Terapia I poradnictwo bez oporu



Pobieranie 220,05 Kb.
Strona1/3
Data03.07.2018
Rozmiar220,05 Kb.
  1   2   3

STUDIUM POMOCY PSYCHOLOGICZNEJ I INTERWENCJI KRYZYSOWEJ

Opracowanie skrócone na podstawie artykułu opublikowanego w Nowinach Psychologicznych nr 3/87 (50)



John Enright. TERAPIA I PORADNICTWO BEZ OPORU

"Kiedy pracujemy z klientem nad problemem, którym chce on się zajmować i naprawdę doświadcza go jako bariery czy trudności życiowej lecz sądzi, że problem ten jest rozwiązywalny i klient ma zaufanie do nas i do naszego sposobu pracy, a nie ma ważnych wartości, które by wchodziły w konflikt z osiągnięciem powodzenia w terapii - to w takiej sytuacji nie powinno być żadnego oporu. Jeśli jest, to oznacza po prostu, że jeden z wymienionych powyżej warunków nie został spełniony".

Artykuł Enrighta prezentuje szczegółowo pięć możliwych źródeł oporu i sposoby ich przepracowania.

Cztery pierwsze źródła oporu mogą (idealnie rzecz biorąc - powinny) być w dużej mierze oczyszczone podczas pierwszej sesji, zanim zacznie się właściwa terapia. Piąty krok może być zarysowany czy przewidziany, choć źródło oporu do którego jest adresowany może pojawiać się w procesie terapii co jakiś czas.



ETAP I - Uznanie własnej chęci uczestniczenia w sytuacji terapii

Pierwszym zwrotem do klienta, który właśnie wszedł i usiadł może być pytanie: "Co pana tutaj sprowadza?" A oto kilka możliwych odpowiedzi:



Przyprowadziła mnie tu pielęgniarka

Mama kazała mi przyjść

Lekarz powiedział mi, że powinienem tu przyjść

Moja żona uważa, że powinienem poddać się terapii

Mam dużo kłopotów w pracy

W istocie większość klientów wchodzi do gabinetu terapeuty o własnych siłach (tzn. nie w pasach bezpieczeństwa czy w kajdankach), lecz mimo to daje do zrozumienia w jakiś sposób, tak jak np. w cytowanych wyżej wypowiedziach, że przyjście tu nie było ich własnym, wyborem. (Ostatnia wypowiedź o "kłopotach w pracy" oznacza, że szef nalegał na terapię!). Tak naprawdę to ci ludzie wybrali przyjście tutaj: w pewien sposób, uwzględniając wszystkie siły i naciski w ich życiu, przyjście do terapeuty wydawało się najlepszym możliwym wyborem.

Nieuznawanie tego jako własnej decyzji nie jest złą strategią; przychodząc tu uwalniają się od jakiegoś zewnętrznego nacisku - matki, małżonka etc. - i jeden problem jest z głowy. Z drugiej strony, jeśliby pozwolili komuś pomyśleć, że chcą być tutaj, byliby znacznie podatniejsi na to, co może zdarzyć się w gabinecie terapeuty. Ktoś mógłby oczekiwać by zmienili się jakoś albo przyznali się do czegoś. Tak więc wydaje się bezpieczniejsze, gdy już tu są w gabinecie, powiedzieć, że nie chcą tu być. To bardzo elegancka strategia i wielu ludzi jej używa.

Stąd to etap I polega na doprowadzeniu klienta do tego, by uznał bycie tutaj za swój wybór. Niekoniecznie musi to oznaczać doświadczanie tego jako całkowicie wolnego wyboru, lecz po prostu uznanie faktów i realnych okoliczności które kazały im tu przyjść. W tym usiłowaniu terapeuta ma przewagę nad klientem, bo wie, że klient w istocie dokonał tego wyboru.

Dopóki klient nie uzna swego wyboru bycia tutaj, nie może poważnie potraktować pytania: Czego pragniesz, chcesz tutaj?



Oto otwierająca rozmowa z Joelem, czternastoletnim chłopcem:

Terapeuta

Co cię tu sprowadza?

Joel:

Mój kurator kazał mi przyjść.

Terapeuta

A ty zdecydowałeś, że to słuszna myśl?

Joel:

Co masz na myśli?

Terapeuta

Czy zdecydowałeś, że to dla ciebie najlepsze miejsce i właśnie dlatego przyszedłeś?

Joel:

Nie! Chciałbym być z chłopakami.

Terapeuta

A więc, czemu z nimi nie jesteś?

Joel:

Och! Nie mogę, mój kurator odesłałby mnie znowu do poprawczaka, jeślibym tu nie przyszedł.

Terapeuta

No to wydaje mi się, że to naprawdę jest najlepsze dla ciebie miejsce.

Joel:

Nie! Wolałbym być na dworze.

Terapeuta

Ale przed chwilą powiedziałeś, że nie możesz tam być! Czy to prawda, że ze wszystkich miejsc, w których mógłbyś być to jest najlepsze?

Joel:

Ja muszę tu być!

Terapeuta

Nie! Przecież możesz wyjść! Jeżeli tu zostajesz to musi to znaczyć, że wydaje się to najlepszym możliwym miejscem, jeśli uwzględnić wszystkie naciski na ciebie.

Joel:

Ale ja nie chcę tu być!

Terapeuta

Wygląda to tak, jakbyś chciał tu być, a potem, jak już tu jesteś, mówił, że nie chcesz tu być!

Joel:

No cóż, ja nie chcę iść do poprawczaka.

Terapeuta

Wydaje mi się, że wolisz być tutaj.

Joel:

A co właściwie będziesz ze mną robił?

Terapeuta

Nic nie będę "robił" z tobą. Jak tylko ustalimy, że decydujesz się być tutaj, zapytam, co byś chciał i wtedy zaczniemy od tego.

"Zwróćmy uwagę - pisze Enright - że w ostatnim pytaniu Joela dokonuje się zwrot; uznaje on poważnie, że dzieje się lub może stać się coś rzeczywistego i rozważa zaangażowanie się w to. Po kilku minutach dalszej rozmowy zdecydował się być ze mną przez pięć minut i zaczęliśmy rozmawiać o jego życiu. Gdy skończył się czas, zdecydował się na dalsze 10 minut i pod koniec tego czasu zdecydował się zostać na resztę jego godziny".Nie każdy jednak zostaje. Ci, którzy wychodzą, to są dokładnie ci ludzie, którzy nie angażują się, nie korzystają z terapii nawet wtedy gdy zostają. Również sam akt odpowiedzialnego opuszczenia gabinetu jest okazją terapeutyczną. Zdarza się, że ludzie, którzy przychodzą pod naciskiem, odkrywają że tak właśnie jest, biorą za to odpowiedzialność i odchodzą - czasem wracają później i wspaniale pracują - gdy sami to wybiorą dla siebie.

Aby taki sposób pracy był możliwy, musi być prawdą dla samego terapeuty, że klient ma wybór; terapeuta musi porzucić złudzenie przymusu w życiu, zanim będzie tego oczekiwał od klienta. Wybór może być czymś tak oczywistym, że wydaje się "przymusem". Dla Joela siedzenie w gabinecie terapeuty jest czymś zdecydowanie lepszym niż pójście do poprawczaka, lecz nadal ma on wybór. W istocie zdanie "nie mam wyboru" znaczy zwykle, że decyzja jaką podejmuję jest w sposób oczywisty i niepodważalny lepsza niż alternatywna. Niektórzy ludzie przestają widzieć to jasno, gdy doświadczają jakiegoś pragnienia (np. Joel, który wolał być na ulicy z kolegami), które nie jest osiągalne jako wybór ze względu na swoje konsekwencje. (Joel błyskawicznie zostałby zgarnięty z ulicy i doprowadzony do kuratora). Pytanie brzmi: biorąc pod uwagę aktualnie dostępne możliwości, która z nich wydaje się najlepsza? Wymaga się również, by sam terapeuta był wolny od wszelkich preferencji w tym zakresie. "Dla mnie - pisze Enright - jest zawsze równie dobre, czy klient zostanie czy wyjdzie (choć od czasu do czasu czuję się rozczarowany, gdy klient chce wyjść, po szczególnie ciekawej czy niezwykłej rozmowie). Nie jestem osobiście zaangażowany w rodzaj wyniku, jestem tu po to, by odkryć jak to jest - ja muszę wiedzieć, czy mój klient uznaje bycie ze mną za swój wybór. Dopiero wtedy możemy coś razem robić".

Dostaje się czasem od klientów informację zwrotną, że taka neutralność jest: (a) bardzo trudna do uwierzenia i budzi chęć sprawdzenia tego

(b) rzeczywiście daje przestrzeń niezbędną by człowiek mógł uznać lub nawet doświadczyć swego wyboru.

Nie sposób przecenić różnicy między tymi dwiema sytuacjami: być z klientem, który doświadcza tego, że sam wybrał bycie tutaj, a być z klientem, który doświadcza sytuacji przymusu; wolę spędzić pięć minut z tym pierwszym niż godzinę z drugim. Uznanie wyboru nie musi prowadzić natychmiast do doświadczenia wyboru, lecz przygotowuje do tego".

Istnieje kilka rodzajów niepełnego uznania, często stosowanych przez klientów, by dać pozór uznania, w istocie unikając go.

Enright prezentuje kilka z nich, razem z typową reakcją terapeuty.

Pytanie brzmi: Czy to twój wybór, by być tutaj?



Odpowiedź klienta:

Odpowiedź terapeuty:

No cóż, jestem przecież tutaj?

Tak, widzę to; lecz to czego nie usłyszałem, to czy to twój wybór. No więc jak to jest?

No dobra, zostanę.

Poczekaj chwilę, nie chodzi tu o to byś robił to dla mnie? Czy ty chcesz zostać?

No pewnie.

Zaobserwowałem. że "no pewnie" wcale nie znaczy "tak". Czy chcesz być tutaj?

No cóż, skoro już tu jestem, to mogę zostać.

Nie musisz trzymać się starych decyzji. Przyjmując, że jesteś tutaj teraz, czy decydujesz się zostać?

Jest prawdą, że klienta można siłą wbrew jego woli wziąć do szpitala lub więzienia, lecz nie do gabinetu psychoterapeuty; mogą dokonać wyboru między taką wizytą bądź konsekwencjami jej uniknięcia. Zawsze jest możliwe stworzyć strefę prawdziwego wyboru w nawet najbardziej przymusowej sytuacji.

Sprawy, którymi zajmujemy się w etapie I także pojawiają się (częściej niż by można przypuszczać) w pozornie wolontaryjnych otwartych klinikach i prywatnej praktyce, tyle że przyjmują tu bardziej subtelne formy. Osoba może być "przysłana" przez współmałżonka; nie przyznaje się do tego lub nie kładzie nacisku na to podczas pierwszego spotkania choć w rezultacie nie jest w pełni zaangażowana bądź w subtelny sposób niezaangażowana. Jeszcze bardziej subtelnie niezaangażowane są osoby, które doświadczają że przywiodły tu je ich własne problemy - tak jak na przykład w stwierdzeniu: "Och, musiałem tu przyjść, sprawy zaczęły się układać gorzej niż źle". Lecz i tu ukryty jest wybór. Przyjmując, że sprawy nie układają się naprawdę, nadal przecież jest mnóstwo możliwości i tylko jedną z nich - tą wybraną przez klienta - jest udać się do terapeuty. Małym lecz bardzo znaczącym zwrotem w kierunku większej energii i zaangażowania w proces terapii jest uznanie przez klienta, że: "Uwzględniając to, jak źle układają się sprawy oraz uwzględniając wszystkie możliwości jakie mi przyszły do głowy, to na co się zdecydowałem, to przyjść tutaj".


ETAP II - Jaki jest rzeczywisty, doświadczany przez klienta problem czy cel terapii?
Gdy tylko klient i terapeuta mają jasność, że bycie tutaj jest własnym wyborem klienta, są gotowi zająć się odkrywaniem rzeczywistego, doświadczonego przez niego problemu życiowego. Zdarza się nam pracować z klientami, którzy prezentują przerażające historie czy symptomy, zdają się być w poważnych tarapatach, a mimo to z całą pewnością nie pracują tak mocno, jak mocno ten młody człowiek walczył o oddech. Gotowość do pracy w terapii wydaje się mieć niewiele wspólnego z rzeczywistą wagą problemu. Ludzie mający relatywnie mniejszy problem czasem pracują bardzo ciężko, zaś ludzie z potwornym problemem - nie. "Pamiętałem o tej obserwacji - pisze Enright - gdy pewnego razu pojawiła się u mnie jakaś kobieta, uskarżając się na problem nadwagi. Wydawało się to usprawiedliwione, gdyż rzeczywiście wylewała się z krzesła. Jednakże było coś w jej sposobie mówienia takiego, że brzmiało to pusto. Tak więc zapytałem: "Skąd wiesz, że masz problem z nadwagą?" Raczej zdziwiona, odpowiedziała: "No cóż, wszyscy moi przyjaciele myślą, że mam z tym problem" I znowu coś w tej odpowiedzi nie brzmiało prawdziwie, więc nalegałem dalej: "Może po prostu za wiele słuchasz, co mówią twoi przyjaciele. Skąd ty wiesz, że masz nadwagę?" Odpowiedziała na to: "Tabele wagi mówią, że przy moim wzroście powinnam ważyć około 60 kg, a ja ważę ponad 90 kg" I znów nie zabrzmiało to całkiem, jak odpowiedź na moje pytanie. Powiedziałem więc, że tabele wagi są czymś statystycznym i nie muszą dotyczyć jej, jako niepowtarzalnej osoby. Skąd ona wie, że ma nadwagę?

Wyglądała teraz na całkiem rozzłoszczoną odparła: "Mama mówi, że mam nadwagę" Na co odpowiedziałem, że to raczej problem mamy i że mogę w związku z tym pracować nad tą sprawą z mamą, jeśli zechce tu przyjść, lecz skąd ona wie, że ma nadwagę?

Gdy tak systematycznie zgłębialiśmy tę sprawę, stało się jasne, że ta kobieta nie doświadczała siebie jako mającej nadwagę. Głównym, problemem w jej świadomości była złość na matkę, za wieczne tyranizowanie jej w związku z tuszą. To był życiowy problem jakiego doświadczała. Przez kilka sesji pracowaliśmy nad tym, a gdy jej wściekłość na matkę znikła, zaczęła chudnąć bez żadnych specjalnych zabiegów. "

Enright pisze, że widzi dopiero teraz iż większość jego porażek terapeutycznych w przeszłości brała się stąd, że pracował nad niewłaściwymi problemami. Łatwo w tej sprawie pobłądzić, zwłaszcza gdy klient, a także ogólnie panujące przekonanie i twoje własne doświadczenie oraz wiedza podtrzymują pogląd, że obecny stan rzeczywiście jest problemem. Do autora przyszła kiedyś kobieta mówiąc, że ma "problemy seksualne". "Poprosiłem, by powiedziała dokładniej, o co chodzi. Powiedziała, że nie ma orgazmu (w obecnych czasach trąbi się wszem i wobec o prawie, ba wręcz obowiązku, przeżywania orgazmu przez kobiety). W odpowiedzi na moje pytanie przyznała, że lubi seks i ma z tego mnóstwo frajdy. Tak więc pytałem dalej:



Terapeuta:

W jaki sposób to, że nie masz orgazmu, stwarza dla ciebie problem?

Klient:

No cóż, wszyscy moi znajomi mają orgazm, no więc czuję, że czegoś mi brak.

Terapeuta:

Twoi znajomi mówią, że mają orgazm, lecz sama wiesz, jak ludzie lubią przesadzać i koloryzować! Być może po prostu zbyt wiele słuchasz tego, co mówią inni ludzie.

Po dalszej rozmowie okazało się, że ona bała się, iż mężczyzna, którego chciała poślubić, może się rozmyślić, jeśli odkryje jej "feler". Skomentowałem to mówiąc, iż jeśli chodzi o zadowolenie go, łatwo to zrobić i bez orgazmu. Dalej nalegałem, czy istnieją oprócz oświadczeń znajomych jakieś realne powody, by uważała, że czegoś jej brak.

Wahając się opowiedziała mi, że kiedyś raz w życiu miała takie niesłychanie silne przeżycie seksualne i zastanawia się, czy to przypadkiem nie jest ten orgazm, o który chodzi. Gdy przyglądaliśmy się bliżej temu wydarzeniu, okazało się, że stało się to z mężczyzną, którego naprawdę kochała w sposób, jakiego nie czuje w stosunku do obecnego partnera i w związku z tym boi się, że wpuści się w małżeństwo bez miłości. Z braku czegoś lepszego! To był jej prawdziwy, doświadczany przez nią problem i to całe polowanie na orgazm, jakkolwiek ogólnie rzecz biorąc wydawało by się rozsądne i usprawiedliwione, byłoby tu nie tylko nieużyteczne, lecz odwracałoby uwagę od właściwej sprawy".

Użytecznie jest odróżnić dwie sprawy: to, co można nazwać "światem rzeczywistości subiektywnej", od "świata rzeczywistości uzgodnionej" (word of agreement). Każdy świat rzeczywistości subiektywnej jest niepowtarzalną, osobistą mieszanką rzeczywistych doświadczeń i pojęć, za pomocą których doświadczenia te są konceptualizowane, pojmowane. Te pojęcia mogą wystąpić w formie: kategorii doświadczeń, reguł przypisywania doświadczeń do odpowiednich kategorii oraz reguł przewidywania i podejmowania decyzji działania opartego na tych doświadczeniach. Świat rzeczywistości uzgodnionej zawiera oczywiście tylko pojęcia. Nie istnieje on w istocie w taki sam sposób jak świat rzeczywistości subiektywnej. Tak naprawdę, istnieje on tylko jako pojęcia.

Są także pod-światy uzgodnione. Na przykład lekarze, jako grupa, w swojej literaturze i wiedzy będą mieli znacząco inny zestaw pojęć na temat pewnych spraw niż ludzie w ogólności. Chirurdzy plastyczni to ludzie, którzy ku ich wielkiemu ubolewaniu - bardzo dobrze wiedzą o co chodzi w tym rozróżnieniu między światem rzeczywistości uzgodnionej a światem rzeczywistości subiektywnej.

Niezliczone ilości kobiet (a) czują się brzydkie (świat rzeczywistości subiektywnej), (b) zauważają, że ich nosy różnią się nieco od normy, (c) uznają, że te dwie sprawy są ze sobą powiązane i (d) udają się na operację plastyczną. Operacja się udaje lecz pacjentka wciąż czuje się brzydka! "Problemy" (świat rzeczywistości subiektywnej) mogą istnieć bez "uwarunkowań" (świat rzeczywistości uzgodnionej), a "uwarunkowania" bez "problemów". Autor badał raz mężczyznę z tak uszkodzonym mózgiem, że jeśli wyszedł ze swego warsztatu do sąsiedniego pokoju po jakieś narzędzie, to zanim tam doszedł zapominał po co idzie! A mimo to jakoś sobie radził, zarabiał na życie i był z siebie zadowolony. Nauczył się korzystać w każdej takiej sytuacji z notesu, z którym się nie rozstawał. Dochodził do sąsiedniego pokoju, nie wiedząc po co, spoglądał na notatkę, brał narzędzie i wracał do warsztatu. Nie doświadczał tej sytuacji jako problemu; było to po prostu coś, z czym trzeba było sobie poradzić; tak jak trzeba przejść parę pięter na piechotę, gdy winda się zepsuje.

Wielu ludzi wiąże cierpienie jakiego doświadcza z jakimś obserwowalnym faktem i przychodzi do terapeuty myśląc, że w pracy terapeutycznej trzeba się będzie skupić na tym fakcie.

Ponieważ zwykle nie jest to zależność, a jedynie przypadkowe stykanie się, klient nie będzie prawdziwie, organizmicznie, rzeczywiście zaangażowany w proces terapii. Tak więc jednym ze źródeł tego, co nazwaliśmy "oporem" jest po prostu zdrowy rozsądek.

W tym punkcie terapii, gdy klient prezentuje pewien fakt ze świata rzeczywistości uzgodnionej jako "problem", podstawowym pytaniem jest: w jaki sposób doświadczasz tego jako problemu?

Do jakże różnych odpowiedzi prowadzi to proste pytanie! Dla jednej osoby "nadwaga" może oznaczać przeszkodę w zdobyciu wymarzonej pracy, dla innej - barierę na drodze do związku z kimś interesującym, dla trzeciej - oznaczać po prostu niską samoocenę, zaś dla czwartej schudnięcie może być sposobem zdobycia aprobaty matki. Może się zdarzyć, że każdy z tych celów będzie osiągalny bez tykania "nadwagi"; oczywiście każdy z nich wymaga innej drogi i ma inne prawdopodobieństwo sukcesu.

Chodzi tu jedynie o to, by upewnić się, że prezentowana skarga pochodzi ze świata rzeczywistości subiektywnej. Czasami po paru minutach pracy terapeutycznej wydaje się, że nic się nie zmieniło, słowa są takie same, z tą jedną zmianą, że klient teraz naprawdę doświadcza tego o czym mówi.



Dla większości pytań zaczynających się "Jak mógłbym..." w końcu okazuje się na tym etapie, że pacjent wcale tak bardzo nie chce tego, o sposób uzyskania czego pytał. Tak więc uwalnia się energia, którą można przeznaczyć na penetrowanie innych możliwości.

Terapeuta:

Co Cię tu sprowadza?

Klient:

Straciłem pracę i nie mogę znaleźć innej.

Terapeuta:

W jaki sposób jest to dla ciebie problemem?

Klient:

Człowieku, ja straciłem pracę!

Terapeuta:

Posłuchaj, są ludzie, którzy będąc na twoim miejsce świętowaliby to wydarzenie do dzisiaj. jaki sposób, dokładnie rzecz biorąc, jest to dla ciebie problemem?

Klient:

Potrzebne są mi pieniądze.

Terapeuta:

Na co? (pieniądze to jedynie zakładane rozwiązanie, a nie problem sam w sobie)

Klient:

"Na życie"!

Terapeuta:

Za co żyjesz teraz?

Klient:

Mieszkam u siostry, ale to się niedługo urwie.

Terapeuta:

Dlaczegoż to?

Klient:

Niedługo mnie wyrzuci.

Terapeuta:

Czy byłoby to rozwiązaniem twojego problemu, gdyby udało ci się ją przekonać, aby cię nie wyrzucała?

Uwarunkowania ze świata rzeczywistości uzgodnionej terapeuty i jego osobiste pojęcia nt. "problemów" mogą być początkowo użyteczne, jako punkty odniesienia na starcie, jak również ogólne teorie o tym, co może być niewłaściwe, lecz świat rzeczywistości subiektywnej klienta jest ostatecznym kryterium. Kobieta ważąca 41 kg przy wzroście 160 cm trafiła na konsultację, prowadzona przez rodziców. Jednakże ona twierdziła, że waży akurat. Autor zaakceptował to w pełni i bez wahania, i spytał ją czy ona ma jakieś problemy, nad którymi by chciała popracować. Gdy ona wreszcie ochłonęła ze zdziwienia, uświadomiła sobie, że rodzice zadręczają ją tą sprawą i włóczą od lekarza do lekarza. To odczuwała jako problem, a on zgodził się pracować z nią nad tym.

"Rozmawiając z nią o tym problemie zapytałem, jak to się stało, skoro jej waga jest w porządku, że rodzice dostali takiej paranoi na ten temat i twierdzą, że jest nie w porządku. W ciągu 10 minut, po wyjaśnieniu przez nią, że tak naprawdę to martwienie się rodziców jej wagą wcale nie jest paranoją, zaczęliśmy rozmawiać o jej zmartwieniu z własną wagą; ona wniosła tę sprawę swoimi słowami i w przez siebie wybranym momencie".




  1   2   3


©operacji.org 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna