The massacre at koniuchy



Pobieranie 2,24 Mb.
Strona13/43
Data24.10.2017
Rozmiar2,24 Mb.
1   ...   9   10   11   12   13   14   15   16   ...   43

TŁUMACZENIE
Rimantas Zizas
Śladami mordu w Koniuchach
W zbrojnym konflikcie 1943-1944 lat między czerwonymi partyzantami i wiejską samoobroną południowowschodniej Litwy na szczególną uwagę zasługuje napad na wieś Koniuchy (powiat Ejszyski, gmina Jaszuny), który miał miejsce 29 stycznia 1944 roku. Napad na wieś Koniuchy i rozprawa z jego mieszkańcami jest najbardziej okrutną akcją czerwonych partyzantów, skierowaną przeciwko wiejskiej samoobronie, która przerosła w prawdziwy mord (zabito 38 osób, spalono niemal całą wieś).

Jakie okoliczności, przyczyny i motywy spowodowały ten napad? Dlaczego tak okrutnie rozprawiono się z całą wsią, jakie były przyczyny takiego okrucieństwa w stosunku do mieszkańców wsi?

Przyczyny i okoliczności, napewno, warunkowo można traktować dwojako: 1) konkretne, związane z działalnością zbrojnej samoobrony wsi Koniuchy skierowanej przeciwko samowoli i gwałtu czerwonych partyzantów, ich dążenie ukarać członków samoobrony za ruch oporu i 2) przyczyny ogólnej natury, które były uwarunkowane niezbyt skuteczną walką czerwonych partyzantów z samoobroną wiejską, co skłoniło do sięgnięcia po bardziej drastyczne środki, które miały powstrzymać powstanie i rozwój samoobrony w południowowschodniej Litwie, zademonstrować zbrojną siłę czerwonych partyzantów.

Wieś Koniuchy, znajdująca się na obrzeżu południowej części puszczy Rudnickiej, niedaleko obecnej litewsko-białoruskiej granicy, pod względem językowym należała do tak zwanego „półwyspu” Diewieniszki – grupy wsi, w której ludność mówiąca po litewsku stanowiła większość. Juozas Kudirka pisząc w 1990 roku o zagładzie wsi Koniuchy podkreślał, że wieś wyróżniała się szczególną narodowościową świadomością, litewskością, przeciwstawieniem się polskiemu etnicznemu samouświadamianiu narzucanemu przez polską władzę okupacyjną. Na wsi działała szkoła litewska, mieszkańcy wystawili krzyż św. Kazimierza, umalowany kolorami flagi narodowej; większość Polaków mieszkających na wsi mówiło po litewsku.

Jesienią 1943 r. sytuacja uzbrojonych wsi we wschodniej i południowowschodniej części Puszczy Rudnickiej pod wieloma względami była trudniejsza i bardziej skomplikowana, niż wsi po drugiej stronie puszczy. Ją utrudniał mieszany etniczny skład i otoczenie ludności, słabsza wzajemna pomoc, brak solidarności i nastawienia do walki (nielitewskie wsie nie uzbrajały się i nie walczyły z sowieckimi partyzantami); mniej skuteczne były także inne struktury walki z partyzantami (np. punkty oporu, zwane tak przez niemiecką i litewską policję), zbyt blisko znajdowały się rejony działania białoruskich sowieckich partyzantów, istniało zagrożenie napadów od tej strony itd. Najmniejsze nieposłuszeństwo, stawianie oporu czerwonym (a także polskim) partyzantom powodowało niebezpieczeństwo represji i operacji karnych.

O rozmiarach, jakie jesienią 1943 roku osiągnęły szaleństwa czerwonych partyzantów w gminie Jaszuny, można wnioskowac z doniesienia starosty starostwa Dawciuny Władasa Antanaitysa wójtowi gminy Jaszun z dnia 7 listopada 1943 roku. Starosta pisał, że 6 listopada 1943 roku wieczorem do niego na wsi Wielkie Sałki przyszło 12 uzbrojonych, mówiących po rosyjsku mężczyzn (wśród nich wskazał 4 Żydów) i pod groźbą śmierci i zniszczenia gospodarstwa zmusili jego towarzyszyć im do wsi Dawciuny i Dajnowa; był on zatem świadkiem tego jak zaprzęgali koni i ładowali do wozów: chleb, mąkę, kartofle, kapustę, buraki, ubrania, wełnę, obuwie oraz różnoraki sprzęt kuchęnny, ogółem naładowali 9 wozów. Uogólniając starosta pisał, że ze starostwa Dawciuny do Puszczy Rudnickiej co nocy „idzie” 6-8 furmanek, skąd nigdy nie wracają wozy i konie „w porządku”: jeden koń wrócił siekierą porąbany (okaleczony). Z lasu, dokąd wieśniacy jadą po drzewo, wracają oni „płacząc”, „bosi i bez siermięg”. W ciągu krótkiego czasu większość koni stała sie niezdolna do pracy, wozy połamane, w okresie 1-1,5 m-cy, więcej niż połowa mieszkańcow została bez obuwia i ubrań. Terroryzowana ludność boi się skarżyć władzy, policja daleko (15 km); mieszkańcy obawiając się „rozbójników”, starają się zachowywać „grzecznie” w stosunku do nich. Ostatnio bandyci zaczęli śledzić ludzi, agitować „za sowietów”, stali się oni „wyjątkową władzą nocną”. Według starosty, w takich warunkach trudno mówić o pełnieniu powinności, ludzie „bez żadnej nadzieji czekają albo na kary ze strony władzy, albo na zagładę ze strony bandytów”.

Pewnych informacji na temat samoobrony wsi Koniuchy i prowadzonej przez nich działalności nie ma. Czesław Malewski twierdzi, że organizatorami zbrojnej samoobrony były Józef Bobin (Jonas Bobinas), Władysław Woronis (Vladislovas Voronis?), Jan Kodzis (Juonas Kuodis). Sowiecki partyzant Juozas Olekas w swoich wspomnieniach twierdzi, że we wsi Koniuchy było ok. 60-70 „pomocników policji”, liczby te wydają się wyolbrzymione, szablonowe, ponieważ, według niego, tyleż uzbrojonych członków samoobrony było i w Bakałoryszkach. Koniuchy (jak również wsie Deksniai i Darżininkai w gminie Olkieniki) w źródłach policji litewskiej są nazywane wsiami litewskimi; oni otrzymywali listy z pogróżkami od bandytów, w których domagano się złożyć broń. Podkreślano, że litewska wieś Koniuchy miała „starcia” z bandytami, z których wyszła zwycięsko.

W doniesieniach policyjnych na temat całkowitej zagłady wsi Koniuchy napisano, że mieszkańcy kilkakrotnie stawiali opór zbrojny; ta okoliczność uważa się za przyczynę zagłady wsi: „był to akt zemsty bandytów”. Podobnie przyczyny zagłady Koniuchów oraz pogróżek pod adresem innych wsi litewskich przedstawiono i w dokumentach 253-go batalionu samoobrony litewskiej (jego oddziały stacjonowały w południowowschodniej Litwie): „poparcie walki z bandytami i wzięcie aktywnego udziału w tej walce, ukaranie nieprzychylnie nastawionych wsi poprzez zniszczenie i wymordowanie ich mieszkańców”.

Mogły także mieć miejsce konflikty mieszkańców wsi Koniuchy z białoruskimi partyzantami sowieckimi. J. Kudirka pisze, że późną jesienią 1943 roku plony wsi Koniuchy były wywiezione w nocy przez mężczyzn mówiących po białorusku. Około miejscowości Gierwiszki zostali oni zatrzymani przez 7 mężczyzn uzbrojonych w dwa karabiny z obciętą lufą. Woźnicy rozbiegli się, zboże zwrócono mieszkańcom.

Ten epizod, zapewne tylko częściowo ilustruje stosunki między mieszkańcami wsi, a czerwonymi partyzantami: samoobrona wsi była lepiej uzbrojona, a partyzanci łatwo nie oddawali swoich łupów. Zbrojne starcia samoobrony wsi Koniuchy z sowieckimi partyzantami były bardziej zawzięte i gwałtowne, przyczyniły się one do dojrzewania napięć oraz wzajemnej nienawiści.

To ewidentnie wynika ze źródeł sowieckich partyzantów. W nich wieś wymienia się jako jedna z najbardziej zawziętych i najlepiej uzbrojonych wsi; miała ona duże znaczenie dla Niemców, była ich oporą. Do wsi nie wpuszczano partyzantów, a nawet zdarzało się, iż miszkańcy Koniuchów napadali na inne wsie, które były lojalne lub neutralne względem partyzantów. J. Oleka w swoich wspomnieniach pisał, iż samoobrona Koniuchów i Bakałoryszek „kpiła” z sowieckich listów i nawoływań oraz jeszcze bardziej zbroiła się i zmuszała inne wsie do tego samego, dlatego więc postanonowiono rozbroić ich siłą.

Mejer Elin i Dimitrij Gelpern w książce „Getto kowieńskie i jego bojownicy” twierdzą, że w Koniuchach „umocnili się hitlerowcy”, zasadzali się oni na drogach na partyzantów i strzelali do nich. Najpierw hitlerowcom z Koniuchów przedstawiono ultimatum o zaprzestanie działalności i złożenie broni. Dopiero potem jak „faszyści” nie zareagowali na ultimatum, partyzanci zdecydowali się działać i kierować się „starą zasadą walki”: jeśli wróg nie poddaje się, musi być on zniszczony.

Tym niemniej ani w archiwach czerwonych partyzantów, ani we wspomnieniach opublikowanych przez nich po wojnie, nie ma konkretnych danych, które potwierdzałyby wyjątkową aktywność i zawziętość samoobrony Koniuchów, brak także faktów na temat czerwonych partyzantów, którzy zginęli w starciach z nimi (takie fakty istnieją dla innych miejscowości, np. samoobrona wsi Darżininki (gmina Olkieniki) na początku października 1943 roku zastrzeliła czerwonego partyzanta i zbezcześciła jego zwłoki; członkowie samoobrony wsi Grinkuwa – Babrauninki w wieczór wigilijny 1943r. zastrzelili aż 5 partyzantów; aktywni członkowie samoobrony wsi Bakałoryszki (obwód Trocki), którzy widocznie niejednokrotnie brali udział w obławach na partyzantów, byli oskarżani przez sowieckich partyzantów o zabójstwo partyzantki Ony Tamuliawiczute-Miklusziene (siostry pierwszego sekretarza partii komunistycznej obwodu Alituskiego w latach 1940-1941) i in.). Wynika z tego, iż partyzancy sowietcy nie zbyt ucierpieli od samoobrony Koniuchów, nie doznali strat w ludziach lub innych „krzywd”, którze mogli ich skłonić do szczególnie okrutnej rozprawy z mieszkańcami wsi.

Widocznie, „wina” członków samoobrony wsi Koniuchy, która doprowadziła do okrutnej zagłady wsi, polegała na tym, że w starciach z sowieckimi partyzantami bronili oni swoje plony lub inny majątek, nie chcieli złożyć broni i podporządkować się. Mówiąc o rzeczywistej lub domniemanej aktywności samoobrony Koniuchów i innych wsi można przypuszczać, że w jeden sposób będzie ona oceniana przez czerwonych partyzantów i ich dowódców z jednej strony Puszczy Rudnickiej – w litewskich okolicach Alituskiego i Trockiego obwodów i całkowicie inaczej – w okolicach obwodu Ejszyskiego, który był ogłaszany jako „rejon partyzancki” i gdzie oni się czuli gospodarzami.

Twierdzeniom o samozaparciu i zorganizowaniu samoobrony wsi Koniuchy zaprzeczają również wydarzenia, jakie miały miejsce podczas napadu czerwonych partyzantów na wieś: samoobrona nie stawiała większego oporu.

Dlatego ogólnie wyjaśnienie przyczyn i motywów napadu na wieś Koniuchy w źródłach sowieckich, przede wszystkim w radiogramach i listach Genrika Zimana do Moskwy Antanasowi Snieczkusowi, można ocenić jako nieobjektywne, tendencyjne, demagogiczne, za pomocą których już po dokonaniu operacji karnej próbowano tłumaczyć i uzasadnić okrutny charakter rozprawy ze wsią.

Napad czerwonych partyzantów na Koniuchy oraz przyczyny okrucieństwa przeprowadzonej akcji były głębsze, uwarunkowane niepomyślnym przebiegiem walki z uzbrojoną samoobroną oraz skomplikowaną i trudną sytuacją partyzantów zimą 1944 roku. Optymistyczne prognozy G. Zimana o „załamaniu się” wiejskiej samoobrony jesienią 1943 r. niepotwierdziły się i zimą 1944 roku; optymizm zamienił się w pesymizm, przeczucie realnego zagrożenia dla ruchu sowieckich partyzantów. G. Ziman i inni dowódcy partyzantów w Puszczy Rudnickiej zrozumieli, że bez pomocy sowieckiego zaplecza, bez broni i naboi oni nie dadzą rady stawić opór żadnej większej zbrojnej akcji policji, że na zagładę skazane plany i marzenia aktywizacji partyzanckiej walki. Partyzanci sowieccy pod względem wojennym mieli problemy walcząc nawet ze źle uzbrojoną samoobroną wiejską. G. Ziman 29 stycznia 1944 roku (w wieczór przed zniszczeniem wsi Koniuchy) w wysłanym radiogramie dowódcy sztabu litewskiego ruchu partyzanckiego [LPJSZ skrót od nazwy po litewsku – J.W.] do A. Snieczkusa stwierdzał: „Wokół nas znów umacnia się samoobrona. Jedna z podstawowych przyczyn – niedostateczny odpór z naszej strony, którego nie możemy stawić z powodu braku broni, i co najważniejsze, braku amunicji”. Trudna i skomplikowana sytuacja czerwonych partyzantów zimą 1944 roku dokładnie opisana w liście G. Zimana do A. Snieczkusa z 7 kwietnia 1944 roku: „Amunicji nie ma, broni nie ma, samoobrona panoszy się, „biali” [Polacy - R.Z.], gdzie nie spojrzysz wszędzie ślady, a kiedy wrócisz oczekują, później „lub trzeba kogoś grzebać, lub wykreślać z ewidencji”. Swoje kwatery nie możemy uważać za „twierdzę”. Jak by można było uważać, jeśli „biali” depczą po piętach. Dokąd mamy się podziać?” – pytał G. Ziman – „zaszyć się we wsiach – znaczy zniszczyć aktyw i wcale nie dlatego, że wieśniacy nas nienawidzą. Jeśli oderwać się od uzbrojonej siły, to nawet w „rejonie partyzanckim” przyjdzie kilka „chuliganów kułaków” z sąsiedniej wsi z samoobrony i zastrzelą, nawet policji nie wezwą. Na południu powiatu Rimonisa [pseudonim Vytautasa Sakalauskasa, sekretarza komitetu komunistycznej partii obwodu Alituskiego – R.Z.] założyć kwater nie udało się – jesienią 1943 roku wysłaną słabo uzbrojoną grupę rozpędzili Polacy. Obecnie [wiosną 1944 roku – R.Z.] tam wysłano silną, dobrze uzbrojoną grupę, z której nie zostało i połowy. Tam trzeba wysyłać dużą zbrojną siłę, ponieważ mieszkańcy są „bardzo źli”, oprócz tego dużo dróg”. Tak przedstawiając sytuację G. Ziman podsumowuje: „To były trudne dni”.

Nie doczekawszy pomocy do początku kwietnia 1944 roku od sowieckiego zaplecza, gdy samoloty z bronią i amunicją pojawiły się nareszcie nad Puszczą Rudnicką G. Ziman zaczął wysyłać jeden po drugim radiogramy do dowódcy LPJSZ A. Snieczkusa do Moskwy pełne niepokoju, zdenerwowania i zarzutów. Chociaż informacja wysyłana przez G. Zimana odzwierciedlała naprawdę trudną sytuację czerwonych partyzantów i zły nastrój, to jednak można przypuszczać, że Ziman świadomie dramatyzował sytuację, a przede wszystkim mocno przewartościował niebezpieczeństwo grożące partyzantom Puszczy Rudnickiej ze strony samoobrony wsi. Cytowany radiogram z dnia 29 stycznia 1944 r. o wzmacnianiu się samoobrony wysłał już po zniszczeniu Koniuchów, pewnie znając „druzgocące” wyniki akcji. Informacje wysyłane przez G. Zimana do Moskwy i oceny sytuacji znacząco różniły się od innych ocen zaistniałej sytuacji w tym regionie dokonywanych przez dowódców sowieckich partyzantów (Michaiła Afonina, Marijana Miceiki). Oto M. Afonin w radiogramie z dnia 27 stycznia 1944 r. do Snieczkusa zawiadamiał, że sowieccy partyzanci wydostali od sołtysów i ich zastępców więcej niż 50 podpisów (obietnic) odmowy „służenia Niemcom”, że wysunęli sobie zadanie rozpędzić z okręgu trockiego „cały ten aparat niemiecki”.

Nawet zimą 1944 r. nie ustały napady, terroryzm wsi i grabież ekonomiczna dokonywane przez czerwonych partyzantów. W wieczór przed napadem na wieś Koniuchy 24 stycznia 1944 r. napadli oni i ograbili w gminie Jaszuny wsie Jaglinoniai i Sakałai, 25 stycznia – wsie Dajnowa i Komorowszczyzna w gminie Ejszyszki, z tych wsi do Puszczy Rudnickiej wyprowadzili po jednym mieszkańcu.

Zagęszczając barwy, dramatyzując sytuację, dążąc do wezwania natychmiastowej pomocy, przede wszystkim broni i amunicji, G. Ziman swoiście „naciskał” na Snieczkusa i innych przywódców LPJSZ. Poza tym, można dopatrzyć się dążeń do przygotowania propagandowego i psychologicznego gruntu dla planowanych wyniszczających akcji na wieś Koniuchy, a może i na inne uzbrojone wsie, usprawiedliwić i uzasadnić ich nieuchronność i konieczność.

To, co stało się wczesnym rankiem 29 stycznia (sobota) 1944 roku we wsi Koniuchy, najlepiej widać z raportu nr 58 z dnia 31 stycznia 1944 roku dowódcy punktu oporu w Baltininkach z 253 batalionu ochronnego do dowódcy batalionu kapitana Vladasa Żibusa: „1A. 29 stycznia 1944 roku około 150 bandytów (Żydów, Rosjan), uzbrojonych w 1 ciężki karabin maszynowy, 3 lekkie karabiny maszynowe, automatyczne pistolety, karabiny i granaty, napadli na wieś Koniuchy (pol. Kw. 1605, niżej, wprawo). Wieś spalono, ludzi i bydło wymordowano (zabito 35 ludzi, 15 raniono). Przybyli z Dawciun (pol. Kw. 1605, po środku) i z WKL Salki [Wielkie Sałki – R.Z.] (pol. Kw 1605, z góry w prawo). Po przebywaniu około jednej godziny we wsi, wycofali się w tym samym kierunku”.

Po otrzymaniu wiadomości o napadzie na wieś Koniuchy, około 7 godziny do Koniuch wyruszyli żołnierze punktów oporu w Rakliszkach, Baltininkach i Trybańcach z 253 litewskiego batalionu ochronnego, ogółem 52 mężczyzn, uzbrojonych w 1 ciężki karabin maszynowy i pięć lekkich karabinów maszynowych i inną broń. Jednak po przybyciu do Koniuch oni nie zastali czerwonych partyzantów, lecz znaleźli, jak odnotowano w dzienniku działań batalionu, „smutny widok”: spaloną wieś, zamordowanych [w tekście, zarżniętych – J.W.] ludzi i bydło.

Z dokumentu ochronnego batalionu widzimy, że w ten sam dzień 29 stycznia otrzymała od czerwonych partyzantów ultimatum samoobrona wsi Klepocze (pomocnicza policja), wieczorem około 50 „bandytów” (Rosjan i Żydów) obrabowało Kiemieliszki. Również grożono zniszczyć wsie Butrymańce, Janowo, Strzelce i Posole.

Te fakty wskazują, że 29 stycznia 1944 roku czerwoni partyzanci z Puszczy Rudnickiej wykonywali dużą operację przeciw wsiom litewskim i ich samoobronie; widać, że planowano rozbroić i ukarać (zniszczyć) i inne wymienione wsie. Z drugiej strony można przypuszczać, że te plany, chociaż częściowo przeszkodzili żołnierze punktów oporu 253 ochronnego batalionu. Przyjść na pomoc dla samoobrony wsi Koniuchy oni nie zdążyli, jednak może uratowali od rozprawienia się inne wsie. Z batalionu oddziału wysłanych żołnierzy punktów oporu w Rudziszkach i Olkienikach, pod dowództwem sierżantów Tamulaitisa i Striupaitisa, zorganizowano zasadzki obok Klepoczków i gdzie indziej, jednak partyzantów tam się nie doczekano.

Zniszczenie wsi Koniuchy odnotowane jest w dokumentach policji litewskiej, litewskiej policji bezpieczeństwa oraz podziemia narodowego. W tygodniowym streszczeniu policji litewskiej z 26 stycznia 1944 roku jest odnotowane, że w „całkowitym” zniszczeniu Koniuch uczestniczyło około 200 rosyjskich bandytów, zginęło 36 mieszkańców wsi, 14 ciężko ranni.

Według wstępnych danych litewskiej policji bezpieczeństwa, liczba ofiar we wsi Koniuchy wynosiła nawet 150 ludzi, wśród których było dużo dzieci i niemało rannych; oni byli umieszczeni w szpitalu w Bieniakoniach, część wysłano do Wilna.

Według dodatkowych informacji policji bezpieczeństwa, we wsi zabito 36 osób, 14 było rannych, 13 z nich – ciężko. Spalono 50 krów, 36 mieszkalnych domów i wszystkie zabudowania gospodarcze. Ocalało tylko 6 mieszkalnych domów. Partyzanci przebywali we wsi 1,5 godziny. 150 osób ze wsi zdążyło zbiec.

Według ostatecznych danych policji bezpieczeństwa czerwoni partyzanci strzelali do wsi zapalającymi nabojami z 4 karabinów maszynowych i innej broni; od nabojów zapaliły się zabudowania. Przebywające we wsi policjanci litewscy odstrzeliwali się około 45 minut, policjant Józef Bobin był zastrzelony, inny policjant – Józef Waronis – ciężko ranny. Pozostali policjanci po zapaleniu się wsi wycofali się. Według danych policji bezpieczeństwa, 3 partyzantów było ciężko rannych, 1 zabity. Wśród miejscowych mieszkańców zostało zabitych 35, rannych 13, 10 z nich – ciężko. Podczas pożaru spaliło się 36 mieszkalnych domów, 40 stodół, 39 obór, łaźnia. Spaliło się 50 krów, 16 koni, około 50 prosiąt, około 100 owiec, 400 kur, inwentarz, pasza, wszystko, co było w zabudowaniach. „Bandyci” byli różnej narodowości – Rosjanie, Żydzi i miejscowi Polacy.

Więc źródła litewskiej policji bezpieczeństwa według treści informacji różnią się od innych źródeł: w nich jest odnotowany fakt oporu litewskiego policjanta (prawdopodobnie, pomocniczej policji, tj. samoobrony wsi) wobec czerwonych partyzantów, podane są straty partyzantów (jednak ich nie potwierdzają żadne inne źródła).

Nieznane źródło podziemia antynazistowskiego wskazuje, że zostało zastrzelonych 35 cywilnych mieszkańców, 13 było rannych, 10 z nich ciężko. Napadające na wieś strzelali zapalającymi nabojami; po podpaleniu wsi z 40 gospodarstw wiejskich spaliło się 39 zabudowań, łaźnia, 50 krów, 16 koni, 100 owiec, 400 sztuk drobiu i inny majątek. Podczas walki zginął pomocnik policjant (tj. członek samoobrony) J. Bobin, ciężko ranny policjant Józef Baronis (w niektórych źródłach wymienia się nazwisko J. Waronis). (Prócz tego, źródło wymienia zniszczenie wsi jako wykonawców polskich partyzantów.)

W gazecie litewskiego antynazistowskiego podziemia „I laisve” [„Ku wolności” – J.W.] pisano, że zginęło około 30 osób, około 20 było ciężko rannych.

Zniszczenie wsi Koniuchy i wymordowanie mieszkańców nie doczekało się żadnego oficjalnego odgłosu w prasie litewskiej. Prawdopodobnie, że nie chciano (może cenzura niemiecka nie zezwoliła) takimi faktami swawoli „bandytów” we Wschodniej Litwie wzniecać panikę w społeczeństwie. Możliwie, że tragedia wsi Koniuchy została zagłuszona i przeszkodziło w odnotowaniu jej śmierć 19 policjantów litewskich 8 stycznia we wsi Mikuliszki gminy Turgiele powiatu Oszmiana w walce z polską partyzantką (razem wtedy zginęli porucznik żandarmerii niemieckiej Schabel i 6 niemieckich żandarmów).

W dokumentach czerwonych partyzantów i w napisanych wspomnieniach tragedia wsi Koniuchy jest naświetlona fragmentarycznie, skąpo, nie informacyjnie, bez wyrazistej retoryki (jak w niektórych innych wypadkach), nie chwaląc się z wykonanej akcji, chociaż w tym wypadku było, czym się „pochwalić”. Nawet i Albertas Barauskas, w swych wspomnieniach i nie opublikowanych źródłach archiwalnych poświęcając dużo uwagi tematyce walki z samoobroną wsi, akcję zniszczenia wsi Koniuchy i swój udział w niej „skromnie” przemilcza. W innych wypadkach zniszczenie Koniuch krótko charakteryzowane jest w oparciu na przykład o nie takie krwawe zlikwidowanie wsi Bakałoryszki. Oto J. Olekas pisał: „Podobnie stało się i „członkom samoobrony” ze wsi Koniuchy”.

Piszące o Koniuchach czerwoni partyzanci, widocznie, odczuwali, że akcja zniszczenia wsi była zbyt okrutna, wynik jej tragiczny, kompromitujący sowiecki ruch partyzancki, dlatego unikali otwartego i szerszego omawiania. (W tym wypadku z wszystkich sowieckich autorów wyróżniają się tylko A. Elin i D. Gelpern, którzy w swej książce „Getto w Kownie i jej bojownicy” bardziej otwarcie naświetlił niektóre szczegóły napadu na wieś.)

Mimo wszystko archiwalne źródła czerwonych partyzantów potwierdzają fakt zniszczenia wsi i rozmiary tej tragedii.

G. Ziman informował dowódcę LPJSZ A. Snieczkusa o zniszczeniu wsi Koniuchy 31 stycznia 1944 roku radiogramą następującej treści: „29 stycznia zjednoczona grupa wileńskich oddziałów „Śmierć okupantom”, oddziału Margira i specjalnej grupy sztabu generalnego całkowicie spaliła najbardziej zawziętą w samoobronie wieś Koniuchy w gminie Ejszyszki. Koniuchy nie tylko nie wpuszczały partyzantów, lecz również szykowały zasadzki dla nich na drogach, napadali na przyjazne do partyzantów wsie, zmuszali do uzbrojenia się neutralne wsie.

Dla członków samoobrony zadano ciężkie straty. Z naszej strony strat nie ma”.

Radiograma Zimana w pierwszą kolej jest ciekawa tym, że on nie tylko informował A. Snieckusa o wynikach akcji napadnięcia na Koniuchy, ile wyjaśniał i starał się uzasadnić motywy zniszczenia wsi. Nie udało się odnaleźć danych, że on lub ktoś inny z dowódców sowieckich partyzantów Puszczy Rudnickiej detalizował wyniki w później wysłanych radiogramach lub pismach.

Bez wahania możemy stwierdzić, że właśnie o zniszczeniu wsi Koniuchy G. Ziman wspomina w piśmie do A. Snieckusa z dnia 3 marca 1944 roku. Pisze on o wsi znajdującej wsi na południowo wschodnich obrzeżach Puszczy Rudnickiej, która była bardzo aktywna i „szczególnie dokuczliwa” partyzantom sowieckim, kiedy oni „zamknęli cały rejon”. G. Ziman dalej pisał: „Spaliliśmy ją całkowicie. Operacja udała się, strat własnych nie mieliśmy, zapłonęły domy kilku członków samoobrony, oni mieli duże straty. Od tego czasu na obrzeżach [Puszczy Rudnickiej] wokół tej wsi samoobronę jak ręką zdjęto”. Wymienione w radiogramie G. Zimana „Oddziały Wilna” („wilniuskije otriady”) to sformowane oddziały z więźniów getta z Wilna: „Śmierć faszystom”, „Mściciel”, „Za zwycięstwo”, „Walka”. Udział poszczególnych partyzantów z tych oddziałów w akcji zniszczenia Koniuch potwierdzają konkretne fakty odnotowane w ich teczkach osobistych i inny materiał.

Jednak z wszystkich żydowskich oddziałów względnie najwięcej informacji o rozmiarach zniszczenia wsi Koniuchy w karnej operacji potwierdzają dokumenty uczestniczącego oddziału „Śmierć okupantom”. W dzienniku bojowym tego oddziału (nazywanego Kowieńskim oddziałem) jest odnotowane, że 29 stycznia 1944 roku połączony oddział rozgromił uzbrojoną wieś Koniuchy, która miała duże znaczenie dla Niemców, był to ich punkt oporu, chłopi z tej wsi otwarcie walczyli z partyzantami. Wieś została całkowicie spalona, zabito i raniono ponad 50 osób, wśród nich „dowódca bandy faszystowskiej” (prawdopodobnie ma się na uwadze wspominany J. Bobin).

W akcji zniszczenia wsi Koniuchy brało udział kilka oddziałów czerwonych partyzantów, dlatego o tej karnej operacji, można mówić jako o wspólnej akcji czerwonych partyzantów Puszczy Rudnickiej, która była wykonana wspólnymi, zjednoczonymi siłami. Jednak biorąc pod uwagę na okrutne rozprawienie się z Koniuchami, powstaje pytanie, jaki był „udział” poszczególnych oddziałów w jej wykonaniu? Jaka rola przypadła dla uczestniczących w tej akcji oddziałom żydowskich partyzantów z gett Wilna i Kowna, dla wspomnianej przez Zimana „specjalnej grupy” Armii Czerwonej sztabu generalnego? Czy udział organizacyjnych struktur partyzantów czerwonych nie spowodował okrucieństwa w tej akcji? Kto dowodził akcją zniszczenia Koniuch?

W oparciu o źródła czerwonych partyzantów, na te i inne pytania odpowiedzieć jest trudno, jednak można zrobić pewne wnioski i przesłanki.

Spośród wspomnianych, (ale konkretnie nie wymienionych) przez G. Zimana tzw. Wileńskich oddziałów są dane o udziale w akcji ataku na Koniuchy w sprawozdaniach oddziałów „Śmierć faszyzmu”, „Mściciel”, również „Piorun”, „Zwycięstwo”, „Za ojczyznę”. Jednak w oparciu na źródła archiwalne trudno jest powiedzieć coś konkretnego na temat działań podczas tej akcji konkretnego oddziału lub poszczególnych partyzantów. To samo jest i z oddziałem Margirio [Pstrokatym – J.W.] dowodzonym przez A. Barauskasa. Kiedy w Puszczy Rudnickiej pojawiło się więcej doświadczonych czerwonoarmistów i politycznych dowódców znaczenie A. Barauskasa i jego oddziału zmalało. Dowodząc akcjami rozbrojenia we wsiach Ogrodniki i Darguże jesienią 1943 roku, później A. Barauskas więcej był zajęty zbieraniem informacji o charakterze wywiadowczym i przeprowadzeniem drobniejszych terrorystycznych akcji wobec członków samoobrony i innych „wrogów narodu”.

Nie jest znane, jaka grupa Generalnego sztabu Armii Czerwonej Naczelnego zarządu wywiadu uczestniczyła w akcji zniszczenia wsi Koniuchy. Na początku 1944 roku w Puszczy Rudnickiej działało kilka takich grup, one były znacznie lepiej uzbrojone i zaopatrzone przez zaplecze niż partyzanci G. Zimana. W tym czasie w Puszczy Rudnickiej pojawiła się specjalna grupa i NKWD SSRS. Można przypuszczać, że w akcji na Koniuchy mogły uczestniczyć ludzie z grupy Aleko-Rosczaja (dowódca kapitan Anastazas Aleksiukas). W źródłach sowieckich grupa ta jest nazywana i oddziałem nr 14). Chociaż w archiwalnych dokumentach tej grupy żadnych danych nie ma o uczestnictwie jej w wydarzeniach w Koniuchach, to według stwierdzenia G. Zimana, ona uczestniczyła w dużo wspólnie wykonywanych operacjach w Puszczy Rudnickiej, wykonała wiele „wspaniałej” pracy. Ta grupa w „ciężkich czasach” mogła pomóc oddziałom LPJSZ bronią i amunicją.

Jednak z wielu fragmentarycznych faktów i detali można sądzić, że najważniejsza rola w karnej akcji na wieś Koniuchy wypadła dla oddziału „Śmierć okupantom”, utworzonego w większości z Żydów z getta w Kownie i sowieckich jeńców wojskowych. O udziale tego oddziału w tej operacji przede wszystkim świadczy dokładnie odnotowana liczba (więcej niż 50) zabitych i rannych mieszkańców wsi Koniuchy, która nie przeczy innym (niesowieckim) źródłom. Z dokumentów oddziału „Śmierć okupantom” również można wnioskować, że osoba pełniąca obowiązki dowódcy sztabu była zastępcą dowódcy połączonego oddziału, który napadł na Koniuchy. Dowódca sztabu oddziału „Śmierć okupantom” dowodził również i podczas innych wykonywanych operacji zimą 1944 roku, jednak i w tych wypadkach osoba ta została bezimienną (ten szczegół tylko zwiększa podejrzenia, że dowódca sztabu oddziału „Śmierć okupantom” był jednym z tych osób, którzy kierowali operacją w Koniuchach i z tej przyczyny mógł zostać „nieznanym”).

Z archiwalnych dokumentów oddziału „Śmierć okupantom” można wywnioskować, że obowiązki dowódcy sztabu oddziału mógł wykonywać były oficer (kapitan) Armii Czerwonej, od 1929 roku członek WKP(B), sowiecki jeniec wojskowy Michaił Ceiko.

Wyjątkowa rola oddziału „Śmierć okupantom” podczas wykonywania akcji na wieś Koniuchy uwidacznia się i ze stron wyżej wymienionej książki M. Elina i D. Gelperna „Getto w Kownie i jego bojownicy”. Autorzy piszą, że kiedy oddział „Śmierć okupantom” wyrósł i wzmocnił się mógł „stawić sobie poważniejsze zadania o podjąć się szerszych działań”. Oddział „Śmierć okupantom” „wspólnie z innymi sąsiednimi oddziałami” „postanowił” likwidować „wrogie gniazdo” w Koniuchach. Dalej autorzy konkretnie opisują samą akcję napadu na wieś: wyruszono wieczorem, partyzanci szli całą noc lasami i bagnami, wczesnym rankiem dotarli na obrzeża wsi. Czerwona rakieta była sygnałem do ataku. Dwadzieścia bojowników oddziału z plutonowym Michaiłem Truszinem na czele wtargnęli się do wsi. Hitlerowcy zabarykadowali się w swojej siedzibie i stamtąd zaczęli mocno strzelać z karabinów maszynowych i automatycznych pistoletów. Zawrzała walka o każdy dom. Przyszło się użyć ręczne granaty i zapalające naboje. Bojownicy, a wśród nich i partyzanci z getta kowieńskiego Lejzer Codikow, Dowyd Teper, Jankiel Ratner, Pejsach Wolbe, nie zważając na grad kul napadli na faszystów, którzy zabarykadowali się. Rozpoczęła się walka jeden na jednego. Hitlerowcy zmuszeni byli wycofać się.

Obrazowo opisując akcję napadu na wieś Koniuchy (a dokładniej jej początek, kiedy członkowie samoobrony jeszcze próbowali się odstrzeliwać) autorzy nie przedstawiają bardziej konkretnych danych o zadanych stratach wrogowi oraz o własnych stratach. Przecież, jeżeli walka trwała o „każdy dom”, walczono „jeden przeciwko jednemu”, to najmniejsze straty były nieuniknione. Jednak, jak widać z radiogramy G. Zimana do A. Snieckusa i z innych źródeł, czerwoni partyzanci nie mieli własnych strat. To w oczywisty sposób przeczy wersji działań operacji na wieś Koniuchy przedstawionej przez autorów.

Według G. Zimana, „najbardziej zawzięta w samoobronie wieś w gminie Ejszyszki”, jakoś nie stawiała oporu, między czerwonymi partyzantami i samoobroną wsi Koniuchy nie było zażartej zbrojnej walki w pełni słowa tego znaczeniu, a odbyła się tylko okrutna akcja zemsty czerwonych partyzantów, bezlitosne rozprawienie się z ludźmi wsi.

To widać z niektórych szczegółów z artykułu J. Kudirki: strzelając zapalającymi nabojami z karabinów maszynowych zapaliły się dachy chat, po wtargnięciu się do wsi czerwoni partyzanci strzelali do ludzi w zabudowaniach, nie szczędząc kobiet i dzieci. Jedni mieszkańcy wsi biegli w stronę rzeki Solcza (oni zostali żywi), inni – do lasku (ich spotkał „deszcz kul”). Partyzanci z automatami szli przez płonącą wieś i strzelali przez okna do tych którzy zostali w chatach. (J. Kudirka odnotowuje, że wśród wykonawców egzekucji byli i tacy, którzy świadomie strzelali chybiąc lub pozwolili ofiarom uciec.)

Co oznaczało dla czerwonych partyzantów wykonanie prawdziwej akcji bojowej (a nie rozprawienie się z biegnącymi lub ukrywającymi się mieszkańcami wsi), zderzenia z „prawdziwymi hitlerowcami”, dobrze widać z wykonanej operacji oddziału „Śmierć okupantom” z dnia 10 kwietnia 1944 roku atakując punkt żandarmerii niemieckiej w Wieczoryszkach (teraz Wakariszki). Oddział „Śmierć okupantom” zabił kilku Niemców, a wśród nich kapitana dowódcę punktu, zdobył trofeum wojenne – karabin maszynowy, automat, siedem karabinów i inne. Jednak i czerwoni partyzanci ponieśli dotkliwe straty. Jak donosił G. Ziman do dowódcy LPJSZ A. Snieckusa zginęło 17 partyzantów; w rzeczywistości straty oddziały były większe – zginęło 18 osób.

M. Elin i D. Gelpern mają rację, przydzielając oddziału „Śmierć okupantom” najważniejszą rolę w karnej operacji przeciw Koniuchom, jednak bezpodstawnie obciążają odpowiedzialnością dla innych „sąsiednich” oddziałów za „decyzję” o zniszczeniu wsi. Jak wynika z podobnych akcji, które były wykonane przeciwko innych wsi, takie „decyzje” podejmowali nie oddzielne oddziały czy ich dowódcy, a tak zwany komitet podziemny LKP(B) Trockiego powiatu, zaś z zasady to dowództwo czerwonych partyzantów całej Puszczy Rudnickiej. Decyzję o wykonaniu karnej operacji przeciw Koniuchom mógł podjąć na początku stycznia 1944 roku założony komitet podziemny LKP(B) Południowego obwodu.

Nie jest wiadomym, jaką ilością sił czerwonych partyzantów była wykonana akcja. J. Kudirka, opierając się na wspomnieniach świadków, stwierdza, że czerwonych partyzantów było około 300. Jednak bardziej realne jest podana ilość uczestników akcji (około 150-200) przez dokumenty 253 ochronnego batalionu i litewskiej policji bezpieczeństwa, chociaż i to może być nieco zwiększonym. Ch. Lazar, były partyzant sowiecki, uczestnik akcji w Koniuchach, w swej książce „Destruction and Resistance”, wydanej w Nowym Jorku w 1985 roku, pisał, że w akcji uczestniczyło 120 partyzantów z wszystkich oddziałów, uzbrojonych w najlepszą broń.

Na pytanie, ilu czerwonych partyzantów uczestniczyło w operacji w Koniuchach, w oparciu o źródła sowieckie odpowiedzieć jest trudno. Prócz przedstawionych liczb przez M. Elin i D. Gelpern (oni pisali, że do wsi wtargnęło się 20 bojowników oddziału „Śmierć okupantom”), żadnych innych danych nie ma. Pozostaje nie wyjaśnione, ile ogółem z tego oddziału partyzantów uczestniczyło w akcji, gdyż, bez żadnych wahań, nie wszyscy uczestniczący partyzanci wdarli się do wsi, część z nich została na obrzeżach wsi, ochraniali szalejących „towarzyszy walki” od niespodziewanych przybyć policji i innych wrogów.

Na to i inne pytania trudno jest znaleźć odpowiedź analizując dokumenty, które znajdują się w teczkach osobowych czerwonych partyzantów. W większości są to, według treści, indywidualne charakterystyki partyzanckiej działalności, różne dokumenty z lat 1944-1945 i późniejszych lat przedstawiając do nagrodzenia orderami i medalami ZSRR. Jednak uwypukla się zagmatwany, na swój sposób ciekawy obraz starając się ukryć, przemilczeć to, co było zrobione w Koniuchach; uwidacznia się pogląd i zrozumienie, że operacja w Koniuchach była przestępstwem, nosiła cechy kompromitacji, udział w której nie chciano przypominać. Jak wspomniano, M. Elin i D. Gelpern pisał, że w operacji uczestniczyli partyzanci z oddziału „Śmierć okupantom” Michaił Truszin, partyzanci z getta w Kownie L. Codikow, D. Teper, J. Ratner, P. Wolbe. Jednak w teczkach osobowych o udziale tych partyzantów w akcji na Koniuchy brakuje konkretnych danych.

Jak widać z dokumentów osobowych M. Truszina, ten były oficer Armii Czerwonej (starszy porucznik), uczestnik walki pod Moskwą, kiedy popadł do niewoli niemieckiej uciekł do Puszczy Rudnickiej, aktywnie uczestniczył w dużej ilości operacjach oddziału „Śmierć okupantom” (dowodził w zasadzkach, w napadach na niemieckie „garnizony”, w akcjach wywiadowczych oraz w akcjach zaopatrzenia się w artykuły spożywcze), w jednej z nich zginął pod koniec czerwca 1944 roku. W teczce osobowej tego partyzanta brakuje tylko danych z udziału w akcji w Koniuchach. A to przeczy logice, i co ważne, zaświadczeniu M. Elina i D. Gelperna, że on uczestniczył w operacji w Koniuchach i odegrał w niej rolę dowódcy.

W charakterystyce partyzanta Grigoria Smoliakowa z oddziału „Śmierć okupantom” –200) z 8 października 1944 roku (ona jest podpisana przez Konstantina Rodionowa) odnotowane jest, że on brał udział „w rozbrojeniu uzbrojonej wsi Koniuchy”. Jednocześnie sam G. Smoliakow w pisanym mniej więcej w tym samym czasie sprawozdaniu z działalności o udziale w operacji Koniuchy nic nie wspomina.

W osobowych dokumentach za lata 1944-1945 partyzanta Michaiła Robinzona z innego oddziału o jego partyzanckiej działalności podaje się abstrakcyjnie, że on uczestniczył w „większości operacjach”; w późniejszych, około 1960 roku pisanych dokumentach, przedstawiając do nagród (z okazji zwycięstwa przeciw faszystowskim Niemcom) odnotowywano, że on uczestniczył „rozgramiając uzbrojoną wieś Żagarine”, w ataku na Wieczoryszki i w innych operacjach. Pozostaje niejasne, czy M. Robinzon brał udział w akcji na Koniuchy? Pozytywnie odpowiedzieć na to pytanie pozwala pisany przez M. Robinzona 15 lipca 1958 roku „opis życiowy” i podane w nim szczegóły z działalności partyzanckiej: „W grudniu 1943 roku wyjechałem [z getta w Kownie –R.Z.] z pierwszym samochodem do oddziału partyzantów „Śmierć okupantom”. Tutaj uczestniczyłem w bojowych operacjach (pod Koniuchami, Żagariną, Wieczoryszkami, Kałtancami i in.).

Więc z archiwalnych źródeł czerwonych partyzantów trudno jest odtworzyć realny obraz, ile osób uczestniczyło w operacji zniszczenia Koniuch. Prócz tego, należy pamiętać, że nie dla wszystkich partyzantów w powojennych latach były założone teczki osobowe. Jednak dla niektórych partyzantów, a szczególnie z „Śmierć okupantom”, jak również „Śmierć faszyzmu”, Margiry, „Pioruna”, A. Mickiewicza i innych partyzanckich oddziałów w teczkach osobowych odnotowane jest i konkretnie wymienione uczestnictwo w „rozgromieniu” lub „rozbrojeniu” wsi Koniuchy; z nich widać, że w operacji brali udział nie tylko mężczyźni, lecz i kobiety.

Jak pisze żydowski historyk Solomonas Atamukas, „Żydzi, którzy wznieśli sztandar aktywnego ruchu oporu, walki dywersyjnej i zbrojnej partyzanckiej walki z hitlerowskim faszyzmem, w tej walce mogli uczestniczyć tylko w szeregach sowieckiego ruchu partyzanckiego, innego wyboru nie było. Setki Żydów, nie uwzględniając różnic w poglądach politycznych, odważnie walczyło w tej walce. Znaczący ich udział przyczynił się do rozgromienia Niemiec i oni wpisali sławną stronę do historii swego narodu”.

Jednak był i inny aspekt udziału Żydów w działalności sowieckiego zbrojnego podziemia. Ten ruch oporu służył politycznym interesom ZSRR, działał jak nowa sowiecka okupacja (reokupacja) mająca na celu narzucenie to siłą, dla osiągnięcia tych celów używając różnych, nawet represyjnych, przestępczych środków. Część partyzantów Żydów (jak i uczestników innych narodowości) zostali sowieckich przestępstw narzędziami wykonawczymi i wspólnikami.

Trzeba odnotować, że większość Żydów z powodu narodowych, politycznych i ideologicznych postaw, przeciwstawnych poglądów na komunizm i ZSRR nie współpracowali z podziemiem sowieckim.

Udział Żydów w akcjach czerwonych partyzantów o charakterze przestępczym mogły zadecydować i czysto psychologiczne motywy. Doznając tragicznego losu ofiar holocaustu, terroryzowani na wszelkie sposoby ludzie mogli nie oprzeć się pokusie, w dogodnych okolicznościach mścić się i mordować; te same motywy mogli przeszkodzić trzeźwo i odpowiedzialnie ocenić położenie, rozróżnić prawdziwych wrogów od nieprawdziwych, rzekomych.

Ilość partyzantów oddziału „Śmierć okupantom” biorących udział w operacji w Koniuchach potwierdza tezę, że ten oddział odegrał najważniejszą rolę. Te fakt pozwala stawiać delikatne pytania, związane z stosunkami między Litwinami i Żydami, jak również pytanie, jaka rola była Żydów partyzantów w niszczeniu Koniuch. Czy dowództwo czerwonych partyzantów z Puszczy Rudnickiej nie wykorzystało narodowej niezgody między Litwinami i Żydami jak również jej gorzkimi owocami, rozwiązując walkę z samoobroną litewskich wsi i innych zadań, czy nie podsycało? Czy większość Żydów, kiedy zostali czerwonymi partyzantami, nie wykorzystywali zemsty, zamiaru wyrównania rachunków, czy nie wykazali inicjatywy wykonując karną operację przeciw wsi Koniuchy; jakie były motywy uczestnictwa w niej – dobrowolne czy przymusowe, czym wytłumaczyć fakt, że w niej brało udział w porównaniu duża ilość partyzantów kobiet żydowskich? W ogóle, czy nie było skazanej wsi litewskiej Koniuchom zapłacić symboliczną, cenę wielkiej krwi nie tylko za próby stawiania oporu czerwonym partyzantom, lecz i za krwawe prace strzelców litewskich Żydów i za inne krzywdy i bóle wyrządzone Żydom przez Litwinów?

Z drugiej strony, na tragedię wsi Koniuchy można patrzeć i przez pryzmat niezgody narodowej między Polakami i Litwinami, mając na względzie skomplikowane stosunki tych narodów w latach okupacji Niemiec, i mówić o pewnym udziale miejscowych Polaków podczas wydarzeń w Koniuchach. Jak już było mówione, „miejscowi Polacy” uczestnicy akcji w Koniuchach abstrakcyjnie są wspominani w dokumentach litewskiej policji bezpieczeństwa. Jednak są i bardziej konkretne dane. J. Kudirka stwierdza, że po przybyciu do spalonych Koniuchów „przez litewski oddział oparcia” (bez wahania 253 litewski batalion ochronny) żołnierze chcieli zemścić się na jednej wsi, z której była „część katów”, jednak mieszkaniec Koniuch, W. Waronis odmówił, aby tego nie robić, gdyż w tej wsi „nie wszyscy są dobrzy, ale nie wszyscy i źli, a ucierpią i dobrzy”.

Teza o próbach zemsty ma podstawę, jej potwierdzają i źródła archiwalne. Prawdopodobnie idzie mowa o wsi Wielkie Sałki. W dokumentach 253 batalionu ta wieś jest wspominana w kontekście mordu w Koniuchach: już w wymienionym raporcie dowódcy punktu oporu w Baltininkach [Bołcienikach] z 31 stycznia 1944 roku o zniszczeniu Koniuch stwierdza się, że wśród „rabujących” wieś bandytów mieszkańcy rozpoznali osoby z Wielkich Sałek i Wisińczy.

19 lutego 1944 roku żołnierze 253 batalionu dokonując wywiadu we wsi Wielkie Sałki zderzyli się z partyzantami, miała miejsce potyczka. Po niej dowódca batalionu kapitan Wł. Żibas otrzymał wiadomość, że we wsi żołnierze batalionu od miejscowej ludności wzięli sól, skóry, zastrzelili i wywieźli 4 rasowe prosiaki. Takie zachowanie się żołnierzy batalionu dowódca nazwał „bandyckim” i rozkazał nie dokładając wyjaśnić te zdarzenia i złożyć mu raport.

Sierżant Treciokas dowódca pierwszego oddziału 4 kampanii batalionu w raporcie do dowódcy kampanii z 27 lutego 1944 roku wyjaśnił, że żołnierze „żadnych rzeczy nie zabrali”. Po potyczce był znaleziony blaszane „bludo” (naczynie), w którym bandyci przywieźli do łaźni, kożuszki, które zdjęli i rzucił biegnący bandyta. Podczas walki zastrzelono 4 wieprze. Sierżant w swym raporcie pisze, że widział jedną ranną cywilną osobę, drugi cywilny mieszkaniec czy bandyta odstrzeliwując się z karabinu uciekł.

W raporcie opisano działania żołnierzy batalionu, które były podobne do karalnych, represyjnych działań wykonanych na wsi Wielkie Sałki możliwie jako zemsta za mordy w Koniuchach.

Bardziej otwarcie i zrozumiale o wsi Wielkie Sałki 28 lutego 1944 roku do dowódcy batalionu w raporcie pisał dowódzca 4-tej kompanii porucznik Martynas Cieminis: mieszkańcy wsi Wielkie Sałki „z bardzo niewielkimi wyjątkami” byli przychylnie nastawieni wobec bandytów albo sami byli aktywnymi bandytami; we wsi „bandytom” były grzane łaźnie, pieczono chleb, ubijano bydło, żył łącznik „z Wilnem”, „likwidatorzy” [realizatorzy? – R.Z.] zagarniętego przez „bandytów” majątku, woźnicy amunicji i inni. Następnie w raporcie są słowa, pozwalające na wnioskowanie, że właśnie niektórzy mieszkańcy wsi Wielkie Sałki przyłączyli się do mordów we wsi Kaniūkai [Koniuchy]: „czy ktoś komuś z tej wioski coś zawiadomił”, że 3 mieszkańców tej wsi (nazwiska wskazane) brali udział w „rzezi Koniuchów”? Podobno nazwiska tych osób są znane, ale jest ich więcej. Raport twierdzi, że „dwa razy były puszczone słuchy, że Wielkie Sałki są spalone przez żołnierzy”, że „na to czekają wszyscy, którzy są wrogo nastawieni wobec bandytów”. Z powodu zdarzeń w wyniku wywiadu mieszkańcy wsi nie powinni „powiedzieć ani słowa”. Porucznik kompanii proponował zachować się ze wsią Sałki Wielkie jak z wioskami Dubrovka i Stanovo (prawdopodobnie są to wioski na Białorusi, spalone lub inaczej represowane za pomoc partyzanom).

Wątpliwe, czy mieszkańcy wsi Sałki Wielkie lub innych wsi mogli bardziej masowo popierać czerwonych partyzanów. Możliwe, w dokumentach 253 litewskiego batalionu ochronnego pisano i o polskich partyzanach Armii Krajowej i zderzeniach z nimi.

Można przepuszczać, ze choć niebezpośrednio, ale obiektywnie polscy partyzanci uaktywnioną swą działalnością zimą 1944 roku, antylitewskimi akcjami przyłączyli się do utworzenia możliwości czerwonym partyzanom rozprawić się z wsią Koniuchy.

W gazecie litewskiego podziemia „Niepodległa Litwa” w artykule „Bezpieczeństwo złamane” w numerze z 1944 roku 1 marca pisano: „Po zwiększeniu się ilości oddziałów bolszewickich i częściowo polskich partyzanów, nasi policjanci byli często atakowani i nie rzadko mordowani. Tylko po zdarzeniach w Graužiškiai [8 stycznia 1944 roku – R.Z.], gdy zginęło 19 naszych policjantów, wszyscy policjanci gmin powiaty Oszmiana byli odwołani do Oszmiany. Podobnie zachowano się z niektórymi punktami policji w powiatach Świr i Ejszyszki”.

W styczniu 1944 roku polscy partyzanci rozkazali w gminie Turgiele wszystkim litewskim nauczycielom wyprowadzić się z tej gminy, 25 stycznia napadli na miasteczko Szumsk, rozebrali policję, odebrali od ich broń, rozpędzili urzędników, 27 stycznia przedstawili ultimatum dla policji w Dziewieniszkach, wszystkie litewskie urzędu wycofali się do Bieniakoń i in. Więc nie przypadkowo źródło podziemia litewskiego akcję na wsi Koniuchy zaliczyło dla polskich partyzantów.

Danych o ofiarach mordu wsi Koniuchy jest niewiele w archiwach i w innych źródłach. Z kondolencji w „Nowej Litwie” widać, że dowódcem członków samoobrony wsi Koniuchy J. Bobinem zginęła jego żona Wiktoria, syn Marian, córka Jadwiga (inny syn i małoletnia córka zostali żywi). J. Kudirka wspomina poległych mieszkańców wsi Koniuchy Stanisława Bandelewicza, jego synów – Mieczysława i Zygmunta (w wieku 10 i sześciu lat), Laskiewiczową, dwie jej dorosłe córki (zastrzelone podczas biegu po lodzie na rzece Solcza, roczna zastrzelona w ramionach matki), czteroosobowa rodzina Pilżysów. Z artykułu J. Kudirki widzimy, że w Koniuchach były 22 gospodarstwa, 5 z nich nie spalono (więc spaliło się 17 gospodarstw). Cz. Malewski podaje takie dane: z 85 domów w Koniuchach nie spalono tylko 4. Autor wymienia na liście zamordowanych 38 nazwisk (jeden człowiek (krawiec) z Mikontów). Na liście jest 19 kobiet, 7 dzieci (w wieku 1,5-16 lat). Żołnierze punktu oporu w Rakliszkach z 253 batalionu pomogli pogrzebać ofiaru mordu w Koniuchach.

Wieś Koniuchy wymieniona jest w raporcie komitetu pomocy wzajemnej powiatu wileńskiego z dnia 22 lutego 1944 roku do naczelnika powiatu wileńskiego. Wymienia się w nim, że buszowanie „bandytów” w powiecie wileńskim ciągle wzrasta, niektóre miejscowości zamieszkania całkowicie są zniszczone, mieszkańcy są „w czym stoją”: „Tak na przykład, wieś Koniuchy z gminy Jaszuny była całkowicie spalon i do dziś dla 52 mieszkańców wsi została wypłacona maksymalna zapomoga – 500 RM dla każdego. Zostało wypłacić jeszcze dla około 10 mieszkańców”. (Prawdopodobnie mają na uwadze za zamordowanych i rannych mieszkańców Koniuch).

Jakie skutki dla samoobrony wsi i dla jej działalności miała tragedia wsi Koniuchy? Czy rzeczywiście, jak pisał G. Ziman, że na wschodnich obrzeżach Puszczy Rudnickiej „samoobronę jak ręką zdjęto”? Bez wątpienia, mord w Koniuchach miał mocny wpływ demoralizatorską i w zniszczeniu struktur samoobrony. Jednak niektóre fakty i wydarzenia pozwalają stwierdzić, że takie środki wywołaly i przewciwstawny efekt. Po zniszczeniu wsi Koniuchy mogła odnaleźć się dodatkowa motywacja do uzbrojenia się wsiom, przeciwstawiać się, nie poddawać się. Urzędnicy litewskiej administracji niemieckiego okupacyjnego reżimu, policja, pojedyncze stanowcze i bardziej aktywne osoby mogły potrzebować wzmocnienia samoobrony wsi. Warte odnotowania jest, że o takich tendencjach pisał również G. Ziman. W piśmie do A. Snieckusa z dnia 3 marca 1944 roku wspominał, że „samoobrona wsi jednak nie przerywa się”, ona jest wykonywana „całkiem innym sposobem”, niby przez „przemoc i gwałt”. Wystarczy naczelnikom powiatów albo policji znaleźć „gdzieś na wsi” jedną lub drugą osobę, który ma pewne grzechy przeciwko nam, „strzelał do [uciekającej w 1941 roku z Litwy – R.Z.] Armii Czerwonej, mordował [partyjnych i radzieckich] aktywistów”, i ci, według G. Zimana, „chuligani” zmuszają mieszkańców brać broń. To, niby nie wszędzie sie udaje, lecz odnajdują się wsie, gdzie „takich elementów jest więcej”. Te wsie tworzą siłę zbrojną i zmuszają zbroić się „sąsiednie wsie”.

Są dane, że mężczyźni nawet spalonej wsi Koniuchy nie złożyli broni i próbują dalej przeciwstawiać się sowieckim partyzantom. W radiogramie z 19 maja 1944 roku do A. Snieckusa, A. Afonin podawał, że 17 maja 1944 roku we wsi Koniuchy gminy Jaszuny rozbrojono „żandarów”: oni nie stawiając oporu oddali broń – 15 karabinów, 3 SVT (automatyczne karabiny), 1 karabin maszynowy. Kto byli ci „żandary”, nie jest wiadome, jednak z tekstu radiogramy można wnioskować, że to miejscowi mieszkańcy, członkowie samoobrony: jeden z nich wykazał skruchę i napisał pismo o tym, w którym prosił o przebaczenie: jego uzbrojono przemocą, lecz do partyzantów on nie strzelał, jeden karabin on już oddał wcześniej, teraz odda i drugi.

Widocznie, zniszczenie wsi Koniuchy, przynajmniej po części, związane jest z karnymi przedsięwzięciami, za które odpowiedzialni są Niemcy oraz działania przeciwko sowieckim partyzantom, a także początek ich bazy w Puszczy Rudnickiej. W dniach 4 i 5 lutego 1944 r. po raz pierwszy sowieccy partyzanci poczuli mocny ogień artylerii: z pancernego pociągu była ostrzelana ich baza przy wsi Inkleryszki. Pociski artylerii trafiając w ziemianki oddziału „Wyzwolonego” zginął partyzant tego oddziału Szilelis (Juozas Błażewiczus). Wśród sowieckich partyzantów panikę wywołał silny i dosyć trafny ogień artylerii; partyzant Iwanas Neteckis kilka razy próbował zbiec z bazy i na rozkaz dowództwa był rozstrzelany.

Po zniszczeniu wsi Koniuchy czerwonym partyzantom i ich bazom w Puszczy Rudnickiej widocznie naprawdę zaczęło niebezpieczeństwo, Niemcy „zaczęli gromadzić siły na karną akcję czyszczenia puszczy”. M. Afonin informował A. Snieczkusa o wzmocnieniu „garnizonów” w Landwarowie, Trokach, Rudziszkach oraz Olkienikach, prosząc o amunicję, materiał wybuchowy, broń. Na początku lutego 1944 roku G. Ziman doniósł o uaktywnieniu się „polskich nacjonalistów”, o rozpoczętych mordach na sowieckich „aktywistach” (tylko w okręgu Rudamińskim w ciągu krótkiego czasu oni zabili 14 osób), w końcu lutego o gromadzeniu sił wroga w niektórych pobliskich „garnizonach”, które osiągnęły groźny charakter. Niektóre oddziały czerwonych partyzantów opuściły swoje bazy, w razie pogorszenia się sytuacji oni byli gotowi opuścić Puszczę Rudnicką i dotrzeć do lasu Narocz do Motiejusa Szumauskasa, bo według słów G. Zimana, na południu i na wschodzie byli biali Polacy. Ciekawie zaznaczyć jest, że możliwości ratowania się przez przedarcie się w głąb Litwy nawet nie brano pod uwagę. Tylko 3 marca 1944 roku radiogram G. Zimana do A. Snieczkusa informował, że „sytuacja normalizuje się”, oddziały wracają do baz.

Zamordowanie mieszkańców wsi Koniuchy jest największą zbrodnią dokonaną przez czerwonych partyzantów w czasie nazistowskiej niemieckiej okupacji na Litwie. To można porównać ze zniszczeniem wsi Bakałoryszki (w tej wsi zostało spalone 71 domów mieszkalnych, około 300 budowli gospodarczych. Według sowieckich danych zabito 17 osób, spalono 38 zagród). Tragedię we wsi Koniuchy można przyrównać do spalenia wsi Pircziupiai [Pirciupie lub Pirczupie] przez Niemców: 3 czerwca 1944 roku w Pircziupiach zginęło 119 osób, spalono 27 zagród. Spalając inne wsie Litwy nazistowscy egzekutorzy nie zachowywali się tak okrutnie jak w Pircziupiach, ludzie nie byli zabijani, a wywożeni na pracy, wykorzystywani „do celowej pracy”, nie byli zostawiani bez kawałka chleba, im było pozwalane zabrać najpotrzebniejsze rzecze i zapasy żywności.

O tragediach we wsiach Koniuchy i Pircziupiai decydowały podobne wspólne przyczyny i motywy ich niszczenia. Nie mając wystarczających sił by walczyć z „bandytyzmem”, nazistowscy okupanci chwytali się okrutnych akcji zemsty, przez które dążyli do zastraszenia mieszkańców i zamknięcia drogi antyniemieckiemu oporowi. Faktycznie do takich samych celów dążyli czerwoni partyzanci. Nie mogąc kontrolować sytuacji, walczyć z uzbrojoną samoobroną wsi, oni rozpoczęli okrutne akcje karne, przestępczymi środkami dążyli do zrealizowania swych politycznych celów.

Napadając na wieś Koniuchy czerwoni partyzanci, prawdopodobnie mieli na celu tylko mordowanie i palenie; żadnych innych celów, prawdopodobnie nie było, nie ma żadnych danych o zdobytych trofeach, broni itp. To, co stało się w Koniuchach (ofiary i straty), osiągnięto świadomie. To widać z rozpowszechnianej kampanii propagandowej czerwonych partyzantów.

Sowieccy partyzanci A. Barauskas, J. Olekas, Vincas Pletkus w swych wspomnieniach-sprawozdaniach pisali, że rozbrajając „wroga takiego gatunku jak samoobronę wsi” nie dążono do fizycznej rozprawy z członkami samoobrony, gdyż wśród nich dużo było ludzi oszukanych, którzy, jakoby, wzięli broń nie z pobudek ideologicznych do walki z partyzantami. Jakoby podstawowy cel było rozbrojenie i uczynienie mężczyzn wsi neutralnymi albo, chociaż mniej groźnymi dla partyzantów i „postępowych” wobec miejscowych mieszkańców. Jakoby wykonanie takich operacji było bardzo złożone i ciężkie, wymagało dużo starań, posiadanie „nieludzkiej cierpliwości”, aby ryzykując sobą byłaby uratowane życie wroga. Gdzie tylko były, chociaż minimalne możliwości, „wszędzie wytrzymaliśmy zasadę ofiarnego humanizmu”.

Niestety, mówić o „humanizmie” czerwonych partyzantów względem ludzi ze wsi Koniuchy nie można.



  1. EXCERPT FROM THE FORTHCOMING PUBLICATION

A TANGLED WEB: POLISH-JEWISH RELATIONS IN WARTIME NORTHEASTERN POLAND AND THE AFTERMATH

A REVISED AND EXPANDED VERSION OF THE STORY OF TWO SHTETLS, A SCHOLARLY HISTORICAL STUDY
The Story of Two Shtetls Brańsk and Ejszyszki: An Overview of Polish-Jewish Relations in Northeastern Poland During World War II (Part Two)

(Toronto and Chicago: The Polish Educational Foundation in North America, 1998)





1   ...   9   10   11   12   13   14   15   16   ...   43


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna