Spis treśCI



Pobieranie 1,53 Mb.
Strona13/21
Data23.10.2017
Rozmiar1,53 Mb.
1   ...   9   10   11   12   13   14   15   16   ...   21

standard publicznej


powszechny

obyczajowo- norma

powszedni kodyfikowana

język potoczny

slangi żargony język oficjalnej

miejska komunikacji

koine grypsera zawodowej


Rys. 6.

Wszystkie formy socjolektów (zarówno uzualne, jak i normatywne) są przede wszystkim społecznymi funkcjami indywidualnych zdolności językowych (idiolektów) konkretnych osób jako podmiotów doświadczenia semiotycznego, ponieważ „język zbiorowy jest w pewnym sensie fikcją naukową”238. Założenie to jest zasadnicze dla lingwistyki funkcjonalno-pragmatycznej. Porównajmy je z postulatami, których bronili inni językoznawcy nurtu funkcjonalnego:


Język istnieje tylko w mózgach indywidualnych, tylko w duszach, tylko w psychikach indywiduów czyli osobników, składających daną społeczność językową. Język plemienny i narodowy jest abstrakcją i konstrukcją uogólniającą, wytworzoną z całego szeregu języków indywidualnych, jest sumą skojarzeń językowo-pozajęzykowych, właściwych indywiduom i przeciętnie, abstrakcyjnie, ludom i plemionom239.
[...] nigdzie poza naszym umysłem nie istnieje taki byt, który byłby językiem francuskim w opozycji do innego bytu, który byłby łaciną”240.

150


[...] zdolność językowa jest całkowicie zlokalizowana w mózgu [...]241.
Istotą języka jest ludzka działalność, działalność jednej jednostki ukierunkowana na przekazanie jej myśli innej jednostce oraz działalność tej drugiej ukierunkowana na zrozumienie myśli pierwszej242.
Język jest rodzajem ludzkiego zachowania. Zachowanie ludzkie jest faktem psychologicznym (biologicznym) jako przejaw ludzkiego organizmu oraz faktem socjologicznym jako taki przejaw, który zależy od wspólnego życia tego organizmu z innymi organizmami w warunkach współoddziaływania243.

Socjolekt jest zatem tą częścią naszego języka indywidualnego (idiolektu), która pomaga nam porozumiewać się z różnymi grupami ludzi To umiejętność posługiwania się naszym indywidualnym językiem w różnych okolicznościach życia społecznego.

Jeśli socjolekty są społecznymi (czyli funkcjonalnymi) wariantami idiolektu jako jedynej werbalnej rzeczywistości ontologicznej, nasuwa się pytanie, czy można mówić o języku indywidualnym nie w ontologicznym, a właśnie w funkcjonalnym sensie. Czy można mówić o indywidualnej specyfice języka konkretnego osobnika? Oczywiście, że tak. Ontologiczny status idiolektu wcale nie kwestionuje możliwości wyróżnienia w jego systemie zarówno podsystemów socjolektalnych, jak i idiostylowych. Termin idiostyl o wiele lepiej oddaje specyfikę zdolności werbalmej konkretnego człowieka, ponieważ rzadkością jest całkowita i totalna indywidualność jakiegoś idiolektu (taki człowiek nie byłby odbierany i rozumiany przez innych). Natomiast w przypadku specyficznego sposobu używania jakichś fragmentów informacyjnego zasobu znaków (leksyki) czy formy wewnętrznej (gramatyki), albo posiadania jakiejś specyficznej maniery obcowania w tym czy innym typie dyskursu, można śmiało mówić o osobliwościach idiostylu pewnej osoby (Jana lub Marii) bądź pewnego mówcy (np. o idiostylu męża, ojca, przyjaciela, sąsiada lub pisarza, polityka, naukowca, filozofa, dziennikarza). Takie rozróżnienie terminologiczne pozwala powiedzieć, że idiolekt pewnej osoby to ogół jego idiostylu (lub idiostylów,) oraz wszystkich socjolektów, które zna (normy literackiej, standardu, koine, dialektów, slangów, żargonów). Natomiast to, co niektórzy nazywają językiem narodowym albo ponadosobowymi systemami językowymi, z punktu widzenia funkcjonalizmu pragmatycznego jest po prostu naukowym konstruktem i abstrakcją. Zdaję sobie sprawę, że ta terminologia istotnie odbiega od przyjętej w polskim językoznawstwie, jednak wywodzi się ona z ontologicznej zasady antropocentryzmu, która jest raczej obca panującej tradycji lingwistycznej.

151

Komunikacja ustna i pisemna. Dialog i monolog
[...] trzeba umieć słuchać innej osoby, musimy nauczyć się słuchać, przerywać innym umieć nie musimy – jest to naturalne. [...] Dialog, będąc niezaprzeczalnym zjawiskiem kultury, jest jednocześnie w o wiele większej mierze niż monolog zjawiskiem natury.

L. Jakubinski

Doświadczenie potoczne różni się od refleksyjnych typów doświadczenia nie tylko na poziomie celów i sposobów ich osiągnięcia, lecz również w aspekcie semiotycznym. Wcześniej określiłem semiozę potoczną jako nienacechowaną (metafora „przezroczystego szkła”). Teraz zaś chciałbym poruszyć kwestię sposobów sygnalizacji mownej w ramach różnego typu dyskursów działalnościowych. Tradycyjnie, w „normalnej”244 działalności mownej korzystamy z dwóch typów sygnałów mownych: artykułowanych (strumień akustyczno-artykulacyjny) i graficznych. Stąd tradycyjny podział na mowę ustną i pisaną. Czasem, przyjmując ten fakt a priori, badacze mowy (zwłaszcza hermeneutycy i postmoderniści), zapominają, że pismo jest sygnałowym systemem sztucznym i wtórnym, odnoszącym się do systemu językowego dość pośrednio. Nie obsługuje nawet wszystkich współczesnych dziedzin działalności językowej, nie mówiąc już o tym, że jeszcze w pierwszej połowie XX wieku znaczna część tzw. świata cywilizowanego była niepiśmienna.

Komunikacja ustna i pisemna może być umownie rozdzielona według typów doświadczenia i sposobu kontaktu semiotycznego. Ustna jest bezpośrednia (kontaktowa), dwustronna (dialogowa) i emocjonalna, a pisemna – pośrednia (dystansowa), jednostronna (monologowa) i zracjonalizowana. Pojednanie emocjonalne odbywa się przede wszystkim w dziedzinie bezpośredniego oddziaływania wzajemnego (audiowizualnego, dźwiękowo-intonacyjnego, mimicznego, taktylnego, kinetycznego, węchowo-smakowego245). O większym przywiązaniu arefleksyjnej i emocjonalno-refleksyjnej dziedziny doświadczenia do komunikacji ustnej, a dziedzin racjonalnych do pisemnej, mówi się w pracach wielu badaczy. F. Nieckula uznał np., że tekst pisany „jest logiczniejszy i […] bardziej koncentruje się na temacie niż na partnerze (wirtualnym przecież!), natomiast w TM [tekście mówionym] zwraca uwagę nacechowanie ekspresywne i emocjonalne”246.

152


Społeczeństwo (zwłaszcza tradycyjne) jest jednością emocjonalną (rodzina, małżeństwo, partnerstwo seksualne, przyjaciele, towarzysze broni, osoby o wspólnych zainteresowaniach, zwolennicy tożsamych przekonań etycznych, politycznych, religijnych lub ideologicznych). Rozerwanie bezpośrednich stosunków emocjonalnych prowadzi do rozpadu wspólnoty. Jest to zasada maksymalnie relewantna dla sfery potocznej, mniej – dla społeczno-etycznej, jeszcze mniej – dla estetycznej247. Bez obcowania bezpośredniego rodzina, przyjaźń, miłość skazane są na rozpad. Jeżeli natomiast mówimy o sferze społeczno-etycznej, to dla osiągnięcia głównych jej celów – kształtowania moralności społecznej i opinii publicznej – kontakt bezpośredni (czyli ustny) jest bardziej relewantny niż pisemny (dlatego też politycy, działacze społeczni i religijni oraz przedstawiciele mediów tyle wagi przywiązują do audiowizualnych środków perswazji).

W dziedzinie życia społecznego emocjonalna (zwłaszcza perswazyjna) forma komunikacji jest ważniejsza niż treść. Jednak sensoryczne środki wpływu czynne są wyłącznie na poziomie konkretnej osoby. Im dalej odchodzimy od obcowania potocznego w stronę „obiektywnej” (czyli społecznej) moralności, inaczej mówiąc: im bardziej nasza działalność etyczna staje się bezosobowa, tym bardziej zyskuje na znaczeniu pisemna forma komunikacji. Pismo staje się gwarantem powszechności dobra, które propaguje pisany tekst etyczny. Tekst utrzymany w tym duchu jest tym bardziej perswazyjny, im bardziej jest zdogmatyzowany i apodyktyczny. Nie musi on być racjonalny, uargumentowany, precyzyjny i zrozumiały. Im bardziej mętny i niezrozumiały będzie tekst etyczny, tym łatwiej przekona on „szeregowego” odbiorcę.

Obcowanie pisemne zasadniczo różni się od obcowania ustnego. Jest bardziej umowne i zupełnie arbitralne, formalnie abstrahowane od odbiorcy jako osoby ludzkiej. Pisemne komunikowanie się, zwłaszcza poprzez druk, nie daje żadnej możliwości odczucia swego rozmówcy. W przypadku druku zanika nawet takie słabe źródło informacji o naszym partnerze komunikatywnym, jak charakter pisma. Jeśli tekst nie zawiera bezpośrednich (eksplikowanych) albo pośrednich (niejawnie eksplikowanych) informacji o piszącym, nie wiemy, z kim mamy do czynienia – z mężczyzną czy kobietą, z młodą osobą czy starcem, z człowiekiem zdrowym czy inwalidą. Nie mamy żadnych wyobrażeń na temat specyficznych indywidualnych lub społecznych, fizjologicznych lub antropologicznych cech naszego rozmówcy. Pozostaje nam jedynie odbiór zracjonalizowanych i zobiektywizowanych informacji o przedmiocie dyskursu. Czy można taki bezosobowy przekaz „obiektywnych” informacji nazwać pełnowartościową komunikacją lub obcowaniem? To raczej komunikat. Zresztą, dość rzadko spotykamy się z tego rodzaju quasi-komunikacją. Jest to możliwe w niektórych skrajnych formach technicznego przekazu danych albo w matematyczno-technicznych tekstach naukowych. W takich

153


przypadkach (nawet w dziedzinie refleksji racjonalnej) tekst pisany zaopatruje się w znaki specjalistyczne (wprowadza się umownego narratora spersonalizowanego albo tekst zostaje nasycony adresatywami i wystylizowany na dialog niejawny z wyobrażanym odbiorcą). W każdym przypadku komunikacja w racjonalnych dziedzinach doświadczenia (w sferze zawodowo-ekonomicznej i naukowej) jest istotnie ograniczona w zakresie emocjonalnym, nawet jeśli jest realizowana w formie ustnej.

Z drugiej zaś strony, mowa pisana daje piszącej osobie możliwość skupienia się na sobie, czyli na swych myślach i uczuciach, a także na samym przedmiocie dyskursu. Odosobnienie od odbiorcy osłabia wpływ emocji na rozum. Emocje i przejawy woli stają się przedmiotem refleksji. W tym tkwi przyczyna większej racjonalności i indywidualności mowy pisanej w porównaniu z mową ustną.

Jeszcze jednym momentem indywidualizacji mowy pisanej w zakresie treści jest czynnik wolności. Jak mawiał P. Abelard, „o wielu rzeczach śmielej piszemy, niż mówimy”. Brak emocjonalnego i wolitywnego nacisku ze strony rozmówcy, który w komunikacji ustnej mógłby przerwać, zaprzeczyć, obronić się, zapytać ponownie, sprecyzować, wyjaśnić niedomówienia, zmusić nas do milczenia itd., pozwala nam względnie swobodnie i zwięźle wyrazić swe intencje. Najwyraźniej przejawia się to w polemicznych i krytycznych tekstach pisanych w polityce i publicystyce. Z formalnego zaś punktu widzenia mowa pisana jest o wiele bardziej publiczna niż ustna.
[Tekst pisany] nosi zawsze piętno faktu w pewnej mierze publicznego, tym bardziej, że nadawca nawet podświadomie liczy się z tym, że może być wnikliwie analizowany oraz że odbiorcami mogą być również […] nieprzewidziane osoby. Jest zatem zawsze obciążony rygorami logicznymi, normami obyczajowymi oraz rozmaitymi konwencjami kulturowymi i regułami poprawności językowej248.

A jak wygląda sytuacja w zawodowej sferze refleksji racjonalnej? Analityczno-dyskursywny charakter tego typu działalności, jego nastawienie na przekształcenie świata, pojmowanego jako obiekt, pozwala obejść się bez kontaktu emocjonalnego. O wiele ważniejsze jest tutaj ustanowienie relacji z obiektem i wypracowanie metod jego oswojenia lub przekształcenia. Osobisty kontakt ludzki jest przy tym dość ograniczony, np. do przekazania / otrzymania polecenia lub przekazania / otrzymania sprawozdania. Najważniejsze w takim akcie komunikatywnym są precyzja (spójność) i klarowność (zrozumiałość) wypowiedzi. Osiąga się to najlepiej właśnie w formie pisemnej (gdy istnieje możliwość przemyślenia i skorygowania komunikatu zgodnie z normami konwencjonalnymi jego reglamentacji). Nie znaczy to oczywiście, że sfera zawodowa wyklucza komunikację ustną. Po prostu nie jest ona tutaj tak wygodna i pożyteczna jak pisemna.

Jest jednak jeszcze jeden element, który odróżnia pismo od mówienia w sensie antropologicznym. Pismo, uwalniając człowieka od konieczności zapamiętywania ogromnej ilości drugorzędnych informacji, zmieniło samą istotę człowieka: z człowieka potocznego,

154


zmysłowego, egzystującego tu i teraz, w człowieka sztucznego, wirtualnego, który może wykraczać poza aktualność bycia. Najefektywniejszym środkiem działalności pisemnej stał się monolog (wyjątkiem jest współczesna komunikacja telekomunikacyjna i elektroniczna). Zmusza do oceny sytuacji bardziej całościowo, niż ma to miejsce w dialogu (zarówno zewnętrznym, jak i wewnętrznym). Daje czas i możliwość, aby przemyśleć wszystkie niuanse swej wypowiedzi i w razie potrzeby powrócić, skreślić, przepisać. Sama procedura wielokrotnego przeczytania tekstu zasadniczo zmienia sposób myślenia, czyniąc go wieloaspektowym i giętkim. Możliwość zmiany tego, co napisane, rozwija umiejętność prognozowania konsekwencji i modelowania sytuacji.

Tekst pisany istotnie rozszerzył dziedzinę komunikacji, gdyż pozwolił pokonać przestrzeń, co nie udawalo się tekstowi ustemu (goniec powinien był mieć dobrą pamięć, by precyzyjnie przekazywać rozbudowane polecenia ustne). Pismo radykalnie zmieniło sytuację w realnych refleksyjnych sferach doświadczenia, przesuwając je z kulturowo-tradycjonalnego stadium rozwoju do stadium cywilizacyjnego.

Nieco wyprzedzając tok rozważań, odnotuję, że komunikacja bezpośrednia ma jeszcze większe ograniczenia w wirtualnych dziedzinach doświadczenia – nauce, sztuce i filozofii, chociaż w niektórych rodzajach sztuki (teatr i kino) bezpośrednią emocjonalność mowy ustnej (wraz z semiotyzacją paralingwistyczną) wykorzystuje się szeroko. Ale nawet w nich odbiorca jest emocjonalnie odizolowany od autora (kontaktuje się nie z autorem, lecz z aktorem, prezentującym wcześniej napisane dzieło). Emocjonalizacja odbioru estetycznego dotyczy samego utworu (tekstu), a nie czynności jego twórcy. Osobisty kontakt między artystą, pisarzem a odbiorcą jest nie tylko ograniczony, lecz zasadniczo niepożądany. Autora utworu artystycznego (człowieka) jednoznacznie powinien zastąpić umowny narrator (ew. podmiot liryczny), twórca jako funkcja estetyczna, która uzasadnia logikę i psychologię utworu.

Dotyczy to komunikacji i kontaktów emocjonalnych zarówno między samymi twórcami, jak również między ich wielbicielami. Jedność społeczna w wirtualnych dziedzinach doświadczenia ma inny charakter niż w dziedzinach realnych. Grupa zwolenników koncepcji filozoficznej lub teorii naukowej czy wielbicieli jakiegoś rodzaju sztuki powstaje o wiele częściej poprzez pośrednie i dystansowe łączenie się odbiorców, którzy osobiście czytają utwory tych autorów (słuchają muzyki, oglądają obrazy), niż wskutek osobistego kontaktu emocjonalnego z autorem bądź ze sobą. Bezpośredni uczniowie (w nauce i filozofii) często odchodzą od poglądów mistrza i tworzą własne koncepcje, nierzadko obalające jego poglądy. Fenomen fanów (fanklubów) ma raczej etyczny charakter i dotyczy przeważnie młodzieży. Jest to łączenie się na podstawie zasady wspólnego spędzania wolnego czasu, a nie poglądów estetycznych – w fanklubach rzadko spotykają się osoby mające głębokie przekonania estetyczne. Zresztą nie jest to zjawisko nowe. To samo dotyczy tzw. salonów świeckich i bohemy, które są raczej kulturalną „agorą”, miejscem publicznej samorealizacji i społeczno-etycznej komunikacji niż wspólnotą połączoną estetycznymi przekonaniami. Jedność współwyznawców tych samych koncepcji filozoficznych, naukowych albo

155

estetycznych zapewnia nie ich obcowanie ze sobą lub z autorami, lecz ich quasi-komunikacja z utworami. Pełnowartościowa bezpośrednia twórczość wspólna to zjawisko bardzo rzadkie, a jeszcze rzadsze jest trwanie takiej współtwórczości przez dłuższy czas. Wspólne muzykowanie albo gra w sztuce nie jest jednością twórczą, lecz sumą odrębnych twórczości, która staje się jednością dopiero w świadomości odbiorcy. W momencie wspólnej gry muzyk i aktor najczęściej nie odczuwają pełni estetycznego przeżycia



Najbardziej jednoznaczną i konsekwentną formą doświadczenia pod względem sygnałowo-semiotycznym jest potoczność. To typowo ustna dziedzina ze sporadycznymi elementami komunikacji pisemnej (prywatne listy, kartki i liściki). Natomiast trudno znaleźć sferę doświadczenia pozbawioną kontaktów ustnych. Komunikacja ograniczona do samego pisma prowadzi do ograniczenia kontaktu emocjonalnego, do izolacji społecznej i – jako skutek – do rozpadu społeczeństwa. Typowym przykładem tego typu komunikacji jest Internet.

156


Internet jako próba multimedialnej syntezy komunikacji

[…] tzw. rzeczywistość wirtualna generowana komputerowo [jest] rzeczywistością niejako podwojnie zwirtualizowaną, […] symulacją drugiego rzędu, nakładaną na indywidualny, nawykowy sposób wirtualizacji świata, przebiegający bez pośrednictwa jakichkolwiek urządzeń technicznych.



K. Mudyń
Samotność na pustkowiu od tej w tłumie rozni się ciszą.

S. Gołąb

Powstanie audiowizualnej symulacji fenomenów świata przedmiotowego, czyli tzw. rzeczywistości wirtualnej, wywołało falę kulturalno-ideologicznych uzasadnień technologicznego przewrotu w semiotycznym doświadczeniu człowieka. Szeroko znane są koncepcje H. M. McLuhana gloryfikujące środek komunikacji (The Medium is the Message) oraz demokratyzm globalnej sieci informacyjnej (global village). Pojmowanie produkowanej przez media i współczesne syntetyczne rodzaje sztuki rzeczywistości wirtualnej jako specyficznej, niezwykłej i jakościowo odmiennej od wszystkich dotychczas znanych rodzajów rzeczywistości stało się ogólnikiem. D. Michel wyróżnił cztery rodzaje tzw. ciał digitalnych – szczególnych efektów rozwoju współczesnych teletechnologii:



  1. ciała-dane – „kultywowane metodami rejestracji i statystyki biurokratycznej w epoce moderny”,

  2. ciała-przekazy – „wyprodukowane przez technologie epoki pierwszych PC i funkcjonujące w sferze poczty elektronicznej i czatów internetowych”,

  3. ciała-emulacje – „wykreowane poprzez wideotelefony i dwuwymiarowe interfejsy komputerowe, które przekształciły komputer w środek operatywnej komunikacji”,

  4. ciała-interfejsy – „będące pewnego rodzaju amalgamatami fizyczno-komputerowymi stworzonymi za pomocą symulatorów wirtualnej rzeczywistości i specjalistycznego sprzętu telekomunikacyjnego”249.

Idea hipostazy i ontologizacji rzeczywistości wirtualnej, oderwania jej od człowieka, ukształtowała się w postaci odrębnego (aczkolwiek jeszcze niedużego) kierunku filozoficznego – konekcjonizmu. Łączy on panwerbalizm (zasada „świat jest tekstem’) oraz monizm energetyczny (świat jest polem informacyjno-energetycznym).

157


Tego rodzaju pojmowanie świata pozostaje w sprzeczności z prezentowaną w tej książce dualistyczną koncepcją doświadczenia i pragmatyczną koncepcją semiozy. Z funkcjonalno-pragmatycznego punktu widzenia tzw. rzeczywistość wirtualna albo przestrzeń cybernetyczna zasadniczo i jakościowo nie różni się od tych form realnego lub możliwego doświadczenia rzeczywistości, z którymi ludzkość miała do czynienia w ciągu swych dziejów. Różnice, które można tutaj dostrzec, są raczej formalne i ilościowe, co nie znaczy, że zmiana na szeroką skalę kultury książkowej („galaktyki Gutenberga”) w cyberkulturę nie będzie miała poważnych konsekwencji dla ewolucji ludzkiego gatunku (już sama w sobie jest znakiem takich ewolucyjnych przemian). Zresztą poza formalnym wymiarem zmiana ta powinna w przyszłości nabrać globalnego wymiaru funkcjonalnego. Podobne radykalne zmiany miały miejsce wtedy, gdy ludzkość przeszła od bezpośredniej komunikacji ustnej do kultury „pośrednio-pisanej”, a później – kultury druku, czyli masowej. Jeśli prawdziwa jest hipoteza o większej archaiczności mowy kinetycznej, przejście od gestu do dźwięku również miało być rewolucyjną zmianą filogenetyczną. Zdaniem N. Marra oznajmiło ono przekształcenie bytu psychofizjologicznego w byt psychointelektualny. M. Foucault uznał, że powstanie pisma oznacza przejście od bycia wspólnotowego do politycznego (w szkole Foucaulta pismo jest odbierane jako znak władzy). Można się z tym zgodzić, ponieważ pismo pociąga za sobą funkcje normalizacji, kodyfikacji, ustanowienia prawa, ograniczonego dostępu do wiedzy. Poza tym zrodziło ono fenomen wiary w prawdziwość i ważkość argumentów pisanych. Polecenie wypowiedziane jest tylko poleceniem, natomiast w formie pisemnej przekształca się w prawo (dla wielu – obiektywne). Największe religie to religie książkowe.

Powstanie druku, faktycznie zapoczątkowało cywilizację techniczną, kulturę masową, intelektualizację dziedziny emocjonalnej refleksji i demokratyzacji w jej dzisiejszym pojmowaniu. Druk stworzył i rozpowszechnił mit o sile argumentu naukowo-logicznego. Wiara w słowo drukowane w naszym świecie – świecie scjentyzmu – stała się silniejsza niż wiara religijna.

Na każdym etapie rozwoju środków komunikacji natura człowieka jako gatunku stawała się bardziej racjonalna, egocentryczna, wirtualna i standaryzowana, a ludzkość jako twór społeczny – bardziej homogeniczna i bardziej podatna na świadomą manipulację. Internet jest tylko kolejnym (zupełnie logicznym) etapem na tej drodze ewolucyjnej.

Nie można jednak zapominać, że wpływ komunikacji (tym bardziej jej narzędzi formalnych) na obraz świata i działalność przedmiotową nigdy nie bywa jednostronny i z całą pewnością forma komunikacji nie jest pierwotną przyczyną zmian w życiu. Samo w sobie doświadczenie audiowizualnej komunikacji elektronicznej nie jest ani dobre, ani złe. Wątpię, czy można by je nazwać załamaniem wszystkich „uczuciowych”, „pojęciowych”, „werbalnych” i „książkowo-literackich’ wartości kulturalnych, jednakże nie warto również stwarzać sobie iluzji i oczekiwać od Internetu urzeczywistnienia marzeń o wolności, równości i braterstwie. Internet był i pozostaje tylko środkiem przekazu, a nie treścią czy samym przekazem (jak chciałby McLuhan i jego kontynuatorzy), i wszystko zależy od tego, jak i w jakim celu środek ten jest używany.



158

Owszem, jako megabiblioteka i megamedia Internet zasadniczo różni się od zwykłych materialnych źródeł informacji, lecz tylko objętością, dostępnością i szybkością dotarcia do poszukiwanych informacji. Stosunek do Internetu (podobnie jak do całej wirtualnej rzeczywistości) jako do efektywnego środka pomocniczego czyni go niezbędnym i pożytecznym elementem współczesnego doświadczenia, zwłaszcza racjonalno-refleksyjnego (w gospodarce, zarządzaniu, dydaktyce i nauce). Jednakże właśnie te pozytywne cechy Internetu czynią go również czynnikiem dehumanizacji tych dziedzin doświadczenia realnego, dla których relewantną cechą jest bezpośredni kontakt emocjonalny i komunikacja ustna (przede wszystkim sfera życia publicznego i sfera potoczności). Znaczną część czasu, która wcześniej przeznaczana była na tworzenie realnych więzi emocjonalnych, teraz zajmuje pośrednia komunikacja elektroniczna (e-maile, SMSy, czatowanie) albo quasi-komunikacją w systemie „człowiek – komputer” (która de facto jest autokomunikacją). Rzecz jasna, że ze względu na szereg czynników kulturowo-cywilizacyjnych i psychospołecznych głównymi podmiotami takiej autokomunikacji są ludzie młodzi (często z nie w pełni jeszcze ukształtowanym systemem wartości i strukturą osobowości). Wątpię, żeby godziny spędzone przed komputerem i poświęcone symulacyjnej komunikacji o charakterze etyczno-estetycznym w żaden sposób nie pozostawiały śladu na psychice przedstawicieli całego pokolenia. Może to prowadzić do:



  1. autonomizmu – braku potrzeby bezpośredniego kontaktu z drugim człowiekiem,

  2. utraty poczucia realności – dominacji sztucznych form komunikacji symulującej uczucia i emocje,

  3. infantylizmu – przyzwyczajenia do braku społecznej odpowiedzialności i obowiązku wobec innej osoby (komunikacja elektroniczna nie obliguje do liczenia się z „rozmówcą” z tamtej stromy ekranu, wszystkie problemy komunikatywne można wyeliminować, klikając myszką).

Społeczeństwo powstaje nie tylko wskutek woli współpracy oraz dążenia do komunikacji i nawiązania kontaktów emocjonalnych, lecz w znacznie większym stopniu w wyniku wzajemnego dostosowania się i ustępstw jako pewnej życiowej konieczności. Wspólnota jako jedność społeczna może istnieć tylko tam, gdzie jednostka liczy się z obecnością i interesami innych jednostek. Alternatywą dla tego stanu rzeczy wcześniej była wojna (walka) i zniszczenie przeciwnika (oponenta) lub stosowanie przemocy w celu podporządkowania go swej woli. Cywilizacja techniczna i kultura społeczeństwa informacyjnego zaproponowały nową alternatywę dla współpracy i współdziałania – izolowane i pośredniczone istnienie (w tym przez środki formalne). Ideałem takiego rodzaju quasi-wspólnoty jest techniczne zaspokajanie wszystkich potrzeb życiowych pozwalające wyłączyć bezpośredni kontakt ludzi (zaspokajanie potrzeb bez wychodzenia z mieszkania), a także całkowite prawne (czyli formalne i pośrednie) uregulowanie wszystkich relacji międzyludzkich. Wymaga to oczywiście wysokiego poziomu konwencjonalizmu komunikacji i jej maksymalnego uśrednienia.

159


Zadajmy sobie pytanie: co jest najczęstszą przyczyną konfliktów w społeczeństwie? Otóż to emocjonalne niezaspokojenie oraz różnice płciowe, wiekowe, rasowe, etniczne, narodowe, majątkowe, klasowe, fizjologiczne, psychiczne itd. Charakter konfliktów powstających na tle tych różnic zawsze jest emocjonalno-afektywny. Co proponują ideolodzy społeczeństwa informacyjnego? Usunąć przyczyny różnic (poprzez zniwelowanie kultur, narodów, języków, ustrojów społecznych, ideologii i religii) albo przynajmniej powody do zaniepokojenia emocjonalnego i powstawania sytuacji konfliktowych (poprzez tabuizację wielu tematów dyskusji społecznych). Osiągnięciu pierwszego celu służy polityka globalizacji, drugiego – etyka poprawności politycznej. Obu służy również Internet.

Chociaż Internet wydaje się być systemem samoorganizującym się i niezależnym od człowieka (chodzi oczywiście o zwykłego użytkownika, a nie o właścicieli serwerów czy o urzędników państwowych), ma on jednak co najmniej dwa słabe punkty: logiczno-matematyczną podstawę organizacji (jako program komputerowy) oraz elektromagnetyczną podstawę egzystencji (jako obiekt fizyczny). Pierwszy można jeszcze nazwać formą rzeczywistości wirtualnej, drugi – jej materią albo substratem.

Skoro ludzkie doświadczenie jest dualną funkcją przedmiotowej (realnej) i informacyjnej (wirtualnej) działalności, to Internet można określić jako byt stworzony na obraz i podobieństwo doświadczenia ludzkiego. Zatrzymajmy się na kwestii statusu ontologicznego stechnologizowanej rzeczywistości wirtualnej. Michel napisał, że w odróżnieniu od substancjalnej rzeczywistości fenomenalnego świata przedmiotów („przestrzeni miejsc”) środowisko teletechnologiczne jest „przestrzenią strumieni”250. W związku z tym można tylko dodać, że tzw. świat rzeczy realnych (fenomenalny świat naszego doświadczenia) zasadniczo (z ontologicznego punktu widzenia) niczym się nie różni od świata rzeczywistości teletechnologicznej. Oba są nam dane w odczuciach jako kontinuum energomaterialne. Różnice mogą dotyczyć raczej sposobu ich strukturyzacji w ludzkim doświadczeniu. Środowisko teletechnologiczne nie jest drugą czy trzecią rzeczywistością (według słynnej klasyfikacji Poppera), lecz zwykłą częścią tego samego, „pierwszego” świata fenomenów fizycznych. Ze strukturalno-genetycznego punktu widzenia świat fenomenów dość względnie można podzielić na świat naturfaktów (zjawisk naturalnych) i świat artefaktów, a ten ostatni (również dość umownie) – na świat artefaktów pierwotnych (w pewnych momentach pogranicznych przechodzący w świat naturfaktów) i świat semiotycznych przedmiotów (czyli świat sygnałów – fizycznych przedmiotów służących do komunikacji międzyludzkiej). Właśnie do tego świata sygnałów należy wirtualna rzeczywistość telekomunikacyjna. Oczywiście, będąc częścią świata artefaktów semiotycznych, środowisko teletechnologiczne nie ogarnia całej przestrzeni tego świata. Sygnałowe przedmioty naszego doświadczenia istotnie różnią się od siebie stopniem udziału rozumu i logiki w ich tworzeniu i użyciu. Jedne nazywamy wysoko-, a inne niskokonwencjonalnymi. Ta druga grupa jest znacznie obszerniejsza niż pierwsza. Są to dźwięki mowy, gesty,

160


materialne substraty dzieł sztuki i symboliki społeczno-ideologicznej. Do wysokokonwencjonalnych zaś zaliczamy m.in. techniczne sygnały oparte na podstawach matematycznych, w tym rzeczywistość teletechnologiczną. W takim ontologicznym sensie rzeczywistość wirtualna jest po prostu strumieniem prądów, fal elektromagnetycznych lub namagnetyzowaną substancją materialną, według formy zaś jest to niezwykle prymitywny (w porównaniu z organizacją niskokonwencjonalnych sygnałów) konstrukt logiczno-matematyczny. I materia, i forma tego bytu są bardzo niepewne.

Logiczna forma „samoorganizacji” jest czystą fikcją, którą może zmienić wystarczająco utalentowany fachowiec, specjalista w dziedzinie tworzenia wirusów. Logiczny i algorytmiczny charakter procedur informacyjnych w zderzeniu z dobrze napisanym programem niszczenia danych łatwo może się przekształcić z czynnika samoorganizacji w czynnik samodestrukcji. Żywy organizm posiadający instynkt samozachowawczy potrafi znaleźć w sobie siły na obejście logiki i wydającą się być oczywistą konieczność samobójstwa. Samobójca, rzucający się z okna podświadomie przyjmuje pozę samozachowawczą. Precyzyjniej mówiąc, robi to nie on (jako istota myśląca), lecz jego ciało. Komputer nie ma wrodzonego instynktu ratowania się za każdą cenę.

To samo dotyczy materialnej podstawy wirtualnej rzeczywistości. Nie zapominajmy, że epoka kapitalizmu postindustrialnego z jego nadbudową władzy i kapitału „na górze” oraz synergicznego rozsiania społeczeństwa obywatelskiego „na dole” zaowocowała fenomenem terroryzmu globalnego. Wystarczy zniszczyć sieć elektryczną, a cała rzeczywistość wirtualna przestanie istnieć w swej postaci dynamicznej (czyli na czas braku prądu). Jednakże logika Internetu polega na jego globalności, na połączeniu wszystkich sieci globalnych w jedną. To znaczy, że zagrożenie należy również mierzyć w wymiarach globalnych. Erupcja Wezuwiusza zniszczyła mieszkańców Pompei, ale materialne nośniki ich kultury – przedmioty semiotyczne – zachowały się i zostały odnalezione przez archeologów. Spłonięcie Biblioteki Aleksandryjskiej pozostawiło nas bez wielu cennych informacji, ale przetrwały inne rękopisy z tamtej i poprzednich epok, zawierające szczątki informacji o tekstach, które znajdowały się w Aleksandrii. Globalna katastrofa w sieci energetycznej „globalnej wioski” albo poważny wirus komputerowy może zniszczyć wszelkie ślady po naszej informacyjnej cywilizacji.

Muszę jednak powiedzieć również o dobrych stronach komunikacji elektronicznej, w odróżnieniu od zwykłego surfowania w sieci i gier elektronicznych. Nie mam tu na myśli szybkości wymiany komunikatów i multimedialnego charakteru komunikacji. Jest to aspekt techniczny. O wiele bardziej interesuje mnie humanistyczny wymiar komunikacji. Już jakieś pięćdziesiąt lat wstecz definiowano istotę ludzkości w opozycji do pierwiastka zwierzęcego. Nic dziwnego, że w dyskusjach z tamtego okresu w pierwszej kolejności pojawiały się argumenty dotyczące racjonalno-logicznych zdolności człowieka. Epoka cywilizacji informacyjnej skorygowała „główny problem” antropologii. Komputer okazał się bardzo zdolnym „uczniem” człowieka. Dziś istoty ludzkości trzeba poszukiwać w funkcjonalnym zestawieniu co najmniej dwóch pierwiastków: zmysłowego (zwierzęcego) i racjonalno-logicznego (komputerowego).

161

W formalnym, sensie komunikacja internetowa jest bardziej „humanistyczna” niż tradycyjna „papierowa”. Jest dialogowa, bardziej bezpośrednia i wieloraka w porównaniu z komunikacją tradycyjną. Ale dlaczego w sensie formalnym? Dlatego, że wprowadzając do pisma elementy mowy ustnej, przede wszystkim interaktywne, emocjonalne (emotikony) i multimedialne, Internet stwarza tylko pozory emocjonalności (można ją nazwać emocjonalnością racjonalną), tworząc tym samym grunt pod manipulację świadomością adresata. Dlatego też komunikacja elektroniczna, jeśli można tak powiedzieć, jest bardziej „bezduszna” niż bezpośrednia komunikacja ustna. W kontakcie ustnym znaki emocji mają charakter symptomów lub oznak. Ani arbitralne znaki pisma (nawet emotikony – np. :) czy ideogramy – np ), ani sygnały wideo nie mogą pełnić tej samej roli. W obcowaniu ustnym emocje bezpośrednio są skolerowane ze zmysłowością (z psychofizjologią komunikacji). Nie ma tego w komunikacji dystansowej (na odległość) – ani w pisemnej, ani w multimedialnej. Tutaj nie tylko wszystko skupia się na treści, na informacji denotacyjnej, lecz zasadniczo zmienia się sam sposób komunikacji tradycyjnej, wspólnej dla człowieka i zwierząt – bezpośredni kontakt uczuciowy zostaje zredukowany do audiowizualnej sygnalizacji standaryzowanej. W bezpośrednim dyskursie ustnym człowiek demonstruje uczucia i myśli, w pośrednim zaś jedynie opowiada o myślach i uczuciach.



Nie mniej ważny aspekt dehumanizującej roli pisma (również w wersji elektronicznej) to jego indywidualistyczny charakter. Im bardziej działalność komunikatywna uzależniona jest od pisemnej formy sygnalizacji, tym bardziej jest ona egocentryczna i wirtualna. Pośrednia, dystancyjna komunikacja techniczna za pomocą znaków audio-wizualnych nie stanowi tutaj wyjątku. W czasie czytania (podobnie jak podczas gier komputerowych) człowiek pogrąża się w stan zbliżony do halucynacji. Jeśli przy tym ten człowiek zajmuje się wirtualnym typem działalności – badaniem naukowym, twórczością (lub współtwórczością) artystyczną, a także rozważaniami filozoficzno-światopoglądowymi – nie ma w tym nic groźnego. Gorzej, jeśli tego typu komunikacja przenika do doświadczenia realnego (potoczność, życie społeczne albo ekonomiczne) i zaczyna w nim odgrywać dominującą rolę. Obcowanie pisemne (w elektroniczne) jest obcowaniem immanentnym, tradycjonalne zaś obcowanie społeczne ma być transcendentalnym, czyli musi być skierowane na zewnątrz, poza granice doświadczenia osobistego251. Występuje tu kontrast pomiędzy społeczną (interpersonalną) naturą człowieka i zamykaniem się we własnym doświadczeniu. To, co jest dobre i naturalne dla doświadczenia wirtualnego, może stać się zgubne dla realnego. Można powiedzieć, że indywidualizacja i wirtualizacja to główne środki humanizacji ludzkiego doświadczenia jako takiego, lecz te same funkcje stają się

162


głównymi środkami dehumanizacji życia społecznego, ponieważ prowadzą do rozkładu społeczeństwa na zamknięte względem siebie i samoistne monady personalizowane. Spotykamy się tutaj z dość dziwnym paradoksem komunikacji w społeczeństwie informacyjnym: im bardziej komunikacja jest zglobalizowana i standaryzowana, tym bardziej przyczynia się do psychologicznej izolacji jednostki; im bardziej jest masowa, tym mniej jest ludzka; im jest szersza, tym bardziej zawęża osobowościowe doświadczenie człowieka.

Komunikacja masowa, która osiągnęła poziom globalnego doświadczenia standaryzowanego, dąży do maksymalnej komunikatywności, co nieuchronnie prowadzi do minimalizacji ekspresji, czyli do braku psychologicznego samowyrażania się człowieka. Druga skrajność – anarchistyczna – jest bez wątpienia nie mniej groźna. Polega ona na całkowicie wolnym i w żaden sposób nieskrępowanym samowyrażaniu się, niedążącym do komunikatywnej regulacji społecznej dziedziny doświadczenia.

Zwolennicy rzeczywistości digitalnej przywołują jako argument na korzyść komunikacji multimedialnej jej zdolność (w najbliższej przyszłości) do osiągnięcia takiego stopnia symulacji rzeczywistości, który zupełnie zniesie różnice pomiędzy odbiorem naturalnej fizycznej i sztucznej wirtualnej rzeczywistości. Nietrudno w to uwierzyć. Trudniej w to, że taki idealny środek nieomal boskiej kreacji świata nie zostanie przekształcony w środek ideologicznej manipulacji i politycznej agresji. Całe piękno dzisiejszego (póki co naturalnego) życia ludzkiego polega na jego spontaniczności i jeszcze niezupełnym sterowaniu przez człowieka. Ta sytuacja stwarza efekt niepewności, zmuszający ludzi do liczenia się z najróżniejszymi możliwościami rozwoju zdarzeń, a tym samym z innymi ludźmi, ze światem przyrody, z tradycjami itd. Ustna kultura pierwotnego i tradycyjnego społeczeństwa ograniczała wolność jednostki, ale dawała jej poczucie jedności z plemieniem, środowiskiem i światem życiowym jako całością (choć świat ten ze współczesnego, cywilizacyjnego punktu widzenia był dość ograniczony w czasoprzestrzeni). Pismo doprowadziło do dyferencjacji społeczeństwa, stało się znakiem cywilizacji urbanistycznej (druk zaś znakiem cywilizacji technicznej) i uwolniło jednostkę, ale jednocześnie osłabiło tradycyjną jedność społeczeństwa. Świat stał się szerszy zarówno w czasie (tradycja pisemna), jak i w przestrzeni (odkrycia geograficzne). Język literacki połączył przedstawicieli różnych dialektów plemiennych. Powstały narody i superetnosy. Jednakże Człowiek pisma stał się indywidualistą-erudytą-intelektualistą. Internet otworzył perspektywę całkowitej globalizacji świata ludzi, a także całkowitego oddzielenia jednostki od społeczeństwa. Co będzie charakterystyczne dla Człowieka Internetu? Wykształcenie? Wiedza? Obraz świata? Religia? Naród? Mentalność? Wiek? Płeć? W sieci wszystko to nie ma najmniejszego znaczenia. W warunkach jedynego i wypośrodkowanego pola fenomenalno-informacyjnego wszystkie różnice staną się nieistotne. Słusznie zauważył A. Kiriejew, że cywilizacja sieciowa (CS) nie jest wybudowana na naszych „Ja”, zawierających „cielesną formę i świadomość […]. W CS są tylko wykreowane przez nas koncepty naszych »Ja«, które ograniczamy, m.in. poprzez wybór pożądanego »zbioru« konceptów w przestrzeni anonimowości sieciowej”252.

163


Nic zatem dziwnego, że obie skrajne formy dyskursu – globalna sieć Web oraz intrapersonalna autokomunikacja – po prostu się dopełniają, ale wzajemnie się nie przenikają. Im więcej jest różnorodnych więzi łączących współpracowników w dziedzinie ekonomicznej albo współobywateli w dziedzinie społeczno-etycznej, tym trudniej jest podporządkować je swej woli. Im mniej ustrukturyzowane i im bardziej homogeniczne jest społeczeństwo, tym łatwiej administracji lub władzy kierować nim. Społeczne doświadczenie homogenicznej interakcji w skali globalnej może osiągnąć taki poziom mitologizacji, który istniał być może tylko w społeczeństwie pierwotnym. Jeszcze raz zacytuję A. Kiriejewa:
Nieco upraszczając można powiedzieć, że cała Sieć i Cywilizacja Sieciowa wytworzone są na podstawie Wiary-w-rozumienie, zawierającej również Wiarę w prawdę (adekwatność) otrzymywanych informacji253.

W tym sensie hipotetyczna cywilizacja sieciowa, czyli cywilizacja rzeczywistości wirtualnej i quasi-komunikacji elektronicznej (semiotyczne interakcje w parze „użytkownik – komputer” trudno nazwać nie tylko obcowaniem, ale również komunikacją) prezentuje się jako swoista „nowa potoczność”, albo inaczej: cywilizacyjno-kulturowy twór, w którym zatarte są granice pomiędzy wszystkimi typami działalności, między racjonalnością a emocjami, między osobistym a publicznym oraz między realnością a wirtualnością.

164



1   ...   9   10   11   12   13   14   15   16   ...   21


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna