The massacre at koniuchy



Pobieranie 2,24 Mb.
Strona26/43
Data24.10.2017
Rozmiar2,24 Mb.
1   ...   22   23   24   25   26   27   28   29   ...   43

Nie darować życia nikomu


Wobec nieprzejednanej postawy chłopów kierownictwo sowieckiej konspiracji zbrojnej zaangażowało w akcję represyjną duże siły. Chaim Lazar napisał we wspomnieniach: „Sztab brygady zdecydował zrównać Koniuchy z ziemią, aby dać przykład innym. Pewnego wieczoru 120 najlepszych partyzantów ze wszystkich obozów, uzbrojonych w najlepszą broń, wyruszyło w stronę tej wsi. Między nimi było około 50 Żydów, którymi dowodzi Jaakow (Jakub) Prenner. O północy dotarli w okolicę wioski i zajęli pozycje wyjściowe. Mieli rozkaz, aby nie darować nikomu życia. Nawet bydło i nierogacizna miały być wybite, a wszelka własność spalona”.

Wedle jednego z meldunków Polskiego Państwa Podziemnego: „W ostatnich dniach stycznia [1944 r.] wieś Koniuchy została otoczona przez bandę żydowską-bolszewicką w sile około 2 tys. Po otoczeniu wieś podpalono. Do uciekających mieszkańców strzelano. Ujętych, tak dorosłych, jak i dzieci żywcem rzucano do ognia. Wynik: 34 zabitych, 14 rannych, ilości osób spalonych żywcem nie ustalono. Z 50 budynków pozostało tylko cztery. Powodem był fakt, że wieś była częściowo uzbrojona przez Litwinów i do czasu opisanego wypadku opierała się grabieżom”.

W licznych wspomnieniach i opracowaniach wydawanych po wojnie w USA i Izraelu akcja na Koniuchy urosła do rozmiarów dużej bitwy z Niemcami. Jeden z partyzantów nazwiskiem Gelpern napisał: „Otrzymawszy posiłki z kowieńskiego getta, zgrupowanie «Śmierć okupantom» miało możliwość uczestniczyć w dużej akcji wraz z innymi zgrupowaniami z Puszczy Rudnickiej. W wiosce Koniuchy, jakieś 30 kilometrów od bazy partyzanckiej, usadowił się niemiecki garnizon. Faszyści ścigali partyzantów; zastawiali na nich zasadzki na drogach. Kilka zgrupowań partyzanckich, a w tym «Śmierć okupantom» otrzymało więc rozkaz zniszczenia tej placówki bandytów. Na początku rozkazano Niemcom wstrzymać ich działalność i oddać broń. Gdy odmówili, ludowi mściciele zdecydowali działać według prawa: «Jeśli wróg się nie podda, wroga trzeba wyeliminować». (…) Niemcy zajmowali kilka domów i otworzyli ogień kulami dum-dum ze swych pistoletów maszynowych i karabinów maszynowych. Trzeba było szturmować każdy dom. Zastosowano kule zapalające, granaty ręczne oraz race świetlne, aby eksterminować Niemców”.

Ale inni partyzanci nie ukrywali, że zaatakowano nie „niemiecki garnizon”, tylko cywilną wioskę: „półnadzy ludzie skakali przez okna, próbując uciekać, ale nikt nie wymknął się z okrążenia. Niektórzy skakali wprost do rzeki, ale ich też zastrzelono”.


Kontrowersje


W pochowaniu ofiar pacyfikacji polskiej ludności Koniuchów pomogli litewscy policjanci z posterunku w Rakiszkach. Los ocalałych był dramatyczny. W środku zimy ich gospodarstwa spłonęły wraz z ubraniami, żywnością, inwentarzem. Część mieszkańców wyjechała od razu, reszta przetrwała do wiosny w naprędce wykopanych ziemiankach. Niedługo potem wielu z nich repatriowało się do Polski i rozjechało po świecie. Tymi, którzy zostali na miejscu, zajęły się organa NKWD. Zidentyfikowani członkowie „samoobrony” zostali aresztowani w 1947 r. za „zwalczanie partyzantów Wojny Ojczyźnianej”, a to oznaczało mniej więcej tyle, co kolaboracja z okupantem. Po jednodniowym procesie, w którym ich nawet nie przesłuchano (nie mówiąc już o możliwości skorzystania z obrońców), zostali skazani na dziesięć lat łagrów i konfiskatę mienia.

Po pacyfikacji Koniuchów Sowieci triumfowali. Do Moskwy wysłano depeszę o sprawnym przeprowadzeniu akcji. Po kilku miesiącach na te tereny wkroczyła już Armia Czerwona. Dowódca oddziału „Śmierć okupantom” Konstantin Rodionow ps. Smirnow był po wojnie funkcjonariuszem partyjnej nomenklatury na Litwie. Byli partyzanci trafili do milicji, wojska, oraz, jak Icchak Arad, do NKWD. Wielu z nich traktuje to jako powód do chluby, kontynuację walki z czasów wojny, udział w rozgromieniu faszyzmu. Ich opis tamtych wydarzeń wydaje się mocno uproszczony: Sowieci zwalczali „nazistów”, a więc „nazistą i kolaborantem” jest każdy, kto walczył z Sowietami.

Ale w takim ujęciu nie ma problemu istoty komunistycznego totalitaryzmu ani próby zrozumienia niepodległościowych aspiracji Litwinów czy Polaków. A ci widzą historię inaczej. Piszą o prawdziwym obliczu sowieckiej partyzantki, o rabunkach, mordach i pacyfikacjach, zwalczaniu AK i litewskiej konspiracji zarówno w czasie wojny, jak i po 1944 r.

Czarno-biała, wyłącznie heroiczna wizja działalności partyzantów żydowskich na Kresach Wschodnich tkwi głęboko w świadomości Żydów. Była przecież jednym z mitów założycielskich Państwa Izrael. Zamiary naukowej rekonstrukcji skomplikowanej przeszłości czy też próby przesłuchania uczestników tych dramatycznych wydarzeń przyjmowane są, tak jak w wypadku prof. Arada, z oburzeniem jako przejaw antysemityzmu. O wspólnej wizji skomplikowanej historii na razie nie może być mowy. Co będzie w przyszłości, zobaczymy.



Autor jest historykiem, pracuje, w Biurze Lustracyjnym IPN

RZECZPOSPOLITA

20 września 2008



http://www.rp.pl/artykul/193336.html

Winni i tak nie przepraszają

Piotr Zychowicz 20-09-2008, ostatnia aktualizacja 20-09-2008 00:13

Z prof. Anthonym Polonskym rozmawia Piotr Zychowicz

..



Polacy komuniści dokonali oczywiście wielu zbrodni. Wśród ubeków byli jednak i Żydzi.

Byli. I pytanie, jakie należy zadać – problem ten poruszył już swego czasu Stanisław Krajewski – brzmi: czy Żydzi w związku z tym powinni mieć jakieś poczucie winy. Pamiętam, jak Aleksander Kwaśniewski przepraszał za zbrodnię w Jedwabnem. Ale czy to Kwaśniewski wymordował tych ludzi? Winni i tak nigdy nie przepraszają. Zawsze robią to niewinni. Według mnie takie gesty nie mają większego sensu. Znacznie ważniejsze od przeprosin jest przyjęcie do wiadomości tego, co się stało. Żydzi powinni zaakceptować to, że ich rodacy także popełniali zbrodnie. Ja nie zamierzam przepraszać za Bermana, bo nie czuję się odpowiedzialny za to, co zrobił. Nie będę jednak udawał, że ten człowiek nie istniał. Że nie był Żydem albo że był niewiniątkiem. To samo dotyczy masakry w Koniuchach, pacyfikacji Naliboków i roli, jaką odegrali w nich żydowscy partyzanci. Nie mam żadnego problemu z tym, by powiedzieć, że ci ludzie robili również bardzo złe rzeczy.



A kto ma z tym problem? Historycy z Izraela uważający, że każdy Żyd, który przeżył wojnę w Europie, musi być nieskazitelnym bohaterem?

To trudne pytanie. Występuje tu chyba pewien brak wzajemnego zaufania na linii Polacy – Żydzi. Myślę, że gdy Żydzi zobaczą, iż Polacy zaczynają nieco bardziej krytycznie patrzeć na własną historię, wezmą z nich przykład. Na razie wszelkie próby demitologizacji wydarzeń wojennych napotykają opór żyjących jeszcze uczestników. Dla nich były to bowiem najpiękniejsze karty w życiu i powód do dumy. Nowe pokolenia budują zaś na tych wydarzeniach swoją tożsamość.



Mam wrażenie, że Żydzi i Polacy w podejściu do własnej historii są do siebie bardzo podobni.

To prawda, uprawiamy apologetykę! W imię zasady, że my nigdy nie zrobiliśmy nic złego – to zawsze inni byli winni. To jest jednak idiotyczne zarówno w przypadku Polaków, jak i Żydów.



Być może problemem są wielkie cierpienia obu narodów. W przypadku Żydów Holokaust, który przesłania wszystkie inne wydarzenia.

To prawda. Tu nawet nie chodzi o ocenę po latach, ale o motywy, jakimi kierowali się uczestnicy wydarzeń. Na przykład opisany niedawno przez „Rzeczpospolitą” Icchak Arad. Były szef Yad Vashem, który służył w sowieckiej partyzantce, a później był werbowany do NKWD. Ten człowiek działał, wiedząc, że cała jego rodzina została w bestialski sposób wymordowana. To musiało mieć wielki wpływ na jego wybory i postępowanie.



Jak w kontekście dziejów narodu żydowskiego ocenia pan profesor flirt części jego członków z komunizmem? Mało znaczący epizod czy może ważne doświadczenie?

Flirt ten był raczej elementem tragicznych dziejów Europy Środkowo-Wschodniej w XX wieku. Wieku dwóch ludobójczych totalitaryzmów, które zderzyły się, wywołując straszliwą katastrofę. To była wielka tragedia dla narodów zamieszkujących tę część świata. Polaków, Żydów, Niemców, Rosjan, Litwinów i innych. Wydarzenie na niespotykaną wcześniej skalę. Ludzie cierpieli i zadawali cierpienia. Błądzili i często podejmowali wyjątkowo trudne, tragiczne w skutkach decyzje. Elementem tej skomplikowanej mozaiki są żydowscy komuniści. Dziś nie powinniśmy mówić o przebaczeniu, bo to niczego nie da, ale skupić się na poznawaniu całej prawdy o tych tragicznych wydarzeniach.



Prof. Anthony Polonsky

Jest jednym z najwybitniejszych znawców historii polskich Żydów. Jest współzałożycielem Instytutu Studiów Polsko-Żydowskich na Uniwersytecie w Oksfordzie oraz Amerykańskiego Towarzystwa Studiów Polsko-Żydowskich. Zasiada w kolegium redakcyjnym periodyku „Polin”, najważniejszego angielskojęzycznego pisma naukowego poświęconego dziejom polskich Żydów. Jest autorem wielu książek i artykułów. Obecnie wykłada na amerykańskim Brandeis University.



NASZ DZIENNIK
http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20090129&id=my11.txt
Czwartek, 29 stycznia 2009, Nr 24 (3345)

Dział: Myśl jest bronią

Zbrodnia w Koniuchach, 29 stycznia 1944 r.

Nie tylko Bielscy...

Leszek Żebrowski



Od zbrodni, popełnionej w Koniuchach przez "partyzantkę sowiecką" na polskiej ludności cywilnej, mija właśnie 65 lat. Śledztwo Instytutu Pamięci Narodowej, wszczęte w 2001 r. na wniosek Kongresu Polonii Kanadyjskiej, który załączył bardzo obszerną dokumentację, wskazującą na sprawców i przebieg zbrodni (zob. http://www.kpk-toronto.org/viewpoints/KONIUCHY_MASSACRE_rev.pdf), toczy się bardzo niemrawo i tylko okazjonalnie słyszymy ogólniki o jego niewielkich, jak dotąd, ustaleniach. Opinia publiczna nie jest na bieżąco informowana o nowych dowodach, przesłuchaniach i podejmowanych czynnościach. Jakże to odmienna sytuacja niż ta, z jaką mieliśmy do czynienia w przypadku Jedwabnego. Tam po niespełna dwóch latach śledztwo zakończono, ekshumację - która powinna być niezbędna - nagle przerwano, świadków podzielono na dwie nierówne kategorie (wiarygodnych i niewiarygodnych), a całości towarzyszył niezwykły spektakl medialny. W sprawie Koniuchów - nie ma nic. Rok temu podano, że trwają ostatnie czynności i w ciągu półrocza śledztwo zostanie zakończone. Tak się jednak nie stało i nie wiemy, kiedy to może nastąpić.

Co wiemy
Co wiemy o tej zbrodni? Nie jest ona medialnie nagłośniona, na jej temat ukazało się zaledwie kilka artykułów. Z ciekawym wyjątkiem - 7 maja 2001 r. "Gazeta Wyborcza" podała, w ślad za komunikatem PAP: "Drewniany krzyż upamiętni ofiary masakry około 50 mieszkańców wsi Koniuchy na Litwie - poinformował sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Przewoźnik. 57 lat temu wieś została doszczętnie zniszczona przez oddział partyzantki sowieckiej. (...) Jak zapewnia Andrzej Przewoźnik, ofiary zbrodni zostaną upamiętnione jeszcze w tym roku. Obecnie przygotowywana jest dokumentacja techniczna. W Koniuchach ma stanąć drewniany krzyż z nazwiskami wszystkich zamordowanych, a w kościele parafialnym w Butrymowicach [powinno być: Butrymańcach - L.Ż.] zostanie wmurowana tablica".
Krzyż, i to nie drewniany, z nazwiskami znanych wówczas 34 ofiar stanął faktycznie w maju 2004 roku. I jest to chyba jedyny konkret w tej sprawie, choć wszystko wskazuje na to, że można było zrobić znacznie więcej.
Wiemy, że 29 stycznia 1944 r. nad ranem do niewielkiej polskiej wsi, położonej na zupełnym bezludziu, wkroczyła ok. 120-osobowa grupa sowieckich partyzantów z pobliskiej Puszczy Rudnickiej. Oddziały te nosiły bardzo "bojowe" i wzniosłe nazwy: "Śmierć Okupantom", "Śmierć Faszyzmowi", "Mściciel", "Walka," "Ku Zwycięstwu", "Piorun", "Margirio", "Oddział im. Adama Mickiewicza". Prawie połowę z nich stanowili sowieccy partyzanci narodowości żydowskiej. Atak na śpiącą, bezbronną wieś trwał około dwóch godzin i zakończył się bestialską rzezią cywilów: mężczyzn, kobiet i dzieci. Zginęło co najmniej 38 osób, kilkanaście było rannych, w tym kilka ciężko. (Ustaloną listę ofiar publikujemy obok.) Wieś została doszczętnie obrabowana i spalona, przestała istnieć.
Na ten temat zachowały się litewskie i żydowskie dokumenty (jak choćby kronika działalności jednego z oddziałów z Puszczy Rudnickiej), wspomnienia, relacje. Z grubsza można je podzielić na dwie części: jedna dotyczy sowieckich i żydowskich sprawców oraz okoliczności pacyfikacji wsi, wskazujących niewątpliwie na popełnienie zbrodni komunistycznej, niepodlegającej przedawnieniu. Druga zaś to świadectwa, jakie zostawili po sobie zbrodniarze, którzy przez dziesiątki lat chwalili się popełnioną zbrodnią, określając ją jako "zemstę" na niemieckich kolaborantach, którzy notorycznie odmawiali posłuszeństwa wobec działających na tym terenie sowieckich "otriadów" partyzanckich. Przy okazji - w niezwykły sposób wyolbrzymiali rozmiary straty ludności polskiej, zawyżając je wielokrotnie (nawet aż do 300 osób!) i czyniąc z krwawej pacyfikacji (w której napastnicy nie ponieśli żadnych strat!) wielkie zwycięstwo. Co więcej, Polska Ludowa w niezwykły sposób doceniła Henocha Zimana vel Genrikasa Zimanasa (jednego z dowódców partyzantki w Puszczy Rudnickiej) - Orderem Wojennym Virtuti Militari. Nikt go do dziś (nawet pośmiertnie) tego zaszczytu nie pozbawił. Dlaczego?

Komuniści i naziści przy wspólnej pracy
Ziemie polskie na Kresach Wschodnich od września 1939 r. przechodziły zmienne koleje losu. W wyniku sowiecko-niemieckich paktów z sierpnia i września 1939 r. Polska została podzielona między obu agresorów: III Rzeszę, w której panowała nazistowska ideologia "walki ras", oraz Związek Sowiecki, w którym obowiązywała komunistyczna ideologia "walki klas". Obu agresorów łączyło tak wiele podobieństw, że nie było w tym nic dziwnego, iż udało im się zawrzeć ścisły sojusz, skierowany swym ostrzem w znienawidzony wolny świat. Niemcy, zabezpieczeni od wschodu przez "najlepszego sojusznika", mogli całkowicie poświęcić się nowym zdobyczom na zachodzie, północy i południu Europy. Sowieci, mając bezgraniczne poparcie Hitlera, mogli bezkarnie podbijać i wcielać kolejne kraje wzdłuż swych granic zachodnich. Tylko bohaterska Finlandia, wprawdzie całkowicie osamotniona, ale zdeterminowana w obronie swej wolności, zdołała stawić bohaterski, i - jak się okazało - całkiem skuteczny opór, tracąc tylko część terytorium, ale zachowując niepodległość.
Sojusz Hitlera ze Stalinem nie był jednak trwały. Wiadomo było, że wkrótce dojść może do nowej, największej w dziejach świata wojny, pytanie zatem brzmiało: kto kogo zaatakuje pierwszy. Zrobił to Hitler i dlatego przez dziesiątki lat uczyliśmy się, że wojna przeciwko Związkowi Sowieckiemu, jaką rozpętał 22 czerwca 1941 r., była "zdradziecka". Była taka w tym sensie, że doszło do niej między przyjaciółmi i najlepszymi sojusznikami. Miała ona ogromny wpływ na to, co się działo na polskich Kresach Wschodnich, które teraz przeszły pod panowanie Niemców, ale w bieżącym położeniu ludności, szczególnie polskiej, zmieniło się niewiele. Sowieci eksploatowali te tereny pośpiesznie, prowadząc akcję rabunkową. Eksterminowano warstwę przywódczą, setki tysięcy ludzi wywieziono na Syberię, skąd nie wszyscy przecież wrócili. Niemcy też dbali tylko o to, żeby zapewnić sobie jak największe dostawy żywności do Rzeszy i na front wschodni. Oporni i opieszali byli karani, pacyfikacje były bezwzględne i bardzo brutalne.
Ale pojawiło się dodatkowe, bardzo groźne zjawisko. Po inwazji niemieckiej w 1941 r. pozostało na tych ziemiach bardzo dużo rozbitków regularnej armii sowieckiej (tzw. okrużeńców), którzy nie poszli do niemieckiej niewoli. Ponadto nie wszyscy najeźdźcy (urzędnicy, enkawudziści, sowiecki aparat partyjny) zdążyli ratować się ucieczką w swą macierzystą stronę, na wschód. Znajdowali oni schronienie w olbrzymich kompleksach leśnych, m.in. w Puszczy Rudnickiej. Do tego napływali do lasów Żydzi, zbiegli z gett. Sowieci bardzo szybko zaczęli tworzyć konspiracyjne struktury partyjne oraz partyzanckie "otriady" jako ramię zbrojne niedawnej władzy. Ich istnienie nie było nastawione na walkę z Niemcami (z którymi w bezpośrednich starciach nie mieli większych szans). Ale były one widocznym znakiem sowieckiej władzy i miały przyczyniać się do takiego "czyszczenia terenu", aby powrót Związku Sowieckiego był jak najmniej problematyczny. Dlatego komunistyczna partyzantka miała działać tak, aby zastraszyć miejscową ludność polską, a opornych pacyfikować. Ponadto - bezwzględnie, przy pomocy najbardziej niegodziwych metod (z donosami do Niemców włącznie) zwalczać polską partyzantkę. Na tym szerokim tle należy rozpatrywać zbrodnię popełnioną w Koniuchach.

Świadectwa
W Polsce Ludowej nie było warunków, aby o tej zbrodni (i o wielu podobnych) można było głośno mówić. Wszak popełnili ją nasi "sojusznicy", którym zainstalowane przez nich władze w Polsce z góry wszystko wybaczały. Jednakże oni sami nie mieli takich skrupułów. Już w 1948 r. w wydanym w Moskwie pamiętniku członkowie "Brygady Kowieńskiej" (składającej się w znacznej części ze zbiegów z kowieńskiego getta) - Meir Jelin i Dmitrij Gelpern - opisali ją w sowieckiej publikacji jako... walkę z Niemcami: "Otrzymawszy posiłki z kowieńskiego getta, zgrupowanie 'Śmierć okupantom' miało możliwość uczestniczyć w dużej akcji wraz z innymi zgrupowaniami z Puszczy Rudnickiej.
W wiosce Koniuchy, jakieś 30 kilometrów od bazy partyzanckiej, usadowił się niemiecki garnizon. Faszyści ścigali partyzantów; zastawiali na nich zasadzki na drogach. Kilka zgrupowań partyzanckich, a w tym 'Śmierć okupantom' otrzymało więc rozkaz zniszczenia tej placówki bandytów.
Na początku rozkazano Niemcom wstrzymać ich działalność i oddać broń. Gdy odmówili, ludowi mściciele zdecydowali działać według prawa: 'Jeśli wróg się nie podda, to trzeba go wyeliminować'.
Opuściwszy bazę wieczorem i przeprawiwszy się przez bagna i lasy, partyzanci doszli do skraju tej wioski nad ranem. Czerwona rakieta stanowiła sygnał do ataku. Dwudziestu partyzantów z grupy 'Śmierć Okupantom', pod dowództwem Michaiła Truszyna, wkroczyło do wioski. Niemcy zajmowali kilka domów i otworzyli ogień kulami dum-dum ze swych pistoletów maszynowych i karabinów maszynowych. Trzeba było szturmować każdy dom. Zastosowano kule zapalające, granaty ręczne oraz race świetlne, aby eksterminować Niemców. Kowieńscy partyzanci Dowid (Dawid) Teper, Jankł (Jakow) Ratner, Pejsach Folbe (Volbe), Lejzor Zodikow i inni zaatakowali wroga, nie zważając na ostrzał. Silny Lejb Zajac (Zajcew) zaatakował jeden z budynków, a zużywszy całą amunicję, wyrwał karabin z rąk Niemca i zaczął bić wroga kolbą od karabinu aż kolba pękła".
Takie kłamliwe przekazy na temat tej zbrodni obowiązywały następnie przez kilkadziesiąt lat, a utrwalali je byli żydowscy partyzanci w swych relacjach i publikacjach, dotyczących ich bojów z okupantem. Były one zamieszczane także w naukowych i quasi-naukowych publikacjach w języku angielskim. Na przykład Chaim Lazar, uczestnik zbrodni w Koniuchach, napisał:
"Sztab Brygady zdecydował zrównać Koniuchy z ziemią, aby dać przykład innym. Pewnego wieczoru 120 najlepszych partyzantów ze wszystkich obozów, uzbrojonych w najlepszą broń, wyruszyło w stronę tej wsi. Między nimi było około 50 Żydów, którymi dowodził Jaakow (Jakub) Prenner. O północy dotarli w okolicę wioski i zajęli pozycje wyjściowe. Mieli rozkaz, aby nie darować nikomu życia. Nawet bydło i nierogacizna miały być wybite (...).
Sygnał dano tuż przed wschodem słońca. W ciągu kilku minut okrążono wieś z trzech stron. Z czwartej strony była rzeka, a jedyny most był w rękach partyzantów. Przygotowanymi zawczasu pochodniami partyzanci palili domy, stajnie, magazyny, gęsto ostrzeliwując siedliska ludzkie. (...) Słychać było huk eksplozji z wielu domów. (...) Półnadzy chłopi wyskakiwali przez okna i usiłowali uciekać. Ale zewsząd czekały ich śmiertelne pociski. Wielu z nich wskoczyło do rzeki, aby przepłynąć na drugą stronę, ale tam też spotkał ich taki sam los. Zadanie wykonano w krótkim czasie. Sześćdziesiąt gospodarstw chłopskich, w których mieszkało około 300 osób, zniszczono. Nie uratował się nikt" (Chaim Lazar, Destruction and Resistance, New York 1985, s. 174-175).
Warto zwrócić uwagę, że dla podkreślenia szczególnej wagi tak wielkiej "akcji" byli partyzanci żydowscy cały czas wyolbrzymiali liczbę ofiar i podkreślali stanowczo, że wieś była jakoby wspaniale ufortyfikowana i uzbrojona oraz stacjonował w niej garnizon niemiecki (!): "Koniuchy były wioską o zakurzonych drogach i osiadłych w ziemi, niepomalowanych domach. (...) Partyzanci - Rosjanie, Litwini i Żydzi - zaatakowali Koniuchy od strony pól, a słońce świeciło im w plecy. Odezwał się ogień z wież strażniczych. Partyzanci odpowiedzieli ogniem. Chłopi uciekli do swych domów. Partyzanci wrzucili granaty na dachy, a w domach wystrzeliły płomienie. Chłopi wybiegali drzwiami i biegli drogą. Partyzanci ich gonili, strzelając do mężczyzn, kobiet i dzieci. Większość chłopów biegła w stronę niemieckiego garnizonu, a więc przez cmentarz na skraju miasta. Komandir partyzantów przewidział to i dlatego nakazał kilku swoim ludziom schować się przy grobach. Gdy ci partyzanci otworzyli ogień, chłopi zawrócili i wpadli w ręce żołnierzy, którzy ścigali ich z drugiej strony. Setki chłopów zginęło złapanych w ogień krzyżowy" (Rich Cohen, The Avengers, New York 2000, s. 145).
Takich i podobnych przekazów ze strony uczestników okrutnej pacyfikacji Koniuchów znamy już kilkanaście. Można więc powiedzieć, że sami sprawcy najlepiej udokumentowali popełnioną zbrodnię, w dodatku w niezwykły sposób wyolbrzymili własną "odwagę" oraz zwielokrotnili liczbę ofiar - tak, jakby kilkadziesiąt zamordowanych osób (w tym kobiety i dzieci) to było zbyt małe, jak na ich możliwości - "osiągnięcie"...

Puszcza Rudnicka
W latach 1941-1944 Puszcza Rudnicka, położona na południe od Wilna, była terenem działania licznych oddziałów partyzantki sowieckiej i ukrywających się grup żydowskich. Terroryzowały one miejscową ludność polską, mieszkającą na skraju Puszczy, wyniszczając ją nieustannymi rabunkami i napadami, podczas których wielokrotnie dochodziło do zabójstw, co każdorazowo odnotowywano jako likwidację rzekomych "kolaborantów", "szpiegów" i "zdrajców". Szczególnie złą sławą cieszyły się grupy żydowskie, określane jako najbardziej bezwzględne. Zresztą uczestnicy takich "wypraw gospodarczych" nie wstydzili się tego w swych powojennych publikacjach. Oto typowy przykład: "Jednakże na zdobywanie prowizji składało się więcej niż tylko przekonanie niechętnych chłopów. Stoi mi wyjątkowo jasno przed oczyma jedna taka akcja. Oddział w sile kompanii pod dowództwem Szlomo Branda wyruszył o zmroku tego zimowego dnia, aby zaopatrzyć się w prowizje w 'bogatej' wiosce niedaleko miasteczka Ejszyszki. Do celu dotarliśmy około północy. Wystawiliśmy czujki po obu stronach wioski, a ja wraz ze swymi ludźmi wszedłem do pierwszego gospodarstwa. (...) Pracowaliśmy jak w gorączce przez całą noc, zbierając jedzenie, i byliśmy gotowi do odwrotu, gdy zaświtał ranek. Szlomo i 20 jego ludzi zostało z tyłu, aby osłaniać nasz odwrót. My odjechaliśmy na saniach. (...) W żadnym wypadku nie był to jakiś wyjątek" (Relacja Israela Weissa, w: Baruch Kaplinsky (red.), Pinkas Hrubieshov. Memorial to a Jewish Community in Poland, Tel Aviv 1962, s. XIII).
Polscy mieszkańcy tej okolicy zachowali o nich jak najgorsze wspomnienia. Witold Aładowicz ps. "Bogdaniec" (żołnierz VII Brygady Wileńskiej AK, wówczas mieszkaniec Rudnik) stwierdził: "Kiedy przyszła władza sowiecka [1939], Żydzi zostali jej sympatykami, wielu wstąpiło do partii komunistycznej. Podczas okupacji Żydzi zaczęli denuncjować ziemian, oficerów polskich do NKWD. Członkowie rodzin, którym udało się uciec, wiedzieli, kto ich wydawał. Nie jest tajemnicą, że wśród NKWD-zistów nie brakowało osób narodowości żydowskiej. Z tego powodu niechętnie przyjmowano ich do oddziałów polskiej partyzantki. Podczas okupacji niemieckiej w Puszczy Rudnickiej mieściła się baza sowieckiej partyzantki z Żydami, złodziejami, byli w niej Polacy - komsomolcy z Gaju. Na Długiej Wyspie działał oddział 'Za rodinu'. Tu znajdował się południowy obkom partii. Utrzymywali się głównie z rabunków, bardzo lubili złoto i zegarki (...)" (cyt. za: "Nasz Dziennik", 13-14 I 2001 r.).
Wspomniany wyżej Israel Weiss we wspomnieniach kilkanaście lat później napisał, że konflikty z ludnością polską miały charakter odwetowy, były to - jego zdaniem - karne ekspedycje: "Przedsięwzięto karne kroki wobec kolaborantów, a jedna z wiosek, która była notoryczna w swej wrogości do Żydów, została całkowicie spalona" (Relacja Israela Weissa, w: Baruch Kaplinsky (red.), Pinkas Hrubieshov. Memorial to a Jewish Community in Poland, Tel Aviv 1962, s. XIII). Tyle że nie były to karne najazdy na kolaborantów, a każdy, kto niszczył w tak okrutny sposób polskie wioski, obiektywnie działał na rzecz niemieckich okupantów. Było to bowiem zaplecze dla miejscowych oddziałów Armii Krajowej, które cały czas prowadziły walki z Niemcami.

Bestialstwo
Należy zwrócić szczególną uwagę na fakt, że zbrodnia w Koniuchach została popełniona na bezbronnej ludności polskiej ze szczególnym okrucieństwem, z elementami znęcania się nad ofiarami oraz wyjątkowo bestialskim bezczeszczeniem zwłok ofiar. Wiemy to z relacji bezpośrednich świadków: tych, którzy przeżyli masakrę, oraz tych, którzy jej dokonali.
"O świcie 29 stycznia [mieszkańcy] (...) zobaczyli partyzantów sowieckich mordujących ich sąsiadów, podpalających domy wraz z pozostającymi tam rannymi i dziećmi. Udało im się uciec lub schować i pozostać przy życiu, jak mówią, dzięki Opatrzności Bożej. Zginęło na miejscu 45 osób, 12 zostało rannych, z których część zmarła w szpitalu w Bieniakoniach. Wśród zamordowanych byli dorośli i dzieci z rodzin: Parwickich, Tubiniów, Marcinkiewiczów, Woronisów, Bobinów, Wojsznisów, Wandalewiczów, Łaszakiewiczów, Pilżysów, Wojtkiewiczów, Molisów, Jankowskich. Spłonęła prawie cała wieś z dobytkiem wielu pokoleń. Zostały z 85 tylko 4 domy rodzin: Aleksandrowiczów, Wandalewiczów, Radzikowskich, Łaszakiewiczów" (Czesław Malewski, Masakra w Koniuchach, "Nasza Gazeta" (Wilno), 8-14 III 2001 r.).
Abraham Zeleznikow - członek Brygady Litewskiej - napisał, że akcja miała charakter odwetowy, albowiem mieszkańcy wsi jakoby napadali na sowieckich partyzantów. Przy okazji podał drastyczne szczegóły, jak ginęli mieszkańcy Koniuchów: "Wszystkich mieliśmy wybić. Zabroniono nam zabierać czegokolwiek z wioski. Partyzanci okrążyli wioskę, wszystko podpalono, każde zwierzę, każdego człowieka zabito. A jeden z moich kolegów, znajomych, partyzant, wziął kobietę, położył jej głowę na kamień, i zabił ją kamieniem".
Potwierdził to inny żydowski "bojec" - Paul (Pol) Bagriansky, w swej wstrząsającej relacji: "Gdy dotarłem do swego oddziału, zobaczyłem, jak jeden z naszych ludzi trzymał głowę kobiety w średnim wieku na dużym kamieniu i uderzał ją innym kamieniem. Za każdym walnięciem krzyczał: to za moją zamordowaną matkę, a to za mego zabitego ojca, a to za mego uśmierconego brata itd. Był to młody człowiek w wieku około 22 lat i byłem z nim przez cały czas w podziemiu. Był przyjacielskim i cichym człowiekiem. Nigdy nie spodziewałem się po nim, że zrobi coś takiego" (Paul Bagriansky, "Koniuchi", Pirsumim, Tel Aviv: Publications of the Museum of the Combatants and Partisans, nr 65-66 (grudzień 1988), s. 120-124).
To przecież powinna być zemsta na Niemcach, którzy zabili temu młodzieńcowi ojca i brata. Nawet wojenne wypaczenia charakterów nie mogą usprawiedliwiać zbrodniczych czynów w stosunku do niewinnych ofiar, a już tym bardziej, jak można się tym po latach chwalić?
Najbardziej przerażająca i makabryczna była jednak zabawa, jaką żydowscy partyzanci urządzili sobie w spacyfikowanej wsi. Posłużyły im do niej ciała zamordowanych kobiet i mężczyzn: "Gdy dotarłem do oddziału, aby przekazać nowe rozkazy, zobaczyłem straszny, przerażający obraz. (...) Na małej polance w lesie leżały półkolem ciała sześciu kobiet w różnym wieku i dwóch mężczyzn. Ciała były rozebrane i położone na plecach. Padało na nie światło księżyca. Jeden po drugim partyzanci strzelali trupom między nogi. Gdy kule dosięgały nerwów, trupy reagowały jak żywe. Drgały i wykrzywiały się przez kilka sekund. Trupy kobiet reagowały w bardziej gwałtowny sposób niż mężczyzn. Wszyscy partyzanci z tego oddziału brali udział w tej okrutnej zabawie, śmiejąc się w dzikim szaleństwie. Najpierw przestraszyłem się tym przedstawieniem, ale potem zaczęło mnie ono w chory sposób interesować. Stałem tak zafascynowany przez kilka minut, gdy dowódca oddziału podszedł do mnie i zapytał, czy nie chciałbym przyłączyć się do tych eksperymentów. Dopiero wtedy przypomniałem sobie, dlaczego przybyłem tam i powiedziałem mu, że jego ludzie muszą się bezzwłocznie przemieścić na nową pozycję. Im się nie spieszyło i dopiero jak trupy przestały reagować na kule, przemieścili się na nową pozycję".
Ten sam autor podaje, jak różne były reakcje uczestników pacyfikacji po popełnionym mordzie. Pojawiły się - obok nieskrywanej radości - również wyrzuty sumienia i poczucie winy: "Wioska Koniuchy stała się tylko wspomnieniem pełnym popiołów i trupów. Dostała nauczkę. Dowódca zebrał wszystkie oddziały, podziękował im za ich dobrze spełnione zadanie oraz rozkazał przygotować się do powrotu do bazy. Ludzie byli zmęczeni, ale z ich twarzy wyzierała satysfakcja i szczęście z wykonanego zadania. Tylko niewielu zdawało sobie sprawę, że popełniono straszliwy mord w ciągu godziny. Ci nieliczni wyglądali ponuro, smutno i mieli poczucie winy. (...)
Dotarliśmy do bazy późno w nocy. Byłem zmęczony i zmordowany, a więc zasnąłem od razu, tak jak większość z naszego oddziału. Jak się dowiedzieliśmy następnego dnia, pozostałe oddziały zostały przywitane jak bohaterowie za zniszczenie Koniuchów. Pili, jedli i śpiewali całą noc. Sprawiło im przyjemność zabijanie i niszczenie, a najbardziej picie".
Wszystkie dostępne obecnie źródła: polskie, żydowskie, sowieckie, litewskie i niemieckie, jednoznacznie potwierdzają, że w Koniuchach popełniono zbrodnię na bezbronnej, polskiej ludności cywilnej. W mordzie wzięło udział nie tylko ok. 50 żydowskich partyzantów z tzw. Brygady Wileńskiej ("Litewskiej"), ale też wielu żydowskich członków "Brygady Kowieńskiej", a sprawcy - pomimo że byli częścią partyzantki sowieckiej - uważali się przede wszystkim za partyzantów żydowskich. (Listę ustalonych sprawców zbrodni publikujemy obok.)
Dowódcą żydowskich oddziałów w Puszczy Rudnickiej był Abba Kovner (Kowner). Obecnie jest on uważany za jednego z największych bohaterów żydowskiego ruchu oporu. W 1997 r. otrzymał w United States Holocaust Memorial Museum "Medal of Resistance".

"Dylematy moralne"?
W ubiegłym roku ukazała się książka Michael Bart i Laurel Corona, "Until Our Last Breath: A Holocaust Story of Love and Partisan Resistance" (New York: St. Martin's Press, 2008). Jest to biografia Leizera Barta (policjanta z getta wileńskiego) i jego żony Zeni (Kseni) Lewinson-Bart. Byli oni w żydowskiej partyzantce w Puszczy Rudnickiej. Ich syn Michael prezentuje nową "linię obrony": skoro nie wszyscy mieszkańcy spacyfikowanej wsi zginęli w tej makabrycznej akcji, to znaczy, że partyzanci ich wcześniej o tym ostrzegli i ze szlachetnej litości pozwalali im... uciec: "Każdemu w miasteczku, kto się poddał, pozwolono odejść, lecz ci, którzy opierali się lub nie usłuchali wezwań, aby się poddać, zostali zabici". Książka ma prezentować, według entuzjastycznych recenzji, "moralne dylematy członków żydowskiego ruchu oporu". Ale o takich dylematach odnośnie do Koniuchów wcześniej nikt nie słyszał.
Dowiedziawszy się o śledztwie IPN, historyk Dov Levin (były członek oddziału "Śmierć Okupantom"), stwierdził, że poruszenie tej sprawy spowodowane jest "złośliwymi intencjami". W 2007 r. na Litwie też wszczęto śledztwo w sprawie mordu w Koniuchach i innych przestępstw żydowskich partyzantów. Reakcja środowiska żydowskiego była bardziej hałaśliwa i jednoznacznie to potępiono jako wybryk "antysemicki". Zarzucono mieszkańcom Koniuchów, iż to oni mordowali Żydów, więc był to w pełni uzasadniony odwet, ponieważ byli... niemieckimi "kolaborantami"! Twierdzono również, że bezbronnych cywilów nie tknięto. Śledztwo bardzo szybko zostało umorzone.
Śledztwo IPN toczy się już osiem lat. Dotychczas żaden ze sprawców, którzy potwierdzili swój udział w zbrodni, nie został przesłuchany. Małe są nadzieje, że kiedykolwiek to się stanie. Czas robi swoje - zaciera ślady, odchodzą sprawcy i niedoszłe ofiary. Pozostaje nam tylko pamięć o umęczonej ziemi wileńskiej i jej ofiarnych mieszkańcach. Czy to jednak nie za mało, czy nie można zrobić więcej? Tym bardziej że - jak pokazuje nam obecne doświadczenie z Nalibokami - za jakiś czas może powstać w Hollywood kolejna superprodukcja z jakimś amantem w roli głównej o bohaterskich "partizanach" w Puszczy Rudnickiej, gromiących niemieckie garnizony w pobliskich wsiach, w tym w Koniuchach... I znowu będziemy narzekać, że tak się dzieje?

29 stycznia 1944 roku zginęli w Koniuchach:

1. Bandalewicz Stanisław, ok. 45 lat; 2. Bandalewicz Józef, 54 lata; 3. Bandalewiczowa Stefania, ok. 48 lat; 4. Bandalewicz Mieczysław, 9 lat; 5. Bandalewicz Zygmunt, 8 lat; 6. Bobin Antoni, ok. 20 lat; 7. Bobinowa Wiktoria, ok. 45 lat; 8. Bobin Józef, ok. 50 lat; 9. Bobin Marian, 16 lat; 10. Bobinówna Jadwiga, ok. 10 lat; 11. Bogdan Edward, ok. 35 lat; 12. Jankowska Stanisława; 13. Jankowski Stanisław; 14. Łaszakiewicz Józefa; 15. Łaszakiewiczówna Genowefa; 16. Łaszakiewiczówna Janina; 17. Łaszakiewiczówna Anna; 18. Marcinkiewicz Wincenty, ok. 63 lat; 19. Marcinkiewiczowa N. (sparaliżowana, spaliła się); 20. Molis Stanisław, ok. 30 lat; 21. Molisowa N., ok. 30 lat; 22. Molisówna N., ok. 1,5 roku; 23. Pilżys Kazimierz; 24. Pilżysowa N.; 25. Pilżysówna Gienia; 26. Pilżysówna Teresa; 27. Parwicka Urszula, ok. 50 lat; 28. Parwicki Józef, lat 25; 29. Rouba Michał; 30. Tubin Iwaśka (?), ok. 45 lat; 31. Tubin Jan, ok. 30 lat; 32. Tubinówna Marysia, ok. 4 lat; 33. Wojsznis Ignacy, ok. 35 lat; 34. Wojtkiewicz Zofia, ok. 40 lat; 35. Woronisowa Anna, 40 lat; 36. Woronis Marian, 15 lat; 37. Woronisówna Walentyna, 20 lat; 38. Ściepura N. - krawiec z miejscowości Mikonty.

[Za: Czesław Malewski, Masakra w Koniuchach (II), "Nasza Gazeta" (Wilno), 29 III - 4 IV 2001 r.].


Sowieccy i żydowscy partyzanci, którzy brali udział w masakrze polskiej ludności cywilnej w Koniuchach

Z tzw. Brygady Kowieńskiej - oddział "Śmierć Okupantom":

1. Hilel Aronowicz; 2. Edvarda Bekker; Matwej (Mordechai) Brik; 3. Pela Chas; 4. Sara Hempel (Gempel); 5. B. Gelenina (Bejla Ganelina?); 6. S. Gilis; 7. Khoks (Chanan) Kagan; 8. Berel (Boris, Beka, Dov) Kot; 9. Fajga Kulbak (Kolbak, Kulbakaite); 10. Misza Mejerow (Meirow); 11. Lazar Mozas (Eliezer Mozes); 12. Icek (Izhak) Nemzer; 13. Perec Padison; 14. Ida Pilownik (Wilencok); 15. Jankl (Jakow) Ratner; 16. Michail Rubinson; 17. Mosze Szerman; 18. Dovid Teper; 19. Lita Teper; 20. Michail Truszin; 21. Pejsach Volbe (Folbe); 22. Lejb Zajcew; 23. Eliezer Zilber; 24. Leiser Zodikov (Codikow).

Z tzw. Brygady Wileńskiej (Litewskiej):

1. Pol (Paul) Bagriansky - "Za zwycięstwo"; 2. Leizer Bart - Drugi oddział strzelców; 3. Shlomo Brand - "Za zwycięstwo"; 4. Fania Jocheles (Brancowska) - "Mściciel"; 5. Shmuel Kaplinsky (Schmuel Kaplinski) - "Za zwycięstwo"; 6. Anatolij Michajlowicz Kockin - "Za Ojczyznę"; 7. Isaac Kowalski - Drugi oddział strzelców; 8. St. Kuozis - Oddział im. Margirisa; 9. Chaim Lazar-Litai - "Mściciel"; 10. Elhanan Magid - "Za zwycięstwo"; 11. Jacob Prenner (Jakow Prener) - "Za zwycięstwo"; 12. A. Uždavinis - Oddział im. A. Mickiewicza; 13. Israel Weiss - "Za zwycięstwo"; 14. Zalman Wolozni (Wyłożny) - "Śmierć Faszyzmowi"; 15. Abraham Zeleznikow - "Walka"; 16. L. Zubikas - "Za Ojczyznę".



NASZ DZIENNIK
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20090723&typ=po&id=po51.txt

 

Czwartek, 23 lipca 2009, Nr 171 (3492)


W październiku finał śledztwa w sprawie sowieckiego mordu w Koniuchach

Czy IPN napisze akt oskarżenia

W październiku ma zakończyć się śledztwo w sprawie mordu na mieszkańcach Koniuch dokonanego przez sowieckich partyzantów w 1944 roku. Takie zapewnienie składa naczelnik pionu śledczego łódzkiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej Anna Gałkiewicz. Prokurator podkreśla, że wszystkie czynności w śledztwie już zostały przeprowadzone. Czekamy jedynie na odpowiedź ze strony litewskiej, gdzie prowadzone jest analogiczne dochodzenie. Czy owocem trwającego od 2001 r. postępowania będzie akt oskarżenia, czy też - jak sugerują historycy - umorzenie? Na odpowiedź na to pytanie prokurator Gałkiewicz każe nam czekać do jesieni?

To nie pierwszy zapowiadany termin zakończenia śledztwa w sprawie mordu w Koniuchach. O takich planach pisaliśmy już ponad rok temu. Jednak jak podkreśla prowadząca śledztwo Anna Gałkiewicz, wszystkie czynności w śledztwie zostały już zakończone i pozostaje tylko wydanie decyzji końcowej. Ma ona zapaść we wrześniu lub raczej w październiku. Prokurator czeka jeszcze na odpowiedzi prokuratury litewskiej z Solecznik, która prowadzi analogiczne śledztwo. Jednak jak przyznała Gałkiewicz, pytania odnośnie do treści ustaleń strony litewskiej zostały wysłane jeszcze w zeszłym roku, a otrzymaną odpowiedź trzeba będzie jeszcze przetłumaczyć. Wobec tego, czy uda się dotrzymać zapowiadanego terminu zakończenia śledztwa? Nie wiadomo. Nie wiemy również, jak zakończy się postępowanie. Pytana, czy zostanie skierowany do sądu akt oskarżenia, czy też śledztwo zostanie umorzone - jak często się to dzieje w przypadku innych podobnych postępowań - prokurator nie chce udzielić informacji. Historycy zajmujący się tematyką Koniuch oceniają, że bardziej prawdopodobne jest umorzenie śledztwa.
Zaniepokojenie brakiem efektów tego postępowania wyrażał już ponad rok temu Kongres Polonii Kanadyjskiej. Hanna Sokolska w imieniu Kongresu wskazywała, że "w sumie prokuratorzy niewiele istotnego ustalili, co nie byłoby już poprzednio znane. IPN nie opublikował żadnych dokumentów lub opracowań historyków na temat mordu w Koniuchach".

Historyk Leszek Żebrowski nie tak dawno na łamach "Naszego Dziennika" stwierdzał, że "dotychczas żaden ze sprawców, którzy potwierdzili swój udział w zbrodni, nie został przesłuchany. Małe są nadzieje, że kiedykolwiek to się stanie". Pytana o to Gałkiewicz, stwierdziła, że uzyskano pomoc prawną z Izraela i w śledztwie są także zeznania osób narodowości żydowskiej.

Według dotychczasowych ustaleń, wieś Koniuchy na Wileńszczyźnie została zaatakowana nad ranem 29 stycznia 1944 r. przez 120-150-osobową grupę partyzantów sowieckich. Pochodzili oni z różnych oddziałów stacjonujących w Puszczy Rudnickiej, takich jak: "Śmierć Okupantowi", "Śmierć Faszyzmowi", "Piorun", "Margirio", oddział im. Adama Mickiewicza. Dużą ich część, bo ok. 50 osób, stanowili partyzanci narodowości żydowskiej. W wyniku ataku, który trwał do 2 godzin, zginęło co najmniej 38 osób, a kilkanaście zostało rannych. Wśród zabitych byli nie tylko mężczyźni, lecz także kobiety i małe dzieci. Partyzanci podpalili wieś, dlatego część ofiar spaliła się w swoich domach, a resztę zastrzelono.
Prokuratura przesłuchała świadków żyjących w kraju, a w drodze pomocy prawnej także mieszkających za granicą. Z Litwy uzyskano zeznania m.in. mieszkańców Koniuch, którzy byli naocznymi świadkami zbrodni. Zgromadzono również wiele materiałów archiwalnych, jak meldunki policji litewskiej, szyfrogramy partyzantów sowieckich, kopie akt osobowych partyzantów sowieckich, w których są informacje o ich uczestnictwie w ataku, oraz kopie dzienników bojowych sowieckich oddziałów.
Zenon Baranowski
Obszerną dokumentację na temat zbrodni w
Koniuchach (w formacie pdf) znaleźć można w internecie na portalu:
http://www.glaukopis.pl/pdf/czytelnia/The
MassacreAtKoniuchy_MarkPaul.pdf

GONIEC (Mississauga)

22-28 stycznia 2010


http://www.goniec.net/teksty.html#teksty

Kolejna 66. rocznica mordu w Koniuchach
NASZ DZIENNIK

29 stycznia 2010 – nr 24 (3650)


http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100129&typ=my&id=my11.txt
66 lat od mordu w Koniuchach

Nie widać końca śledztwa IPN

Hanna Sokolska




Gdy w lutym 2001 r. Kongres Polonii Kanadyjskiej zwrócił się do Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu przy Instytucie Pamięci Narodowej o podjęcie śledztwa w sprawie okrutnego mordu w Koniuchach, chyba nikt nie mógł przewidzieć, że potrwa ono dłużej niż 9 lat. Wbrew kilkukrotnym zapewnieniom ze strony IPN, iż śledztwo "wkrótce" zostanie zakończone, i mimo że od początku nie brakowało dowodów w tej sprawie, nic nie wskazuje na to, by faktycznie miało się ono ku końcowi.

W kuriozalnej wypowiedzi dla "Gazety Wyborczej" historycy związani z Centrum Badań nad Zagładą Żydów (przy Instytucie Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk) sugerowali, że IPN dotąd nie zamknął śledztwa ze strachu przed niezadowoleniem zleceniodawców. Ciekawe, czy gdyby nawet Kongresowi Polonii Kanadyjskiej nie spodobał się wynik śledztwa, ktoś w ogóle opublikowałby nasz protest. "New York Times", "Gazeta Wyborcza" czy może rocznik "Zagłada Żydów"? Wszystkie te pisma milczą na temat tego mordu. Naturalnie IPN może się obawiać reakcji pewnych środowisk, co zresztą opisujemy dalej, lecz na pewno nie chodzi tu o środowiska polonijne.
Rozgłos mordowi w Koniuchach dokonanemu 29 stycznia 1944 r. nadali w rozlicznych publikacjach byli żydowscy partyzanci z Puszczy Rudnickiej. W pamiętnikach i relacjach chełpili się wręcz, że zniszczyli wieś położoną w pobliżu tej puszczy. Według Chaima Lazara, "Sztab Brygady zdecydował zrównać Koniuchy z ziemią, aby dać przykład innym. (...) W ciągu kilku minut okrążono wieś z trzech stron. Z czwartej strony była rzeka, a jedyny most był w rękach partyzantów. Przygotowanymi zawczasu pochodniami partyzanci palili domy, stajnie, magazyny, gęsto ostrzeliwując siedliska ludzkie. Słychać było huk eksplozji z wielu domów, gdy składy broni [?] wyleciały w powietrze. Półnadzy chłopi wyskakiwali przez okna i usiłowali uciekać. Ale zewsząd czekały ich śmiertelne pociski. Wielu z nich wskoczyło do rzeki, aby przepłynąć na drugą stronę, ale tam też spotkał ich taki sam los. Zadanie wykonano w krótkim czasie. Sześćdziesiąt gospodarstw chłopskich, w których mieszkało około 300 osób, zniszczono. Nie uratował się nikt".

Dzisiejszy stan śledztwa
Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi w grudniu 2009 r. ujawniła doroczne sprawozdanie o stanie śledztwa, które niewiele różni się od poprzedniego.
"Jak wynika z dotychczasowych ustaleń wieś Koniuchy była dużą, polską wsią, liczyła ok. 60 zabudowań i ponad 300-tu mieszkańców. Koniuchy usytuowane były na skraju Puszczy Rudnickiej, w której znajdowały się bazy partyzantów sowieckich. Partyzanci w czasie powtarzających się napadów na tę wieś rabowali jej mieszkańcom żywność, odzież, bydło. Wyłącznie z tego powodu w Koniuchach utworzono oddział samoobrony, który skutecznie uniemożliwiał partyzantom dalszy rabunek. W nocy z 28 na 29.01.1944 r. grupa partyzantów sowieckich otoczyła wieś i ok. 5-tej rano przystąpiła do ataku, który trwał 1,5-2 godziny. Pochodniami podpalano słomiane dachy domów, do wybudzonych, uciekających mieszkańców strzelano na oślep. W wyniku ataku zginęło co najmniej 38 osób, kilkanaście zostało rannych. W dokumentach archiwalnych podaje się różną liczbę ofiar: 'zostało zabitych 36 osób ze wsi oraz 14 osób ciężko rannych', 'zabito 35 osób, rannych 13 w tym 10 ciężko rannych', 'zabitych i rannych więcej niż 50 osób', '34 zabitych, 14 rannych, ilość osób żywcem spalonych nie ustalona'. Część ofiar spłonęła w swych domach, część zginęła od strzału z broni palnej. Wśród ofiar byli mężczyźni, kobiety i małe dzieci. Najstarsza z ujawnionych ofiar miała 57 lat, najmłodsze dziecko 2 lata. Spalono większość zabudowań, ocalało tylko kilka domów. Atak na Koniuchy przeprowadziła 120, 150-osobowa grupa partyzantów sowieckich pochodzących z różnych oddziałów stacjonujących w Puszczy Rudnickiej, takich jak: 'Śmierć okupantowi', 'Śmierć faszyzmowi', 'Piorun', 'Margirio', oddział im. Adama Mickiewicza. Pierwszy z wymienionych oddziałów należał do Brygady Kowieńskiej Litewskiego Sztabu Ruchu Partyzanckiego, pozostałe zaś do Brygady Wileńskiej. Oddziały te były wielonarodowościowe [informacja nieścisła - oddział "Śmierć faszyzmowi" był złożony z samych Żydów - przypis H.S.], należeli do nich m.in. partyzanci żydowscy, uciekinierzy z gett w Kownie i Wilnie. Z kopii szyfrogramu z dnia 31.01.1944 r. autorstwa Genrikasa Zimanasa (Henocha Zimana), I Sekretarza Południowego Obwodowego Komitetu KP Litwy, a jednocześnie dowódcy Południowej Brygady Partyzanckiej do Naczelnika Litewskiego Sztabu Ruchu Partyzanckiego w Moskwie Antanasa Šnieckusa wynika, że: '29 stycznia połączona grupa oddziałów wileńskich, oddziału 'Śmierć Okupantom', 'Margirio' i grupy specjalnej Sztabu Generalnego całkowicie spaliły najbardziej zagorzałą w samoobronie wieś powiatu Ejszyskiego Koniuchy (...)'.
Śledztwo toczy się w sprawie. Nie przedstawiono dotychczas nikomu zarzutu popełnienia tej zbrodni. Genrikas Zimanas zmarł 15 lipca 1985 r. w Wilnie. Znane są nazwiska dowódców oddziałów 'Śmierć okupantowi', 'Śmierć faszyzmowi', 'Piorun', 'Margirio', im. A. Mickiewicza, lecz zgromadzony materiał dowodowy nie pozwala na stwierdzenie w sposób jednoznaczny, że faktycznie oni dowodzili grupami partyzantów ze swych oddziałów, którzy uczestniczyli w ataku.
W toku śledztwa przesłuchano kilkudziesięciu świadków - byłych żołnierzy z 5 batalionu 77 pp Armii Krajowej, którzy stacjonowali w pobliżu wsi, naocznych świadków zbrodni, krewnych ofiar, byłych partyzantów sowieckich. Zgromadzono obszerny materiał archiwalny w postaci meldunków policji litewskiej, szyfrogramów partyzantów sowieckich, kopii akt osobowych partyzantów sowieckich, w których to aktach są adnotacje, że uczestniczyli oni w ataku, kopii dzienników bojowych sowieckich oddziałów partyzanckich, kopii wspomnień partyzantów z Puszczy Rudnickiej. Trudność w prowadzonym śledztwie, poza odległością czasową od daty popełnienia zbrodni, sprawia fakt, iż Koniuchy położone są na terytorium Republiki Litewskiej, zaś siedziba ówczesnej gminy Bieniakonie na terenie Republiki Białoruś, stąd potrzeba korzystania w toku postępowania z zagranicznej pomocy prawnej. Wnioski o zagraniczną pomoc prawną skierowano do Federacji Rosyjskiej, Republiki Białorusi, Kanady, Izraela i trzykrotnie do Republiki Litewskiej".

Kto brał udział w tej akcji?
Gdy przed kilkoma laty prokuratura litewska zainteresowała się mordem w Koniuchach w toku śledztwa dotyczącego byłych sowieckiech partyzantów Yitzhaka Arada (Rudnickiego) oraz Fani Jocheles Brancowskiej, powstał międzynarodowy szum. Oskarżenia pod adresem Litwy posypały się lawinowo, mimo że udział Brancowskiej w napadzie na Koniuchy opisała jej przyjaciółka Rachel Margolis w wydanym w 2006 r. w Wilnie po rosyjsku pamiętniku pt. "Niemnogo swieta wo mrakie". Margolis wówczas wchodziła w skład żydowskiego oddziału partyzanckiego "Ku Zwycięstwu" pod dowództwem Szmuela Kaplinsky'ego, który był częścią tzw. Brygady Wileńskiej. Tak w swym pamiętniku Margolis wspominała akcję rzekomo skierowaną przeciwko nieistniejącemu garnizonowi w Koniuchach:
"We wsi Kaniuki [sic!] był garnizon faszystów, który obejmował drogę partyzantów do regionu i był dla nas bardzo niebezpieczny. Komenda brygady zadecydowała wszcząć bitwę z garnizonem i wysłać tam wszystkie swoje oddziały. Fania [Jocheles] poszła na akcję z grupą [żydowskiego] oddziału "Mściciel". Poszli też i nasi [tzn. z oddziału "Ku Zwycięstwu"].
Wrócili po kilku dniach z rannymi. [Według sprawozdania sowieckiego nie było rannych po stronie sowieckiej - przypis H.S.]. Bitwa bardzo się przedłużała. Partyzanci okrążyli garnizon, lecz faszyści byli wyjątkowo dobrze uzbrojeni i odrzucili wszystkie ataki. Skrzydła żydowskich oddziałów zostały złamane, i partyzanci cofnęli się stromo. Wówczas [Elhanan] Magid skoczył na kamień i krzyknął: 'Jesteśmy Żydami. Pokażemy im, co potrafimy zrobić. Naprzód, towarzysze'.
Nasi chłopcy wytrzeźwieli, wrócili i zwyciężyli. [...] Wszyscy byli uniesieni radością: wrócili zwycięzcy, pomimo że wróg miał znaczną przewagę. Garnizon w Koniuchach już nie istniał.
Fania opowiadała o Magidzie, który mówił słabo po rosyjsku, w sposób bardzo śmieszny. Wyszło mu: 'Jesteśmy Żydami. Pokażemy im, co posiadamy'. Wszyscy ryczeliśmy ze śmiechu, i to powiedzenie zostało w naszych rozmowach".
Pomimo tego dość szczegółowego opisu, kiedy sprawa litewskiego śledztwa stała się głośna, Fania Jocheles Brancowska zaprzeczyła, jakoby brała udział w tej akcji. Natychmiast zmobilizowano międzynarodową kontrakcję. W sukurs przyszły ambasady amerykańska, brytyjska, austriacka i irlandzka w Wilnie, które zaczęły Brancowską fetować. Prezydent Niemiec przyznał jej nagrodę.
Zdobycie rzekomego garnizonu to pierwszy zaproponowany wariant na usprawiedliwienie akcji w Koniuchach. Ma on swoje źródło w wojennych meldunkach sowieckiej partyzantki. Jednak dzisiaj, kiedy fałszywa informacja o rzekomym garnizonie została zdemaskowana, nie za bardzo nadaje się on do akcji propagandowej czy obronnej. Żadnego garnizonu tam po prostu nie było.

"Winne" są ofiary
Na zapas wykreowano zatem jeszcze jeden wariant, by usprawiedliwić masakrę w Koniuchach. Według nowej wersji partyzanci mścili się na chłopach, którzy jakoby zostali dobrze uzbrojeni przez Niemców i zaczęli napadać na partyzantów. Powtórzyła ją ostatnio żydowska historyk Dina Porat w świeżo wydanej książce o Abbie Kovnerze, przetłumaczonej na angielski, pt. "The Fall of a Sparrow". Sam Kovner miał zwołać partyzantów po "udanej" akcji i pochwalić zwłaszcza tych, którzy odznaczyli się w walce. Jeden z uczestników - Senka Nisanelewicz, wspominał, że partyzanci byli niezadowoleni z przemowy Kovnera, który im jednak tłumaczył, iż żydowscy partyzanci nie powinni zachowywać się tak jak Niemcy. Po latach Nisanelewicz przyznał mu rację: "Byliśmy młodzi i zapalczywi, wszystko straciliśmy i paliliśmy się do zemsty. (...) Jednak miał rację: za daleko się posunęliśmy".
Występując w imieniu Stowarzyszenia Litewskich Żydów w Izraelu, Abe Lawre połączył oba warianty:
"Koniuchy to żadna niewinna wieś, lecz ufortyfikowana pozycja niemieckich oddziałów antypartyzanckich i ich miejscowych kolaborantów. Włóczyli się po okolicznych terenach, polując na partyzantów i Żydów, i zabili każdego napotykanego. Gdyby garnizon w Koniuchach wygrał bitwę, żaden partyzant lub Żyd nie uniknąłby tortur i okrutnej śmierci z rąk miejscowej ludności".
Niestety, żaden z wariantów podanych przez stronę żydowską nie nadaje się do afirmacji według metodologii Jana T. Grossa, słusznie odrzuconej przez historyków tej miary, co Samuel Gringauz, Raul Hilberg czy Christopher Browning.
Przypomnijmy dla porównania przebieg niezwykle intensywnego śledztwa w sprawie mordu w Jedwabnem. Przeprowadzono go w ciągu półtora roku, a już w 2002 r. wydana została ogromna dwutomowa "biała księga", licząca ponad 1500 stron i zawierająca podstawowe dokumenty oraz analizy historyczne, socjologiczne i prawne.

Autorka jest rzecznikiem prasowym Kongresu Polonii Kanadyjskiej - Okręg Toronto.





1   ...   22   23   24   25   26   27   28   29   ...   43


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna