Spis treśCI



Pobieranie 1,53 Mb.
Strona5/21
Data23.10.2017
Rozmiar1,53 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   21

Feminizm i genderowa poprawność polityczna. Problem równości płci
Nawet na cmentarzu bardziej obowiązuje równoległość niż równość.

W. Grzeszczyk
Kobieta, której zmysłowość nigdy się nie wyczerpuje, i mężczyzna, który ma stale nowe myśli ̶ dwa ideały ludzkości, które wydają się jej chorobliwe.

K. Kraus

Zmiany, które zaszły w dziedzinach doświadczenia ekonomicznego i społeczno-politycznego w społeczeństwie informacyjno-konsumpcyjnym, oraz wciąż pozostające w świadomości społecznej wyraźne zróżnicowanie roli genderowych, wywołały ostry sprzeciw kobiet. Jednym z jego przejawów stał się ruch feministyczny i semiotyczne zjawisko poprawności politycznej. Taki wniosek można uznać za dziwny. Jednak w przypadku nieuniknionego kryzysu egzystencjalnego (a jest on nieunikniony, ponieważ kobiety nie zrezygnują z emancypacji i robienia kariery, mężczyźni zaś nie przywrócą czasów, kiedy płeć piękna nie mogła się bez nich obejść) wyjścia z niego szuka się tam, gdzie wydaje się ono możliwe. Przypomnę, że genderowy kryzys egzystencjalny polega na dysonansie pomiędzy typologicznymi funkcjami płciowymi (zarówno wrodzonymi, jak i kulturowymi) a warunkami życia społecznego. Logiczne więc, że nie mogąc zmienić biegu wydarzeń zewnętrznych, cały entuzjazm kieruje się na zwalczenie predyspozycji psychofizjologicznych i tradycji kulturowych. Stąd feministyczne założenia, że przyczynami zła są tradycyjne pojęcia o męskości i kobiecości, a także tkwiące w męskim i żeńskim organizmie „przeszkody”. Właśnie one stają się głównym obiektem ataków ideologicznych i manipulacji lingwistycznych. Manifestem feministycznym są następujące słowa:


System genderowy konstruujący dwie płci jako różne, nierówne i wzajemnie się dopełniające jest de facto systemem władzy i dominacji, który ma na celu koncentrację ekonomicznego i symbolicznego kapitału w rękach mężczyzn107. Rodzina jest władnym związkiem zapewniającym dobro i dominację jednej płci oraz utwierdzającym heteroseksualność jako dominantę dla obydwu płci108.

65

W odróżnieniu od euroamerykańskiej kultury, w której procesy „symetryzacji” męskiego i kobiecego pierwiastka w językowych obrazach świata nabrały dużego rozmachu (przynajmniej tak się deklaruje w mediach), wśród Słowian, zwłaszcza wschodnich i południowych (nie mówiąc już o narodach Azji, Ameryki Południowej i Afryki), poprawność polityczna nie ma większego poparcia – zarówno z powodów mentalnych, jak i językowych. W językach, gdzie sens wypowiedzi ma większe znaczenie niż sama wypowiedź, oraz w kulturach, gdzie obcowanie nieformalne (emocjonalne) dominuje nad formalno-logicznym, z powodów politycznych reformy językowe mogą mieć szansę tylko w systemach totalitarno-autorytarnych i dotyczyć tylko oficjalnej formy języka. Demokratyzacja w życiu politycznym Słowian, w połączeniu z ich tradycyjnie swobodnym stosunkiem do języka (zwłaszcza u Rosjan), praktycznie nie pozostawia szans na jakiekolwiek genderowe reformy językowego obrazu świata. Można się w pełni zgodzić z następującym stwierdzeniem dotyczącym funkcjonowania w dzisiejszych czasach terminu poprawność polityczna:


[…] nabrał ironicznego i negatywnego odcienia w związku z tym, że akumuluje wiele problemów i konfliktów naszego spolityzowanego świata, których nie da się rozwiązać wyłącznie poprzez ograniczenie użycia słów [...]. Lepiej [...] byłoby rozpatrywać tę leksykę w aspekcie eufemizacji uwarunkowanej zamówieniem społecznym. Powstanie eufemizmów z reguły odzwierciedla dążenie do neutralizacji nieprzyjemnych zjawisk poprzez zmianę „opakowania”109.

Zwolennicy poprawnościowej reformy języka bardzo często wpadają w pułapkę, którą sami sobie zastawili. Przeprowadzając wielką pracę badawczą i udowadniając przeważnie „męski” charakter języka (zwłaszcza ekonomicznego i publicznego, który powstawał w warunkach patriarchatu), dochodzą do wniosku, zupełnie zresztą słusznie, że jest to wynik wielowiekowej tradycji i układu życia. Równocześnie jednak absolutnie alogicznie zakładają, że zmienić ten stan rzeczy można poprzez szybką reformę językową.

Język (tak jak społeczna świadomość) jest jedną z najbardziej konserwatywnych funkcji doświadczenia. Znaczące zmiany w nim mogą być przeprowadzone tylko bardzo powoli i w ścisłym związku ze zmianami w obrazie świata, a te z kolei wiążą się (chociaż nie tak jednoznacznie) ze zmianami w doświadczeniu przedmiotowym (w tym, co tradycyjnie nazywa się rzeczywistością). A zatem powinien zmienić się układ stosunków między mężczyznami i kobietami. Zwolennicy szybkich reform zwykle odwołują się do dość wątpliwego źródła teoretycznego – hipotezy względności lingwistycznej B. L. Whorfa w jej wersji panwerbalistycznej. W ślad za M. Heideggerem i postmodernistami twierdzą, że język jest jedyną formą myślenia i bytu w ogóle. Stąd właśnie wynika pewność, że wszystkie problemy biorą się z nieprawidłowego

66

języka i cała nadzieja na uszczęśliwienia świata w reformie językowej. Właśnie dlatego mam sceptyczny stosunek do idei na wzór:


Usunięcie z języka seksizmu uważa się dziś za jeden z najważniejszych środków likwidacji nierówności kobiet i mężczyzn oraz pokonania dyskryminacji w stosunku do kobiet. Język odgrywa kluczową rolę w kształtowaniu świadomości i systemu wartości każdej osobowości110.

Owszem, język odgrywa ważną, lecz na szczęście nie kluczową rolę w kształtowaniu doświadczenia i obrazu świata. Próby rozwiązania społecznych, ekonomicznych i kulturowo-antropologicznych problemów za pomocą reform językowych są kolejną utopią społeczno-polityczną. Można do niej zastosować pojęcie stłumienia popędu. Nakładając tabu na zachowanie językowe, robimy to samo, co robili zawsze wszyscy zwolennicy cenzury i najróżniejszych zakazów dotyczących współżycia seksualnego. Może to na krótki czas stworzyć iluzję pomyślności i przyzwoitości, jednak nie wyleczy choroby społecznej. Mówiąc o chorobie społecznej, mam na myśli nie samą nierówność kobiet i mężczyzn, która jest całkiem normalnym zjawiskiem, lecz przeszkody w samorealizacji każdego człowieka wynikające z tej nierówności. Zadaniem państwa i instytucji politycznych powinna być kompensacja nierówności, czyli stworzenie warunków do jej złagodzenia, albo wręcz zniesienia wtedy, gdy to możliwe111 i potrzebne konkretnej jednostce. Wielkim błędem byłoby wymuszenie równości lub jej wprowadzenie na siłę.

Teoretycy genderowego językoznawstwa, genderowej socjologii i psychologii, genderowej historii itd., w bojowym uniesieniu w walce o równouprawnienie płci, często zaczynają mylić pojęcia społecznej równości i obywatelskiego równouprawnienia. Profesor L. Riepina napisała:
Pod koniec XVIII wieku idea komplementarności doprowadziła do poszerzenia wyobrażeń o tym, że różnice płciowe przenikają wszystkie dziedziny ludzkiego doświadczenia: nawet kształt szkieletu był dla większości obserwatorów dowodem tego, że sama natura każe kobiecie siedzieć w domu i wychowywać dzieci. Faktycznie aż do XX wieku nauka dawała więcej „dowodów” na istotne zróżnicowanie płci niż na korzyść ich równouprawnienia112.

Interesujący jest sposób uprawiania krytyki, który stosuje autorka zacytowanych słów. Zupełnie sprawiedliwie krytykując głupie z logicznego punktu widzenia stwierdzenie, że „kształt szkieletu dowodzi tego, że sama natura każe kobiecie siedzieć w domu i wychowywać dzieci”, profesor Riepina rozszerza swą krytykę na inny sąd, którego błędność nie jest już tak oczywista: „różnice płciowe przenikają wszystkie dziedziny ludzkiego doświadczenia”. Owszem, biologiczne predyspozycje nie determinują

67

„wszystkich dziedzin ludzkiego doświadczenia”, kształt szkieletu zaś nie może wymuszać na kobiecie jedynie „siedzenia w domu i wychowywania dzieci”. Nie znaczy to jednak, że kształt szkieletu nie może świadczyć o biologicznym przeznaczeniu kobiety, a różnice płciowe nie wpływają na wszystkie dziedziny doświadczenia. Ale najbardziej interesująca w zacytowanym fragmencie, moim zdaniem, jest ostatnia fraza o nierówności i równouprawnieniu. Spróbujmy rozpatrzyć tę terminologiczną kwestię.



Pojęcie równości zostało przeniesione do humanistyki z matematyki, gdzie oznacza relacje wzajemnej zamienności obiektów. W matematyce można dokonać substytucji równych obiektów. Naturalnie, pomiędzy mężczyznami i kobietami nie mogą zaistnieć relacje takiego typu, ponieważ nie są oni w stanie w pełni wzajemnie się zamienić ani w prywatnym, ani w publicznym życiu. Może się mylę, ale wydaje mi się, że nie ma człowieka, któremu byłoby obojętnie, z kim w tej czy innej sytuacji chciałby mieć do czynienia – z kobietą czy mężczyzną. Specyfika relacji „kobieta – mężczyzna” z punktu widzenia logiki funkcjonalno-pragmatycznej polega na tym, że są to pojęcia jednocześnie styczne i podobne, czyli jednocześnie syntagmatyczne i paradygmatyczne. Styczne są one jako czynniki fizjologiczne i funkcjonalne w doświadczeniu potocznym. W tym sensie wzajemnie się uzupełniają. Natomiast w każdej innej dziedzinie – etyce i polityce, gospodarce i edukacji, nauce, sztuce i filozofii ̶ różnice pomiędzy płciami stają się różnicami raczej genderowymi, czyli kulturowymi i cywilizacyjnymi. Pod tym względem funkcje płci w miarę rozwoju kultury i cywilizacji mogą się stawać nierelewantne (mogą nie znaczy powinny czy stają się). Dla odbiorcy dzieła sztuki, naukowej monografii czy filozoficznych rozważań nie ma najmniejszej różnicy, czy ich autorem jest mężczyzna czy kobieta. Dla nabywcy towaru bądź usługi i dla obywatela również nie ma większego znaczenia, osoba jakiej płci wyprodukowała ten towar, wykonała tę usługę lub zagwarantowała prawa obywatelskie (jeśli to nie wiąże się w jakiś sposób z zaspokojeniem potrzeb seksualnych). Właśnie w tych dziedzinach można mówić o „męskości” albo „kobiecości” jako pojęciach znajdujących się w relacjach paradygmatycznych, czyli podobnych, i ̶ co z tego wynika – w relacjach równości lub nierówności.

A zatem używając terminu równość w socjologii, kulturologii, etyce czy prawie, ma się na myśli coś zupełnie innego niż w naukach ścisłych. Uniwersalny słownik języka polskiego podaje, że równość (w socjologicznym sensie) to „brak podziału społeczeństwa ze względu na płeć, rasę czy pozycję społeczną; równouprawnienie”113. W Nowym słowniku, że chodzi o „równe, jednakowe położenie społeczne ludzi”114.

Słowniki językowe powinny przedstawiać nie pojęcia socjologiczne, tylko słowa pewnego języka, więc nie dziwi mnie naiwność powyższych określeń. Czy możliwe jest (czy kiedykolwiek możliwe było i kiedykolwiek będzie), żeby społeczeństwo nie było podzielone pod względem różnych cech antropologicznych, czyli żeby ludzi nie zwracali uwagi na swe antropologiczne (witalne i egzystencjalne) cechy, żeby to

68

było dla nich obojętne, żeby nie rozróżniali płci, ras lub pozycji społecznych? Czy możliwe jest również, żeby wszyscy zajmowali w społeczeństwie jednakowe pozycje społeczne: mężczyźni i kobiety, dzieci i dorośli, chorzy i zdrowi, pełnosprawni i niepełnosprawni? Przecież różnice te same przez się wprowadzają podział. Niezwrócenie na nie uwagi krzywdzi tych, którzy są mniej konkurencyjni. Zapewnienie tym ludziom godnych warunków życia jest możliwe tylko przy umowie uwzględnienia ich podstawowej nierówności. Mówienie o równości jako o braku podziału lub jednakowym położeniu to nic innego jak tylko pewien rodzaj utopii czy marzenia. Byłoby więc logiczne odnotowanie tego w słownikowym wyjaśnieniu: „idealistyczne wyobrażenie (marzenie) ludzi o braku podziału (jednakowym położeniu)”. Przecież, po pierwsze, dzieci do pewnego wieku, chorzy psychicznie lub fizycznie, więźniowie, obcokrajowcy i inne kategorie osób nie zajmują i nie mogą zajmować w społeczeństwie (które zawsze jest społeczeństwem funkcjonującym w określonym miejscu i czasie) jednakowego stanowiska. Ludzie ci mogą być w pewien sposób wyodrębnieni, oddzieleni od innych. Po drugie, nawet tzw. zwykli czy przeciętni obywatele, czyli osoby bez jakichkolwiek cech specyficznych i odchyleń od normy, cokolwiek by to znaczyło, nie zawsze pozostają w jednej i jednorodnej grupie, nie zawsze zajmują jednakową pozycję w społeczeństwie. Np. mężczyźni w określonym wieku zostają odosobnieni i wysłani do wojska, a człowiek, który dwukrotnie był prezydentem, zostaje wyodrębniony i nie może kandydować na trzecią kadencję. Osobie siedzącej w więzieniu zakazuje się jeszcze więcej, a jej odizolowanie od innych ma ogólnie wymiar fizyczny. Także ślepi i głusi zostają wyodrębnieni i postawieni w sytuacji kompletnie nierównej w stosunku do innych ludzi, jeśli chodzi o zatrudnienie na wielu stanowiskach, natomiast zupełnie zdrowy człowiek po osiągnięciu wieku emerytalnego, wbrew jego woli i chęciom, zostaje oddzielony od społeczeństwa pracujących. Takich przykładów „rażącej” nierówności można przywoływać mnóstwo.



Popularna encyklopedia powszechna w artykule Równość wobec prawa podaje następujące wyjaśnienie równości: „pod względem prawnym osoby znajdujące się w podobnej sytuacji muszą być traktowane w podobny sposób”115. Wprowadza się tutaj dwa podstawowe pojęcia, których nie było w poprzednich definicjach: sytuacja osób i ich traktowanie. Jeśli zignorować kwestię prawa (co jest możliwe), otrzymamy bardziej uniwersalną formułę równości społeczno-psychologicznej. Jest to bardziej realistyczne i umiarkowane określenie, ponieważ, po pierwsze, określa równość jako potraktowanie ludzi, a nie jako stan obiektywny, a po drugie, uzależnia go od stopnia podobieństwa sytuacji, w której się znajdują. Formuła ta pozwala zróżnicować wyjściowe sytuacje, w których mogą się znajdować ludzie w zależności od ich predyspozycji antropologicznych.

Ludzie są równi nie wszędzie i nie zawsze, lecz w pewnych warunkach i w pewnych typach działalności, czyli w różnych sytuacjach. Równość ich nie jest absolutna, czyli ilościowa, lecz względna i ograniczona. Pojęć równości i nierówności nie

69

powinno się rozpatrywać w kategoriach wartościowania. Nierówność sama z siebie nie jest zła. Co bowiem jest złego w uprzywilejowanym (czyli nierównym) traktowaniu dzieci, ciężarnych kobiet, chorych, samotnych matek, mniejszości narodowych lub religijnych itd.? Ponadto odróżniałbym równość jako kulturowo-społeczną funkcję od politycznego równouprawnienia, tj. formalnej gwarancji praw obywateli, zapisanej w prawie i przestrzeganej przez instytucje państwowe. Umożliwiłoby to oddzielenie dwóch zupełnie odmiennych celów działalności. Chodzi, po pierwsze, o ustanowienie w państwie systemu relacji prawnych gwarantujących jednakowy stosunek państwa do swoich obywateli, a po drugie – o strworzenie warunków, w których ludzie z różnymi zdolnościami i predyspozycjami mieliby równe możliwości dostępu do dóbr kultury i cywilizacji (do czego czasem jest potrzebna nierówność, np. w postaci prawnych ulg lub obyczajowej wyrozumiałości).



Konstatacja równych praw w trybie prawodawczym może stworzyć sytuację formalnoprawnego równouprawnienia, jednak nie prowadzi do ustanowienia równości społeczno-kulturowej. Równość (oczywiście względna i cząstkowa) może być ustanowiona wyłącznie na drodze ewolucji obyczajów, równouprawnienie prawne może temu tylko sprzyjać, ale nic więcej. Powstaje jednak inne pytanie: czy musimy dążyć do politycznego (obywatelskiego) równouprawnienia? Co się wydarzy, jeśli prawnie obdarzymy równymi prawami (a co za tym idzie ̶ obciążymy równymi obowiązkami) wszystkich obywateli, bez względu na płeć, wiek, stan psychiczny i fizyczny?

Równouprawnienie polityczne, tak samo jak równość społeczna, to tylko piękny slogan, który powstał podczas rewolucji francuskiej, a dzisiaj wykorzystuje się go wyłącznie do manipulacji świadomością społeczną.

Wróćmy jednak do rozważań Riepiny: „nauka dawała więcej »dowodów« na istotne zróżnicowanie płci niż na korzyść ich równouprawnienia”. To prawda, przecież zadaniem nauki jest opisywanie i objaśnianie faktów, poszukiwanie reguł i formułowanie praw, a nie doradzanie politykom i inżynierom Wbrew założeniom profesor Riepiny, bardzo dobrze świadczy to o nauce „aż do XX wieku”. W ХХ wieku nauka zajmowała się zasadniczo tym samym. To polityka i publicystyka razem z filozofią zajmowały się czymś innym. Poszukiwanie dowodów na równouprawnienie i równość mężczyzn i kobiet powinno być zadaniem ideologów i polityków, a nie uczonych. Równość i równouprawnienie jako funkcje polityczne są pojęciami aksjologicznymi, nie zaś epistemologicznymi. Nie chodzi tutaj o prawdę, lecz o zwyczaj i konwencję. Uczciwość uczonego polega na tym, by analizować i badać wszystkie fakty, nawet jeśli jemu samemu albo jego otoczeniu jakaś sprawa wydaje się bardzo nieprzyjemna, wręcz oburzająca. Główny problem tzw. kierunku genderowego, moim zdaniem, polega na tym, że bierze on na siebie rolę regulacyjną, czasem nawet policyjną (co zresztą łatwo da się wytłumaczyć, ponieważ regulacja społeczna to funkcja emocjonalno-etyczna, kulturowo-polityczna, czyli „żeńska” według swej istoty, a analizą genderową zajmują się przeważnie kobiety).

Wszystko, co zostało powiedziane w tym rozdziale, czytelnikowi nastawionemu egalitarystycznie może się wydać pewną odmianą wielowiekowej tradycji męskie-

70

go szowinizmu, ponieważ w żadnym miejscu nie wypowiedziałem się za pełnym zrównaniem funkcji i pragmatycznych postaw mężczyzn i kobiet jako takich, ani tym bardziej za zniesieniem różnic pomiędzy rolami płci w doświadczeniu potocznym. Z drugiej zaś strony mogę usłyszeć zarzuty od tradycyjnie i konserwatywnie nastawionego czytelnika, ponieważ nie stwierdzam, że istnieje jakieś uniwersalne naturalne prawo, zgodnie z którym da się jednoznacznie powiedzieć, jaka powinna być kobieta, a jaki mężczyzna, jak powinni się oni zachowywać, co jest w zachowaniach międzypłciowych dobre, a co złe. Muszę jednak stwierdzić, że w tej rozprawie nie interesuje mnie ustalenie jakichś regulacyjnych norm społecznego zachowania czy wartościowanie tradycyjnych podziałów między rolami genderowymi, z którymi spotykamy się w kognitywnych i językowych obrazach świata, albo też współczesnych tendencji do ich unifikacji czy przemiany. W żaden sposób nie jestem zainteresowany praktyczną stroną tej kwestii, polegająca na zaproponowaniu jakichś rekomendacji (na współczesnym rynku wydawniczym funkcjonuje ogromna liczba tego rodzaju poradników). Swoje zadanie widzę nie w opisywaniu i ocenianiu rzeczywistego stanu rzeczy, lecz w tym, by:



a) opisać fakty doświadczenia (w tym lingwosemiotycznego) dotyczące zachowań genderowych,

b) określić i uzasadnić typologiczne punkty natężenia, za pomocą których te fakty można by wyczerpująco pragmatycznie objaśnić.

Myślę, że metodologiczna analiza genderowego aspektu doświadczenia potocznego byłaby niekompletna, gdybym nie przedstawił alternatywnych wizji danego problemu i nie odniósł się do nich. О. Woronina z pozycji radykalnego socjologizmu (tzw. podejścia genderowego) określa gender jako „złożony proces społeczno-kulturowy kształtowania (konstruowania) przez społeczeństwo różnic pomiędzy męskimi i kobiecymi rolami, zachowaniami, cechami mentalnymi i emocjonalnymi oraz sam wynik – społeczny konstrukt genderu”116. Jak widzimy, definicja ta w żaden sposób nie łączy pojęcia genderu ani z fizjologicznym, biologicznym i genetycznym aspektem płci, ani z historyczną perspektywą kulturowo-cywilizacyjną. Można by pomyśleć, że gdyby nie presja społecznych stereotypów, to za pomocą dobrze organizowanej strategii informacyjnego reformowania społeczeństwa (np. poprzez wprowadzenie totalnej politycznej poprawności) dałoby się szybko i efektywnie usunąć różnice pomiędzy mężczyznami i kobietami. Pozostałyby jednak wyjątki fizjologicznego charakteru: kobiety nadal miałyby miesiączki, rodziłyby dzieci i karmiły je piersią. Być może najbardziej radykalni zwolennicy totalnego zrównania płci zakładają możliwość wyeliminowania metodami naukowymi także tych różnic (usunięcie cyklu menstruacyjnego, całkowicie laboratoryjne „wyhodowanie” płodu aż do stanu pełnowartościowego niemowlęcia itd.). Można by się nawet zgodzić z rosyjską badaczką, że istnienie różnic między płciami samo w sobie nie jest tak ważne, „jak ich

71

społeczno-kulturowa ocena i interpretacja, a także oparcie na tych różnicach systemu władzy”117, jednakże w innych miejscach tekstu ten wątek polityczny przekształca się w ideologiczny, a nawet ontologiczny i aksjologiczny. Chodzi o interpretację dzisiejszego stanu rzeczy jako ogólnoświatowego męskiego spisku (nie zaś wyniku kulturowo-cywilizacyjnej ewolucji). Jednak w większości tekstów zwolenników „podejścia genderowego” najbardziej zdumiewający jest ich radykalny opozycjonizm, czyli założenie, że istnieją tylko dwa typy rozważań na temat genderu: socjologiczny (poprawnie „genderowy”) i biodeterministyczny („pseudogenderowy”), czyli „kto nie z nami, ten przeciwko nam”.



W jednym z artykułów118 rozpatrywałem możliwości różnych metodologicznych rozwiązań problematyki humanistycznej i zaproponowałem ich typologię na podstawie skali sferycznej. Jest chyba oczywiste, że przy tym podejściu okazuje się, że istnieje o wiele więcej opcji metodologicznych niż dwie. Przedstawiana w tej książce koncepcja nie jest ani biodeterministyczna (jak u Pease’ów) ani socjologiczna (jak u Woroniny), ani też psychologistyczna, metafizyczna, idealistyczna czy materialistyczna. Jest to koncepcja funkcjonalno-pragmatyczna, antropocentryczna, polegająca na tym, że ludzkie doświadczenie ujmuje się jako wielokierunkową i wielostronną funkcję funkcji – zarówno biofizjologicznych, jak też cywilizacyjno-kulturowych i społeczno-psychologicznych, historyczno-ewolucyjnych i synchronicznych, inwariantnych i sytuacyjnych.

Woronina w innej pracy rozsądnie odnotowała:


Maskulinistyczny charakter nauki ujawnia się na wiele sposobów. Warto przede wszystkim zwrócić uwagę na to, iż samej definicji nauki dokonuje się poprzez maskulinistyczne atrybucje: obiektywizm, racjonalizm, konsekwencję, impersonalność, wolność od wartościowania119.

Z zacytowanego stwierdzenia autorka wyciąga jednak wnioski absolutnie nielogiczne:


Odrzucając te sposoby poznania, które tradycyjnie kojarzą się z atrybucjami żeńskimi (intuicją, poznaniem zmysłowym) albo tymi, które zwykle zostają określone jako niemęskie, nauka odwraca się od wielu innych sposobów poznania świata120.

Dlaczego każdy typ poznania świata powinien posiadać nazwę naukowego? Czy nie jest to maskulinistyczny sposób myślenia, od którego nie może się uwolnić nawet feministka? Dlaczego nauka jest tak pożądaną dziedziną działalności przez zwolenników podejścia genderowego? Czemu nie spróbować stworzyć samodzielnej

72

dziedziny działalności kulturowej – typowo kobiecej, opartej na refleksji emocjonalno-etycznej i intuicji, w wyniku której powstałby dyskurs konkretno-referencyjny i estetyczno-poznawczy, polegający nie na ogólnych konstatacjach i nieuprzedzonych uzasadnieniach, a na emocjonalnym opisie i osobistych przeżyciach?



To, co zwykle nazywamy nauką, ekonomią czy ogólnie cywilizacją, jest owocem działalności doświadczalnej „męskiego” typu. Innej nauki i innej ekonomii nie ma i, prawdopodobnie, nie będzie, ponieważ coś innego – nie jest racjonalne, abstrakcyjne i ukierunkowane na efekt, korzyść i pożytek – już nie będzie nauką i ekonomią, ani też cywilizacją. Nie będzie również innej historii (jako nauki), ponieważ pismo i druk – także odkrycia cywilizacji – utrwaliły tylko „męskie” osiągnięcia i zachowały bardzo mało z tego, co mogłoby się stać podstawą tzw. shestory.

Dążąc do demaskulinizacji (a de facto do feminizacji) cywilizacyjnych form doświadczenia, zwolennicy totalnej poprawności politycznej nie biorą pod uwagę tego, że zniwelowanie różnic pomiędzy mężczyzną i kobietą możliwe jest tylko w jeden sposób: powinna zostać zniszczona cywilizacja z jej głównymi atrybucjami – racjonalnością i korzyścią materialną. Od razu czy stopniowo – to kwestia wtórna, ale to jest jedyna droga: cywilizacja miałaby być zastąpiona przez kulturę, czyli przez etykę społeczną, emocjonalną politykę, religię i sztukę. Oczywiście konserwatyści będą mieć (i mają) wiele zastrzeżeń co do takich zamiarów.

Możliwe jest również inne dość radykalne rozwiązanie121 – połączenie cywilizacji i kultury poprzez całkowitą emocjonalizację pierwszej i racjonalizację drugiej, natomiast w kwestii genderowej ma to wyglądać jako całkowita feminizacja mężczyzn i całkowita maskulinizacja kobiet. Ponadto trzeba by jeszcze zrobić tak, żeby rodzenie i wychowanie dzieci nie tylko od strony społeczno-ekonomicznej, lecz również od strony fizjologicznej przestało być wyłącznie domeną kobiet. Do tego jednak niezbędna jest dogłębna zmiana społeczno-ekonimicznego układu życia oraz genetycznych zasad podziału płci. Każda radykalna droga rozwoju, prowadząca do zatarcia różnic między racjonalnym i emocjonalnym, dobrem materialnym i moralnym, ekonomią i polityką, nauką i sztuką, czyli ogólnie – między cywilizacją i kulturą, jest przemocą nad naturą i nad społeczno-historyczną istotą człowieka.

Jak długo mogłaby potrwać taka reforma? Czy doprowadziłaby ona do pozytywnych wyników? Jakie wyniki trzeba uważać za pozytywne? Te, które zadowolą oczekiwania? Czyje oczekiwania?

Kulturowo-cywilizacyjne dysproporcje współczesnego świata są na tyle znaczące, że kwestie podnoszone przez feministów (a także przez postmodernistów i zwolenników New Age) przypominają te same, które około dwa i pół tysiąca lat temu podnosili Budda i Sokrates, później – Chrystus, a ponad dwieście lat temu przeobraził w filozofię antropocentryczną Kant. Są to pytania: „Kim jesteśmy?”, „Jakie jest

73

nasze miejsce w świecie?”, „Jaki jest cel naszego istnienia?”, „Co z nami się dzieje” oraz „Skąd idziemy i dokąd zmierzamy?”. Każde z nich dotyczy wartości życia człowieka jako takiego: bez względu na płeć, narodowość, zdolności fizyczne czy psychiczne. Jednej zadowalającej odpowiedzi na te pytania nie ma i nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie miała zostać znaleziona.



Dwudziesty wiek, wiek rewolucji – od socjalnej do naukowo-technicznej i od seksualnej do kulturowej – nie uczynił ludzi szczęśliwszymi. Wątpię, żeby tego dokonała rewolucja feministyczna. Wtrącaniu się człowieka w bieg czasu sprzeciwiają się dwa konserwatywne „monstra” – przyroda i tradycja. Może warto byłoby przestać z nimi walczyć i zacząć je wykorzystywać dla swoich, ludzkich celów, uczyć się łączenia obu tych źródeł doświadczenia, żeby wyciągnąć z nich możliwą korzyść dla jak największej liczby ludzi, bez względu na płeć, wiek, charakter, temperament, rasę, narodowość, poglądy czy przekonania.

74

Lingwosemiotyka genderu: płeć w języku i dyskursie publicznym


W porządku naturalnym mężczyzna bez kobiety i kobieta bez mężczyzny są istotami niedoskonałymi. Ale im więcej jest kontrastu w ich charakterach, tym więcej w ich związku harmonii.

B. de Saint-Pierre
Problem specyfiki seksualności interesuje nie tylko naukowców i filozofów. Osobliwościom męskiego i kobiecego erotyzmu, a także seksualnego zachowania mężczyzn i kobiet poświęcono wiele utworów literackich. Spostrzeżenia pisarzy i artystów noszą intuicyjny i ogólnikowy charakter, dlatego często nie rozróżniają stricte seksualnego i funkcjonalno-kulturowego aspektu płci. Spójrzmy na te fragmenty:
Zaiste, mój nauczyciel miał słuszność, ostrzegając mnie przed kobietami. Jesteście jak dojrzała brzoskwinia w oczach człowieka, któremu język wysuszyło pragnienie... Lecz tylko na pozór... Bo biada głupcowi, który ośmieli się rozgryźć ten piękny owoc: zamiast chłodzącej słodyczy, znajdzie gniazdo os, które poranią mu nie tylko wargi, ale i serce.

B. Prus, Faraon


Albo mężczyzna jak kogut uwija się między kilkunastoma kurami, albo kobieta, jak wilczyca w lutym, wabi za sobą całą zgraję ogłupiałych wilków czy psów.

B. Prus, Lalka


Mężczyzna w każdej chwili powinien być stanowczy, a przynajmniej wiedzieć, czego chce.

B. Prus, Lalka


Tak na przykład zapewniają, że ścisłość pożycia zmniejsza miłość w mężczyznach, gdy tymczasem w kobietach ją powiększa.

J. Potocki, Rękopis znaleziony w Saragossie

Jednym słowem, postanowiłem o ile możności udawać młodą dziewczynę i ażeby się do tego wprawić, zagłębiłem się w lektykę, uśmiechając się, spuszczając oczy i strojąc różne kobiece miny.

J. Potocki, Rękopis znaleziony w Saragossie


W lekkich szatach, niemyślna jak motyl kobieta.

J. Słowacki, Kordian


Kobiety dokoła rozkwitłe, świeże, wonne jak Saronu róże.

J. Słowacki, Kordian

Słuchaj! mężczyzny to jest rzeczą / Zamieniać doraźne wzniosłe chwile / W potoczysty i równy ciąg życia. / Lecz jeśli ty zbyt słabym jesteś / Mężczyzną jeżeli jesteś nie dość, / By takowy podjąć obowiązek – / Ja go spełnię.

C. Norwid, Pierścień Wielkiej Damy

75

O! ona, miłościwy panie, choć niewiasta, rozumem męża zawstydzi, a w wierności dla waszej królewskiej mości nikomu nie da się wyprzedzić!



H. Sienkiewicz, Potop
[...] nauczono ją bowiem z małego uważać męstwo za pierwszy niemal przymiot męża.

H. Sienkiewicz, Potop


Zwyczajnie, jak kobieta, co ni pomyślenia nie ma, ni niczego nie wymiarkuje sama, ino żyje se jako ten cień padający od człowieka.

W. Reymont, Chłopi
Kobieta niektóra jest jako ten pies zwleczony, pójdzie za każdym, kto ino większą skibką przynęci abo i kijem postraszy

W. Reymont, Chłopi


W ogóle w postawie, mowie i całym obejściu się jego dziwnie mieszały się z sobą i ruchliwie jedna przed drugą ustępowały: dzika nieśmiałość i harda butność, kobieca prawie wstydliwość i męska dojrzała siła

E. Orzeszkowa, Nad Niemnem


Zapytała go: co by jej dziecku miał do zarzucenia? Odpowiedział, że wyrasta ono na francuskiego markiza, nie na polskiego obywatela, na panienkę, nie na mężczyznę

E. Orzeszkowa, Nad Niemnem

Nie będziemy jednak łudzić się, że sztuka tylko biernie odzwierciedla stereotypy społeczne. W tym samym stopniu sztuka sama kształtuje te stereotypy. A zatem w dystrybucji zachowań płciowych tyle samo jest psychofizjologii, co kultury i historii społecznej. Stereotypy „płciowego” zachowania semiotycznego panujące w polskim etnicznym obrazie świata przenikają do literatury pięknej, zwłaszcza do tzw. lektury szkolnej, a stąd (podparte autorytetem słowa drukowanego) z powrotem trafiają do świadomości i podświadomości czytelników (zwłaszcza uczniów), stając się pewnym algorytmem „poprawnego” płciowego zachowania semiotycznego: „kobiety poczęły wrzeszczeć” (H. Sienkiewicz, Za chlebem), „Widok był tak przejmujący, że kobiety szlochać zaczęły(M. Konopnicka Maria), „dwa cienkie wykrzyki kobiece oznajmieniu temu odpowiedziały” (E. Orzeszkowa, Nad Niemnem), „kobiety […] najpiękniejsze są wtedy, kiedy nie słyszą ani widzą, ani zgadują, że się spogląda na nie” (C. Norwid, Czarne kwiaty).

W znacznie większym stopniu niż literatura piękna na kształtowanie powszechnych stereotypów genderowych oddziałuje folklor: „Odwaga męska w czynach, a nie w słowach się okazuje”, „Kto się babą zastawia, na śmiech się wystawia”, „Cud nad cudami – niegadatliwa między niewiastami”,



1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   21


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna