z relikwiarzem św. Rafała Kalinowskiego. Mieszkaniec Koniuch był pełen wzruszenia, gdy zobaczył godnie zachowującą się młodzież i z jakim nastawieniem idą przez wieś, modlą się i składają znicze. Obcy ludzie dla nich, a jednak patriotyzm to dar duszy, nieograniczony zasięg miłości do człowieka i Ojczyzny. Modlitwy na przemian, w języku polskim i litewskim, odśpiewanie hymnów skautowych, to także swoiste wzajemne wzbogacanie się duchowe i autentyczne wyrażenie idei „za naszą i waszą wolność”. Skauci litewscy z Solecznik pięknie się prezentowali i dobitnie potrafili się modlić, co wywarło na nas dobre wrażenie. I to jest zachętą na przyszłość, aby się spotykać w duchu braterstwa, zgody i wzajemnego poszanowania. A osobom pomordowanym przez partyzantkę sowiecką i NKWD w Koniuchach i w innych miejscowościach: „Cześć ich pamięci”.


Najwyższy CZAS!

Nr 6 (1238) – 8 lutego 2014


W SIEDEMDZIESIĄTĄ ROCZNICĘ ZAPOMNIANEJ ZBRODNI

ŻYDOKOMUNISTYCZNEJ PARTYZANTKI NA POLAKACH


Umorzyć Koniuchy
Czy zbrodni w Koniuchach na Nowogródczyźnie dokonało żydowskie społeczeństwo? Czy podczas rocznicy mordu prezydent Izraela przeprasza Polaków za Koniuchy?
TADEUSZ M. PŁUŻAŃSKI
Co na to premier i szacowne grono rabinów? Odpowiedzi na te pytania pozostaną bez odpowiedzi. W siedemdziesiątą rocznicę mordu Instytut Pamięci Narodowej zapowiedział, że

umorzy trwające wiele lat postępowanie „wobec śmierci części sprawców i niewykrycia pozostałych”. A stacja TVN, zapewne przez przypadek, pokazała film „Opór” o bohaterskich braciach Bielskich.

Śledztwo trwało, bagatela, od 13 lat. 27 lutego 2001 r. do Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi, za pośrednictwem Głównej Komisji, wpłynęło

pismo Kongresu Polonii Kanadyjskiej zawierające informację o zbrodni popełnionej przez partyzantów sowieckich w pierwszej połowie 1944 r. na mieszkańcach Koniuch na Nowogródczyźnie, obecnie Litwa.


Śledztwo IPN

Przytoczmy materiały IPN (23 kwietnia 2001 r.): „Wieś Koniuchy położona była na skraju Puszczy Rudnickiej, w której swoje bazy posiadały liczne oddziały partyzantów sowieckich. Członkowie

tych oddziałów dokonywali częstych napadów na okoliczne wsie i kolonie, w tym i na Koniuchy. Celem napadów był zabór mienia miejscowej ludności, głównie ubrań, butów, bydła, zapasów mąki. W czasie napadów stosowano przemoc wobec właścicieli rabowanego mienia. Mieszkańcy Koniuch zorganizowali samoobronę. Miejscowi chłopi pilnowali wsi, uniemożliwiając tym samym dalsze grabieże. Z tego powodu, najprawdopodobniej w dniu 29 stycznia 1944 r. (choć padają również daty kwiecień-maj 1944 r.), grupa partyzantów sowieckich z Puszczy Rudnickiej nocą okrążyła wieś. Nad ranem, przy użyciu pocisków zapalających, niszczono zabudowania wiejskie i rozstrzeliwano wybiegających z nich mieszkańców – mężczyzn, kobiety i dzieci. Łącznie spłonęła większość domów (co najmniej 60)”.

W śledztwie IPN ustalono, że mord miał miejsce w nocy z 28 na 29 stycznia 1944 r., kiedy wieś zaatakowała ok. stuosobowa grupa partyzantów sowieckich, w której skład wchodziło ok. 50 Żydów. Zginęło co najmniej 38 polskich mieszkańców (mężczyzn, kobiet i dzieci; najmłodsze miało dwa lata). Kilku osobom udało się uniknąć rzezi. W maju 2004 r. w Koniuchach odsłonięto

pomnik pamięci ofiar, na którym znajdują się 34 ustalone nazwiska ofiar.
Zrównać Koniuchy z ziemią

Inaczej niż w Jedwabnem, nie znalazła się żadna ocalała ofiara mordu – taki polski Szmul Wasersztajn (jak się potem okazało, po 1945 r. wieloletni pracownik UB), który nie będąc

naocznym świadkiem jedwabieńskiej zbrodni, wszystko widział i słyszał. Łatwiej jest natomiast ustalić katów. Nie musieliśmy – jak to zrobił J. T. Gross – ustalać nazwisk na podstawie

siłą rzeczy subiektywnych relacji ofiar, jak również ubeckich akt śledczych i procesowych, ale bez cienia wątpliwości znaliśmy personalia kilku sprawców. Co najbardziej bulwersujące: owi „partyzanci” nie tylko bez żenady przyznawali się do popełnienia brutalnego mordu, ale nawet

byli z niego dumni. Jeden z nich, „partyzant” Chaim Lazar, w wydanej w 1985 r. w Nowym Jorku książce „Destruction and Resistance” („Zniszczenie i opór”) napisał:

„Sztab brygady zdecydował zrównać Koniuchy z ziemią, aby dać przykład innym. Pewnego wieczoru 120 najlepszych partyzantów ze wszystkich obozów, uzbrojonych w najlepszą broń, wyruszyło w stronę tej wsi. Między nimi było około 50 Żydów, którymi dowodził Jaakow (Jakub) Prenner. O północy dotarli w okolicę wioski i zajęli pozycje wyjściowe. Mieli rozkaz, aby nie darować nikomu życia. Nawet bydło i nierogacizna miały być wybite. (...) Sygnał dano tuż przed

wschodem słońca. W ciągu kilku minut okrążono wieś z trzech stron. Z czwartej strony była rzeka, a jedyny most był w rękach partyzantów. Przygotowanymi zawczasu pochodniami

partyzanci palili domy, stajnie, magazyny, gęsto ostrzeliwując siedliska ludzkie. (...) Słychać było huk eksplozji z wielu domów. (...) Półnadzy chłopi wyskakiwali przez okna i usiłowali uciekać. Ale zewsząd czekały ich śmiertelne pociski. Wielu z nich wskoczyło do rzeki, aby przepłynąć na drugą stronę, ale tam też spotkał ich taki sam los. Zadanie wykonano w krótkim czasie. Sześćdziesiąt gospodarstw chłopskich, w których mieszkało około 300 osób, zniszczono. Nie

uratował się nikt”.
Złapani w krzyżowy ogień

Inna relacja pochodzi z wydanej (również w Nowym Jorku) książki Richa Cohena o symptomatycznym tytule „The Avengers” („Mściciele”):

„Koniuchy były wioską o zakurzonych drogach i osiadłych w ziemi, niepomalowanych domach. (...) Partyzanci: Rosjanie, Litwini i Żydzi zaatakowali Koniuchy od strony pól, a słońce świeciło im w plecy [wymarzona pogoda dla bohaterskich bojowników – T.M.P.]. Odezwał się ogień z wież strażniczych. Partyzanci odpowiedzieli ogniem. Chłopi uciekli do swych domów. Partyzanci wrzucili granaty na dachy, a w domach wystrzeliły płomienie. Chłopi wybiegali drzwiami i biegli drogą. Partyzanci ich gonili, strzelając do mężczyzn, kobiet i dzieci. Większość chłopów biegła w stronę niemieckiego garnizonu, a więc przez cmentarz na skraju miasta. Komandir partyzantów

przewidział to i dlatego nakazał kilku swoim ludziom schować się przy grobach. Gdy ci partyzanci otworzyli ogień, chłopi zawrócili i wpadli w ręce żołnierzy, którzy ścigali ich z drugiej strony. Setki chłopów zginęło złapanych w ogień krzyżowy”.

Za fantastyczne należy uznać twierdzenie, że wstępu do Koniuch broniły wieże strażnicze. Biednej wioski (jak wynika z początku relacji) nie stać było na ich postawienie. Gdyby faktycznie w Koniuchach były wieże strażnicze, przebieg wydarzeń byłby z pewnością inny, chłopi nie byliby bezbronni – zamiast uciekać w popłochu, stawiliby opór.

Kim byli napastnicy określani w co drugim zdaniu mianem „partyzantów”? W pierwszej cytowanej relacji jest mowa, że pochodzili z różnych „obozów” (czytaj: leśnych). Operujące na tym terenie (Puszcza Rudnicka) grupy podlegały Głównemu Sztabowi Ruchu Partyzanckiego w Moskwie

(w relacji mówi się o „sztabie brygady”). Była to zatem tzw. Partyzantka sowiecka. Morderców bezbronnej ludności (w tym kobiet i dzieci) nazywa się również „żołnierzami”. Ale czy każdy mężczyzna, który weźmie do ręki broń, choćby najlepszą, staje się od razu żołnierzem, a nie jest np. zwykłym bandytą? Charakter tych grup nie zmienia jednak faktu, iż ich głównym celem było zwalczanie polskiej państwowości i ludzi z nią związanych.
„Śmierć faszystom”

Jakie konkretnie grupy spacyfikowały Koniuchy? Udział w mordzie wymienionej już grupy Jakuba Prennera, określanej pieszczotliwą nazwą „Śmierć faszystom” potwierdza dziennik „partyzantów” żydowskich pt. „Operations Diary of a Jewish Partisan Unit in Rudniki Forest” (czyli we wspomnianej Puszczy Rudnickiej). Jest tu mowa również o tzw. Litewskiej Brygadzie Shmuela Kaplinsky’ego, nazywanej „Ku Zwycięstwu”.

Dlaczego owi „partyzanci” „mieli rozkaz, aby nie darować nikomu życia”?

Prokurator Anna Gałkiewicz z Okręgowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi mówiła, że na obecnym etapie śledztwa nie może dać jednoznacznej odpowiedzi. Przywoływała opinię Kazimierza Krajewskiego z jego książki „Na Ziemi Nowogródzkiej. »Nów« Nowogródzki Okręg Armii Krajowej”, wydanej w Warszawie w 1997 r.:

„Jedyną »winą« mieszkańców Koniuch było to, że mieli już dosyć codziennych rabunków oraz gwałtów i chcieli zorganizować samoobronę. Bolszewicy z Puszczy Rudnickiej postanowili

zrównać wieś z ziemią, tak by zastraszyć ludność innych wiosek”. Możliwe również, że chłopi byli związani z polskim podziemiem niepodległościowym.


O Koniuchach wybiórczo

I tym razem „Gazeta Wyborcza” pokazała, że wybiórczo podchodzi do rzeczywistości. Sprawę brutalnego mordu na polskich mieszkańcach wsi Koniuchy dostrzegła dopiero po kilku miesiącach od jej nagłośnienia. Ale co tu się dziwić – na Koniuchach nie da się zrobić geszeftu tak jak na Jedwabnem. Artykuły na temat Jedwabnego z bijącymi po oczach tytułami o winie

Polaków „Wyborcza” zamieszczała na pierwszych stronach, środek numeru zapełniając sążnistymi polemikami. Krótka informacja o Koniuchach znalazła się na stronie 15 („GW”,

7 maja 2001).

W dokumentach IPN można było przeczytać: „Uznając, iż zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia zbrodni komunistycznej będącej jednocześnie zbrodnią przeciwko ludzkości, której karalność nie ulega przedawnieniu, w sprawie tej w dniu 8 marca 2001 r. wszczęto śledztwo”.

Dwa miesiące opóźnienia w informowaniu opinii publicznej to chyba dużo jak na największy dziennik w Polsce. Oczywiście w przypadku Koniuch nie ma mowy o żadnych wypowiedziach

autorytetów moralnych, żadnych polemikach. Najwyraźniej „Wyborcza” uznała, że sprawa – jako marginalna – nie jest tego godna. Dlaczego? Mordu dokonali nie Polacy na Żydach, ale Żydzi na Polakach. Biorąc za przykład przedstawianie sprawy Jedwabnego przez „GW” i związanego z nią

prof. J. T. Grossa, można by nawet powiedzieć, że autorem zbrodni w Koniuchach było żydowskie społeczeństwo, żydowscy „sąsiedzi”. Żeby jednak nie stosować podobnego,

nieprawdziwego uogólnienia (kiedy zapomina się o niemieckim planie jedwabieńskiej zbrodni), trzeba stwierdzić, że mordercami w Koniuchach nie byli wyłącznie Żydzi.

Dla „Wyborczej” są to jednak przede wszystkim „partyzanci”. Udział Żydów w mordzie „Wyborcza” załatwia tak: „Według Lazara »w akcji bojowej « wzięło udział 120 partyzantów, w

tym 50-osobowy oddział partyzantki żydowskiej, którzy zabili 300 mieszkańców Koniuch. Fakt ataku na wieś potwierdzają również wspomnienia drugiego partyzanta Israela Weissa i autor opracowania o udziale Żydów w partyzantce sowieckiej w lasach rudnickich Rick Cohen”.
„Akt skruchy”

Pozostaje sprawa liczby ofiar. Czy rzeczywiście zamordowano 300 polskich mieszkańców wsi – jak chwali się „partyzant” Lazar? Zdaniem IPN „zabito co najmniej 45 osób (liczba 300 ofiar była zawyżona), część mieszkańców została ranna. Ci, którzy ocaleli, uciekli do pobliskich wsi”. Podobne ustalenia uczyniła Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, której pracownicy pod

koniec kwietnia 2001 r. przeprowadzili wizję lokalną w Koniuchach. Zdaniem Rady, zginęło ok. 50 osób, a z 85 domów ocalały cztery. Ciała zamordowanych chowano w Bieniakoniach i Butrymowicach [Butrymańcach].

Co na to „Wyborcza”? Z jednej strony pisała, że „na razie informacje o tym, co się tam wydarzyło, są niejasne”, ale z łatwością przyjmowała mniejszą liczbę ofiar – ok. 50. W przypadku Jedwabnego „GW” przyjęła diametralnie inną strategię. Z trudem była w stanie przyznać, że osób spalonych w stodole było mniej, niż to podaje prof. Gross, czyli 1600, mimo iż wszystkie inne informacje wskazywały, że jest to liczba znacznie zawyżona.

Ks. prymas Józef Glemp mówił, że za zbrodnię w Jedwabnem Polacy muszą „połączyć się z Żydami we wspólnej żałobie” i „wyrazić akt żalu”. Czy podobnie nie powinni zachować się Żydzi

w przypadku Koniuch? Powstaje pytanie, czy przebaczenie ma obejmować tylko jedną stronę „dialogu polsko-żydowskiego”? Ponadto Koniuchy nie są jedynym przykładem zbrodni dokonanych przez Żydów na ludności polskiej. Polacy nie mają jednak takiego lobby, żeby wymóc „akt skruchy” (określenie Piotra Pacewicza z „Wyborczej”) jeszcze przed zbadaniem

tych mordów.

Do Rzeczy

Nr 7/055 10-16 lutego 2014


Zbrodnia niepoprawna politycznie
Piotr Zychowicz
Zupełnie niezauważona minęła 70. rocznica pogromu we wsi Koniuchy. W wyniku napadu uzbrojonych po zęby partyzantów nad ranem 29 lutego 1944 r. zamordowano co najmniej 38 osób. W tym wiele kobiet i dzieci. Ludzie ci zostali zastrzeleni, zatłuczeni kolbami lub zarżnięci nożami. Ich dobytek rozgrabiono, a domostwa puszczonon z dymem.

„Nie było różnicy, kogo złapali, to wszystkich bili – wspominał jeden z ocalałych. – Nawet kobietę jedną, uciekała tam w las ku cmentarzu, to nie strzelali, ale kamieniem zabili, kamieniem w głowę. Jak mamę zabili, to może z 8 kul po piersiach puścili. [Inna kobieta] była w ciąży i chłopak był, nie miał nawet 2 latka. Zabili ją, a chłopak został żywy. Przynieśli słomę, na nią rzucili, zapalili. Temu chłopaczkowi nogi poopalało – paluszki jemu odpadły.”

Jak to możliwe, że rocznicą tak dramatycznego wydarzenia nikt się nie interesuje? Ano dlatego, że to nie był pogrom Żydów, którego dokonali Polacy – wtedy pisano by o nim na pierwszych stronach gazet oraz wzywano by nas do kajania się i przeprosin – ale odwrotnie. Położone przy Ruszczy Rudnickiej Koniuchy zamieszkane były przez Polaków, a spacyfikował je sowiecki oddział partyzancki złożony w dużej części z Żydów.

Przypominanie o tej zbrodni jest więc niepoprawne politycznie. Co gorsza, wygląda na to, że ostatni zabójcy umrą bezkarnie. Instutut Pamięci Narodowej ma w najbliższych dniach umorzyć prowadzone w sprawie masakry w Koniuchach śledztwo. Jak napisał mi niedawno mój kanadyjski znajomy – śledztwo wszczęto 13 lat temu pod naciskiem Kongresu Polonii Kanadyjskiej – IPN „nie wywiązał się ze swojego obowiązku”. Przykro to pisać, ale ma rację.



Kombatant

Biuletyn Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych


Nr 1(277) styczeń 2014
Zbrodnia w Koniuchach

Katarzyna Zientara-Majewski
Koniuchy, polska wieś położona na skraju Puszczy Rudnickiej, w 1944 r. liczyły 300 mieszkańców i niewiele ponad 60 zabudowań. Świtem 29 stycznia 1944 r., oddziały partyzantki sowieckiej zaatakowały ją z czterech stron, doszczętnie paląc większość domów. Podczas brutalnej pacyfikacji zamordowano ok. 40 osób. Nie oszczędzono kobiet, dzieci i starców.
Jedyną winą mieszkańców Koniuchów była chęć samoobrony przed powtarzającymi się gwałtami i grabieżami sowieckich partyzantów, którzy zabierali wszystko – od ubrań i żywności po trzodę

chlewną. Zorganizowało ją trzech mieszkańców wsi: Marian Woronis, Józef Bobin i Jan Godzis. Nie mieli

uzbrojenia koniecznego do skutecznej obrony, dysponowali zaledwie kilkoma sztukami broni. – Mieli

parę takich karabinków. Jak Ruskie byli u nas, wojsko, i uciekali, to oni rzucali to i ludzie nabrali. Mieli

takie karabiny, obrzynane lufy, takie krótkie, odrażanki wołali na nie. Strasznie strzał był wielki z nich

wspominał Ed ward Tubin, wówczas 13-letni mieszkaniec Koniuchów.

Głównym motywem zbrodni była zemsta oraz chęć zastraszenia mie szkańców Koniuchów i okolicznych

wiosek. Oskarżano ich o współpracę z Niemcami, ukrywanie broni oraz niechęć do sowieckiej partyzantki.

Niemcy dostarczyli wieśniakom karabiny ręczne i maszynowe. Utworzono stałą straż, której zadaniem było strzec wioskę dzień i noc. Sprawy miały się tak źle, że nawet większe grupy partyzanckie nie mogły bezpiecznie przechodzić przez tą wieś po drodze na ważne akcje. Zawsze ponosiliśmy straty. (…) Sztab brygady zdecydował się usunąć raka, który wyrósł na ciele partyzanckim – pisał po latach Isaac

Kowalski, jeden ze sprawców brutalnej pacyfikacji. Zgodnie z jego relacją dowódca oddziału wydał rozkaz, by „zniszczyć wszystko, co się rusza”, a wieś zamienić w popioły.

Sprawcy przekonują, że wieś była dobrze ufortyfikowana, a każdy dom otoczony rowami strzeleckimi.

To nieprawda. Wieś nie była obunkrowana, pomimo tego że od dłuższego czasu nękali ją Żydzi i bolszewicy – twierdzi płk Tadeusz Bieńkowicz z 77. pp. Armii Krajowej. – Mieli na tej samoobronie karabinki, a wsi pilnowali do 5 rano. Partyzanci podobno byli częściowo ubrani w polskie mundury po to, by uśpić ich czujność. Dlatego byli zaskoczeni nagłym atakiem. Nasze dowództwo proponowało samoobronie pluton do osłony pod warunkiem oddania nam broni. To było jesienią 1943 roku. Nie zgodzili się.


Zaatakowali nad ranem

W założeniu sowieckich partyzantów wieś miała być zrównana z ziemią. Pacyfikacji dokonało ok. 150 Rosjan i Litwinów, w tym kilkudziesięciu Żydów – w większości uciekinierów z getta wileńskiego

i kowieńskiego. Atak przeprowadziły wspólnie oddziały: „Śmierć okupantowi”, „Piorun”, oddział im. Adama Mickiewicza, „Śmierć faszyzmowi” i „Margirio”. Akcją dowodził Genrikas Zimanas, I sekretarz Południowego Obwodowego Komitetu KP Litwy. Dwa ostatnie oddziały należały do Brygady Wileńskiej Litewskiego Sztabu Ruchu Partyzanckiego. Oddział „Śmierć okupantowi” wchodził w skład Brygady Kowieńskiej.

Była mroźna noc 29 stycznia 1944 r. Większość mieszkańców Koniuchów spała w swoich chatach,

nie przeczuwając zbliżającego się ataku. Partyzanci otoczyli wieś. – Dokładnie o ustalonej godzinie i minucie wszyscy partyzanci z czterech stron wsi otworzyli ogień z karabinów ręcznych i maszynowych, strzelając kulami zapalającymi w zabudowania wioski. Tym sposobem dachy gospodarstw zaczęły się palić

– wspominał Isaac Kowalski.

Józef Bondalewicz, świadek masakry, wyznał, że ze snu wybudziła mieszkańców strzelanina i łuna pożaru.

Było jasno jak w dzień. Do okoła roiło się od partyzantów, którzy strzelali do każdego, kto wy dostał

się z domu. Trzaski ognia i huk rozpadających się budynków przypominały burzę z piorunami. Z różnych

stron słychać było rozpaczliwe jęki palących się w domach ludzi, ryk zwierząt zamkniętych w chlewach.

Gdy wybiegłem ze swego domu, zobaczyłem, jak z sąsiedniego domu Wójtkiewiczów wybiegła

matka z niemowlęciem na rękach. Dwie kobiety – poznałem je po głosie, na pewno Żydówki, bo w oddziałach sowieckich kobiet nie było – zwaliły ją serią z automatu. Jedna z nich podbiegła do konającej, wyrwała dziecko i wrzuciła je do płonącej chaty. Przerażenie i niesamowity żar zmuszały każdego, kto wydostawał się z budynku, do niezwłocznej ucieczki. Bez tchu dopadłem do przyjaznych zarośli, skąd

przedostałem się do wsi Kuże. Byłem uratowany.
Spaleni żywcem

Pacyfikacja trwała około dwóch godzin. Bezbronne, obudzone w środku nocy ofiary – ginęły od strzałów

z broni palnej lub płonęły żywcem. O krwawej masakrze po latach opowiadał Edward Tubin: – Podeszli.

Siostra siedziała blisko z córeczką. Puścili po siostrze z automata… Siostra mogła mieć… nie była stara.

Mogła mieć koło 30 lat. Miała dziewczynkę, cztery latka, na ręku. Strzelili w dziewczynkę, na ręku, zabili…

Siedziała ta moja siostra, a drugi zobaczył i mówi, że ona jeszcze żyje i wziął karabin. Drugi facet

mówi „ostaw kobietu”… Strzelił w siostrę. Ona siedziała, a on tak na ukos – w głowę strzelił siostrze,

akurat w policzek przez szczękę, kula porwała jej zęby, szczękę. Siostra upadła. Tak, że kula szła przez

szczękę i koło piersi tak wyrwało… A brat zaraz blisko w krzaki uciekał, tak jego spotkali i z automata

puścili mu po głowie. To znaczy głowa na pół się rozleciała.

Chaim Lazar, jeden ze sprawców zbrodni, po latach opisał akcję w książce „Destruction and Resistance”,

określając ją jako wyjątkowo udaną. Przyznał, że sztab brygady zdecydował zrównać Koniuchy z ziemią, aby dać nauczkę innym. – Pewnego wieczoru 120 najlepszych partyzantów ze wszystkich obozów, uzbrojonych w najlepszą broń, wyruszyło w stronę tej wsi. Wśród nich było około 50 Żydów, którymi dowodził Jacob (Jakub) Prenner. O północy dotarli w okolice wioski i zajęli pozycje wyjściowe.

Mieli rozkaz, aby nie darować nikomu życia. Nawet bydło i trzoda miały być wybite. W ciągu

kilku minut okrążono wieś. Przygotowanymi zawczasu pochodniami partyzanci palili domy, stajnie, magazyny, gęsto ostrzeliwując siedliska ludzkie. Półnadzy chłopi wyskakiwali przez okna i usiłowali

uciekać. Ale zewsząd czekały ich śmiertelne pociski. Lazar wspomina, że wielu chłopów wskoczyło do

rzeki, aby przepłynąć na drugą stronę, ale tam też spotkał ich podobny los. Za danie wykonano w krótkim czasie. – Sześć dziesiąt gospodarstw chłopskich, w których mieszkało około 300 osób, zniszczono. Nie uratował się nikt – pisał.

Tragiczne wydarzenia w Koniuchach oraz to, co działo się potem, gdy partyzanci po zrównaniu wsi

z ziemią opuścili pogorzelisko, na trwałe zapisały się w pamięci świadków. Paul Bagriansky, uczestnik

zbrodni, bez cienia zażenowania wspominał: – Gdy dotarłem do oddziału, aby przekazać nowe rozkazy,

zobaczyłem straszny, przerażający obraz. (…) Na małej polance w lesie leżały półkolem ciała sześciu

kobiet w różnym wieku i dwóch mężczyzn. Ciała były rozebrane i położone na plecach. Padało na nie światło księżyca. Jeden po drugim partyzanci strzelali trupom między nogi. Gdy kule dosięgały nerwów,

trupy reagowały jak żywe. Drgały i wykrzywiały się przez kilka sekund. Trupy kobiet reagowały w bardziej

gwałtowny sposób niż mężczyzn. Wszyscy partyzanci z tego oddziału brali udział w tej okrutnej

zabawie, śmiejąc się w dzikim szaleństwie. Najpierw przestraszyłem się tym przedstawieniem, ale potem

zaczęło mnie ono w chory sposób interesować. (…) Im się nie spieszyło i dopiero jak trupy przestały reagować na kule, przemieścili się na nową pozycję.
Różne liczby

Dzień później, 30 stycznia, do wsi przybyli ludzie z pobliskich miejscowości. To, co ukazało się ich

oczom, było przerażające. Nad Koniuchami unosił się zapach spalenizny i swąd zwęglonych ciał. Spalone

domy jeszcze się tliły, wo kół leżały zmasakrowane ciała zabitych.

Ocalała z rzezi Stanisława Woronis zeznała, że mieszkańcy, którym udało się przeżyć, bali się szybkiego

powrotu do Koniuchów.

Po wojnie władze sowieckie próbowały wyciszyć sprawę. „Dla wyjaśnienia wypadków” zabrali męża

pani Stanisławy i osadzili na Łukiszkach. Stał się wrogiem ludu. Z czasem wywieziono go w głąb Związku

Sowieckiego. Wrócił, ale z dożywotnim zakazem opuszczania wsi. Sprawa Koniuchów ciągnęła się za nim

do śmierci.

Dziś, po wielu latach, trudno jest ustalić ostateczną liczbę zamordowanych. Zresztą relacje ofiar i sprawców są rozbieżne. Ocaleli z tragedii mieszkańcy Koniuchów ułożyli 38-osobową listę zamordowanych. Jej sprawcy, chełpiąc się po latach swoim okrucieństwem – pisali o znacznie większej liczbie, 300 osób.

W sprawozdaniu policji litewskiej za okres od 26 stycznia do 1 lu tego 1944 r. odnotowano, że – 29 stycznia około 200 bandytów rosyjskich napadło na wieś Koniuchy i całkowicie ją zniszczyło. Zginęło 36 osób i 14 zostało ciężko rannych. Mieszkańcy tej wsi kilkakrotnie sprzeciwili się zbrojnie bandytom.



W odwecie zniszczyli wioskę. Takie same dane podaje tajny meldunek Oddziału Operacyjnego

dowództwa Wehrmachtu – Ostland, sporządzony 5 lutego 1944 r. w Rydze, z którego wynika, iż

w Koniuchach pojawiła się: – średniej wielkości banda Żydów i Rosjan. (...) Zastrzelono 36 mieszkańców,

14 rannych, a miejscowość w przeważającej części została obrócona w perzynę.

Zamordowanych pochowano na miejscowym cmentarzu oraz w Butrymowicach [Butrymańcach] i Bieniakoniach. Zrozpaczonym rodzinom w pochówku pomogli wojskowi Litwini, stacjonujący

w Rakliszkach, ok. 6 km od Koniuchów.
Zbrodniarzy nie ukarano

Sprawców zbrodni dotychczas nie ukarano, a dowódcę akcji – Genrikasa Zimanasa – władze tzw. Polski

Ludowej odznaczyły za czyny bojowe w okresie II wojny światowej Krzyżem Złotym Orderu Virtuti Militari. Zimanas już nie żyje, zmarł w 1985 r.

Śledztwo „W sprawie pacyfikacji przez partyzantów sowieckich w dniu 29 stycznia 1944 r. we wsi Koniuchy, gmina Lida, woj. Nowogródzkie i zabójstwa kilkudziesięciu mieszkańców tej wsi” – prowadzi Instytut Pamięci Narodowej. Doniesienie w sprawie zbrodni złożył Kongres Polonii Kanadyjskiej. Postępowanie wszczęto w marcu 2001 r.

Znane są nazwiska zarówno ofiar, jak i sprawców, a relacje obu stron są ogólnie dostępne i dobrze udokumentowane. Niemniej – według prokurator Anny Gałkiewicz z łódzkiego oddziału IPN – trudność w prowadzeniu śledztwa, poza odległością czasową od daty popełnienia zbrodni, sprawia fakt, iż Koniuchy położone są na terytorium Republiki Litewskiej, zaś siedziba ówczesnej gminy Bieniakonie na terenie Białorusi. Stąd potrzeba korzystania w toku postępowania z zagranicznej pomocy prawnej. – W śledztwie wykonano już wszystkie czynności, ustalono liczbę ofiar na co najmniej 38 osób, przesłuchano w charakterze świadków: byłych mieszkańców wsi Koniuchy – naocznych świadków zbrodni; ustalonych bliskich osób zabitych w ataku; byłych partyzantów sowieckich z oddziałów stacjonujących w Puszczy Rudnickiej. Zgromadzono obszerny materiał archiwalny w postaci meldunków policji litewskiej, szyfrogramów partyzantów sowieckich, kopii akt osobowych partyzantów sowieckich, w których to aktach są adnotacje, że uczestniczyli oni w ataku, kopii dzienników bojowych sowieckich oddziałów

partyzanckich oraz kopii wspomnień partyzantów z Puszczy Rudnickiej – poinformowała nas

prokurator Gałkiewicz.

Obecnie sporządzana jest decyzja kończąca postępowanie w sprawie. W śledztwie nikomu nie przedstawiono zarzutów. Postanowienie o j go umorzeniu powinno zostać sporządzone w styczniu bądź lutym bieżącego roku.

RZECZPOSPOLITA

7 marca 2015

Internet: http://www.rp.pl/artykul/1184351-Mordercy-z-czerwona-gwiazda-na-czapkach.html



1   ...   29   30   31   32   33   34   35   36   ...   43


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna