The Broken Cross – 1



Pobieranie 5,33 Mb.
Strona1/17
Data06.11.2017
Rozmiar5,33 Mb.
  1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   17

The Broken Cross

The Hidden Hand in the Vatican

Piers Compton (1983)
Wygięty krzyż

Ukryta ręka w Watykanie

tłumaczenie Ola Gordon

WYŁĄCZNIE DO CELÓW EDUKACYJNYCH, A NIE KOMERCYJNYCH




Rozdział 1
Co pozostanie kiedy zginie Rzym?

Kiedy Rzym upadnie – świat.

Virgil, Byron


To co mówił było potworne. Przechodziło ludzkie pojęcie. Twierdził, że jest boskim i władczym głosem na ziemi; i nauczał, wydawał wyroki, i zapewniał, zawsze tym samym przekonywującym tonem, pewien że jego przekaz przeżyje przejściowe zjawisko zwątpienia, zmiany i sprzeczności. Stał bezpieczny, gmach prawdy za murami prawdy, który odpierał liczne i różne ataki wrogów. Twierdził, że ma siłę, która nie była jego siłą, ma siłę życia i żywotność nadane przez władzę, której nie można znaleźć gdzie indziej, a ponieważ nie można porównać jej do żadnej ziemskiej rzeczy, wywoływał strach, zdumienie, drwiny, a nawet nienawiść.
Ale przez wieki nigdy się nie zachwiał, nigdy nie porzucił jednego elementu swojego wspaniałego dziedzictwa, nigdy nie pozwolił by najmniejsze rozdarcie pojawiło się na bardzo wyśmiewanym płaszczu nietolerancji. Wywoływał oddanie i podziw nawet u tych, którzy gardzili jego dyscypliną duchową. Wzrósł ponad przypuszczenie, podobieństwo, prawdopodobieństwo, gdyż Słowo, na którym został zbudowany było również gwarancją jego trwałości. Dawał jedną odpowiedź na odwieczne pytanie - czym jest prawda?

Jeden z naszych eseistów powiedział [1] to co wiedziało wielu naszych uczniów, o jego miejscu w historii; jak widział jego początek, tak i prawdopodobnie zobaczy koniec naszych światowych systemów, i jak, w nadchodzących czasach, złamany łuk London Bridge [Most Londyński] może stać się przyczółkiem, z którego podróżnik 'będzie mógł szkicować ruiny katedry św. Pawła'.


Ale on wciąż będzie stał monumentalny, unikalny, pokazujący, jak dotąd, symbole wytrwałości w tym życiu, i wpuszczenie do wieczności poza Skałę i Klucz.

Taki był Kościół Katolicki.


Ale teraz, nawet ci religijni zdają sobie sprawę z tego, że wszystko się zmieniło. Kościół stracił czujność, poddał się prerogatywom, zrezygnował z fortyfikacji; i to jest celem niniejszej publikacji, zbadanie jak i dlaczego ta transformacja, dotychczas uważana przez jego zwolenników, a nawet przez niektórych z nieżyczliwych mu krytyków, za niemożliwą, mogła się zdarzyć.

To co napisane jest poniżej, jest celowe, z punktu widzenia tradycyjnego i nadal praktykującego katolika. Wyrażane tutaj emocje mają na celu podkreślenie herezji, nowości i bluźnierstw, które, w imię zreformowanej lub 'unowocześnionej' religii, zostawiły Kościół w strzępach na całym świecie.



Zagranicą jest poczucie, że nasza cywilizacja jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Jest to nowa świadomość, całkowicie inna od starych lęków ewangelicznych, że świat, zgodnie z pewnymi proroctwami biblijnymi, dobiega końca, obawia się, że stracił wiele ze swojej dawnej prostoty i stał się bardziej realny, ze względu na zagrożenie wojną nuklearną. Ale koniec naszej cywilizacji ma groźniejsze konsekwencje niż rzeczywiste zniszczenie planety, czy to spowodowane "aktem Boga", czy na skutek całkowitego szaleństwa ze strony człowieka.
Cywilizacja upada, gdy rozum staje do góry nogami, gdy okrutnych i nikczemnych, brzydkich i zepsutych, pokazuje się tak, by wyglądali jako norma ekspresji społecznej i kulturowej; albo, żeby przybliżyć to o co chodzi w naszym sporze, kiedy zło, pod różnymi maskami, zajmuje miejsce dobra.
Nasze pokolenie, zależnie od naszego wieku i temperamentu, stało się chętną, nieświadomą, lub oburzoną ofiarą tego wstrząsu. Stąd atmosfera marności, która panuje wśród nas, poczucie, że człowiek stracił wiarę w siebie i w egzystencję w ogóle.
Prawdą jest, oczywiście, że każdy wiek znosił porażki wojny, rewolucji i klęsk żywiołowych. Ale nigdy wcześniej człowiek nie został pozostawiony bez przewodnika lub kompasu, bez zapewnienia przekazywanego dotykiem dłoni, której ufał. On jest, w zbyt wielu przypadkach, oddzielnym istnieniem, oderwanym od rzeczywistości, bez pociechy w wartościowej sztuce czy tradycji, i, najgorsze ze wszystkiego, jak powiedzieliby klasycy, bez religii.
Akceptowaną częścią katolickiego poglądu było to, że to Kościół stworzył naszą cywilizację, z normami etycznymi i wspaniałym objawieniem, od których zależą postawa i los człowieka.
Z tego wynika, skoro tę propozycję przyjęto, że każdy upadek ze strony Kościoła powinien pokazywać podobny upadek cywilizacji której sprzyjał; a taki upadek, jak udowodniły przejawy moralne i kulturowe naszych czasów, jest widoczny wszędzie.
Więc samo wspomnienie religii wywołuje automatyczne odrzucenie ze strony tych, którzy nigdy nie zastanawiali się nad nauczaniem Kościoła lub praktyką, ale którzy uważają, że to powinno jakoś zaradzić lub zapanować nad powszechną erozją. Oni czują pogardę (i pogarda jest bardziej śmiercionośnym wirusem niż sceptycyzm) wobec nie radzenia sobie Kościoła z warunkami, które wymagają istotnych działań, gdyż jego gotowość do pójścia z prądem zamiast wyrażania sprzeciwu, czy nawet za zachęcanie do działalności wywrotowej; za jego głoszenie okrojonej wersji humanizmu w imię chrześcijańskiej miłości, za sposób w jaki, będąc nieugiętym wrogiem komunizmu, duchowni przywódcy najwyższego szczebla, brali udział w tzw. "dialogu" z tymi, którzy szukają nie tylko upadku Kościoła, ale ruiny całego społeczeństwa, bo sposób, w jaki poddał wcześniej dumnie określone credo, przez przyznanie, że istnieje więcej Bogów na niebie i ziemi, niż śniło się w filozofii jego Założyciela.
To podsumowanie wątpliwości sprowadza nas z powrotem do pytania postawionego na początku naszych badań - co spowodowało zmiany w Kościele?

Wszystkie rewolucje, takie jak francuska i rosyjska, muszą wejść w karkołomną kolizję z dwiema instytucjami - monarchią i Kościołem. Monarchię, choć głęboko zakorzeniona w rodowodzie i sakramentalnym obrzędzie, można całkowicie usunąć jednym ciosem. Jednak religii narodu, niezależnie od tego jak ułomną może się stać, nie da się tak łatwo zniszczyć żadną siłą zewnętrzną.


Monarchia funkcjonuje dzięki akceptacji, zwyczajowi i zrozumieniu, że ​​może się zakończyć ciosem noża lub wystrzałem z karabinu. Ale religia, a zwłaszcza chrześcijańska, choć może stała się skompromitowana i lekceważona, do tej pory nosiła w sobie ziarno zmartwychwstania. Wielokrotnie wydawano na nią wyrok śmierci, i wielokrotnie przeżywała swojego kata. To, że będzie trwać, może być brane za pewnik, ale czy przetrwa w starej nieskrępowanej formie, z jej pozycją, nieomylnym głosem, i pieczęcią autorytetu, to już inna sprawa.
Niektórzy odrzucą tę propozycję jako niewyobrażalną. Inni, zgadzając się z tym, iż Kościół usankcjonował zmianę akcentu, tu i tam, będą postrzegać to jako część bożego planu, a tylko niewielu, ponieważ cechą charakterystyczną naszych ludzi to stało się to by odrzucać samo wspomnienie spisku, będzie widzieć w niej wypracowanie odwiecznego i celowego programu zniszczenia Kościoła od wewnątrz. Ale na istnienie takiego spisku jest więcej różnego rodzaju dowodów, niż dla niektórych powszechnie akceptowanych faktów historycznych.

Ze względu na to co opisujemy, trzeba powtórzyć, że przeciętny brytyjski umysł nie odnosi się pozytywnie do idei "spisku". Samo to słowo pachnie teatrem, z mocno zamaskowanymi ludźmi spotykającymi się w ciemnym pomieszczeniu, żeby planować zniszczenie swoich wrogów. Ale tajne intrygi, ukryte w większości przed umysłami naukowców i opinią publiczną, były tłem albo motorem większości wydarzeń w historii świata.

Świat polityki jest prześladowany przez kliki działające jedna przeciw drugiej, co staje się oczywiste, gdy weźmiemy pod uwagę błędy, które występują w oficjalnych wersjach 'spisku prochowego' [Gunpowder Plot], zabójstwie Abrahama Lincolna w 1865 roku, arcyksięcia Franciszka Ferdynanda w austriackim Sarajewie w 1914, utonięciu Kitchenera w 1916, zastrzeleniu prezydenta Kennedy'ego w 1963, a nawet bliżej naszych czasów, tajemniczego końca papieża Jana Pawła I, który rozpatrzymy w dalszej części tej książki.
Kościół zawsze był celem dla przeciwnych religii ludzi, którzy w jego istnieniu widzą zagrożenie wobec ich postępu i planów. Używam wyrazu 'zawsze' umyślnie, gdyż spiskowanie przeciwko Kościołowi miało miejsce już w 58 AD, w słowach św. Pawła do Efezjan (a Paweł, wyszkolony faryzeusz, jeśli chodzi o ostrzeżenie o działaniach wywrotowych, wiedział o czym mówił):
"Wiem, że po moim odejściu wejdą między was wilki drapieżne, nie oszczędzając stada. Także spośród was samych powstaną ludzie, którzy głosić będą przewrotne nauki, aby pociągnąć za sobą uczniów".
Chęć dominacji nad światem, czy to siłą oręża, kulturą czy religią, jest tak stara jak historia. Najwcześniejsze źródła, nie biorąc pod uwagę mitu czy nawet legendy, dają na to dowody. Egipt, który najpierw zdominował myśli i poglądy Wschodu, nigdy nie był czysto wojskowym państwem. Ale pojawiła się era wojownicza (możemy to datować od około 910 rpne) z "Groźną Asyrią". Powstanie Babilonu, na krótko, potem Persji, za Cyrusa Wielkiego. Potem pokazała się nazwa, która nigdy nie przestała być synonimem tego rozległego imperium i panowania nad znanym światem, Rzym. Ale wszystkie te potęgi, oprócz zainteresowania zdobyczami terytorialnymi, miały też na celu narzucenie pewnego politycznego lub społecznego wyznania, obalenie jednego wzorca wiary i wyniesienie innej, procesu, który starożytni kojarzyli z wpływem bogów.
Szerzenie ariańskiej herezji, ten podział w chrześcijaństwie w IV wieku, stał się punktem zwrotnym. Obejmował wszystkie objawy rewolucji, anarchię, zdradę i intrygi. Ale przyczyna tego nie była polityczna. Był nim motyw religijny, nawet teologiczny, skoro pokazał się wyrażenie wymyślony przez Ariusza, aleksandryjskiego kapłana, którego imieniem nazwano ten ruch: 'musiał być czas, gdy nie było Chrystusa'.

To oczernianie boskiej istoty i natury Chrystusa, gdyby prowadziło do logicznego wniosku, zmieniłoby świat skoncentrowany wokół Rzymu w negatywne państwo, w którym Europa jaką znamy, nie miałaby przyszłości. Ale Rzym przetrwał, dla niektórych jako miejsce oddawania czci, dla innych jako cel; i jako to co teraz postrzegamy jako świat średniowieczny, pełen reperkusji tej samej walki.


Wraz z konsolidacją Rzymu jako władzy papieskiej, celem stała się bardziej konkretna rzeczywistość, celem nigdy nie poddanym wątpliwości, i zawsze takim samym, niezależnie od nałożonych nań czasowych czy wewnętrznych interpretacji.
W oczach ludzi, czy we Francji, Włoszech czy Hiszpanii, Anglii czy Niemiec, tron Piotra był obiektem sporu, który okazał się mieć silniejszy wpływ na umysł niż złoto.

Taka była sytuacja w Rzymie w pierwszych 25 latach XII wieku, kiedy dwie rywalizujące ze sobą rodziny, Pierleoni i Frangipani, walczyły o władzę. Obie były bogate, Pierleoni ogromnie bogata; żadna z nich nie była zbyt drobiazgowa; a kiedy papież Kaliksta II zmarł w 1124, obie rodziny wysunęły własnego kandydata na papieski tron. O człowieku Pierleonich, Anaklecie, "nie myśleli dobrze nawet jego przyjaciele". Ale udało mu się zdobyć więcej głosów od rywala, którego popierali Frangipani.


Panowanie Anaklety było krótkie i niepopularne, ale trzymał się niebezpiecznie władzy aż do śmierci w 1138, kiedy został ogłoszony anty-papieżem na rzecz Innocentego II. Więc stało się tak, że zorganizowana klika, choć tylko na chwilę, przejęła Watykan, gdzie zainstalowała "swojego człowieka", szukającego spełnienia, co było w głowach międzynarodowych spiskowców dotąd, aż w naszych czasach zostało zrealizowane.

Ciekawe jest to, że człowiek chętniej cierpi dla idei, nieważne jak surowych, niż dla pozytywnych przyczyn, które wpływają na jego sposób życia, a gdy wieloletnia herezja gnostycyzmu podniosła głowę w miasteczku Albi w południowej Francji na początku XIII wieku, ludzie tłumnie przybywali do niego, jak wcześniej, kiedy musieli przyłączyć się do krucjaty. Ale tym razem jej zasady były bardziej skrajne niż chrześcijańskiego wojownika. Sprawę uznano za złą; więc śmierć, która oznaczała zakończenie sprawy, stała się bardziej pożądana niż życie. Samobójstwo, często powodowane przez głodzących się na śmierć ludzi i ich rodzin, było przywilejem i błogosławieństwem; a same fundamenty Kościoła, z papieskim tronem, zatrzęsły się, kiedy setki duchownych, z wielu zakonnicami, stanęli po stronie mającej więcej podtekstów politycznych i filozoficznych, niż pojawiało się w wielu opowieściach z tego okresu.


Była to walka na śmierć i życie, na którą Kościół, za pontyfikatu papieża Innocentego III zareagował gwałtownie ustanawiając inkwizycję. Jej celem było zbadanie albigensów, którzy, rzekomo ortodoksyjni, weszli do Kościoła, i zajęli część jego najwyższych stanowisk, w celu osłabienia władzy i utworzenia, w każdej dziedzinie, systemu wspólnej własności. Zdobycie papiestwa było, oczywiście, ich głównym celem, chociaż większość historii z tego czasu bardziej interesuje się losem tych, którzy nie zdołali poprawnie odmówić "Ojcze nasz" przed swoimi egzaminatorami.

Przemoc i okrucieństwo wojny, które nastąpiły, pozostawiły trwały ślad w historii. Określenia 'albigensi' i 'inkwizycja' często wykorzystuje się jako użyteczne kroki w sporze. Niewielu zdaje sobie sprawę z prawdziwego znaczenia walki, która uczyniła tron papieski nadal bezpieczny, do tej pory niezniszczalny, ale zawsze, pod kilkoma postaciami, i z każdego zakątka Europy, przedmiotem ataku.

Od tamtego czasu atak był bardziej skoncentrowany. Rósł w siłę. W 1482 roku w Strasburgu zyskał nową intensywność, kiedy wrogowie papieża ogłosili swój zamiar prowadzenia z nim wojny.

Dokument z 1535 znany jako Charter of Cologne [Karta Kolonii], jest dowodem takiej samej, równie gwałtownej wrogości. Echa kampanii przeciwko albigensom, nadal twierdzącym, że nie-istnienie było lepsze niż to co ich zwolennicy nazywali satanistycznym porządkiem ziemskiego życia, pozostającym w tradycyjnie ortodoksyjnym i nigdy nie gęsto zaludnionym kraju, takim jak Portugalia, gdzie kontynuowana inkwizycja była taka, że wśród kilkudziesięciu skazanych na śmierć w latach 1619 - 1627 było 59 księży i ​​zakonnic.


W ostatnich latach XVIII wieku młody człowiek chodził po ulicach Monachium, Bawaria, z nienawiścią w sercu i zamiarem w głowie. Jego nienawiść była skierowana przeciwko Jezuitom, towarzystwu religijnemu, które go wykształciło i uczyniło profesorem prawa kanonicznego na tamtejszym uniwersytecie, towarzystwu, które, nawiasem mówiąc, zawsze było dobrym miejscem dla prawie każdego rodzaju świętego i mordercy.
Jego zamiarem, wspólnym dla innych licznych poważnie myślących młodych ludzi, ale zbyt często bez poświęcenia, była praca w celu obalenia Kościoła i państwa. Ale jego determinacja miała korzenie, i Adam Weishaupt (tak się nazywał), teraz czerpał korzyści z towarzystwa którym gardził.
Duch pierwszego Jezuity, Ignacego Loyoli, zstąpił nawet na apostatów wśród jego zwolenników. Ignacy był, jak było wtedy niezbyt częste w rodzinnej Hiszpanii, żołnierzem dżentelmenem. Był zahartowany w boju. I Adam Weishaupt patrzył na perspektywę przed nim wojskowym umysłem. Miał sens i wizję. Znał wartość zaskoczenia, które jest zakorzenione w tajemnicy. I był uparty. Wszystko wokół niego było jakiegoś rodzaju walką i sprzecznością. Ludzkość połączy w jedną całość, wyeliminuje tradycję, która różni się od narodu do narodu, i stłumi dogmat, który wywołuje więcej nieprawdy niż to co zamierza ustanowić.
Nie po raz pierwszy, i z pewnością nie ostatni, człowiek ustawił się przeciwko swoim braciom w imię powszechnego braterstwa. Idealne państwo, które Weishaupt miał na myśli, oczywiście, ustanowione na niemożliwych marzeniach o ludzkiej doskonałości; dlatego jego pierwsi uczniowie znani byli pod arogancko zarozumiałą nazwą Perfectibilists.
Ale wkrótce stało się jasne, że moralna nieskazitelność mniej sprzyjała jego celom niż psychiczne oświecenie, i 1 maja 1776 roku, założono tajne stowarzyszenie Illuminati, które miało głęboki wpływ na kolejne lata historii. Godne uwagi są data i pewne jej konsekwencji. 1 maja to wielkie celtyckie święto pogańskie Beltane obchodzone na wzgórzach, które, jeśli możliwe, miały kształt piramidy.
Wtedy Illuminati, zgodnie z planem ogłoszonym w Monachium w roku poprzednim, zdecydowali się na najbardziej ambitną linię postępowania. Będą kształtować i kontrolować opinię publiczną. Połączą religie przez rozmydlenie wszystkich różnic wiary i rytuałów, które je utrzymywały; i to umożliwi przejęcie papiestwa i umieszczenie własnego agenta na tronie Piotra.
Kolejnym projektem było obalenie francuskiej monarchii, która od dawna miała silny wpływ, drugi tylko po papiestwie, w utrzymaniu istniejącego porządku europejskiego. W tym celu znaleziono najbardziej skutecznego mediatora w osobie pewnego Józefa Balsamo, znanego lepiej jako Cagliostro, jednego z najbardziej sprawnych aktorów na scenie pozorów.
Był wspierany finansowo, podobnie jak większość, jeśli nie wszyscy anarchistyczni przywódcy, przez grupę banków z Domu Rotszyldów. To pod ich kierownictwem sporządzono długoterminowe i światowe plany Illuminati.

Wypady Cagliostro w dziedziny okultyzmu, przyniosły mu wiele epitetów. Był szarlatanem, astrologiem, posiadaczem tajemnicy wiecznej młodości i wielkiej uniwersalnej medycyny. Ale jego twierdzenie, że podlegał wpływom innego świata, może nie było całkowicie fałszywe. Bo kiedy przeszedł testy, które uczyniły z niego pełnej krwi Illuminatusa (uroczystość odbyła się w nocy, w podziemnym skarbcu niedaleko Frankfurtu), podróżował z kraju do kraju, w czarno polakierowanym pojeździe udekorowanym magicznymi symbolami, narzucał swoją sztukę na najbardziej wpływowe kręgi, ale zawsze obserwował dwór francuski, gdzie wkrótce zdobył Marie Antoinette, jako najcenniejszego i najbardziej podatnego członka grupy.


To jak w końcu przecenił swoje możliwości, dokonując oszustwa diamentowego naszyjnika [2], jest częścią procesu przygotowawczego, który doprowadził do ​​wybuchu rewolucji francuskiej. Zmarł najbardziej żałośnie w Rzymie, ale nie bez pozostawiania renomy, co wciąż stawia pytania, które jest typowe dla ogromnych efektów uzyskanych z kontaktu z Illuminati.
Jako część tajemniczości maskującej jego siłę, a także może młodzieńczych życzeń roszczących sobie związki z klasyką, przywódcy towarzystwa przyjmowali klasyczne imiona, głównie z historii i mitologii greckiej lub rzymskiej. Adam Weishaupt został Spartakusem, po trackim niewolniku, który poprowadził bunt przeciw Rzymowi. Jego drugi w hierarchii, Baron Knigge, wybrał Filo, po neoplatońskim filozofie. Nieokrzesanie brzmiący Franz Zwackh wybrał imię Katona, rzymskiego męża stanu. Markiz Costanzo (Illuminati uwolnili się od tytułów) stał się Diomedesem, jednym z greckich liderów w wojnie trojańskiej, podczas gdy pewien Francis Mary Arouet, niski, wykrzywiony i zasuszony, wymyślił sobie imię, które w powszechnej świadomości miało brzmieć jak miniaturowy huk grzmotu - Voltaire.

Dla zwykłego czytelnika dosyć powszechną procedurą jest przyjrzenie się, a nawet badanie nazwisk tych, którzy kierowali anty-bourbońską furią, która przetoczyła się przez Paryż i większość Francji, nie zdając sobie sprawy z tego, że większość z nich pochodziła od Illuminati. Ich członkowie odegrali znaczącą rolę w krótkotrwałych komitetach i zespołach powstałych przed rewolucją.


Mirabeau i Danton byli ich dwiema prawie gigantycznymi postaciami. Elegancki mały Robespierre zapewniał spójność, a pokręcony Fouche samozachowawczą przebiegłość zimnych jak lód mózgów. Talleyrand potykał się na drodze o przeszkody, które okazały się śmiertelne dla bardziej aktywnych ludzi. Camille Desmoulins wykazywał młodzieżową wiarę w swoich współbraci. Marszałkowie Murat, Masséna, Bernadotte i Soult poszli w kierunku dwu-rożnego kapelusza Napoleona i wyrzucali wrogów z pola na pole. Kellermann, tak ciężki, jak jego nazwisko, pozostał mocno obuty i zaostrogowany, w przeciwieństwie do Lafayette, który mógł zamienić swój królewski mundur na strój republikanina lub dyplomaty. Każdy z nich był członkiem Illuminati. Niektórzy pracowali z otwartymi oczami, prawdziwi wspólnicy. Inni, jak Desmoulins, byli entuzjastami, lub naiwniakami.

Ich wpływy nie umarły z ich śmiercią. Przetrwały, długo po tym, kiedy przestano powszechnie używać gilotyny, i mogli być uznani za władzę stojącą za Dyrektoriatem. Zmniejszyła się ona przez Konsulat, ale powróciła wzmocniona kiedy na tron wciągnięto Ludwika XVIII po Waterloo, i to rozpoczęło rewolucję w 1830 roku, która zasygnalizowała koniec Burbonów, których już dawno Illuminati skazali na ruinę.

Złowieszcze projekty Weishaupta i jego stowarzyszenia zostały oznajmione rządowi Bawarii, jako skutek burzy, w 1785 roku.

Byłego kapłana i zausznika Weishaupta o nazwisku Józef Lanz, zastała burza kiedy miał dostarczyć tę wiadomość, uderzył go i zabił piorun. Jego ciało przeniesiono do kaplicy benedyktyńskiego klasztoru, w którym zakonnica, która przygotowywała go do pogrzebu, znalazła wszyte w jego ubranie dokumenty. Ich znaczenie wkrótce stało się jasne, poszły daleko poza klasztor, i przekazano je władzy, która przecierała oczy na widok opisanego spisku, którego celem było obalenie Kościoła i państwa. Weishaupta wygnano z Bawarii, ale szybko stanął na nogach znowu, kiedy dostał schronienie i pensję od księcia Sachsen-Gotha.
W chwili śmierci Weishaupta w 1830 roku, rękę jego stowarzyszenia wykryto w innych krajach niż Francja, choć jego działania były czasami nie do odróżnienia od bardziej politycznych poglądów ruchu włoskiego, Carbonari (karbonariusze - węglarze). To Towarzystwo założył Maghella w Neapolu za czasów byłego marszałka Murata, którego Napoleon zrobił królem Neapolu. Jego zadeklarowanym celem było wypędzenie cudzoziemców i ustanowienie republikańskiej konstytucji.
Osobliwa siła takich organów była zawsze ich tajemnicą, i tego w żaden sposób nie kwestionowały znaki i przyjęte przez nich symbole. Czasami miały one wpływ na znaczenie okultu, które miało być imponujące, a to często prowadziło ich do stosowania tylko infantylnych, absurdalnych, a nawet nieprzyjemnych obrzędów inicjacji. Było, na przykład, jedno koło Illuminati, które przekonywało kandydatów do wejścia do wanny z wodą - przekonywano, tzn. wciągając ich do wanny za pomocą kawałka sznurka, przywiązanego do ich genitaliów. I to właśnie było wypaczoną obsesją seksualną, która sprawiała, że niektórzy uczniowie Weishaupta przechodzili przez samo-kastrację.

Ale niektóre obrzędy i symbole zyskały niezaprzeczalne znaczenie od tego, co ogólnie nazywa się Czarną Magią, lub przywoływaniem mocy szatana, którego siła biegnie jak złowroga smuga po stronach biblijnych, legendarnych i historycznie sprawdzonych zapisów.


'Symbole', powiedział Thomas Carlyle w "Sartor Resartus", 'prowadzą i kierują człowiekiem, czynią go szczęśliwym, i czynią nieszczęśliwym. On wszędzie znajdzie się otoczony symbolami, uznanymi za takie, czy nie".
Illuminati wykorzystywali kształt, który prawdopodobnie był już stary kiedy Egipt osiągnął swój szczyt, piramidę czy trójkąt, który od dawna znali inicjowani, jako znak mistycznej czy słonecznej wiary. Na szczycie tej piramidy, lub czasami u jej podstawy, był, i faktycznie jest nadal, wizerunek ludzkiego oka, o którym wcześniej mówiono jako otwartym oku Lucyfera, gwieździe porannej, czy wiecznym obserwatorze świata i ludzkości.
Piramida była jednym z symboli reprezentujących nieznane i bezimienne bóstwo w kultach przed-chrześcijańskich. W późniejszych wiekach wskrzeszono ją jako symbol zniszczenia Kościoła Katolickiego; a kiedy zrealizowano pierwszy etap tego zniszczenia, jak widzimy, przez tych, którzy wdarli się i zajęli niektóre z najwyższych miejsc w Kościele, odtworzyli go jako znak ich sukcesu.
Przeoczyły go tłumy zebrane na Kongresie Eucharystycznym w Filadelfii w 1976 roku. Wynieśli go Jezuici, którzy zredagowali annał stowarzyszenia; i pokazał się na serii znaczków watykańskich wydanych w 1978 roku.
Oko, które pochodzi od babilońskich wielbicieli księżyca, lub astrologów, przedstawiało egipską trójcę Ozyrysa, słońca; Izydy, bogini księżyca; i ich dziecka, Horusa. Izyda znana była również w Atenach, Rzymie, na Sycylii i w innych starożytnych ośrodkach pod różnymi imionami, takimi jak Wenus, Minerwa, Diana, Cybele, Ceres, Proserpina i Bellona. Oko figurowało wśród mistycznych symboli słonecznych Jowisza, Baala i Apolla.

Nie było nic próżnego czy infantylnego w twierdzeniu stowarzyszenia, że jego członkowie, jak pokazuje Oko, byli pod stałą obserwacją. 'Rozumie się', mówi dictum sowarzyszenia, 'że każdy kto ujawni nasze sekrety, chcący lub niechcący, podpisuje swój wyrok śmierci'.


I te słowa ciągle przywoływano. Jednym z pierwszych, który dał tego przykład, był Francuz o nazwisku Lescure, którego syn przez krótki czas odgrywał znaczącą rolę w rewolucji. Ale wkrótce wyraził skruchę, odmawiał udziału w spotkaniach, patrzono na niego jak na zagrożenie dla ówczesnych braci, i zmarł nagle z powodu otrucia. W ostatnim świadomym momencie obwiniał 'tę bezbożną hordę Illuminati'.

Wspomnieliśmy już o karbonariuszach, których Najwyższy Dyrektoriat, jako Alta Vendita [3], stał się rodzajem jądra wszystkich tajnych grup na terenie Włoch. Jego organizacja i cele były takie same jak Illuminati. Jego przywódcy przyjęli podobny typ dziwacznych określeń (jak Mały Tygrys, Nubius, Vindex, Minos), i wykazywali się taką samą nieustanną wrogością do kościoła i państwa.


Zostało to jasno określone w Zbiorze Stałych Instrukcji, lub Zbiorze Zasad, które pojawiły się we Włoszech w 1818 roku. Napisał go Nubius, i był skierowany do kolegi spiskowca zwanemu Volpi, z sugerowanymi wskazówkami i wiadomościami o tym, co dotychczas osiągnięto.


Nubius, który wydawał się być człowiekiem wysokiej rangi w Rzymie, rozpoczyna od skromnej oceny nie bez znaczenia zadania, które mu powierzono. "Jak powiedziałem wcześniej, wyznaczono mnie do demoralizowania edukacji młodzieży w Kościele". Ale on nie był świadomy najtrudniejszej przeszkody, z jaką będzie musiał się zmierzyć. Pozostał jeden wielki problem. "Papiestwo zawsze wywierało decydujący wpływ na Włochy. Swoją ręką, głosem, piórem, niezliczonymi biskupami, zakonnikami, zakonnicami i wiernymi we wszystkich szerokościach geograficznych, papież wszędzie znajdzie ludzi, którzy są gotowi do poświęceń, a nawet męczeństwa, przyjaciół, którzy za niego zginą, lub poświęcą wszystko dla jego dobra.
"Jest to potężna dźwignia, pełna moc, którą niewielu papieży zrozumiało, i którą wykorzystano, ale częściowo ... Naszym ostatecznym celem jest cel Voltaire'a, i rewolucji francuskiej – całkowite unicestwienie katolicyzmu, i ostatecznie chrześcijaństwa. Gdyby chrześcijaństwo przetrwało, nawet na ruinach Rzymu, to, trochę później, ożywi się i będzie żyło.
"Nie zwracajcie uwagi na tych dumnych i próżnych Francuzów, i tępych umysłowo Niemców, i hipochondrycznych Anglików, którzy uważają, że można wykończyć katolicyzm przez obsceniczną piosenkę, lub pogardliwy sarkazm. Katolicyzm ma witalność, która z łatwością przetrwa takie ataki. Widział przeciwników bardziej nieugiętych, i daleko straszniejszych, a czasem miał złośliwą przyjemność w chrzczeniu święconą wodą najbardziej zaciekłych z nich.

"Dlatego papiestwo przeplatało się przez 1700 lat z historią Włoch. Bez usunięcia papieża, Włochy nie mogą ani oddychać, ani wykonać żadnego ruchu. Z nim, mają setki żołnierzy Briareusa; z nim skazane są na godną pożałowania impotencję. Nie wolno pozwolić na to, by taki stan rzeczy trwał nadal. Konieczne jest szukanie na to sposobu.


"I bardzo dobrze. Mamy taki sposób. Papież, bez względu na to kim może być, nigdy nie wejdzie do tajnego stowarzyszenia. Dlatego obowiązkiem tajnych stowarzyszeń jest pierwsze natarcie na Kościół i na papieża, z myślą o podboju obu. Zadanie, którego się podejmujemy, nie jest zadaniem na dzień, ani miesiąc, ani rok. To może trwać wiele lat, a może wiek. W naszych szeregach żołnierz umiera, ale praca jest kontynuowana.
"Nie mówimy o zamiarze pozyskania papieża dla naszej sprawy. To na co będziemy czekać, jak żydzi oczekują Mesjasza, jest papież według naszych życzeń. Potrzebujemy swojego papieża, jeśli taki papież byłby możliwy. Z takim papieżem bezpieczniej pomaszerujemy do ataku na Kościół, niż ze wszystkimi małymi książeczkami naszych francuskich i angielskich braci. A dlaczego?
"Ponieważ bezużyteczne było szukanie tylko z nimi metody rozbicia skały, na której Bóg zbudował Kościół. Nie powinniśmy potrzebować octu Hanibala [4], żadnego prochu, nawet żadnej broni, gdybyśmy mieli tylko mały paluszek następcy Piotra, zaangażowany w nasz spisek; ten mały paluszek da więcej naszej krucjacie, niż wszystkie Urbany i św. Bernardy dla chrześcijańskiej krucjaty.

"Jesteśmy pewni, że możemy jeszcze osiągnąć ten najwyższy cel naszych wysiłków. Niewiele można zrobić ze starymi kardynałami i prałatami o zdecydowanym charakterze. W naszych czasopismach, zarówno popularnych, jak i niepopularnych, musimy znaleźć sposób na wykorzystanie, lub ośmieszanie, władzy w ich rękach. Dobrze wymyślony raport musi być szerzony z taktem wśród dobrych chrześcijańskich rodzin.

"Taki kardynał, na przykład, jest sknerą, taki prałat jest bezwstydny. Te rzeczy rozejdą się błyskawicznie w kawiarniach, skutkiem tego dojdą na place, i jeden raport czasami wystarczy do zrujnowania człowieka.
"Kiedy prałat z Rzymu pojawi się na prowincji, by przewodniczyć w jakiejś funkcji publicznej, konieczne jest, by natychmiast poznać jego charakter, jego poprzedników, jego temperament, jego wady - zwłaszcza jego wady. Daj mu charakter, który musi przerażać młodych ludzi i kobiety, opisz go jako okrutnego, bezdusznego lub krwiożerczego; opowiedz jakąś okrutną transakcję, która spowoduje sensację między ludźmi. Zagraniczne gazety dowiedzą się i skopiują te fakty, które będą wiedzieć jak je ozdobić zgodnie z ich zwyczajem ... "

Niezależnie od wcześniejszych wskazań, główny cel spisku przejęcia kontroli nad papiestwem, ujawnił we Florencji przeciwnik tajnych stowarzyszeń o nazwisku Simonini, który doniósł wieść o ich zamiarze Piusowi VII. Ale Kościół mógł zrobić coś więcej w kwestii obrony niż przyjąć ostrzeżenia; podczas gdy karbonariusze, umocnieni pozytywnymi deklaracjami wypowiedzianymi przez Alta Vendita, wykorzystali okazję do ataków.


Kilka lat po sporządzeniu tego dokumentu, Mały Tygrys zwrócił się do filii towarzystwa w Piedmoncie w następujący sposób: "Katolicyzm musi zostać zniszczony na całym świecie. Pograsujcie po katolickiej owczarni i złapcie pierwszego baranka, który spełnia wymagane warunki. Idźcie nawet do głębokości klasztorów. Za kilka lat młody kler będzie, siłą zdarzeń, obejmował wszystkie funkcje. Będą rządzić, administrować i sądzić. Oni będą wezwani do wyboru papieża, który będzie panował, i papież, podobnie jak większa część jego rówieśników, będzie zawsze przepojony zasadami, które zamierzamy wprowadzić do obrotu.


"Jest to małe ziarenko gorczycy, które umieścimy na ziemi, ale słońce sprawiedliwości będzie rozwijać je, by stało się wielką siłą, a pewnego dnia zobaczycie, jakie obfite żniwo to małe nasionko przyniesie".

Zasadę infiltracji już wprowadzono w życie, a Mały Tygrys wkrótce stwierdził, że nowy gatunek księży, młodych, utalentowanych ludzi, którzy prawdopodobnie zajdą wysoko w hierarchii, został wyszkolony do przejęcia i zniszczenia Kościoła. I to nie była pusta przechwałka, kiedy w 1824 roku powiedział Nubiusowi: "Istnieją pewni członkowie duchowieństwa, zwłaszcza w Rzymie, którzy połknęli przynętę, haczyk, linkę i ciężarek".


Wytrwałość, sumienność, i jeden cel stowarzyszeń, których, tak wtedy jak i teraz, nie można było znaleźć poza nimi, w co nigdy nie wątpiono. "Niech kler maszeruje pod waszym sztandarem w przekonaniu, że maszerują pod sztandarem Stolicy Apostolskiej. Nie bójcie się wślizgnąć do wspólnot religijnych, w sam środek ich stada. Niech nasi agenci ostrożnie badają personel tych ludzi z bractwa, umieśćcie ich pod pastoralną opieką jakiegoś cnotliwego księdza, dobrze znanego, ale łatwowiernego i łatwo dającego się oszukać. Potem przelewajcie truciznę w te wybrane serca; infiltrujcie je małymi dawkami niby przypadkiem".


Wkrótce potem przeprowadzono pewną siebie ocenę inwazji, które towarzystwa już osiągnęły. "We Włoszech w swoich szeregach mają liczbę ponad 800 kapłanów, wśród nich wielu profesorów i prałatów, jak również pewnych biskupów i kardynałów!" Twierdzono, że byli w tym liczni hiszpańscy duchowni.
Ale, jak ciągle powtarzał Nubius, wszystkie tymczasowe zwycięstwa będą puste aż kiedy papież, który był częścią ich ostatecznego projektu zajmował tron Piotra. "Kiedy to osiągniemy", napisał w 1843 roku, "będziecie mieli siedzibę rewolucji kierowaną przez tiarę i pluwiał (ceremonialna peleryna); rewolucji osiągniętej niewielką siłą, ale która rozpali ogień w czterech kątach świata".
W powietrzu czuło się zmianę, zmianę, która przejdzie poza granice Kościoła i przekształci wiele aspektów życia. Mały Tygrys podsumował to pełen nadziei Nubiusowi w 1846 roku: "Wszyscy czują, że stary świat pęka". I trzymał palec na pulsie wydarzeń, gdy dwa lata później, starannie wybrany organ tajnych inicjowanych, nazywających się Ligą 12 Sprawiedliwych Illuminati, sfinansował Karola Marksa, żeby napisał Manifest Komunistyczny, i po kilku miesiącach Europa zatrzęsła się od rewolucji.
Ale Nubius nie żył wystarczająco długo, żeby skosztować mających nastąpić korzyści. Pojawiły się plotki, prawdziwe czy nie, że pozwalał sobie na zbyt swobodny język, i Wszystko-Widzące-Oko obróciło się w jego kierunku i Nubius dostał dawkę trucizny.

Nasze pokolenie przeżyło, i nadal boryka się z politycznymi i religijnymi następstwami walki, której przyczyny ukryto przed tymi, którzy byli świadkami jej wczesnego stadium, tak jak robią to przed nami, którzy po omacku ​​szukają drogi w jej następnych etapach. Jej sprawcy i ich działania są maskowane przez tajemnicę, tajemnicę tak stałą i głęboką, że żadna nie może jej dorównać.


Gdy francuski pisarz, Cretineau-Joly, przyniósł złowieszczy import Alta Vendita do wiadomości papieża Piusa IX (1846-78), który pozwolił by jego nazwisko było gwarancją jego władzy, zdarzenie, które powinno wołać o fanfary srebrnych trąb, a utonęło przez nic nie znaczący szum parlamentarnej swady i hipokryzji. A kiedy Adolphe Cremieux, minister sprawiedliwości, jak podano w paryskich Les Archives, w listopadzie 1861 roku, wyraził opinię, że "Narodowości muszą zniknąć, religia musi być zniesiona", kręgi, które formowały takie oświadczenia, zobaczyły, że nigdy nie myślano o nich jak o prognozie stanu, o powszechnej akceptacji tego o co będą wołać za niecałe sto lat.
Znowu czytelnik The Times, w wiktoriańskiej Anglii, mógłby zauważyć, być może z wyspiarskim niesmakiem wobec wszystkiego co łacińskie, niepokoje, które wybuchały od czasu do czasu w Hiszpanii, Portugalii, Neapolu i Państwach Kościelnych. Szukając wyjaśnienia, być może nasuwało się słowo "dagos". Ale jedno jest pewne. Nigdy by nie pomyślał, że człowiekiem, który zorganizował te zawirowania, był nikt inny niż lord Palmerston, królewski minister spraw zagranicznych w latach 1830-51, premier w 1855 roku i ponownie w 1859 roku, aż do śmierci w roku 1865.
Za tymi parlamentarnymi tytułami, dla kolegów-konspiratorów, był znany jako Wielki Patriarcha Iluminatów, a więc kontroler wszystkich złożonych złowrogich tajnych stowarzyszeń. Rzut oka na niektóre z ich planów politycznych - osiągnięcie zjednoczonych Włoch w ramach dynastii sabaudzkiej, aneksja terytorium papieskiego; odtworzenie państwa polskiego; utrata Austrii, a w konsekwencji powstanie Cesarstwa Niemieckiego.

Każdy z tych celów, bez względu na czas, był określony w planach Illuminati. Każdy z nich został osiągnięty, a Benjamin Disraeli, który był dobrze poinformowany o spisku i kontr-spisku, niewątpliwie myślał o machinacjach Palmerstona, kiedy powiedział w 1876 roku: "Rządy w tym kraju muszą się zmierzyć nie tylko z rządami, królami i ministrami, ale także z tajnymi stowarzyszeniami, elementami, które muszą być brane pod uwagę, które w ostatniej chwili mogą doprowadzić wszystkie plany do fiaska, które mają wszędzie agentów, którzy zachęcają do zamachów, i być może, jeśli to konieczne, doprowadzą do masakry".

Przywódcy włoskiej rewolucji, Mazzini, Garibaldi i Cavour byli sługami Oka, a ówcześni monarchowie tacy jak Wiktor Emanuel II i Napoleon III byli również w jego promieniu.
Przez pozostałą część wieku, atak na ortodoksję wzrastał. W 1881 roku premier Francji, Leon Gambetta, mógł otwarcie zadeklarować: "Klerykalizm, to jest wróg". Bardziej popularny mówca ryknął: "Pluję na gnijące ciało papiestwa". Ten sam rok dał wiele dowodów wrogości gotowej do ujawnienia się w najbardziej nieoczekiwanych częściach kontynentu. Kiedy ciało Piusa IX przenoszono z Bazyliki Watykańskiej do kościoła St Lawrence-outside-the-Walls [za murami], kondukt zaatakował tłum uzbrojony w pałki. Wśród wykrzykiwanych przez nich przekleństw wybuchła uliczna bitwa, zanim można było zapobiec wpadnięciu ciała zmarłego papieża do Tybru. Władze, stając po stronie protestujących, nie podjęły żadnych działań.
Więc w ten sposób, i wieloma krętymi ścieżkami, kontynuowano walkę w czasach wczesnego chrześcijaństwa i średniowiecza. Ale teraz wrogowie Kościoła zmienili swoje ataki z otwartej wojny do pokojowej penetracji, która była bardziej zgodna z duchem czasu.

"Czego podjęliśmy się", głosił markiz de Franquerie w połowie ubiegłego wieku, "to korumpowanie ludzi przez kler, i kleru przez nas, korumpowanie, które prowadzi do kopania przez nas grobu Kościołowi".


Jeszcze bardziej przekonujące przewidywanie, i na nowy sposób, powstało jakieś 60 lat później: "Szatan musi zapanować w Watykanie. A papież będzie jego niewolnikiem".

Potwierdzenie tego, i tymi samymi słowami, miało być przekazane w objawieniu otrzymanym przez troje niepiśmiennych dzieci w wieku 9, 8 i 7 lat, w miasteczku Fatima w Portugalii w 1917 roku. Przybrało kształt ostrzeżenia, które o tej porze dnia, wydawało się, szczerze, śmieszne: "szatan będzie rządził nawet w najwyższych miejscach. Wejdzie nawet na najwyższe stanowisko w Kościele". [autor cytuje pozorną wersję Trzeciej Tajemnicy z lat 1980; oryginalna wersja, nie opublikowana przez Watykan do czerwca 2000 r., nie zawiera tych uwag].


Pewne wskazanie proroczych lub starannie przygotowanych projektów tajnych stowarzyszeń, można odczytać w piśmie skierowanym do Mazziniego z 15 kwietnia 1871, i skatalogowanym w Bibliotece British Museum. W tym czasie prowadzono wojny w skali stosunkowo niewielkiej i ograniczonej, ale ten list, napisany ponad 40 lat przed rozpoczęciem pierwszego konfliktu światowego, można interpretować jako prognozę II wojny światowej, wraz z bardziej możliwą podpowiedzią trzeciej i jeszcze większej katastrofy, która jest jeszcze przed nami. Cytuję ją tutaj:

"Wykorzystamy nihilistów i ateistów, i sprowokujemy groźną katastrofę społeczną, która, w całym jej horrorze, pokaże jasno narodom skutki absolutnego ateizmu, pierwotnej dzikości i najbardziej krwawego niepokoju.

 

"Wtedy wszędzie obywatele, zobowiązani bronić się przed większością światowych rewolucjonistów, wytępią niszczycieli cywilizacji; a tłum, zawiedziony chrześcijaństwem, którego deistyczne duchy odtąd nie będą miały kompasu, żądny ideału, ale nie wiedząc, na co skierować swoje uwielbienie, otrzyma prawdziwe światło za pośrednictwem powszechnej manifestacji czystej doktryny Lucyfera, wystawionej w końcu na widok publiczny, manifestacji, która będzie wynikać z ogólnego ruchu rewolucyjnego, po którym nastąpi zniszczenie chrześcijaństwa i ateizmu, obu podbitych i zniszczonych w tym samym czasie".



Powyżej, jak również w dalszej części tekstu, używam określenia, które wymaga klaryfikacji. Trzeba zrozumieć, że wrogowie Kościoła nie byli ateistami, zgodnie z powszechnie przyjętym znaczeniem. Oni odrzucili religię reprezentowaną przez chrześcijańskiego Boga, którego nazywają Adonai, istotę, która, jak mówią, skazała ludzkość na cykliczne rundy cierpienia i ciemności.
Ale ich inteligencja wzywa ich do uznania Boga, i znaleźli go w Lucyferze, synu jutrzenki i nosicielu światła, najjaśniejszym z archaniołów, który prowadził niebieską rewolucję, po to by stać się równym Bogu.
Wysoko rozwinięta religia lucyferiańska, do końca wojny 1939 roku, kierowana była na cały świat ze Szwajcarii. Od tego czasu jej siedziba mieści się w Budynku Harolda Pratta w Nowym Jorku.
Choć można nazwać takie miejsca, to nigdy nie przełamano welonu tajemniczości otaczającego wewnętrzny krąg rządu światowego. Nic na świecie nie pozostało tak ukryte, tak nietknięte; a istnienie takiego kręgu wewnętrznego nie było uznane przez człowieka mniej ważnego niż Mazzini, który, będąc jednym z arcy-spiskowców, zmuszony był przyznać, w liście napisanym na krótko przed śmiercią do dr Breidensteine'a:
"Tworzymy stowarzyszenie braci we wszystkich punktach świata. Ale jest jedno niewidzialne, którego nie można dotknąć, ale na nas ciąży. Skąd pochodzi? Gdzie jest? Tego nikt nie wie, a przynajmniej, nikt o nim nie mówi. To stowarzyszenie jest tajne nawet dla nas, weteranów tajnych stowarzyszeń".
The Voice, powszechne czasopismo bractwa, opublikowane po raz pierwszy w Anglii w 1973 roku, później przeniesione do Somerset West, prowincji Cape, Południowa Afryka, to ma o nim do powiedzenia:
"Starsi Bracia Rasy zwykle poruszają się po świecie incognito. Nie chcą uznania, wolą służyć za kulisami".
W często przywoływanej książce 1984, George Orwell mówi o wewnętrznej partii, czy powszechnym bractwie, i jak, oprócz tajemniczości, fakt, że nie jest to organizacja w normalnym znaczeniu, czyni ją niezniszczalną.
Sir Winston Churchill, w pracy Great Contemporaries [Wielcy współcześni], mówi:

"Kiedy aparat władzy będzie w rekach Braterstwa, wszelka opozycja, wszelkie przeciwne opinie, muszą zostać usunięte przez śmierć".


I jest tyle dziwnych zgonów odnotowanych nawet na tych stronach, żeby się nad tym zatrzymać.


Wprowadzenie szatana jako nowego elementu walki, spotkało się z mniejszą reakcją w heretyckiej Anglii, niż na kontynencie. Bo tam, wiarę w pozytywną moc zła, i przypadki opętania, nie zawsze uznawano za urojenia. To co miało miejsce w klasztorze Urszulanek w Louviers, Normandia, oraz w innym (również Urszulanek) w Aix-en-Provence, w regionie Marsylii, w XVII wieku, mogłoby nadal wywoływać nerwowe oglądanie się za siebie.


W Louviers, młode zakonnice i nowicjuszki brały udział w czarnych mszach, podczas których Hostię poświęcano nad intymnymi częściami kobiety leżącej na ołtarzu. Kawałki tej Hostii wkładano w te części. Jeden z franciszkańskich zakonników posługujących w klasztorze, handlował napojem miłosnym sporządzanym z sakramentalnego opłatka zanurzonego w krwi menstruacyjnej i zamordowanych dzieci.
W drugim z klasztorów, młoda dziewczyna wiła się na ziemi, odsłaniając każdą część swojego ciała, i wykrzykiwała bluźnierstwa związane z sodomią i kanibalizmem. Inni członkowie społeczności twierdzili, że ich ciała i umysły były dręczone przez Belzebuba, demona czczonego przez Filistynów, tzw Pana Much, bo pojawił się ociekający krwią ofiarną, która przyciągała tłumy latających owadów. W obu przypadkach zły wpływ dotarł do zainspirowanych przez szatana kapłanów, którzy zginęli na stosie. Częścią dowodów na rozprawie jednego z nich, był pakt z szatanem podpisany krwią księdza.

Później w tym samym stuleciu Abbé Guibourg obchodził tego samego rodzaju udawane obrzędy religijne, czasami z pomocą Madame de Montespan, jednej z blaknących kochanek Ludwika XIV, która uczestniczyła w nich z nadzieją ożywienia do niej pasji króla. Tam znowu krew zamordowanego dziecka, i nietoperza, mieszała się ze spermą celebransa, w celu wzmocnienia wina mszalnego.

Powszechne było to, że udający celebrans na takie okazje ubierał się w szaty kardynalskie. Czarne świece stały na ołtarzu. Widoczny był krzyż, ale odwrócony, i były obrazy pokazujące krzyż tratowany przez kozę. Gwiazda, czarny księżyc i wąż widniały na erotycznych malowidłach na ścianach; a jedynym imieniem wymawianym z uwielbieniem, było Lucyfera. Inicjowani często otrzymywali komunię w normalnych kościołach, ale Hostię trzymali tylko w ustach, a później dawali ją zwierzętom i myszom.

W 1895 roku, w Rzymie założono typowy ośrodek czarnej magii. Grupie ciekawskich ludzi udało się przedostać nieco dalej niż za próg, i to co zobaczyli, opisał jeden z nich, Domenico Margiotta [5]:

"Boczne ściany były udrapowane wspaniałym czarnym i czerwonym adamaszkiem [6]. Na przeciwległej ścianie był wspaniały haft z figurą szatana, a u jego stóp ołtarz.
"Tu i ówdzie były ułożone trójkąty, kwadraty i inne symboliczne znaki. Dookoła stały złocone krzesła. W oparciu każdego z nich zainstalowano szklane oko, którego wnętrze było oświetlane przez energię elektryczną, natomiast w środku świątyni stał ciekawy tron, Wielkiego Szatańskiego Papieża".

Przeraziło ich coś w cichej atmosferze pomieszczenia, i wyszli szybciej niż weszli.


Kiedy Illuminati podnieśli głowę ponownie, nawet w tak odległych miejscach jak Rosja, pojawiły się oznaki, że ich wpływ przeniknął najwyższy poziom Kościoła. Zrobił to w osobie kardynała Mariano Rampolla (1843-1913), jednej z tych znaczących, ale tajemniczych, przeważnie nieznanych osób, które można znaleźć tylko w tajnych kartach watykańskiej historii.

Z pochodzenia Sycylijczyk o liberalnych poglądach, wstąpił do papieskiej służby za pontyfikatu Leona XIII, i był sekretarzem propagandy, zanim został sekretarzem stanu.


Anglikiem który twierdził, że go znał i zapoznał go z okultyzmem, był Aleister Crowley, który urodził się w Leamington w 1875 roku, i dzięki Cambridge stał się jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci w świecie tajemnic. Inteligentni ludzie wciąż kręcą głowami próbując odpowiedzieć na takie pytania, jak: czy był mistrzem czarnej magii, amatorem, czy tylko udawał. Somerset Maugham, który znał go dobrze, powiedział swoje zdanie, że ​​Crowley był fałszywy, "ale nie całkowicie fałszywy".
Z pewnością był, jak pokazują jego prace, mistrzem korupcji. Co można miłosiernie nazwać jego duchowymi aspiracjami, było hamowane przez rażący sensualizm. To poprzez ciało wszedł w posiadanie tajemnic. Obrazy, które dostawały się do jego umysłu, wychodziły zdeformowane, często z konotacjami seksualnymi, a także, podobnie jak inni mu podobni, którzy wędrują na granicy tego, co nieznane, pocieszenie znajdował w ukrywaniu się za różnymi fantastycznymi nazwiskami, takimi jak Therion, hrabia Władimir Swaroff, książę Chiva Khan, lord Boleskin, tytuł, któremu starał się sprostać poprzez noszenie kiltu. Dla matki był Wielką Bestią (z Apokalipsy). Crowley odpowiadał nazywając ją bezmyślną bigotką.

Poprzez spiłowanie dwu zębów ocznych zrobił z nich kły, co pozwoliło mu składać wampirskie pocałunki na szyi lub nadgarstku każdej kobiety, która miała nieszczęście go spotkać. Ożenił się z Rose Kelly, siostrą malarza Sir Geralda, który później został prezesem Akademii Królewskiej.


Była słabym, sub-normalnym stworzeniem, które wyraźnie mogłoby przeoczyć jego miły sposób wieszania do góry nogami kochanki w szafie, tak jak mogła zgodzić się na nadanie przez niego imion ich córce, Nuit Ahotoor Hekate Safona Jezebel Lilith.
Czy były, czy nie było żadnych konkretnych związków między Rampolla i Crowley, stały awans kardynała w hierarchii pokazywał solidny kontrast z daremnym zaabsorbowaniem Crowleya z towarzystwami Złotego Brzasku i Templariuszami Wschodu, do którego należały takie organizacje jak Rycerze Ducha Świętego, Kościół Okultystyczny Świętego Grala, Hermetyczne Bractwo Światła, Zakon Enocha, Obrządek Memfis, i Obrządek Mizraim.

Kiedy w 1903 zmarł Leon XIII i zwołano konklawe w celu wybrania jego następcy, wiadomo było, że Rampolla miał szansę. Najbliższym jego rywalem był patriarcha Wenecji, kard. Sarto, mniej imponująca postać, jak mówi świat, ale z aurą dobroci, a nawet naturalną świętością, których Rampolla brakowało.


Po pierwszym liczeniu, dwadzieścia pięć głosów było na jego korzyść, podczas gdy Sarto zdobył tylko pięć. Kiedy głosowania trwały, szanse drugiego stale wzrastały, ale Rampolla nadal zdobywał głosy. To, wydawało się, ustanowiło szablon głosowania, i, jakby przyspieszyć oczywisty wynik, francuski minister spraw zagranicznych podjął niezwykły krok z prośbą do rodaków-kardynałów o wsparcie Rampolla.
Czy pociągano niewidzialnymi sznurkami? Z pewnością tak. A jeśli tak, to przeciwnicy Sycylijczyka, którzy być może wiedzieli o podejrzeniach, że należy do Illuminati, w ostatniej chwili wysunęli sprzeciw, który przerwał jego zamiary. Cesarze Austrii, których nadal uważano za spadkobierców nieistniejącego Świętego Cesarstwa Rzymskiego, mieli dziedziczne prawo korzystania z weta w sprawie kandydata na tron papieski, który dla nich był nie do przyjęcia.

Weto wyraził kardynał Krakowa (miasto wtedy należące do Austrii), w imieniu cesarza Austrii, Franciszka Józefa. Niektórzy mówili, że było to weto Ducha Świętego. Nadzieje Rampolla uleciały, i głosy konklawe przechyliły się na stronę jego najbliższego rywala, Sarto, który został papieżem Piusem X.


Ale nie było powszechnego przekonania, by weto wyrażone przez "bardzo katolickiego" cesarza Austrii, samo było odpowiedzialne za zagrodzenie drogi Rampolla, choć on nigdy, nawet po konklawe, nie odgrywał żadnej znaczącej roli w Rzymie.
Po jego śmierci, dokumenty Rampolla przeszły w posiadanie Piusa X. Po przeczytaniu ich, odłożył je z komentarzem: "nieszczęśliwy człowiek! Spalić je". Dokumenty położono na ogniu w obecności papieża, ale przetrwała ich wystarczająca ilość, żeby na ich podstawie napisać artykuł opublikowany w La Libre Parole, w 1929 roku w Tuluzie.
Niektóre z nich pochodziły z tajnego stowarzyszenia, Zakonu Świątyni Wschodu, i pokazały dowód na to, że Rampolla działał na rzecz obalenia Kościoła i państwa. Notatnik odkryty w tym samym czasie rzuca zadziwiające światło na możliwy związek z Aleisterem Crowleyem, gdyż poznano kilka stowarzyszeń współpracujących ze Świątynią Wschodu, takie jak Kościół Okultystyczny Świętego Grala i Obrządek Mizraim, w których Crowley miał wielki wpływ.

Więc mogło być tak, żeby w ostatnich dniach pokoju na świecie, tajne stowarzyszenia doszły bardzo blisko do realizacji, przez Rampolla, ich wielowiekowego celu – posiadania własnego papieża.

Narastający chaos, i zastąpienie tradycyjnych wartości tymi należącymi do nowego porządku, a które były wymiernymi skutkami wojny 1914 roku, przejęli jako zapewnienie korzystnych możliwości ci, którzy nigdy nie przestali uważać Kościoła za jednego wielkiego wroga. Na początku 1936 roku w Paryżu zorganizowano konwencję tajnych stowarzyszeń, i chociaż obecność była ściśle ograniczona do "wtajemniczonych", angielskim i francuskim obserwatorom udało się w niej uczestniczyć. Ich relacje ze spotkania pojawiły się w Catholic Gazette w lutym 1936 roku, a kilka tygodni później w paryskim tygodniku Le Réveil du Peuple.

Nikt nie mógł nie zauważyć, jak blisko uczucia i tematy, które tam poruszano, zgadzały się z przedstawionymi przez Nubiusa oraz w Alta Vendita ponad sto lat wcześniej. Poniżej znajduje się nieco skrócona kopia wersji angielskiej:

"Tak długo, jak pozostaje moralna koncepcja porządku społecznego, a wszelka wiara, patriotyzm i godność nie zostaną wykorzenione, nie nadejdzie nasze panowanie nad światem. Wykonaliśmy już część pracy, ale nie możemy stwierdzić, że wykonaliśmy ją w całości. Mamy jeszcze wiele do zrobienia, zanim będziemy mogli obalić naszego głównego przeciwnika, Kościół Katolicki.
"Musimy zawsze pamiętać, że Kościół Katolicki jest jedyną instytucją, która stała, i będzie stała, tak długo jak istnieje, na naszej drodze. Kościół Katolicki, ze swoją metodyczną pracą i budującą nauką moralną, będzie zawsze trzymać swoje dzieci w takim stanie umysłu, by mieli tyle godności, by nie poddać się naszej dominacji. To dlatego chcieliśmy odkryć najlepszy sposób na zachwianie Kościołem Katolickim do samych fundamentów. Szerzyliśmy ducha buntu i fałszywy liberalizm wśród narodów, aby odciągnąć ich od wiary, a nawet by wstydzili się wyznawania nakazów swojej religii, i przestrzegania przykazań ich Kościoła.

"Doprowadziliśmy wielu z nich do tego, żeby chwalili się, że są ateistami, a nawet więcej, żeby chlubili się tym, że są potomkami małpy! Daliśmy im nowe teorie, niemożliwe do realizacji, takie jak komunizm, anarchizm i socjalizm, które teraz służą naszym celom. Oni przyjęli je z największym entuzjazmem, nie zdając sobie sprawy z tego, że te teorie są nasze, i że to oni stanowią najsilniejsze narzędzie przeciwko sobie.


"Oczerniliśmy Kościół Katolicki najbardziej haniebnymi oszczerstwami, splamiliśmy jego historię i zhańbiliśmy nawet najszlachetniejszą jego działalność. Przypisaliśmy mu krzywdy wyrządzone jego wrogom, i doprowadziliśmy do tego, żeby ci ostatni stanęli bardziej po naszej stronie. Tak bardzo, że jesteśmy obecnie świadkami, dla naszej największej satysfakcji, rebelii przeciwko Kościołowi w wielu krajach. Jego duchownych uczyniliśmy obiektami nienawiści i kpin, poddaliśmy ich nienawiści tłumu. Spowodowaliśmy to, żeby praktyki religii katolickiej uznawano za nieaktualne i za stratę czasu. Założyliśmy liczne tajne stowarzyszenia, które pracują dla naszych celów, pod naszymi rozkazami i naszymi wskazówkami.

"Do tej pory rozważaliśmy naszą strategię ataków na Kościół z zewnątrz. Ale to nie wszystko. Wyjaśnijmy, jak posuwa się dalej nasza praca aby przyspieszyć upadek Kościoła Katolickiego, oraz jak weszliśmy do jego najbardziej zamkniętych kręgów, i zdobyliśmy nawet niektórych jego duchownych, żeby byli pionierami naszej sprawy:


"Oprócz wpływu naszej filozofii, podjęliśmy inne kroki w celu zapewnienia rozłamu w Kościele Katolickim. Pozwólcie mi wyjaśnić, jak to zostało zrobione. Wprowadziliśmy niektóre z naszych dzieci w struktury Kościoła Katolickiego z wyraźnym zamiarem, że powinny działać w sposób jeszcze bardziej skuteczny w rozpadzie Kościoła, poprzez kreowanie wewnętrznych skandali.

"Jesteśmy wdzięczni protestantom za ich lojalność wobec naszych życzeń, choć większość z nich, w szczerość ich wiary, jest nieświadoma swojej lojalności wobec nas. Jesteśmy im wdzięczni za wspaniałą pomoc, jaką dają nam w naszej walce z twierdzą cywilizacji chrześcijańskiej, i w naszych przygotowaniach do nadejścia naszej władzy nad całym światem.

"Do tej pory udało nam się obalić większość tronów Europy. Reszta nastąpi w najbliższej przyszłości. Rosja już świętowała nasze rządy. Francja jest pod naszym kciukiem. Anglia z jej zależnością od naszych finansów, jest pod naszą piętą, a jej protestantyzm jest naszą najlepszą nadzieją na zniszczenie Kościoła Katolickiego. Hiszpania i Meksyk są tylko zabawkami w naszych rękach. I wiele innych krajów, w tym Stany Zjednoczone Ameryki, już wpadły w nasze plany.
"Ale Kościół Katolicki wciąż żyje. Musimy go zniszczyć jak najszybciej i bez litości. Większość prasy jest pod naszą kontrolą. Zintensyfikujmy nasze działania. Szerzmy ducha rewolucji w umysłach narodów.
"Musimy ich zmusić do pogardy wobec patriotyzmu i miłości do rodziny, by uważali swoją wiarę za bzdury, a posłuszeństwo Kościołowi za poniżającą służalczość, tak aby mogli stać się głusi na wezwania Kościoła, i ślepi na jego ostrzeżenia przed nami. Ale przede wszystkim, uniemożliwiajmy chrześcijanom spoza Kościoła Katolickiego ponownego zjednoczenia się z nim, albo nie-chrześcijanom przyłączenia się do Kościoła; w przeciwnym razie nigdy nie osiągniemy naszego panowania nad nimi".

[1] Lord Macaulay o "Political History of the Popes" [Historia polityczna papieży], von Ranke, 1840.


[2] Skomplikowana sprawa z udziałem udaremnionej pasji kardynała, impersonacji i podrabianych listów. Dobrze potraktowany przez Hilaire Belloc w książce "Marie Antoinette", zniszczony przez skandal.

[3] Dosłownie "stary sklep" lub "stara sprzedaż". Spotkania tajnych stowarzyszeń często udawały aukcje, by uniknąć podejrzeń.


[4] Starożytni historycy uważali, że przełęcze alpejskie były zbyt wąskie na przejście armii Hanibala z jego słoniami, oraz że musiał używać gorącego octu do rozbijania skał.

[5] "La Croix du Dauphine" [Krzyż Dauphine], 1895.


[6] Kolory często wspominane w tej książce, zwłaszcza podczas inicjacji papieża Jana XXIII.

  1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   17


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna