Serce zdrowego noworodka uderza około 120 razy na minutę



Pobieranie 15,78 Kb.
Data07.03.2018
Rozmiar15,78 Kb.

Serce zdrowego noworodka uderza około 120 razy na minutę. Jeśli bije ponad 200 razy, to znaczy, że nie funkcjomuje prawidłowo. Tylko w jednym przypadku przyspieszone bicie dziecięcego serduszka nie wzbudza powodów do niepokoju – kiedy dziękuje za uratowane życie.
SERCE ZA SERCE
Każdego roku w Polsce rodzi się około 400 tysięcy dzieci. Około 1% noworodków, czyli prawie cztery tysięce dzieci rodzi się z wrodzonymi wadami serca. Wadami, których leczenie trzeba podjąć natychmiast. Tylko w ten sposób można tym dzieciom zapewnić prawidłowy rozwój a nierzadko – uratować życie. Właśnie po to, by pomóc w ratowaniu życia i wspieraniu leczenia dzieci z wrodzonymi wadami serca powstało stowarzyszenie NASZE SERCE.

Kieruje nim profesor Michał Wojtalik z Kliniki Kardiochirurgii Dziecięcej Instytutu Pediatrii Akademii Medycznej w Poznaniu.

-Przez siedem lat pracowałem w Zabrzu – mówi profesor Wojtalik. - Miałem okazję przekonać się, w jaki sposób profesor Religa radzi sobie z problemami. Już wtedy przekonałem się, że ich rozwiązanie jest możliwe wyłącznie dzięki pozyskiwaniu dodatkowych środków finansowych. Że żadna klinika w Polsce nie poradzi sobie z tym sama.

Dzięki ofiarodawcom

Niemal natychmiast po przeprowadzce do Poznania Michał Wojtalik rozpoczął przygotowania do założenia stowarzyszenia. Zwrócił się do tych, którzy byli najbliżej – rodziny i przyjaciół. Poza nimi do współpracy udało mu się pozyskać innymi Wojciecha Smorawińskiego i prezesa Bogdana Lubczyńskiego. Stowarzyszenie zostało zarejestrowane na początku 1998 roku. Organizuje coroczne bale karnawałowe w Green Hotelu, połączone ze zbiórką pieniędzy, które przeznacza się na zakup lub dofinansowanie zakupu sprzętu medycznego.

-Pieniądze z pierwszego balu – a była to zupełnie zawrotna dla mnie wtedy suma ośmiu tysięcy złotych – przeznaczyliśmy na zakup aparatu do dozowania tlenku azotu – mówi profesor Wojtalik. - Urządzenie to służy do leczenia kilkumiesięcznych dzieci z wadami serca, które mają problemy z nadciśnieniem płucnym.Za kolejne pozyskane pieniądze stowarzyszenie zakupiło lupy operacyjne, amplatzery do leczenia ubytków przegrody międzyprzedsionkowej i pośredniczyło w zakupie aparatu do angiokardiografii dla pracowni chemodymanicznej, echokardiografu dla oddziały pooperacyjnego z głowicą do badań przezprzełykowych, aparatu do znieczulania. Finansowało również szkolenie polskich specjalistów za granicą oraz specjalistów z zagranicy (Ukrainy, Białorusi i Gruzji) w Polsce.

Hotel dla mam

Wielkim marzeniem profesora było wybudowanie na terenie Instytutu Pediatrii AM w Poznaniu hotelu dla rodziców operowanych dzieci. Michał Wojtalik nie raz widział rodziców, którzy przywozili dzieci z okolic Szczecina, Koszalina, czy z Ziemi Lubuskiej. Zostawiali przerażone maluchy w szpitalu i szukali hotelu, co zwłaszcza w czasie targów, graniczyło niemal z cudem i było sporym wydatkiem. A na oddziale nie było warunków, by matki mogły towarzyszyć dziecku.

-Wiedziałem, że klinika hematologii zamierza wybudować hotel i oddział dziennego pobytu dla chorych dzieci z onkologii. Połączyliśmy cele. Pani Jolanta Kwaśniewska objęła patronat nad tym przedsięwzięciem. Wyliczyliśmy, że 27% powierzchni budynku mają zająć sale dla kardiochirurgii. W związku z tym stowarzyszenie zobowiązało się do pokrycia 27% kosztów budowy.

Profesor postanowił szukać sponsorów na poszczególne sale W styczniu tego roku oddział rozpoczął działalność. Pięć sal przeznaczonych dla rodzin małych pacjentów z kardiochirurgii nosi nazwy swoich fundatorów.: Bankowy – PKO BP, Koncertowy – Elżbieta Smorawińska, Green Hotel – Bogdan Lubczyński, Francuski – RD Bud – Michel Depeire i Energetyczny – Energetyka Poznańska.



Na Zachodzie nie jest lepiej, tylko drożej

Coraz częściej w prasie pojawiają się apele rodziców dotyczące zbiórki pieniędzy na skomplikowaną operację serca ich dzieci, która musi odbyć się za granicą.

-Trudno mi sobie wyobrazić nawet najbardziej skomplikowaną operację serca, której nie można wykonać w Polsce – mówi profesor Wojtalik. - Naprawdę dysponujemy najlepszym sprzętem i świetnymi fachowcami. Operacja serca w Polsce kosztuje około 5 tysięcy dolarów. W Niemczech – około 15 tysięcy dolarów. Dlatego, że praca ludzi jest tam dużo lepiej opłacana a nie dlatego, że mają lepszą i nowocześniejszą aparaturę. Kiedy wchodzi się na oddział kardiochirurgii w Poznaniu, Kilonii czy Houston, nie widać różnic w sprzęcie. Może za wyjątkiem jednej – w Houston na oddziale mają trzy aparaty do tlenku azotu. Wystarczy im, i jeszcze mogą pożyczyć innemu szpitalowi. My mamy jeden i – niestety – zdarzyła się już taka sytuacja, że musiałem wybierać, które dziecko leczyć.

Na serce łatwo naciągnąć

Dla wszystkich Polaków serce jest symbolem miłości i ciepła. Niestety zdarzają się sytuacje, że ludzie wykorzystują takie myślenie i próbują wyłudzić w ten sposób pieniądze.

Na jednym ze skrzyżowań w centrum Poznania stoi kobieta, która zbiera pieniądze na operację serca swojego dziecka. Dziecko najczęściej siedzi w wózku gdzieś w pobliżu. Jedna z poznańskich gazet opisała tę matkę i jej apel o wsparcie. Profesor Wojtalik zwrócił się do gazety z deklaracją, że bezpłatnie zbada to dziecko. Przy pomocy fundacji znajdzie pieniądze na jego operację i ją przeprowadzi, choć było wiadomo, że ani matka ani dziecko nie są z Polski. Gazeta nie mogła znaleźć kobiety. Profesor spotkał ją na Placu Wolności. Zapytał, jaką wadę ma dziecko.

-Najpierw kobieta mówiła, że nie rozumie. Kiedy powtórzyłem pytanie po rosyjsku, powiedziała, że dziecko ma szumy. Zbadałem je – nie miało żadnych szmerów. Było zdrowe.

Jako kierujący stowarzyszeniem, które bazuje na dobrowolnych wpłatach osób i instytucji, profesor Wojtalik wie najlepiej, jak bardzo trzeba uważać, by każdy wpłacony przez ludzi grosz, wydać mądrze i na coś, co naprawdę tych pieniędzy wymaga.

-Kiedyś nasze stowarzyszenie otrzymało list z prośbą o dofinansowanie przeszczepu serca – opowiada profesor. - A przecież wiadomo, że w Polsce wszystkie przeszczepy serca a także leki podawane po zabiegu są bezpłatne. Poprosiłem prokuraturę w Szczecinie, by sprawdziła adresata listu. Okazało się, że to zwykłe naciąganie, choć stosunkowo profesjonalnie przygotowane. Z odpowiednim numerem konta bankowego, na które należało wpłacać pieniądze.



Liczy się ilość

Dzięki zaangażowaniu i bezinteresownej pomocy wielu ludzi NASZE SERCE ma grono stałych ofiarodawców, którzy przekazują na konto stowarzyszenia spore kwoty. Profesora Wojtalika cieszy każda wpłata.

-O sile przedsięwzięcia, nawet takiego, jak zbiórka pieniędzy, świadczy ilość – mówi kardiochirurg – Na tym właśnie polega sukces akcji Owsiaka. Że cała Polska wrzuca złotówkę. I z tego robią się miliony. Ja też chciałbym wypracować w ludziach taki zwyczaj. Nie chodzi jednak o to, by raz w roku wrzucić tysiąc złotych. Ważniejsze jest stałe zlecenie w banku po 10 złotych miesięcznie. To przecież nie jest dużo. Więcej wrzucamy w miesiącu na tacę, czasami dziennie wydajemy więcej na gazety.

Każdy ofiarodawca dwa razy w roku dostaje od stowarzyszenia list. Jeden, poza życzeniami świątecznymi zawiera dokładny raport, na co przeznaczone zostały pieniądze. Drugi – zaprasza na spotkanie wszystkich ofiarodawców w Obserwatorium Astrogeodynamicznym PAN w Borowcu k/ Poznania.

-Chodzi o to, żeby ci wszyscy ludzie, którzy nam pomogli wiedzieli, że są dla nas ważni. - wyjaśnia profesor. - Żeby przy ognisku i kiełbasce wymienili uwagi albo poznali się bliżej. W końcu łączy ich duża sprawa. Pomoc tym, którzy sami nie mogą sobie pomóc.

Po pięciu latach działalności stowarzyszenia profesor Wojtalik wie na pewno, że nie ma problemów, których nie można rozwiązać. Wystarczy upór i determinacja. Wystarczy trochę dobrej woli i zaangażowania. Wystarczy trochę SERCA.


Stowarzyszenie “Nasze Serce”

Klinika Kardiochirurgii Dziecięcej A.M. W Poznaniu

60-572 Poznaniu, ul. Szpitalna 27/33

Bank Zachodni WBK SA



52 1090 1362 0000 0000 3608 0336



©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna