Szlakiem pamięCI



Pobieranie 69,62 Kb.
Data11.12.2017
Rozmiar69,62 Kb.

http://szlak193945.fm.interia.pl

SZLAKIEM PAMIĘCI

LAT 1939-45

PO NIEPOŁOMICACH

I OKOLICY

OPRACOWAŁA:

Joanna Jasonek

Wiadomości wstępne

Długość 12,5km.

Przebieg:

Park w Niepołomicach (Dąb Wolności) – ul. Kościuszki - ul. gen. Świerczewskiego – ul. Kościuszki – ul. Jagiellońska – ul. Piękna – ul. Bocheńska - droga krajowa nr 75 na Bochnię - droga leśna na Kozie Górki - droga leśna na wiadukt – ul. Na Przystanek – ul. Za Torem – ul. Polna – ul. Niepołomska pod most (w stronę Podłęża) – ul. Niepołomska do Niepołomic – ul. Wielicka- ul. Kościuszki -ul. Parkowa pod Pomnik.

Uwagi ogólne:

Trasa prowadzi częściowo przez las, ścieżkami niedostępnymi dla samochodu. Możne je jednak łatwo pokonać na rowerze lub pieszo. Ze względu na długość trasy doradzam by pokonać ją na rowerze.

Zajmie ona około 2 godziny, jeśli będziemy się przemieszczać rowerem, a pieszo może to potrwać nawet 4 godziny.

W razie wątpliwości należy się udać do Punktu Informacji Turystycznej znajdującego się w Zamku Niepołomickim.
DĄB WOLNOŚCI

Dąb Wolności znajduje się w Parku, koło ratusza. Jest to drzewo znajdujące się w centrum parku, podświetlonym przez lampy.

Został posadzony w pierwszych latach po I wojnie światowej. Dokładna data nie jest znana. To drzewo symbolizowało odrodzoną Polskę, wolną Polskę. Taki symbol był szczególnie ważny w okresie II wojny światowej.

Przypominał jak nasza Ojczyzna odrodziła się po długotrwałych rozbiorach i uświadamiał, że jeśli nie zaprzestanie się walki o wolność, znów tak się stanie. To drzewo stało się symbolem tego, o co Polacy, Niepołomiczanie walczyli.

Dąb wolności rósł zanim przyszli hitlerowcy, kiedy zajęli te tereny, rósł też, kiedy odeszli, kiedy byliśmy państwem komunistycznym i teraz, kiedy jesteśmy państwem demokratycznym. Jego potężna sylwetka przypomina nam, że niezależnie od sytuacji zawsze możemy zachować wolność walcząc o to, w co wierzymy.
GARNIZON

Opuszczamy park udając się w stronę ronda i skręcamy w ulicę Kościuszki, a następnie w ulicę gen. Świerczewskiego. Kawałek dalej, po lewej stronie znajduje się brama garnizonu wojskowego.

Już od 1924 roku zaczęto budować bocznice z Krakowa prowadzącą do Niepołomic, które miały stać się wraz z Krakowem miejscem postoju dla formującego się 2. Dywizjonu Pociągów Pancernych. Dywizjon ten ukształtował się ostatecznie wiosną 1928 roku. Na terenie Niepołomic znajdowało się m.in. dowództwo dywizjonu. Co ważne wielu żołnierzy wraz z rodzinami osiedliło się w okolicy garnizonu.

Już w marcu 1939 roku do 2. Dywizjonu zaczęto powoływać rezerwistów na ćwiczenia - rozpoczęła się "cicha mobilizacja". W sierpniu rozsyłano pociągi do przydzielonych im jednostek nadrzędnych. W dniu 25 sierpnia żołnierze należący do pociągu szkolnego zostali wraz ze sprzętem odesłani do nowo formującego się pociągu bojowego. Ze stacji w Niepołomicach odjechał ostatni bojowy pociąg pancerny.

W ten sposób pierwsi Niepołomiczanie wyruszyli na wojnę. Ostatni pociąg nosił numer 52 i nazwę "Piłsudczyk". Został on przydzielony do 30. Dywizjonu Pancernego Armii "Łódź", zniszczono go w dniu 20 września, po wielu walkach z wrogiem, aby nie wpadł w ręce przeciwnika. Podobne były losy innych pociągów 2. Dywizjonu, które zabrały na wojnę żołnierzy mieszkających w Niepołomicach. O wielu z nich pozostała na miejscu rodzina nie otrzymała już więcej żadnych informacji.

Będąc tutaj należy wspomnieć słynną w okolicy historię pomnika Piłsudzkiego, który przetrwał okupację niemiecką, a został usunięty w pierwszych miesiącach komunizmu.

Został on odsłonięty i poświęcony 19 marca 1933 roku. Stanowił pewien rodzaju symbolu Polski w latach wojny, ponieważ był jednym z niewielu pomników z czasów wolnej Polski, którego hitlerowcy nie usunęli. Zniknął on dopiero za czasów PRL-u. Nikt nie wie do dziś, co się z nim stało.

Byli żołnierze 2 Dywizjonu Pociągów Pancernych spotykali się w Niepołomicach, co roku od 1979, na Mszy w pierwszą niedzielą września. W 1981 ufundowali tablicę pamiątkową na cześć swoich zmarłych kolegów z napisem „Poległym i pomordowanym żołnierzom 2 Dywizjonu Pociągów Pancernych.” Od kilku lat nie przychodzą już na tą Mszę. Zmarli lub są zbyt słabi by odbyć taka podróż. Ludzie odeszli, ale nie tylko oni.

Powoli znikają wszystkie ślady 2. Dywizjonu w Niepołomicach. Garnizon został zlikwidowany na początku lat dziewięćdziesiątych. Jednostka wojskowa, która znajdowała się na ulicy Płaszowskiej także opustoszała parę lat temu. Zaś poligon wojskowy umieszczony na skraju Puszczy Niepołomickiej ma być w ciągu kilku najbliższych lat podzielony na działki budowlane.
Dom na ulicy Kościuszki

Zawracamy na ulicę Kościuszki i docieramy do domu numer 38, jest to jeden z trzech znanych domów w Niepołomicach, w których prowadzono tajnie nauczanie.

Pierwsze komplety na terenie gminy Niepołomice rozpoczęły się w listopadzie 1939 roku. Grupa składała się z 12 osób i uczyła się programem klasy I gimnazjum. Nieco później w skutek represji zastąpiono je, na okres od wiosny do sierpnia 1940 roku, lekcjami prywatnymi. W 1942 roku komplety na terenie gminy zastały zgłoszone do Powiatowej Komisji Oświaty i Kultury. Data tego ważnego wydarzenia jest dosyć niepewna. Jan Foryś w swojej relacji stwierdza, że wydarzyło się to w drugiej połowie 1942 roku. Jan Ziemba w artykule dla "Biuletynu Stowarzyszenia Miłośników Niepołomic" podaje datę 1 XII 1942 roku. Niezaprzeczalnie jednak od tego wydarzenia wszelkie nauczanie w Niepołomicach nabrało sankcji prawnych.

Dom na ulicy Kościuszki, należący do państwa Wójtowiczów, był pod pewnym względem wyjątkowy. Na komplety w tym domu uczęszczała Danuta Kukuła, dziewczynka z małżeństwa polsko- niemieckiego. Do tajnego nauczania zapraszano tylko osoby pewne, żeby jak najbardziej zmniejszyć ryzyko dekonspiracji, więc wprowadzenie takiego dziecka było raczej rzadko spotykane. W domu tym nauczał dr Jan Ziemba. Oprócz Danuty miał pod opieką dwóch Wójtowiczów, a także Zofię i Andrzeja Sieradzkich.


Dom na ulicy Jagiellońskiej

Udajemy się dalej w stronę centrum, skręcamy w prawo na drugim skrzyżowaniu w ulicę Jagiellońską. Jedziemy prosto aż domu nr 11, należał on w czasie wojny do państwa Mazurów. Jest to kolejny dom, w którym odbywało się tajne nauczanie.

Początkowo w kompletach brały udział wyłącznie dzieci inteligencji, ale pod koniec wojny większość stanowiły dzieci robotników i chłopów. Do końca okupacji znacznie też wzrosła ogólna liczba uczniów, bo aż do 100. Uczyli się oni w 25 lub 23 - w zależności od źródeł informacji - kompletach pod kierunkiem 15 nauczycieli.

Komplety były prowadzone na terenie całej gminy, m.in.: w Staniątkach przez siostry Benedyktynki.


Dom na ulicy Bocheńskiej

Kierujemy się dalej ulicą Jagiellońską, na skrzyżowaniu skręcamy w ulicę Piękną. Dojeżdżamy nią pod Kościół, za stacją benzynową skręcamy w prawo w ulicę Bocheńską. Dojeżdżamy do domu nr 62, należącego w czasie wojny do pana Jana Forysia.

W czasie wojny był to bardzo ważny dom dla uczniów tajnego nauczania. Odbywały się tutaj nie tylko komplety, ale także egzaminy. Egzaminy uczniów z całej gminy, oprócz tych od sióstr Benedyktynek. Prowadził je początkowo Piotr Galas, a następnie profesor Ignacy Czuma. Zanim egzaminy zaczęły się odbywać u pana Forysia uczniowie musieli dojeżdżać do Bochni.

Dom ten odwiedzała zresztą nie tylko młodzież, gdyż znajdował się tu obszerny prywatny zbiór książek. W okresie wojny wypożyczanie książek w języku polskim od osób prywatnych było jedyną możliwością. Hitlerowcy zamknęli biblioteki, a w szkołach przez nich założonych wszystkie publikacje były po niemiecku.

W Niepołomicach znajdowało się kilka takich "bibliotek", u pana Forysia, pana Królikowskiego, profesora Czumy, pana Biernata i oczywiście "biblioteka" złożona z uratowanych przez zniszczeniem książek z przedwojennej, prawdziwej biblioteki. Zainteresowanie takimi bibliotekami było ogromne. Sam pan Biernat zanotował od września 1940 roku aż 1170 wypożyczeń.
KOZIE GÓRKI

Masowy grób z 10-15 XII 1943

Jedziemy dalej ulicą Bocheńską. Wjeżdżamy na drogę nr 75 prowadzącą w stronę Bochni, mijamy ośrodek "Krakowianka" i skręcamy w prawo za parkingiem. Po naszej lewej stronie znajdują się liczne boczne ścieżki leśne, przy jednej z nich można zauważyć znak miejsca pamięci (dwa białe miecze na czarnym tle, pod spodem znicz) w nią należy skręcić. Po przejechaniu 100 metrów jest się przed pomnikiem.

Kozie Górki to część Puszczy Niepołomickiej, Tę okolicę wybrali sobie hitlerowcy w czasie II wojny światowej na cmentarz. Przez cały okres okupacji organizowano tutaj egzekucje dla mniejszych lub większych grup ludzi. Trwało to od listopada 1939 roku do grudnia 1943 roku.

Pierwszą dużą grupą rozstrzelanych na Kozich Górkach byli więźniowie z Montelupich jeszcze w listopadzie 1939. Prawdopodobnie było to w ogóle pierwsze rozstrzelanie na tym terenie.

Największa egzekucja odbyła się tutaj w dniach 10-15 grudnia 1943. Dokładna liczba ofiar jest nieznana, było ich około 1000. Byli to Polacy, jeńcy francuscy i zbuntowani żołnierze włoscy.

Żołnierze ci według miejscowych opowieści byli transportowani pociągiem na front wschodni. Stojąc na jakiejś stacji zobaczyli hitlerowca znęcającego się nad Żydem. Stanęli w jego obronie, a dowództwo niemieckie zdecydowało, że należy ich za to rozstrzelać.

Na masowym grobie posadzono drzewka, aby ukryć miejsce kaźni. Jest ono znane dzięki akcji miejscowego AK, które już następnego dnia podjęło stosowne kroki, by je odkryć. Akcja była okryta tajemnicą.

Po wojnie znajdował się tutaj tylko duży, drewniany krzyż i ślady 3 zbiorowych mogił. Drzewka posadzone przez Niemców zostały usunięte. W latach sześćdziesiątych postawiono tutaj pomnik, który możemy zobaczyć dzisiaj.
Masowy grób Żydowski z 27 VIII 1942

Udajemy się z powrotem na główny trakt leśny i oddalamy się od "Krakowianki". Po przebyciu kilkudziesięciu metrów, po lewej znów pojawia się ścieżka oznakowana jako miejsce pamięci. Na jej końcu znajduje się kolejny pomnik.

Jest to miejsce rozstrzelania około 700 Żydów w sierpniu 1942 roku. Była to cześć Żydów ze zlikwidowanego getta w Wieliczce, reszta została wysłana do obozów w Szebniach i Bełżcu. Tamtego dnia Niepołomiczanie po raz pierwszy zapoznali się z działaniami związanymi z masowym mordem. Niemcy otoczyli tę część Puszczy, żeby nikt nie mógł się wydostać, ani zobaczyć, co robią. Podobnie postąpiono podczas egzekucji w grudniu 1943 roku, ale wtedy kordon nie spełnił swojego zadania. Mieszkaniec Niepołomic obserwował tamtą egzekucje.

W 1942 roku przez Niepołomice przejechały ciężarówki z odsłoniętą paką, na której znajdowali się Żydzi, wśród których rozpoznawano ludzi żyjących w Niepołomicach przed wojną. Wszystkich przewieziono tutaj, kazano im wykopać doły, rozstrzelano i pochowano. Tu także posadzono drzewka.

Obecny pomnik pochodzi z końca lat dziewięćdziesiątych. Jest to drugi pomnik postawiony w tym miejscu. Pierwszy z początku lat sześćdziesiątych został zniszczony.
ZAMACH NA HANSA FRANKA - 29 I 1944

Wracamy na główny trakt i wciąż oddalając się od głównej drogi dochodzimy do skrzyżowania leśnej drogi z asfaltową. Skręcamy w lewo i dochodzimy do wiaduktu.

W tym właśnie miejscu 29 stycznia 1944 roku odziały krakowskiego Kedywu "Błyskawica" i "Grom" próbowały przeprowadzić zamach na Generalnego Gubernatora Hansa Franka, prawą rękę Hitlera w Generalnej Guberni. Człowieka, który kierował mordami na tym terenie. Akcja się nie powiodła. Partyzantom udało się, co prawda wysadzić pociąg, ale Frank nie został nawet poważnie zraniony.

Zamach był przygotowywany od połowy stycznia. W tym czasie do dowództwa Kedywu dotarła wiadomość, że Hans Frank wraz z innymi ważnymi urzędnikami uda się 29 stycznia do Lwowa na przypadające w dniu następnym obchody rocznicy objęcia przez Hitlera urzędu Kanclerza. Zgodnie z planem pociąg miał być wysadzony, a następnie ostrzelany. Broń miała być dostarczona z okręgu.

Na miejsce zasadzki wybrano odcinek toru między Podłężem, a Grodkowicami. W dniu 27 stycznia oddziały Kedywu zakończyły swoje przygotowania, oczekiwano jedynie na broń z okręgu. Na czas oczekiwania oba oddziały planowano zakwaterować w leśniczówce na terenie Puszczy Niepołomickiej, ale po przybyciu na miejsce "Roman" - Władysław Kordula obawiając się dekonspiracji skierował ich do szkoły na terenie Woli Batorskiej.

Patrol minerski w składzie: "Mars" - Zygmunt Kawecki, "Spokojny" - Henryk Januszkiewicz, "Zawała" - Kazimierz Lorys, "Wróbel" - Władysława Wiśniewski, oraz "Koral" - Mieczysław Cieślik, "Zemsta" - Władysław Bajer i Kuba - Zbigniew Kwapień dotarli na miejsce na szóstą wieczór. Oczekiwali ich tam "Wąsacz" - Stanisław Więckowski i "Powolny" - Ryszard Nuszkiewicz. Od razu stwierdzono, że okręg nie wywiązał się z zobowiązań i dostarczył tylko niewielka część obiecanej broni. Na dodatek oddziały partyzanckie docierały na miejsce dopiero o ósmej, z powodu częstych patroli niemieckich. W tej sytuacji dowództwo tzn.: "Wąsacz" i "Powolny" zdecydowało o odwołaniu ostrzelania pociągu. W związku z tym odesłano broń wozem, którym przybyła z powrotem do Wrząsowic. Oddziały zaś opuściły teren i udały się w kierunku Łapanowa.

Do wykonania zadania pozostało dziesięciu ludzi. Nazwiska dziewięciu z nich znajdziecie na pomniku upamiętniającym zamach przy wiadukcie, są to: "Wąsacz", "Koral", "Powolny", "Spokojny", "Mars", "Wróbel," "Zawała" "Kruk", oraz "Zemsta". Na miejscu pozostał według Włodzimierza Rozmusa także niepodany z imienia i nazwiska "Wrak".

Ładunek podłożono około 40 metrów na zachód od wiaduktu. Około godziny dwudziestej trzeciej "Kruk" zasygnalizował zbliżanie się właściwego pociągu. "Mars" nacisnął rączkę zapalarki. Wybuch wykoleił parowóz, trzy następne wagony i wagon służbowy. Po chwili ochrona pociągu otwarła ogień. "Zemsta" i "Kruk" udali się do Niepołomic, zaś reszta grupy do Raciborska. W tym czasie oddział niepołomickiego Kedywu "Pomost" pod dowództwem Antoniego Rojowicza "Brzozy" oddał koło Wisły parę strzałów i spuścił na rzekę dwie łodzie. Działania te miały na celu przekonanie oddziałów hitlerowskich, że zamachowcy udali się w innym kierunku niż rzeczywisty. Akcja zmylenia udała się. SS-manów, którzy przybyli do Niepołomic następnego dnia poinformowano, że jakaś banda około północy przekroczyła Wisłę. Mimo, że niemieckie oddziały znalazły ślady prawdziwego odwrotu nie udało im się ująć zamachowców. Według informacji uzyskanych później przez wywiad AK w wyniku zamachu zmarły trzy osoby, piętnaście zostało poważnie rannych, a dwudziestu siedem lekko. Zniszczenia były usuwane przez osiemnaście godzin przez trzysta pięćdziesiąt osób, a w tym czasie sześćdziesiąt jeden pociągów opóźniło się.

W dzień wyjazdu Hans Frank wygłosił do młodzieży niemieckiej przemówienie z okazji rocznicy, podkreślając w nim m.in. spokój panujący na terenach okupowanych. Kilka godzin później sam się przekonał, jak wygląda spokój w okupowanej Polsce.

Pomnik został postawiony w okresie Polski Ludowej, a w 1992 roku Rada Miejska go odnowiła.


Miejsce rozstrzelania 50 Polaków

Teraz należy skręcił w prawo, w leśną drogę koło pomnika i udać się aż do skrzyżowania się dróg Wiejska, Jodłowa i Na Przystanek i skręcić w tę ostatnią. Następnie drogą Za Torem i ulicą Polną dociera się do drogi głównej Niepołomskiej, należy nią jechać w stronę Wieliczki aż do skrętu w ulicę Trawniki, tuż przed "Mostem żelaznym" - jest to nazwa miejscowa, w rzeczywistości jest to kolejny wiadukt. Po prawej znajduje się pomnik.

Upamiętnia on rozstrzelanych pod mostem 50 Polaków. Miejsce to jest nierozerwalnie związane z naszym ostatnim postojem. Tych ludzi rozstrzelano w odwecie za zamach na Hansa Franka. Egzekucja odbyła się 3 lutego 1944 roku. Ofiary zostały przywiezione z Krakowa, z więzienia na Montelupich.

Stając tutaj należy także wspomnieć o osobach z okolicy, które wskutek donosu zostały aresztowane. Zostały one rozstrzelane w pierwszej akcji odwetowej 1 lutego. Liczba ofiar tej pierwszej egzekucji różni się w zależności od źródeł, najczęściej wymieniane są 32 osoby. Miejsce ich śmierci i grobu jest nieznane.

POMNIK

Zawracamy w stronę Niepołomic. Jedziemy ulicami: Niepołomską, Wielicką i Kościuszki do rynku. Skręcamy w ulicę Parkową, po prawej znajduje się pomnik. Został on postawiony w 1968 roku. Jest to hołd Niepołomiczan dla ludzi walczących w latach 1939-45 o wolna Polskę, szczególnie tych z naszej okolicy.



Na bocznych postumentach znajdują się nazwiska osób z okolicy, których wkład w walkę był szczególnie wielki i znany. Ale było też wielu innych, którzy ryzykowali swoje życie w Niepołomicach i okolicy, albo z dala od swojego domu, wśród nich ludzie, którzy nigdy się nie ujawnili.

Jednym z nich był Józef Czuma. Na początku wojny był żołnierzem w służbie czynnej i jak wielu jego kolegów po klęsce wrześnie nie wrócił do domu, ale przedostał się do Anglii.

Wrócił, a raczej zrzucono go powrotem do Polski w nocy z 17 na 18 lutego 1943 roku, podczas operacji Floor w ekipie XXI. „Skryty”, bo taki pseudonim przybrał Czuma jako cichociemny, jeszcze tylko raz zawitał do rodzinnych Niepołomic. Właśnie w pierwszym kwartale 1943 roku, aby osobiście powiedzieć najbliższym, w tym narzeczonej, że wrócił do kraju.

Na stałe mieszkał w Warszawie. Był jednym z dowódców tamtejszego Kedywu. Podczas przygotowań do jednej z akcji został aresztowany 12 VII 1944. Dalszej jego historii, nigdy nie poznano. Prawdopodobnie został rozstrzelany pod jakimś murem i zakopany. Jednakże pewności, co do tego nigdy nie było, więc rodzina jeszcze długo po wojnie wypatrywała jego powrotu.

Najważniejsze słowa znajdują się jednak na środkowym postumencie. Zawierają one przesłanie, które pokazuje sens tamtej walki, tamtych śmierci i ofiar, a także powód, dla którego tworzy się szlaki takie jak ten. Po prostu, aby nowe pokolenia nie zapomniały, że ci wszyscy ludzie:

ZGINĘLI, ABYŚMY MOGLI ŻYĆ.








©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna