Rozdział XX



Pobieranie 431,19 Kb.
Strona5/7
Data05.12.2017
Rozmiar431,19 Kb.
1   2   3   4   5   6   7

* * *

W dziełach o charakterze korporacyjnym celem nie jest ani prowadzenie działalności religijnej, ani pracy kościelnej, ani pracy oficjalnie katolickiej204. Stąd wprowadzony przez don Josemaríę warunek, pozostający w zgodzie z duchem Opus Dei, postawiony przed założeniem Strathmore College: nie powinien mieć charakteru szkoły misyjnej. Bowiem, podobnie jak członkowie Opus Dei nie są zakonnikami — pisał założyciel Dzieła, —nie są także misjonarzami. Nasza praca apostolska, którą realizujemy z poczuciem misji, jest taka sama w najdalszym zakątku krajów nazywanych misyjnymi, jak na wyasfaltowanych ulicach Rzymu, Londynu, Paryża, Madrytu albo Nowego Jorku205.

Precyzował, w jaki sposób świecki ma pełnić tę misję:

Żyj po prostu swoim zwyczajnym życiem, pracuj tam, gdzie pracujesz, starając się wypełnić obowiązki związane ze swoim stanem, rozwijaj się, czyń postępy każdego dnia. Bądź lojalny, wyrozumiały dla innych i wymagający wobec samego siebie. Bądź umartwiony i radosny. Na tym ma polegać twoje apostolstwo. I, chociaż z powodu swojej nędzy nie będziesz wiedział, dlaczego tak się dzieje, ludzie, którzy cię otaczają, będą do ciebie przychodzić i szukać rozmowy z tobą, naturalnej , prostej rozmowy — po pracy, w rodzinnym kręgu, w autobusie, podczas spaceru, wszędzie . Będziecie rozmawiać o niepokoju, który tkwi w duszy wszystkich ludzi, chociaż czasami niektórzy nie chcą zdać sobie z tego sprawy. Zrozumieją go lepiej, kiedy zaczną prawdziwie szukać Boga.206.

Ten codzienny kontakt z przyjaciółmi i kolegami z pracy, dawanie chrześcijańskiego świadectwa słowem i przykładem życiowym jest prawdziwym zaczynem apostolskim. Na pierwszy rzut oka ta wytrwała, pokorna i cicha praca wydaje się powolna, jednak na dłuższą metę okazuje się najskuteczniejsza.

Pewnego dnia don Josemaría otrzymał list od swego przyjaciela, o. Silvestre Sancho, dominikanina, wówczas rektora Uniwersytetu Świętego Tomasza w Manili, który zasugerował mu, by Dzieło rozpoczęło pracę także na Filipinach. W odpowiedzi — z listopada 1956 roku — Ojciec tłumaczył mu, czemu nie może zadośćuczynić jego prośbie:

Drogi O[jcze] Sancho, otrzymałem twój list, za który naprawdę dziękuję. Byłoby dla mnie wielką radością móc ci odpowiedzieć pozytywnie. Ale niedawno otrzymałem ze Stolicy Świętej zalecenie, żeby nasz Instytut wziął na siebie prowadzenie pewnego terytorium misyjnego i trzeba poczekać, ponieważ nie wiem, ilu ludzi będziemy potrzebowali tam wysłać207.

Rzeczywiście kilka miesięcy wcześnie mons. Antonio Samoré, Sekretarz Sekretariatu Stanu, powiadomił prałata Escrivę de Balaguera, że Jego Świątobliwość Pius XII pragnie powierzyć Opus Dei jedną z prałatur nullius*, które mają zostać utworzone na terytoriach misyjnych. Mons. Samoré osobiście udał się z wizytą do don Josemaríi i pokazał mu mapę Peru, na której zaznaczono terytorium należące do tworzonych właśnie prałatur. Bardzo uprzejmie poprosił założyciela Opus Dei, by wybrał tę, która wydaje się najbardziej stosowna dla Dzieła. Jednak ten nie skorzystał z oferowanej mu możliwości. Wolał — jak twierdził — żeby inne instytucje wybrały wedle swego uznania, a on przyjmie dla Opus Dei ten teren, który pozostanie208.

To prawdziwie katolickie spojrzenie zrodziło się w jego duszy bardzo wcześnie i rozświetliło całe jego życie. Don Josemaría pragnął, aby dążenia apostolskie stały się rzeczywistością w życiu jego dzieci. W następujący sposób tłumaczył sposób wprowadzenia ich w życie: zacznij od tego, co znajduje się w twoim zasięgu, od codziennych obowiązków i po trochu rozciągaj obszar swego zapału zbierając żniwa: w rodzinie, w miejscu pracy, w społeczeństwie, na katedrze uniwersyteckiej, na politycznym zgromadzeniu, wśród wszystkich współobywateli, niezależnie od ich pozycji społecznej, aż po stosunki pomiędzy narodami, ogarnij swoją miłością najróżniejsze rasy, kontynenty i cywilizacje209.

Przepełniony takimi serdecznymi uczuciami w 1956 roku składał życzenia bożonarodzeniowe swoim córkom i synom. Prosił o liczne łaski Boże Dzieciątko, aby nowy rokpoprzez waszą wierność, która jest szczęściem napełnił się powołaniami i dziełami apostolskimi, dziełami miłosierdzia, we wszystkich zakątkach ziemi210. Jednak pomimo całego wysiłku apostolskiego w krajach, na które Dzieło już rozciągnęło swoją działalność, Ojciec nie był usatysfakcjonowany, widząc, jak dużo jeszcze zostało do zrobienia. Wielkość jego ducha i jego hojność wyprzedzały jego możliwości. Czuł się nieusatysfakcjonowany, ponieważ nie wszystko był wstanie zrobić. Było to bowiem bezbrzeżne morze. Na razie musiał odłożyć projekt związanych z Belgią, aby członkowie Dzieła mogli udać się do Brazylii i Kanady211. Musiła też odmówić Filipinom, dopóki nie zostanie uruchomiona prałatura w Peru.

Na mocy konstytucji apostolskiej z 12 kwietnia 1957 roku została założona nowa prałatura nullius, powierzona Opus Dei. Składały się na nią tereny prowincji Huarochirí i Yauyos, wydzielone z archidiecezji w Limie. Jej zwierzchnikiem został prałat Ignacio Orbegozo z Opus Dei212. Pięć lat później, na podstawie umowy pomiędzy kardynałem Landázurim, arcybiskupem Limy i prałatem Yauyos, zwrócono się do Stolicy Świętej o zmianę granic tej kościelnej jednostki administracji213. Prałatura miała od tej chwili nieco ponad 15.000 kilometrów kwadratowych, na których zamieszkiwało 165.000 ludzi. Prał. Orbegozo opisał warunki i sytuację, w jakich znajdowały się powierzone mu tereny. Był to obszar — mówił — «niezwykle biedny i odizolowany z powodu braku dróg. Jego tereny znajdowały się na wysokości od 3 000 do 6 000 metrów nad poziomem morza. Brakowało tu wszystkiego, a ponad dziewięćdziesiąt świątyń było na poły zrujnowanych i opuszczonych, ponieważ od dwudziestu pięciu lat nie było tu księży»214.

Na początku prałat mógł liczyć na pomoc kilku księży diecezjalnych, zapisanych do Stowarzyszenia Kapłańskiego Świętego Krzyża, którym biskupi ich diecezji udzielili zezwolenia na przeniesienie się na terytorium tej prałatury. Całe miesiące spędzali na poznawaniu terytorium, odwiedzając pogrążone w nędzy wioski i osiedla, zagubione pomiędzy górami albo założone na pląskowyżu. Poruszali się konno po ścieżkach zawieszonych gdzieś między niebem a otchłanią, tak wąskich, że jakikolwiek fałszywy krok groził runięciem w przepaść. Udzielali sakramentów: chrzcili, łączyli małżonków i namaszczali chorych. Naprawiali zrujonowane kościoły. Spowiadali i odprawiali msze. Nie wszyscy mieszkańcy znali hiszpański, ponieważ wielu z nich mówiło w quechua, ale nie było to przeszkodą dla głoszenia kazań i niesienia tym ludziom pociechy. Początki były szczególnie trudne. Ojciec był cały czas na bieżąco, niecierpliwie wyglądając wieści. Bardzo chciał do nich pisać, ale wśród tylu spraw nie znajdował okazji, by zrobić to w zupełnym spokoju. W końcu wysłał z Paryża kilka słów wyważonych, lecz pełnych serdeczności:

Paryż, 30 stycznia 1958

Naukochańsi, Ignacy i pozostali! Niech Jezus zachowa mi tych synów w Yauyos.

Jakże bardzo chciałem do was napisać! Ale już wam donieśli, że pośród chorób i pilnej pracy okazywało się, że nie mam czasu nawet żeby napisać stroniczkę.

Pamiętam o was w szczególny sposób: modlę się za was, proszę o modlitwę za was, towarzysze wam i jestem z was dumny.

Nie są mi obce trudności tej orki na ugorze: myślimy nad tym, żeby jak najszybciej pojechali inni wasi bracia, ażeby oprócz prałata było was dwudziestu. Nie będziemy skąpić środków i jestem pewien, że osiągniemy wszystkie cele.

Bądźcie ludźmi modlitwy, wypełniajcie normy. Bądźcie zawsze radośni i pełni optymizmu. Jedzcie, śpijcie, dbajcie jedni o drugich, będąc posłuszni w duchu nadprzyrodzonym waszemu prałatowi. Bądźcie szczerzy, żyjcie świętą praktyką upomnienia braterskiego. I nie zapominajcie, że ten biedny grzesznik, wasz Ojciec, każdego dnia składa was w darze Panu i Naszej Matce - Najświętszej Maryi Pannie, jako pierwociny pracy misyjnej, która teraz będzie kontynuowana w Nairobi i w Osace. Bezbrzeżne morze Miłości!



Z całej duszy wam bołgosławi, ściska was i bardzo was kocha, wasz Ojciec

Mariano215.

Jeden z pierwszych kapłanów, który wiele lat spędził na apostolskim znoju na terytorium Yauyos, wspomina, że Ojciec «tak bardzo martwił się o ten skrawek Kościoła, że wydawało się, że nie ma na głowie nic ważniejszego»216. Czuwał w ich intencji na modlitwie, wspomagał ich swą radą, torował im drogę poprzez swoje inicjatywy duszpasterskie i otaczał ich swą ojcowską miłością i czułością:

Zawsze o was pamiętam podczas modlitwy — mówił — i pragnę wam pomóc zwyciężyć w tysiącu heroicznych drobiazgów, których nigdy nie brakuje nam, synom Bożym, w Jego Dziele217.

Nocami, gdy cierpiał na bezsenność, Ojciec podążał do nich myślami. Wedrował z nimi pod górę i w dół, dzieląc ich trudy...

Niech Jezus zachowa mi tych synów w Yauyos — pisał do prałata. —

Najdroższy Ignacio, twój list z 2 października sprawił mi wiele radości. Jestem razem z wami, towarzyszę wam zawsze - podczas waszej pracy kapłańskiej, podczas wszystkich waszych przygód, których można pozazdrościć, podczas waszej pozornej samotności. Ileż ja się za was modlę! [...]

Ze wszystkimi razem i z każdym z osobna spośród tych synów, miłbym ochotę się spotkać i spokojnie porozmawiać. Mam nadzieję, że Pan sprawi mi tę radość już wkrótce: ja także mam serce i płuca wystarczająco mocne, by przetrwać w Yauyos218.

Jego wielkim marzeniem było zobaczyć jak w twardej andyjskiej ziemi zapuszcza korzenie nadzieja młodych powołań, które jutro będą kontynuować pracę kapłanów przybyłych z Europy. Do tego potrzebne było seminarium prałatury, kolebka przyszłych księży. Jeśli wytrwale i starannie będą dążyć do tego celu, po upływie dwudziestu lat już będą mieli pierwszych wyświęconych.

Za każdym razem, gdy przychodzi od ciebie list —pisał do prałata Orbegozo— czytam go nie raz, i nie dwa, ponieważ przepełnia mnie radością to, że wiem co u was słychać. Czy przywykają do otoczenia moi synowie, którzy ostatnio przyjechali?

Każdego dnia się za was modlę i proszę zwłaszcza za tych chłopców, których przygotowujecie. Już marzę o powołaniach kapłańskich dla prałatury w Yauyos, które wzrosną wśród tych młodych Indian. Zadanie pewnie nie będzie łatwe, ale widzę, że jest bardzo potrzebne i będzie owocne dla przyszłości religii na tych ziemiach.

Odpoczywacie tyle ile trzeba? Nie zaniedbujcie normalnego jedzenia i snu. Inaczej nic dobrego z tego nie wyjdzie, także w sferze duchowej.

Wypełniajcie normy i bądźcie zawsze radośni i zadowoleni: nigdy nie czujcie się samotni, ponieważ —consummati in unum!*wszyscy jesteśmy sercem i naszymi modlitwami w Yauyos219.

I rzeczywiście tak było, jak wspomina prałat, ponieważ «minęło niedawno dwadzieścia pięć lat i ten teren tak hołubiony przez założyciela Opus Dei, w jego sercu i codziennej modlitwie, jest teraz kościelnym terytorium z godną pozazdroszczenia strukturą. Dysponuje seminarium oraz dwudziestoma rodzimymi kapłanami. Ma pierwszorzędne prace apostolskie: radiostację, szkoły, plantacje, szkoły zawodowe, laboratoria i tak dalej, przy bardzo wysokim chrześcijańskim poziomie wiernych»220.



1 Por. List 16 VI 1960, nr 1. Mons. Juan Hervás Benet opowiada, że pewnego dnia, gdy opowiadał don Josemaríi o wrażeniach ze swej ostatniej podróży na Kubę i do Stanów Zjednoczonych w styczniu 1945 roku, przekonał się, że «marzenie, by rozprzestrzenić swą pracę na te i wiele innych krajów było celem przewidzianym od zawsze, ponieważ Dzieło zrodziło się uniwersalne [...]. Z tego, co mi mówił, a przede wszystkim, jak mi to mówił, zrozumiałem, że ta ekspansja spalała go wewnętrznie od dawna, ponieważ u don Josemaríi Opus Dei było niczym ogień zapału, który go trawił» (Juan Hervás Benet, w: Testimonios..., s. 187-188).

* (łac.) Przyszedłem ogień rzucić na ziemię (Łk 12,49) – przyp. tłum..

2 Javier Echevarría, Sum. 2229.

3 List do Maríi Eliny Gaínza Ortega, w: EF-561203-1. Mówiąc o globalnej ekspansji Dzieła, założyciel zwykł mówić, że dokonała się ona a Roma e da Roma [(wł.) w Rzymie i z Rzymu - przyp. tłum.] (Por. Álvaro del Portillo, Sum. 632).

4 List z 7 X 1950, nr 53.

* (łac.) zespoleni w jedno [por. J 17,23] – przyp. tłum..

5 AGP, P01-1975, s. 1554.

6 List z 16 VI 1960, nr 5.

7 Ibidem.

8 Ibidem.

9 Ibidem, nr 6.

10 Ibidem, nn. 10 y 11.

11 List z 14 IX 1951, nr 2.

12 Ibidem, nr 3.

13 Mercedes Morado García opowiada o Ojcu, że «wiele razy powtarzał nam, że powinniśmy iść pospiesznie, Bożym krokiem, i że po to, żeby nas powstrzymywać i działać roztropnie, to już jest on» (RHF, T-07902, s. 95). Por. Juan Hervás, w: Testimonios..., s. 187-188.

14 List z 16 VI 1960, nr 6.

15 Ibidem, nr 12.

16 Ibidem.

17 Pewien członek Dzieła, który wstąpił do Kolegium Rzymskiego w październiku 1959 roku, opowiada, że kilka dni po jego przyjeździe Ojciec zaprosił kilku alumnów do zwiedzenia kilku kaplic. Gdy dotarli do Wielkiej Zakrystii, zatrzymał się na chwilę i powiedział: «Pokażę wam sekret Opus Dei, i spojrzał na nas z rozbawieniem, widząc na naszych twarzach zaskoczenie. Potem otworzył drzwi do Kaplicy Rady. Ukląkł przed tabernakulum, a potem odczytał słowa pochodzące z Dziejów Apostolskich, które znajdują się nad drzwiami w głębi kaplicy oraz nad drzwiami do szafy z książkami do czytania: Erant omnes perseverantes unanimiter in oratione [(łac.) Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie (Dz 1,14) – przyp. tłum.], i powiedział nam, że to jest jedyny sekret Opus Dei: Modlitwa. Że ta broń jest sekretem naszej skuteczności» (Alfonso de Cárdenas Rosales, RHF, T-06503, s. 4).

18 Często zdarzało się, że w trakcie pierwszego etapu, który czasami trwał całymi latami, ci członkowie Opus Dei, którzy torowali drogę Dziełu wciąż byli we dwóch, trzech lub co najwyżej czterech.

19 List z 16 VI 1960, nr 18.

20 Ibidem, nr 13. Był to z pewnością najlepszy bagaż duchowy, jaki mogli zabrać ze sobą. Oto pewna anegdota ze letnich podróży Ojca do Anglii. Gdy w 1962 roku spotkał się z grupą studentów z Manchesteru, jeden z nich poprosił go, z nadzieją, o jakiś przedmiot, który można by było zachować jako pamiątkę w Greygarth Residence, akademiku w Manchesterze.

— Chodzi o to, że nie mamy żadnej pamiątki, Ojcze – rzekł tytułem pretekstu.

Owszem macie, macie mojego ducha, a za tym idzie wszystko inne. To jest najlepsze, co mogę wam dać – odpowiedział mu don Josemaría (AGP, P01-XI-1962, s. 76).


21 José Luis Múzquiz de Miguel, RHF, T-04678, s. 15.

W tym zachowaniu Ojca było tyleż wiary, co hojności. Kiedy w 1960 roku założyciel poprosił Olgę Marlin, numerariuszkę irlandzką, aby zamieszkała w Nairobi, radząc jej, aby to przemyślała z całą wolnością i że z czasem powie mu, czy chce jechać, czy nie, Olga była pod wielkim wrażeniem wiary Ojca. W Irlandii było ich mało, a jeszcze kilka miało jechać do Kenii i Japonii. W rozmowie z dyrektorką podziwiała wielką wiarę Ojca, że na ich miejsce znajdą się kolejne powołania. – Wiarę? – zapytała dyrektorka. – Wiara Ojca polega na tym, że wysyła młode dziewczyny, jak ty, aby zaczynać Opus Dei na nowym kontynencie! (Olga Marlin, RHF, T-08425, s. 1).



22 Nota mecanografiada del Fundador del Opus Dei, con indicaciones para comenzar la labor apostólica en varias ciudades de Italia (I 1948) [Maszynopisowa notatka Założyciela Opus Dei, ze wskazówkami, jak rozpocząć pracę apostolską w różnych miastach Włoch (styczeń 1948) – przyp. tłum.] , w: RHF, D-15731.

23 Por. np. listy do jego synów w Stanach Zjednoczonych, w: EF-490706-2, oraz do Adolfa Rodrígueza Vidala w Chile, w: EF-500901-11; w ostatnim z nich pisze: Myślę, żeżeby zapewnić wam swobodę ruchów potrzebujesz grupy chłopców, przed datą, o której mówisz, oraz administracji. Wtedy rzeczywiście będziecie mogli zacząć pracę. Ale żeby mogły przyjechać dziewczyny, potrzeba koniecznie: 1) osobnego wejścia do domu, etc. (wymienione zostaje siedem warunków dotyczących domu).

24 Mercedes Morado García, RHF, T-07902, s. 106. Mercedes Morado pracowała w Asesorii Regionalnej w Hiszpanii od 1952 do 1956; a od 1956 do 1973 w Asesori Centralnej w Rzymie. Na temat początków pracy kobiet z Dzieła w niektórych państwach wspomina:

«Pierwsze, o czym mogę opowiedzieć, miało miejsce, gdy grupa numerariuszek wyjechała, aby zamieszkać na stałe w Niemczech, w październiku 1956 roku. Sekcja męska działała tam od kilku lat, ale my tam nie jechałyśmy, dopóki nie znaleziono odpowiedniego domu, w którym można by było rozpocząć dzieło korporacyjne - akademik.

W następnym roku rozpoczęto działalność w Marilii, małym miasteczku w Brazylii, i znowu przeżyłyśmy to, co zawsze: grupa, która udała się do tego kraju — różnych narodowości, między innymi jakaś Portugalka, aby mieć rozwiązany problem języka — nie mogła wyruszyć, dopóki dom nie był odpowiednio przygotowany. Przybyły tam 20 września 1957 roku.

Kiedy przyjechały, dom — wiem to z opowiadania Amparo Bollaín, która przewodziła tej grupce — był czysty, stół nakryty do śniadania, a w niektórych pokojach stały kwiaty. Panie, które znały Dzieło dzięki pracy księży, zanioosły im obiad i kolację pierwszego dnia.

Na temat poczatków w Urugwaju — w Montevideo — można powiedzieć to samo: numerariuszki, które tam pojechały, znalazły w domu wszystko, co niezbędne, aby nie musieć się martwić przez pierwsze dni. Tam także rozpoczęła pracę Szkoła Gospodarstwa Domowego» (Ibidem).

W niektórych przypadkach założyciel Opus Dei dopuszczał odstępstwa od tego sposobu postępowania i wyjątkowo Sekcja Żeńska udawała się na własną rękę, aby rozpocząć własną działalność, a kobiety, które miały zająć się administracją jechały zaraz potem. Por. listy do jego synów w Argentynie, w: EF-520211-1, oraz w Urugwaju, w: EF-570502-4.



25 List do jego córek z Asesorii Centralnej, w: EF-480205-1.

26 List, w: EF-500305-1.

27 List do jego córek w Stana Zajednoczonych, w: EF-500531-1.

28 List do jego synów w Kolumbii, w: EF-520722-1.

29 List do Teodoro Ruiza Jusué, konsyliariusza w Kolumbii, w: EF-520814-4. Por. także: listy do Xaviera de Ayala Delgado, konsyliariusza w Portugalii, w: EF-540302-3 oraz EF- 5404202, na ten sam temat.

30 Por. list do jego synów z Rady Generalnej, w: EF-510608-1.

31 List do Amadea de Fuenmayor Champína, w: EF-520911-1.

32 Por. Droga, nr 470. O pochodzeniu tego punktu z Drogi opowiada José María González Barredo, który przy jakiejś okazji towarzyszył Ojcu w odwiedzinach u przyjaciela —Manuela Valdésa Ruiza — który zachorował. Ojciec tłumaczył mu, na czym polega praca apostolska Dzieła, a chory, nie mogąc mówić, wziął kawałek papieru i napisał: «Ale... a środki?» (José María González Barredo, RHF, T-04202, s. 5).

33 Pedro Casciaro Ramírez, Sum. 6347.

34 Luis Sánchez Moreno Lira, Sum. 6427. Kiedy wysyłał swoich synów do innych krajów, powiada Juan Larrea, udawali się tam tylko z błogosławieństwem i nie mając żadnych pieniędzy (Sum. 6025). W latach pięćdziesiątych, gdy rozpoczęcie ekspansji apostolskiej zbiegło się trwającym całymi latami okresem stałego zadłużenia, gdy nadchodził moment pożegnania tych, którzy wyjeżdżali w daleką drogę, założyciel Opus Dei mówił im: Synowie moi, bardzo mi przykro, że nie mogę wam dać materialnego wsparcia, ale daję wam to, co mam najlepszego, Krzyż, obrazek Najświętszej Panienki i moje ojcowskie błogosławieństwo (César Ortiz Echagüe Rubio, PM, k. 988v). Krzyże, o których mowa, to małe drewniane krzyżyki, wykonane z drewna z belek kapliczki z Molinoviejo. Przechowywane były w siedzibach Komisji Regionalnych na znak jedności każdego regionu z Głową Dzieła, ponieważ 24 września 1947 roku w Molinoviejo zostało złożone przez najstarszych członków Dzieła zobowiązanie, że będą czuwać nad tym, by nie wypaczyła się jedność moralna, duchowa i prawna Opus Dei.

* (łac.) zespoleni w jedno [por. J 17,23] – przyp. tłum.

35 List, w: EF-500620-7.

36 List, w: EF-640408-1.

37 List do José Luisa Múzquiza de Miguela, w: EF-500313-3.

38 List do jego córek w Stanach Zjednoczonych, w: EF-500923-2.

39 Por. Listy do jego córek w Meksyku, w: EF-500620-7, EF-590901-8 oraz EF-500923-6; oraz do jego synów w Anglii, w: EF-500923-4.

40 Por. List do Pedra Casciaro Ramíreza, w: EF-520714-1.

* Guadalupe Ortiz de Landázuri -

41 List, w: EF-521117-1. W tym serdecznym i familiarnym tonie utrzymane były liczne jego listy do chorych albo cierpiących: Dowiedziałem się, że cię operowano na wyrostek i że, Bogu dzięki, wszystko poszło dobrze. Nie rób nam więcej tego rodzaju żartów, łobuzie. Czy wszystko już w porządku? (List do José Montañésa Moreno, w: EF-580420-1).

42 Por. List do wszystkich jego synów, w: EF-661220-1.

43 List do jego córek w Stanach Zjednoczonych, w: EF-500620 2.

44 List do jego córek w Neapolu, w: EF-531118-1.

45 List do Joaquína Madoza Montoyi, w: EF-570502 2.

46 List do Alfonsa Par Balcellsa, w: EF-570720-1.

47 List do jego córek w Irlandii, w: EF-610214-1. Niewielkie trudności następowały, prędzej czy później, wszędzie. Rada Ojca w tych okolicznościach, była taka, jakiej udzielił swym synom z Austrii:


1   2   3   4   5   6   7


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna