Str. 1 Wśród nas- gimnazjalistów



Pobieranie 0,69 Mb.
Strona1/4
Data20.03.2018
Rozmiar0,69 Mb.
  1   2   3   4

· Aczkolwiek · Str. ·


T
W NUMERZE
Wstęp............................................................str.1

Wśród nas- gimnazjalistów

Bieg powstańczy!…………………………………………str.2

Piłka, muzyka i słodycze.…………………………….…tr.3

Wyborcza adrenalina…………………………………..str.6

Zajęcia pozalekcyjne- Czy warto?………………...str.8

Śladami naszego patrona………………….…………str.8

Wywiad z p. Sikorskim…………………….…………str.10

Andriolli od kulis……………………………………..…str.11

Etnograficzne spotkanie………………………..……str11

Niekoniecznia wzgarda?………………………….…str.12

Ratownik medyczny………………………………..…str.13

Skate- czyli kto?............................................str.15

Dzień Dobroci dla Gimnazjalistów……….…...str.15

Satyry

Męka szkolnej egzystencji……………………….…str.16

Nie ujdzie Wam to płazem!..........................str.18

Nadzwyczajny świat gimnazjalisty…………….str. 19

O Marcelinie, Andrzeju i barmanie…………....str.20

O zrywaniu się przed południem, kawie….…str.21

Wyzwania współczesnej żony modnej……….str.22

Twórczość czytelników

Agrafka…………………………………………………..….str.22

Historie przedmiotów………………………………..str.23

Felietony…………………………………………………...str.26

(nie)Tolerancja dla stereotypów………………..str.30

Wybuchowa ewakuacja………………………….….str.31

Wiersze………………………………………………….…str..33
owarzysze szkolnego boju!

Już jest! Po długim oczekiwaniu, ukazał się wreszcie pierwszy w tym roku, numer „Aczkolwiek”! Część z Was, czyta po raz pierwszy naszą prasę, więc utwierdzę Was w przekonaniu- czas poświęcony na lekturę tej na pewno nie jest czasem zmarnowanym. Możecie dowiedzieć się z tej gazet, m.in. co dzieje się w szkole i w okolicy, między nami- gimnazjalistami, możecie przeczytać recenzje, które zachęcą Was do przeczytania jakiejś książki, obejrzenia filmu, posłuchania muzyki, czy wybrania się na ciekawą wystawę lub spektakl. Prócz tego czekają na Was felietony- zawsze ciekawe, często o tematach kontrowersyjnych oraz dzieła naszych uczniów, która być może i Was zainspirują do tworzenia.

Jedno warto podkreślić- „Aczkolwiek” tworzone jest przez uczniów dla uczniów. Wprawdzie istnieje redakcja, ale nawet jeśli nie chcesz do niej należeć, a uważasz, że warto o czymś napisać – możesz stworzyć artykuł lub zasugerować temat (poprzez skrzynkę pocztową do naszej redakcji w bibliotece, wysyłając maila na adres na dole strony lub kontaktując się z którymś z redaktorów). Możecie pisać o czymkolwiek chcecie, byle kulturalnie!; O ulubionej muzyce, filmie, Zlocie Fanów Klocków Lego, o tym, że hodujecie dziobaki albo o wycieczce do Szanghaju- każdy temat opisany w interesujący sposób przyjmiemy.

Spotkania redakcji w tym roku odbywają się w czwartki, na 9. godzinie lekcyjnej w sali nr 12. Wszystkich chętnych do wspólnej zabawy i pracy nad tworzeniem „Aczkolwiek” gorąco zapraszamy- nie tylko osoby bardzo dobrze piszące, do wprawy dochodzimy po jakimś czasie . Prócz tego potrzebujemy rysowników, którzy ubarwią numery swoimi malunkami.
K
Redakcja

Redaktor naczelny: Kamila Winnicka

Zastępca redaktora naczelnego: Weronika Gałązka

Redaktorzy: Patrycja Daniłowska,

Kinga Konstantyn, Dominika Olszewska, Aleksandra Dąbała, Magdalena Kozioł,

Dominik Matyśkiewicz, Krystian Lewiński

Opieka nad grupą:

p. Dorota Konstantynowicz- Bogłowska



Korekta: p. Dorota Konstantynowicz- Bogłowska

Skład i opieka techniczna: Kamila Winnicka

Dziękujemy

  • p. Łukaszowi Poszalskiemu, Aleksandrze Łysik, Oldze Zajączkowskiej, Bartkowi Bąkowi, Arkowi Sikorskiemu za udzielenie wywiadów

  • Ewie Parol, Natalii Paruszewskiej, Julii Włastowskiej, Karolinie Lis, Patrycji Kamińskiej, Paulinie Rutkowskiej, Karolinie Dudkiewicz, Adrianowi Lindeckiemu, Pawłowi Lewandowskiemu, Arkowi Sikorskiemu, Piotrkowi Dąbrowskiemu, Igorowi Pieńkowi, Gallowi Anonimowi za napisane artykuły


amila Winnicka, kl. 3c

Bieg powstańczy!
D
Zdenerwowany nauczyciel historii mówi do dyrektora szkoły:
- Nie wytrzymam z tymi osłami z III C! Pytam ich, kto wziął Bastylię, a oni krzyczą, że to żaden z nich!
- Niech się pan nie denerwuje - uspokaja dyrektor. - Może to rzeczywiście ktoś z innej klasy?
nia 30 września 2011 r. odbyła się czwarta gra terenowa ,,Szlakiem Powstańców po Warszawie", w której brali udział przedstawiciele różnych szkół, przeważnie warszawskich. Nasze gimnazjum reprezentowało dziesięcioro uczniów, a opiekunami były: p. Agnieszka Szulc i p. Dorota Konstantynowicz- Bogłowska. O godzinie 6.40 spotkaliśmy się obok szkoły, skąd wyruszyliśmy. Na dworcu w Otwocku część z nas zakupiła bilety potrzebne do przemieszczania się koleją i transportem miejskim. Po zakupieniu biletów wsiedliśmy do pociągu i wyruszyliśmy na całodniową, bardzo męczącą pod względem fizycznym wycieczkę, ale za to bardzo ciekawą pod względem intelektualnym.

W czasie podróży do Warszawy rozmawialiśmy na wiele ciekawych tematów, a pani Szulc nie mogła złapać tchu, ponieważ przez cały czas śmiała się z naszych żartów.

Gdy dojechaliśmy na miejsce, wysiedliśmy na dworcu Warszawa Śródmieście. Tam dołączyła do nas pani Konstantynowicz-Bogłowska i wszyscy razem, całą grandą, udaliśmy się na Cmentarz Powązkowski. Tam nasza gromada została podzielona na dwa odziały: pierwszy pod dowództwem p. Szulc, drugi pod opieką pani polonistki. Każdy odział otrzymał teczkę, w której znajdowały się: mapa, karta (na której zapisywało się punkty), legitymacje członków drużyny oraz informacje na temat przydzielonych nam zadań i obszaru, w którym mieliśmy je wykonać (każdy odział otrzymał 8 zadań + jedno dodatkowe - ukryte przy ostatnim zadaniu). Po krótkiej chwili, w której organizatorzy przekazywali nam informacje na temat biegu, oba odziały rozeszły się w swoje strony, by wykonać przydzielone zadania jak najszybciej, bo czasu było niewiele.

Około godziny 9.30 każdy z dwóch oddziałów wykonał już pierwsze zadanie i kierował się do następnego. Oba odziały miały do przemierzenia wiele kilometrów na obszarze, który mu przydzielono. Zadania były związane z miejscami w Warszawie, w których toczyły się walki powstańcze. Oto kilka z tych miejsc: budynek PASTA-y (Polskiej Akcyjnej Spółki Telefonicznej), gdzie podczas powstania toczyły się walki o zdobycie budynku z udziałem batalionu „Kiliński” i kilku innych batalionów AK; Teatr Wielki – tam podczas powstania rozstrzelano 350 Polaków; budynek, gdzie początkowo miało znajdować się Muzeum Powstania Warszawskiego- tam walczyli i ginęli żołnierze Armii Krajowej zgrupowania „Sosna” batalionu „Łukasiński”; czy też Muzeum Archeologii, gdzie kiedyś mieścił się Arsenał słynny z powstania listopadowego, ale także z książki pt. „Kamienie na szaniec”. Podczas Powstania Warszawskiego mieściła się tam kluczowa reduta Starego Miasta, którą bronili żołnierze zgrupowania „Sosna” batalion „Chrobry”.

Po wykonaniu wszystkich zadań oddziały około godziny 14.00 (nasza szkoła się spóźniła) stawiły się na Kopcu Powstania Warszawskiego na Czerniakowie, gdzie były podliczane punkty i ogłoszone wyniki gry.

Chwilę po rozejściu się wszystkich szkół leżeliśmy i odpoczywaliśmy po tak męczącym biegu, a potem powoli udaliśmy się do autobusu (dojazd trochę się przedłużył, bo były duże korki), żeby dojechać na Dworzec Śródmieście i pociągiem wrócić do Otwocka. Cała nasza wycieczka od wyjścia spod szkoły do powrotu trwała około 12 godzin.


Kilka dni po biegu powstańczym ogłoszono oficjalne wyniki, biorąc pod uwagę m.in. odpowiedzi na zadawane pytania, zdjęcia odwiedzonych miejsc. Z dumą oznajmiamy, że jedna z naszych dwóch gimnazjalnych grup zajęła drugie, a kolejna – siódme miejsce.

Dominik Matyśkiewicz, kl. 3f

Do grona redakcyjnego „Aczkolwiek” dołączył nowy redaktor- Krystian Lewiński. Jego debiutem stał się wywiad z Panem Łukaszem Poszalskim- nauczycielem wychowania fizycznego w naszym gimnazjum oraz piłkarzem Józefovii Józefów.

Piłka, muzyka i słodycze w życiu Pana Poszalskiego

Krystian Lewiński: Co sprawiło, że został Pan zawodowym piłkarzem? Może ktoś z Pana otoczenia miał na to wpływ?

Łukasz Poszalski: Kiedy miałem 8 lat, grywałem w piłkę z moimi kolegami- najczęściej w lasach. Gdy byłem trochę starszy, zapisałem się do Mazura Karczew, gdzie trener pan Marian Olszewski sprawił, że pokochałem piłkę nożną!

K.L.: Czy Pana żona podziela taką pasję?

Ł.P.: Z żoną zacząłem spotykać się, będąc w waszym wieku. Na początku na pewno nie lubiła gdy grałem, ponieważ przez całe weekendy nie było mnie w domu, ale zdążyła się już do tego przyzwyczaić (śmiech).

K.L.: Na jakiej pozycji najlepiej się Panu gra?

Ł.P.: Od początku kariery grałem na wielu pozycjach. Zaczynałem od defensywnego pomocnika, później był epizod z lewą pomocą, a obecnie, w Józefovii, gram jako ostatni stoper. Najlepiej jednak czułem się na środku pomocy, lecz moja coraz gorsza kondycja nie pozwoliła mi tam dłużej pozostać.

K.L.: Czy ciężko jest Panu pogodzić pracę w szkole, grę w klubie i treningi młodzieży?

Ł.P.: Nie da się ukryć, że tej pracy jest dużo. Często bywam zmęczony, ale czuję satysfakcję z nauki młodzieży.

K.L.: Jak Pan spędza czas wolny? Czy wiąże się on z piłką nożną?

Ł.P.: Od czterech miesięcy czas spędzam głównie z moją córką, a wcześniej większość czasu- grając w piłkę.

K.L.: Jest Pan kibicem jakiegoś klubu?

Ł.P.: Ogólnie lubię oglądać mecze w telewizji. Najbardziej podoba mi się styl gry F.C. Barcelony, te ciągłe podania bardzo mi się podobają.

K.L.: Czy jest jakiś klub, który niezbyt Pan lubi? Sądząc, że lubi Pan Barcelonę, obstawiam Real Madryt (śmiech)…



Ł.P.: (śmiech) Nieee. Raczej podchodzę do tego spokojnie. W Realu poza osobą trenera(Jose Mourinho- przypis red. )i kilkoma zawodnikami lubię wszystkich. Wiem, że między tymi klubami często dochodzi do ostrych spięć, ale jest mi to obojętne.

K.L.: Czy chciałby Pan po zakończeniu kariery zostać zawodowym trenerem?

Ł.P.: Na razie zajmuję się szkoleniem młodzieży, ale za parę lat myślę, że nadejdzie czas, kiedy podejmę wyzwanie pracy z zespołem seniorskim. Czekam na ten moment.

K.L.: Ma pan jakiegoś idola piłkarskiego?

Ł.P.: Gdy byłem w waszym wieku, moim idolem był Zinedine Zidane i nadal staram się na nim wzorować. W tej chwili moi ulubieni piłkarze to: Iniesta, Messi i Xavi. Uważam ich za najlepszych na świecie.

K.L.: Jak Pan widzi przyszłość szkolnej reprezentacji piłkarskiej?



Ł.P.: Jest kilku chłopców z potencjałem, ale najważniejszą kwestią jest odpowiednia motywacja. Myślę, że ta drużyna jest w stanie spokojnie wywalczyć mistrzostwo otwockich szkół gimnazjalnych.

K.L.: Wiele osób w naszej szkole, szczególnie dziewcząt, ciekawią Pańskie zainteresowania. Jakiej muzyki Pan słucha?

Ł.P.: Słucham wszelkiego rodzaju muzyki, oprócz ciężkiego metalu i disco polo. Ostatnio w moim samochodzie pojawiła się muzyka zespołu Kings of Leon. Jednym z moich ulubionych zespołów jest Earth, Wind and Fire. Słucham także Toto i UB40. Ogólnie, preferuję muzykę zagraniczną, ale polska też mi się podoba, lubię Raz Dwa Trzy i Perfect.

K.L.: Lubi Pan swój samochód?

Ł.P.: Bardzo. Zakochałem się w Mazdach. Zamieniłbym go tylko na nowszy model.

K.L.: Wróćmy do piłki. Ma Pan jakieś marzenie dotyczące piłki, które może Pan nam wyjawić?

Ł.P.: Ja jestem realistą i wiem, że już za późno na jakieś sukcesy. Moim marzeniem jest wychować zawodnika, który będzie grać przynajmniej w pierwszej lidze.

K.L.: Czy jakiś Pański kolega lub osoba z Pana otoczenia zaszła gdzieś daleko w swojej karierze?

Ł.P.: Przez okres swojej kariery otarłem się ludzi grających w Ekstraklasie. Są to między innymi: Jacek Dąbrowski, który w lidze greckiej miał okazję grać przeciwko samemu Rivaldo, czy Piotr Mosór, który grał w Legii Warszawa. Z trenerów dobrze wspominam Marcina Sasala, który pracował niedawno w Koronie Kielce, a obecnie w Pogoni Szczecin i trenera Podolińskiego, który obecnie trenuje Dolcan Ząbki. Było kilku chłopaków, którzy naprawdę nie byli gorsi od zawodników Ekstraklasy, ale nikt nie dał im szansy pokazania się.

K.L.: Jaki klub Ekstraklasy wybrałby Pan?

Ł.P.: Każdy jeden, jaki by się zgłosił. Trzeba łapać okazję. Popatrzmy na Roberta Lewandowskiego. Chciał grać w Legii, a został gwiazdą Lecha Poznań, największego rywala warszawiaków. Teraz Lewandowski jest gwiazdą Borussi Dortmund.

K.L.: Najlepszy moment w karierze?

Ł.P.: (śmiech). Na pewno jest to bramka strzelona Startowi Otwock z 40 metrów. Miałem wtedy pecha, bo z powodu kontuzji opuściłem wcześnie boisko, ale ta bramka dała nam zwycięstwo. To było wspaniałe!

K.L.: Wnioskuję, że prowadzi Pan sportowy tryb życia. Czy zdarzały się Panu jakieś cięższe kontuzje?

Ł.P.: Dzięki Bogu nie miałem żadnych poważnych urazów. Najcięższy to uszkodzenie torebki stawowej. Leczyłem się trzy tygodnie, ale w porównaniu z tym, co się czasami dzieje zawodnikom, to jest nic. Niestety, mam 29 lat i powoli odczuwam te mecze… Odnawiają się bóle kręgosłupa i nóg.

K.L.: Najgorszy moment w karierze?

Ł.P.: Nie było ich dużo, nie pamiętam ich dokladnie. Chyba to, że musiałem podjąć ciężką decyzję czy dalej grać zawodowo w Mazurze, czy postawić na półzawodowstwo i szkolenie młodzieży. Zastanawiałem się długo. W podjęciu decyzji pomogła żona.

K.L.: I postawił Pan na młodzież?!

Ł.P.: Dokładnie.

K.L.: Przeciętny dzień Łukasza Poszalskiego?

Ł.P.: Hmm… O 8.00 do 14.00 praca w „4”, później trening młodzieży i oczywiście mój - w Józefowie. Te zajęcia trwają do około godziny 20.00. Potem powrót do domu i czas na relaks. Ciepło wspominam czasy podstawówki, gdzie trzeba było zrobić pracę domową, a reszta to czas wolny.

K.L.: Pana ulubione danie?

Ł.P.: Jedzenie jest rzeczą, którą można mnie kupić (śmiech). Gustuję w kuchni polskiej, włoskiej i oczywiście w słodyczach (śmiech).

K.L.: Najlepsze wakacje?

Ł.P.: Najlepsze były te, gdy byłem młody i wyjeżdżałem z rodzicami.

K.L.: Jak się Panu pracuje w naszym gimnazjum?

Ł.P.: Muszę powiedzieć, że mam szczęście, że tu pracuję. Atmosfera pomiędzy nauczycielami i uczniami jest świetna. Można powiedzieć, że to mój taki drugi dom. Gdybym tego nie lubił, to bym tu nie pracował. Każdemu życzę takiej pracy.

K.L.: … czyli Pan Łukasz Poszalski nigdzie się stąd nie rusza?!

Ł.P.: Nieee. Pozostanę tu jak najdłużej, bo tak jak mówiłem, lubię swoją pracę.

K.L.: Bardzo dziękuję za wywiad i życzę sukcesów w grze i w szkoleniu młodzieży, a także satysfakcji z pracy w naszej szkole.

Ł.P.: Ja również dziękuję i oby zdrowie dopisywało.




Czym się różni kura od ucznia?
- Kura znosi jajko przez minutę, a uczeń szkołę przez kilka godzin dziennie.




  1   2   3   4


©operacji.org 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna