Syndyk zarzucił Stowarzyszeniu Wspierania Spółdzielczości Finansowej im



Pobieranie 35,33 Kb.
Data25.02.2019
Rozmiar35,33 Kb.


Czy aferę SKOK Wołomin ominie dobra zmiana?
Wszystko wskazuje na to, że tak, bo wciąż aktualny jest rozkaz: Nic w tej sprawie się nie da zrobić, spocznij, odmaszerować

"Realna krzywda konkretnych obywateli...krzywda obywateli, za którymi Państwo nie stanęło...ale My tej sprawy tak nie zostawimy ponieważ PiS zawsze będzie stało po stronie Polaków" – te mocne, pełne troski słowa usłyszeliśmy niedawno z ust Pani Premier w związku z rozliczeniem 8 lat rządów PO-PSL. Choć nie dotyczyą one, niestety afery SKOK Wołomin, to właśnie ta afera, a ściślej reakcja Państwa na patologie w postępowaniu upadłościowym wołomińskiej kasy dziejące się tu i teraz, stanie się prawdziwym probieżem uczciwości obecnej władzy w stosunku do zwykłych obywateli. Jak na razie Państwo nie zdaje egzaminu, a syndyk zachęcony opieszałością prokuratury prowadzacej śledztwo w sprawie nieprawidłowości w postepowaniu upadłosciowym, sięga do kieszeni 85 tyś rzeszy członków SKOK.
Resume postępowania upadłościowego
Przypomnijmy, że upadłość dwóch spółdzielczych instytucji finansowych SKOK i SkBank które łączy szyld “Wołomin” doprowadziła w wyborczym roku przełomu 2014/2015 do opustoszenia rezerwy środków gwarantowanych państwa. Z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego wyparowało w ciągu niespełna roku blisko 5mld zł, czyli połowa stanu posiadania. To nie całkowite koszty afery finansowej, zostają jeszcze poszkodowani członkowie SKOK, w tym małe firmy, które do tej pory nie odzyskały oszczędności chodź majątek upadłej kasy na to pozwala. Istotne koszty społeczne największej w historii Polski afery finansowej to swoisty “Program 500 minus“, bo tyle będzie musiał do tej zabawy w bankowość dopłacić statystyczny klient banku lub kasy. Równie niewyobrażalne są straty bilansowe w przypadku samego SKOK Wołomin. Przyponmijmy, że z porfela kredytowego wartego księgowo blisko 3 mld zł wyprowadzono w wyniku działalności przestępczej 2,75 mld zł. Jak to możliwe, że pod ścisłym nadzorem tak restrykcyjnej wobec SKOKów Komisji Nadzoru Finansowego, ze skarbca, ukradziono praktycznie wszystko. Kilka miesięcy temu prokuratura wszczyna wreszcie śledztwo w sprawie nieprawidłowości ze strony nadzoru KNF. O jego wynikach nie wiemy jeszcze nic.

W interesie społecznym najistotniejszy jest jednak nadzór nad prawidłowym przebiegiem postępowania upadłościowego kasy, od jego bowiem przebiegu zależy ile środków uda się odzyskać i czy sprawcy afery zostaną ukarani. I czy przypadkiem nie stworzone zostaną warunki do zalegalizowania ogromnych kwot w obrocie gospodarczym. Jak do tej pory grupie przestępczej związanej z WSI przypisuje się wyłudzenia na kwotę 1mld zł z zawrotnej sumy 2,75mld, której brakuje w kasie. Do zamknięcia bilansu strat Wołomina brakuje zatem jeszcze 1,75 mld zł. To nie spłacane kredyty, co do których wciaż nie ma zarzutów prokuratury o wyłudzenie lub przywłaszczenie. Kto za tymi gigantycznymi pieniędzmi stoi? Tu zapewne leży drugie dno afery nazywanej w środowisku odpowiedzialnych za nią służb specjalnych “Operacją Wołomin”. Jak mówi złodziejska maksyma: “Nie sztuką jest ukraść, sztuką zalegalizować”. To pod presją tych ogromnych kwot, doświadczony syndyk i młody sędzia komisarz tak często popełniają błędy. Czy to przypadek, że dokładnie te same osoby prowadziły upadłość spółki grupy Amber Gold? Z zawiadomienia Stowarzyszenia reprezentujacego 700 poszkodowanych deponentów SKOK prowadzone jest śledztwo prokuratorskie w stosunku do syndyka i sędziego. Okazuje się ono tak nieskuteczne, że działania prokuratury w tej sprawie przypominają jako żywo unikanie dojścia do prawdy w aferze Amber Gold, której kulisy ujawnia obecnie sejmowa komisja śledcza. Syndyk i sędzia wielokrotnie dopuszczali się naginania prawa od początku postępowania SKOK cały czas próbując usilnie doprowadzić do sprzedaży wartego księgowo 3 mld zł portfela kredytowego bez transparentnego przetargu bankowi, lecz wielu firmom windykacyjnym z tzw wolnej ręki. Dopomagał im w tym opiniami prawnymi kierowanymi do sadu, prezes Bankowego Funduszu Gwarancyjnego J. Pruski (doradca ekonomiczny, patrona WSI B. Komorowskiego). Jest to działanie na szkodę większości wierzycieli, ale cel uświęca środki. Do tego stopnia, że nowy prezes BFG Z. Sokal, pochodzacy z szeregów wydawałoby się “dobrej zmiany” uzyskał ostatnio “milczącą zgodę“ Ministerstwa Sprawiedliwości na niezgodne z prawem zakończenie postępowania upadłosciowego. Na skutek tej decyzji stanowiącej w istocie bezprawny zabieg kreatywnej księgowości przedsiębiorstwo SKOK zostanie sprowadzone do wartości ujemnej oraz podjęta zostanie kuriozalna, jedynie formalna próba jego sprzedaży. Po to aby go faktycznie nie sprzedać instytucji będącej pod ścisłym nadzorem finansowym lecz rozdzielić “z wolnej ręki” między windykatorów.

Taki scenariusz przewidują pełniący w tej nie równej bitwie, rolę Spartan pod Termopilami, przedstawiciele Stowarzyszenia Wspierania Spółdzielczosci Finansowej im. Św. Michała, reprezentujacego poszkodowanych. Byłby to namacalny dowód, że Państwo polskie mimo “dobrej zmiany” istnieje tylko teoretycznie.

I okało się że św Michał, bo tak nazywane jest Stowarzyszenie w sferach parlamentarno-rządowych, ma zdolnośc jasnowidzenia. Możecie Państwo nie wierzyć, ale do ostatniej kropki tekst tego artykułu pisany był w połowie stycznia br. i była to bardzo ważna kropka, można powiedzieć kropka nad i. Bo w tydzień później przedstawiciele Stowarzyszenia, będęcego stroną w śledztwie prowadzonym przeciwko syndykowi i sędziemu, otrzymują zawiadomienia o jego umorzeniu.


Ujawniamy kulisy postępowania sprawdzajacego prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga, czyli “nic się w tej sprawie nie da zrobic” po raz wtóry.
Na poczatek słowo wyjaśnienia co do zawiłej tresci śródtytułu. Tę wiekopomną tezę że “nic się w tej sprawie nie da zrobić" wypowiedział blisko 2 lata temu, bardzo dobrze poinformowany i wysoko postawiony urzędnik państwowy. Kluczowa jak się potem okazało postać w ciagu patologii nazywanym szumnie postępowaniem upadłościowym, prezes BFG i doradca ekonomiczny Prezydenta Komorowskiego, Jerzy Pruski. Pośrednikiem w kontaktach z prezesem Pruskim, był prezydencki minister Tomasz Nałęcz. Tę samą tezę, w sposób zawoalowany, usłyszeliśmy już po dobrej zmianie, w październiku 2015, na spotkaniu z dopiero co mianowanym doradcą ekonomicznym Prezydenta Dudy, Zdzisławem Sokalem. W sposób jawny nowy doradca wyartykułował swoje poglądy już po mianowaniu go prezesem BFG, na spotkaniu ze Stowarzyszeniem w maju 2016. Wtedy stało się jasne, że nie ma żadnej zmiany w stanowisku BFG, a nowy prezes podpisuje się obiema rękami pod poczynaniami swojego poprzednika. Przypomnijmy, że te działania to wnioski sądowe, zmierzajace do pozbawienia deponentów prawa do wierzytelności i bezprawnej sprzedaży majątku Skok Wołomin, z pominięciem procedury przetargu. Działania te nawet przez sąd z czasów złej zmiany, w osobie sędzi komisarz M. Brzozowskiej, uznane zostały za bezpodstawne. Kabaretowy przebieg kilkukrotnych spotkań z nowym prezesem BFG i jego starym zarządem, gdzie panowie próbują udowadniać karkołomne tezy, że BFG działa w postępowaniu upadłościowym w interesie publicznym również...kosztem pozbawienia obywateli prawa do własności, zasługują jak nie na uwiecznienie w filmie Barei, to przynajmniej pointę Jerzego Dobrowolskiego dla Z. Sokala: “Kierunek dobry, tylko przeciwny, chłopie”.

Ten kabaretowy klimat bedzie towarzyszył też tak poważnemu zjawisku jak śledztwo prokuratorskie, od momentu gdy na scenę wkracza, delegowany z rejonu, młody prokurator Gabriel Żuławski. Zaczęło się jednak na poważnie, bo doświadczony prokurator, Krzysztof Masło, chluba ministra Ziobry, chciał “przyłożyć” syndykowi i sędziemu, bo po to w końcu nie oddalił metodą "amber gold" zawiadomienia lecz wszczął postępowanie. Właśnie wtedy został niespodziewanie....awansowany. I dalej, poszło jak po maśle.

Wracając do genezy śledztwa, przyczynek do złożenia zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa stanowiły wydarzenia z przełomu roku 2015/16 kiedy dysydenci postępowania upadłosciowego czyli BFG pod wodzą jeszcze Jerzego Pruskiego i odmłodzony skład teamu syndyk-sędzia komisarz, próbowali nadać sprawie nagłego przyspieszenia, spanikowali nie przeczuwając, że nadciagająca dobra zmiana, nie bedzie dla nich aż taka niedobra. I co wymyślili? Na początek wprowwadzili do gry nowego zawodnika. To młody sędzia Arkadiusz Zagrobelny, bardzo zgrany z syndykiem Lechosławem Kochańskim, przy okazji utylizowania afery Amber Gold. Jest nowy człowiek, są nowe pomysły. Od tego momentu (grudzień 2015) prowadzenie upadłości nabiera nowego, niespotykanego w praktyce prawnej wymiaru. Postanowienia poprzedniej sędzi-komisarz, są anulowne i wprowadzane w życie nowe autorskie pomysły młodego sędziego, a nad tym wszystkim czuć dobrego ducha upadłości, stary zarząd BFG. Do apogeum innowacyjności dochodzi w momencie, gdy nasi bohaterowie dostają rozdwojenia jaźni i przejmują rolę parlamentu, chcąc zmienić na posiedzeniu w tym celu powołanej fasadowej rady wierzycieli, prawo upadłościowe. Wyjazdowe posiedzenie sejmu, ma mieć miejsce 25 lutego 2016 w siedzibie syndyka, gdzie BFG ma samo sobie zatwierdzić zgodę na schowanie pod dywan wstydliwego portfela kredytowego SKOK Wołomin czyli jego sprzedaż w częściach i z wolnej ręki windykatorom. Przewidując taki obrót sprawy Stowarzyszenie miesiąc wcześniej składa do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez funkcjonariuszy publicznych. Na kanwie tych wydarzeń, dzięki kontaktom medialnym liderów Stowarzyszenia, dowiadują się o tej wyrafinowanej próbie tzw. szybkiej ścieżki upadłościowej z ominięciem prawa, najwyższe czynniki polityczne, w tym prezes Jarosław Kaczyński. Jako prawnik dostrzega bezczelność potencjalnych przestępców w dżinsach i togach, i tylko prawdopodobnie dzieki jego interwencji, zaplanowana na 25 lutego 2016 pomyłka sądowa nie dochodzi do skutku. Pseudo rada wierzycieli zbiera sie w tym dniu tylko po to w siedzibie syndyka, pod którą protestują członkowie SKOK, aby odroczyć na wniosek BFG posiedzenie do 1 marca. Zupełnie przypadkiem, w tym dniu mamy spotkanie z wiceministrem finansów Piotrem Nowakiem, który zapewnia, że możemy być spokojni o los postępowania upadłosciowego, albowiem, dzień wcześniej zebrała się Rada BFG w odnowionym składzie i wydała rekomendację zarządowi BFG aby ten prawa upadłościowego jednak nie próbował zmieniać. To crime story z najwyższej półki, sięgajace szczytów władzy. Można powiedzieć parafrazując Winstona Churchila, że nigdy w historii tak niewielu zwykłych ludzi nie pozwoliło ukraść tak wiele zawodowym gangsterom rodem z PRL-wskich służb.

Nie zapominajmy, że sprzedaż w częściach do droga do legalizacji całego blisko 3 mld zł łupu, ukradzionego ze SKOK Wołomin. Napięcie towarzyszace tym wydarzeniom, ich dramatyzm, łącznie z pogonią po korytarzach Sądu Gospodarczego przy Czerniakowskiej, za sprawcą zamieszania sędzią Zagrobelnym, ekip telewizyjnych, nie pozostawia złudzeń. Poseł Antoni Macierewicz miał rację. Rok wcześniej ostrzegał nas, że środowisko służb specjalnych rodem z WSI, to wciąż bardzo wpływowi ludzie, a wiedział co mówi, w końcu sam ich weryfikował. To prawda “resortowe dzieci” są wszędzie. Poczciwa agentura czeka na rozkazy w sądach, prokuraturach, BFG, KNF-ach i Ministerstwach. Doświadczyliśmy tego przez dwa lata walki o swoje prawa, na własnej skórze. Na potwierdzenie tej tezy, przytoczę tylko ironiczne pytanie dysydenta PSL, znającego aferę, min. Sawickiego, rzucone w naszą stronę, na starcie dobrej zmiany: “Co, lepiej za PIS-u?” Oczywiście, jak mawiał J.Dobrowolski ogladając Dziennik Telewizyjny: “Ten Pan ma rację”. Przecież prezesa Kaczyńskiego, można do swoich racji przekonać, przestraszyć np. stratą wizerunkową, "bo PIS to SKOKi". To tylko kwestia profesjonalnego doradztwa. Jest z czego płacić doradcom, z samej upadłości SKOK i SKBank uzbierało sie 6 mld zł, a do tego dochodzi jeszcze utrata rynku przez sektor SKOK, pod rządami ustawy z 2012 r, warta blisko 20 mld zł. Dlatego to chwilowe oddanie pola przez dysydentów upadłości Wołomina, traktować należało jako przegrupowanie przed decydujacą bitwą i grę na czas.

Potwierdziło tę tezę w pełni postępowanie sprawdzające, prowadzone przez młodego adepta prokuratury Gabriela Żuławskiego. Prokurator Masło, zanim został od sprawy odsunięty, przewidywał zakończenie postępowania w ciagu 3-mcy. Jego następca ciagnął sprawę blisko rok, ale jak deklarował jego przełożony, gwoli uspokojenia poszkodowanych po zmianie prokuratora prowadzącego, był bardzo rzetelny. Niewątpliwie, widać to po owocach, uzasadnienie umorzenia sprawy liczy 68 stron i jest wyjatkowo rzetelną dupo krytką dla syndyka. Większość przesłuchań kluczowych świadków tj. prezesa i członków zarządu BFG, byłego prezesa J. Pruskiego, dwóch syndyków , urzedników Min. Sprawiedliwosci i Finansów, odbywała się w formule swobodnej wypowiedzi świadka, na koniec zaś padało standardowe pytanie:


  • Czy ktoś wpływał na Pana decyzje?

  • Oczywiście, że nie.

  • Dziekuję. Do widzenia.

Tak można schrakteryzować plan śledztwa, które było jedyną prawną drogą do odsunięcia syndyka od sprawy, a więc śledztwa niezwykle ważkiego. Kolorytu przesłuchaniom dodało jedynie uczestnictwo w charaktere strony przedstawicieli Stowarzyszenia w końcowym etapie śledztwa. Nagle okazało się że syndyk nie bardzo orientuje sie w prawie upadłościowym, prezes BFG Z.Sokal na większość pytań odpowiada tak jak by ich nie rozumiał, a autor analizy prawnej Ministerstwa Sprawiedliwosci, sędzia Szczepanik sam zaprzecza swoim wydumanym tezom, prywatnie zaś zna się z sędzią Zagrobelnym z pracy i czasasmi chadzają do kina i do teatru. Jednym słowem kino i teatr na kółkach.

Pozostaje w tym miejscu pogratulować prokuratorowi Święczkowskiemu, że zapowiadany przez niego na spotkaniu ze Stowarzyszeniem w czerwcu 2016, zespół prokuratorów, przydzielonych do wątku upadłościowego afery SKOK Wołomin, przeszedł najśmielsze oczekiwania. Ten dwuosobowy zespół, bo nie wspomnieliśmy jeszcze o przerażonej prok. Agnieszce Nowak-Pietrusze formalnie uczestniku postępowania z ramienia prokuratury, to kabaret najwyższych lotów. Motto tego zespołu to wersja soft, przesłania głównego dysydenta tej upadlości, J Pruskiego. “ Nic się w tej sprawie nie da zrobić ale udajemy, że coś robimy”.


Tło polityczne afery za czasów złej i dobrej zmiany z katastrofą Smoleńską, jako okazją, która czyni złodzieja.
Początków afery finansowej, należy szukać w czasach prac nad nowelizacją ustawy o SKOK, czyli w latach świetności koalicji PO-PSL i światowego kryzysu bankowego. To nawet logoczne, że lokalne struktury światowej banksterki wymyśliły dla odrobienia strat zaoranie sektora spółdzielczego w Polsce. W intersie "społecznym" wciągnęto system SKOK pod restrykcyjny nadzór KNF, stwarzając gorsze warunki funkcjonowania dla drobnej spółdzielczosci niż nawet dla dużych komercyjnych banków. Można było dzięki tym baksterskim zabiegom, i zarobić i zlikwidować źródła finansowania PIS, bo przecież PIS to SKOK-i. Poza tym dlugofalowy plan koalicjantów przewidywał odpalenie przedwyborczego balona, w którym poszybują w kosmos notowania tropicieli piramidy finansowej SKOK, czyli dzielnych koalicjantów PO-PSL. Jednocześnie pieczołowicie utuczony “koń trojański pt. SKOK Wołomin”, miał pogrążyć prawą stronę sceny politycznej. Przedwyborczy balon, chłopcy z WSI nadmuchali do niebotycznych rozmiarów blisko 3mld zł, a dzielny KNF, zauważył to dopiero u progu kampanii prezydenckiej, w listopadzie 2014 r. Nadzorca, przypadek bez precedensu, dopiero po aresztowaniu całego zarządu Wołomina, wprowadza zarząd komisaryczny. Efekt polityczny murowany, chociaż KNF to w założeniu instytucja apolityczna.

Kilka słów wyjaśnienia, jakimi metodami stara poczciwa bezpieka ”skroiła” SKOK Wołomin. Pomysł był prosty. Bierzemy kilku pozorantów i robimy zarząd. Ten zarząd to wybitny absolwent Szkoły Oficerskiej Wojsk Pancernych w Pile i żołnierz WSI kpt. Piotr P. i równie wybitny finansista, znający się też na strzyżeniu baranów, Mariusz G.. Ci dwaj gwiazdorzy mają takie, jak to mawia Min. Macierewicz “wpływy”, że w już w początkowej fazie zaganiania owiec, czyli masowego ściągania depozytów z rynku zostają producentami filmowymi. Film “Bitwa Warszawska 1920r”, pierwsza w Polsce produkcja 3D, to ich dzieło. Trzeba przyznać że “stare Kiejkuty” nie mają opamiętania, wykorzystują dla kasy najchlubniejsze karty tradycji narodowej. Reklama filmu głosi wszak, że SKOK Wołomin to polski kapitał, z grubsza sie zgadza, tyle że kradziony Polakom. Z naszymi bohaterami w świetle jupiterów wygrzewa się cała światła elita PO-PSL, łącznie z patronem WSI, Prezydentem Komorowskim. Ma to miejsce na hucznej premierze super produkcji, pod koniec roku 2011, w Teatrze Narodowym, w Warszawie. SKOK Wołomin błyszczy, światłem odbitym całej elity politycznej, jako objawienie sektora finansowego.

Jak do tego mogło dojść i na czym polegała wyjątkowa okazja na SKOK stulecia, która nadarzyła się po katastrofie Smoleńskiej. To proste, choć wymaga niesamowitego tupetu i bezwzględnosci, charakterystycznej tylko dla polskojęzycznej wspólnoty rozbójniczej zainstalowanej tu od 1944r. Tylko służby specjalne rodem z PRL są skłonne robić biznes na czyjejś śmierci. Nie ma przeciwnika ustawy o SKOK, prezydenta Kaczyńskiego, więc jego następca szybko załatwia sprawę. Nie ma prezesa NBP Sławomira Skrzypka, więc nie dziwi błyskawiczy powrót Jerzego Pruskiego na stanowiska szefa BFG i doradcy Komorowskiego. W krótkich żołnierskich słowach, całkowite panowanie, na ziemi, na wodzie i w powietrzu, polskiego państwa, przejmuje koalicja PO-PSL. Pod koniec 2010r w zarządzie Wołomina zainstalowany jest już kpt.Piotr Polaszczyk i z błogosławieństwem, wszelkich możliwych służb i urzędników nadzoru, zaczyna rozkręcać biznes. Początkowo pod nadzorem Kasy Krajowej SKOK, a od października 2012, już pod okiem KNF. Miliardy wyjeżdzają z Wołomina ciężarówkami, a tuczy się na tym nie tylko poczciwe WSI, ale wszelkie legalnie działajace służby specjalne. Bowiem oprócz 1mld ukradzionego przez tę formację, cały czas zdaniem śledczych blisko 2mld przywlaszczyli nieznani sprawcy. Okazuje się póżniej że ci sprawcy, dzięki sprawnemu syndykowi i staraniom BFG, które w postępowaniu upadłościowym zdaje się pełnić rolę pasera, pozostaną nieznani do końca.

Można postawić tezę, że na skutek katastrofy Smoleńskiej zabrakło filarów stabilności finansowej państwa, prezydenta Kaczyńskiego i prezesa Skrzypka i ktoś ten fakt bezwzglednie wykorzystał, w myśl maksymy: Okazja czyni złodzieja. Gdyby nie to zrządzenie losu możliwe, że afera by się w ogóle nie wydarzyła, a już napewno nie miała by tak niebotycznych rozmiarów i opłakanych skutków społecznych.

Ci ludzie pozostawili swój testament polityczny, który zobowiązuje przynajmniej nas zwykłych ludzi nie majacych z polityką do czasów traumy jaka nas dotknęła, nic wspólnego, panie Ministrze Ziobro i Prokuratorze Święczkowski. Dlatego domagamy się od dwóch lat, aby Państwo Polskie stanęło na wysokosci zadania, wyjaśniło aferę i ukarało winnych. I to nie jest kwestia tych paru zł które nam ukradziono. Sprawy zaszły za daleko, teraz to kwestia honoru. Św pam. Prezydent Kaczyński, przewidział fatalne społeczne skutki nowelizacji ustawy o SKOK, dlatego ją wetował. Prezes NBP Sławomir Skrzypek, miał odwagę usuwać ze świecznika, ludzi do których nie miał zaufania, takich jak J.Pruski, bo wiedział czym to się może skończyć dla bezpieczeństwa finansowego państwa. Zabrakło tych nazwisk niestety i jest to strata niepowetowana. Niestety panowie Ziobro i Święczkowski, daleko wam do nich, nie jesteście w stanie jak dotąd, podjać skutecznej walki z tymi, którzy drwią z ich dorobku i kończą aferę SKOK Wołomin już pod waszymi rządami. I niech Pan – przynajmniej Panie Min. Ziobro nie mówi przy następnym spotkaniu, żeby Panu przypomnieć co oznacza skrót BFG, łatwo zapamiętać, rymuje się z KGB.


  1. Epilog

Podsumowując bilans strat, afera SKOK Wołomin z przyległościami, czyli upadłość SKOKu i SKBanku z Wołomina kosztowała społeczeństwo w przedwyborczym roku przełomu 2014/15 ponad 5mld zł. Niewiele mniejsza kwota wyparowała z BFG i musi zostać do tej skarbonki przez nieświadomych klientów banków i kas wpłacona. Dodatkowy koszt to utrata 2/3 rynku przez sam tylko sektor SKOK. W wartościach bezwzględnych to ok 10 mld zł. W sumie 15 mld zł realnej wymiernej straty finansowej społeczeństwa, dotykającej tych z reguły najbiedniejszych uczestników rynku. Czy to dużo? Sporo, zważywszy że ostatnia głośna afera „ArtB”, kosztowała Polaków raptem 400 mln. Jednak nie na tyle dużo aby politycy opcji zstępującej {PO} jak i wstępującej {PIS}, mieli ochotę zajać się nią na poważnie. Z perspektywy blisko 2 letniej walki garstki poszkodowanych członków SKOK, reprezentowanych przez Stowarzyszenie, powód tej niemocy rządzących jest prosty, to się zwyczajnie nie opłaca.

Tyle o wymiernych stratach finansowych uderzajacych w tę z reguły najbiedniejszą część społeczeństwa. Do poruszenia pozostaje problem, co się stało z wartymi 20 mld zł klientami SKOK? Otóż jak wynika z opracowania prof.Grazyny Ancyparowicz, większosć z nich zostało klientami instytucji parabankowych, które w Polsce dziwnym trafem mają swoiste eldorado. Mariaż z tym sektorem, kończy sie często dla nieświadomych uboższych z reguły klientów, utratą wszelkich dóbr materialnych, łącznie z mieszkaniem.

Takim właśnie celom posłużyła nowelizacja ustawy o SKOK, wetowana przez śp. Prezydenta Kaczyńskiego, nie bez powodu. Umożliwiła również wykonanie popisowego numeru służb specjalnych pt: “Operacja Wołomin”, aby uzyskać zamierzony efekt polityczny i finansowy, kosztem nieświadomego społeczeństwa.



Na zakończenie pozostaje przytoczyć słowa wiceprezesa PIS, Antoniego Macierewicza, wypowiedziane na spotkaniu ze Stowarzyszeniem w kwietniu 2015 r, tuż przed wyborami prezydenckimi. Po wysluchaniu relacji o patologiach w postepowaniu upadłościowym, Pan prezes Macierweicz oświadczył: “Gwarantuje Państwu że jak Duda wygra, odzyskacie ukradzione wam pieniądze i wyjaśnimy aferę.” Niestety mimo dwóch lat naszej walki o swoje prawa, powyższa deklaracja likwidatora WSI, pozostaje wciąż w fazie obietnicy wyborczej. Ważniejsza od elementararnej uczciwościi okazuje się być nienaruszalnośc interesów ludzi służb specjalnych i ich urzędniczej agentury.
Informujcie Państwo o tej aferze swoich posłów, nie poddawajmy się bez walki. Nieuzasadnione prawnie sięganie do kieszeni członków SKOK, przez syndyka powinno być masowo napiętnowane. Domagajmy się powołania niezwłocznie komisji śledczej do wyjaśnienia patologii w postępowaniu upadłościowym SKOK Wołomin, które toczy się tu i teraz. Więcej informacji na witrynie Stowarzyszenia Wspierania Spółdzielczości Finansowej www.swsfsm.pl
Marcin Karliński








©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna