Spis treśCI



Pobieranie 1,53 Mb.
Strona12/21
Data23.10.2017
Rozmiar1,53 Mb.
1   ...   8   9   10   11   12   13   14   15   ...   21

Język potoczny jako rzeczywistość mitologiczna i problem glottogenezy

Język wykorzystywany w codzienności ciągle podpowiada konieczne obiektywacje i ustala porządek, w ramach którego nabierają sensu i znaczenia zarówno te obiektywacje, jak i samo życie powszednie.



N. M. Smirnowa

Język jest jednym z najważniejszych środków organizacji działalności człowieka, absolutnie pełnowartościowym i ukończonym nawet na początkowym i podstawowym poziomie doświadczenia. Można mówić o specyfice przejawu tego lub innego typu działalności w komunikacji, jednak nie ma podstaw, aby łączyć język w aspekcie ontologicznym lub genetycznym z jakąkolwiek inną formą doświadczenia poza potoczno-mitologiczną. A. Schütz słusznie zauważył, że:


Typizującym medium par excellence, poprzez które zostaje przekazana wiedza społeczna, jest słownik i składnia języka powszedniego. Dialekt codzienności jest przeważnie językiem imion, rzeczy i wydarzeń. Każde imię zaś zakłada typizację i uogólnienie w świetle systemu relewancji przeważających w lingwistycznej „my-grupie”, która uważa rzecz za wystarczająco znaczącą, żeby dopasować do niej odrębny termin. Dialekt przednaukowy jest skarbnicą gotowych, już skonstruowanych typów i charakterystyk, społecznych z pochodzenia oraz zawierających w sobie otwarty horyzont jeszcze nieodnalezionych treści223.

S. Langer zwróciła uwage na ciekawą osobliwość języka w odniesieniu do stopnia rozwoju głównych typów doświadczenia realnego (czyli życia ekonomicznego i społecznego):


Ludzie, którzy nie wynaleźli tkanin, którzy mieszkają pod dachami z plecionych gałęzi, nie czują potrzeby odosobnienia, nie przeszkadza im brud i na kolację przyrządzają sobie pieczeń ze swoich wrogów, posługują się jednak podczas swoich bestialskich uczt językiem równie gramatycznym jak greka i równie potoczystym jak francuski!224.

Otwarta pozostaje jednak kwestia tego, która forma sygnałowa mowy ludzkiej była pierwotna: dźwiękowa czy kinetyczna, symboliczna czy indeksowo-ikoniczna (jeśli korzystać z nomenklatury peirce’owskiej). Langer obstaje za bardziej tradycyjną ideą pierwotności języka dźwiękowego. Słynny „rewolucjonista” lingwistyczny N. Marr

140

uważał inaczej. Przekownywał bowiem, że komunikatywne interakcje międzyludzkie zaczęły się na poziomie gestów, dźwiękowa forma zaś powstaje w innym typie działalności: sakralno-rytualnym, czyli magicznym. „Fonetyzacja” języka potocznego jest według Marra niczym innym jak tylko wynikiem profanacji sfery sakralnej. Hipoteza ta wydaje się nieprawdopodobna, lecz jest parę ważkich argumentów natury metodologicznej, który przemawiają na jej korzyść.



Niektórzy historycy i teoretycy języka (m.in. A. Potiebnia i V. Mathesius) przekonywali, że pierwotne jednostki mowy powinny były mieć synkretyczny, predykatywno-nominatywny charakter, czyli być jednocześnie nazwami pewnych części obrazu świata i wyrażeniami myśli-uczuć człowieka, inaczej mówiąc: swoistymi „słowami-zdaniami”. Czasownik i imię, orzeczenie i podmiot, proces i substancja, czas i przestrzeń na wcześniejszych etapach glottogenezy nie zostały jeszcze wyraźnie odróżnione225, emocje i przejawy woli nie zostały jeszcze oddzielone od „przed-pojęć” i „przed-sądów”, denotacja jeszcze się nie różniła od predykacji, aspekt lokucyjny – od perlokucyjnego i illokucyjnego. Co jednak najważniejsze, akt stanu myślowego, akt egzystencjalnego przeżycia sytuacji życiowej oraz akt komunikacji prawdopodobnie stanowiły jeden i ten sam akt. Na to również zwrócił uwagę profesor A. Wierciński:
[...] w fazie archantropów sygnalizacja werbalna [wystąpiła] w swej najpierwotniejszej postaci, tj. zestawu co najmniej kilkudziesięciu wieloznacznych słów, określających naraz przedmioty i czynności (procesy) z nimi związane oraz pełniących role zdań w danej sytuacji226.

Wszystko to można nazwać przedrefleksyjnym synkretycznym typem komunikacji. Oczywiście przedmiot mowy w takim akcie komunikacyjnym nie może być pomyślany poza samym dyskursem, słowo (jako znak) utożsamia się nie tylko z myślą i obiektem myślenia227, lecz również z samym przedmiotem (faktem). B. Malinowski pisał:


Słowo oznacza dla tubylca właściwie sposób użycia rzeczy, do której to słowo się odnosi, dokładnie jak narzędzie oznacza coś, gdy można się nim posługiwać, i nie oznacza nic, jeżeli nie ma żadnego aktywnego doświadczenia. [...] Podobnie czasownik, słowo na

141


oznaczenie czynności, nabiera swego znaczenia dzięki aktywnemu uczestnictwu w tejże czynności. Używa się go wtedy, gdy może on spowodować działanie, a nie po to, żeby je opisywać, ani tym bardziej po to, żeby objaśnić myśl. Wyraz ma zatem swoistą moc, jest środkiem wywołującym skutek, sposobem postępowania w działaniu i posługiwania się przedmiotami, a nie sposobem na ich określenie228.

Stąd wywodzi się również magia słowa jako komunikatywno-rytualnego „zastępcy” realiów. Jest to jednocześnie symulakr oraz jego całkowite przeciwieństwo: symulakr jest znakiem bez referencji, a znak istnieje sam w sobie i dla siebie (jak powiedziałby A. Séchehaye), natomiast synkretyczny „przed-znak” to znak jako alter ego desygnatu. Znak tego typu powinien być minimalnie rozczłonkowany według znaczenia i formy.

Ikoniczny charakter znaków „pierwotnych” przy tej interpretacji wydaje się w pełni uzasadniony. Co w takiej sytuacji może lepiej od tańca (pantomimy) służyć za znak nierefleksyjnej i niedyskursywnej intencji? Nominacja staje się potrzebna w społeczeństwie, gdzie pojawia się idea inwariantu i tradycji, przekazywania rzeczy i informacji w spadku. W stadzie, które żyje aktualną teraźniejszością, potrzebny jest nie system dyskretnych znaków, lecz ogólne zasady komunikacji realizowane ad hoc. Gest okazuje się w tej sytuacji jak najbardziej na miejscu, ponieważ ma w sobie dużo formalnych elementów wspólnych (podobnych lub stycznych) z polem referencyjnym. Nie można tego powiedzieć o tak umownym i arbitralnym środku sygnalizacji, jakim jest dźwięk. Dźwięk, zwłaszcza dyskretny i kombinatoryjnie odtwarzalny, staje się niezbędny wtedy, gdy rodzi się potrzeba dokładnego powtarzania (odtwarzania) i kombinowania inwariantnej informacji. Gest nie ma aż tak elastycznych możliwości. Odwołajmy się raz jeszcze do prac Marra:

Żadnych naturalnych słów nie było. Słowa zaczęto tworzyć od momentu, gdy zaczęła się składać mowa dźwiękowa, po to, by zaspokoić potrzeby powstałe w trakcie rozwoju życia gospodarczego oraz struktury społecznej229.

Gest ma charakter aktualistyczny, emocjonalno-racjonalny, predykatywno-nominatywny i, co najważniejsze, synkretyczny:

W mowie kinetycznej panuje niepodzielna władza ręki ̶ jest ona jednocześnie narzędziem pracy i ucieleśnieniem samej mowy. W mowie dźwiękowej narzędzie produkcji – język i narządy artykulacji dźwięków to jedno, a same dźwięki – to coś innego230.

Rzeczywiście w mowie dźwiękowej da się wyraźnie zauważyć różnicę pomiędzy aktami mownymi oraz produktami mownymi – sygnałami (którą bardzo uwypuklił ma-

142


gnetyczny zapis dźwięku, ponieważ pozwolił oderwać dźwięk od pracy narządów mowy), natomiast w synkretycznej komunikacji za pomocą gestów różnica ta jest zupełnie niezauważalna: gestykulację jako akt trudno odróżnić od samego gestu jako sygnału (sygnałem jest np. nie widok ręki, lecz ruch ręką i widok tego ruchu). Marr przytacza zupełnie niespodziewany, lecz bardzo interesujący argument na korzyść zamiany ręcznego języka na dźwiękowy. Nawet jeśli od samego początku jest on fałszywy, to i tak zawiera impuls wartości poznawczej:
[…] zamiana mowy kinetycznej albo linearnej na dźwiękową oznajmia zmianę narzędzia pracy – jakiego? Wydaje się to być jasne: ręki na język, nieprawdaż?231.

A co będzie, jeśli zinterpretujemy te słowa tak: zmiana ręki na język jest to przekształcenie fizycznej pracy w umysłową albo (w bardziej łagodnej formie) znak powstania pracy umysłowej (przede wszystkim planowania i zarządzania działalnością)? Jeszcze bardziej precyzyjne byłoby powiedzenie, że zamiana indeksalno-ikonicznej mowy kinetycznej na symboliczną mowę dźwiękową jest po prostu przekształceniem przedrefleksyjnej działalności w działalność refleksyjną, a przedpojęciowej działalności psychicznej – w pojęciową.

Warto jeszcze zwrócić uwagę na problem glottogenezy od strony funkcjonalno-pragmatycznej, czyli z punktu widzenia typu działalności doświadczalnej, którą ma obsługiwać komunikacja sygnałowa. Ogólnie przyjęte (albo przynajmniej dominujące) jest stanowisko „zdroworozsądkowe”, głoszące, iż język dźwiękowy jest bardziej wygodny w pracy, ponieważ pozwala komunikować się na odległość, bez kontaktu wizualnego i nawet w całkowitych w ciemnościach.

Rosyjski antropolog M. Klagin słusznie zauważył, że:


Geneza języka dźwiękowego [...] jest problematyczna. […] nie możemy go tłumaczyć potrzebami produkcyjnymi – na przykład, łowiecką, ponieważ etologicznie bliskie do myśliwych hominidów drapieżniki polują zachowując ciszę232.

O ile wiem, takie samo przyzwyczajenie mają również współcześni myśliwi. Krzyk na polowaniu jest potrzebny wyłącznie przy zaganianiu zwierzyny, ale w tym przypadku wystarczą nierozczłonkowane wykrzyknięcia emocjonalne. Amerykański antropolog G. W. Hewes, zwolennik teorii gestów, stwierdził, że dźwiękowy język pojęciowy nie był potrzebny również przy wspólnej produkcji najprostszych narzędzi (można je produkować wspólnie, posługując się mimiką).

Langer, omawiając problem korelacji mowy kinetycznej oraz artykułowanej, zakwestionowała świadectwo jednego podróżnika, który słyszał, jak będąc w ciemnościach, tubylcy obserwowanego przez niego plemienia powiedzieli: „Pójdziemy do ognia, aby zobaczyć, co oni mówią”. Autorka Nowego sensu filozofii poddała krytyce wnioski tego obserwatora o dominacji języka gestów nad artykułowanym, argumentując to faktem,

143


że ludzie posiadający zdolność wypowiedzenia w ciemnościach tak skomplikowanej konstrukcji nie potrzebują mowy gestów233. Ten argument wydaje się typowym przejawem uprzedzenia scjentystycznego, które zakłada wyższość intelektualistycznej złożoności mowy nad praktyczną prostotą gestu. Poza tym ten tok myślenia przewiduje absolutyzację intelektualizmu, tak jakby współcześni intelektualiści w swoich potocznych wypowiedziach nigdy nie używali skrótów myślowych, prymitywnych konstrukcji, a nawet gestów. W obcowaniu potoczno-mitologicznym człowiek chce nie tylko słyszeć, co mu mówi jego rozmówca, lecz również (albo przede wszystkim) widzieć, jak mówi (z jakim wyrazem twarzy, pod jakim kątem, z jakiej odległości, jakich gestów używa itd.). W społeczeństwach, gdzie nie ma komunikacji dystansowej i słabo rozwinięta jest działalność znakowo-narzędziowa, maksymalnie przejawiają się psychologiczne predyspozycje uczuciowe, zwłaszcza w stosunku do wizualizmu: większość informacji osobowościowej odbiera się wzrokiem. Jak mawiał profesor Wierciński, jesteśmy wzrokowcami po naszym małpim przodku. Stąd właśnie słowa tubylca „Pójdziemy do ognia, aby zobaczyć, co oni mówią”. Po co daleko chodzić? Wystarczy posłuchać rozmowę ludzi w naturalnym, potocznym dyskursie, nie widząc ich. Czy dużo zrozumiemy z tego, co usłyszymy?

Nie odrzucajmy również tego, że komunikacja wieczorowa lub nocna w społeczeństwach tradycyjnych jednoznacznie łączy się z działalnością społeczno-etyczną, czyli ze spędzaniem wolnego czasu. Jeszcze w ХХ wieku ludzie na wsiach, gdzie nie było elektryczności, kończyli wszelką działalność gospodarczą z zapadnięciem zmierzchu. Przed pójściem do łóżka pozostawał tylko czas na komunikację etyczną i estetyczną (rozrywkową). Dlatego jeśli przyjmować brak światła jako argument na korzyść komunikacji dźwiękowej, to trzeba ją łączyć nie z pracą, lecz z wypoczynkiem informacyjnym (przede wszystkim rytualnym).

Jednak najważniejszą rzeczą w obcowaniu potoczno-obyczajowym jest całkowite zaufanie do komunikatu (tekstu, wypowiedzi). Rzadko kiedy w potocznej komunikacji zauważamy alogizmy i formalne (w tym językowe) nieścisłości oraz błędy. Dotyczy to nie tylko przedstawicieli kultury tradycyjnej – monoglossantów, lecz również tzw. dyglossantów, czyli ludzi, którzy potrafią rozróżniać style mowy i posługiwać się nimi w różnych sytuacjach i różnych typach działalności. Przychodzi mi na myśla metafora „przezroczystego szkła”: mowa potoczna jest „przezroczysta” jak czysta szyba w oknie. Patrząc przez czyste okno, nie widzimy szyby, lecz to, co jest za nią. Zauważamy ją dopiero wtedy, gdy jest brudna. To samo dotyczy języka potocznego. Używamy go zupełnie nieświadomie, nie dostrzegając ani jego treści, ani jego formy. Potoczne słowa to są tylko pojęcia, za pomocą których uświadamiamy sobie przedmioty i zjawiska, a czasem nawet same te przedmioty i zjawiska. Potoczne zdania to są same myśli i uczucia, które wyrażamy, a czasem i same sytuacje, o których myślimy i które przeżywamy. Zatem potoczna komunikacja jest mitologiczna w tym samym stopniu co potoczna działalność, której jest częścią.

144


Ilu Polaków zdaje sobie sprawę z wewnętrznej motywacji wyrazów i stałych połączeń wyrazowych o znaczeniu etycznym, politycznym, ekonomicznym, naukowo-poznawczym, estetycznym czy filozoficznym, wywodzących się z pojęć potocznych, przede wszystkim pojęć o czynnościach fizjologicznych czy fizycznych (manipulacyjnych)? Zwróćmy uwagę na przykłady: wyręczyć (< ręka), wyłonić się (< łono), główny (< głowa), zaoczny (< oko), przełknąć obrazę (< łykać), donos, wyniosły, przenośnia, wniosek (< nosić), przykład, wykład (< kłaść), powstrzymywać się (< trzymać), zebranie, wybór (< brać), przedsięwzięcie, pojęcie, zajęcie, przejmować się, ujemny, obejmować (< jąć234), popierać, wypierać się (< przeć), ucisk, pocisk, wywierać nacisk (< cisnąć), schyłek, pochylić się nad problemem (< chylić), zachwyt, podchwytliwy (< chwytać), co się tyczy, wytyczne, spotkanie (< tknąć), naginać fakty (< giąć), przygniatająca cisza (< gnieść), pociągać, zaciągnąć się, wyciągnąć wnioski, ciężar (< ciągnąć), posunięcie, nasuwa się pytanie, wysunąć pomysł (< sunąć), nieruchomości, poruszyło mnie to, wzruszenie (< ruszyć), zastanowić się, stan, powstanie (< stać), należeć, niepodległy, polegać (< leżeć), posiadać, posiedzenie, osiedle (< siąść), zajście (< iść), obchody, dochodzenie, o co chodzi, wschód (< chodzić), zabieg, obieg, zapobiec, na bieżąco (< biec), następca, wystąpienie, postęp (< stąpać), napój wyskokowy, zaskoczenie (< skakać), rozwód, powodzić się, zawód (< wodzić), odlotowy, lecieć na kogoś (< lecieć), upłynęło 5 lat, mieć wpływ (< płynąć), wypadek, przypadłość (< padać) itd. – używamy tych wyrazów i połączeń wyrazowych, zupełnie nie czując ich historycznej lub wciąż „żywej” dwoistości, ich alegoryczności.

Mitologizm potoczny jest zatem mitologizmem naturalnym, arefleksyjnym, społecznym, immanentnym, niezbędnym i językowym. Zupełnie inny charakter ma mitologizm działalności zawodowej lub społeczno-etycznej. Wiedza, którą posługujemy się w tych dziedzinach doświadczenia (w pracy, nauczaniu, w czasie społecznej rozrywki, w życiu publicznym) i która powstała w trakcie rozwoju kultury i cywilizacji, nie jest tak silna i dopuszcza pewien stopień wariantywności (względności). Jest realizowana albo w modalności apodyktycznej, albo problematycznej, a to, co możliwe, pożądane lub konieczne, nie ma tej siły rzeczywistości, którą mają potoczne przyzwyczajenia i przekonania.

W pasmach przejściowych pomiędzy potocznością z jednej strony i innymi dziedzinami realnego doświadczenia z drugiej, często powstają dość trwałe mity (np. wiara w pewien ustrój społeczny lub ekonomiczny oraz najróżniejsze dogmaty religijne, etyczne, polityczne, dydaktyczne czy ekonomiczne). W odróżnieniu od mitów potocznych, wszystkie mity tego typu są przedmiotem dyskusji i mogą być kwestionowane. Sens rozwoju doświadczenia potocznego polega na ciągłym utrwalaniu i zachowaniu wartości witalnych i tradycyjnych, natomiast sens ewolucji dziedziny ekonomicznej lub etyczno-politycznej – na deniitologizacji utrwalonych i zautomatyzowanych dogmatów.

145


Niezależnie od tego, co będą mówić zwolennicy racjonalizmu i postępu naukowego, oraz od prób człowieka zmierzających do wykroczenia poza granice mitologicznego postrzegania świata, jego doświadczenie potoczne było, jest i w bliższej przyszłości prawdopodobnie pozostanie mitologiczne. Wypada całkowicie się zgodzić z A. Babajewą, która powiedziała:
Mitotwórstwo – jest nieodłączną częścią życiowej działalności człowieka. Nie da się przeprowadzić wyraźnej granicy pomiędzy systemem mitów i codziennością. One ciągle się z sobą łączą, tworząc niepowtarzalne formy konkretnych kultur235.

146
Uzus i norma. Idiolekt – socjolekt – idiostyl


[…] poprzez słowo nie da się przekazać komuś swej myśli, można tylko obudzić w nim jego własną.

A. Potiebnia
Każdy z nas, będąc posiadaczem języka literackiego, włada również tym lub innym dialektem, jeśli nie geograficznym, to przynajmniej społecznym (a czasem nawet kilkoma); [...] każdy z nas, oczywiście, bierze czynny udział w funkcjonowaniu mowy potocznej, która odgrywa w życiu człowieka zasadniczą rolę.

L. W. Szczerba

Na początku rozwoju myśli strukturalistycznej duński lingwista L. Hjelmslev wprowadził do obiegu naukowego bardzo pożyteczną z punktu widzenia wartości poznawczej konceptualną oraz terminologiczną opozycję normy i uzusu. Reguły normy są świadomie ustanawiane i utrzymywane, reguły uzusu kształtują się ewolucyjnie i samorzutnie. Ta opozycja całkiem logicznie wpisuje się do zaproponowanego tutaj modelu ludzkiego doświadczenia, który funkcjonalnie łączy naturalny (obrazowo-sensoryczny) i sztuczny (pojęciowy) typ działalności człowieka. Oba typy są realizowane zgodnie z pewnymi regułami. Pierwsze nazywa się czasem prawami natury, drugie – prawami myślenia, choć jest to dość względny podział, ponieważ zarówno pierwsze, jak i drugie ustalają i formułują ludzie w trakcie działalności poznawczej. Różnica między nimi polega zaś na tym, że różne są dziedziny ich zastosowania (fizyczno-fizjologiczny świat przyrody i społeczno-psychologiczny świat człowieka), oraz – co najważniejsze – różny jest stopień ich uświadomienia i tzw. obiektywności (pierwszego poszukujemy i go „znajdujemy” albo „odkrywamy”, drugi zaś kreujemy i ustanawiamy sami).

Teraz popatrzmy na tę dychotomię z punktu widzenia semiosfery i działalności językowej. Oczywiście w samej swej istocie są to funkcje społeczno-psychologiczne. Czy ma to znaczyć, że regularności panujące w dziedzinie semiozy z konieczności są sztuczne i spekulacyjne? W żadnym wypadku. Warto rozróżniać regularności, które wywodzą się ze świata przyrody, oraz prawa jako ustanowienia ludzkiego rozumu. Pierwsze są bez- i podświadome, drugie – dyskursywne i świadome. Regularnościom podporządkowujemy się nieświadomie, intuicyjnie, bezrefleksyjnie. Działają one w postaci regularnych powtórzeń nawet wtedy, gdy nie podejrzewamy nawet, że mogą one istnieć. Prawa zaś są hipotezami, które tworzymy, próbując zrozumieć i objaśnić postrzegane przez nas regularności.

147


W działalności semiotycznej, a w szczególności językowej, również jest uzasadnione rozróżnienie względnie naturalnych samowolnych regularności –uzusu; oraz sztucznych kulturowo-cywilizacyjnych tworów – normy. Pierwsze są w każdym języku świata, natomiast drugie tylko tam, gdzie powstała kultura piśmiennicza i rozwinęła się sieć sztucznych form działalności kulturowej i cywilizacyjnej. Działalność opartą na regularnościach naturalnych można nazwać potoczną działalnością językową (semiotyczną), drugi zaś typ działalności zazwyczaj nazywa się językiem literackim (albo literacką działalnością językową). W tej kwestii warto się powołać na jedną z prac słynnego językoznawcy rosyjskiego L. Szczerby, który odnotował zasadniczą przeciwstawność tych dwóch form socjolektu:
Każde pojęcie najlepiej da się wytłumaczyć na podstawie przeciwieństw i dla wszystkich wydaje się oczywiste przede wszystkim przeciwstawienie języka literackiego dialektom. Ogólnie rzecz biorąc, jest to poprawne; myślę jednak, że istnieje opozycja o wiele głębsza, która w istocie determinuje te, które wydają się nam oczywiste. Chodzi o przeciwstawienie języka literackiego i potocznego236.

W czystej postaci te dwie formy działalności werbalnej są albo samowolnym żywiołem, wolnym od wszelkiego administracyjnego przymusu, albo wprost przeciwnie – precyzyjnym systemem sterowanych operacji komunikatywnych. Jeśli by zadać sobie pytanie, jakie społeczne formy języka mogą funkcjonować w takim żywiole, odpowiedź byłaby tylko jedna: powszednio-obyczajowy język potoczny, czyli język naszej codzienności. Etniczno-terytorialne realizacje języka tego rodzaju można nazwać dialektami terytorialnymi (gwarami i narzeczami), społeczne zaś – różnymi typami miejskiej koine. Na tym samym poziomie ujawniają się również inne egzystencjalne (witalne) parametry doświadczenia – płeć (język mężczyzn i kobiet) i wiek (język dorosłych, dzieci, ludzi starszych). Na drugim końcu skali typologicznej można umieścić przeciwną formę systemu komunikatywnego – język książkowy jako system kodyfikacyjnych norm języka literackiego, nacechowany stylistycznie w zależności od dziedziny działalności refleksyjnej, w której jest używany.

Jeżeli jednak są to skrajne punkty typologii socjolektalnej, to co znajduje się pomiędzy „naturalnością” uzusu a „sztucznością” normy? Myślę, że w zależności od dziedziny funkcjonowania w doświadczeniu semiotycznym można mówić tutaj o trzech odmiennych (ale nie przeciwstawnych) formach działalności językowej. Najmniej wyspecjalizowaną formą socjolektu, kształtującą się na styku normy i uzusu, jest powszechny język standardowy, którym posługuje się w życiu powszednim większość wykształconych użytkowników języka, bez względu na wiek, płeć, rodzaj działalności i zainteresowań, a także miejsce zamieszkania. Język ten ma charakter względnie znormalizowany, lecz norma w nim jest w znacznym stopniu rozmyta przez warianty i uproszczone wersje znaków i modeli. Ponadto norma takiego standardu

148


jest raczej uzualna i kształtuje się przez upodobnianie się do otoczenia, a komunikacja za pomocą tej formy języka pozostawia wrażenie naturalności i swobody. Jednakże swobodę tę istotnie ograniczają szkolne wykształcenie i wpływ kultury (zwłaszcza literatury, kina, mediów).

Specjalizacja typu społeczno-pragmatycznego lub zawodowego leży u podstaw dwóch kolejnych odmian socjolektu „pośredniego”. Chodzi o slangi i żargony237. Żargony są swoistymi „uproszczonymi” lub „upotocznionymi” wersjami zawodowych języków terminologicznych. Można też powiedzieć, że stanowią obszar przejściowy pomiędzy terminologiczną normą książkową a społeczno-pragmatycznym uzusem – slangiem. Slang natomiast można określić jako formę przejściową od potoczno-obyczajowego uzusu do normalizacji w postaci żargonu. Jedno nie budzi wątpliwości: slang jest bliższy uzusowi i mniej znormalizowany niż żargon. Człowiek werbalnie funkcjonujący w dziedzinie komunikacji żargonowej znajduje się pod większą presją normy przyjętej w środowisku zawodowym niż człowiek posługujący się slangiem. W tym ostatnim jest więcej swobody, twórczości i możliwości werbalnej indywidualizacji. Główne zadanie żargonu to obsługa powszedniej i nieoficjalnej sfery doświadczenia racjonalno-ekonomicznego (żargon lekarzy, nauczycieli, księgowych lub policjantów obowiązuje wszystkich przedstawicieli tych profesji, bez względu na płeć i wiek). Inna rola przysługuje slangowi – służy on do emocjonalnego łączenia ludzi w grupy według zainteresowań pozazawodowych oraz wspólnoty ideologicznych, etycznych, estetycznych, religijnych, politycznych, światopoglądowych czy innych wartości kulturowych. Slangi są jedną z najmniej stabilnych form socjolektu. Wciąż się odnawiają i wzajemnie się wymieniają. Każde pokolenie młodzieży używa swojego slangu. Każde ugrupowanie młodzieżowe, każda grupa społeczna może w tym samym czasie historycznym oraz w tej samej przestrzeni geograficznej posiadać własny system slangowy. Inaczej mówiąc, żargon to nieoficjalna semiotyczna realizacja refleksji racjonalnej, natomiast slang jest nieoficjalną werbalizacją refleksji emocjonalnej. Musimy jednak pamiętać, że ani slang, ani żargon nie mają własnej pełnowartościowej formy wewnętrznej (gramatyki, derywacyjnego i fonetycznego systemu modeli językowych). Ich specyfika sprowadza się najczęściej do osobliwości informacyjnej bazy języka (systemu znaków). Swoją formę wewnętrzną slang i żargon najczęściej zapożyczają od powszechnego standardu, rzadziej – od miejskiej potocznej koine (niektóre slangi) albo od normy kodyfikowanej (niektóre żargony „inteligenckie”).

Odrębne miejsce w typologii socjolektów zajmują języki przestępcze i więzienne – tzw. grypsera. Z jednej strony mają one charakter nieoficjalnego języka zawodowego, czyli żargonu, z drugiej zaś są przejawem sposobu życia, norm etycznych i światopoglądowych, środkiem semiotycznej regulacji życia społecznego pewnej grupy społecznej, czyli slangiem. Destruktywny wobec cywilizacji i kultury charakter

149


działalności przestępczej zbliża grypserę do miejskiego języka potocznego, jednak wysoki (aż do terminologiczności) poziom normalizacji wyróżnia ją nawet spośród żargonów. Zaproponowaną typologię socjolektalnego rozwarstwienia działalności językowej można schematycznie przedstawić tak jak na rys. 6.

Schemat typów socjolektów

JĘZYK POTOCZNY JĘZYK LITERACKI

(UZUS) (NORMA)



język

dialekty oficjalnej

terytorialne komunikacji


1   ...   8   9   10   11   12   13   14   15   ...   21


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna