Rozmowa pierwsza przeprowadzona przez Jakuba Rajchmana



Pobieranie 169,14 Kb.
Strona1/3
Data23.05.2018
Rozmiar169,14 Kb.
  1   2   3

Rozmowa pierwsza przeprowadzona przez Jakuba Rajchmana

Jakub Rajchman:

Nachman Elencwajg:

J.R.: To proszę powiedzieć… Proszę się przedstawić, powiedzieć gdzie się pan urodził.

N.E.: Tak. Nazywam się Nachman Elencwajg. Urodziłem się w Międzyrzeczu, w 20 roku. Pierwszego maja 20 roku.

J.R.: Na święto robotnicze, tak ?

N.E.: Chciałem opowiedzieć trochę o tym Międzyrzeczu. To było miasto dziewięćdziesiąt procent Żydów. Liczyło mniej więcej, koło… koło osiemnastu tysięcy ludzi, a zginęło może 90 procent…

J.R.: Tak ?

N.E.: Żydów. No co tam o Międzyrzeczu… Miasto słynne w całym świecie z… W szczecinie. W Międzyrzeczu wyrabiali szczecinę. Wszyscy kupowali u chłopów szczecinę od świni, te, ten włos, i wyrabiali chemicznie różne procesy przechodziło. I to było tak, że Międzyrzecz, w każdym domu co były jeden szczeciniarz mieszkał. Było kilka dużych fabryk, co pracowało po sto osób, i było tak, że ktoś się ożenił, dostał posag, kupił kilkaset kilo tej szczeciny i w domu wyrabiał. Tu spał a tu wyrabiał. Trzeba było mieć tylko takie grzebienie. Mój ojciec był też tym…

J.R.: A proszę powiedzieć właśnie, to

Żydzi w większości tę szczecinę...

N.E.: Sami Żydzi.

J.R.: Sami Żydzi. Tak.

N.E.: Sami Żydzi.

J.R.: I jak to się robiło ? To się brało skórę, tak ?

N.E.: Kupowało się w workach tak to było od chłopów odbierane, jak oni zabijają świnię, to spalają włosy, więc kupili to, i to wyrabiali. Koledzy wszyscy byli szczeciniarze. Mój ojciec umarł jak miał 38 lat, to matka nie chciała mnie zrobić za szczeciniarza. Bo on był… on umarł na suchoty, na gruźlicę. Zachorował na płuca, wtedy nie było penicyliny, to przez osiem dni nie wytrzymał i umarł. Miałem dwa latka.

J.R.: I co, mama myślała, że to przez to, że robił, że był szczeciniarzem.

N.E.: No to było, że tam się kurzy. Kurz był. To mnie robiła na krawca. Także ja byłem krawcem. Ale szczeciniarz to ciężki zawód.

J.R.: No tak.

N.E.: A mój ojciec był… tak jak każdy warsztat, kupiec, fabrykant, wyrobił kilkaset kilo, to trzeba było wiązać, w takich… sznurkiem związać, i za granicę by poszło. To wszystko poszło za granicę. Na początku, do trzydziestego czwartego roku kupili to Niemcy, a później, jak Hitler doszedł do władzy, to Żydzi bojkotowali Niemców. I przyjechali kupcy z Anglii, z Ameryki, bo to szło! W złotych dolarach.

J.R.: Aha

N.E.: Bo to było do okrętów, nie były tylko szczotki do włosów.

J.R.: Rozumiem.

N.E.: Robili różne.

J.R.: Bo to były szczotki, szczecina taka.

N.E.: Szczecina wyrobiona, aż pachniało! To mój ojciec był tak: że on był związał, tą ekipę w mieście. Bo każdy wyrabiał, ale nie musiał tych parę kilo związać. To on miał to mniej więcej zanotowane . Dzisiaj idzie do tego, tamtego.

J.R.: Aha, okrążał.

N.E.: Dobrze zarabiał, dobrze zarabiał. Tylko że zachorował i umarł.

J.R.: A proszę powiedzieć, a najstarszych członków rodziny, jakich pan pamięta, czy jacyś dziadkowie, babcie, czy jak pan…

N.E.: Nie było. Ja tylko miałem matkę do końca, matka miała siostry, kilka ciotek to ja znałem w, Międzyrzeczu były. Ojciec miał kuzyna i kuzynkę, która miała ojca. To był jego wuj. Pamiętam – starszy pan. Przed wojną umarł jeszcze. A reszta wszystko zginęli. Elencwajg był jeden w Międzyrzeczu.

J.R.: Jeden tylko, tak ?

N.E.: Jeden. A teraz znalazłem tak: w Ameryce mam rodzinę – jeden wujek był, ma dwóch synów, ciotka, także ja dużo znalazłem. Oprócz tego z książki telefonicznej kupę znalazłem. A teraz mój syn ma internet.

J.R.: No tak.

N.E.: Mówił tam na internecie to we Francji Elencwajgów, na całym świecie…

J.R.: Ale przed wojną jak pan pamięta, to tylko pana ojciec.

N.E.: Ojciec, ja już nie pamiętam, chociaż nie wiem – dwa lata miałem. Ale pamiętam jak siostra miała już siedem czy osiem lat, to ona mnie wynosiła jak umarł w mieszkaniu – nie w szpitalu, w mieszkaniu, to mnie wynosiła na korytarz. I zasłonili lustro, pamiętam to – to możliwe ? Żeby dwa lata – pamiętam.

J.R.: Może jakieś tam…

N.E.: Pamiętam. Albo z opowiadania, nie pamiętam. Tak mi się nakojarzyło, że pamiętam.

J.R.: A pana ojciec był…

N.E.: Szczeciniarzem.

J.R.: Tak, tak, i on był z Międzyrzecza, on stamtąd pochodził , tak ?

N.E.: Tak, tam pochodził.

J.R.: Jego rodzina z Międzyrzecza. A rodzina mamy też z Międzyrzecza, czy…

N.E.: Z Międzyrzecza.

J.R.: A mama była z domu…

N.E.: Perelman nazywała się. Matka miała brata w Warszawie, dwóch braci w Warszawie. Byli, mieli rodzinie, to już byłem dzieckiem, nie pamiętam.

J.R.: I nigdy pan nie utrzymywał kontaktów przed wojną z tą rodziną w Warszawie ?

N.E.: Ja miałem osiemnaście, dziewiętnaście lat jak wojna wybuchła.

J.R.: A mama nie utrzymywała kontaktów z nimi ?

N.E.: No tak, przyjechali kiedyś. Kiedyś mama pojechała Warszawy, kiedyś coś takiego. Biedni myśmy bardzo byli. Mama musiała utrzymać nas. Troje dzieci, bo ona była… umiała szyć, krawcową. To przez to myśmy mieli, przeżyli. Bo ojciec to jak żył, to zarabiał dobrze.

J.R.: No tak.

N.E.: Tak się stało.

J.R.: A proszę powiedzieć, to pan miał rodzeństwo jakie ? Dwie siostry ?

N.E.: Siostrę i brata.

J.R.: Siostrę i brata, tak ? Siostra była starsza.

N.E.: Siostra i brat starszy. Siostra moja starsza, a brat starszy ode mnie o trzy lata czy cztery, nie pamiętam. Umarł trzy lata temu w Tel-Awiwie, w Izraelu. W Hajfie.

J.R.: Proszę powiedzieć, jak mieli na imiona siostra i brat.

N.E.: Brat wabił się Dawid i siostra Chaja.

J.R.: Chaja. I siostra była z którego roku ?

N.E.: Ona była… Ja miałem…Dokładnie nie pamiętam, ona była osiem lat starsza ode mnie.

J.R.: Aha, dwunasty rok. A brat trzy tak ?

N.E.: Brat była chyba szesnasty albo siedemnasty rok.

J.R.: I proszę powiedzieć, jak pan… już pan dorastał… jak pan był tam w Międzyrzeczu dzieckiem, to jak pan pamięta tą sytuację w domu, jak to wyglądało, mówi pan że biednie.

N.E.: Była bieda. Bieda była. Mama szyła sukienki, to wzięła ile tam, nie wiem, złotówkę czy osiemdziesiąt groszy – ile tam było. Wiem, że jak ja już pracowałem u krawca jako uczeń, to się wybrałem do pracy bez śniadania. To mama zaraz kombinowała, to zaraz pożyczyła – przyniosła mi śniadanie. A ja już w pracy już miałem. Już kupiłem sobie. Dziesięć deko rozmaitości. Trefne.

J.R.: Bo tańsze, tak ?

N.E.: Tańsze było. Za piętnaście groszy. Także była bieda. Oprócz tego sytuacja w Międzyrzeczu to było tak: w dziewięćdziesięciu procentach żydowskie. Wszystkie domy i sklepy było wszystko żydowskie. Masarnie mogły być polskie, było kilka w mieście. Masarnie. Jak się mówi – Żydzi bogate byli, Żydzi biedota i bogaci byli. Było żydowska szumowina. To były domki, w których nie było… Bez podłogi. Takie ziemia zdeptana była.

J.R.: Państwo mieszkali w takiej, tam pan mieszkał ?

N.E.: Ja mieszkałem…

J.R.: W lepszej.

N.E.: W domu, nie lepszej. Tylko mały jeden pokój myśmy mieli, trzy osoby. Tylko my płacili komorne. Komorne płacił, to wtedy wujkowie z Ameryki posłali. Znaczy bo mama nie miała na czynsz.

J.R.: A to wujkowie skąd, kiedy oni wyjechali do Ameryki. To byli z której strony, ze strony mamy, czy taty ?

N.E.: To było tak: jeden brat mamy wyjechał, to on wysyłał zawsze dziesięć dolarów, cos takiego, to znaczy mama dostała. A ojca brat wyjechał przed pierwszą wojną światową, w jakimś trzynastym, czternastym roku. Był tam w Ameryce, też w szczecinie pracował. I było tak: siostra jedna… Dwie siostry, jedna umarła, a jedna to jeszcze ja byłem w Ameryce w osiemdziesiątym piątym roku, to byłem u niej.

J.R.: Ale to była siostra kogo, czyja ?

N.E.: Ojca.

J.R.: Ojca

N.E.: To ona mnie kąpała jeszcze. Mówiła, że mnie kąpała. Bo ona wyjechał w dwudziestym pierwszym, czy drugim roku, to ona mnie kąpała. A byłem w Nowym Jorku u niej. Ona później też była… Syn jej dał do domu starców.

J.R.: Aha.

N.E.: Bo ona upadła, złamała rękę. Tam nie trzymają dzieci rodziców w domu.

J.R.: Rozumiem.

N.E.: Płacą na domy starców. Ale ona pracowała, ona miała dobrą rentę.

J.R.: No tak.

N.E.: Miała ze związków rentę, państwową rentę, ona miała dobrze.

J.R.: No tak.

N.E.: Ona już chyba nie żyje, umarła.

J.R.: A pamięta pan jak miała… jak się nazywała ? Ona była z domu Elencwajg, tak ?

N.E.: Ona nazywała się Elizer, a po mężu, wyszła za mąż za jednego, który z Rosji był Żyd – Lewiter, nazywała się Lewiter.

J.R.: A na imię ?

N.E.: Cipa. Cipe. A druga siostra Reszla. A ten brat, ten wujek nazywał się… Ten ojciec Hersz, a on się nazywał… Zapomniałem.

J.R.: To później sobie pan przypomni. Nie ma problemu. Czyli z tej strony, ze strony taty to było dwie siostry i brat, pana ojca, tak ?

N.E.: Tak, dwie siostry i brat. W Ameryce.

J.R.: Wszyscy w Ameryce, tak ?

N.E.: Tak.

J.R.: A ze strony mamy był brat…

N.E.: Ona miała… jeden brat był w Ameryce, a resztę bracia byli w Warszawie, dwóch braci i dwie siostry w Międzyrzeczu.

J.R.: Aha, na miejscu mieszkały, ciotki, tak ?

N.E.: Dwie siostry, tak.

J.R.: Pamięta pan imiona tych ciotek, co były w międzyrzeczu ?

N.E.: Jedna Fejga, a jedna Estera chyba. A ja spotkałem ciekawa rzecz jeszcze, spotkałem syna tej… mojego kuzyna… w Tel-Awiwie, bo on wyjechał w trzydziestym szóstym roku z Polski. On był Haszomer Hacair, i on był w ??? w kibucu i dostał certyfikat i wyjechał, legalnie wyjechał do Palestyny. Z początku był tam w kibucu, a później on założył swój warsztat. On był trykotarznik. Trykotarznik to jest.

J.R.: Trykoty robił ?

N.E.: Co robi sweterki, jak to się mówi…

J.R.: No, taki jakby trochę krawiec, tylko dziergał tam sobie.

N.E.: No, to zapomniałem w tej chwili.

J.R.: Ale wiem o co chodzi. Trykoty.

N.E.: Włókniarz.

J.R.: Włókniarz.

N.E.: Na interlocki, na overlocki, maszyny, które robią z dzianiny, robił sweterki. I taki miał warsztat właśnie w Tel-Awiwie, w centrum, koło stacji autobusowej.

J.R.: Aha.

N.E.: Tam miał. I byłem u niego kilka razy tam. We warsztacie. On prowadził. A później dowiedziałem się, że umarł. Nagle umarł. To on był chyba jedenasty rocznik. Jak w trzydziestym szóstym roku wyjechał.

J.R.: Ale to był…

N.E.: Ciotki syn.

J.R.: Czyli kuzyn dla pana.

N.E.: On się nazywał Perelman. A z ojca Zylbersztajn.

J.R.: I to był tej z Międzyrzecza, tak ?

N.E.: Wszystkie z Międzyrzecza.

J.R.: Ale to którejś z tych dwóch: Fejgi albo Estery /

N.E.: Estera.

J.R.: Estery, tak ?

N.E.: Nie to ona miała w Międzyrzeczu, wszyscy zginęli.

J.R.: A to był syn której ciotki ?

N.E.: To był syn tej Fejgi.

J.R.: Tej drugiej.

N.E.: Tak. I tam był jeszcze jeden młodszy brat, i starszy brat – zginęli wszyscy.

J.R.: Tylko on jeden…

N.E.: On jeden, bo wyjechał w trzydziestym szóstym roku.

J.R.: Jak on miał na imię ?

N.E.: Nachman.

J.R.: Tak jak pan !

N.E.: Tak.

J.R.: Aha.

N.E.: U nas dużo Nachmanów jest.

J.R.: Czyli Nachman Zylbersztajn po ojcu, Perelman po mamie.

N.E.: Kiedyś miałem taki fakt, że będąc w Rosji, w środkowej Azji dostałem kiedyś przekaz z wezwaniem do banku. Przychodzę – oni nie dali ten dokument na miejscu. Przychodzę, pokazuję, jak ja się nazywam – nie, nie, tamten się nazywa Menasze Elencwajg. Menasze. Ja mówię: U nas w rodzinie było Menasze też. Tylko że tam była Żydówka urzędniczka, to ona mi napisała taki protokół, że zjawił się, to znaczy zwrócił się do nas, nie Menasze, tylko Nachman Elencwajg. I to poszło do Ameryki, do wujka. Wujek on wysłał piętnaście dolarów, a to było pięćdziesiąt rubli. To było pół kilo chleba!

J.R.: Aha.

N.E.: Można było kupić taniej na bazarze.

J.R.: No. No.

N.E.: Po roku, czy ileś tam, trwało, to wujek dowiedział się. On nie wiedział imię, jako miał imię, to Nachman Menasze to był też. Też jest Menasze i Nachmanów też było. Także potwierdził, że można wypłacić mnie, wtedy wypłacili mi pięćdziesiąt jeden rubli.

J.R.: Aha.

N.E.: Pamiętam jak teraz.

J.R.: No tak. No to nieźle.

N.E.: Takie proporcje było wtedy.

J.R.: No tak. A proszę powiedzieć, w takim razie…

N.E.: No to i było tak. W Międzyrzeczu mieszkałem i już jako czternaście lat miałem to mama mnie dała do, na termin do krawca, ale dla porządku muszę powiedzieć, że ja skończyłem szkołę Talmud Tojra. To jest taka żydowska religijna szkoła.

J.R.: O, no właśnie, bo ja chciałem zapytać jak tam, jak tam z religijnością u rodziców i w ogóle, czy mama była religijna?

N.E.: Mama była religijna, bo jak kobieta to już w ogóle, ona tylko szła na Jom Kipur, na Rosz Ha Szana, to oni poszli do bożnicy, do synagogi. Tak to ona prowadziła żydowski dom, ale ona nie była…

J.R.: Chustki nie nosiła?

N.E.: Nie.

J.R.: Nie, normalnie się ubierała. Normalnie, miała włosy, nie nosiła…

N.E.: Tak, tak, chociaż u nas było zdjęcie w domu, portrety takie. I był ojciec to co taki teraz jest i matka była z tym, z peruką, ale w końcu nie miała peruki. To było przy zdjęciu albo jako panna, to ja nie pamiętam jak to było.

J.R.: Ale Pan nie pamięta żeby nosiła perukę?

N.E.: Nie, siwe włosy miała.

J.R.: A proszę powiedzieć, ale w domu koszerną kuchnię…

N.E.: Tak.

J.R.: prowadziła?

N.E.: Tylko ostatnio, jak ona wiedziała, że ja już nie pilnuję, tak, tej koszerności, to ona noże i widelce schowała, dała mi – Jedz! - żeby tam pilnować, żeby się nie trefne robiło.

J.R.: No tak.

N.E.: Ale to, to, ona nie miała do mnie pretensji za to. Bo co jak ja dostawałem piętnaście groszy, a żydowska kiełbasa kosztowała pięćdziesiąt, sześćdziesiąt groszy. Pół złotego.

J.R.: No tak.

N.E.: To nie byłem w stanie. Ale byłem wychowany, już tak niewierząco. To było tak, na początku byłem, należałem do Haszomer Hacair, to było do młodzieży, to Kwir, Kwir to znaczy najniższy. Najniższy wiekiem. No to już do, do modlitwy nie chodziłem już tutaj.

J.R.: A wcześniej był Pan w Talmud Tojrze.

N.E.: Chodziłem do szkoły.

J.R.: Do szkoły, tak. A jak to się stało, że Pan do tej Talmud Tojry.

N.E.: Skończyłem tą szkołę.

J.R.: Ale jak to się stało, ze Pan tam, to Pana mama zapisała, tak?

N.E.: Tak bo tam było bez pieniędzy.

J.R.: Aha, nie trzeba było płacić.

N.E.: Gmina płaciła. Także było, nie miała pieniędzy żeby płacić. Tak było, była u nas szkoła Tarbut, po hebrajsku. Była powszechna szkoła, to szły żydowskie dzieci, ale to już było razem z polskimi. To był już problem, bo po polsku nie umieliśmy mówić.

J.R.: Nie, wtedy jako dziecko mówił Pan tylko po, po…

N.E.: Po żydowsku. A później było jeszcze gimnazjum dla bogatych dzieci.

J.R.: No tak.

N.E.: Żydowskie gimnazjum na prawach państwowych.

J.R.: Czyli Pan do powszechnej nie chodził, tylko do Talmud Tojry, tak ?

N.E.: Tak.

J.R.: A wcześniej do jakichś chederów, żadnych?

N.E.: Nie, nie. Chederu nie. To już takie większe miasto było. Chedery były w tych mniejszych miasteczkach. U nas też było, ale już ja chodziłem prosto do szkoły. To były klasy, normalne klasy. Uczyli po polsku też, godzinę, dwie dziennie coś takiego. Ja umiałem czytać, nauczyłem się czytać po polsku, ale nie umiałem…

J.R.: Mówić?

N.E.: ??? Jak ja już pracowałem u krawca jako uczeń, i krawiec mnie wysyłał zawsze cos załatwić z klientem, a on miał klientów księży, bo on był jeden krawiec, to on szył dla księży te sutanny. Jeden na cały ten rejon, to musiałem tak…, to ja się po drodze, uczyłem się.

J.R.: Aha, co Pan, co trzeba…

N.E.: Majster powiedział, żeby tam przyszedł do miary, coś takiego. To brak mi słów było, ale jednak w końcu skończyłem szkołę, trochę poczytałem gazety i czytałem „Robotnika” i te bundowskie - Folkssztyme, także byłem uświadomionym chłopakiem i…

J.R.: I zapisał się Pan do tych, do Haszomerów tak, Hacair ?

N.E.: W Haszomer byłem tak nie długo, a później tam zawsze… zostałem komunistą.

J.R.: Aha.

N.E.: W młodzieży komunistycznej.

J.R.: To było przed samą wojną, tak ?

N.E.: Przed samą wojną. Parę lat do wojny.

J.R.: I co to było ? To było w sumie nielegalne chyba ?

N.E.: Nielegalne.

J.R.: I pan do tej nielegalnej, komunistycznej…

N.E.: Tak.

J.R.: A to była polska komunistyczna, czy żydowska komunistyczna ?

N.E.: Polska, tylko że była sekcja żydowska. A u nas było sami Żydzi. W naszej siatce byli sami Żydzi. Był chyba, z komunistów było chyba dwóch Polaków, czy coś takiego.

J.R.: I co, jak to wyglądało, wyście się chowali gdzieś na tych spotkaniach, jakieś tajne mieliście te spotkania.

N.E.: No mieliśmy takie komórki było trzyosobowe. I był jeden instruktor, to był taki starszy trochę parę lat – on nas obsługiwał. No takie prasówki zawsze, opowiadał o historii, o tym… dzielnicowym komitecie, czy tam miejskim, sprawozdania różne, tego… bzdury było, gadanie. A myśmy się chowali, raz myśmy poszli, nie było gdzie się zatrzymać. W domu to się bali, bo może rodzice nie pozwolą. A raz to myśmy poszli do bóżnicy, tam było dla kobiet takie osobne wejście – tam było po ciemku. Ale normalnie każdy musiał znaleźć jakieś miejsce.

J.R.: No tak.

N.E.: Znalazło się. Niektórzy rodzice przez palce patrzyli, sympatyzowali może ?

J.R.: No tak.

N.E.: Ale to było… Głupota była.

J. R.: No bo ile tam miał pan lat – szesnaście, siedemnaście, osiemnaście?

N.E.: O czternastu do dziewiętnastu – w trzydziestym siódmym rozwiązali partię, już nie było partii.

J.R.: I co wtedy robiliście jako komuniści ? Gdzieś tam się spotykaliście dalej, tak ?

N.E.: Spotykaliśmy się, koledzy i koleżanki, tak normalne… To nie była jeszcze organizacja, to było tak różnie

J.R.: A proszę powiedzieć, i co ? I te pana przekonania dalej, w czasie wojny gdzieś.. te komunistyczne, czy pan się wyleczył z komunizmu ?

N.E.: Wyleczył z komunizmu, w Rosji się wyleczyłem.

J. R.: A jak to się stało, że się pan dostał do Rosji ? To był wybuch wojny, tak ?

N.E.: Bo ja byłem tak: Na dziewiątym dniu wojny, dziewiątego września bombardowali Międzyrzecz zapalającymi bombami. Spalili pół miasta. To wtedy my uciekli… a w końcu umówiliśmy się z kolegami, bo Niemcy byli już blisko… Tam nas jako komunistów mieli pierwszych chyba zabić. Bo policja miała zanotowane, to oni już wiedzieli, znali każdego. No to my poszliśmy. Jeden kolega miał sklep rowerów taki rodzice mieli, to on wziął jeden rower, i tam każdy miał coś tam, parę koszul… I tak my poszli, na piechotę aż do rosyjskiej granicy, a to było chyba koło trzystu kilometrów. Do starej rosyjskiej granicy!

J.R.: Ojej, tak daleko, to wyście miesiąc musieli iść, albo i więcej.

N.E.: Bo myśmy byli w Międzyrzeczu, to jest do obecnej granicy około siedemdziesięciu kilometrów. Do Brześcia.

J.R.: A to jeszcze dalej.

N.E.: Tam było dalej, tam całe wschodnie… tereny, Baranowicze, Słonim. Tam żeśmy byli. A myśmy szli polskimi drogami, nie przez miasta, tylko…

J. R.: Przez wsie.

N.E.: Przez wsie ??? A Niemcy nam deptali po piętach zawsze. Tu my weszli, tu już Niemcy idą dalej. A w końcu w ostatnim dniu, jak już weszliśmy to było Dobrowice, na granicy tam z rosyjską… To nam mówili, że to idą Niemcy. Okazuje się, że Rosjanie przeszli.

J.R.: No tak, bo to już po…

N.E.: Siedemnastego. Ostatnio to my za dużo kilometrów robili.

J.R.: No tak, niepotrzebnie, bo…

N.E.: Tak, później mieszkaliśmy w takim miasteczku. A później, jak już było… Uspokoiło się. Słyszeliśmy, że Armia Czerwona jedzie do Warszawy, do Wisły, to my wrócili z powrotem.

J. R.: Gdzie ?

N.E.: Do Międzyrzecza.

J.R.: Do Międzyrzecza, aha. Wróciliście.

N.E.: Wróciliśmy z powrotem.

J.R.: Który to był rok, to był ciągle ‘39 ?

N.E.: To było w listopadzie ’39. To myśmy miesiąc chyba byli z Rosjanami, a później wyjechaliśmy do Brześcia. A z Brześcia nie było pociągów już. To z Brześcia do Międzyrzecza na piechotę żeśmy szli. To wtedy przyszliśmy do domu, to matka była, brat był, siostra już mieszkała, bo ona wyszła za mąż, w trzydziestym dziewiątym roku i mieszkała gdzie indziej. A tego tam było… Rosjanie tam byli tydzień czasu.

J. R.: A Niemcy zdążyli dojść do Międzyrzecza ?

N.E.: Byli.

J.R.: Ale nic nie zrobili ?

N.E.: Tylko Niemcy tak: Kiedy Rosjanie weszli do Polski, i później na Warszawę szli, to Niemcy oddali im Międzyrzecz. To Żydzi robili bramę tryumfalną, witając…

J.R.: Armię Czerwoną.

N.E.: Armię Czerwoną. Ale takie świństwa nie były u nas robione, nie nie. Jak ja już przyszedłem, to wtedy były już tylko rakiety, przekazali rakiety Niemcy i Rosjanie, i na drugi dzień maszerowali Rosjanie do miasta. Mnie to już nie interesowało, bo ja już znałem Rosjan.

J. R.: No tak, bo pan był już wtedy po stronie rosyjskiej.

N.E.: A później to było już… Jak się … To było tak: Staliśmy w rynku, przyjechał jeden oficer rosyjski, Żyd. Widział, że chłopaki stoją, to on doszedł do nas – Co słychać tego…- ja… My się pytamy, bo już były słuchy, czy może trzeba będzie uciekać. On mówi, jak on wróci pojutrze, to ja wam powiem jak jest dokładnie. Na drugi przeszedł, dwa czy jeden dzień, i mówi uciekajcie, bo będą tu Niemcy. On się dowiedział, że mają nastąpić z powrotem. To Rosjanie wycofali się.

J.R.: Aha, to on o wszystkim wiedział.

N.E.: On, ten oficer, powiedział: Uciekajcie, bo będą Niemcy tutaj.

J.R.: Aha.

N.E.: A u nas to tak: Mój majster, to on miał klientów… miał księży i miał przywódcę endeków. Był jeden taki – Styczyński. To on był zawsze, przychodził w niedzielę. On podpił sobie, przychodził, myśmy w niedzielę pracowali. To on przychodził i lubił politykować. I zawsze do mnie przyszedł i zaczął politykować i gadać. Ja mu powiedziałem kiedyś tak: On mówił – trzeba wszystkich Żydów wytępić albo wygonić, a tylko mojego majstra Szmergla – mój majster Szmerkl się nazywał, i jeden szewc albo tych dwóch trzeba porządnie zostawić. I ja mówię tak: Jak jest nas w Polsce trzy miliony Żydów i dwadzieścia milionów Polaków, i jak pan – Polak – ma dwóch Żydów, pan będzie ich chronił, to będziecie się między sobą bić, bo każdy będzie chciał ratować swojego Żyda. A on mówi: Oj ty sukinsynie, sukinsynie nie, on mówił „skakuny” , „skakany” nazwał mnie tak. Ja mu tam prawdę powiedziałem, tak było faktycznie, jeżeli on ma dwóch, a każdy Polak jest – dwadzieścia milionów - będzie miał dwóch już mamy ??? to wszystkich, co jest.

J. R.: No właśnie, faktycznie. I co, czyli ten Międzyrzecz tak naprawdę, nikomu z pana rodziny się nic nie stało, jak była ta zawierucha: Niemcy, Rosjanie, Niemcy, Rosjanie…

N.E.: To tego właśnie antysemity… Bo była żydowska milicja. Kilka Polaków ale większość… bo same Żydzi byli. Było… od policji dawali karabiny, i było dyżury mieli, to nic nie robili, tylko tego aresztowali, tego Styczyńskiego. Aresztowali go. Bo on coś miał im powiedzieć, że on ma pistolet i on będzie strzelał do Rosjan. Aresztowali go. A mój majster on go uważał za przyjaciela. To on poszedł i pozbierał podpisy, bo Polacy szykowali się na pogrom. Bo oni zaaresztowali Styczyńskiego, jeżeli go nie wypuszczą, to znaczy, że będziemy Żydów bić. Szykowali się na pogrom. To mój majster zbierał podpisy, bo on go znał dobrze. Zbierał podpisy u Żydów. Miał kilkaset podpisów, że on jest w porządku to, tamto, i oddali tym milicjantom. To oni tak, pamiętam stoję, przyjeżdża rosyjski wóz, i był jeszcze jeden jakiś dziedzic, gdzieś tam poza miastem mieszkał, i strzelał do Rosjan, to aresztowali go. Mieli zabrać do Brześcia. Tam jest Kleparz, pod ziemią, tam wojsko kiedyś było. I tam był ten sąd NKWD. To oni mieli już samochód stoi przy posterunku, tego Styczyńskiego na samochód, i tego drugiego na samochód. On się już przeżegnał, bo wiedział że idzie na śmierć tam. Tylko ??? teraz komendant żydowski kartki miał. Styczyński! Zejść z samochodu. Znaczy uratowany był. To on się zmienił. On w tym czasie cały czas okupacji dał pomoc Żydom. Uważał, że Żydzi go uratowali. To był taki kawał, ale to robili tak mądrze. On już był na samochodzie, żeby odwieźć go do Brześcia, a tam by go rozstrzelali. Tam by go… nie patyczkowali się. I on żyje, on jeszcze żył po wojnie, tylko ja go miałem wejść, nie miałem śmiałości do niego wejść, jak byłem w Międzyrzeczu w czterdziestym szóstym roku. Człowiek był dobry.

J.R.: W końcu Rosjanie byli ile ?

N.E.: Siedem dni.

J.R.: Siedem dni ? Rosjanie byli tak krótko ?

N.E.: Siedem dni. Bo to było na przełomie miesiąca, to oni już wyjechali. Granicę ustawili na Brześć. Nad Bugiem. I wtedy można było jeszcze jechać z powrotem, tu. A potem już strzelali do przejazdów. ??? brata, siostrę – już nie mogę wrócić. Już była granica. Ona chciała do Międzyrzecza wrócić.

J. R.: Nie mogła.

N.E.: Nie mogła, bo w Brześciu koniec, musiała zostać. Tamci aresztowali ją i zesłali sto kilometrów za Brześć. Jeszcze byłoby szczęście, jakby zesłali na Syberię, to by przeżyła może.

J.R.: A tak, jak Niemcy potem szli…

N.E.: Niemcy szli, tam też weszli, i tam w ogóle zlikwidowali całą… Potem miałem taka książkę, o tych partyzantach, czytałem że w tym Baranowiczi były za miastem kopane groby, i wszystkich wywalili tam. Małe to dziecko miała, to miało parę miesięcy czy rok miało – może było w czterdziestym roku urodzone, w lipcu – a to było w czterdziestym pierwszym – zginęła.

J.R.: A proszę powiedzieć, czyli potem zostali Niemcy i pan został też w Międzyrzeczu, jak byli Niemcy ?

N.E.: Ja byłem u Niemców jeszcze jakieś do grudnia, jakiś miesiąc, dwa, trzy. Bo ja już nie mogłem… później szukałem drogi jak uciekać, bo już później dali te żółte łaty. Ja jeszcze przywiozłem do Rosji żółtą łatę, którą każdy musiał sobie sam uszyć, i na plecach czy tam gdzieś sobie przyszywać. I potem ??? ucieczka ??? no, byłem młody, kilka razem, znaleźli drogę, jakieś na ??? było lotnisko koło nad Bugiem, i tam my przeszli granicę. Już była granica.

J. R.: Rozumiem. A reszta rodziny została w Międzyrzeczu ?

N.E.: Tak. Siostra wyjechała. Siostra wyjechała…

J.R.: A brat z panem uciekał, czy później ?

N.E.: On wyjechał… Jak ja wyjechałem, to byłem taki pierwszy. A mama wygnała całą resztę.

J.R.: Aha później, bo to był już początek czterdziestego roku, tak ?

N.E.: Nie, to był trzydziesty dziewiąty rok, to była jeszcze…

J. R.: Bo w grudniu to pan wyjechał, tak ?

N.E.: Tak, ale oni wyjechali jeszcze wcześniej. To było koło grudnia, no – listopad, grudzień. Wyjechali.

J.R.: Aha, czyli oni wyjechali przed panem ostatecznie, tak ?

N.E.: Tak.

J.R.: I oni wyjechali gdzie do Rosji ?

N.E.: Też do Brześcia, tam spotkaliśmy się w Brześciu. U nas ??? wyjeżdżał do Brześcia.

J. R.: Czyli pan z bratem spotkał się w Brześciu ?

N.E.: Tak. I brat tam pracował. Brat też był krawcem i on tam był dwóch braci, mieli warsztat krawiecki. To jeden miał przed wojną w Brześciu, oddział, sobie zakład założył w Brześciu, to on tam pracował i mnie też kiedyś wziął tam do pomocy, tam. Coś zarobiłem parę groszy dla mnie. W Brześciu. Później z Brześcia słyszałem że mają wysyłać na Sybir. W ogóle wyczyścić to z ubieżeńców, ubieżeniec to znaczy uciekinier. To ja się zapisałem do wyjazdu i wyjechałem do, do Rosji, do Białorusi, a ja ???. Miałem wujka, wiedziałem że jest wujek tam, ale nie wiedziałem gdzie, że wujek jest na Białorusi. Jak byłem w Mińsku to wszedłem do milicji, tam do, tam do, urząd stanu cywilnego. I jedna dziewczyna taka przyjemna, po rosyjsku, po polsku mówiła prawie, że, że mój wujek Aaron Elencwajg że mieszkał tu. Ona znalazła że on mieszkał w Mińsku i wydelegowali go do Bogojska. To już miałem ślad.

J.R.: No tak, ciekawe.

N.E.: No to wyjechaliśmy później do Bogojska.

J.R.: Z bratem czy bez brata?

N.E.: Z bratem. Do Bogojska przyjechałem, ja i wiele, w nocy przyjechałem do Bogojska. To ??? żydowskie miasto, każdy się pyta, a kto? A skąd? Ja mówię, jestem Elencwajg, mam tu wujka. To każdy odchodził. Odchodził. Nie wiem co, nie wiedziałem co to jest. A później rano idzie, idę do miasta. Idę do miasta, przechodzę przez ulicę i tam widzę jest warsztat szczeciniarski. I widzę ze robią to co w grzebieniach, szczeciny. Ja mówię, tutaj musiał pracować. Wchodzę tam do tego, przez podwórko tam, wchodzę i mówię „zdrastwójtie pan” trochę nauczyłem się mówić po tych transparentach po rosyjsku i mówię czy tu pracuje Elencwajg. Każdy patrzy i nie mówi, niemy, niemowy. No i jak długo mogę stać. Minuta, dwie minuty, wychodzę , to jedna kobieta za mną latała, kobiety też tam pracowały, że go zabrali. Jego zabrali, to znaczy aresztowali. I ja mówię czy ma żonę, to ona mówiła, że ma żonę mieszka tu i tu. Dowiedziałem się, to poszedłem do żony. To on już był, jego aresztowali w 37 roku, kiedy , kiedy zabili ???.

J. R.: To on tyle lat już był aresztowany.

N.E.: Bo on był trockistą, on był zalegalizowanym trockistą. Na zebraniach on wystąpił zawsze za Trockim, za Trockim. Także jak był sygnał, to Stalin go specjalnie zamordował – Kirowa. To był jego konkurent, żeby się pozbyć tych opozycjonistów. A później wszystkich aresztowali. Te, co byli deklarowane…

J.R.: Że za Trockim.

N.E.: To mojego wujka aresztowali. To on dostał, wtedy było tak: Jagoda dał wyroki – trzy i pięć lat. Dostał pięć lat. On tam był dyrektorem w tym ???

J.R.: Ten wujek Aaron, co jest na zdjęciu ?

N.E.: Tak. On walczył tam, to go tam aresztowali. To ten… Co mówiłem o tym ?

J. R.: O wujku, że do żony jechał.

N.E.: Chodził tam ??? Z mieszkania wyrzucili jej, ??? jedną klitkę miała gdzie jedna osoba ??? Tam gdzieś nas położyła…Ale to nie było ??? Później pracę załatwiła nam. Bo jeden kolega jego, wujka, to był prezesem spółdzielni – Rosjanin, rosyjski Żyd. Nawet on mówi, że on go wydał, to on mnie dał pracę w tym Ampelu, spółdzielni „Ampel”, krawieckiej tam, to tam ja i brat pracowaliśmy.

J.R.: I to były już tereny, które…

N.E.: To był czterdziesty rok.

J.R.: Czterdziesty rok. I co później się tam działo ? Pracował pan tam przez jakiś długi czas ?

N.E.: Do czterdziestego pierwszego roku.

J. R.: Jak wybuchła wojna, tak ?

N.E.: Jak wybuchła wojna z Niemcami. Niemcy napadli na Rosję, w 22 czerwcu czterdziestym pierwszym roku.

J.R.: I co wtedy ?

N.E.: Tam pracowałem, tylko wtedy nie było wypłaty, bo robili alarm, żeby się schować, i nie odwołali go.

J.R.: No tak.

N.E.: Już Niemcy byli blisko. To już tak zostało. A później próbowaliśmy odejść na piechotę, to szli kobiety tam różne, z Międzyrzecza było tych starszych, co mężów już zabrali. Szli, to nie ma czasu, nie ma siły, to z powrotem szli. I spaliśmy w lesie takim ??? tam my mieszkali, no, rano trzeba coś tam… już spokój jest, idziemy do miasta. Ja idę, byłem najmłodszy od tych wszystkich. Idę, a w sklepach, rabują sklepy, otwarte sklepy. U nas otwarte miasto było. Chodzili w białe lampasy. Rosjanie założyli białe lampasy, karabiny – milicja uciekła już. I szli. Ja szedłem to aż do piekarni, widzę tam kolejka za chlebem. Wezmę dwa bochenki. Kolejka była. ??? Wziąłem dwa bochenki chleba, a później się kolejka jak nie ma władzy, robi się bałagan, każdy łapał. Wzięli prześcieradło i łapali chleb ile się dało. Ja wziąłem jeden pod pachę, drugi pod pachę i poszedłem. I ja poszedłem to mnie nie zaczepili. Mogłem wziąć kupę. A ja nie myślałem zacząć uciekać. Dlaczego ja uciekłem ? Cały dzień my siedzieli w tym ogrodzie, i później przychodzi jedna Rosjanka, Białorusinka taka – stara, brzydka i mówi, że Żydzi chcieli ją gwałcić. Oprócz tego, że nikt nigdy nie chciał jej zgwałcić, bo stara była, po drugie nie mówiło się Żyd, tylko Jewriej. Ona mówiła Żyd. To ja mówię – Chłopaki, trzeba uciekać. Bo jeżeli ni Niemcy, to ona nas wykończy. I zorganizowałem, bo ja byłem jeszcze w drugim, tam parę metrów… sto metrów, może więcej była grupa z Łodzi, co myśmy razem pracowali, tak się zbierali jakieś pięć czy sześć osób i my uciekli. W ostatniej chwili. Jeszcze – tam jest rzeka, Berezyna i most – i tam na Berezynie stali Rosjanie jeszcze. I dokumenty sprawdzili. Myśmy nie mieli dokumentów, tylko mieliśmy te papierki, ale oni nas poznali. Ale jak ktoś nie miał, to tam od razu wystrzelili Rosjanie. Pamiętam strzały słyszałem. Nas puścili. Właściwie to potem było tak: szli znowu jakieś tam kilometrów ile, tam były takie kuchnie dla tych ubieżeńców zorganizowane. Coś jakaś pomoc była. A potem doszliśmy do Kliczewa, miasto na Białorusi Kliczew, i tam były pociągi. Myśmy wsiedli do pociągu, ??? ale i szli, aż dojechałem aż do Stalingradu. Tam na stadionie Dynamo myśmy siedzieli, i to już tak było. Później tam były też stoliki, rejestrowali – kto chce jechać tu, tam, tam. Ja napisałem wtedy, że do Astrachania, to jest tam, gdzie woda wpada do morza Kaspijskiego. Na dole samym. Tam żeśmy dojechali.

J. R.: I tam już było bezpiecznie ?

N.E.: No, tu już było ile kilometrów od granicy…

J.R.: No tak. I tam pan pracował też, w tym Astrachaniu ?

N.E.: Nie pracowałem, bo tam było tylko „rybnyj zawod” – fabryka ryby. To myśmy tylko tak, kupili od tych chłopaków, co łapali karpie – rzucili takie sznurki z haczykiem do Wołgi, a później ciągnęli. No i sprzedawali te ryby za półdarmo. To myśmy gotowali. Cały tydzień tylko ryby jedliśmy. A później, jak już tam zaczepiłem się do pracy, później to było że nas Rosjanie napadli, to już jak tam byłem, to już Niemcy byli w Obrojsku. Oni blisko Moskwy byli. Oni wtedy robili w Kałmucki stepie tam, to jest koło Astrachania taki step, Kałmyki tam mieszkają – takie półdzikie ludzie. Oni przeszli do Niemców później słyszałem. To myśmy robili tam namioty. Okopy, namioty, ziemianki. Wszystko. Tam myśmy pracowali jakiś czas, i nas wzięli do pracy. Później jak już pracowałem w Ampelu, co szyłem, to wzięli. A oni, Rosjanie mieli furmanki, robili sobie takie namioty, takie ziemianki. A my to nic nie mieli. Robiliśmy…



  1   2   3


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna