The massacre at koniuchy



Pobieranie 2,24 Mb.
Strona20/43
Data24.10.2017
Rozmiar2,24 Mb.
1   ...   16   17   18   19   20   21   22   23   ...   43

Szczerość zabójców

Czy dawni partyzanci sowiecko-żydowscy z Puszczy Rudnickiej mogli przypuszczać,

że ich otwartość obróci się kiedyś przeciwko nim?
Zalman Wolozni (Wyłożny) z oddziału “Śmierć Faszystom” opisał rzeź mieszkańców wsi Koniuchy jako udaną akcję bojową: “Cała wieś została puszczona z dymem, a jej mieszkańcy wymordowani”. Inny uczestnik zbrodni, Chaim Lazar, przytoczył rozkaz: “Nie darować nikomu życia” i opisał jego wykonanie: “Półnadzy chłopi wyskakiwali przez okna i usiłowali uciekać. Ale zewsząd czekały ich śmiertelne pociski”. To, między innymi, ich szczere relacje przyczyniły się do wszczęcia śledztwa w sprawie zbrodni w Koniuchach.

Dwudziestego dziewiątego stycznia 1944 roku 120 partyzantów z oddziałów sowieckich i żydowskich stacjonujących w Puszczy Rudnickiej na Nowogródczyźnie zaatakowało polską wieś Koniuchy. Podpalili domy, strzelali do uciekających mieszkańców. Rannych dobijali i rzucali w ogień. Masakra była odpowiedzią na utworzenie przez mieszkańców Koniuchów samoobrony, która uniemożliwiała czerwonej partyzantce dalsze grabieże ich mienia.

Zbrodnia była znana polskim historykom – zajmował się nią, między innymi, Kazimierz Krajewski, znawca historii Nowogródczyzny, ale niemal nie zaistniała w społecznej świadomości.

– Przez lata w różnych opracowaniach i wspomnieniach wydawanych poza Polską Koniuchy podawano jako przykład akcji przeciwko Niemcom lub pacyfikacji wsi kolaborującej z nimi i uchodziły za powód do chwały – mówi Leszek Żebrowski, historyk, współautor Słownika białych plam, opisującego sprawy w Polsce przemilczane. – Zbrodnia pojawiała się we wspomnieniach i opracowaniach historycznych, z niezrozumiałych powodów śledztwa jednak nie prowadzono.

Dopiero niedawno, bo w 2001 roku wniosek w tej sprawie złożyli przedstawiciele Kongresu Polonii Kanadyjskiej. Zwrócili uwagę, że sprawcy mordu bardzo chętnie o nim opowiadali – powoływali się, między innymi, na relacje Chaima Lazara, Israela Weissa, Richa Cohena, Izaaka Kowalskiego publikowane w USA i Izraelu. Śledztwo wszczęto w marcu 2001 roku. Prowadzi je łódzki oddział Instytutu Pamięci Narodowej, który zajmuje się zbrodniami na dawnych Kresach Wschodnich.

Złoto i zegarki

Koniuchy, leżące na dzisiejszym pograniczu litewsko-białoruskim, a w 1944 w województwie nowogródzkim, były jedną z większych wsi na skraju Puszczy Rudnickiej. Liczyły kilkuset mieszkańców i kilkadziesiąt domów. “Koniuchy były wioską o zakurzonych drogach i osiadłych w ziemi, niepomalowanych domach” – napisał znany amerykański dziennikarz Rich Cohen w książce The Avengers w 2000 roku, a poświęconej mordowi w Koniuchach, na którą powoływali się przedstawiciele KPK w swoim wniosku do IPN o wszczęcie postępowania przeciwko żydowskim partyzantom.

Oddziały sowieckie pojawiły się w Puszczy Rudnickiej w październiku 1943 roku, gdy ze wschodniej Litwy, z okolic jeziora Narocz, przeszła do niej tak zwana południowa brygada partyzancka. Pierwotnie miała się składać z Litwinów, ale ci nie garnęli się do walki po stronie Sowietów. Do oddziałów przyjęto więc mieszkańców Litwy, głównie Białorusinów i Żydów. Znaleźli się w niej uciekinierzy z obozów jenieckich i Żydzi, którzy uciekli z gett.

“Utrzymywali się głównie z rabunków, bardzo lubili złoto i zegarki” – relacjonował Witold Aładowicz ps. Bogdaniec, żołnierz VII Brygady Wileńskiej AK, pochodzący z tego rejonu. Oddziały czerwonej partyzantki terroryzowały Polaków mieszkających na skraju puszczy, ograbiały ich z wszelkich dóbr, które mogły się przydać “w lesie”.

Grabieże potwierdzali po latach sami ich uczestnicy, uważając je za normalne postępowanie. “Na zdobywanie prowizji składało się więcej niż tylko przekonanie niechętnych chłopów – opowiadał Israel Weiss. – Stoi mi wyjątkowo jasno przed oczyma jedna taka akcja. Oddział w sile kompanii pod dowództwem Szlomo Branda wyruszył, aby zaopatrzyć się w prowizję w bogatej wiosce niedaleko miasteczka Ejszyszki. Wystawiliśmy czujki po obu stronach wioski, a ja wraz ze swymi ludźmi wszedłem do pierwszego gospodarstwa” [relacja cytowana w Pinkas Hrubieshov (periodyku poświęconym sprawom żydowskim, wydawanym w Izraelu przez środowisko emigrantów żydowskich z Polski – przyp. W.D.), pod tytułem Memorial to a Jewish community in Poland (“Memoriał żydowskiej społeczności w Polsce”) opublikowana w Tel Awiwie].

Rabowali przez całą noc. “Byliśmy gotowi do odwrotu, gdy zaświtał ranek. Szlomo i 20 jego ludzi zostało z tyłu, aby osłaniać nasz odwrót. My odjechaliśmy na saniach. W żadnym wypadku nie był to jakiś wyjątek” – wspominał Weiss.

Trudno się dziwić, że w sprawozdaniu z początku 1944 roku, pisząc o Nowogródczyźnie, komendant główny AK generał Tadeusz “Bór” Komorowski stwierdził, że w “Okręgu [Nowogródek] na pierwsze miejsce pracy wysunęła się samoobrona przed wrogą partyzantką sowiecką i bandami żydowsko-komunistycznymi”. Na Wileńszczyźnie w styczniu 1944 roku miasteczka kontrolowała policja litewska, a obszary wiejskie i leśne AK i partyzantka sowiecka.

Parę zardzewiałych karabinów

Dlaczego czerwona partyzantka napadła akurat na tę wieś? “Jedyną winą mieszkańców Koniuchów było to, że mieli już dosyć codziennych – a właściwie conocnych – rabunków oraz gwałtów i chcieli zorganizować samoobronę. Bolszewicy z Puszczy Rudnickiej postanowili zrównać wieś z ziemią, tak by zastraszyć ludność innych wiosek” – napisał Kazimierz Krajewski w książce Nów – Nowogródzki Okręg AK.

“Wymordowanie mieszkańców wsi Koniuchy opisane zostało przez Chaima Lazara jako wybitna »operacja bojowa«, z której jest on autentycznie dumny. Jego wspomnienia zatytułowane Destruction and Resistance wyszły w Nowym Jorku. Opis »ufortyfikowania« [co sugerowali “szczerzy partyzanci” – przyp. W.D.] wsi jest kompletną bzdurą. Była to normalna wioska, w której część mężczyzn zorganizowała samoobronę. Ich uzbrojenie stanowiło parę zardzewiałych karabinów” – podsumował Krajewski.

Prokuratorzy IPN przesłuchali już około trzydziestu świadków, w większości dawnych mieszkańców Koniuchów, dziś obywateli Polski i Litwy. Z ich relacji wynika, że we wsi nie było – jak utrzymywali partyzanci – Niemców. Mieszkańcy bronili się sami.

– Partyzanci nachodzili wieś co najmniej kilkakrotnie, okradając chłopów z odzieży, bydła, jedzenia, z wszystkiego, co się da – mówi prokurator Anna Gałkiewicz z łódzkiego IPN, prowadząca śledztwo. – Mieszkańcy wsi kilka razy udaremnili kradzieże, odpędzili napastników. Tak było na przykład po bogatych zbiorach w 1943 roku, gdy sowieccy partyzanci chcieli zabrać im zboże. Nie ma żadnych dowodów na to, że samoobrona zabiła kiedykolwiek choćby jednego partyzanta.

Mieszkanka Koniuchów, nieżyjąca już Anna Suckiel, powiedziała w 2002 roku prokuratorowi: – Oddział samoobrony powstał wtedy, gdy zaczęli grabić wieś. Były to w większości dyżury nocne. Jeśli coś zobaczyli, to dawali sygnał.

Na reakcję czerwonej partyzantki nie trzeba było długo czekać. Opisał ją Rużek Korczak, członek jednego z oddziałów sowieckich z Puszczy Rudnickiej (relacja za Naszym Dziennikiem z 2004 r.): “W sztabie brygady zastanawiano się nad tym, jakich środków użyć w ramach rewanżu. Było oczywiste, że jeśli nie zostaną przedsięwzięte zdecydowane kroki, większość wsi może odmówić posłuszeństwa i jeśli nie będzie reakcji na przypadki mordów na partyzantach, wszystkie ich działania mogą być zagrożone i zostanie zachwiany prestiż brygady. Ze swoich zorganizowanych wystąpień przeciw partyzantom znana była wieś litewska Koniuchy – pisał Korczak. – Sztab brygady zdecydował się przeprowadzić przeciwko wsi wielką ekspedycję karną”.

Bydło miało być wybite

W litewskim archiwum państwowym przechowywany jest szyfrogram nr 173 wysłany do Litewskiego Sztabu Ruchu Partyzanckiego w Moskwie przez “Jurgisa” – Genrikasa Zimana, szefa sowieckiej partyzantki w Puszczy Rudnickiej. “29 stycznia połączona grupa oddziałów wileńskich »Śmierć Okupantom«, »Margiris« i grupy specjalnej sztabu generalnego całkowicie spaliła najbardziej zagorzałą w samoobronie wieś powiatu ejszyskiego Koniuchy. Mieszkańcy nie tylko nie wpuszczali do wsi partyzantów, lecz robili na nich zasadzki na drogach, napady na przyjazne dla partyzantów wsie, zmuszali neutralne wsie do uzbrajania się. Obrońcy wsi doznali ciężkich strat. Z naszej strony strat nie ma”.

We wspomnieniach Chaima Lazara czytamy: “120 najlepszych partyzantów ze wszystkich obozów, uzbrojonych w najlepszą broń, wyruszyło w stronę tej wsi. Między nimi było około 50 Żydów, którymi dowodził Jaakow (Jakub) Prenner. O północy dotarli w okolicę wioski i zajęli pozycje wyjściowe. Mieli rozkaz, aby nie darować nikomu życia. Nawet bydło i nierogacizna miały być wybite”.

Wieś okrążono z trzech stron. “Przygotowanymi zawczasu pochodniami partyzanci podpalali domy, stajnie, magazyny, gęsto ostrzeliwując siedliska ludzkie – to kolejny fragment relacji Chaima Lazara. – Półnadzy chłopi wyskakiwali przez okna i usiłowali uciekać. Ale zewsząd czekały ich śmiertelne pociski. Wielu z nich wskoczyło do rzeki, aby przepłynąć na drugą stronę, ale tam spotkał ich taki sam los. Zadanie wykonano w krótkim czasie. Sześćdziesiąt gospodarstw chłopskich, w których mieszkało około 300 osób, zniszczono”.

Rich Cohen tak opisał tę akcję w swej książce: “Partyzanci – Rosjanie, Litwini i Żydzi – zaatakowali Koniuchy od strony pól, a słońce świeciło im w plecy. Odezwał się ogień z wież strażniczych. Partyzanci odpowiedzieli ogniem. Chłopi uciekli do swych domów. Partyzanci wrzucili granaty na dachy, a w domach wystrzeliły płomienie. Chłopi wybiegali drzwiami i biegli drogą. Partyzanci ich gonili, strzelając do mężczyzn, kobiet i dzieci. Większość chłopów biegła w stronę niemieckiego garnizonu, a więc przez cmentarz na skraju miasta. Komandir partyzantów przewidział to i dlatego nakazał kilku swoim ludziom schować się przy grobach. Gdy ci partyzanci otworzyli ogień, chłopi zawrócili i wpadli w ręce żołnierzy, którzy ścigali ich z drugiej strony. Setki chłopów zginęło złapanych w ogień krzyżowy”.

Straty napastników były niewielkie. “Myśmy mieli zaledwie dwóch lekko rannych – podawał Isaac Kowalski, inny uczestnik rajdu, we wspomnieniach opublikowanych pod tytułem A secret press in nazi Gruppe. The story of the jewish united partisan organisation. – Gdy później przemaszerowaliśmy przez Koniuchy, nie powitał nas już wystrzał snajpera, był to bowiem jak gdyby przemarsz przez cmentarz”.

Otoczyli, palili i zabijali

Po trzech latach śledztwa IPN wydał komunikat, z którego jednoznacznie wynika, że czerwoni partyzanci byli bandytami, a nie bohaterami. “Członkowie oddziałów dokonywali częstych napadów na okoliczne wsie i kolonie, w tym i na Koniuchy. Celem napadów był zabór mienia miejscowej ludności, głównie ubrań, butów i zapasów mąki. […] Miejscowi chłopi pilnowali wsi, uniemożliwiając tym samym dalsze grabieże. Z tego powodu w nocy z 28 na 29 stycznia 1944 roku grupa partyzantów sowieckich z Puszczy Rudnickiej okrążyła wieś. Nad ranem przy użyciu pocisków zapalających niszczono zabudowania wiejskie i rozstrzeliwano wybiegających mieszkańców”.

Relacje mieszkańców wsi zebrane przez IPN są wstrząsające. Piętnastoletnia wówczas była mieszkanka Koniuchów, która w wyniku ataku straciła matkę, ojca, brata i siostrę, opowiedziała prokuratorowi: “Napastników było bardzo wielu. Szli rzędami ze wszystkich stron wsi, dokładnej ich ilości podać nie mogę. Napastnicy – członkowie oddziałów, otoczyli wieś i zabijali mieszkańców, w tym również dzieci. Ilu dokładnie mieszkańców wsi zginęło, nie wiem, ponieważ nie zwracałam na to uwagi. Jedynym moim dążeniem było uniknięcie śmierci. Myśmy się uratowali, bo partyzanci palili domy, było bardzo dużo dymu i uciekliśmy w jego stronę. Krzyczeli »stać«, strzelali do nas, lecz nie trafili”.

Kobieta nie widziała śmierci swoich bliskich. “Kiedy później brat mojej matki przyjechał, aby ich pochować, to widziałam ich zabitych na ulicy. Brat matki mówił, że strzelający partyzanci mówili po żydowsku. Dwukrotnie nie puszczali go, aby mógł pochować krewnych. Mówili, że jedzie pochować bandytów” – wspominała.

W marcu 2001 roku do Koniuchów przyjechali dziennikarze wileńskiej Naszej Gazety. “Świadkowie dobrze pamiętają wydarzenia z ostatniej wojny – skonstatowali i opisali, co działo się już po spaleniu wsi. – Pozostali przy życiu mieszkańcy zmuszeni byli szukać przytułku u swoich rodzin w innych miejscowościach lub szybko budować ziemianki. Pochować zamordowanych na wiejskim cmentarzyku pomogli wojskowi Litwini, którzy stacjonowali w Rakliszkach (6 kilometrów od Koniuchów)”.

Jak zeznała Anna Suckiel, po wojnie NKWD prowadziło dochodzenie i niektórych członków samoobrony – według jej relacji – osądzono.

– To by oznaczało, że partyzanci sowieccy mogli być przesłuchiwani w tej sprawie jako świadkowie oskarżenia. Jeśli tak rzeczywiście było i zachowały się dokumenty, mogłoby to sporo wnieść do śledztwa – mówi prokurator Gałkiewicz. Łódzkiemu IPN nie udało się dotychczas dotrzeć do tych dokumentów.

Nikt nie chciał się chwalić

Ile osób zginęło w Koniuchach, dokładnie nie wiadomo. Różne źródła podają jednak zbliżone liczby: około 40 osób zabitych i kilkunastu rannych. Taka liczba pada w meldunku “Jastrzębca” z AK z zimy 1944 roku, odnalezionym w Archiwum Akt Nowych w Warszawie: “W ostatnich dniach stycznia wieś Koniuchy została otoczona przez bandę żydowsko-bolszewicką, w sile około 2 tysięcy osób [bardzo przesadzone dane – przyp. W.D.]. Po otoczeniu wieś podpalono. Do uciekających mieszkańców strzelano. Ujętych – tak dorosłych, jak dzieci – żywcem rzucano do ognia. Wynik – 34 zabitych, 14 rannych. Ilość osób żywcem spalonych – nie ustalona. Z 50 budynków pozostały tylko 4”.

Z kolei w meldunku policji litewskiej za okres od 26 stycznia do 1 lutego 1944 roku stwierdzono, że “w całkowitej zagładzie wsi Koniuchy brało udział około 200 bandytów rosyjskich. Zostało zabitych 36 osób ze wsi oraz 14 osób ciężko rannych”. Taką liczbę podała też Anna Suckiel, autorka listy ofiar zbrodni. Sporządziła ją na podstawie rozmów z mieszkańcami, a potem ją uzupełniała.

– Chciała udokumentować zbrodnię, żeby nikt o niej nie zapomniał – mówi prokurator Gałkiewicz. – Tym bardziej to cenne, że docierała do najbliższej rodziny pomordowanych, a przecież przez lata nikt nie chciał o tym mówić, mieszkańcy bali się. Listę zweryfikowaliśmy. Anna Suckiel spisała ją wiernie, nie zgadzają się tylko szczegóły – imiona czy wiek albo stopień pokrewieństwa między ofiarami.

Nie wiadomo, kto dowodził akcją. – Jest tylko jeden dokument, gdzie podano bardzo nieczytelne inicjały tej osoby – mówi Anna Gałkiewicz. – Akcja była tak okrutna, bestialska – wśród ofiar są nawet dwuletnie dzieci – że pewnie nikt nie chciał się tym chwalić.

Jednak z czasem niektórzy sprawcy masakry, gdy upewnili się, że za zbrodnię włos im z głowy nie spadnie, zaczęli się tym chlubić. Przedstawiali ją tak, jakby rozbili niemiecki garnizon. Podawali liczbę 300 zabitych mieszkańców wsi i niewielkie straty własne. Najpewniej nie spodziewali się, że ich otwartość i szczerość kiedyś może się obrócić przeciwko nim.

Leszek Żebrowski we wspomnianej już Encyklopedii białych plam przytacza informację, że dowódca żydowskich oddziałów w Puszczy Rudnickiej, Abba Kovner, uważany jest za jednego z większych bohaterów żydowskiego ruchu oporu. W 1997 roku otrzymał nawet wysokie odznaczenie partyzanckie – Medal of Resistance przyznawany przez Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie, a w 2001 roku jego żona Vitka Kempner-Kovner – nagrodę specjalną “Certificate of Honor” za bohaterstwo i waleczność, przyznawaną w Izraelu.

– Podczas uroczystej ceremonii Vitka podkreśliła, że Żydzi, którzy walczyli w Puszczy Rudnickiej, uważali się za partyzantów żydowskich, nie sowieckich – przytacza Żebrowski za United States Holocaust Memorial Museum [biuletyn Muzeum Holocaustu – przyp. W.D.], Newsletter, z 2001. – Mówiła: “Jestem dumna z tego, że dane mi było walczyć jako Żydówce, członkini żydowskiego oddziału bojowego, pod rozkazami żydowskich dowódców, w którym mówiło się i wydawało rozkazy w jidisz”.

Niektórzy wciąż żyją

Do zakończenia śledztwa w sprawie zbrodni w Koniuchach jest jeszcze daleko, choć Anna Gałkiewicz podkreśla ogrom wykonanej już pracy przez łódzki IPN i wspierających go prokuratorów z Litwy.

– Przystępujemy do przesłuchiwania członków oddziałów partyzanckich, które brały udział w ataku – mówi prokurator Gałkiewicz. – Najpierw zostaną przesłuchani ci, którzy mieszkają na Litwie, później ci, którzy mieszkają w innych państwach, między innymi w Izraelu.

Choć Litwini poważnie podchodzą do postępowania w sprawie tej zbrodni, odpowiedzi z Litwy na razie nie ma. Co dopiero mówić o reakcjach z Izraela.

Hanna Sokolska, rzeczniczka Kongresu Polonii Kanadyjskiej, nie ukrywa zniecierpliwienia. “W sumie prokuratorzy nie ustalili nic istotnego, co nie było poprzednio znane, a IPN nie opublikował żadnych dokumentów lub opracowań historyków na temat tego mordu” – napisała w liście otwartym na początku roku.

– Jesteśmy zaskoczeni ślamazarnym tempem śledztwa – mówi Sokalska. – Chyba nie włożono w nie nawet jednego procenta wysiłku, który włożono do wyjaśnienia sprawy Jedwabnego.


Wojciech Dudkiewicz
Ryc. Zachowany w litewskich archiwach szyfrogram numer 173 dowódcy sowieckiej partyzantki na wileńszczyźnie poświadczający atak na Koniuchy
Rozmowa z Hanną Sokolską,

rzeczniczką Kongresu Polonii Kanadyjskiej


– Czy w USA, czy Kanadzie jest sprzyjająca atmosfera do poruszania takich spraw, jak zbrodnia w Koniuchach?

– W Ameryce nie ma gdzie, oprócz prasy polonijnej, tej sprawy poruszać. Wobec tego zebraną dokumentację zamieściliśmy na stronie internetowej Kongresu – http://www. kpk.org/english/toronto/koniuchy.pdf.

– Jakie były reakcje w Ameryce w związku z poruszeniem sprawy mordu w Koniuchach?

– Gdy dowiedziano się o naszych staraniach w IPN, poważny tygodnik nowojorski Forward zarzucił nam w sierpniu 2003 roku political motives, podsycenie animozji, negowanie prawdziwego powodu ataku na mieszkańców Koniuchów, którzy rzekomo kolaborowali z Niemcami oraz podanie wygórowanej liczby ofiar. A my po prostu cytowaliśmy to, co napisali sami sprawcy!

– Spytam naiwnie – dlaczego to KPK musiał składać wniosek do IPN o ściganie sprawców zbrodni?

– Sprawę poruszyliśmy po raz pierwszy w 1998 roku, w wydanej przez nas książce The story of two shtetls, którą wysłaliśmy do IPN. Kiedy znany dziennikarz nowojorski Rich Cohen wydał w 2000 roku głośną książkę The Avengers, przedstawiającą Koniuchy jako zemstę na kolaborantach, zdecydowaliśmy się złożyć formalny wniosek, zresztą całkiem słusznie, bo przedstawiciele IPN potwierdzili, że o Koniuchach nie słyszeli.


WD


RZECZPOSPOLITA (Warszawa)


22.05.04 Nr 119
Koniuchy, zbrodnia niezapomniana

Pamięci mieszkańców wsi Koniuchy, mężczyzn, kobiet i dzieci, zamordowanych w nocy 29 stycznia 1944 roku podczas napadu oddziałów partyzantki sowieckiej z Puszczy Rudnickiej”. Inskrypcja ta, w językach polskim i litewskim, została umieszczona na trzymetrowym granitowym krzyżu obok cmentarza, na którym pogrzebano poległych wówczas co najmniej 40 mieszkańców polskiej wsi na Nowogródczyźnie (obecnie w rejonie solecznickim na Litwie). Wymordowanie mieszkańców i zrównanie z ziemią Koniuch miało być przestrogą dla innych polskich wiosek, żeby nie przeciwstawiały się rekwizycjom, grabieżom i gwałtom, jakich nieustannie dopuszczali się sowieccy partyzanci. W sprawie zbrodni, przemilczanej w PRL, Instytut Pamięci Narodowej prowadzi śledztwo.

Krzyż, wzniesiony przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, oraz tablica pamiątkowa w kościele w Butrymańcach, gdzie również pochowano część ofiar zbrodni w Koniuchach, zostały w sobotę odsłonięte i poświęcone. AKA



1   ...   16   17   18   19   20   21   22   23   ...   43


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna