Tadeusz kotarbiński realizm praktyczny (1)



Pobieranie 93,72 Kb.
Strona1/3
Data29.11.2017
Rozmiar93,72 Kb.
  1   2   3

Tadeusz KOTARBIŃSKI
Realizm praktyczny (1)
Mianem „realizmu" obejmuje się na ogół dążenia, programy, doktryny, zdradzające taki czy inny pozytywny stosunek do rzeczywistości. Tak wiec np. realizm w teorii poznania empirycznego uznaje egzystencje rzeczywistości absolutnej, czyli rzeczy nie będących układami treści czyichkolwiek wyobrażeń i przez nikogo nie postrzeganych. Kiedy indziej realizmem nazywa się stano­wisko platońskie lub arystotelesowe w sporze o powszechniki, czyli universalia. Jak wiadomo, myśliciele tak zorientowani uczą, iż niezależnie od czyich­kolwiek pomyśleń lub przeżyć pojęciowych istnieją — wprawdzie pozaczasowo i pozaprzestrzennie, ale bądź co bądź istnieją — jakieś byty ogólne, jak trójkąt w ogóle, liczba w ogóle, ciało fizyczne, w ogóle, jako takie, przestępca w ogóle, przestępca jako taki itd. Takie to właśnie byty ogólne wedle realistów platonizujących stanowią najważniejszą dla nauki rzeczywistość, tę rzeczywistość, którą nauka zasadnie opisuje w swoich tezach ogólnych. Więc i tu mamy pewien pozytywny stosunek do rzeczywistości, uznawanie egzystencji i znaczenia rzeczywistości pojęciowo danej.

Przerzucając się do odległej od gnoseologii dziedziny sztuki i literatury, spotykamy także i na tym terenie prądy, oznaczane etykietą realizmu. Łączy je wszystkie głęboka wspólność. Czy to będzie program malarskiego odtwarzania oglądanych obiektów z tą intencją, by wyglądały na obrazie tak, jak wyglądają w rzeczywistości (to znaczy wtedy, gdy się patrzy na nie same); czy hasło pisania powieści tak, by życie odbijało się na kartach dzieła w całej swej autentyczności, nie zniekształcone przez tendencję lub dodatnie albo ujemne uprzedzenie — zawsze dla realisty rzeczywistość, w przeciwieństwie do świata fantazji, pełni rolę wzorca do naśladowania, rolę o charakterze wybitnie pozytywnym.

Nie inaczej rzecz się ma z realizmem, który pozwoliliśmy sobie nazwać praktycznym, To zaś określenie wyznacza jego dziedzinę, dziedzinę praktyki, działania, postępowania. Pod trzema względami ocenia się czyny ludzkie: z punktu widzenia przyjemności i przykrości, z punktu widzenia zasługi i winy. wreszcie z punktu widzenia sprawności i niedołęstwa. Nas tu obchodzi bezpośrednio tylko problematyka pierwszego rodzaju, wzgląd zaś na zasługę lub sprawność — o tyle tylko, o ile wchodzą one w grę pośrednio. A zbyteczna dodawać, że przez przyjemność rozumiemy nie tylko np. satysfakcję oddychania świeżym powietrzem lub wygrzewania się na słońcu, lecz także wszelkie najbardziej sublimowane radości, jak zachwyt w obliczu nieba gwiezdnego lub dzieła sztuki wspaniałej albo satysfakcję z powodu dokonania trudnego a niebezpiecznego czynu mimo zmęczenia i na przekór obezwładniającym podszeptom obawy. Analogicznie, dziedzina przykrości rozciąga się nader szeroko, obejmując zarówno ból z powodu sparzenia albo głód dokuczliwy, jak też uczucie poniżenia skutkiem doznanej obelgi lub rozpacz po stracie istoty najdroższej. Otóż na tym terenie możliwy jest także i bywa wyznawany i uprawiany pewien realizm, realizm praktyczny właśnie lub biotechniczny. Polega on na liczeniu się jak najpełniejszym z rzeczywistością w planowaniu i wykonywaniu działań, czegokolwiek mogłyby one dotyczyć.

Lepiej zrozumiemy postawę realisty praktycznego, jeżeli sobie uprzytom-nimy postawy kontrastowo obce jego usposobieniu. Oto na przykład fantasta, człowiek kaprysu — typ histeryczny, przerzucający się z nagła od doraźnej zachcianki do innej, równie efemerycznej zachcianki doraźnej, by i tej z kolei poniechać, zawracający od półmetka, zaperzający się w ocenach jawnie przesadnych in plus lub in minus, roznamiętniający się do zamierzeń jawnie nieosiągalnych, niewolnik i ofiara urojeń. Dodajmy szlachetność dominujących motywów i posuńmy fantastyczność sądów do stopnia obłąkania, a stanie nam żywo przed oczami nieśmiertelna postać Don Kichota.

Jednak nie trzeba być aż pomyleńcem z La Manchy, by móc posłużyć za przykład zobrazowania tego, co jest odwrotnością realizmu. Znajdziemy antyrealistów wśród porywających wieszczów romantyzmu, ludzi wielkiego ducha. Tak nasz Mickiewicz wołał i woła ciągle z kart dzieł, do dziś dnia czytywanych z przejęciem: „Mierz siły na zamiary, nie zamiar według sił". Hasło to można, oczywiście, rozumieć w sposób powściągliwy. Tak interpretowane, zaleca ono przedsiębranie spraw wielkich, wymagających pełni wysiłku, i zwalcza małostkowość w ocenie własnych możliwości, tylko przez próbę czynu dających się wyznaczyć. Ale słowa poetów nabierają rozpędu jak torpeda siebie samą pobudzająca do coraz większego impetu. Przytoczone wyżej zawołanie stało się tedy okrzykiem szturmowym irracjona-listów, których żywiołem - ryzyko, nie poprzedzone obliczeniami przy pomocy cyrkla, wagi i miary, ryzyko szarży szwoleżerów na pozycje dział i karabinów maszynowych.

Niepokój prób karkołomnych obcy jest naiwnym marzycielom, ufnie wierzącym w niezawodne rzekomo sposoby zmierzania prostą drogą do ideałów. To różnego rodzaju utopiści. Zaczynają oni od zastanawiania się nad tym, jak powinno być, aby było w pełni dobrze, aby było optimum, czyli maksimum dobra, a potem próbują to od razu osiągnąć bez względu na okoliczności. Adherenci pewnej sekty religijnej, aby uciec od świata grzechu i jak najprędzej osiągnąć szczęśliwość wieczną w niebie, kazali się zakopywać w ziemi żywcem sami z rodzinami. Znałem bardzo dobrego człowieka, który widząc główną gwarancję szczęścia powszechnego w życzli­wości powszechnej — zaczął zapraszać do swego mieszkania przypadkowych przechodniów z ulicy, zostawiał ich samych razem i dawał im zlecenie, by się zaznajamiali osobiście i zaprzyjaźniali, bo gdyby tak wszyscy robili, zapanowałaby życzliwość i szczęśliwość powszechna. Ten człowiek należał do elity intelektualistów. A jednak z jego wspomnieniem kojarzy mi się obraz znajomego wieśniaka, wyraźnie pozbawionego równowagi umysłowej. Ów człowiek co jakiś czas wychodził na ulicę wsi, by głosić z zapałem niewątpliwe w jego przekonaniu prawdy, jako to, że wszystkim będzie lepiej, jeżeli każdy będzie miał najwięcej pieniędzy i że najlepszym do tego sposobem jest drukowanie masy pieniędzy i rozdawanie tym. którzy ich posiadają za mało.

Opisane wyżej typy postaw nierealistycznych posiadają tę wspólność. że są przedsiębiorcze i w tym sensie pozytywne. Wszelako deformacja rzeczywistości w oczach irrealisty daje także częstokroć formę irrealizmu negatywną, paralityczną niejako. Pół biedy, jeśli kto wpadnie w fatalizm i pomieszawszy uprzyczynowienie powszechne zdarzeń, więc i działań, z nie­możnością osiągania zamiarów, uzna — za przewodem znanego już w starożyt­ności złudnego rozumowania — że nic w ogóle czynić nie warto, skoro właściwie nic zdziałać nie można. Takie zwichnięcie postawy życiowej podlega na szczęście skutecznemu leczeniu w formie racjonalnej perswazji, w formie krytyki wadliwego wywodu. Ale cóż ma przedsięwziąć pedagog, jeżeli spotka istotę nieszczęśliwą, przeświadczoną, że nic nie warto robić, ponieważ jedyną słuszną oceną możliwości jest „wszystko jedno". Taka irracjonalna, nierzeczowa ślepota w dziedzinie wartości, bez porównania groźniejsza od przywary daltonistów, nie odróżniających czerwieni od zieleni, bywa źródłem a jednocześnie objawem jednej z postaw realizmowi praktycz­nemu przeciwnych.

Przyjrzawszy się antytezom realizmu i uświadomiwszy sobie w ten sposób dość wyraźnie, czym realizm praktyczny nie jest, postarajmy się spojrzeć uważniej wprost w jego oblicze. Czymże jest on właściwie? Jakie perspektywy otwiera rozwiniecie skrótowej jego formuły, orzekającej, iż polega on na liczeniu się z rzeczywistością w postępowaniu? Odpowiadając na to pytanie, streścimy charakterystykę realisty praktycznego w czterech znamionach: patrzy on trzeźwo na świat, bierze za punkt wyjścia to, co teraz istnieje, respek­tuje warunki i granice możliwości działań, wreszcie trafnie ustala hierarchię ważności względów przy wyznaczaniu dyrektyw czynów i planów konkret­nych.

Trzeźwo patrzeć na świat - to tyle, co obserwować, obmyślać i oceniać bez uprzedzeń, stronności i złudzeń, sine ira et studio, jak mawiano w starożytności. Tu Sancha Pansę wypadnie przeciwstawić Don Kichotowi, co nie oznacza bynajmniej, jakoby się sympatyzowało z niską i płaską motywacją postępowania w przeciwstawieniu do motywacji sublimowanej. Sancho nie dlatego jest realistą, że tchórz i sobek, lecz dlatego, że widział wiatraki tam, gdzie były naprawdę wiatraki, a gdzie jego obłąkany pan widział urojonych olbrzymów, i dlatego, że rozumiał, iż nurt rzeki pociąga łódkę wprost na koło młyńskie, a nie na przestworza oceanu. Ludzie tak łatwo wierzą w to, czego pragną, powiedział Juliusz Cezar, tym samym wytykając ogółowi brak trzeźwości spojrzenia, brak realizmu. Oklepane to prawdy, codzienne — komediowe, jakimi bywają na ogół prawdy dotyczące zwykłych przywar naszej emocjonalności. W takiej trzeźwości ma źródło zarówno krytyka dziejopisarstwa panegirycznego, wykrywająca nieraz interes pod maską ofiary dla świętości, jak też powściągliwość w przypisywaniu wrogom politycznym motywacji nędznej i przestępczej.

Druga natomiast cecha realisty ma charakter raczej techniczny. Mamy na myśli owo trzymanie się aktualności jako punktu wyjścia. Realista zwykł zaczynać nic od poszukiwania tego, co by tu zrobić, aby było j doskonale, lecz od tego, jak i o ile zmienić to, co jest, aby zastaną rzeczywistość przystosować do nabrzmiałej potrzeby. Oczywiście, niekoniecznie do potrzeby własnej, może to być potrzeba innego podmiotu lub innych podmiotów, z którymi się dany osobnik solidaryzuje jako towarzysz, opiekun, przyjaciel. Istota omawianej cechy realizmu nie tkwi w ciasnocie serca. lecz w technice urzeczywistnień, w tym. że aktualność jest dlań w zasadzie terminus a quo, ponieważ do niej sie przywykło i w ogóle najmniej kosztuje i materialnie, i moralnie, jeżeli zmieniamy jak najmniej, ponieważ przez samą swą egzystencję to, co istnieje, zdało egzamin możliwości, ponieważ jest to wspólny teren, gdy światy zamierzone różne są w różnych jaźniach. To ciążenie do aktualności zastanej, to nadawanie jej niejako — że użyjemy prawniczego terminu — presumpcji dodatniej, stanowi konserwa­tywny składnik realizmu, właściwy w pewnej mierze nawet bardzo radykalnym przewrotowcom, jeżeli są naprawdę realistami. Taki radykał okaże się zachowawcą we wszystkim, co nie obarcza planu posuwania się po drodze głównej planami zbędnych zmian na torach ubocznych.

Trzecia właściwość realisty wyłania się z analizy tej drugiej. Oto liczy się on z możliwościami osiągnięć i między innymi dlatego szanuje stan rzeczy już urzeczywistniony. Gdy mianowicie romantyk lub entuzjasta zapala się do perspektyw kuszących powabem, pięknem, rozkoszą, bogactwem, pełnią, rozpędza się ku nim i jakże często załamuje się w połowie drogi, poznawszy poniewczasie nieosiągalność celu, realista przede wszystkim rozważa możliwości, w ich amplitudzie umieszczając cel. I to cel skonkretyzowany, nie: naprzód, naprzód w nieskończoną dal, lecz drogą właściwą— więc czasem serpentyną i niekoniecznie wprost przed siebie — do określonej mety. Chciej, co możesz, powiada autor wiersza, przypisywanego Leonardowi da Vinci. Mędrzec wie, co mieć może — powiada dalej — i więcej nie pragnie. A jeśli te myśli były wyrazem przekonań Leonarda, najlepszy to dowód tego, że wbrew płytkiej ocenie realizm praktyczny bywa wyznaniem twórców, nie zaś tylko ludzi małych duchem. Nic dziwnego, wszak twórcy są realizato­rami, a realizatorzy dlatego są takimi, że się policzyli z warunkami możliwości czynu i dzielą.

Wszelako możność lub niemożność osiągnięcia czegoś bywa rozmaita i odróżnienie dwóch znaczeń możności otworzy nam widok na czwartą cechę realisty praktycznego, przy której pragnęlibyśmy zatrzymać nieco dłużej uwagę łaskawego czytelniku. Możność mianowicie - to czasem tyle, co wykonalność, czasem zaś tyle, co brak rozstrzygających przeć i wskazań. Gdy pływak, zamierzywszy przepłynąć rzekę wpław, tonie z powodu wyczerpania sił — powiemy, że nie mógł przepłynąć, i będziemy mieli na myśli to, że jego przedsięwzięcie było niewykonalne. Gdy zaś kupiec na propozycję sprzedania towaru za określoną cenę odpowiada: „Nie mogę akceptować proponowanej sumy" — to znaczy tyle, że gdyby ją akceptował, naraziłby się na niepowodzenie handlowe, czego nie chce. I otóż nasz typowy realista praktyczny liczy się w sposób stanowczy z możliwością w obu znaczeniach. O pierwszej była mowa przed chwilą. Pora teraz przypatrzyć się, tej drugiej. Oględność realisty sprowadza się do brania w rachubę nie tylko zdobyczy, lecz i strat prawdopodobnych, i do kierowania się w rachunku globalnym tym, co najważniejsze. Gdybyśmy powiedzieli: „tym, co najcenniejsze" lub „tym, co ma największą wartość", rozpławilibyśmy kontury swej myśli w zupełnej ogólnikowości. A właśnie zbliżamy się do głównego punktu wywodów i zależy nam na tym bardzo, aby myśl nasza była dokładnie zrozumiana. Odróżnijmy przeto wyraźnie wartość, doniosłość i ważność. Wartość ma wszystko to, co cenne, wszystko zatem, co choć po części czyni zadość jakiejś potrzebie lub jakiemuś upodobaniu. Doniosłe jest to — mógłby kto powiedzieć — co wywołuje duże zmiany w dziedzinie rzeczy cennych lub zapobiega takim dużym zmianom. Jednak, wobec względności tego, co „duże", a co „nieduże", poprawność wymaga wyjaśnienia intencji w sposób porównawczy. Powiemy tedy, iż donioślejsze jest to, co wy­wołuje większe zmiany w dziedzinie tego, co cenne, lub większym w tej dziedzinie zmianom zapobiega. Doniosłość ma zatem postać pozytywną niejako lub postać niejako obronną. Ważności — tylko ta druga możliwość przypada w udziale. Albowiem to i tylko to jest ważniejsze, co zapobiega większemu złu lub większe zło uchyla. Tak ustaliwszy treść pojęć, wróćmy do naszego realisty, by stwierdzić, że realista praktyczny, jako taki, rozumie, iż naj­cenniejsze są działania najważniejsze i że najrozumniejszym wyborem spośród działań możliwych jest ten, który polega na wybraniu działania naj­ważniejszego.

Taki sprawdzian pociąga za sobą rozległe konsekwencje. Kto wedle niego żyje, ten powściąga w sobie upodobania zaborcze, temu obca być musi zachłanność, ten nie pójdzie po drodze wielkiej przygody dla niej samej ani nie będzie się uganiał za sytuacjami, w których mógłby się wyżyć w pełni. Pasja bowiem do pełni wyżycia się prowadzi do zawodu, przesytu, zbrodni i klęski. Nie rozmaite nęcące satysfakcje wyznaczają drogę realisty praktycznego, lecz wzgląd na konieczności życiowe, a przez konieczności życiowe rozumiemy te wszystkie warunki, których niespełnienie grozi klęską. To nam dodatkowo tłumaczy ową skłonność realistów do utrzymywania status quo. Zastana bowiem rzeczywistość, aktualność, którą żyjemy, nie tylko wytrzymała próbę możliwości faktycznej, lecz nadto wytrzymała próbę znośności. Widocznie znośny był układ stosunków, w którym przetrwaliśmy, skoro właśnie przetrwaliśmy w nim. A któż nam zaręczy, czy nie wpadniemy w coś gorszego uganiając się za czymś lepszym. Wszelako mimo tej ostrożności w przedsiębraniu zmian, realista nie jest konserwatystą z zasady. Rozumie bowiem, że dom, w którym było bez­piecznie w czasie suszy, może przestać być bezpiecznym schronieniem w czasie powodzi. Jego dyrektywą ostateczną nie jest bynajmniej: dbać, by było nadal tak jak jest, a tym mniej ma się powodów do imputowania mu dyrektywy naczelnej w postaci dbania o to, by wrócić do form minionych. Ostrożność ostrożnością, lecz co innego przeważa i rozstrzyga. Rozstrzygają postulaty walki z panoszącym się lub zagrażającym złem, to zaś wymaga czę­stokroć zmian olbrzymich. Wytrawność realisty nie jest mizerną plochliwością natur mało przedsiębiorczych, lecz roztropnością wodza, który opiera się pokusom doraźnego lokalnego natarcia, aby tym skuteczniej ciosem odpo­wiednio wymierzonym w główny ośrodek sił wrogich zniszczyć niebezpie­czeństwo klęski, niewoli, zagłady.

Oparłszy się w analizie realizmu praktycznego o pojęcie ważności względ­nej, dotarliśmy do sedna sprawy. Uświadomiwszy sobie, że większa ważność polega na przydatności do zwalczania większego zła, i że realistą jest ten. kto obiera czyn najważniejszy — dotykamy niejako nerwu realizmu, jak dentysta dotyka nerwu w świdrowanym zębie. Jest to koniec roboty wstępnej, a zarazem początek roboty głównej, gdyż pozostaje wypróbować reakcję otwartego nerwu na różne bodźce zewnętrzne i zapewnić optymalny sposób jego funkcjonowania. I nam teraz wypadnie skonfrontować dyrek­tywę realizmu praktycznego z kilkoma przynajmniej kwestiami natury publicz­nej, by sprawdzić, czy i jakie daje ona rozstrzygnięcia w ich dziedzinie. W ten sposób spróbujemy nieco doszlifować samą koncepcję ważności i realizmu, dość jeszcze mimo długich wywodów surową i kanciastą.



Oto spór socjologów, przeciwstawnie ustosunkowanych do idei pracy. Jedni gloryfikują pracę, drudzy przeklinają. Ci, którzy przeklinają, chcieliby człowieka od pracy uwolnić albo przynajmniej ograniczyć pracę do dwóch, trzech godzin dziennie, przerzucając główną masę funkcyj na automaty, na maszynerie wszelkiego rodzaju, wodospady, zaprzęgnięte do wehikułów ludzkości itd. Człowiek wyzwolony od pracy mógłby wówczas oddawać się satysfakcjom bezinteresownego poznawania, pasji twórczości artystycznej, konsumowaniu piękna przyrody i sztuki, rozkoszowaniu się darami miłości, słońca, balsamicznego powietrza, odpoczynku. Cóż na to przeciwnicy? Zanim streścimy ich pogląd — a jest on naszym poglądem — niech nam wolno będzie, tytułem przygotowania, rozróżnić trzy przynajmniej odmiany sensu, z którymi się wiąże słowo „praca". Oczywiście, nie chodzi w po-mienionym sporze o sens czysto techniczny, przy którym praca — to tyle, co ciąg czynów zmierzających do wspólnego celu (przeciwstawiony po prostu czynowi poszczególnemu, czynowi o jednym impulsie). Jasna jest również niesporność potępienia pracy rozumianej jako działanie z istoty swej przykre, uciążliwe, wyczuwane jako udręka. Wszyscy się na to zgodzą, że ośmiogodzinne bicie młotem w kowadło aż do siódmego potu stanowi formę bytu godną likwidacji. Pozostaje trzecie i jedynie miarodajne dla rozważanego sporu rozumienie pracy jako ciągu działań, wyznaczonych przez cel, polegający na obronie przed brakami elementarnymi, czyli na zaspokajaniu potrzeb podstawowych. Wyliczamy je. Są to: utrzymanie życia i zdrowia. A praca dla tych celów streszcza się przede wszystkim w czynnościach tzw. gospodar­czych, a więc w zabiegach dokoła wytwarzania, ochrony i dostarczania żywności, środków higieny, leków, ubrania, mieszkania i opału. Cóż jest tedy przedmiotem kontrowersji? Jest nim lokata gospodarstwa w planie generalnym przyszłości. Jaką ma ona być według realizmu praktycznego — to nie ulega wątpliwości. Groza braków elementarnych zawsze istnieć będzie i zawsze praca pojęta w ów trzeci sposób będzie należała do zadań najważniejszych. Nie uwolnienie się od pracy, jako głównego nurtu działań ludzkich, winno być hasłem przyszłości, lecz racjonalizacja, humanitaryzacja. a nawet uponętnienie pracy. która to praca ma stanowić po wsze czasy masę przeważającą działań ludzkich. Kto wie, czy nie jest to warunkiem zdrowia fizycznego i równowagi duchowej ludzi. Pozbawiony zagrożenia, człowiek marnieje. Tak ryba głęboko­wodna, wydobyta z głębin na pokład okrętu, ginie od nadmiaru ciśnień wewnętrznych, nie zrównoważonych przez ciśnienie z zewnątrz, do którego przywykł jej organizm w niezmiernie długich dziejach filogenezy. Automaty nigdy same nie spełnią zadań pracującego człowieka. I zawsze praca będzie wymagała osobistych mięśniowych i nerwowych wysiłków. Ale może być umiarkowana, jeśli dobrze urządzona, inteligentna — skoro wymaga coraz większych namysłowych preparacji, oraz zajmująca, skoro i dość ważna, i dość inteligentna. Może być i twórcza, i umiłowana, zwłaszcza jeżeli dany osobnik nie pracuje bezpośrednio dla potrzeb elementarnych własnych, lecz dla elementarnych potrzeb istot, do których jest przywiązany, lub dla potrzeb ogółu, z którym jest solidarny.

Co do nauki i sztuki, to realista praktyczny wyznaczy ustosunkowanie się swoje do nich oczywiście wedle zasady ważności względnej. Usiłując; określić tę ważność względną, nie zawahamy się przed inną oceną nauk: niżeli sztuki, uprzednio jednak uczyniwszy odróżnienie między nauką jako ogółem badań dla nasycenia ciekawości i nauką jako ogółem badań dla przygotowania gospodarki w rozwiniętym powyżej rozumieniu tego słowa, Ostatnie badania, wraz z całą gospodarką, służą do obrony przed klęskami elementarnymi, jako to przed zagładą, chorobą, bólem fizycznym, nędzą; pierwsze — do obrony przed stanem nienasycenia poznawczego. I trudne nie uznać obrony przed tamtymi klęskami za sprawę ważniejszą od obrony przed nienasyceniem. Zastrzegamy się jednak, by nie utożsamiano tego odróż­nienia z odróżnieniem nauk teoretycznych i nauk praktycznych i z deprecjono­waniem nauk teoretycznych w porównaniu z praktycznymi. Wszak nauki teoretyczne stanowią przygotowanie do praktycznych, które są w znacznej mierze ich zastosowaniami. Ba, są to przygotowania niezbędne, bez których nauki praktyczne nie podołałyby swym coraz trudniejszym zadaniom. Córa; więcej trzeba wiedzieć z rubryki wiedzy o tym. jak jest. aby obmyślić jak ma być, by było lepiej, niż jest. A jeśli się przy tym zważy, że postęp nauk teoretycznych uprawianych autonomicznie, bez oglądania się na możliwe zastosowania, częstokroć okazywał się specjalnie płodny w zastoso­wania praktyczne, to się okaże, że uprawianie autonomiczne nauk teoretycz­nych posiada ważność nader znaczną. I jeśli kto uprawia takie nauki wyłącznie dla satysfakcji poznawczej, to chociaż ugania się on za celami mniejszej wagi, jednak współdziała w robocie wagi znakomitej. Więc nie dlatego nauka teoretyczna jest tak bardzo ważna, że czyni zadość zamiłowaniom poznawczym, lecz niezależnie od tego. Ba, i nie dlatego tak bardzo ważną jest rzeczą kształcić się. by nabrać wdzięków człowieka wykształconego, lecz dlatego, by zapobiec klęskom, którym się zapobiegnie dopiero zdobywszy kompetencje, a między innymi klęsce własnej grożącej ograniczoności i głupoty. Cechy te bywają wszak nieskończenie szkodliwe i dla ich posiadacza, i dla jego otoczenia. Tyle o nauce. Pozostaje sprawa sztuki. Cenna to rzecz, nieprawdaż, każde prawdziwe dzieło sztuki, cenna a zarazem doniosła. Czy jednak też bardzo ważna? Odpowiemy paradoksem. Nie dlatego sztuka jest ważna, że stwarza piękno, zachwyt, radość, rozkosz, satysfakcję itd.. lecz dlatego, że zapobiega brzydocie, tępi ją i wypiera. To jednak funkcja mniejszej wagi niż zapobieganie głupocie, a cóż dopiero mówić o porównaniu ważności takiej umiejętności z ważnością umiejętności chroniących od zgonu lub kalectwa. Sale operacyjne ważniejsze są od sal koncertowych, chociaż trzeba przyznać, że radość z powodu słuchania muzyki nieraz bardzo pomaga chorym w borykaniu się z ponurą atmosferą cierpienia i z samym cierpieniem fizycznym.

Ważne znaki zapytania pod adresem realizmu praktycznego zgłasza dziedzina pedagogiki wychowania, a pośród tych znaków zapytania są kwestie natury etycznej, na tej drodze także dochodzące do głosu. Co ważniejsze, czy troska o chleb i dach nad głową, czy rac/ej troska o to, by nie zasłużyć sobie na piętno hańby... Oczywiście ważniejsze jest to drugie, lecz próbę uzasadnienia tej tezy pozwolimy sobie odłożyć do innej chwili. Zajmiemy się natomiast problemem ściślej pedagogicznym. Mam na myśli brak harmonii między realizmem praktycznym a normalną postawą młodzieńczą, postawa entuzjazmu. Młodość nie przyjmuje tej doktry­ny, nazywa ją systemem starczym, posuwa się aż do oznajmienia, że nie warto byłoby żyć, gdyby się miało żyć realistycznie. Bo i po co żyć w takim razie? Po co bronić siebie lub kogokolwiek przed klęską, jeżeli w ten sposób nie otwieramy sobie perspektywy marszu ku realizacji upragnień i upodobań? Jeśliby sprzeciw młodzieży można było usunąć metodą perswadowania, próbowalibyśmy takiej oto krótkiej mowy obrończej.

„Młodzieńcze, czy nie sądzisz sam, że warto jest żyć i działać, jeśli pomaga się ludziom, godnym kochania, powraca do zdrowia, odzyskuje utraconą wolność, wydobywa się z nędzy, pozbywa się rozterki i uczucia upośledzenia?... Czy uprawianie sztuki lekarskiej np. nie uzasadnia afirmacji własnego życia, jako wartego istnienia i kontynuacji? Wszak zajmujący to bardzo sposób egzystencji być lekarzem.., A nie mniej zajmujący jest zawód profesora, wypędzającego z umysłów niewiedzę, przesąd, wyzwalają­cego umysły z plątwy błędów i z niewoli myślowego niedołęstwa... W ogóle fascynującą, porywającą jest rzeczą czynić rzeczy ważne ze świadomością ich wagi... Tak, młodzieńcze, gdy się zastanowisz, zrozumiesz, że realizm praktyczny nie tylko nie wyłącza entuzjazmu, lecz sam godzien jest stać się jego przedmiotem. 1 jeszcze jedno. Nazywasz naszą ideę koncepcją ponurą, nie widzisz, gdzie jest miejsce dla radości w jej granicach, wątpisz, czy może sobie pozwolić na chwilę beztroskiej zabawy ten, kto postanowił każdy krok uzależniać od kompasu wskazującego kierunek naj­większej ważności. Otóż uspokój się. Realista praktyczny nie jest bynajmniej, jako taki, ani pedantem, ani ignorantem w sprawie psychologii motywów lub w sprawie warunków skutecznego działania... Wie on, że największe powodzenie osiąga się w całej pracy wtedy, jeżeli się ją przeplata odpo­czynkami, odprężeniami, doznawaniem biernym... Powagę całości podtrzymuje beztroski żart w minutach niezbędnego odtrącenia powagi... Realizm prak­tyczny wymaga, by go zdradzać w skali fragmentów, gdyż wtedy dopiero urzeczywistnia się on optymalnie w skali wielkiej całości żywota. Czy jesteś przekonany, młodzieńcze, ty, który zapewne kochasz się w młodej kobiecie i chcesz zaznać z nią pełni upojenia?... Zostawiamy ci to prawo dlatego, że namiętność zatamowana pociąga za sobą stan bólu, urazu, skrzywienia wewnętrznego, ma za skutek zwiędnięcie lub złamanie życia, słowem — stan klęski. Para zakochanych, urzeczywistniająca swoje pragnienia, to coś w rodzaju dwójki alpinistów, związanych liną i zabezpieczających się wzajemnie od osunięcia się w przepaść. W tym przypadku byłaby to przepaść piekielnego niedosytu, rozstania, opuszczenia i rozpaczy... Tak uzasadnia się dostatecznie ważność erosa. A jasne jest, że wartości jego uzasadniać nie trzeba, gdyż mówi ona sama za siebie siłą powabu".



  1   2   3


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna