The massacre at koniuchy



Pobieranie 2,24 Mb.
Strona25/43
Data24.10.2017
Rozmiar2,24 Mb.
1   ...   21   22   23   24   25   26   27   28   ...   43

Jedyna szansa – uciec do lasu


Rozmaite „wyczyny bojowe” sowieckich partyzantów, wyolbrzymiane w oficjalnej sprawozdawczości jeszcze w czasie wojny, zaczęły lawinowo rosnąć dopiero po wojnie. Ale wiele wskazuje na to, że efekt militarnych działań nie był dla Moskwy najistotniejszy. Ważna była aktywność wywiadowcza skierowana przeciwko niepodległościowym aspiracjom Polaków i Litwinów, a także zwalczanie (czy to poprzez likwidację, czy to donos do gestapo) „antysowieckiego elementu”.

Jest więc kwestią dyskusyjną, na ile była to partyzantka „antyfaszystowska” (względnie „antynazistowska”), jak nazywa się ją w Rosji i USA, a na ile było to przedłużenie sowieckich organów bezpieczeństwa działających przeciwko interesom narodów ujarzmionych przez Stalina.

Dla ofiar eksterminacyjnej polityki niemieckiej ucieczka do lasu była praktycznie jedyną szansą na ocalenie życia. Brak środków utrzymania wymuszał zaopatrywanie się u okolicznej ludności. W okolicach Puszczy Rudnickiej była ona często niezwykle biedna, musiała oddawać obowiązkowe kontyngenty oraz utrzymywać polską partyzantkę niepodległościową. Trudno więc oczekiwać, że była zadowolona z konieczności dodatkowego utrzymywania grup żydowskich uciekinierów. Warto też pamiętać, że niemieckie władze organizowały rękami lokalnej policji i chłopów obławy na Żydów ukrywających się w lasach. Zdobycie broni i utworzenie większych grup partyzanckich na zalesionych obszarach dawało szanse na przetrwanie i zdobycie żywności. Za wytworzenie się takiego diabelskiego kręgu oczywiście nie byli odpowiedzialni Polacy, Litwini ani Żydzi, tylko polityka III Rzeszy.

Do tej skomplikowanej układanki trzeba dodać jeszcze jeden element: Sowietów. Chętnie przyjmowali żydowskich uciekinierów, dążąc wszelkimi siłami do wzmocnienia swych szeregów. Żydzi rzadko pełnili funkcje kierownicze, ale ich obecność była widoczna i potęgowała stereotyp żydokomuny. Nadto w powszechnym mniemaniu miejscowej ludności sowieccy (a wśród nich i żydowscy) partyzanci kojarzyli się z okupacją lat 1939 – 1941, z sowieckimi deportacjami i zbrodniami.

Partyzanci żydowscy, będąc członkami sowieckich oddziałów partyzanckich, realizowali zadania wynikające z ogólnej polityki Moskwy: rozpracowywanie i likwidacja działaczy polskiego i litewskiego podziemia niepodległościowego, a także akcje typowo pacyfikacyjne. Warto również pamiętać o stosunku Sowietów do kwestii zaopatrzenia. Instrukcje przysyłane z Moskwy nakazywały „zaopatrywanie się w lokalnych organizacjach komsomolskich”. Wobec kompletnego braku takowych, polecenia te zakrawały na farsę i de facto było daniem wolnej ręki w rabunku miejscowej ludności.

Maruderstwo i bandytyzm


Sowieccy partyzanci nie czuli się emocjonalnie związani z polskimi czy litewskimi chłopami. Traktowali ich równie brutalnie, co szczerze: jak ludność podbitą. O „akcjach zaopatrzeniowych” wobec miejscowej ludności można znaleźć dziesiątki relacji złożonych przez ich uczestników.

Jeden z nich Izrael Weiss wspominał w 1962 r.: „Stoi mi wyjątkowo jasno przed oczyma jedna taka akcja. Oddział w sile kompanii pod dowództwem Szlomo Branda wyruszył o zmroku tego zimowego dnia, aby zaopatrzyć się w prowizję w «bogatej» wiosce niedaleko miasteczka Ejszyszki. Do celu dotarliśmy około północy. Wystawiliśmy czujki po obu stronach wioski, a ja wraz ze swymi ludźmi wszedłem do pierwszego gospodarstwa. (...) Pracowaliśmy jak w gorączce przez całą noc, zbierając jedzenie i byliśmy gotowi do odwrotu, gdy zaświtał ranek. Szlomo i 20 jego ludzi zostało z tyłu, aby osłaniać nasz odwrót. My odjechaliśmy na saniach. (...) W żadnym wypadku nie był to jakiś wyjątek”.

Gdyby partyzantka sowiecka ograniczała się do konfiskat wyłącznie towarów potrzebnych do przeżycia i w umiarkowanych ilościach, tak by przeżyć mogli i miejscowi chłopi, problem byłby mniej dramatyczny. Ale brak dyscypliny i kompletne nieliczenie się z ludnością powodowały, że chłopi stawali się obiektem maruderstwa i pospolitego bandytyzmu. Rabowano odzież damską i obrączki ślubne, poszukiwano kobiet, pieniędzy i wódki. Litewski historyk Rimantas Zizas napisał: „Ze starostwa Dawciuny do Puszczy Rudnickiej co noc «idzie» 6 – 8 furmanek, skąd nigdy nie wracają wozy i konie «w porządku»: jeden koń wrócił siekierą pokaleczony. (…) W ciągu krótkiego czasu większość koni stała się niezdolna do pracy, wozy połamane, w okresie 1 – 1,5 miesiąca więcej niż połowa mieszkańców została bez obuwia i ubrań”.

Miejscowa ludność znajdowała się w coraz trudniejszej sytuacji. Dramatyzm sytuacji wzmacniał łatwy dostęp do broni i powszechne, wojenne zdziczenie. W niektórych wsiach zaczęto poważnie przemyśliwać o jakiejś formie obrony. Konflikt z sowieckimi partyzantami był więc nieuchronny.


Polska samoobrona


Wieś Koniuchy (przedwojenny powiat Lida) leży dziś na Litwie, niedaleko granicy z Białorusią. Wiosną 1943 roku w jej okolicy coraz częściej zaczęli pojawiać się partyzanci sowieccy z Puszczy Rudnickiej. Początkowo stosunki z miejscową ludnością nie były najgorsze. Problem pojawił się z czasem, kiedy „odwiedziny” stawały się coraz częstsze i coraz tragiczniejsze w skutkach.

Wedle ustaleń sowieckiej prokuratury z końca lat 40. podczas jednej z kolejnych „wizyt” mieszkańcy wsi Franciszek i Adolf Radzikowscy, „uzbroiwszy się w siekiery, nie wpuścili do swojego domu partyzantów Wojny Ojczyźnianej”. Starosta gromady Koniuchy Stanisław Bobin poprosił o ochronę litewską policję. Bez efektu. Mieszkańcy wsi powołali więc własną samoobronę. Kierowana przez Władysława Woronisa, uzbrojona w mniej więcej 20 sztuk broni (karabiny, dubeltówki i pistolety), miała w nocy czuwać nad bezpieczeństwem mieszkańców wsi i odstraszać wyruszających wieczorem na na żer sowieckich maruderów.

Do obrony polskiej ludności zaangażowały się też oddziały Armii Krajowej, rozbijając mniejsze grupy partyzantów i rozstrzeliwując schwytanych maruderów. Jak informował Moskwę jeden z sowieckich komisarzy odpowiadający m.in. za rejon Koniuchów Genrik Zimanas, sytuacja sowieckiej konspiracji stawała się coraz trudniejsza: „Samoobrona panoszy się, «biali» [Polacy – P.G.] gdzie nie spojrzysz, wszędzie ślady, a kiedy wrócisz, oczekują, później trzeba kogoś grzebać lub wykreślać z ewidencji. (...) Gdzie mamy się podziać? Zaszyć się we wsiach – znaczy zniszczyć aktyw i wcale nie dlatego, że wieśniacy nas nienawidzą. Jeśli oderwać się od uzbrojonej siły, to nawet w «rejonie partyzanckim» przyjdzie kilku «chuliganów kułaków» z sąsiedniej wsi z samoobrony i zastrzelą, nawet policji nie wezwą. Na południu powiatu nie udało się założyć kwater – jesienią 1943 r. wysłaną słabo uzbrojoną grupę rozpędzili Polacy”.

Sowieci potraktowali postawę miejscowej ludności jak zwykły bunt, który poważnie zagrażał wpływom komunistycznej konspiracji. Zapadła decyzja o ataku na Koniuchy, by rozbić tamtejszą „samoobronę”, a innym niepokornym wsiom, także stawiającym opór, dać nauczkę.

Jeszcze w 1943 r. wieś otrzymała list od Sowietów: „Koniuchy! Przerwijcie walkę przeciwko partyzantom! Złóżcie broń. Jeśli będziecie kontynuować walkę, spalimy wieś i zniszczymy wszystkich mieszkańców”. Koniuchy broni nie złożyły.



1   ...   21   22   23   24   25   26   27   28   ...   43


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna